Z gór chwały do dolin codzienności
    PodcastEwangelia Mateusza · 17.1-27Odcinek 1718 czerwca 2026

    Z gór chwały do dolin codzienności

    Chwała Boża objawia się na górze, nie w codzienności. Nie tylko w zachwycie, lecz także w cierpieniu spotykamy Jezusa. Wierz w Niego, a nawet mała wiara przynosi moc. Chrystus jest Panem zarówno góry, jak i doliny.

    Transkrypcja

    Witam Was bardzo serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Ewangeliarz w głąb Ewangelii. Nazywam się Bartłomiej Szymon Kurylas i zapraszam Was do wspólnego odkrywania bogactwa Słowa Bożego. Razem czytamy Ewangelię Mateusza rozdział po rozdziale, próbując nie tylko zrozumieć ten tekst, ale także zobaczyć, jak Bóg przemawia przez ten tekst dzisiaj do naszego życia. Korzystam z Biblii Tysiąclecia z wydania piątego, bo uważam, że jest to najpopularniejszy przekład Pisma Świętego w Polsce, a zależy mi na tym, żeby śledzić tekst, który omawiamy. Za chwilę odczytam 17 rozdział, a później zatrzymamy się nad jego znaczeniem, nad kontekstem historycznym, nad przesłaniem duchowym i nad takim praktycznym zastosowaniem dla Ciebie dzisiaj. Ewangelia Mateusza, 17 rozdział. Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba oraz brata jego Jana i zaprowadził ich na górę, wysoko, osobno. Tam przemienił się wobec nich. Twarz jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz rozmawiający z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa – Panie, dobrze, że tu jesteśmy. Jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty. Jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos – to jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. Jego słuchajcie. Gucniowie słysząc to upadli na twarz i bardzo się zlękli, a Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł – stańcie, nie lękajcie się. Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc – nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie. Wtedy zapytali go uczniowie – czemu więc uczeni w piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz? A on odparł – Eliasz istotnie przyjdzie i wszystko naprawi, lecz powiadam wam – Eliasz już przyszedł. A nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy ma od nich cierpieć. Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu. Gdy przyszli do tłumu, podszedł do niego pewien człowiek i padając przed nim na kolana prosił – Panie, zlituj się nad moim Synem. Jest epileptykiem i bardzo cierpi, bo często wpada w ogień, a często w wodę. Przyprowadziłem go do twoich uczniów, lecz nie mogli go uzdrowić. Na to Jezus odrzekł – O plemienie wierne i przewrotne, jak długo jeszcze mam być z wami? Jak długo mam was znosić? Przyprowadźcie mi go tutaj. Jezus rozkazał mu surowo i zły duch opuścił go. Od owej pory chłopiec odzyskał zdrowie. Wtedy uczniowie podeszli do Jezusa na osobności i zapytali – dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić? On zaś im rzekł – z powodu małej wiary waszej, bo zaprawdę powiadam wam, jeśli będziecie mieć wiarę jak wiarkogorczycy, powiecie tej górze przesuń się stąd tam, a przesunie się i nic nie będzie dla was niemożliwego. Ten zaś rodzaj złych duchów można wyrzucać tylko modlitwą i postem. A kiedy przebywali razem w Galilei, Jezus rzekł do nich – Syn człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Oni zabiją go, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie i bardzo się zasmucili. Gdy przyszli do Kafarnału, przystąpili do Piotra poborcy Didrachmy z zapytaniem – wasz nauczyciel nie płaci Didrachmy? Odpowiedział tak. Gdy wszedł do domu, Jezus uprzedził go, mówiąc – Szymonie, jak ci się zdaje, od kogo królowie ziemscy pobierają daniny lub podatki? Od synów swoich czy od obcych? Gdy Piotr powiedział – od obcych – Jezus mu rzekł. A zatem synowie są wolni. Żebyśmy jednak nie dali im powodu do zgorszenia, idź nad jezioro i zarzuć wędkę. Weź pierwszą złowioną rybę, a gdy otworzysz jej pyszczek, znajdziesz statera. Weź go i daj im za mnie i za siebie. Ten rozdział jest rozdziałem pełnym kontrastów. Z jednej strony mamy górę przemienienia, mamy chwałę Bożą, mamy światło, mamy Mojżesza, mamy Eliasza. Z drugiej strony, kiedy schodzimy z tej góry, no to spotykamy cierpienie, otępienie, opętanie, niedowiarstwo, a nawet rozmowę o podatkach, o bardzo przyziemnej sprawie. No i to jest obraz życia, obraz życia chrześcijanina. My mamy takie chwile zachwytu Bogiem, takie głębokie doświadczenie Jego obecności, jakichś wielkich modlitw, niezwykłych odpowiedzi, chwały, światła, przemienienia. A później trzeba wrócić do codzienności, do pracy, do chorób, do jakichś problemów rodzinnych. Czasem musimy wrócić do trudnych ludzi, musimy wrócić do rachunków. No i właśnie ten rozdział pokazuje nam, jak to wszystko ze sobą połączyć. Jak połączyć doświadczenie Bożej chwały z taką szarą, by się wydawało, rzeczywistą, realną codziennością. No ale najpierw idźmy na tą górę przemienienia. Jezus tam zabiera trzech uczniów – Piotra, Jakuba i Jana. Idą na wysoką górę. Tam się dzieje coś niezwykłego. Twarz Chrystusa jaśnieje jak słońce. Szaty Jego stają się białe i to tak białe jak światło. Obok pojawia się Mojżesz i pojawia się Eliasz. Mojżesz, który reprezentuje prawo. Eliasz, który reprezentuje proroków. I obydwoje wskazują na Chrystusa. A więc to jest taki wyraźny obraz, że prawo i prorocy wskazywali na Chrystusa. Cały Stary Testament prowadzi do Jezusa. To nie jest kolejny prorok. To nie jest kolejny nauczyciel. To nawet nie jest ktoś największy w historii ludzkości. To jest centrum całego Bożego objawienia. Mojżesz na Niego wskazuje, a więc Tora na Niego wskazuje. Eliasz na Niego wskazuje, a więc wszyscy prorocy na Niego wskazują. I warto zauważyć, że uczniowie nie widzą Jezusa przemienionego w kogoś innego. Oni Go widzą takim, jakim On naprawdę jest. Dlatego, że na chwilę zasłona zostaje odsunięta i oni widzą majestat Chrystusa. Oni przez chwilę oglądają prawdziwą chwałę Syna Bożego. To jest bardzo ważne. Chrystus nie stał się Bogiem po zmartwychwstaniu. Nie stał się Bogiem po wniebowstąpieniu. On tym Bogiem był cały czas i na górze przemienienia uczniowie zobaczyli to, co na krótką chwilę było ukryte, bo On się sam ogołocił. I zobaczcie, że oni bardzo po ludzku reagują. Mówią, Panie, jak nam tu dobrze być, jak nam tu wspaniale. Proponują wręcz postawienie trzech namiotów. Chcą tam zostać. To jest bardzo ludzka reakcja. Każdy z nas ma takie momenty. Kiedy jesteśmy na jakiejś niebywałej konferencji. Kiedy mamy udział w jakimś poruszającym nabożeństwie. Kiedy jesteśmy w głębokiej modlitwie. Kiedy jesteśmy na przykład na rekolekcjach. Jesteśmy odizolowani od codzienności. Mocno doświadczamy działania Boga. No to chcielibyśmy, żeby to trwało wiecznie. Żeby to się nigdy nie skończyło. Żebyśmy nie musieli wrócić do tej szarej codzienności. Chcemy zatrzymać te pozytywne doświadczenia. Zatrzymać to szczęście. Zatrzymać ten zachwyt, te emocje. No ale niestety życie nie działa tak. Nie da się mieszkać na górze przemienienia. Nie da się tam rozbić namiotu. Nie to jest wolą Bożą. Trzeba z tej góry zejść. I wielu chrześcijan popełnia błąd polegający na takim ciągłym szokaniu tej góry przemienienia i na takiej próbie zamieszkania tam na stałe. A Jezus nie powołał nas do takiego życia. On nas nie powołał do życia od konferencji do konferencji. Od rekolekcji do rekolekcji. Od poruszającego nabożeństwa do poruszającego nabożeństwa. On nas powołał do uczniostwa w codzienności. I na tej całej scenie rozlega się nagle głos Ojca. To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. Jego słuchajcie. To jest ważne. Ojciec nie mówi podziwiajcie Mojżesza, podziwiajcie Eliesza. On nawet nie mówi podziwiajcie to doświadczenie, w które macie wgląd. Nie, on mówi słuchajcie Jezusa codziennie. Codziennie. I w historii Kościoła wielokrotnie pojawiła się pokusa skupiania się bardziej na ludziach, nawet na najlepszych ludziach niż na Chrystusie, na jakichś wielkich kaznodziejach, na ojcach Kościoła, na liderach, na jakichś wgl ruchach od nowy. A przecież to wszystko ma wartość tylko wtedy, kiedy prowadzi nas do Chrystusa. Tylko wtedy. Jeżeli zrozumiałeś wszystko poza Chrystusem, to nie zrozumiałeś niczego, co jest ważne. Tak kiedyś napisał mój ulubiony pisarz Augustyn, który prowadzi mnie do Chrystusa, a nie podziwiam go, bo jest wspaniałym człowiekiem. Po chwili uczniowie wracają do rzeczywistości, czyli schodzą z tej góry przemienienia. No i tam czeka na nich ojciec z cierpiącym synem. Patrzcie, jakie to jest prawdziwe. Przed chwilą miejsce chwały, teraz miejsce cierpienia. Przed chwilą światło, teraz ciemność. Przed chwilą zachwyt, a teraz powrót do bólu. No i tak wygląda nasze życie. My nie jesteśmy powołani do ucieczki od życia. Jesteśmy powołani do bycia w tym życiu. Musimy zrozumieć tę prawdę. My nie mamy się zamknąć w bezpiecznych miejscach. My mamy iść do chorych, do prześladowanych, do pogan, do miejsc, gdzie jest potrzebny Chrystus. Dlatego tacy ludzie jak Augustyn, Hus, von Hoeffer, Calvin czy ktokolwiek inny, oni nie pozostali na górze swojego objawienia. Oni zeszli do doliny, do ludzi. Uczniowie pytają Pana Jezusa. Dlaczego oni nie mogli wyrzucić tego demona? Jezus odpowiada – z powodu waszej małej wiary. No i oczywiście odjazd. To jest ten fragment, który bardzo często bywa źle zrozumiany. Tu nie chodzi o wielkość wiary, rozumianą jako jakieś emocjonalne przekonanie, jakąś siłę psychiki, pozytywne myślenie itd. Nie, wiara w Biblii nie jest wiarą w wiarę. My nie wierzymy w wiarę. My wierzymy w Boga. Wiara w Biblii jest zaufaniem do Boga. Małe dziecko może mocno trzymać rękę swojego ojca, ale to, że ono nie upada z ramion, to nie jest jego siła. To nie siła chwytu tego dziecka chroni dziecko. To siła ojca. I tak samo jest z nami. My nie jesteśmy bezpieczni dlatego, że nasza wiara jest doskonała. Jesteśmy bezpieczni dlatego, że Bóg jest wierny. Dalej Pan Jezus mówi o wierze jak zianku gorczycy. Najciekawsze jest to, że ziarnko gorczycy nie jest wielkie, jest małe, ale ma w sobie ogromny potencjał wzrostu. Ogromny potencjał wzrostu. Jest to zbadane i jest tam ogromny potencjał wzrostu. To oznacza, że Chrystus nie potrzebuje doskonałych ludzi. On chce ludzi, którzy się Go będą mocno trzymać. Mocno trzymać. Nawet najsłabsza wiara jest wystarczająca, jeśli przedmiotem tej wiary jest prawdziwy Chrystus. Po raz kolejny w tym rozdziale Jezus mówi o swojej śmierci. Uczniowie oczywiście nadal tego nie rozumieją. Oni Go słuchają codziennie, widzą cuda, widzą znaki, ale mimo tego nie rozumieją najważniejszej prawdy. I to jest taki obraz do nas dzisiaj, bo można słuchać kazań przez lata. Można znać wersety, można znać doktrynę, a jednak nie mieć pojęcia, co Bóg chce powiedzieć. Dlatego, że prawdziwe poznanie, one nie polega wyłącznie na gromadzeniu informacji i przetwarzaniu ich. One polega na przemianie serca. Problemem chrześcijaństwa, współczesnego chrześcijaństwa, nie jest brak wiedzy o Chrystusie. My już naprawdę dużo wiemy o Chrystusie. Problemem współczesnego chrześcijaństwa jest brak posłuszeństwa Chrystusowi. No i końcówka tego rozdziału. Coś bardzo ludzkiego. Podatek. Zaskakująca historia. Jezus każe Piotrowi złowić rybę. W pysku tej ryby znajduje się moneta, która wystarczy na zapłacenie podatku. Znowu cud, ale to nie jest opowieść tylko o cudzie. To jest przypomnienie, że Bóg troszczy się również o nasze takie zwykłe sprawy życia. Że Bóg z nami jest nie tylko na górze przemienienia, ale również na tym dole. I czasem byśmy chcieli oglądać spektakularne cuda, a Bóg przychodzi w cudach do naszych codziennych potrzeb. Do rachunków, do zdrowia, do pracy, do obowiązków, do rodzinnych problemów. Jezus jest Panem góry przemienienia, ale jest również Panem zwykłego dnia. Zwykłego dnia. Nigdy o tym nie zapominajmy. Ten rozdział przypomina nam, że chrześcijaństwo nie polega wyłącznie na niezwykłych doświadczeniach. Że najważniejsze nie jest to, jak wysoko i czy w ogóle weszliśmy na górę. Najważniejsze jest to, czy słuchamy Jezusa, kiedy schodzimy do doliny. To właśnie tam najczęściej sprawdza się nasza wiara. To właśnie tam pokazuje my, czy Chrystus jest dla nas tylko inspiracją, czy rzeczywiście jest Panem naszego życia.
    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Autor kazania

    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.

    Poznaj autora