
Prawdziwa pobożność: serce w ukryciu
Prawdziwa pobożność nie jest widowiskiem, lecz relacją z Ojcem. Nie szukaj uznania ludzi, lecz skarbów w niebie. Zaufaj, że Bóg widzi Twoje serce w ukryciu. Tam zaczyna się prawdziwa duchowość.
Transkrypcja
Witajcie w kolejnym odcinku naszego podcastu Ewangeliarz w głąb Ewangelii. Idziemy wspólnie przez Ewangelię Mateusza, zatrzymując się nad każdym rozdziałem, aby nie tylko rozumieć tekst, ale też żeby usłyszeć, co Duch Święty mówi dziś do Kościoła i do naszego serca. Dzisiaj przed nami Mateusz, rozdział szósty. Rozdział o pobożności ukrytej przed ludźmi, ale widzianej przez Ojca, o modlitwie, o poście, o przebaczeniu, o skarbach, o troskach i o zaufaniu. W szóstym rozdziale Ewangelii Mateusza Jezus kontynuuje kazanie na górze. Pokazuje, że prawdziwa pobożność nie zaczyna się od tego, co ludzie widzą, ale od tego, co widzi Ojciec. To rozdział o modlitwie, o jałmużnie, o pieniądzach, o poście, o troskach, o zaufaniu. Innymi słowy, Jezus dotyka tego, co najgłębiej odsłania nasze serce. Ewangelia Mateusza, rozdział szósty. Wstrzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli. Inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca Waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam Wam, ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś Ty dajesz jałmużnę, niech nie wielewa Twoja ręka, co czyni prawa, aby Twoja jałmużna pozostała w ukryciu, a Ojciec Twój, który widzi w ukryciu, odda Tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę powiadam Wam, otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swojej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca Twego, który jest w ukryciu, a Ojciec Twój, który widzi w ukryciu, odda Tobie. Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomóstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich, albowiem wie Ojciec Wasz, czego Wam potrzeba wpierw, zanim Go poprosicie. Wy zatem tak się módlcie. Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci imię Twoje, niech przyjdzie królestwo Twoje, niech Twoja wola spełni się na ziemi tak jak i w niebie. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili. I nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego, jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia i Wam przebaczy Ojciec Wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom i Ojciec Wasz nie przebaczy Wam Waszych przewinień. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę powiadam Wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy się pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu Twemu, który jest w ukryciu, a Ojciec Twój, który widzi w ukryciu, odda Tobie. Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczają i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest Twój skarb, tam będzie i serce Twoje. Światłem ciała jest oko. Jeśli więc Twoje oko jest zdrowe, całe Twoje ciało będzie świetle. Lecz jeśli Twoje oko jest chore, całe Twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w Tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność. Nikt nie może dwóm Panom służyć, bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował, albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie. Dlatego powiadam Wam, nie troszcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, a nie o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu. Nie sieją, ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec Wasz niebieski je żywi. Czyż Wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z Was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu jak rosną. Nie pracują ani wszędą, a powiadam Wam, nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej w Was małej wiary? Nie troszcie się więc zbytnio i nie mówcie, co będziemy jeść, co będziemy pić, czym będziemy się przyodziewać, bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec Wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o Królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie Wam dodane. Nie troszcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o sobie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy. W poprzednim rozdziale, w rozdziale piątym, Pan Jezus mówił o sprawiedliwości większej niż sprawiedliwość uczonych w piśmie i faryzeuszy. Teraz pokazuje, że ta większa sprawiedliwość nie polega na jakimś religijnym teatrze. Można robić dobre rzeczy, ale z niewłaściwego powodu. Można dawać, modlić się, pościć, a jednocześnie nie szukać Boga, ale szukać podziwu ludzi. Jezus zaczyna bardzo mocno. Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby Was widzieli. Zobaczmy. Nie chodzi o to, że dobro ma być zawsze niewidoczne. Jezus wcześniej powiedział, niech Wasze światło świeci przed ludźmi. Więc o co chodzi? Chodzi o motywację. Chodzi o to, czy robię coś dlatego, że kocham mojego Boga, czy dlatego, że chcę, potrzebuję, żeby ludzie zobaczyli, jak to bardzo jestem duchowy. No i niestety, to jest bardzo aktualne. Ponieważ my żyjemy w świecie, w którym prawie wszystko można pokazać, nagrać, opublikować, udostępnić. No i niestety bardzo wielu ludzi duchowość zamieniła w autoprezentację. I Pan Jezus tu mówi, uważaj, bo można otrzymać nagrodę od ludzi i stracić nagrodę u Ojca. Później Pan Jezus przechodzi do jałmużny. Mówi, że kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trą przed sobą. No, w świecie starożytnym taki status, honor społeczny był bardzo ważny. Ludzie chcieli być widziani jako dobroczyńcy. I Pan Jezus nie potępia dawania. Przeciwnie. On tutaj zakłada, że uczeń daje, że daje tą jałmużnę. Mówi, kiedy dajesz, a nie jeżeli dajesz. Więc problemem nie jest dar. Problemem jest serce, które chce zrobić z daru pomnik dla samego siebie. Prawdziwe dawanie, prawdziwe miłosierdzie nie potrzebuje reflektorów. Nie musi opowiadać wszystkim, komu pomogło, ile dało i jak wielką ofiarę z tego tytułu poniosło. Ono wie, że Ojciec widzi w ukryciu. Zobaczcie, to jest niezwykle uwalniające. Dlatego, że nie muszę być zauważony przez ludzi, żeby dobro moje miało sens. Bóg widzi rzeczy, których nikt inny nie widzi. Widzi nawet ciche wsparcie, dyskretną pomoc, modlitwę za kogoś, podniesienie jakiegoś człowieka, który już zwyczajnie nie miał siły iść dalej. Po jałmużnie Pan Jezus przechodzi do modlitwy. Mówi, że obłudnicy to się modlą tak, żeby ludzie ich widzieli. To jest bardzo mocne. Dlaczego? Dlatego, że niestety modlitwa również może stać się takim narzędziem autopromocji. Można rzekomo mówić do Boga, ale tak naprawdę przemawiać do ludzi. I Pan Jezus tu mówi, że kiedy chcemy się modlić, mamy wejść do swojej izdebki, zamknąć drzwi i modlić się do Boga. Oczywiście to nie jest zakaz modlitwy publicznej. Przecież Pan Jezus sam się modlił publicznie. Kościół od początku modlił się wspólnie i publicznie. Chodzi o źródło. Publiczna modlitwa bez prywatnej modlitwy bardzo łatwo staje się jakimś religijnym teatrem. Człowiek, który nie spotyka się z Bogiem sam na sam, on będzie udawał swoją duchowość na zewnątrz. Ta izdebka, jak to jest w przekładzie Tysiąclatki, to miejsce prawdy. Tam się nie da grać. Tam się nie da imponować. Tam można modlić się. Można płakać. Można prosić. Można dziękować. Można walczyć. Można też odpoczywać. Tam Bóg widzi nie tylko słowa, ale widzi serce człowieka, który do Niego woła. Pan Jezus też przestrzega przedwylomustwę. Nie chodzi znowu o to, że długa modlitwa jest zła sama w sobie. Przecież Pan Jezus modlił się całą noc. Chodzi o takie pogańskie przekonanie, że Boga można do czegoś zmusić albo zmęczyć ilością słów. Albo, że można Go zmanipulować odpowiednią techniką modlitwy i coś na Nim wymusić. I tu Pan Jezus mówi, że Bóg wie, czego potrzebujemy jeszcze zanim Go o to poprosimy. A skoro wie, to modlitwa nie jest informowaniem Boga. Modlitwa jest wejściem w relację ze swoim Bogiem. No i później Pan Jezus przedstawia modlitwę Królestwa. Modlitwę wszystkim znaną. Modlitwę, którą nazywamy modlitwą Ojcze Nasz. Zauważmy, że ona zaczyna się nie od potrzeb, ale od Boga. Najpierw Ojcze Nasz. Nie mój prywatnie Boże, tylko Ojcze Nasz. Dlaczego? Dlatego, że chrześcijaństwo jest pewnym wprowadzeniem do rodziny, a nie tylko prywatną rzeczą. Potem święć się imię Twoje. Czyli niech imię Boga będzie traktowane jako święte. Niech moje życie nie profanuje tego, co wyznaję w modlitwie ustami. Później jest wołanie o Królestwo. O panowanie Boga. Nie tylko kiedyś, ale także teraz. Czyli w moim sercu, w moim domu, w moich decyzjach, w moich relacjach, w moim kościele. Bądź wola Twoja. Człowiek naturalnie chce, żeby Bóg zatwierdził jego wolę. No i tutaj Pan Jezus uczy, żebyśmy zaczęli pragnąć woli Ojca. I dopiero po tym wszystkim pojawia się prośba. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. Zobaczmy. Pan Jezus nie ma problemu z prośbą, ale ona ma mieć właściwą kolejność. Pan Jezus uczy nas modlić się o codzienne potrzeby, więc to nie jest mało duchowe. Bóg się interesuje naszym życiem, naszym chlebem, naszą pracą, rachunkami, zdrowiem, codziennością. Ale we właściwej kolejności. Następnie przebacz. Przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy. Bardzo poważne sformułowanie. Bo człowiek, który żyje z przebaczenia Bożego, nie może budować swojego życia na nieprzebaczeniu. Nie chodzi o to, żeby udawać, że nic się nie stało, jak się coś stało. Chodzi o to, żeby wypuścić z ręki zemstę. Dalej jest prośba, żebyśmy nie ulegli pokusie, żebyśmy byli zachowani od złego. Więc uczeń Jezusa wie, że nie jest samowystarczalny, że potrzebuje ochrony Boga. I cała ta modlitwa to jest taki duchowy kręgosłup. Uczy nas, co jest pierwsze, co jest ważne i w jakim porządku w ogóle żyć. Na koniec tego Pan Jezus znów wraca do przebaczenia. Więc to nie jest jakiś temat poboczny. To jest bardzo ważny temat. Mówi, że jeśli przebaczymy ludziom ich przewinienia, to Ojciec przebaczy nam. Ale jeśli nie przebaczymy, sami pokazujemy, że nie zrozumieliśmy łaski i nie mamy przebaczone. Oczywiście są takie momenty, sam takich doświadczyłem, kiedy przebaczenie jest trudne, kiedy krzywda była naprawdę realna. Przebaczenie nie zawsze oznacza natychmiastową odbudowę zaufania. Na pewno nie oznacza zgody na przemoc, na manipulację czy na jakieś niszczenie. Ale oznacza, że oddaję tę sprawę Bogu, oddaję sąd nad tą sprawą Bogu i nie pozwalam, żeby krzywda stała się centrum mojej tożsamości. Nie przebaczenie. One w pewien sposób więzi człowieka z jego przeszłością. Łaska i przebaczenie otwiera drzwi na przyszłość. Następnie Jezus w tym rozdziale przechodzi do postu i znowu zakłada, że uczniowie poszczą. Kiedy pościcie? Czym jest post? Post nie jest dietą albo próbą zasłużenia sobie na Bożą miłość. Jest pewnym znakiem, że człowiek mówi, Boże, potrzebuję Ciebie bardziej niż chleba codziennego. Moje ciało ma pragnienia, ale te pragnienia nie są moim Panem. No i Pan Jezus oczywiście przestrzega przed postem na pokaz. Przestrzega przed tym, żeby to nie było tak, że ktoś wygląda na szczególnie umęczonego, szczególnie duchowego i szczególnie poświęconego. Przestrzega, że post ma kierować serce człowieka do Boga, a nie oczy ludzi na tego człowieka. Następnie Pan Jezus przechodzi do tego, co uznaje za najcenniejsze. Pan Jezus mówi, żeby nie gromadzić sobie skarbów na ziemi. To oczywiście nie jest pochwała biedy. To oczywiście nie jest namowa do biedy albo potępienie bogactwa czy odpowiedzialnego zarządzania. Nie. Ale Pan Jezus dotyka pewnego pytania. Gdzie jest Twoje serce? Bo gdzie jest Twój skarb, tam będzie i serce Twoje. Serce zawsze idzie za skarbem. Dlatego pytanie brzmi, co naprawdę uważam za najcenniejsze? Co pochłania moje myśli? Czego utraty boję się najbardziej? Co daje mi w ogóle poczucie wartości? Niestety, bardzo wielu ludzi mówi, że Bóg jest pierwszy. Ale Jego kalendarz, Jego portfel, Jego emocje często mówią prawdę dokładniej niż te deklaracje. I Pan Jezus kontynuuje. Mówi, że światłem ciała jest oko. W języku biblijnym symbolizuje to sposób patrzenia. Jeśli moje spojrzenie jest zdrowe, całe moje życie jest zdrowe. Jeśli moje spojrzenie jest chore, nawet to, co nazywam światłem, staje się ciemnością. To jest w ogóle ciekawe. Dlatego, że okazuje się, że człowiek nie widzi świata wyłącznie oczami. Ale widzi też świat sercem. Więc jeśli czyjeś serce jest pełne chciwości, podejrzliwości, zazdrości, pychy, zranienia, to wtedy nawet dobre rzeczy zacznie taki człowiek krzywo interpretować. Dlatego nawrócenie to nie jest tylko zmiana zachowania. To także uzdrowienie spojrzenia, tego spojrzenia sercem. I Pan Jezus tu stawia sprawę bardzo radykalnie. On mówi, nie da się służyć Bogu i mamonie. Oczywiście najczęściej mamonę rozumiemy jako pieniądze. Ale mamona to nie są tylko pieniądze. To pieniądz podniesiony do rangi Pana. To system bezpieczeństwa, kontroli, wartości, który zaczyna rządzić człowiekiem. Bo pieniądze same w sobie mogą być narzędziem. Mogą służyć do dobra, do pomocy, do odpowiedzialności, do budowania. Ale kiedy stają się Panem, zaczynają żądać ofiar. Czasu, rodziny, sumienia, pokoju, wiary. I Pan Jezus nie mówi, trudno jest służyć Bogu i mamonie. Mówi, że nie można. Że serce nie ma dwóch tronów. Ktoś zasiada na tym tronie. Ktoś jest Panem. Końcówka tego szóstego rozdziału to jest w ogóle bardzo ciekawy fragment. Nie troszcie się zbytnio o swoje życie. Więc Pan Jezus nie zachęca nas do lekkomyślności. Bo Pismo Święte pochwala pracowitość, mądrość, zarządzanie, odpowiedzialność. Ale chodzi o to, by ta troska nie stała się lękiem. By się nie zamartwiać. By to zamartwianie nie zaczęło rządzić człowiekiem. I Jezus podaje przykłady. Mówi, spójrzcie na ptaki, spójrzcie na lilię. Ojciec je karmi, je przyłodziewa, a wy jesteście ważniejsi. Więc mamy tu do czynienia z pewnym zaufaniem. Pan Jezus nie mówi, że życie będzie łatwe. Ale mówi, że Bóg nam je zabezpieczy. Lęk i taka właśnie nadmierna troska zawsze przenosi człowieka w przyszłe problemy. Które się jeszcze w ogóle nie wydarzyły i niekoniecznie się wydarzą. I Pan Jezus sprowadza nas do dzisiaj. Mówi, dosyć ma dzień swojej biedy. A więc, żeby nie żyć ciężarem całego życia naraz. Żeby żyć dzisiaj. Dzisiejszą modlitwą, dzisiejszym posłuszeństwem, dzisiejszym chlebem. No i centralne zdanie tej części brzmi, szukajcie najpierw Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości, a wszystko będzie wam dodane. Więc zobaczmy, to nie znaczy, że jeśli Bóg będzie pierwszy, to dostaniemy wszystko, czego zechce nasza ambicja. To znaczy, że jeśli Bóg będzie pierwszy, wszystko inne znajdzie swoje właściwe miejsce w życiu. Królestwo najpierw, no to wtedy pieniądze nie są Bogiem. Królestwo najpierw, wtedy modlitwa nie jest teatrem. Królestwo najpierw, wtedy post nie jest autopromocją. Królestwo najpierw, wtedy przebaczenie staje się możliwe. Królestwo najpierw, wtedy troska, lęk nie jest Panem. Inaczej mówiąc, Pan Jezus tu pyta nas bardzo osobiście. Dla kogo Ty żyjesz? Czyjego spojrzenia Ty tak naprawdę pragniesz? Kto jest Twoim Ojcem? Co jest Twoim skarbem? Komu służysz? Czego się boisz? Czego szukasz najpierw? Szósty rozdział. Ten rozdział prowadzi nas do prostoty, ale nie do powierzchowności. Do ukrycia, ale nie do bierności. Do zaufania, ale nie lekko myślności. Jezus zaprasza nas tutaj do życia, szczerego życia przed Bogiem. Nie przed ludźmi, nie przed publicznością, nie przed opinią, nawet nie przed własnym ego, nawet nie przed własnym sobą. Przed Bogiem, który widzi w ukryciu. I właśnie tam zaczyna się prawdziwa duchowość. Tam, gdzie nie wszyscy patrzą. Tam, gdzie nikt nie widzi, a człowiek nadal wybiera Boga. Ten rozdział przypomina nam, że największe bitwy serca rozgrywają się w ukryciu. Tam właśnie się decyduje, czy moje dobro jest miłością, czy też potrzebą uznania. Czy moja modlitwa jest spotkaniem z Bogiem, czy występem? Czy pieniądze są narzędziem, czy panem? Czy przyszłość oddaje trosce, czy Bogu? Dlatego Pan Jezus mówi szukaj najpierw królestwa. Nie później, nie przy okazji. Nie wtedy, kiedy wszystko inne będzie poukładane. Najpierw. Bo kiedy Bóg jest pierwszy, wszystko inne może wreszcie znaleźć właściwe miejsce.


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora