Wszystko przez Niego i dla Niego
Chrześcijaństwo zaczyna się od Boga, nie od człowieka. Bóg przemawia przez Syna, który jest pełnią objawienia. Wszystko należy do Jezusa, nie ma obszaru, gdzie Go nie ma. Zaufaj Mu, bo On jest dziedzicem wszechrzeczy.
Transkrypcja
Witajcie w imieniu Jezusa Chrystusa. Niech łaska i pokój nieustannie nam wszystkim towarzyszą. Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy do ojców przez proroków. Ostatnio u kresu tych dni przemówił do nas przez Syna, którego ustanowił dziedzicem wszechrzeczy, przez którego także wszechświat stworzył. W poprzednim kazaniu tydzień temu zatrzymaliśmy się przy pierwszych słowach, kilku słowach listu do Hebrajczyków. Przypomnę, autor nie rozpoczyna tego listu od własnych przeżyć, nie rozpoczyna od analizy problemów ludzi, do których pisze, chociaż problemy tych ludzi były bardzo realne, nie robi tu żadnej diagnozy społecznej, psychologicznej, kulturowej, nawet nie wita się z tymi ludźmi, tylko zaczyna od Boga. To jest mocny list, bo on się zaczyna od Boga. Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy do ojców przez proroków. Podkreślałem, że to jest fundamentalne, że to jest bardzo ważne, bo to oznacza, że chrześcijaństwo nie zaczyna się od człowieka, który w jakiś tam sposób po omacku szuka Pana Boga, w jakiś sposób próbuje znaleźć Pana Boga, tylko chrześcijaństwo, czyli to, co nas powinno definiować, zaczyna się od Boga, który przemawia. Od tego się zaczyna chrześcijaństwo. Nie, że człowiek szuka Pana Boga, tak jak tu niektórzy próbują mówić, tylko dlatego, że Bóg przemawia. Chrześcijaństwo nie zaczyna się od naszych domysłów, od naszej intuicji, na pewno nie zaczyna się od naszych potrzeb, które gdzieś tam zgłaszamy, nie zaczyna się od jakichś takich religijnych nastrojów, czy religijnych doszukiwań, albo kulturowych jakichś tradycji. Zaczyna się od objawienia. Od tego się zaczyna chrześcijaństwo. Przerabiamy to na kursie podstaw, tam mówimy dobitnie na temat tego, na czym jest oparte chrześcijaństwo, na czym jest oparty Kościół, że właśnie Kościół jest oparty na objawieniu, które Bóg w swojej łasce daje człowiekowi, kim jest Jezus Chrystus. I dzięki temu objawieniu Bóg nie zostawia nas samych w ciemności, w jakimś takim labiryncie, w którym musimy wszystko odnaleźć, siebie odnaleźć i Pana Boga odnaleźć. W tym objawieniu ogólnym, dotyczącym całej ludzkości, całej historii zbawienia człowieka, tak jak tu mamy podane, Bóg przemawiał przez proroków, przez obietnice, przez przymierza, który zawierał z ludźmi, przez prawo nadane na górze syna, przez świątynię, przez kapłanów, przez ofiary, przez historię w ogóle Izraela, całego starego przymierza, przez prorockie zapowiedzi, które mamy w Piśmie Świętym i przez cały ten wielki dramat opisany w Starym Testamencie. Mówiliśmy sobie też tydzień temu o tym, że Bóg nie tylko przemawia, ale przemawia wielokrotnie i wieloma sposobami. Że nie przemówił przypadkowo, nie przemówił chaotycznie, że to wszystko ma swój porządek zaplanowany przez suwerennego Boga, że to Jego objawienie jest progresywne, że ono się rozwija, aż dojdzie do takiej pełni, którą dzisiaj sobie po części będziemy omawiać. To ma znaczenie, bo to oznacza, że Stary Testament nie jest pomyłką. I teraz Nowy Testament mamy po to, że trzeba ponaprawiać pewne pomyłki związane ze Starego Testamentu. Tylko Stary Testament, Stare Przymierze jest natchnionym Bożym Słowem, które prowadzi człowieka wprost ku Chrystusowi. No bo prawo wskazywało na Chrystusa, ofiary wskazują na Chrystusa, kapłaństwo wskazywało na Chrystusa, świątynia wskazywała na Chrystusa, obietnice wszystkie zawarte w Starym Testamencie wskazywały na Chrystusa, no i prorocy oczywiście wszyscy wskazują na Chrystusa. Później przeszliśmy sobie do takiej drugiej wielkiej prawdy w tym niesamowicie dużym fragmencie Bożego Słowa, czyli jednym wersecie, bo tyle przerobiliśmy. Przeszliśmy sobie do drugiej prawdy, a dzisiaj też za wiele więcej nie przerobimy, jak jeden werset. Przeszliśmy do tej drugiej wielkiej prawdy. Ostatnio ukresu tych dni przemówił do nas przez Syna. To znaczy, że Jezus Chrystus nie jest jednym z wielu głosów, które mają coś do powiedzenia w historii zbawienia człowieka. Nie jest jednym z proroków, którego można by postawić obok Mojżesza, czy Izajasza, czy Jeremiasza, czy Daniela, czy tak jak niektórzy ośmielają się twierdzić, nie wiem jak oni staną przed Bogiem, jak oni się będą tłumaczyć, ale to ich sprawa. Ośmielają się powiedzieć, że Jezus to był prorok, ale my mamy większego, my mamy lepszego. I tam wymieniają, że ich prorok, który się nazywał Mahomet był większym prorokiem. Różni ludzie różne rzeczy wymyślają. Prorocy mówili, tak mówi Pan, oni trzymali się tego, co Bóg wielokrotnie i wieloma sposobami powiedział. Syn jest tym, przez którego Bóg przemówił ostatecznie. Nie będzie już nikogo większego, nie będzie kogoś doskonalszego, nie będzie kogoś, kto jeszcze lepiej coś wytłumaczy. Ostatecznie Bóg przemówił przez swojego Syna. Prorocy przynosili Słowo od Boga, natomiast Syn jest Słowem Boga. I to jest ogromna różnica. Prorocy wskazywali na pełnię, która ma nadejść, natomiast Syn jest tą pełnią. Bardzo też to jest pokazane w Ewangeliach, sam Jezus to pokazuje. W Ewangelii Mateusza w 17 rozdziale od pierwszego do siódmego wersetu mamy niesamowitą historię, kiedy Pan Jezus, zresztą odczytajmy. Po sześciu dniach Jezus wziął ze sobą Piotra, Jakuba i brata Jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich. Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zostało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Trzymamy się, Mojżesz, czyli najlepszy przedstawiciel proroków i Eliasz jako przedstawiciel proroków. Czyli mamy prawo i proroków, mamy całość Starego Testamentu. Którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa, Panie, dobrze, że tu jesteśmy, jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty. Jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos, to jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie. Uczniowie słysząc to upadli na twarz i bardzo się zlękli, a Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł, wstańcie, nie lękajcie się. No więc piękny fragment Ewangelii, który pokazuje, że prawo i prorocy wskazywali na Jezusa Chrystusa. Bóg wyraźnie wypowiedział się, że Jego mamy słuchać, że On jest pełnym objawieniem tego wszystkiego. Oczywiście uczniowie Pana Jezusa mieli koncepcję, że tak im tu dobrze w otoczeniu Mojżesza, Eliasza i Jezusa, że rozbiją namioty. No może i dobrze by było, natomiast Bóg miał inny plan, bo oni potem, gdy schodzą z tej góry, to kończy się jakby tutaj wysokich lotów teologia. Spotykają trendowatego, spotykają cierpiących, spotykają kłótnie, po prostu z góry przemienienia w życie takie normalne idą, bo tak sobie to Pan Bóg upodobał. No i też Pan Jezus tutaj wyraźnie mówi, żeby się nie lękać, żeby wstać. Tak mógł się zachować tylko ktoś, kto miał do tego uprawnienia. No i dzisiaj pójdziemy sobie dalej. Dzisiaj nie będziemy jeszcze omawiać słów z trzeciego wersetu, przynajmniej tak mi się wydaje, że nie dotrzemy tam dzisiaj. Ale zatrzymamy się nad tej końcówce drugiego wersetu, którego ustanowił dziedzicem wszechrzeczy, przez którego także wszechświat stworzył. Bo to też jest kilka słów, które jak się okazuje noszą w sobie wiele doktryn i wiele poważnych spraw. To znaczy, że dzisiaj będziemy patrzeć na Chrystusa jako na Tego, do którego wszystko należy. Wszystko do Niego należy. Jako na Tego, przez którego wszystko zostało stworzone. Wszystko zaczyna się od Niego, przechodzi przez Niego i kończy się na Nim. I czasem, gdy to mówimy, czasem gdy mówimy, że wszystko przechodzi przez Jezusa i kończy się na Jezusie, no to to brzmi jak taka abstrakcyjna doktryna. Nie do końca wiemy, co to znaczy w praktyce. Jakie jest tego przełożenie na życie Kościoła, na moje życie, na Twoje życie, na życie każdego człowieka. Ale ta prawda, że wszystko zaczyna się od Niego, przechodzi przez Niego i kończy się na Nim, to jest prawda, która powinna zmienić sposób, w jaki patrzymy na własne życie. Jeżeli ta prawda do nas dotrze, jeżeli my ją najpierw zrozumiemy, a później ona do nas dotrze, to to musi zmienić nasze własne życie. Ta prawda musi zmienić Kościół. I w historii Kościoła tak było, że kiedy ta prawda była na nowo odkrywana, to Kościół się zmieniał. Kiedy była zapominana, to Kościół się niestety też zmieniał, tylko w tą niewłaściwą stronę. Ta prawda zmieni nasze podejście do czegoś, co ostatnio jest bardzo modne i wszyscy to odmieniają przez wszystkie przypadki. Jest jakaś taka moda ostatnimi czasy na to słowo, czyli na cierpienie. Jeżeli my będziemy rozumieć tę prawdę, to inaczej będziemy przechodzić przez cierpienia, z którymi się spotykamy. Na pewno inaczej będziemy podchodzić do kultury, która nas otacza. Na pewno inaczej będziemy podchodzić do swojej pracy, więc bardzo praktyczna rzecz, bo pracujemy. Na pewno inaczej będziemy podchodzić do swoich rodzin, do misji, którą nam Bóg powierza, ale również inaczej podejdziemy do śmierci własnej czy kogoś bliskiego. No i ostatecznie też inaczej będziemy patrzeć na przyszłość, która nas czeka, zarówno w tym wymiarze indywidualnym, jak i w tym wymiarze eschatologicznym, czyli wymiarze całej ludzkości. Bo jeśli nie, jeśli nie rozumiemy tego, że On jest początkiem, wszystko przez Niego przechodzi i On jest końcem, to Chrystus jest tylko dodatkiem do naszego życia. I to jest choroba bardzo wielu chrześcijan, że Chrystus jest wyłącznie dodatkiem do ich życia. Wzywają imienia Pańskiego wtedy, kiedy to imię jest im bardzo potrzebne, kiedy oczekują jakiejś reakcji ze strony Jezusa. I tak, kiedy jest potrzebny, to jest, kiedy nie, to nie za bardzo taki dodatek do naszego życia. Natomiast jeśli jest dziedzicem wszechrzeczy, a tak jest tu napisane, jeśli jest stwórcą świata, a tak jest tu napisane, że jest dziedzicem wszechrzeczy i wszechświat stworzył. Więc jeśli tak jest, śmiem mówić, że tak jest, skoro tak tutaj jest napisane, to by oznaczało, że nie może być takiego obszaru w naszym życiu, w którym mielibyśmy prawo powiedzieć, tu Chrystusa nie ma. No, to już tacy bardzo bezczelni, ale większość mówi, tu jeszcze Chrystusa nie ma. I to jest równie bezczelne, tylko my tego nie rozumiemy. Kiedy ktoś mówi, że tu jeszcze Chrystusa nie ma, tu jeszcze w te rejony, to jeszcze nie jestem uświęcony, to jeszcze nie dotknęło. Taki żart popularny po kościołach krąży, że portfel się ostatni nawraca. To jest właśnie takie powiedzenie, tu jeszcze Pana Jezusa nie ma. Nie ma tu jeszcze wglądu, tu jeszcze nie decyduje, tu jeszcze nie ma związku z Nim. Ale jeśli jest dziedzicem wszechrzeczy, jeśli jest twórcą świata, jeśli jest początkiem, jeśli wszystko przez Niego przechodzi i na Nim się kończy, no to nie ma takiej decyzji w żadnym życiu, która nie ma związku z Chrystusem. Każda, nawet najmniejsza Twoja decyzja, ona ma związek z Chrystusem, no bo stworzył wszystko. Nie ma takiej relacji, która nie stoi przed obliczem Chrystusa, z której nie będziesz się tłumaczył Jezusowi Chrystusowi, czy też powinieneś do tego tak podchodzić. Nie ma takiej ambicji w moim czy Twojej życiu, która nie musiałaby uklęknąć przed Jezusem Chrystusem. Nie ma takiego kościoła, tradycji, systemu, sakramentów, religii, ruchu, doświadczenia duchowego, czy też takiej władzy, która mogłaby stanąć ponad Chrystusem, jeżeli On jest stwórcą wszystkiego i dziedzicem wszechrzeczy. A tak jest, bo tak jest napisane. Ustanowił dziedzicę wszechrzeczy. Trzy wyrazy, tylko trzy wyrazy, ale niezwykle ważne. To sformułowanie jest ogromnie istotne. Tu nie jest napisane, że Jezus jest dziedzicem Izraela. Nie tak jest napisane. Tu nie jest napisane, że On jest dziedzicem kościoła. Tu nie jest nawet napisane, że On jest dziedzicem rzeczy duchowych. Tu nawet nie jest napisane, że On jest dziedzicem tej duchowej części ludzkości. Nie. Tu jest napisane, że On jest dziedzicem wszechrzeczy. Czyli wszystko cokolwiek byś teraz wymienił, wszystko cokolwiek byś pomyślał, każde słowo, które byśmy tu próbowali wbudować, to On jest tego dziedzicem. Wszystko, co istnieje, w jakimkolwiek znaczeniu słowa istnieć, a więc zarówno moje istnienie, Twoje istnienie, ale również istnienie czasu, istnienie przestrzeni, to są wszechrzeczy. Wszystko, co istnieje, ma swój jeden cel. Tylko jeden cel. Ten cel jest w Chrystusie Jezusie. Wszystko, co jest stworzone, ma swoje ostateczne odniesienie do Niego, albo nie ma go wcale. Wszystko, co jest stworzone, ma odniesienie do Jezusa Chrystusa. Wszystko, co Bóg zamierzył w historii, wszystko, co Bóg zaplanował w historii, zostaje zebrane, poddane i spełnione w Jezusie Chrystusie. Świat, wszechświat, wszechrzeczy. Wszystko to kręci się wokół Jezusa Chrystusa. My dzisiaj, kiedy słyszymy słowo dziedzic, to zazwyczaj myślimy, to jest ubogość naszego języka, zazwyczaj myślimy o kimś, kto otrzymuje coś po kimś. Tak chyba najprościej to będzie wytłumaczyć. Dzisiaj tak rozumiemy słowo dziedzic, że to jest ktoś, kto otrzymuje coś po kimś. W naszym ludzkim, takim najprostszym zrozumieniu, najczęściej chodzi oczywiście o dziedzica, który zwykle otrzymuje coś po swoim ojcu, przejmuje jego majątek, jego nazwisko, jego odpowiedzialność, jego dom. Ziemię na przykład możemy przejąć, a w takich lepszych czasach, w których nam niestety nie przyszło żyć, no to mogliśmy odziedziczyć całe królestwo na przykład i mogliśmy być dziedzicami królestwa. Ale kiedy list do Hebreczyków mówi, że ojciec ustanowił syna dziedzicem wszechrzeczy, to nie oznacza to, że syn był kiedyś ubogi i kiedyś nic nie miał. Tata miał, ale on nie. On nie miał. Albo, że był kimś mniejszym. Tata był ten duży, a on jest ten mniejszy, aż go tam zrobiono dziedzicem. A później w ogóle otrzymał coś, czego wcześniej nie miał w tej swojej boskiej godności, w tym swoim byciu od samego początku. No bo już za chwilę będziemy mówić dalej, czyli że on stworzył wszechświat, czyli jeszcze nic nie było, a on już był. Już był dziedzicem tych wszechrzeczy i wszechświata. Według listu do Hebreczyków i w ogóle według całego pisma, ale list do Hebreczyków jest to dobitnie podkreślone, syn nie jest stworzeniem, które awansowało w historii Bożego Planu Zbawienia. Niektórzy tak utrzymują, że on tam był taki mniejszy, później go Pan Bóg na chwilę wywyższył, potem go pomniejszy i z powrotem przejmie tę władzę i takie różne abstrakcyjne pomysły niektórzy tkają. Nie. Według Biblii syn jest odwiecznym synem, który w Bożym planie odkupienia został ukazany jako mesjański król, któremu ojciec oddał narody i wszystko, co istnieje. I jak to rozumieć? Nie da się tego rozumieć, jeżeli nie zajrzymy do psalmu drugiego. Otwórzmy sobie psalm drugi. Przeczytamy sobie cały ten psalm. Czemuż to burzą się narody, a ludy myślą o próżnych rzeczach? Powstają królowie ziemscy i książęta zmawiają się z połem przeciw Panu i pomazańcowi jego. Zerwijmy ich więzi i zrzućmy z siebie ich pęta. Ten, który mieszka w niebie, śmieje się z nich. Pani Muronga. Wtedy przemówi do niej w gniewie swoim i gwałtownością swoją przerazi ich. Ja ustanowiłem króla mego na Syjonie, świętej górze mojej. Ogłoszę zarządzenie Pana. Rzek do mnie, synem moim jesteś, dziś cię zrodziłem. Proś mnie, a dam ci narody w dziedzictwo i krańce świata w posiadanie. Rozgromisz je berłem żelaznym, roztłuczesz jak naczynie gliniane. Bądźcie więc teraz rozsądni, królowie. Przyjmijcie przestrogę, sędziowie ziemi. Służcie Panu z bojaźnią i weselcie się. Z drzeniem złóżcie mu hołd, aby się nie rozgniewał i abyście nie zgubili drogi, bo łatwo płonie gniewem szczęśliwi wszyscy, którzy mu ufają. To jest niezwykle ważny psalm dla zrozumienia pojęcia mesjasz. Na ogarnięcia tego tematu. On się zaczyna od buntu świata. Czemuż to burzą się narody, a ludy myślą o próżnych rzeczach. Więc królowie ziemscy powstają przeciwko Panu, przeciwko jego pomazańcowi. Chcą wzerwać te Boże więzi. Chcą zrzucić z siebie jego jarzmo. Chcą ogłosić autonomię i żyć sobie bez panowania Boga nad nimi. Od tego się zaczyna ten psalm. Czy to nie brzmi współcześnie? Czy to nie jest aktualne również dzisiaj? Czy ten psalm wygasł w swoim znaczeniu? Zobaczcie, jakie to jest współczesne. I to już współcześnie nie dotyczy tylko królów, tylko wszystkich ludzi. Człowiek w XXI wieku najczęściej mówi nikt nie będzie mi mówił, kim ja jestem. Słyszeliśmy takie określenie? Nawet wypadało z naszych ust i trafiało do naszych własnych uszu najprawdopodobniej. Nikt nie będzie mi mówił, jak ja mam żyć. Nikt nie będzie mi tu tłumaczył, co jest prawdą, co jest dobrem, co jest złem. Nikt nie będzie mi tłumaczył, czym jest ciało, czym jest małżeństwo, czym jest wolność, czym jest sens. Nikt mi tego nie będzie tłumaczył. Narody w całości nadal się burzą. Nadal się buntują. Nadal są w tym miejscu. Człowiek nadal próbuje zerwać więz z Bogiem. Tylko język się zmienił. Dzisiaj mamy mniej poetycki język. Jesteśmy mniej poetyccy, jak tutaj jest napisane. Bardziej chamscy jesteśmy w stosunku do Boga. Ale ten sam drugi mówi nam, że Bóg jakoś tak z tego powodu nie zamknął się w sobie i nie wpadł w panikę. Nie schował się, nie uciekł przed tą całą historią. Ten, który mieszka w niebie, śmieje się. Więc widzimy, że ta postawa nie jest tak, że on tam się wystraszył, wpadł w panikę. Co to teraz będzie, bo ludzie takie rzeczy mówią. To nie jest oczywiście śmiech okrucieństwa, tylko to jest śmiech suwerennego Boga wobec absurdalnej pychy. Absurdalnej pychy ludzi. Całego swojego stworzenia. Człowiek, który ma pożyczony oddech. Pożyczony oddech. My nawet nie jesteśmy właścicielami tego oddechu. To nadal należy do Pana. O tym też Biblia mówi. Że to jest jego, ten dech życia. On go dał i to jest jego. Po pewnym czasie to wraca do niego. Więc my nawet mamy oddech pożyczony od Pana Boga. Więc człowiek, który ma nawet oddech pożyczony od Pana Boga, mówi, ale ty nie masz do mnie żadnych praw. Ja tutaj nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Człowiek, którego serce bije tylko dzięki temu, że Bóg okazuje mu łaskę, bo o tym też Biblia mówi, że gdyby Bóg chciał, to całkiem sprawiedliwie w tej chwili by cię zabił. Każdego z nas. I byłoby to całkiem sprawiedliwe, całkiem uczciwe i całkiem na miejscu, gdyby Bóg nas wszystkich w tej chwili pozabijał. Nasze serce bije dzięki temu, że Bóg okazuje nam łaskę. No a my w zamian, ty nie będziesz naszym Panem. Narody próbują obalić Boży tron, a to On dał w ogóle istnienie tym narodom. I Bóg mówi tu dalej. Mówi, ja ustanowiłem króla mego na Syjonie, świętej górze mojej, i dalej synem moim jesteś, dziś cię zrodziłem. Proś mnie, a dam ci narody w dziedzictwo i krańce świata wyposiadanie. I list do hebrajczyków pokazuje nam, że to się wypełniło w Jezusie Chrystusie. Że On jest dziedzicem wszechrzeczy. Że to się wypełniło. Że świat nie należy ostatecznie do tych buntowników, nie należy do cesarzy, do prezydentów, królów, czy co tam my jeszcze sobie w historii świata wymyślimy. Nie należy też do żadnej ideologii, jak to niektórzy utrzymują. Nie należy do banków i bankierów, jak to niektórzy chcą powiedzieć. Nie należy do żadnej armii. Nie należy też do żadnych mediów. Świat nie należy do żadnych algorytmów. Świat nie należy do żadnych imperiów, ani uniwersytetów, ani trybunałów, ani sądów, ani dyktatorów, ani większości społecznej, albo do mniejszości społecznej. Ani nawet świat nie należy do jakichś kulturowych elit, czyli jakiegoś gremium zarządzającego całym światem i obyśmy się na YouTubie dowiedzieli, kto w tym spisku bierze udział. Nie, świat do tego wszystkiego nie należy. Według Biblii świat należy do Chrystusa. Do Chrystusa. On jest właścicielem. To jest jego. To zostało stworzone przez Niego, dla Niego i ma swój koniec w Nim. Historia należy do Chrystusa. Więc jak rozważamy trudne zagadnienia historyczne, a akurat jesteśmy w takim miejscu, że jest dosyć duża awantura związana z historią Polski i Ukrainy, czy Ukrainy i Polski, to niech sobie tam rozważają. Ja wierzę, że historia należy do Chrystusa. Narody należą do Chrystusa. Ukraiński naród należy do Chrystusa, polski naród należy do Chrystusa, obojętnie jak zazgrzyta komu w zębach, rosyjski naród należy do Chrystusa, niemiecki naród należy do Chrystusa i nawet Zimbabwe powożone gdzieś tam między Palestyną a Ponczą Wielką też należy do Chrystusa. Narody całe należą do Chrystusa. A teraz jeszcze bardziej zazgrzyta. Kościół należy do Chrystusa. Tak Biblia uczy, że Kościół należy do Chrystusa. Przyszłość moja, twoja, całej ludzkości, tej planety, wszechświata, wszechrzeczy należy do Chrystusa. I to było niezwykle ważne dla tych, którzy są tymi pierwszymi odbiorcami listu do koryntian, do hebrajczyków. Do koryntian też to było ważne, ale omawiamy hebrajczyków. Do hebrajczyków. Bo oni żyli w dosyć niekomfortowej sytuacji. Wszystko wskazuje na to, że to byli chrześcijanie pochodzenia hebrajskiego, pochodzenia żydowskiego, którzy ponosili ogromny koszt swojej wiary w Jezusa jako Mesjasza, jako właściciela wszystkiego, jako stworzyciela wszechświata i dziedzica wszystkiego. Oni byli nieustannie kuszeni, żeby się cofnąć, żeby zrobić mały krok do tyłu. Zresztą jak Bóg pozwoli, to przed emeryturą dojdziemy do końca tego listu, moją emeryturą dojdziemy do końca tego listu i tam będziemy o tym czytać, że Bóg nie lubi, gdy ktoś się cofa. Więc oni byli kuszeni tym, żeby się cofnąć. Do czego by mieli się cofnąć? Na czym miał polegać ten mały krok? No nikomu nie przychodziło do głowy, że oni się nagle staną ateistami. Ci ludzie nigdy nie byli ateistami, żeby się nimi stać. To było tak abstrakcyjne pojęcie, tak nieistniejące dla tych ludzi, że oni nie tym byli kuszeni. Oni byli kuszeni tym, by się cofnąć do już w tej chwili martwej religii, bez Chrystusa jako centrum. Żebym teraz został precyzyjnie zrozumiany. Ta religia nie zawsze była martwa, ale w chwili, w której jest pisane list do hebrajczyków, Bóg skończył tą historię. I oni byli kuszeni, żeby się cofnąć do tej religii, która bez Chrystusa w centrum po prostu była martwa. Byli kuszeni, żeby się cofnąć do tego, co jest znane, w czym się czuli bezpiecznie, co już było szczegółowo opisane, szczegółowo wyjaśnione. U nas byśmy powiedzieli z dziada pradziada, ale tam by trzeba powiedzieć z prababki na babkę i na matkę było przekazywane. Było widzialne, było społecznie akceptowalne. Wstawali rano, to też tłumaczyłem, dlaczego uważam, że to jest przed zniszczeniem świątyni i utrzymuję to swoje uważanie. Wstawali rano, wychodzili i widzieli świątynię. Ona była widzialna. Funkcjonowało. Tam jeszcze zapach, o ile to można nazwać zapachem, zapach tej krwi, tych ofiar, tego wszystkiego był wyczuwalny. Zapłani, którzy sprawowali tam służbę, oni byli widzialni. To nie były ilustracje, jak my dzisiaj mamy i się zachwycamy tymi szatami, tymi pięknymi rzeczami. Nie, oni to widzieli na własne oczy. To funkcjonowało, to działało, to chodziło, oni chodzili między nimi. Ofiary były widzialne i słyszalne. Tradycja całego tego narodu była widzialna i wszędzie obecna. Akceptacja. Wokół tego wszystkiego była widzialna. A Chrystus? A Chrystus już był niewidzialny w tym czasie. I cały problem na tym polega. Że to wszystko, co przeminęło, było nadal widzialne, a Chrystus przestał być widzialny. O czym wcześniej powiedział Ewangelijana. Ostrzegł, że tak będzie. Że nie zobaczą Go. Więc On był niewidzialny. Czemu? No bo był już wywyższony w niebie. Więc niewidzialny był dla takiego ludzkiego oka. To mam oczywiście na myśli. Więc autor mówi do nich. Nie oceniajcie tej rzeczywistości według tego, co widzicie. Nie tak oceniajcie rzeczywistość. Bo to nie jest prawda. Nie jest prawdą to, co widzicie. Syn jest dziedzicem wszystkiego. To jest prawda. On jest dziedzicem wszystkiego. Wszystko należy do Niego. To, co teraz wydaje się być potężne, to jest tymczasowe. Chociaż jest widzialne. Ale Syn jest dziedzicem wszystkiego. To, co teraz wydaje się kruche, jeśli ktoś należy do Chrystusa, to właśnie to ma wieczną przyszłość, chociaż jest to niewidzialne. Bo On jest dziedzicem wszystkiego i wszechrzeczy. Kościół może wygląda słabo, ale głową Kościoła jest dziedzic wszechrzeczy. To jest to przesłanie, które tutaj w tym pierwszym zdaniu do tych naszych hebrajczyków tak ładnie jest napisane. Ci wierzący najprawdopodobniej w tamtym czasie i to się też niewiele różni od dzisiaj, wyglądali jak przegrani. No, garstka ludzi, jakiś margines błędu. Promil. Promil. Margines błędu. Jeśli komuś promil kojarzy z alkoholem, to ma większy problem niż mu się wydaje. Promil to jest część procenta. Wierzący mogą wyglądać jak przegrani, ale należą do Króla, któremu Ojciec już dał wszystko. Wszystko. To posłuszeństwo tej historii, ono może kosztować i często kosztuje, ale nigdy nie będzie stratą. Dlaczego? Dlatego, że to posłuszeństwo prowadzi wprost do Chrystusa. Do Tego, który jest dziedzicem wszechrzeczy. To trzeba powiedzieć również nam. Ludziom w XXI wieku. Bo my też żyjemy w świecie, bo się nic nie zmieniło, w którym Kościół często czuje się mały. Mały. Nieważny. I bardzo często tak jest, że my widzimy te potężne siły świata. Tego się nie da nie widzieć. My widzimy, że to jest potężne, co tam się dzieje. I co oni robią, mówią, myślą i przekazują. To jest potężne, to jest widzialne. My widzimy te wszystkie systemy, te wszystkie imperia, te wszystkie rzeczy. I często jesteśmy w tym miejscu. Ale nie tylko o to chodzi. Jest jeszcze dalej. Jest pewna presja dzisiaj wywoływana przez świat. Jest szeroki kryzys rodziny na przykład. To już nie są żarty. Mamy teraz który? Szósty. Z piątego cały czas nie ma statystyk. Pewnie są tak przerażające, że ich jeszcze nie ma. Więc mamy statystyki za 2024 rok. W 2024 roku, nie w Polsce, ale ogólnie, chyba pierwszy raz w historii, liczba rozwodów przewiększyła liczbę zawieranych związków małżeńskich. Więc jest kryzys rodziny. Jest kryzys rodziny. Jest chaos moralny. Już nie wiadomo, co jest moralnością, czy nie. Kilka dni temu znowu ujawnili pewne statystyki dotyczące korzystania z telefonów. Okazało się, że na drugim miejscu u naszych dzieci jest, muszę użyć tego słowa, chociaż nie jestem z tego zadowolony, popularny serwis pornograficzny. I on jest na drugim miejscu w grupie wiekowej 11-14. Przerażające w ogóle. Drugie miejsce. Dobrze, że nie zrobili badań dorosłych, bo by się okazało, że na pierwszym miejscu. No więc, to jest jeszcze mały problem. Zaczęły się komentarze. No ale co w tym jest złego? Dziecko musi wiedzieć, jaką ma seksualność. Dziecko musi poznać, zbadać, zobaczyć. No przecież jak inaczej? To jest zdecydowanej części internautów. Nie wiem, czy większości, ale zdecydowanej części. No więc to jest chaos moralny. Ludzie już nie wiedzą, co jest moralne, co nie jest moralne. Ja jak byłem mały, to pornografia była dostępna, ale pamiętam, że w kiosku to było poukrywane, bo wtedy to w kioskach było. W kiosku to było poukrywane, a najpierw trzeba było zabić sobie wstyd, jeszcze potem znaleźć kogoś starszego, kto poszedł i tego wstydu nie miał i gdzieś tam jakiegoś świerszczyka, gdzieś mu tam sprzedano. Dziś żadnego problemu. Więc jest chaos moralny. Chaos moralny. Cynizm młodego pokolenia. No my go widzimy. A młodzi ludzie są cyniczni, jak nikt wcześniej w historii. No bezszczelni są do granic możliwości. Rozpad autorytetów. Wszędzie. Wszędzie jest kłopot z tym. Chaos, zwłaszcza ten chaos mediów społecznościowych, tych Tik Toków, Instagramów, Facebookom, no już nawet starszemu pokoleniu na dekiel wali od tego wszystkiego. No już nawet tam ten chaos zagłuszył jakąkolwiek mądrość. Technologia, która zaczyna nieodwracalnie zmieniać sposób myślenia człowieka. Nieodwracalnie. No sztuczna inteligencja, niech będzie takim przykładem, są już nieodwracalne zmiany. Tego już nikt nie cofnie. To już po prostu jest i my to widzimy. Samotność, ta kultura takiej natychmiastowej gratyfikacji, że natychmiast musi być efekt, a jak nie ma efektu to weź kredyt, żebyś miał ten efekt zanim w ogóle coś wypracujesz. Ideologie tożsamościowe, no te 67 pci, no ja cały czas nie umiem się ich nauczyć na pamięć. Umiem powiedzieć 4. Są dwie, no ale na 4 jeszcze potrafię wpaść. No możesz być chłopcem lub dziewczyną, to jest oczywiste. Jestem na tyle rozwinięty intelektualnie, że potrafię wpaść na jeszcze dwie. Czyli możesz być chłopcem, któremu się wydaje, że jest dziewczyną i możesz być dziewczyną, któremu się wydaje, że jest chłopcem. I na tym się kończy moja perspektywa. A oni jeszcze mają 63. Tak? Tak. Bo ja wymieniłem 4. To jest straszna ideologia. Nieufność wobec instytucji. Nie da się żadnej instytucji zaufać, bo to, co wyprawiają, to przechodzi już ludzkie pojęcie. Polityczny gniew. No i my to wszystko widzimy. To jest potężne, to jest silne. To jest widzialne. My to widzimy. To wszystko może sprawiać, że chrześcijanin zaczyna sobie myśleć, czy Ewangelia ma jeszcze jakąś moc? Czy ona jeszcze w ogóle działa w tym świecie? Ma jakąkolwiek wartość? Kościół ma w ogóle jakąś przyszłość? Z Kościołem się już nikt nie liczy. Wierność Chrystusowi ma jeszcze jakikolwiek sens? Może to lepiej trochę złagodzić? Trochę przemilczeć? Trochę rozmydlić? Trochę dostosować się? Trochę obniżyć wymagania? Co to znaczy być chrześcijaninem? Trochę ukryć to ostrze Bożego Słowa, żeby jakoś w ogóle przetrwać w tej zwariowanej w historii. List do hebreczyków odpowiada. Mi i Tobie. Syn jest dziedzicem wszechrzeczy. Może czasami tego nie widzimy, ale to jest prawda. On jest dziedzicem wszechrzeczy. Dobra informacja jest ta, że z tego wynika, że Kościół nie musi ocalić Chrystusa. Nie mamy takiej misji. Nie musimy wybronić Chrystusa. Nie musimy go ocalić w tym świecie. Nie musimy mieć takiego napięcia, że jak my czegoś nie zrobimy, to Chrystus nie przetrwa. Nie. To Chrystus ocala Kościół. To, że On jest dziedzicem wszechrzeczy. To właśnie oznacza, że to On ocala Kościół. To nie my podtrzymujemy Jego Królestwo i teraz musimy korzystać z własnego sprytu, z jakichś wpływów politycznych, jakiegoś marketingu i tego typu spraw. Musimy tutaj jakoś opracować właściwą metodę, żeby w ogóle ocalić tego Chrystusa w tym świecie. No albo właśnie pójdźmy na kompromis, żeby w ogóle jakikolwiek taki chociaż szczątkowy Chrystusik się zachował w tej historii. Nie. Ojciec mu dał wszystko. I to oznacza, że my nie musimy pomniejszać Chrystusa, żeby przetrwać. My potrzebujemy sami jako Kościół zobaczyć ponownie Chrystusa Wielkiego i potrzebujemy, wiecie po co to zrobić? Żeby Go nie zdradzić. Żeby się Go nie zaprzeć. Żeby to, co widzimy oczami nas nie przygniotło tak bardzo, że zdradzimy Chrystusa. Idziemy dalej. Jeżeli On jest dziedzicem wszystkiego, a jest, zgodzicie się ze mną, tak jest napisane. Jeżeli On jest dziedzicem wszystkiego, to oznacza, tu już teraz wejdziemy w taką amatorską filozofię, to oznacza, że nie istnieje nic, co ostatecznie należy do Ciebie albo do mnie. Nie ma takich rzeczy. No bo jak On jest właścicielem wszystkiego, to oznacza, że ja nie mam nicu. No bo kto jest właścicielem wszystkiego mojego? No On. Ty nie masz nicu. Czyli ostatecznie nikt z nas nie należy do nas w sensie takim absolutnym, skoro On jest dziedzicem wszystkiego. Wszystko Mu dał Bóg. Oczywiście istnieje w moim życiu, istnieje w Twoim życiu odpowiedzialność, ale w takim zrozumieniu, że mamy powierzoną pewną własność na pewien czas. Mamy powierzone pewne rzeczy. Mamy na przykład powierzone prawo, mamy powierzone obowiązki, mamy powierzoną troskę o dom, rodzinę, o pracę, o ciało, o pieniądze, mamy powierzony taki trudny dla niektórych bardzo do ogarnięcia temat jak czas i Biblia tego nie niszczy. Biblia nie niszczy tych kategorii i nie niszczy tej naszej odpowiedzialności, ale mówi, że ponad tym wszystkim stoi większa prawda. Pańska jest Ziemia i to, co ją napełnia. I to jest prawda, która stoi ponad naszymi odpowiedzialności, odpowiedzialnościami, ponad tym, co mamy powierzone. List do hebrajczyków dopowiada do tego, że Pańska jest Ziemia i wszystko, co ją napełnia, że On jest dziedzicem wszechrzeczy. Zobaczcie, jacy my jesteśmy skomplikowani i jak my bardzo tego nie rozumiemy. Moje życie. Ile razy to pada z naszych ust? Wierzących ludzi. A co dopiero niewierzących? To jest moje życie. Moje ciało. Moja prawda. Moja droga. Moje szczęście. Hit ostatnich czasów. W tym roku usłyszałem to niezliczoną ilość razy nawet wśród nas. To są moje granice. Moja tożsamość. Moje pragnienia. This is your time. Mój czas. Moja przestrzeń. Niektóre z tych sformułowań mogą mieć pewien sens w jakimś określonym kontekście, kiedy mówimy o odpowiedzialności. Żeby to jeszcze było tak, że my myślimy o odpowiedzialności i mówimy jestem odpowiedzialny za moje życie, to by było dobrze. Gdyby to było tak, żebyśmy mówili jestem odpowiedzialny za moje ciało, było super. Jestem odpowiedzialny za moje szczęście? Wspaniale. Jestem odpowiedzialny za moje granice? Wspaniale. Ale my nie mamy tego na myśli. Bo wtedy byśmy musieli mieć zupełnie inny sposób działania. I oczywiście, że w tym wszystkim istnieje pewna ochrona przed przemocą, ochrona takich zdrowych granic, czy też jakiejś naszej osobistej godności. W tym kontekście jest wszystko w porządku, żeby była jasność, że ja nie do tego uderzam. Ale kiedy ten nasz język staje się absolutny, kiedy my próbujemy powiedzieć, że jesteśmy absolutnymi właścicielami tych rzeczy, no to my jesteśmy w buncie do Boga. Po prostu jesteśmy w buncie do Niego. Po prostu uważamy, że to jest nasze, a nie Jego. Jesteśmy w buncie do Bożego Słowa. Do kilku prostych słów z Bożego Słowa. Bo chrześcijaństwo mówi, że nie jesteś swoim Stwórcą. Nie kreujesz się. Nie jesteś swoim Stwórcą. Nie jesteś swoim Odkupicielem. Nie jesteś sam dla siebie Zbawicielem. Nie jesteś też swoim Sędzią. I ostatecznie nie jesteś właścicielem. Nie jesteś tym ostatecznym właścicielem. To jest dla nas trudne, bo my żyjemy w takiej kulturze, która nieustannie przekonuje nas, że dojrzałość człowieka... Zobaczcie, to co opowiem się będzie wydawać bardzo mądre, ale mam nadzieję, że dzisiaj przestanie się nam wydawać mądre. Oni nas tak uczą, że dojrzałość to umiejętność samozdefiniowania się. To jest człowiek dojrzały. Człowiek, który się samozdefiniuje. Człowiek dojrzały to jest ktoś, kto się samostanowi i samorealizuje. To wszystko mądrze brzmi, tylko jest nie biblijne. Tylko jest zrywaniem owocu z drzewa decydowania, co będzie dobre, a co złe. Popatrzcie, gdzie myśmy poszli. Jak to się wydaje mądre, a jak to jest głupie w stosunku do Biblii. Człowiek ma odkryć siebie. Ma wyrazić siebie. Ma zbudować siebie. Ma ochronić siebie. Ma zaspokoić siebie i być wierny sobie. Tylko, że Ewangelia mówi, że największą tragedią człowieka nie jest to, że on był niewierny sobie. Że się nie odkrył. Nie ochronił, nie zaspokoił. Ewangelia mówi, że największym problemem człowieka jest to, że on jest i był niewierny Bogu. Że w Bogu się nie odkrył. Że w Bogu się nie realizuje. Że to jest naszą największą tragedią. A więc okazuje się, że największym problemem ludzkości nie jest brak samorealizacji i samoświadomości, tylko grzech, który oddziela człowieka od twórcy. A największą wolnością nie jest wcale absolutna autonomia, tylko należenie do Chrystusa. To jest prawdziwa wolność. I to może brzmieć trochę twardo, ale to powinno być głęboko wyzwalające. Kiedy to zaczynamy rozumieć, kiedy zaczynamy mieć biblijny światopogląd, to to zaczyna być głęboko wyzwalające. Bo jeśli, jeśli wszystko zależy ode mnie, jeśli ja mam stworzyć sens swojego życia, jeśli ja mam sam określić swoją tożsamość, jeśli mam sam udźwignąć swoje życie, jeżeli mam sam nadać wartość swojemu życiu, ale też na przykład swojemu cierpieniu, jeśli mam sam usprawiedliwić swoje istnienie, swoje zachowanie, swoje błędy, swoje upadki, jeżeli mam sam być sam sobie panem, no to życie jest nieznośnym ciężarem. To trzeba się zabić natychmiast. To najlepszym rozwiązaniem jest samobójstwo. Bo to jest nie do udźwignięcia. No tego się nie da zrobić. Jeżeli wszystko jest zależne ode mnie, to to jest nieznośny ciężar. Jeżeli ja mam sobie stworzyć sens życia, to jest nieznośny ciężar. Nieznośny ciężar. I współczesny człowiek mówi sobie, jestem wolny, mogę być kim chcę. A potem odkrywa, że to kim chcę bez Boga staje się jakimś mrokiem, jakąś ciemnością, jakimś labiryntem, taką szeroko pojętą samotnością. No bo jeśli nie ma stwórcy, jeśli ja nie mam zakorzenienia w Bogu, jeśli nie ma dziedzica wszechrzeczy, to historia nie ma żadnego celu. Twoje życie nie ma żadnego celu. Życie wszystkich ludzi nie ma żadnego celu. Historia świata nie ma żadnego celu. Tym celem byłaby tylko jakaś anihilacja. Jeśli nie ma Pana, to moje ja będzie musiało udawać Boga, a ludzkie ja nie udźwignie boskiego tronu. Każdy, kto próbował w historii świata, nie udźwignął tego. Hitler próbował udawać Boga i nie udźwignął tego. Strzelił se w łeb. No niektórzy mówią, że nie, że tam uciekł do Argentyny. Nawet jak uciekł do Argentyny, nie udźwignął tego. Stalin nie udźwignął tego. I żaden tego nie udźwignie. Współcześni też tego nie udźwigną. Jeżeli będą stawać w miejscu Boga, jeżeli będą się robić bożkami dla ludu, to nie udźwigną tego. Ta historia się skończy bardzo źle. Dlatego, że żaden człowiek nie udźwignie boskiego tronu. My słusznie rozumiemy, że człowiek potrzebuje sensu, potrzebuje spójności, potrzebuje jakichś korzeni, relacji, że człowiek potrzebuje poczucia bezpieczeństwa. Wszystko jest w porządku. Ale to wszystko jest głębokie nie wtedy, kiedy człowiek polega na sobie, tylko wtedy, kiedy odkryje, że on i cała historia jest częścią, tylko malutką częścią wielkiego planu suwerennego Boga. I w tym dopiero można się odnaleźć. A w tym wszystkim trzeba odkryć, że centrum wszystkiego, wszystko się kręci wokół tego, jest Chrystus. A to jest uwalniające. Bo ja już nie muszę wymyślać sensu z niczego, nie muszę być swoim zbawicielem, nie muszę sam utrzymać na swoich plecach całego świata, albo mikroświata mojego, czyli mojej rodziny, najbliższego otoczenia. Nie muszę tego robić, bo ja należę do tego, który jest dziedzicem wszech rzeczy i ostatecznie wszystko należy do niego. I to jest uwalniające. Wtedy można żyć. Dlaczego takie praktyczne pytanie brzmi, czy moje życie naprawdę, naprawdę należy do Chrystusa? Ale uwaga, nie tylko moja niedziela, a dla wybitnych znawców tematu, środa wieczorem. I niektórym bardzo nie wychodzi nawet to. Nie tylko moje wyznanie wiary. Nie tylko moja modlitwa, wiecie, kiedy jestem w kryzysie, jestem w kryzysie i wtedy staję się wojownikiem modlitwy. Nie tylko moja religijna tożsamość, jak ja się czuję tu dumny z tego, że ja jestem protestantem. Protestujesz przeciwko samemu sobie, jak masz taką postawę. Nie. Czy moje decyzje, ale wszystkie decyzje należą do Chrystusa? Czy zanim podejmę decyzję, przypominam sobie, że On jest właścicielem wszystkiego. Czy moje pieniądze należą do Chrystusa? Czy moje ciało należy do Chrystusa? Czy moje małżeństwo należy do Chrystusa? Czy moje rodzicielstwo należy do Chrystusa? Czy mój sposób mówienia należy do Jezusa Chrystusa? Czy moja seksualność, moje potrzeby seksualne należą do Jezusa Chrystusa? Czy moje ambicje należą do Jezusa Chrystusa? Czy moja służba należy do Jezusa Chrystusa? Czy moje rany, moje traumy i te wszystkie rzeczy stały się moim tronem? Czy to wszystko należy do Chrystusa? I niestety to dotyka także Kościoła. Dlatego, że Kościół nie należy do pastora. Czy nam się to podoba, czy nie? Mi czasami średnio. Ale Kościół nie należy do pastora. Nie należy też do Rady Starszych. Kościół nie należy do Rady Starszych. Też im się to czasami nie podoba. Kościół nawet nie należy do najstarszych członków tego zboru. Nie do nich należy. Kościół nie należy do tych najbardziej hojnych darczyńców. Kościół do nich nie należy. Kościół nie należy do jakiejś tradycji. Kościół nawet nie należy do denominacji. Kościół nie należy do żadnej ludzkiej takiej osobowości. Chociaż Bóg oczywiście używa ludzi używa tych wszystkich rzeczy. Używa starszych zboru, najstarszych członków kościoła, pastora, hojnych darczyńców. Wszystkiego tego używa. Ale nie do nich to należy. Kościół należy do Jezusa Chrystusa. Tak uczy mi Bóg. Kościół jest Jego. On jest dziedzicem. On jest głową. On jest Panem. Dlatego najważniejsze pytanie w Kościele nie brzmi czego chcą ludzie. I czasami jestem męczony o to, że zróbmy jakieś takie zebranie i niech ludzie powiedzą co chcą. Co mi to obchodzi? Kto to w ogóle zaspokoi? Jak Klaudia będzie chciała te rzeczy, Mieszko jeszcze inne rzeczy, Pastor Marek inne rzeczy, a ja jak zacznę wymyślać co chcę, to wy wszyscy siwi się zrobicie. Z kogo to w ogóle obchodzi? Czego chcą ludzie? Albo sprawdźmy co jest modne. Jest taka książka słynna. Tytułu nie będę mówił, bo ostatnio jak powiedziałem to chcieli pożyczyć ode mnie tą książkę. Więc tym razem nie powiem tego tytułu. I pożyczyłem na swoje nieszczęście. I zbudował na tym ten ktoś. I tam było tak, żeby się zapytać w okolicy co jest modne? Co jest modne? Co jest modne to będziemy robić? Co to w ogóle ma zaznaczenie co jest modne? W tej chwili są tak głupie rzeczy modne, że ja bym osiwiał. Do reszty już na brodzie. Albo pytanie, które się wcale nie wydaje złym pytaniem, ale kiedy rozumiemy, że on jest dziedzicem wszech rzeczy, to zaczynamy rozumieć pewne rzeczy inaczej. Co nam da większą popularność? Co zrobić, żeby być bardziej popularnym? To oczywiście ubierzemy w dobre słowa. Albo co sprawić, żeby w przyszłości było mniej konfliktów, mniej problemów? To nie są ważne pytania. Jest tylko jedno ważne pytanie. Czego chce Chrystus, który jest Panem Kościoła? To jest jedyne ważne pytanie. Czego chce Chrystus, bo On jest Panem Kościoła? Autor tutaj tego listu dodaje, przez którego także wszechświat stworzył. To jest jedno z najważniejszych określeń najmocniejszych świadectw Nowego Testamentu o boskiej godności Syna. Syn nie tylko jest celem historii jako dziedzic. Syn jest także, tu się pojawi ważne słowo, pośrednikiem stworzenia. Przez Niego Bóg stworzył wszechświat. Tak to działa. To znaczy, że Syn nie należy do kategorii rzeczy stworzonych. To jest ważne. Przez którego także wszechświat stworzył. Więc Syn nie należy do kategorii rzeczy stworzonych. Nie jest częścią stworzenia. Nie jest nawet najwspanialszą, najpiękniejszą i najbardziej idealną częścią stworzenia. Nie jest pierwszym aniołem, jak to twierdzą świadkowie Jehowy. Nie jest pierwszym stworzeniem, jak twierdzi wielu protestantów. O ile to jeszcze jest protestantyzm. Nie jest, a to bardzo dużo osób twierdzi, nie jest duchowym bytem, pośrednim między Bogiem a człowiekiem, między Bogiem a światem. Nie jest. Wszystko, co istnieje, wszystko, co istnieje, istnieje przez Niego. A skoro wszystko, co stworzone istnieje przez Niego, to On sam nie jest jednym ze stworzeń. To jest dokładnie ta sama prawda, którą Jan wypowiada na początku swojej Ewangelii. Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga. I Bogiem było Słowo, lub w niektórych tłumaczeniach, a Bogiem było Słowo. I dalej. Wszystko przez Nie powstało, tak Jan pisze. A bez Niego nic nie powstało, co powstało. Bardzo spójne. To jest z tym, co jest napisane w Ewangelii Jana. Paweł będzie mówił potem podobnie, czy pisał, podobnie do Kolosan, że w Synu, więc w Synu wszystko zostało, i tak się poprawiła mi dykcja. Pracuję nad nią bardzo, ale sztuczna inteligencja mnie nie podrobi. No nie ma szans. W Synu zostało wszystko stworzone, co jest na niebie i na ziemi. Widzialne i niewidzialne. Tak będziemy czytać w Kolosanach. Tam są wymienione trony, panowania, władzę i zwierzchności. Jeśli dobrze pamiętam, mogłem poplątać. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. Tak będzie Paweł pisał. Więc to wszystko jest bardzo ze sobą spójne. I to jest fundament chrześcijańskiej doktryny o Chrystusie. Jest taka gałąź teologii, która się nazywa właśnie nauczaniem o Chrystusie i to jest fundament tego nauczania. Fundament. Bo jeśli Jezus jest Twórcą, to nie może być jedynie prorokiem. Nawet największym. Jeśli Jezus jest Twórcą, to nie może być tylko nauczycielem moralności. I Ty sobie wybierzesz, co Ci pasuje, a co nie pasuje. Jeśli jest Twórcą, a jest oczywiście, to nie może być tylko wzorem miłości. To jest bardzo ważne. Jeśli On jest Twórcą, to nie jest On wzorcem miłości. To jest za mało. Jeżeli Jezus jest Twórcą, to nie możemy postawić Go w szeregu innych, jeśli nie byłby Stwórcą. Jeśli jest Twórcą, to nie możemy Go postawić w szeregu innych stworzonych ludzi, całkiem czasami genialnych i kapitalnych w swoich ideach, ale głupich w stosunku do Biblii, takich religijnych. I nie możemy powiedzieć, że Jezus jest ktoś jak Budda, jak Mahomet, jak Mojżesz, jak Konfucjusz. Nie możemy Go tam postawić. Bo wtedy byśmy sobie wybierali, co nas inspiruje. Co nas inspiruje u Buddy, co nas inspiruje u Mahometa, a znaleźlibyśmy tam rzeczy, które nas inspirują. Co byśmy u Mojżesza sobie wzięli i tak dalej. Albo u Konfucjusza. Nie. Bo Mojżesz, Mahomet, Budda, Siddharta Gautama, Konfucjusz i kogo tam jeszcze historia wymyśli, oni wszyscy są stworzeni. Mojżesz jest stworzeniem. Prorocy są stworzeniem. Apostołowie, nawet Paweł i Piotr, są stworzeniem. Aniołowie są czym? Stworzeniem. Maryja jest stworzeniem. Czy się to komuś podoba, czy nie? Maryja też jest stworzeniem. Święci, wszyscy święci. Wszyscy po prostu malują w niebie. Też są stworzeniem. Kościół jest zgromadzeniem stworzeń odkupionych przez łaskę. Tylko Syn jest Stwórcą. Tylko o Nim Biblia tak mówi. Znowu, ja wiem, że to powtarzam już chyba czwarty raz, ale ja bym chciał, żeby nam się to utrwaliło, bardzo jasno znowu wskazać na błąd arianizmu. Ariusz twierdził, że Syn jest wielki, jest wyjątkowy, jest wspaniały, jest pierwszy, jest stworzony przed wszystkimi innymi stworzeniami, ale jednak stworzony. I to jest właśnie ta herezja, ta niebezpieczna herezja. On w takim razie mówił, że był taki czas, kiedy Syna nie było. I to nie jest jakaś tam drobnostka akademicka, czy to jest ważne, czy to jest nieważne. To jest herezja, która uderza w samo serce Ewangelii, bo jeśli Syn jest stworzeniem, jeśli był jakikolwiek czas, w którym Jego nie było, jeśli jest stworzeniem, to On nie objawia Boga w pełni. On by objawił Boga tylko w okresie, w którym był stworzony. Nie mógłby objawić Boga w pełni, bo byłby czas, w którym On by nie znał Boga, bo byłby jeszcze niestworzony. Dlatego to jest tak ważne, bo to naprawdę uderza w Ewangelię. To nie jest jakieś tam, nie kłóćmy się o to, ważne, że wyznał, że Jezus jest Panem. To jest bardzo ważne, czy dla Niego Jezus jest stworzeniem, czy stwórcą. Jeśli Syn jest stworzeniem, to Jego ofiara nie ma nieskończonej wartości. Ona ma skończoną wartość wtedy, bo znowu istnieje coś, za co On nie zapłacił, co nie jest Jego własnością. Jeśli Syn jest stworzeniem, to my w ogóle jesteśmy bałwochwalcami. Kiedybyśmy oddawali cześć Jezusowi, to byłoby to bałwochwalstwem, byłby to akt bałwochwalczy, byłby to grzech. Jeśli Syn jest stworzeniem, to my w ogóle nie mamy Boga, który przyszedł nas zbawić. Więc to jest uderzenie w Ewangelię, bo my mielibyśmy stworzenie posłane przez Boga, które miałoby nas zbawić, a nie Boga, który miałby nas zbawić. Dlatego ten 325 rok i ostatnio ktoś mi tam napisał w komentarzu, że jak ja sobie mogę uzurpować prawo do tych rzeczy, jak to jest historia kościoła rzymskokatolickiego. Serio. Kościół rzymskokatolicki w formie, w jakiej istnieje dzisiaj nie ma nic wspólnego, nic wspólnego, nic w ogóle ani deczka wspólnego z Soborem Nicejskim. Sobór Nicejski w 325 roku powiedział jasno. Syn jest zrodzony, a nie stworzony. Jest współistotny Ojcu. I już to tłumaczyłem, ale powtórzę, to nie jest tak, że Kościół sobie wtedy wymyślił boskość Chrystusa. Że przed 325 roku chrześcijanie wierzyli inaczej, w 325 roku ktoś sobie wymyślił, że Chrystus ma boską naturę. Nie. Kościół obronił tym wyznaniem to, co Pismo objawia od pierwszych stron. Tam się pojawia ta słynna postać, bo skoro będziemy pamiętać Ariusza, to warto by było zapamiętać to drugie nazwisko. Atanazy. On wystąpił przeciwko wszystkim i wszystkiemu jako obrońca tej prawdy. Jak masz zapamiętać jedno, to zapomnij o tym Ariuszu, a pamiętaj Atanazego, bo to jest bohater wiary. On wystąpił przeciwko wszystkim i wszystkiemu, bronił tej prawdy, on wiedział, on o tym głośno mówił, że Kościół może stracić wszystko. Może być prześladowany, może być gnębiony, może stracić majątek, wszystko się to może wydarzyć i Kościół przetrwa. Ale jeśli Kościół straci prawdę o tym, że Chrystus, Syn Boży jest stwórcą, a nie stworzeniem, to przestanie być Kościołem apostolskim i natychmiast ustanie. Natychmiast ustanie. Nie przetrwa. Czy to jest ważne dzisiaj? Oprócz takich egzotycznych rzeczy jak Świadkowie Jehowy, oprócz takich debat teologicznych, to jest herezja, która ukryła się wśród wielu pod innymi nazwami. Często nie mają nazw te rzeczy, ale to jest właśnie ta herezja, przeciwko której wystąpił kto? Atanazy. Bardzo wielu ludzi mówi tak. Jezus jako nauczyciel miłości? Tak. Takiego chcemy. Jezus jako przeciwnik religijnej hipokryzji? Ulubiony Jezus w Kościele. Jezus, który jest przeciwnikiem religijnej hipokryzji. On tak uderzał w tych przywódców religijnych. Dzisiaj uderzyłby w pastorów. Tak, takiego chcemy. Jezus obrońca słabych? Tak, takiego chcemy. Jezus, który inspiruje nas etycznie, moralnie? Tak, takiego chcemy. Jezus, który pomaga mi przetrwać jakoś następny dzień, pomaga mi się tak poczuć lepiej? O tak. Ale Jezus jako Stwórca Wszechświata. Jezus jako Dziedzic Wszechrzeczy. Jezus, który nie jest stworzeniem, tylko jest Twórcą, przed którym każdy człowiek musi uklęknąć. Każdy człowiek musi uklęknąć. Nie będzie to takiego. I nigdy nie było. I nigdy nie będzie. Każdy człowiek musi przed Nim uklęknąć. A to już budzi sprzeciw. To już się nie wszystkim podoba, bo taki Jezus nie daje się nam kontrolować. On nie ma sposobu, żeby Go kontrolować. Taki Jezus nigdy nie będzie dodatkiem do Twojego życia. Taki Jezus nie będzie się prosił o miejsce w moim czy Twoim terminarzu, kalendarzu, notatkach i aplikacjach na telefonie. Taki Jezus rości sobie prawo do całego człowieka. A to już jest problem dla wielu. Więc ta herezja jest ukryta też w takich właśnie rzeczach. Arianizm to nie był jedyny problem tego starożytnego przykładu pomniejszenia Jezusa. To nie był jedyny błąd. Kościół mierzył się jeszcze z innymi herezjami bardzo ważnymi, które na różne sposoby próbowały zniszczyć prawdę o tym, że to jest Stwórca, a nie Stworzenie. Jedni zaprzeczali Jego prawdziwej boskości. Inni zaprzeczali Jego prawdziwemu człowieczeństwu. I byli i tacy, i tacy. Jeszcze inni próbowali to jakoś rozdzielić, wskazać gdzie tutaj jest ta boskość, a gdzie tutaj jest to człowieczeństwo Chrystusa. Zrobić takie rozszczepienie osobowości. Tak bardzo próbowali, tak bardzo kombinowali, że w ich teologii Chrystus przestał być pośrednikiem. I to jest bardzo ważne. On przestał być pośrednikiem. Dlaczego to jest w ogóle ważne? Dlatego, że zbawia nas nie chrystologiczna jakaś mgła, jakaś zawiesina, jakaś debata teologiczna, tylko albo wierzysz w prawdziwego Chrystusa i jest prawdziwy Chrystus i jesteś zbawiony, albo nie jesteś zbawiony. Bo kto cię zbawił? Jeśli Jezus nie jest prawdziwym Bogiem, no to nie może nas prawdziwie zbawić. Ale jeżeli nie jest prawdziwym człowiekiem, to uwaga, nie mógłby nas reprezentować przed Bogiem. Nie mógłby tego zrobić, jeśli by nie był prawdziwym człowiekiem. Jeśli Jego boskość i Jego człowieczeństwo nie są całkowicie zjednoczone w jednej osobie, to my nie mamy prawdziwego pośrednika. My mamy problem i to ogromny problem. Dlatego Kościół musi o tych rzeczach mówić precyzyjnie. My musimy być precyzyjni w tym, jak my rozumiemy Chrystusa. Nie dlatego, że my lubimy spory, chociaż niestety lubimy, ale z tego powodu, że my mamy troszczyć się o właściwe przesłanie Ewangelii. Jeżeli będziemy mówić prawdziwą Ewangelię, bo jeśli będziemy mówić inną Ewangelię, to jak nas Biblia określa? Że jesteśmy przeklęci, że powinniśmy być przeklęci, jeżeli będziemy zwiastować inną Ewangelię. A nie ma Ewangelii jak ta. Poprawna odpowiedź Kościoła, więc musi brzmieć tak. Jezus Chrystus jest jedną osobą, odwiecznym Synem Bożym, prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. To nie jest pół Bóg i pół człowiek, bo niektórzy to próbują jakoś pochytać, połatać i zaczynają właśnie wpadać na jakieś takie koncepcje. Nie jest stworzeniem wyniesionym do jakiejś wyjątkowo wybitnej godności. Nie jest też, a wielu popełnia ten błąd, nie jest też człowiekiem, w którym Bóg szczególnie zamieszkał. Nie. Nie jest też Bogiem, który na moment udawał człowieka. Nie. Jest prawdziwym Bogiem z prawdziwego Boga i prawdziwym człowiekiem zrodzonym ze wspomnianej już dzisiaj przeze mnie Maryi. Prawdziwym człowiekiem zrodzonym z Maryi i prawdziwym Bogiem zrodzonym z Boga. W Jego osobie, w osobie Syna istnieją dwie natury nierozłączne, boska i ludzka. Bez pomieszania, bez poplątania, bez zmiany, bez chwilę jestem Bogiem, teraz jestem człowiekiem, teraz jestem Bogiem, teraz jestem człowiekiem, bez takich numerów, bez rozdzielenia i rozstrzypienia osobowości i bez takich pomysłów. To znaczy, że jako prawdziwy Bóg ma moc objawić Ojca, ma moc pokonać grzech, ma moc nad śmiercią, nad diabłem. Miał prawo i to zrobił, nadać swojej ofiarze nieskończoną wartość. Jednocześnie, jednocześnie, niezamiennie, jednocześnie jako prawdziwy człowiek może stanąć na naszym miejscu, wziąć na siebie nasze ciała, nasze historie, nasze kuszenia, nasze cierpienia, a nawet naszą śmierć i pozostać w tym wszystkim bez grzechu. Jako jedna osoba Bóg, człowiek jest jedynym doskonałym pośrednikiem pomiędzy Bogiem a ludźmi. I cokolwiek będzie tu zaburzone, rozsypuje się cała Ewangelia. Dlatego my nie potrzebujemy innego pośrednika, bo w Chrystusie sam Bóg przyszedł do człowieka, a prawdziwy człowiek stanął przed Bogiem i to się stało w jednej osobie. Prawdziwy Bóg przyszedł do człowieka i prawdziwy człowiek stanął przed Bogiem w jednej osobie, w jednym czasie. Dlatego my używamy terminu, który na język polski tłumaczymy pośrednik. To oznacza pośrednik i tylko to. Dlatego chrześcijańska odpowiedź musi brzmieć, że Jezus nie jest wyłącznie wielkim nauczycielem, nie jest najwyższym stworzeniem, nie jest duchowym mistrzem Jedi, nie jest moralnym wzorem i nie jest jednym z wielu pośredników, bo tylko On jest pośrednikiem, bo tylko w Nim, w jednej osobie Bóg przyszedł do człowieka, a człowiek stanął przed Bogiem. Dlatego nie może być żaden inny pośrednik. Oczywiście, że dzisiaj jak ktoś kluczy wokół tematu, to nie używa jakichś specjalistycznych nazw, nawet pewnie by nie do końca umiał powiedzieć co rozumie, ale często to jest gdzieś ukryte, trzeba się dokopać i dopytać. My musimy być w tym precyzyjni. Jak ktoś na przykład powie, że Jezus w jego życiu jest doradcą, podatkowym chyba, albo ktoś deklaruje, że Jezus jest jego Panem, ale widzi, że w Jego decyzjach to nie ma żadnego przełożenia. Albo ktoś śpiewa pięknie, Królu, Królu, ale spojrzysz na Jego relacje, to wszystko wiesz, kto jest tam Królem w tej historii. Jest jeszcze jedna przestroga, ona się nazywa gnozą. To też pogardza Biblią. Współcześnie to się objawia wtedy, kiedy chrześcijaństwo zostaje sprowadzone tylko do duszy, tylko do takiego wymiaru duchowego, do nieba, do jakichś głębokich doświadczeń, jakichś duchowych przeżyć. A tymczasem ciało, praca, rodzina, psychika, codzienność to jest tam mniej ważne albo prawie w ogóle nieważne. Ale jeśli Syn jest Stwórcą Świata, to to wszystko ma znaczenie, to całe stworzenie ma znaczenie dla tego Stwórcy. Ciało ma znaczenie, praca ma znaczenie, małżeństwo ma znaczenie, dzieci mają znaczenie, uczciwość ma znaczenie, sposób odpoczywania ma znaczenie. Sposób jedzenia, czy ty jesz czy żresz, to ma znaczenie. Sposób mówienia, sposób korzystania z technologii ma ogromne znaczenie, ogromne. Sposób, w który ktoś prowadzi firmę ma znaczenie. Sposób, w który ktoś uprawia ogród ma znaczenie. Sposób, w jaki się ktoś uczy ma znaczenie. Sposób, w jaki ktoś tworzy jakąś sztukę, obrazy, wiersze, muzykę to ma znaczenie. To wszystko ma znaczenie. Nie dlatego, że te rzeczy zbawiają, ale dlatego, że należą do świata stworzonego przez Syna, który jest właścicielem wszystkiego. Jest jeszcze jedna herezja wokół tematu. To wygląda tak, że w niedzielę Chrystus, a w tygodniu ja. W kościele pobożność, a w pracy w modlitwie ktoś jest oddany, a w domu to jest pierwszy gniewny Rzeczypospolitej. W teologii to on jest tak łaskawy, on tak głosi teologię łaski za kazalnicy, tyle miłości za tej kazalnicy, a w relacjach brak przebaczenia to jest synonim. Albo ktoś w uwielbieniu będzie miał emocje, a w decyzjach totalną autonomię. I to jest taki dualizm, jak się to nazywa. I list do hebrajczyków to wszystko rozbija. Jeśli syn jest dziedzicem wszechrzeczy, jeśli jest twórcą świata, to nie ma czegoś takiego jak świat świecki, który miałby jakiekolwiek niepołączenie z nim. Nie ma czegoś takiego. To jest wymysł ludzi. Nie ma czegoś takiego jak świat świecki. Znaczy kto jest właścicielem tego świeckiego świata według tych świeckich omnibusów? Nie. Jest grzech i jest świętość. Jest posłuszeństwo i bunt. Ale nie ma obszaru neutralnego wobec Chrystusa. Wszystko zostało stworzone przez Chrystusa. No już krócej się nie da. Jeden werset przerabiamy. Musicie się cieszyć. Chcę poruszyć problem Kościoła Rzymskokatolickiego i zacznę to teraz robić. I chcę zostać dobrze zrozumiany. Za każdym razem, kiedy to będę robił, postaram się to zrobić najgrzeczniej jak potrafię, najuczciwiej jak potrafię, z szacunkiem, ale muszę podotykać kwestii, w które Kościół katolicki totalnie zaburzył. Mówiąc o synu jako o dziedzicu wszechrzeczy i stwórcy świata, Kościół rzymskokatolicki, mimo formalnego wyznawania boskości Chrystusa, bo oni formalnie to wyznają, w praktyce zaciemnia to wszystko. Zaciemnia wystarczalność Chrystusa, jedność pośrednictwa. W praktyce to robią. Jedno wyznają, ale w praktyce zaciemniają te pojęcia. Już mało kto w ogóle rozumie te pojęcia. Doprowadzili do miejsca, w którym trzeba katechizować dorosłych ludzi, bo zaciemnili tą wystarczalność Chrystusa i zaciemnili, co to w ogóle znaczy pośrednik. Nie chodzi o to, żeby teraz pogardliwie mówić o ludziach z Kościoła rzymskokatolickiego, bo jestem przekonany, że bardzo wielu rzymskokatolików strzeże. Nie chodzi o to, że strzegą, tylko że są strzeży. Ja mówiłem, ej, ej, nie masz szans ze mną żadnych, rozkładam na łopatki. Nawet się takiego algorytmu nie da zrobić, żeby tak szyczy, szyciu. Ci ludzie strzeże pragną Pana Boga. Jestem pewny, że jest wśród nich ogrom ludzi, którzy naprawdę poważnie podchodzą do Pisma Świętego. Jestem pewny, że nawet są ludzie i to ogrom ludzi w Kościele rzymskokatolickim, którzy kochają Boże Słowo na tyle, na ile je poznali. Modlą się i robią to prawdziwie i prawdziwie szukają Chrystusa. Więc, żeby była jasność, to nie jest uderzenie w tych ludzi i w tych ludzi nie wolno uderzać. Ktoś, kto tak robi, nie za wiele ma wspólnego z Chrystusem. Chce się skupić na doktrynie, na systemie doktrynalnym i na praktykach, zwłaszcza tych, którzy stoją na czele tego Kościoła. Największy problem i największe kłamstwo tego Kościoła polega na tym, że Rzym formalnie nie odrzucił boskości Chrystusa. I tego nie robi. Nie ma żadnego dokumentu, w którym by Kościół rzymskokatolicki formalnie odrzucił boskość Chrystusa. Przyznają się do kreda nicyjskiego. Nawet mówią, że to ich kredo. I jeśli to czyjeś kredo, to Chrystusa. Mówią o Chrystusie jako o prawdziwym Bogu i prawdziwym człowieku. Formalnie wszystko ok. Problem polega na praktyce. Problem polega na tym, że dobudowują do jedynego pośrednictwa Chrystusa jakieś struktury pośrednictwa, jakichś mniejszych pośredników, jakąś drabinę pośrednictwa, zasług, kultu wokół tego, autorytetu, które potem zaciemniają prostotę, bo tak naprawdę prostotę Ewangelii. Jeśli Syn jest dziedzicem wszechrzeczy i stwórcą świata, jeżeli później autor listu do hebrajczyków powie, że dokonał oczyszczenia z grzechów i zasiadł po prawicy majestatu, to Kościół nie ma żadnego prawa stawiać obok Niego jakiejkolwiek innej podstawy ufności. Bo jeśli to zrobi, to robi wbrew Bożemu Słowu. W praktyce rzymskokatolickiej problemem, być może największym problemem jest szczególnie rozbudowany kult Marii i kult świętych. Chociaż, trzeba to przyznać, w oficjalnych dokumentach, w oficjalnej teologii, w oficjalnej doktrynie bardzo często to jest tłumaczone, że oni oddają tę część niższego rodzaju niż część wyższego rodzaju należną tylko Panu Bogu. Ale to jest tak zaciemnione, że w życiu bardzo wielu ludzi realnie, prawdziwie została przeniesiona ufność modlitwy, emocjonalnego zaangażowania, poczucia bezpieczeństwa i nadziei ze stwórcy na stworzenie. I to jest realny problem. To się tam realnie zrobiło. Bardzo wielu ludzi to poczucie bezpieczeństwa ma w stworzeniach, na przykład w Marii, a nie w stwórcy. Maryja, żeby była jasność, jest błogosławioną między niewiastami. Tak mówi Biblia. Maryja jest matką naszego Pana według ciała. Tak naucza Biblia. Nie sposób inaczej to rozumieć. Dla mnie osobiście Biblia mówi i pokazuje mi Maryję jako wzór wiary, wzór pokory, wzór odpowiedzialności, wzór posłuszeństwa, ale Maryja nie jest stwórcą. Nie jest stwórcą. Nie jest. Nie jest dziedzicem wszechrzeczy. Nie jest pośrednikiem odkupienia. Nie jest drogą do Ojca. Nie jest współodkupicielką. Nie jest. Obojętnie co papież obecny lub następny powie, bo tam jest bardzo już szeroko posunięte to, żeby to ogłosić, ten dogmat, Biblia uczy, że Maryja nie jest współodkupicielką. Choćby był jeden abdykowany, drugi abdykowany, trzeci w pełni sił, a czwarty w zalążku. Nawet jakby się razem zebrali i opracowali dogmat, to i tak Biblia mówi, że Maryja nie jest współodkupicielką. Nie jest królową, w tym sensie, który miałby umniejszyć królowanie Chrystusa. Jest zbawioną kobietą. Jest wielka w łasce. Jest wielką bohaterką wiary, ale nadal jest stworzeniem. Nadal jest stworzeniem, a stworzenie choćby najświętsze nie może zająć miejsca należnego synowi, a dla wielu ludzi oni spowodowali, że ona zajęła miejsce należne synowi. Podobnie święci, podobnie męczennicy, podobnie ojcowie kościoła, z naszego punktu widzenia reformatorzy, bohaterowie wiary, wielcy świadkowie, oni mogą być dla nas przykładem i dobrze kiedy są. Możemy dziękować Bogu za Marię, za Atanazego, za Augustyna, za Lutra, za Kalwina, za Spardzona, za Wesleya, za Bonhoeffera, za Magertura i wielu byśmy tam mogli wymieniać. My możemy być wdzięczni Bogu, możemy dziękować Panu Bogu za nich, ale nie możemy się do nich modlić. Po prostu nie możemy tego robić. Nie powinniśmy tego robić i nie wolno tego robić. Nie wolno szukać w nich pośrednictwa, nie wolno budować na nich swojej ufności dotyczącej nieba, nie wolno ich prosić o żadne łaski, bo to są świadkowie. To są świadkowie, a nie źródło łaski. To są bracia i siostry zbawione w Jezusie Chrystusie, a nie pośrednicy do Chrystusa. A tak jest to zaciemnione. Drugim problemem jest kwestia autorytetu. Jeżeli Bóg przemówił przez Syna, a świadectwo o Synu zostało dane w Piśmie, to Kościół ma być sługą Słowa, a nie Jego Panem. Reformacyjna zasada, sola scriptura, to nie jest pogarda dla historii Kościoła. Tak mówią ignoranci, tak mówią ludzie, którzy nie powinni nauczać zza katedry czy zza kazalnicy. Sola scriptura nie jest pogardą dla historii Kościoła. Przeciwnie. Uważam, że prawdziwie protestancki chrześcijanin musi znać historię Kościoła. Inaczej nie powinien używać tej nazwy. Powinien znać historię Kościoła. Powinien wiedzieć, co mieli do powiedzenia dawni świadkowie. Czytać na przykład ojców Kościoła, rozumieć sobory, poruszać się w tym, znać pewne spory doktrynalne i dlaczego uważamy tak, a nie uważamy inaczej. Ale tradycja nie może stać ponad pismem. Ona nie może stać nawet obok pisma. To nawet nie jest równorzędny materiał. Nie ponad, ale nawet nie obok pisma. Kiedy Urząd Kościelny, jakikolwiek, a rzymskokatolicki sobie takie pretensje rości, kiedy sobie rości prawo do definiowania dogmatów, których pismo nie naucza, albo jeszcze gorzej, naucza wręcz odwrotnie, to przestaje służyć Słowu, a zaczyna zarządzać Bożym Słowem. I oni to robią. Trzecia rzecz to jest problem sakramentów, które bardzo zaciemniają dokonane już dzieło Chrystusa i wolność w tym, czyli to usprawiedliwienie z wiary przez łaski. Dzisiaj tego nie będę rozwijał w pełni, bo to jest osobny temat, ale ta praktyka dostępu do łaski poprzez kapłanów wymaga konfrontacji z listem do hebrajczyków. I my sobie to przerobimy, kiedy będziemy w odpowiednim rozdziale. Żeby była jasność, mówię to trochę z bólem, a nie z pychą, bo my mamy też problemy i Kościół protestancki też powinien już zacząć uważać na to, co robi, bo za chwilę my zdradzimy Chrystusa, tak jak oni zdradzili. Może nie mamy kultu świętych, bo nie mamy, ale zaczynamy mieć kult liderów. Może nie modlimy się do Marii, ale zbliżamy się niebezpiecznie do granicy, której bardziej ufamy kaznodziejom niż Słowu Bożemu. Może słusznie krytykujemy Rzym za niektóre tradycje, ale sami zaczynamy tworzyć tradycje, których bardziej bronimy niż słowa, zwłaszcza dotyczy to środowiska mi bliskiego. Ja uważam, że jestem jednym z przedstawicieli tego środowiska, czyli środowisko reformowane. Możemy mówić sola scriptura, a w praktyce dokładamy jakieś nowe sola, solo emotio, albo solo culturo, albo solo experentio, doświadczenia. Wchodzimy w to bardzo głęboko, dlatego krytyka Rzymu ma sens, ale pamiętajmy, że sami musimy klęknąć przed Chrystusem i pamiętać, że On jest Panem. Jedziemy dalej. W sensie o tym fragmencie. Syn stworzył wszechświat, to oznacza, że świat nie jest przypadkiem i to jest bardzo ważne. Dlatego my się nigdy nie pogodzimy z tymi ewolucjonistami i z tym punktem chaosu i wielkim wybuchem i tą całą, jak to zupa kosmiczna się nazywa, czy jakoś tak, bo tam różne określenia, nie możemy z tym pogodzić. My się nigdy z tym nie pogodzimy, my nigdy nie znajdziemy punktu spójnego, bo oni uważają, że świat jest przypadkiem, a my uważamy, że syn stworzył świat i koniec. I tego się nie da ze sobą pogodzić. To jest fundamentalna prawda. Wszechświat nie jest jakąś bezsensowną maszyną, która przypadkiem wyprodukowała świat, świadomość, miłość, sumienie. Piękno, pragnienia, na przykład pragnienie wieczności. Powiem więcej. Świat wcale nie jest boski. To jest złe określenie, kiedy ktoś mówi, że świat jest boski. Świat nie jest boski. Tak Biblia nie naucza. Świat jest stworzony przez Boga. Tak naucza Biblia. Nie należy Go czcić, ale należy w Nim widzieć ślad Bożego stworzenia i Bożej mądrości. Nie należy od świata uciekać, jak od czegoś złego z natury, ale należy zacząć świat używać zgodnie z zamysłem Stwórcy. I to jest ważne, bo my często wpadamy w jedną z dwóch skrajności. Jedna skrajność to ubóstwienie stworzenia. Ona ostatnio bardzo wraca do mody. Bardzo się odrodziły wszelkie ruchy właśnie czczące stworzenia. Tak skrajnie. Taki poganizm, neopoganizm, rodzimowiara najczęściej pada takie określenie. I ludzie zaczynają czcić naturę, ciało, seksualność, przyjemność. Albo inni neopoganie zaczynają czcić naukę, technologię. Albo trzeci neopoganie, bo oni się niewiele od siebie różnią, te wszystkie trzy grupy, zaczynają czcić własne emocje. I wtedy rzeczy stworzone stają się bogami. A druga skrajność to pogarda dla stworzenia. Człowiek w pewnym momencie zaczyna traktować świat jak przeszkodę, jak brud. Codzienność zaczyna traktować jak coś bez znaczenia. Prace w ogóle niektórzy traktują jak takie zło konieczne. Stworzył Pan Bóg zło, no to dał pracę. Psychikę zaczynają traktować jako temat w ogóle niegodny duchowości. Miałem w niedzielę wygłosić kazanie na ten temat, ale wygłoszę kiedy indziej. A życie chrześcijańskie dla niektórych stało się taką ucieczką od realności. Bóg nie idzie żadną z tych dróg. Ani jedną, ani drugą. Świat jest stworzony przez Syna, więc ma znaczenie. Ma. Świat nie jest Synem, więc nie wolno Go czcić, ale ma znaczenie. Ciało stworzone przez Boga jest, więc nie wolno Nim gardzić. Ale ciało nie jest Bogiem, więc nie wolno Mu służyć jako swojemu Panu. I tak byśmy mogli do końca. O pracy jeszcze powiem. Praca jest dobra. To nie jest zło konieczne. Praca jest dobra, ale nie zbawia. Ale nie zbawia. Jeszcze nikogo praca nie zbawiła. Rodzina. Rodzina. Według Biblii to jest dar. Ale to nie jest absolutne. Nauka może badać pewne zjawiska, ale nie może nic stworzyć. I to musi zmienić nasze podejście. Jeżeli Syn jest Stwórcą, to chrześcijaństwo moje i Twoje dotyczy poniedziałku tak samo jak niedzieli. Czyli ten straszny poniedziałek. Nikt nie lubi poniedziałków, ja wiem. Ale poniedziałek musi być tak samo chrześcijański jak niedziela. Więc to dotyczy tego, jak ja pracuję, jak ja odpoczywam, jak rozmawiam z żoną czy z mężem, jak wychowuję dzieci, jak traktuję swoje ciało, jak używam telefonu, co oglądam, co czytam, jak zarządzam pieniędzmi, jak reaguję na stres, w jaki sposób kształtuję swoją seksualność, jak ją przeżywam w ogóle, jak podchodzę do nauki, również do psychologii, jak traktuję to wszystko. Przykład życia jest bardzo prosty. Człowiek może przyjść w niedzielę i śpiewać, Jezu jesteś Panem, mamy taką piękną pieśnię, Jezu jesteś Panem, a w poniedziałek potem iść do pracy i tam kłamać, oszukiwać klienta, albo gardzić drugim współpracownikiem, albo niszczyć w ogóle rodzinę z powodu uzależnienia od pracy. Wtedy jego problemem nie jest brak informacji, jego problemem jest to, że on oddzielił Chrystusa od stworzeń, od stworzenia stworzonego przez Chrystusa. Bo wtedy Jezus jest Panem jego nabożeństwa, ale przestaje być Panem jego biura. Jezus jest Panem jego modlitwy, ale jakoś przestaje być Panem jego faktur. Jezus jest Panem pieśni, ale nie jest już Panem rozmowy z żoną albo z dzieckiem. Jest Panem doktryny, ale niekoniecznie jest Panem czasu, który ten człowiek spędza w internecie. List do hebrajczyków, skoro mówi, że dziedzictwem rzeczy, przez którego także świat stworzył, wszechświat stworzył, wszystko stworzył, to znaczy, że nie ma czegoś takiego jak małe neutralne obszary. Wszystko należy do Chrystusa, wszystko jest przed Nim, w Twoim i moim życiu również. To idzie jeszcze dalej. To musi dotknąć cierpienia. Cierpienie bardzo często zawęża nam perspektywę. Kiedy człowiek cierpi, to widzi głównie to cierpienie, ból. To jest naturalne, to są prawdziwe rzeczy. Ból fizyczny, jak kogoś coś fizycznie boli, ale też taki ból egzystencjonalny, jakiś emocjonalny, jakaś depresja, lęk, zdrada, odrzucenie albo żałoba, jest takim dobrym przykładem, kryzys w rodzinie czy małżeński, konflikty jakieś między nami w Kościele, choroby, zwłaszcza jak kogoś dosięgnie jakaś choroba dziecka poważna czy coś, to wszystko jest prawdziwe. To wszystko potrafi wypełnić całe nasze pole widzenia. I człowiek zaczyna w pewnym momencie myśleć, to jest moja rzeczywistość, bo to wszystko mnie otacza. To jest prawda, to jest to, w czym ja chodzę. I Ewangelia nie mówi, że mamy udawać, że tego nie ma, ale Ewangelia mówi, podnieś swoje oczy, bo twoje cierpienie, to co widzisz, to co jest faktycznie realne, nie jest większe niż Chrystus, bo On jest dziedzicem wszystkiego i wszystko zostało dla Niego, przez Niego i ku Niemu stworzone. Jeżeli Syn jest Stwórcą, a mam nadzieję, że już mamy jasność, że jest Stwórcą, a nie Stworzeniem, to oznacza, że człowiek ma godność nie dlatego, że jakieś inne stworzenie Mu ją nadaje albo, że społeczeństwo Mu ją przyznaje. Nie. Człowiek ma godność tylko z jednego powodu, bo został stworzony przez Boga. To nadaje człowiekowi godność na tej ziemi, że człowiek został stworzony przez Boga. To ma ogromne znaczenie. Jeśli człowiek, a tak uczy Biblia, nie jest przypadkowym produktem materii z kosmicznej zupy, jeśli świadomość człowieka nie jest tylko jakąś chemiczną reakcją, jeśli dobro i zło to nie są tylko społeczne konstrukcje, jeżeli miłość nie jest tylko biologią, to nie da się zniszczyć niezbywalnej godności człowieka. Nie da się tego zrobić. I mamy ją tylko dzięki Chrystusowi. Człowiek został stworzony przez Boga. Na czyj obraz? Na obraz Boga. A list do hybrydzyków pokazuje, że wszystko zostało stworzone przez Syna. Dlatego każdy człowiek według Biblii ma godność. Każdy człowiek. Wszystko, co zostało stworzone. A więc dziecko nienarodzone również. One ma godność. Osoba starsza, staruszkowie, oni mają godność. Niepełnosprawna osoba, ona ma niezbywalną godność. Ale idę dalej. W takim razie człowiek chory psychicznie, skrajnie chory psychicznie, on ma godność. Niezbywalną godność. Nikt mu nie może tej godności odebrać. Ktoś ubogi, ktoś bezdomny ma niezbywalną godność i my nie możemy o tym zapominać. Jeżeli ty inaczej traktujesz kogoś bezdomnego niż kogoś powiedzmy w standardzie, to ty mu odbierasz godność. Ty musisz przemyśleć tę sprawę. Ale dalej. A zazgrzyta w zębach wiem. Uchodźca, a nawet najeźdźca ma niezbywalną godność, bo nadał mu ją Bóg. Człowiek o innej historii, człowiek, z którym się nie zgadzam, człowiek, który mnie irytuje, a nawet wnerwia, ale tak mnie wnerwia, jak mnie nikt nie wnerwia, to nawet taki człowiek ma niezbywalną godność i my nie mamy prawa o tym zapominać. Godność nie zależy od niczego innego. Ona nie zależy od użyteczności, od inteligencji, od wykształcenia, od statusu materialnego, od produktywności, od wyglądu, od zdrowia, od statusu społecznego albo moralnej mojej sympatii. Ona od tego wszystkiego nie zależy. Godność jest zakorzeniona w Stwórcy, bo wszystko należy do Stwórcy. Jednocześnie to nie może wpaść w taką drugą skrajność, niebezpieczną skrajność. Niektórzy gładko przechodzą w drugą skrajność i mówią sobie tak, skoro człowiek ma godność, to sam decyduje o wszystkim i może robić co chce. Nie, Biblia mówi inaczej. Biblia mówi, że człowiek ma godność, ponieważ należy do Boga, ale żadna godność nie znosi odpowiedzialności stworzenia względem swojego Stwórcy. Więc tak, masz godność jako ateista, masz godność jako niewierzący, ale żadna godność nie ściąga odpowiedzialności Twojej przed Twórcą. Przeciwnie, ona ją pogłębia. Nie jestem zwierzęciem bez sumienia, ale też nie jestem Bogiem bez Pana. To jest prawdziwa opcja o człowieku. Nie jesteśmy jak zwierzęta, nie jesteśmy efektem ewolucji, ale nie jesteśmy też Bogami bez Pana. Jestem stworzeniem powołanym do życia przed obliczem Chrystusa. To jest ważne, bo kiedy rozmawiamy z drugim człowiekiem, często z człowiekiem zranionym albo po jakichś trudnych przeżyciach, to my nie możemy widzieć w nim tylko problemu do rozwiązania. To jest uwaga do wielu duszpasterzy. Nie możemy widzieć w drugim człowieku problemu do rozwiązania albo diagnozy. My musimy w nim widzieć godne stworzenie Boże. Kiedy rozmawiamy z kimś, kto upadł, grzeszy, nie możemy go redukować do historii jego upadku i jego grzechu. To jest stworzenie Boga, odpowiedzialne przed Bogiem i potrzebujące odkupienia. Kiedy rozmawiamy z kimś w kryzysie psychicznym, my nie możemy widzieć tylko diagnozy tego człowieka. Ten człowiek nie jest diagnozą. To jest stworzenie Boga, potrzebujące prawdy, łaski, mądrości, pomocy. Jeżeli syn jest dziedzictwem wszechrzeczy, to misja Kościoła nie jest próbą rekrutowania ludzi do naszej organizacji. I nie na tym polega ewangelizacja. Misją jest ogłaszanie prawowitego króla. Ewangelizacja nie może polegać na tym, że my mówimy ludziom – mamy ciekawszą propozycję duchową niż inni. Może zechcesz ją rozważyć. Oczywiście my musimy mówić Ewangelię z szacunkiem, z odpowiedzialnością, z cierpliwością, z miłością i z tą inną ością. To jest oczywiste. Nie możemy tu stosować przemocy albo podstępu, ale treść Ewangelii jest niezwykle królewska i musimy o tym wiedzieć. Jezus Chrystus jest Panem. Ojciec ustanowił Go dziedzicem wszystkiego i On stworzył wszystko. Ewangelia nie prosi. Ewangelia nie prosi. To jest niebiblijny język, kiedy my prosimy, kiedy mówimy, że Ewangelia prosi. Ewangelia wzywa wszystkich ludzi, żeby się upamiętali i uwierzyli. Ona wzywa, a nie prosi. Kiedy to rozumiemy, to da nam dwie rzeczy naraz. Po pierwsze da nam odwagę i po drugie da nam pokolę. Dlatego my to musimy tak rozumieć. Odwagę, bo jeżeli my rozumiemy, że to jest wezwanie, bo On jest dziedzicem wszechrzeczy, to mamy odwagę, bo my nie głusimy jakiejś prywatnej swojej opinii. To nie jest moja prywatna opinia. Prywatnie uważam, że Jezus Chrystus jest dziedzicem wszechrzeczy. To nie jest moja prywatna opinia. Bóg Go ustanowił dziedzicem wszechrzeczy. Więc to mi da odwagę, bo ja nie bronię prywatnej opinii, a jednocześnie musi we mnie wzbudzić pokorę, bo ja nie głoszę siebie. To nie ja jestem dziedzicem wszechrzeczy. Mało tego, Kościół, do którego należę zarówno w tym wymiarze lokalnym, jak i w tym wymiarze globalnym, nie jest dziedzicem wszechrzeczy. Pastor nie jest dziedzicem wszechrzeczy. Wybacz. Nawet prezwizer naczelny nie jest dziedzicem wszechrzeczy. Wybaczcie. Nawet denominacja nie jest dziedzicem wszechrzeczy. Wszyscy wybaczcie, charyzmatycy. Ruch przebudzeniowy nie jest dziedzicem wszechrzeczy. Chrystus jest dziedzicem wszechrzeczy, a my wszyscy jesteśmy Jego świadkami. Tak uczy Biblia. To nas chroni przed dwoma błędami. Pierwszy błąd to jest taka lękliwa postawa, lękliwa misja bez odwagi i Kościół tylko przeprasza, że istnieje. Przepraszam, bo ja jestem z Kościoła. Przepraszam, że się tak zachowuję, ale ja jestem kościelny. Przepraszam, że ja mam taki światopogląd, ale ja jestem chrześcijaninem. Wybacz. To jest taka lękliwa postawa. Oczywiście ją trochę przerysowałem, chociaż nie u wszystkich to jest przerysowane. A drugą błędną postawą, przed którą jesteśmy chronieni tym jednym wersetem, to jest taka postawa triumfu. Taka postawa bezpokory, w której Kościół zaczyna zachowywać się tak, jakby Królestwo Boże było Jego projektem i Jego marketingiem. I zaczyna mówić z takiej pozycji dominacji, a wszystko co się z Nim nie zgadza jest takim podrzędnym niekościołem. Prawda jest inna. Chrystus jest Królem, my jesteśmy sługami. I to wystarczy, żeby głosić odważnie, ale w pokorze. Teraz zaczniemy to łączyć. Połączymy to. Wszystko przez Niego i wszystko dla Niego. Jeśli połączymy te dwie rzeczy, czyli ustanowił dziedzicę wszechrzeczy oraz przez którego także wszechświat stworzył, otrzymujemy wizję całej otaczającej nas rzeczywistości. Początek jest w Chrystusie i cel jest gdzie? W Chrystusie. Wszystko przez Niego i wszystko dla Niego. A więc On nie jest dodatkiem do stworzenia. On nie jest planem awaryjnym, bo Panu Bogu coś nie wyszło. On nie jest komentarzem do historii człowieka. On jest centrum Bożego zamysłu. Chrystus jest centrum Bożego zamysłu. On istniał zanim człowiek zgrzeszył. On jest centrum Bożego zamysłu, a nie planem awaryjnym dla człowieka. I w bardzo wielu nauczaniach jest ten błąd. Nawet w takich popularnych, omawiających całą Biblię i pojedyncze księgi, w takim całym cyklu jest dokładnie ten błąd, że Chrystus jest odpowiedzią, jest planem awaryjnym Boga, bo Adam zepsuł świat. To jest błąd. Adama jeszcze nie było, a Chrystus już był. To nie jest plan awaryjny, bo Adamowi coś nie wyszło. Jednocześnie to oznacza, że całe chrześcijaństwo to nie jest prywatna duchowość chrześcijan. To nie jest tylko sposób na jakieś spokojniejsze sumienie. To nie jest sposób na wsparcia w kryzysie. Nie. Chrześcijaństwo jest ogłoszeniem. To, że jest chrześcijaństwo, to jest Boże ogłoszenie. Bóg w ten sposób coś ogłasza. Dzięki temu, że jest chrześcijaństwo, czy poprzez to, że jest chrześcijaństwo. Chrześcijaństwo jest Bożym ogłoszeniem, jest Bożą proklamacją, że Jezus Chrystus jest centrum wszystkiego, co istnieje, że On jest stwórcą, jest dziedzicem, jest Panem, jest Zbawicielem i jest celem i jest tym wszystkim naraz. I teraz zobaczcie, kiedy my to zaczniemy rozumieć, że my jesteśmy ogłoszeniem Boga do tego świata. Ty i ja jesteśmy, tylko wiecie, można być ogłoszeniem napisanym ładnie i czytelną czcionką, a można być ogłoszeniem, które się nadaje co najwyżej do toalety. Mamy być tym ładnym ogłoszeniem. Kiedy my rozumiemy, że jesteśmy ogłoszeniem Boga do tego świata, kim jest Chrystus, ty i ja, my jesteśmy tym ogłoszeniem, to kiedy my to przyjmujemy, kiedy my to mamy objawione, kiedy zaczynamy w tym funkcjonować, wszystko się zmienia. Kiedy śpiewamy, to my przestajemy śpiewać przyjacielowi naszych serc, chociaż oczywiście On jest blisko, a zaczynamy śpiewać Panu, śpiewamy Stwórcy Świata, śpiewamy komuś, kto jest Panem. Kiedy modlimy się w Jego imieniu, to my przestajemy wypowiadać jakieś religijne formuły, my przechodzimy w tej modlitwie przez Syna, któremu Ojciec dał wszystko. Kiedy czytamy Pismo, my już nie szukamy jakichś tam luźnych inspiracji. I co mnie tam dzisiaj Słowem Bożym zainspiruje? Nie, my zaczynamy szukać objawienia Boga, które prowadzi nas do Chrystusa, do jeszcze głębszego zrozumienia Chrystusa. Kiedy przychodzimy do Kościoła, to my nie uczestniczymy sobie w klubie ludzi trochę lepszych jak pozostali, albo w klubie towarzystwa przyjaciół dobrej książki, albo w klubie ludzi coraz bardziej podobnych do siebie. Nie, my stajemy w ludzie, który należy do dziedzica wszechrzeczy. To powinno skonfrontować nasze bałwochwarstwo, bo jeśli wszystko przez Niego i dla Niego, to grzechem jest zawsze próba używania Bożego stworzenia przeciwko Bogu. Seksualność. I teraz pornografia bierze ciało stworzone przez Boga i używa go przeciwko Bogu. I tak bardzo łatwo wszystko sprawdzić, co jest moralnie dobre, co jest moralnie źle. No właśnie na tym polega pornografia. Ona bierze coś, co stworzył Bóg, czyli seksualność człowieka, to Bóg stworzył i robi z tym rzecz przeciwko Bogu. Chciwość. Bierze dobre rzeczy od Pana Boga i czyni z nich Boga. Pycha. Bierze obdarowanie dane przez Boga i zaczyna budować swoją własną markę, swoje własne imię, bo to też bałwochwarstwo. Bo nam się bałwochwarstwo kojarzy wyłącznie z kultem świętym, a to też jest bałwochwarstwo. Gniew. Weźmie poczucie sprawiedliwości, które dał nam Pan Bóg i zamieni je w jakąś wendetę, w osobistą zemstę. Lenistwo. Weźmie dar odpoczynku, bo to jest dar, i zamieni go w ucieczkę od rzeczywistości i odpowiedzialności. Nawet służba może stać się bałwochwarstwem, jeśli ktoś weźmie naturalne obdarowanie i zacznie budować z tego swoje własne królestwo. Twoja i moja pokuta. Prawdziwa pokuta. Pokuta od martwych uczynków. Ona nie polega tylko na żalu za złe czyny, złe myśli i złe rzeczy. Ona musi polegać na przywróceniu wszystkiego Chrystusowi. To jest prawdziwa pokuta. Panie, moje ciało jest Twoje. Mój czas jest Twój. Moje pieniądze są Twoje. Moja służba jest Twoja. Moja żona jest Twoja. Mój mąż jest Twój. Moje małżeństwo jest Twoje. Moje dzieci są Twoje. Moje cierpienie jest Twoje. Moja przyszłość jest Twoja. Moje krwawiące rany są Twoje. Moje sukcesy są Twoje. Moje porażki są Twoje. Wszystko przez Ciebie i wszystko dla Ciebie. To jest pokuta. Kończąc już, reasumując. Pierwsze zastosowanie. Przestań traktować Chrystusa jak dodatek. Przestań traktować Jezusa Chrystusa jako dodatek. Jezus nie jest pomocą do Twojego projektu życiowego. Nie jest ozdobą. Nie jest kołczem. Nie jest duchowym konsultantem. Tu jest napisane, że jest dziedzicem wszechrzeczy i stwórcą świata. Amen. Po drugie. Nie bój się świata bardziej niż ufasz Chrystusowi. Świat może i wygląda bardzo potężnie. Świat krzyczy. Ideologie naciskają. Kryzysy przytłaczają. To przytłacza wszystkich. Ale Ojciec ustanowił dziedzicę wszechrzeczy Chrystusa. My nie jesteśmy powołani do paniki. My jesteśmy powołani do wierności. Trzecie. Nie oddawaj swojego serca żadnym rzeczom stworzonym. Ciesz się darami. Ciesz się pieniędzmi. Ciesz się odpoczynkiem. Ciesz się tym wszystkim. Ale nie czyń z tego bogów. Kochaj swoją rodzinę. Bardzo intensywnie ją kochaj. Ale nie czyń z niej bogów. Pracuj. Uczciwie pracuj. Ale nie szukaj w pracy zbawienia. Dbaj o ciało. Zrób coś ze swoim ciałem. Ale nie służ ciału jako Panu. Korzystaj z wszystkiego, co Bóg dał. Korzystaj z filozofii, z psychologii, z nauki. Ale nie pozwól, żeby to Ci zastąpiło objawienie od Boga. Wszystko, co jest stworzone musi klęknąć przed Bogiem. Czwarte. Patrz na swoje cierpienie w świetle dziedzica. Nie musisz udawać, że cię nie boli. Nie musisz tego robić. Jak cię boli, nie udawaj, że cię nie boli. Nie musisz wstydzić się łez. Nikt nie musi wstydzić się łez, bo Chrystus nie wstydził się łez. On zapłakał. Jedno z najkrótszych zdań Biblii. Ale nie pozwól, żeby ból został twoim Panem. Chrystus jest większy. Chrystus jest większy i On jest większy niż twoja obecna historia. Piąte. Broń prawdziwego Chrystusa. Ale nie rób tego z religijnym. Nie wystarczy religijny Jezus. Nie wystarczy Jezus jako symbol. Nie wystarczy Jezus jako tradycja twojego domu. Potrzebujemy Chrystusa z Pisma. Syna, który jest dziedzicem wszechrzeczy, przez którego także wszechświat został stworzony. Szóste. Kościół musi być poddany synowi. Nie budujemy własnego królestwa. Nie głosimy siebie. Nie tworzymy religijnej marki. Nie stawiamy naszych tradycji, naszej liturgii, bo my też mamy liturgię, macie tego świadomość, mam nadzieję. Liderów, diakonów, starszych, pastorów, doświadczeń czy czegokolwiek ponad Chrystusem albo obok Chrystusa. Kościół należy do Chrystusa, bo On jest dziedzicem wszechrzeczy. To jest takie sześć zastosowań. Ten werset, a w zasadzie pół wersetu, nie pozwala nam zatrzymać się przy małym Jezusie. Autor nie mówi, że Bóg przemówił przez kogoś ważnego, kto może nam pomóc w trudnym czasie. Autor mówi tego listu, że Bóg przemówił przez Syna, którego ustanowił dziedzicem wszechrzeczy, przez którego także wszechświat stworzył. To znaczy, że Chrystus jest większy zawsze. Jest większy niż lęki, niż rany, niż ambicje, niż grzechy, niż kultura. Jest nawet większy niż Kościół. Jest większy niż historia. On jest dziedzicem wszystkiego, a skoro jest, to nie ma sensu budować życia na czymkolwiek innym. Na czymkolwiek innym, bo wszystko jest mniejsze, skoro On jest dziedzicem wszechrzeczy. Jeśli wszystko przez Niego i dla Niego największą mądrością, największą odpowiedzialnością będzie poddać Mu całe swoje życie. Całe. Nie tylko w niedzielę, nie tylko modlitwę i pieśni, nie tylko doktrynę. Całe swoje życie. Może jest ktoś dzisiaj, albo odsłucha tego, kto powinien oddać Chrystusowi swój lęk o przyszłość. Może jest ktoś, kto powinien Mu oddać swoje ciało, bo do tej pory traktuje je jak własność bez Pana. Może ktoś musi oddać swoją pracę, bo stała się Jego bożkiem. I to nie zawsze oznacza pracoholis. Czasem to może oznaczać zbytnie narzekanie na pracę. Może ktoś musi Mu oddać rodzinę, którą kocha, ale uczynił z tej rodziny centrum wszystkiego. Może ktoś musi oddać swoją służbę Chrystusowi, bo zaczął budować własne imię. Może ktoś musi oddać Mu jakiś grzech, który trzyma gdzieś tam w ukryciu, jak w jakimś ciemnym pokoju i tam Chrystus nie ma wstępu. Tylko, że Chrystus ma prawo wejść wszędzie i On wchodzi nie jako taran niszczący, ale jako Pan, który przyszedł uratować, przyszedł zbawić, jako dziedzic, do którego wszystko należy, jako Stwórca, przez którego wszystko istnieje, jako Syn, przez którego Bóg przemówił do człowieka. I nie uciekaj przed takim Chrystusem. Nigdy tego nie rób. Nie buduj na stworzeniu. Nie pomniejszaj Syna. Ufaj Mu i poddaj Mu wszystko. Boże, dziękujemy Ci za Twoje Słowo. Dziękujemy, że przemówiłeś do nas przez Syna, którego ustanowiłeś dziedzicem wszechrzeczy i przez którego stworzyłeś wszechświat. Dziękujemy, że nasza wiara nie musi się opierać na domysłach, na emocjach, na tradycji ani na jakichś ludzkich systemach. Może się oprzeć na Twoim objawieniu. Panie Jezu Chryste, wyznajemy, że Jesteś większy i to większy niż często to widzą nasze serca, nasze dusze i nasze oczy. Jesteś dziedzicem wszystkiego. Tak tu jest napisane. Do Ciebie należy historia, do Ciebie należy stworzenie, do Ciebie należy Kościół, do Ciebie należą narody, do Ciebie należy przyszłość, do Ciebie należy nasze życie. Przebacz nam, że często żyjemy w jakimś takim lęku, jakby świat należał do chaosu, że żyjemy w jakiejś pysze, jakbyśmy należeli do siebie samych. Przebacz nam, że często oddajemy swoje serce rzeczom stworzonym, zamiast Tobie, przez które wszyscy żyjemy. Proszę Cię, Boże, niech to Słowo wyda owoc. Niech to uwolni nas wszystkich od paniki wobec tego świata. Niech też nas to uwolni od bałwochwarstwa, bo jesteśmy w nim zanurzeni po uszy. Niech to nas nauczy pokory. Niech to nas nauczy takiego Twojego panowania. Niech pomoże nam przenieść wszystko przed Ciebie. Przynieś przed Ciebie nasze ciała, nasz czas, nasze rodziny, naszą pracę, nasze pieniądze, naszą służbę, nasze lęki, nasze obawy, nasze cierpienia, nasze ambicje. Wszystko przynieś przed Ciebie. Niech żaden obszar naszego życia nie będzie zamknięty przed Tobą. Duchu Święty, pokaż nam, gdzie my w praktyce pomniejszamy Chrystusa. Pokaż nam, Panie, gdzie go pomniejszamy jako Kościół. Pokaż, gdzie go pomniejszamy w naszych prywatnych życiach, w tych indywidualnych życiach. Pokaż nam, Panie, gdzie my jeszcze żyjemy, jakbyś Ty, Jezu, był dodatkiem, a nie Panem. Pokaż nam, Panie, gdzie rzeczy stworzone zajęły u nas miejsce stwórcy. Pokaż nam, gdzie budujemy własne imię, zamiast wywyższać Twoje imię. I w tym wszystkim daj nam, Panie, łaskę, łaskę takiej pokuty. Nie rozpaczy, nie paniki, nie strachu, ale łaskę pokuty, żebyśmy mogli jeszcze bardziej być uświęcani. Daj nam, Panie, wiarę, ale taką wiarę nie tylko wzruszenie. Daj nam takie posłuszeństwo, Panie, ale nie tylko zrozumienie tego, że musimy być posłuszni. Panie Jezu, ja się chcę prosić za nasz Kościół, za nasz zbór. Niech to będzie taka wspólnota należąca do Chrystusa, nie tylko w nazwie, ale też w praktyce. Niech wszystkie nasze kazania, wszystkie nasze modlitwy, pieśni, nauczania, podcasty, niech wszystko, wszystkie decyzje, wszystkie służby, wszystkie misje będą poddane Tobie. Strzeż nas, Panie, przed taką religią, która znosi z centrum Chrystusa. Strzeż nas przed tradycją, która by miała stanąć obok Bożego Słowa albo nad Bożym Słowem. Strzeż nas przed kompromisem, który by pomniejszył Twoją chwałę. Dziękujemy Ci, że jeśli należymy do Chrystusa, jeśli należymy do dziedzica wszechrzeczy, to nic nie jest ostatnim rozdziałem. Historia nie jest ostatnim rozdziałem, nie jest bezpańska. Dziękujemy Ci, że nie należymy do ciemności, że w zasadzie świat nie należy do ciemności. Dziękujemy, że nasze życie ma sens, że ten świat ma sens, bo wszystko zostało stworzone przez Ciebie i może być odkupione dla Ciebie.


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora