Żywa ofiara - życie dzięki miłosierdziu
Zbawienie wymaga odpowiedzi całym życiem - jako żywa ofiara dla Boga. Nie upodabniaj się do świata, odnawiaj umysł Słowem. Kościół to jedno ciało z różnymi darami. Miłość nieobłudna, pokora, błogosławienie wrogów - to owoc łaski, nie jej warunek.
Transkrypcja
Witajcie w imieniu Jezusa Chrystusa. Witam wszystkich zebranych w kaplicy, wszystkich zebranych podczas transmisji internetowej, tych którzy później będą sobie przeglądać nauczanie z tego kanału naszego. Przejdziemy od razu do kazania, dlatego że może być dzisiaj troszkę dłużej. Ale zobaczymy jak wyjdzie. To jest nasz szesnasty raz, kiedy zgromadzamy się wokół listu do Rzymian. Dzisiaj przeanalizujemy dwunasty rozdział tego listu. Kiedy dochodzimy do tego dwunastego rozdziału, kiedy czytamy ten list i wchodzimy w ten dwunasty rozdział, Jeśli to uważnie robimy, jeśli obserwujemy tekst, który studiujemy, to widzimy, że w tym 12 rozdziale coś się bardzo wyraźnie zmienia. Bardzo jest taki jakby inny ten list, począwszy od tego 12 rozdziału, tak jak gdybyśmy mieli do czynienia z dwoma listami do Rzymian. I ten pierwszy list do Rzymian kończyłby się na 11 rozdziale, a ten drugi zaczynałby się na 12. Oczywiście mamy jeden, ale widzimy tu taką wyraźną różnicę, widzimy wyraźnie, że coś się zmienia. Paweł jak gdyby przestaje być takim teologiem, przestaje tłumaczyć teologię, A zaczynamy od tego 12 rozdziału bardzo wyraźnie widzieć głos Pasterza, głos Chrystusa, który przemawia do nas przez pióro apostoła Pawła. Nie mam na myśli tego, że od 12 rozdziału ten list nie jest głęboki, nie wymaga analizy, że my nie będziemy musieli tutaj zagłębiać się w pewne detale związane z tym listem, ale zobaczymy, że teraz będzie bardzo wyraźnie, że teraz przejdziemy z tej teologii do takiej sekcji praktycznej. Co ta teologia, którą do tej pory poznawaliśmy do tego jedenastego rozdziału, co ona w praktyce dla nas obraca. Zobaczmy sobie też, że Ten list jest naprawdę arcydziełem, bo Paweł przez te 11 rozdziałów, on jak gdyby przedstawia taką panoramę Bożego dzieła, Bożego pomysłu. Ja przypomnę, że omówił, a my wraz z nim, grzech człowieka, omówił usprawiedliwienie z wiary, omówił życie w duchu, omówił tą tajemnicę i to, co w ogóle oznacza to słowo tajemnica. Izraela, tajemnicę pogan, omówił wierność Boga, która nie ma żadnych granic pomimo ludzkiego nieposłuszeństwa. I wszystko to zakończył takim uwielbieniem Boga w tym XI rozdziale. Z Niego, przez Niego, ku Niemu jest wszystko. I właśnie po tych słowach, po tym XI rozdziale, po tym uwielbieniu Pana Boga, Paweł jak gdyby zaczyna prosić braci o pewne rzeczy. I to jest taki most w tym liście, most między doktryną, którą wyłożył Paweł, a między codziennością, którą doświadczamy, pomimo tego, że czasem nie rozumiemy doktryn. Pomiędzy tym, w co my wierzymy, I na podstawie czego wierzymy, a pomiędzy tym w jaki sposób żyjemy i w jaki sposób powinniśmy żyć. I to jest bardzo ważne, dlatego że ten most i to, co Paweł teraz będzie robił, to pokazuje, że Prawdziwa teologia, ona nie kończy się na głowie. O prawdziwej teologii mówimy wtedy, kiedy to, co mamy w głowie, zrozumienie Boga, które mamy w głowie, które łapiemy rozumem na tyle, na ile potrafimy złapać, tą wiedzę, którą posiadamy na podstawie Bożego Słowa, to to wszystko, czyli to nasze zrozumienie, ta wiedza, ten rozum, te nazwanie doktryn, nawet jeżeli ktoś jest bardzo w tym biegły, to to wszystko jeszcze nie jest chrześcijaństwem. Można mieć w głowie najbardziej poukładaną teologię. Można mieć największe zrozumienie doktryn, ale to jeszcze wszystko nie jest chrześcijaństwem. I zresztą dzisiaj bardzo wielu ludzi ciekawie naucza. Nie powiem, że mądrze, ale ciekawie naucza. Bardzo wielu ludzi bardzo dobrze zna Biblię, historię Biblii, analizę Biblii. Niektórzy mają nawet profesurę z tego zakresu. Ale kiedy przyjrzeć się temu, do czego ta wiedza służy, widzimy, że to jeszcze nie jest chrześcijaństwo. Dlatego, że chrześcijaństwo zawsze domaga się odpowiedzi. I to konkretnej odpowiedzi, nie tylko deklaracji, tylko konkretnej odpowiedzi w postaci życia, zwłaszcza wtedy, kiedy to życie zahacza o te doktryny, które poznajemy. I kolejna taka ważna rzecz, nim przejdziemy do analizy tego 12. rozdziału. nie zaczyna od nakazów. On nie mówi musicie, powinniście, macie obowiązek, będziecie tak robić, w ten sposób macie rozumieć. Nie, on tutaj bardzo wyraźnie zaznaczy, że pewne rzeczy doświadczamy przez miłosierdzie Boże. Tam się pojawi takie, takie, takie stwierdzenie, że przez miłosierdzie Boże. To jest bardzo ważne, to też wielokrotnie analizowaliśmy, że to chrześcijaństwo nasze, ono wyrasta z jednego źródła, nie z lęku, Nie ze strachu, przed jakąś karą, ale z miłosierdzia Bożego. Bardzo często, kiedy analizujemy, czy kogoś dopuścić do chrztu, czy nie, właśnie to bierzemy pod uwagę. Czy ten człowiek zgłasza się do chrztu, bo on się czegoś boi, na przykład końca świata, wydarzeń opisanych w Księdze Apokalipsy, świata otaczającego go, czy on jest w lęku z powodu jakichś traum, które przeżył, czy też on doświadczył Bożego Miłosierdzia, który jest odpowiedzią na cały ten jego lęk. I to jest ogromna różnica. Ten dwunasty rozdział jest taką praktyczną odpowiedzią człowieka, który mówi o sobie, że jest narodzony na nowo. jest taką odpowiedzią serca, które zostało faktycznie dotknięte łaską Jezusa Chrystusa. Odpowiedzią poprzez życie, które zostało przez Pana Boga uratowane i odratowane. Więc to jest bardzo ciekawy rozdział. Przeczytamy go sobie w całości i zaczniemy go analizować. Ja korzystam z Biblii Warszawskiej. Wzywam was wtedy bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być, duchowa służba wasza. A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe. Powiadam bowiem każdemu spośród was mocą danej mi łaski, by nie rozumiał o sobie więcej, niż należy rozumieć, lecz by rozumiał z umiarem stosownie do wiary, jakiej Bóg każdemu udzielił. Jak bowiem w jednym ciele wiele mamy członków, a nie wszystkie członki tę samą czynność wykonują, tak my wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a osobna jesteśmy członkami jedni drugich. A mamy różne dary według udzielonej nam łaski. Jeśli dar prorokowania, to niech będzie używany stosownie do wiary. Jeśli posługiwanie, to w usługiwaniu. Jeśli kto naucza, to w nauczaniu. Jeśli kto napomina, to w napominaniu. Jeśli kto obdarowuje, to w szczerości. Kto jest przełożony, niech okaże gorliwość. Kto okazuje miłosierdzie, niech to czyni z radością. Miłość niech będzie nieobudna. Brzydźcie się złem, trzymajcie się dobrego. Miłością braterską jedni drugich miłujcie. Wyprzedajcie się wzajemnie w okazywaniu szacunku, w gorliwości nie ustawając, płomienni duchem. Panu służ się. W nadziei radośni, w ucisku cierpliwi, w modlitwie wytrwali. Wspierajcie świętych w potrzebach, okazujcie gościnność. Błogosławcie tych, którzy Was prześladują. Błogosławcie, a nie przeklinajcie. Weselcie się z weselącymi się, płaczcie z płaczącymi. Bądźcie wobec siebie jednakowo usposobieni, nie bądźcie wyniośli. Lecz się do niskich skłaniajcie, nie uważajcie sami siebie za mądrych. Nikomu złem za złe nie oddawajcie. Starajcie się o to, co jest dobre w oczach wszystkich ludzi, jeśli można. O ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie, najmilsi. Nie mścicie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano, pomsta do mnie należy. Ja odpłacę, mówi Pan. Jeśli wtedy łaknie nieprzyjaciel Twój, nakarm go. Jeśli pragnie, napój go, bo czyniąc to węgle rozrażone zgarniesz na jego głowę. Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj. Wzywam was wtedy bracia przez miłosierdzie Boże. Tak zaczyna apostoł Paweł tą drugą część listu. W zasadzie w ten sposób streszcza wszystko to, co do tej pory opisał Rzymianom i wyjaśnił Rzymianom Kościołowi w Rzymie. I zwróćmy uwagę, Paweł nie mówi wzywam was przez Prawo Mojżeszowe, albo wzywam was przez moje doktryny. Nie mówi, wzywam was przez obowiązek. Taki macie obowiązek, jeżeli ośmielacie się być członkami tego Kościoła. Nie mówi, wzywam was przed strachem albo przez strach przed sądem, który przyjdzie wkrótce gniewem Pana. Nie. Paweł mówi, wzywam was bracia przez co? Przez miłosierdzie Boże. I cała etyka chrześcijańska, cała moralność chrześcijańska, Całe zrozumienie chrześcijaństwa, one wyrasta właśnie z tego korzenia, z miłosierdzia. I to konkretnego miłosierdzia. Miłosierdzia Boga. który to miłosierdzie w Jezusie Chrystusie okazał człowiekowi. Nie z presji, nie z lęku, nie z jakiegoś bicia, nie z jakiegoś uporu, czasami wręcz maniakalnego, tylko właśnie z tego miłosierdzia. Bożego. Paweł tu nie wydaje rozkazu, chociaż wzywam was może brzmieć jak taki rozkaz, ale on tu nie wydaje rozkazu, on nie pisze rozkazuje wam bracia, on wzywa, on nawołuje do tego miłosierdzia Bożego. To jest pewien język relacji, kiedy ja do moich dzieci mówię, że wzywam was do czegoś, to nie mam na myśli rozkazu, tylko mam na myśli relację, którą Mam z tymi dziećmi i chciałbym, żeby one w ten sposób w danej sytuacji się zachowywały. To jest takie wezwanie pasterza do kościoła, pasterza tego kościoła, a nie sędziego nad tym kościołem. Tutaj Paweł nie rości sobie pretensji do sądu nad tym kościołem, on im tłumaczy, a później pastersko ich wzywa, by tak właśnie żyli. I mówi bardzo ważne słowa. Bracia. Bracia. Wzywam was bracia". Pomimo tego, że on musiał im wyłuszczyć pewną naukę, w takim razie oni jej nie rozumieli, pomimo tego, że pewnie coś tam zgrzytało, pomimo tego, że on tu musi po pastersku wezwać tych ludzi do pewnego życia, on nazywa tych ludzi braćmi. Dlaczego? No bo zwraca się do ludzi, którzy są pojednani z Bogiem. Nie są bezbłędni. Nie jest tak, że nie popełniają żadnych błędów. Nie jest tak, że nic im się nie wydarza. Ale są ludźmi już pojednanymi z Bogiem przez Jezusa Chrystusa. To wezwanie nie jest skierowane do niewierzących. On nie pisze tego listu do niewierzących. On pisze ten list do kogo? do wierzących, do ludzi pojednanych z Bogiem, do tych, którzy są już usprawiedliwieni w Chrystusie, narodzeni na nowo i zachowani w łasce i to na zawsze. Oni już mają tą nową tożsamość. Te miłosierdzie Boże, o którym on tu wspomina, one obejmuje wszystko, co on wcześniej wyjaśnił, czyli to usprawiedliwienie z wiary, pokój z Bogiem. On tu będzie mówił i analizował tak dosyć porządnie dary Ducha Świętego, to synostwo wynikające z odkupienia w Chrystusie, ta pewność tej nadziei, tego zbawienia, to nieodwołalne powołanie, które przed chwilą przecież tłumaczył pomimo błędów ludzi. Paweł mówi wprost, skoro Bóg okazał wam tak wielkie miłosierdzie, to wasze życie nie może pozostać takie samo. I to jest przesłanie do mnie i do ciebie na dzisiaj. Skoro Bóg okazał ci tak wielkiej miłosierdzie, tobie i mi, skoro cię zbawił, skoro cię usprawiedliwił, skoro pojednał cię w Chrystusie z Bogiem, skoro obdarza cię darami Ducha Świętego, skoro masz prawo mówić, że jesteś Jego Synem, skoro masz tą pewność nadziei i... Zdajesz sobie sprawę z nieodwołalności swojego powołania, swojego narodzenia na nowo, to w takim razie, w takim razie to twoje życie nie może pozostać takie samo. On musi się zmienić. Tylko uwaga, to nie jest warunek zbawienia. Paweł nie mówi zmień swoje życie, żebyś był zbawiony. On tak nie mówi i on to tłumaczył przez 11 rozdziałów, żeby ktoś w ten sposób tego nie rozumiał. Zmień swoje życie, wtedy będziesz zbawiony. Nie, on mówi, skoro jesteś zbawiony, to taka jest właściwa odpowiedź twoja na to zbawienie. To właśnie, że to nie jest warunek zbawienia, tylko że to jest odpowiedź na zbawienie, no to to jest ta kolosalna, zasadnicza różnica między Ewangelią, a między jakimś moralizmem, coachingiem, poprawnym życiem, tym światowym ulepszeniem życia człowieka, albo pomiędzy fałszywą Ewangelią. Fałszywa Ewangelia będzie mówić, jeśli chcesz być zbawiony, musisz zrobić to i tamto. Prawdziwa Ewangelia będzie mówić, skoro jesteś zbawiony, to twoje życie ulega zmianie. Ten świat będzie mówić, chcesz być uratowany przed lękiem, przed strachem, przed tym wszystkim, no to musisz zrobić to i zrobić tamto, i tu poprawić, i tak naprawić, i o tym zapomnieć, a tą traumę przerobić i tak dalej, i tak dalej, kiedy Ewangelia mówi nie. Chrystus cię zbawi i to zmieni twoje życie. On ukierunkowuje twoje życie. Paweł tu dalej mówi, czy pisze, abyście składali ciała swoje. I to w ogóle jako ofiarę żywą. Bardzo konkretne zdanie. Paweł nie mówi złóżcie swoje dusze w ofierze. Nie jest tak, że on się tu pomylił, że on nie przemyślał tego fragmentu, ale on nie napisał abyście składali dusze swoje albo ducha swojego jako ofiarę żywą. On mówi o ciele, czyli on nie mówi. o emocjach, nie mówi o duchowych przeżyciach, byśmy tak mieli szybko usystematyzować. On nie mówi złóżcie swoją duszę w ofierze, czyli złóżcie swoje emocje, swoją psychę, nefesz w ofierze. Nie mówi też złóżcie ducha w ofierze, czyli jakieś duchowe, już nie duszewne, tylko duchowe przeżycia. Nie, Paweł pisze tutaj do Rzymian ciała, złóżcie swoje ciała w ofierze, czyli co? Czyli mamy złożyć w ofierze sposób naszego życia, nasze codzienne decyzje, nasze relacje, nasze podejście do pracy. Coś, co niektórych oburza naszą seksualność. Nasz czas. Coś, co bardzo niektórych oburzy. I to do granic możliwości, aż się wściekną. Nasze pieniądze. Chrześcijaństwo nie polega na oddaniu Bogu tylko części z tych rzeczy. One polega na oddaniu całego życia. Czyli sposobu w jaki żyjemy. Tych naszych małych codziennych decyzji. Relacji, które pielęgnujemy, bo które musimy porzucić. Pracy, którą wykonujemy, czy sposób w jaki ją wykonujemy. Seksualność. Tak jak powiedziałem, czyli podejście do tego tematu, zrozumienie tego tematu w szerokim zakresie. Zarówno tej szlachetnej miłości seksualnej między małżonkami, ale też naszego podejścia do tematu seksualności człowieka. Przecież we współczesnym świecie wokół tego jest ogromne zamieszanie, już w tej chwili nie pamiętam, według tych najnowszych wytycznych Towarzystwa Psychologicznego chyba 63. Mogę pomylić, ale na pewno 60, tylko nie pamiętam, czy 3, czy 8 płci w tej chwili wyróżniają. Nie potrafię ich nazwać i nie mam zamiaru brudzić sobie głowy, ucząc się tych płci na pamięć, ale jest ich 63 albo 68, kiedy my wiemy dobrze, że dwa, dwie możliwości i nie da się nic z tym zrobić. Chociaż niektórzy by bardzo chcieli. naszego podejścia do czasu, no i naszego podejścia do pieniędzy. To jest ciało, które składamy w ofierze. To są konkretne rzeczy, które składamy w ofierze. Ale uwaga, znowu, nie złóż to w ofierze, żeby Bóg na ciebie zwrócił uwagę, bo to prowadzi do katastrofy. Jeżeli ty zmienisz swój sposób życia, bo uważasz, że jak zmienisz swój sposób życia, to wtedy Bóg na ciebie zwróci uwagę, będziesz bardzo rozczarowany. Nawet jeżeli ty codzienne decyzje jakoś ustawisz sobie na przykład pod prawo mojżeszowe, które jest dobre jak lustro, rozmawialiśmy już o tym, i na podstawie tego będziesz uważał, że jak to zrobisz, jak na przykład zaczniesz obchodzić szabat, to wtedy Bóg na ciebie zwróci uwagę, to będziesz bardzo rozczarowany. W tym szabacie się bardziej będziesz skupiał ty na hałce, a hałka na tobie niż Pan Bóg. Kiedy uporządkujesz pewne relacje, Bo uznasz, że jeżeli będziesz trzymał z tymi, to Bóg na ciebie będzie patrzył. A jeżeli będziesz trzymał z tymi, to Bóg na ciebie nie będzie patrzył, to będziesz bardzo rozczarowany. I tak moglibyśmy każdą z tych rzeczy omówić. Możesz rozdać wszystkie pieniądze. Wszystkie pieniądze, jakie masz. Jeżeli ci się wydaje, że Pan Bóg z tego powodu na ciebie zwrócił uwagę, będziesz bardzo rozczarowany. Natomiast kiedy Bóg na ciebie zwraca uwagę, Kiedy ty jesteś Jego, kiedy ty należysz do Niego, to w sposób naturalny przekształcisz te rzeczy i złożysz je w ofierze miłej Panu Bogu. Paweł używa tutaj konkretnego języka i on do konkretnej rzeczy nawiązuje, przynajmniej według mnie, ja tak rozumiem ten list. musicie zaakceptować, że ja wykładam ten temat, więc jest to moje zrozumienie tego listu. Kiedy mówię coś z przekonaniem, to dlatego, że w tej chwili ja nauczam. Natomiast to są moje przekonania i to jest moja interpretacja tego listu. Ja tak rozumiem to, co tu jest napisane. Ale śmiem twierdzić, że dobrze rozumiem i dziękuję za to Bogu, bo to z Jego łaski. Paweł używa tutaj specyficznego języka i on na pewno ma na myśli ofiary starego przymierza, no bo to się dzieje w czasie, w którym to jest jeszcze wszystko żywe, wszystko aktualne, tylko on to całkowicie przekształca, dlatego że mówi o ofierze żywej. Żywej. Ma to być ofiara żywa, czyli nie jednorazowa, tylko ciągła. To jest ta różnica. Ta ofiara Starego Przymierza, ona była jednorazowa i nieżywa. Natomiast ofiara, o której tu mówi apostoł Paweł, ona ma być żywa. Ona ma być ciągła, niejednorazowa. Ma być święta. Co oznacza słowo święty? Oddzielone. Czyli to ma być oddzielone dla Pana Boga, no i ma być miła Bogu. przyjęta przez Pana Boga, a ona będzie przyjęta przez Pana Boga nie z powodu mojej i Twojej doskonałości, ale z powodu tego, że będzie przyjęta przez Chrystusa, że poprzez Chrystusa ta ofiara stanie się pierwociną. Tutaj najlepiej tłumaczy to historia Kaina i Abla. Ta właściwa została przyjęta nie dlatego, że była lepsza, tylko dlatego, że była z pierwociny, a tą pierwociną w naszym zrozumieniu tutaj jest Chrystus. To nie jest ofiara przebłagalna. On tu nie mówi o ofierze przebłagalnej. Dlatego, że ofiara przebłagalna została złożona raz. Raz. Bóg już został przebłagany za mój grzech, za Twój grzech. W jaki sposób? W Jezusie Chrystusie. To nie jest ofiara, która ma przebłagać Pana Boga. To jest ofiara składana Bogu z wdzięczności. Dlatego, że już mi przebaczył. Paweł kończy ten werset takim mocnym zdaniem. Taka powinna czy winna być duchowa służba wasza. Zobaczcie, ta duchowa służba, o której tu apostoł Paweł mówi, ona... nie polega Przede wszystkim czy głównie na aktywności w kościele, w zborze czy jakkolwiek to rozumiemy. To nie jest ta duchowa służba wasza. Czasami słyszę, że ja jestem w takiej i takiej służbie i to jest moja duchowa służba dla Pana Boga. No możesz się tak pocieszać. Ale to nadal będzie tylko twoje pocieszenie. Ta duchowa służba, ona nie jest tą aktywnością w Kościele. Zresztą kiedy służę zakazalnicą, to tak mówiąc brutalnie, ja w tej chwili nie służę Panu Bogu. Pan Bóg nie potrzebuje moich kazań, to ja potrzebuję Jego kazań, zgodzicie się ze mną. On nie potrzebuje mojej interpretacji Listu do Rzymian. To raczej ja potrzebuję Jego zrozumienia Listu do Rzymian. On nie potrzebuje naszych wykładów teologii, to raczej ja potrzebuję, żeby Bóg mi objawiał swoją teologię. Kiedy ktoś tu gra, z całym szacunkiem, nawet dla najlepszego basisty świata, jakiego posiadamy. Pan Bóg nie potrzebuje Twojej gry na basie, to raczej Ty potrzebujesz, żeby On Cię obdarzył łaską, byś mógł na tym basie grać. Ta służba jest Kościołowi, jest ludziom, jest w tej relacji poziomej. Natomiast Paweł tu mówi o tej relacji pionowej, o tej duchowej służbie. Ta służba polega na tym, że moje życie i to ta cielesna część życia również zostaje podporządkowana Panu Bogu. Bo można bardzo dużo robić w Kościele, ale nigdy nie oddać samego siebie. Panu Bogu. Jeden z pastorów, może zostawię nazwisko dla siebie, część z Was będzie widzieć. On to bardzo fajnie opowiadał. Byliśmy kiedyś na takim spotkaniu, dawno, dawno temu, na takim spotkaniu dla liderów. Chyba to było na spotkaniu dla liderów i on tam wykładał ten temat. Nie pamiętam dokładnie, ale on mówił, że miał kiedyś takie przemyślenia, miał taką rozmowę z Bogiem, taką mocną modlitwę i usłyszał taki Boży głos, że i tam Bóg mu kazał po kolei wszystko oddawać, tam marynarkę, koszulkę, skarpetki, buty, no i tak to wszystko oddawał. Nie pamiętam, czy on opowiadał, że to było w jakimś śnie, czy w wizji, czy jakieś przeżycie duchowe, bo już umknęły mi te detale. W każdym razie on to wszystko oddawał. Pamiętam, że się zatrzymał, że najtrudniej mu było oddać portfel, bo to był taki on tam lubił kawał dołożyć do tych wszystkich swoich opowieści i w końcu został taki nagi. Już wszystko złożył w ofierze, a Bogu było mało i on tak nie do końca rozumiał, co ty chcesz jakby ode mnie jeszcze i Bóg mu powiedział, ale ja chcę ciebie. Ja chcę ciebie, nie te wszystkie rzeczy, które mi dałeś, tylko ciebie chcę, żebyś ty siebie Mi oddał. No i właśnie Paweł mówi najpierw oddajmy samych siebie. Najpierw siebie oddajmy, oddajmy swoje życie, a potem pytajmy o służbę ludziom i całą tą historię. Więc zobaczcie, taki krótki fragment, a tyle już z niego wiemy, że chrześcijaństwo zaczyna się od miłosierdzia okazanego nam, a nie od naszego wysiłku. Że oddanie, się Bogu nie jest warunkiem zbawienia, ale jest efektem zbawienia, bo ty w ogóle nie jesteś w stanie oddać się Bogu, dopóki nie jesteś zbawiony. Że prawdziwa duchowość człowieka obejmuje całe moje życie i to bardziej chodzi o tą część niewidoczną dla innych, jak tą sferę byśmy nazwali sakralną, religijną, tą widoczną. że ta żywa ofiara to taka codzienna decyzja, a nie jakieś jednorazowe przeżycie. I że ta prawdziwa Ewangelia zmienia życie. Miłosierdzie Boże nie pozostawia człowieka Tam, gdzie Go znalazło. Miłosierdzie Boże zawsze prowadzi człowieka do życia, które jest oddane Panu Bogu. I tutaj dalej, nie upodabniajcie się do tego świata. Drugi werset. Nie upodabniajcie się do tego świata. Czyli zobaczcie, po tym złożeniu życia jako ofiary, Paweł natychmiast pokazuje, po co my to w ogóle robimy. Dlaczego my to mamy zrobić? Czemu to jest istotne, żebyś ty złożył ofiarę ze swojego życia tak zrozumianą, jak przed chwilą powiedziałem? Paweł, on nie zostawia tego dla efektu, on tu tłumaczy. Przed czym to nas ma uchronić? Nie upodabniajcie się do tego świata. I znowu, według mnie to zdanie nie jest jakimś dodatkiem, nie jest jakimś warunkiem, które masz wypełnić, nie jest jakimś nakazem religijnym, który nie byłbyś w stanie zrobić. tylko to jest konsekwencja, to jest odpowiedź na to, że oddajesz siebie Panu Bogu. Oddajesz siebie Panu Bogu, w związku z tym nie upodabniasz się do tego świata. To jest pewna konsekwencja, że jeżeli oddałeś swoje życie Bogu, to nie możesz, ale nie w sensie wysiłku, tylko to jest fizycznie niemożliwe, nie możesz jednocześnie pozwalać, żeby świat formatował cię. formatował Twoje myśli, Twoje wartości, Twoje cele. No i jeśli Ty jesteś oddany Panu Bogu, to nie dasz się sformatować, ale nie wysiłkiem, rozumiecie różnicę, że Ty się zaprzesz, tylko tego, tylko to fizycznie będzie niemożliwe. Jeśli kocham Pana Boga, jeśli kocham Chrystusa, to choćby nie wiem ile osób mówiło, że płci jest sześćdziesiąt trzy czy tam sześćdziesiąt osiem, dla mnie są dwie, mężczyzna i kobieta. Choćby cały świat się zastanawiał, jak to było, jak już wszystko wybuchło, czego nie było i co było pierwsze, kura czy jabłko? Kura czy jajko? To my wiemy! My wiemy, co było pierwsze. Pierwszy był kogut. Później była kura, a później było jajko. I tyle. I rozwiązana zagadka, którą próbują rozziukać od 2000 lat, a wystarczyło zapytać. Nie damy się sformatować temu światu. On nie będzie formatował naszego myślenia, naszych wartości, naszych celów. Nie upodabniajcie się i znowu czasownik użyty w Grece, Greka ma bardzo wiele form czasowników i bardzo wiele czasów w tych czasownikach. I te słowa, one mówią o stanie ciągłym, nigdy nie kończącym się. To nie upodabniajcie się, jest w takim czasie, że to jest czynność wykonywana tu i teraz i zawsze i nigdy nie będzie miała końca. Czyli my nigdy nie przestaniemy funkcjonować w tym nieupodobnianiu się. To jest taka bardzo ciągła forma tego czasownika, ale już na pewno niejednorazowy akt. To nie jest tak, że jeżeli ty gdzieś tam w przeszłości podjąłeś jakąś słuszną decyzję, to ty już jesteś w tym miejscu. Nie, to jest ciągłe, ciągłe, codziennie, cały czas, jutro również, do końca twojego życia. Nieustannie to się dzieje w życiu człowieka wierzącego. Swoją drogą to upodobnienie się do świata, ono bardzo rzadko jest takim procesem gwałtownym. Czyli nawet gdyby to w drugą stronę, czyli nie upodobniajcie się, no to w takim razie czym jest upodobnienie się do świata? To również nie jest jakiś jednorazowy akt. To nie jest tak, że ty raz coś zrobisz i upodobniłeś się do świata. Podałeś jakąś niewłaściwą decyzję i upodobniłeś się do świata. No nie. Zazwyczaj to jest też pewien ciągły proces. Rozpoczęty oczywiście od jakichś tam kompromisów, od jakiegoś tam przyjmowania fałszywych definicji z tego świata, usprawiedliwiania pewnych rzeczy, że tam Biblia Biblią, a życie życiem, albo że Biblia jest nieskończona i tego typu historie. Natomiast to jest też taki proces ciągły. Ten świat w ogóle, co Paweł ma na myśli mówiąc nie upodabniecie się do tego świata, czyli do czego? O czym on mówi? Przede wszystkim nie mówię o ludziach. To jest bardzo ważne. Nie jest tak, że mamy się nieupodobniać do tego świata, w związku z czym nie wiem, mamy golić brody albo je zapuszczać na przykład. Bo teraz jest moda chyba na brody, to nie wolno nam zapuścić brody, bo świat zapuszcza brody. Swoją drogą są takie. Nacje, denominacje. Świadkowie Jehowy tak mieli. Kiedyś nie wolno im było zapuszczać brody. Teraz im wolno zapuszczać brodę. Ciało kierownicze decyduje, kiedy ty możesz mieć brodę, kiedy ty nie możesz mieć brody. I oni właśnie to tłumaczyli tym nieupodobnieniem się do świata. Skoro ten świat chodzi w dżinsach i trykotkach, to my będziemy chodzić w garniturach. Nie o to chodzi. Paweł tu nie mówi o ludziach. Możemy wyglądać tak samo. Możemy mieć te same brody, te same włosy, te same ubrania. Ja osobiście uważam, że nie ma żadnego problemu, że siostry chodzą w spodniach. Teraz nawet się tak patrzę po sali, czy chociaż jedna jest w kietce. No kilka się znajdzie. Ale dużo jest. I w porządku. Bo Biblia nie o tym mówi. To nieupodobnienie się do świata nie na tym polega. Nie mówi o kulturze. To tłumaczyłem tydzień temu. To nie jest tak, że mamy się nie upodabniać do świata, w związku z czym nie wolno nam obchodzić świąt zwyczajowych. Ja obchodzę wszystkie. Jakiekolwiek święto wymienisz, to ja je obchodzę. Wszystko jak leci. Oczywiście mówimy o świętach, nie o durnotach i głupotach w stylu Halloween czy jakieś inne bzdety, ale jak mnie zapytasz o jakieś, jak jutro wymyślą, że jutro jest święto rudych włosów, to ja będę pierwszy go obchodził. Prezenty możecie składać. Wszystko obchodzę jak się da, bo to nie o to w tym chodzi. Nie o to w tym chodzi, w tym nieupodobnianiu się do świata. Niedawno był święto babci i dziadka, obchodzę. Chociaż babcią i dziadkiem nie jestem, ale mam babcię, mam dziadka i obchodzę te święto. Nie mówi o stworzeniu. Więc o czym on mówi? O systemie świata. O systemie świata. To jest bardzo ważne. O systemie świata, który funkcjonuje w pewien określony sposób. W jaki sposób? Takim jakby nie było Boga. Świat funkcjonuje w systemie, jakby nie było Boga, który patrzy na to, co się dzieje. I my mamy nie upodabniać się do tego systemu świata. Mamy nie żyć w ten sposób, jakby Boga nie było. Inaczej mówiąc, skoro mamy się nie upodabniać do świata, to znaczy, że mamy żyć w bojaźni pańskiej, bo Bóg jest i patrzy i widzi. I to jest te nieupodobnianie się do świata. Ten świat, system tego świata, on jest bardzo skoncentrowany. Skoro nie ma Boga, no to musimy znaleźć kogoś, wokół wszystko będzie się kręcić. I kto tym kimś będzie według świata? Człowiek. Dokładnie tak. Człowiek. To jest ta różnica. My mamy się nie upodabniać do tego świata, czyli nie mamy być humanistyczni. Nie ma być człowiek w centrum. To jest to, przed czym powinniśmy być uchronieni w Jezusie Chrystusie. Dla świata człowiek jest miarą wszystkiego. Miarą wszystkiego. I to przynosi konkretne owoce, konkretne rezultaty. Kilka lat temu człowiek jest miarą wszystkiego. W związku z czym przestańmy się zgromadzać. W niektórych krajach zabroniono śpiewać, zwłaszcza chrześcijańskich pieśni. Dlaczego? No bo się zarazisz. COVIDem czy innym tam wirusem. I u nas aż tak ostro nie było, ale w Anglii na przykład nie wolno było śpiewać. Uznali, że kiedy ludzie śpiewają, to ta dawka tego wirusa jest... Ale czemu oni to robili? Oni nie tyle to robili przeciwko Bogu, bo oni nie wierzą, że Bóg jest, co robili to dlatego, że człowiek jest miarą wszystkiego. Człowiek jest miarą wszystkiego. Dlaczego dzisiaj coraz mocniej przepycha się aborcje, coraz mocniej przepycha się eutanazje, coraz mocniej przepycha się tego typu tematy? Dlaczego? Nie przeciwko Bogu wprost. Oni tego nie robią wprost przeciwko Bogu, bo oni nie wierzą, że Bóg jest. Oni to robią, bo ponieważ nie wierzą w Boga, to człowieka postawili jako miarę wszystkiego. No i teraz, żeby ten mężczyzna, ta kobieta mogli robić co chcą i żeby nie było z tego żadnego skutku, no bo ich dobro, ich... oni są miarą wszystkiego, no to pozwólmy im zabić mamę, tatę albo swoje dziecko. Co jest jeszcze w tym systemie świata? Takie myślenie, że źle pojęty sukces jest ważniejszy niż oddzielenie dla Boga. To również jest system tego świata, że Wszystko jest relatywne. To się również z tego wzięło, że człowiek jest w centrum wszystkiego. No bo skoro człowiek jest w centrum wszystkiego, a ilu ludzi? Tyle koncepcji, tyle idei, tyle pomysłów. No więc nie możemy powiedzieć, że ten ma rację, a ten nie ma rację. W związku z czym musimy wpaść w pułapkę relatywizmu, bo w Bogu jest jak? Bóg jest jeden i On ma rację. I jest jedna prawda, która nie podlega żadnym negocjacjom. w systemie tego świata to, co się Panu Bogu nie podoba. A podoba się człowiekowi o grzesznej naturze, będzie nazywane wolnością. W tym będą ludzie szukać wolności i do tego mamy się nie upodabniać. O to chodzi w tym fragmencie Bożego Słowa. Nie możemy żyć w takim schemacie. Musimy mieć świadomość, że Bóg jest. Że to Bóg jest miarą wszystkiego. Że to On decyduje o tym, co jest dobre, co jest złe. Co jest właściwe, co jest niewłaściwe, a nie my. Swoją drogą kościół w Rzymie, kiedy był pisany ten list, był bardzo prześladowany. To jeszcze jest czas prześladowań, to jeszcze nie jest czas III-IV wieku, kiedy te prześladowania troszkę skończyły się. Znamy historię założenia kościoła rzymskokatolickiego. Ale tu jeszcze jest ten Kościół mocno prześladowany, ten mocny, intensywny Kościół. Dlaczego on był prześladowany? No przecież nie dlatego, że był podobny do tego świata, bo wtedy nie byłby żadnym zagrożeniem, tylko dlatego, że był inny niż ten świat. Dlatego, że Kościół mówił, moment, nie człowiek jest w centrum. Człowiek nie jest miarą wszystkiego. I dzisiaj jest bardzo podobnie. Dzisiaj największym zagrożeniem wcale nie jest presja świata z zewnątrz. To nie to jest największym zagrożeniem dla współczesnego chrześcijaństwa. W ogóle nie o to chodzi. Oni tam mogą wymyśleć i 150 płci. mogą wymyśleć nie wiadomo jeszcze jakie akcje związane z życiem człowieka, z chorobami, z kultem ciała, z kultem zdrowia, czy co tam jeszcze wymyślą. I nie ta presja z zewnątrz jest problemem. Problemem staje się takie pragnienie Kościoła, żeby się za bardzo nie różnić, zbytnio się nie różnić od tego co z zewnątrz. Nie mówili, że jesteśmy jakimiś dziwakami, że jesteśmy jakąś sektą. Absolutnie. Nie, nie presja z zewnątrz, ale pragnienie, żeby się zbytnio nie różnić. Upodobnienie się do świata bardzo często zaczyna się od słów, wszyscy tak robią. Czasy się zmieniły. Teraz to już nie jest takie jednoznaczne. I Paweł mówi nie iść tą drogą. Nie iść tą drogą. Tu ma być twoja droga. Tu. Tak jak tu jest opisane. Co jest jeszcze ważne? Wiem, że dzisiaj może być trochę dłużej, bo my jesteśmy przy drugim wersecie. Nie upodabniajcie się. Ale nie czmyhajcie z tego świata. Nie, Paweł nie mówi uciekajcie z tego świata. Paweł nie mówi wybudujcie sobie jakieś mury i się tam schowajcie i tam sobie siedźcie i się izolujcie i amiszujcie i co tam jeszcze chcecie robić. Paweł tego wszystkiego nie mówi. Czy amiszujcie, czy franciszkujcie, czy jezuitujcie, czy to wszystko mam na myśli. Nie, Paweł tak nie mówi i chrześcijanin nie jest powołany do izolacji. Moje i Twoje powołanie nie jest powołaniem do izolacji. Nigdzie w Biblii nie jest napisane, że masz się izolować od tego świata, że masz uciekać od tego świata. Nigdzie w Biblii nie jest napisane, że Ty nie możesz... że Ty musisz tak w ten sposób funkcjonować, że to jest jakieś zdrowe wyjście. Nie, Ty masz być inny od tego świata. Masz być święty, masz być oddzielony dla Boga. Zobaczcie, że Pan Jezus w tej słynnej modlitwie On się nie modlił, panie zabierz teraz uczniów z tego świata. Takich słów nie wypowiadał. On się nie modlił, żeby uczniowie byli zabrani z tego świata. O co on się modlił? Żeby w tym świecie byli zachowani od złego. Zachowa ich od złego, ale w tym świecie, w którym przebywali. Oczywiście to wywołuje pewne napięcie i to napięcie jest normalne. I chrześcijanin tak ma, że żyje w takim nieustannym napięciu, nieustannym napięciu. między kulturą Królestwa Bożego, między kulturą Pisma Świętego, a kulturą tego świata. Między tym, że Bóg jest w centrum i jest pewny Jego pomysł na życie człowieka, na funkcjonowanie człowieka, na funkcjonowanie rodziny, na małżeństwa, rodziny, kościoła, struktur jakichś społecznych, a nawet państwa, I między tym, co proponuje ten świat, który nie Boga, nie Biblię postawi w centrum, tylko postawi kogo? Człowieka w centrum. I to jest przepaść, to jest pewne napięcie. Paweł stawia bardzo konkretne, w ten sposób pewne konkretne, on to robi pośrednio, ale to jest pewne konkretne pytanie, kto dzisiaj, kształtuje Twoje myślenie albo co dzisiaj kształtuje Twoje myślenie? Słowo Boże czy opinia większości? Bóg czy człowiek? Ewangelia czy narracja współczesnej kultury? No nie można tych dwóch rzeczy ze sobą pogodzić. Nie da się tego po prostu zrobić. A jeśli to ktoś zrobi, to nie może nie dać się sformatować światu. Więc upodobanie się do świata i to nieupodobnianie się do świata jest ciągłym procesem. i albo świadomie jestem ciągle w tym nieupodobnianiu się do świata, albo jestem świadomie przeciwnikiem tego i upodabniam się do świata. Chrześcijaństwo bez różnicy i to wyraźnej różnicy, czy na przykład Kościół, który nie różni się niczym od stowarzyszeń, od fundacji, od tego wszystkiego, to taka historia, ona musi stracić swoją moc. Presja kultury nigdy, nigdy, nigdy nie może stać się autorytetem wyższym niż Słowo Boże. Nawet jak nam się wydaje, że to jest doskonały pomysł. Bo to postawi człowieka w centrum. Nie. Autorytetem musi być Boże Słowo. Tak jak jest w Bożym Słowie napisane. I to wymaga odwagi. Czy nam się to podoba, czy nie. Nie da się być żywą ofiarą dla Boga i jednocześnie żywą ofiarą dla świata, czy też kopią świata. Tego się zrobić nie da. Ale się przemięcie. Ale się przemięcie. Pędzimy. Dalej jesteśmy w drugim wersecie. Ale się przemięcie. Zobaczcie, Paweł nie poprzestaje tylko na tym wezwaniu nie upodabniajcie się do tego świata. On tu jeszcze dalej idzie. Przemięcie się i to jak? Przez odnowienie umysłu swojego. A więc chrześcijaństwo nie polega tylko na tym, co robimy lub czego nie robimy. One polega na tym, kim my się stajemy. Dlatego, że... obraz Boga, który masz w umyśle swoim, nie tylko w mózgu, nie tylko w rozumie, ale w umyśle swoim, koncepcja Boga, którą masz w swoim umyśle, ona ma ogromny wpływ na praktykę twojego życia, na twoje czyny, na twoje myśli. To, co ty myślisz o Bogu, ogromnie kształtuje to, co ty myślisz o otaczającej się rzeczywistości. A to wszystko kształtuje czyny, które ty produkujesz. Więc chrześcijaństwo nie polega tylko na robieniu lub nierobieniu, ale polega też na tym, kim się stajemy poprzez odnowienie tego naszego umysłu. No i tam oczywiście jest mowa o przemianie, o tej metamorfozie, o tym zwrocie. Metanoi, czyli nie jest mowa o jakiejś kosmetyce, tylko jest głęboka przemiana, głęboka, maksymalna przemiana, czyli to nie jest poprawa zachowania. To nie jest religijna dyscyplina, to nie jest korekta pewnych rzeczy, to jest przemiana od środka. Chrześcijaństwo nie polega na tym i nigdy nie będzie polegać na tym, że człowiek nauczy się żyć po chrześcijańsku. My tak wychowujemy nasze dzieci, to jest w porządku, ale to nie jest chrześcijaństwo, to są dzieci chrześcijane. Że my je uczymy, jak to jest żyć jako chrześcijanin, ale chrześcijaństwo nie polega na tym, że my się nauczymy. Dlatego, że nawet jak się nauczymy dziesięciu rzeczy, to piętnaście zostanie do nauczenia. Nauczymy się tych piętnastu, znowu nowe piętnaście i byśmy nigdy nie skończyli. Nie. Chrześcijaństwo polega na tym, że człowiek się rodzi na nowo, czyli zostaje przemieniony. Dlatego Paweł nie mówi zmieńcie czyny. On nie mówi, przemieńcie swoje czyny. On mówi, odrówcie swój umysł. Zupełnie inaczej musicie o wszystkim myśleć. Czemu? No bo Paweł doskonale wie... Znaczy nie wiem, czy on... Czasami się zastanawiam, czy on to wiedział, bo był tak wykształcony, I to jest możliwe, bo przecież Paweł był wykształconym człowiekiem, apostoł Paweł to był bardzo wykształcony człowiek. Czy to było objawienie pańskie, że on te rzeczy rozumie? I to rozumie rzeczy i opisuje schematy i rzeczy, które ludzie w XVIII, XIX, XX wieku zaczęli rozumieć tak, jak to rozumie Paweł, na przykład XVIII-XIX wiek, no to właśnie mamy powstanie psychologii i psychologia zaczyna rozumieć pewne rzeczy i dochodzi do wniosku, coś co Paweł już wiedział, w pierwszych wiekach Paweł doskonale to wie, że to właśnie w umyśle człowieka rozstrzyga się codzienna walka. Codzienna walka. Duchowa, duszewna. To właśnie tam rozgrywa się cała ta batalia. To właśnie w umyśle rodzą się decyzje. One się nie rodzą na rękach. One się rodzą w umyśle. Wiemy to. Paweł to wiedział. A my to dopiero odkrywamy. To w umyśle jest racjonalizacja grzechu lub pokuta. To tu się dzieje, w umyśle człowieka. To w umyśle kształtują się nasze pragnienia, że my czegoś pragniemy lub czegoś nie pragniemy. To się dzieje w umyśle. To w umyśle powstają schematy myślenia, całe synopsy i całe funkcjonowanie. I jeśli umysł człowieka jest nieodnowiony, to nawet jeśli ten człowiek miałby najlepsze intencje, prędzej czy później się to wszystko rozsypie. Dlatego, że jego umysł jest nieodnowiony, czyli nie zrodzą się tam właściwe decyzje. Zamiast pokuty zrodzi się tam racjonalizacja. Zamiast pragnień dobrych zrodzą się tam pragnienia złe. Powstaną złe schematy i człowiek zaczyna źle funkcjonować. A to oznacza, że uświęcenie człowieka zaczyna się gdzie? W umyśle. W umyśle. To tam się zaczyna proces uświęcenia. To tam się rodzi proces uświęcenia. To tam jest ta decyzja, te nazywanie rzeczy po imieniu, to kształtowanie właściwych pragnień. Paweł to wie. Znowu, forma ciągła, cały czas, to odnowienie umysłu, nie raz odnów swój umysł i masz problem z głowy, to wtedy prosta recepta, rozpędź się, poczekaj aż cię ściana znajdzie, sprawa załatwiona. Nie, cały czas, to odnowienie cały czas, proces, który cały czas trwa. A w jaki sposób praktycznie to robić? Na pewno każde nasze spotkanie ze Słowem Bożym jest takim odnowieniem umysłu. Kiedy spotykamy się z Bożym Słowem, kiedy studiujemy Boże Słowo, zarówno tak jak teraz, że jest analiza i interpretacja Bożego Słowa, jak i Twoje prywatne studium, kiedy czytasz Boże Słowo, kiedy rozważasz Boże Słowo, Nie niewielu, tylko wielu z nas tego doświadczyło. To jest bardzo często jakaś rozmowa duszpasterska, że no czytam Biblię, ale mam wrażenie, że tak jakbym przeleciał tekst, nic nie zapamiętałem. Może ty nic nie zapamiętałeś. ale w Twoim umyśle zostało. I w odpowiednim czasie, w odpowiednim czasie to wyda owoc. Więc nawet jak Ci się wydaje, że przeczytałeś jakiś fragment Bożego Słowa, na przykład trzy rozdziały według jakiegoś tam planu i nic Ci z tego nie zostało, zostało Ci. Każde spotkanie z Bożym Słowem, one odnawia nasz umysł. Każde poddanie myśli Duchowi Świętemu. Czyli mam jakąś myśl, ale Duchu Święty oddaje Ci to. Czy to jest właściwa? Myśl. To wszystko jest częścią tego odnowienia umysłu i nie ma chrześcijańskiej dojrzałości bez właśnie takiego codziennego odnawiania umysłu. Więc nie będziesz kwit w chrześcijaństwie, jeśli nie będziesz studiował Bożego Słowa i jeśli nie będziesz poddawał swoich myśli Duchowi Świętemu. Zresztą Pan Jezus powiedział, że błądzimy kiedy? Kiedy nie znamy Pism i Mocy Bożej. Więc musimy znać Pisma i musimy mieć relację, kontakt z Duchem Świętym. Odnowienie umysłu, żebyśmy się też dobrze zrozumieli, to nie jest pozytywne myślenie. Zanim mnie ktoś skrytykuje, to ja tu powiem wprost, że to nie chodzi o psychologię pozytywną. To nie na tym polega. To nie jest emocjonalne przeżycie. To nie są techniki rozwoju osobistego. Nie to wszystko. Nie. Słowo Boże. Słowo Boże. Odnawiam mój i Twój umysł. I to Słowo Boże, które z poziomu logos staje się rema. Czyli tym objawionym Bożym Słowem. Tym przedyktowanym Twojemu umysłowi przez Ducha Świętego. Tak zrozumiane Boże Słowo, czyli te pisma i moc, to logos, które przychodziło się w rema, Czasem to wygląda tak, że czytasz Biblię i wow, no ten werset jest odpowiedzią na wszystko. Już teraz wszystko wiem i masz wrażenie, że Biblia zaświeciła. A czasem to jest tak, że nic się takiego nie dzieje, ale w Twojej głowie przebiega cały proces i w odpowiednim momencie Duch Święty powoduje, że to, co było logos, staje się rema. Nic nie zaświeciło, ale wydało owoc. I to się dzieje właśnie, kiedy analizujemy Boże Słowo. To wtedy mamy prostowane myślenie, wtedy są właściwe proporcje i wtedy umiemy patrzeć na swoje życie i na życie drugiego człowieka oczami samego Boga. Dlatego chrześcijanin, który nie karmi się Bożym Słowem, to jest chrześcijanin, który zawsze będzie miał problem, zawsze będzie miał problem z rozeznaniem woli Bożej. Takie życie i tak pojęte uświęcenie nie jest też odklejeniem od rzeczywistości. Żebyśmy też w drugą stronę teraz nie poszli. Że się teraz odkleimy od rzeczywistości. Czyli nagle dojdziemy do wniosku, że my już jesteśmy tak święci, że my nie potrzebujemy pracować, nie potrzebujemy jeść, nie potrzebujemy się ubrać, nie wiem, nie potrzebujemy odpocząć, nie potrzebujemy tego, Wszystkiego może w ogóle zrezygnujmy ze zdobyczy XXI wieku. Były takie już pomysły w chrześcijaństwie, że wyrzucano telewizory, wyrzucano tam dekodery, no bo to wszystko złe. Teraz to nie ma dekoderów, ale te wszystkie platformy streamingowe i tego typu pomysły. Nie, uświęcenie nie jest odklejeniem się od rzeczywistości. Jest coraz głębszym podporządkowaniem swojego życia Panu Bogu, ale nie odklejeniem się od rzeczywistości. My po prostu, kiedy jesteśmy uświęcani, to nasz sposób reagowania się zmienia, nasze priorytety się zmieniają, wrażliwość nasza się zmienia. To co do tej pory było normalne staje się nienormalne, a to co do tej pory było nienormalne staje się normalne. Podam przykład. Prosty, prozaiczny przykład. Miałem taki okres w swoim życiu. i pewnie wielu z was miało coś takiego, że jak wchodził jakiś tam drugi, trzeci sezon jakiegoś mojego ulubionego serialu, no to jakby kiedyś to jeszcze dbano o nas pod tym kątem, że w piątek o 20 i następny odcinek w piątek o 20 i choćbyś nie wiem co zrobił, to mogłeś jeden odcinek obejrzeć. No ale w dobie platform tego wszystkiego wrzucają cały sezon, rano do pracy, Gdzieś tam na służbę musiałem iść, no ale wrzucono nowy sezon. Do pracy wychodziłem 4.15, no o 4 kończyłem. Ostatni odcinek jeszcze na szybko, żeby zdążyć obejrzeć. Oczywiście oczy na zapałkach, no i dzień stracony i ledwo przeżyłem. Ale bez problemu szedłem do tej pracy, bez czytania Bożego Słowa. Bardzo często się to zdarzało, żebym wyszedł do pracy. No kto to widział o 4.15? Muszę wyjść, to przecież nie będę o 3.00 wstawał, żeby Biblię czytać. Przecież jakiś rozklejony bym był. Ale kiedy nastąpił pewien proces uczucia, to się zmieniło. To nie oznacza, że ja już nie obejrzę żadnego serialu. Oglądam. Niektórzy by byli zdziwieni, jakie seriale oglądam, bo nie tylko na Religia TV. Ale bez problemu sobie wyobrażam dzień, weekend, tydzień bez jakiegoś serialu. Bez problemu sobie wyobrażam obejrzeć jeden odcinek, a nie 15. Bez problemu sobie w ogóle wyobrażam wcale go dzisiaj nie obejrzeć, bo nie mam czasu. Natomiast... Nie wyobrażam już sobie dłuższego czasu, nie mogę powiedzieć, że nie zdarza mi się jakiś dzień, ale dłuższego czasu bez studium Bożego Słowa. Nie wyobrażam sobie nie nakarmić swojego umysłu, swojej duszy i swojego ducha Bożym Słowem. Bez problemu zdarza mi się dziś nie obejrzeć jakiegoś serialu, ale nie ma takiej możliwości, żebym nie pomodlił się przed pójściem spać, żebym nie zawołał do Boga, żebym nie przeanalizował pewnych sytuacji. Zmieniają się te priorytety, zmienia się sposób reagowania, zmienia się nasza wrażliwość, co nie oznacza, że jesteśmy odklejeni od rzeczywistości, to nie oznacza, że już nie wolno nam przeczytać żadnej książki, nie wolno nam obejrzeć żadnego filmu, że mamy wyrzucić telewizory i cała ta historia, tylko zmienia się pewien akcent, kiedy człowiek jest uświęcany. Abyście umieli rozróżnić. Dalej drugi werset, zobaczcie jak pędzimy. A mamy 21 dzisiaj do przerobienia tych wersetów. Abyście umieli rozróżnić. Drugi werset, literka C. Końcówka już tego drugiego wersetu. Abyście umieli rozróżnić. Paweł tu pokazuje już owoc tego umysłu odnowionego i tego uświęcenia człowieka. To nie jest jakieś mistyczne doświadczenie, to nie jest tak, że człowiek uświęcony tak się odkleił od rzeczywistości, że on teraz w jakimś takim mistycyzmie się porusza, a tutaj kościół rzymskokatolicki wiedzie prym. Zobaczcie ile tam jest tego mistycyzmu. Im ktoś bardziej rzekomo uświęcony, im ktoś bardziej odnowiony, tym bardziej mistyczny. On już nie ogląda seriali, bo on ma seriale w głowie. To już całkowicie jakiś mistycyzm. Nie, nie o to chodzi. To też nie jest żadna nadzwyczajna wizja. Te odnowienie umysłu, to odróżnianie, umienie rozróżnienia nie polega na otrzymywaniu jakichś niesamowitych wizji. No ja w swoim życiu ze dwa razy, może trzy, tak wyraźnie usłyszałem jakieś Tak wyraźnie usłyszałem Boży głos, że mogę powiedzieć, Bóg przemówił do mnie. To może ze dwa, trzy razy w moim życiu się wydarzyło, a... 2007 rok, kiedy pierwszy raz. No więc... nie na tym to polega. jakiejś takiej ultrawizji, żeby mnie odcięło. Wierzę, że niektórzy tak mają, ale ja tak nigdy nie miałem. Żeby mnie tak zupełnie odcięło i widział jakieś obrazy jakieś, to nie są moje przeżycia, ja nikomu ich nie zabieram. Być może z kimś Pan Bóg tak pracuje, natomiast ja nie mam takich przeżyć, więc to nie polega na tym mistycznym doświadczeniu, nie polega na jakichś takich wizjach. Na czym to polega? Na zdolności rozeznawania. że umiemy rozeznawać, rozróżnić, co jest wolą Bożą, a co nie jest wolą Bożą. Co jest dobre, miłe i doskonałe, a co nie jest dobre, miłe i doskonałe. I to zdanie w ogóle koryguje bardzo wiele nieporozumień dotyczących woli Bożej. Bo wola Boża Nie jest, a mam wrażenie, że niektórzy tak to traktują, to nie jest jakaś tajemnica dla elity duchowej. Czasami rozmawiamy i ktoś mówi, że no tutaj nie da się jakby poznać woli Bożej. Da się. Zawsze się da poznać wolę Bożą w każdym temacie. To nie jest jakaś tajemnica dla elity duchowej. Zwróćcie uwagę, że Paweł nie pisze tych słów, abyście umieli odróżnić. On nie pisze tego do apostołów. To nie jest list do apostołów. Zresztą nie mamy takiego listu. To nie jest list do proroków. On tutaj, drodzy prorocy, żebyście umieli odróżnić. Nie. Do kogo jest ten list? Do zwykłych wierzących. Zwykłych wierzących w Rzymie. Do Kościoła w Rzymie. A więc rozeznawanie woli Bożej to nie jest jakiś przywilej dla nielicznych, że tylko nieliczni rozeznają wolę Bożą. Może musieli się jakieś gremium zebrać i ono rozezna wolę Bożą. Nie, to jest normalny owoc życia przemienionego przez Ewangelię, że potrafimy odróżnić, rozróżnić, rozeznawać wolę Bożą. W praktyce, a nie tylko w teorii. To nie jest abyście poznali, tylko żebyście umieli rozróżnić. I kiedy sięgnąć do słowa greckiego to czytamy o testowaniu, czytamy o sprawdzaniu, czytamy o doświadczaniu, czyli moglibyśmy przeczytać, abyście mogli doświadczyć woli Bożej, abyście mogli sprawdzić wolę Bożą, abyśmy mogli przetestować wolę Bożą, a nie tylko ją poznać. I on tu opisuje tą wolę Bożą trzema takimi niezwykle cennymi słowami. One są pewną wskazówką. Co jest wolą Bożą, a co nie? Dobra. Dobra. Wola Boża jest jaka? Dobra. Dobra. Czyli co? Czyli wola Boża nigdy nie niszczy człowieka. Nigdy nie niszczy człowieka. Nie dewczy człowieka. Nigdy nie niszczy relacji. Nie degraduje relacji. Nigdy i nigdy nie prowadzi do zła, nawet jeśli jest trudna, miła. Mamy drugi, że ma być miła. Jeśli coś jest miłe, to coś przynosi radość, nawet jeśli jest składane w ofierze. Jest przynoszące radość, miłe i doskonałe, czyli kompletne. Nie da się już tego poprawić, nie można nic do tego dodać. I zawsze prowadzi do celu, do którego Bóg zmierza. I to jest niezwykle ważne, bo wola Boża nigdy nie jest przeciwko człowiekowi. pomimo tego, że człowiek nie jest w centrum. I to jest bardzo ważne, żeby to uchwycić. Z jednej strony człowiek nie jest w centrum. Humanizm nie jest rozwiązaniem. Z drugiej strony wola Boża nigdy nie jest przeciwko człowiekowi. Nigdy. Bóg nigdy nie jest przeciwko człowiekowi. Nigdy nie był i nigdy nie będzie. Ten odnowiony umysł, w takim razie on widzi to, czego świat nie widzi. Czyli kiedy świat mówi, to się nie opłaca. To jest bez sensu. To jest strata. To ten odnowiony umysł, uświęcany umysł, on będzie pytał, czy to jest dobre przed Bogiem? Bo jeśli to jest dobre przed Bogiem, to będę miał już pierwszy atrybut woli Bożej. Czy to jest zgodne z Bogiem? Czy to jest miłe? To już będę miał drugi. No i ten trzeci, czy to nie jest przeciwko człowiekowi, a jednocześnie prowadzi to do Bożej chwały. Bo jeśli tak, to to jest wola Boża. Jeśli te trzy elementy są wypełnione, to to jest wola Boża. Jeśli zabraknie którego kolwiek z tych elementów, to nie jest wola Boża, obojętnie co masz na ten temat do powiedzenia. I Paweł tu w pewien sposób stawia pytanie, czy my podejmujemy dzisiaj decyzje na podstawie emocji, na podstawie presji, na podstawie wygody, czy też podejmujemy decyzje filtrując nasze decyzje przez te trzy rzeczy związane z wolą Bożą. A tak powinniśmy żyć, że ma być to dobre, miłe i doskonałe w oczach Boga. Trzeci werset, ale cały. Powiadam bowiem, każdemu spośród was muszą danej mi łaski, by nie rozumiał o sobie więcej niż należy rozumieć, lecz by rozumiał z umiarem stosownie do wiary, jakiej Bóg każdemu udzielił." Więc po tym wezwaniu do oddania życia, po tym wyjaśnieniu czym nie jest i czym jest upodobnienie się do świata, po tym rozeznawaniu woli Bożej Paweł wschodzi jeszcze głębiej. W zasadzie do miejsca, które decyduje o wszystkim. do pokory. Jeśli ktoś mówi o poświęceniu, a nie mówi o pokorze, to coś w tej historii jest nie tak. Zwróćcie uwagę, Paweł tu powołuje się na swój autorytet, ale to jest autorytet z łaski, a nie z pozycji. On mówi mocą danej mi łaski. On nie mówi mocą urzędu apostolskiego, on nie mówi mocą moich osiągnięć, on nie mówi mocą duchowych moich doświadczeń, tylko on mówi na mocy danej mi z łaski. Z łaski. Nie z wyższości, nie z pseudo pokory, tylko z łaski. Każdemu spośród was, on tu używa takich słów. No więc znowu, skoro ten list jest skierowany do wszystkich zwykłych wierzących, W takim razie te słowa są skierowane do wszystkich, czyli zarówno do liderów, jak i do jakichś nowych wierzących, do tych, którzy zdają sobie sprawę ze swojego obdarowania i do tych, którzy czują się słabi w tym temacie. On mówi do wszystkich, każdemu spośród was. Paweł zaznacza o pewnym trzeźwym myśleniu o sobie. On nie wzywa do fałszywej skromności. Tu nie ma w tym trzecim wersecie mowy o fałszywej skromności. On nie mówi myśl o sobie jak najgorzej, tylko mówi myśl trzeźwo. Myśl trzeźwo, mieć świadomość darów, mieć świadomość ograniczeń, mieć świadomość woli Bożej, mieć świadomość zależności od Boga. Stosownie do wiary, jakiej Bóg każdemu udzielił. Czyli kto jest dawcą tego wszystkiego? Bóg. Bóg rozdziela. ustanawia, Bóg decyduje o tych darach, więc nie ma miejsca na rywalizację, nie ma miejsca na porównywanie się, bo wszystko jest Bożym darem stosownie według tego, jak On udzielił. Im więcej rozumiemy z tej łaski Boga, tym mniej miejsca zostaje na takie myślenie o sobie z tą wyższością. Czwarty, piąty werset. Może najważniejszy fragment dotyczący Kościoła. Paweł teraz przechodzi z tego życia osobistego w tym czwartym, piątym wersecie do życia Kościoła, do życia wspólnoty. No bo jeżeli my się zatrzymamy na tym osobistym wymiarze, to ten indywidualizm, on będzie zawsze niszczył Kościół. A to musi wejść w to życie wspólnotowe, które będzie budować Kościół. Jak bowiem w jednym ciele wiele mamy członków, a nie wszystkie członki tę samą czynność wykonują, tak my wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a osobna jesteśmy członkami jedni drugich. Być może najważniejsze zdanie o Kościele w tym liście. Trzecie tak naprawdę, mocno mówiące o Kościele w Nowym Testamencie, bo mieliśmy dwie wypowiedzi Pana Jezusa, Mateusza 16 i 18, no i mamy teraz ten list do Rzymian. Co z tego wiemy? Kościół nie jest zbiorem wierzących. Kościół to nie jest zbiór wierzących. Kościół to jest ciało. Ciało. Tak Biblia mówi o Kościele. Paweł nie mówi jesteśmy grupą ludzi. Paweł nie mówi jesteśmy organizacją. Paweł nie mówi jesteśmy ruchem religijnym. Nie mówi jesteśmy denominacją. On mówi jesteśmy ciałem. Ciałem. Co to jest to ciało? Mamy życie. Mamy wzajemną zależność. Mamy odpowiedzialność jednego za drugiego. Nie da się być samowystarczalnym w tej historii. Paweł mówi tu bardzo jasno. W jednym ciele nie wszystkie członki wykonują tę samą czynność. Czyli nie da się unifikować tego. Nie da się zrobić tak, że wszyscy będą tak samo myśleć, tak samo chodzić, tak samo funkcjonować. Nie. Musi to być pewne współdziałanie. On tu wspomina o różnorodności darów, o różnorodności, której doświadczamy, czyli mamy różnorodność temperamentów, mamy różnorodność charakterów, mamy różnorodność powołań. I to nie jest problem do rozwiązania, tylko to jest dar do przyjęcia. Musimy to zrozumieć. To, że mamy różnorodność talentów, darów, różnorodność temperamentów, różnorodność charakterów, to nie jest problem do rozwiązania, to jest dar. Według Biblii to jest dar, że w Kościele tak jest, że jesteśmy różni. Paweł podkreśla tutaj, że jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie. Czyli nie w strukturze, nie w liturgii, nie w tym wszystkim, tylko w Chrystusie. Ta jedność Kościoła istnieje wyłącznie w Chrystusie. Dlatego, że jeżeli z tego równania wykluczymy Chrystusa, to każdy będzie ciągnął w swoją stronę. I ilu nas tu jest? Każdy pociągnie w swoją stronę. Mamy jedność w Chrystusie. Członkami jedni drugich. Bardzo w ogóle wymagające. Bo w takim razie my nie jesteśmy tylko członkami Chrystusa. Biblia nie mówi, że jesteśmy tylko członkami Chrystusa, że tylko Jego ciała. Nie. Jedni drugich. Jesteśmy członkami jedni drugich. Czyli mamy sobie wzajemnie okazywać troskę, obecność, gotowość do służby. Więc nie da się kochać Chrystusa, a nie kochać siebie nawzajem. Kochać siebie nawzajem bez Chrystusa będzie równie niepełnym zdaniem. Jeszcze raz, ta różnorodność jest darem, a nie problemem. Kościół to jest ciało. Jedność istnieje tylko w Chrystusie. I mamy być członkami jedni drugich. Szósty do ósmy warset. O darach. Bardzo ciekawy fragment. Paweł mówi o jednym ciele, o wielu członkach, o darze różnorodności i teraz przechodzi bardzo konkretnie do tego, jak to funkcjonuje w praktyce. I pisze, a mamy różne dary według udzielonej nam łaski. Zobaczcie, jaka perspektywa służby w Kościele. Po pierwsze, dary nie są nagrodą. One nie są nagrodą. One nie są czymś, co Bóg daje za wybitne osiągnięcia. One są czymś, co budują Kościół. Nie jest to żaden dowód duchowej wyższości. To, że ktoś jest obdarowany, wcale nie oznacza, że jest duchowo wyższy. W takim razie to nie może być pole do rywalizacji. To wszystko jest udzielone z łaski. Paweł to mówi bardzo jasno. Dary nie wynikają z doskonałości, z perfekcyjności, z dążenia, z tego wszystkiego. One wynikają tylko z jednej rzeczy, z Bożej decyzji. To Bóg decyduje, że obdarza Kościół darami. I to jest bardzo ważne, bo to Kościół, chroni Kościół przed dwiema niebezpiecznymi skrajnościami. Z jednej strony taką niebezpieczną skrajnością będzie pycha tych, którzy służą publicznie, bo może im się wydawać, że oni sobie to wypracowali, że oni to osiągnęli, że oni swoim zachowaniem do tego doprowadzili, kiedy Biblia mówi, że to jest udzielone z łaski. I z drugiej strony to może doprowadzić do takiego poczucia bezwartościowości tych, którzy są w ukryciu. Bo niektóre dare są w ukryciu, nie widać ich, ale one są ogromnym darem. I teraz, żeby nie wpaść w tą drugą skrajność, znowu trzeba sobie przypomnieć, że Bóg obdarza z łaski, że to są Jego dary, to wszystko jest łaską. Nikt nie ma powodu do chluby i nikt nie jest pominięty. Nawet jeśli nie potrafisz nazwać swojego obdarowania w Kościele, to Słowo Boże mówi, że jesteś obdarowany. Nawet jeśli tego nie widać, Nawet jeśli nie wiemy i nie potrafimy nazwać Twojego daru, Słowo Boże zapewnia, że masz jakiś dar. Być może jest to Twoja obecność, być może jest to Twoja modlitwa. Być może jest to coś, czego nawet w tej chwili nie potrafię wyartykułować. Ale Biblia mówi, że w Kościele nie ma ludzi bezwartościowych. I to nie chodzi o to, że teraz każdy musi służyć zakazalnicom, w uwielbieniu, w czymkolwiek. My mamy czasami taki pomysł, są takie slogany, że w Kościele nikt nie jest bezrobotny, chyć się roboty. Właśnie, że twoim obdarowaniem może być taka wierność. Nic nie będziesz robił i też będziesz obdarowany. Twoja obecność będzie tym darem. Nie ma hierarchii darów. Paweł tu nie tworzy hierarchii darów. On pokazuje wierność w tym, co zostało ci dane. Będziesz używany stosownie do wiary. On tu wymienia kilka, posługiwanie, ale ma być w usługiwaniu, czyli ja to rozumiem tak, że to ma być bez potrzeby bycia widocznym, bez sceny, że to ma być posługiwanie w usługiwaniu, w nauczaniu, w nauczaniu, w nauczaniu. Mówić to, co Boże Słowo mówi. Formować innych Słowem Bożym, a nie swoimi pomysłami. W napominaniu, ale z miłością, nie z wyższością. Dla budowania, a nie dla dominacji. Obdarowywanie jest tutaj wspomniane, ale jak? W szczerości, czyli z serca, z przekonania, bez oczekiwania zwrotu jakiegokolwiek. Przełożeństwo, ale że niech okaże gorliwość. Miłosierdzie, ale ma być czynione z radością, czyli nie z poczuciem wyższości, bo czasami spotykamy taką postawę rzekomego miłosierdzia, ale tam jest więcej poczucia wyższości i więcej braku litości, które rani niż radości w tej całej historii, gdzie okaże miłosierdzie i jedzie z tobą. i Ci po prostu tak okazuje miłosierdzie, że chciałbyś, żeby Ci już go nikt nigdy nie okazał. I bardzo ważne, Paweł nie mówi, że definiuje Twoją wartość, czy to kim jesteś, dar, który masz. Nie, on tak nic takiego nie mówi. On mówi, że dar jest tylko sposobem, jest tylko sposobem służenia w ciele, ale Twoja wartość, to kim Ty jesteś, To znaczenie ciebie, czyli to, co powoduje, że człowiek jest szczęśliwy, bo człowiek jest szczęśliwy wtedy, kiedy zna swoją wartość i to wszyscy już odkrywają. Ta moja wartość, twoja wartość, ona nie wynika z grania na basie, z nauczania, czy z czegokolwiek innego. Nie, ona nie wynika z żadnej funkcji, z żadnego urzędu. Ona wynika tylko z jednej rzeczy. Ja jestem cokolwiek wart i jednocześnie jestem wszystkiego wart, bo jestem w Chrystusie. Bo jestem w Chrystusie. To tylko z tego wynika. Jestem cokolwiek wart, cokolwiek, bo byłbym nic nie wart, ale jestem cokolwiek wart, bo jestem w Chrystusie. Jednocześnie jestem wszystkiego wart, każdego przebaczenia, każdej szansy, każdego podniesienia, bo jestem w Chrystusie. I z tego wynika, z tego wynika moja i Twoja wartość. I to poczucie wartości, które się bierze nie ze służby, nie z darów, nie z obdarowania, nie z widoczności lub braku widoczności, tylko z tego, że jestem w Chrystusie, To poczucie, to zrozumienie, ono chroni ciebie indywidualnie, mnie indywidualnie, ale też nas jako Kościół przed wypaleniem. To po pierwsze. My się nie wypalimy. Dlatego, że nasza wartość bierze się z Chrystusa. Chrystusa się nie da wypalić. To nie może zniknąć i jednocześnie chroni to przed czymś bardzo poważnym i bardzo niszczącym wiele kościołów, zwłaszcza takich dużych kościołów, które obserwujemy gdzieś w Stanach Zjednoczonych i tak dalej, przed kultem liderów. Ich wartość nie bierze się z tego, jakimi są porządnymi nauczycielami. Powiem o moich mentorach. Wartość McArthura, ona się nie brała z tego, bo on już nie żyje, nie brała się z tego, że on głosił jak nikt. że on potrafił dziesięć lat list do Rzymian opowiadać. Jego wartość się nie brała z tego, że jego nie było wszędzie pełno, on był tylko zakazalnicą. Jego wartość się brała z bycia w Chrystusie. To była jego wartość. Weźmiemy jakiegoś innego usługującego. Spardzona na przykład. Specjalnie wybieram nieżyjących. Jego wartość nie brała się z tego, co on rozumiał lub jak on tłumaczył wybranie. Jego wartość brała się z bycia w Chrystusie. No nie znam się na zespołach uwielbienia, tu musiałaby mi żona pomóc, ale znam fajnego basistę. Jego wartość nie bierze się z tego, że on dobrze na tym basie gra, a jak mu nie wyjdzie to strzeli taką minę, że to potem musisz virala robić z tego. Nie, jego wartość się bierze z bycia w Chrystusie. Stąd się bierze wartość i kiedy to rozumiemy, to chroni nas to przed wypaleniem, ale chroni nas też to przed bardzo niebezpiecznym zjawiskiem, przed kultem liderów. Jednocześnie, skoro tak się rzeczy mają, to brak używania darów, a każdy z nas ten dar ma, osłabia całe ciało. No bo zobaczcie, jeżeli ręka przestaje działać, to pewnie, że to jest lepiej niż jak noga przestanie działać. Ale całe ciało cierpi. Oczywiście, że lepiej jest stracić mały palec jak kciuka, ale... Osobiście nawet bym nie chciał małego palca stracić. Całe ciało cierpi. Więc jeśli ktoś mówi, to jest nieważne, to co ja robię jest nieważne, moja obecność jest nieważna, niech inni to zrobią, to nie dla mnie. Całe ciało, całe ciało traci swoją siłę. Paweł tu pokazuje, każdy, nie tylko dar, ale każdy obdarowany ma znaczenie. Dary nie są po to, żeby nas wyróżnić, ale po to, żeby zbudować innych i o tym w ogóle nauczamy na kursie podstaw. Teraz już do brzegu, od 9 do 21 wersetu. Tu jest jeden temat tak naprawdę, ale bardzo ważny. Paweł będzie kończył ten rozdział w zasadzie od 9 do 21 wersetu. On to będzie w bardzo charakterystyczny sposób to kończył. Tu już nie ma żadnej doktryny, nie ma żadnej wielkiej definicji. Ale jest pokaz jak wygląda życie człowieka, który naprawdę złożył siebie jako żywą ofiarę, naprawdę zrozumiał czym są dary, chodzi w tym obdarowaniu, naprawdę jego wartość wynika z bycia w Chrystusie. Taki człowiek. Taki człowiek jest opisany w dziewiątym wersecie. Miłość niech będzie nieobłudna. To jest zdanie, które jest kluczem do wszystkiego, co tu potem jest aż do dwudziestego pierwszego wersetu. Zobaczcie, Paweł nie mówi po prostu kochajcie się. Nie, on idzie dalej. On mówi, on tak jakby mówi kochajcie się, ale bez udawania. Bez udawania. Miłość chrześcijańska Ta miłość, o której tu jest napisane i o której Biblia uczy bardzo dużo, to nie jest strategia, to nie jest religijna poza, to nie jest grzeczność, to nie jest mówienie pewnych wzniosłych rzeczy. Ta miłość, o której tu jest mowa, to jest miłość, która jest może nawet nie czasem, tylko zazwyczaj bardzo kosztowna. Bardzo kosztowna. Bardzo prawdziwa, bardzo głęboka. I Paweł tu natychmiast dodaje, życzcie się złem, trzymajcie się dobrego. Więc ona nie oznacza akceptacji wszystkiego, ale oznacza, że jest nieudawana, że jest na dobre i na złe. W tych relacjach w Kościele w dziesiątym wersecie miłość Beatelskom jedni drugich miłujcie, wyprzedajcie się wzajemnie w okazywaniu szacunku. To jest w ogóle rewolucyjne zdanie. Ono nie mówi domagaj się szacunku. Tak nas uczy ten świat. Nie. Wyprzedzaj innych w jego okazywaniu. Więc nie domagaj się szacunku, ale wyprzedzaj innych. W gorliwości nie ustawając, pumienni duchem Panu służcie. Okazuje się, że gorliwość wcale nie jest ilością zrobionych rzeczy. Wcale nie jest wielkością zrobionych rzeczy. Nie. Okazuje się, że gorliwość to jest pewien wewnętrzny ogień, który prowadzi do wiernej służby. Nawet jeżeli to jest jakaś mała służba. Ilu jest takich pastorów i takich kościołów? Oni są gorliwi wewnętrznie. Ich służba nie jest wielka, jest mała byśmy powiedzieli, ale oni są w tym wszystkim wierni i to jest ta gorliwość płomienna duchem. Niestety Paweł tutaj nie idealizuje życia. A szkoda, bo mógłby czasami, ale on takiego stylu nie ma. I w dwunastym wersecie on mówi tak. W nadziei, jacy? Radośni. Ale potem mówi, w ucisku? Cierpliwi. A w modlitwie? Wytrwali. No i niestety. Ja bym wolał, żeby Paweł napisał z natchnienia Bożego, ale to nie byłaby wola Boża. Ucisku nie będzie. Nie, niestety. Paweł mówi w ucisku, bądźcie cierpliwi, więc jeśli coś wymaga cierpliwości, to może chwilę potrwać. Czy nam się to podoba, czy nie? Chodzenie z Chrystusem, chrześcijaństwo, narodzenie na nowo nie usuwa cierpienia. No nie usuwa cierpienia. Ale, ale chrześcijaństwo nadaje sens cierpieniu. Nadaje kierunek cierpieniu. A to naprawdę wiele zmienia. Ja do końca życia będę podawał tego mojego znajomego, któremu zmarło dziecko. I tą moją historię z nim, kiedy ja patrzyłem, że on powinien klapnąć w tym chrześcijaństwie, powinien być coraz słabszy, a ja miałem wrażenie, że on jest coraz silniejszy w tym swoim chrześcijaństwie. Coraz głębsze jest tego chrześcijaństwo. I kiedyś go zapytałem. Jak ty to zrobiłeś? Ja nie wiem, czy bym się ogarnął, gdyby mi dzieci zmarły. Nie wiem, czym sobie z tym tematem poradził. A on mi powiedział, wiesz, każdego dnia jest o jeden dzień bliżej, jak znowu spotkam moje dziecko. Chrześcijaństwo nie zabrało mu cierpienia z życia. Ten człowiek dużo stracił. Stracił niewyobrażalnie. No to jest chyba największy ból dla człowieka. Ale chrześcijaństwo nadało temu cierpieniu sens i nadało temu cierpieniu kierunek. On wie, że każdego dnia jest o jeden dzień bliżej, kiedy on znowu spotka się ze swoim dzieckiem. Ta miłość ma być praktyczna, a nie tylko deklaracją. Wspierajcie świętych w potrzebach. Okazujcie gościnność. My nie mamy problemu wspierać świętych, kiedy oni tego nie potrzebują. Ale ta prawdziwa miłość, ona mówi o wspieraniu się w potrzebach. Wtedy, kiedy jest potrzeba kogoś wesprzeć i wtedy też ma mu okazać gościnność. Tutaj przypomnę, co po niektórym, a dla niektórych nowość. Słowo gościnność, która się pojawia w listach, to nie jest gościnność z rozumieniem języka polskiego. Kiedy czytamy w Biblii o gościnności, Biblia nie ma na myśli tego, że Myron i Dorota są bardzo dla mnie gościnni. Oni są bardzo dla mnie gościnni po polsku, ale Biblia akurat nie o tym mówi. Czyli nie chodzi o to, że oni lubią, jak ja do nich przyjeżdżam i tam zawsze jest kawa, zawsze się pytaję jaka, zawsze jest ciastko i w ogóle jest super. Nie. Gościnność, o której mówi Biblia, to gościnność, kiedy ja zaproszę kogoś, za kim nie przepadam, kto ma zupełnie inny pomysł, zupełnie inny światopogląd i normalnie bym z nim nie chciał przebywać. To jest gościnność, o której mówi Biblia. Zresztą Pan Jezus to bardzo wyraźnie powiedział. Jeśli pozdrawiacie swoich braci, co w tym nadzwyczajnego? Więc wspierajcie świętych w potrzebach wtedy, gdy jest ta potrzeba i okazujcie gościnność, zwłaszcza wtedy, gdy nam nie po drodze. Ta miłość ma zawsze wymiar praktyczny. Jeśli ona nie dotyka czasu, nie dotyka uwagi, nie dotyka jakiegoś połamania się, nie dotyka obecności, czasu, pieniędzy, to pozostaje tylko słowem. Paweł idzie jeszcze dalej, a może nawet najdalej. Najtrudniejsze fragmenty. Błogosławcie tych, którzy co? Was prześladują. Siedemnasty. Nikomu złem za zło nie oddawajcie. Dziewiętnasty. Nie mścicie się sami. To nie jest naturalne. I on o tym doskonale wie. I Kościół, który czyta te słowa w Rzymie o tym doskonale wie i my też doskonale o tym wiemy. To nie jest naturalne u człowieka błogosławić tych, którzy nas prześladują. Masz tak naturalnie? Ja nie. Ja naturalnie to bym dał... Odpaliłbym. Nikomu złem za zło nie oddawajcie. To też jest nienaturalne. Naturalnie to człowiek się odpala. Nie mścijcie się sami. To jest nienaturalne, bo to jest nadprzyrodzone, bo to jest nadprzyrodzone, bo to jest ta cząstka tej miłości nadprzyrodzona. Ona nie jest naturalna. Kiedy my zaczynamy funkcjonować w tym wymiarze, czasem to chwilę trwa, kiedy Kiedy zaczynamy tak funkcjonować, to to nie jest naturalne, to jest ponadnaturalne, to jest nadprzyrodzone, to jest Boża interwencja we mnie i w Tobie, kiedy zaczynamy błogosławić tych, którzy Was, którzy nas prześladują. Kiedy nie oddajemy złem za zło, kiedy nie miścimy się sami, ale zwróćcie uwagi, zwróćcie uwagę, tu nie jest mowa o tym, że to będzie bez odpowiedzi. Tu jest mowa o tym, że zostawiamy to Panu Bogu. Chrześcijanin nie żyje według pewnej logiki odwetu, naturalnej logiki odwetu, ale żyje według pewnej nadprzyrodzonej logiki krzyża. I tu zwycięża. I Paweł kończy to jakby pięknym zdaniem. Nie daj się zwyciężyć złu. ale zło dobrem zwyciężaj". I to jest największa siła Ewangelii. Zło nie zostaje pokonane większym złem. Zło zostaje pokonane dobrem. I to bardzo specyficznym dobrem. Nadprzyrodzonym dobrem. Dobrem, które wypływa z serca przemienionego przez Jezusa Chrystusa. Chrześcijaństwo jest prawdziwe dopiero wtedy, gdy widać je w sposobie, w jaki traktujemy innych, zwłaszcza, gdy jest to bardzo trudne. Więc zobaczcie, cały dwunasty rozdział żadnej nowej doktryny, ale opis nowego życia. Opis, że Ewangelia nie kończy się na tym, co Bóg zrobił dla nas na krzyżu Golgoty, ale pyta nas o to, co my zrobimy z tym, co Chrystus zrobił na krzyżu. Okazuje się, że ta żywa ofiara nie jest jakimś heroicznym gestem na początku drogi, tylko jest codziennością, jest codziennym wyborem, czasem bardzo cichym, czasem niewidocznym, ale bardzo realnym. To jest mój wybór, Twój wybór, żeby nie upodabniać się do świata, zwłaszcza wtedy, kiedy ten świat oferuje drogę na skróty. To jest mój wybór, żeby odnawiać swój umysł Bożym Słowem, zwłaszcza wtedy, kiedy głos spoza, czy wbrew Bożemu Słowu jest głośniejszy. To jest mój wybór, żeby żyć w pewnej pokorze, w pełnym uniżeniu we wspólnocie. Wtedy, kiedy moje ego naturalnie domaga się lepszego, albo nawet pierwszego miejsca. To jest mój wybór, żeby kochać wtedy, kiedy ta miłość naprawdę kosztuje, naprawdę kosztuje. to jednocześnie pokazuje, że to nie jest tylko zbiór zasad, że to wszystko, czyli te wybory, to nieupodobnianie się, te małe codzienne sprawy, one nie są zbiorem zasad, tylko to jest moja odpowiedź na Boże miłosierdzie. Nie odpowiedź dlatego, że się czegoś boję, bo ja się już niczego nie boję, tylko odpowiedź dlatego, że ja jestem wdzięczny za to, że się już niczego bać nie muszę. No bo jeśli Bóg naprawdę okazał mi miłosierdzie w Chrystusie, to moje życie nie może zostać takie samo. Po prostu nie może. I na tym polega dojrzałe chrześcijaństwo, a nie na tym, że coś robimy idealnie bądź mniej idealnie. Panie nasz Boże, stajemy przed Tobą świadomi Twojego miłosierdzia, które sięgnęło nas wtedy, gdy jeszcze nic z tym nie potrafiliśmy zrobić. Boże, chcemy Ci podziękować za łaskę, która nas zbawiła, za miłosierdzie. które nie było zapłatą, ale było darem za Chrystusa, którym otrzymujemy nowe życie. Proszę Cię Panie, naucz nas składać nasze życie jako ofiary żywą. Nie tylko w słowach, nie tylko w deklaracjach, ale w codziennych wyborach, w relacjach i w decyzjach. Proszę Cię Boże, zachowaj nasze serca od upodabniania się do tego świata. Proszę Cię Boże, żebyśmy odnawiali w Tobie, w Twoim Słowie nasz umysł, w Twoim Duchu Świętym nasz umysł, żebyśmy potrafili rozpoznawać Twoją wolę dobrą, miłą i doskonałą. Ucz nas, Panie, każdego dnia pokory. Uwolnij nas od porównywania się z innymi. Pomóż nam widzieć nas samych trzeźwo. Nie za wysoko i nie za nisko, ale jako ludzi żyjących z łaski, których wartość bierze się z Ciebie. Boże, uczyń z nas prawdziwą wspólnotę Twojego ciała. Ciała, w którym każdy jest obdarowany. Każdy służy drugiemu. a miłość jest szczera, jest nieobłudna i jest gotowa do poświęceń. Daj nam, Panie, takie serca, które błogosławią zamiast przeklinają, zwyciężają złodobrem, ufają Tobie, zwłaszcza wtedy, kiedy jest naprawdę trudno. Przyjmij nasze życie, Panie. Amen. Dziękuję za uwagę.


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora