Prawdziwa wolność
Łaska nie unieważnia posłuszeństwa, lecz je rodzi. Człowiek zawsze komuś służy: grzech prowadzi do śmierci, Bóg do życia. Prawdziwa wolność to oddanie się Chrystusowi, codziennie, z serca, w praktycznym uświęceniu.
Transkrypcja
Witajcie w imieniu Jezusa Chrystusa. Witam wszystkich zebranych w kaplicy, wszystkich zebranych na transmisji internetowej, zwłaszcza witam braci i siostry z kościołów HWN Narodzenie. Dzieje apostolskie, rozdział 20 od 7 wersetu. A pierwszego dnia po sabacie, gdy się zebraliśmy na łamanie chleba, Paweł, który miał odjechać na Zajucz, przemawiał do nich i przeciągnął mowę aż do północy. A było wiele lamp w sali na piętrze, gdzie się zebraliśmy, a pewien młodzieniec imieniem Eutychus siedział na oknie i będąc bardzo senny, gdy Paweł długo przemawiał, zmożony snem spadł z trzeciego piętra na dół i podniesiono go nieżywego. Lecz Paweł zszedł na dół, przypadł doń i objąwszy go, rzekł, nie twórzcie się, bo on żyje. A wróciwszy na górę, łamał chleb i spożywał i mówił długo, aż do świtania, I tak odszedł. Chłopca zaś odprowadzili żywego i byli niezmiernie ucieszeni. Pomyliłem trochę fragment Bożego Słowa. Ten miałem przeczytać na koniec dzisiejszego nabożeństwa, tłumacząc się z przeciągającego się wykładu. Oczywiście uśmiecham się, bo zdaję sobie sprawę z tego, że te wykłady do najkrótszych nie należą. Przechodzimy do listu do Rzymian, do szóstego rozdziału, od piętnastego do dwudziestego trzeciego wersetu dzisiaj będziemy analizować. Ja przeczytam z Biblii Warszawskiej. Cóż wtedy? Czy mamy grzeszyć, dlatego że nie jesteśmy pod zakonem, lecz pod łaską? Przenigdy. Czyż nie wiecie, że jeśli się oddajecie jako słudzy w posłuszeństwo, stajecie się sługami tego, komu jesteście posłuszni? Czy to grzechu ku śmierci, czy też posłuszeństwa ku sprawiedliwości? Lecz Bogu niech będą dzięki, że Wy, którzy byliście sługami grzechu, przyjęliście ze szczerego serca zarys tej nauki, której zostaliście przekazani, a uwolnieni od grzechu staliście się sługami sprawiedliwości. Po ludzku mówię przez wzgląd na słabość waszego ciała. Jak bowiem oddawaliście członki wasze na służbę nieczystości i nieprawości ku upełnianiu nieprawości, tak teraz oddawajcie członki wasze na służbę sprawiedliwości ku poświęceniu. Gdy bowiem byliście sługami grzechu, byliście dalecy od sprawiedliwości. Jak już więc mieliście wtedy pożytek? Taki, którego teraz się wstydzicie, a końcem tego jest śmierć. Teraz zaś wyzwoleni od grzechu, a oddani w służbę Bogu, macie pożytek w poświęceniu, a za cel żywodwieczny, albowiem zapłatą za grzech jest śmierć. Lecz darem łaski Bożej jest żywodwieczny w Chrystusie Jezusie Panu naszym. Kochani Kościele, w poprzednim kazaniu W tej pierwszej części szóstego rozdziału, bo tak jak mówiłem, rozbiłem to na dwie części, zatrzymaliśmy się nad taką bardzo ważną, bardzo potężną prawdą ewangeliczną, że umarliśmy dla grzechu i że żyjemy dla Boga, że to jest nasz nowy status. I to poprzednie kazanie było o tym, że trzeba teraz wejść w ten status. Taki mamy, że jesteśmy martwi dla grzechu i żyjemy dla Boga. Teraz musimy żyć w ten sposób. Ta prawda, że umarliśmy dla grzechu i że żyjemy dla Boga, to nie jest jakaś tam przenośna, to nie jest jakaś metafora. tylko to jest pewne duchowe odzwierciedlenie, to jest pewna duchowa rzeczywistość w naszym życiu, oczywiście pod warunkiem, że jest to prawdą w naszym życiu, czyli że narodziliśmy się na nowo. I my naprawdę umarliśmy dla natury grzechu, a zaczęliśmy żyć dla tej nowej natury, czy z powodu tej nowej natury dla Boga. To w ogóle zostało... postanowione, zapisane i oznajmione w samym niebie. W chwili, kiedy Chrystus powstał z martwych, a Ciebie i mnie to dotyczy, kiedy ten zmartwychwstały Chrystus przychodzi do Twojego lub czyjegoś życia. I to jest podstawowa prawda ewangeliczna, wokół tego tak naprawdę się zbieramy. Nasza wiara by była pozbawiona sensu, gdyby nie fakt, że Chrystus zmartwychwstał i że spotkanie ze zmartwychwstałym Chrystusem zabija w człowieku naturę grzechu i taki człowiek zaczyna żyć dla Boga, naradzając się na nowo. I Paweł, autor tego listu, wie, że kiedy człowiek, zwykły człowiek słyszy takie słowa, To w jego sercu rodzi się kolejne poważne pytanie, kolejne logiczne pytanie, które każdy sobie zadaje. No i tak było dwa tysiące lat temu, kiedy Paweł pisał ten list. No i tak samo jest dzisiaj, w XXI wieku, w Kościele również to pytanie od czasu do czasu pada. Słyszeliśmy, że nie jesteśmy pod zakonem, ale pod łaską. W tym pierwszym wersecie. No więc logicznym pytaniem jest, że skoro nie jesteśmy pod zakonem, skoro nie jesteśmy pod prawem Mojżesza, skoro nie grozi nam już potępienie, skoro łaska Chrystusa jest zawsze większa niż ludzki grzech, No to czy to w takim razie oznacza, że my możemy żyć jak chcemy, że możemy robić co chcemy? Czy ta wolność, o której tu jest napisane, którą dzisiaj będziemy analizować, ta prawdziwa wolność, czy to oznacza, że my jesteśmy wolni od obowiązków, wolni od nakazów prawa, wolni od zakazów prawa? Czy to oznacza, że łaska, Znosi przykazania? Zwróćcie uwagę, że nawet Jezusowi zadano te logiczne pytanie. Czy łaska znosi przykazania? Czy usprawiedliwienie z wiary, czyli taka jedna z ważniejszych doktryn, usuwa w pewien sposób potrzebę posłuszeństwa względem wiary i względem tego, czego nasza wiara dotyczy. I zobaczcie, że Paweł po raz drugi w tym rozdziale używa tego bardzo mocnego słowa, które tłumaczyłem na poprzednim wykładzie, które jest takim okrzykiem, takim tupnięciem nogą w tym temacie. na język polski jest przetłumaczone jako przenigdy, że niech ci to nie przyjdzie nawet do głowy, nawet nie myśl w tą stronę, nawet nie rozmyślaj w ten sposób. No bo Paweł tu będzie wykazywał, że łaska, ona nie znosi z nas świętości. To i na tym polega, że skoro my jesteśmy pod łaską, to teraz nie musimy być święci, nie musimy się uświęcać. Paweł tu będzie wykazywał, że łaska, prawdziwa łaska, ta łaska, która jest udziałem uczniów Jezusa Chrystusa, ona rodzi świętość. Ona jest powodem świętości w życiu człowieka, że łaska nie jest dla ludzi, ja to chcę bardzo wyraźnie podkreślić, dlatego że często słyszymy taki slogan, że łaska jest dla wszystkich. Nie. Łaska, o której mówi Biblia, o której nauczamy za zdrowych kazalnic, to ta łaska, ona nie jest dla człowieka, który chce w jakikolwiek sposób uciec od posłuszeństwa Bogu. to nie dla nich jest ta łaska. Jeżeli ktoś chce uciec od tego, by być posłusznym Bogu, to nie dla niego jest łaska. Łaska jest dla człowieka, który chce wypełnić posłuszeństwo względem Boga, który pragnie tego, by wypełnić to posłuszeństwo, by wreszcie być posłusznym względem Boga. Łaska nie dotyczy w ogóle ludzi, Oni nie mają nic wspólnego z tą łaską, nie tylko jej nie rozumieją. Łaska ich nie dotyczy. Łaska nie dotyczy ludzi, którzy chcą żyć po swojemu. którzy chcą być panami swojego życia. Ich ten temat nie dotyczy. Łaska Chrystusa jest dla ludzi, którzy chcą żyć po Bożemu. Chcą żyć tak, jak Bóg postanowił. I od dnia dzisiejszego to, co często powtarzam, będzie brzmiało w dłuższej wersji. Czyli od tej chwili z moich ust najczęściej będzie padać takie zdanie, że łaska Chrystusa jest większa niż największy grzech człowieka, który chce żyć z Panem Bogiem, który chce żyć po Bożemu. I to jest dopiero pełne zdanie, które powinniśmy sobie przetwarzać i które powinniśmy rozumieć, że tak, jest coś takiego jak łaska, ona jest większa niż grzech człowieka, niż każdy grzech człowieka, ale ta łaska dotyczy ludzi, którzy chcą żyć tak jak Bóg nakazał. To objawienie, które Paweł otrzymał od Boga i dzieli się tutaj z Rzymianami, to jest najpełniejsze wytłumaczenie w ogóle niezrozumiałego, bez tego objawienia, fragmentu z Bożego Słowa. I faktycznie, jeżeli ktoś interpretuje to, co za chwilę przeczytamy poza objawieniem, o którym czytamy w liście do Rzymian, to on nie zrozumie, o czym tutaj była mowa. Wyjątkowo sobie otwórzcie Ewangelię Marka na dziesiątym rozdziale. Wszyscy tą historię znamy, ja zresztą kiedyś głosiłem kazanie na podstawie tego fragmentu Słowa Bożego, ale właśnie ona tutaj idealnie się wkomponowuje w yy... to o czym Paweł będzie nauczał. Od 17 wersetu słynna historia. A gdy się wybierał w drogę, Pan Jezus, bo o Panu Jezusie mowa, przybiegł ktoś. Upadł przed nim na kolana i zapytał go, nauczycielu dobry, co mam czynić, aby odziedziczyć żywot wieczny? A Jezus odrzekł, czemu mnie nazywasz dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko jeden Bóg. Zrobimy sobie pauzę, dzisiaj będą takie trzy kazania w ramach jednego kazania, tak w nagrodę. Pan Jezus wybiera się w drogę, biegnie ktoś i co robi? pada na kolana przed Nim. To jest niezwykle ważny fragment tej Ewangelii. Pan Jezu, ten człowiek pada na kolana. Tu jest napisane, że to był ktoś, ale ktoś z narodu żydowskiego, nie ktoś z narodu pogańskiego, tylko ktoś z narodu żydowskiego. Żyd na kolana padał przed Kim? Tylko i wyłącznie. Po drugie on tu mówi do Niego poprawnym tytułem, nauczycielu dobry. doskonały rabbi. Moglibyśmy w ten sposób to przetłumaczyć. I zadaję pytanie, które człowiek zadawał i zadaje Bogu. Co mam czynić, żeby zostać zbawionym? Więc zobaczmy, to jest ktoś, kto przejmuje się tym, co należy zrobić. On przejmuje się przed kim klęka, on słusznie zauważa, że to jest ten, Nikodem tu użył sformułowania, my wiemy skąd ty przychodzisz, a on tutaj mówi nauczycielu dobry, więc też jakby potwierdza, yy, że On wie, do kogo się zwraca i pyta się Go, co ja mam zrobić. To jest dla mnie istotna część mojego życia. Ja chcę żyć życiem wiecznym. Ja chcę być zbawiony. Ja chcę być uwolniony od moich grzechów. I czytamy dalej. Jezus mu mówi tak. Znasz przykazania? Nie zabijaj. Nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa, nie oszukuj, czcij ojca swego i matkę swoją. A on mu odpowiedział, nauczycielu, tego wszystkiego przestrzegałem od młodości mojej. Wtedy Jezus spojrzał nań z miłością i rzekł mu, jednego ci brak. I znowu się zatrzymamy. Pan Jezus mówi mu, słuchaj, jeżeli chcesz być zbawiony, to ty musisz się przejmować postanowieniami bożymi. Bożymi postanowieniami. I jest nasz. Nie cudzołóż, nie kradnij. nie mów fałszywego świadectwa, nie oszukuj, czcz ojca i matkę swoją. Oczywiście mógłby wymienić o wiele więcej tych nakazów i zakazów, natomiast wybrał akurat te. Tu moja interpretacja, możecie się z nią zgodzić, ale nie musicie, jest to tylko moje, moje spostrzeżenie, nie jest to doktryna. Wybrał te, ponieważ wiedział, że te akurat ten człowiek przestrzega. celowo wybrał te, które trafione były. Że on mógł odpowiedzieć, przecież wiesz, że te przykazania ja zachowuję od małego. I to jest bardzo prawdopodobne, że ten człowiek nigdy nikogo nie zabił, nie z cudzołożył, nie okradł, nie powiedział fałszywego świadectwa, nie oszukał nikogo i całkiem prawdopodobne jest, że ten człowiek czcił ojca swojego i matkę swoją. Więc Tak to interpretuje. I odebrać logiki temu nie można. I czytamy dalej, że Pan Jezus spogląda na tego człowieka z miłością. Dlaczego On na niego spogląda z miłością? Dlatego, że Bóg tak ma, że spogląda z miłością na człowieka, który się Bogiem przejmuje. To nie jest tak, że Bóg... taką budyniową miłością, na wszystko miłością spogląda i na każdego jednego człowieka z taką miłością spogląda. Zwróćcie uwagę, że kiedy wieszają na krzyżu Pana Jezusa i dwóch złoczyńców, na jednego spojrzał z miłością i zapewnił Go, że jeszcze dziś będzie z Nim w Królestwie Niebieskim, ale na drugiego nie spojrzał w ogóle. nie zwrócił się do niego, nie odpowiedział mu na nic, nie wszedł w żadną dyskusję. Tutaj jest ktoś, kto jest bogobojny, kto się przejmuje najważniejszą sprawą w jaki sposób zostać zbawionym. On nie ucieka od przykazań, on je wypełnia tak jak potrafi. I Pan Jezus na tego człowieka patrzy z miłością i mówi coś niesamowitego. Jednego Ci brak. Jednego Ci brak. Idź, sprzedaj wszystko co masz. i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, po czym przyjdź i naśladuj mnie." No przyznajcie, że to jest dziwne polecenie. I one wydaje się być takie... nie na miejscu. Nie tego byśmy się spodziewali po Jezusie Chrystusie. Co za polecenie? Ela, wszystko co masz sprzedaj, rozdaj to ubogim i jak już to zrobisz, to przyjdź i naśladuj mnie". No przecież... No uczciwie na ten fragment Bożego Słowa spójrzmy. No dziwne, nie? Dziwne, dziwne. Zakładamy, że to jest człowiek, który jednak te majątności miał, zakładamy, bo Słowo Boże mówi, że ten człowiek miał wiele majątności. W następnym wersecie ten na to słowo spostępniał i otrzec zasmucony, albowiem miał wiele majątności. No bo gdyby to był ktoś, kto nic nie ma, no to jeszcze moglibyśmy zdzierżyć jakoś ten fragment Bożego Słowa. Ale to jest ktoś, kto te majątności ma. Sposępniał, czyli złapało go to, dotknęło go to. On wiedział, że on tego zrobić nie umie. Nie nie chciał. Nie uciekał. Ten człowiek zdawał sobie sprawę. z tego, że to przekracza jego zdolności, że on tego nie będzie potrafił wykonać, nie będzie potrafił zrobić. Dla tego człowieka najwidoczniej to był szczał w dychę. Właśnie tego nie będzie potrafił zrobić. On nie chce przed tym uciec. To nie jest tak, że on się z tym nie zgadza. On po prostu nie ma siły, żeby to zrobić. On ma siłę, żeby nie kłamać, żeby nie oszukiwać, żeby czcić swojego ojca i swoją matkę, ale to przekracza jego możliwości. On tego nie jest w stanie zrobić. Dla kogoś innego mogłoby to być czymś bez żadnego problemu. Są tacy ludzie. I on bez problemu pozbyłby się wszelkich swoich majątności i prawdopodobnie Jezus by go o to nigdy nie poprosił. Dlatego, że on umiałby to zrobić własnym wyborem. Ale w życiu tego człowieka, z mojego przykładu, byłoby coś innego. Czego ten człowiek nie jest w stanie o własnych siłach zrobić. Po prostu nie jest w stanie. Każdy z nas ma taką rzecz. I bardzo różni jesteśmy pod tym kątem. Dla jednego trudnym będzie szanować ojca czy tam czcić ojca i matkę swoją, a dla drugiego trudnym będzie nieco założyć. I nie zrobi tego o własnych siłach. A dla jeszcze innego bardzo trudne będzie odpoczynek. Będzie dla niego bardzo trudny. Ja na przykład się borykam z takim tematem. Ja nie potrafię odpoczywać. Jest to dla mnie trudny wysiłek, żeby odpocząć. To jest przykazanie, którego nie mogę znieść, że muszę odpoczywać od czasu do czasu. Nie mam na myśli literalnego szabatu, to będziemy sobie omawiać przy okazji listu do hebrajczyków. On odchodzi, on tego nie robi, on nie ucieka od problemu, tylko on wie, że on nie ma siły, żeby to zrobić. I Pan Jezus, czytamy w XXIII wersecie, spojrzawszy w koło, rzekł do uczniów swoich, jakże trudno będzie tym, którzy mają bogactwa, wejść do Królestwa Bożego, nie pieniądze. Nie majątek. Tam występują dwa różne słowa. On już nie odnosi się bezpośrednio do majątku tego człowieka. On nie mówi, jakże trudno tym, którzy mają dużo pieniędzy i dużo majątności wejść do Królestwa Bożego. On mówi, jakże trudno jest tym, którzy mają jakieś bogactwo w swoim życiu, będzie wejść do Królestwa Niebieskiego. W zasadzie będzie to niemożliwe, Nawet jeśli będą chcieli to zrobić. I właśnie tych ludzi dotyczy łaska. Właśnie takich ludzi dotyczy łaska. Co potrafią? Robią. Ale są takie rzeczy, których nie potrafią zrobić. Nie mają siły, żeby wypełnić tego, żeby wypełnić to przykazanie, to nakaz, te postanowienie Boże. Oni przed tym nie uciekają. Oni nie udają, że to jest nieważne. że Chrystus zbagatelizował to, co jest zapisane w Starym Testamencie. Oni nie szukają tylniej furtki, że no tego Bóg nie będzie nigdy ode mnie żądał. Oni od tego nie uciekają, tylko zdają sobie sprawę, że nie zrobią tego własnymi siłami i gdyby nie łaska, to sposępnieliby i nigdy by nie poszli za Jezusem Chrystusem. Natomiast to właśnie tych ludzi dotyczy łaska. Oni otrzymują tą łaskę, która daje im siłę, by zrobić wszystko to, co Bóg nakazał, wszystko to, co obowiązuje lud Boży. I ten szósty rozdział listu do Rzymian to objawienie Pawła w tym yy, pozornie niepokojącym fragmencie Bożego Słowa, ona ma dwie połowy. Pierwsza ta, którą przerobiliśmy, ona mówi o tej nowej naturze, o tym nowym statusie w Chrystusie, o tym, że już nie ma w nas grzechu, tej natury grzechu, tłumaczyłem to tydzień temu, ale jest świętość. Tylko znowu zwróćmy uwagę na te słowa, bo my je często bagatelizujemy. Czym jest grzech? Albo co powoduje ten grzech, ta natura grzechu. Co takiego jest z człowiekiem, kiedy jego naturą jest grzech? On jest oddzielony od Boga. To jest poprawna definicja. Jeżeli masz naturę grzechu, to natura grzechu, bo grzech w liczbie pojedynczej nie uczynki grzechu, tylko grzech oddziela Cię od Boga. Ponieważ jest w Tobie grzech, nie ma w Tobie relacji z Bogiem. Jesteś oddzielony od Boga. A czym jest świętość? też oddzieleniem. To słowo oznacza oddzielenie, ale dla Boga. Grzech oddziela od Boga, a świętość oddziela dla Boga. Oddziela nas dla Boga. Druga część tego listu będzie mówiła o nowej formie posłuszeństwa. Łasce, która staje się nową formą posłuszeństwa. W tej pierwszej W połowie... W tej pierwszej połowie Paweł wyjaśnił, kim my się staliśmy, a teraz w tej drugiej połowie będzie nam mówił, dzięki temu, że sam Bóg mu to objawił, jak mamy żyć. że skoro staliśmy się tymi nowymi ludźmi, skoro mamy ten nowy status, skoro jesteśmy oddzieleni dla Boga, to na czym teraz będzie polegało to posłuszeństwo w łasce? Jak to będzie wyglądało? I on użyje obrazu i słów, których bardzo nie lubi ten świat i przykro mi to powiedzieć, ale bardzo nie lubi część Kościoła. On użyje obrazu sługi, a w zasadzie niewolnika. Obrazu pana, wodza tego niewolnika, no i będzie mówił o panowaniu, o słowie, które nam bardzo jest nie w smak. Dlatego, że Paweł wie coś, czego współczesna kultura, a zwłaszcza współczesna, ja mam nawet wrażenie, że to jest dziś ważniejszy temat niż był dwa tysiące lat temu, bo w tej współczesnej kulturze to jest tak bardzo mocno widoczne, że oni tego nie chcą przyjąć. Takiej prawdy, o której mówi Biblia, że człowiek nigdy nie był i nie będzie w pełni autonomiczny, że on nigdy nie będzie w pełni wolny w zrozumieniu tego świata. Że ty zawsze będziesz niewolnikiem i zawsze będzie ktoś nad tobą panował. Człowiek zawsze Zawsze komuś służy albo grzechowi, albo sprawiedliwości, albo swoim namiętnościom, albo swojemu Zbawicielowi, albo Staremu Panu, albo Nowemu Panu. Ale to świat utkał bzdurę, w którą niektóre dzieci Boże uwierzyły, że my mamy prawo do jakiejś autonomii, że w ogóle istnieje takie pojęcie jak wolność bez niewoli. Prawdziwa wolność polega na czymś zupełnie innym. I nie ma trzeciej drogi, nie ma duchowej neutralności, nie istnieje życie pomiędzy I ostatnio bardzo przerabiamy ten temat, że nie ma, nie istnieje życie pomiędzy. Ty komuś służysz i komuś będziesz oddany. I dlatego Paweł tu stawia Rzymianom, a Bóg przez list do Rzymian nam, fundamentalne pytanie. Komu oddajemy siebie? Kto jest naszym Panem? Tylko uwaga, nie komu deklarujemy, że oddajemy swoje życie, tylko naprawdę komu służymy. Komu my rzeczywiście oddajemy swoje usta, swoje oczy, swoje ręce, swoje pragnienia, swoje decyzje, swoje namiętności. I to właśnie tu zaczyna się praktyczne życie z Chrystusem. Tu to jest, to jest ten druga część tego listu do Rzymian szóstego rozdziału dotyka praktyki. Tu, tu właśnie tutaj jest praktyczne życie z Chrystusem. Nie deklaracje, nie mówienie, że ja jestem chrześcijaninem. Praktyka. Tu nie będzie wielkich wzruszeń, nie będzie jakichś nagłych przełomów, tylko tu będzie mowa o takim codziennym, zwykłym, świadomym, oddawaniu całego siebie Panu Bogu. Tak członek po członku, decyzja po decyzji, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku i tak całe życie. I jeżeli ktoś w to nie wejdzie, to on prędzej czy później będzie rozczarowany, jemu będzie brakowało czegoś. On zacznie jeździć od konferencji do konferencji, od więcej, wyżej, mocniej, do więcej, wyżej, mocniej, bo jemu będzie wiecznie czegoś brakowało i jego będzie męczyła. Ta rutyna, wydawałoby się, takiego zwykłego, codziennego życia z Jezusem Chrystusem. Jeden z muzyków napisał kiedyś taką pieśń, po prostu z Jezusem żyć, jeśli dobrze pamiętam tytuł. I ta wolność chrześcijańska, prawdziwa wolność chrześcijańska, a to się wielu nie spodoba, to właśnie taka rutyna. To jest prawdziwa wolność chrześcijańska. Tak żyje prawdziwie wolny człowiek. Codziennie. Z decyzji na decyzję, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok i tak przez całe swoje życie. To nie jest wolność od Pana Boga, ale to jest wolność do Pana Boga. To nie jest wolność od posłuszeństwa w tym codziennym życiu, ale wolność do świętości i do posłuszeństwa. No i teraz sobie będziemy to analizować. Piętnasty werset. Cóż wtedy? Czy mamy grzeszyć dlatego, że nie jesteśmy pod zakonem, lecz pod łaską? Przenigdy. Kiedy człowiek, który nie jest narodzony na nowo, nawet jeśli jest upamiętany, ale nie jest narodzony na nowo, słyszy tą prawdę, że łaska jest darmowa, przez wiarę, że usprawiedliwienie człowieka Nie zależy od jego uczynków w żaden sposób. Jego uczynki co najwyżej determinują potrzebę usprawiedliwienia. Mało tego, kiedy taki człowiek usłyszy od nowonarodzonego chrześcijanina, od nowonarodzonego dziecka bożego, że Bóg nie liczy tym nowonarodzonym grzechów. Jaka brutalna informacja dla takich ludzi. Bóg nie liczy moich grzechów, ani twoich, jeśli jesteś narodzony na nowo. przecież my nie staniemy na sądzie w tej sprawie. Tu już jest sprawa załatwiona. To kiedy słyszy to człowiek, który nie jest narodzony na nowo, czyli mieszka w nim jaka natura? Grzechu. To taki człowiek natychmiast szuka, natychmiast szuka furtki do swoich pragnień, do tego co go definiuje, do tego co w nim tak naprawdę siedzi. I on od razu będzie sobie kombinował jak daleko mogę się posunąć Ile mogę zgrzeszyć? Jak bardzo mogę przesunąć tą granicę? Czy mogę sobie pozwolić na jeszcze więcej, czy już nie? Bo przecież łaska to zakryje. I to są pytania ludzi, którzy nie rozumieją jeszcze, może nawet nigdy nie zrozumieją, natury łaski. Oni nie rozumieją, o czym mówią, oni nie mają bladego pojęcia, o czym mówią i kiedy nowonarodzeni ludzie rozmawiają z takimi ludźmi, to mają wrażenie, że nie słyszą się nawzajem, że to jakby na zupełnie innych falach nadają i odbierają. Człowiek nowonarodzony, on wie, że łaska nie daje żadnego pretekstu do grzechu. Że pomimo tego, że jest darmowa, że usprawiedliwienie nie jest zależne od uczynków, nawet pomimo tego, że Bóg nie policzy żadnego mojego grzechu, żadnego. Bo jeśli zgrzeszę, to mam orędownika w niebie. Amen, czy nie? Tak jest napisane? Tak jest napisane, więc Bóg nie policzy żadnego mojego grzechu. Kiedy ja grzeszę, to kiedy ty grzeszysz jako nowonarodzony, żeby była jasność, to Chrystus stoi przed Ojcem i mówi ręczę za tego człowieka. Oddałem za niego życie. Na mnie patrz, nie na niego. To jest bardzo fajnie pokazane w Starym Testamencie, kiedy Wypadło mi teraz imię z głowy. Chodzi mi o proroka, który miał przeklnąć Izraela, ale to nie zrobił. Kiedy Bileam wchodzi na górę i on wchodzi tam z zamiarem przeklnięcia Izraela, ale nie jest w stanie tego zrobić. Dlaczego? Gdyby sobie to rozrysować, wyobrazić, zwizualizować, to mielibyśmy tak, że ten człowiek wchodzi na górę, spogląda z góry i co on widzi? krzyż. On widzi obóz Izraela ułożony w krzyż. On nie widzi pojedynczego Izraelczyka i pojedynczych grzechów. On widzi obraz ludu Bożego i nie jest w stanie go przeknąć. I trochę tak jest z tą łaską, że kiedy Bóg na mnie patrzy, on nie widzi mojego pojedynczego grzechu. On widzi krzyż swojego Syna. I nigdy więcej nie wyda w tej sprawie wyroku, bo już to raz zrobił. I więc kiedy ten nienowonarodzony to słyszy, no to on ma koniec. Ale kiedy nowonarodzony to słyszy, to to dla niego nie jest pretekstem do grzechu. Wszystko co powiedziałem nie oznacza, że on teraz będzie planował elegancko. I jutro na dziewczyny. Elegancko. I jutro na chłopaków w przypadku dziewczyn. Żeby było sprawiedliwie. On tak nie będzie kombinował. elegancko. To znaczy, że ja się mogę upić. To znaczy, że ja mogę to i tamto. On tak nie będzie myślał. Bo on ma inną naturę. Ten up, ten nienowonarodzony on zaraz tak pomyśli. Dlatego tak bezcelowe są ewangelizacje. Wiesz, Bóg cię kocha. I ma dla ciebie wspaniały plan. I będzie, będziesz szczęśliwy. Jakby mi tak ktoś w starym życiu powiedział to ja miałem tak bujną wyobraźnię, co ten człowiek mi obiecuje i co ten człowiek mi deklaruje i jakie teraz będą się rzeczy działy, a potem bym był bardzo rozczarowany, bo tak myśli człowiek nienarodzony na nowo. Natomiast człowiek narodzony na nowo, on nie będzie szukał pretekstu do grzechu, bo on wie, że łaska odebrała moc grzechu nad jego życiem i on to doceni. I Paweł tu wprost mówi, że przenigdy mamy w ten sposób nie myśleć o łasce. Że jeżeli ktoś tak myśli o łasce, to się musi nawrócić, musi się upamiętać, bo to jest bzdura. Przenigdy. Przypominam, tam pojawia się te greckie słowo genoito. Taki mocny, emocjonalny krzyk, taki sprzeciw. Nie, no chyba nie, no tam raczej nie, to nie jest wskazane. Nie, nie, nie. To jest naprawdę taki mocny, emocjonalny sprzeciw Pawła. Gdyby on to nie pisał, tylko mówił, to by dar się w tym momencie, by krzyczał. Przenigdy! Coś takiego by to mogło być. Dlaczego? Dlatego, że kiedy ktoś ma takie myśli, że on sobie pretekst do grzechów szuka w tej historii, to to nie jest błędna teologia. To jest totalne zwiedzenie. To jest deptanie po Ewangelii. To jest deptanie po tym, co Chrystus zrobił dla nas. Kiedy ktoś łaską próbuje mm zrobić pretekst dla grzechów. To jest tak jakby ktoś fizycznie spojrzał na konającego na krzyżu Jezusa i powiedział mu skoro ty zapłaciłeś to ja tu będę teraz na maksa rozrabiał. Nie. Łaska i grzech. nowonarodzeni i nienowonarodzeni. To są dwa królestwa, to są dwa światy i one nie współistnieją, nie mają nic ze sobą wspólnego, nie możesz być jedną nogą w jednym świecie i drugą nogą w drugim świecie. To są dwa odrębne królestwa. Tam, gdzie łaska panuje, tam nie, tam grzech traci moc. Tron. Przerabialiśmy to w poprzednim środę. Tam, gdzie grzech panuje, tam grzech siedzi na tronie i łaska tam jest odrzucana. Ci ludzie odrzucają łaskę. Czasem skutecznie i przekraczają tą cienką czerwoną linię, za której nie ma powrotu, czyli grzeszą przeciwko Duchowi Świętemu. Czasem nie, bo tą łaskę w pewnym momencie nie mogą odeprzeć, to jest osobny temat. Ale to co dziś musimy rozumieć to, że to są dwa różne światy, dwa różne królestwa. Możemy powiedzieć, że mieszkańcy i to nie dwa Żeby to zobrazować to nie mamy królestwo tu i tu, tylko to by było tak narysowane, że dwa osobne królestwa i moglibyśmy to zobrazować, że jeżeli ty mieszkasz w tym królestwie to masz wrażenie, że ci co mieszkają w tym królestwie chodzą do góry nogami. Że wszystkie ich myśli są postawione do góry nogami, że oni wszystko na opak rozumieją. Co ciekawe ci z tego dla ciebie odwróconego królestwa będą patrzeć na to twoje królestwo No ci to odjechali, oni do góry nogami chodzą, bo to są tak odrębne rzeczywistości, dwa całkowicie różne światy. Niestety próba połączenia tych światów, próba bycia i tu, i tu, próba wmówienia tym z tego świata nienowonarodzonych, że są nowonarodzeni, Ta próba, która się kończy śmiercią zazwyczaj tych ludzi pojawiała się już od samego początku, już od pierwszego wieku. Już od pierwszego wieku grupa ludzi chciała takiej właśnie Ewangelii bez krzyża, takiej Ewangelii bez tej uświęcającej łaski, taki termin, uświęcająca łaska, I te zwiedzenie, ta herezja, ona od samego początku gdzieś tam próbuje się przedostać. Tu przypomnę Nikolaitów, też w zeszłym tygodniu o nich mówiłem, ci wspomniani w Księdze Objawienia. Oni najprościej mówiąc nauczali, że wierzący może żyć jak chce, tak byle jak, nieetycznie, niemoralnie, wyuzdanie tam nawet, wokół seksu sprawy się kręciły, no bo ciało nie ma żadnego znaczenia, bo to duch jest tą częścią zbawianą, a łaska wszystko zakrywa, nawet ten największy grzech ludzki. No i Pan Jezus krótko się wypowiada o tych ludziach. I On nie mówi, że lubię ich albo kocham ich pomimo, tylko co On mówi? Nienawidzę ich. Nienawidzę uczynków tych ludzi. Nienawidzę tych uczynków. Gnoza była też taką próbą połączenia tych światów. Oni wprost stwierdzili, że skoro zbawienie jest duchowe i intelektualne, oni tam dokładali do tego intelektualność człowieka, no to w takim razie ciało nie ma żadnego znaczenia i moralność człowieka nie ma żadnego znaczenia. No i antyinominianie, taka ciekawa sekta, drugi, trzeci, czwarty wiek oficjalnie, ale ona do dzisiaj się dobrze ma. Oni uczyli, że chrześcijanie nie potrzebują prawa, że można żyć jak chcesz, a powoływać się na tą wolność w Chrystusie i w zasadzie wszystko, co jest Ja mam akurat zły przykład, bo ja mam Biblię warszawską z dodatkowymi księgami deuterokanonicznymi, ale powiedzmy, że mniej więcej by to wyglądało tak, że tylko to cię obowiązuje, a to w zasadzie nie musisz studiować, czytać, do niczego to jest niepotrzebne. Historia Kościoła od I wieku po XXI wiek uczy, że prawdę mówi Biblia, I każde pokolenie wierzących powinno wracać do listu do Rzymian, w tym do listu do Rzymian do szóstego rozdziału. Bo każde pokolenie w historii Kościoła miało, ma i będzie mieć ludzi, którzy chcieliby takiej łaski nie uświęcającej, takiej łaski, która nie doprowadza do posłuszeństwa Słowu Bożemu. Dzisiaj ta sekta, tak jak mówiłem oficjalnie koniec czwarty wiek, ale dzisiaj ta sekta jest trochę bardziej elegancka i taka trochę bardziej skryta. Ale kiedy słyszysz, Bóg rozumie. Najważniejsze, że masz dobre serce. Nie przesadzaj z tym uświęceniem. Nasza polska wersja. Nie bądź świętszy niż papież. A to w ogóle jest hit, dlatego że nie musisz się dużo starać, żeby być świętszy niż papież. Nie przesadzaj z tym uświęceniem, żyj tak jak czujesz. Chodzi o to, żebyś się dobrze czuł, ty się masz dobrze czuć. Bóg mnie kocha takim jakim jestem. Albo wyznacza teraz Bóg nowy trend. nowe zrozumienie w tej historii. To wiedz, że masz do czynienia właśnie z tą sektą. Nawet jeśli oni sobie z tego nie zdają sprawy. To jest ta herezja tylko w nowym ubraniu, we współczesnym ubraniu. To jest właśnie zdanie niepełne, bo oni mówią Bóg mnie kocha takim jakim jestem, kropka, a tam powinien być przecinek i wtedy jest wszystko w porządku. I dlatego mnie zmienia. Wtedy to zdanie jest prawdziwe. Bóg mnie kocha takim, jakim jestem. I właśnie dlatego mnie zmienia. Wtedy tak. Wtedy to jest prawda Ewangelii. Łaska bez świętości. Miłość bez prawdy. Wiara bez uczniostwa, bez posłuszeństwa, bez Kościoła. Chrystus bez krzyża. Przenigdy. A w zasadzie powinienem krzyknąć. Przenigdy. przenigdy, tak jak Paweł, przenigdy. Nie możesz tak myśleć, nie powinieneś nawet zmierzać w te rejony. Co to znaczy w ogóle, że nie jesteśmy pod zakonem, ale pod łaską, bo to jest kluczowe. To nie oznacza, że prawo już nie obowiązuje. Nie oznacza też, że przykazania nie mają żadnego znaczenia. albo, że Bóg przymyka oko na te sprawy. Nie. Tutaj znowu Ewangelia Marka, dziesiąty rozdział, ten ktoś, kto podszedł do Jezusa. To oznacza, to nie jesteśmy pod zakonem, lecz pod łaską, że ja już nie próbuję być święty o własnych siłach, bo doszedłem do ściany, bo wiem, że jest coś takiego w moim życiu, czego choćbym się nie wiem jak spiął, nie przeskoczę. Jest jakaś szklana ściana. Ja wiem, że powinienem być tam, ale nie jestem w stanie o własnych siłach przez nią przejść, a rozbić się jej nie da. To, że nie jestem pod zakonem, ale jestem pod łaską oznacza, że ja już nie próbuję własnymi siłami tego przeskoczyć. My to powinniśmy bardzo dobrze rozumieć, ci, którzy przeżyli moment upamiętania będąc w jakiś sposób częścią Kościoła rzymskokatolickiego. Ja próbowałem i wielu z Was próbowało. Ja wiedziałem, że tak nie można żyć, że tak nie wolno żyć, że ja powinienem żyć świętym życiem. Ja szukałem rozpaczliwie czegoś lub kogoś, kto mi pomoże wejść w taki stan. Ja wtedy najbardziej borykałem się z napadami furii. To był mój największy problem, furia. I to naprawdę furia, furia. Taka do kwadratu. Ja naprawdę miałem wtedy krótki ląd i można to było szybko odpalić. i wiedziałem, że to się Panu Bogu nie podoba i to jest na pewno łamanie Jego przykazań i na pewno człowiek z takim lątem i wpadający w taką furię, choćby nie wiem co robił, nie wejdzie do Królestwa Niebieskiego. Ponieważ już wiedziałem, że jest Bóg, nie będę teraz przedstawiał swojego świadectwa, bo one nie ma znaczenia, ale ponieważ wiedziałem, że jest Bóg no to szukałem sposobu. Byłem trochę jak ten młodzieniec, ten pewien ktoś w Ewangelii Marka dziesiątym rozdziale. No i jak większa część Polaków. Jeden kościół, kościół rzymskokatolicki, no bo kto tam wiedział o innych kościołach, no i oczywiście świadkowie Jehowy chodzili mi po głowie, ale oni mi tam się średnio podobali z tymi swoimi garniturami i tyczkami na początku tej historii. No więc poszedłem do tego kościoła, opowiedziano mi główne prawdy wiary dotyczące spowiedzi, tajemnicy spowiedzi, rachunku sumienia. Było to przekonywujące. Przyznam się szczerze, mnie to przekonywało, że tak, to może być to. Ja to zrobię. I ja poszedłem na taką spowiedź życia. Nie wiem, ilu z Was miało w tym udział, ale ja odbyłem spowiedź życia. To jest taka specjalna spowiedź, na którą się człowiek umawia ze spowiednikiem i tam wszystko opowiadasz. Wszystko. No więc opowiedziałem. I naprawdę poczułem się lżej. Naprawdę mi kamień z serca spadł. Ja naprawdę poczułem się wolny. Piętnaście minut. Piętnaście minut. Po piętnastu minutach studzołożyłem. Po piętnastu minutach już miałem głupie myśli. Po kolejnych piętnastu minutach już mnie tak wnerwiła, że wiedziałem, że ląd się znowu odpalił. Nic to nie dało, nie szło przejść przez tą ścianę, nic się w moim życiu nie zmieniało. Ale kiedy dopadła mnie łaska, ta prawdziwa łaska. Kiedy Bóg zrobił to, czego ja nie potrafiłem zrobić, a faktycznie to ta wolność nie potrwała piętnaście minut, tylko trwa aż do tej chwili. Człowiek, który się styka z łaską, on nie omija Bożych reguł, ale nie robi już ich o własnych siłach. Taki człowiek nie boi się potępienia. On wie, że potępienie już nie występuje w jego słowniku. On ma wybaczone. nawet to, co dopiero popełni. On się nie boi potępienia. Nie jest motywowany lękiem. Człowiek nowonarodzony to nie jest człowiek, który się boi, że pójdzie do piekła. Uważaj, bo jak tak będziesz robił, to pójdziesz do piekła. Znam nawet taki zbór, który głosi, że tak bardzo musisz uważać, bo możesz nawet nie zauważyć, kiedy cię zbawienie opuszcza, kiedy Duch Święty opuszcza twoje życie, że to nawet możesz nie zauważyć tego momentu. Nie. Człowiek narodzony na nowo, on się nie boi potępienia, on nie jest motywowanym lękiem, że jak czegoś nie zrobi, to mu Pan Bóg zabierze dar. Nie. Człowiek narodzony na nowo to jest człowiek, który ma nowego Pana, nowe serce i on chce, naturalnie chce mu być posłuszny i jest. Bo tam, gdzie nie ma własnych sił do tego posłuszeństwa, tam czerpie z Bożych sił. Tam, gdzie są jego słabości, to właśnie tam najbardziej objawia się Chrystus w tym człowieku. O to zresztą chodzi w tych przepięknych słowach apostoła. Prawo pokazuje, czego Bóg chce. Łaska daje moc, by to wykonać, czego Bóg chce. Prawo wymaga. Łaska uzdalnia. Prawo jest jak lustro. Lubię ten przykład. Jak lustro. Możesz się w nim przejrzeć. ale lustro cię nie umyje, a łaska jest tym, co obmywa człowieka. Prawo mówi musisz, a łaska mówi dasz radę, możesz i będziesz chciał. Bardzo ważna rzecz też jest, by to odróżnić, bo czasami jest tak, że ludzie się boją, zwłaszcza ludzie przewodzący w kościołach i to też z rozmów znam, Jacyś starsi zboru boją się, nie nasi, żeby była jasność, boją się, że jeżeli odpuścimy strach przed karą, jeżeli przestaniemy nauczać o potępieniu, uważaj, pilnuj się, jeżeli przestaniemy tak robić, to posłuszeństwo zniknie, to zrobi się bałagan. Znam nawet takich, którzy uczciwie powiedzieli, zresztą za tą uczciwość ich bardzo cenię, oni uczciwie powiedzieli, że nauczają, że zbawienie można utracić, bo tak się po prostu łatwiej prowadzi ludzi. To prawda. Tak się łatwiej prowadzi ludzi, ale Paweł a przez Pawła Bóg mówi coś zupełnie odwrotnego. On tu mówi do nas, że dopóki boisz się kary, dopóki to cię trzyma, że ty się boisz kary, to ty nie jesteś zdolny do żadnej świętości i nie będziesz zdolny. Człowiek, który boi się kary, to nie jest człowiek, który jest zdolny do świętości. Prawdziwa świętość, prawdziwe posłuszeństwo, ono się nie bierze z strachu przed karą, ale bierze się z zachwytu nad łaską. Taki człowiek jest zachwycony łaską, zachwycony miłością do Boga i od Boga. zachwycony tym, że Bóg go zbawił. I z tego zachwytu, z tej wdzięczności, nie z poczucia kary, tylko z tej wdzięczności do Chrystusa, który nas odkupił, zaczyna być posłuszny. I posłuchajcie mnie teraz bardzo uważnie. Wszystko, co robisz w swoim życiu ze strachu, wszystko, co robisz w swoim życiu ze strachu jest twoją martwą religią. Wszystko co robisz w swoim życiu ze strachu jest twoją martwą religią. Natomiast rzeczy, które robisz z wdzięczności, z wdzięczności, że ty jesteś wdzięczny Chrystusowi, To jest Twoja relacja. To jest właśnie to uświęcenie. To jest właśnie to, na czym powinniśmy się skupiać. I dobrze jest od czasu do czasu, dlatego, że będziemy analizować tylko nie dzisiaj, bo dzisiaj tak cztery godziny niedłużej. Będziemy analizować potem tą, tą walkę tego wewnętrznego człowieka i dobrze jest od czasu do czasu zbadać swoje serce i zapytać się tak, Przed Bogiem, sam siebie zapytać. Dlaczego chcę być posłuszny? Co mnie motywuje? Czy mnie motywuje strach, czy mnie motywuje wdzięczność? Jeśli ktoś dojdzie do wniosku, że jednak tam jest więcej strachu przed karą, to powinien prosić Boga o objawienie łaski, o to, by mu Bóg objawił, czym jest łaska. Bo dopóki nie dostaniesz objawienia z góry, czym jest łaska, dopóty nie doświadczysz łaski. I jeszcze raz, objawienia z nieba. Nie wystarczy definicja. Nie wystarczy tysiąc kazań. Nie wystarczy kupić sobie książki o łasce. Ty potrzebujesz, jeżeli ty się boisz i to powoduje pewne twoje zachowanie, to ty potrzebujesz prosić Boga, by ci objawił czym jest łaska. Bo dopiero gdy ci to Bóg objawi, to ta łaska cię ogarnie. Jeśli ktoś nadużywa łaski, czyli poszedł w tą drugą stronę, jest do góry nogami w tej historii, no to powinien prosić o pewien dar związany z tamtym tematem, ale jakże zupełnie inaczej nazywany, dar bojaźni pańskiej. Bojaźń pańska nie jest strachem przed karą. Bojaś Pańska nie jest strachem przed potępieniem. Bojaś Pańska jest strachem przed zasmucaniem swojego Boga. Podam to na przykładzie małżeństwa. Bo mogę. Bo Bóg okazał nam taką łaskę i takie małżeństwo otworzymy. Nie boję się... w ogóle wcale tego, że coś zrobię i Sylwia ode mnie odejdzie. W ogóle. Nie dlatego, że nie mogę nic zrobić, bo nikt nie może być tak za siebie pewny. Ale wiem i w ogóle nie jestem inaczej. Nie chodzę na inne kobiety czy tego typu historie, dlatego że boję się, że Sylwia pokrzyczy albo mnie zostawi. No i gdzie pójdzie? Hasta la vista. Nie, ja jej nie chcę zasmucać. Ja się w ogóle tego nie boję, że ona odejdzie, że ona mnie zostawi, że mnie przestanie kochać. Ona jest we mnie tak rozkochana, że to jest niemożliwe. I w drugą stronę jest podobnie, żeby była jasność. Ona też się nie boi, że ja ją zostawię. Ja jestem w niej tak rozkochany, że choćby zdradzała mnie, to będę ją kochał. Tylko cię zabiję wtedy, nie? Ale kochał ją będę nadal. Więc to nie chodzi o strach, ale nie robimy sobie pewnych rzeczy, bo ja jej nie chcę zasmucać. Nie oglądam pewnych filmów, nie przeglądam pewnych stron, nie spoglądam na pewne kobiety, gdy jesteśmy na wakacjach, nie dlatego, że się boję, że dostanę w dziób. bo dużo silniejszy jestem, tylko nie chcę tej mojej żony zasmucić, bo ją kocham i nie chcę jej przynosić smutku. Nic mi nie grozi za to, bo ona mi wybaczy nawet, gdy ją zasmucę, ale ja tego nie chcę robić, bo ją kocham. I podobnie możemy rozumieć bojaś pańską. To nie chodzi o to, że my się będziemy teraz bać, że Bóg nas opuści. Bóg nas nigdy nie opuści. To nie chodzi o to, że będziemy się bać, że stracimy zbawienia. Nie stracimy zbawienia. Chodzi o to, że jeżeli kochasz Boga, to nie chcesz Go zasmucić. Wiesz, że nawet jak Go zasmucisz, to On cię nie zostawi, On cię podniesie za każdym jednym razem. za każdym kolejnym razem, ale po prostu nie chcesz go smucić, bo go kochasz. To jest bojaś pańska. Więc jeśli ktoś nadużywa łaski, to powinien się modlić o to, by ogarnęła go bojaś pańska, ale tak, jak ją teraz wytłumaczyłem. I powinniśmy badać, czy nasze posłuszeństwo względem Bożego Słowa, względem Chrystusa, względem Kościoła. Czy to płynie z serca, czy też to płynie z jakiegoś irracjonalnego strachu, którego powinieneś być pozbawiony. Jednocześnie. Powinniśmy bardzo uważać na chrześcijaństwo, które nie ma żadnych kosztów. To jest droga do otępienia. To się też źle kończy. Szesnasty werset. Czyż nie wiecie, że jeśli się oddajecie jako słudzy w posłuszeństwo, stajecie się sługami tego, komu jesteście posłuszni? Czy to grzechu ku śmierci, czy też posłuszeństwa ku sprawiedliwości? W pierwszej części tego listu, tego rozdziału Paweł mówił o śmierci starego człowieka. Tutaj zmienia trochę perspektywę, tłumaczy to pod innym kątem i używa obrazu, który dla niego, dla ówczesnych mu ludzi był bardzo zrozumiały, dla nas jest troszkę mniej, bo my nie żyjemy w czasach, przynajmniej w naszej kulturze, tu gdzie żyjemy i w współczesnym świecie. w współczesnej Europie, nie widzimy takiego obrazu panowania i niewolnictwa i pewne rzeczy nam się mogą wymknąć. On to widział na swoje oczy i ci, którzy czytali ten list, obserwowali te rzeczy i trochę lepiej rozumieli ten obraz. I on tu mówi, że komu oddajemy się w posłuszeństwo, temu służymy. To nie jest lekki obraz tego, co on tutaj mówi, bo to nie jest jakiś tam wybór stylu życia. To jest pewna rzeczywistość. W tamtych czasach, i on do tego nawiązuje, człowiek był oddany komuś zawsze. I w duchowej rzeczywistości tak jest. Człowiek zawsze jest oddany komuś lub czemuś. Zawsze, zawsze, zawsze, zawsze. Nie ma autonomii, nie ma neutralnego gruntu, nie ma tak pojętej wolności. Nie ma życia bez tego, że ktoś panuje nad tobą. W każdym jednym wymiarze, tym duchowym, grzech lub życie Diabeł lub Chrystus. W normalnym życiu człowieka też tak jest, najpierw jesteś posłuszny swoim rodzicom. I jak nie chcesz być posłuszny, to i tak jesteś posłuszny, jeżeli masz normalnych rodziców. Jest takie narzędzie, pasek się nazywa, na wyposażeniu jest każdego normalnego rodzica. Och, ale się będzie działo w komentarzach, to przecież teraz jest ten, mowa terrorystyczna prawie. Później jesteś w niewoli małżeńskiej tak długo, jak żona żyje, jak czytamy, albo jak są wyjątki biblijne. Więc zobaczcie, ale nawet tam jest użyte słowo niewola, więc ja tu wcale nie odpłynąłem. A później jesteś niewolnikiem łaski swoich dzieci i tak całe życie. Nigdy nie jesteś wolny w zrozumieniu jakiejś takiej hipisowskiej flower power historii. Albo ty służysz grzechowi, albo służysz sprawiedliwości. Nie ma trzeciej kategorii. I Paweł, kiedy mówi o tych sługach w posłuszeństwo oddających się, On tam używa takie słowo bardzo specyficzne, które można by przetłumaczyć na oddać się komuś do dyspozycji, przekazać siebie, przekazać kontrolę nad sobą. Po pierwsze, to słowo używano wtedy, kiedy to nie był przymus, tylko decyzja. Czyli to nie dotyczyło przymusowych niewolników, tylko to była decyzja, że ktoś komuś oddaje się w posłuszeństwie. Tu znowu najlepiej to wytłumaczyć na przykładzie obrazu małżeństwa. Źle się kończy małżeństwo, kiedy ktoś kogoś zmusi do małżeństwa. A żeby była jasność, co mam na myśli, nie jakieś tam... 400 lat temu w dzikiej Afryce, tylko mam na przykład na myśli historię, że zdarzyło się młodym ludziom zgrzeszyć i spółżyli ze sobą przed ślubem i no i zaszła dziewczyna w ciążę. I czasami jest tak, że jest presja później. Musicie wziąć ślub. Musicie. Nie ma innego wyjścia. Te historie często się niedobrze kończą, bo nie o to chodzi. W oddaniu się komuś. Więc tu chodzi o to, że on decyduje się, to jest jego decyzja, że on się oddaje temu komuś, nie przymus. Że ten człowiek sam wybiera, komu się odda. I teraz zobaczcie. Możemy oddawać swoje myśli, to jest nasza decyzja. My możemy je oddać jakimś toksycznym wzorcom, no a możemy je oddać Chrystusowi. Możemy oddawać swoje oczy, możemy oddawać je na jakieś swoje namiętności, jakieś pożądliwości, a możemy je oddawać Chrystusowi, by stały się Jego oczami, swoje usta. Możemy je oddać grzechowi, gniewowi, plocce, szemraniu, a możemy te usta oddać Chrystusowi. Ręce swoje. Możemy je oddać grzechowi i korzystać z nich bardzo egoistycznie albo bić kogoś, a możemy je oddać Chrystusowi. I te same ręce mogą być bardzo pozytywne i przytulające, ochraniające, pomagające. Moje kroki. Tu Biblia mówi wprost. Możemy oddać grzechom, a możemy oddać Ewangelii swoje nogi. I Paweł tu do nas mówi jasno. Nasze ciało, ciało nasze, nasze członki codziennie zdradzają, komu jesteśmy oddani. Codziennie. Naprawdę po owocach poznacie. Każdy czyn, każdy twój czyn jest Popatrzcie, nie ma neutralności. Albo należysz do jednego królestwa, albo do drugiego. Albo jesteś poddany jednemu, albo drugiemu. W takim razie każdy twój jeden czyn jest albo służbą grzechowi, albo służbą Bogu i nie ma tu neutralności. Jeśli twoje myśli, twoje oczy, twoje usta, ręce, kroki służą grzechowi, ty po prostu nie jesteś narodzony na nowo. I koniec kropka. I nie ma co kombinować. nie jesteś narodzony na nowo. Jeśli twoje myśli są oddane grzechowi, jeśli twoje oczy są oddane grzechowi, uszy, usta, ręce, nogi, mowa, ty nie jesteś narodzony na nowo. A jeśli te rzeczy są oddane Bogu, no to jesteś narodzony na nowo, bo po owocach można poznać. Tu jest więcej. Z tego można wyczytać, że wszystkie pokusy, one się zawsze zaczynają tak samo, ta niewola grzechu. Zrób, co chcesz. Bądź wolny. Masz prawo. Nikt ci nie będzie mówił, jak masz żyć. Tymczasem scenariusz jest zawsze taki sam. I jeśli ktoś w nim jest, to się obudź. Jeśli ktoś w nim nie jest, to pilnuj, żeby ktoś w te sidła nie wpadł. W rzeczywistości Bóg z Bogiem jest tak, że my Mu się oddajemy pod panowanie, dobrowolnie, ale z grzechem jest tak, że grzech robi z człowieka niewolnika. Nie oddajemy Mu się, On robi z nas niewolnika. Zawsze jest tam sam scenariusz. Najpierw nas ten grzech uzależnia, później nas kontroluje, później wymaga ten grzech coraz więcej od nas, A później i dopiero później odbiera nam radość, niszczy nam tożsamość i w zasadzie zabiera nam życie kawałek po kawałku. Diabeł i grzech nie mają natury przyjaciela. Ta historia się zawsze, zawsze, zawsze źle kończy, zawsze. Mało tego, kiedy diabeł i grzech przestaje się bawić człowiekiem, Zawsze zabija, zawsze. Dopóki ktoś mu jest potrzebny, to jeszcze jako tako jest. Ale kiedy diabeł zrealizuje swój cel. pozostaje jedno śmierć. Dlatego Pan Jezus powiedział, każdy kto grzeszy jest niewolnikiem grzechu. I tam jest słowo użyte nie te, że się komuś oddałem dobrowolnie, tylko coś mnie przejęło na siłę. Każdy kto grzeszy jest niewolnikiem grzechu. Paweł mówi, oddanie się posłuszeństwu prowadzi do sprawiedliwości. Patrzcie jakie piękne zdanie. Dlaczego? Dlatego, że posłuszeństwo Bogu nie jest więzieniem, jest drogą do życia. I znowu dwa różne światy. Kiedy próbuję wytłumaczyć ludziom nienarodzonym na nowo, że nie żyję w żadnym więzieniu, że to, że ja jestem w każdą środę, każdą niedzielę w zborze, że moje życie się kręci wokół kościoła, że w zasadzie Nic nie istnieje już chyba poza Kościołem. To nie jest żadne więzienie. Kiedy próbujemy wytłumaczyć, że komuś nienarodzenemu na nowo, że o, to jest dobry przykład. Kiedy próbuję komuś wytłumaczyć, co ja mam na myśli mówiąc, że dobieram przyjaciół mojej żony. Ale jazda, przecież to więzienie dla niej. No patrzcie jaka jest nieszczęśliwa, ty w tym różowym sweterku. Po prostu creepy nieszczęściem ta moja żona. albo jak ona mi dobiera przyjaciół, no to ja jestem też tak nieszczęśliwy, no przecież ja jestem najbardziej nieszczęśliwym człowiekiem chodzącym na świecie, nie? No ale wytłumacz to ludziom nienarodzonym na nowo, że to nie jest żadne więzienie, że to jest miłość małżeńska, że to jest dbanie o żonę, o męża. Posłuszeństwo Bogu nie jest więzieniem. Chociaż ludzie nienarodzeni na nowo nasze posłuszeństwo Bogu będą widzieć, jakbyśmy byli w jakimś więzieniu. Delikatnie mówią, na jakieś sokty chodzicie. Wszystko, czego Bóg ode mnie wymaga, wszystko, czego Bóg ode mnie chce, jest dla mojego dobra. Zwłaszcza rzeczy, których nie rozumiem, dlaczego On ode mnie to chce. Ja się już nauczyłem w swoim życiu. Dobra, nie rozumiem, dlaczego Pan Bóg tego ode mnie chce, ale rozumiem już, że On tego ode mnie chce. To wystarczy. Wystarczy. Ponieważ druga informacja jest taka, że Bóg wszystko, czego ode mnie chce, Chcę dla mojego dobra. Przekazania Boże nie są ciężarem. To jest mój, to jest moja mapa powolności, to jest mój kompas powolności. Grzech natomiast zaczyna się właśnie jak ta światowa wolność, Czyli wszystko ci wolno, ale kończy się śmiercią. Sprawiedliwość natomiast, czy uświęcenie, ona zaczyna jak takie twarde posłuszeństwo, ale kończy się czym? Życiem. Życiem. I to prawdziwym życiem. I to jest paradoks. Ale ten paradoks bardzo dobrze rozumieją ludzie odrodzeni z Bożego Ducha. Ten paradoks brzmi tak. Największa wolność rodzi się w absolutnym, bezwzględnym posłuszeństwie Panu Bogu. Tam się rodzi największa wolność człowieka. W świecie mówi się dziś bądź sobą, żyj po swojemu, jesteś Panem swojego życia. Dzieci w szkole się zaczynają tak uczyć. Nikt ci nie może mówić, co masz. U nas jeszcze to tak średnio, ale w Anglii to już jest dobitnie. Nikt ci nie może mówić, co masz robić. Nawet rodziców nie musisz słuchać. Jesteś panem swojego życia. W ogóle wybierz sobie wszystko. Nie tylko skarpetki, nie tylko spodnie. Ty sobie płeć wybierz, na jaką masz dzisiaj ochotę. Nikt nie jest panem swojego życia. Taka jest prawda biblijna. Nie ma na tej ziemi żadnego człowieka i nigdy nie będzie. Nawet Chrystus nie był Panem swojego życia. Panem Jego życia był Jego Ojciec. Nie ma na tej ziemi człowieka, który jest Panem swojego życia. Nikt nigdy nie będzie Panem swojego życia. To jest ogromne zwiedzenie. ogromne zwiedzenie, te głupie gadanie i to jest wielkie oszustwo diabła. Człowiek jest zawsze albo rządzony przez swoje pragnienia, kierowany przez świat, manipulowany przez kulturę, trzymany przez nawyki, albo jest prowadzony przez Ducha Świętego, ale nigdy nie jest Panem swojego życia. Albo Panem jego życia są te pragnienia, świat, kultura, nawyki, albo Bóg. Nawet ateista. Taki skrajny ateista jest niewolnikiem czegoś. Nawet on nie jest panem swojego życia. On jest jego panem. Jest ego, jest opinia innych ludzi, jest jakaś ambicja, nauka. Powiedzmy, że to jest nauka. Człowiek nie jest wolny wtedy, kiedy nie ma pana. To jest bzdura, że człowiek jest wolny wtedy, kiedy nad nim nie ma pana. Człowiek według Biblii prawdziwie wolny człowiek jest wtedy, kiedy ma właściwego Pana. Właściwego Pana. Wtedy jest człowiek prawdziwie wolny. Znowu, jak to rozpoznać? Jak sobie zrobić ten rachunek sumienia, w którym miejscu ja tej historii jestem? Jest bardzo proste. Odpowiedz sobie szczerze na kilka rzeczy. Co robisz w tajemnicy? Co robisz w tajemnicy? To naprawdę ujawnia Twojego prawdziwego Pana. Co Ty robisz? Jak Ty żyjesz, kiedy nikt nie widzi, nikt nie słyszy, kiedy jest w tajemnicy? Co kieruje Twoimi decyzjami? Wygoda, namiętności, pożądanie czy miłość do Boga? Co robisz, kiedy nikt nie patrzy? Bo to tam właśnie widać Twoje prawdziwe posłuszeństwo. Nie tu w Kościele. Nie tu. Na przykładzie uwielbienia to bardzo dobrze można powiedzieć. Ja wiem, że to jest uwielbiaczka. Że to jest jej służba, jej pasja. No bo czasami już nie idzie wyrobić po prostu. No wstaje rano świergota. Robi śniadanie świergota. Robi kawę świergota. Robi obiad świergota. Przychodzimy z nabożeństwa, patrzy jak świergotała. No, ale to oznacza, że ona naprawdę tak żyje, że to naprawdę jest w jej sercu. Co mnie pociąga? Pociąga mnie coraz większa świętość i coraz większe posłuszeństwo, zwłaszcza tam, gdzie wiem, że nie domagam, czy raczej kompromis. No i bardzo ważne, czy jestem gotów powiedzieć nie swojej woli wtedy, kiedy ona się kłóci z Bożą wolą. To są odpowiedzi i to są pytania, żeby się sprawdzić. Siedemnaście osiemnaście. Lecz Bogu niech będą dzięki, że Wy, którzy byliście sługami grzechu przyjęliście ze szczerego serca zarys tej nauki, której zostaliście przekazani, a uwolnieni od grzechu staliście się sługami sprawiedliwości. Bogu niech będą dzięki. Paweł zaczyna tu od dziękczynienia, ale zwróćcie uwagę komu? nie woli człowieka, tylko Bogu. On te dzięczynienia kieruje do Boga. Dlaczego? Dlatego, że prawdziwe narodzenie się na nowo, prawdziwe ogarnięcie się przez łaskę, one nie jest dziełem ludzkiej woli. To nie jest wynik intelektu, To nie jest wynik emocji, to nawet nie jest wynik żelaznej dyscypliny. Ona nas może doprowadzić i powinna nas doprowadzić, ten mój intelekt, moje emocje i ta moja dyscyplina do tej szklanej ściany. To tak. Ale przejście przez tą szklaną ścianę to już jest dzieło Ducha Świętego. Ta prawdziwa przemiana człowieka, zmiana jego natury, ona się dzieje wtedy i tylko wtedy, gdy to Bóg dotyka serca człowieka. To jest właśnie to dzieło Ducha Świętego, który przekonuje o grzechu, o sprawiedliwości, o sądzie. Otwiera oczy, ściąga zasłonę, zmienia pragnienia, zmienia mój punkt decyzyjny, zmienia moją naturę. To dlatego Paweł tu nie pisze, o jak dobrze, że podjęliście słuszną decyzję, że wy, którzy byliście kiedyś. Albo dobrze, że byliście na tej konferencji i podjęliście tą decyzję, by wstać i iść do przodu, do modlitwy grzesznika. Wy, którzy byliście kiedyś sługami grzechu. Albo o jak dobrze, że nie, on tego wszystkiego nie mówi. On mówi, Bogu niech będą dzięki, bo tylko Bóg ma moc zmienić niewolnika grzechu w sługę sprawiedliwości. w tego, który został porwany przez grzech, silnie, brutalnie, wbrew sobie, uwięziony w grzechu i zmienić status tego człowieka na kogoś, kto dobrowolnie oddaje się jako sługa czy też niewolnik, ale w tym dobrowolnym oddaniu sprawiedliwości. Przejęliście ze szczerego serca. Zwróćcie uwagę, źródło posłuszeństwa, o którym tu apostoł Paweł pisze, jest wewnętrzne, a nie zewnętrzne. To jest w ogóle bardzo ważne, może nawet najważniejsze zdanie o uświęceniu. Paweł nie mówi, zmusiliście się do posłuszeństwa. Paweł nawet nie mówi, zrozumieliście zasady i zaczęliście je wszystko wypełniać. On mówi, z serca przejęliście. Z serca przejęliście. Co to dla nas oznacza? Uświęcenie i wejście w tą, w tą historię Nowego Narodzenia i uświęcania się, to nie jest zmiana zachowania, to jest zmiana natury. Dopóki my próbujemy zmienić swoje zachowanie, a serce pozostaje te same, no to zmierzamy do tej ścianej tafli. Na chwilę się czujesz lepiej. Natomiast musi serce zostać zmienne, musimy mieć szczere serce względem Boga. Kto takie serce potrafi w człowieku zrobić? Tylko Bóg, tylko Bóg. Wtedy to prawdziwe posłuszeństwo zacznie płynąć z miłości, a nie z lęku. Prawo może zmusić i może pomóc. do pewnych zmian w zachowaniu, ale tylko łaska może zmienić serce. I zobaczcie w ilu zborach, w różnych denominacjach jest tak, że ludzie są zmuszeni do pewnych zachowań. My tego nigdy nie praktykowaliśmy, nie wiem czy ta praktyka jeszcze obowiązuje w świecie ewangelicznym, bo w zborach, które znam już tego nie ma, ale tam gdzie, gdzie ja jeszcze przyjmowałem chrzest, To tak było, że dostałem taką kartkę i oni mi wypisali wszystko, co muszę poprawić, zmienić i z których grzechów się muszę wyspowiadać. Troszkę mi ta kartka pomogła, żeby było uczciwie, bo była tam jedna rzecz, o której nie wiedziałem, że to jest grzech i jak przeczytałem, to faktycznie, to jeszcze to zrobiłem. Ale to nic nie daje. Dlatego, że ja dość szybko uporałem się z tą kartką, natomiast w międzyczasie trzeba by było piętnaście nowych kartek stworzyć do mojego życia. Bo prawo, nakazy, zakazy, listy, to wszystko może doprowadzić do pewnych zmian w zachowaniu, ale nie do zmiany serca. A tu się rozbiega o serce. I znowu, jeśli człowiek jest posłuszny tylko tam, gdzie ma napisane, To jest człowiekiem religii. Zobaczcie, jak to ewoluuje. W pewnych religiach już nie wystarczył dekalog. Trzeba było dołożyć pięć, bodajże, przykazań kościelnych. Dobrze to pamiętam? Dobrze. Pięć przykazań kościelnych. Ale potem trzeba było dołożyć kolejne i kolejne. I tak się ta historia religii zawsze kończy. U mnie też tak było. Pamiętam, jak mi wpadli do domu. I zaczęli mi tłumaczyć, co mogę czytać, czego czytać nie mogę, co mogę oglądać, czego oglądać nie mogę. I naprawdę to było bardzo dziwne, bo z jednej strony nie mogłem, już teraz nie pamiętam tytułów, sekcję pamiętam, to zaraz opowiem, ale z tymi science fiction, co to były za tytuły? Mogę coś teraz poplątać, ale chyba nie mogłem oglądać Gwiezdnych Wojen, ale mogłem oglądać Narnię i nikt mi nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego można oglądać film o zaczarowanej szafie i latających ludzikach z kopytkami, a nie można oglądać filmu z Luke'iem Skywalkerem. Gdzie jest ta różnica w tej historii? Dlaczego to wolno, a tego nie wolno? Dlaczego wolno słuchać takiej muzyki, a takiej już nie? Dlaczego wolno to, a tego już nie? A już hitem było, jak mi powiedzieli, że znajomi, że... No ja mam problem z sercem i z cudzołówstwem, skoro oglądam seksmisję i nie widzę, że to jest nieprzyzwoite. Taki polski film, bo tu młodzież może nie wiedzieć. I że nie widzę, że to jest nieprzyzwoite. I jak ja się mogę śmiać z tej sceny w windzie? Przecież to jest taka porządliwa scena. Ja się do dzisiaj zastanawiam, Co u tego człowieka w życiu poszło nie tak, że dla niego ta scena w windzie jest porządliwością? Nie. Chodzi o zmianę serca, a nie o listę zakazanych filmów, zakazanych książek. A swoją drogą, jeśli masz zmienione serce, to bardzo szybko dojdziesz do wniosku, że w zasadzie wszystkie filmy są nic nie warte. Lepiej usiąść do Bożego Słowa. Ale to już w człowieku zrobi Bóg. I wtedy to będzie coś trwałego. zarys tej nauki. Paweł mówi o pewnym wzorcu nauki, tam w ogóle oczywiście pojawia się didaches, to piękne słowo. My wiemy, że didaches oznacza taką twardą naukę, to co teraz robimy, to jest didaches, to nie jest typowe kazanie, tylko właśnie coś, jakaś egzegeza, to jest didaches. Ale to słowo ma więcej znaczeń. Odlew, forma, matryca, ramy, kształt, doktryna pierwotna. Bardzo lubię to przetłumaczenie, doktryna pierwotna. To znaczy, że ci wierzący w Rzymie, do których pisze Paweł, oni zostali wylani jak metal w formę pewnego nauczania. w pewnych ramach osadzeni w zarysie tej nauki, w tej pierwotnej doktrynie. Nie stworzyli nowej formy, nie wymyślili własnej duchowości, nie wpadli na pomysł, że wszyscy inni to źle, my tu dziś wiemy jak się robotę robi. Nie. Oni zostali ukształtowani przez prawdę, którą głosili apostołowie. I to jest niezwykle ważne, dlatego że my też nie możemy się odbijać od historycznych doktryn. To nie jest tak, że komuś wolno powiedzieć, że chrześcijaństwo się zaczęło, jak Kurylas otworzył zbór. Przecież to jest idiotyzm. Albo chrześcijaństwo się zaczęło, jak Kościół Śląskowy w 1905 roku się otworzył. To jest głupota. Nie. My mamy być wlani w tą samą formę. Nas kształtuje nauka apostołów, historia Kościoła, powinniśmy ją znać, dlatego o niej rozmawiamy. Co jest herezją, co nie jest herezją, co Kościół przez lata postanowił Kościół w zrozumieniu Biblii, a nie w zrozumieniu slangu polskiego, że Kościół równa się Kościół rzymskokatolicki, żeby była jasność. To jest tylko jedna z denominacji i to wcale nie największa ani nie najmądrzejsza, ani niejednolita, ani wszystkie te inne mity, ale nie czas i miejsce. I to jest niezwykle ważne. Uświęcenie, ono wyrasta nie z emocji, nie z uczuć, ale z didache. Z doktryny pierwotnej, w którą jesteśmy wszczepieni. Bez doktryny nie ma transformacji. Bez doktryny nie ma fundamentu. Bez fundamentu nie będzie żadnego wzrostu. Bez doktryny, ale w myśl nauki apostolskiej nie ma chrześcijaństwa. Nie ma chrześcijaństwa. Jeżeli ty nie jesteś mocno zanurzony w nauce apostolskiej, którą reprezentuje Kościół od dwudziestu jeden wieków, to nie rozmawiamy o chrześcijaństwie. Kościół pierwotny, kościół historyczny i kościół współczesny nie żył po swojemu. Był w tej matrycy nauki. Żył według wzoru. Popatrzcie, co Paweł będzie mówił do swojego ucznia Tymoteusza. Wzoruj się na zdrowej nauce. którą usłyszałeś ode mnie, żyjąc w wierze i miłości, która jest w Chrystusie Jezusie". To jest wzór wymyślony nie przez ludzi, ta nauka apostolska i ta historia. To jest wzór przekazany ludziom przez samego Boga. Oprócz tego, że doktryna to ta przemiana, ta transformacja człowieka, to uświęcenie człowieka, ono się zaczyna od właśnie tego nowego posłuszeństwa, a uwolnieni od grzechu staliście się sługami sprawiedliwości. I teraz zauważcie kolejność. Uwolnieni od grzechu. Czyje to jest dzieło? Boga. Posłuszeństwo z serca, to jest odpowiedź człowieka. Służba sprawiedliwości, styl życia od Boga. Karygmat. Paweł tutaj sięga po raz kolejny po karygmat. Łaska, ona nie tylko wyzwala, ona przemienia kierunek życia, to jest też niezwykle ważne. W nawróceniu, nawet w nawróceniu, a tym bardziej w Nowym Narodzeniu, nie wystarczy przestać robić pewne rzeczy. Co mam na myśli? Mamy takie zapędy. Mamo, ty musisz przestać się modlić do tej Maryi. Leon XIV teraz w ogóle rzekł, że ona już nie jest współodkupicielką. Mamo, ty musisz zobaczyć, że dekalog inaczej brzmi i przestać. Mamo, ty musisz przestać odmawiać codziennie Ojcze Nasz. Tato, ty musisz ściągnąć te wszystkie obrazki. Ty krzyżyków nie możesz nosić. I te wszystkie nasze pomysły. Nawet jeśli człowiek przez całe swoje życie nie pomodli się do żadnej Maryi, bo ich tam jest około mnóstwo, nawet do żadnej się nie pomodli, żadna go nie zafascynuje, nie kupi se żadnego obrazka, żadnego krzyżyka, żadnego Żyda wystruganego z drewna, nic se nie kupi takiego. Nawet jeśli zamieszka w szałasie albo nawet będzie kolejnym ambrożym palownikiem. obojętnie co ten człowiek przestanie robić w swoim życiu, mało tego, nawet jeśli on zacznie robić pewne rzeczy, które powinien robić, to może pójść do piekła. I często te historie się tak właśnie skończą. Dlatego, że w chrześcijaństwie i w tej łasce nie chodzi o to, żeby przestać robić pewne rzeczy, tylko trzeba mieć zmieniony kierunek życia. A to są dwie różne historie. To nie polega na tym, że my dochodzimy do punktu i przestajemy robić pewne rzeczy. I teraz jesteśmy Boży, bo my już nie robimy pewnych rzeczy. Nie. Ty masz mieć zmieniony kierunek życia. Całkowicie zmieniony kierunek życia. Tak jak dawniej człowiek automatycznie. służył grzechowi naturalnie, bez żadnego wysiłku. Tak teraz, jeżeli ty masz zmieniony kierunek życia, to ty nie tylko przestajesz grzeszyć, ty zaczynasz służyć sprawiedliwości, z przyjemnością, z pasją, no bo masz nową naturę i to jest sedno chrześcijaństwa. Paweł tu w ogóle buduje ciekawy kontrast. Byliście sługami grzechu. Czyli mówi o tym naszym życiu w Adamie. Bez mocy, bez nadziei. Oczywiście dotyczy to ludzi, którzy się przejmują tą historią. Z owocami, które przynosiły wstyd. Przyznajcie sami. Sługi grzechu. Byliśmy sługami grzechu. Co nam to przyniosło poza wstydem? Przecież każdy z nas się wstydzi starego życia. A jak się nie wstydzi starego życia, to znaczy, że jeszcze w nim tkwisz. Każdy z nas się wstydzi starego życia. Staliście się sługami sprawiedliwości. To jest moje życie, nasze życie w Chrystusie Jezusie z nowym Panem, nową naturą, nowym celem, nowymi owocami. To nie jest tylko zmiana zachowania. To nie jest tylko, że zaprzestaliśmy robić pewne rzeczy. To jest zmiana panowania w naszym życiu, zmiana kierunku, zmiana Pana. Nie my coś zmieniliśmy, Bóg zmienił Pana, któremu służymy. Wcześniej służyliśmy grzechowi i diabłu, a teraz Bóg to zmienił i służymy Chrystusowi. Więc badajmy te swoje serce, nie tylko swoje zachowanie. To jest naprawdę duża różnica. Stańmy od czasu do czasu w takiej mocnej prawdzie, czy ja jestem kształtowany przez emocje, przez uczucia, przez to jak się czuję, czy mam komfort, czy nie, a nawet przez swoje ambicje, marzenia. Czasami wpadamy w taką pułapkę, że nam się wydaje, że jest wszystko w porządku, bo jesteśmy kształtowani przez marzenia i ambicje. Całkiem dobre. Ktoś może mieć całkiem dobre marzenia i ambicje. Ale jeśli Cię to kształtuje, a nie kształtuje Cię nauka apostolska, Ty po prostu żyjesz jak ten świat. Jeśli twoja wiara nie zmienia twojego posłuszeństwa, to musisz temat łaski na nowo przerobić i na nowo odkryć. Trzeba też sprawdzać owoc, czy rośnie we mnie owoc świętości, czy raczej ten, który przynosi wstyd. Po ludzku mówię przez wzgląd na słabość waszego ciała, jak bowiem oddawaliście członki wasze na służby nieczystości i nieprawości ku popełnianiu nieprawości. Tak teraz oddawajcie członki wasze na służbę sprawiedliwości ku poświęceniu, gdy bowiem byliście sługami grzechu, byliście dalecy od sprawiedliwości. Jakiż jednak pożytek mieliście wówczas z tych czynów, których się teraz wstydzicie? Przecież końcem ich jest śmierć. Ja sobie bardzo cenię apostoła Pawła, bo on jest taki prawdziwy chłop. Do mnie najbardziej przemawiają doktryny tłumaczone przez Pawła. Pozostałe oczywiście też zgłębiam, ale Paweł mi pasuje, bo Paweł ogarnia rzeczy. On wie, że my tak mamy, że ludzki umysł tak ma, że potrzebujemy konkretu, potrzebujemy konkretnego przykładu. że teologia to jest wspaniała rzecz, ale człowiek musi w tej teologii zobaczyć pewien obraz, pewne przykłady, przypowieści. Zobacz, nawet Pan Jezus tak robi. Już On mógł mówić niczym wszyscy teolodzy razem połączeni, a jednak On mówił w przykładach, w przypowieściach, w taki zrozumiały sposób, tak po ludzku. No i właśnie Paweł tu zaczyna, po ludzku mówię. czyli w sposób bardzo bezpośredni. On teraz przywoła coś, czego można doświadczyć i co można zobaczyć codziennie. I on tu mówi o oddawaniu członków swojego ciała komuś jako narzędzi. Taki jest obraz tego, co on tutaj buduje. I tak jak wcześniej oddawaliśmy te swoje członki jako narzędzia grzechowi, tak teraz mamy oddawać się i wszystkie członki swojego ciała sprawiedliwości. To jest właśnie ta praktyka. Dalej tu ładnie jest napisane, że grzech nigdy nie stoi w miejscu. Zobaczcie, tu jest ku popełnianiu nieprawości. Biblia Tysiąclecia to bardzo fajnie tłumaczy. Pogrążając się w nieprawość. Biblia Tysiąclecia akurat tak to oddaje. Paweł tu używa mocnego określenia, że oddawaliście członki i końcówka jest w przekładzie Mimitysiązlecia pogrążając się w nieprawości. Mamy tu i nieprawości ku popełnianiu nieprawości, ale tam jest pogrążając się w tej nieprawości. I to jest ciekawe, bo Paweł tu mówi wprost, że z grzechem to jest tak, że to jest równia pochyła. Dobrze mówię? Równia pochyła się mówi? Tak. Że to jest równia pochyła. Że to nigdy nie prowadzi do neutralności. Nigdy nie zatrzymuje się na pierwszym kroku. Najpiękniejszy obraz, tak po ludzku teraz powiem, który mogę przedstawić, to jak byłem w Anglii i pojechałem, już o tym mówiłem, ale jest kilka nowych osób, Byłem w Anglii, pojechałem sobie oczywiście tam, ponieważ ja wywodzę się z subkultury punk rockowej, no to musiałem pojechać zobaczyć tę słynną dzielnicę punkową. Nie mogło być inaczej. Zresztą kto tam był ze mną, to każdego tam brałem, żeby mu to pokazać. No i wyszedłem z metra i słuchajcie, na początku pięknie. W ogóle wspaniale, kolorowo, czyściutko, elegancko, super, super. Po prostu moje spodnie w kraty obcisłe, no już nie mogę takie ubierać, bo pastorem jestem, ale były tam, aż mnie korciło. Berciki, łańcuchy, kety, to wszystko tam było. Młody chłopak w skórzanych spodniach, koszulka biała, taka trykotka, gitara elektryczna i jedzie mamę Queena. No pięknie. Ale kilka kroków dalej, już trochę brzydziej, już widzisz, że ktoś leży i ledwo zipie, tak się naćpał. A jeszcze dalej, to już chyba nie żyje. A jeszcze kawałek dalej, to ktoś do mnie podszedł, wyglądał jak przebrany za wampira i proponował mi, że możemy, znaczy kobieta, że możemy tam iść do bramy, bo ona potrzebuje kilka funtów zarobić. A jeszcze dalej, Jakiś taki sklep i postanowiliśmy wejść do tego sklepu. Muzyka taka techno, jakieś lasery, jakieś w ogóle dziwne rzeczy. I patrzę, pełno kobiet z małymi dziećmi. No to co nieprawego w tym? Ano to, że na górze w klatkach gołe kobiety tańcowały. I mamy z dziećmi robiły zakupy w rytm tej muzyki techno w tych laserach w sklepie, w którym na górze tego sklepu w metalowych klatkach kręciły się nagie kobiety i tańcowały. I nikogo to nie dziwiło. Chyba tylko mnie. A jeszcze dalej na budynku Ukrzyżowana postać, jakaś szydząca z Chrystusa, jak jakaś taka seksowna diablica ukrzyżowana, znaczy zrobiona jakby była ukrzyżowana i im dalej tym mroczniej, tym dziwniej, aż w końcu wielkie miasteczko ludzi bezdomnych. Bezdomnych, bez żadnej nadziei, bez żadnej pomocy, bez żadnego ratunku. Zaczęło się niewinnie, bardzo kolorowo, bardzo ciekawie. A skończyło się bardzo źle. Tak jest właśnie z grzechem. Grzech zaczyna się jak pokusa. Później, czyli Cię to korci, Cię to kusi, Ty masz takie pragnienie, musisz to mieć. Potem się to staje nawykiem, już to jest nawyk, już to nie jest pokusa. Później Cię to uwięzi, ale Cię to tak uwięzi, że nie idzie oddechu złapać, a w końcu Cię to zniszczy. I słuchajcie, nie ma małych grzechów i małych grzeszków. Są tylko małe wejścia do wielkich upadków, bo to się zawsze kończy wielkim upadkiem. Podam dwa przykłady. Pornografia i masturbacja, a drugim przykładem plotka, pokusa. Najpierw cię korci. Coś tam przejrzeć, coś tam zobaczyć, coś tam włączyć. Później się to staje nawykiem. Nawykiem. Ludzie, którzy z tym walczyli wiedzą, że to w pewnym miejscu stało się już nawykiem, że to już nie wiadomo jak działało. Później to więziło. Wielu ludzi opowiada, jak uwięziła ich ta pornografia. a w końcu ich to zniszczyło. Zniszczyło ich to małżeństwa, zniszczyło ich to pożycie seksualne męża i żony, zniszczyło ich to radość z dobrych rzeczy. Zaczęło się niewinnie od jakiegoś takiego chwilowego przeglądania plotka. Najpierw cię korci. Pogadamy o niej. Powiesz mi, co wiesz. Ja tobie powiem, co wiem. Co nie wiem, to dopowiem. Fajnie będzie. Potem już mamy taki nawyk. Co się widzimy i co się spotykamy, to gadamy o nich. I nawet nie wiemy jak to się dzieje, po prostu każde nasze spotkanie kończy się gadaniem o nich. Potem nas to więzi, już tego nie chcemy robić, bo już wiemy, że już o wszystkich gadamy i wszyscy są jacyś lewi, tylko my jesteśmy prawi, bo o wszystkich już gadamy, a w końcu nas to niszczy, bo nie mamy przyjaciół, bo ludzie nie chcą z nami przebywać, a może nawet trzeba ich pogonić. Dlatego Paweł w innym miejscu mówi uważaj, bo trochę kwasu całe ciasto zakwasza. To jest ostrzeżenie. Jeśli oddajesz grzechowi chociaż malutką część siebie z czasem, Grzech oddacie sobie samemu w całości. Teraz oddawajcie członki wasze na służbę sprawiedliwości ku poświęceniu. Paweł wprowadza bardzo piękną zasadę duchowego życia. Świętość nie polega na tym, że nic nie robisz. Łał! Ilu z nas się powinno tym przyjąć, przejąć? Świętość nie polega na tym, że nic nie robisz. Tak by było najłatwiej. Chcesz być super święty? Nie wychodź z łóżka. Całe życie w łóżku. I na koniec. Panie! Bez skazy jestem. Nie, świętość nie polega na tym, że nic nie robisz. Świętość polega na tym, że robisz właściwe rzeczy. Pan Jezus dobitnie pokazał, że On nie jest, nie nakazał nam takiej biernej postawy, ale czynną postawę, bo On mówi, wszystko, co byście chcieli, aby ludzie wam czynili, to i wy im czyjcie. A co mówi świat? Leż w łóżku, nie rób drugiemu, co tobie niemiłe. To nie jest biblijna zasada. Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe. To jest bierne. Pan Jezus poszedł dalej. Wszystko, co chcesz, żeby ci ktoś robił, ty Mu rób. Nie da się prowadzić pustego życia duchowego, dlatego takim bezsensownym pomysłem na uświęcanie, na bycie świętym, a ostatecznie, żeby nas wyniesiono na ołtarze, jest budowanie jakiegoś zakonu i całe życie siedzenie w tym zakonu i kontemplacja. Leżysz w łóżku całe życie, to jest dokładnie ten przykład. Tylko tamten był śmieszny, a ten jest przerażający, bo jest prawdziwy. Bo o ile nikt nie leży całe życie w łóżku, chyba że jest chory, o tyle niektórzy decydują się zamknąć w murach jakiegoś plastoru i całe życie spędzić na kontemplacji i milczeniu. A pozostali, jaki on święty, no leży cały, na tapczanie leży leń. Tak to mniej więcej było. Świętość to jest robienie, to jest świadomy wybór pewnych rzeczy. Uświęcenie zaczyna się od decyzji i wprowadzenia tej decyzji w czyn. Komu oddam swoje oczy, myśli, usta, ręce, czas? I to jest prawdziwa liturgia. Tu mam taki apel do tych, którzy Jeszcze się zastanawiają, czym jest liturgia, jak powinna wyglądać liturgia. To jest prawdziwa liturgia. Oddać właściwemu Panu wszystkie swoje członki i robić rzeczy. To jest prawdziwa liturgia. Gdy bowiem byliście sługami grzechu, byliście dalecy od sprawiedliwości. Patrzcie, wolność pozorna. Świat uwielbia to słowo w ogóle. Zwróćcie uwagę, wolność. To jest, to jest najbardziej ukochane słowo świata i najbardziej niezrozumiałe. Bądź sobą, rób co chcesz, nikomu nie musisz się tłumaczyć. A Paweł tu rozbija tą iluzję, on mówi wprost. Gdy człowiek służy grzechowi, to może być wolny od sprawiedliwości, ale nie jest wolny w ogóle. To jest pozorna wolność, pozorna. Wolność, która prowadzi do najgorszej niewoli. To jest jak, jakby powiedzieć, że ryba bez wody jest wolna. Albo pociąg jest wolny od torów. Albo dziecko, no tak się zbiegło z wydarzeniami, albo dziecko jest wolne od rodziców. Grzech daje takie poczucie wolności, a później zabiera tą wolność. Jakiż jednak pożytek mieliście wówczas z tych czynów, których teraz się wstydzicie? I Paweł na to pytanie nie odpowiada, zwróćcie uwagę. On zadaje to pytanie, to jest chyba jedno z najbardziej duszpasterskich pytań Pawła w jego listach i nie odpowiada. Jakiż jednak pożytek mieliście wówczas z tych czynów, których teraz się wstydzicie? Każdy człowiek, który poznał Boga wie, zna odpowiedź. Jaki miałeś pożytek? Żaden. Żaden. Żaden pożytek, żaden. I tak to z grzechem jest. Grzech daje chwilę, zabiera całe lata. Lubię to porównanie do karty kredytowej, kiedyś czytałem, że grzech jest jak karta kredytowa. Chwila radości, ale potem wiele rat. Daje przyjemność. Grzech zazwyczaj daje przyjemność. O jakimkolwiek teraz grzechu pomyślisz, raczej on daje przyjemność. ale później odpowiada wstydem i to sporym wstydem. Grzech daje obietnicę, natomiast przynosi pustkę. I zobaczcie, kiedy wrócimy myślami do rzeczy z tamtych czasów, no to się wstydzimy i sami dochodzimy do wniosku, że nic z tego dobrego nie wynikło. A co z tego wynikło? Końcem ich jest śmierć. Paweł tu brutalnie, szczerze tłumaczy po ludzku. Grzech ma zawsze jeden koniec. Zawsze. Jaki? Śmiercią. I koniec. I teraz... Ja uważam, że tu nie chodzi tylko i wyłącznie, uważam i mocno się tego trzymam, że tu nie chodzi tylko i wyłącznie o ten, o ten taki najbardziej egzegietyczne podejście, czyli grzech przynosi śmierć, w sensie twoje ciało umrze. Tu jest więcej. Paweł tu w ogóle, to w ogóle nie jest o tym mowa w moim odczuciu. Grzech, o którym tu Paweł mówi, to oddawanie członków ku grzechowi, to wpadanie w ten wir z porządliwości w nawyk, z nawyków w więź, z więziu w niewolę. W tym wszystkim on tu mówi o czymś innym i tak naprawdę grzech przynosi zawsze śmierć sumienia, zawsze. Jeżeli ktoś jest już w tym ostatnim etapie, że grzech go zniewolił, jego sumienie nie żyje. Ten człowiek już zracjonalizował sobie grzech, jego już sumienie nie gryzie. Już wszyscy dookoła są źli, ale nie on. Więc to jest śmierć sumienia. Grzech przynosi śmierć relacji. Zawsze. Zawsze. Zawsze skutkuje śmiercią relacji. I to mogły być naprawdę głębokie relacje. To mogły być naprawdę fajne relacje. Jeżeli tam wszedł grzech, i zrobił się z tego nawyk, później się z tego zrobiła więź, a w końcu się z tego zrobiła niewola, to jest śmierć relacji. Grzech zawsze przynosi śmierć radości, zawsze. Jak chcesz sprawdzić, czy jakiś zbór żyje w grzechu, to idź tam na nabożeństwo i sprawdź, czy tam jest radość czy smutek. Grzech zawsze przynosi śmierć radości. Zawsze. Śmierć duchowej wrażliwości. To jest kolejna rzecz. Ktoś lubi sobie pogrzeszyć od czasu do czasu, prędzej czy później nie ma duchowej wrażliwości. A jeśli człowiek będzie trwał w tym stanie do końca i się nie ogarnie, no to faktycznie już wtedy ta najbardziej Trudna śmierć, śmierć wieczna. Każdy jeden grzech niesie w sobie zalążek śmierci. To jest tak jak trzymanie w dłoni jakiegoś nasienia i wrzucenie go do ziemi. One zawsze wykiełkuje, zawsze, zawsze. Nie ma innej opcji. I teraz ani ja, a tym bardziej apostoł Paweł, nie straszy. Co Paweł tu robi? Czemu on tyle teraz powiedział o grzechu? Patrzcie, tak pięknie wytłumaczona łaska, a nagle tak poważne podejście do grzechu. Dlaczego on to robi? Bo Paweł nas ostrzega, bo kocha Kościół. Bóg nas ostrzega, bo kocha Kościół. Bo Bóg naprawdę chce, żebyśmy mieli piękne, szlachetne sumienia. Żebyśmy mieli wspaniałe relacje. Żebyśmy radośni. radośni, żebyśmy byli wrażliwi duchowo i żebyśmy z nim byli do końca, a nie w śmierci wiecznej. Paweł nie straszy, Paweł ostrzega, bo kocha Kościół. Ten fragment w ogóle można streścić jednym zdaniem. Owoc grzechu to jest wstyd. A owocem wstydu jest śmierć. Owoc sprawiedliwości to jest świętość, a owocem świętości jest życie wieczne. I to jest w ogóle fundament Bożej pedagogiki. Tak to funkcjonuje przez całą Biblię. Bóg chce, żebyśmy zrozumieli te owoce. Dlatego, że owoc decyduje o drodze. Owoc w ogóle decyduje o końcu. Dlatego ten nasz Pan Jezus mówi po owocach ich poznacie. Jeśli w czyimś życiu rośnie wstyd, chaos, jeśli ktoś zaczyna się ukrywać, robić rzeczy potajemne, to znak, że jesteś na złej drodze. Uciekaj. Uciekaj, bo to się źle skończy. Owoce grzechu rosną szybko. Owoce sprawiedliwości rosną wolno, ale pewnie, pewnie. Z owocami sprawiedliwości jest tak, że jeżeli w czyimś życiu wykształciło się już coś, to raczej się to, znaczy nie raczej, na pewno się to nie cofnie. To jest owoc sprawiedliwości. Natomiast musimy pamiętać, że to rośnie jak drzewo, a nie jak iskra, jak, jak sztuczny ogień. Sprawdzajmy w ogóle to. To jest też dobry test od czasu do czasu sobie tak zrobić. Jakie owoce są w moim małżeństwie? Kwitnie to moje małżeństwo czy nie? Jakie owoce są w mojej pracy? Czy ta praca przynosi mi radość? Jakkolwiek to teraz zabrzmi. Czy przynosi ci godziwe wynagrodzenie? Sprawdzajmy, bo to też są owoce. Jakie owoce przynosi moja społeczność? Czy mnie to uświęca czy wręcz odwrotnie? i nigdy nie lekceważmy kompromisów, nigdy. Teraz zaś po wyzwoleniu grzechu i oddaniu się na służbę Bogu jako owoc zbieracie uświęcenie, a końcem tego życie wieczne, a bowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie Panu naszym. Wyzwoleni od grzechu. Paweł tu wprost opisuje tą drogę w jednym krótkim zdaniu. Wyzwoleni od grzechu, a oddani komu? Bogu. Zauważ, nie ma tu żadnej pustki. Nie jest tak, że człowiek wychodzi z niewoli grzechu i staje w duchowej neutralności i to jest bzdura, której musimy się oduczyć. Jeżeli ktoś wychodzi z grzechu, to jest oddany Bogu, a jeżeli nie jest oddany Bogu, to znaczy, że nie wyszedł z grzechu i nie ma nic pośrodku. Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych szukając spoczynku, a gdy go nie znajduje, mówi wrócę do swego domu, skąd wyszedłem. przychodzi i zostaje go wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze siedem innych duchów złośliwszych niż on sam. Wchodzą i mieszkają tam. I stan późniejszy owego człowieka staje się gorszy niż poprzedni. Nie istnieje coś takiego jak puste miejsce. Kiedy stary pan upada, musi wejść nowy albo będzie gorzej niż było. Gorzej niż było. Paweł nie mówi tylko o uwolnieniu i Pan Jezus, bo ja przetoczyłem z Ewangelii Łukasza, Paweł nie mówi tylko o uwolnieniu, on mówi o nowej niewoli, którą pięknie nazywa. Oddani Bogu. I to jest duchowa prawda. Tylko tak to może działać. Człowiek jest czyimś niewolnikiem albo grzechu, albo Chrystusa, Najbardziej wolny jest wtedy, kiedy służy Bogu. To jest właśnie ta natura zbawienia. Wyzwolenie z więzienia grzechu i sługa Boga. Jako owoc zbieracie uświęcenie. Paweł tu mówi, że ta nowa niewola wydaje nowe owoce. Uświęcenie. Uświęcenie. Grzech przynosił nam owoce wstydu, a nowe życie będzie przynosiło owoce świętości. pokój, siłę, czystość, wolność. Tak to będzie wyglądało i to nie jest żadna teoria. Jeżeli dla kogoś to jest teoria, że no w teorii to tak brzmi, ale w moim życiu nie. Ty po prostu nie jesteś narodzony na nowo. Musisz się narodzić na nowo i tyle. Końcem tego życia wiecznego Czyli uświęcenie nie jest celem samym w sobie. Zobaczcie, końcem tego życie wieczne. Czyli to uświęcenie, ta świętość jest drogą, a na końcu tej drogi jest co? Życie wieczne. Życie wieczne. Paweł nie mówi, to jest jakaś alternatywa dla niektórych z nas. On nie mówi, to jest opcja dla chętnych, dla pastorów i starszych zboru, no i diakonów, a reszta niekoniecznie. Nie! Paweł mówi, uświęcenie jest konieczne. Bo uświęcenie prowadzi ku żywotowi wiecznemu. Bo bez świętości nikt nie ujrzy Pana. Nie dlatego, że Bóg jest surowy, żeby była jasność, znowu, żeby wytłumaczyć pewien kontrast pomiędzy religią a Biblią. Nie dlatego, że Bóg jest surowy, ale dlatego, że życie z Bogiem, dla Twojego dobra, wymaga zgodności natur. Bo chyba nie byłoby gorszej historii, jak spędzić wieczność z Bogiem, którego się nienawidzi. Przecież to jest odjazd. Więc to wymaga zgodności natur. Ale żeby te nasze natury były zgodne, trzeba narodzić się na nowo. Jeśli ktoś w ogóle nie pragnie uświęcenia, to znaczy, że nie narodził się na nowo i tyle. Jeśli ty nie zabiegasz o uświęcenie w swoim życiu, Jeśli ty każdego dnia nie masz pragnienia bycia coraz bardziej świętym, nawet kiedy upadasz, wstać i spróbować jeszcze raz, nie jesteś narodzony na nowo. Musisz się narodzić na nowo i tyle, bo przegapisz wszystko. Zapłatą za grzech jest śmierć. To jest ciekawe, bo tam jest użyte słowo, Uczciwie by było przetłumaczyć tak, żołnierskim żołdem za grzech jest śmierć. Albo zasłużonym żołdem jest, za grzech jest śmierć. Zobaczcie, w takim razie śmierć nie jest pechem, nie jest przypadkiem, nie jest niesprawiedliwością, nie jest zbiegiem okoliczności, nie jest Panu Bogu nie wyszła starość, nie. Śmierć to jest wypłata. Wypłata. Grzech płaci śmiercią. Zapłatą za grzech jest śmierć. Każdy grzech niesie zalążek śmierci i ta śmierć, tak jak mówiłem, ona przychodzi w tych takich formach zażycia, śmierci radości, pokoju, moralności, sumienia, duchowej wrażliwości i to nigdy Bóg nie zabija. To jest po prostu pensja, którą wypłaca grzech. Służysz grzechowi? Masz do czynienia z grzechem, lubisz grzech, grzech ci bóli. I jego walutą jest śmierć. Śmierć sumienia, radości, duchowej wrażliwości, ostatecznie ta najgorsza śmierć. Ale dalej. Łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie. I to jest ciekawe, bo Paweł, moje wrażenie jest takie, że Paweł to celowo robi. Tam wynagrodzeniem za grzech jest śmierć. Czyli grzeszysz, należy ci się kasa śmierci. Śmierć. To jest wynagrodzenie, rozumiecie? I to jest specjalne. A tu Paweł, ja mam wrażenie, że to jest celowy zabieg. Oczywiście nie mam dowodu, jest to moje zrozumienie tego fragmentu. Bo on nagle mówi o darze. Nie o wynagrodzeniu, tylko o darze. Tam to było coś, na co zapracowałeś. Zapracowałeś sobie na śmierć. A tu jest nagle przeskok i Paweł mówi, że to jest dar, że została dana, nie wynagrodzona, nie wypłacona, nie żołnierski żołd, jak w przypadku grzechu i śmierci, tylko dana, bo to jest w ogóle serce Ewangelii. Grzech płaci. Bóg daje. Grzech niszczy, Bóg wskrzesza. Grzech wynagradza śmiercią, Bóg daje, nie wynagradza, daje łaskę. Bóg wynagradza, daje życie i to nie byle jakie życie, tylko tu jest napisane życie wieczne w Chrystusie Jezusie. Zobaczcie, czyli nie obok Chrystusa, Nie przy Chrystusie, w Chrystusie. W Chrystusie. Życie wieczne w Chrystusie Jezusie. Czyli już mamy to darowane. Jeśli mam Jego, już mam życie. Jeśli nie masz Jego, będziesz dostawał wynagrodzenie od grzechu. Ten dwudziesty trzeci werset w ogóle streszcza cały ten rozdział w trzech liniach. I jak ktoś tak ledwo wstrzymał te cztery godziny, to można było to zrobić tak. Rozdział szósty, werset dwudziesty trzeci. Trzy linijki. Grzech to niewola, sprawiedliwość to służba Bogu, łaska to życie wieczne. I w zasadzie to jest ewangeliczna definicja wszystkiego. Ale Paweł się nie zdecydował, więc nie mogliście oczekiwać tego ode mnie, że ja to tak zrobię. Natomiast na końcu tego wszystkiego nie stoi abstrakcja, zwróćcie uwagę, stoi osoba. Ten rozdział się nie kończy abstrakcyjnie, on się kończy osobą. Jezusem Chrystusem, Panem Naszym, bo nie ma życia wiecznego bez Jezusa Chrystusa. Nie ma uświęcenia bez Jezusa Chrystusa. Nie ma posłuszeństwa bez Jezusa Chrystusa. Nie ma wolności bez Jezusa Chrystusa. Nie ma nowego narodzenia bez Jezusa Chrystusa. Nie ma nic bez Jezusa Chrystusa. Każdy z nas komuś służy. Sprawdź dobrze, komu Ty naprawdę służysz. Nie komu deklarujesz, tylko komu naprawdę służysz. Uświęcenie to jest codzienny wybór. To nie jest jednorazowa decyzja i to nie jest jednorazowy akt. Tym jest zbawienie. Ale uświęcenie to jest codzienny wybór, wielorazowy wybór. Mamy obowiązek oddawać swoje członki Bogu. Tam, gdzie potrafię zrobić to sam, mam to zrobić sam. A tam, gdzie jest szklana ściana, tam ogarnie mnie łaska i Bóg mi da siły, bym to zrobił. Moje oczy, moje usta, moje serce, moje ręce, mój czas, wszystko to mam oddać Panu Bogu. I muszę patrzeć na owoce. Jeśli już nic innego nie ogarniam, to prosty temat. Jeśli coś przynosi wstyd, to jest to owoc grzechu. A jeśli coś przynosi życie, to jest to owoc sprawiedliwości. To jest naprawdę proste. Panie Jezu Chryste, dziękujemy Ci za Twoje słowo, które jak wierzę dzisiaj jasno, mocno, ale jednocześnie łaskawie postawiło nam tą prawdę przed oczami. Pokazałeś nam, myślę dobitnie, że każdy człowiek komuś służy i że prawdziwa wolność to nie jest brak Pana. Prawdziwa wolność to nie jest, że jestem Panem dla siebie. Prawdziwa wolność to jest posiadanie właściwego Pana. Dziękujemy Ci Chryste, że wyzwoliłeś nas z niewoli grzechu. z Jego kłamstw, z Jego obietnic, które nigdy nie przyniosły życia, a zawsze przynosiły wstyd i przynosiły śmierć. Dziękuję Ci, Panie Jezu, że postawiłeś nas w swoim Królestwie, gdzie panuje łaska, gdzie panuje sprawiedliwość, gdzie panuje nowe życie. Panie, chcemy dzisiaj wypowiedzieć Ci nasze tak na nowo. Chcemy oddać Ci nasze członki każdego dnia, nasze oczy. Proszę Cię Boże, by to były oczy, które potrafią patrzeć tylko na to, co czyste. Nasze usta. Żeby to były usta, które mówią prawdę i budują nasze ręce, żeby to były ręce, które chętnie służą, nasze myśli, żeby to były myśli posłuszne Chrystusowi, nasze decyzje, żeby to były decyzje związane z Twoją wolą, zwłaszcza wtedy, gdy ona się kłóci z naszą wolą. Boże, dziękujemy Ci, że uświęcenie nie jest naszym dziełem, bo nie mielibyśmy żadnych szans, że to jest Twoja łaska działająca w nas, że owoc sprawiedliwości rośnie w nas tylko dlatego, że Duch Święty mieszka w nas i nas przemienia od środka. Proszę Cię, Boże, prowadź nas tą drogą uświęcenia, nawet jak boli. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, przez całe życie, decyzja po decyzji, aż przyjdzie ten piękny dzień, kiedy Cię zobaczymy twarzą w twarz i poznamy w pełni to, co dziś poznajemy cząstkowo. Boże, uchroń nas od tych dróg, których końcem jest śmierć. Daj nam taką mądrość do rozpoznawania owoców, do odrzucania kompromisów, do wybierania świętości nie z przymusu, ale z miłości. Boże, Twojej łaski nigdy za wiele, zawsze za mało. Więc prosimy Cię o więcej. Panie, niech nasze życie dzięki Twojej łasce będzie Twoją chwałą. Niech nasze usta głoszą Twoją dobroć. Niech nasze czyny pokazują Twoją łaskę, a nasze serca niech trwają przy Twojej miłości. Tobie, Panie, się powierzamy każdego dnia, również w tej chwili. Ty jesteś naszym Panem, Ty jesteś naszym Zbawicielem, Ty jesteś naszym Życiem. Niech Twoje Królestwo rośnie w nas aż do dnia, kiedy wejdziemy do Twojej chwały i wszystkie korony złożymy u Twoich stóp. Kolejny raz.


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora