Te Słowa zreformowały Kościół
Pośród mroku ludzkiej winy rozbrzmiewa „ale teraz” — objawia się sprawiedliwość Boża niezależna od uczynków. Usprawiedliwienie z łaski przez wiarę w Chrystusa staje się światłem, które rozprasza ciężar winy i otwiera drogę wolności.
Transkrypcja
Kontynuujemy naszą podróż przez list do Rzymian. Piąte kazanie z tej serii. W moim odczuciu najważniejsze kazanie, które padnie z listu do Rzymian. Najistotniejsze kazanie, które zawiera najważniejszą treść dotyczącą tego czym jest Ewangelia, po co jest Ewangelia i co to w ogóle w praktyce oznacza Ewangelia. Co ciekawe, dzisiaj poruszymy fragment Słowa Bożego, krótki fragment, bo zaledwie 10 wersetów, które zmieniły Kościół. Otóż te 10 wersetów spowodowało, że mamy do czynienia w historii Kościoła z czymś takim jak reformacja. To właśnie te wersety, które dzisiaj będziemy odczytywać, które będziemy sobie omawiać, one spowodowały, że jesteśmy w Kościele, w jakim jesteśmy, w Kościele protestanckim, ewangelicznie wierzącym, w Kościele, który przede wszystkim głosi doktrynę dotyczącą Nowego Narodzenia. Otwórzmy sobie list do Rzymian, trzeci rozdział, 21 do 31 werset. Ja czytam z przykładu Biblii Warszawskiej. Ale teraz, niezależnie od zakonu, objawiona została sprawiedliwość Boża, o której świadczą zakon i prorocy. I to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich wierzących. Nie ma bowiem różnicy, gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej i są usprawiedliwieni darmo z łańcuchu Jego. przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew Jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów, dla okazania sprawiedliwości swojej w teraźniejszym czasie, aby On sam był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, kto wierzy w Jezusa. Gdzież więc chluba Twoja wykluczona? Przez jaki zakon? Uczynków? Bynajmniej. Lecz przez zakon wiary. Uważamy bowiem, że człowiek bywa usprawiedliwiony przez wiarę, niezależnie od uczynków zakonu. Czy Bóg jest Bogiem tylko Żydów? Czy niepogan także? obrzezanych na podstawie wiary, a nie obrzezanych przez wiarę. Czy więc zakon unieważniamy przez wiarę? Wręcz przeciwnie, zakon utwierdzamy. Te dziesięć wersetów tak naprawdę to jest samo serce listu do Rzymian. Jeżeli ktoś próbuje zrozumieć przeanalizować, zinterpretować, wyciągnąć głębie z listu do Rzymian, to to jest właśnie kluczowy fragment tego listu, to jest serce tego listu, to jest najważniejsza myśl oddana w tym liście, a w zasadzie możemy śmiało powiedzieć, że to jest serce całej Biblii, że ten krótki fragment to jest sedno całego Pisma Świętego. W tych dziesięciu wersetach jest całe Pismo Święte streszczone w sposób optymalny, w sposób idealny. Przypominam, że we wcześniejszych kazaniach mieliśmy do czynienia z taką sytuacją, w której Paweł doprowadzał nas do pewnego rodzaju diagnozy. Najpierw mówił o poganach, mówił o tym, że chociaż poganie widzą Boga w stworzeniu, czy mogli obserwować Boga w stworzeniu, no to odrzucili Go i oddali chwałę niemym bożkom. Potem Paweł przenosił się do Żydów, do ludzi religii i tłumaczył, że ci, którzy mieli prawo, którzy mieli przykazania, którzy mieli pewne przywileje, mieli też znak przymierza, obrzezanie, oni okazali się obłudni i okazali się tak samo winni jak ci poganie. I wreszcie doszliśmy do takiego miejsca, w którym Paweł wyraził się w sprawie całej ludzkości, że wszyscy są pod grzechem. Wszyscy. Że nie ma tego żadnego wyjątku. Paweł użył słów, że nie ma ani jednego sprawiedliwego. Ani jednego. To znaczy, że ani wśród pogan, ani wśród Żydów, ani wśród ludzi znajdujących się w kaplicy, ani wśród internautów, ani wśród ludzi w świecie nie ma ani jednego sprawiedliwego. Cztery kazania były na ten temat. Cztery kazania nas doprowadzały do tego momentu. Ja już się niekomfortowo czułem podczas czwartego kazania, bo to był taki marsz w kierunku ciemności. Nie wiem, czy mieliście też takie wrażenie, że to był marsz w kierunku ciemności. Po prostu cały czas udowodnienie, że nie ma nadziei, że wszystko jest źle, że nie rozpoznajemy Boga, że nie wielbimy Boga, że nie potrafimy Bogu oddać chwałę, że niczym się nie różnimy tak naprawdę od tego świata. W zasadzie każdy argument, który był poruszony w tych poprzednich kazaniach, oczywiście argument, który poruszał Paweł w swoim liście, to był argument, który mógł odebrać wszystkie złudzenia. że na cokolwiek zasługujemy w tej historii. I wreszcie w XIX wersecie Paweł używa takich słów, że on to zrobił po to, żeby wszelkie usta, czyli moje i twoje również, wszelkie usta były zamknięte. Żebyśmy już nie mieli absolutnie nic na swoją obronę. Ogołocił nas zupełnie. Z wszelkich argumentów, z wszelkiej chwały, z wszelkiej jakiejś pobożności w naszym odczuciu. Ogołocił nas tego. Nikt już nie ma nic na swoją obronę. Ja miałem kiedyś taki przywilej, że byłem na takiej rozprawie sądowej, w której taki buńczuczny przestępca Próbował się bronić, jego adwokat próbował go bronić, natomiast był bardzo sprytny prokurator, bardzo mądry prokurator i w zasadzie rozbijał każdy jeden argument tego adwokata. I ostatecznie pod koniec tej rozprawy to wyglądało tak, że ten osadzony już nie miał nic do powiedzenia. On był totalnie rozbity. Wszystko, co jakby próbował się czymkolwiek wybronić, to po prostu zostało zmiażdżone w tym przewodzie. On był absolutnie winny, nie miał żadnych argumentów do obrony. Wszystko, co wcześniej powiedział, co próbował powiedzieć w tym sądzie, jego adwokat zostało tak jednoznacznie i druzgocząco obalone przez prokuratora. Dokładnie w takim miejscu jesteśmy, jak był ten osadzony. Wszystko, co cała ludzkość ma do powiedzenia, co mógłbym powiedzieć ja, mógłbyś powiedzieć ty, stojąc przed Bogiem, jest totalnie rozbite, totalnie rozwalone. Nie mamy żadnego powodu, by śmieć podnieść swoją głowę w kierunku Boga. I dokładnie w tym momencie, dokładnie w takiej chwili, padają te słowa, które wszystko zmieniają. I my jesteśmy przyzwyczajeni, że kiedy padają tego typu słowa, to potem jest źle. Ale tutaj, kiedy padają te słowa, to potem jest dobrze. Potem jest mowa o wielkiej nadziei. Paweł wypowiada słowa, które zmieniają wszystko. Ale teraz. Ale teraz. Zwróćcie uwagę, kiedy my mówimy ale, to zazwyczaj mamy coś złego na myśli. Wspaniale ci poszło, ale muszę tu wspomnieć, to było bardzo dobre kazanie, ale uwielbienie mi się podobało, ale... Natomiast tutaj to ale jest zupełnie w drugą stronę. Wszystko jest źle i nagle Paweł mówi, ale teraz. On od tego zaczyna. Ale teraz. To jest najpiękniejsze ale, jakie znajduje się w Piśmie Świętym. W tym ale teraz jest cała moja i twoja nadzieja. Cała nadzieja każdego jednego człowieka. To jest taki... Promień światła, który oświetla wszystkie te wcześniejsze rozdziały. To jest takie wybawienie dla tego skazańca, który już spuszczona głowa, wszystko rozbite w pył, tylko czeka na wyrok, wie, że wyrok będzie bardzo srogi i nagle padają te słowa, ale teraz. Ale teraz objawiła się co? Sprawiedliwość Boża. Zwróćcie uwagę. Niesprawiedliwość sprawa. niesprawiedliwość z uczynków, niesprawiedliwość człowieka, niesprawiedliwość z religijności, niesprawiedliwość z przynależności konfecyjnej, tylko sprawiedliwość Boża. dana człowiekowi w Jezusie Chrystusie. To jest to wyraźnie napisane, dlatego uważam, że to jest serce tego listu i to jest serce w ogóle całego Pisma Świętego i to jest fundament w zasadzie naszej wiary i tego, w co Kościół od zawsze wierzy. To jest odpowiedź na pytanie, które każdy musi sobie w pewnym momencie życia zadać. W jaki sposób ja mogę być usprawiedliwiony przed Bogiem? W jaki sposób? Jak ja mam stanąć przed Bogiem? Jak ja mam się usprawiedliwić? No i tu właśnie pada ta wspaniała, cudowna nowina. Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, a są usprawiedliwieni jak? Darmo z łaski Jego przez odkupienie w Chrystusie Jezusie. Ten fragment, który teraz zacytowałem, To jest najsłynniejszy fragment w historii Kościoła, dlatego że właśnie ten fragment zmienił historię Kościoła. To właśnie dokładnie te słowa, dokładnie ten werset tak bardzo poruszył serce znanego wszystkim mnicha, księdza Marcina Lutra, że rozpoczęła się reformacja. I Luter był bardzo ciekawym człowiekiem pod tym kątem, bo on, zanim przestudiował ten list, on naprawdę próbował wszystkiego. On jak ten adwokat próbował się wybronić w tej sprawie, próbował wszystkiego. Kiedy czytamy jego historię, kiedy czytamy jego wspomnienia, jego kazania, to do czego mamy dostęp, co zostało po nim spisane, czytamy o jego postach. No nie wiem, wydaje mi się, że my tak nie pościmy, jak on pościł. Czytamy o modlitwach jego, takich pięknych, przepięknych modlitwach. Czytamy o jego pielgrzymkach, ale wiecie, nie pielgrzymkach polegających na dobrej zabawie, tylko ten człowiek szukał usprawiedliwienia przed Bogiem. On miał jakiś pomysł na tą pielgrzymkę. Mało tego, on dochodzi do momentu, w którym praktykuje samobiczowanie. tak bardzo próbuje się usprawiedliwić przed Bogiem, tak mocno myśli o tym, że chciałby być zbawiony przed Bogiem. I cały czas sumienie Marcina Lutra krzyczy. Krzyczy do niego, że jeszcze nie jest sprawiedliwy przed Bogiem, że za mało tej modlitwy, za mało tego postu, za mało tego samobiczowania, za mało tego umartwiania, za mało tego misterium wokół jego wiary. Wszystko jest za mało. On cały czas ma wrażenie, że nie jest wystarczająco usprawiedliwiony przed Bogiem. Słuszne zresztą wrażenie. I kiedy on zaczyna studiować list do Rzymian, kiedy dochodzi do tych słów, które my dzisiaj analizujemy, on widzi, że sprawiedliwość Boża to nie jest jakaś kara dla człowieka, to nie jest coś strasznego dla człowieka, to nie jest jakiś uczynek strasznie trudny do wykonania, tylko dar, że to jest dar, że sprawiedliwość jest darem, że Bóg tego daru nam udziela w Chrystusie, że ten dar przyjmujemy przez autentyczną wiarę, że to jest z łaski, za darmo. No i to roznieca płomień w jego sercu, to roznieca reformację, to roznieca całą historię, której możemy powiedzieć owocem jesteśmy. Tylko, że to dotyczy Marcina Lutra. Pytanie, czy to dotyczy, czy to ale teraz dotyczy ciebie i mnie. Bo cały problem polega na tym, że my możemy doskonale znać tą doktrynę, o której ja teraz wspominam i będę dzisiaj mówił. Że my możemy nauczyć się tego fragmentu, tych dziesięciu pięknych wersetów Słowa Bożego na pamięć. Że my możemy innym przekazywać tą informację. My się możemy szczycić z tego, że Kościół tak rozumie ten fragment Bożego Słowa i tak nim żyje, ale w swoim sercu cały czas mieć jakieś poczucie winy, cały czas próbować mieć taką tendencję do próby udowodnienia Bogu swojej wartości. I to zawsze skutkuje jakimś takim ucieczką w religijne wysiłki. Te słowa muszą przemienić Ciebie i mnie, nie tylko Marcina Lutra, nie tylko Kościół, one nie tylko muszą się tam znajdować, one muszą Ciebie i mnie przemienić. Dlatego my musimy się wsłuchać w pewien sposób w te słowa, bo jeśli je usłyszymy naprawdę, usłyszymy swoim sercem te dziesięć wersetów z listu do Rzymian, to wtedy naprawdę zrozumiemy Ewangelię. Jeśli się uchwycimy prawdy, która jest zawarta w tych wersetach, to wtedy i tylko wtedy znajdziemy upragniony pokój z Bogiem. Ten, za którym wielu ludzi goni, którego wielu ludzi szuka i nie potrafi znaleźć, nawet znając właściwą doktrynę. Kiedy usłyszymy ten fragment Bożego Słowa swoim sercem, to wtedy będziemy mieć pewność, pewność zbawienia, pewność tego, że narodziliśmy się na nowo i radość wypływającą z tej pewności zbawienia. Uwaga! I tej pewności, tego faktu, tej przemiany nie odbierze ci Żaden grzech, nawet grzech Ci tego nie odbierze. Wtedy faktycznie nic nie odłączy Cię od miłości Chrystusowej. Nic, po prostu nic Cię nie odłączy. I to jest piękny fragment Bożego Sława, bo to jest taka granica między tą złą nowiną, a tą dobrą nowiną. Między rozpaczą człowieka, który szuka Boga i wiem, że wielu z nas to przeżyło, a taką nadzieją. Pomiędzy tym, że byliśmy w takiej totalnej deprawacji człowieka i rozmawialiśmy o totalnej deprawacji człowieka, a dzisiaj będziemy rozmawiać o totalnej łasce. okazanej człowiekowi, to naprawdę totalnej łasce, którą Chrystus okazał człowiekowi. Za nami będą już te uciszone nasze usta, ten brak argumentów, ten rozbity człowiek, a przed nami od tego momentu będą otwarte drzwi Ewangelii. Za nami będzie wyrok, słuszny wyrok, sprawiedliwy wyrok, a przed nami będzie łaska, będzie przebaczenie, będzie sedno Ewangelii, dlatego Zapowiadałem, że to kazanie jest niezwykle ważne, że to jest może najważniejsze kazanie, że warto je komuś przekazać, bo tu padną najważniejsze informacje dotyczące zbawienia człowieka. Dwudziesty pierwszy werset. Ale teraz objawiona została sprawiedliwość Boża niezależna od zakonu, poświadczona przez zakon i proroków. Pozornie trudne zdanie. Zresztą Paweł ma taką tendencję do pisania takich zdań. ale tylko pozornie. Zobaczcie, Paweł doprowadza czytelnika tego listu do tego miejsca takiego mroku, takiego poczucia winy, takiej bezsilności, w której on się sam kiedyś znajdował. Zresztą on w innym swoim liście przy innej okazji o tym pisze, że on był w takim rozpaczliwym miejscu Każdy, kto narodził się na nowo, najpierw był w tym rozpaczliwym miejscu. Różnie to przechodziliśmy, różnie to odczuwaliśmy, ale każdy z nas był w takim miejscu, że chciał mieć pokój z Bogiem, ale nie potrafił go... osiągnąć. Ja pamiętam, że kiedy się nawróciłem, kiedy się upamiętałem, kiedy szukałem tego pokoju z Bogiem, oczywiście nic nie wiedziałem na temat Ewangelii, nie miałem też nikogo, kto potrafiłby mi opowiedzieć, wytłumaczyć, rozjaśnić Pisma, no więc siłą rzeczy pierwsze moje kroki skierowane były do Kościoła Rzymskokatolickiego. No i w tym Kościele Rzymskokatolickim oczywiście powiedziano mi, że ten pokój, ten upragniony pokój znajdę w spowiedzi, że kiedy pójdę do spowiedzi, to będę miał pokój. I naprawdę tak było. Naprawdę tak było. Że kiedy poszedłem do spowiedzi, miałem spokój i pokój z Bogiem. Przez trzy sekundy. Dopóki nie wyszedłem z kościoła. Dopóki nie wyszedłem z kaplicy. Bo natychmiast wracałem do swojego starego stanu. Natychmiast. Praktycznie natychmiast. Wiedziałem, że znowu nie mam pokoju z Bogiem. I pamiętam taki okres, kiedy częstym gościem byłem w konfesjonale. Pamiętam, jak przeczytałem taką książkę, która mówiła o tym, że należy się wyspowiadać całego swojego życia, a ja tak bardzo poważnie do tego podeszłem, chyba zbyt poważnie, bo to był jeden jedyny moment, w którym moja żona widziała, jak ksiądz wyskakuje z konfesjonału sprawdzić, kto tam stoi, kto to w ogóle jest, kto tam takie rzeczy opowiadał. On był tak zaskoczony tą spowiedzią. To, co ma być tajemnicą, niech pozostanie tajemnicą, ale umówiłem się z nim, żeby odpukał, bo tu jest moja żona i chłopie odpukaj, bo oni będą wszyscy myśleć, że ty mi tu nic nie odpuściłeś, ale pokoju nadal nie było z Panem Bogiem. Dopiero kiedy człowiek jest w takim miejscu, kiedy człowiek rozpaczliwie szuka tego usprawiedliwienia, to wtedy do niego dociera sedno Ewangelii i faktycznie wtedy ta Ewangelia ma moc dać człowiekowi taki No i tu o tym czytamy, że objawiła się sprawiedliwość Boża, niesprawiedliwość ludzka, czyli nie to, że człowiek usprawiedliwia się przez religię, przez dobre uczynki, przez moralność, przez spowiedź, przez cokolwiek tego typu, bo każda taka próba zawsze kończy się czym? Porażką. Porażką. Po prostu musisz ponieść porażkę, bo prawo tak ma, że ono zawsze oskarża. Zawsze oskarża, co Paweł wykazywał wcześniej. Prawo oskarżało, a nie zbawiało. Prawo nigdy jeszcze nikogo nie zbawiło i nigdy nikogo nie zbawi. bo celem prawa nie jest zbawienie człowieka. Celem prawa jest przedstawienie ci winy. Prawo jest po to, żeby ci pokazało winę i robi to bardzo dobrze i w sposób bardzo święty. I Paweł tu mówi, że sprawiedliwość, ta boża sprawiedliwość jest jaka? Jest niezależna od zakonu, czyli od tego prawa. Niezależna. To znaczy, że nie da się zdobyć sprawiedliwości przez przestrzeganie przekazań. Tego się po prostu nie da zrobić. Paweł Tutu pisze, teraz objawiona została sprawiedliwość Boża niezależna od zakonu. A więc nie da się przez prawo, przez przestrzeganie przykazań zdobyć tej sprawiedliwości bożej. Nie da się jej wypracować swoją gorliwością. Nie da się tej sprawiedliwości bożej wypracować albo kupić jakimiś rytualnymi zabiegami, jakimiś rytuałami. Nie da się tego zrobić, bo ona zawsze przychodzi spoza nas. Ona przychodzi od kogo? od Boga zawsze, tylko i wyłącznie od Boga. To jest sprawiedliwość Boża, która jest niezależna od naszego przestrzegania prawa. No i to jest właśnie Ewangelia, czyli sprawiedliwość, którą Bóg daje grzesznikowi jako dar. jako dar. Bóg daje tą sprawiedliwość jako dar. Nie na podstawie tego, co ten ktoś zrobił lub czego ten ktoś nie zrobił, ale na podstawie tego, co zrobił sam Bóg, co zrobił Chrystus. I Paweł tu dodaje bardzo ważną myśl, że jednocześnie jest to poświadczone przez zakon i proroków. I teraz o co w tym chodzi? Paweł tu zaznacza, że to nie jest jakiś nowy pomysł. że to nie jest jakaś teologia made by Paweł, że to nie jest tak, że Paweł tu odkrył nowy system, teologiczny nowy system wyznań, a on teraz tu założy nową religię, której nikt nigdy wcześniej nie praktykował, nie słyszał i w ogóle nie wie, o co chodzi. Paweł tu mówi, że wszystko to, co on mówi, w tym to, że to jest sprawiedliwość Boża niezależna od zakonu, jest potwierdzone przez zakon i przez proroków, czyli przez wszystko, czym Paweł dysponował w tamtych czasach Starym Przymierzem. Bo całe pismo w tym Starym Przymierzu zapowiada właśnie tę Ewangelię. Kiedy czytamy o Abrahamie, co czytamy? Uwierzył Panu i zostało mu to poczytane ku sprawiedliwości. Kiedy czytamy Izajasza, który prorokuje o cudze pańskim, to co czytamy? Że usprawiedliwią wielu, bo niesprawiedliwości ich sam na sobie poniesie. Habakuk, który głosi, sprawiedliwy z wiary żyć będzie. I Paweł cię na to powołuje, on mówi, to jest poświadczone, to nie jest nic nowego. To nie jest tak, że ja Paweł Starsu daję coś nowego. To jest poświadczone, to od zawsze tam było, co najwyżej Bóg mi dał na to wejrzenie. Okazuje się, że Ewangelia to jest bardzo ważne. Nowy Testament, Ewangelia, to co zrobił Chrystus, nie jest czymś oderwanym od Starego Testamentu. To naprawdę jest tak, że my potrzebujemy całe Pismo, bo całe Pismo jest przez Boga natchnione. Nie tylko jedna trzecia. Nie tylko Nowy Testament, całe Pismo jest przez Boga natchnione, bo Ewangelia jest wypełnieniem Starego Testamentu, jest wyjaśnieniem Starego Testamentu, dlatego że stąd Pan Jezus mówi, nie przyszedłem, by zakon unieważnić, ale by go wypełnić. I oczywiście wokół tej prawdy Ewangelii, że jest to sprawiedliwość Boża, niezależna od zakonu, chociaż potwierdzona przez zakon i przez proroków, ponieważ jest to najważniejsza doktryna, jest to kwintesencja chrześcijaństwa, no to oczywiście wokół tej doktryny jest najwięcej zwiedzeń. I faktycznie te zwiedzenia się zaczęły najszybciej, Nie we wczesnym Kościele. W I Kościele już zaczęło się kombinowanie z tą doktryną i herezję wokół tej doktryny. No bo już w I wieku, natychmiast, od razu, kiedy tylko Pan Jezus odszedł, już pojawił się w tych czasach apostolskich pewien problem i pojawili się tacy, którzy zaczęli mówić, słuchaj, Ty wiesz sobie w Pana Jezusa, ale, ale, i tu się pojawia to niewłaściwe ale, ale jeśli Ty chcesz być zbawiony, to musisz oprócz wiary w Jezusa przestrzegać czego? Prawa Mojżeszowego. Zwłaszcza musisz tu przestrzegać obrzezania. I wszyscy czytamy o tym w dziejach apostolskich w XV rozdziale. To był pierwszy konflikt. To była pierwsza herezja, bardzo poważna. Czemu? I czemu ona pierwsza? Bo ona uderza w sedno ewangelii. Paweł odpowiada ostro na tę herezję. Co prawda nie w liście do Rzymian, tylko o tym będziemy czytać w listy do Gelatów, bo Paweł tu używa bardzo mocnych słów i mówi tak. Jeśli się dacie obrzezać, Chrystus wam nie pomoże. Już mocniej nie można powiedzieć, że jeżeli wy wejdziecie pod prawo Mojżesza, to Chrystus wam nie pomoże. Jeżeli w to wejdziecie, nie ma dla was ratunku. Chrystus wam nie pomoże. Od czym wam nie pomoże? Z wyjścia z tego stanu, z tego rozpaczliwego stanu szukania sprawiedliwości Bożej. No i teraz, wiecie, ta herezja w przeróżnej formie, ona jest od samego początku i prawdopodobnie będzie po sam koniec. Dzisiaj ona Najczęściej jest nazywana jakąś ziudaizującą odmianą Ewangelii i tak dalej, ale najprościej mówiąc, to jest coś, co zawsze polega na tym, że Chrystus nie wystarczy, że Chrystus sam to jest za mało, że musi być Chrystus plus coś. Chrystus plus coś i dopiero wtedy będziesz zbawiony. Tylko jest taki problem, że kiedy do Chrystusa dodajemy cokolwiek, cokolwiek, choćby jeden najmniejszy warunek oprócz Chrystusa, to my po prostu niszczymy Ewangelię. My po prostu depczemy po Ewangelii. My po prostu depczemy po tym, co Chrystus zrobił. Jeżeli cokolwiek dokładamy do Chrystusa, to niszczymy Ewangelię i Chrystus nam nie pomoże. To pewnie, co teraz powiem, wywoła jakieś komentarze, ale najbardziej obrzydliwy pod tym kątem jest Kościół Rzymskokatolicki. oni najmocniej uderzyli właśnie w tą naukę, właśnie w tą doktrynę, że Chrystus wystarczy i nie ma w historii Kościoła szeroko pojętego, bardziej obrzydliwego zdania niż zdanie, które dzisiaj przytoczę, za chwilę przytoczę, które padło w dokumentach Kościoła Rzymsko-Katolickiego i nigdy nie zostało odwołane. Kiedy Luter dotyka tego listu do Rzymian, kiedy przeszywa go ta informacja, kiedy rozpoczyna się reformacja, kiedy ludziom jest głoszone, że Chrystus wystarczy, że Chrystus jest odpowiedzią, że nic nie dokładajmy do Chrystusa, że to jest sprawiedliwość Boża, że zbawienie jest za darmo, z łaski, przez wiarę, kiedy to zaczyna działać, kiedy to budzi ludzi do życia z Bogiem, kiedy Lud odzyskuje swojego Boga, a Bóg odzyskuje swój lud. Kiedy Dzieci Boże się odnajdują, to właśnie wtedy Kościół Rzymskokatolicki zaczyna się bać i odpowiada na tę reformację. Odpowiada Soborem Trydenckim. bardzo ważnym soborem, który uwaga, nigdy nie został odwołany. W tych najnowszych nam soborach, czyli Soborze I Watykańskim i II Watykańskim, pierwszy zapis jest taki, że oni potwierdzają wszystko to, co zostało ustanowione na Soborze Trydenskim, więc nie tylko oni odwołali, oni to potwierdzili. Więc to na pewno nadal obowiązuje. I co oni tam nauczają na tym soborze? Ano nauczają, że uwaga, usprawiedliwienie jest procesem. jest procesem, czyli że ty nie jesteś nigdy usprawiedliwiony. Ty jesteś w procesie usprawiedliwiania, czyli ofiara na krzyżu, co? Ona się nie skończyła. Ona nie ma zakończenia, dlatego że nadal jest proces usprawiedliwienia człowieka. Nikt nie został usprawiedliwiony. Zaczyna się chrztem, rozwija się przez sakramenty, przez dobre uczynki, pojawia się bardzo poważny termin współpracy z łaską, czyli coś zostaje dołożone do łaski. Masz współpracować z łaską. To jest oficjalny zapis tego Soboru. I ten proces kończy się w chwili śmierci. No i albo ci się uda, albo ci się nie uda. Więc ta ofiara Jezusa nie jest skuteczna. I uwaga, kanon dziewiąty tego Soboru mówi tak, i to są te słowa, które są najbardziej obrzydliwymi słowami, które padły w stosunku do nauki Chrystusa. Kanon dziewiąty mówi tak. Jeśli ktoś mówi, że grzesznik bywa usprawiedliwiony przez samą tylko wiarę, niech będzie przeklęty". W tym zdaniu został przeklęty Paweł, został przeklęty cały Kościół, została przeklęta Ewangelia, zostałeś przeklęty ty i ja, a co najważniejsze, został przeklęty Chrystus. Dlatego, że Chrystus powiedział, że On usprawiedliwia przez samą tylko wiarę. To jest najbardziej obrzydliwe zdanie, jakie padło w historii Kościoła. Jeśli ktoś mówi, że grzesznik bywa usprawiedliwiony przez samą tylko wiarę, niech będzie przeklęty". Wmyśl tych słów. Wszyscy jesteśmy przeklęci. Wmyśl tych słów. Każdy jeden chrześcijanin na całym świecie jest przeklęty. Wmyśl tych słów. Apostoł Paweł zostaje przeklęty. Wmyśl tych słów. Lizdo Rzymian jest przeklęty. Wmyśl tych słów. to naprawdę podważa Ewangelię to zdanie. To jest naprawdę obrzydliwe zdanie, które powinniśmy przypominać. Tak wierzycie. Nigdy tego nie odwołaliście. To jest wasze nauczanie. Uważacie, że ci, którzy wierzą Bożemu Słowu, są przeklęci. Bo jeśli usprawiedliwienie zależy choćby w części od twojej czy mojej współpracy z łaską, to to już nie jest dar. Dlatego to jest zapłata. A przecież Paweł mówi inaczej. Za darmo. Z łaski jego. Później w V-VI wieku, po tych judaizatorach, oczywiście pojawia się ten pelegianizm, że człowiek musi zrobić ten pierwszy krok w stronę Boga, na przykład zapragnąć zbawienia, a Bóg potem daje łaskę. No, ale przypominam, wiara jest darem łaski. to Bóg ciągnie człowieka, a nie człowiek wybiera Boga. No i mamy te najnowocześniejsze odmiany tego wszystkiego, czyli coś, co można by nazwać takim ultramoralizmem. Niektóre kościoły w to wchodzą, dokładają coś do zbawienia, że tak, zostałeś zbawiony przez Chrystusa, ale od tej pory, od tego momentu pilnuj się, współpracuj z tym zbawieniem. Minuj się, żebyś nie utracił tego zbawienia. No i później trzeba coś do tego dołożyć, co to oznacza. No to w jednych kręgach będzie to oznaczało, że mężczyzna musi chodzić w spodniach, a kobieta musi chodzić w sukience, bo jeśli nie, to nie będzie współpracować ze zbawieniem. W innych kręgach to będzie oznaczało, że musisz nosić chustę na głowę, bo jeśli nie, To nie współpracujesz ze zbawieniem. W jeszcze innych kręgach będzie to jeszcze co innego oznaczało, ale zawsze jest jakiś dodatek do Ewangelii. Zawsze jest to coś, co musisz dołożyć. Albo druga wersja, druga skrajność, która mówi, że ważne jest, żebyś był dobrym człowiekiem, bo Bóg tak naprawdę przyjmie wszystkich szczery. Nie. Apostoł Paweł tak nie napisał, że wystarczy być dobrym człowiekiem. Apostoł Paweł napisał, że zbawienie jest darem Bożym. Apostol Paweł później będzie mocno tłumaczył, czym jest nowe narodzenie. Albo coś, co znowu, tu prym biedzie kościół rzymskokatolicki. Praktycznie każdy współczesny papież, począwszy od Karola Wojtyły, powtarza to jak mantrę, że każda religia prowadzi do Boga. Tymczasem Słowo Boże mówi, że Jezus jest jedyną drogą, prawdą i życiem. Słuchajcie, musimy sobie odpowiedzieć na pytanie. Komu wierzymy? Czy bardzo sympatycznemu człowiekowi? Czy sumy Boże? To brzmi pięknie, ale to zaprzecza Ewangelii. Paweł mówi nie z uczynków, ale z wiary. Jeśli dobroć wystarczy, jeśli każda religia prowadzi do Boga, no to Chrystus daremnie umarł. To jego krzyż jest zbędny. To się niepotrzebnie wydarzyło. Niepotrzebnie został ukrzyżowany Boży Syn. I zobaczcie, od I wieku aż po dzisiaj diabeł próbuje zafałszować Ewangelię dokładnie w ten sam sposób. On próbuje coś dodać do Chrystusa. Próbuje coś dodać do ofiary, którą Chrystus złożył na krzyżu. Raz to jest prawo mojżeszowe, raz to są sakramenty, współpraca, raz to jest jakaś szczerość, dobroć. Tymczasem Paweł woła. Sprawiedliwość Boża objawiła się niezależnie od uczynków, niezależnie od zakonu. To jest Ewangelia. Tylko Chrystus, tylko łaska, tylko wiara i też to są założenia reformacji. Taki przykład, który do mnie przemawia przynajmniej. Wyobraźmy sobie człowieka, który stoi w sądzie oskarżony o ogromny dług i winny. I sędzia mówi tak. Jesteś winny. Jesteś winny, naprawdę jesteś winny. Musisz zapłacić miliony i oddać te miliony. Inaczej trafisz do więzienia. I nie ma ucieczki od tego. Ten człowiek musi spuścić głowę, on wie doskonale, że to zostało udowodnione, że to jest prawdziwe, że on autentycznie jest winny te miliony. Mało tego, że choćby od teraz robił do końca życia, to on tego nie zarobi, żeby to oddać, a to trzeba oddać teraz, kiedy jest wyrok. Nie ma żadnych szans. I właśnie w tym momencie otwierają się drzwi, wchodzi Chrystus, Przyjaciel, obrońca tego człowieka i mówi, ja zapłacę za niego całą kwotę. Całą kwotę. Wszystko zapłacę za niego. Każdy jeden grosz. I mówiąc obrazowo, wyciąga te pieniądze albo wyciąga czek, albo telefon ze zdolnością płacenia. No i płaci cały ten dług. No i sędzia sprawca zgadza się, dług został spłacony, potwierdza to i ogłasza. Mógłby ogłosić coś takiego? Sprawiedliwości stało się zadość. Możesz wyjść na wolność. No i ten człowiek wychodzi na wolność. Tylko widzicie, on nie wyszedł na tą wolność, bo od tego miejsca był miłym człowiekiem. Bo od tego miejsca już nigdy nie wziął kredytu, nigdy nie wziął żadnej pożyczki. Bo od tego miejsca on już teraz do końca życia zawsze uczciwie pracował. On nie dlatego wyszedł. Mało tego, on nie wyszedł na wolność dlatego, że obiecał temu sędziowi, sędziemu poprawę, z której potem faktycznie jakby się wywiązywał. Nie. Mało tego, ten człowiek z tego przykładu nie wychodzi dlatego, że zasłużył na to, żeby wyjść. On na to nie zasłużył. żeby stamtąd wyjść. On wychodzi tylko dlatego, że ktoś inny spłacił za niego cały dług, zapłacił całą tę cenę. No i oczywiście to jest taki prosty przykład, jak zrozumieć Ewangelię. My naprawdę jesteśmy winni przed Bogiem. Naprawdę. Kara, którą mamy ponieść i powinniśmy ponieść, jest realna. I choćbyśmy do końca życia, od zrozumienia tej informacji, żyli przemienionym życiem, to to nic nie zmienia. Nic nie zmienia. Choćbyśmy do końca życia, już nigdy nic złego nie zrobili, co oczywiście nierealne, ale choćby nawet, to to nic nie zmienia. Zmienia tylko to, że Chrystus zapłacił całą cenę, całą, co do grosza. na krzyżu. Tylko to zmienia mój i Twój stan i tylko dlatego mogę powiedzieć, że jestem wolnym człowiekiem. Ty możesz powiedzieć, że jesteś wolnym człowiekiem, bo Chrystus zapłacił całą cenę. Każdy jeden grosz w tym Twoim długu. Dlatego tak ważne jest, jeszcze raz to powtarzam, to jest naprawdę istotne, żeby nic do tego nie dokładać. Jeżeli cokolwiek do tego dokładamy, to już jest zwiedzenie. Jeżeli Chrystus nie wystarczy, jeżeli muszę coś do tego dodać, to oznacza, że Chrystus nie zapłacił każdego jednego grosza. Jeszcze raz, to może być obrzezanie, to może być sakrament, to może być jakiś dobry uczynek, To może być jakaś dobroć, wszystko. Nie ma takiej opcji. Co to w praktyce dla nas oznacza? Jak my powinniśmy żyć, jeżeli jesteśmy ludźmi Ewangelii? Po pierwsze, albo tak żyj, albo się zacznij modlić, żebyś tak żył. Jeżeli nie umiesz tak żyć, nie polegaj na sobie. Po prostu nie polegaj w tej historii na sobie, bo źle skończysz. Im dłużej jestem pastorem, im mam więcej za sobą rozmów, trudnych rozmów czasami, im widzę też więcej takich sytuacji, kiedy ktoś po prostu nagle odchodzi. zgubi się w tej historii, to widzę to, że naprawdę wielu osób, wiele osób, wielu wydawałoby się chrześcijan, myśli sobie tak, że Bóg go przyjmie, no bo chodzi do kościoła, daje dziesięciny, czyta Biblię, pomaga innym ludziom, pomaga w ogóle innym ludziom, to jest bardzo częsty scenariusz. To są bardzo dobre rzeczy, żebyśmy się dobrze zrozumieli, każda z tych rzeczy. modlitwa, czytanie bożego słowa, chodzenie do zboru, dziesięcina. My tu wierzymy w dziesięcina. Ja wiem, że niektórzy mają z tym problem, ale to jest ich problem, a nie nasz problem, a jakby nie o tym jest te kazanie. To są dobre rzeczy, bardzo dobre rzeczy. One są potrzebne, ale one nikogo nie usprawiedliwią. Nigdy. Nigdy przenigdy. Choćbyś robił te wszystkie rzeczy, nie będziesz usprawiedliwiony. Jeśli oprzesz się na tym, że ty się modlisz, że ty czytasz Biblię, że ty przyjeżdżasz tu do zboru, że ty tutaj się jakby rozwijasz, że ty tu łożysz finansowo, jeśli się na tym oprzesz, to prędzej czy później nastąpi coś, co za każdym razem ma miejsce w tej historii. Twoje serce albo będzie pyszne, Albo ty się staniesz pyszny i zaczniesz mówić, zaczniesz myśleć przede wszystkim, że jesteś lepszy od innych. Jesteś bliższy ideałowi niż inni. No bo więcej się modlisz, więcej czytasz, więcej przychodzisz na nabożeństwo, więcej oddajesz finansów albo rzetelniej oddajesz te finanse. Więcej innym pomagasz, jak pozostali. Więc twoje serce w końcu stanie się pyszne, bo będziesz myślał, że jesteś lepszy. Albo, i to jest druga kategoria ludzi, nierzadka, one będzie zrozpaczone. Dlatego, że ty w pewnym miejscu znajdziesz się w takim punkcie, w którym zaczniesz myśleć, nie jestem wystarczająco dobry, jeszcze za mało się modlę. I jeszcze za mało czytam Biblię. Jeszcze za mało oddaję. Jeszcze za mało pomagam. Jeszcze za mało służę. Jeszcze mało i mało i mało i ty będziesz w końcu taki zrozpaczony. Ewangelia mówi jasno. Twoja wartość nie jest w Twoich uczynkach. Twoja wartość jest wyłącznie w Jezusie Chrystusie. Wyłącznie w Jezusie Chrystusie. Ty naprawdę nic nie możesz dołożyć do tej historii. Ty się musisz narodzić na nowo. A jeśli narodzisz się na nowo, to odkryjesz, że Twoja wartość nie jest w Twoich uczynkach, ale jest w Chrystusie. Pewne uczynki zaczniesz wydawać automatycznie, ale one nie będą podbudowywać Twojej wartości. swoją wartością będzie wyłącznie Chrystus. Druga taka sprawa, praktyczna sprawa, żeby żyć tą Ewangelią, niektórzy wprowadzić w życie, niektórzy modlić się o to, ale przede wszystkim wszyscy musimy to zrozumieć, nie ma żadnego sensu, żadnego sensu w świetle Ewangelii porównywanie się z kimkolwiek innym. To jest zawsze sytuacja, która zabija czyjeś serce. Zawsze, kiedy się porównujemy z innym, zostaje zabijane powoli nasze serce. Prawda jest taka, że wszyscy jesteśmy pod grzechem. Nawet jak jesteś największą łajzą i się porównasz do najmniejszej łajzy, to i tak jesteś łajzą i ty, i on. I to jest naprawdę proste. Wszyscy jesteśmy łajzami w tej historii. Czyli wszyscy jesteśmy pod grzechem. Wszyscy potrzebujemy tej samej łaski, tyle samo tej samej łaski i dokładnie tej samej łaski, która objawiła się na Krzyżu Golgoty. Obojętnie, w którym miejscu bycia łajzą jesteś. Nie ma sensu się porównywać. Sprawiedliwość Boża do nikogo nie przychodzi w jakimś w pakiecie premium. Nie ma czegoś takiego w Ewangelii, że jest Ewangelia, wersja darmowa, trialowa i pakiet premium dla wybrańców. Nie ma takiej Ewangelii. Nie ma pakietów premium dla wyjątkowych ludzi. Ewangelia jest dla każdego, kto wierzy. Dla każdego, kto wierzy. Bez żadnych haczyków, podpunkcików i drobnego druczku. Bardzo ważna rzecz. Uważam, że jedna z kluczowych rzeczy, jeżeli chodzi o właściwe rozwijanie się i właściwe rozumienie Ewangelii. Przestań się bać o swoje zbawienie. Naprawdę z wielu z Was to powinno usłyszeć. Przestań się bać o swoje zbawienie. To jest przerażające, ilu wierzących żyje w ciągłym lęku. W ciągłym lęku. Czy ja wystarczająco dużo zrobiłem? Może ja się bardziej gdzieś w coś powinienem zaangażować? Może ja bardziej powinienem zasłużyć? Może coś ja mam jeszcze zrobić, żeby ten Bóg mnie naprawdę przyjął? Sprawiedliwość jest z Boga, nie z ciebie. Nie z ciebie. Nie bój się o swoje zbawienie. Jak ty się w ogóle interesujesz tą historią, to ten, który zaczął tę noc, skończy. Koniec, kropka. Nie możemy tego podważać. Nie bój się o swoje zbawienie. Bóg nie zmienia zdania. Jeśli cię zawołał, to zawołał cię skutecznie. To może potrwać. Możesz coś z tej historii nie rozumieć. Ja mogę coś z tej historii nie rozumieć. Ale jeśli cię naprawdę Bóg zawołał, to Bóg nie zmieni zdania. On da Ci tę sprawiedliwość, a nie Ty sobie ją wypracujesz. I nie pozwólmy sobie nikomu zabrać radości z Ewangelii. Już w pierwszym wieku Ci judaizujący próbowali odebrać radość z Ewangelii. W XVI wieku niektórzy kaznodzieje, czyli z Sybła Rotrudenskiego, próbowali zabrać tą radość, no bo musisz tam coś do tego dołożyć, jakiś dodatkowy warunek, dodatkowa praktyka. Ewangelia mówi jasno. Chrystus wystarczy. Chrystus wystarczy. Koniec, kropka. I kiedy Twoje serce to przyjmie, kiedy one narodzi się na nowo z tej informacji, to dostaniesz tą wolność, dostaniesz radość, pojawi się w Tobie wdzięczność i pewne rzeczy zaczną automatycznie działać. Ale one będą wybywać z wdzięczności, a nie po to, by sobie na coś zasłużyć. Jeśli diabeł nie może Cię odciągnąć od Chrystusa, to on ci spróbuje wmówić, że Chrystus to jest za mało. Jeżeli on cię nie będzie umiał odciągnąć od Chrystusa, to on ci będzie wmawiał, że Chrystus nie wystarczy, że Chrystus to jest za mało. A Ewangelia jest nieubłagana. Chrystus plus cokolwiek równa się herezja i zwiedzenie zawsze. Chrystus plus cokolwiek, możesz zawsze zrobić sobie takie równanie, to jest herezja i zwiedzenie. Chrystus wystarczy, to jest Ewangelia. I tylko to jest Ewangelia i tylko to jest zbawienie. Dalej Paweł ciągnie i mówi tak. I to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich wierzących. Nie ma bowiem różnicy, gdyż wszyscy zgrzeszyli, brak im chwały Bożej, a są usprawiedliwieni darmo z łaski Jego przez odkupienie w Chrystusie Jezusie. Znowu, wszyscy zgrzeszyli. Nie ma żadnej różnicy. Poganin, Żyd, moralny, złoczyńca, religijny, ateista. Wszyscy zgrzeszyli. I to nie jest jakaś lista złych czynów, które popełniliśmy, tylko z całego tego kontekstu wynika, że wszystkim nam brakuje chwały Bożej, bo człowiek został stworzony w jednym celu – żeby odbijać Boże światło. żeby być odbiciem istoty Boga. To jest cel stworzenia człowieka. Ty zostajesz stworzony jako odbicie Jego istoty. Tak w ogóle by to poprawnie trzeba było odczytać z Księgi Rodzaju. Jako odbicie Jego istoty. Ty masz odbijać Boże Światło. Masz żyć ku Jego chwale. To jest mój i Twój cel najogólniejszy zapisany w Biblii. No, ale zamiast tak żyć, to niestety my żyjemy dla własnej chwały. żeby to do czegoś porównać. To jest trochę tak, jakbyśmy mieli lustro, które miało odbić. słońce, światło słoneczne i miało rozjaśnić na przykład jakiś mrok. To tak miało być. Natomiast w stanie faktycznie jest tak, że mamy lustro, które jest pęknięte, jest brudne. Ono nie przestało być lustrem, ale nie spełnia swojego zadania, bo jest pęknięte, bo jest brudne. Potrzebujemy Chrystusa, który spowoduje, że to już nie jest pęknięte i nie jest brudne. No i Paweł tu znowu wraca do tego. Wszyscy zgrzeszyli. ale są usprawiedliwieni. I Paweł faktycznie jest obywatelem rzymskim i on faktycznie ma pewien rzymski sposób pisania i pewien sądowy, taki urzędowy język i jego listy są tak skonstruowane, to jest dosyć istotne w jego pomyśle na list, bo to jest taki język sądowy, tam się w tym słowie ustrawiedliwieni pojawia się słowo, które nie oznacza tylko sprawiedliwy, tylko ono oznaczało ogłoszenie sprawiedliwego wyroku. Dikałość to nazywa. I z tego wynika, że to nie jest żaden proces moralnej odbudowy, że to jest jakiś proces usprawiedliwienia, że to nie jest próba naprawy człowieka, tylko Paweł tu pisze o natychmiastowym ogłoszeniu, o natychmiastowym akcie i zarządzeniu Bożym. Czyli pada w takiej przestrzeni, ogłaszam cię w tej chwili sprawiedliwym. Nie kiedyś będziesz sprawiedliwy, tylko zapada wyrok sądowy. Ogłaszam, że od tej chwili, kiedy w to uwierzyłeś, jesteś sprawiedliwy. I Paweł tu podkreśla, za darmo i z łaski. Co oznacza za darmo? Usprawiedliwieni, czyli ogłaszam, że w tej chwili, w tej chwili się to odbywa, to jest akt wykonawczy, usprawiedliwieni za darmo. Za darmo znaczy za darmo. Tu nie trzeba Greki, tu nie trzeba języka sądowego, tu nie trzeba wiedzieć, jak Paweł konstruował listy. Akurat słowo zadarmo każdy z nas doskonale rozumie. To jest w ogóle dla niektórych ulubione słowo. Za darmo. Za darmo. Znaczy się bez kosztów z twojej strony. Czyli nie tylko nic nie możesz dołożyć. Głupi jesteś, jak coś do tego dokładasz. Jeśli coś jest za darmo, a ty coś za to dajesz, to delikatnie rzecz mówiąc jesteś głupi. Nie ma żadnego cennika, nie ma żadnych warunków, nie ma żadnych opłat. Bierz. No bierz, bo to jest za darmo. Z łaski. Drugie się tam pojawia określenie z łaski, czyli całkowicie, zupełnie, skrajnie mocno z Bożej inicjatywy. Tam naprawdę nie ma żadnego miejsca na moje i Twoje zasługi. Ty naprawdę nic do tego nie dołożyłeś. Jedynym, co moglibyśmy powiedzieć, że do tego dołożyliśmy, to jest konieczność okazania nam tej łaski, czyli nasz grzech. To jest z łaski, całkowicie zależne od niego. No i znowu taki przykład. Wyobraźmy sobie, że... za niedługo mam urodziny. To sobie nie muszę wyobrażać, bo ja je naprawdę mam. I wyobraźmy sobie, że dostaję od was prezent. I to jakiś piękny prezent. Taki upragniony prezent. I teraz dzieje się to. Ja wyciągam portfel i się pytam. Jurek, ile ci jestem winien? Ile się dołożyłeś do tego prezentu? Kamil, ile ci jestem winien? Ile tam zrzuciłeś się na mój prezent? Ela, ile dałaś na ten prezent? Gdyby się to zadziało w drugą stronę, to ja bym uważał, że Jurek mnie obraził. Gdyby Jurek podszedł, to może tak będzie mi łatwiej wytłumaczyć. Gdyby Jurek do mnie podszedł i ja bym mu dał jakiś piękny prezent z radości, z miłości do niego, dałbym mu prezent, a Jurek by wyciągnął portfel i ile mam ci zwrócić. To ja bym się czuł obrażony, urażony i dotknięty. Moja radość z tego, kto daje, zupełnie by się w tej historii zgubiła. I słuchajcie, tak samo jest z Ewangelią. Kiedy wyciągamy portfel i pytamy się Jezusa, dobra, ile ci się na to należy, co ja mam zrobić, jaki jest koszt, jaki jest ukryty koszt tej operacji. Ile ci jestem winien za ten prezent, za ten dar zbawienia, to ja uważam, że my naprawdę obrażamy Chrystusa. Że ktoś, kto tak żyje, ktoś, kto tak głosi, to jest ktoś, kto pluje na Chrystusa. On odbiera radość Chrystusowi z tego wielkiego daru. On odbiera radość Chrystusowi z tego, że On złożył okup za wielu. Za wielu, tak jest napisane. Paweł tu dalej mówi o odkupieniu. przez odkupienie w Chrystusie Jezusie. I znowu, tam się pojawia bardzo specyficzne słowo, słowo, które pochodzi... Chrześcijanie go nie wymyślili, to nie jest jakieś nowe słowo Pawła, tylko to jest termin funkcjonujący w tamtych czasach i on w ogóle pochodzi ze specyficznego rynku, z rynku niewolników, tak jest. To jest... Ktoś mógł zapłacić cenę, mógł odkupić, tam się pojawia te słowo, żeby odkupić niewolnika i dać mu wolność. Wykupić go, odkupić i wypuścić. wypuścić go na wolność. I Paweł to mówi dosadnie. Właśnie to zrobił Chrystus. Zapłacił najwyższą cenę, swoją własną krew, swoje własne życie, żebyśmy zostali uwolnieni, żebyśmy zostali odkupieni. Jesteśmy wykupieni i wypuszczeni na wolność. To jest bardzo ważne. Wykupiony i wypuszczony na wolność. Ty już nie jesteś niewolnikiem. Teraz wyobraźmy sobie to. Stoi sobie taki niewolnik na targu. Nigdy nie byłem w takim miejscu, ale naoglądałem się dość filmów. Zazwyczaj taki ktoś stoi ze spuszczoną głową, wiecie, w tych łańcuchach, w tym wszystkim. No to nie jest życie, które ktoś chce wieść. Bycie takim niewolnikiem. Licytują się w ogóle, wiecie, o jego życie. Tam jadam tyle, jadam tyle. Plany jakieś tam mają, do czego ten niewolnik będzie służył, do czego będzie wykorzystany. No i w takim miejscu wchodzi Chrystus. I płaci najwyższą cenę. On wszystkich przebija. Wszystkich przebija. W ogóle on tego nie robi złotem, tylko swoim życiem. Ale na tym przykładzie on daje najwyższą cenę. Nikt nie daje takiej ceny, jak on dał. I wykupuje i mówi tak. Należy do mnie, a moja wola jest taka, że on jest wolny. Zdejmijcie te kajdany. On jest wolny. Nie da się wyższej ceny zapłacić, bo on zapłacił najwyższą cenę. Nie da się mieć większej wolności, bo on po prostu postanowił, że cię wykupił za tyle, co nikt cię nie wykupił. Ściągnął kajdany. Jesteś wolny. Jesteś wolny. Sprawa zakończona. Ty już nie jesteś niewolnikiem. Już się nie można kupić. Już nie można tobą handlować. Już nikt nie może tego przebić. Bo ja wypuściłem cię na wolność. Nie jesteś niewolnikiem. To jest właśnie Ewangelia. My naprawdę mamy zdjęte kajdany. Za nas naprawdę zapłacono najwyższą cenę. My naprawdę jesteśmy wolni dzięki niemu. No i znowu, tak ważna prawda, więc tak bardzo próbuje się ją zakrzywić. Znowu wrócę do tego Sobolu Dydenskiego. Zobaczcie, usprawiedliwienie to proces. To znaczy, że ty nie jesteś wolny. To znaczy, że nie ma nad tobą wygłoszonego aktu wolności. Ty jesteś w jakimś procesie, współpracy, sakramentów, uczynków, ale to nie jest za darmo. To znaczy, że ty musisz coś do tego dołożyć. Ważne, żebyś był dobrym człowiekiem. Paweł tak nie mówi. Paweł mówi, że nikt nie jest dobry i ty nigdy nie będziesz tak dobry. Ty po prostu potrzebujesz łaski. To naprawdę jest ważne, by nic nie dokładać do Ewangelii. Ewangelia mówi jasno. Chrystus wystarczy. Wystarczy. Nic do tego nie możemy dokładać. Więc jeśli ktoś ma w głowie czy w sercu takie pytanie, co ja jeszcze muszę zrobić, żeby Bóg mnie przyjął? Nic nie musisz zrobić. No pojmij, żeż to w końcu. Nic nie musisz zrobić. Wszystko już zostało zrobione. Ty masz to tylko przyjąć, co Chrystus dla ciebie zrobił. To jest właśnie wiara. Nic do tego nie dodawaj, nic do tego nie odejmuj. Zaufaj Mu. To jest właśnie różnica między filozofem chrześcijańskim, który będzie wiecznie kminił, jak to w ogóle zrozumieć, jak to ogarnąć. On to będzie próbował złapać umysłem, analizował, rozrysowywał. Nie wiadomo, co jeszcze robił. Tylko ty jesteś wtedy jakiś filozof chrześcijański. Takich nie brakuje, ale żaden z nich nie jest zbawiony. Natomiast ty masz być człowiekiem wiary. Człowiekiem wiary. I to jest właśnie ta różnica między byciem filozofem, a bycie człowiekiem wiary. Ewangelia nie mówi, postaraj się bardziej, popraw się bardziej, zrozum to bardziej, a może wtedy Bóg cię zaakceptuje. Ewangelia mówi zapłacone. Ściągnij te kajdany, przyjmij to przez wiarę. Nie masz żyć w lęku. Paweł dalej tłumaczy Ewangelię. którą sam zrozumiał. Jego to Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez wiarę we krwi Jego dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażał za grzechy popełnione dawniej, aby okazać sprawiedliwość swoją w teraźniejszym czasie, żeby On sam był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, który wierzy w Jezusa". Tu się pojawia niesamowite słowo – hilasterio. To słowo pojawia się w przypadku Starego Testamentu dokładnie tak samo użyte w greckim przekładzie Starego Testamentu w Septuagintie wtedy, kiedy mówi się o arceprzymierza i o przebłagalni, o tym wieku, o przebłagalni. Chodzi o sytuację, w której arcykapłan raz do roku wchodzi i skrapia krwią To miejsce obecności Bożej, tam dokonuje się to przebłaganie ofiary, przebłaganie za grzechy Izraela. I to jest te słowo. I Jezus tu mówi, Chrystus, Jezus. Paweł tu mówi, Jezus jest naszą przebłaganią. On jest tym miejscem, tym momentem, tym wszystkim, co najważniejsze. On mówi, już nie ma krów, dziewczynek krów i chłopców krów. Już nie ma kozłów, nie ma cielców, nie świątynia w Jerozolimie, nie Arka Przymierza. Krzyż Jezusa stał się miejscem, gdzie Bóg spotyka się z człowiekiem. Gdzie Bóg idealnie spotyka się z człowiekiem. Jego krew jest ofiarą, która zaspokoiła, to jest niezwykle ważne, zaspokoiła zupełnie sprawiedliwość Boga i otwiera mi i Tobie drogę do przebaczenia. I to jest ważne, bo to jest istota też Ewangelii, że na krzyżu spotykają się dwa najważniejsze atrybuty Bożej. Po pierwsze sprawiedliwość. Bardzo ważny atrybut Boży i nikt z nas go nie pomija. Tam się spotyka sprawiedliwość, bo ten Boży gniew musiał się wylać nad grzechem. To musiało się stać. Ten wyrok, ten dług musiał ktoś zapłacić. To nie jest tak, że ten dług został anulowany w tym moim przykładzie, że sędzia powiedział, a dobra, tam miliony, tam zapomnijmy o sprawie. Nie. Sprawiedliwość musiała się dokonać. Boży gniew musi być wylany. Gdyby to było tak, że Bóg po prostu machnąłby ręką, to nie miałbyś żadnej pewności, że On na inne sprawy nie machnie ręką. I ostatecznie On może na swoje obietnice machnąć ręką, bo to wszystko by przestało działać. On przestałby być sprawiedliwy i niezmienny. Jednocześnie na tym krzyżu jest drugi, ten najważniejszy atrybut Boży, czyli miłość. No bo okazuje się, że Bóg nie wylewa tego gniewu na nas, nie wylewa tego gniewu na kogoś, tylko wylewa ten gniew na siebie, na swojego syna, na siebie, na Boga. On na siebie, on bierze na siebie naszą winę. Dlatego tak istotny jest, by rozumieć, że to nie jest jakiś mniejszy Bóg, choć jest ten sam Bóg, chociaż jest to trudne do zrozumienia. Bo to oznacza, że krzyż nie jest tylko symbolem cierpienia. I mnie na przykład irytują ludzie, którzy mówią, że jak ja akurat noszę na łańcuszku krzyżyk, to może sobie szubinicę byś tam powiesił albo coś, bo to jest taki symbol cierpienia. Nie. Dla mnie krzyż nie jest symbolem cierpienia. Dla mnie krzyż jest symbolem miejsca, gdzie Boża Sprawiedliwość idealnie spotyka się z Bożą Miłością. Dlatego ja go noszę. Bo to jest dla mnie symbol punktu, w którym Boża Miłość spotyka się z Bożą Sprawiedliwością. Ja chcę, żeby wszyscy wiedzieli. że to oznacza ten symbol. Żaden chrześcijanin, który decyduje się nosić krzyż albo mieć w kaplicy krzyż, tak jak my mamy, a to będzie może lepszy przykład, mamy w kaplicy krzyż, to nie oznacza, że my tutaj lubimy sobie, nie wiem, symbol cierpienia. A wejdź i zobacz, bo my tu lubimy sobie tak pocierpieć i sobie tak porozmawiać o cierpieniu. My takie sadysty jesteśmy ukryte, kryptosadysty takie. No nie. Wchodzisz do kaplicy, ty masz wiedzieć, że na krzyżu spotkała się Boża Sprawiedliwość z Bożą Miłością. Dlatego to jest symbol chrześcijan. To jest miejsce, gdzie ta Boża Miłość spotyka się z Bożą Sprawiedliwością. Boża Miłość objawia się w pełni i Boża Sprawiedliwość zostaje zaspokojona w pełni. I ewangelista Jan zapisuje to bardzo ciekawie, dlatego że on, Zapisuje w swojej Ewangelii ostatnie słowa Pana Jezusa. To używa takiego określenia tetele sai – wykonało się. To znowu nie jest jakieś słowo niewiadomo skąd, tylko w tamtych czasach, w ówczesnym świecie Janowi, to kiedy było jakieś pokwitowanie, że coś zostało zapłacone, że jest uregulowane, to właśnie używało się tego słowa tetelesai, ztemplowało się tak, tetelesai. Zapłacone w całości, spłacone do odbioru. I kiedy Jezus wypowiada na krzyżu te słowa, to one dokładnie to oznaczają. Zostało zapłacone. Sprawiedliwość Boża została zapłacona. Dług grzechu został całkowicie, jednoznacznie, raz na zawsze uregulowany. Nic już nie ma do spłaty. Nic. W całości opłacone. Tetelesai. I znowu, jeśli próbujemy coś do tego dopłacić, dołożyć, to to już nie jest Ewangelia. Po co ja to tak podkreślam? Bo tu nie chodzi o to, że jeżeli ktoś dołoży tak 50 na 50, no to już nie jest Ewangelia. albo 20 do 80, to już nie jest Ewangelia. Nie. Jeżeli ty dołożysz chociaż 0,00001 do tej historii, to to już nie jest Ewangelia, bo ty podważyłeś, że ten dług został spłacony jak? W całości. W całości. Ty tam nic nie możesz dołożyć. Mało tego, czytamy z Ewangelii, że Pan Jezus woła na krzyżu, Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił. Po pierwsze, oczywiście, jest to nawiązanie do psalmu XXI, XXII, XXIII, nie pamiętam, któregoś z tych psalmów, można sprawdzić, ale gdzieś te rejony. Oczywiście, że Pan Jezus nawiązuje do tego psalmu, że to jest cytat z tego psalmu, ale to nie jest tylko cytat z psalmu, bo to jest pewne dotknięcie tajemnicy. To jest pewne objawienie w tej historii. To, że Pan Jezus zawołał na krzyżu Golgotych, Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił, nie oznacza, a spotkałem się z takim opisem, z taką próbą udowodnienia przez antytrymitarzy, że my żyjemy w błędzie, że to oznacza, że w ogóle w tym miejscu pęka trójca. Że skoro Jezus zawołał, Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił, no to pęka trójjedność Boża, czy trójca, w zależności, jakie tam słowo używa, Nawet się spotkałem z czymś takim całkiem niedawno, że to może oznaczać, że ojciec na krótką chwilę przestaje kochać swojego syna. Nie. Absolutnie nie można tego tak rozumieć. To oznacza jedno, że Boży Syn jako zastępca za mnie i za ciebie bierze na siebie wyrok, cały wyrok na grzech, czyli znowu wracamy za grzech, czyli znowu wracamy do Ewangelii i uwaga, On doświadcza tego sądowego, tego sprawiedliwego opuszczenia tego, co należy się tobie i mi. On naprawdę doświadcza tego wyroku. W II Miście do Koryntian w V rozdziale czytamy, że On, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczyniony został. Tylko to jest znowu bardzo ważne. To nie oznacza, a niestety niektórzy z nas tak myślą, bo słyszałem na grupach domowych przeróżnych, to nie oznacza, że On stał się grzesznikiem. To jest absolutnie... Nie wolno tak mówić i tak myśleć. Ten fragment nie mówi o tym, że Jezus stał się grzesznikiem. On został prawnie obciążony naszą winą i potraktowany jako nosiciel naszych grzechów, ale On ich nie popełnił. To jest ogromna różnica. To nie jest tak, że w tym moim przykładzie, w tym sądzie, sędzia mówi, a, faktycznie, to nie ty ukradłeś, tylko ty ukradłeś. Nie. Nie na tym to polega. I Pan Jezus nie staje się grzesznikiem. To nie jest tak, że On to zrobił. On tylko za to zapłacił. Został prawnie obciążony długiem. Ale nikt nie mówi, że On te grzechy popełnił. W Galacjanach czytamy, że Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu, stawszy się za nas przekleństwem. Ale chodzi o tą prawną odpowiedzialność, a nie że z przeklętym. W Gethsemane Jezus, kiedy się modli, mówi takie piękne słowa o tym kielichu. W pewien sposób modli się o odsunięcie tego kielicha. Później decyduje się w tej pięknej modlitwie, że nie moja wola, lecz twoja, niech się dzieje. Oczywiście ten kielich jest obrazem Bożego gniewu. Jezus wie, co Go czeka za chwilę na tym krzyżu. Golgoty, no i na tym krzyżu on wypija ten kielich do dna. Tam nic nie zostaje. On całkowicie ten kielich go liczy. Wypijają tego, doświadcza tego Bożego gniewu, ale nie jest winny Bożemu gniewu. To jest nadużycie, jeżeli ktoś tak myśli. Później czytamy w Ewangelii, że od szóstej do dziewiątej zapada ciemność. W języku Biblii to się oczywiście naprawdę stało, ale oprócz tego, że to się naprawdę stało i dopełniły się pewne prowadztwa, to też tam jest istotny język Biblii. W języku Biblii... to zawsze taka ciemność, zawsze oznacza Boży Sąd. Zawsze. To jest język Biblii, to jest język tych symboli i właśnie w tej ciemności, w tym mroku, w tej ogarniającej ciemności, kiedy on oddaje ten ostatni oddech, on woła tymi słowami z psalmu XXII. Nie wcześniej, nie później, w tym miejscu i w tym momencie, bo on realnie doświadcza, tego sądowego wyroku. Ale jeszcze raz, to nie oznacza, że ojciec przestaje kochać swojego syna. To nie oznacza, że została rozbita Trójjedność Boża. To nie oznacza, że to wszystko jest zerwane. To oznacza, że ojciec wymierza sprawiedliwość na swoim synu, czy w ciele syna, A ten dobrowolnie przyjmuje tą sprawiedliwość przez ciebie i przeze mnie. Ale nigdy nie przestał być Bożym Synem. Dlatego nie mówimy i nie głosimy, że ojciec znienawidził syna. Nie. Miłość ojca do syna jest wieczna. Ona była, jest i będzie. A jednocześnie sprawiedliwość zostaje zaspokojona. Dlatego tak potężnym symbolem jest krzyż. To nie jest tylko symbol cierpienia. Druga sprawa, to nie są jakieś subiektywne uczucia Pana Jezusa, tylko On obiektywnie ponosi karę. On obiektywnie w tym procesie sądowym ponosi tę karę za mnie i za ciebie, chociaż nie był winny. To ja i ty jesteśmy winni. Zresztą warto jakby trochę się pochylić nad krzyżem przy tej okazji, z w ogóle rzadko omawianej. Krzyż ma dwa wymiary. On ma ten wymiar, tej egzekucji fizycznej i on ma wymiar tej egzekucji duchowej. I wydaje mi się, że nikt z nas, kto skupia się choćby w kaplicy, skupiamy się wokół symbolu krzyża, to w żaden sposób nie rozmawiamy tu o tej fizycznej części tego narzędzia, tylko rozmawiamy o tej duchowej, o tej teologicznej głębi. Fizycznie rzecz biorąc, to oczywiście też jest niezwykle ciekawe, bo tam cała konstrukcja tego procesu Pana Jezusa, najpierw to biczowanie, to ma znaczenie, to nie było byle jakie biczowanie, tylko to było głębokie biczowanie, to ono ma swoją nazwę, od razu nie pamiętam, to ciało zostało rozdarte w zasadzie. To były specjalne bicie, to ciało zostaje rozdarte. W zasadzie większa część ludzi... I to po części było robione po to, żeby ten krzyż nie był aż tak dotkliwym narzędziem tortur, bo ty już miałeś taką utratę krwi podczas tego rozdarcia ciała, że tam to już tak... tylko dokończyłeś tą historię. Oczywiście czytamy o koronie ściernia, rozumiemy, że to jest szyderstwo, że to jest taka groteskowa intronizacja, że to jest jakaś próba wyszydzenia koronacji króla Żydów. Czytamy o dźwiganiu belki, co prawda nie wiemy, ile razy pan Jezus upadł, wiem, że mamy... w głowie bite, że trzy, ale Biblie nie podaje, ile razy Pan Jezus upadł, kiedy niósł tą belkę. No ale wiemy, że upadł, wiemy, że on był skrajnie wyczerpany fizycznie. Czytamy oczywiście o przybiciu. Tutaj znowu historia jest nieubłagana. Przybijani byli za pomocą gwoździ w nadgarstki, nie w dłonie, to też jest w ogóle jakaś krpina, że się coś udowadnia, jakimiś obrazami w dłoniach. Nie. Ich historia jest jednoznaczna. Oni byli wszyscy złoczyńcy na krzyżu przybijani przez nadgarstki, bo tylko w ten sposób to się trzymało jako ciało ludzkie na tym krzyżu. Stopy, to było punktowe uszkodzenie nerwów, to też miało pewne przesłanki. Oczywiście Nikt do końca nie wie, czy ten skazany na krzyż, czy on bardziej umierał z tego upływu krwi, czy on bardziej umierał, bo się dusił, bo tam proces zadzierżnięcia też miał w pewnym... Kiedy on się podnosił, opuszczał, dochodziło czasami do zadzierżnięcia. Nikt tego do końca nie wie, kto, gdzie, jak, w którym... W każdym razie straszna, straszna śmierć. Tak ochydna. śmierć, kiedy taki człowiek wisiał, on się próbował podciągnąć, żeby nabrać powietrza, no bo ten mechanizm obronny organizmu się Jednocześnie te kończyny były przebite. To wywoływało ogromny ból w tych nadgarstkach, w tych kończynach. Tam następuje wstrząs, niewydolność oddechowa, cały taki proces. Czytamy też o włóczni przecież, że oni przebijają Jezusa bok włóczniom. Czytamy w Ewangelii Jana, że wypływa woda krew, to jest pewnego rodzaju takie starożytne świadectwo, taki starożytny akt zgonu, bo to oznacza, że osierdzie od tego płynu opłucnego się rozdziela. I teraz tak, nie o to chodzi. Nie o to chodzi w tej historii. To wszystko jest straszne, to wszystko jest przerażające. To wszystko wzbudza emocje we mnie i w tobie. Ale nie o to w tym chodzi. Dlatego, że nie tylko Pan Jezus tak zmarł. I powiem więcej. Nie tylko Jezus na tym krzyżu zmarł, bo komuś nie pasował. Bo był niewygodny. To się wydarzało. Nie o tym rozmawiamy. Nie o to chodzi w chrześcijaństwie. Chociaż to przerażająca część. Chodzi o to, że Bóg ugasza swój gniew wobec grzechu w tej ofierze. O to chodzi. Nie o to wszystko, co przed chwilą powiedziałem. I uważaj, bo jeżeli dla ciebie trudniejsze do zniesienia jest to, że były przebite nadgarstki, stopa, dźwiganie się, duszenie, biczowanie za pomocą takich, a nie innych biczów niż to, że Bóg ugasił swój gniew na tym krzyżu, to powinieneś jeszcze prosić Boga, żeby ci dał zrozumienie Ewangelii. Jeszcze powinieneś odkryć, co tam się na tym krzyżu Golgoty stało, bo to nie chodzi o tą fizyczną część. To chodzi o tą duchową część, że Bóg gasi w ten sposób swój gniew. Chodzi o to, że w Kolosanach wymazawszy zapis dłużny, przygwoził go do krzyża, że nasze grzechy zostają w ten sposób usunięte, że to się tam stało, że jak Izajasz podaje, Pan włożył na niego winę nas wszystkich. To jest przerażające w tym, co się stało na krzyżu Golgoty, że tam To się wydarzyło. Czytamy o tym, że kiedy to się wydarzyło, to zasłona zostaje rozdarta, czyli dostęp do Boga zostaje otwarty. On był w miejscu najświętszym. Tylko i wyłącznie tam. W zasadzie człowiek nie miał dostępu do tego miejsca. Raz do roku arcykapłan. A tu nagle zostaje to rozdarte. Wszyscy mają dostęp do Boga. Czemu? No bo to się stało na Krzyżu Golgoty. To jest ta głębia tego, w co my wierzymy. Czytamy o tym, że ziemia zadrżała. Setnik wyznaje wtedy wiarę. Bardzo ważne wydarzenie. Wydarzenie, o którym naukowcy mówią. One ma swoją nazwę, że to jest kosmiczne potwierdzenie. Wiem, jak to dziwnie brzmi, ale to się naprawdę tak nazywa. Że to jest kosmiczne potwierdzenie, bo to się naprawdę stało. Ale uwaga, to się nie stało dlatego, że jego nadgarstki były przebite, że jego stopy były przebite, że się trochę dusił, że krwawił, że upadł pod belką. Nie. To się stało dlatego, dlatego ta Ziemia zadrzała, że Boża Sprawiedliwość została ukojona. Kosmicznie zareagowało. To jest to, co się stało na krzyżu Golgoty. Czytamy, że Jezus oddaje ducha, że dobrowolnie składa to swoje życie, że ta ofiara nie jest bezsilna, ale że On panuje nad wszystkim, nawet podczas tej swojej śmierci. Tam się nic nie wymknęło spod kontroli. Co to dla mnie oznacza? Co to dla ciebie oznacza? Już nie w wymiarze ludzkim, nie w wymiarze kosmicznym czy historycznym, tylko w takim personalnym, osobistym wymiarze. Moja wina jest naprawdę zdjęta. Naprawdę zdjęta. I nie ma drugiej raty. Nie ma ostatniej raty. Nie ma dopłaty. Nie. Moja wina jest zdjęta. Bo w krzyżu nie chodzi. o tą część, którą pokazuje Mel Gibson w swoim filmie. W krzyżu chodzi o to, że moja wina naprawdę została zdjęta i nikt nie może mi kazać czegokolwiek do tego dopłacać. Chodzi o to, że sąd nade mną i nad tobą już się odbył. Właśnie tam się odbył sąd nade mną. Dwa tysiące lat temu odbył się sąd nade mną. On się już odbył. Kto wierzy, nie stanie na sąd. Czemu? Przeszedł ze śmierci do żywota. Mało tego, to oznacza dla mnie prywatnie, to oznacza, że ja mam i uwielbiam to zdanie z Biblii, śmiały przystęp. To jest chyba jedno z moich ulubionych słów. Mam śmiały przystęp, bo ja mogę śmiele przystąpić, ja mam śmiały przystęp przez krew Jezusa. Ja naprawdę śmiele mogę rano wstać i powiedzieć, tato, teraz chcę z tobą porozmawiać, potrzebuję z tobą porozmawiać. Ojcze, i wyłożyć mu swoje serce. Ja naprawdę mogę się położyć spać, dzień był fatalny, a ja mogę się położyć i powiedzieć, Boże, musimy tę sprawę załatwić. Ja źle zrobiłem, ja się z tym źle czuję. Ja przychodzę do ciebie i potrzebuję z tobą porozmawiać. Słuchajcie, to mogę śmiało zrobić. Śmiało zrobić, nawet jeśli ten dzień nie należał do udanych. Nawet jeśli nie jestem dumny z tego dnia. I wiem, że nie mówię tylko o sobie, że nie tylko ja mam takie dni. I nie tylko ja mam takie momenty, z których po prostu nie jestem dumny. I niechętnie o nich opowiadam. ale śmiało mogę przyjść do Boga i je wyłożyć, bo mam śmiały dostęp. To się tam stało. Jednocześnie, skoro to wszystko się tam stało, skoro ja mam śmiały dostęp, skoro to wszystko jest za darmo, z łaski, przez wiarę, skoro ja do tego nic nie dokładam, nic nie dołożyłem, nic z tym nie mogę zrobić, mogę się tylko w tej historii rozradować z tego wielkiego zbawienia, to oznacza, że ja naprawdę nie mam żadnego powodu duch luby. Żadnego. I ty też nie. I nigdy nie będziemy mieć. A to oznacza, że nie ma powodu do pychy, bo pycha się bierze zawsze z chluby, z niczego więcej. Jeśli się czymś chlubisz, to się to może przerodzić w pychę. Często się przeradza w pychę. Ale ponieważ ja nie mam powodu do chluby, to też nie grozi mi pycha. Więc wszelka taka przestroga, no, jak ty tak będziesz podchodził do Ewangelii, że ty nic nie musisz, to ty się staniesz pyszny. Ja się pysznym nie stanę, ale ty już jesteś głupi, jak tak mówisz. I to jest ta ogromna różnica. No i motywacja. Słuchajcie, ja nie służę chociażby teraz tym kazaniem po to, żeby na coś zasłużyć. Bo ja mam wszystko zapłacone. Wszystko jest uregulowane. Nie ma drugiej raty. Nic nie ma. Ja nie po to służę. Ja nie przychodzę do zboru, do swojej służby, do swoich obowiązków, żeby zasłużyć na coś. Wszystko jest uregulowane. Ja nic nie jestem winny. Nie tylko wam. Wam to pikuś. Według Ewangelii ja nie jestem już nic winny Bogu, bo wszystko jest uregulowane, czy nie? No więc ja nie po to to robię. Wszystko jest uregulowane. Ja to robię z wdzięczności. Moje posłuszeństwo wychodzi z wdzięczności, a nie z lęku. Ja nie muszę nic spłacać. Ja jestem wdzięczny mojemu Zbawicielowi za ten wielki dar i chcę mi się głosić kazanie. Chcę mi się modlić. Chce mi się czytać Biblię, chce mi się przechodzić pewne historie, bo jestem Mu wdzięczny, ja tego wcale nie muszę. A ktoś, kto zaczął żyć, obojętnie w jakiej przestrzeni swojego życia, z takim poczuciem, że nie muszę, co najwyżej chce, to wie, że dopiero w tym momencie zaczyna się życie. Pan Jezus na krzyżu poniósł wszystko to, co należało się mi, żebym ja otrzymał to, co należy się Jemu. To jest oczywiście ta wymiana krzyżowa. On poniósł wszystko to, co należało i należy się mi, żebym ja otrzymał wszystko to, co należy się Jemu. Dlatego, kiedy Jezus woła tete lesaj, to jedyna nasza odpowiedź w porządku, więc już nic nie dopłacam. Ufam Ci bezgranicznie, ufam Tobie, że wszystko jest całkowicie zapłacone. No i znowu, ważna prawda, bardzo ważna prawda, zmieniająca często podejście do Ewangelii, no więc diabeł próbuje zawsze ją podważyć. I Kościół przez wieki, okazuje się, staje do walki o tą prawdę, że krzyż to jest naprawdę skuteczne przebłaganie za grzech. W XI wieku pojawia się taka ciekawa postać, Piotr mu na imię, Abelard. To był taki średniowieczny filozof. taki teolog, ale bliżej mu chyba do filozofa. I on bardzo ciekawie nauczał. On nauczał, że Jezus nie musiał, nie musiał, dobre słowo, tylko źle użyte, nie musiał zadośćuczynić sprawiedliwości Bożej. Według niego krzyż był jedynie wielkim przykładem miłości. I patrzcie, jak ta herezja dzisiaj też krąży po różnych internetach i po różnych opiniach. On powiedział herezję, która brzmiała tak. Jezus nie musiał zadośćuczynić sprawiedliwości Bożej. To nie krąży, ale ta druga część. Według niego... Krzyż jest jedynie wielkim przykładem miłości, a z takim zdaniem się czasami spotykamy. Krzyż jest tylko wielkim przykładem miłości, takim obrazem, który ma nas poruszyć, żebyśmy kochali Boga i innych. No i teraz mam na przykład, jeżeli ktoś się nawraca bardziej do tej fizycznej części krzyża niż do tej duchowej. Jeżeli ktoś bardziej przejmuje się tym, co przestawił Mel Gibson, żeby była jasność. Bardzo dobry film, bardzo mocny film i nie jestem przeciwnikiem tego filmu, nie w tym kontekście to mówię. Ale jeżeli ktoś się bardziej nawraca do tej historii niż do tego, co duchowo jest głębokie, opisane w Piśmie Świętym, no to właśnie jest w tym miejscu, że to jest taki wielki przykład miłości mający w nas wzbudzić pewne emocje, pewne uczucie, żebyśmy tak bardziej kochali Boga i bardziej kochali bliźmich. Oczywiście, że to na pierwszy rzut oka nie brzmi na pierwszy rzut ucha. Nie brzmi źle. No bo Jezus faktycznie pokazał miłość. Tylko problem jest taki, że w takiej interpretacji, w takim płytkim zrozumieniu Ewangelii nie ma rozwiązanego problemu grzechu i winy. Nie ma rozwiązanego tego problemu. Bo człowiek, ty i ja, my nie potrzebujemy tylko przykładu. My potrzebujemy Zbawiciela. A to są dwie różne historie. Tu nie chodzi o przykład miłości. Tu chodzi o Zbawiciela. Bo jeżeli by tak było, że krzyż to jest tylko taki przykład, taka ilustracja, no to pozostanie bardzo ważne pytanie, które Paweł zadaje przez trzy rozdziały. Co z moją winą? Co z twoją winą? Skoro to jest tylko przykład miłości i coś, co ma wzbudzić miłość do Boga. Nie. Paweł mówi jasno, dlatego to jest tak ważny, ten 25 werset. Krzyż jest ofiarą przebłagalną. Ofiarą przebłagalną, a nie przykładem wielkiej miłości. To nie jest tylko lekcja miłości, lekcja moralności. To jest ofiara przebłagalna. Ta myśl bardzo często jest ubrana też w taką nowoczesną formę, ta herdycka myśl, to mam na myśli, taką współczesną formę. I ta współczesna forma, ona w ogóle nie chce jakby… Tu mieliśmy uderzenie w winę, a tu będziemy mieć uderzenie w Boży gniew. Niechętnie się zakazali z ostatnimi czasy, długimi czasy mówi o Bożym gniewie. I zobaczcie, większość kazań jest tak zbudowanych, że Bóg jest miłością, niektórzy wręcz jest tylko miłością. To jest prymitywne. To jest naprawdę prymitywne, bo to pomija sprawiedliwość. To pomija głębiej Ewangelię. w Ewangelii jest ta informacja, że Ojciec słusznie i sprawiedliwie, przez ciebie i przeze mnie, wylewa swój gniew. I Ewangelia nie może być pozbawiona tego, bo będzie pusta. Bo jeżeli Bóg nie gniewa się na grzech, jeżeli dojdziemy do wniosku, że Bóg nie gniewa się na grzech i nie będziemy o tym mówić, że Bóg sprawiedliwie gniewa się na grzech, mój, twój, to jeżeli zaczniemy tak robić, To oznacza, że my zaczniemy mówić, chociaż używając innych słów, że Bóg jest obojętny wobec zła, że On się nie przejmuje grzechem, że On jest w ogóle obojętny, że nie odchodzi Go to, że ktoś zgrzeszył, a to już jest poważna sprawa. Bo jeżeli tak, to znaczy, że gwałty, zabójstwa, jakaś niesprawiedliwość, mało tego, holokaust, że to wszystko jakby nie ma znaczenia. że Bóg się na to w ogóle nie gniewa, że nic się nie stało, obojętne, kochajmy się, nieważne, że tam się gwałcą, zabijają, mordują, holokausty, nieistotne. Nie. Taki Bóg byłby Bogiem, w którego nie warto wierzyć, bo ten Bóg nie byłby sprawiedliwy. On nawet nie byłby dobry. a co dopiero sprawiedliwy. Paweł mówi tu wyraźnie. Gniew Boży zostaje zaspokojony na krzyżu. To jest niezwykle ważna część Ewangelii, że tam zostaje zaspokojony, skutecznie zaspokojony gniew Boży, bo Bóg się gniewa. i robi to sprawiedliwie i słusznie, co mieliśmy przez trzy rozdziały. Paweł to tłumaczył. Jednocześnie Bóg nas kocha, w związku z czym On umiera i płaci tą naszą winę. I o to chodzi w krzyżu, a nie o nadgarstki, nie o duszenie, nie o krew w tym obrazie. No i trzecia taka kontra w tym, czym jest prawdziwa Ewangelia, która dzisiaj ma miejsce. I niestety wielu głosi, że Jezus umarł, żebyś ty był... Może w Polsce rzadziej się używa tej ekstremalnej wersji, czyli żebyś był bogaty, ale w Polsce również bardzo często się używa tej wersji, żebyś był zdrowy, żebyś był szczęśliwy, żebyś zawsze był uśmiechnięty. Żebyś ty się wycierzał, lubię mówić do bzyciu. To niestety w Polsce też się tak głosi. Może rzadziej o tym bogactwie, ale ty się masz dobrze cuć w tej historii. A jak ty się źle cujesz, to to na pewno nie jest Pan Bóg. Słuchajcie, krzyż to nie jest bilet do dobrych uczuć. To nie jest wiliwonka i fabryka czekolady. To nie o to w tej historii chodzi. Ja wiem, że to atrakcyjnie brzmi. Ja wiem, że to przyciągnie ludzi. Ja mam tego świadomość, że to tłumy potrafi przyciągnąć. Tylko cały problem, że to jest karykatura Ewangelii. Cały problem, że nie o to w Ewangelii chodzi. Nie to się stało na Krzyżu Golgoty. Wcale krzyż nie jest gwarancją, że będziesz zawsze uśmiechnięty i że się będziesz zawsze dobrze czuł. Powiem ci więcej. Prawdziwy krzyż jest gwarancją, że nieraz będziesz smutny. Prawdziwy krzyż jest gwarancją, że nieraz polecą mu łzy. Prawdziwy krzyż jest gwarancją, że nieraz będziesz się bardzo źle czuł i będziesz się czuł przygnieciony krzyżem. To jest prawdziwa Ewangelia. Natomiast tamto wszystko jest karykaturą Ewangelii. Karykaturą Ewangelii. Paweł mówi jasno. Jezus nie umarł po to, żebyśmy mieli więcej pieniędzy, żebyśmy, nie wiem, byli ładniejsi, zdrowsi i szczęśliwsi. Nie po to Jezus umarł. Jezus umarł wyłącznie w jednym celu, żebyś był usprawiedliwiony przed Bogiem. To jest Ewangelia. I tylko to jest Ewangelia. I nic do tego nie dokładajmy. Może tak być, że ktoś zostanie uratowany, zostanie zbawiony, że on skutecznie i prawdziwie przyjmie Ewangelię i umrze z powodu swojej choroby, czy nie. A znamy taki przykład? A znamy. Ja nawet znam jedną osobę, która dobitnie mi pokazała, że można być świętym podczas takiej historii. To jest nasza siostra, no, Madzia. Można? Można. Przyjęła Ewangelię? Przyjęła. Prawdziwą? Prawdziwą. Uratował ją Chrystus? Nie mam żadnych zwątpień, że to była osoba narodzona na nowo. Na pewno ją Chrystus uratował. Zmarła z powodu choroby? Zmarła. Znamy biednych chrześcijan? Znamy. Chodzi mi o finanse. Znamy? Znamy. Jak ktoś nie zna, to trzeba wyjechać z wygodnej Europy na chwilę. Więc można być zbawionym i cierpieć głód. Można? Można. Można dziennie lać łzy i być zbawionym? Można. Znowu wystarczy wyjechać na chwilę z Europy. Przypatrzeć się na... Czy ci ludzie leją muzyczkę, czy są szczęśliwi? Jak myślicie? Szczęśliwi są? Uśmiechają się, jak im mordują dzieci? Nie. Są zbawieni? Są. Bo na krzyżu zostaliśmy usprawiedliwieni, a nie uszczęśliwieni, uzbawieni. uzdrowieni w tym takim sensie, o którym teraz tłumaczę i ubogaceni finansowo i tak dalej. To jest karykatura Ewangelii. Takie przesuwanie tego akcentu jest bardzo niebezpieczne, dlatego że to może doprowadzić kogoś do rozczarowania, do jakichś fałszywych nadziei. do szukania spełnienia fałszywych obietnic, że na pewno się to u niego ułoży, na pewno wyzdrowieje, na pewno to i na pewno tamto, a co jak nie? A co, gdy przyjdzie choroba, gdy przyjdzie cierpienie, gdy przyjdzie prześladowanie? Co taki człowiek wtedy poczuje? On się poczuje wtedy oszukany i będzie miał prawo poczuć się oszukany, bo ktoś go oszukał. bo ktoś mu przedstawił karykaturę Ewangelii, a nie prawdziwą Ewangelię. Krzyż przypomina, że największe zwycięstwo to jest zwycięstwo nad grzechem. Nad grzechem. To się stało na Krzyżu. Golgoty. Zobaczcie, ten Abelarda, tacy liberałowie, tacy kaznodzieje, nazwijmy to może umownie sukcesu, oni mają wspólną cechę. Ta herezja ma wspólną cechę. To zawsze umniejsza powagę grzechu. To zawsze umniejsza powagę grzechu. Oni zawsze skupiają się na czymś innym, kosztem, odwrócenia uwagi od tego, jak poważnym problemem jest twój grzech. Jak poważnym problemem jest twoja wina. Jak poważną sprawą jest to, że jeśli na krzyżu najważniejszą informacją jest zwycięstwo nad twoim grzechem, to jest to wystarczająco ważna informacja, żeby za tym pójść. Oni zawsze umniejszają grzech. Mówią, to tylko przykład. Na przykład miłości nie wspominają o grzechu jakiś bilet do ziemskich sukcesów. Paweł tu wprost pisze, to jest ofiara przebłagalna. 27-28 werset. Gdzie więc chluba została wykluczona? Przez jaki zakon? Czy przez zakon uczynków? Nie, przez zakon wiary. Uważamy bowiem, że człowiek bywa usprawiedliwiony przez wiarę bez uczynków zakonu. No i to jest oczywiście znowu Paweł, mistrz uderzeń precyzyjnych, ciętych ripost prosto w serce. Bo my tak mamy, że my chcemy się czymś pochwalić. Lubimy się czymś chwalić. Ja też tak mam. To jest naturalne. My szukamy sposobności do tego, żeby się czymś pochwalić. Żydzi się chlubią prawem, poganie się chlubili kulturą, sztuką, jakąś taką filozoficzną mądrością. My dzisiaj chlubimy się jakimiś osiągnięciami, moralnością, etyką. Czasami się chlubimy tym, że nie jesteśmy tacy jak tamten świat, że my pewne rzeczy rozumiemy, a tamci nie rozumieją. Tylko że Paweł mówi, że tu nie ma miejsca na chlubę, że ta chluba zostaje całkowicie wykluczona. W tej historii nie ma miejsca na naszą dumę. Dlaczego? Bo zbawienie jest darem łaski. Darem łaski. Tylko i wyłącznie. Naprawdę nie ma miejsca na chlubę. Znowu, nie chodzi o to, że jeżeli zostawisz sobie 50 na 50, 50 to Bóg, a 50 to ty się postarałeś, to fałszujesz Ewangelię. Jeżeli ty cokolwiek w tej historii zostawiasz dla siebie, jakikolwiek malutki detal, to już jest karykatura Ewangelii. Jeżeli tak myślimy, że się postarałem, że to jest ta moja część, moja dyscyplina, no to znaczy, że już nie było 100% z Chrystusa, to znaczy, że nie oznacza, że ty nie wierzysz, że cała chwała należy się Bogu, nawet jeśli tak mówisz. No i to jest ważne, bo przy reformacji, to walka w ogóle o to sola fide, To był niezwykle ważny element. Kiedy Luther opisuje tą historię, używa takich pięknych słów, że to był artykuł, od którego Kościół stoi albo upada. Stoi albo upada. To jest tak poważna sprawa, że kiedy... Kiedy zostawiamy sobie miejsce do chluby, no to upadamy. Kiedy nie zostawiamy sobie miejsca, kiedy tylko wiarą, kiedy tylko o Boga w tej historii chodzi, no to stoimy na tym jasno. Czemu? Bo tylko taka Ewangelia ma prawdziwą moc. I teraz zobaczcie, jeżeli ktoś nas pyta, dlaczego Bóg miałby mnie przyjąć do nieba? Czasami są ewangelizacje i pytamy, gdzie pójdziesz po śmierci? I ludzie tam knują. Ale ja już trafiłem na mądrych, którzy mi odpowiedzieli, dobrze, a dlaczego ty pójdziesz do nieba? No bo co odpowiesz na pytanie, gdzie pójdziesz po śmierci? Do nieba. I ktoś zada pytanie, no a dlaczego ty pójdziesz do nieba? Słuchajcie, my nie możemy powiedzieć, bo się starałem, bo chodzę do kościoła, bo należy do Nowego Narodzenia, bo się modlę, czytam Biblię, bo się nie modlę do Marii, bo się nie modlę do świętych, bo coś tam, bo... Nie. Nie. Jest tylko jedna dobra odpowiedź. Bo Jezus zapłacił za mnie. Bo On mnie usprawiedliwił. To jest jedyna odpowiedź. Tylko dlatego pójdziesz do nieba. Bo Jezus zapłacił za mnie. Bo On mnie usprawiedliwił. To wyklucza lepsze myślenie o sobie niż o innych. To powoduje, że my wracamy pod krzyż. Przypominamy sobie co jakiś czas o tym, że to Chrystus ma powód do chluby, a nie my. Jednocześnie to powoduje, że ja się nie czuję gorszy, nie czuję się bezwartościowy w stosunku do jakiegoś giganta kościelnego, jakiegoś giganta ewangelicznego. Już nie mówię tam o Marcinie Lutrze, ale o jakichś takich żyjących obecnie. Ja nie jestem gorszy. Ja nie jestem mniej wartościowy. Ja jestem tak samo cennie wykupiony. Ja jestem tak samo wdzięczny. Ja jestem tak samo obdarzony. Ja wracam pod krzyż i przypominam sobie, że moja wartość jest w Chrystusie. a nie w tym, ile jest osób w zborze u mnie, ile u niego, jakie ja mam kazanie, co mi tam chodzi. Moja wartość jest w Chrystusie, a nie w moich osiągnięciach. No i też przypominamy sobie za jakiś czas, ja sobie przypominam, że nie jestem wystarczająco dobry, że gdyby nie Chrystus, to nie miałbym żadnych szans. Czy Bóg jest Bogiem tylko Żydów, czy nie także pogan? Tak, jest i pogan, ale bowiem jeden jest Bóg, który usprawiedliwi obrzezanego z wiary, a nie obrzezanego przez wiarę. I tutaj znowu Paweł wszelkie wątpliwości rozbiewa. Zobaczcie, zbawienie nie jest przywilejem jednego narodu. Paweł mówił o Żydach i o Poganach, ale ja pójdę o krok dalej. Co mam współcześnie na myśli? Nie, to nie jest tak, że Bóg jest Bogiem, który zbawi tylko Polskę. Albo Bóg jest Bogiem, który zbawi tylko Ukrainę. Nie, to tak nie jest. Bóg jest Bogiem wszystkich. Wszystkich. Zbawienie nie jest przywilejem jednego narodu, jednej racji, jednego stanu, jednej kultury czy też jakiejś jednej tradycji religijnej. Nie. Jest jeden Bóg dla wszystkich, jest jedna Ewangelia dla wszystkich i jest jedna droga dla wszystkich. Zgoda? Dla Żydów w ogóle, jak oni to czytali, to to musiał być szok, bo oni mieli takie głębokie przekonanie, że obrzyzanie i prawo Mojżeszowego czyni z nich kogoś szczególnego. I Paweł im mówi, że mieli pewne przywileje, ale w kwestii usprawiedliwienia, za darmo, z łaski, przez wiarę, nie mają żadnej przewagi. Dla Pogan oczywiście to była pewnego rodzaju nadzieja, bo się okazuje, że Ewangelia nie jest tylko dla Izraela, ale jest dla wszystkich. że to, co Bóg obiecał Abrahamowi, to, że w jego potomstwie będą błogosławione wszystkie, co narody, dotyczy mnie i ciebie i spełnia się w Jezusie Chrystusie. I to jest niezwykle ważne, bo znowu, do dziś pojawiają się wobec tej prawdy pewne herezje. Zobaczcie, powszechną herezją jest, w ostatnimi czasy w ogóle bardzo, że Żydzi są zbawiani przez prawo, że oni są jakimś szczególnym narodem wybranym i oni są zbawiani przez prawo, no, taka poganie przez Chrystusa. Paweł tak nie mówi. Paweł mówi z jedna droga, jedna Ewangelia, jeden Bóg dla wszystkich narodów. o to, co dzisiaj wspomniałem, że każda religia prowadzi do Boga, a Paweł mówi nie, jest jeden Bóg, jedna Ewangelia, jedno zbawienie dla wszystkich narodów, w tym dla wszystkich religii. No oczywiście, że zbawienie czegoś jeszcze wymaga, a Paweł mówi nie, zbawienie jest przez wiarę z uczynków. I tu pojawia się kolejna herezja w historii Kościoła wobec tych wersetów. Ja próbuję uderzyć w tę prawdę, tą związaną z grzechem, z gniewem Bożym, ze sprawiedliwością, z tym wszystkim, co próbuję, mam nadzieję, skutecznie przekazać. I pojawia się coś, co nazywa się powszechnym uniwersalizmem. To jest taka pokusa, która co jakiś czas powraca do kościoła. To znaczy, że jest takie przekonanie w tych ludziach, że ostatecznie wszyscy ludzie będą zbawieni. I ze dwa lata temu, może trzy, może cztery, bo wiecie, że ja tutaj bardziej wiem, co się działo w XVI wieku, niż czy to było dwa czy trzy lata temu. Ale jakiś czas temu taki znany mówca, Nie wiem, czy to jest ojciec czy ksiądz, Szustak nazywa się w każdym razie i nie chodzi o Krzysia. To on... Jakiś taki zrobił nauczanie, że są jakieś kręgi zbawienia, jakieś tam siedem chyba, jeśli dobrze pamiętam, siedem kręgów zbawienia. Już nie pamiętam, kto był w tych kręgach, ale ostatecznie chodziło o to, że wszyscy będą zbawieni. No i zaczęła się ta dyskusja polska, tam osób, których interesują sprawami wiary wobec tej wypowiedzi, więc nic nowego. Ten człowiek nie odchył Ameryki. To jest herezja od zawsze jakby istniejąca w Kościele, właśnie się nazywa tym powszechnym uniwersalizmem. On oczywiście przeróżne formy ma, już przeróżnie się przejawia, ale to jest takie przekonanie, że ostatecznie to będzie tak, że ponieważ krzyż jest takim obrazem miłości, Ponieważ to chodzi o to, żebyś był szczęśliwy, żebyś był zaspokojony, ponieważ... Ten Boży gniew to jakiś taki demiurg ze Starego Testamentu. On tak nie do końca dotyczy ciebie i mnie w tym... Oczywiście ironizuję. W tym Nowym Testamencie. No to, skoro tak, to ostatecznie, wiesz, wszyscy będą zbawieni, a zwłaszcza nasi starsi bracia, obojętnie czy wierzą w Chrystusa, czy przeklinają Jego imię, no i ci drudzy starsi bracia, czyli muzułmanie, nie? Bo już... Mam nadzieję, że jest jasne, że to nie są moje poglądy, że ja ironizuję z pewnych poglądów, które docierają szeroko do naszych uszów. No i to jest właśnie ta herezja, że niezależnie od wiary, niezależnie od życia, niezależnie od tego, czy ktoś przyjął zbawienie, czy odrzucił Chrystusa, będzie zbawiony. To jest taka miła informacja, taka, wiecie, pełna miłości, ale w rzeczywistości to jest bardzo poważna historia. Czemu? Znowu, bo to podważa Ewangelię. Wszystko, co podważa Ewangelię, jest herezją. I rozpoczął to Orygenes. kiedy sprawdziłem sobie, skąd to się w ogóle wzięło. Rozpoczął to Origenes. Otóż on w Aleksandrii mówił o tym, że ostatecznie to będzie tak, że wszystkie istoty zostaną przywrócone do Boga, nawet demony, a nawet sam szatan. To brzmi jak jakaś nadzieja, ale to jest herezja, bo to się sprzeciwia jasnym słowom z Pisma. czytelnym słowom z pisma. W średniowieczu była taka idea, że szczery poganin, i zobaczcie, to też się do współczesnej narracji dostaje, że taki szczery poganin, ktoś, kto nigdy nie słyszał o Chrystusie, ale będzie takim szczerym poganinem, to on będzie zbawiony taką swoją własną drogą. No nie. Albo my wierzymy, że Jezus jest jaką? Jedyną drogą, prawdą i życiem, albo nie. Apostoł Paweł też mówi jasno, nie ma w nikim innym zbawienia, albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni. więc nie, każda religia nie prowadzi do Boga. Nie chodzi o to, żebyś był szczery w swojej wierze, tylko chodzi o to, żebyś właściwie wierzył i prawdą jest, że Bóg jest pełen miłości, ale miłość nie jest Bogiem i Bóg naprawdę wielu odrzuci i wielu sprawiedliwie pośle do piekła. To jest herezja ten universalis. To zaprzecza słowom Jezusa, to ośmiesza krzyż, to relatywizuje grzech i to podważa sprawiedliwość Boga. Każdy człowiek wokół nas potrzebuje Ewangelii. To jest prawda. No i końcówka. Czy więc zakon unieważniamy przez wiarę? Wręcz przeciwnie, zakon utwierdzamy. No to teraz po wysyłaniu tego wszystkiego można by dojść do takiego wniosku, że skoro usprawiedliwienie jest tylko z wiary, skoro uczynki nie mają żadnego znaczenia, no to prawo mojżeszowe jest bezużyteczne. Po co to wszystko? Możemy to w ogóle wyrzucić do kosza i żyć jak chcemy. I Paweł tu odpowiada, że absolutnie nie. Że moja i twoja wiara nie unieważnia prawa. Ona stawia to prawo we właściwym miejscu. Jeszcze raz. Prawo i wszystkie te rzeczy opisane w Słowie Bożym, one nie miały i nigdy nie było takiego celu. Nie miały żadnego człowieka zbawić. To miało być lustro, które pokazywało brud, ale nie miało żadnej mocy, by ten brud usunąć. My potrzebujemy, żeby brud usunąć wody, mydła. No i tą wodą, tym mydłem oczywiście jest Chrystus. Czyli prawo pokazuje nas grzech, ale Chrystus ma moc to umyć. Kiedy my wierzymy w Chrystusa, autentycznie wierzymy w Chrystusa, kiedy my przyjmujemy prawdziwą Ewangelię, kiedy my jesteśmy wypełnieni prawdziwą Ewangelię, to uwaga, my nie wyrzucamy prawa, tylko my uznajemy, że prawo miało rację. Prawo słusznie powiedziało, jestem winny. I moja wiara się na to zgadza. Jestem winny. Dlatego potrzebuję Zbawiciela. Dlatego potrzebuję Zbawiciela. Bo prawo słusznie wskazało moją winę. I w ten sposób moja wiara utwierdza prawo, że grzech jest bardzo poważny, że to jest bardzo poważna sprawa, że świętość Boga jest czymś realnym. Kara jest sprawiedliwa, a ja potrzebuję Zbawiciela. A Zbawiciel okazał mi łaskę. I to za darmo, z wiary. I teraz Pan Jezus mówi, nie przyszedłem rozwiązać, ale wypełnić. Czyli tak. I tutaj do takich różnych zaczepek ze strony judaizujących. Faktycznie, Pan Jezus powiedział tak. Nie przyszedłem rozwiązać, ale wypełnić. Tylko co to oznacza? To oznacza, że skoro on po coś przyszedł i to zrobił, to to zrobił. Skoro to zrobił, to znaczy, że on wypełnił prawo moralne. On je wypełnił. Całkowicie. Prawo moralne. Inaczej, po polsku jemu mówiąc, żył doskonale świętym życiem. Mało tego, on wypełnił prawo ceremonialne, czyli tę część tory ceremonialną, bo on się stał ostateczną ofiarą, ostatecznym zapisem ceremonialnym z tory. Wszystkie te ceremonialne zapisy tory prowadzą do Chrystusa. On to wypełnia całkowicie. Więc Guzi mnie interesuje. Czy odbudują tą świątynię czy nie, to w ogóle nie jest moje zmartwienie. I on wypełnia całe to prawo sądowe, te Boże prawo sądowe. On ponosi to przekleństwo, które prawo głosiło słusznie nade mną i nad tobą. Więc faktycznie, wszystko co prawo zapowiedziało, Pan Jezus wypełnił. i nie ma już nic do rozwiązania. I popatrzcie, oznacza to, że Ewangelia nie lekceważy świętości. To wszystko, co powiedzieliśmy, że tam nie ma powodu do chluby, że dług jest całkowicie spłacony, że nic nie trzeba dokładać, że jeżeli jesteś narodzony na nowo, to ty korzystasz z wolności, nie masz żadnych kajdanów, ty jesteś wolnym człowiekiem, Ty nic nie musisz, nic nie musisz, naprawdę nic nie musisz, a jednocześnie cała ta mowa nie prowadzi świętych ludzi do lekceważenia świętości. Ona prowadzi mnie, ciebie, tych ludzi do nowego rodzaju posłuszeństwa. Nowego rodzaju posłuszeństwa. Kiedy my jesteśmy usprawiedliwieni z łaski, to kiedy to naprawdę ma miejsce, to my już nie pytamy, dobra, no to ile mogę zgrzeszyć, żeby to się jeszcze mieściło w tej normie, że wszystko jest zapłacone. I to jest w ogóle hit, jakby ktoś tak mówi, że... Aha, no jakby tak wierzycie, to tam możesz kraść i gwałcić. Przecież to trzeba mieć w sercu, potrzebę kradzenia i gwałcenia, żeby zadać takie pytanie. No bo normalny człowiek nie... Inaczej. Ja postaram się to wytłumaczyć tak. Gdyby teraz prezydent Polski, on by tego nie zrobił, ale gdyby teraz prezydent Polski z premierem dogadali się w tej sprawie, stanęliby razem, jak flip i flap, i by powiedzieli tak. Od jutra nie karamy za gwałty. Od jutra nie ma kary za gwałt. To nie oznacza, że ja jutro rano już jestem seryjnym gwałcicielem. Ja nie mam takich potrzeb. Nie funkcjonuje w ten sposób. W ogóle nie wzbudziłoby to we mnie myślenia, ty, ale w dziesięciu dziennie też? No rozumiecie, nie mamy takiego myślenia. Jeżeli ktoś ma takie myślenie, znaczy się, że on ma o wiele większy problem niż to, czy takie prawo jest, czy takiego prawa jest. Nie ma. I to jest to nowe posłuszeństwo. Kiedy my rozumiemy to, kiedy my jesteśmy ustrawiedliwieni z łaski, to my nie pytamy, ile mogę nagrzeszyć, żeby to jeszcze się mieściło w tej historii, tylko pytam, jak mogę teraz żyć dla tego, który mnie odkupił. Jak warto żyć dla tego, który mnie odkupił? Nic nie muszę, ale ja chcę dla niego żyć. Ja jestem mu tak wdzięczny, że chcę dla niego żyć. I to pokazuje, jak wygląda prawdziwe, święte życie. Kiedy Duch Święty daje moc i chęć, żeby tak żyć, a nie kiedy musisz coś zrobić, żeby w ogóle w tej historii zafunkcjonować. Do tego się Paweł odnosił. Zobaczcie, ten list, który miałem w tym rozdziale, on nas zabrał w niezwykłą podróż. Najpierw, jeszcze raz, Paweł zamyka wszystkim usta. On jasno i dobitnie tłumaczy. Wszyscy zgrzeszyli, wszystkim brak chwały. Kiedy już jesteśmy w takim miejscu, on używa tych najpiękniejszych słów. ale usprawiedliwieni jesteście za darmo, z łaski Jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie. Nie moje uczynki, nie moje zasługi, nie moja religijność, nie moja praca w Kościele, nie moja służba w Kościele, tylko krew Chrystusa przelana na krzyżu. Jego słowa, Tetelesaj, jego krzyż, ale nie w formie nadgarstków, krwi, ran, cierpienia, tylko w tym wymiarze duchowym, w tym o wiele poważniejszym wymiarze. No i tu się pojawia pytanie, czy taka Ewangelia, czy taka Ewangelia jest Twoim życiem? Czy to, co dzisiaj słyszałeś, jest twoim życiem? Bo Biblia mówi, że żeby wejść do Królestwa Bożego, musisz się narodzić na nowo. A ta Ewangelia dotyczy tych, którzy narodzili się na nowo. Otóż nie wystarczy to wiedzieć. Nie wystarczy się z tym zgodzić. Nie wystarczy nawet sympatia w kierunku tego kazania. Musisz narodzić się na nowo właśnie z takiej Ewangelii. Z tej Ewangelii i z tak zwiastowanej Ewangelii. Jeśli tego nie zrobisz, to ty co najwyżej kosmetycznie poprawisz życie. Ty musisz umrzeć dla wszelkich innych wyobrażeń i narodzić się na nowo. Dlatego Paweł tu mówi, chluba jest wykluczona. Ty potrzebujesz Ewangelii. Prawdziwej Ewangelii, która narodzi cię na nowo. Ja mam takie wrażenie, że niebo będzie arcyciekawym miejscem. Pewnie też macie takie wrażenie, prawda? Ale powiem wam dlaczego. Dlatego, że ja jestem coraz bardziej przekonany, że niebo wcale nie będzie pełne dobrych ludzi. Ja coraz częściej się skłaniam ku temu, że niebo nie będzie miejscem, gdzie będzie pełno dobrych ludzi. Że to będzie miejsce pełne narodzonych na nowo ludzi. usprawiedliwionych, z łaski przez wiarę. Ludzie, którzy uchwycili się Chrystusa. Uchwycili się. Oni naprawdę nie będą mieć żadnego powodu do chluby. Ich życie nie będzie warte jednego wspomnienia. To nie będą fajni, przyjemni, dobrzy ludzie. To będą ludzie narodzeni na nowo. I tak na sam koniec, bo wiem, że już starczy, Znowu powtórzę to, co prawdopodobnie będę powtarzał przez wszystkie kazania środowe. Słuchajcie, jeżeli ktoś jest w złym miejscu, jeżeli dla kogoś to jest coś nowego, on teraz musi to poukładać, on sobie musi teraz to przemyśleć, nie odkładaj tej decyzji. No nie odkładaj tej decyzji. Nie łudź się, że jest jakakolwiek inna opcja, żebyś był zbawiony, jak ta, którą słyszysz, bo my nic innego nie robimy, jak werset po wersecie, słowo po słowie analizujemy z Biblii. I to dzisiaj jest dzień twojego zbawienia. Dzisiaj jest dzień, kiedy masz wyjść do modlitwy i wołać do Boga, jeżeli masz jakikolwiek niepokój w tej sprawie. Masz przyjść do Chrystusa, masz zaufać krzyżowi, masz mieć pewność, że od dzisiaj należysz do Chrystusa, że On zabrał stare życie, dał ci nowe serce, nowym cię uczynił, jesteś Jego dzieckiem, że ty narodziłeś się na nowo, a słowo TETELESAI zapłacone w całości jest twoim osobistym. o Twoją osobistą pieczęcią, że Ty wiesz, że to jest osobiście nad Twoim życiem zapieczętowane. Wszechmogący Boże, nasz Ojcze, stajemy dzisiaj przed Tobą, jak wierzę, poruszeni i pewnie po części zawstydzeni Twoją prawdą. Twoje słowo jasno pokazuje, że wszyscy zgrzeszyliśmy, że wszystkim nam jest brak Twojej chwały, że sami z siebie nie mamy żadnej nadziei i żadnych szans, że gdyby nie Twój Syn, gdyby nie Jezus Chrystus, bylibyśmy zgubieni na wieki. Boże, chcemy Ci podziękować za Ewangelię, ale za tą prawdziwą Ewangelię, Ewangelię z Twojego Słowa, za to, że sprawiedliwość, której my nie mogliśmy wypracować, została nam dana jako dar, za to, że usprawiedliwienie jest za darmo, z łaski, przez wiarę, przez krew Jezusa Chrystusa. Boże, chcę Ci podziękować za to piękne słowo, Tetelesai. zapłacone w całości. Boże, wywyższam Cię w moim życiu za krzyż. Po prostu chcę Cię, Panie, wywyższać za ten krzyż. Za to, że Ty właśnie na tym krzyżu poniosłeś nie tylko moje cierpienie, ale przede wszystkim poniosłeś moją winę. Za to, że Ty w ciemności Golgoty zawołałeś, Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił. Żebym ja nigdy nie był opuszczony. Chcę Ci, Panie, podziękować za to, że na sobie poczułeś ciężar sądu, który powinien spaść na mnie. Duchu Święty, nawołam do Ciebie, żebyś działał teraz w sercu każdego słuchacza tego kazania. Boże, jeżeli jest ktoś taki, kto jeszcze nie narodził się na nowo, kto tylko zna to wszystko, słyszał o tym wszystkim, słuchał o tym wszystkim, to ja Cię proszę, złam serce tego człowieka. i daj Mu nowe, daj Mu po prostu nowe. Panie Jezu, proszę Cię, nie pozwól, by ktokolwiek wyszedł stąd z nieprzemienionym sercem. Daj Panie tym ludziom nowe narodzenie, daj im, Panie, nowe serca, daj nowe życie. Z łaski, za darmo, przez wiarę, niech ta godzina stanie się taką, niech ten moment, niech ta chwila stanie się takim momentem i chwilą przejścia tych ludzi ze śmierci do życia. Boże, chcę Cię prosić o Kościół, o nasz zbór, o naszą wspólnotę, żebyś nas zachował od pychy, zachował od chluby, jakiejkolwiek chluby, w jakichkolwiek naszych uczynkach, od jakiejkolwiek nuty fałszywej nadziei, że my możemy coś dodać do tej historii, że my możemy cokolwiek dodać do Twojego krzyża. Jednocześnie proszę Cię Boże, żebyś nas zachował od obojętności, od lekceważenia Twojej świętości. Proszę Cię Boże, byś nas nauczył żyć taką wdzięcznością do Ciebie. Naucz nas tego nowego posłuszeństwa, które wybywa z miłości, a nie ze strachu czy z lęku. Może spraw, żebyśmy w codziennym życiu pamiętali, że wszystko już zostało zapłacone, wszystko już jest załatwione, że my naprawdę nie musimy nosić ciężaru winy, że nie musimy porównywać się z innymi, że możemy chodzić w pokoju, w radości, w wolności. Może daj nam taką wdzięczność, takie usta i serca pełne wdzięczności. Przede wszystkim, Panie Boże, daj nam chlubić się jedną rzeczą, tylko jedną rzeczą. Twoim krzyżem. Niech nasza nadzieja, nasza chluba, nasza pewność, nasze pieśni, nasze kazania, nasze rozmowy i nasze modlitwy, niech cała nasza siła będzie tylko w Twoim krzyżu. W imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora