Przygotowanie drogi dla Pana: Lekcje z pustyni
    PodcastEwangelia Mateusza · 3.1-17Odcinek 302 czerwca 2026

    Przygotowanie drogi dla Pana: Lekcje z pustyni

    Prawdziwe nawrócenie to nie tylko zmiana zachowań, lecz głęboka przemiana serca. Religijność nie zastępuje pokuty, a każdy prawdziwy sługa prowadzi do Chrystusa. Przygotuj drogę Panu, bo On pragnie dotknąć Twojego wnętrza.

    Transkrypcja

    W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na pustyni judzkiej te słowa Nawróćcie się, bo bliskie jest Królestwo Niebieskie. Do Niego to odnosi się słowo proroka Izajasza, gdy mówi głos wołającego na pustyni Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki. Sam zaś Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a jego pokarmem była szarańcza i miód leśny. Wówczas ciągnęły do Niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem. Przyjmowano od Niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy. A gdy widział, że przychodzi do chrztu wielu spośród faryzeuszów i sadyseuszów, mówił im plemierz mijowe Kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia, a nie myślcie, że możecie sobie mówić Abrahama mamy za ojca, bo opowiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia, lecz ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie. Ja nie jestem godzin nosić mu sandałów, on was chrzcić będzie duchem świętym i ogniem. Ma on wyjadło w ręku i oczyści swój omłot, pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym. Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał go mówiąc, to ja potrzebuję chrztu od ciebie, a ty przychodzisz do mnie? Jezus mu odpowiedział, pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe. Wtedy mu ustąpił, a gdy Jezus został ochrzczony natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego, stępującego jak gołębice i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił, ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. Trzeci rozdział Ewangelii Mateusza jest jak taki dźwięk trąby przed wejściem, przed nadejściem króla. Po opisie narodzin Jezusa i wydarzeń z dzieciństwa Mateusz nagle przenosi nas na pustynię. Tam się pojawia Jan Chrzciciel. Nie w pałacu, nie w świątynnym splendorze, nie w centrum politycznego wpływu, ale na pustkowiu. I w zasadzie już samo to w sobie jest kazaniem. Bóg bardzo często zaczyna swoje wielkie dzieła nie tam, gdzie człowiek spodziewa się wielkości i co człowiek by wykorzystał. Człowiek patrzy na centrum, na instytucje, na siłę, na rozpoznawalność, na klikalność. Bóg natomiast posyła proroka na pustynię. To miejsce ogłocenia, to jest miejsce prostoty, to jest miejsce ciszy, ale przede wszystkim jest to miejsce konfrontacji z prawdą. Pustynia w Biblii nie jest tylko geografią. Język biblijny pokazuje pustynię jako pewien stan duszy. To miejsce, w którym opadają iluzje i człowiek nie może już się schować. Nie może się nigdzie schować, nie może się schować za hałasem, za jakąś rutyną religijną, czy też za jakąś społeczną fasadą albo kulturą. Mateusz w tej Ewangelii, w tym rozdziale przedstawia Jana jako tego, który wypełnia proroctwo Izajasza. Głos wołającego na pustyni. Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki. To niezwykle ważne. Jan nie jest tu w centrum. Jan jest jedynie głosem. Nie jest światłem, ale jest świadkiem światłości. Jan nie skupia ludzi na sobie, ale kieruje ich ku temu, który ma przyjść. I to jest bardzo ważna lekcja, może nawet najważniejsza lekcja duchowa dla Kościoła dzisiaj. Prawdziwa służba nie polega na budowaniu własnej wielkości, ale na tym, by przygotować ludzi na spotkanie z Chrystusem. Jan nawet nie próbuje być interesujący. On chce być wierny. On nie tworzy atrakcyjnego przekazu dla tłumu. On głosi prawdę i to prawdę, która boli, ale jednocześnie ta prawda uzdrawia. Natomiast my dzisiaj mamy z tym jakiś ogromny problem. Współczesny człowiek bardzo często żyje w takiej kulturze wizerunku. Liczy się to, jak się ktoś prezentuje, jak brzmi, jak ktoś jest odbierany, a Jan działa dokładnie odwrotnie. Jego ubiór, jego styl życia, jego jedzenie, jego miejsce służby, to wszystko mówi nie patrzcie na mnie. Nie patrzcie na mnie, nie warto, ale przygotujcie się na Boga. Co ciekawe, w historii Kościoła największe przebudzenia często zaczynały się właśnie od takich ludzi i od takich głosów. Nie były to eleganckie, wygodne mowy, ale były to przeniknięte prawdą mowy. Można tutaj sobie pomyśleć o przeróżnych reformatorach, o kaznodziejach przebudzeniowych, o ludziach, którzy nie bali się nazywać rzeczy po imieniu. Kościół nigdy nie odnowił się przez kosmetykę, ale zawsze odnowił się przez pokutę i przez powrót do Boga. Centralnym przesłaniem tego rozdziału jest wezwanie Jana, by się nawrócić. Nawróćcie się, bo bliskie jest Królestwo Niebieskie. Zobaczcie, to nie jest jakaś propozycja duchowego samorozwoju, to nie jest zaproszenie do jakiejś korekty stylu życia. To jest wezwanie do radykalnej zmiany, do zmiany myślenia, do zmiany serca, a zwłaszcza do zmiany kierunku, w którym podążamy. Bo biblijne nawrócenie oznacza coś więcej niż drobna korekta, oznacza coś więcej niż jakiś emocjonalny żal. Nawrócenie według Biblii oznacza odwrócenie się od grzechu i zwrócenie się ku Bogu. To jest bardzo ważne. Nie tylko człowiek odwraca się od grzechu, ale zwraca się ku Bogu. Wiemy dzisiaj, że człowiek ma w sobie takie mechanizmy obronne. Człowiek racjonalizuje, wybiera, minimalizuje, przerzuca winę na kogoś. A Jan to wszystko rozbija i to jednym zdaniem. On nie mówi tłumacz się, zasłon się pochodzeniem, schowaj się za religią. Nie, on mówi pokutuj, nawróć się. To oczywiście uderza szczególnie w ludzi religijnych. Faryzeusze i sadyceusze przychodzą do chrztu, a Jan nie jest tym zachwycony. On się nie zachwyca obecnością tych ludzi. On nie mówi, o jak dobrze, że elity religijne zwróciły na mnie uwagę i przyszły wesprzeć moje dzieło, podpisać się pod moim dziełem, albo podpisać moje dzieło. Nie, on od razu demaskuje ich serce. Bardzo trzeźwo to robi. Dlatego, że nie każda religijność jest duchowością. Nie każda obecność człowieka w przestrzeni świętej oznacza, że ten człowiek ma przemienione serce. Niestety można chodzić do kościoła, można znać terminologię, można rozumieć doktrynę, można nawet służyć, a jednak nigdy nie przeżyć prawdziwej pokuty. Okazuje się, że można być blisko, a nawet bardzo blisko rzeczy świętych, ale bardzo daleko od Boga. I Jan nie pozwala na pomyłkę. On nie pozwala, by pomylić formę z rzeczywistością. Później on mówi do tych ludzi, nie myślcie, że możecie sobie mówić, Abrahama mamy za ojca. To jest bardzo mocne zdanie w tym rozdziale. Jan tutaj uderzył w takie fałszywe poczucie bezpieczeństwa, które było zbudowane na dziedzictwie. Żydzi mówili, jesteśmy potomstwem Abrahama, należymy do ludu przymierza, a Jan mu odpowiada, że to nie wystarczy. I teraz zobaczcie, to jest ważne też dla mnie i dla ciebie, dla ludzi wychowanych w chrześcijańskich rodzinach, wspólnotach, w jakiejś kulturze i tradycji kościelnej. Nikt nie dziedziczy żywej wiary automatycznie, nikt. Można odziedziczyć język wiary, kulturę wiary, można odziedziczyć styl modlitwy, jakieś przyzwyczajenia, jakieś doktrynalne zależności, ale nowego narodzenia nikt nie dziedziczy biologicznie ani instytucjonalnie. Nowe narodzenie jest wyłącznie dziełem Boga w sercu człowieka. To też obnaża pewne niebezpieczeństwo takiej tożsamości zastępczej, gdy ktoś głęboko wchodzi w jakąkolwiek religię. Człowiek sobie wtedy mówi, ja jestem z wierzącego domu, jestem we właściwym kościele, mam poprawną teologię, jestem po właściwej stronie sporu. Ale to jest nieważne. Pozostaje pytanie, czy naprawdę wydałeś owoc godny nawrócenia? I zobacz, Jan nie pyta o deklarację, on pyta o owoc. To jest bardzo biblijne i bardzo praktyczne, dlatego że owoc to nie jest slogan. Owoc widać, on jest albo go nie ma. Widać go w pokorze, widać go w prawdzie, widać go w uczciwości, widać go w sposobie traktowania ludzi, widać go w relacji do przedmiotów, do wydarzeń, do doświadczeń, do pieniędzy. Widać go w walce z grzechem, w gotowości do przebaczenia, widać go w czystości serca. Jan idzie dalej. On mówi do tych ludzi, że siekiera do korzenia drzew już jest przyłożona. Zobaczcie, nie chodzi o przycięcie gałęzi. Ona jest przyłożona do korzenia. A więc Bóg nie zajmuje się wyłącznie powierzchownością problemu. On dotyka źródła. Wielu ludzi dzisiaj chciałoby, żeby Bóg uleczył skutki, ale nie dotykał przyczyn. Wielu ludzi na przykład chciałoby pokoju w swoim życiu, ale bez głębokiej pokuty. Chciałoby pocieszenia, ale bez konfrontacji z prawdą. Chciałoby uzdrowienia, ale bez rozbrojenia jakichś bożków w naszym życiu. Tymczasem Ewangelia nie jest plastrem. Jakimś plastrem na objawy. Ewangelia sięga do korzenia. Do korzenia. Można sobie zadać pytanie. Czy problemem człowieka jest problem środowiskowy? W takim razie może wystarczy edukacja, struktura, wsparcie, rozwój, jakiś coaching. Chrześcijaństwo tu idzie głębiej. Problem człowieka to jest problem moralny i problem duchowy. I my nie potrzebujemy tylko instrukcji. Potrzebujemy odkupienia. Nie potrzebujemy terapii zachowań. My potrzebujemy nowego życia. Nie potrzebujemy inspiracji. My potrzebujemy łaski. I to rozpaczliwie potrzebujemy tej łaski, żebyśmy się dobrze zrozumieli. To nie znaczy, że ludzkie narzędzia są bez żadnej wartości. Psychologia na przykład, którą bardzo cenię, bardzo lubię, zresztą studiuję psychologię. Psychologia może pomóc nazwać pewne mechanizmy, zrozumieć pewne zramienia, uporządkować pewne obszary w życiu człowieka. Ale psychologia nigdy nie zastąpi nawrócenia. Nie zastąpi nowego serca. Nie zastąpi narodzenia na nowo. Jan przygotowuje ludzi nie na program naprawczy, na terapię, ale na przyjście tego, który naprawdę przemienia. I on jest w tym niezwykle pokorny. On wie, że ma ogromny wpływ. Wie, że tłumy do niego przychodzą. Że ludzie uznają go za proroka. A jednak on nie pozwala sobie, by budować im jakieś własne królestwo. I to jest też głęboka prawda. Im większy jest naprawdę człowiek Boży, sługa Boży, tym wyraźniej widać wielkość Chrystusa, a nie tego człowieka. I Jan rozumie granice swojej służby. On może zanurzyć w wodzie. Może wezwać do pokuty. Może przygotować drogę. Ale tylko Chrystus może chrzcić duchem świętym i ogniem. Tylko Jezus może dotknąć wnętrza człowieka tak, że życie zostaje przemienione od środka na zawsze. I to jest fundamentalna prawda dla każdej służby w Kościele. Kaznodzieja może głosić. Pastor może prowadzić. Lider może wspierać. Wspólnota Kościoła może kogoś otoczyć modlitwą. Ale przemiana serca należy do Chrystusa. To Chrystus uwalnia odpychy. To Chrystus w tym wszystkim jest w centrum. My nie jesteśmy zbawicielami ludzi. My możemy jedynie wskazać na prawdziwego zbawiciela. Jest tutaj również wyraźny akcent charyzmatyczny, głęboko biblijny. Jezus nie tylko naucza. On chrzci duchem świętym. On nie przyszedł stworzyć jakiegoś systemu religijnego. Tylko przyszedł wprowadzić ludzi w żywą rzeczywistość Bożego działania i działania Ducha Świętego. Tam gdzie przychodzi Chrystus, tak naprawdę, tam jest życie. Tam jest ogień. Tam jest oczyszczenie. Tam jest moc. Tam jest obecność Ducha Świętego. Jednocześnie w tym samym zdaniu pojawia się ogień. Ogień, który oznacza sąd i oczyszczenie. Bo Bóg nie daje swojej mocy po to, żeby człowieka utwierdzić w cielesności, ale po to, by go uświęcić, by go przybliżyć do Boga. Kulminacją tego całego rozdziału jest oczywiście przyjście samego Jezusa nad Jordan. To jest poruszające wydarzenie. Jan chrzci chrztem nawrócenia. Ludzie wyznają grzechy. I nagle przychodzi ten, który nie ma żadnego grzechu. Jan to od razu wyczuwa. On od razu czuje napięcie tej historii. On wie, że coś tu nie pasuje. Wie, że to raczej on potrzebuje chrztu od Jezusa. A jednak Jezus mówi, pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe. Jezus nie przychodzi jako grzesznik, lecz jako ten, który identyfikuje się z grzesznikami. Jezus ustawia się w miejscu grzeszników. Wchodzi w rzeczywistość grzeszników. To jest oczywiście zapowiedź całej Jego misji. Ten, który jest bez grzechu, stanie się reprezentantem grzesznych. Ten, który nie zasłużył na sąd, weźmie na siebie sąd. Jest tutaj, na samym początku publicznej służby. I już widać cień Golgoty. Już widać, że Chrystus nie zbawia z dystansu. Nie krzyczy z brzegu rzegi, wyjdźcie z tego, w czym jesteście i sami w to wchodźcie. Nie, On wchodzi w wodę, wchodzi w ludzką historię, wchodzi w ciężar grzechu, wchodzi w nasze miejsce. Oczywiście bez grzechu, ale całkowicie solidarny jest Chrystus w tym z nami w dziele zbawienia. I ta prawda od zawsze rozpala serce wierzących. Jezus Chrystus nie jest tylko nauczycielem, jest zastępcą. Nie jest tylko wzorem, jest odkupicielem. Nie jest tylko kimś, kogo mamy naśladować, ale tym, któremu mamy zaufać. Chrześcijaństwo nie polega przede wszystkim na tym, co człowiek zrobi dla Boga, ale na tym, co Bóg zrobił dla człowieka w Jezusie Chrystusie. Po chrzcie Jezusa dzieje się coś niebywałego. Biblia podaje, że otwarło się niebo, Duch Boży zstąpił jak gołębica, a głos Ojca mówi, ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. To jest jedna z najpiękniejszych scen, w której objawia się nam Trójjedyny Bóg. Syn stoi w wodzie, Duch Święty zstępuje, a Ojciec przemawia. I zobaczcie, nie mamy tutaj jakiejś doktrynalnej definicji Trójdzy, ale mamy żywe objawienie. Bóg objawia się w historii zbawienia, jako Ojciec, jako Syn i jako Duch Święty. Ta scena jednocześnie pokazuje, że ta publiczna służba Jezusa rozpoczyna się pod takim autorytetem i pieczęcią Ojca i w mocy Ducha. Czyli Jezus nie działa niezależnie od Ojca, ani w oderwaniu od mocy Ducha Świętego. I to ma ogromne znaczenie dla mnie i dla Ciebie, bo życie chrześcijańskie również ma być życiem synostwa, posłuszeństwa i zależności. Zwróćmy uwagę, że głos Ojca przychodzi zanim Jezus dokonuje jakiegokolwiek cudu. To jest ważne. Tożsamość poprzedza działanie. Ojciec nie mówi, to jest mój Syn, bo dużo już osiągnął. On mówi, to jest mój Syn umiłowany. A więc tożsamość przyszła zanim nastąpiło działanie. I w świecie, który buduje wartość człowieka na wynikach, na sukcesie, na statystykach, na uznaniu, Ewangelia nam przypomina, wszystko zaczyna się od relacji z Bogiem. Wszystko. To jest ważna korekta dla mnie i dla Ciebie, dla ludzi aktywnych, dla ludzi służących, dla ludzi, którzy często są przemęczeni. Można robić wiele dla Boga, ale zapomnieć, że fundamentem jest bycie w Chrystusie umiłowanym przez Ojca. Służba bez zakorzenienia w tożsamości bardzo szybko stanie się ciężarem, a nawet stanie się jakąś taką formą samoodowodniania sobie czegoś. Podsumujmy to. Po pierwsze, Bóg wzywa nas do prawdziwego nawrócenia. Nie tylko do poprawy wizerunku, ale do przemiany serca. Po drugie, religijność nie zastępuje pokuty. Nie wystarczy być blisko rzeczy świętych. Trzeba wydać owoc. Po trzecie, Jezus jest większy niż każdy człowiek, każda służba i każdy duchowy autorytet. Każdy prawdziwy sługa Boży prowadzi do Chrystusa. Po czwarte, Chrystus identyfikuje się z grzesznikami po to, żeby ich zbawić. Nie stoi z daleka. Wchodzi w historię tych ludzi. Po piąte, życie w Duchu Świętym nie jest dodatkiem do Ewangelii. To jest część dzieła Jezusa. Ten sam Jezus, który przebacza, ten oczyszcza, napełnia i prowadzi. Mateusz w trzecim rozdziale nie pozwala nam pozostać neutralnym. To jest rozdział o przygotowaniu drogi dla Pana. Ale prawdziwe pytanie brzmi, czy droga w moim sercu jest przygotowana? Czy też są tam kręte ścieżki pychy, samousprawiedliwienia, kompromisu, jakiejś religijnej maski? Jan woła także do nas dzisiaj. Przygotujcie drogę Panu.
    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Autor kazania

    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.

    Poznaj autora