
Krzyż: Tajemnica Zbawienia i Łaski
Krzyż to nie symbol, lecz miejsce zbawienia. Nie ma grzechu większego niż Boża łaska, lecz grzech bez pokuty prowadzi do śmierci. Jezus umiera, abyśmy my mogli żyć. Jego ofiara otwiera drogę do Ojca.
Transkrypcja
Witajcie serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Ewangeliarz w głąb Ewangelii. To jest nasza wspólna droga przez Ewangelię wg Mateusza. Przechodzimy ją rozdział po rozdziale. Wierzę, że z takim pragnieniem, aby nie tylko przeczytać tekst, ale żeby wejść głębiej w jego sens, w jego kontekst, w przesłanie i w to, co Duch Święty chce dziś powiedzieć Kościołowi poprzez swoje słowo. Czytamy Ewangelię z Biblii Tysiąclecia, z wydania piątego, no bo jest to jeden z najbardziej znanych i najczęściej używanych przekładów Pisma Świętego w Polsce. On jest szczególnie rozpoznawalny poza środowiskiem protestanckim, dlatego w tym podcaście sięgam właśnie po ten przekład, żeby tekst Ewangelii mógł być słuchany i rozpoznawany przez jak najszersze grono odbiorców. Nazywam się pastor Bartomiej Szymon Kurylas i na co dzień służę w Kościele Chrześcijańskim Nowe Narodzenie w Tarnowskiej Górach. W tym podcaście chcę zaprosić Cię nie tylko do takiego słuchania, ale do spotkania z Chrystusem, który nie jest jedynie postacią historyczną, nie jest jedynie nauczycielem moralności, nie jest jedynie jakimś symbolem, ale jest Panem, jest Zbawicielem, jest Synem Bożym, jest Królem, który przyszedł, żeby oddać swoje życie za grzeszników. Dzisiaj dojdziemy do jednego z najciemniejszych, najcięższych, a równocześnie najświętszych rozdziałów całej Ewangelii Mateusza. Rozdział 27 prowadzi nas od zdrady i rozpaczy Judasza poprzez proces Jezusa przed Piłatem, przez wybór Barabasza, przez szyderstwo żołnierzy. Później mamy drogę na Golgotę, ukrzyżowanie, śmierć Chrystusa, rozdarcie zasłony, wyznanie setnika i mamy pogrzeb i zabezpieczenie grobu. To jest rozdział, którego nie sposób czytać na chłodno. Oczywiście można go analizować wyłącznie egzegietycznie, można omawiać wyłącznie jego strukturę, można badać tło historyczne, ale jeżeli czytamy go naprawdę, to w którymś momencie musimy zamilknąć, bo tu człowiek staje wobec tajemnicy krzyża. Tu nie oglądamy jedynie ludzkiej niesprawiedliwości, politycznego tchórzostwa czy jakiejś takiej religijnej hipokryzji i brutalności tamtych czasów. Tu widzimy coś więcej. Widzimy Syna Bożego, który zostaje wydany w ręce ludzi, aby wypełnić odwieczny plan Ojca i stać się ofiarą za grzech świata. Przeczytajmy więc teraz Ewangelię Mateusza, 27 rozdział. A gdy nastał ranek, wszyscy arcykapłani i starsi rudu powiedzieli uchwałę przeciw Jezusowi, żeby go zgładzić. Związawszy go, zaprowadzili i wydali w ręce namiestnika Poncjusza Piłata. Wtedy Judasz, który go wydał, widząc, że go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym i rzekł Zgrzeszyłem, wydając krew niewinną. Lecz oni odparli. Co nas to obchodzi? To Twoja sprawa. Rzuciwszy srebrniki w stronę przybytku, oddalił się. A potem poszedł i powiesił się. Arcykapłani zaś wzięli srebrniki i orzekli Nie wolno kłaść ich do skarbca świątyni, bo są zapłatą za krew. Po odbyciu narady kupili za nie pole garncarza na grzebanie cudzoziemców. Dlatego pole to aż po dziś dzień nosi nazwę Pola Krwi. Wtedy wypełniło się to, co powiedział prorok Jeremiasz. Wzięli trzydzieści srebrników za płaty dla tego, którego oszacowali synowie Izraela. I dali je za pole garncarza, jak mi rozkazał Pan. Jezusa zaś postawiono przed namiestnikiem. Namiestnik zadał Mu pytanie. Czy Ty jesteś królem żydowskim? Jezus odpowiedział. Tak, ja nim jestem. A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał. Wtedy zapytał Go Piłat. Nie słyszysz, jak wiele zeznają przeciw Tobie? On jednak nie odpowiedział na żadne pytanie. Także namiestnik bardzo się dziwił. A na każde święto namiestnik miał zwyczaj uwalniać jednego więźnia, którego chcieli. Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia imieniem Barabasz. Gdy się więc zgromadzili, spytał ich Piłat. Którego chcecie, żebym Wam uwolnił? Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem? Wiedział bowiem, że przez zawiść Go wydali. A gdy on odbywał przewód sądowy, żona jego przysłała Mu ostrzeżenie. Nie miej nic do czynienia z tym sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z jego powodu. Tymczasem arcykapłani i starsi namówili tłumy, żeby żądały Barabasza, a domagały się śmierci Jezusa. Pytał ich namiestnik. Którego z tych dwóch chcecie, żebym Wam uwolnił? Odpowiedzieli Barabasza. Rzekł do nich Piłat. Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem? Zawołali wszyscy. Na krzyż z nim. Namiestnik powiedział. Cóż właściwie złego uczynił? Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli na krzyż z nim. Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej narasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu mówiąc. Nie jestem winny krwi tego sprawiedliwego. To Wasza rzecz. A cały lud zawołał krew jego na nas i na dzieci nasze. Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na okrzyżowanie. Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa ze sobą do pretorium i zgromadzili koło niego całą kohortę. Rozebrali go z szat i narzucili na niego płaszcz szkarłatny. Upluczył wieniec ściernia, włożyli mu na głowę, a do prawej ręki dali mu trzcinę. Potem przyklękli przed nim i szydzili z niego mówiąc. Witaj król żydowski. Przy tym pluli na niego, brali trzcinę i bili go po głowie. A gdy go wyszydzili, zdjęli z niego płaszcz, włożyli na niego własne jego szaty i odprowadzili go na okrzyżowanie. Wychodząc spotkali pewnego człowieka z Tyreny imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż jego. Gdy przyszli na miejsce zwanego lgotom, to znaczy miejscem czaszki, dali mu pić wino zaprawionego ryczą. Skosztował, ale nie chciał pić. Gdy go okrzyżowali, rozdzielili między siebie jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc tam pilnowali go. A nad głową jego umieścił napis z podaniem jego winy. To jest Jezus, król żydowski. Wtedy też ukrzyżowano z nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie. Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali go i potrząsali głowami, mówiąc, Ty, który burzysz przybytek i w trzy dni go odbudowujesz, wybaw sam siebie. Jeśli jesteś Synem Bożym, rzeć z krzyża. Podobnie arcykapłani, wraz z uczonymi w piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali, innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela. Niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w niego. Zaufał Bogu, niech go teraz wybawi, jeśli go miłuje. Przecież powiedział, jestem Synem Bożym. Tak samo leżyli i go, i złoczyńcy, którzy byli z nim ukrzyżowani. Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Eli, Jezus zawołał donośnym głosem, Eli, Eli, la massa bachtani, co znaczy, Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił. Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili, on Eliasza woła. Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, nasączył ją octem. Umocował na trzcinie i dawał mu pić. Lecz inni mówili, zostaw, popatrzmy, czy nadejdzie Eliasz, aby go wybawić. A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i oddał ducha. A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje, z góry na dół. Ziemia zadrzała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów, po jego zmartwychwstaniu, weszli do Miasta Świętego i ukazali się wielu. Setnik zaś i jego ludzie, którzy trzymali straż przy Jezusie, widząc strzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili, prawdziwie ten był Synem Bożym. Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu. Były wśród nich Maria Magdalena, Maria matka Jakuba i Józefa oraz matka synów Zebedeusza. Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Ary Matei imieniem Józef, który też był uczniem Jezusa. Udał się on do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wówczas Piłat kazał je wydać. Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno i złożył w swoim nowym grobie, który kazał wykuć skalę. Przed wejściem do grobu zatoczył duży kamień i odszedł. Lecz Maria Magdalena i druga Maria pozostały tam siedząc naprzeciw grobu. Na zajucz, to znaczy po dniu przygotowania, zebrali się arcykapłani i faryzeusze u Piłata i oznajmili. Panie, przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział jeszcze za życia po trzech dniach powstane. Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, żeby przypadkiem nie przyszli jego uczniowie, nie wykradli go i nie powiedzieli ludowi, powstał z martwych. I będzie ostatnio oszustwo gorsze od pierwszego. Rzekł im Piłat – macie straż, idźcie, zabezpieczcie grób jak umiecie. Oni poszli i zabezpieczyli grób, opiętrzetowując kamień i stawiając straż. Ten rozdział zaczyna się od poranka po nocnym przesłuchaniu Jezusa. Mateusz mówi, że gdy nastał ranek, no to wszyscy arcykapłani i starsi ludu powzięli uchwałę przeciw Jezusowi, żeby go zgładzić. To zdanie jest przerażające w tej swojej prostoci. Nocą Jezus został osądzony przez religijnych przywódców, ale rano sprawa musi zostać przekazane w ręce władzy rzymskiej, bo Żydzi nie mieli wtedy prawa do samodzielnego wykonywania wyroku śmierci. Zobaczmy. Religia, która utraciła serce dla Boga, zaczęła się posługiwać politykom, po to, żeby zrealizować własną nienawiść. I to jest bardzo mocne ostrzeżenie dla każdego pokolenia wierzących, bo można znać teksty Pisma, pełnić jakieś funkcje duchowe, występować jako obrońca porządku, a jednocześnie być całkowicie ślepym na Boga, kiedy On wręcz stoi przed nami. To jest w ogóle straszne napięcie tej Ewangelii. Ci, którzy powinni rozpoznać Mesjasza, najbardziej Mu się sprzeciwiają. Ci, którzy znali i studiowali Pismo, nie rozpoznali słowa, które stało się ciałem. I to nie jest tylko historia dawnych arcykapłanów. To jest pewne lustro, bo niestety możemy mieć Biblię w ręku, a nie mieć Chrystusa w sercu. Możemy mówić o Panu Bogu, a równocześnie walczyć cały czas z Jego działaniem. Możemy bronić naszych religii, a odrzucać Boga. Następnie Ewangelista prowadzi nas do Judasza. Judasz widzi, że Jezus został skazany i ogarnia go żal. On oddaje te trzydzieści srebrników, które wziął arcykapłanom i mówi, że zgrzeszył, że wydał krew niewinną. To jest bardzo dramatyczne, bo Judasz rozpoznaje swoją winę. On wie, że Jezus jest niewinny. On już nie usprawiedliwia się. Nie tłumaczy, że został zmuszony, że nie wiedział, co robi. Nie mówi, że inni są bardziej winni. On mówi, że zgrzeszył. Ale ten Jego żal nie prowadzi go do życia. Prowadzi go do rozpaczy. Mateusz mówi, że on rzuca te srebrniki, odchodzi i popełnia samobójstwo. Posłuchajcie, to jest bardzo trudny moment. To jest moment, w którym warto się zatrzymać tak uczciwie nad tym fragmentem. Okazuje się, że Słowo Boże rozróżnia między żalem, który prowadzi do pokuty, a żalem, który prowadzi do śmierci. Później apostoł Paweł Koryntianom wytłumaczy, że smutek według Boga sprawia nawrócenie ku zbawieniu, którego się potem nie żałuje. Ale smutek świata on przynosi śmierć. Judasz nie jest przykładem człowieka, który popełnił zbyt wielki grzech, żeby Bóg mu mógł przebaczyć. To jest bardzo ważne. Ewangelia nie mówi nam, uważaj, bo są grzechy większe niż Boża łaska. Nie, nie ma takich grzechów. Gdyby Judasz przyszedł do Chrystusa w prawdziwej pokucie, to odnalazłby w Nim Zbawiciela. Problem tego człowieka nie polegał na tym, że jego grzech był większy niż krzyż. Problem polegał na tym, że on nie poszedł ze swoim grzechem do Chrystusa, że on sam został ze swoją winą. A człowiek zostawiony sam na sam, z nagą winą, bez łaski, bez Ewangelii, bez przebaczenia, bez nadziei, zostaje zmiażdżony i zabity przez diabła. I to jest bardzo ważne dzisiaj. Bo my żyjemy dzisiaj w czasach, które z jednej strony próbują odsunąć od człowieka pojęcie grzechu, zastępują go otoczakami, jak błąd, upadek i w ogóle, mechanizmy uwarunkowania i tego typu określenia. Z drugiej strony ta sama kultura potrafi być niesłychanie bezlitosna. Wystarczy, że ktoś upadnie publicznie, powie coś niewłaściwego, zrobi coś moralnie kompromitującego, zgrzeszy. A współczesny świat potrafi go ukamieniować w każdy możliwy sposób. Cyfrowo, w mediach społecznościowych, zawodowo, społecznie, psychicznie. Z jednej strony ten świat mówi, że nie wierzymy w grzech, ale z drugiej strony nie wierzy w przebaczenie. Potrafi odebrać człowiekowi imię, twarz, przyszłość i w ogóle jakąkolwiek możliwość przemiany. Tymczasem Ewangelia jest inna. Ewangelia nie udaje, że grzech nie istnieje i dzięki temu mówi o przebaczeniu. Mówi, że Zbawiciel jest większy niż nasza wina. Chrześcijaństwo prowadzi grzesznika do krzyża, gdzie wina zostaje nazwana, zostaje osądzona, zostaje poniesiona i ostatecznie zostaje przebaczona. Arcykapłani, co ciekawe, odpowiadają Judaszowi słowami, że ich to nic nie obchodzi, że to jest jego sprawa. Zobaczcie, jakie to jest zimne. Ludzie, którzy posłużyli się Judaszem, porzucają go, kiedy przestaje być użyteczny. To jest właśnie mechanizm diabła. Diabeł tak działa. Najpierw się kimś posłuży, a potem porzuca go, kiedy ten ktoś jest bezużyteczny. Tak działa grzech. Grzech zawsze obiecuje wspólnotę, a kończy się izolacją. Obiecuje zysk, a zostawia pustkę. Potrole nad wszystkim, a oddaje człowieka rozpaczy. Następnie Pan Jezus staje przed Piłatem. Piłat go pyta, czy on jest królem żydowskim. Jezus odpowiada zgodnie z prawdą, że nim jest. To jest mocne, bo cały ten rozdział jest w pewnym sensie ironią wokół tego tematu. Jezus jest prawdziwym królem, ale zostaje potraktowany jak przestępca. Jest królem Izraela, a przywódcy Izraela go odrzucają. Jest panem, panem historii, a stoi związany przed namiestnikiem Rzymu. Jest sędzią żywych i umarłych, a to ludzie go osądzają i wydają na niego wyrok. Jest Synem Bożym, a zostaje wyszydzony jak ktoś bezsilny. Piłat też jest tragiczną postacią. Judasz jest człowiekiem zdrady i rozpaczy, ale Piłat jest człowiekiem tchórzostwa. On wie, że Jezus jest sprawiedliwy, że został wydany z zawiści. Mateusz to bardzo jasno przedstawia. Piłat nie jest głupcem. On rozumie te napięcia. On wie, że Jezus nie jest przestępcą. Nawet jego żona przesyła mu wiadomość, żeby nic nie robił temu człowiekowi. A jednak Piłat nie postępuje zgodnie z tym, co rozpoznał. On kalkuluje, kalkuluje. I zobaczcie, jakie to jest prawdziwe. Wielu ludzi nie odrzuca prawdy dlatego, że jej nie widzi, ale dlatego, że ją kalkuluje. Współczesny człowiek bardzo lubi o sobie myśleć, że jest niezależny, autonomiczny, wolny, odważny. Natomiast nie. Człowiek jest bardzo podatny na presję grupy, na autorytet grupy, na oczekiwania otoczenia. Jest bardzo podatny na lęk przed odrzuceniem i ma bardzo silne pragnienie akceptacji. Ewangelia Mateusza pokazuje nam, że jest coś jeszcze głębszego. Człowiek potrafi zaprzeczyć własnemu sumieniu, jeśli się boi utraty pozycji albo spokoju. Piłat myje ręce wobec tłumu. To jest gest, który przeszedł do historii jako taki symbol pozornej niewinności. Ale to umycie rąk nie oczyściło sumienia. Historia mówi, że Piłat też popełnił samobójstwo. Nie mamy tego w Piśmie Świętym, ale mamy to w historii zapisane. W tym miejscu pojawia się jeszcze Barabasz. Tłum ma wybór – Jezus albo Barabasz. Barabasz jest więzieniem znanym. Według innych Ewangelii był związany z rozruchem i zabójstwem. A jednak lud wybiera Barabasza, a Jezusa każe ukrzyżować. I znowu – winny zostaje uwolniony, niewinny zostaje skazany. Barabasz wychodzi na wolność, ponieważ Jezus idzie na krzyż. Czy Barabasz rozumiał, co się stało? Tego nie wiemy. Ale jego historia jest obrazem Ewangelii. Ja jestem Barabaszem. Ty jesteś Barabaszem. Winny, który powinien ponieść konsekwencje, zostaje uwolniony, ponieważ niewinny Syn Boży zajmuje jego miejsce. Marcin Luther mówił tutaj o wielkiej wymianie. Chrystus bierze nasz grzech, a daje nam swoją sprawiedliwość. Calvin podkreślał, że Chrystus jako pośrednik stanął pod sądem Boga za nas, żebyśmy w Nim zostali pojednani z Ojcem. I to nie jest jakaś nieważna doktryna. To jest serce Ewangelii. Jeśli krzyż jest tylko przykładem miłości, to wzrusza, ale nie zbawiałby. Jeśli krzyż byłby tylko takim symbolem solidarności Boga z cierpiącymi, to krzyż by był pocieszeniem, ale nie rozwiązałby problemu winy. Jeżeli krzyż byłby tylko demonstracją niesprawiedliwości świata, to nie dałoby to pojednania z Bogiem. Więc krzyż jest czymś więcej. Krzyż jest miejscem, gdzie Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek oddaje siebie jako ofiarę za grzechy swojego ludu. On nie umiera przypadkowo. On nie jest tylko ofiarą systemu. On jest barankiem Bożym za nas. Kiedy wynano wyrok, zbierają się wokół Jezusa do praetorium. Zbierają się wokół Niego, rozbierają Go, narzucają Mu płaszcz, wkładają Mu na głowę koronę z ciernia i dają Mu trzcinę do ręki. Klękają przed Nim i szydzą. Plują na Niego, biją Go, a potem prowadzą Go na ukrzyżowanie. To jest bardzo brutalne, ale też głębokie teologicznie. Korona cierniowa to nie jest jakiś tam przypadkowy element tortur. To jest jedyna przekleństwo z Księgi Rodzaju, bo po upadku człowieka ziemia rodzi cierń i oset. Jezus bierze na swoją głowę znak przekleństwa. Król Chwały zostaje ukoronowany cierniem, ponieważ przyszedł, żeby ponieść przekleństwo. Paweł napisze później w liście do Galacjan, że Chrystus wykupił nas z przekleństwa prawa, stawszy się za nas przekleństwem. Mateusz pokazuje to obrazem. To jest trudne, bo my często mylimy godność z nietykalnością ego. Mówimy o granicach, o asertywności, o ochronie siebie i te rzeczy są ważne, ale tylko wtedy, jeżeli są rozumiane mądrze. Człowiek oczywiście nie jest powołany do życia w jakiejś przemocy, jakimś niszczeniu, ale Ewangelia mówi coś, czego popsychologia często nie potrafi powiedzieć. Nie każda rana oznacza porażkę. Nie każde uniżenie oznacza utratę wartości. Nie każde cierpienie jest dowodem, że ktoś jest poza wolą Bożą. Czasami największa wierność Bogu prowadzi nie na scenę sukcesu, ale właśnie na Golgotę. I tam, gdzie świat widzi klęskę, Bóg objawia swoje zwycięstwo. Ostatecznie Jezus zostaje doprowadzony na Golgotę, na miejsce zwane miejscem czaszki. Dają Mu wino zmieszane z żółcią, nie chce Go pić, potem Go krzyżują. Mateusz opisuje samo ukrzyżowanie dosyć oszczędnie. On nie rozwija nam tutaj jakichś medycznych szczegółów tortury, nie karmi nas bólem, nie buduje nawet jakiegoś dramatyzmu przez jakiś taki bardzo naturalny opis. Pisze po prostu, gdy Go ukrzyżowali. I to wystarczyło pierwszym czytelnikom, bo oni wiedzieli, czym jest krzyż. Oni wiedzieli, że krzyż to było narzędzie terroru, to był publiczny spektakl hańby, to był pewien komunikat. Tak kończą Ci, którzy stają przeciwko Rzymowi. Ale Ewangelia odwraca znaczenie krzyża. Narzędzie hańby staje się tronem króla. Miejsce przekleństwa staje się miejscem błogosławieństwa. Publiczne poniżenie stanie się objawieniem Bożej chwały. Paweł później napisze, że głoszenie krzyża jest zgorszeniem dla Żydów i błogosławieństwem dla Pogan, ale dla nas jest mocą Bożą i mądrością Bożą. Inaczej mówiąc, krzyż rozbija ludzkie systemy wartości. Człowiek szuka Boga w sile, w pięknie, w harmonii, w triumfie, w doskonałości, a Bóg objawił się w ukrzyżowanym. Nad głową Pana Jezusa umieszczono napis z podaniem Jego winy. To jest Jezus, Król Żydowski. Chciano Go wyszydzić, ale ogłoszono prawdę. I często tak jest w Ewangelii Mateusza, że ludzie mówią więcej niż rozumieją. Kajfasz, Piłat, żołnierze, tłum, wszyscy w różny sposób uczestniczą w tej historii, nie pojmując nawet, że ich szyderstwo zostaje wciągnięte w objawienie prawdy i jej supełnienie proroctów. Jezus naprawdę jest Królem. Tylko Jego Królewstwo nie przychodzi przez miecz Rzymu, nie przez intrygi Sanhedrynu, nie przez przemoc tego tłumu, ale przez krzyż. Obok Jezusa zostaje ukrzyżowanych dwóch złoczyńców. Przychodzą, bluźnią Mu, podcząsają głowami, śmieją się, że skoro zburzył przybytek i wstrzydni Go odbuduje to, żeby wybawił sam siebie, drwią z Niego. Oni mówią to jako drwinę, ale właśnie tak jest, jak mówią. Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. On nie może wybawić siebie, jeśli ma wybawić innych. Nie dlatego, że brakowało Mu mocy, dlatego, że postanowił zostać na krzyżu. I znowu, to jest serce chrześcijaństwa. Jezus mógł zejść z krzyża, mógł wezwać legiony aniołów, mógł jednym słowem zakończyć cały ten spektakl ludzkiej pychy. Ale gdyby to zrobił, my nie moglibyśmy zostać zbawieni. Zbawia nas nie to, że Chrystus udowodnił swoją moc przez zejście z krzyża, ale to, że udowodnił swoją miłość przez pozostanie na krzyżu. On pokazał, kim jest, oddając siebie za nas. Czytamy, że od godziny szóstej do godziny dziewiątej mrok ogarnął całą ziemię. To nie było tylko zjawisko atmosferyczne. To był sąd. W Starym Testamencie ciemność często towarzyszy Dniu Pańskiemu, sądowi tej Bożej interwencji. I na krzyżu dokonuje się sąd, ale nie taki, jakiego spodziewałby się człowiek. Sąd spada nie na buntowników stojących pod krzyżem, nie na tych szyderców, nawet nie na tchórzliwego piłata, nie na tych cynicznych arcykapłanów, nawet nie na uciekających uczniów, tylko na Syna Bożego, który niesie ich wszystkich grzech na siebie. Wtedy Jezus woła głośnym głosem donośnym głosem Elielema sabachthani czyli Boże mój Boże, czemuś mnie opuścił. To oczywiście cytat z psalmu 22. Nie jest to krzyk niewiary. To jest modlitwa Syna, który wchodzi w najgłębszą otchłań opuszczenia. Jezus modli się tymi słowami, bo tam jest największa ciemność. To jest ważne. Nawet na krzyżu Jego świadomość, Jego modlitwa, Jego cierpienie są całkowicie zanurzone w Bożym Słowie. Musimy w ogóle mówić o tym ostrożnie. Nie wolno nam powiedzieć, że trójca została rozerwana. Jakby ojciec przestał kochać syna albo syn przestał być jedno z ojcem w swojej naturze. To by było fałszywe. Ale musimy powiedzieć, że Jezus jako nasz pośrednik naprawdę doświadcza sądu. Opuszczenia sądowego. On naprawdę staje w miejscu grzesznika. Bierze na siebie przekleństwo, oddalenie, ciemność, sąd. Nie jest winny, ale jako ten, który został uczyniony grzechem za nas. Jezus oddaje ducha. Mateusz mówi, że w tym czasie zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół. To jest potężny znak. Zasłona oddzielała miejsce najświętsze od reszty świątyni. Ona była symbolem niedostępności Bożej chwały, Bożej obecności dla grzesznego człowieka. Tylko arcykapłan. Raz w roku. I to jeszcze odpowiednio przygotowany z krwią ofiary mógł wejść ze zasłony. Ale kiedy Pan Jezus umiera, zasłona zostaje rozdarta. I to z góry na dół. Nie od dołu do góry. Więc to nie człowiek otwiera drogę do Boga. Z góry na dół. Bo to Bóg otwiera drogę do siebie przez śmierć Syna. To jest właśnie Ewangelia. Nie wspinamy się do Boga po drabinie naszych zasług. Nie przebijamy się do Boga przez jakieś rytuały, emocje, techniki, czy jakąś intensywność. Droga zostaje otwarta dla nas. List do hebrajczyków bardzo rozwinie to i to w taki wspaniały sposób, że mamy śmiały dostęp do miejsca najświętszego przez krew Jezusa. Dla człowieka obciążonego winą to właśnie jest dobra nowina. Dla człowieka, który całe życie czuje się niewystarczający, odrzucony, nieczysty, niegodny, grzeszny, zamknięty poza świętym miejscem, to Ewangelia mówi w Chrystusie droga jest otwarta. Mateusz również wspomina trzęsienie ziemi, pękające skały, otwarte groby i bardzo ciekawy fragment świętych, którzy po zmartwychwstaniu Jezusa weszli do miasta świętego. To jest trudny fragment. On budzi bardzo wiele pytań interpretacyjnych. Ja myślę, że nie trzeba udawać, że wszystko jest tu proste. Ale sens jest jasny. Śmierć Jezusa nie jest zwykłą śmiercią. To jest wydarzenie eschatologiczne. W śmieci Chrystusa zostaje złamana moc śmierci. Otwierają się groby, ponieważ Ten, który umiera, jest Panem życia. To przedsmak zmartwychwstania, przedsmak nowego stworzenia, znak, że krzyż nie kończy się na grobie, ale prowadzi do zwycięstwa. Setnik i ci, którzy z nim są, widząc to wszystko, mówią, że prawdziwie ten był Synem Bożym. I to też jest ciekawe. Religijni przywódcy szydzą, a pogański setnik pod krzyżem wypowiada wyznanie, które jest sercem Ewangelii. Ten ukrzyżowany Jezus jest Synem Bożym. Mateusz pokazuje też kobiety. To intrygujące. Mówi, że przypatrywały się z daleka. Maria Magdalena, Maria, Matka Jakuba Józefa i Matka Synów Zebedeusza. I co ciekawe, bo to był świat, w którym świadectwo kobiet było często lekceważone. A Ewangelie uczciwie pokazują, że to kobiety były blisko krzyża i później one będą pierwszymi świadkami pustego grobu. Historia kościoła zna wiele takich postaci, które nie zawsze były na pierwszym planie, ale niosły pewną wierność. Matki, wdowy, siostry, misjonarki, kobiety modlitwy, kobiety, które nieraz podtrzymują cały kościół w czasie trudnym, kobiety uczące dzieci pisma, kobiety, które zostały pod krzyżem wtedy, gdy ci odważni mężczyźni zniknęli. To oczywiście nie jest pretekst do jakiegoś przeciwstawiania kobiet i mężczyzn, ale to jest wezwanie do pokory w tym temacie. Pod krzyżem nie została elita. Zostali ci, którzy kochają. A miłość czasem nie potrafi zrobić nic innego oprócz trwania. Nie zawsze jesteśmy w stanie przerwać czyjeś cierpienie, ale możemy nie uciec, możemy zostać, możemy być świadkami wierności. Potem pojawia się Józef, człowiek bogaty. To ważne, co on robi, że on owija ciało w płótno i składa w nowym, wykutym grobie. Bo chrześcijaństwo nie opiera się na jakimś micie, ale na konkretnych wydarzeniach w historii. Jezus naprawdę umarł. Jego ciało naprawdę zostało złożone w grobie. Kamień naprawdę został zatoczony. Naprawdę siedziały naprzeciw grobu. Na końcu tego rozdziału arcykapłani i farzeusze idą do Piłata, prosząc o zabezpieczenie grobu. To jest niemal ironiczne. Ludzie próbują zabezpieczyć grób przed Bogiem. Ci przywódcy i ta polityczna władza robi wszystko, żeby historia Jezusa miała definitywny koniec. Pieczęć, kamień, straż, procedury, autorytety. Wszystko to ma zrobić definitywny koniec. A my czytając Mateusza 27 wiemy, że to nie jest koniec. Że ten nawet największy wysiłek tych ludzi nie zatrzyma Boga. Nie zatrzyma zmartwychwstania. Kamień może być wielki. Straż może być zbrojna. Pieczęć może być oficjalna. Ale Bóg nie podlega ludzkiej kontroli. I to jest ogromna nadzieja dla mnie i dla Ciebie. Ile razy wydaje nam się, że coś zostało definitywnie zamknięte. Małżeństwo, powołanie, nadzieja, relacje z dzieckiem, zdrowie, przyszłość. Człowiek patrzy na kamień i mówi koniec. A Ewangelia mówi poczekaj do trzeciego dnia. Nie dlatego, że każda sytuacja w życiu rozwiąże się tak jak chcemy. Nie dlatego, że jesteśmy naiwnymi optymistami. Ale dlatego, że w Chrystusie śmierć nie ma ostatniego słowa. Ten rozdział jest rozdziałem o wnie człowieka i o łasce Boga. Mamy Judasza, który zdradza. Mamy arcykapuanów, którzy manipulują. Mamy Piłata, który kalkuluje. Mamy tłum, który wybiera Barabasza. Mamy żołnierzy, którzy szydzą. Mamy przechodniów, którzy bluźnią. Łuczniów, którzy uciekają. I pośród tego wszystkiego mamy Chrystusa. Milczącego, posłusznego, cierpiącego, ukrzyżowanego, oddającego ducha. To jest pewna diagnoza. My nie jesteśmy neutralnymi obserwatorami krzyża. W tym rozdziale jest miejsce dla każdego z nas. Czasem jesteśmy jak Judasz, kiedy sprzedajemy to, co święte, za coś, co błyszczy tylko przez chwilę. Czasem jak arcykapuani, kiedy nasza religijność staje się jakimś narzędziem kontroli. Czasem jak Piłat, kiedy wiemy, co jest prawdą, ale boimy się ceny. Czasem jak tłum, który daje się porwać emocjom większości. Czasem jak żołnierze, którzy kpią i oswajają w ten sposób własne okrucieństwo. Czasem jak uczniowie, kiedy znikamy w godzinie próby. Czasem jak kobiety pod krzyżem, kiedy nic nie umiemy zrobić, ale po prostu zostajemy. Czasem jak Józef, gdy przychodzi moment, aby wyjść z ukrycia i publicznie uczyć Jezusa. Ale Ewangelia nie kończy się na naszej identyfikacji z grzesznikami. Ewangelia prowadzi nas do Chrystusa, który umiera właśnie za takich ludzi. Za mnie i za ciebie. I to jest dobra nowina. Dla zdradzających, dla tchórzliwych, dla poranionych, dla religijnych, zagubionych, cynicznych, złamanych, winnych. Krzyż mówi, twój grzech jest poważny, poważniejszy niż chciałbyś przyznać. Ale łaska Boga jest jeszcze większa, niż odważysz to sobie wyobrazić. Ten rozdział nie jest tylko opowieścią o śmierci Jezusa. To jest objawienie Boga. Bóg nie zbawia nas przez zaprzeczenie sprawiedliwości. Bóg zbawia nas przez spełnienie sprawiedliwości w Chrystusie. Bóg nie zamiata grzechu pod dywan. Bóg osądza grzech, ale w ciele swojego Syna. Bóg nie mówi, to nic nie szkodzi. Bóg mówi, to szkodzi, to kosztowało krew mojego Syna, ale właśnie dlatego możesz do mnie przyjść. I może ktoś, słuchając tego odcinka, jest bardziej przy Judaszu niż przy Piotrze. Może ktoś nosi winę, którego po prostu miażdży. Może myśli, że jest za późno. Może czyjeś sumienie mówi prawdę, ale nie znasz drogi do łaski. Nie zostań sam ze swoją winą. Nie idź w nią rozpacz. Idź z nią do Chrystusa. On nie umarł za ludzi, którzy potrafią sami się naprawić. On umarł za grzeszników. On nie przyszedł do zdrowych, tylko do chorych. On nie zbawia tych, którzy mają dobrą, religijną prezentację. On zbawia tych, którzy przychodzą z pustymi rękami i mówią, panie, zmiłuj się nade mną. Może ktoś wie, co jest prawdą, ale boi się tłumu. Wie, że powinien stanąć po stronie Chrystusa, ale zaczyna kalkulować jak piłat. Może ktoś jest jak barabasz. Nie bardzo jeszcze rozumie teologię. Nie zna tych wszystkich pojęć. Nie umie opisać doktryn, ale wie jedno. Ktoś inny zajął moje miejsce. I to jest bardzo dobry początek wiary. Zrozumieć, że nie zbawiasz się sam. Zrozumieć, że Jezus nie jest dodatkiem do jakiegoś projektu. On jest zastępcą, jest odkupicielem, jest barankiem, jest królem. Ten rozdział prowadzi nas pod krzyż. A pod krzyżem kończy się ludzka pycha. Kończy się promocja. Kończy się wiara w to, że jesteśmy zasadniczo dobrzy i potrzebujemy tylko takiej korekty. Kończy się jakaś powierzchowna duchowność. Kończy się tania Ewangelia sukcesu. Kończy się filozofia człowieka. Pod krzyżem człowiek odkrywa, że naprawdę potrzebuje Zbawiciela. I pod krzyżem zaczyna się też życie. Bo tam, gdzie człowiek przestaje się bronić, tam może przyjąć łaskę. Tam, gdzie przestaje udawać, może być usprawiedliwiony. Tam, gdzie przestaje uciekać, może usłyszeć Ewangelii. Tam, gdzie widzi ukrzyżowanego. Zaczyna rozumieć, kim naprawdę jest Bóg. Że jest Bogiem świętym, ale miłosiernym. Sprawiedliwym, ale łaskawym. Bogiem, który w Chrystusie przychodzi po Ciebie i po mnie. Aż do krzyża. Za chwilę, w następnym rozdziale zobaczymy pusty grób. Ale nim tam pójdziemy, nim się tam znajdziemy, Mateusz kaza nam zatrzymać się przy śmierci Jezusa. I dobrze, że tak robi. Nie wolno przejść zbyt szybko od Wielkiego Piątku do Niedzielnego Poranka. Bo wtedy możemy nie zrozumieć ceny naszego zbawienia. Zmartwychwstanie i zwycięstwem ukrzyżowanego. Pusty grób ma sens dlatego, że grób był naprawdę pełny. Życie zwycięża dlatego, że śmierć została naprawdę przyjęta i pokonana. Niech więc ten rozdział nie będzie dla nas tylko smutną częścią historii. Niech to będzie takie miejsce pokuty, wiary, wdzięczności, uwielbienia. Niech prowadzi nas do takiej głębokiej modlitwy. Panie Jezu, Ty jesteś Królem, Ty jesteś Synem Bożym. Ty jesteś Barankiem, który gładzi grzech świata. Ty zostałeś skazany, abym ja mógł zostać uwolniony. Ty zostałeś opuszczony, abym ja mógł zostać przyjęty. Ty wszedłeś w ciemność, abym ja mógł chodzić w światłości. Ty umarłeś, abym ja mógł żyć.


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora