Zmartwychwstanie: Nowy Początek i Misja Kościoła
    PodcastEwangelia Mateusza · 28.1-20Odcinek 2801 lipca 2026

    Zmartwychwstanie: Nowy Początek i Misja Kościoła

    Zmartwychwstanie to nie koniec, lecz nowy początek. Nie lęk, lecz radość płynie z obietnicy obecności Chrystusa. Misja Kościoła nie jest opcją, lecz nakazem. Idź i głoś, bo On żyje i jest z nami!

    Transkrypcja

    Witam Was serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Ewangeliarz w głąb Ewangelii. To jest taka nasza wspólna droga przez Ewangelię. W tej chwili przechodziliśmy przez Ewangelię Mateusza. Dzisiaj wejdziemy w ostatni rozdział tej Ewangelii. Robimy to rozdział po rozdziale. Wierzę, że z takim pragnieniem, żeby nie tylko przeczytać tekst, ale żeby wejść głębiej w jego sens, w jego kontekst, w jego przesłanie, a przede wszystkim w to, co Duch Święty chce dziś powiedzieć Kościołowi przez Słowo Boże. Korzystam z przykładu Biblii Tysiąclecia z wydania piątego, no bo jest to najbardziej znany i najczęściej używany przekład Bisma Świętego w Polsce. On jest rozpoznawalny także ludzi spoza kościołów ewangelicznych, dlatego w tym podcaście sięgam właśnie po ten przekład, ponieważ tekst Ewangelii mógł być słuchany przez jak najszersze grono odbiorców, bez względu na przynależność denominacyjną. Nazywam się Bartłomiej Szymon Kurlas i służę jako pastor w kościele chrześcijańskim Nowe Narodzenie w Tarnowskich Górach. W całej tej serii nie chodziło tylko o religijną wiedzę, ale o spotkanie z żywym Chrystusem. Przeszliśmy przez całą Ewangelię, prawie. Przeszliśmy za Mateuszem od rodowodu Jezusa, od Betlejem, od męców ze wschodu, od Jana Chrzciciela, od kazania na górze, od cudów, od przypowieści, od sporów z faryzeuszami, od zapowiedzi krzyża, wjazdu do Jerozolimy. Przeszliśmy przez mowę eskatologiczną, przez Ostatnią Wieczerzę, przez Getsemani, przez sąd, przez Golgotę i przez grupę. A dzisiaj staniemy przy rozdziale, który jest tak wielki, jak poranek po bardzo ciemnej nocy. Mateusz, 28 rozdział, to rozdział zmartwychwstania, rozdział zwycięstwa, rozdział posłania i obietnicy obecności Chrystusa aż do końca świata. Posłuchajmy więc teraz tego rozdziału. Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia, przyszła Maria Magdalena i Druga Maria obejrzeć grób. A oto nastąpiło wielkie trzęsienie ziemi, albowiem anioł pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg. Ze strachu przed nim zadrzeli strażnicy i stali się jakby martwi. Anioł zaś przemówił do niewiast. Wy się nie bójcie, gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak zapowiedział. Przyjdźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom, powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie. Oto, co wam powiedziałem. Pośpiesznie więc oddaliły się od grobu z bojaźnią i z wielką radością i pobiegły oznajmić to Jego uczniom. A oto Jezus stanął przed nimi, mówiąc, witajcie. One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich, nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom. Niech udadzą się do Galilei. Tam mnie zobaczą. Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli, rozpowiadajcie tak. Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z Nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu. Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się wieść między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego. Jedenastu zaś uczniów udało się do Galilei na górę, tam, gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami. Dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, przyznając im chrztu w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przekazałem. A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do zakończenia świata. Ten ostatni rozdział zaczyna się słowami po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia. To nie jest jakaś tam informacja. Oczywiście Mateusz mówi nam, kiedy się to wydarzyło, ale w tym zdaniu jest coś znacznie więcej. Dzień odpoczynku minął. Nastaje pierwszy dzień tygodnia. W języku biblijnym trudno nie usłyszeć tutaj takiego echa nowego stworzenia. Pierwszy dzień. Początek. Nowy początek. W Księdze Rodzaju Bóg rozpoczyna dzieło od stworzenia. W Ewangelii Mateusza po śmierci i pogrzebie Chrystusa Bóg rozpoczyna objawienie nowego stworzenia przez zmartwychwstanie Syna. To jest bardzo ważne. Zmartwychwstanie Jezusa nie jest tylko szczęśliwym zakończeniem smutnej historii. To nie jest tylko Boży sposób na pokazanie, że Jezus miał rację. To nie jest tylko duchowa metafora, która mówi, że po ciemnych chwilach przychodzą lepsze czasy. Zmartwychwstanie jest wydarzeniem w historii świata, przez które Bóg ogłasza, że królestwo śmierci zostało złamane. Grzech został osądzony, ofiara Syna została przyjęta, a nowe stworzenie już się rozpoczęło. I chrześcijaństwo stoi albo upada na zmartwychwstaniu Chrystusa. Apostoł Paweł powie później w pierwszym liście do Koryntian, że jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, to daremna jest nasza wiara. Nie powiedział, jeśli nie ma pięknej symboliki, to jest daremna nasza wiara. Powiedział, jeśli Chrystus nie zmartwychwstał. Dlatego od samego początku Kościół nie głosi jedynie nauk moralnych Jezusa. Kościół głosi ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa. Ojcowie Kościoła, tacy np. jak Ireneusz z Lajonu, podkreślali, że Chrystus przyszedł nie tylko po to, żeby dać nam przykład, ale żeby w sobie odnowić człowieka, żeby zwyciężyć śmierć i przywrócić stworzenie do Boga. Atanazy w swoim dziele o wcieleniu pisał o tym, że słowo stało się ciałem, żeby człowiek został uwolniony od zepsucia i śmierci. Reformatorzy również mówili, że krzyż i zmartwychwstanie są nierozdzielne. Krzyż bez zmartwychwstania byłby tragedią. Zmartwychwstanie bez krzyża byłoby jakimś triumfem bez odkupienia. Natomiast Ewangelia daje nam jedno i drugie. Baranka zabitego i króla żyjącego. Mateusz mówi, że Maria Magdalena i Druga Maria poszły obejrzeć grób. I znowu kobiety. One były przy krzyżu, one widziały miejsce pogrzebu, one też przychodzą do grobu. W tym świecie starożytnym świadectwo kobiet nie miało wagi. Wagę miało tylko świadectwo mężczyzn. A jednak Ewangelie uczciwie przyznają, że to kobiety były pierwszymi świadkami pustego grobu. Gdyby chrześcijaństwo było wymyślone, byłaby to jakaś propaganda, to prawdopodobnie skonstruowano by tę historię inaczej, bardziej zgodnie z oczekiwaniami tamtego świata i tamtej kultury. Ale Ewangelie nie mówią pod publikę. One mówią prawdę. I ta prawda jest piękna. Bóg powierza pierwsze świadectwo o zmartwychwstaniu tym, których świat lekceważył kobietom. To jest ważne również dla nas. Bo Bóg bardzo często objawia swoją chwałę poza centrum ludzkiego takiego wyniesienia, takiego prestiżu. Nie zawsze przy najgłośniejszych, najbardziej wpływowych i najlepiej widocznych się rzeczy dzieją. Czasami przez tych, którzy po prostu są wierni. Te kobiety nie przyszły do grobu z gotowym systemem teologicznym zmartwychwstania. One przyszły tam z miłości, przyszły tam w bólu. I właśnie tam, w tym miejscu, gdzie miał być smutek, spotyka je wiadomość, która zmienia cały świat. Anioł Pański wstępuje z nieba, odsuwa kamień, siada na nim. Wygląda jak błyskawica, jego odzienie jest białe jak śnieg. Strażnicy drzą ze strachu, stają się jakby umarli. Zobaczmy tą ironię. Ci, którzy pilnowali martwego, sami stają się jak martwi. A ten, którego uznano za martwego, żyje. Wobec Bożej interwencji ich cała potęga okazuje się bezradna. Kamień, który miał zamknąć Jezusa, staje się miejscem, na którym anioł siada jak na znaku zwycięstwa. Jakby kpiąc tego kamienia. To nie anioł odsuwa kamień po to, żeby Jezus mógł wyjść. Zmartwychwstały Pan nie potrzebuje, żeby Go ktoś wypuścił z grobu. Kamień zostaje odsunięty po to, żeby ludzie mogli zobaczyć, że grób jest pusty. To ma ogromne znaczenie. Bo ile razy człowiek myśli, że Bóg jest zamknięty w miejscu, które kontroluje świat. W jakichś naszych porażkach, religii, schematach, historiach, jakiejś takiej utraconej nadziei. Człowiek mówi sobie, tu jest koniec. Tu jest koniec. I oczywiście trzeba uważać, żeby nie uznać zmartwychwstania jako taniego sloganu w stylu usmiechnij się, wszystko będzie dobrze, zawsze będzie z górki. No nie. Ewangelia jest głębsza niż takie optymistyczne hasła. Ale zmartwychwstanie mówi coś fundamentalnego. Rzeczywistość nie jest zamknięta przez śmierć, przez grzech, przez traumę, przez system, przez imperium czy przez jakieś ludzkie pieczęcie. Bóg może otworzyć to, co człowiek uznał za ostatecznie zamknięte. Później anioł mówi do kobiet, wy się nie bójcie. Niezwykle czułe zdanie. Strażnicy drzą ze strachu, a kobiety słyszą, wy się nie bójcie. Zobaczcie, w Biblii spotkanie z Bożym działaniem bardzo często zaczyna się od słów nie bój się. Abraham, Mojżesz, Maria, Józef, pasterze, uczniowie, tam się to często pojawia. No bo lęk jest takim jednym z najbardziej podstawowych doświadczeń. Pierwsze, co Adam mówi do Boga po grzechu, brzmi – przestraszyłem się, bałem się. Od tamtego czasu człowiek żyje w cieniu tego strachu, lęku przed Bogiem, przed śmiercią, przed odrzuceniem, przed utratą kontroli, przed prawdą o sobie, przed przyszłością. Zmartwychwstanie nie oznacza, że my nigdy nie będziemy odczuwać lęku. To byłoby nieprawdziwe i to w ogóle byłoby okrutne tak mówić. Wielu wierzących ludzi zmaga się z lękiem, z depresją, z napięciem, z przeciążeniem, z atakami, paniki, z bezsennością, z jakąś niepewnością jutra. I Biblia nie udaje, że takie emocje nie istnieją wśród nas. Ale Ewangelia mówi, że lęk nie musi być naszym Panem. Dlaczego? Ponieważ Jezus, którego ukrzyżowano zmartwychwstał. Największy wróg został pokonany. Śmierć została załatwiona przez życie Syna Bożego. Anioł później mówi, żeby szukać Jezusa Ukrzyżowanego, że nie ma Go tu, bo zmartwychwstał. Jak powiedział? I to zdanie jest centrum rozdziału. Jak powiedział? Jezus nie tylko zmartwychwstał. On zmartwychwstał zgodnie z tym, co powiedział. Zgodnie ze swoim Słowem. Wcześniej wielokrotnie zapowiadał swoją śmierć i swoje zmartwychwstanie, ale uczniowie tego nie przyjmowali. Oni byli przerażeni krzyżem, przywiązani do swoich oczekiwań, ograniczeni. Ale ta niewiara z ich strony nie unieważniła wierności Chrystusa. On uczynił to, co powiedział. I to jest wielka pociecha. Nasza wiara czasami bywa słaba, ale Jego Słowo jest zawsze mocne. Jego obietnice są pewne. On jest wierny. My często opieramy się na nastroju. Jak się czujemy, jeśli czujemy nadzieję, to znaczy, że jest nadzieja. Jeśli czujemy przygnębienie, to znaczy, że jest przygnębiająco. Pustkę, to jest pusto. Lęk, to znaczy, że jest zagrożenie itd. Nie. Ewangelia uczy nas innego fundamentu. Prawda nie jest zależna od mojego chwilowego stanu. Prawdą jest to, co powiedział Bóg. A Bóg powiedział, że Chrystus powstanie i powstał. Anioł później zaprasza te kobiety. Chodźcie zobaczyć miejsce, gdzie leżał. Więc zobaczcie, chrześcijaństwo nie boi się dowodu. Nie mówi zamknij oczy, wyłącz rozum, nie pytaj, nie badaj, nie dotykaj. Przeciwnie. Chodźcie, zobaczcie. Grób jest pusty. Chrześcijaństwo to nie jest ucieczka od faktów, ale odpowiedź na Boże działanie, właśnie faktyczne Boże działanie. Kościół od początku przekazywał świadectwo o pustym grobie i o spotkaniu ze zmartwychwstałym. Uczniowie, którzy uciekali ze strachu, stali się świadkami i to gotowymi cierpieć. No bo spotkali się ze zmartwychwstałem. To jest fakt. To jest w pewnym sensie historia ludzi, którzy żyli w mocy tej wiadomości. On zmartwychwstał. Ci pierwsi męczennicy starożytnego kościoła, oni nie szli na śmierć dlatego, że chrześcijaństwo dawało im wygodne życie. Nie. Oni szli na śmierć, bo zaświadczali, że Chrystus zmartwychwstał. Później anioł mówi kobietom nie tylko zobaczcie, ale idźcie szybko i powiedzcie jego uczniom. A więc to zmartwychwstanie od razu staje się misją. Dobra nowina nie jest prywatną pociechą. Jest wiadomością, którą trzeba zanieść innym. To jest bardzo ważne, bo my żyjemy w świecie, w którym wiarę spycha się do sfery prywatnych przekonań. Jakby była czymś podobnym do gustu muzycznego albo jakichś takich preferencji. Ale jeśli Jezus naprawdę zmartwychwstał, to Ewangelia nie jest jedynie moją prywatną inspiracją. Jest prawdą dla wszystkich. Jest prawdą o świecie, o człowieku, o grzechu, o śmierci, o Bogu, o nadziei, o przyszłości. Te kobiety odchodzą z bojaźnią i wielką radością. Piękne połączenie bojaźń i radość. My często rozdzielamy te rzeczy, a Ewangelia daje jedno i drugie. Zmartwychwstanie budzi świętą bojaźń, bo Bóg działa z mocą, ale też budzi wielką radość, bo ta moc nie przyszła, żeby nas zniszczyć, ale po to, żeby nas zbawić. Prawdziwa chrześcijańska radość w takim razie nie jest jakąś powierzchowną wesołością. To radość ludzi, którzy wiedzą, że Bóg ma moc. I wtedy dzieje się coś jeszcze większego. Sam Jezus staje przed nimi i mówi witajcie. One podchodzą, obejmują Go za nogi, oddają Mu pokłon. A więc zmartwychwstały Chrystus to nie jest idea. Można Go dotknąć. Ma ciało. Zmartwychwstanie nie oznacza uwolnienia duszy z więzienia materii, jak chcieliby niektórzy filozofowie. Nie. Bóg stworzył ciało. Syn Boży przyjął ciało. Chrystus umarł w ciele i zmartwychwstał w ciele. Nasza nadzieja nie polega na tym, że kiedyś staniemy się bezcielesnymi duchami unoszącymi się na chmurkach nieba. Nie. Nasza nadzieja obejmuje zmartwychwstanie ciała. To bardzo ważne w starożytnym sporze z gnastykami, którzy często traktowali materiach w coś niższego, brudnego, niegodnego Boga. Jeśli Chrystus tylko pozornie miał ciało, to tylko pozornie umarł. Jeśli tylko pozornie umarł, to tylko pozornie nas odkupił. Ale Mateusz pokazuje kobiety obejmujące nogi zmartwychwstałego. To jest konkret. To jest ciało. To jest historia. To jest Pan, który żyje. Jezus powtarza im słowa, nie bójcie się. Potem mówi idźcie i oznajmijcie moim braciom, niech idą do Galilei, tam mnie zobaczą. Zwróćcie uwagę na słowo bracia. Oni zawiedli. Piotr się zaparł. Inni uciekli. Nie byli przy Jezusie w godzinie próby, a jednak zmartwychwstały nazywa ich braćmi. To jest właśnie łaska. To jest właśnie Ewangelia dla ludzi, którzy zawiedli Boga. Jezus nie mówi idźcie i powiedzcie tym tchórzom, nie mówi powiedzcie moim byłym uczniom, nie mówi powiedzcie tym, którzy zmarnowali swoim szansę. On mówi powiedzcie to moim braciom. Jak bardzo potrzebujemy to dzisiaj usłyszeć. Bo wielu ludzi żyje w cieniu swoich duchowych porażek. Kiedyś byli gorliwi, potem upadli. Kiedyś modlili się potem o ziemli. Kiedyś obiecywali Bogu wierność, potem przestraszyli się tej wierności. Kiedyś byli blisko, potem odeszli. Ewangelia nie usprawiedliwia tego wszystkiego, ale pokazuje, że zmartwychwstały Chrystus odbudowuje swoich uczniów. I to nie przez poniżenie, ale przez łaskę. Przywraca ich, nazywa ich braćmi. Potem Mateusz przechodzi do sceny strażników. Niektórzy ze straży idą do miasta i opowiadają arcykapłanom wszystko co się stało. Starsi dają żołnierzom sporo pieniędzy i instruują ich jak mają robić. To niezwykłe. W rozdziale 27 pieniądze pojawiają się przy zdradzie Judasza. W rozdziale 28 pieniądze pojawiają się przy próbie zakrycia zmartwychwstania. W jednym i drugim przypadku pieniądze służą wydaniu Jezusa. Wyprodukowaniu fałszywej narracji o Jezusie. To jest bardzo współczesne. Bo my żyjemy w takiej epoce narracji, manipulacji mediów, propagandy, półprawd, fałszywych informacji, jakichś emocjonalnych nagłówków i klikbajtów. Człowiek współczesny często myśli, że problem fake newsów narodził się z internetem. Nie. Internet dał mu tylko nowe narzędzia i niespotykaną szybkość i skuteczność. Ale już w Ewangelii Mateusza widzimy, że prawda była niewygodna. Ludzie z wpływami czasami potrafią zapłacić za kłamstwo, za fake news. To kłamstwo potem może krążyć długi czas. To jest oszczerzenie też dla Kościoła. Bo można tak bardzo bronić własnej pozycji, pomysłu, denominacji, reputacji, że nawet gdy Bóg działa, człowiek pyta nie, Panie co czynisz, ale jak to wpłynie na nas. Historia Kościoła zna takie momenty. Reformacja w XVI wieku wybuchła m.in. dlatego, że Słowo Boże zaczęło przedzierać się przez struktury, które zbyt często bardziej chroniły swój wewnętrzny system niż czystość Ewangelii. Nie twierdzę, że każdy konflikt w tej historii był prosty i że jedna strona zawsze miała absolutną czystość intencji. Nie. Historia jest bardziej złożona. Ale jedno jest pewne. Tam, gdzie instytucja zaczyna bać się prawdy, tam zaczyna produkować narrację zamiast pokuty. Mateusz pokazuje więc dwa świadectwa. Kobiesty niosą świadectwo prawdy. Chrystus z martwych stał. Strażnicy opłaceni przez przywódców religijnych niosą świadectwo kłamstwa. Uczniowie wykradli ciało. Od samego początku Ewangelii toczy się walka o interpretację Jezusa. Herod próbował Go zabić jako dziecko. Faryzeusze mówili, że wyrzuca demony mocą Belzebuba. Teraz próbują wyjaśnić pusty grób kradzieżom. Tymczasem prawda Boża nie zostaje zatrzymana przez fałszywą narrację. Ewangelia idzie dalej. Ostatnia scena Ewangelii Mateusza. Galilea. Jedenastu uczniów idzie na górę tam, gdzie Jezus im polecił. Mateusz mówi, że gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. To jest niezwykle uczciwe zdanie. Z martwych stały Jezus stoi przed nimi. A jednak niektórzy wątpią. I Mateusz tego nie ukrywa. Nie buduje obrazu uczniów jako takich duchowych herosów, którzy już nigdy później nie mieli pytań czy trudności. Zmartwychwstanie nie zamienia ich automatycznie w ludzi bez tych procesów. Oni oddają pokłon, a jednocześnie niektórzy się wahają. To oznacza, że prawdziwa wiara nie oznacza brak jakichkolwiek pytań. Nie. Wiara nie jest tym samym co jakieś takie psychologiczne poczucie całkowitej pewności w każdej sekundzie. Wiara jest zwróceniem się ku Chrystusowi. Czasami człowiek klęka, a jednocześnie trochę drży. Czasami oddaje pokłon, a jednocześnie mówi Panie, pomóż mojej niewierze. Czasami kocha Jezusa, a jednak przechodzi przez jakąś mgłę zwątpienia. Ewangelia nie zachęca do pielęgniowania niewiary. Ale nie udaje przed nami, że uczniowie są maszynami pewności. Chrystus nie czeka, aż staną się idealnie pewni siebie. On im daje słowo i posłanie. Mówi, dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. To jest majestatyczne zakończenie tej Ewangelii. Ten, który był nazwany królem w szyderczym spisku, teraz ogłasza, że jest królem, że ma wszelką władzę. Nie tylko w Izraelu, nie tylko w Jerozolimie, nie tylko w Kościele. W niebie i na ziemi. To jest język królewski, mesjański. To jest echo księgi Daniela, gdzie Syn Człowieczy otrzymuje panowanie, chwałę i królestwo, a wszystkie ludy, narody i języki muszą mu służyć. Współczesny człowiek patrzy na świat i mówi, dobra, kto tak naprawdę ma władzę? Politycy, jakaś tajemna grupa, korporacje, algorytmy, armie, banki, kto? Opinia publiczna. Ewangelia nie jest naiwna. Ona widzi realność tego wszystkiego. Mateusz pokazał nam Heroda, Piłata, arcykapłanów, tłum żołnierzy, ale pokazała nam, że ostatnie sumowo należy do Chrystusa, że wszelka władza została dana Jemu. To nie znaczy, że wszystkie skutki Jego panowania są już widzialne w pełni. Nie. My wciąż żyjemy w świecie cierpienia, grzechu, wojny, niesprawiedliwości, śmierci. Ale historia nie jest chaosem bez króla. Chrystus króluje. I na podstawie tej władzy Jezus mówi, idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody. Wielkie posłannictwo. Wielkie posłannictwo, które co ciekawe, nie zaczyna się od ludzkiego entuzjazmu, ale od królewskiej władzy Chrystusa. A więc misja Kościoła nie opiera się na tym, że jesteśmy silni, kreatywni, wpływowi, nowocześni, dobrze zorganizowani, atrakcyjni itd. Nie. Misja Kościoła opiera się na tym, że Jezus ma wszelką władzę. Dlatego Kościół idzie do narodów. Nie z pychą, nie z przemocą, nie z pogardą, nie z poczuciem wyższości, ale z prawdą, z Ewangelium Króla, który został ukrzyżowany i zmartwychwstał. Misja chrześcijańska w historii rodziła szpitale, szkoły, tłumaczenia Biblii, dzieła miłosierdzia, walkę z praktykami, które niszczyły ludzi, wniosła odwagę męczenników, poświęcenie misjonarzy, głoszenie Ewangelii w miejscach zapomnianych. Ale, niestety, trzeba to przyznać, że czasem była splątana z polityczną dominacją, z kolonializmem, z kulturową arogancją. Uczciwość chrześcijańska musi nie bać się powiedzieć obu rzeczy. Nie odrzucamy misji dlatego, że ludzie ją zanieczyszczyli grzechem. Ale też nie usprawiedliwiamy grzechu tym, że ten grzech używał języku misji. Prawdziwa misja wyrasta z krzyża i z martwych stania, a więc musi mieć kształt pokory, prawdy, miłości i świętości. Nie zapominajmy o tym nigdy. Pan Jezus mówi dalej, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. No, to jest bardzo ważne miejsce trinitarne w Nowym Testamencie. Jeden chrzest, jedno imię, a wymienieni Ojciec, Syn i Duch Święty. I Kościół od początku żyje w takiej rzeczywistości trójcy. To jeszcze formalnie zostało sprecyzowane przez definicje soborowe. Sobór nicejski, on nie wymyślił Boskości Chrystusa, ani Ducha Świętego. On jedynie ubrał to słowa. Obronił i precyzował wiarę Kościoła wobec błędów Ariusza, które zagrażały Ewangelii. No bo jeśli Jezus nie jest prawdziwym Bogiem, nie może prawdziwie zbawić. Jeśli Duch Święty nie jest Bogiem, nie może prawdziwie dawać życia. Jeśli Bóg nie jest Ojcem, Synem i Duchem, no to chrześcijański chrzest straci swoje znaczenie. Zobaczcie też, że ten chrzest to nie jest jakiś dodatek do wiary. To nie jest jakiś prywatny symbol dla niektórych. Nie, to jest polecenie Jezusa. To jest znak wejścia w widzialną wspólnotę uczniów Chrystusa. Znak przynależności do Boga. Oczywiście, trzeba uczciwie przyznać, że w tradycjach istnieją różnice dotyczące rozumienia chrztu i jego adresatów. I tutaj możemy to zostawić. Jeżeli ktoś jest zainteresowany tym tematem, bardzo dużo moich wykładów na tym kanale jest o chrzcie. Ale Mateusz 28 na pewno jasno pokazuje, że misja kościoła nie polega jedynie na przekazywaniu idei. Chodzi o czynienie uczniów, którzy zostają włączeni w życie Boga objawionego jako Ojciec, Syn i Duch Święty. Ale Jezus się na tym nie zatrzymuje. On mówi dalej. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. To jest bardzo ważne, bo to wielkie posłannictwo nie brzmi zdobywajcie sympatyków, nie brzmi budujcie publiczność, budujcie markę, wywołujcie emocje. Nie. Jezus mówi czyńcie uczniami i uczcie zachowywać wszystko, co przykazałem. A więc uczeń to nie tylko ktoś, kto ma pozytywne skojarzenia z Jezusem. Uczeń to ktoś, kto uczy się życia z zainteresowaniem Jezusa. I to jest wielkie wyzwanie, bo my możemy mieć słuchaczy, widzów, obserwujących, uczestników wydarzeń, ludzi poruszonych muzyką w kościele, ludzi zainteresowanych doktryną, ludzi przychodzących od czasu do czasu, wybierających co im się podoba, ludzi utożsamiających się w jakiś sposób kulturowo z chrześcijaństwem. Ale Jezus mówi o uczniach. Uczeń słucha Słowa, przyjmuje korektę, uczy się modlitwy, walczy z grzechem, żyje w kościele, przebacza, służy, wzrasta, upada i powstaje. Poddaje swoje życie i swoje decyzje Chrystusowi. Nie ma chrześcijaństwa bez uczniostwa. Nie ma. Warto zauważyć, że Jezus mówi wszystko. A więc nie możemy wybierać tylko tych słów Jezusa, które pasują do naszej wrażliwości. Na przykład, człowiek bardzo często chce Jezusa terapeutę, ale nie chce Jezusa króla. Chce Jezusa pocieszyciela, ale nie Jezusa, który wzywa do pokuty. Chce Jezusa, który mówi o miłości, ale nie Jezusa, który wspomina o sądzie. Chce Jezusa, który akceptuje dzieci, ale nie wypowiadającego biady religii. Chce Jezusa zmartwychwstałego, ale nie Jezusa, który ma wszelką władzę. Tymczasem wielkie posłannictwo chce nauczać wszystkiego, co Chrystus przekazał. To dotyczy również nas, kaznodziejów, nauczycieli, ludzi odpowiedzialnych za innych. Nie wolno nam redukować Ewangelii do tego, co łatwo się słuchać. Nie wolno nam zamieniać uczniostwa w jakiś motywacyjny coaching. Nie wolno nam zastępować pokuty samorozwojem, albo świętości dobrym samopoczuciem, albo wspólnotę jakąś religijną konsumpcją. Nie. Człowiek potrzebuje zrozumienia, ale potrzebuje zbawienia. Potrzebuje integracji, ale też nowego serca. Potrzebuje uzdrowienia ran, ale potrzebuje również przebaczenia grzechów i pojednania z Bogiem. Na końcu Jezus mówi oto ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. A więc ta Ewangelia zaczęła się od obietnicy Immanuela, Bóg z nami. I kończy się obietnicą, ja jestem z wami. To jest piękna klamra całej Ewangelii. Na początku anioł mówi Józefowi, że dziecko poczęte z Ducha Świętego będzie nazwane Emmanuel, to znaczy Bóg z nami. Na końcu ten Jezus, ukrzyżowany i zmartwychwstały, mówi swoim uczniom jestem z wami przez wszystkie dni. Nie mówi będzie wam łatwo. Nie mówi wszyscy was przyjmą. Nie mówi unikajcie cierpienia. Nie mówi historia kościoła będzie pozbawiona łez i czarnych stref. Nie. Mówi ja jestem z wami. To jest słowo również dla nas. Stoimy wobec ogromnych wyzwań. Ale On jest z nami. Wielkie posłannictwo nie zostało odwołane. Chrystus nadal ma wszelką władzę. Nadal każe czynić uczniami. Nadal każe chrzcić. Nadal każe nauczać wszystkiego. I nadal obiecuje swoją obecność. Przez wszystkie dni. Przez wszystkie dni. A więc nie tylko w dni przebudzenia. Nie tylko w te dni kiedy kościół rośnie. Przez wszystkie dni. Nie tylko w te dni kiedy modlitwa jest łatwa. Nie tylko wtedy kiedy czujemy Bożą bliskość. Przez wszystkie dni. On jest z nami. Kiedy patrzymy na całą Ewangelię z perspektywy rozdziału 28 no to myślę, że widzimy niezwykłą drogę. Jezus przyszedł jako Syn Dawida i Syn Abrahama. Jako Król Izraela. Został rozpoznany przez mędrców. Odrzucony przez Heroda. Przeszedł przez chrzest. Zwyciężył pokusę na pustyni. Ogłosił Królestwo Niebieskie. Nauczał i to z władzą. Uzdrawiał chorych. Oczyszczał trędowatych. Przebaczał grzechy. Uciszał burze. Karmił głodnych. Demaskował obłudę. Zapowiedział sąd. Płakał. Został ukrzyżowany, umarł, pogrzebany. Trzeciego dnia zmartwychwstał. A teraz posyła swój kościół do narodów. To jest piękne zakończenie. I to nie jest zakończenie w stylu i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. To zakończenie jest początkiem misji. Mateusz co prawda nie opisuje w niebowstąpienia tak jak Łukasz. Nie opisuje Pięćdziesiątnice tak jak dzieje apostolskie. Kończy słowami Jezusa, które brzmią jak otwarte drzwi. Idźcie, czyńcie, chrzcicie, nauczajcie. Ja jestem z wami. To oznacza, że każdy czytelnik Ewangelii Mateusza zostaje postawiony wobec pytania Co z tym zrobisz? Nie wystarczy podziwiać. Co z tym zrobisz? To jest zaproszenie. Przyjdź i zobacz. Grób jest pusty. I co z tym zrobisz? Dla człowieka jest to wezwanie. Nie żyj przy tym grobie jakby kamień nadal leżał na swoim miejscu. Nie pozwól, żeby twoje życie było tylko wspomnieniem. Nie pozwól, żeby presja świata zatrzymały cię przed tym wszystkim. Chrystus żyje. Nie jesteś posłany w swoim imieniu. Jesteś posłany w Jego imieniu. Niechże więc ostatnie słowa Mateusza zostaną w nas nie jako piękne zakończenie serii, ale jako wezwanie do życia. Chrystus mówi, mam wszelką władzę. Idźcie, czyńcie uczniami, chrzcijcie, nauczajcie. Jestem z wami. W tym jest nasza tożsamość. W tym jest nasza misja i nasza nadzieja. Panie Jezu Chryste, Ty, który zostałeś ukrzyżowany i zmartwychwstałeś, daj nam wiarę mocniejszą niż lęk, radość głębszą niż okoliczności, pokorę większą niż nasza pycha i odwagę większą niż presja świata. Naucz nas być uczniami, nie tylko słuchaczami. Naucz nas głosić Ewangelię, nie siebie samych. Naucz nas żyć pod Twoją władzą i w Twojej obecności. Dziękujemy, że jesteś z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. Amen.
    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Autor kazania

    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.

    Poznaj autora