
Wiara w burzy: Cuda i wyzwania w życiu chrześcijanina
Wiara nie jest brakiem burz, lecz obecnością Boga w ich środku. Cuda nie wynikają z naszych zasobów, lecz z Bożej mocy. Nie skupiaj się na falach, lecz na Chrystusie, który ratuje. On jest prawdziwym Synem Bożym, któremu warto zaufać.
Transkrypcja
Witam Cię bardzo serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Ewangeliarz w głąb Ewangelii. Nazywam się Bartłomiej Szymon Kurylas, jestem pastorem kościoła chrześcijańskiego Nowe Narodzenie w Tarnowskich Górach i zapraszam Cię do naszej wspólnej podróży przez Ewangelię. W tej chwili podróżujemy przez Ewangelię Mateusza. Robimy to rozdział po rozdziale, werset po wersecie. W tym podcaście korzystam z tekstu Biblii, korzystając z przekładu Biblii Tsiązlecia, wydania piątego. Dlatego, że jest to najpopularniejszy przekład Pisma Świętego w Polsce. Za chwilę przeczytam cały czternasty rozdział Ewangelii Mateusza. Dobrze będzie, jeżeli będziesz ze mną razem śledził tekst tej Ewangelii. A następnie spróbujemy wejść głębiej. Spróbujemy wejść głębiej w znaczenie, w historyczny kontekst, ale też takie przesłanie dla współczesnego człowieka. Taki jest cel tych podcastów, byśmy mogli usłyszeć, co Bóg chce powiedzieć do nas dzisiaj. Ewangelia Mateusza, rozdział czternasty. W owym czasie doszła do uszu tetrarchę Heroda wieść o Jezusie i rzekł do swych dworzan. To Jan Chrzciciel, on powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze w nim działają. Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wtrącić do więzienia z powodu Herodiady, żony brata jego Filipa. Jan bowiem upomniał go, nie wolno ci jej trzymać. Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka. Otóż kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła wobec gości córka Herodiady i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona przedtem, już podmówiona przez swoją matkę, daj mi tu, rzekła na misie głowę Jana Chrzciciela. Zasmucił się król, lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesietników kazał jej dać. Posławszy więc kata, kazał ściąć Jana w więzieniu. Przeniesiono głowę jego na misie i dano dziewczynie, a ona zaniosła ją swojej matce. Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je, potem poszli i donieśli o tym Jezusowi. Gdy Jezus to usłyszał, oddalił się stamtąd łodziom na Pustkowie osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum, zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych. A gdy nastał wieczór, przystąpili do niego uczniowie i rzekli Miejsce to jest w Pustkowie i pora już późna, każ więc rozejść się tłumom. Niech idą do wsi i zakupią sobie żywności. Lecz Jezus im odpowiedział, nie potrzebują odchodzić, wydajcie im jeść. Odpowiedzieli mu, nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb. On rzekł, przynieście mi je tutaj. Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo. Odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a z tego co pozostało, zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci. Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a on sam tam przebywał. Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy go, kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich. Odwagi, to ja jestem, nie bójcie się. Na to odezwał się Piotr. Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie. A on rzekł, przyjdź. Piotr wyszedł z łodzi i, krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru ulągł się, i gdy zaczął tonąć, krzyknął, Panie ratuj mnie. Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc, czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary. Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed nim, mówiąc, prawdziwie jesteś Synem Bożym. Gdy się przeprawili, przyszli do ziemi genezaret. Ludzie miejscowi, poznawszy Go, posłali po całej tamtejszej okolicy i znieśli do Niego wszystkich chorych, prosząc, żeby ci przynajmniej frędzli Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, zostali uzdrowieni. 14 rozdział Ewangelii Mateusza. Rozdział niezwykle poruszający. Tutaj znajdujemy zarówno opis tragedii, jaką jest świercia na chrzciciela, ale znajdujemy też jeden z najbardziej znanych cudów Jezusa, chociaż nikt do końca nie rozumie znaczenia tego cudu. Czyli rozmnożenie chleba. No i później wydarzenie, kiedy Chrystus chodzi po wodzie. Mało tego, Piotr chodzi po wodzie. To jest rozdział o wierze. To jest rozdział o odwadze, o cierpieniu, o zwątpieniu. Ale przede wszystkim jest to rozdział o Bożej mocy. To jest bardzo ludzki rozdział. Mateusz pokazuje nam nie tylko wielkiego Mesjasza, ale on pokazuje też nam ludzi ze wszystkimi ich słabościami. Rozdział rozpoczyna się od śmierci Jana Chrzciciela. Herod, antypas, słyszy o Jezusie, no i zaczyna się bać. Sumienie mu nie daje spokoju. To jest w ogóle ciekawe zjawisko, dlatego że często tak jest. Można uciszyć kaznodzieje. Można zamknąć proroka. Można wyciszyć głos prawdy. Ale nie da się wyciszyć własnego sumienia. Tego się po prostu zrobić nie da, kiedy jest poluszony. Herod kazał zabić Jana, ale w pewien sposób Jan nadal przemawia w jego wnętrzu. Św. Augustyn pisał, że człowiek może uciec czy uciekać od Boga, ale nie ucieknie od samego siebie. Zobaczcie, jakie to jest prawdziwe. Zwłaszcza dzisiaj, w współczesnym świecie. My żyjemy w takim świecie, który nieustannie próbuje zagłuszyć nasze sumienie hałasem. Media społecznościowe, rozrywka, praca, zakupy, milion bodźców z zewnątrz. A jednak kiedy jesteśmy w ciszy, kiedy zasypiamy, kiedy spacerujemy, kiedy mamy takie momenty ciszy, to bardzo często wraca do nas pytanie, czy żyję właściwie, czy jestem uczciwy, czy nie zdradziłem własnych wartości. I Herod jest trochę przykładem każdego z nas. On wie, co jest dobre, wie, co jest złe, ale nie ma odwagi stanąć po stronie dobra. I właśnie to, ten brak odwagi, by stanąć po stronie dobra, doprowadza całą tą historię do katastrofy. Jan Chrzciciel natomiast pozostaje wierny. On też wie, co jest dobre, wie, co jest złe i ma odwagę stanąć po stronie dobra. Ten człowiek nie negocjuje, nie dopasowuje swojego przesłania do możliwości, nie prowadzi żadnego marketingu, on po prostu mówi prawdę i płaci za nią życie. W historii Kościoła jest masę takich ludzi. Jan Hus, Mikołaj Ridley, setki reformatorów, ale też tysiące zwykłych ludzi, np. chrześcijan w czasie komunizmu albo chrześcijan obecnie żyjących w krajach, gdzie się prześladuje chrześcijaństwo. To są ludzie, którzy bardziej bali się i boją zdradzić Boga niż stracić jakieś swoje bezpieczeństwo. I w czasach, w których żyjemy, kiedy prawda bardzo często staje się kwestią głosowania większości, postawa Jana Chrzciciela jest niezwykle aktualna. Co ciekawe, kiedy Pan Jezus dowiaduje się o śmierci Jana, napisane jest, że oddala się na miejsce pustynne, chce być sam. Moim zdaniem to bardzo ludzki obraz Jezusa, bo my często przedstawiamy Chrystusa bardzo boskiego, ale zapominamy, że On też był bardzo ludzki. On przeżywa żałobę, przeżywa stratę, przeżywa ból. On w tym nie grzeszy, nie buntuje się przeciwko Ojcu, ale cierpi i odsuwa się na Bóg, żeby to swoje cierpienie wylać przed Ojcem. Tak przynajmniej ja rozumiem ten fragment. I to jest ważne. To jest ważne dla wszystkich ludzi przechodzących przez trudne doświadczenia. Dlatego, że Jezus nigdy nie nauczał, że wierzący nie będą cierpieć. Wręcz przeciwnie, mówił, że Bóg będzie obecny z nami pośród cierpienia. I z praktyki wiem, że wielu ludzi odchodzi od Pana Boga, bo spotkało ich jakieś nieszczęście, jakieś cierpienie. Tymczasem Nowy Testament pokazuje, że powinno być odwrotnie. I najbardziej duchowi ludzie bardzo często przechodzili przez ogromne próby cierpienia i doświadczenia. Marcin Luther prawie całe swoje życie walczył z depresyjnymi stanami. Spardżon doświadczał głębokich momentów melancholii, dzisiaj byśmy powiedzieli depresji. Ale te doświadczenia powodowały, że ich służba stawała się jeszcze bardziej owocna, a oni jeszcze bardziej pokorni. To takie ciekawe moim zdaniem. Następnie mamy właśnie rozmnożenie chleba. I wiele lat próbuję zrozumieć, o co chodzi w tym cudzie. I uważam na dzień dzisiejszy, jest to jakieś moje przekonanie, że jest tam przedstawiona pewna logika Królestwa Bożego, która jest przeciwieństwem logiki naszej. No bo zobaczcie, Jezus rozmnaża pięć chlebów i dwie ryby. Biblia mówi, że powinien to być najbardziej znany cud. To potem wraca w Ewangeliach, Pan Jezus nawiązuje do tych cudów i mówi, że jak mogliście tego nie zrozumieć, jeżeli widzieliście akurat ten cud. I my mamy problem z zrozumieniem tego cudu. Mamy problem tak jak Ci uczniowie, bo my patrzymy na problem, a Jezus patrzy na możliwości Boga. Zobaczcie, w tej historii uczniowie liczą zasoby, a Jezus patrzy na źródło. To jest bardzo ważna lekcja, zwłaszcza dla nas dzisiaj, bo my dzisiaj też żyjemy w takim czasie niedoboru. My mówimy, że nie mamy czasu, nie mamy pieniędzy, nie mamy możliwości, nie mamy siły, nie mamy talentów. Tymczasem Pan Jezus nigdy nas o to nie pyta. On nie pyta, czego nie mamy. On zawsze pyta, co mamy. Pyta, co masz. I w tej historii jest dokładnie tak samo. On nie pyta, czego nie ma, by nakarmić tych ludzi, tylko co mamy, by nakarmić tych ludzi. Pięć chlebów i dwie ryby w rękach człowieka. Po ludzku, z logiki ludzkiej niewystarczające. Ale w rękach Boga to, co mieli, okazało się wystarczające dla tysięcy. Ja tutaj widzę obraz Kościoła. Niewielka grupa uczniów, niewielkie zasoby, a jednak Ewangelia dociera do całego świata. Dwunastu apostołów, a potem kilkuset uczniów. Bez żadnych wpływów, bez armii, w zasadzie bez pieniędzy. Ale Jezus nie pytał, czego nie mają, tylko zapytał, co mają. I ta Ewangelia zdobyła imperium. Bo Boża matematyka nie jest matematyką świata. Później przychodzi scena, którą już wszyscy znamy, wszyscy lubimy. Na niej się często skupiamy. Fascynuje nas ta historia. Jezus idzie po wodzie. Burza w tym czasie szaleje. Uczniowie walczą. I wtedy pojawia się Chrystus. No i to jest niezwykły obraz naszego życia. Dlatego, że okazuje się, że Chrystus nie zawsze, nie nigdy, ale nie zawsze usuwa burzę. Czasami przychodzi do nas właśnie pośród burzy. I to jest ogromna różnica. Bo wielu z nas oczekuje życia bez problemów. Tymczasem Bóg czasami jest obecny pośród problemów. No i dalej. Piotr. Piotr wychodzi z łodzi. Impulsywnie. Odważnie. To jest w ogóle ciekawy człowiek. Czasami mówi rzeczy genialne, a czasami robi rzeczy katastrofalne. Ale Jezus go cały czas używa. To jest dobra wiadomość dla nas. Że Bóg nie działa wyłącznie przez i dla ludzi idealnych, bo takich ludzi nie ma. No i teraz dalej. Piotr idzie po wodzie. I idzie po tej wodzie, dopóki patrzy na Jezusa. Ale kiedy zaczyna skupiać się na falach, natychmiast zaczyna tonąć. Tonąć. No i to jest prawda. Im bardziej skupiamy się na zagrożeniach, tym bardziej rośnie nasz lęk i zaczynamy w końcu w tym tonąć. A im bardziej skupiamy się w ogóle na jakichś katastroficznych scenariuszach, tym bardziej słabnie nasza odwaga w Królestwie Bożym. Ty masz z tym problem? Ja mam z tym problem? Piotr miał z tym problem. Piotr patrzy na fale i traci pokój. I to jest problem wielu z nas. My jesteśmy nieustannie bombardowani falami. Jakimiś informacjami o wojnach, o kryzysach, o katastrofach, o problemach. Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie chodzi o to, że mamy ignorować rzeczywistość. Ale nie możemy pozwalać, by fale stały się centrum naszej uwagi, bo wtedy zaczniemy tonąć. Centrum naszej uwagi musi pozostać Chrystus. W tym fragmencie jest też najkrótsza modlitwa w Biblii. Panie ratuj mnie. Dokładnie tak brzmi. Piotr wypowiada te słowa. Panie ratuj mnie. I czytamy, że natychmiast, natychmiast Jezus wyciąga rękę. Dla mnie to jest niezwykle piękne. Niezwykle. Natychmiast pojawia się ratunek, a dopiero potem pojawia się nauka. I bardzo często tak działa Bóg. Najpierw ratuje, a potem naucza. Najpierw mamy przyjść do Jezusa, mamy zawołać, uchwycić się Go. On nas podniesie z fal, a potem jesteśmy gotowi na naukę. To jest zresztą też dobry przykład, jak my powinniśmy pouczać innych. Zanim kogoś będziesz pouczał, najpierw go uratuj. To przyniesie dobry i oczekiwany skutek. Końcówka tego rozdziału też jest niezwykle ciekawa, bo ona się kończy pewnym wyznaniem. Prawdziwie jesteś Synem Bożym. Główny cel. Więc nie chodzi tylko o cuda, nie chodzi tylko o emocje, nie chodzi tylko o niezwykłe wydarzenia. Bo to wszystko, czyli cuda, emocje, niezwykłe wydarzenia muszą i powinny prowadzić do jednego wniosku. Kim jest Chrystus? Że to jest prawdziwy Syn Boży. I Mateusz tu konsekwentnie to buduje. Jezus nie jest tylko nauczycielem, nie jest tylko prorokiem, nie jest jedynie moralnym autorytetem, nie jest tylko cudocwórcą. Jest Synem Bożym, jest Panem stworzenia, historii, życia i śmierci. Jest tym, któremu posłuszne są fale, wiatr, choroby, demony. To w tych ostatnich rozdziałach czytamy, które teraz analizujemy. I dlatego właśnie Chrystus może być godny naszego całkowitego zaufania i powinien być. Pytanie czy jest?


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora