Uczta Królewska: Zaproszenie do Zbawienia
    PodcastEwangelia Mateusza · 22.1-46Odcinek 2224 czerwca 2026

    Uczta Królewska: Zaproszenie do Zbawienia

    Uczta Królewska to zaproszenie do zbawienia, nie do religijnej rutyny. Nie bądź obojętny, lecz przyjmij łaskę, która przemienia. Nie wystarczy być blisko, lecz musisz przyjąć szatę sprawiedliwości. Przyjdź do Króla, bo wszystko jest gotowe.

    Transkrypcja

    W głąb Ewangelii To jest podcast w głąb Ewangelii. Serdecznie zapraszam, pastor Bartłomiej Szymon Kurylas. Witam Cię serdecznie w kolejnym odcinku naszego podcastu Ewangeliarz w głąb Ewangelii. Nazywam się Bartłomiej Szymon Kurylas. Jestem pastorem kościoła chrześcijańskiego Nowe Narodzenie w Tarąskich Górach. I zapraszam Cię serdecznie do wspólnej drogi przez Ewangelię. W tej chwili podróżujemy przez Ewangelię Mateusza. Robimy to rozdział po rozdziale, dzień po dniu, z sercem otwartym na Słowo Boga. W tym podcaście nie chodzi tylko o to, żeby poznać tekst biblijny jako taki starożytny dokument religijny. Chodzi o to, żebyśmy się spotkali z żywym Chrystusem, który przez Ewangelię odsłania nam prawdę o Bogu. Ale też prawdę o człowieku, prawdę o grzechu, o łasce, o Królestwie Bożym i o naszym własnym sercu. Czytamy Pismo Święte nie po to, żeby zdobyć jakąś religijną wiedzę, którą później można by było odłożyć na półkę. Ale czytamy to Boże Słowo po to, żeby pozwolić Bogu kształtować nasze myślenie, nasze pragnienia, decyzje, relacje. Inaczej mówiąc całe nasze życie. Przypominam, że w tym podcaście czytamy Ewangelię według Mateusza, korzystając z przekładu Biblii Tysiąclecia z wydania piątego. No bo jest to jeden z najczęściej używanych przekładów Pisma Świętego w Polsce. Za chwilę przeczytam cały rozdział 22, a następnie zatrzymamy się nad jego przesłaniem. A Jezus znowu mówił do nich w przypowieściach. Królestwo niebieskie, podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem. Powiedzcie zaproszonym, oto przygotowałem moją ucztę, woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę. Lecz oni zlekceważyli to i odeszli. Jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zbójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom. Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na roztajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali, złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się tam przypatrzyć biesiadnikom i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego. Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego? Lecz on o nie miał. Wtedy król rzekł sługom. Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych. Wtedy faryzeusze odeszli i naradzali się, jakby go pochwycić w mowie. Posłali więc do niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby mu powiedzieli. Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak ci się zdaje, czy wolno płacić podatek Cezarowi czy nie? Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł. Czemu wystawiacie mnie na próbę, obłudnicy? Pokażcie mi monetę podatkową. Przynieśli mu denara. On ich zapytał, czy jest ten obraz i napis. Odpowiedzieli Cezara. Wówczas rzekł do nich. Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga. Gdy to usłyszeli, zmieszali się i zostawiwszy go odeszli. Owego dnia przyszli do niego sadyceusze, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania i zapytali go. W ten sposób nauczycielu Mojżesz powiedział, jeśli ktoś umrze bezdzietnie, niech jego brat poimie wdowę po nim i wzbudzi potomstwo swemu bratu. Otóż było u nas siedmiu braci. Pierwszy żenił się i umarł, a ponieważ nie miał potomstwa, zostawił swoją żonę bratu. Tak samo drugi i trzeci, aż do siódmego. W końcu po wszystkich umarła ta kobieta, do którego więc tych siedmiu należeć będzie przy zmartwychwstaniu, bo wszyscy ją mieli za żonę. Jezus im odpowiedział – jesteście w błędzie, bo nie znacie pis ani mocy Bożej. Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie. A co do zmartwychwstania umarłych, to nie czytaliście, co wam Bóg powiedział w słowach? Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych. A tłumy, słysząc to, zdumiewały się jego nauką. Gdy farzeusze posłyszeli, że zamknął usta sadyceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w prawie, wystawiając go na próbę, zapytał – nauczycielu, które przykazanie w prawie jest największe? On mu odpowiedział – będziesz miłował Pana Boga swego całym sercem swoim, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie, podobne jest do niego – będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe prawo i prorocy. Gdy zebrali się farzeusze, Jezus zadał im takie pytanie – co sądzicie o Mesjaszu? Czyim jest Synem? Odpowiedzieli mu – Dawida. Wtedy rzekł do nich – jakże więc Dawid, natchniony przez ducha, może nazywać go Panem, gdy mówi – rzekł Pan do Pana Mego – siądź po prawicy mojej, aż położę Twoich nieprzyjaciół pod stopy Twoje. Jeśli więc Dawid nazywa go Panem, to jak może być on tylko jego Synem? I żaden z nich nie mógł mu odpowiedzieć. Nikt też od owego dnia nie odważył się więcej go pytać. Ten dwudziesty drugi rozdział to jest niezwykle mocny rozdział. Jezus znajduje się w Jerozolimie. To jest ostatni tydzień przed Jego męką. Napięcie wokół Jego osoby bardzo narasta. Przywódcy religijni nie przychodzą do Niego po prawdę, nie przychodzą po to, żeby się coś dowiedzieć, tylko po to, żeby Go złapać, żeby Go pochwycić na jakimś słowie. Ich pytania to nie jest debata teologiczna, to są zasadzki. Faryzeusze, zwolennicy Heroda, Saddceusze, uczeni w prawie, różne środowiska, które w ogóle bardzo różniły się między sobą, zaczynają jednoczyć się przeciwko Jezusowi. I to już samo w sobie jest bardzo ciekawe, bo okazuje się, że człowiek może być skłócony z innymi o tysiąc spraw, ale kiedy pojawia się Chrystus jako prawdziwy król, nagle okazuje się, że zbuntowane serca potrafią się zjednoczyć przeciwko Niemu. Ten rozdział rozpoczyna się przypowieścią o uczcie królewskiej. Jezus tu mówi o królu, który wyprawił ucztę weselną swojemu synowi. Wysyła sługi, aby zaproszeni przyszli, ale oni nie chcą. Potem wysyła kolejne sługi, mówiąc, że wszystko jest przygotowane, że uczta czeka, że woły i tuczne zwierzęta zostały zabite, że nie ma już żadnego powodu, żeby zwlekać. A jednak ci ludzie lekceważą to wezwanie. Jeden idzie na pole, drugi do kupiectwa, inni chwytają sługi, znieważają i zabijają. Dramatyczna historia, ponieważ Jezus mówi ją do ludzi, którzy znają historię Izraela. Wiedzą, że Bóg przez wieki posyłał proroków, wzywał swój lud do opamiętania, przypominał tym ludziom o przymierzu, demaskował bałwochwalstwo, niesprawiedliwość, obłudę, pychę, a przede wszystkim demaskował zatwardziałość serca. A jednak tych proroków spotykało odrzucenie, prześladowanie, a nawet śmierć. I zobaczcie, Pan Jezus siebie wpisuje w tą historię, ale jednocześnie pokazuje coś większego, że nadeszła uczta, że Królestwo Boże przybliżyło się w Nim samym, że Syn jest obecny. Wszystko jest przygotowane. Bóg zaprasza człowieka do wspólnoty, do radości, do pojednania, do zbawienia. Ale odpowiedź tego człowieka okazuje się przerażająco zimna. Jedni są obojętni, jeszcze inni są zajęci, jeszcze inni są agresywni. I kiedy czytamy tę przypowieść, myślę, że możemy patrzeć nie tylko na Izrael i nie tylko na dawnych przywódców Izraela, ale również na nas samych. Ta przypowieść dotyka również nas, bo współczesny człowiek bardzo często nie odrzuca Boga w sposób spektakularny. Nie. Współczesny człowiek jest po prostu zajęty. Ma swoje pole, ma swój biznes, ma swoje plany, ma swój kredyt, ma swój dom, swoją rodzinę, terminasz, rozrywki, powiadomienia, lęki czy jakieś projekty. Rzadko się zdarza, żeby ktoś powiedział – nienawidzę Boga. Zazwyczaj taki człowiek mówi swoim życiem – nie mam na to czasu. No i zobaczcie, to jest jedna z najbardziej subtelnych form duchowej zguby. Nie walczyć z Bogiem wprost, ale odkładać go tak bardzo na bok, aż serce stanie się całkowicie głuche na Ducha Świętego. To jest taki mechanizm unikania. Człowiek ucieka od konfrontacji, ponieważ konfrontacja z prawdą wymagałaby zmiany. No i można uciekać w teoretycznie dobre rzeczy. W pracę, w aktywizm, w relacje, w religijność, w rozrywkę, w jakąś mądrość, wiedzę. Niektórzy uciekają w ironię, w cynizm, a niektórzy uciekają w ogóle na przykład w charytatywność, takie nieustannie pomaganie innym. I Pan Jezus w tej przypowieści pokazuje coś bardzo podobnego na takim poziomie duchowym, że zaproszeni nie przychodzą nie dlatego, że uczta jest niegotowa. Oni nie przychodzą, bo ich serca nie chcą znać powagę tego zaproszenia. No i właśnie, największy dramat człowieka nie polega na tym, że Bóg nie przygotował zbawienia dla człowieka. Największy dramat polega na tym, że my potrafimy wzgardzić tym zbawieniem i wzgardzić tą łaską. I w historii Kościoła ta przypowieść była bardzo często czytana jako obraz przejścia Ewangelii od tych, którzy ją pierwsi otrzymali, czyli od narodu wybranego, do ludzi z dróg i rozstajków. Król mówi sługom, żeby wyszli na rozstajne drogi i zaprosili wszystkich, którzy ich spotykają. I oczywiście Ewangelia przekracza wszelkie granice etniczne, kulturowe, społeczne. Do tej uczty, do Ewangelii zostają zaproszeni nie ci, którzy mają odpowiednie pochodzenie, zasługi, jakieś referencje, tylko ci, których król zechciał zaprosić. To jest piękną łaski. Właśnie okazuje się, że Kościół nie jest klubem jakichś takich duchowych arystokratów, ale jest to zgromadzenie ludzi, którzy bardzo często są znalezieni na drogach świata. Ludzi niegodnych, zagubionych, poranionych, grzesznych, ale wezwanych przez króla. Tylko ta przypowieść ma jeszcze jeden ostry moment. Król w pewnym momencie widzi człowieka, który nie ma stroju weselnego. Ten człowiek wszedł na ucztę, ale nie przyjął tego, co było właściwe dla tej uczty. Najczęściej komentuje się to w ten sposób, że widzimy tutaj obraz człowieka, który co prawda chce korzystać z zaproszenia, ale bez przemiany, bez pokuty, bez szaty sprawiedliwości, bez prawdziwego poddania się Bogu. To jest ważne, bo Jezus nie głosi taniej łaski. On nie mówi wejdź, jaki jesteś i zostań taki sam na zawsze. Nie. On mówi przyjdź, bo jesteś zaproszony nie z powodu swoich zasług, ale gdy przyjdziesz, musisz pozwolić, by król cię przychodził. Reformatorzy kościoła, zwłaszcza Marcin Luther i Jan Kalwin bardzo mocno podkreślali, że człowiek nie stoi przed Bogiem we własnej sprawiedliwości, że nasza własna szata jest brudna, nasze zasługi są niewystarczające, nasza duchowość, religijność nie przykrywa grzechu, że my wszyscy rozpaczliwie potrzebujemy sprawiedliwości Chrystusa. Luther mówił o pewnej cudownej wymianie. Chrystus bierze nas z grzech, a daje nam swoją sprawiedliwość. To jest centrum Ewangelii, że nie jesteśmy zbawieni dlatego, że jesteśmy jacyś lepsi od innych, ale dlatego, że Chrystus jest lepszy od wszystkich. Nie stajemy przed Bogiem w szacie własnej moralności, ale w szacie łaski. Ale to nie jest tania łaska. Później należy poddać się Bogu i zacząć z Nim po prostu żyć. Potem przychodzą do Jezusa faryzeusze ze zwolennikami Heroda i pytają, czy wolno płacić podatek Cezarowi. To jest też taka pułapka, bo jeśli Jezus by powiedział nie płaccie, to można by Go było oskarżyć o bunt przeciwko Rzymowi. Jeśli by powiedział płacicie, no to mógłby stracić poparcie tych, którzy nienawidzili okupacji rzymskiej. I Pan Jezus nie daje się w to wciągnąć. Prosi o monetę podatkową i pyta, czyj to jest obraz i napis. Ci mu odpowiadają, że Cezara. Wtedy Jezus mówi, oddajcie Cezarowi, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga. Zobaczcie, On nie znosi porządku społecznego, nie wzywa do jakiejś anarchii czy chaosu, nie mówi, że państwo nie ma żadnego znaczenia, ale jednocześnie stawia pewną granicę władzy ziemskiej. Dobrze, Cezar ma swoją monetę, ale człowiek nosi obraz Boga. Moneta może należeć do Cezara, ale człowiek należy do Boga. I to jest bardzo ważne dzisiaj, bo my żyjemy dzisiaj w czasach, w których różne Cezary próbują sobie rościć prawo do człowieka. Państwo, ideologie, rynek, media, algorytmy, opinia publiczna, jakaś presja środowiskowa, jakaś kultura. Czasami nawet nasze własne ambicje próbują powiedzieć, jesteś mój, Twoja uwaga jest moja, Twoje ciało jest moje, Twoja tożsamość jest moja, Twoje sumienie jest moje. I Pan Jezus mówi nie, nie, absolutnie nie, oddaj Cezarowi to, co Jego, ale Bogu oddaj siebie, bo nosisz Jego obraz. I to zdanie jest niezwykle ważne. Pierwsi chrześcijanie modlili się za cesarzy, oni szanowali porządek społeczny, ale nigdy nie oddawali cesarzowi czci boskiej. Wielu męczenników zginęło nie dlatego, że byli jakimiś przestępcami, ale dlatego, że nie chcieli powiedzieć Cezar jest Panem. Oni wyznawali, że nie, Jezus jest Panem. Takie najsłynniejsze świadectwo Polikarpa ze Smyrny, to jest taki wielki świadek wczesnego kościoła, on odmówił wyrzeczenia się Chrystusa mówiąc, że przez wiele lat, od najmłodszych lat Chrystus nie uczynił mu nic złego, więc jakby mógł bluźnić swojemu królowi i zbawcy i się go wyrzec. I to jest właśnie ta granica. Chrześcijanin może być i powinien być dobrym obywatelem, ale nigdy nie może uczynić z państwa, z narodu, z partii, z jakiejś ideologii czy z jakiegoś przywódcy swojego Boga. Następnie do Pana Jezusa w tym rozdziale przychodzą sadyceusze i oni nie wierzą w zmartwychwstanie, tak mieli. I przedstawiają mu taką skomplikowaną wtedy, bo dziś to wcale nie jest taka skomplikowana, przedstawiają mu taką skomplikowaną historię kobiety, która kolejno była żoną siedmiu braci i pytają, no to w takim razie czyja to jest żona po zmartwychwstaniu. To oczywiście ma ośmieszyć wiarę w zmartwychwstanie. Oni próbują sprowadzić rzeczywistość przyszłej nadziei do kategorii jakiegoś takiego obecnego ludzkiego porządku. Tylko ich błąd polega na tym, że oni sobie wyobrażają wieczność jako przedłużenie dotyczącego tylko z jeszcze bardziej skomplikowanymi problemami. I Jezus im odpowiada bardzo mocno. Jesteście w błędzie. Jesteście w błędzie. Nie znacie Pisma ani Mocy Bożej. Jedni próbują mieć Pismo bez Mocy Bożej, redukują chrześcijaństwo do jakiegoś intelektualnego systemu, do jakiejś suchej doktryny. Inni próbują mieć moc bez Pisma, czyli szukają jakichś takich duchowych przeżyć, emocji, manifestacji, ale bez zakorzenienia w Piśmie. I Jezus nie pozwala tego rozdzielać. Tego, co Bóg złączył. Bo my potrzebujemy Pisma i Mocy Bożej. Potrzebujemy prawdy i ducha. Potrzebujemy doktryny i życia. Potrzebujemy porządku i ognia jednocześnie. I zobaczcie, jakie to jest prawdziwe. Dary Ducha Świętego nie są przeciwne Pismu. Proroctwo, modlitwa o uzdrowienie, jakieś rozeznawanie duchowe, czy prowadzenie ducha, to wszystko musi być poddane autorytetowi Słowa Bożego. Ale z drugiej strony nie możemy zamienić wiary w jakieś takie muzeum prawidłowych definicji. Bo Bóg nie jest wykładem. On jest Bogiem żywym. Chrystus zmartwychwstał. Duch Święty działa. Kościół jest ciałem Chrystusa, a nie klubem dyskusyjnym na temat doktryny. Jezus idzie dalej. On odpowiadając Saddyceuszom odwołuje się do słów Boga. Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba. I wyprowadza z tego wniosek, że Bóg nie jest Bogiem umarłych, ale jest Bogiem żywych. To jest cudowne. Patriarchowie, którzy z ludzkiej perspektywy dawno temu odeszli, oni dla Boga są żywi. Przymierze Boga nie kończy się na grobie. Śmierć nie ma ostatniego słowa. Zmartwychwstanie nie jest jakimś dodatkiem do chrześcijaństwa. Jest sercem, jest pompą chrześcijaństwa. Apostoł Paweł później napisze, że jeśliby Chrystus nie zmartwychwstał, to daremna jest nasza wiara. No ale Chrystus zmartwychwstał. I dlatego nadzieja chrześcijańska to nie jest jakiś tani optymizm. To jest zakorzenione w mocy Boga, który wskrzesza umarłych. I to ma ogromne znaczenie, bo my często nie wiemy, co zrobić ze śmiercią i potem próbujemy ją ukryć, zmedykalizować, uczynić takim tematem tabu albo zamienić w jakiś temat techniczny, estetyczny. Mamy taką kulturę młodości, ładnych ciał, sukcesu i nie umiemy patrzeć już na grób. A Jezus mówi, że Bóg jest Bogiem żywy. Chrześcijaństwo nie bagatelizuje śmierci, ale patrzy na nią przez pusty grób Chrystusa. Dlatego my możemy płakać, ale nie musimy rozpaczać. Możemy tęsknić, ale nie musimy czcić śmierci jako ostatecznej rzeczywistości. Możemy cierpieć, ale wiemy, że ostatnie słowo należy do Boga życia. I na sam koniec pojawia się pytanie o największe przykazanie. Pewien uczony w prawie pyta Jezusa, które przykazanie jest największe. Jezus odpowiada słowami, które są chyba znane każdemu. Będziesz miłował Pana Boga swego całym sercem, całą duszą, całym mysłem i drugie, będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Dodaje, że na tym jest oparte całe prawo i prorocy. No właśnie, to jest centrum duchowości. Miłość do Boga i miłość do bliźniego. Tylko musimy uważać, żeby nie spłaszczyć tych słów, bo dzisiaj miłość bardzo często oznacza akceptację bez granic, jakieś przyjemne uczucie, jakiś romantyczny impuls, ale w Biblii miłość jest czymś znacznie głębszym. Miłość to oddanie, to wierność, to pragnienie dobra, to posłuszeństwo, to cześć, to lojalność, to przymierze. A więc miłować Boga całym sercem, duszą i umysłem to nie znaczy mieć jakieś zruszenia raz na jakiś czas. To znaczy, że Bóg staje się centrum. Nie jest dodatkiem, jest źródłem, jest celem, jest miarą. Augustyn napisał takie słynne słowa o uporządkowaniu miłości, że grzech polega nie tylko na tym, że kochamy złe rzeczy, ale zwłaszcza na tym, że kochamy dobre rzeczy w złym porządku. O co chodzi? Można kochać rodzinę, ale uczynić z niej Bożka. Można kochać pracę, ale pozwolić, by praca zajęła miejsce Boga. Można kochać swoją służbę w Kościele, ale tak, że ta służba stanie się jakimś sposobem budowania własnego znaczenia. Można kochać doktrynę, ale bardziej kochać tą doktrynę niż samego Boga, o której mówi ta doktryna. I Jezus przywraca właściwy porządek. Najpierw Bóg, całym sercem, duszą, umysłem, a potem bliźni. Kochany nie jako narzędzie, jako rywal czy zagrożenie, ale jako człowiek stworzony na obraz Boga, tak jak Ty zostałeś stworzony. Najważniejszą relacją człowieka jest relacja z Bogiem. Jeśli ta relacja jest zerwana, to wszystkie inne relacje zaczynają się chwiać. Człowiek, który nie znajduje swojego ostatecznego zakorzenienia właśnie w Bogu, on będzie próbował w pewien sposób wydobyć jakieś takie boskie znaczenie od innych ludzi. Będzie oczekiwał od małżonka, od dzieci, od przyjaciół, od wspólnoty Kościoła, od liderów tego, co może mu dać tylko Bóg. I wtedy te relacje stają się przeciążone, no bo drugi człowiek wtedy przestaje być bliźnim, a staje się zbawicielem, staje się jakimś bożkiem, albo staje się wrogiem, bo nie dostaje ten ktoś tego, co chciał. Dlatego przekazanie miłości jest tak radykalne. Niech Twoje serce zostanie uporządkowane przez Boga, bo dopiero człowiek, który oddaje Bogu miejsce Boga, może naprawdę kochać bliźniego i siebie samego. Na sam koniec Jezus sam zadaje pytanie faryzeuszom. Pyta ich, co sądzą o Mesjaszu, czyim jest synem. Odpowiadają, że Dawida. No to jest oczywiście prawda biblijna, tylko taka trochę niepełna. Mesjasz miał pochodzić z rodu Dawida. Jednak Jezus cytuje Psalm 110, gdzie Dawid mówi, rzekł Pan do Pana Mego. Skoro Dawid nazywa Mesjasza Panem, jak może On być tylko Jego synem? Jezus prowadzi ich do tajemnicy swojej osoby. Mesjasz jest synem Dawida, ale jest też Panem Dawida. Jest prawdziwym człowiekiem, prawdziwie zakorzenionym w historii Izraela, ale jest też kimś znacznie większym niż Dawid, niż Izrael i niż historia. Jest Panem. To pytanie zamyka usta. Ono nie jest jakimś tam argumentem w debacie. Ono jest bardzo ważnym pytaniem, co kto sądzi o Chrystusie, czyim jest synem, kim On jest. Nauczycielem, prorokiem, moralnym wzorcem, inspirującą postacią, jednym z jakimiś wielu duchowych mistrzów, czy też jest Twoim Panem. Zobaczcie, ten rozdział pokazuje nam wiele prawd. Po pierwsze, Bóg zaprasza człowieka na ucztę swojego syna, ale człowiek może wzgardzić łaską przez obojętność, przez zajętość albo przez bud. Po drugie, nie wystarczy wejść do jakiejś takiej przestrzeni religijnej. My potrzebujemy szaty i to szaty, której sami sobie nie uszyjemy. Szaty sprawiedliwości. Po trzecie, ziemskie władze mają swoje miejsce, ale człowiek należy do Boga. Po czwarte, nie wolno nam żyć tak, jakby śmierć miała ostatnie słowo, bo Bóg jest Bogiem żywy. Po piąte, cała duchowość wstreszcza się w miłości do Boga i do bliźniego. Tylko ta miłość musi być głęboka, musi być uporządkowana, musi być obejmująca serce, duszę i umysł. No i po szóste, najważniejsze pytanie nie brzmi, co my o tym wszystkim sodzimy. Najważniejsze pytanie brzmi, co my sądzimy o Chrystusie. I właśnie tu chyba się dzisiaj powinniśmy zatrzymać, bo można być bardzo blisko rzeczy świętych, a minąć się z Chrystusem. Można znać Biblię, a nie znać mocy Bożej. Można dyskutować o podatkach, o państwie, zmartwychwstaniu, przykazaniach, tytułach, ale jednocześnie nigdy nie uniżyć się przed Panem. Można mieć poprawne odpowiedzi, a nie mieć skruszonego serca. Można być bardzo religijnym człowiekiem, ale nigdy tak naprawdę nie przyjść na ucztę. Więc Ewangelia nie jest zaproszeniem do jakiejś takiej kolejnej idei. Nie, to jest zaproszenie do Syna Króla. Wszystko jest przygotowane. Chrystus przyszedł, Chrystus umarł, Chrystus zmartwychwstał, Chrystus króluje, Chrystus Cię wzywa. A więc nie odkładaj tego zaproszenia na później. Nie chowaj się za polem, kupiectwem, pracą, planami, pytaniami albo jakimiś intelektualnymi wywodami. Po prostu przyjdź do Króla, przyjmij szatę łaski, oddaj Bogu to, co należy do Boga, czyli samego siebie. Niech Słowo Boże prowadzi Cię głębiej niż powierzchowna religijność, głębiej niż spory i pozory, głębiej niż lęk przed człowiekiem. Niech Cię prowadzi do samego Chrystusa, Króla Królów, Oblubienińca, Zbawiciela, Pana.
    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Autor kazania

    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.

    Poznaj autora