
Wierność Jezusa w obliczu zdrady i słabości
Wierność Jezusa nie zależy od ludzkiej zdrady. On przyjmuje kielich, którego my nie możemy wypić, a Jego miłość nie zna granic. Nie bój się swoich słabości, bo w Chrystusie znajdziesz odnowienie. On jest wierny, gdy my zawodzimy.
Transkrypcja
Witajcie w kolejnym odcinku podcastu Ewangelii aż w głąb Ewangelii, w którym rozdział po rozdziale przechodzimy przez Ewangelię wg Mateusza. Zatrzymujemy się nie tylko nad samym tekstem, ale również nad jego duchową głębią, nad znaczeniem dla Kościoła i przesłaniem dla współczesnego człowieka. Czytamy wspólnie Ewangelię wg Mateusza, korzystając z przekładu Biblii Tysiąclecia z wydania piątego, no bo jest to najbardziej znany i najczęściej używany przekład Pisma Świętego w Polsce. W tym komentarzu staram się patrzeć jednak troszkę szerzej, biblijnie, teologicznie, duszpastersko, historycznie, a także z taką wrażliwością na ludzkie serce, które od czasów Adama, aż do naszych dni, wciąż zmaga się z tymi samymi rzeczami, z tymi samymi napięciami, wiarą, lękiem, miłością, zdradą, oddaniem, ucieczką, ale też takim pragnieniem Boga i taką słabością ciała. Jak słusznie zauważacie, zdarzają się tu przejęzyczenia, zdarza się tu jakiś mój błąd językowy. No cóż, nagrywam to na żywo, nagrywam to prosto z serca, po prostu dzielę się tym, jak rozumiem Ewangelię. Robię to, bo usługuję w Kościele. Konkretnie usługuję w Kościele Chrześcijańskim Nowe Narodzenie w Tarnowskich Górach. I zapraszam Cię do jednego z najważniejszych, najbardziej przejmujących i najgłębszych rozdziałów tej Ewangelii. Rozdział 26. To jest rozdział, który wprowadza nas bezpośrednio w mękę Jezusa Chrystusa. Tutaj kończy się tzw. Wielka Mowa Eschatologiczna. Tutaj przywódcy religijni podejmują konkretną decyzję. Decyzję o śmierci Jezusa. Tutaj kobieta namaszcza Go drogocennym olejkiem. To właśnie tutaj Judasz decyduje się Go zdradzić. Tutaj Jezus ustanawia też Wieczerzę Pańską. Tutaj modli się w Getsemanii. Tutaj zostaje pojmany, staje przed Najwyższą Radą. No i tutaj Piotr wypiera się Go trzy razy. Ewangelia Mateusza, 26 rozdział. Gdy Jezus dokończył wszystkich tych mów, rzekł do swoich uczniów. Wiecie, że za dwa dni jest Pascha i Syn Człowieczy będzie wydany na ukrzyżowanie. Wówczas to zebrali się arcykapłani i starsi ludów w pałacu Najwyższego Kapłana imieniem Kajfasz i odbyli naradę, żeby Jezusa podstępem ująć i zabić. Lecz mówili tylko nie w czasie święta, żeby nie powstało wzburzenie wśród ludu. Gdy Jezus przebywał w Betanii, w domu Szymona Trędowatego, podeszła do Niego kobieta z alabastrowym flakonikiem drogiego olejku i wylała Mu olejek na głowę, gdy siedział przy stole. Widząc to, uczniowie oburzali się i mówili, po co takie marnotrawstwo? Przecież można było drogo to sprzedać i rozdać ubogim. Lecz Jezus zauważył to i rzekł do nich, czemu sprawiacie przykrość tej kobiecie? Spełniła dobry uczynek względem mnie, albowiem ubogich zawsze macie u siebie, mnie zaś nie zawsze macie. Wylewając ten olejek na moje ciało, na mój pogrzeb to uczyniła. Zaprawdę powiadam Wam, gdziekolwiek po całym świecie będą również opowiadać na jej pamiątkę o tym, co uczyniła. Wtedy jeden z dwunastu imieniem Judasz Iskariota udał się do arcykapłanów i rzekł, co chcecie mi dać, a ja Wam go wydam? A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby go wydać. W pierwszy dzień Prześników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go, gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy? On odrzekł, idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu. Nauczyciel mówi, czas mój jest bliski, u Ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami. Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus i przygotowali Paschę. Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastoma. A gdy jedli, rzekł, zaprawdę powiadam Wam, jeden z Was mnie wyda. Bardzo tym zasmuceni zaczęli pytać jeden przez drugiego, chyba nie ja, panie. Jezusa się odpowiedział, ten, który ze mną rękę zanurzył w misie, ten mnie wyda. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził. Wtedy Judasz, który miał go wydać, rzekł, czyżbym ja rabi? Odpowiedział mu, tak, ty. A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc, bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje. Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc, pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja krew przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. Lecz powiadam Wam, odtąd nie będę już pił napoju z tego owocu winnego krzewu, aż do owego dnia, kiedy pić go będę z Wami, nowy, w królestwie Ojca mojego. Wówczas Jezus rzekł do nich, by wszyscy zwątpicie we mnie tej nocy, bo jest napisane, uderzę pasterza, a rozproszą się owce ze stada. Lecz gdy powstanę, udam się przed Wami do Galilei. Odpowiedział mu Piotr, choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię. Jezus mu rzekł, zaprawdę powiadam Ci, jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje trzy razy się mnie wyprzesz. Na to Piotr, choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie. Podobnie też mówili wszyscy uczniowie. Wtedy przyszedł Jezus z nimi do posiadłości zwanej Getsemanii i rzekł do uczniów, usiądźcie tu, ja tymczasem odejdę i tam się pomodlę. Wziąwszy ze sobą Piotra i dwóch synów z Ebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. Wtedy rzekł do nich, smutna jest dusza moja aż do śmierci, zostańcie tu i czuwajcie ze mną. I od środu padł na twarz i modlił się tymi słowami, Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech mnie ominie ten kielich, wszak nie jak ja chcę, ale jak Ty niech się stanie. Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra, tak, oto nie mogliście jednej godziny czuwać ze mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie. Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe. Powtórnie odszedł i tak się modlił, jeśli nie może ominąć mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja. Potem wrócił i zastał ich śpiących, bo oczy ich były zmożone snem. Zostawiwszy ich, odszedł znowu i modlił się po raz trzeci, wypowiadając te same słowa. Potem przyszedł do uczniów i rzekł do nich, śpicie jeszcze i odpoczywacie? A oto nadeszła godzina i syn człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, choćmy, oto blisko jest mój zdrajca. Gdy on jeszcze mówił, oto nadszedł Judasz, jeden z dwunastu, a z nim wielka zgraja z mieczami i kijami od arcykapłanów i starszych ludu. Zdrajca zaś dał im taki znak, ten, którego pocałuje, to właśnie on i jego pochwyćcie. Zrastes przystąpił do Jezusa, mówiąc, witaj rabi i pocałował go, a Jezus rzekł do niego, przyjacielu, po coś przyszedł. Wtedy podeszli, rzucili się na Jezusa i pochwycili go, a oto jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobił miecza i, ugodziwszy sługę najwyższego kapłana, odciął mu ucho. Wtedy Jezus rzekł do niego, włóż miecz na swoje miejsce, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. Czy myślisz, że nie mógłbym prosić ojca mojego, a zaraz wystawiłby mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów? Jakże więc wypełnią się pisma, że tak się stać musi? W owej chwili Jezus rzekł do tłumów, Wyszliście z mieczami i kijami jak na zbójcę, żeby mnie ująć. Codziennie zasiadałem w świątyni i nauczałem, a nie pochwyciliście mnie. Lecz stało się to wszystko, żeby się wypełniły pisma proroków. Wtedy wszyscy uczniowie opuścili go i uciekli. Ci zaś, którzy pochwycili Jezusa, zaprowadzili go do najwyższego kapłana, Kajfasza, gdzie zebrali się uczeni w piśmie i starsi, a Piotr szedł za nim, z daleka, aż do pałacu najwyższego kapłana. Wszedł tam na dziedziniec i usiadł między służbą, aby widzieć, jaki będzie wynik. Tymczasem arcykapłani i cały Sanhedryn szukali fałszywego świadectwa przeciw Jezusowi, aby go zgładzić, lecz nie znaleźli, chociaż występowało wielu fałszywych świadków. W końcu stanęło dwóch, mówiąc, on powiedział, mogę zburzyć przybytek Boży i w ciągu trzech dni go odbudować. Wtedy powstał najwyższy kapłan i rzekł do niego, nic nie odpowiadasz na to, co oni zeznają przeciwko tobie? Lecz Jezus milczał, a najwyższy kapłan rzekł do niego, zaklinam cię na Boga Żywego, powiedz nam, czy ty jesteś Mesjasz, Syn Boży? Jezus mu odpowiedział, tak, ja Nim jestem, ale powiadam wam, odtąd ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy wszechmocnego i nadchodzącego na obłokach niebieskich. Wtedy najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł, zbluźnił, na cóż nam jeszcze potrzeba świadków, oto teraz słyszeliście bluźnierstwo, jak wam się zdaje? Oni odpowiedzieli, winien jest śmierci. Wówczas zaczęli pluć mu w twarz i bić go pięściami, a inni policzkowali go i szydzili, prorokuj nam Mesjaszu, kto cię uderzył. Piotr zaś siedział na zewnątrz na dziedzińcu. Podeszła do niego jedna służąca i rzekła, i ty byłeś z Galilejczykiem Jezusem, zaprzeczył temu wobec wszystkich i rzekł, nie wiem, o czym mówisz. A gdy poszedł ku bramie, zauważyła go inna i rzekła do tych, co tam byli, ten był z Jezusem Nazarejczykiem. I znowu zaprzeczył pod przysięgą, nie znam tego człowieka. Po chwili ci, którzy tam stali, podeszli i rzekli do Piotra, na pewno i ty jesteś jednym z nich, bo nawet twoja mowa cię zdradza. Wtedy począł się zaklinać i przysięgać, nie znam tego człowieka, a natychmiast zapiał kogut. Wspomniał Piotr na słowo Jezusa, który powiedział, nim kogut zapieje, trzy razy się mnie wyprzesz. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał. To jest rozdział, który pokazuje nam człowieka w całej jego sprzeczności. Widzimy religijnych liderów, którzy bardzo dobrze znają Pisma, ale oni po prostu nienawidzą Syna Bożego. Widzimy uczniów, którzy kochają Jezusa, ale nie potrafią czuwać nawet jednej godziny. Widzimy Piotra, który deklaruje wierność aż do śmierci, a za chwilę boi się zwykłej służącej. Widzimy Judasza, który przecież przez lata chodził z Jezusem. Słuchał Jego słów, widział Jego cuda, a sprzedaje Go za 30 srebrników. Widzimy kobietę, która wydaje na Jezusa ogromne pieniądze, coś bardzo kosztownego i jako jedna z niewielu naprawdę rozpoznaje, że nadchodzi Jego śmierć. A w centrum tego wszystkiego widzimy Chrystusa, który jest spokojny. Spokojny wobec spisku, łagodny wobec uczniów, świadomy wobec zdrady, posłuszny wobec swojego Ojca, wierny, ale samotny w modlitwie. Jest taki niesamowity w tym cierpieniu. Mateusz zaczyna ten rozdział od słów Jezusa. Wiecie, że po dwóch dniach jest Pascha i Syn Człowieczy będzie wydany na ukrzyżowanie. To jest bardzo ważne zdanie, ponieważ Pan Jezus nie idzie na krzyż jako jakaś ofiara chaosu, to nie jest przypadek albo jakaś polityczna pomyłka. On wie, on rozumie, on to wprost zapowiada. Władze religijne knują, Judasz kalkuluje, uczniowie tego nie rozumieją, tłum zmienia nagle narrację, za chwilę Piłat okaże się tchórzem, a Jezus nie traci kontroli. Dla Niego to, co się stanie za chwilę i cały krzyż to nie jest porażka planu Bożego, to jest centrum planu Bożego. I to od razu dotyka jednej z najgłębszych tajemnic chrześcijańskiej wiary. W historii Jezusa widzimy jednocześnie odpowiedzialność ludzi i suwerenny plan Boga. Ludzie naprawdę grzeszą. Zdrada Judasza jest prawdziwą zdradą. Nienawiść arcykapłanów jest prawdziwą nienawiścią. Tchórzostwo Piotra jest prawdziwym tchórzostwem. A jednak nad tym wszystkim stoi Bóg, który prowadzi historię ku odkupieniu. Odkupieniu. Reformacja bardzo mocno podkreśla tę prawdę, bo reformacja widziała w tym zarówno powagę ludzkiej odpowiedzialności, jak i pociechę płynącą z Bożej suwerenności. Calvin pisał o opatrzności nie jako o determinizmie, a tak niektórzy to przedstawiają, ale jako o ojcowskim panowaniu Boga, który obejmuje panowaniem nawet ciemne momenty historii. Krzyż jest największym dowodem że Bóg potrafi użyć najstraszniejszego zła nie będąc autorem tego zła po to, żeby dokonać największego dobra. Największego. My dzisiaj bardzo często boimy się utraty kontroli. Jest w nas taka silna potrzeba przewidywalności, bezpieczeństwa, wpływu na bieg wydarzeń. Kiedy coś wymyka się spod naszej kontroli to reagujemy napięciem. Nasz umysł zazwyczaj tworzy jakieś takie straszne, katastroficzne scenariusze. Nasze serce szuka jakiegoś punktu oparcia. I ten rozdział mówi nam, że najważniejszy moment historii, historii zbawienia z zewnątrz wyglądał jak utrata kontroli. No bo Jezus zostaje zdradzony, pojmany, fałszywie oskarżony, opuszczony, upokorzony w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. A jednak to właśnie wtedy wypełnia się Boży Plan. To oczywiście nie oznacza, że musimy od razu rozumieć każde cierpienie i nie cierpieć. To nie oznacza, że musimy i mamy lekceważyć ból. Ale to oznacza, że Bóg nie jest takim Bogiem obecnym tylko wtedy, kiedy wszystko idzie po naszej myśli. On jest także Panem w getsemanii, w nocy, w zdradzie, w milczeniu i w naszych łzach. Po zapowiedzi śmierci Mateusz przechodzi i pokazuje spisek arcykapłanów i starszych ludów. Oni się gromadzą na dziedzińcu Kajfasza i naradzają się jaki tu podstęp zrobić, żeby pojmać Jezusa i go zabić. To jest w ogóle niesamowite. Oni planują morderstwo w czasie, gdy zbliża się Pascha, czyli święto, które upamiętnia wybawienie ich z niewoli. Ludzie, którzy powinni prowadzić lud do Boga z niewoli, prowadzą spisek przeciwko Synowi Bożemu. Ci, którzy powinni Go pierwszy rozpoznać, chcą Go zabić. To jest właśnie dramat religii. Takim narzędziem, taką maską. Ktoś może wiele mówić o świętości, a jednocześnie nienawidzić prawdziwej świętości, bo ona może przejść i obnażyć jego serce. Reformacja właśnie nie wybuchła dlatego, że kilku ludzi miało ochotę na spór teologiczny, bo im się nudziło. Wybuchła dlatego, że Ewangelia została przysłonięta przez religię. Tacy ludzie jak Luther, Calvin, Zwingli, a wcześniej jeszcze Huss przypomnieli, że Kościół nie jest właścicielem Chrystusa, że Kościół jest sługą Chrystusa. Później Mateusz przenosi nas do Betani, do domu Szymona Trędowatego. Tam podchodzi do Jezusa kobieta z alabastrowym flakonikiem bardzo drogiego olejku i wylewa go na jego głowę. Uczniowie są oczywiście oburzeni. Pan Jezus mówi, dlaczego robicie przykrość tej kobiecie? Ona zrobiła dobry uczynek względem mnie i dodaje, że uczyniła to na jego pogrzeb. I mówi, że to będzie wspominane przy Ewangelii. Dlaczego? Bo to jest jedna z najpiękniejszych scen. W samym środku spisku, w samym środku zdrady, w samym środku takiej duchowej ślepoty wszystkich uczniów pojawia się kobieta, która robi coś, co inni uznają za przesadę. Tylko, że ta kobieta nie kalkuluje, czy jej miłość zostanie dobrze odebrana, czy to się opłaca. Ona nie zastanawia się, czy tam przez przypadek ktoś ją nierozsądną. Nie zastanawia się, czy uczniowie nawet Pana Jezusa wystawią jej dobrą opinię. Ona rozpoznaje w Jezusie tego, który jest godzien wszystkiego. To jest niesamowita scena. Jezus jest godzien. Nie dlatego, że coś tam się jej opłaci. Nie dlatego, że wszyscy to zrozumieją. Nie dlatego, że zostanie pochwalona. Ona rozumie, że On jest godzien, ponieważ jest Chrystusem. Chrystusem. Nie chodzi o to, żeby romantyzować głupoty. Ale chodzi o to, żeby odkryć, że istnieje miłość większa niż kalkulacja. Mamy tę piękną scenę, ale za chwilę Mateusz pokazuje Judasza. Jeden z dwunastu idzie do arcykapłanów i mówi co chcecie mi dać, a ja go wydam. Oni mu dają 30 srebrników. Zupełne przeciwieństwo tamtej sceny. Od tej chwili Judasz szuka sposobności, żeby wydać Jezusa. Trudno o większy kontrast. Kobieta wylewa bardzo kosztowny olejek, a Judasz sprzedaje Jezusa w zasadzie za cenę niewolnika. Jedna osoba mówi czynem Chrystus jest wart wszystkiego, a druga mówi czynem Chrystusa można wymienić na marne pieniądze. To jest przerażający obraz serca. Można być bardzo blisko Jezusa i nigdy naprawdę Go nie kochać. Można słyszeć najlepsze kazania świata, widzieć cuda, uczestniczyć w jakiejś wielkiej służbie. Można czuć pozycję wśród uczniów Jezusa, a jednak nosić w sercu jakieś nieodrodzenie, jakieś rozczarowanie, jakąś pychę albo pragnienie kontroli. Judasz jest ostrzeżeniem. To nie jest tylko postać z dalekiej historii. Judasz pokazuje, że my musimy naprawdę na to patrzeć. Że można być blisko świętych rzeczy, a pozostać nieprzemienionym. Można przez lata przebywać wśród uczniów, i ręcznie cały czas kalkulować i negocjować cenę zdrady. Niestety, człowiek potrafi żyć w ogromnym rozdwojeniu. Potrafi tworzyć narracje usprawiedliwiające własne czyny. Potrafi racjonalizować najgorsze rzeczy. Ale Ewangelia prowadzi nas głębiej. Źródłem tego wszystkiego jest serce, które nie chce się poddać Chrystusowi. Potem mamy Paschę. Uczniowie przygotowują wieczerze. Jezus zasiada z nimi i mówi, że wie, kto Go zdradził. Wszyscy są wystraszeni. Każdy pyta. To jest oczywiście bardzo ludzkie, bo w obliczu zdrady to nawet dobrze się stało. Oni nie pytali, kto z nich, tylko czy nie ja. To jest nawet duchowo zdrowe. Ale jeśli prowadzi to do pokory, a nie do rozpaczy. Człowiek dojrzały duchowo to jest człowiek, który nie ufa bezgranicznie własnemu sercu. Wie, że jest zdolny do rzeczy, których dzisiaj się wypiera. Piotr za chwilę powie, że choćby wszyscy zwątpili, on nie zwątpi. No i właśnie on się zaprze. Właśnie on się zaprze. Bo my cały czas jesteśmy zależni od łaski. W czasie wieczerzy Jezus ustanawia to, co Kościół przez wieki będzie nazywał i nazywa Wieczerzą Pańską. Oczywiście niektórzy używają określenia Eucharystia, Komunia, Stół Pański. Bierze chleb, odmawia bogosławieństwo, łamie i daje uczniom mówiąc, bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje. Potem bierze kielich i mówi, picie z niego wszyscy, bo to jest moja krew przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczyny grzechów. Oczywiście istnieje wielki konflikt teologiczny związany z tymi słowami. Znajdziesz na tym kanale bardzo wiele moich kazań na ten temat, co to w istocie oznacza albo inaczej, co to nie oznacza. Tutaj się skupimy na czymś innym. Skupimy się na tym, że Ewangelia staje się widzialna. Jezus nie daje uczniom jedynie wykładu o swojej śmierci. Daje im znak, który Kościół będzie powtarzał aż do jego powrotu. Łamany chleb i podawany kielich. Ciało wydane, krew wylana. Odpuszczenie grzechów, nowe przymierze. To jest widzialna Ewangelia. W tym miejscu dotykamy ważnego centrum wiary chrześcijańskiej, że Chrystus przyszedł jako baranek, którego krew gładzi grzech. Pascha przypominała Izraelowi noc wyjścia z Egiptu, krew baranka na odrzwiach, sąd przechodzący obok domu oznaczony krwią, wybawienie z tej niewoli. Ale Jezus mówi, to wszystko znajduje swoje wypełnienie we mnie. Moja krew będzie krwią przymierza. Moja śmierć będzie odkupienie. Moje ciało będzie wydane, a moja krew zostanie wylana na odpuszczenie grzechów. Od początku Kościół bardzo mocno rozważa tę Wieczerzę Pańską. Ojcowie Kościoła zawsze mówili o tym z taką wielką czcią. Augustyn widział w tym widzialne słowo niewidzialnej łaski. Pojawiały się potem spory, w czasie reformacji nawet pojawiły się spory i to dość poważne spory pomiędzy Lutrem, Zwinglim a Kalwinem o tym, jak to dokładnie rozumieć. Luter podkreślał realną obecność Chrystusa, Zwingli bardziej akcentował wymiar pamiątki, Kalwin mówił o takim rzeczywistym, duchowym karmieniu się Chrystusem przez wiarę. Jako protestanci odrzucamy pogląd, że Wieczerza jest ponowną ofiarą Chrystusa, no bo list do hebrajczyków jasno uczy, że Chrystus złożył jedną doskonałą ofiarę raz na zawsze. Ale myślę, że nie wolno nam, nikomu z nas zredukować stołu pańskiego do pustego symbolu. Chrystus dał Kościołowi widzialny znak, widzialną Ewangelię. Wieczerza Pańska przypomina, że chrześcijaństwo to nie jest jakaś idea unosząca się w powietrzu albo w myślach. Słowo stało się ciałem, zbawienie dokonało się w ciele, Chrystus oddał swoje ciało i przelał swoją krew. A Kościół to nie jest tylko grupa ludzi o wspólnych poglądach. Kościół jest ludem zgromadzonym wokół Chrystusa, karmionym Ewangelią, żyjącym z łaski nowego przymierza. Po wieczerzy Pan Jezus zapowiada, że wszyscy uczniowie zwątpią w Niego tej nocy. No i Piotr oczywiście zapewnia, że On nie. Nie tylko Piotr, bo jest wspomniane, że wszyscy uczniowie mówią podobnie. To jest tak prawdziwe, że aż bolesne, bo my bardzo często przeceniamy siebie w warunkach bezpieczeństwa. Bardzo łatwo jest być odważnym przy stole, wśród przyjaciół, zanim przyjdzie presja. Bardzo łatwo mówić, nigdy bym tego nie zrobił. Bardzo łatwo się omawia cudze upadki i sobie mówić, ja byłbym inny. Ale dopiero noc, strach, samotność, zagrożenie, presja ujawniły, co naprawdę było w tych uczniach. Piotr nie był fałszywym uczniem jak Judasz. Piotr kochał Jezusa, ale nie znał głębi własnej słabości i w tym wydarzeniu ją poznał. I dzisiaj bardzo wielu ludzi przeżywa podobne rozczarowanie sobą. Myśleliśmy, że jesteśmy bardziej cierpliwi, dopóki nie przyszło porządne napięcie w domu. Myśleliśmy, że jesteśmy bardziej wierni, dopóki nie przyszła porządna pokusa. Myśleliśmy, że jesteśmy bardziej dojrzali, dopóki ktoś dojrzały nas nie skrytykował. Myśleliśmy, że mamy silną wiarę, dopóki Bóg nie odpowiedział wolniej niż oczekiwaliśmy. Upadek Piotra jest bolesny, ale jest też pocieszający, bo on pokazuje, że Chrystus zna słabości, nasze słabości i to zanim my sami je poznamy. Jezus w tej historii nie jest zaskoczony Piotrem i w naszej historii nie jest zaskoczony nami. Następnie przychodzi Giercymani. Jezus bierze Piotra i dwóch synów ze Bedeusza. Smuci się, odczuwa trwogę, modli się, oddala, pada na twarz. To jest bardzo święte miejsce w Ewangelii. Tutaj widzimy chyba najmocniej prawdziwe człowieczeństwo Jezusa. Jezus jest jak filozof nurtu stoickiego, który tłumi swoje emocje i udaje taką niewzruszoność. On tutaj nie odgrywa żadnego aktu teatralnego. Jest prawdziwy człowiek, który doświadcza smutku, trwogi, samotności i tego ciężaru sądu, który za chwilę z powodu całej ludzkości na niego spadnie. Doskonała świętość nie oznacza braku emocji. Doskonała świętość oznacza poddanie swoich emocji Ojcu. Jezus nie grzeszy, a w tej historii nie grzeszy swoim lękiem. On ten lęk przynosi swojemu Ojcu. To jest ważne, bo dzisiaj bardzo wielu chrześcijan wstydzi się, kiedy się smuci, kiedy się boi, kiedy ma jakiś ból psychiczny, kiedy się czuje źle, samotnie. Myślą i mają wmawiane, że prawdziwa wiara zawsze powinna wyglądać spokojnie, mocno, pewnie, nie może być żadnego tąpnięcia. Ale w Getsemanii Syn Boży mówi smutna jest moja dusza aż do śmierci. I to zdanie nie osłabia Jego świętości, ale ono objawia Jego prawdziwe człowieczeństwo. Dlatego człowiek chrześcijanin, cierpiący, zmagający się z lękiem, zmagający się z jakimś stanem depresyjnym, przeciążeniem, samotnością, nie musi myśleć, że Chrystus patrzy na niego z dystansu. Chrystus zna noc duszy. On zna modlitwę, w której całe ciało drży, a serce mówi Ojcze, jeśli to możliwe. Ta historia pokazuje jeszcze więcej. Jezus nie boi się fizycznej śmierci. On kiedyś w Starym Testamencie oznaczał kielik gniewu Bożego, sądu nad grzechem. Jezus staje przed tym, czego żaden człowiek nie jest w stanie udźwignąć. Przed wzięciem na siebie grzechu swojego ludu. On, który nie znał grzechu, ma zostać potraktowany jako grzech ze względu na nas. Tu oczywiście zaczyna się ciężar zastępczej ofiary. Chrystus nie jest męczennikiem niesprawiedliwie skazanym przez ludzi. Chrystus jest zbawicielem, który dobrowolnie przyjmuje kielich sądu, żeby jego lud mógł pić kielich zbawienia. Uczniowie zasypiają. Jezus prosi ich o czuwanie, ale oni nie potrafią. I on w końcu to rozumie i mówi, że duch wprawdzie ochoty ciało słabe. To jest głębokie. Jezus nie usprawiedliwia grzechu, ale rozumie słabość tych ludzi. On nie mówi nic się nie stało, ale mówi prawdę o człowieku, o jednocześnie kruchość ciała, ograniczenie, zmęczenie, senność, rozproszenie. I tak to czasami jest. Duchowość, która nie uwzględnia ludzkiej kruchości, staje się bardzo szybko okrutną duchowością. Ale trzeba też pamiętać, że duchowość, która zasłania wszystko kruchością, zamienia się w płytką duchowość. Jezus mówi, czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie. W naszych czasach to wezwanie jest wyjątkowo aktualne, bo my żyjemy w epoce turbo rozproszenia. Turbo! Człowiek zasypia dzisiaj duchowo nie tylko z powodu zmęczenia. Dzisiaj zasypiamy duchowo zwłaszcza z powodu nadmiaru bodźców. Ekrany, powiadomienia, wiadomości, konflikty, rozrywka, opinie społeczne, tempo pracy, przyszłość. To wszystko sprawia, że nasza dusza traci zdolność czuwania, bo my jesteśmy stale pobudzeni, a jednocześnie duchowo śpimy. Wszystko wiemy, ale nie modlimy się już wcale. Komentujemy cały świat, ale nie czuwamy nad własnym sercem. I Getsemani do nas mówi, uczeń Chrystusa musi się nauczyć modlitwy w nocy. Potem nadchodzi Judas z wielkim tłumem uzbrojonym w miecze i kije. Zdradza Jezusa pocałunkiem. To jest bolesny obraz z Biblii, bo znak bliskości staje się narzędziem zdrady. Pocałunek, który oznacza miłość, szacunek, przyjaźń, pocałunek świętych, zostaje użyty jako sygnał dla oprawców. Jezus na to odpowiada, przyjacielu, po coś przyszedł. Nie ma w tym naiwności, w tym jest majestat. Jezus doskonale wie, co się dzieje, ale nawet wobec tego, co robi Judas, przecież zdrada przez bliskość najbardziej boli. Człowieka najgłębiej rani nie właśnie obcy wróg, ale ktoś, kto znał jego serce, kto słuchał, uczestniczył, a potem użył bliskości jako narzędzia zranienia. Wielu ludzi nosi takich historii. To są zdrady małżeńskie, zdrady przyjaźni, zdrady braterstwa w kościele, jakieś nadużycie zaufania, miejsca, w których narzędzie bliskości stają się narzędziem zła. Ewangelia nie omija tego bólu. Jezus został zdradzony pocałunkiem. On zna ten rodzaj bólu. Później jeden z uczniów chwyta za miecz i odcina ucho słudze arce kapłana. No i Jezus tutaj mówi bardzo ważną rzecz, bardzo ważne słowo dla Kościoła w każdej epoce. Oczywiście istnieje miejsce na sprawiedliwość, na obronę słabych, na odpowiedzialność władz. Biblia nie naucza pacyfizmu w sensie zaprzeczania odpowiedzialności. Ale uczeń Chrystusa musi wiedzieć, że Ewangelii nie szerzy się mieczem. Nie buduje się Królestwa Bożego przez przymus, przez agresję, przez manipulację i przemoc. Przykre to jest, ale historia Kościoła zna momency, w których o tym zapomniano. I to są momenty hańby. Reformatorzy również mają takie momenty hańby. Bo tam, gdzie Kościół myli krzyż z mieczem, tam traci duchową jasność. Dzisiaj jest bardzo podobnie. Dzisiaj świat jest pełen ludzi, którzy chcą walczyć o prawdę, chcą bronić świętości, ale jakimś nieświętym językiem, chcą bronić Kościoła, ale robią to przez pychę, jakąś pogardą, chcą wygrać spór, ale po drodze gubią Ducha Chrystusowego. Jezus mówi – schowaj miecz, schowaj miecz. Prawda Chrystusa nie potrzebuje naszej grzesznej agresji, żeby pozostać prawdą. Jezus zostaje pojmany, uczniowie Go opuszczają. Co ciekawe, Jezus zostaje sam, ale w tej samotności idzie drogą zbawienia swoich uczniów. On jest wierny, gdy oni są niewierni. On zostaje, kiedy oni uciekają. On idzie na krzyż, żeby móc ich odnowić, posłać i uczynić świadkami Ewangelii. Ci szukają na Niego haka, fałszywego świadectwa. Nie udaje się. W końcu pytają Go wprost, czy jest Mesjaszem, Synem Bożym. Jezus odpowiada wprost, że Nim jest. I dodaje, że odtąd ujrzą Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego Boga i nadchodzącego na obłokach niebieskich. To jest tak potężna deklaracja, że to musiało wywołać taką reakcję. Do wizji z Księgi Daniela, gdzie Syn Człowieczy otrzymuje panowanie, chwałę i królestwo. A więc Jezus, stojąc jako oskarżony, ogłasza, że naprawdę jest Mesjaszem, który przyjdzie w chwałę. Z perspektywy Kajfasza to Jezus wygląda jak bezbronny więzień, ale z perspektywy nieba to Kajfasz bo czasami tak jest, że wydaje się, że prawda przegrywa, że Chrystus przegrywa. Wydaje się, że Kościół jest słaby, rozbity, oskarżany, wypchnięty na margines. Oczywiście to najmocniej było widoczne w pierwszych wiekach, kiedy chrześcijanie stawali przed sądami Imperium Rzymskiego. Z zewnątrz to wszystko wyglądało jak przegrano. Stary biskup, uczeń tradycji apostolskiej, postawiono go przed sądem i kazano mu się wyrzec Chrystusa. On odmówił, mówiąc, że przez całe swoje życie służył Chrystusowi, więc nie będzie mu bluźnił. Z zewnątrz wyglądało strasznie, jak jakiś przegrany starzec, ale w świecie nieba to był świadek Pana. Świadek Pana. Wielu męczenników, powiedzielibyśmy zwykłych wiernych, przez wieki stało przed potęgami tego świata, pamiętając, że ostateczny tron nie znajduje się ani w pałacu cesarza, ani na sali sądowej. Ostateczny tron znajduje się po prawicy Boga. Rada uznaje Jezusa winnego. Plują na Niego, biją Go, policzkują, szydzą z Niego. Stworzenie bije swojego Stwórcę. Stworzenie pluje na swojego Stwórcę. Stworzenie szydzi ze swojego Stwórcy. I niestety, nic się nie zmieniło. W tym miejscu trzeba zatrzymać się z bojaźnią. To cierpienie Chrystusa, ono nie jest tylko fizyczne. To jest cierpienie moralne, duchowe, relacyjne, społeczne. To jest upokorzenie, fałszywe oskarżenie, samotność, odrzucenie. To jest plucie, bicie i szydzenie. Niestety, nic się nie zmieniło. Stworzenie nadal tak robi. Na końcu tego rozdziału Mateusz wraca do Piotra. Piotr siedzi na dziedzińcu. Podchodzi do Niego służąca, Piotr zaprzecza. Trzeci raz zaklina się i przysięga, że nie zna Jezusa. No i pieje kogut. I Piotr przypomina sobie słowo Jezusa i wychodzi na zewnątrz płacząc gorzko. To jest bardzo ludzki moment w Ewangelii. Piotr upada nie w wielkiej debacie teologicznej, ale przy prostym wydarzeniu, przy prostym pytaniu, prostej służącej. I tak czasami jest. Upada w drobnej sytuacji, która ujawnia jego strach. Piotr nie przestaje wierzyć w istnienie Jezusa. Piotr wypiera się relacji, mówi nie znam Go. To jest dramat grzechu. Grzech to nie jest jakieś tam złamanie zasady. Grzech jest zdradą relacji z Chrystusem. A jednak płacz Piotra różni się od rozpaczy Judasza. Piotr płacze gorzko, ale to nie jest koniec jego historii. Jezus już zapowiedział, że po zmartwychwstaniu pójdzie przed uczniami do Galilei. W Ewangelii Jana zobaczymy później odnowienie Piotra nad jeziorem, kiedy Jezus trzykrotnie zapyta go o miłość. To jest wielka nadzieja dla ludzi, którzy zawiedli. Dla mnie i dla ciebie też. Nie każdy upadek musi być końcem. Jeśli grzech prowadzi cię do Chrystusa, do skruchy, do prawdy, do powrotu, to grzech bardzo może napisać dalszy rozdział. Piotr nie został apostołem, dlatego że nigdy nie upadł. Został apostołem dlatego, że Chrystus jest wierny. Mateusz 26 rozdział jest więc rozdziałem o Jezusie wiernym pośród ludzkiej niewierności. To jest Ewangelia. Nie jesteśmy zbawieni dlatego, że jesteśmy lepsi od kogoś innego. Nie jesteśmy zbawieni dlatego, że nigdy nie spaliśmy, nigdy nie wyparliśmy się Pana, nigdy nie uciekliśmy, nigdy nie zawiedliśmy. Jesteśmy zbawieni dlatego, że Chrystus nie zawiódł. On był wierny tam, gdzie my byliśmy niewierni. On czuwał tam, gdzie my spaliśmy. On wyznał prawdę tam, gdzie my milczeliśmy albo kłamaliśmy. On przyjął kielich, którego my nie mogliśmy wypić. On został związany, aby nas uwolnić. On został osądzony, abyśmy mogli zostać ustrawiedliwieni. On został opuszczony, żebyśmy mogli zostać przyjęci. Dlatego ten rozdział to nie jest tylko zapis wydarzeń przed krzyżem. To jest lustro dla naszego serca i objawienie serca Chrystusa. Czy kochasz Jezusa, jak ta kobieta z Betani? Czy kalkulujesz jak Judasz? Czy karmisz się Jego ciałem i krwią przez wiarę? Czy traktujesz stół Pański jako jakiś religijny rytuał? Czy czuwasz i modlisz się? Czy też zasypiasz w tej epoce rozproszenia, turborozproszenia? Czy bronisz prawdę mieczem czy duchem? Czy znasz swoje słabości? Czy jeszcze mówisz jak Piotr, ja nigdy? No i czy kiedy upadniesz, uciekasz w rozpacz czy wracasz do Pana, który znał Twój grzech wcześniej niż Ty, a mimo to poszedł za Ciebie na krzyż? Ewangelia to jest wspaniała rzecz. Prowadzi nas przez prawdę do łaski, przez kruchę do odnowienia, przez krzyż do zmartwychwstania. Jeśli więc słuchasz tego wszystkiego i widzisz sobie Piotra, który za bardzo ufał sobie, przejdź do Chrystusa. Jeśli widzisz w sobie uczniów, którzy zasnęli, przejdź do Chrystusa. Jeśli widzisz w sobie lęk przed ludźmi, przejdź do Chrystusa. Jeśli widzisz w sobie rany po zdradzie, przejdź do Chrystusa. Jeśli widzisz w sobie zmęczenie, przejdź do Chrystusa. Jeśli widzisz swój grzech, idź do tego, który powiedział przy stole, to jest moja krew przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. Jeśli ten odcinek jest dla Ciebie ważny, zachęcam Cię do zostawienia komentarza. Napisz, skąd jesteś albo który moment tego rozdziału szczególnie Cię poruszył. Zachęcam Cię też do udostępniania tego odcinka komuś, kto potrzebuje zobaczyć, że Chrystus jest wierny nawet wtedy, kiedy człowiek zawodzi. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, niech dobry Bóg błogosławi Ci się obficie, byś był błogosławieństwem dla drugiego człowieka. Niech dobry Bóg błogosławi Ci się obficie, byś był błogosławieństwem dla drugiego człowieka.


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora