To co? Mamy dalej grzeszyć, żeby łaska się bardziej pomnażała?
    KazanieList do Rzymian · 6.1-14Część 913 grudnia 2025

    To co? Mamy dalej grzeszyć, żeby łaska się bardziej pomnażała?

    Łaska nie jest pozwoleniem na grzech, lecz mocą nowego życia. W Chrystusie stary człowiek umarł, a nowy został wzbudzony do życia. Usprawiedliwienie zmienia nasz status, uświęcenie przemienia codzienne życie w mocy Ducha, we wspólnocie Kościoła.

    Transkrypcja

    Witajcie w imieniu Jezusa Chrystusa. Witam wszystkich zebranych w kaplicy, wszystkich zebranych podczas transmisji internetowej, tych, którzy później do nas dołączą, zwłaszcza witam Kościoły Nowe Narodzenie. Kontynuujemy list do Rzymian, analizę listu do Rzymian, wykładnię listu do Rzymian. Werset po wersecie, słowo po słowie. W zeszłym tygodniu mieliśmy przerwę, mieliśmy nabożeństwo modlitewno-uwielbieniowe, wewnętrzne tutaj w zborze. Dziś z powrotem transmitujemy i nie ma żadnej przerwy. Kontynuujemy nauczanie. które zakończyliśmy dwa tygodnie temu w środę. Dwa tygodnie temu w środę analizowaliśmy piąty rozdział, końcówkę piątego rozdziału i widzieliśmy, jak apostoł Paweł zamknął ten piąty rozdział w takim wielkim triumfie Ewangelii, takim bardzo mocnym stwierdzeniem, żeby jak grzech panował przez śmierć, tak i łaska panowała przez usprawiedliwienie ku żywotowi. Tam też padają takie piękne słowa, że gdzie zaś grzech się rozmnożył, tam łaska bardziej obfitowała. No i dzisiaj przejdziemy do kolejnego fragmentu, najpierw go czytam w całości. To będzie list do Rzymian, szósty rozdział od pierwszego do czternastego wersetu. Cóż więc powiemy? Czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska obfitsza była? Przenigdy. Jakże my, którzy grzechowi umarliśmy, jeszcze w nim żyć mamy? Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć Jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani wtedy jesteśmy wraz z Nim przez chrzest śmierć, abyśmy, jak Chrystus skrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili. Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo Jego śmierci, Wrośniemy również w podobieństwo Jego zmartwychwstania, wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z Nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi. Kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu. I jeśli wtedy umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z Nim żyć będziemy, wiedząc, że zmartwychwzbudzony Chrystus już nie umiera, śmierć nad Nim już nie panuje. Umarszy bowiem dla grzechu raz na zawsze umar, a żyjąc żyje dla Boga. Podobnie i Wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a za żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie Panu naszym. Niechże więc nie panuje grzech w śmiertelnym ciele waszym, abyście nie byli posłuszni porządliwościom jego. I nie oddawajcie członków swoich grzechowi na oręż nieprawości, ale oddawajcie siebie Bogu jako ożywionych z martwych, a członki swoje Bogu na oręż sprawiedliwości. Albowiem grzech nad wami panować nie będzie, bo nie jesteście pod zakonem, lecz pod łaską. W tym piątym rozdziale te triumfalne słowa, przytoczę jeszcze raz, gdzie zaś grzech się rozmnożył, tam łaska bardziej obfitowała. Taka pieśń zwycięstwa Ewangelii nad życiem człowieka, takie światło, które rozbłyska nagle w tym liście do Rzymian w okolicach czwartego, piątego rozdziału, yy, które można by zamienić na takie słowa, że łaska jest zawsze większa. Łaska jest zawsze większa. Łaska jest zawsze większa niż grzech człowieka. Zwróćmy uwagę. Paweł najpierw wytłumaczył bardzo dokładnie powszechność grzechu. On udowodnił powszechność grzechu w pierwszych rozdziałach. Później wykazał totalną deprawację człowieka. Myśmy sobie to szczegółowo omówili. Następnie wykazał, że łaska jest większa, jest większa niż ten grzech człowieka, niż ta totalna deprawacja człowieka. I oczywiście zaraz kiedy przeanalizujemy tą historię ciśnie się nam na usta takie pytanie, które pewnie Paweł słyszał nieraz w kościele, które my słyszymy co jakiś czas w kościele, zwłaszcza gdy debatujemy na temat łaski, czy nauczamy na temat łaski, to jest pytanie, które zawsze umysł człowieka sobie zadaje, zwłaszcza ten umysł nieprzemieniony, taki religijny umysł, ono wynika z pewnej żelaznej logiki, ono musi paść, zwłaszcza jeśli ktoś nie zrozumiał, a w zasadzie nie przeżył głębi Ewangelii. No to co teraz? No skoro łaska jest większa niż grzech, Skoro łaska Boża jest większa niż którykolwiek grzech, jakikolwiek grzech człowieka, skoro zawsze jest większa, no to w takim razie można grzeszyć więcej, bo łaska jest większa niż grzech człowieka. I tego typu pytanie, czy tego typu sformułowanie, czy próba yy takiego logicznego w zasadzie podejścia do tematu Ono jest tak samo stare jak temat łaski. Jak tylko pojawił się temat łaski w kościele, tak zaraz pojawiło się właśnie to pytanie, no to w takim razie możemy grzeszyć, no bo łaska Boga jest większa niż grzech człowieka. Zawsze podczas takiej teologicznej dyskusji na temat zbawienia, na temat łaski, na temat tego, że łaska jest większa niż grzech człowieka, zawsze to yyy pada, zawsze jest jakieś serce, które wciąż nie rozumie, nie jest przemienione i nie jest w stanie zrozumieć, że łaska nie jest pozwoleniem. Że to są dwa różne terminy. Ona jest mocą. I Paweł tutaj sam sobie zadaje to pytanie, które zawsze pada i sam sobie odpowiada. I to odpowiada... Mało dyplomatycznie, mało spokojnie, mało opanowanie. On nie tłumaczy tutaj się ani z tej doktryny, że łaska jest większa niż grzech człowieka. Nie łagodzi wydźwięku tego, co za chwilę powie. On uderza jednym z najsilniejszych, najmocniejszych wyrazów, jakie można było użyć, jakie zna Greka, najbardziej dynamiczny wyraz, w zasadzie Poza stwierdzeniem Pana Jezusa, musisz się narodzić na nowo, to właśnie ten wyraz jest takim najbardziej kontrowersyjnym wyrazem, który ciężko oddać w języku polskim. On tutaj odpowiada, wydawałoby się jednym wyrazem, przenigdy. Przenigdy. To jest jego odpowiedź na całą tą stertę pytań. Przenigdy. Tylko, że gdyby to próbować wytłumaczyć, to to nie jest nigdy, to nie jest coś więcej niż nigdy, tylko to jest przenigdy. Czyli niech to w ogóle nigdy nie przejdzie przez Twój umysł, to pytanie, to co tutaj pada. Czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska obfitrza była? Niech Ci to nawet do głowy nie wchodzi. Niech Ci to nawet do głowy nie przychodzi. Przenigdy. Po prostu przenigdy. To nie jest jakaś tam obrona Ewangelii, to jest pewien, pewne, pewna manifestacja duchowa tutaj wypowiedziana przez apostoła Pawła, że ta prawdziwa łaska, ta, o której on mówi, ta, o której on naucza, ta, o której on cały ten piąty rozdział poświęcił, to ta prawdziwa łaska, ona zabija grzech. Ona nie pozwala mu żyć, nie karmi go, nie usprawiedliwia w żaden sposób grzechu człowieka, ona go uśmierca. Przenigdy Ci nie ma przyjść do głowy, że nauczanie o łasce dotyczy tego, że wolno sobie grzeszyć. Dlatego, że łaska nie jest wycieraczką dla grzechów i nigdy nie była. Ona jest mocą, żeby chodzić czystym przed Bogiem. Zwróćcie uwagę, że ten piąty rozdział Listu do Rzymian, on mówił o usprawiedliwieniu. Tam wszystko kluczyło wokół usprawiedliwienia. O tym, co Chrystus zrobił dla nas, żeby nas usprawiedliwić. Oczywiście o Jego ofiardej śmierci. Natomiast rozdział szósty, któremu dzisiaj będziemy się do połowy przeglądać, bo musielibyśmy z pięć godzin tutaj spędzić, żeby cały przeanalizować, więc podzieliłem go na dwa, pomimo tego, że w skryptach macie w całości ten szósty rozdział w tych pierwszych materiałach, ale wyszłoby za dużo godzin, a to się da podzielić. Ten szósty rozdział, on będzie mówił o uświęceniu. Więc zobaczcie, usprawiedliwienie, które dotyczyło tego, co Chrystus zrobił dla nas w piątym rozdziale i w szóstym rozdziale jest mowa o uświęceniu, a więc o tym, co Chrystus robi W nas. W nas. Nie dla nas, tylko w nas. Zupełnie inny termin. I to jest bardzo ważne rozróżnienie. Dlatego, że usprawiedliwienie, o którym już mówiliśmy, ono zmienia nasz status. Ja to tłumaczyłem. Byliśmy winni, zostaliśmy ogłoszeni sprawiedliwimi. Zmienił się nasz status. Status był winny, a teraz jest status usprawiedliwiony, sprawiedliwy. Natomiast uświęcenie, One zmienia, a w zasadzie kształtuje naszą nową naturę. Wcześniej byliśmy martwi, teraz jesteśmy ożywieni i zaczyna się w nas proces uświęcenia, któremu dzisiaj będziemy się przeglądać i w zasadzie to będzie też nauczanie o uświęceniu. No i przypominam kurs podstaw, który obowiązuje w naszym zborze, jeżeli jesteś członkiem zboru. Uświęcenie dotyczy wyłącznie osób, które się narodziły na nowo. nie możesz się uświęcać, jeżeli nie jesteś uświęcany, jeżeli nie narodziłeś się na nowo. Ten termin dotyczy wyłącznie odrodzonych z Bożego Ducha, tych, którzy narodzili się na nowo. Ten piąty rozdział mówił o tym, kim jesteśmy w Chrystusie, natomiast ten rozdział, któremu się dzisiaj będziemy przyglądać, on będzie mówił, że skoro tym kimś jesteś w Chrystusie, skoro narodziłeś się na nowo, to ten szósty rozdział pokaże, jak powinieneś żyć w tym Chrystusie. Co to w praktyce oznacza, że my chodzimy w Chrystusie. Paweł wprowadzi też takie ciekawe, nowe zestawienie, język śmierci, język życia. On tam nie będzie mówił o moralności człowieka, ale o tożsamości tego człowieka. On tam wyraźnie zaznaczy, że tu nie jest mowa o jakiejś poprawie, ale o przemianie i bardzo ważny, nie o moim wysiłku. Przy uświęceniu nie mówimy o moim czy twoim wysiłku. O moim i Twoim wysiłku mówimy przy upamiętaniu. Natomiast przy uświęceniu po Nowym Narodzeniu mówimy o zjednoczeniu się z Chrystusem, o coraz bliższym zjednoczeniu się z Chrystusem, aż dojdziemy do tych pięknych słów, nie żyję już ja, lecz żyje we mnie kto? Chrystus. To chodzi o zjednoczenie. Przyjrzymy się też temu wersetowi, który jest kontrowersyjnym wersetem i jak tu słusznie Dawid najczęściej zauważa, raz jest omawiany w kontekście chrztu wodnego, raz jest omawiany w kontekście chrztu... duchem świętym, no i jak to ogarnąć, czyli ten czy nie wiecie, że my wszyscy ochrzczeni w Chrystusa Jezusa w śmierć Jego zostaliśmy ochrzczeni. Zobaczymy, że chrzest to nie jest tylko jakiś tam rytuał, to nie jest jakiś religijny gest, to nie jest tylko forma wyrażenia pewnej decyzji, ale to jest symbol pewnej duchowej rzeczywistości, która nastała i nastanie. Człowieka, który uwierzył w Chrystusa, został zanurzony w Chrystusie, umarł z Nim i z Nim zmartwychwstał do zupełnie nowego życia. Ale to będziemy sobie dokładnie omawiać. Zresztą dlatego Paweł później o pogrzebie wspomni. To, co Paweł też będzie, no Bóg przez Paweł, a przez ten list będzie do nas mówił, to też troszkę tak będzie paradoksalne, bo one zahaczą o bardzo ważną prawdę duchową, że nie można naprawdę żyć. dopóki się wcześniej naprawdę nie umrze. No i zwróćcie uwagę, że to nie jest logika tego świata. Nie możesz naprawdę żyć, dopóki naprawdę nie umrzesz. Raczej to jest mało logiczne w tym świecie stwierdzenie. Jakbyś tak wyszedł na ulicę i powiedział, słuchaj, nie będziesz żył naprawdę, jak napewne umrzesz, no to szybko by tam ktoś na 112 zadzwonił. Mało tego, okazuje się, że nie jesteś w stanie cieszyć się łaską, dopóki nie umrze w tobie grzech. I co bardzo ważne i bardzo trudne. Nie możesz iść za Chrystusem, nie będziesz Jego uczniem, dopóki nie pozwolisz umrzeć staremu człowiekowi. Nie możesz być prawdziwie uczniem Jezusa Chrystusa, jeśli nie umrzesz i nie narodzisz się na nowo. Możesz być jakimś fanbojem Chrystusa, możesz być jakimś sympatykiem tej historii. Coś się tam w Panu Jezusie może urzec, ale Ty nie będziesz prawdziwie, prawdziwie uczniem Jezusa Chrystusa, jeśli nie umrzesz. I jeśli nie narodzisz się na nowo, bo to nie wystarczy tylko umrzeć. Musimy też sobie przypomnieć, że Ewangelia to nie jest opowieść o tym, że Bóg nas bierze takich, jakimi jesteśmy, a tak bardzo często słyszymy na różnych zwiastowaniach, przyjdź do Boga taki, jak jesteś. Otóż Ewangelia nie polega na tym, że Bóg nas bierze takimi, jakimi jesteśmy i tak delikatnie nas poprawia. To nie jest Ewangelia. To jest jakiś coaching chrześcijański. To jest dobra rzecz. Lepiej wejść w proces coachingu chrześcijańskiego niż nic ze swoim życiem nie robić, ale to nie jest Ewangelia. Ewangelia nie polega na tym. Ewangelia zaczyna się tam, gdzie stary człowiek zostaje ukrzyżowany, a nowy człowiek narodzony na nowo, zrodzony z Ducha Świętego wydaje ten pierwszy oddech i rozpoczyna się proces uświęcenia. I my przejdziemy przez takie trzy duchowe etapy dzisiaj, czyli ta śmierć dla grzechu przez śmierć Chrystusa, pogrzebanie z Nim przez takie właśnie duchowe zjednoczenie i wskrzeszenie do nowego życia, czyli co? Nowe narodzenie. Dla tych, którzy to przeżyli, to nie jest żadna teoria. To jest pewien fakt duchowy. I ten fakt duchowy definiuje tożsamość ludzi narodzonych na nowo i tylko narodzonych na nowo. Oni już nie walczą, żeby sobie poradzić z jakimś grzechem. To jest kolejny slogan, który postaramy się dzisiaj wybić nam z głów. Otóż człowiek narodzony na nowo nie walczy z grzechem. On umarł dla grzechu. A to jest pewna różnica. Człowiek narodzony na nowo, on nie próbuje stać się kimś lepszym. On jest nowym stworzeniem w Chrystusie Jezusie. I Paweł też tu wspomni, że no to skoro tak jest, skoro jesteś narodzony na nowo, czyli taka uwaga, że jak się zbadać, No to zacznij tak żyć, żyj tak, jakbyś był tym, który przeszedł przez tą śmierć i został wzbudzony do nowego życia. Żyj tak, jakbyś umarł dla grzechu, a zaczął żyć dla Pana Boga. Przyjrzymy się najpierw pierwszym dwóm wersetom. Oczywiście trzeba to jakoś podzielić. Cóż więc powiemy? Czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska obfitsza była? Przenigdy, jakże my, którzy grzechowi umarliśmy, jeszcze w nim żyć mamy. Zwróćcie uwagę, to jest bardzo ważne. Paweł zaczyna cały ten wywód, cały ten rozdział od pytania, które zawsze się rodzi. Ja to chcę wyraźnie podkreślić. One się zawsze rodzi w głowach, kiedy rozmawiamy o łasce. W sercu człowieka, zwłaszcza w człowieka, który nie jest narodzony na nowo, on się styka z informacją o nowym narodzeniu, on słyszy czym jest łaska Boża, ale jeszcze jej nie odczuł, yyy... i to pytanie się pojawia w jego głowie, zwłaszcza kiedy nie rozumiemy do końca pojęcia łaski, a zwłaszcza kiedy towarzyszy temu za darmo. Ja mam wrażenie, że jest mowa o jakiejś darmowej łasce. Często ktoś, kto nie wszedł w głębie tematu, on ma takie wrażenie, że skoro zbawieni jesteśmy za darmo, to za darmo łaska, darmowa łaska, gdzieś to się zaczyna układać w jakiś taki logiczny ciąg. No bo skoro Bóg przebacza wszystko, a Bóg przebacza wszystko? Przebaczył Ci Bóg wszystko? A przebaczy Ci Bóg wszystko? A jutro też? A za dwadzieścia lat? A jak wywiniesz orła tak naprawdę, z całej siły, ludzie Ci mogą nie przebaczyć, ale Bóg Ci przebaczy? Tak. No to skoro Bóg przebacza wszystko, i zobaczcie jak my to rozumiemy, skoro Bóg przebacza wszystko, no to czy nie mogę żyć jak chcę? Przecież to jest logiczne pytanie, które trzeba sobie zadać. No słuchajcie, że stwierdziliśmy, że Bóg przebacza wszystko. Nawet to, co zrobię jutro, nawet to, co zrobię za 20 lat. Największy numer świata mi Bóg wybaczy. No to w takim razie... Dlaczego nie mogę żyć jak chcę? Skoro łaska jest większa niż grzech, a jest większa niż grzech? Czy jest jakiś grzech, który jest większy niż łaska? Poza oczywiście grzechem przeciwko Duchowi Świętemu, ale to jest specyficzny temat, który sobie przerobimy przy okazji listu do hebrajczyków. Czy po jakby, nie patrząc na ten, na ten jeden aspekt teologiczny, czy jest jakiś grzech, który jest większy niż łaska Boża? Nie. Nie. No to więcej grzechu przyniesie więcej łaski, zresztą napisane jest to wprost. No, jest bardzo zwodnicze myślenie. Ono niestety dotyczy wielu i ono jest bardzo zwodnicze. I teraz uwaga. Jeśli ktoś sobie zadaje takie pytanie, czyli jeśli w którymś umyśle się rodzi te pytanie, że skoro Bóg przebacza wszystko, no to chyba mogę żyć jak chcę. Skoro Bóg tak działa, to ja mogę być taki jak chcę i przecież Bóg mi wybaczy. No to jeśli u kogoś rodzi się te pytania, jeśli one kiełkuje w głowie, jeśli one skupia czyjąś uwagę, to znaczy, że taki ktoś w ogóle nie rozumie łaski. W ogóle. Po prostu pytanie, które powstaje w głowie człowieka, który nie ma nic wspólnego z łaską. Bo jeśli łaska jest dla kogoś przyczyną do zadawania pytań o pozwolenie albo o granicę, do której mogę się zbliżyć, to oznacza, że taki człowiek w ogóle nie zrozumiał łaski. On jest w ogóle nie przeszyty informacją dotyczącą łaski. On całkowicie nie rozumie, że ta prawdziwa łaska, ona nie usprawiedliwia w sensie myślenia naszych grzechów, tylko ona zabija i ten grzech, i to myślenie, gdzie jest ta granica, do której mogę się zbliżyć. A skoro tej granicy nie ma, to w zasadzie mogę robić, co chcę. Ta prawdziwa łaska, Ona nie przykrywa starego człowieka, to nie jest taki parasol ochronny nad starym człowiekiem. Prawdziwa łaska krzyżuje starego człowieka. Ona go wiesza na krzyżu. To robi prawdziwa łaska. I tak jak wspomniałem, Paweł jakby... Tym ludziom, którzy sobie zadają takie pytanie, bo to jest taka forma literacka, on tu sam sobie zadaje pytanie, które często pada, które się rodzi w naszym umyśle, to jest częsty zabieg u apostoła Pawła. On sobie sam potem odpowiada, ale w ten sposób odpowiada wszystkim tym, którzy tak myślą, używając tego właśnie niezwykle ostrego słowa przenigdy. Jest greki, to jest w ogóle bardzo ciekawe słowo, genoito. I gdyby je dosłownie przetłumaczyć, tak przynajmniej podaje Abrahamiczówna, to byłoby to, niech to się nigdy nie stanie, niech to nigdy nie przyjdzie nawet nikomu na myśl. Zwróćcie uwagę, to nie jest jakieś pojedyncze słowo, no nie, nie możesz tak myśleć. To jest bardzo mocny wyraz, to się ma nigdy nie stać. Czyli co się ma nigdy nie stać? Nigdy nie masz pozostać w grzechu, żeby łaska była bardziej obfita. A drugie tłumaczenie, niech to nigdy nie przyjdzie nawet na myśl i nawet nie powinieneś tak pomyśleć, że możesz pozostać w grzechu, no bo ta łaska jest większa niż grzech. Gdybym ja pisał ten list, jakkolwiek to dumnie zabrzmiało, gdybym ja miał możliwość napisania listu do Rzymian i tłumaczenia tego tego zagadnienia, które dzisiaj roztrząsamy, gdybym miał odpowiedzieć na to pytanie, to bym napisał coś w stylu, że taka myśl, bo ona obraża Chrystusa, ona obraża Ewangelię, ona obraża mnie, który przed chwilą Przez pięć rozdziałów tłumaczyłem Ci podstawy, bo ta sama myśl przeczy sensowi temu wszystkiemu, co wcześniej mówiliśmy. To jest obraźliwa myśl. Ty obrażasz mnie, zadając takie pytanie. Jeśli wcześniej miałeś wyłożoną naukę o grzechu, miałeś wyłożoną naukę o totalnej deprawacji człowieka, o braku ratunku bez Chrystusa z tej historii, o Twoim końcu, do którego zmierzasz nieuchronnie. I teraz Ty zadajesz takie pytanie, Ty mnie obrażasz. Ty obrażasz w ogóle całą tą naukę. Ty jakiś... dziwny człowiek jesteś. Jeśli ktoś mówi, skoro łaska wszystko zakrywa, mogę dalej grzeszyć? To mówiąc wprost, nigdy nie spotkał nas w Twojej drodze Boga. Nigdy. Jeżeli ktoś zadaje to pytanie, udowadnia, że nigdy nie spotkał się z Bogiem. Jeżeli ktoś w swoim sercu zadaje to pytanie, no to dobra, to czy mogę się posunąć do tego, skoro ta łaska, czy to już jest ten moment, ty nigdy nie spotkałeś Boga, nigdy nie spotkałeś się z Jego łaską. Drodzy bracia i siostry, to nie jest jakieś tam ewangelizację strasznie bzdurną, wydrukowane jakieś bilety do nieba. Otóż nie. Łaska nie jest jakimś tam darmowym biletem do nieba dla ciebie. Łaska, ona kosztowała krew Syna Bożego. To jest łaska. On za to życie oddał. To nie jest nic darmowego. To jest coś niezwykle cennego. To jest coś bezcennego. Krew Jezusa Chrystusa została wszelana. On zmarł z powodu tej łaski, by nad Tobą była okazana ta łaska. To nie jest bilet, darmowy bilet do nieba. To jest bardzo drogi, najdroższy bilet do nieba. Popatrzcie, kiedy studiujemy historię Abrahama i Izaaka. Kiedy sobie czytamy tą historię, czy studiujemy, czy pochylamy się nad tą historią, no jest to dla nas trudna historia, że ojciec chce zabić syna, prawda? To jakby tej historii się nie da do końca zrozumieć, kiedy, no jak to jest możliwe, że syn obietnicy, Bóg mu każe iść go zabić, złożyć go w ofierze, a wiemy, że ona się kończy dobrze ta historia, ale... Ale czy ona się dla Izaaka tak po ludzku kończy dobrze, to ja nie wiem, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, że leżę i mój ojciec nade mną ma nóż, no i ja nie wiem, że za chwilę będzie ratunek, że tam Bóg przygotował za opatrzenie i ratunek ofiarę zastępczą, tylko no ja widzę swojego ojca, który mnie trzymał na kolanach, przytulał, jak się skaleczyłem, to mnie opatrywał, wychowywał, uczył mnie mówić, chodzić, biegać. i te wszystkie rzeczy i nagle ten sam ojciec stoi nade mną z nożem. No i to jest jakieś szaleństwo przecież. To jest niewyobrażalna historia. W drugą stronę to samo. No jakże mam wziąć mojego syna Daniela czy Kubę, którego kocham z całych sił. Oczywiście córkę tak samo, ale w tym przykładzie jest syn. Dużo mnie kosztują te dzieci czasu, nerwów. Pieniądze to najmniejszy problem w tej całej historii. Pewnie, że moje życie by inaczej wyglądało, gdyby nie obowiązki rodzicielskie, ale człowiek kocha to jakoś tak. Nie da się nie kochać, nie? No niewyobrażalne jest stanąć nad tym dzieckiem z nożem i Bóg mi cię kazał zabić. To jest jakieś istne szaleństwo, no przyznajcie uczciwie. No ale no właśnie to jest ta historia, to jest łaska. Ojciec pozwolił, żeby zabito jego syna. W zasadzie to była jego wola. W zasadzie to Bóg trzyma ten nóż w tej historii, czy nie? Przecież to by była jego wola. Sam Pan Jezus powiedział, nie moja, ale twoja wola, niech się dzieje. Oczywiście, że on został zabity za moje i twoje grzechy rękami Rzymian. Oczywiście, że tak. Ale była to wola Boga. Tak? No tak. Kiedy my rozumiemy, że to nie jest nic darmowego, to nie jest jakiś tam bilecik do nieba i jeszcze łaskawie ktoś go przyjmie na ulicy, żeby go zmiętolić, wyrzucić do kosza, bo jakaś sekta mi to dała. Kiedy my zaczynamy rozumieć, że ta historia kosztowała życie Syna Bożego... że to była przerana krew Jezusa Chrystusa, jedyna, jedyna niewinna krew w historii świata. Tylko raz w historii świata się wydarzyło, że komuś naprawdę dobremu przytrafiło się coś naprawdę złe rzeczy, to był Chrystus. Kiedy zaczynamy to rozumieć, to przestajemy głupio pytać, głupio pytać, jak daleko mogę się w tej historii posunąć. Trzeba być idiotą, żeby zadać takie pytanie. A zaczynamy zadawać sobie zupełnie inne pytanie. Jak ja mogę być bliżej Chrystusa? Nie jak bardzo mogę się oddalić w tej historii, do którego miejsca mogę dojść, by ta łaska była większa niż grzech, tylko zaczynam jako ten nowo narodzony człowiek zadawać sobie inne pytanie. Jak to zrobić, żeby być jeszcze bliżej Niego? Jeszcze bliżej. Ja już nie szukam granicy krytycznej, tylko jak to zrobić, żeby się jeszcze bardziej zjednoczyć z Chrystusem. Dlatego to apostoł Paweł mówi, że nigdy nie może zadawać tak głupiego pytania, bo ty się masz zastanowić, jak się zjednoczyć z Chrystusem w tym przemienionym umyśle, a nie gdzie jeszcze mogę wejść, żeby nie przekroczyć granicy, no ale w zasadzie nigdy jej nie przekroczę, bo łaska jest większa niż rzekła. No to super. Zwróćcie też uwagę, Paweł w tych wersetach, on nie mówi, tu nie jest napisane, Powinniśmy umrzeć dla grzechu. Jakże my, którzy powinniśmy umrzeć dla grzechu. Tu nie ma takiego sformułowania w żadnym przekładzie Biblii. Tu jest napisane umarliśmy dla grzechu. Nie powinniśmy umrzeć, tylko Paweł zaznacza my umarliśmy dla grzechu. On to prezentuje pewien dokonany fakt, że ludzie, którzy są objęci Bożą łaską, oni umarli dla grzechu. To nie jest ich przyszły cel. To się stało. Jeżeli ty jesteś narodzony na nowo, jeżeli ciebie dotknął ten temat, to ty nie próbujesz umrzeć dla grzechu. Paweł to stwierdza fakt. Umarliśmy dla grzechu, a nie próbujemy umrzeć. Kiedy przyjmujemy Chrystusa, ale nie w myśl właśnie takich bzdurnych yy tekstów tam przyjmij Jezusa, wszystko się yy ułoży, tylko kiedy ty naprawdę w sercu swoim uwierzyłeś, a ustami swoimi wyznałeś. Kiedy ty naprawdę wchodzisz na drogę pańską i ona skutkuje zrodzeniem się na nowo, no to coś w tobie przede wszystkim umarło, co? Grzech, grzech. Stary człowiek zostaje raz na zawsze osądzony w Chrystusie Jezusie, stracony, stracony w tym Jezusie Chrystusie na krzyżu i ty już nie jesteś tym, kim byłeś. Ty nie walczysz, żeby umrzeć dla grzechu, Ty już jesteś martwy dla grzechu. Walczyć jedynie po to, żeby żyć jak ktoś, kto już umarł i uwaga, zmartwychwstał do nowego życia. To nie jest jakiś tam wysiłek wokół moralności, tylko to jest pewna duchowa rzeczywistość, która staje się Twoją prawdą, Twoją rzeczywistością, yy i Ty już nie umisz żyć inaczej. Człowiek narodzony na nowo, dlatego tutaj też taka Wtrątka z mojej strony, jak ktoś mówi, że on się tak do połowy zgadza z pewnymi nauczeniami, bo on rozumie, że zbawienia nie można utracić, w tym sensie, że jest jakaś granica, za którą tracisz zbawienie, no ale możesz ze zbawienia zrezygnować. Przenigdy. To jest najlepsze określenie. Przenigdy. Jak tobie przychodzi do głowy, że ty możesz zrezygnować ze swojego zbawienia, to musisz usłyszeć przenigdy, bo tobie to nawet do głowy nie powinno przyjść, jeśli ty jesteś zbawiony. to tobie do głowy to nie przyjdzie, że ty możesz z tego zrezygnować. Bo to będzie coś dla ciebie tak cennego, że ty zostałeś zbawiony, że ty zostałeś przemieniony przez łaskę, że przenigdy ci nie przyjdzie do głowy pomysł na to, żeby z tego zrezygnować. Nie będziesz miał takich pytań, czy można zrezygnować ze zbawienia, czy nie. Przenigdy to jest dobra odpowiedź. No i nic nowego, bo herezja wokół tego tematu, którą dzisiaj najczęściej nazywamy, chyba taka powszechnie obowiązująca nazwa dzisiaj współcześnie to jest hiperłaska, że ktoś mówi o hiperłasce, to zazwyczaj próbuje powiedzieć, że możesz żyć jak chcesz. To nie jest nic nowego. Historia Kościoła jasno pokazuje, że to pytanie nie wiadomo kiedy się zaczęło, ono się nigdy nie skończyło i już w pierwszym wieku pojawiła się pewna grupa ludzi wokół pewnego nauczyciela, która no zadała to pytanie, chociaż przenigdy nie powinna zadać tego pytania. Odpowiedzieli sobie w sposób, który przenigdy sobie nie powinni odpowiedzieć. No i zrobił się cyrk, taki cyrk, że w Księdze Objawienia Jezus wspomina o tym cyrku i o tej grupie ludzi, kiedy mówi do Kościoła, teraz właśnie nie pamiętam, ale chyba do Efezu i w Pergamonie te słowa padają. On tam mówi, że na swoją obronę masz to, że nienawidzisz uczynków Nikolaitów. O ten fragment mi chodzi. I kto to są ci Nikolaici? Oczywiście po internecie krąży wesoła opinia wesołych ludzi i krasnoludków, że Nikolaici to się wzięli z dwóch słów Nikolos, Laitos, czyli tam Clare i Laikat. O ile z laikos można zrobić laika, o tyle jak z nikolos zrobić kler, to już trzeba być geniuszem gramatycznym. Więc nie wiem dokładnie, jak to tam jest. Otóż nie. Nikolaici to była konkretna grupa ludzi skupiona wokół nauczyciela, który tak miał na imię Nikolajs. I oni właśnie to głosili, Chrześcijanin może uczestniczyć w grzechu bez duchowej szkody, ponieważ łaska jest większa niż grzech człowieka i grzeszy ciało, w związku z czym żyj jak chcesz, rób co chcesz, funkcjonuj jak chcesz, no bo łaska jest większa niż grzech. Przenigdy, przenigdy. Oni głosili, że ta łaska Boża czyni człowieka wolnym od konsekwencji moralnych. To jest absolutna nieprawda. No i głosili, że można należeć do Chrystusa, a żyć sobie jak świat. Ironia polega na tym, że oni głosili słusznie, że chrześcijanie zwyciężyli prawo Natomiast ci konkretni ludzie w rzeczywistości nie zwyciężyli prawa, oni przegrali z prawem, oni przegrali z grzechem, który prawo ujawnia. I ta różnica, ta... Tam wydawałoby się mała różnica, jak rozumieć te sformułowania, to na co apostoł Paweł odpowiada przenigdy. Zobaczcie, że dla Pana Jezusa to nie jest jakaś tam mała różnica. A On tutaj mówi o zdradzie, o zdradzie łaski. On się źle wypowiada o tej historii. On mówi, nienawidzę uczynków tych ludzi. Nienawidzę uczynków tych ludzi. To jest też bardzo silne, że Pan Jezus czegoś nienawidzi. On nienawidzi takich uczynków, takiego pomysłu. Oczywiście nie tych ludzi, ale tych uczynków. Tych, którzy błądzą i niszczą to, co powinno być święte. No i dzisiaj raczej nikt nie mówi, jestem nikolaitą. Przynajmniej ja nie znam nikogo, kto by się pochwalił, że ja jestem tu Nikolaitą. Natomiast słyszymy takie podobne sformułowania i spotkacie się z nimi w różnych nauczaniach, na różnych rolkach, zwłaszcza na jakichś facebookach, tiktokach i innych bibokach. Nie przesadzaj z pokutą. To w ogóle bardzo często słyszę. Nie przesadzaj z pokutą, to nie można przesadzać z tą pokutą. Bóg jest miłosierny, wszystko wybaczy, nie musisz tak walczyć. Albo coś, co, z czym się na pewno spotkaliście. Ważne, że wierzysz. To jest ważne, że wierzysz. Reszta to są szczegóły. Słyszeliście to na pewno. To jest najczęściej obracany slogan. Ważne, że wierzysz. Reszta to są szczegóły. Demony też wierzą i drżą, tak tutaj Jakub w swoim liście powie. No więc pojawia się to pojęcie nikolaityzmu, hiperłaski, zwodnicze pojęcie. Brzmi to dobrze na pierwszy rzut oka, bo faktycznie łaska jest większa niż grzech. Faktycznie ktoś prawdziwie zbawiony, ktoś, kto się narodził na nowo jest zbawiony i narodzony raz na zawsze, na całą wieczność. Faktycznie tak jest. Ale to nie oznacza, przenigdy to nie oznaczało, że wolno sobie grzeszyć, że to jest obojętne Panu Jezusowi jak Ty żyjesz, że Ty żyjesz sobie tak jak wcześniej i mówisz, że jesteś chrześcijaninem. Nie. Jeśli w Twoim życiu nie ma uświęcenia, Jeśli nie da się wskazać widocznych owoców Twojego uświęcenia, to znaczy, że Ty się nie spotkałeś z łaską. A jeśli Tobie się wydaje w tej historii, że nie ma żadnego owocu uświęcenia w Tobie, nie da się nic wykazać, jak się zmieniło Twoje życie, A ty twierdzisz, że jesteś chrześcijaninem, że jesteś uczniem Jezusa Chrystusa. No to jest właśnie taki współczesny nikolaityzm. To jest taka Ewangelia bez krzyża, bez tego, że stary człowiek umarł. To jest takie chrześcijaństwo. bez nawrócenia, bez uświęcenia, to jest taka łaska pozbawiona świętości, która przestaje być łaską. Paweł tu mówi jasno, jakże my, którzy grzechowi umarliśmy, jeszcze w nim mamy żyć. On dobitnie to podkreśla, jakże my, którzy umarliśmy dla grzechu, mamy w nim jeszcze żyć. Nie da się iść za Jezusem i równocześnie wracać do tej martwoty, z której On nas wyciągnął. Nie można mówić, jestem wolny w Chrystusie i żyć jak niewolnik jakiejś namiętności, zwłaszcza tu naszych cielesnych namiętności. Wolność w Chrystusie to nie jest frywolność, jak niektórzy nauczają, czy używają innych słów, to nie jest rób na co chceta, tylko to jest wolność od grzeszenia, a nie do grzeszenia. Wolny w Chrystusie oznacza, że ja jestem wolny od grzeszenia, a nie, że wolno mi grzeszyć. To są dwie różne rzeczy. Kiedy Duch Święty prawdziwie działa w człowieku, czyli uświęca go, tego nowego człowieka, zaczyna go kształtować, zaczyna go jednoczyć coraz bardziej z Jezusem Chrystusem, to Duch Święty nie mówi, rób co chcesz. Nie używa takich sformułowań, nie daje takich odczuć, że ty możesz robić co chcesz. Duch Święty raczej daje nowe pragnienia. Ty masz nowe pragnienie, że Ty chcesz czynić to, co się Panu Bogu podoba i to, co Cię z Nim jednoczy. Ty to chcesz czynić. Ty nie myślisz sobie, mogę robić co chcę lub mogę nie robić czego nie chcę, tylko chcę się zjednoczyć jeszcze bardziej z moim Bogiem. I zwróćcie uwagę, że to jest też najpotężniejsza różnica między czymś, co umownie nazywamy religią, a czymś, co umownie, bo to jest oczywiście też bardzo obszerny temat, nazywamy relacją. Bo najczęściej tak mówimy, że my nie jesteśmy ludźmi religii, tylko ludźmi relacji, ale to też wymaga wytłumaczenia. Natomiast to jest właśnie ta różnica. Religia mówi, uważaj, nie możesz grzeszyć, bo Bóg cię ukaże. Ta relacja, ta Ewangelia mówi, nie chcę grzeszyć, ja nie chcę grzeszyć, ponieważ Bóg mnie ukochał i mnie zbawił. To jest naprawdę zupełnie inny światopogląd i zupełnie inne zadawanie sobie pytań. Ja to najpełniej widzę w dekalogu. Dekalog, wspaniała sprawa pod warunkiem, że ktoś go Umi na pamięć, ale przede wszystkim go rozumie. Ja skorzystam z tego, co się tu jakby uczymy z Księgi Wyjścia z XX rozdziału. I też mnie czasami bawi, bo wszyscy jakoś tak dziwnie... Oczywiście każdy zwraca uwagę na to, że tam te przykazanie, którego nie ma w katechizmie Kościoła katolickiego... Dobra, dobra, spokojnie. Tam jest jeszcze jedna bardzo ważna różnica. Ten dekalog się zaczyna w drugim wersecie, a nie w trzecim. Dekalog się zaczyna od słów, jam jest Pan, Bóg Twój, który Cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Dlaczego się od tego zaczyna? To jest bardzo ważne, to jest podstawa mojej i Twojej wiary, że na mojej drodze pojawił się Pan, Kyrios. Bóg, który wyprowadził mnie, On mnie wyprowadził, On mnie wymeldował stamtąd, z tej ziemi egipskiej. Kiedyś robiłem o tym kazanie, która symbolizuje grzech, czy była cieniem tej rzeczywistości, z której się poruszamy, która była moim domem niewoli. My byliśmy niewolnikami grzechu i później mamy przekazania, te które znamy i one wszystkie nie będziesz, będziesz, nie możesz i tak dalej są skonstruowane. Dla człowieka nowonarodzenego ten dekalog brzmi trochę inaczej. On się staje wielką obietnicą. Wielką obietnicą Boga, która mogłaby brzmieć tak. Jam jest Pan, Bóg Twój, który Cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nigdy już nie będziesz chciał mieć innych Bogów obok mnie. Nie będziesz miał takich pragnień. Nie będziesz chciał sobie stworzyć podobizny, bo ja Ci będę wystarczył. Będziesz miał tak żywą relację ze mną, że Ci do głowy nie przyjdzie klękanie przed jakąś figurką. Później byśmy przeczytali... Ty nie będziesz nadużywał imienia mojego, bo Ty będziesz rozumiał, co ja dla Ciebie zrobiłem. Przeczytali byśmy... Pamiętaj o dniu odpocznienia, pamiętaj o tym dniu. Ty potrzebujesz takiego dnia, w którym odpoczniesz od swoich dzieł. Ty obiecuję Ci, że wejdziesz w odpocznienie. Obiecuję Ci, że odpoczniesz od swoich dzieł i ja będę Twoim zbawieniem, ja będę Twoją sprawiedliwością. Byśmy przeczytali dalej yy... Ty będziesz miał takie pragnienie szanować swojego ojca i szanować swoją matkę. Szanować. Dalej byśmy przeczytali, nie będziesz chciał zabijać. Nie będziesz chciał mardować. W sobie nie będzie takiej pasji, żeby drugiemu człowiekowi zrobić krzywdę. Nie będziesz tak żył. Twoje serce będzie przemienione i Ty na drugiego człowieka spojrzysz z miłością, a nie z nienawiścią. Czytalibyśmy w tym dekalogu tego nowonarodzonego chrześcijanina obiecuję Ci, że nie będziesz musiał kraść, że niczego Ci nie braknie, bo Ja jestem Twoim zaopatrzeniem i Ty nie będziesz musiał kraść. To nie będzie Twoje zmartwienie. Czytalibyśmy, pominąłem z niewiadomych mi powodów Niecudzołóż. Yyy... No właśnie dla człowieka nienarodzonego na nowo, no Niecudzołóż, Niecudzołóż. Jak już nie umiesz inaczej, to wydłub se oko. dla człowieka nowonarodzonego na nowo. dla człowieka narodzonego na nowo nie będziesz musiał to założyć. Ja ci wstadzę taką miłość do twojej żony, taką atencję względem twojej żony, że tobie nigdzie oko nie poleci, bo to nie będzie miało żadnych podstaw, żeby ci oko poleciało, bo ty będziesz tak kochał swoją żonę, tak ją będziesz pożądał. Ona będzie dla ciebie taka piękna, że tobie oko nie poleci na drugą kobietę. Zwróćcie uwagę na to, co próbuję przekazać. Się akcent zmienia. To już nie są zakazy i nakazy. To się stały obietnice. I one się wypełniły w Chrystusie Jezusie w moim życiu i w Twoim życiu, jeśli jesteś narodzony na nowo. Ty po prostu inaczej funkcjonujesz. Ty zadajesz sobie inne pytania, a Ty sobie nie zadajesz pytań. Czy ja mogę zamordować kogoś, kto napadł na moją rodzinę? Ale tam Bóg powiedział, nie morduj, więc zabić mogę, tylko byle nie zamorduję. Nie, to mi się akcent zmieni. Akcent ci się zmieni. Co ja mogę zrobić, by do takiej sytuacji nie doszło? Jak ja mogę żyć, jak ja mogę funkcjonować, żeby w ogóle nie było tego typu historii w moim życiu? Akcent się zmienia. Ta łaska dla człowieka narodzonego na nowo, ona nie pozwala nam wracać do starego życia, ale nie tylko uczynkami, tylko umysłem. My mamy przemieniony umysł, powinniśmy mieć przemieniony umysł, umysł Chrystusa, mamy zupełnie inne myślenie, nie zadajemy sobie tych pytań. Nie potrzebujemy sobie zadawać tych pytań, bo nasze pragnienia są zupełnie inne, bo ten stary człowiek, który zadawał sobie te głupie pytania i szukał, gdzie jest ta religijna granica, za którą się nie mogę poruszać, on nie żyje. Teraz jest nowy człowiek, człowiek, który nie trwa w tych pytaniach, on już nie jest w grobie, on już nie jest w tej Dolinie Cienia, on już nie jest w tym domu egipskim, on jest wyrwany z niewoli. I to słowo, które tu jakby Paweł tłumaczy, to jest w ogóle bardzo potrzebne dzisiaj Kościołowi. A czasami mam wrażenie, że Paweł tak bardziej do nas pisał, jak do nich. Bo to u nas są większe problemy w tym temacie. Dlatego, że my naprawdę żyjemy dzisiaj w takich czasach, kiedy niektórzy chcą zrobić z łaski parawan dla grzechu. Schronić się, no ale jest łaska, no ja tak żyję, ale jest łaska. Łaska, która nie prowadzi do świętości, która każdego dnia nie kształtuje mnie, nie jednoczy mnie coraz bardziej z Bogiem, to nie jest łaska, o której mówi Chrystus, tylko to jest jakaś karykatura diabelska. Diabelska karykatura, ta hiperłaska tak pojęta, to jest karykatura diabelska. a nie łaska, o której czytamy w Biblii. Prawdziwa łaska, ta, o której czytamy w Biblii, ta, o której naucza Biblia, ta, którą powinieneś przeżyć, ona zawsze kończy się posłuszeństwem. Posłuszeństwem. Zawsze. Że stajesz się posłuszny Panu Bogu, tylko nie z przymusu, bo Cię czeka kara, bo to jest religia i ona nie dotyczy nowonarodzonych, My nie jesteśmy przymuszeni do pewnych rzeczy, bo jak tego nie zrobimy, to nam Bóg odbierze zbawienie albo nas tam, nie wiem, schłoszcze. Tylko ona wynika z miłości. Ja jestem posłuszny, bo kocham. A w zasadzie dlatego, że zostałem ukochany. Nie z lęku. Tu też warto jakby wspomnieć, czym innym jest bojaś Boża, a czym innym jest lęk przed Bogiem. My jesteśmy posłuszni Bogu nie z powodu lęku. My się nie lękamy Boga. My żyjemy w bojaźni Bożej, czyli jesteśmy Mu wdzięczni za to, co On zrobił w naszym życiu. Dlatego tu Paweł właśnie nie mówi starajcie się umrzeć dla grzechu, spróbujcie tak jeden dzień żyć bez grzechu. On mówi umarliście dla grzechu, to się stało. No ale skoro się to stało, no to żyj tak, jakby się to stało. Bo tylko to jest dowodem tego, że to się naprawdę w czyimś życiu stało bądź nie. Trzeci, czwarty werset. Czy nie wiecie, że my wszyscy ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć Jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani wtedy jesteśmy wraz z Nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus skrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili. Znowu jest ciekawa konstrukcja. Czy nie wiecie, Tylko to nie jest wyrzut, że tu Paweł coś wyrzuca. Nie wiecie, małomądrzy, to nie jest tego typu zdanie, to jest przypomnienie. Paweł tu przypomina. To jest pytanie, które ma przypomnieć Ci pewną rzeczywistość. Czyli tak jakby zapomnieliście, co naprawdę się stało, gdy przeoblekliście się w Chrystusa. Zapomniałeś? To jest tego typu pytanie. Bo jeszcze raz, do kogo Paweł pisze ten list? Do wierzących czy niewierzących? Do wierzących. To nie jest list do niewierzących, to nie jest ewangelizacja Pawła. To jest list, żeby umocnić wierzących. Paweł mówi do wierzących, do ludzi, którzy w zasadzie już znają Ewangelię, oni są kościołem w Rzymie. Więc on nie uczy ich nowej doktryny, on ich nie ewangelizuje, on im przypomina pewne rzeczy i rozjaśnia pewne terminy. I to jest słuszne, bo Jest tak, że bardzo wielu chrześcijan dzisiaj też ich problem nie polega na tym, że oni czegoś nie wiedzą, że oni czegoś nie rozumieją. Kiedy rozmawiamy np. o pewnych sprawach okazuje się, że oni to rozumieją, oni to wiedzą. tylko żyją jakby zapomnieli o tej informacji. Zaczęli żyć tak jakby zapomnieli, że to tak działa, że to tak powinno działać. I on tutaj jakby wspomina o chrzcie wprost. No i to jest ten ciekawy werset. I teraz tak, w czasach, kiedy Paweł to pisze, To chrzest nie był, tak jak dzisiaj, teraz nie mówię o naszym kościele, tylko mówię o ogólnym pojęciu, chrzest nie był jakąś tam ceremonią. Dzisiaj chrzest dla wielu ludzi to jest taka jakaś ceremonia, to trzeba zaliczyć. Dziecko się rodzi, to trzeba dziecko ochrzcić, bo przecież wszyscy chrzczą, nikt do końca się nad tym nie pochyla, nie zastanawia. Wielka afera, jak jakiś ksiądz tam odmówił chrztu, tak jakby miał obowiązek państwowy udzielać chrztu ludziom na przykład, którzy nie chodzą do kościoła. No więc jakby jest jakieś takie zrozumienie, że to jest jakaś taka ceremonia państwowa. W czasach Pawła, no nikt tak jeszcze nie odjechał, nikt jeszcze tak nie przekręcił tej historii. W czasach Pawła chrzest był w zasadzie deklaracją śmierci. Ty w zasadzie deklarowałeś, że jesteś gotów na śmierć, ale fizycznie jesteś gotów na śmierć. Bo większa część ludzi, która przyjmowała chrzest, ten już normalny, biblijny, ten świadomy z wyznaniem wiary, Ci, którzy przyjmowali ten chrzest w imię Jezusa Chrystusa, to po pierwsze w aspekcie duchowym mówił, chowamy starego człowieka i jak wejdę z tej wody, to to już nie jest stary człowiek. Już nie możesz wracać do mojej historii sprzed wejścia do wody, bo to nie ja. A z drugiej strony oni naprawdę często umierali z powodu tego chrztu, bo ich zabijano. Bo to była taka deklaracja, co się dzieje w ich życiu. My też to w pewien sposób przeżywamy, ja to przeżyłem, czasami ktoś spotyka mnie ze starego życia i próbuje powspominać stare dzieje. I tam zahacza, że pamiętasz jak to i tamto, nie pamiętam. A pamiętasz jak to i tamto? No wiecie, nie będę opowiadał tu swojego starego życia, nie ma się czym szczycić. No nie pamiętam. No i w końcu, no ale jak nie pamiętasz? No przecież chłopie, może wódki wypiliśmy i tam zaczynają się te wszystkie opowieści starych żeglarzy. No ja mu mówię, nie, nie wiem o kim ty mówisz, bo ten człowiek nie żyje. Tego człowieka nie ma. On został pogrzebany w chrzcie. Ja jestem nowym stworzeniem. No więc to jest ta rzeczywistość chrztu. Te babcizo słynne, które my tak też często szastamy, to nie jest tylko zanurzyć całkowicie, jak my to najczęściej tłumaczymy, że no, babcizo nie oznacza skropić, pokropić, tam polać główkę, tylko zanurzyć całkowicie. Nie do końca. To jest głębszy wyraz niż tylko zanurzyć całkowicie. Tak naprawdę ten wyraz pochodzi od pewnego rdzenia, które oznacza pogrążyć, całkowicie przeniknąć. Tak byśmy powinni przetłumaczyć baptizm, że to jest pogrążyć w tym sensie, całkowicie przeniknąć. To słowo było używane, żebyśmy zrozumieli, bo to chrześcijanie nie wymyślili tego słowa, chrześcijanie nie wymyślili greki. To słowo było używane wcześniej i później, na przykład kiedy brano jakiś materiał, tkaninę jakąś i ją zanurzano w barwniku i wynurzano z tego barwniku. I kiedy ona została wynurzona z tego barwnika, to ona została całkowicie... pokryta w środku, zewnątrz, na zewnątrz. Po prostu ona się całkowicie zmieniła. Ona została pogrążona, wypełniona tym barwnikiem. Już nigdzie nie było miejsca, gdzie tego barwnika, przeniknął ten barwnik. I to jest baptizo. To jest dopiero baptizo. To jest dopiero chrzest. że ty jesteś pogrążony, wypełniony, zupełnie nowy. Po prostu nie ma nic już ze starego. Nie da się w ogóle porównać tego do tego starego, bo to jest całkowicie przemienione. Nie te same, nie zabarwione, tylko zupełnie przemienione. I kiedy się tak właśnie tkaninę baptizo, to ona była czymś zupełnie nowym, nagle cennym, albo nawet bardzo cennym, Bardzo cenny barwnik, no a ten nasz barwnik jest bardzo, bardzo cenny. I dopiero w tym sensie możemy przeczytać ten werset i zrozumieć to baptizo w Chrystusie, to zanurzenie w Chrystusie. To nie jest tylko woda. To nie jest tylko to, że my zanurzamy w wodzie, a nie kropimy. To w ogóle nie o to chodzi. Oczywiście to nie oznacza, że od jutra będziemy kropić, bo będzie cieplejsza woda niż na hechle. Nie o to chodzi. Ale nie to ma znaczenie w tej historii, w tym chrzcie. To jest tylko pewien symbol. Natomiast chodzi o to, że ty masz pogrzebać starego człowieka i wynurzyć się jako ktoś zupełnie inny, przemieniony, całkowicie wypełniony tym Chrystusem, tą śmiercią Chrystusa, którym symbolizuje chrzest. Wody chrztu, już fizyczne wody, one naprawdę są symbolem grobu. Tak się powinno do tego podchodzić, dlatego my mamy na przykład takie zwyczaje, że tam trochę, jak mi się przypomni, no trochę trzeba przycisnąć, żebym tam poczuł, że On w tej wodzie jest, a nawet tak, żebym się trochę wystraszył, że umieram. No to o to chodzi. Ty masz tam umrzeć. Ty masz to pamiętać do końca życia, że ty zostałeś złożony w grobie i wychodzisz zupełnie nowy. Ten moment, kiedy ty wychodzisz z tej wody, to ma być symbol zmartwychwstania. Że no skoro umarłem w tej wodzie, no to wychodzę jako zmartwychwstały. Coś zupełnie nowego. To, co tam zostało, ten cały syf, brud, już nie jest częścią mojej historii. Jednocześnie Paweł w tym wersecie... Dlaczego mamy taki kłopot? Bo my to próbujemy zawsze rozbić. A on tu mówi o dwóch rzeczywistościach. Jednocześnie on też mówi o tej duchowej rzeczywistości, która się kryje w tej historii. Bo to, co my widzimy w wodzie, to musi mieć swój dalszy ciąg w duchu. Bo bez tego... To były jakieś wygłupy. to, to, to, to se do wanny wleź i się wyszoruj. To jest tyle samo warte. To musi mieć swój dalszy ciąg w duchu. Upamiętajcie się i niechaj każdy z was da się ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych i jak jest dalszy ciąg, a otrzymacie dar Ducha Świętego. Obietnica ta bowiem odnosi się do was i do dzieci waszych oraz do wszystkich, którzy są z dala. Ilu ich Pan Bóg nasz powoła. Chrześcijanin, który zostaje zanurzony w wodzie, ale nie zostaje zanurzony jako konsekwencja wejścia na drogi pańskiej, wejścia na drogę pańską w duchu, to jest słoń bez trąby. Niby to słoń jest, ale w sumie to nie ma trąby i nie wiadomo o co mu chodzi w tej historii. On zna pewien symbol, on rozumie pewną rzeczywistość, doświadczył nawet pewnej rzeczywistości, ale nie ma bladego pojęcia o mocy Boga. Bladego pojęcia. Jest słoniem, tylko nie ma trąby i nigdy z tej trąby nie skorzysta. W dziejach apostelskich to widzimy bardzo wyraźnie. W Samari. Filip chrzcił w wodzie, ale Duch Święty jeszcze nie zstąpił. To jakby za mało. W Efezie uczniowie Jana, oni znali ten chrzest pokuty, czyli to, to, to, to, tą część wodną, ale dopiero kiedy Paweł nakłada na nich ręce, dopiero wtedy Duch Święty przychodzi do nich i oni zaczynają chodzić w mocy Bożej. Ona się tam objawia innymi językami i prorokowaniem, tak? Tak. Natomiast tam chodzi o tą, o tą głębię. To pokazuje, Bo my oczywiście musimy wszystko rozrysować i dobrze, że to robimy, żeby pewne rzeczy zrozumieć, ujednolicić, sklasyfikować, przekazać dalej. Więc my musimy rozrysować upamiętanie, chrzest wodny, chrzest duchem świętym, to musi nastąpić przed tym, to tu, to i to jest w porządku, bo jak inaczej wykładać naukę, ale my musimy zrozumieć, że ten werset, te wersety pokazują, że chrzest wodny i chrzest w duchu świętym to są dwa etapy, faktycznie dwa różne etapy, ale jednej sprawy. jednej rzeczywistości, jednej nauki, jednej drogi, drogi pańskiej. To są dwa różne etapy, ale jedna sprawa. To jest tak, byśmy mieli do czynienia z zewnętrznym znakiem i trochę mówili o tym zewnętrznym znaku i Paweł tu mówi też o tym zewnętrznym znaku, czyli o tej wodzie, o baptizm, o ta cała historia, którą wykładamy przy okazji wykładania tematu na temat chrztu wodnego, ale jednocześnie my musimy rozumieć, że tu jest mowa o wewnętrznym wypełnieniu. o tym duchowym wypełnieniu człowieka tym barwnikiem. Inaczej mówiąc w jakiś sposób ta woda zakopuje starego człowieka, ale to Duch Święty ma moc wskrzesić nowego człowieka, inaczej to wszystko jest tylko pustym symbolem i nie ma żadnego znaczenia czyśty baptizm, czy przez kropidło, jak ty wykluczysz z tej historii Ducha Świętego. Czytamy tutaj, że pogrzebani wtedy jesteśmy wraz z Nim przez chrzest w śmierci. To jest w zasadzie cała Ewangelia w tym krótkim zdaniu. Dlatego, że nie da się doświadczyć zmartwychwstania jeśli nie pozwolisz, żeby Bóg przeprowadził cię przez twój własny pogrzeb. To się nie da zmartwychwstanie. Ty nie zmartwychwstaniesz do życia z Bogiem, jeśli wcześniej nie pozwolisz, żeby Bóg cię przez twój własny pogrzeb przeprowadził. Tu się pojawia ciężki, ciężka rzecz do zrozumienia, no ale czas sobie ją wyłożyć. W teologii mówi się o tym, że śmierć Chrystusa, ona nie była tylko zastępcza. My najczęściej na kazaniach mówimy i tłumaczymy o zastępczej ofierze. To jest najczęstsze sformułowanie, które pada z zakazalnic, tłumaczy się, różnie się tam, ale najczęściej, że jest zastępcza, ofiara, wymiana krzyżowa, tego typu. historie padają. I oczywiście to jest bardzo ważny aspekt i najważniejszy, jeżeli chodzi o takie podstawowe zrozumienie Ewangelii, ale kiedy wchodzimy w głębię Ewangelii, kiedy uczymy się Ewangelii, tak jak apostoł Paweł się uczył Ewangelii przez lata, kiedy próbujemy zrozumieć więcej, a przecież Bóg nam pozwolił, to zaczynamy rozumieć, że śmierć Chrystusa jest nie tylko zastępcza. Tam się pojawia drugi bardzo ważny aspekt, opisany w zasadzie od początku historii Kościoła, że to jest współudziałowa ofiara. Taki termin się pojawia. Że śmierć Chrystusa jest współudziałowa. Co to oznacza? To oznacza, że Chrystus nie tylko umarł za nas, to jest ta podstawowa informacja, bez której nie ma mowy o tym, że jesteś wierzący, ale że my umarliśmy z Nim. To jest ten nasz współudział, że my umarliśmy razem z Chrystusem. To nie jest jakaś tam, wiecie, poezja albo teologia wyższych sfer, tylko to jest bardzo ważna sprawa, że nie tylko Chrystus umarł za nas, my Umarliśmy z nim, ten stary człowiek. My umarliśmy z nim na tym krzyżu. To jest niezwykle ważne, to jest właśnie za tym terminem, który jak ktoś się będzie tam próbował wgłębić w temat, pojawi mu się termin współudział. Dlaczego? Bo bez tego nie ma całej reszty. Bo bez tego nie zrozumiemy, że grzech nie może panować nad trupem. Jeżeli ty nie rozumiesz, że ty zostałeś ukrzyżowany, że ty jesteś trupem, zostałeś zabity, Bóg cię zaprowadził na twój własny pogrzeb jako współudział w tej ofierze krzyżowej. Jeżeli ty tego nie ogarniesz, to ty nie ogarniesz właśnie tych stwierdzeń, że grzech nad tobą nie może panować. Bo ty nie zrozumiesz, że grzech nie może nad tobą panować tylko pod jednym warunkiem. Jakim? że ty nie żyjesz. Bo jak ty żyjesz, to grzech nad tobą panował będzie. Ty musisz umrzeć, żeby grzech nad tobą nie panował. I wtedy rozumiesz, że jeśli stary człowiek naprawdę umarł, ale naprawdę umarł, jako ten współudział w ofierze Chrystusowej, to jeśli on naprawdę umarł, no to faktycznie grzech nie ma nad nim władania, nie ma władzy nad tym, co więziło tego człowieka wcześniej, bo co, bo on nie żyje. I tylko wtedy. Paweł tu dalej, abyśmy nowe życie prowadzili. Więc zobaczcie, Paweł idzie dalej, on nie kończy na tym obrazie śmierci, pogrzebani z nim, czyli te współudział w tej historii, On nie kończy na tym, że pogrzebani z nim, on idzie dalej. Abyśmy co? Abyśmy nowe życie prowadzili. Więc cel tego wszystkiego nie jest negatywny. Nie chodzi tylko o to, żeby przestać grzeszyć. To jest za mało. To jeszcze nie jest głęboka Ewangelia, że ktoś powie, tak, tak, ja się z tym zgadzam, bo to chodzi o to, żebym już przestał grzeszyć. Paweł idzie dalej i my musimy iść dalej. Zwłaszcza w swoim życiu. Cel jest pozytywny, nie negatywny. To nie jest zaprzeczenie, tylko jest pozytyw. Zaprzeczenie, czy negatywny cel w teologii, to gdybyśmy właśnie na tym skończyli, że chodzi o to, że masz przestać grzeszyć. To jest za mało. Nasz cel jest pozytywny i Paweł to tu wykłada. Ty masz nowe życie prowadzić. Nie tylko przestać grzeszyć. Ty masz prowadzić nowe życie. Można przestać grzeszyć i nie prowadzić nowego życia? Znaczy no nie można, ale tłumaczę pewne aspekty. Moglibyśmy tak chcieć, że dobra, to ja już nie będę grzeszył. Umarłem, nie będę grzeszył. No nie, nie, ty masz prowadzić nowe życie. To ma być pozytywny cel, to masz iść dalej. To, to nowe życie, ono nie jest przedłużeniem starego życia, bo co te stare życie? Ono się skończyło. Zostałeś zabity. Czyli to nie jest lepsza wersja mnie z wczoraj, kiedy jeszcze byłem grzesznikiem, tylko to ma być całkowicie nowe stworzenie, całkowicie nowy cel. Życie, które ma zupełnie inne źródło. I to źródło już nie jest w moich uczuciach, w moich emocjach, w mojej cielesności, w tym wszystkim. Nie jest też oparte na jakimś moim wewnętrznej sile czy jakiejś dążeniu do perfekcji. A niektórzy chrześcijaństwo tak zamieniają w takie dążenie do perfekcji. On się zepnie, się zepnie, aż to pierdniesz i tyle się w tej historii skończy. To nie na tym polega. To ma polegać na Duchu Świętym, który zamieszkuje we mnie i uzdalnia mnie bez tego spięcia do zupełnie nowego życia. To jest ten pozytywny cel. W tym pierwszym wieku, kiedy jeszcze to bardzo dobrze rozumiano, To był w ogóle moment nieodwracalny i oni to tak bardzo rozumieli, bo oni to fizycznie doświadczali. Bo bardzo wielu płaciło za to autentycznie, fizycznie życie. To nie była tylko dla nich teologia wygłaszana z zakazalnicy, tylko oni wiedzieli, że to naprawdę się może skończyć śmiercią. Więc nikt nie podchodził do tego niepoważnie, bo każdy rozumiał, że Ta granica chrztu wodnego i w duchu to jest naprawdę granica między starym a nowym życiem i Ty naprawdę możesz zostać zabity, że naprawdę fizycznie i zacząć żyć zupełnie nowym życiem przy swoim Panu. I się pojawia ciekawy termin w historii Kościoła, który Was trochę rozśmieszy, trochę zaskoczy. Ja jeszcze mrugnę oczkiem, żeby było weselej. Illuminati. Oświecenie. Okazuje się, że to illuminati, a teraz będzie za dyma w całym internecie, że król Las się przyznał, że jest illuminati. Ten termin w ogóle pojawił się w Kościele jako coś pozytywnego. jako coś pozytywnego. Oni wierzyli, że w chwili zanurzenia człowiek zostaje illuminati, oświecony i wchodzi w zupełnie nową rzeczywistość. Tertullian napisał, że kiedy ktoś zostaje oświecony illuminati, to zobaczcie co się będzie działo, jak będą muralki powstawać. On napisał, że nie woda nas oczyszcza, lecz duch, który w niej działa. To jest w ogóle fajne połączenie tego wersetu. Nie woda nas oczyszcza, ale duch, który w niej działa. A przecież oczywiste, że to nie chodzi o literalne podejście, że akurat na hechle mieszka duch święty tam w tym syfie. No przecież to w ogóle nie o to chodzi. Oni rozumieli tą głębię jednego wersetu mówiącego o różnych aspektach, naprawdę różnych aspektach jednej rzeczywistości, którą dostrzega człowiek oświecony, illuminati. No. Dlatego to trzeba jasno powiedzieć, jasno powiedzieć i kończymy spór między baptystami, zielonoświątkowcami, charyzmatykami i innymi. Kończymy spór. Biblia naucza jasno. Potrzebujesz dwóch chrztów. I nie możesz mieć tutaj znaków zapytania. Potrzebujesz dwóch chrztów. chrzest w wodzie jako świadectwo wiary, jako akt posłuszeństwa, jako definitywna śmierć starego człowieka, granica i potrzebujesz chrztu w Duchu Świętym, czegoś zupełnie innego. Jako wypełnienie tego nowego życia Bożą mocą, która Cię uzdolni do świętości i do uświęcenia. Jedno bez drugiego jest jak ciało bez oddechu. Ale jedno bez drugiego. Czyli ci, którzy twierdzą, że ja jestem ochrzczony w wodzie i to wystarczy, a cała ta fanaberia na temat chrztu w Duchu Świętym to jest wymysł charyzmatyków, kup se trąbę, bo się słoń bez trąby. Ale ci, którzy twierdzą, że ja jestem ochrzczony w duchu, to wystarczy. To wystarczy, ja już dostąpiłem ochrzczenia w duchu, odnowa katolicka, tak na przykład twierdzi ci ludzie skupieni wokół odnowy w duchu świętym w kościele katolickim. My jesteśmy ochrzczeni w duchu, my nie potrzebujemy już tu baptizo, oni się tam tłumaczą, że za bajtla byli pokropieni, ale to już w ogóle za absurd. Natomiast oni się skupiają na tym, że skoro jestem ochrzczony w duchu, nie, nie, nie, ty potrzebujesz dwóch, dwóch chrztów potrzebujesz. Heblecików mówi o nauce o chrztach w liczbie mnogiej i o tym będziemy sobie przy okazji listu do Heblecików mówić. Woda wskazuje na śmierć. Duch wskazuje na życie, ale na te nowe życie po śmierci. No i tu znowu kolejny taki paradoks. Jak można twierdzić, że można narodzić się na nowo najpierw nie umierając? W związku z czym, że możesz prowadzić nowe życie nie kończąc starego. W związku z czym w jaki sposób chcesz się odrodzić z ducha skoro najpierw nie zostałeś pogrzebany w jego śmierć? To jest bardzo głęboki werset. Razem to tworzy obraz Zbawienia człowieka, zbawienia człowieka. Od grobu po chwałę, bo tu Paweł co chwilę o tym wspomina. Nie wystarczy być pogrzebanym, trzeba być wstrzeszonym. Ale żeby być wstrzeszonym, najpierw trzeba być co? Pogrzebanym. Nie da się ominąć tego. Nie wystarczy uwierzyć, upamiętać się i dać się ochrzcić w wodzie. Trzeba żyć w mocy Ducha Świętego jednocześnie. Nie możesz oczekiwać tego nowego życia, nie kończąc stare życie w posłuszeństwie, tak jak Pan Bóg zaplanował. No i zaczyna się robić spójnie. Każdy z nas, każdy z nas, wszyscy, albo potrzebujemy, albo potrzebowaliśmy doświadczyć tego, duchowego zanurzenia, właśnie tego, o czym tak ładnie Tertulian napisał, że w tej wodzie objawia się duch. My to potrzebujemy. Tylko tu nie chodzi o emocje, tu chodzi o przemianę świadomości, o taką nową przynależność. Bo jeśli ktoś został zanurzony w Chrystusie, Czyż nie wiecie, że my wszyscy ochrzczeni w Chrystusie? Przypomnienie. Jeśli ktoś został zanurzony w Chrystusie, ale tak jak teraz przypomniałem, w jaki sposób jesteśmy zanurzeni w tym Chrystusie, w całej tej historii, no to jeśli zostałeś tak zanurzony w Chrystusie, to nie możesz żyć tak, jakbyś wciąż nie był tak zanurzony w Chrystusie. Ale jeśli jesteś zanurzony tak w Chrystusie, to uwaga, ty już nie potrzebujesz więcej łaski, ty nie musisz jechać gdzieś na konferencję, bo ci tam więcej łaski dają i tak od spędu do spędu, a przecież znamy takich. Braci i siostry wiecznie szukają więcej, więcej, więcej i więcej tej łaski, więcej mocy, więcej Ducha Świętego. Nie wiadomo, co tam jeszcze więcej. Nie, my potrzebujemy głębiej, głębiej. Jeżeli już chcemy jakoś nazywać te rzeczy, to my potrzebujemy głębiej. Wejść w łaskę, która już jest naszym udziałem. My jej nie potrzebujemy więcej, my ją mamy w pełni, ale my potrzebujemy głębiej w nią wejść. My musimy wejść w tą głębię, że Duch Święty nie tylko zmazuje przeszłość. To jest za mało. Duch Święty robi nam przestrzeń dla zupełnie nowej przyszłości. I Duch Święty właśnie dlatego tu jest napisane nowe życie prowadź. On Ci zrobił przestrzeń, a teraz Ty prowadź zupełnie nowe życie. Prowadź. a nie żyj starym. Później Paweł przechodzi piąty, siódmy werset. Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo Jego śmierci, wrośniemy również w podobieństwo Jego zmartwychwstania, wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z Nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi, kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu. Paweł tu wspomina o tym, o czym często rozmawiamy, zwłaszcza na grupach domowych. o takich dwóch człowiekach mieszkających w człowieku. Czasami dwóch człowiekach, czasami naturach, czasami krąży taka anegdota o jakimś tam wilku i czymś tam mieszkającym w nas, nie pamiętam dokładnie jak to było, ale próbujemy nazwać jakoś tą rzeczywistość. Ja używam słowa tożsamość, czyli Paweł tu mówił o dwóch tożsamościach, które są w takim wiecznym napięciu w życiu, każdego wierzącego, bo to jest list do wierzących, a nie do niewierzących. To jest nauczanie doktryn, a nie ewangelizowanie. On tu wspomina o tym starym człowieku, tym, którym żył w Adamie i o nowym człowieku, tym, który żyje w Chrystusie. Zresztą Paweł o tej walce tych tożsamości on będzie często wspominał w swoich listach i my tą naukę dość poważnie przechodząc przez listy, hmm... będziemy analizować. Tylko stary człowiek to nie są grzeszne uczynki. To musimy sobie uzmysłowić, zdefiniować, zapamiętać. Stary człowiek to nie są, może nie tak, to nie są tylko te grzeszne uczynki. Stary człowiek, o którym Paweł wspomina w swoich listach o tej walce tych tożsamości, to jest pewien sposób myślenia. To jest pewna wola, która stara się być niezależna od swojego Stwórcy. Taka naturalna tendencja w każdym z nas i to serce wiecznie próbuje skierować się ku sobie, ku sobie samemu. To jest ten stary człowiek. To jest ten, który mówi, ja wiem lepiej, ja mam na to pomysł, ja zrobię tak, jak uważam. No, natomiast ten nowy człowiek to jest to, co w nas próbuje cały czas powiedzieć, nie moja wola, lecz twoja niech się stanie. Tłumaczyliśmy sobie to po poprzednich rozdziałach. I Paweł nie mówi, że stary człowiek powinien być ukrzyżowany. Zwróćcie uwagę, on mówi, że on został ukrzyżowany. Że to się stało. Stary człowiek, czyli ten człowiek z tym głupim myśleniem, tej woli próbującej być niezależnej od Boga, on został już ukrzyżowany. To jest dokonany fakt. Tylko, że skutki tego muszą być doświadczane i generowane w tym moim nowym życiu i to jest te wewnętrzne napięcie. Wrośliśmy w podobieństwo jego śmierci. Kiedy się przyjrzeć temu zdaniu, no to mowa jest o zjednoczeniu, I kiedyś oglądałem taki bardzo mocny wykład na temat tych kilku słów. Tam chodziło o gałązki i o wszczepienie w Izrael i tak dalej, ale jakby egzegeta, który zajmował się tymi słowami, on tłumaczył pewną rzeczywistość grecką. I ja pamiętam, bo nie pamiętam kto to był, dlatego nie umiałem tego teraz zodnaleźć, a niestety sobie wtedy nie zanotowałem, ale on tłumaczył, że to chodzi o takie organiczne zjednoczenie, że organiczne, że to nie jest poprzeplątanie się. To jest takie organiczne, całkowite zjednoczenie, tak jak gałąź wrośnięta w drzewo. Że to nie da się powiedzieć, kiedy się kończy gałąź, a zaczyna się drzewo. To jest organiczne połączenie. i wrośliśmy w podobieństwo w jego śmierci. To chodzi o takie organiczne zjednoczenie. Tu nie chodzi tylko o naśladowanie Chrystusa, czyli jakieś metody na to, w jaki sposób naśladować Chrystusa, czyli tu jestem ja, i staram się być podobny do Chrystusa, ale mocno można wykazać, gdzie jest różnica między mną a Chrystusem. Nie odchodzi w tym zdaniu. To ma być organiczne zjednoczenie z Chrystusem, że w zasadzie w pewnym momencie nie da się powiedzieć, gdzie się kończysz ty, a zaczyna się Chrystus. To jest oczywiście rzeczywistość ludzi narodzonych na nowo tylko i wyłącznie. Że ja już nie wiem, która moja myśl, to jest ta moja myśl, tylko pochodząca z nowego człowieka, a która myśl to już jest ta myśl Chrystusowa. To się powinno zjednoczyć ze sobą, że my już nie wiemy. Przykład, który mogę podać z życia, żebyśmy to spróbowali zrozumieć. Miałem kiedyś rozmowę ze znajomymi, nie z kościoła, żeby była jasność, i oni wpadli na jakąś taką genialną koncepcję, że żony im się znudziły, pod kątem fizycznym. To nie jest tak genialna koncepcja. I zastanawiali się, jak to zrobić, bo to tacy przyzwoici ludzie w świecie. I oni się zastanawiali, jak to ogarnąć, żeby wyjść z tego impasu, że żona mu się znudziła, ale kocha ją. Więc jak ją zdradzić tak, żeby jej nie skrzywdzić? I zaczęli debatować i dumać nad tym, jak to ogarnąć, żeby się nie wdać w romans, nie mieć kochanki, może do jakiegoś domu publicznego, bo chodzi o to, że ja ją kocham, tylko ona mi się już znudziła i teraz, ponieważ ją kocham, to próbuję jej nie skrzywdzić, ale muszę rozwiązać ten swój problem, że ona mi się znudziła. I oni bardzo poważną debatę ze sobą mieli, jak ten temat ogarnąć, I ja im to powiedziałem, że się nadziwić nie mogę po prostu, jak można być tak kreatywnym w grzeszeniu, że to jest po prostu jakaś jazda bez trzymanki, to co oni tam kombinują, no nie wejdę w szczegóły, bo oni w końcu wymyślili jak to zrobić. I ten jeden z drugim przerwali tą swoją debatę, popatrzyli na mnie i powiedzieli tak, nas nie zrozumiesz, ty masz zupełnie inne myślenie, ty już nie jesteś normalny człowiek. To jest to zjednoczenie. My nawet nie wiemy, kiedy się to stało. Ten nasz umysł pracuje zupełnie inaczej niż tamte umysły. To jest to organiczne zjednoczenie. I ja już nie wiem, w którym miejscu jeszcze to jest... moja chęć podobania się Panu Bogu i właściwa chęć czynienia dobrze, a w którym miejscu to już jest Chrystus we mnie. To ma być tak zjednoczone, że my tego nie potrafimy odróżnić. Że my jesteśmy z Nim zjednoczeni, wrośliśmy w podobieństwo Jego śmierci. My już nie patrzymy z zewnątrz na ten krzyż, my jesteśmy włączeni w tą historię, organicznie włączeni. Kiedy Chrystus umarł, to w naszej tej nowej naturze Bóg w pewien sposób potraktował nas tak, jakbyśmy umarli razem z Nim. My jesteśmy zjednoczeni w tej historii. Kiedy Chrystus zmartwychwstał, to my również przez Boga jesteśmy traktowani tak, jakbyśmy powstali w tym Chrystusie, z tym Chrystusem i poprzez tego Chrystusa. No i weź to ogarnij, jak nie jesteś nowonarodzony. Spróbuj to przełknąć, te, te zjednoczenie organiczne. To jest wyłącznie dla nowonarodzonych. Ale czemu to jest ważne? Bo kiedy żyjesz w ten sposób, kiedy odkrywasz tą głębię, Zaczynasz pewne rzeczy inaczej rozumieć i ty już nie walczysz o to, żeby umrzeć dla grzechu, bo ten grzech już w tobie umarł. Twoja walka zaczyna polegać zupełnie na czymś innym, na czymś, co można spróbować oddać słowami, że walczę, żeby żyć teraz tak, żeby to było zgodne z tym faktem, że ja umarłem dla grzechu. Ja już nie próbuję umrzeć dla grzechu. Ja teraz walczę, żeby żyć tak, żeby to było zgodne z tą prawdą, że umarłem dla grzechu. A to jest trochę różnica. Stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, nie ulepszony. Tu nie jest napisane stary człowiek został poprawiony w nim. Nie! Zniszczony, zdewastowany, anihilowany, poniósł śmierć. Stary człowiek został z nim wespół ukrzyżowany, więc nie ma mowy o jakimś chrześcijańskim samodoskonaleniu się. Chrystus nie przyszedł na ten świat, żeby poprawić stare życie ludzi. On nie po to tu przyszedł. To nie jest chrześcijaństwo. że Chrystus przyszedł na świat, żeby poprawić twoje życie. Chrystus przyszedł na świat, żebyś ty wespół z Nim, wespół z Nim został ukrzyżowany. No i przecież nie są to moje słowa, tylko to jest napisane tu wprost. Wespół z Nim ukrzyżowany. Czyli ta moja grzeszna natura, ona ma być unicestwiona. Ona ma stracić nade mną władzę, stracić wpływ na mnie, autorytet względem mnie. Ten grzech jako uczynek, on może i Paweł się z tym zmaga, on może w życiu wierzącego być obecny i będzie obecny, żeby była jasność. Będzie obecny. To nie jest tak, że ty nigdy nie zgrzeszysz w sensie wydania uczynku. I Paweł sam się z tym zmaga. Ale oto nie może nad tobą panować, a to jest ogromna różnica. To nie będzie miało kontroli nad tobą i nad twoim życiem. Ukrzyżowanie starego człowieka w myśl Ewangelii Pawła i jego nauki nie oznacza, że grzech w sensie uczynku całkowicie zniknął z naszego życia. Jest tu taki ktoś? Znikł komuś z was grzech całkowicie z życia, ale uczciwie Z mojego nie, z twojego prawdopodobnie też nie. Ale dla nowonarodzonych grzech został zdetronizowany. On już nie zasiadza w centrum moim. To już nie jestem ja. On już nie ma nade mną panowania i takich tu jest pełno przynajmniej taką mam nadzieję. Jest ogromna różnica pomiędzy uczynkiem grzechu, a naturą grzechu i tu trzeba to znowu przypomnieć. I mowa tu jest o tej naturze. Czyli mieszkało we mnie w starym życiu i to zostało zabite, ukrzyżowane, sprawiedliwie osądzone i wydane na śmierć. W moim starym życiu, we mnie, mieszkała natura grzechu. Katolicy lubią termin grzech pierworodny, ale on nie jest doskonały, bo ten termin, bo oni dokładają do tego pewną dziwną naukę o chrzcie zmazującym grzech pierworodny. Więc zostawmy to nazewnictwo, bo ono jest niepoprawne. Poprawnie jest tak, że w starym życiu miałem naturę grzechu. I ona powodowała, ta natura moja grzechu i twoja powodowała, że czy ty chciałeś, czy ty nie chciałeś, byłeś pod władzą tej natury i czy chciałeś, czy nie chciałeś, grzeszyłeś. Na przykład jako małe dziecko rozrabiałeś, yy, krzyczałeś, tupałeś nogami jak ci coś nie podobało. Niektórym nie przeszło nawet w dorosłości. Zwłaszcza mężczyznom w stosunku do żony, nie. Tupią nogami, krzyczą, bo oni coś chcą. Jeść i inne rzeczy. No więc to jest ta stara natura, stara natura grzechu. I teraz ona została osądzona i słusznie, sprawiedliwie wydana na co? Na śmierć. I przychodzi nowe narodzenie, nowe stworzenie, nowe życie, my nowi. Zupełnie inna, nowa natura, natura święta. Natura, która spontanicznie Sama z siebie panując nad tobą powoduje, że zaczynasz wydawać uczynki Panu Bogu się podobające. Nie tyle dobre, bo to jest osobny temat teologiczny, dobro i zło, nie tyle dobre, co święte, oddzielone dla Boga. To nie zawsze musi oznaczać w myśl, ludzkiej myśli dobre. Podam przykład. Czy kaznodzieja z Karabinem, prawdziwa historia, który strzelał do tych Nie pamiętam jak się nazywał ten gang i wyrywał te dzieci z niewoli. Yy, robił dobrze czy źle? To jest trudne pytanie. Czy strzelenie do drugiego człowieka jest dobre czy złe? No spróbuj to ocenić, biorąc pod uwagę cały okształt. Ale one były oddzielone te uczynki dla Boga, bo ten człowiek ratował te dzieci z tej historii. Więc mówię to odsuwamy na chwilę na bok. Mamy tą nową naturę, świętą naturę, wydajemy święte uczynki oddzielone dla Pana Boga. I wcześniej w tej starej naturze zdarzało nam się uczynić coś dobrego, a nawet mogło się zdarzyć uczynić coś świętego. Na przykład taką świętą rzeczą, którą najprawdopodobniej robili względem Ciebie ludzie nieodrodzeni z Bożego Ducha, to było ciśnienie Cię, żebyś się nauczył podstawowych prawd wiary chrześcijańskiej. To na przykład był święty uczynek. A my dzisiaj z niego rezygnujemy. Nasi rodzice nas uczyli. Masz się tego nauczyć. Podstawowych praw wiary. Raczej nikomu nie trzeba było z dorosłych tłumaczyć pewnych rzeczy, bo się ich nauczyłeś, zabajtla. Chociaż twoi rodzice nie byli odrodzeni z Bożego Ducha. Jeśli nie byli, bo nie dotyczy każdego, prawda? Ale pilnowali tego. W nienajlepszym kościele. W nienajlepszy sposób. Wśród nienajlepszych doktryn, ale to było pewne oddzielenie dla Boga i to wydało owoc, więc zdarza się. Tak teraz zdarza nam się w tej nowej naturze, w tej świętej naturze zgrzeszyć, ale na tym tronie siedzi ktoś inny. Wcześniej siedział tam diabeł i grzech, a teraz siedzi tam natura świętego i Bóg. I to jest ta ogromna różnica pomiędzy yy tą naturą wewnętrzną człowieka. Byśmy już nadal nie służyli grzechowi, tak czytamy. I to jest najpiękniejsza definicja wolności. Otóż wolność nie jest niczym innym, jak właśnie tym, że możesz nie służyć nadal grzechowi. To jest jedyna chrześcijańska definicja wolności. Nie ta, która jest w encyklopedii PWN, nie ta, która jest na Wikipedii. Chrześcijańska definicja wolności brzmi tak. Byśmy już nadal nie służyli grzechowi. Chrześcijańska definicja wolności to nie jest brak granic. To jest zmiana Pana. To jest moja wolność. Ja jestem wolny, bo zmieniłem Pana. A w zasadzie Pan spowodował, że zmieniłem Pana. Wcześniej moim Panem był grzech, a teraz moim Panem jest Bóg. Wcześniej byłem w domu niewoli w Egipcie, w grzechach, a teraz jestem wyswobodzony ku wolności. Zmieniłem Pana. W Adamie, w starym człowieku, byłem niewolnikiem grzechu, niewolnikiem. A w Chrystusie jestem niewolnikiem sprawiedliwości, niewolnikiem. Więc to nie jest światowe pojęcie wolności, ty poświatowemu nigdy nie będziesz wolny. Ta wolność według chrześcijaństwa to jest świadoma zmiana Pana w twoim życiu. Ty zawsze jesteś niewolnikiem, tylko wcześniej byłeś niewolnikiem grzechu, a teraz jesteś niewolnikiem Chrystusa, przynajmniej powinieneś nim być. Wcześniej twoim Panem był grzech, a teraz twoim Panem jest kto? Chrystus, więc to nie jest światowa definicja wolności. Bo jak jest mi światowa definicja wolności? Rób co chcesz. Jesteś Panem swojego życia. Nikt ci nie będzie nic dyktował. Moment, moment. Biblia tak nie mówi. Biblia mówi, że w starym życiu dyktował ci to grzech, a w nowym życiu kto? Chrystus i to jest wolność według Słowa Bożego. Że my żyjemy w tej nowej niewoli, jakkolwiek to brzmi. Stąd w teologii pojawia się termin wolna niewola. Najczęściej tak to jest napisane. Dlatego Paweł w kolejnych wersetach w dwunastym powyżej, niech więc nie panuje grzech w śmiertelnym ciele waszym. On nie mówi nie pozwólcie grzechowi wejść, on nie mówi niech wam się nigdy nie wydarzy grzech. On mówi, żeby ten grzech nie panował w tym twoim życiu. Bo tak to już jest, że pomimo zmiany natury czasem mamy jakiś tam problem z uczynkiem grzechu. Ten fragment w ogóle, to życie, które tu wyrasta, to nowe życie, które wyrasta, tu skrzyża, to jest yyy... ten rozdział w ogóle cały, to Paweł tu najbardziej, najdosadniej tłumaczy uświęcenie. Czyli termin, który my używamy, a często nie rozumiemy. Uświęcenie to nie jest jakaś opcja do nowego życia, to jest naturalny owoc nowego życia. Jeśli masz nowe życie, jesteś uświęcany. Jeśli nie jesteś uświęcany, to gadaj co chcesz, ty nie masz nic wspólnego z nowym życiem. Powtórzę to jeszcze raz. W piątym rozdziale, kiedy była mowa o usprawiedliwieniu, była mowa o dziele Chrystusa dla nas. On to zrobił dla nas, żeby nas usprawiedliwić. On ogłosił ten nowy status nas. Jesteś sprawiedliwy, zrobił to dla ciebie Chrystus. A uświęcenie, o którym Paweł cały ten szósty rozdział uczy, to jest dzieło wy nas. Nie dla nas, tylko Chrystus to dzieło robi wy nas. Nie rozumiem różnicy dla nas, tu jest wy nas. Inaczej mówiąc, wcześniej jak Bóg nas usprawiedliwił, orzekł status. Jesteś sprawiedliwy. A teraz sam Bóg w tobie robi to, żeby to było twoją rzeczywistością. On to ogłosił, nadał ci pewien status, a teraz w tym uświęceniu robi on to, żeby to było prawdą w twoim życiu. uświęca Cię, że ten status jest czymś autentycznym w Twoim życiu, bo bez tego pozostałby tylko i wyłącznie Bożym orzeczeniem. Natomiast nie wykonałoby się to w Tobie. Uświęceniu, i to jest moja definicja uświęcenia, Bóg czyni nas takimi, jakimi nas wcześniej ogłosił. Nie spotkacie tego nigdy, bo to jest, ja sobie tu wymyśliłem ten termin, ale uważam, że on jest pełny. Uświęcenie dotyczy tego, że Bóg czyni nas takimi, jakimi nas wcześniej ogłosił, usprawiedliwiając nas. On ogłosił, jesteś sprawiedliwy. A teraz czyni w tobie to, żebyś ty naprawdę sprawiedliwy był w tym aspekcie faktycznym i to jest uświęcenie. I nie ma w tym żadnej sprzeczności, jest w tym ciągłość. Ten sam krzyż, który mnie usprawiedliwił jest tym samym krzyżem, który teraz mnie uświęca, by to usprawiedliwienie było widoczne w moim życiu. To nie jest mój wysiłek ludzki, to nie jest moje spięcie się, to nie jest moja moralność. To jest codzienna współpraca z łaską, o której cały czas mówimy i praca Ducha Świętego we mnie. W historii Kościoła w ogóle bardzo wiele osób próbowało rozwikłać tą różnicę między usprawiedliwieniem a uświęceniem. Gdzie jest proces? Gdzie jest punkt? Gdzie jest moment? Jak rozumieć tę różnicę? Dlaczego jedno z drugiego wynika? Nic nowego, że my to rozważamy. Gdzie jest ta różnica albo ta równowaga między Bożym działaniem a moją odpowiedzią, czy moim współdziałaniem, czy moimi uczynkami, no ten słynny Nigdy się nie kończący dylemat, gdzie jest miejsce na moje uczynki i kiedy to się zamienia w religię, a gdzie jest miejsce na to, że ja już pójdę w stronę hiperłaski, dobra, to ja mogę robić co chcę, bo i tak Bóg wszystko zrobi. Gdzie to jest? Mój ziomek, Augustyn, tak? Napisał tak. Ten, który cię stworzył bez ciebie, nie uświęci cię bez ciebie. Ten, który stworzył Cię bez Ciebie nie uświęci Cię bez Ciebie." Luther napisał, że jesteśmy usprawiedliwieni tylko przez wiarę, ale wiara, która usprawiedliwia nigdy nie pozostaje w procesie sama. On bardzo dużo pisał, mówił, nauczał, on to nazywał doskonałą miłością. I on nie miał na myśli perfekcji takiej moralnej, tylko całkowitym oddaniu się Panu Bogu. Że ja mam taki akt oddania się Panu Bogu, który wtedy może w pełni od środka mnie przemieniać, ale bez tego mojego aktu oddania się, bez tej doskonałej miłości do Chrystusa, nic Bóg nie zrobi. A taki współczesny teolog, Kurylas, nie wiem czy znacie, mówi tak. Zrób to co możesz, zrób to co możesz, a to czego nie możesz, to zrobi w tobie Bóg. I to jest moja odpowiedź na ten cały proces. Zamiast się zastanawiać, gdzie się kończą moje uczynki, a zaczyna Boże działanie, w którym miejscu jest religia, w którym jest uczynkowość, nie, nie, nie. Zrób to co możesz, A to, czego nie możesz, zrobi w tobie Bóg. Ale jeśli nie będziesz robił to, co możesz, to nie oczekuj, że Bóg zrobi w twoim życiu to, czego nie możesz. To wszystko sprowadza się tak naprawdę do jednego. Uświęcenie nie jest nagrodą za wysiłek, ale mój wysiłek jest dowodem, że jestem uświęcany. To jest ta różnica. Wiara bez uczynków jest martwa. Tak mądrzej napisał to apostoł. Ja jeszcze apostołem nie jestem. Które? Uświęcenie nie jest nagrodą za wysiłek, ale mój wysiłek jest dowodem uświęcenia we mnie albo nowego życia we mnie. Oczywiście nie można mówić o uświęceniu, wykluczając Ducha Świętego, Bo to on jest tym głównym wykonawcą tego dzieła we mnie i w tobie. Oczywiście, że bez chrztu w Duchu Świętym, bez nauczania o Duchu Świętym śmierć Chrystusa, ona pozostanie tylko faktem historycznym, natomiast z Duchem Świętym stanie się tą mocą. która nie tylko przypomni mi i tobie o świętości, ale uzdolni mnie i ciebie do tej świętości. Nie tylko przekona mnie o grzechu, bo kogo Duch Święty przekonuje o grzechu? Wierzących? Nie, świat, czyli jakich? Niewierzących przekonuje o grzechu sprawiedliwości i sądzie. Więc mnie Duch Święty nie tylko przekonuje o grzechu, On mi daje siłę. Nie tylko by grzech nie panowało nade mną, ale uwaga, żebym ja zaczął panować nad grzechem, o czym też Biblia mówi. Dlatego ta świętoś Ona nie jest efektem mojej silnej woli, ona jest efektem działania Ducha Świętego we mnie, który wytwarza wolę do świętych rzeczy. Inaczej mówiąc, my nie jesteśmy superbohaterami ci święci. To nie jest heroizm. Ale to jest właśnie prawdziwa łaska w praktyce. Tak to działa. Co jest jeszcze bardzo ważne o uświęceniu? Uświęcenie w przeciwieństwie do nowego narodzenia nie jest jednorazowym aktem. Nie jest. To jest proces trwający do końca życia. Uświęcany będziesz, uświęcana będziesz do końca życia, chociaż nowo naradzasz się ile razy? Jeden raz. To jest codzienny proces, to jest moje codzienne tak, które wypowiadam Bogu, ale uwaga, dlatego mogę wypowiedzieć Bogu to tak względem Jego woli, bo sam Bóg uzdolnił i uzdatnił mnie do tego, by to wypowiedzieć. Usprawiedliwił, spowodował, że jestem gotów powiedzieć Bogu tak, a teraz wykonuje we mnie pracę, że ja to tak Mu mówię jednocześnie. To, co mogę, robię i nie zastanawiam się, gdzie się kończy kurylas i jego uczynkowość, a gdzie zaczyna się działanie Ducha Świętego, bo przecież mam być organicznie zjednoczony z Chrystusem tak bardzo, by nie wiedzieć, gdzie się kończy kurylas, a gdzie się zaczyna Chrystus. W związku z czym to jest nieważne. No ale żeby sobie to jakoś poukładać w głowie, no to to, co potrafię robić, to robię, nawet jeśli to jest z mojej woli, a to, czego nie potrafiłbym zrobić, to Chrystus we mnie zrobi, nawet jeśli mi się to wydaje, że jest to efektem mojej dyscypliny. Na praktykę przekładając. Nie wiem, w którym momencie jest tak, że to ja się zmuszam do tego, że wstaję rano i czytam Biblię. Prawdopodobnie jest w tym jakiś mój udział. Moja decyzja, moja dyscyplina, ale nie wiem, w którym miejscu się ona kończy, a zaczyna Chrystus. Bo gdyby nie Chrystus, to nawet by we mnie pragnienia w tej sprawie nie było. Nawet bym o tym nie pomyślał, że to dobrą rzeczą jest wstać rano i zacząć czytać Biblię. Więc być może nic nie ma w tym mojego udziału, a sam Chrystus we mnie powoduje, że mi się chce i to wykonuje. Nieważne. Mam być zjednoczony organicznie. Nie wiem, gdzie kończy się moja decyzja, moja dyscyplina, a zaczyna się działanie Boga. Ale to, co wiem, że mogę zrobić, to robię. A to, czego nie jestem w stanie zrobić, i tak robię, bo robi to ze mnie Chrystus. Kiedy przebaczam, nie wiem, w którym miejscu Jest to moja decyzja, a w którym miejscu to Duch Święty uzdacenia mnie do podjęcia decyzji o przebaczeniu. Ale wiem, że kiedy przebaczam, to jest to uświęcenie. Kiedy milczę zamiast odpłacić komuś wiązanką. Nie wiem w którym miejscu jest to akt mojej woli, a w którym miejscu to Duch Święty przeszedł przez moją wolę i Jego wola się dzieje. Ale czy to jest ważne? Ważne jest, że kiedy to robię to jestem uświęcany. Oczywiście, że zdarza mi się wtopka i w jednej, i w drugiej sprawie. Ale wtopka nie siedzi na tronie w moim życiu. Na tronie w moim życiu siedzi Bóg. Więc nawet jak mi się zdarzy wtopka, to potem nie wiem, w którym miejscu sam dochodzę do wniosku, Nie powinienem tak robić, muszę nad tym popracować. A w którym miejscu to Duch Święty nie daje mi oddychać, nie daje mi żyć. I mówi, ty tak nie będziesz żył, bo ty jesteś usprawiedliwiony i ja doprowadzę do tego, że to będzie prawdą również w tym miejscu i w tym punkcie, w którym masz milczeć zamiast się odezwać. Kiedy odrzucam pychę i służę drugiemu człowiekowi, również się uświęcam i również ten sam mechanizm. I żadna z tych rzeczy, To jest bardzo ważne w procesie uświęcenia. Żadna, bo uświęcenie jest kiedy? Po Nowym Narodzeniu. Czyli my już jesteśmy zbawieni, kiedy jesteśmy uświęcani. Więc żadna z tych rzeczy, żaden z tych szlachetnych uczynków, spłyćmy to do pojęcia dobrych uczynków. Przebaczenie, pokuta, odrzucenie pychy, wszystkie te dobre rzeczy, spłycam teraz, dobre rzeczy, święte rzeczy, Żaden z tych uczynków nie jest uczynkiem, który ma mnie zbawić. Bo co? Bo ja już jestem zbawiony. Ale każdy z tych uczynków... jest w procesie uświęcenia, który ma mnie doprowadzić do sytuacji, w której usprawiedliwienie równa się uświęcenie skończone. Tylko oczywiście to jest koniec mojego życia. To jest życie człowieka, który już jest zbawiony i teraz w pewien sposób pozwala Bogu, dzięki samemu Bogu, czynić w tym człowieku porządek. Nadałem Ci status? Teraz Cię doprowadzę do tego, że będziesz żyć zgodnie z tym statusem. Musisz mi pomóc. Nie będziesz wiedzieć, w którym miejscu jest Twoja zgoda, a w którym miejscu jest moja wola, która jest ponadludzką wolą. W którym miejscu kończy się Twoje wybranie Boga, a zaczyna się suwerenny wybór Boga. Tylko Ty tego w ogóle nie musisz wiedzieć. żeby być uświęcanym. Nie to jest problem. Zrób, co możesz, a tam, gdzie nie możesz, zrobię ja. Tak mniej więcej to widzi Bóg. Kto umarł, uwolniony jest od grzechu. To jest w ogóle hit. To zdanie, to jest jakiś taki wyrok, który w ogóle zostaje ogłoszony w samym niebie. Popatrzcie, z tego zdania, kto umarł, uwolniony jest od grzechu. Ja umarłem, bo jestem narodzony na nowo. Ty umarłeś, bo jesteś nowonarodzony. A jak nie, no to życie, to musisz się nowo narodzić. Ale jeśli jesteś w tym miejscu, to znaczy, że tak, żaden grzech, żaden grzech nie ma prawa mnie oskarżyć. Żaden grzech nie ma prawa mnie oskarżyć. Każde roszczenie w tej sprawie jest unieważnione, a w zasadzie odbyte. Dlatego, że gdzie roszczenie w sprawie moich grzechów się skończyło? na krzyżu, na którym ja również zawisnąłem jako współuczestnik ukrzyżowany z Nim. Więc nie ma roszczeń. Jest pewne codzienne przypomnienie. Nie muszę już grzeszyć. Są obietnice, że nie będę grzeszył. Są obietnice, że nie będę gleby za glebą zaliczał. Nie jestem niewolnikiem grzechu. No i to jest ta największa wolność, jaką człowiek tak naprawdę może otrzymać. Jeśli ktoś żyje w Chrystusie, ale tak naprawdę żyje w Chrystusie, jeśli stary człowiek został ukrzyżowany, to mam taką propozycję. I naprawdę niech się niektórzy tym przejmą. Skończ reanimować starego człowieka. Skończ reanimować. Wielu z nas próbuje zreanimować tego starego człowieka. Jak? Wspomnieniami. To jest w ogóle bardzo częste. Reanimacja starego człowieka wspomnieniami. Niestety tak jak to działa w świecie, tak to działa w rzeczywistości duchowym. Podam przykład. Znam historię człowieka, który objeżdżał szkoły, przedszkola chyba nie, szkoły, szkoły podstawowe, ponadpodstawowe studia, jakieś tam specjalne kluby młodzieżowe i on wszędzie opowiadał, jak to zerwał z narkotykami i wszędzie wspominał, jak żył, kiedy brał narkotyki. Opowiadał o fazach, odlotach i innych tego typu historiach. Ta historia się kończy tragedią. On wrócił do narkotyków. On tak wspominał, te wydarzenia, te odloty, te odmienne stany rzeczywistości, że w końcu zatęsknił za tymi odmiennymi stanami rzeczywistości i do nich wrócił. I w duchowym życiu jest bardzo podobnie. Jeśli ktoś non stop wspomina stare życie, znaczy to, że ty tęsknisz za tym starym życiem i uważaj. Bo może się okazać, że do niego wrócisz. Skoro mamy nie reanimować, to znaczy, że nie mogę też reanimować tego poczuciem winy. Nie mam żadnego poczucia winy i nie powinienem mieć żadnego poczucia winy z powodu popełnionych grzechów, które zostały ukrzyżowane i które przebaczył mi Bóg. Ja wiem, że to trudno brzmi w Polsce, przesiąkniętej katolicyzmem. Ale Ty nie możesz mieć poczucia winy, bo Chrystus poniósł tą winę. Ty nie możesz żyć poczuciem winy, bo jeśli Ty będziesz żył poczuciem winy, Ty w końcu wrócisz. do tych win. Mamy taką tendencję i słyszę takie modlitwy często, że ktoś prosi Boga, żeby uczynił to, co tak naprawdę już Bóg uczynił. Nie. Przestań się tak modlić. Zacznij się modlić, żebyś zaczął chodzić w tym statusie, który jest nad tobą orzeczony. A to jest ogromna różnica. Wołać do Boga usprawiedliw mnie, a wołać do Boga uświęć mnie. Jeżeli nad tobą jest jakiś status ogłoszony, to przestań o niego prosić, bo on już jest ogłoszony. A zacznij prosić, żebyś zaczął chodzić w tym statusie, żebyś wydał owoce tej historii. No i bardzo ważna rzecz, żeby się nie porównywać. Dlatego, że tak to już z tym krzyżem jest, że każdy nosi swój krzyż, a każdy krzyż ma swój kształt. Jeden nosi cięższy, grubszy, dłuższy, krótszy. Mamy nosić swój krzyż. Natomiast ważne w tej historii jest to, że każdy krzyż, bez względu na ten kształt, ma prowadzić do świętości. Osiem do dziesięć. Jeśli wtedy umarliśmy z Chrystusem, wierzmy, że też z Nim żyć będziemy, wiedząc, że zmartwychwzbudzony Chrystus Już nie umiera, śmierć nad nim już nie panuje. Umarszy bowiem dla grzechu raz na zawsze umarł, a żyjąc żyje dla Boga." Popatrzcie, Paweł tu nie mówi mamy nadzieję, że będziemy żyć. On mówi wierzymy. Czym jest wiara? Pewnością. Pewnością. Tak jest opisana wiara w liście teoretycznych, że jest to pewność. Bo skoro byliśmy włączeni w jego śmierć i rozumiemy to poprzez pryzmat poprzednich wersetów, to również jesteśmy włączeni w jego zmartwychwstanie. Nie kiedyś tam będziemy, tylko jesteśmy włączeni w jego zmartwychwstanie. To nie jest jakaś tam obietnica dotycząca przyszłości tysiącletniego królestwa, pochwycenia kościoła. To nie jest eschatologia. Paweł tu nie wykłada eschatologii. To jest rzeczywistość teraźniejsza nowonarodzonych. My jesteśmy w tym zmartwychwstaniu. Moje nowe życie, ono się zaczęło już teraz. Ono już teraz trwa. Ja już żyję życiem wiecznym. Wieczność moja nie zaczyna się po śmierci. A wielu z nas tak mówi, że no czeka nas życie wieczne. Moment, moment. Jak to czeka cię życie wieczne? Życie wieczne zaczęło się w momencie nowego narodzenia. Od tego momentu mówimy o życiu wiecznym, od chwili nowego narodzenia. Umarł raz na zawsze. Teoretycznie nie powinniśmy tego poruszać, bo to powinno być oczywiste. Paweł tu używa mocnego zwrotu raz na zawsze, czyli jak? No jeden raz, Ale co za tym wynika i co to implikuje? Skutecznie. To jest bardzo ważne w teologii Ewangelii i w zrozumieniu Ewangelii. On umarł skutecznie. W tym pojęciu raz na zawsze zawiera się, że to było skuteczne. Czyli nic do tego nie trzeba dokładać, bo to było skuteczne. Wystarczające. Nie tylko jednorazowe, w sensie takim raz na zawsze, czyli już drugi raz go nie powieszą. Tylko to było skuteczne, dlatego to było raz na zawsze. Nieodwracalne, tego się nie da cofnąć. To nie wymaga żadnej powtórki. Dołożenia czegoś do tego, do pisania jakiejś listy, żądań, nie. Ta ofiara nie potrzebuje żadnej poprawki. Zbawienie nie jest procesem. I kościoły, które uczą, że zbawienie jest procesem, głoszą herezję. To jest herezja. Zbawienie nie jest procesem. Ono się tam dokonało, to jest fakt dokonany. Uświęcenie jest procesem. Życie w rzeczywistości uświącenia jest procesem, w którym trwamy, ale samo zbawienie raz na, na co? Na zawsze i koniec kropka i nie ma dyskusji. Jeżeli ktoś dyskutuje na temat tego, że zbawienie jest procesem, a znam kościoły protestanckie, ewangelickie, które sobie pozwalają na to, żeby powiedzieć, że zbawienie jest procesem, to są heretycy. Życie chrześcijanina ucznia Jezusa nowonarodzonego ma dwa wymiary zawsze. I każdy aspekt drogi pańskiej ma dwa wymiary. Zawsze mowa jest o momencie i o procesie. W momencie, w momencie, kiedy my się, kiedy my zostajemy zbawieni, kiedy naradzamy się na nowo, to jest moment. Rodzi się nowy człowiek. I od tej chwili, od tego momentu, dlatego cała teologia jest kontinuum, od tego punktu nowego narodzenia rozpoczyna się proces uświęcenie. Tak jak urodziliśmy się w starym życiu i od momentu, w którym się urodziłeś następuje co? Droga do śmierci. Umierasz. Tak tu się naradzasz na nowo do wiecznego życia i rozpoczyna się kontinuum nazwane uświęceniem. To jest tak jak z ziarnem. One umiera, ale jednocześnie kiedy umiera, no to rozpoczyna, ale to jest konkretny akt, konkretny moment, w którym to coś następuje, że ona pęka i rozpoczyna się coś, co zaczyna kiełkować, rosnąć, dojrzewać. To był moment, który ma pewne continuum. Oczywiście, że to uświęcenie trwa dniami, miesiącami, latami. Jak jesteś festgagatkiem, to u ciebie będzie wykami. Ale sam moment tego nowego narodzenia to jest moment, natychmiastowy moment. Tak samo ten wcześniejszy. Umarliśmy z Chrystusem raz. A co jest kontynuum w tej historii, skoro umieramy dla Chrystusa raz? Życie z Nim każdego dnia to jest proces. Umarliśmy w tej historii raz, ale żyjemy w Chrystusie. w stanie ciągłym. Dlatego to uświęcenie to jest tak poważny temat, bo to nie jest moment, to nie jest chwila yy uniesienia, tylko to jest codzienna ciągła sprawa, codzienna wierność, codzienna wytrwałość. Chrystus nie powstał z martwych po to, żeby nas wzruszyć. On nie powstał z martwych po to, żeby Gibson zrobił dobry film na ten temat. On powstał z martwych, żeby nas włączyć w nowe życie. I popatrzcie, co Pan Jezus Ewangeliana mówi. Trwajcie we mnie, trwajcie, czyli ten kontynuum, trwajcie we mnie. Zostaliście wszczepieni organicznie, to teraz trwajcie we mnie, a ja w was. To znowu jest konkretne słowo. Pozostawać. Co ciekawe, mieszkać. zakorzeniać się. Chodzi o konkretną wytrwałość. Czyli nie wystarczy nam przeżyć jakiegoś duchowego momentu na jakiejś konferencji i powtórzyć zamówcom kilka słów, no i koniec. Nie, musisz w tym pozostać. Musisz w tym wytrwać, ale w tym zrozumieniu, a nie w zrozumieniu utraty zbawienia. Jesteś zbawiony, teraz w tym trwasz. Jeśli nie trwasz i nie wytrwasz, to znaczy, jeśli nie ma tego continuum, to znaczy, że nie było tego momentu. Czyli ty nigdy zbawiony nie byłeś. I to jest ta różnica. Bardzo ważna rzecz, już tak staram się gonić, ale za bardzo gonić nie mogę, bo bez sensu. Współczesny człowiek i w ogóle współcześnie w Kościele niestety pojawia się bardzo niebezpieczna herezja. Ona jeszcze nie ma swojej nazwy, bo my dopiero zauważamy jako pastorzy, jako starsi zboru, jako ludzie zajmujący się jakby kościołami, którym powierzono pewne zadania, zauważamy, że jest taka bardzo silna presja i jakieś takie wytworzenie nowego pomysłu, który nigdy wcześniej nie miał w historii udziału. Zaczęliśmy o jakiejś indywidualnej duchowości myśleć. Mówimy o mojej relacji z Bogiem, mówimy o mojej modlitwie, mojej drodze, moim procesie, moim życiu z Bogiem. Taka indywidualna duchowość się wytworzyła. We wszystkich listach Pawła nie znajdziesz takiego stwierdzenia. Paweł nigdy, nigdy w żadnym liście, w żadnym wersecie nie mówi o nowym życiu w liczbie pojedynczej. Nie wydarzyło mu się. Nigdy. On zawsze mówi my w liczbie mnogiej. Umarliśmy z Chrystusem. My umarliśmy. Nie umarłem z Chrystusem. My umarliśmy z Chrystusem. Z nim żyjemy. Kto? My. To życie w tych listach Pawła, cały ten proces życia, on nie rozwija się indywidualnie, nie rozwija się w izolacji. On się rozwija, uwaga, wyłącznie we wspólnocie Kościoła. Wyłącznie. Czemu? Dlatego, że tylko Kościół jest w myśl całej nauki Pawła środowiskiem do nowego życia. Skoro zaczęło się nowe życie, skoro jest continuum, to jest dla nas jasne, to teraz musimy sobie zadać pytanie, dobrze, jakie jest środowisko dla tego życia? Środowiskiem dla starego życia było co? Świat. Środowiskiem dla nowego życia jest co? Kościół. tylko i wyłącznie. To jest ta przestrzeń, którą Duch Święty daje, o której wspomniałem dzisiaj, że daje nam przestrzeń do nowego życia. To jest ta przestrzeń, gdzie łaska może się stawać codziennością, gdzie świętość, uświęcenie nie jest jakimś moim samotnym spięciem się, ale jest jakąś wspólną podróżą, wspólnym pielgrzymowaniem. I słuchajcie, wspólnota to nie jest opcja. dla chrześcijanina. To nie jest opcja. To nie jest tak, że ty masz opcję iść z Bogiem sam albo iść razem. To nie jest żadna opcja. To jest jedyny Boży Plan przetrwania w ogóle tej historii. Nie przypadkiem w dziejach apostolskich Chrzest i wspólnota Kościoła zawsze występują razem. Ci więc, którzy przyjęli Słowo Jego, zostali co? Ochrzczeni i pozyskanych zostało owego dnia około trzech tysięcy dusz. I trwali. Continuum. Ale gdzie? w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach. Chrzest wprowadzał nie tylko w nowe życie i w to kontinuum. Wprowadzał w nowe ciało, w nowy organizm, którym jest Kościół. Każdy i mówię to z pełnym przekonaniem, każdy kto został zjednoczony z Chrystusem został jednocześnie włączony w Jego ciało. Czyli jeżeli nie zostałeś włączony w Jego ciało, Nie jesteś zjednoczony z Chrystusem i przestań gadać bzdury. Skoro każdy, kto zjednoczył się z Chrystusem, został włączony w Jego ciało, a to jest dla nas oczywiste, no to odwróćmy się do ich zdania. zostałeś włączony w Jego ciało, to dopiero wtedy możesz mówić o zjednoczeniu w Chrystusie. Dlatego uświęcenie, i to jest też bardzo ważna rzecz, uświęcenie nie dokonuje się tylko w modlitwie osobistej. To jest bardzo ważne i bardzo często pomijane. Ty się możesz do końca życia indywidualnie modlić o uświęcenie i się nie uświęcisz i nie masz szans na powodzenie w tej historii i nigdy twój status nie zostanie wyrównany z Twoim życiem. Nigdy. Uświęcenie musi być wytworzone w relacjach z drugim człowiekiem. Jak Ty chcesz przebaczać w indywidualnej modlitwie? Jak chcesz służyć w indywidualnej modlitwie. Jak chcesz być pokorny wobec braci i sióstr w indywidualnej modlitwie? Rozumiemy. Ten proces uświęcenia on nigdy nie nastąpi, jeżeli twoim procesem uświęcenia będzie wyłącznie indywidualna modlitwa. Się możesz modlić do końca życia indywidualnie. Nie będziesz uświęcony. To Kościół i tylko Kościół jest duchowym warsztatem dla mnie i dla siebie. To właśnie w Kościele, czyli w tej wspólnocie Bóg szlifuje nas jak drogocenne diamenty. Nie bez bólu, żeby była jasność. Ja nie powiedziałem, że Kościół jest idealnym środowiskiem, w którym nigdy nie mam... stwierdziłbym, że nawet czasami to jest taki gnojownik przydatny. Jeżeli już chcemy to jakoś obrazowo, organicznie sobie przedstawić. To nie będzie bez bólu. To nie będzie bez, bez trudnych sytuacji. Ale bez tego wszystkiego nie będziesz uświęcony. Tylko tam jest to możliwe. Nie da się naprawdę wzrastać w Chrystusie, jeśli się jest oddzielonym od Jego ciała. Potrzebujemy Kościoła i to potrzebujemy nie tylko Kościoła, który karmi. Potrzebujemy też Kościoła, który koryguje, który uczy nas trudnych rzeczy, czasem przez bardzo trudne doświadczenia. I żal mi ludzi, którzy mówią coś poszło pod górkę i ja rezygnuję. rezygnujesz z jedynego możliwego środowiska. Paweł pisze, żyje dla Boga. Wydaje się, co takiego? No bardzo dużo takiego, to jest definicja tej świętości. Świętość moja to nie jest doskonałość. Chodzi o to, że ja jestem skierowany, oddzielony dla Boga. Skoro jestem oddzielony dla Boga, mam żyć tak jak Chrystus. Chrystus nie żył w indywidualnej duchowości. On żył we wspólnocie, on to wyraźnie zaznaczył. Nieraz jest tak, że czyjś początek jest bardzo głośny, bardzo taki spektakularny, mocny, intensywny. Ale prawdziwą wiarę, prawdziwe chodzenie z Bogiem mierzy się ciągłością i trwałością. To jest jedyny wyznacznik wiary. Czy ty jesteś w tym procesie ciągle i czy trwasz. W tej historii nie chodzi o to, jak my zaczynamy. W tej historii chodzi o to, jak trwamy, nawet nie tyle jak kończymy, co jak trwamy. To ten proces trwania jest tą najważniejszą sprawą w świętości. Paweł do Kolosan będzie pisał, jak więc przyjęliście Chrystusa Jezusa Pana, tak w Nim chodźcie, tak w tym działajcie. Nowe życie, ono jest pewnym procesem, jest pewnym trudnym do pokonania aktem, ale koniecznym. Więc nowe życie to nie jest tylko duchowy start, to jest trwanie. W czym? W relacji z Chrystusem, w Jego Słowie, ale również w Kościele. Duch Święty, Duch Święty bardzo rzadko daje nam emocje. Bardzo rzadko. Emocje biorą się z biologii człowieka. Kto trochę przestudiował temat, ten wie. Natomiast Duch Święty daje nam ciągłość. To jest działalność Ducha Świętego. Chcesz być pewny, że w Tobie jest Duch Święty? Przyjrzyj się swojemu trwaniu i swojej ciągłości, nie swoim emocjom. Emocje do Ciebie biorą z czegoś zupełnie innego. Kościół dla chrześcijanina nie jest jakimś tam dodatkiem. do życia duchowego, z gleba. To jest środowisko, w którym się to wszystko dzieje. I niestety, jeśli ktoś się odłączy od wspólnoty, nowe życie zacznie w tym człowieku więdnąć. Tak jak z tą gałęzią, którą przedstawiałem dwa tygodnie temu. Przez jakiś czas będzie się wydawało, taką odciętą gałość, przez jakiś czas będzie się wydawało, że ona żyje, że ona jest zielona. Są przypadki, że po odcięciu gałęzi ona jeszcze potrafi nawet coś tam wydać. Ale po dłuższym czasie ona po prostu nie żyje. Tak to już jest. Podobnie i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie Panu naszym. Niechże więc nie panuje grzech w śmiertelnym ciele waszym, abyście nie byli posłuszni porządliwościom Jego i nie oddawajcie członków swoich grzechowi na oręż nieprawości, ale oddawajcie siebie Bogu jako ożywionych zmartwychw, a członki swoje Bogu na oręż sprawiedliwości. Albowiem grzech nad wami panować nie będzie, bo nie jesteście pod zakonem, lecz pod łaską. Zobaczcie, tu od tego momentu Paweł przechodzi z nauki, którą teraz omawialiśmy, do życia. I on mówi, że nie wystarczy wiedzieć, czyli nie wystarczy naukowo podejść, że stary człowiek został ukrzyżowany. Trzeba żyć w ten sposób, jak ktoś, kto już nie nosi cienia tej starej historii. On mówi, że ta łaska musi kształtować naszą codzienność, że to nie jest jakaś teoria i tylko nauka dla duchowych elit, że to jest coś, co musi wkroczyć w naszą codzienność. Używa takiego słowa uważajcie siebie i wy uważajcie siebie. Tu nie jest napisane wyobrażajcie sobie. A my często, kiedy słyszę na grupach domowych często, że zmierza to w tą stronę, że wyobrażamy sobie. Nie, nie, nie. Tu nie jest napisane wyobrażajcie sobie. Tu jest mowa o uważajcie. które, gdyby chcieć to wytłumaczyć, moglibyśmy powiedzieć, że myślcie w sposób, który jest zgodny z faktami. To jest to uważajcie. Czyli nie wyobrażajcie sobie, tylko myślcie w sposób, który jest zgodny z faktem. Jest jakiś fakt i wy macie myśleć tak, jak ten fakt mówi, a nie marzyć sobie. Paweł nie mówi tu czujcie się martwi dla grzechu, on mówi wiedzcie, że tak jest. I skoro tak jest, to tak żyjcie. I znowu zobaczcie, nie emocje. Pewien akt, pewna decyzja, pewne zrozumienie statusu i uporządkowanie się do tego, żeby tak żyć, jak ten statut podaje. I teraz, kiedy rozumiemy to, to faktycznie grzech naprawdę traci moc yy nad nami, już nie panuje. Osobiście miałem takie przeżycia, myślę, że Wy też, że dopóki myślałem o grzechu w ten niewłaściwy sposób, Czyli miałem jakąś czeklistę rzeczy do zmian, to nie dość, że ta czeklista się nigdy nie skończyła, bo jak tylko dwie rzeczy zaznaczyłem, to piętnaście nowych do tej czeklisty doszło, gdy próbowałem to w ten sposób rozwiązać. Mało tego, bardzo często przegrywałem swoją czeklistą. Miałem taki problem w życiu, wiedziałem, że to jest poważny grzech w moim życiu, jako uczynek, Rozumiałem, że on nie trudny, ale on trzeba jakoś walczyć. Nie rozumiałem, że to już nie jest na tronie, że ja teraz muszę dopasować się do stanu faktycznego, tylko próbowałem jakoś walczyć z tym grzechem w taki źle pojęty sposób. No i jedyne, co w tej walce osiągałem, to wieczna przegrana. W sensie, no nie szło tego odznaczyć. Za każdym razem jednym był upadek. Ale pewnego dnia... Zrozumiałem i zacząłem skupiać się nie na tym grzechu i na tym, żeby przestać to robić, tylko zacząłem skupiać się na tym, kim ja jestem w Chrystusie, na tym moim statusie, kim ja w Chrystusie jestem. I nawet nie wiem, kiedy samo się odfajkowało i to przestało mieć znaczenie w moim życiu. Więc jeśli walczysz w jakimś grzechu bardzo długo, ty jesteś chrześcijaninem, ty rozumiesz to wszystko, ale nie umiesz sobie poradzić z jakimś, jakimś elementem swojego życia, może być tak, że ty potrzebujesz się skupić na tym, kim ty jesteś w Chrystusie, a nie na tym, żeby odfajkować ten grzech. A ten grzech sam od ciebie odpadnie, kiedy ty dojrzejesz w tożsamości w Chrystusie. I to jeden po drugim. Żeby była jasność. Nie uważam, że jestem doskonały i nie powiedziałem tego w tej chwili. Nie uważam, że już nie mam nic do zrobienia w swoim życiu, ale uważam i bardzo odważnie to mówię, że jestem przeznaczony do tego, żeby być doskonałym i każdego kolejnego dnia kolejny brud odpada z mojego życia. I też tak o sobie uważaj. Nie oddawajcie członków swoich grzechowi. Tu Paweł praktycznie podchodzi do tematu, on tu nie mówi znowu o jakichś uczuciach, tylko o konkretnych codziennych decyzjach. Co on ma na myśli? Moje ręce, moje oczy, mój język, a nawet moje myśli po części mogą być albo narzędziem grzechu, albo narzędziem sprawiedliwości. Moje ciało nie jest, i twoje też, nie jest i nie będzie neutralne. Ono zawsze będzie służyć temu, kto nim kieruje. Więc Paweł kiedy mówi, nie oddawajcie członków swoich grzechowi, to on nas w pewien sposób wzywa do tej właśnie części, to co możesz to zrób. do takiej duchowej dyscypliny, tylko nie z lęku, tylko z miłości. Skoro kochamy Chrystusa, to używajmy tych członków nie dla grzechu. Nie po to, żeby sobie zasłużyć na łaskę, ale dlatego, że mam taką możliwość, bo łaska we mnie działa. I możemy mówić sobie, co chcemy, teologię stosować, jaką chcemy, ale to naprawdę jest nasza codzienna decyzja, co my dziś obejrzymy. Jaki film ty włączysz? Ile ty wiadomości zobaczysz? Co ty przeskrolujesz na tym Facebooku? Co ty tam obserwujesz? A co zaznaczyłeś, żeby ci to nie wyskakiwało? To jest twoja decyzja. Jak zareagujesz na pewne rzeczy albo nie zareagujesz? Co powiesz albo co odpowiesz? W ten sposób wybierasz, komu służysz tymi swoimi członkami. i musisz sobie zadać to pytanie, komu ty służysz? Oddawajcie się Bogu jako ożywionych z martwych. To jest ciekawe, bo tu nie chodzi o śmierć, ale o życie, które mamy złożyć Bogu, bo my już jesteśmy za procesem śmierci, tu jest coś głębiej. Więc chrześcijaństwo nie polega na tym, że my nie robimy złych rzeczy. Polega na tym, że robimy rzeczy święte dla właściwego Pana. To jest ta zmiana tronu. Zobaczcie, oddajcie siebie Bogu jako ożywieni z martwych. Znowu takie wezwanie do decyzji, żeby nasze życie stało się pewnym takim takim kultem wręcz duchowym, ale nie tylko w niedzielę. Tu nie chodzi o to, że w niedzielę przyjdziemy do kościoła i to jest te oddanie się Bogu jako ożywiony z martwych. No a jak Ty jesteś w środę jeszcze w kościele, a jak Ty w ogóle wytrzymujesz, że już jest trzydzieści pięć po i jeszcze nie wyszedłeś. Ło Panie, Tyś oddał się tak Bogu jako ożywiony z martwych. Nie, to w ogóle nie o to chodzi. To w ogóle nie ma nic wspólnego z tą historią. Kiedy przebaczam, to jest uwielbienie mojego Boga. Kiedy służę, to jest ofiara miła mojemu Bogu. Kiedy boli ta wierność, a są takie momenty, kiedy wierność Bogu naprawdę boli i idzie w pięty, to to jest moja miła woń dla Pana. To jest ta moja modlitwa dla Pana. To o to chodzi. To oznacza żyć dla Boga, a nie tam, że ktoś się wyjątkowo poświęcił, bo w środę wieczorem jest w kościele. To jest nagroda dla ciebie za tą... za to, że złożyłeś swoje życie Bogu. Grzech nad wami panować nie będzie. To też jest wspaniałe, tylko to nie jest groźba, tylko to jest obietnica. Paweł nie mówi uważaj, bo grzech znowu będzie nad tobą panować, a niektórzy idą w tą stronę, tak uczą w kościołach. Uważaj! Bo grzech będzie znowu na to... Nie, nie, on tak nie mówi. On mówi nie będzie. To jest pewna obietnica, znowu pewien status w moim życiu. Nie dlatego, że jesteśmy silni, ale dlatego, że nie jesteśmy pod zakonem, tylko pod czym? pod łaską, stąd się bierze ta siła. Prawo mówiło, tłumaczyłem to na dentykalogu, musisz, nie możesz, rób to i tamto. Łaska mówi, będziesz chciał, możesz w tym sensie, będziesz chciał, możesz to zrobić. Prawo pokazywało pewien standard, ale jak Paweł wcześniej wykazywał, jak lustro, one pokazało coś, ale cię nie umyło, tylko pokazało, że jest czorny, ale w żaden sposób cię nie umyło. Łaska natomiast, Ona oczyszcza, ona daje moc, żeby ten standard wypełnić. To nie znaczy, że świętość jest łatwa, żebyśmy się dobrze zrozumieli, ale to oznacza, że świętość, taka świętość jest możliwa. Nikt nie mówi, normalny, że świętość jest łatwa. Ona nie jest łatwa. Bycie oddzielonym dla Boga, tak jak to Paweł wykłada i tak jak Paweł rozumie oddzielenie dla Boga, to nie jest łatwa sprawa, ale jest możliwa. I o tym tutaj jest napisane. Kilka takich prostych rad mam tu zapisanych na koniec. Uświęcenie, prawdziwe uświęcenie zaczyna się od świadomości. Ty musisz mieć świadomość, przestać walczyć o to, kim ty już jesteś, a nabrać świadomości, kim ty jesteś. Zrozumieć, że ten statut jest nadany, a nie walczyć cały czas o ten statut. Ty w życiu o własnych siłach nie dojdziesz do statutu usprawiedliwiony, a o Nowym Narodzeniu to w ogóle nie ma mowy. Musisz zrozumieć, że to jest statut nadany przez Boga. Więc zaczyna się to od świadomości. To trwa w decyzjach. Nie wystarczy pewnych rzeczy wiedzieć. Trzeba starać się, normalnie się starać i nie wiadomo gdzie się zaciera ta różnica, reagować. Trzeba codziennie oddawać swoje członki Panu Bogu. Mój czas, moje myśli, moje relacje, moje emocje, moje wybory. Uświęcenie potrzebuje wspólnoty. To jest niezwykle ważne. Nie będziesz rosnął w samotności. Wzrośniesz wyłącznie w Kościele. Tam, gdzie łaska się materializuje. Uświęcenie wymaga Ducha Świętego. Pomimo tego, że pewne rzeczy trzeba zrobić i nie wiemy, gdzie ta granica się zaciera, uczciwie trzeba powiedzieć, nie wiemy. Nikt tego nie wie. gdzie się ta granica zaciera, gdzie jest ten moment, kiedy to jest moja decyzja. Wstanę jutro rano i zanim pójdę do pracy, przeczytam trzy rozdziały w Biblii, a gdzie to jest akt Ducha Świętego? Nikt tego nie wie. Ale wiemy, że uświęcenie wymaga Ducha Świętego, że tu nie chodzi o moją siłę woli, tylko tu chodzi o to, że moją siłę woli predefiniuje Duch Święty i tam, gdzie jest coś dla mnie niemożliwe do wykonania, a nie do zdecydowania. Tam działa Duch Święty. On czyni możliwe to, co po ludzku jest niemożliwe. Uświęcenie to jest bardzo ważne, to nie jest perfekcja. Niektórzy myślą, że uświęcenie to jest perfekcja. To nie chodzi i nigdy nie chodziło o to, żeby nigdy nie upaść. Jak ty rozumiesz uświęcenie, że to chodzi o to, że ty od jutra nigdy już nie upadniesz, to ty się szybciej rozczarujesz niż ci się wydaje. Uświęcenie chodzi o to, że ja będę upadał, ale zawsze wrócę do Boga, żeby iść dalej. Rozumiemy różnicę? Tu nie chodzi o to, że Ty już nigdy nie glebniesz. Chodzi o to, że glebniesz, ale zawsze wrócisz do Ojca i będziesz chciał iść dalej i dalej i dalej. Pomimo tego, że zaliczysz niejedną glebę. Paweł, on tu nie mówi o jakiejś moralności, on tu cały czas wskazuje na tą nową tożsamość. On tu cały czas mówi, że to nie chodzi o to, żeby się starać nie grzeszyć, tylko on cały czas mówi o tym, że rób i żyj tak. że to jest prawdą, że ty już nie grzeszysz, bo grzech nie pasuje, po prostu nie pasuje i jest niekombatybilny. Kombatybilny? Tak. Z nowym człowiekiem. To jest tak, jakby ktoś ubierał stary mundur i próbował w nowej rzeczywistości się odnaleźć. No może niekoniecznie każdemu ten przykład trafi, ale mi ten przykład trafił, jak kiedyś przyszliśmy i przyjechała ekipa z innego więzienia, a resztą oni mieścili jeszcze niewymienione mundury i wyglądali, jakby żywcem z PRL-u wyciągnięci. I jak oni tam poszli na akcję, to myśmy nie wiedzieli, czy oni ich śmiechem nie zabiją. Bo oni wyglądali, jakby się z filmu historycznego urwali, bo im mundurów nie wymienili. Więc to tak mniej więcej działa. Bardzo ważna rzecz, chrześcijanin to nie jest reformowany grzesznik. I to też trzeba sobie wybić z głowy, o jak grzesznik. Nie ten Kościół, nie ta wiara, nie te wyznania, a przede wszystkim nie ta Biblia. Chrześcijanin to jest nowy człowiek, święty, a nie grzesznik, który został zreformowany. Kiedy wstajesz rano, jutro kiedy wstaniesz rano i wybierzesz modlitwę zamiast pośpiechu, Chwila dla Boga, Boże prowadź mnie dzisiaj przez ten dzień. To, to jest właśnie to oddawanie członków Bogu. Kiedy w rozmowie coś się dzieje i powstrzymujesz gniew, z całych sił próbujesz powstrzymać ten gniew. To właśnie to jest to niepozwalanie grzechowi królować w Twoim życiu. Kiedy decydujesz się przebaczyć. Nie umiesz, ale Bóg ci daje, są siły, ale ty się decydujesz. To jest to zwyciężanie w imieniu łaski. Kiedy trwasz w Kościele mimo trudnych ludzi, a nie ma trudniejszych ludzi jak w Kościele, w świecie nie ma tak trudnych ludzi jak są w Kościele. Kiedy trwasz mimo trudnych sytuacji, w świecie nie przeżyjesz trudnych sytuacji takich jak w Kościele. Nie przeżyjesz tego. Bo to jest obojętne środowisko. To nie jest twoje środowisko. Ale kiedy trwasz, to faktycznie możesz powiedzieć, że żyjesz dla Boga, a nie dla siebie. Kiedy ufasz Bogu w słabości, tam gdzie jesteś naprawdę słaby, tam gdzie naprawdę nie dajesz rady, to to jest ten moment, kiedy pokazujesz, że ty jesteś żywy w Chrystusie Jezusie i w Nim masz siłę. Słuchajcie, świętość człowieka Prawdziwa świętość człowieka, nie wyniesienie na ołtarze i inne bzdury. Prawdziwa świętość człowieka to nie są wcale spektakularne zwycięstwa. To nie są wcale jakieś wielkie akcje. Prawdziwa świętość człowieka to jest codzienne nie, dla starego człowieka i codzienne tak dla Boga. Właśnie w tych drobnych sprawach to jest prawdziwa świętość, której od nas oczekuje Bóg. Panie Jezu Chryste, dziękujemy Ci za Twoje słowo. Dziękujemy Ci dzisiaj za przypomnienie tej wielkiej prawdy, od której zaczyna się każde prawdziwe nowe życie. że nie można żyć naprawdę, dopóki się wcześniej nie umrze. Dziękujemy Ci za to Panie, że nasz stary człowiek został ukrzyżowany, że grzech już nami nie rządzi, że śmierć została pokonana, a łaska panuje przez sprawiedliwość ku życiu wiecznemu. Dziękujemy Ci Panie za to, że zanurzyłeś nas w swojej śmierci, wynurzyłeś nas do nowego życia w Duchu Świętym. Dziękujemy Ci Panie za to, że w wodzie chrztu został pogrzebany nasz dawny człowiek, a w duchu tchnąłeś w nas nowe serce, które pragnie świętości. Panie, trzeba nam przypomnieć, trzeba nam codziennie nas nauczać, jak żyć jako ludzie, którzy naprawdę umarli dla grzechu. Jak to zrobić, żeby żyć tak, jaki jest nam nadany statut. Naucz nas, Panie, odwracać się od tego, co stare i cały czas wchodzić w to, co nowe. Nie z wysiłku, ale z miłości. Nie z lęku i strachu przed potępieniem, ale z wdzięczności i z miłości za Twoje zbawienie. Pomóż nam, Panie, codziennie uważać siebie za umarłych dla grzechu, a żywych dla Boga w Chrystusie Jezusie. Pomóż nam pamiętać, że nasza wolność nie jest samowolą. ale jest niewolą w Tobie, jest zaproszeniem do życia w Twojej świętości. Duchu Święty, do Ciebie się zwracamy. Dziękujemy Ci za to, że Ty w nas działasz, że dajesz moc, by powiedzieć nie pokusie wtedy, kiedy sami z siebie tego nie potrafimy zrobić, by przebaczyć, gdy naprawdę boli. by służyć wtedy, kiedy nikt nie widzi, by pozostać wiernym, chociaż najłatwiej byłoby po prostu odejść. Dziękujemy Ci Panie za to, że nie zostawiłeś nas samych. Ja Ci bardzo dziękuję Panie, że postawiłeś nas w Twoim kościele, pośród ludzi, którzy też umarli i też żyją w Tobie. Niech nasz Kościół, niech ta nasza wspólnota stanie się miejscem, gdzie łaska ma imię, ma twarz, ma głos i ma uczynki. Panie chcemy, by nasze życie było Twoim świadectwem, by nasze ręce były Twoimi narzędziami, nasze słowa Twoimi słowami, a nasze serca prawdziwie Twoim mieszkaniem. Niech świat widzi, że naprawdę zwyciężył w nas krzyż. Niech ludzie poznają po naszym życiu, że grzech tu już nie króluje, króluje tu łaska. Panie, ucz nas tego. Ucz nas umierać każdego dnia. Dla egoizmu, dla pychy, dla własnych ambicji, dla własnych przekonań. Żebyśmy tak naprawdę mogli żyć dla Ciebie. Bo wszystko, co martwe w nas, Ty możesz wskrzeslić. I to robisz. A wszystko, co żywe w Tobie, nigdy nie umrze. Dziękujemy Ci, Panie, za Twoje przepiękne słowa, których się nie da do końca zrozumieć. Wykonało się. I to naprawdę stało się początkiem naszego zaczęło się, zaczęło się uświęcenie. Tobie chwała Jezu Chryste, nasz Zbawicielu, nasz Panie. Amen.
    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Autor kazania

    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.

    Poznaj autora