Poznać Boga w Jego Objawieniu - Syn Boży
    KazanieBiblia · Wybrane fragmentyCzęść 317 maja 2026

    Poznać Boga w Jego Objawieniu - Syn Boży

    Jezus nie zaczął istnieć w Betlejem, jest wiecznym Bogiem. Stał się człowiekiem, by umrzeć zastępczo za nas. Zmartwychwstał, króluje i wróci. Nie można być wobec Niego neutralnym. Albo jest Zbawicielem dziś, albo Sędzią jutro.

    Transkrypcja

    Witajcie w imieniu Jezusa Chrystusa. Witam wszystkich zebranych w kaplicy. Podczas transmisji internetowej. Tych, którzy później będą przeglądać sobie to kazanie. Była chwila przerwy. Poprzednie kazanie, czy dwa poprzednie kazanie. Pierwsze mówiło ogólnie o trój jedyności Bożej. Przy drugim skupiliśmy się na osobie Ojca. Dzisiaj oczywiście przejdziemy do Syna Bożego, najistotniejszych informacji związanych z Ewangelią, którą głosimy. Przypomnę, że w poprzednim kazaniu mówiliśmy o ojcu. O ojcu, który jest święty, który jest sprawiedliwy, ale jednocześnie jest pełny miłości, przyjmuje marnotrawnych, daje tożsamość tym, którzy do niego przyszli. No i zgodziliśmy się wszyscy, że to pięknie brzmiało, Niosło taką nadzieję, miałem taki odzew, że to kazanie było dobrym kazaniem. Tylko, że im bardziej rozumiemy świętość Pana Boga, tym mocniej musi się w nas pojawić pewne pytanie. Pytanie bardzo ważne, pytanie zasadnicze. Skoro rozumiemy, skoro wiemy na podstawie PiS, na podstawie wielu wykładów, że człowiek jest grzeszny, że jest w nim natura grzechu, która w żaden sposób nie może przedostać się do Królestwa Bożego, człowiek z taką naturą w żaden sposób nie może wejść do Królestwa Bożego, no to jak taki człowiek może stanąć przed ojcem, przed Świętym Ojcem i nie zostać natychmiast potępionym, natychmiast zabitym. unicestwionym, czy jakiegokolwiek słowa użyjemy. Bardzo często, kiedy ktoś mnie pyta z niewierzących, gdzie był Pan Bóg, kiedy były wojny, kiedy coś się złego dzieje, kiedy się dzieje jakaś krzywda dzieciom, ja zawsze odpowiadam, że to jest głupio postawione pytanie, dlatego, że Pan Bóg mógłby nas w tej chwili wszystkich za nasze grzechy potępić i zabić i byłoby to absolutnie sprawiedliwe i to raczej my się musimy zastanowić. Co my wyprawiamy tutaj na świecie i dlaczego dochodzi do takich sytuacji? Bo Bóg jest święty, człowiek jest grzeszny i przepaść między świętym Bogiem, a grzesznym człowiekiem jest ogromna. No i właśnie, problem człowieka człowieka w przeszłości, ale też współczesnego człowieka każdego z nas nie polega tylko na tym, że każdy z nas nosi jakiś ciężar zranienia, bo każdy z nas oczywiście ma jakiś tam ciężar zranień, większych bądź mniejszych. Nasz problem, mój problem, twój problem nie polega wyłącznie na tym, że w środku nas jest jakaś egzystencjonalna pustka, którą bardzo chcemy zapełnić, szukamy sposobu zapełnienia tej pustki. Inaczej mówiąc w jakiś sposób próbujemy być szczęśliwi. Mamy różne filozofie, jak być szczęśliwym, mamy podejście psychologiczne, jak być szczęśliwym, no i każdy z nas tam szuka jakiegoś zaspokojenia tej pustki egzystencjonalnej, jak człowiek ma ją zaspokojoną, no to czuje się szczęśliwy. Ale to nie jest nasz największy problem. Nasz największy problem jest o wiele głębszy, o wiele potężniejszy niż ten brak sensu, jakichś zranienia, traumy i tego typu historie. Nasz największy problem, a przynajmniej Biblia tak mówi, myślę, że powinniśmy jej wierzyć jako chrześcijanie, nasz największy problem to jest problem, że człowiek jest oddzielony, oddzielony od Pana Boga. mocno oddzielony i to przez grzech, przez naturę grzechu i przez uczynki, które nazywamy, nazywamy grzechami. No i oczywiście my dzisiaj współcześnie nie przepadamy za tym terminem, tak najogólniej mówiąc. Nie lubimy tego słowa. Nie lubimy o nim wspominać. Znaleźliśmy doskonale, doskonałe słowa, które mają zastąpić grzech, naturę grzechu, grzeszne uczynki, oddzielenie nas od Pana Boga i używamy takich słów jak słabość. Najczęściej pada, że mało kto mówi, że to jest mój grzech, to jest moja słabość. Najczęściej padają takie określenia, moja niedoskonałość, moje jakieś trudne doświadczenia, błędy. Ktoś tak już trochę grubiej do siebie podejdzie, to powie, że to jest jakaś toksyczność w nim samym, Ktoś próbuje siebie wybielić w tej historii, to będzie dramatyzował, że to jest trauma w nim siedząca i tak dalej, i tak dalej. No i oczywiście część z tych rzeczy jest bardzo realna. My faktycznie jesteśmy słabi, jesteśmy niedoskonali. Myślę, że nie ma tu nikogo na sali, kto by powiedział, że on nie przeszedł żadnych trudnych doświadczeń, nie popełnił żadnych błędów. Kiedy się uczciwie przejrzeć samemu sobie, przyjrzeć to, doszlibyśmy do wniosku, że każdy z nas tam w jakiś sposób toksyczny, narcystyczny, egoistyczny, czy jakie tamkolwiek jeszcze słowo użyjemy, jest. Każdy z nas doszukałby się, a jakby się nie doszukał, to specjaliści od doszukiwania się mu pomogą. Znajdzie w sobie jakąś traumę, jakąś dramę, którą przeszedł. To jest prawda, to jest realność współczesnego człowieka. Prawdą jest też, że część z nas jest solidnie i prawdziwie zraniona. Ale to nie jest nasz największy problem. Według Pisma Świętego nie to jest naszym największym problemem. Według Pisma Świętego największym problemem moim i Twoim jest to, że zbuntowaliśmy się przeciwko Bogu. Że żyjemy w takim stanie buntu względem Boga. No i tu oczywiście rozwijamy to pytanie już teraz w historii zbawienia. No to jak to jest, że święty Bóg przyjmuje takich zbuntowanych ludzi, i nadal pozostaje święty. Jak to jest, że On przyjmuje nas takimi właśnie, a tacy jesteśmy z natury, no i nadal jest sprawiedliwy. Gdzie w tym wszystkim Jego sprawiedliwość? Gdzie w tym wszystkim Jego prawdomówność? Jak to jest, że Ojciec otwiera dom dla synów marnotrawnych, dla buntowników, nadal jest zarządcą tego domu, świętym w tym domu, nadal to wszystko jest w jednej wielkiej całości. To, że jest święty i że przyjmuje takiego Bartka albo takiego Dawida do swojego domu. No i według Słowa Bożego jest tylko jedna odpowiedź, imienna odpowiedź. Jezus Chrystus, Boży Syn. To jest ta odpowiedź. Tak mówi Biblia. To jest precyzyjna odpowiedź na to pytanie. A więc Biblia nie mówi, że to jest religia protestancka, rzymskokatolicka, prawosławna czy jakakolwiek inna. Biblia nie mówi nawet, że to jest moralność. Nie o moralności mowa. Ktoś będzie miał większą moralność, ktoś będzie miał mniejszą moralność, ale nie o tym mowa. No na pewno Biblia nie naucza, że to tradycja. Że tradycja nas tutaj honoruje i tradycja powoduje, że Bóg nas puszcza do swojego domu i zachowuje swoją sprawiedliwość. Niestety Biblia też nie mówi, że to są dobre uczynki. Czyli nawet gdybyś od tej chwili już tylko dobrze czynił, to i tak nijak się ma do tego, o czym mówi Biblia. Z całą pewnością Biblia nie mówi, że to jest jakaś denominacja jakakolwiek. Na pewno Biblia też nie naucza, że to jest emocjonalne przeżycie, że wystarczy przyjść na jakieś nabożeństwo, wziąć udział w jakimś takim dobrze skonstruowanym uwielbieniu, wysłuchać porządnego kazania, no i to jest ta odpowiedź. Nie, Biblia mówi, że Jezus Chrystus jest tą odpowiedzią, tylko On, Syn Boży jest odpowiedzią, jak to się dzieje. No i tu się pojawia problem, bo jeżeli tak jest, to chrześcijaństwo jest najbardziej radykalnym poglądem i światopoglądem, jaki można mieć. No i tak jest. Chrześcijaństwo jest bardzo radykalne. To jest bardzo radykalny światopogląd. To jest światopogląd, którego nie da się wyłagodzić. Dlatego, że ten, że Jezus Chrystus nie powiedział, chodźcie pokażę wam drogę, tylko powiedział, ja jestem drogą, a między tymi sformułowaniami jest przepaść. Ogromna różnica. On nie wskazuje na drogę, on mówi, ja jestem tą drogą. I tutaj dalej. My dzisiaj mamy tak, że lubimy przyjąć pewne inspiracje, pewną dawkę duchowości, jakieś rady, ale nie lubimy dochodzić do takiego radykalnego miejsca takiego absolutu, że albo tak, albo wcale. Dlatego nauczanie o Nowym Narodzeniu nie cieszy się taką wielką popularnością, bo no właśnie ono takie jest, że nie możesz sobie coś tam upsnąć z tego, tylko albo w to wchodzisz całkiem radykalnie, absolutnie, albo w ogóle nie masz z tym nic wspólnego. Zwróćcie uwagę, że dzisiaj bardzo wielu ludzi, ale naprawdę bardzo wielu ludzi, niektórzy się nazywają chrześcijanami, niektórzy nie pozwalają sobie na tą nazwę, ale mówią, że my kochamy Pana Jezusa, to jest taka dobra inspiracja, dobra inspiracja. Jest inspirujący ktoś, ale kiedy pojawia się sformułowanie dobrze, ale czy dla ciebie to jest Pan, to już zaczynamy mieć z tym kłopot. Ostatnio czytałem taką książkę, taki były ksiądz, nie pamiętam w tej chwili nazwiska, na A, ale nie mogę sobie przypomnieć. I on tam taką tezę postawił, że on kocha Jezusa jako takiego najlepszego nauczyciela miłości. ale nie jako jednego Zbawiciela. No i to też jest popularny temat i to zrozumienie prowadzi do kolejnych zrozumień, które są katastrofą we współczesnym świecie i w Kościele. To znaczy po pewnym czasie takiego myślenia, że dobrze przyjmujemy pewną dawkę duchowości, ale nie stawiamy tam takiego radykalizmu, że to może być pewna inspiracja, ale nie może być decyzją, że to jest jakiś nauczyciel moralności, miłości, pomysłów na życie, ale to nie jest tak, że jedyny zbawiciel droga prawda. no to kolejnym krokiem jest coś, co się często powtarza i w końcu człowiek dochodzi do takiego wniosku, że w jakiś tam sposób wszystkie religie prowadzą do Boga. Spotkaliście się na pewno z takim określeniem. To się stąd wzięło. Albo określenie, które to może pada tak bardziej teologicznie, na jakichś takich teologicznych spędach zwanych synodami, zebraniami i tak dalej. Natomiast gdzieś tam w takich rozmowach prywatnych najczęściej używamy takiego sformułowania. Ważne jest, żeby być dobrym człowiekiem. Z tym też na pewno się spotkaliście. Niejeden już tak odpowiedział, że ważne, żeby być dobrym człowiekiem. Ale to ma swoją wiarę. Ważne, żeby być dobrym człowiekiem. Kiedy to ewoluuje, to zaczynamy mówić, słyszeć, każdy ma swoją prawdę i nikt nie może się przy tej swojej prawdzie tak jednoznacznie upierać. I bardzo powszechny pogląd, że Jezus to jest jeden z takich wybitnych, największych nauczycieli, tak twierdzą nawet muzułmanie. Oni też potrafią powiedzieć, że Jezus w porządku, to jest jeden z wielkich nauczycieli, Może nawet z proroków, tylko nie największy, my mamy większego tego swojego. Tylko, że Biblia nie pozostawia nam miejsca na takie dywagacje, na takie rozważania, na takie odejścia. Nie mamy takiej możliwości, czytając Słowo Boże, dojść do takich wniosków. Taki popularny chrześcijański pisarz, ten od Narni, Lewis, on zauważył, że człowiek... inaczej, on opisał, że gdybyśmy wzięli jakiegoś człowieka i ten człowiek by mówił dokładnie to, co powiedział Pan Jezus, co mamy zapisane w Ewangeliach, użyłby dokładnie tych samych sformułowań, to taki człowiek na pewno nie może być nauczycielem miłości, tylko dobrym nauczycielem, nauczycielem etyki, zasad i w ogóle. Nie. Gdybyśmy wzięli teraz jakiegoś człowieka i on by dokładnie tak mówił, jak mówi Pan Jezus i powiedział wszystkie Jego słowa publicznie, to byłyby tylko trzy możliwości. Albo ten ktoś jest oszustem i wszystkich oszukuje i zwodzi, albo ten ktoś jest szalony, i wszystkich oszukuje i zwodzi łącznie z sobą samym, on wierzy w to, co mówi, albo faktycznie jest Panem i Zbawicielem i nie ma trzeciej możliwości. Albo to jest oszust, który z premedytacją oszukuje, albo to jest ktoś szalony, jednemu się wydaje, że jest Napoleonem, temu się będzie wydawać, że jest kimś takim, albo faktycznie mamy do czynienia z Panem i Zbawicielem. I są tylko te trzy możliwości, jeżeli wziąć pod uwagę to, co Jezus sam o sobie mówił. Nie ma czwartej, jakiejś bezpiecznej, neutralnej drogi. Trzeba podjąć decyzję. Tenże Jezus, który jest opisany w Ewangeliach, albo jest szaleńcem, albo jest oszustem, albo faktycznie jest Panem i Zbawicielem. Kiedy spojrzeć na historię Kościoła, to okazuje się, że pierwsi chrześcijanie, pierwsi świadkowie, tak ich nazywamy, pierwsi świadkowie, czyli ludzie żyjący już poza tymi wydarzeniami opisanymi bezpośrednio w dziejach apostolskich i w listach, Oni nie ginęli dlatego, że wierzyli w miłość, że wierzyli w moralność, że wierzyli w etykę. Nie mogliby za to ginąć, dlatego że Grecy i Rzymianie też wierzyli w miłość, też wierzyli w różnie pojętą moralność i etykę. Ci ludzie ginęli dlatego, że mówili, że Jezus jest Panem. I za to ginęli. Za to wyznanie wiary. Jezus jest Panem. Kropka. Za to ginęli. To jeszcze używali słowa Kyrios, które oznacza... tego Pana w pełnym zrozumieniu, jako władcy absolutnego. Za to ginęli, za to byli zabijani, za to rozświetlali na przykład Rzym po zmroku jako płonące pochodnie. Czemu to było ważne czy takie mocne? Dlatego, że kiedy oni mówili, że Jezus jest Panem, to oznaczało, że nie cesarz jest Panem, nie system jest Panem, Nie filozofia grecka jest Panem, nie religia, imperium jest Panem, tylko Jezus Chrystus jest Panem. I za to oni ginęli. No pytanie, jakie my mamy do tego podejście? Kim dla nas? Tak naprawdę jest Jezus Chrystus. Czy On jest dla nas tylko prorokiem, tylko moralistą, tylko jakimś symbolem religii, którą wyznajemy, jakimś dodatkiem do naszego życia? Czy może faktycznie dla nas jest jedyną drogą do Ojca, Synem Bożym, Zbawicielem świata, rozwiązaniem, Panem, Królem, przed którym pewnego dnia zegnie się każde jedno kolano. Każde jedno kolano. Wszystkie kolano ugnie się przed Nim. Kim dla mnie jest Jezus? Tak każdy z nas sobie powinien zadać to pytanie. Bo okazuje się, że można znać doskonale chrystologię, czyli naukę o Jezusie Chrystusie i nie znać się z Chrystusem osobiście. Można perfekcyjnie bronić doktryny, a nie mieć relacji z Jezusem Chrystusem. Nawet można mówić całe życie o Jezusie Chrystusie, ale nigdy tak naprawdę Mu się nie poddać. Poddać, takie słowo też, którego nie lubimy. A ja bym chciał, żebyśmy dzisiaj jednak posłuchali, co Biblia mówi o Chrystusie, ale nie tylko umysłem, ale posłuchali swoim wnętrzem, posłuchali swoim sercem, głębiej niż zazwyczaj. Taką prośbą do Pana Boga jest, żeby Duch Święty przez to kazanie, jeśli taka jego wola pokazał nam, o czym my w ogóle rozmawiamy. Czym jest ta chwała Syna Bożego? Dlaczego chrześcijanie są chrystocentryczni? Dlaczego ten Chrystus jest w centrum? Dlaczego to jest tak istotna osoba? Dlaczego to jest tak ważny temat? Czy nam się to podoba, czy nie? Nie wiem, o której skończymy, ale W wielkim skrócie powiemy sobie dzisiaj wszystko o Jezusie Chrystusie. Po pierwsze, i bez tego nie ruszymy dalej, i jak się komuś nie podoba, to wychodzi, rozłącza, nie ma żadnego znaczenia. To jest pierwsza i podstawowa prawda. Syn Boży jest wiecznym Bogiem. Kropka. Kropka. Nie można myśleć inaczej. Syn Boży jest Bogiem, jest wiecznym Bogiem. Ewangelia Jana, pierwszy rozdział, pierwsze trzy wersety i list do Kolosan, pierwszy rozdział od 15 do 17 wersetu jako takie mocne słowo na ten temat. Na początku było słowo, a słowo było u Boga, a Bogiem było słowo. Ono było na początku u Boga, wszystko przez Nie powstało, a bez Niego nic nie powstało, co powstało." To w Ewangelii Jana, w liście do Kolosan. On jest obrazem Boga niewidzialnego, pierworodnym wszelkiego stworzenia. Ponieważ w Nim zostało stworzone wszystko, co jest na niebie i na ziemi, rzeczy widzialne i niewidzialne, czy to trony, czy panowania, czy nadziemskie władze, czy zwierzchności. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On też jest przed wszystkimi rzeczami i wszystko na Nim jest ugruntowane. Zobaczcie, kiedy zaczynamy mówić o Jezusie Chrystusie, kiedy Biblia zaczyna mówić o Jezusie Chrystusie, bardzo szybko musimy odkryć, że nie możemy do Jezusa Chrystusa podejść powierzchownie. od razu wejść w pewną głębię. Tu nie ma miejsca na żadną neutralność, na żaden jakiś margines. Nie. Tak to my możemy sobie dyskutować o filozofach. Sokratesie, Platonie czy jakimkolwiek innym kartyzjuszu. Możemy sobie analizować religijnych nauczycieli. Możemy sobie usiąść i podyskutować. Ja osobiście bardzo lubię takie rozmowy np. na temat Siddharty Gautamy, czyli Buddy, albo albo na temat właśnie założyciela islamu i sobie możemy dyskutować, możemy analizować, co tam było dobre, co niedobre, jak to, jak tamto, co mi się podoba, co nie. Pójdę dalej. Możemy sobie usiąść i podyskutować na temat Lutra. Bardzo dużo dobrych rzeczy, ale znajdziemy tam sporo rys na charakterze. Możemy sobie porozmawiać na temat Kalwina. Jeszcze więcej dobrych rzeczy. Ale jeszcze więcej rys na charakterze. Możemy sobie porozmawiać na temat Sparjona. Chyba nie wygłosił kazania. którego by nie przerwał na chwilę, żeby zakopcić sobie z fajki. Więc możemy sobie podyskutować, czy to wypada mężowi Bożemu, czy nie wypada. Książę kaznodziei podobno przerywał kazanie, poszedł poćmokać fajkę, wrócił i dokończył. Nie wiem, jakby to dzisiaj przeszło. Możemy sobie o tym podyskutować. Możemy sobie podyskutować o współczesnych kaznodziejach. Możemy sobie nawet podyskutować o mnie. Jeszcze lepszy niż Kalwin. Jeszcze lepszy niż Luther. Skromniejszy niż Sparżyn, jak tu ktoś słusznie zauważył. I jeszcze więcej rys na charakterze. Ale, kiedy przechodzimy do Jezusa Chrystusa, to stoimy pod ścianą. Stawiamy się pod ścianą. Bo jeśli On naprawdę jest tym, za kogo się podawał i w jaki sposób przedstawia Go Pismo Święte, to wszystko się zmienia. Wszystko. My już nie możemy dyskutować. My musimy przyjmować. Całym swoim życiem. Biblia naucza jasno i wyraźnie Jezus Chrystus nie zaczął istnieć w Betlejem. A już na pewno nie w Częstochowie czy w Łodzi. Nie zaczął istnieć w Betlejem. I bardzo wielu ludzi gdzieś podświadomie, albo kiedy styka się z Jezusem Chrystusem, myśli sobie o osobie, która pojawiła się no dwa tysiące tam dwadzieścia kilka lat temu, bo tam są błędy kalendarza, powiedzmy, że dwa tysiące dwadzieścia lat temu. I bardzo wielu ludzi tak myśli. My też tak podświadomie, kiedy mówimy Jezus Chrystus, podświadomie mamy na myśli osobę, która dwa tysiące z hakiem lat temu urodziła się w Betlejem. Ale Biblia mówi, że Jezus nie zaczął tam istnieć. On nie zaczął istnieć w Betlejem. Biblia mówi coś znacznie większego, znacznie poważniejszego i my musimy tak o Jezusie Chrystusie myśleć. Ewangelista Jan rozpoczyna mocnymi słowami swoją Ewangelię. Na początku było słowo. To jest nawiązanie wprost do pierwszej księgi Starego Testamentu, do księgi Rodzaju, pierwszej księgi Mojżeszowej, Bereshit. Na początku było słowo, czytamy w tej pierwszej księdze Starego Testamentu, co na początku stworzył Bóg. Niebiosa w liczbie mnogiej i Ziemię w liczbie pojedynczej. Więc Jan w pewien sposób mówi tak, kiedy zaczął się początek, kiedy jest ten bereshit, bo to słowo oznacza początek, on już był, on już był. On istniał zanim, zanim, zanim były niebiosa i ziemia. Na początku. na samym początku, na tym takim najbardziej początku. On już tam był. To jest bardzo potężne w ogóle sformułowanie i ewangelista Jan robi to specjalnie, bo to oznacza, że Jezus nie jest stworzeniem, bo On był zanim było pierwsze stworzenie. A jakie było pierwsze stworzenie? Na niebieskiej ziemi. On nie jest pierwszym aniołem, bo on pierwszy był. Na pewno nie jest duchowym prorokiem wywyższonym przez Pana Boga, bo zanim w ogóle mama i tata pomyśleli, że dobrze by było na świat wydać proroka, to on już był. Biblia mówi, że Chrystus istnieje wiecznie. On nie ma początku. Istnieje wiecznie. Nie tylko przed Betlejem. Wiecznie. Nigdy, nigdy, przenigdy nie było takiego momentu, w którym Syna nie było. To znaczy, że nie było takiego momentu, w którym Syn zaczął istnieć. On po prostu jest, był. Ubogość naszego języka. Jan idzie dalej. Bogiem było słowo. Więc Jan nie pisze tutaj, jak niektórzy próbują nawmówić, że Jezus był przy swoim Bogu. Tak głoszą świadkowie Jehowy. Ale ewangelista Jan tak nie pisze. On mówi, Bogiem było słowo. No już bardziej wprost się nie da napisać. Już mógł napisać. Słowo było u boku Boga. Ale tak nie napisał. Napisał pod nadmieniem Ducha Świętego, że Bogiem było słowo. Ja osobiście uważam, że to jest najmocniejszy tekst Nowego Testamentu na temat Jezusa. Bogiem było słowo. Czyli słowo Jezus od zawsze, nigdy co nie miało początku, posiadało naturę Boga, było Bogiem. Dlatego później czytamy w Ewangeliach pewne znaki rozpoznawcze, dlaczego Jan mógł użyć takiego sformułowania. No bo przebaczał grzechy. A to mógł zrobić kto? Tylko Bóg. Przyjmował uwielbienie. A kto może przyjmować uwielbienie? Tylko Bóg. Uciszał morze. To z proroctw wychodzi, że tylko Bóg ma moc, żeby uciszyć morze. Wskrzeszał umarłych. nikt tego nie potrafi zrobić, tylko Bóg. No i mówił z autorytetem jak ktoś moc mający, a więc o wiele większym autorytetem niż nawet największy prorok. No i ponieważ On przebaczał grzechy, przyjmował uwielbienie, uciszał morze, wzbudzał umarłych, przemawiał z takim autorytetem, no to religijni przywódcy chcieli Go zabić. I oni nie chcieli Go zabić dlatego, że On był dobry. Nie chcieli Go zabić dlatego, że dobrze czynił. Nie chcieli Go zabić dlatego, że wygłosił Konstytucję Królestwa Bożego, Ewangelia Mateusza 5-7, kazanie na górze. Nie dlatego chcieli Go zabić. Nie chcieli Go zabić dlatego, że On nauczał o miłości. Chcieli Go zabić, bo rozumieli, że Jezus Chrystus czyni siebie równym Bogu. I dlatego Go chcieli zabić. bo on się uczynił równym Bogu, zresztą słusznie. Kolosan mówi, w nim zostało wszystko stworzone. Wszystko stworzone, co to jest wszystko? A no wszystko to nie jest tylko pikuś, tylko wszystko oznacza, że galaktyki zostały w nim stworzone. Gwiazdy zostały w nim stworzone, Słońce zostało w nim stworzone, Księżyc został w nim stworzony, przecież to się pojawia później w tym opisie stworzenia świata. Nie tylko człowiek czy zwierzęta, ale atomy, kwanty, to wszystko zostało w nim stworzone. Ale to jest jeszcze za mało. Wszystko zostało w nim stworzone, a nie tylko stworzenie w takim prostym zrozumieniu. A to oznacza, że w nim zostały stworzone prawa fizyki. Czy się komuś podoba, czy nie, obowiązujemy. Jak ktoś nie wierzy na dach, skoczyć w dół, niech udowodni, że go prawo fizyki nie obowiązuje. Najlepiej głową, bo będzie raz na zawsze problem rozwiązany. Więc prawa fizyki zostały w nim stworzone. Materia zostało w nim stworzone. Czas został w nim stworzony. Czas został w nim stworzony. W takim razie w Kolosan jest napisane, że Jezus, On nie jest częścią Wszechświata, Tylko w ogóle wszechświat istnieje dzięki Chrystusowi. Pan Jezus nie jest częścią otaczającego nas wszechświata, a niektórzy tak spłycają. Może większą częścią, ale częścią otaczającego nas wszechświata. Nie. Biblia mówi, że wszechświat istnieje dzięki Chrystusowi. My stałej siły jako ludzie Umownie to nazwijmy nauka. Nauka z całej siły próbuje zbadać stworzenie. Wychodzi nam dobrze. ale Chrystus jest ponad stworzeniem, ponad tym, co my w ogóle jesteśmy w stanie dotrzeć. I kiedy się przyjrzeć człowiekowi okazuje się, że od wieków, od zawsze sobie zadajemy takie podstawowe pytania. Skąd pochodzi istnienie? Ono ma różne formy. Skąd pochodzi człowiek? Skąd pochodzi wszechświat? Skąd to się wszystko wzięło? Dlaczego istnieje Dlaczego istnieje raczej coś niż nie istnieje nic? Oprócz tam nich i listów, ale to jest osobny temat. Zastanawiamy się skąd w ogóle prawa natury. No bo zawsze je rozumiemy, zawsze wiemy, że grzmoci, huczy, no i skąd to się w ogóle wszystko bierze. Skąd porządek świata? A Biblia odpowiada. Biblia odpowiada precyzyjnie, że w centrum rzeczywistości nas otaczającej nie stoi chaos. I nigdy nie wstał. Nigdy. Nigdy świat nie powstał z chaosu, jak to próbują przedstawić ewolucjoniści, że był chaos, w tym chaosie coś wybuchło, no i się uporządkowało. Ciekawa teoria. Kloski Lego ją rozbrajają. Zawsze to powtarzam. Nie ma problemu, rozsypiemy kloski Lego z takiego wielkiego wora, ja mam, bo każdy po dzieciach jak tam zbierał Lego, to ma w końcu wór z Legiem, już bez instrukcji, no to wysypiemy to na ziemię, będzie chaos, tupniemy nogą, huchniemy, dmuchniemy, co tam jeszcze zrobimy, taką energię wyzwolimy, że ten i nagle z tych klosków Lego ułoży się świat. Ktoś w to wierzy? No tak, ewolucjoniści w to wierzą. No i dokładnie tak wierzą. Był chaos? Nie wiadomo w ogóle, skąd się wzięły te klocki Lego. Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć, ale był ten chaos, grzmotło, hukło, pękło, eksplodowało i jest światło. Taka ciekawa, ciekawy pomysł na to wszystko, ale Biblia tak nie naucza. Biblia nie naucza, że jakiś przypadek nad tym wszystkim stoi, że to przypadkowo w ogóle hukło, dlatego tak idealnie powstało. Nie stoi jakaś ślepa energia, która nie wiadomo skąd się wzięła i sami sobie przeczą, bo sami twierdzą, że suma tych wszystkich energii musi się ze sobą zgadzać, no więc skąd to się wszystko wzięło. Nie, Biblia mówi jasno i wyraźnie i odpowiada na to pytanie. W centrum rzeczywistości nie stoi chaos. W centrum rzeczywistości stoi Chrystus, który powiedział tak. Stwarzam. No i jest. W Nim, dla Niego, przez Niego. Więc Bóg, Bóg Jezus Chrystus, Syn Boży Bóg. No i wszystko ładnie działa przez pierwsze trzy wieki, czy tam trzy i pół. W czwartym wieku pojawia się taki gagatek Ariusz i on zaczyna nauczać i zwodzić, że Syn został stworzony przez Ojca i nie jest prawdziwym Bogiem. Dla wielu ludzi wtedy to brzmiało bardzo logicznie. Niestety dla wielu ludzi dzisiaj to brzmi bardzo logicznie. To jest poukładane. Syn został stworzony przez Ojca i nie jest prawdziwym Bogiem. Bo my mamy taki defekt umysłu i nasz umysł bardzo lubi umniejszać tą najważniejszą postać, umniejszać Jezusa Chrystusa do poziomu, który będziemy mogli kontrolować. Bo jeżeli Jezus został stworzony, to zaczynamy mieć nad tym kontrolę. Ale jeżeli nie został stworzony, to wymyka się spod kontroli. Na szczęście, kiedy się pojawia Ariusz w historii Kościoła i ta herezja w różnej formie się tam mieli, no to Kościół zaczyna rozumieć, że jeśli, jeśli Ariusz ma rację, jeśli Jezus nie jest prawdziwym Bogiem, to wszystko się rozsypuje. Krzyż nie ma żadnej mocy. Zbawienie nie jest pełne. Ewangelia jest bez sensu. Ona całkowicie wtedy upada. Kościół nie ma nic do roboty. Dlatego na Soborze Nisejskim, o którym już wspominałem, wyznano te ważne słowa, syn jest współistotny ojcu, kropka. Syn jest Bogiem. I to nie jest akademicka dyskusja, jak niektórzy próbują wmówić, zwłaszcza współcześni, tylko to jest walka o serce Ewangelii. Nie ma ważniejszej prawdy w Ewangelii jak właśnie to, że Syn jest współistotny Ojcu. I dzisiaj też tak jest, że wielu ludzi tworzy stworzonego Pana Jezusa, tylko my poszliśmy jeszcze o krok dalej niż poszedł Ariusz, bo my zaczynamy tworzyć Jezusa. Gdyby dzisiaj jakiś objawił się taki współczesny Ariusz, to on by już nie mówił, że Jezus został stworzony przez Boga Ojca, tylko by mówił, że my w ogóle tworzymy Jezusa. i bardzo szybko byśmy zrobili Jezusa, który by nam pasował. Takiego własnego Jezusa, który niczego nie wymaga, niczego nie konfrontuje, akceptuje wszystko, istnieje tylko po to, żeby poprawić Ci samopoczucie. Słyszałeś o takim Jezusie? Słyszałeś. Bardzo wielu Go głosi. To jest na przykład te podchodzenie, Jezus spełni wszystkie Twoje życzenia. Dobrze, że nie spełnił moich życzeń, kiedy ja się z tym tekstem pierwszy raz zetknąłem. Jezus w Biblii jest znacznie większy niż taki własny Jezus. Według Biblii Jezus jest barankiem i królem. Według Biblii On jest zbawicielem i sędzią. Według Biblii On jest pełny łaski i pełny prawdy. I nie można tego rozbijać. Nie można tworzyć Jezusa na obraz swoich oczekiwań. Trzeba przyjąć takiego, że On jest barankiem i królem, że jest zbawicielem i sędzią, że jest pełny łaski i pełny prawdy. I wtedy się wszystko zmienia. Bo jeśli Jezus jest takim Bogiem, jeśli tak przyjmujemy Pismo Święte, to jeśli tak jest, to się wszystko zmienia. Bo jeśli tak nie jest, jeśli jest tylko nauczycielem, to można go podziwiać, część nauk przyjmować, część nie. Jeśli jest superfilozofem, najlepszym filozofem, lepszym od Sokratesa, to można go analizować. Jeśli jest inspiracją, Można wybrać te fragmenty, które lubimy. Ale jeśli jest Bogiem. To musisz Mu się poddać. Jeśli jest barankiem. i królem, to musisz Mu się poddać. Jeśli jest zbawicielem i sędzią, to musisz Mu się poddać. Jeśli jest pełny łaski i pełny prawdy jednocześnie, to musisz, po prostu musisz Mu się poddać. A jeśli musisz Mu się poddać, to Twoje chrześcijaństwo przestaje być dodatkiem do życia. Twoje chrześcijaństwo zaczyna być kapitulacją. Kapitulacją przed Królem. I to jest dopiero prawdziwe chrześcijaństwo. Kiedy Mu się poddasz i kiedy skapitulujesz przed Nim. Całkowicie. Całkowicie. Wielu z nas przez wiele lat nosi taki obraz bezpiecznego dla nas Jezusa. Jezusa religijnego, Jezusa kulturowego, Jezusa takiego niedzielnego czy środowego. Jezusa, który nigdy nie dotyka głębi naszego życia. Ale kiedy spotykamy się z tą autentyczną i kiedy mamy to objawienie, kim On autentycznie jest, kiedy zaczynamy rozumieć sercem, umysłem, duszą, to jego panowanie, kiedy on przychodzi panować, no to już możemy mu ufać tylko całkowicie. Nie trochę, ale całkowicie. To już jesteśmy w takim miejscu, że zaczynamy poruszać się w bezpieczeństwie, bo rozumiemy, że nie ma takiej sytuacji, która by była ponad jego autorytetem, że tylko to może się stać, na co on pozwoli. Zaczynamy inaczej funkcjonować, bo rozumiemy, że cierpienie moje, jakiekolwiek czy twoje, nie jest większe od Niego. Moje życie nie wymyka Mu się spod kontroli nigdy. I śmierć nie ma ostatniego słowa. Reasumując, Betlejem, i musimy sobie to wybić z naszych obrazów, Betlejem nie jest początkiem Jezusa. Betlejem jest momentem, kiedy wieczny Bóg wchodzi w ludzką oś czasu, kiedy pewne rzeczy opisane się dzieją, ale nie jest początkiem Jezusa. Jezus nie miał początku. Ale wracając do Betlejem, to jest ważna informacja, to jest kolejny zachwycający aspekt Ewangelii, kolejny zachwycający element Słowa Bożego. No bo to oznacza, że patrzcie, tak wieczny Bóg, który nie miał nigdy początku, który jest tak opisany, jak te kilka minut opowiadam, On nie pozostał daleko. Tu się pojawia Emanuel, stąd Mateusz używa dwóch imion. I używa też, że Emanuel, Bóg z nami. Jezus jako Jachwę, który zbawia i Emanuel, Bóg z nami. Dlaczego on używa tych dwóch imion? Dlatego, że ten Bóg z nami oznacza, że ten wieczny Bóg nie pozostaje daleko. On wchodzi w nasze człowieczeństwo. On staje się człowiekiem. Wchodzi w centrum bólu, w centrum cierpienia. On wchodzi w mój świat i w Twój świat. Ten, który znamy. Ten, który nas otacza. No i właśnie to oznacza, że Syn staje się człowiekiem. Stał się człowiekiem. Ewangelia Jana, pierwszy rozdział. A słowo, ciałem się stało. i zamieszkało wśród nas. I ujrzeliśmy chwałę Jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy." List do Filipian, drugi rozdział. Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie, który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zakładnie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom. a okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej." I hebrejczyków, które będziemy za niedługo przerabiać bardzo werset po wersecie. Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł współczuć ze słabościami naszymi, lecz doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu. Wieczny Bóg, Syn Boży, przez którego zostaje stworzony Wszechświat, który jest w centrum tej historii, któremu należy się poddać, trzeba się poddać i i tak się poddasz. Wchodzi w ludzkie ciało. Co to dla nas oznacza? Czemu to jest tak dobitne w chrześcijaństwie? Czemu to jest tak wyraźnie zaakcentowane w historii świata? Czemu to jest tak wyraźnie opisane w Słowie Bożym? Skąd się pojawia w ogóle to Betlejem? Dlaczego to jest tak ważny element? No bo to oznacza, że Jezus nie jest ideą. Nie jest myślą. Nie jest filozofią. Nie jest koncepcją. Nie jest jakąś abstrakcyjną, duchową energią. Nie. Biblia naucza, że ten wieczny Bóg przyszedł jako człowiek i stał się człowiekiem. Takim jak ja i ty. Za wyjątkiem grzechu. Zobaczcie, chrześcijaństwo jako jedyna opcja mówi, czy inaczej, chrześcijaństwo właśnie nie mówi o Bogu, który obserwuje człowieka z dystansu. Tak mówią wszyscy inni. Czy to buddyści, czy hindusi, czy islam. Ich Bóg obserwuje człowieka z pewnego dystansu. Chrześcijaństwo mówi o Bogu, który wchodzi w tą historię, staje się człowiekiem. Taki jest ten nasz Jezus. mocnych słów, słowo stało się ciałem. Już bardziej wprost nie może być napisane. Mamy to wprowadzenie, że na początku było słowo i w pewnym momencie on mówi słowo stało się ciałem. Zobaczcie, on nie mówi słowo postanowiło trochę poudawać człowieka. Nie tak czytamy. Albo słowo przez krótki moment wyglądało jak człowiek, pachniało jak człowiek, i spełniało biologiczne funkcje człowieka. Albo słowo przyjęło formę człowieka. Nie, to jest napisane wprost i tak to trzeba rozumieć. Słowo stało się ciałem. Czyli on się naprawdę stał człowiekiem. Naprawdę. A to oznacza, że Jezus, którego wierzę, którego wierzysz ty, a przynajmniej winien wierzyć, odczuwał głód. Pewnie mu burczało w brzuchu, czy się to komuś podoba i czy dla kogoś to będą skandaliczne określenia, czy nie. Oznacza, że Jezus czuwał zmęczenie. Jezus płakał. Płakał? No płakał. Cierpiał. Doświadczał odrzucenia, zniesławienia. Przeżywał ból fizyczny, emocjonalny. I to jest ważne, to jest bardzo ważne, bo W historii Kościoła pojawiały się takie momenty, w którym niektórzy zaczynali głosić, że Jezus wydawał się człowiekiem, że On tylko miał formę człowieka, ale On nie był człowiekiem, bo właśnie był pozbawiony tego głodu, zmęczenia, emocji. O, ilu chrześcijan dzisiaj ma problem z tym, że jak to, ty jesteś chrześcijaninem, ty musisz być pozbawiony emocji. Nie. Nie mam być pozbawiony emocji. I zdarzało się w historii Kościoła, że ludzie tak mówili, że on się tylko wydawał człowiekiem. Tylko jest problem, bo jeżeli Chrystus nie był prawdziwym człowiekiem, to nie mógł prawdziwie umrzeć za człowieka. To znaczy, że za człowieka umarła jakaś idea, jakaś abstrakcja, jakaś forma energii lub jakiś wydawający się być człowiekiem, ale tak Biblia nie naucza. I w tych Filipian czytamy, że ogłosił samego siebie, przyjąwszy postać sługi. To nie oznacza, że on przestał być Bogiem. Był Bogiem, nagle przestał być Bogiem, stał się na jakiś tam odcinek czasu człowiekiem i znowu zaczął być Bogiem. To jest w ogóle jakiś idiotyczny pomysł. Nie. To oznacza, że on dobrowolnie zrezygnował z należnej mu chwały i dobrowolnie wszedł w ograniczenia ludzkiego życia, bo nasze życie jest ograniczone. I teraz co mówi Biblia? Zobaczcie. Król Wszechświata, Pan i Stwórca rodzi się w przeciętnych warunkach. Nie powiem, że w ubóstwie, bo to jest zbyt daleko idący wniosek, ale w przeciętnych warunkach. Jego narodziny są przeciętnymi narodzinami. Kiedy czytamy Ewangelię, akurat wczoraj czytaliśmy, czy przedwczoraj z dziećmi, to niesamowita historia, bo Stwórca Świata Stwórca niebios i ziemi, stwórca morza, ten który ma władzę nad wiatrami i morzem, śpi zmęczony w łodzi, z tyłu łodzi. To jest w ogóle hit. Mój Bóg se śpi zmęczony tam z tyłu łodzi. Biblia mówi coś jeszcze cenniejszego. Biblia mówi, że dawca życia, ten nasz Chrystus doświadcza śmierci. To jest tak pokorne, że my tego do końca nie potrafimy zrozumieć. Być Bogiem i urodzić się w przeciętnych warunkach. Być Bogiem i odczuwać zmęczenie. Być Bogiem dawcą życia i doświadczać śmierci. To jest dopiero pokora. Heblecieków mówi, że mamy arcę kapłana, który współczuje naszym słabościom. Czyli wszelkie takie określenia, które nas czasami dopadają, Bóg mnie nie rozumie, nikt nie wie, przez co ja tak naprawdę przechodzę, moje cierpienie jest dla wszystkich niewidzialne, nie są prawdziwymi myślami, bo Chrystus rozumie. wie co przechodzę i moje jakieś cierpienie nie jest dla niego niewidzialne. On zna odrzucenie, zna zdradę, zna samotność, zna ból emocjonalny, fizyczny, zna niesprawiedliwość, zna każdą formę cierpienia. On się poci w pewnym momencie pod, i to krwią się poci pod ciężarem krzyża, nadchodzącego krzyża. Więc nie jest kimś, kto z daleka obserwuje człowieka, stał się człowiekiem. Czemu to jest w ogóle istotne? Dlaczego to jest taka ważna prawda wiary? Bo to jest bardzo uwalniająca prawda wiary. My wszyscy wiemy, intuicyjnie tak mamy, że łatwo się nam jest otworzyć, czy łatwiej się nam jest otworzyć przed kimś, kto naprawdę nas rozumie. W ogóle jak mamy wrażenie, że ktoś nas rozumie, że ktoś nas słucha, że ktoś jest obecny w tym naszym dzieleniu się swoimi troskami, to łatwiej nam się jest otworzyć niż przed kimś, kto nas nie rozumie, nie słucha, albo mamy wrażenie, że nas nie rozumie i nie słucha. Dlatego ta nauka o wcieleniu, bo tak się to nazywa, dlatego ta nauka o wcieleniu jest tak ważna, bo w Jezusie Chrystusie Bóg do mnie i do ciebie nie mówi tylko wiem, On mówi rozumiem, bo też przyszedłem na ten świat. Słyszę cię, bo też przyszedłem na ten świat. Możesz się przede mną otworzyć, bo też tutaj byłem. Jest oczywiście pewna różnica między nim a nami, o której trzeba wspomnieć. Dlatego, że i on i my jesteśmy, a on był kuszony. przez diabła. Różnica jest ta, że my w tym kuszeniu często mamy grzech, a on go nie miał. I to jest tam napisane wprost, że jest taki jak my za wyjątkiem grzechu. Co to oznacza? To oznacza, że Pan Jezus realnie był kuszony. Tak samo jak ja i ty. Realnie. To nie była jakaś myśl. On realnie był kuszony i wystawiony na kuszenie, tak jak ty i ja. I Biblia opisuje te kuszenia. Tam czytamy w Ewangeliach, że szatan próbował po pierwsze podważyć jego tożsamość. Zobaczcie, jak często to robi z nami. Próbował podważyć jego tożsamość, próbował odciągnąć go od posłuszeństwa, Też to robi często z nami. No i próbował zaoferować Mu drogę, ale pozbawioną krzyża. I tak też często robi z nami. I Chrystus w tych historiach, w przeciwieństwie do nas, pozostał bez grzechu. Dlatego mógł być doskonałą ofiarą. Dlatego to właśnie zaskoczyło, zatrybiło i połączyło. Dlatego ta Ewangelia opisuje prawdziwego i doskonałego Zbawiciela. Dalej, Jezus mówi w pewnym momencie w Ewangeliach, kto mnie zobaczył, zobaczył i kogo? I Ojca. Nie da się tego odczytać inaczej, jak tak jak jest napisane. Czyli jeżeli patrzymy na Jezusa, to widzimy Ojca. Kiedy patrzymy na to, jak On rozumiał świętość, no to widzimy świętość Ojca. Kiedy zobaczymy, jak On współczuje, kobiecie z okruszkami, kobiecie cierpiącej na krwotok, trendowatym, czyli mi, no to rozumiemy jak Bóg współczuje. Kiedy Pan Jezus mówi prawdę, to widzimy w jaki sposób Bóg mówi prawdę i czym ta prawda jest. Kiedy się przyglądamy Delikatnie mówiąc, cierpliwości Pana Jezusa w stosunku do swoich uczniów, no to zaczynamy rozumieć, jak bardzo cierpliwy jest Bóg. Ale też widzimy momenty, w którym trzeba pewne rzeczy sobie wytłumaczyć. Więc rozumiemy, że czasami są takie momenty, w których Bóg musi pewne rzeczy wytłumaczyć. I okazuje się, że Bóg nie jest taki, jak wyobraża Go sobie kultura, zwłaszcza współczesna, tylko Bóg jest taki, jak objawił Go Jezus Chrystus, ponad kulturą. czy poza kulturą. On jest taki, jak go opisuje, jak go objawia Jezus Chrystus. I tak jak można wejść w taki rejon, że Syn Boży to nie jest Bóg i to jest niebezpieczny rejon, tak można wejść w taki rejon, że Jezus nie jest człowiekiem, nie stał się człowiekiem, nie był człowiekiem i mówić tylko o boskości Jezusa. Takie nurty też są. I tworzą wtedy obraz Chrystusa, który jest bardzo odległy człowiekowi. Jedni mówią o odczłowieczają Jezusa i On jest taki odległy, a drudzy go jedynie się skupiają na tej części ludzkiej i zaczyna to być taki Jezus aktywista społeczny albo Jezus terapeuta. Bardzo wielu takich Jezusa wierzy, takich terapeuta. A Biblia nam pokazuje pełnię prawdy. Prawdziwy Bóg, prawdziwy człowiek. Prawdziwy Bóg, prawdziwy człowiek. Nie pół Boga i pół człowieka. Prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek. Nie przez jakiś czas Bóg, potem człowiek i znowu Bóg. tylko prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek. To się nazywa tą podwójną naturą Chrystusa. Dla niektórych tak bardzo nie do przyjęcia. Ale ponieważ tak jest, że to jest prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, to ja mogę przyjść ze wszystkim do Jezusa i wszędzie znaleźć rozwiązanie w Jezusie. Skoro to jest prawdziwy człowiek, to mogę do Niego ze wszystkim przyjść i On mnie zrozumie. Skoro to jest wieczny Bóg, to On ma zawsze rozwiązania, więc mogę przyjść z moim bólem, Mogę przyjść z moim lękiem, mogę przyjść z moją pokusą, mogę przyjść z moimi znakami zapytania, mogę przyjść z moim rozczarowaniem, mogę przyjść z moimi ranami, moją traumą, moją dramą, czy co tam jeszcze sobie powiemy. Dlatego, że przychodzę do kogoś, kto mnie rozumie, bo to jest prawdziwy człowiek i do kogoś, kto prawdziwie rozwiąże moje problemy, bo to jest wieczny Bóg. Ten, który zwycięża. I czasami tak jest i bardzo dobrze, że tak jest, że przez długi czas ukrywamy coś. Nazwijmy to umownie jakieś tam swoje cierpienie wewnętrzne, rozterki młodego Wertera. Ukrywamy tam, kamuflujemy to przed ludźmi, przed rodziną, nawet przed Kościołem pewne rzeczy ukrywamy, nie umiemy tego wyłożyć. I pamiętaj, że Jezus zna miejsca, o których nigdy nikomu nie wspomniałeś. Takie rejony twojego serca, których nigdy nie wyłożyłeś przed żadnym człowiekiem. I powiem ci więcej. Biblia naucza, że Jezus nie odwraca wzroku od tych miejsc. On to widzi. On działa. I to skutecznie. W Betlejem Bóg nie przyszedł odwiedzić człowieka. On przyszedł zamieszkać pośród człowieka. A to jest ogromna różnica. On nas nie odwiedził. On zamieszkał pośród nas. To jest kolejna różnica między chrześcijaństwem, a każdym innym pomysłem na tą historię. To wcielenie ma jeszcze głębszy wymiar, bo on, cel tego wcielenia jest jeszcze głębszy niż To, co jest takie przyjemne, o czym teraz opowiadałem, dla mnie i dla ciebie. Tego, że to wcielenie nastąpiło nie tylko po to, że Pan Jezus chciał czegoś nauczać. Na pewno nie tylko po to, że chciał uzdrawiać albo uwalniać. Po co On przyszedł? Żeby umrzeć. Wcielenie nastąpiło po to, żeby Boży Syn mógł umrzeć. I tu dochodzimy do centrum całej historii, do krzyża, do najważniejszej prawdy chrześcijaństwa. Izajasz 53. No nie może być tego kazania bez tego fragmentu. Czytamy go w całości, bo dawno nie padło w całości. Możecie sobie otworzyć. Ja korzystam z Biblii Warszawskiej. Ale w każdej Biblii ten tekst znaczy to samo w każdym przekładzie. Kto uwierzył wieści naszej, a ramię Pana komu się objawiło? Wyrósł bowiem przed Nim jako latorośl i jako korzeń z suchej ziemi. Nie miał postawy ani urody, które by pociągały nasze oczy. I nie był to wygląd, który by nam się mógł podobać. Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi mąż boleści. doświadczony w cierpieniu, jak ten, przed którym zakrywa się twarz, zgardzony tak, że nie zważaliśmy na niego. Lecz on nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie, a my mniemaliśmy, że jest zraniony przez Boga, zbity i umęczony. Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze, ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni. Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył, a Pan Jego dotknął karą za winę nas wszystkich. Znęcano się nad Nim, lecz On znosił to w pokorze i nie otworzył swoich ust, jak jagnie na rzeź prowadzone, i jak owca przed tymi, którzy ją wstrzygą. Zamilk i nie otworzył swoich ust. Z więzienia i sądu zabrano go, a któż o jego losie pomyślał? Wyrwano go bowiem z krainy żyjących, za występek mojego ludu śmiertelnie został zraniony i wyznaczono mu grób wśród bezbożnych i wśród złoczyńców jego mogiłę. Chociażby sprawia nie popełnił ani nie było fałszu na jego ustach, ale to Panu upodobało się utrapić go cierpieniem. Gdy złoży swoje życie w ofierze, ujrzy potomstwo, będzie żył długo i przez niego wola Pana się spełni. Za mękę swojej duszy ujrzy światło i jego poznaniem się nasyci. Sprawiedliwy mój sługa wielu usprawiedliwi i sam ich winy poniesie. Dlatego dam mu dział wśród wielkich i z mocarzami będzie dzielił łupy za to, że ofiarował na śmierć swoją duszę i do przestępców był zaliczony. On to poniósł grzech wielu i wstawił się za przestępcami. W II Liście do Koryntian w V rozdziale czytamy takie słowa. On tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą. Piotr w swoim Liście I w II rozdziale pisze tak. On grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy, obumarszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli. Jego śwince uleczyły was. Byliście bowiem zbłąkani jak owce, lecz teraz nawróciliście się do pasterza i stróża dusz waszych. Centrum chrześcijaństwa. Nie dodatek, nie jedna z praw, tylko centrum chrześcijaństwa. Krzyż. Krzyż Jezusa Chrystusa, który na osi historii świata jest centralnym punktem. I nawet niewierzący to wierzą, bo jakoś tak się złożyło, że od tego Jezusa liczą przed naszą erą i po naszej. że krzyż Jezusa Chrystusa, Jego wcielenie po to, żeby mógł umrzeć i krzyż jako centrum. Bez krzyża, bez tej historii, nawet gdybyśmy wszystko powiedzieli o Jezusie Chrystusie, plus to, co powiemy sobie na koniec, co bardzo lubimy, bez krzyża nie ma przebaczenia. Nie ma pojednania z Bogiem, nie ma usynowienia, nie ma zbawienia, nie ma Ewangelii, nie ma nic. Nic nie ma, nic nie będzie. Taki był kiedyś, nie? Co tak mówił. Dlatego Paweł w swoich liście w pewnym momencie pisze tak. Postanowiłem nie znać niczego innego, jak tylko Jezusa Chrystusa i to jakiego? Ukrzyżowanego. Dlatego, że to jest centrum oś, centrum tej osi historii. Co ten krzyż robi? On przede wszystkim pokazuje powagę grzechu. My dzisiaj nie rozumiemy często krzyża, bo nie rozumiemy grzechu, nie chcemy go zrozumieć. Grzech, on nie jest tylko słabością, bo jeżeli grzech jest tylko słabością, no to krzyż jest trochę przesadą. Wystarczy zapanować nad słabością. Jeżeli grzech jest niedoskonałością, moją czy twoją, to trochę za dramatyczny jest ten Izajasz 53, bo wystarczy się trochę poprawić, jakiś program naprawczy włączyć. Ale jeżeli grzech jest buntem przeciwko świętemu Bogu, jeżeli grzech to jest odrzucenie Jego panowania, Jeżeli grzech to jest totalne skażenie ludzkiego wnętrza, to wtedy krzyż nie jest przesadą i Golgota i Izajasz 53 to nie jest zbyt mocna historia. I właśnie dlatego z całym szacunkiem dla wszystkich, Edukacja, taka czy inna, nie ma znaczenia, czy ktoś jest bardziej z tej strony edukacyjnej, czy z tamtej. Polityka i też nie ma żadnego znaczenia, czy jesteś bardziej tam lewica, prawica, centrum, góra, dół, czy co tam jeszcze wymyślą. Kultura, czy bardziej taka europejska, czy bardziej taka zjednoczona, czy może jakaś anglosaska. religia, jakieś rytuały dobre, złe, psychologia nie rozwiązuje żadnych problemów, bo my potrzebujemy odkupienia z tej natury grzechu. Potrzebujemy odkupienia, a ten problem rozwiązuje wyłącznie krzyż. I teraz zobaczcie, ten piękny fragment Izajasza 53, tu od razu powiem, że między bajki te, historie z internetu, że tam Żydom nie wolno czytać Izajasza 53, a jak przeczyta Izajasza 53, to mu się głowa kręci wokół osi. Większych bzdur, to co chwilę gdzieś tam wypływa i wielka teoria spiskowa, bo Żydzi nie mogą czytać Izajasza 53, bo jakby przeczytali Izajasza 53, to by się nawrócili. No, pewnie. Czytają, czytają, tylko oni widzą w tym Izajaszu 53 naród, a nie osobę. Ideę, a nie osobę. Jeżeli to jeszcze ubierzemy dzisiaj w historię Holokaustu i w ogóle, no to bardzo im ten obraz pasuje do, do wydarzeń II Wojny Światowej. Ale Izajasz nie opisał II Wojny Światowej, tylko opisał setki lat przed narodzeniem Jezusa cierpiącego sługę, osobowego sługę. Wzgardzonego, odepchniętego przez ludzi. dźwigającego moje i twoje boleści, kogoś, na kogo spadła chłosta z mojego i twojego powodu. I to jest w ogóle niezwykłe. Dlatego, że nawet ten krzyż, nawet ten trudny moment, nawet te pozorne zwycięstwo szatana, nawet ta dramatyczna chwila, kiedy Chrystus kona w strasznym bólu, to nawet to wszystko nigdy się Panu Bogu nie wymknęło spod kontroli. To był plan. To był Boży plan. To nie było tak, że na krótką chwilę ciemność zapanowała nad ziemią. To był Boży plan. Plan był taki, że ojciec posyła syna, syn dobrowolnie. oddaje swoje życie, no a Duch Święty stosuje to ponad czasem do mojej i Twojej historii. To swoją drogą krzyż to też jest miejsce, w którym objawia się Trójca Święta. Taki zwrot, który niektórych przyprawia ogęsią skórkę. Jeszcze raz Trójca Święta. Jest ten moment, kiedy włosy niektórym stają tutaj na rękach. To jest centrum Ewangelii. Chrystus umiera nie tylko jako męczennik, Nie tylko jako przykład poświęcenia. Jest coś więcej. On umiera zastępczo. Tak naucza Biblia, że Chrystus umiera w zastępstwie, zastępczo. Za kogo? No za mnie i za ciebie, za nas. On umiera w naszym miejscu, czy na naszym miejscu. Tam następuje coś, co nazywamy wymianą krzyżową. Tą wielką wymianę krzyżową. Nasz grzech zostaje przypisany Chrystusowi. Jego sprawiedliwość zostaje przypisana nam, mi i tobie. Ten, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił. Żebyśmy dobrze rozumieli, to nie oznacza, że na tą chwilę Jezus staje się grzeszny. To oznacza, że On ponosi winę, konsekwencje tego grzechu. Trochę mi przeszkadzacie tym klinkaniem. Najczęściej kiedy jest mowa o wymianie krzyżowej, podaje się taką ilustrację i jak sprawdzałem to nie chcę powiedzieć, że 100%, ale no 100% podaje tą ilustrację, a ta ilustracja jest tak słaba, no ale ją podam. że mamy sobie teraz wyobrazić człowieka, który stoi przed sądem z taką oczywistą winą. Słyszałeś już ten przykład. Stoi człowiek przed sądem z oczywistą winą, dowody są niepodważalne, wyrok zapada sprawiedliwy, kara, którą ten człowiek ma ponieść jest słuszna i nagle ktoś w sali wstaje, w tych wzbogaconych ilustracjach sam sędzia wstaje i mówi tak, ja poniosę tę karę. No i że to wydarzyło się na Golgocie. Słyszałeś taki przykład? Słyszałeś, bo on jest bardzo często powtarzany, mówię w tej takiej większej formie, to tam sam sędzia zgłasza się do odbycia tej kary albo zapłaty za tą karę. To tak nie do końca przedstawia Ewangelii, jakby to tak było, No to jeden za drugiego by mógł umrzeć. Taki Korczak by mógł być zbawicielem. Przecież Korczak tak zrobił, że poszedł z tymi dziećmi na śmierć. Albo inny przykład, jak ktoś za kogoś zgłaszał się do śmierci. Ta ilustracja jest średnia. Ja sobie wymyśliłem trochę inną. Ona też nie będzie doskonała, ale posłuchajcie. Wyobraźmy sobie jakąś epidemię, taką prawdziwą epidemię. nie tamte opowieści o epidemii, tylko taką prawdziwą epidemię, jakiejś śmiertelnej choroby, takiej bardzo zaraźliwej, 100% śmiertelności, 100% nie 99,99 tylko 100%. Każdy, kto zachoruje umiera. I 100% zaraźliwości. Każdy na nią choruje. I tak umierają ludzie, jeden po drugim, jeden po drugim, jeden po drugim. Nie ma lekarstwa, nie ma szczepionek, Nic się z tym nie da zrobić. Każdy człowiek, każdy człowiek jest zakażony i każdy człowiek umrze. I nie potrafi się uratować. Nie ma nikogo, kto by mógł z tej historii kogokolwiek uratować. I nagle, nagle pojawia się ktoś całkowicie zdrowy. Całkowicie. Wolny całkowicie od tej choroby. niezakażony, całkowicie zdrowy, jedyny spośród wszystkich, który nie jest skażony tą chorobą i nie umrze, no bo nie jest zarażony, jedyny. I zamiast stać z boku i przyglądać się jak padają trupami, czy padają trupem, zamiast obserwować, albo współczuć i tylko współczuć. On decyduje się wejść w miejsce tych chorych, aby oni mogli wejść w jego miejsce. I to stało się na Krzyżu Golgoty. Wszyscy zarazili się chorobą. Wszyscy umierają i nagle pojawia się jeden całkowicie zdrowy. Na nim nie ma tego wyroku i on decyduje się wejść w to miejsce i umrzeć, by oni mogli wejść w jego miejsce. On nie tylko się przygląda, on nie tylko współczuje, on zamienia rolę. To się właśnie stało na Krzyżu Golgoty. To jest jakiś niedoskonały obraz tego, Ta moja ilustracja, czy ten mój przykład tego, co stało się na Krzyżu Golgoty, tego, co zrobił Chrystus. On był jedyny bez grzechu, jedyny całkowicie czysty, jedyny zdrowy w tej historii, jedyny, który nie zasługuje na śmierć i dobrowolnie wchodzi w miejsce tych chorych, nie dlatego, że go zmuszono, nie dlatego, że przegrał, ale dlatego, że umiłował człowieka, ciebie i mnie. Dlatego, kiedy ktoś mówi, że krzyż jest symbolem cierpienia, czasami, kiedy jest dyskusja, czy wolno nosić krzyżyk, czy nie, to ty nosisz symbol cierpienia. Nie. Ja noszę krzyżyk i ja noszę krzyżyk miłości Boga. Symbol miłości Boga. Symbol zastępczej ofiary, która się tam dokonała. Bo krzyż jest symbolem tej zastępczej miłości, a nie tylko cierpienia. Ten krzyż jest w ogóle ciekawy, bo tam się spotyka właśnie w tym Chrystusie naszym świętość i miłość Boga w jednym punkcie, w jednej osobie. Tam się spotyka sprawiedliwość i miłość, świętość i łaska. One się tam spotykają, nie ignorują nawzajem, więc Bóg nie zignorował grzechu, Bóg osądził grzech. Tylko ten sąd spadł na Jego Syna. Dlatego ten krzyż jest tak potężny i dlatego jest tak potężną prawdą, że Paweł pisze, że niczego innego nie będę głosił, jak właśnie tego Chrystusa ukrzyżowanego. bo tam widzimy jednocześnie, a przynajmniej powinniśmy zobaczyć, jak poważną sprawą jest grzech i jak wielka jest miłość Boga. To się właśnie tam ze sobą spotyka. Wcześniej Pan Jezus, kiedy się modli, kiedy to ma się zaraz wszystko wydarzyć, mówi tak, jeśli to możliwe, niech mnie ominie ten kielich goryczy, niech mnie to ominie. Ciekawa modlitwa. Jezus tam cierpi. Czytamy, że tak cierpi, że jego pot jest krwawy. To jest w ogóle biologicznie możliwe. Można być w takim miejscu cierpienia, że coś tam się dzieje w organizmie człowieka, w jakiś sposób te osocze się oddziela i wygląda to jak krew, a to jest taki pot. Nawet nie strachu, nie lęku, nie mam określenia, to Pan Jezus coś takiego przeżywa w tym ogrodzie. Czego się tam boi? No przecież nie śmierci fizycznej, nie cierpienia fizycznego. Tysiące ludzi, tysiące ludzi, może nie w tym dniu, ale w tym okresie, w którym żył Pan Jezus, umarło na krzyżu. Krzyża nie wymyślono dla Pana Jezusa i nie tylko Pan Jezus umarł na krzyżu. My wiemy o trzech, ale tam były tysiące, tysiące ludzi umarło na krzyżu i po Jezusie jeszcze. Wielu w tym apostołowie konali na krzyżu. Nie może się tego bać, skoro jego naśladowcy się tego nie bali. Czego on się tam bał? O co chodzi w tej modlitwie? Odsuń ode mnie ten kielich goryczy. No bo Pan Jezus wiedział, że On na tym krzyżu weźmie na siebie gniew. Weźmie na siebie gniew Boga. który jest sprawiedliwy na wszystkich ludzi. I on to na siebie weźmie. Dlatego on tam w pewnym momencie woła, Boże mój Boże, czemuś mnie opuścił Eli Eli Lama Sabachtani, bo on odczuł cały ten Boży gniew, odczuł ciężar tego sądu, tego gniewu. Czemu? Bo mnie kocha. Bo ciebie kocha. bo umiłował mnie i ciebie, zanim w ogóle ten świat powstał, coś my już sobie kiedyś przerabiali. I zobaczcie, religia, każda, protestancka też, jeżeli jest tylko religią, mówi tak, postaraj się bardziej, zasłuż, popraw się, napraw, udowodnij swoją rację, wartość i tak dalej. A krzyż mówi, nie, nie możesz tego zrobić sam, nie możesz tego zrobić sam. Po prostu nie możesz, nie jesteś w stanie tego zrobić sam. Jeżeli chcesz mieć jakiś udział w tej historii, to musisz stanąć pod krzyżem, musisz stanąć w tym miejscu. Tak jak każdy, jak grzesznik, który potrzebuje łaski i nigdy z tego miejsca nie odchodź. Nigdy, zawsze pamiętaj, że rozpaczliwie potrzebujesz Chrystusa każdego dnia, obojętnie jaki czas temu się nawróciłeś, czy narodziłeś na nowo. Dalej, wielu ludzi nosi na sobie taki niewidoczny ciężar, najbardziej przedmiatający ciężar. To jest ciężar, Poczucia winy. W ogóle jak nigdy nie czułeś tego ciężaru, to Ty się nie nawróciłeś. To Ty się w ogóle nie upamiętałeś. W ogóle daleko jesteś z tej historii. Jeżeli nie czułeś na sobie tego poczucia winy. Większa część z nas przeżywała to w ten sposób, że nie umieliśmy już tego dźwigać i lataliśmy do konfesjonału. Na krótką chwilę jak nam odpukano to mieliśmy wrażenie zniesienia z nas tego ciężaru aż do nałożenia kolejnych tych niewidocznych głazów. Takie poczucie winy za przeszłość, za grzechy, za błędy, za zniszczone relacje, za jakieś spalone mosty. I teraz, kiedy nie ma krzyża, to my to próbujemy zagłuszyć i tylko zagłuszyć. Najczęściej jakąś aktywnością, jakimś sukcesem, jakąś religijnością. Ale Biblia mówi, że tylko krzyż rozwiązuje ten problem. Że jeżeli chcesz z siebie zrzucić to poczucie winy, ale tak raz na zawsze, to nie aktywność, nie sukces, nawet nie poprawa Twoja, tylko krzyż może rozwiązać ten Twój problem i raz na zawsze ściągnąć z Ciebie ten straszny problem poczucia winy. Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie poprzez zaprzeczenie grzechu, ale przez przebaczenie grzechu. Krzyż nie polega na tym, że Bóg zaprzecza naszemu grzechowi, że Bóg mówi nic się nie stało, w porzo. Nie. Krzyż nie zaprzecza grzechu, grzechowi. Krzyż przebacza grzecha. To jest ogromna różnica. Kolejna rzecz dla bardzo wielu. Już w tamtych czasach krzyż, no jak klęska, nie? Ten, który miał zbawić naród żydowski, zostaje zdradzony, zostaje zabity, ukrzyżowany. Ale Biblia tak nie mówi. Biblia mówi, że Chrystus właśnie tam zwyciężył. Co On tam zwyciężył? Grzech? Co jeszcze? Śmierć? Co jeszcze? Piekło i szatana. To nie był koniec misji. To był triumf w tej historii. Jeśli Chrystus za ciebie naprawdę umarł, jeśli to jest prawda, to nie musisz żyć pod potępieniem, masz przebaczone. Nie zaprzeczone, tylko przebaczone. A to oznacza, że nie musisz udowadniać swojej wartości. To oznacza, że nie musisz nosić jakichś dawnych win. To oznacza, że faktycznie dzięki Chrystusowi, dzięki krzyżowi możesz przyjść do Boga odważnie. Nie dlatego, że jesteś doskonały, tylko dlatego, że Chrystus był doskonały. Jeśli ktoś jest w takim miejscu, że wydaje mu się, że tej jego winy Bóg nie może wybaczyć, to niech spojrzy na krzyż. Jeszcze raz, niech spojrzy na ten krzyż. Krew Chrystusa, która się przelała na tym krzyżu Golgoty jest wystarczająca dla największych grzeszników opisanych w Biblii. A to oznacza, że jest wystarczająca dla mnie i dla ciebie. Dla mnie i dla ciebie. Krzyż jest ciekawy, bo on pokazuje, że ja jestem bardziej grzeszny, niż kiedykolwiek się przyznam. Niż kiedykolwiek się przyznałem. Jestem jeszcze bardziej grzeszny od tego, co przyznałem. Ale jednocześnie jestem bardziej kochany, niż kiedykolwiek odważę się marzyć. Zapamiętajcie sobie tą myśl. Krzyż pokazał, że jesteś bardziej grzeszny, niż kiedykolwiek się przyznasz. Jeszcze bardziej. Jeszcze gorzej z Tobą w tej historii. Ale jednocześnie krzyż pokazuje, że jesteś bardziej kochany, niż kiedykolwiek sobie możesz wymarzyć te pojęcie. No, to lecimy dalej. Gdyby to był koniec historii, to to jest w ogóle tragedia. Chrystus zostaje w grobie. No i koniec. I wszystko się skomplikowało, ale to już oczywiście nie jest. Idziemy dalej w historii naszego Pana Jezusa. Nie pozostaje w grobie. Wiemy, że trzeciego dnia kamień zostaje odsunięty. No i co się dzieje? No, z martwych wstał i panuje król. Ewangelia Mateusza, 28, 5, 6 werset. Wtedy anioł odezwał się i rzekł do niewiast. Wy się nie bójcie. Wiem bowiem, że szukacie Jezusa ukrzyżowanego. Nie ma go tu, bo wstał z martwych, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. Objawienie Jana, Apokalipsa, ciekawa księga. Dlatego warto się zapisać na rekolekcje. I rozdział 17, 18 werset. Toteż gdy Go ujrzałem, padłem do nóg Jego, jakby umarły. On zaś położył na mnie swoją prawicę i rzekł, Nie lękaj się, Jam jest pierwszy i ostatni i żyjący. Byłem umarły, lecz oto żyję na wieki wieków i mam klucze śmierci i piekła. Dzieje apostolskie, I rozdział. I gdy to powiedział, a oni patrzyli, został uniesiony w górę i obłok wziął Go sprzed ich oczu. I gdy tak patrzyli uważnie, jak On się oddalał ku niebu, oto dwaj mężowie w białych szatach stanęli przy nich i rzekli, mężowie galilejscy, czemu stoicie, patrząc w niebo? Ten Jezus, który od was został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie, jak go widzieliście." Gdyby historia Pana Jezusa skończyła się na krzyżu, to chrześcijaństwo jest tragedią. Byłoby w ogóle wtedy taką tragiczną historią o dobrym człowieku. Tylko, że tego trzeciego dnia dzieje się coś, co raz na zawsze zmienia świat. Kamień zostaje odsunięty, tak czytamy. Grób jest jaki? Pusty. Śmierć jest pokonana. Nie emocje, nie moralność. Nie jakaś filozofia, tylko fakty, fakty. Ktoś chce więcej, tam w naszej bibliotece jest taka książka, Sprawa Chrystusa, o takim dziennikarzu, który próbował udowodnić, że to jest fikcja. I tak bardzo próbował udowodnić, tak bardzo sprawdzał dowody w sprawie zmartwychwstania Chrystusa, on chciał zaprzeczyć tym dowodom. że się w końcu nawrócił. Mamy tą książkę w bibliotece. Chrześcijaństwo stoi w ogóle na tym fakcie, że Chrystus zmartwychwstał. To jest fundament wiary. Paweł pisze tak, jeśli Chrystus nie został wzbudzony, daremna, daremna jest nasza wiara. Czyli bez zmartwychwstania nie ma zwycięstwa nad śmiercią, nad piekłem. Nie ma potwierdzenia wymiany krzyżowej, nie ma w ogóle nadziei, nie ma nic, nie ma chrześcijaństwa. Dlatego pierwsi chrześcijanie nie głosili tylko nauczania Jezusa. Oni tego nigdy nie robili. To my dziś tak robimy, że często głosimy to, co Jezus nauczał, ale oni nigdy tego nie robili w osamotnieniu. Oni uczyli tego, co Jezus nauczał i mówili, grób jest pusty. Chrystus z martwych wstał. Oni to zawsze ze sobą głosili razem. Nie tylko nauczanie Jezusa, ale fakt, że to nauczanie jest potwierdzone Jego zmartwychwstaniem, czego my świadkami jesteśmy. To jest bardzo ważne. Bo nawet najwięksi przeciwnicy chrześcijaństwa w tamtych czasach nie mogli pokazać ciała Jezusa. Gdyby mogli, natychmiast by to zrobili, ale nie mogli. Gdyby to ciało było w grobie, gdyby ono tam zostało, to chrześcijaństwo umarłoby w kilka dni. Już nie byłoby o czym mówić, nie przetrwałoby. A jednak uczniowie, którzy tak jak Piotr, wcześniej w strachu, w lęku uciekają, wypierają się, nagle zaczynają głosić z odwagą. On żyje, on żyje, on zmartwychwstał i wielu z nich, a może nawet wszyscy oddają życie za to. oddając jeden z dowodów na zmartwychwstanie Jezusa, dlatego że łatwo się coś głosi, dopóki nie trzeba oddać ku temu życie. A oni oddają życie za tą informację, że On żyje, że zmartwychwstał. Ludzie potrafią umrzeć wyłącznie za coś, co uważają za absolutną prawdę. Nie oddają życia za coś, co wiedzą, że jest kłamstwem. Więc oni są pewni, że On zmartwychwstał. A skoro zmartwychwstał, to zmieniałeś wszystko. Faktycznie śmierć nie ma ostatniego słowa, no bo on zmartwychwstał. Grzech nie ma ostatecznego zwycięstwa, bo on zmartwychwstał. Piekło zostało pokonane, bo on zmartwychwstał. Nadzieja moja i twoja jest realna, bo on zmartwychwstał. Nie dlatego, że cierpiał, tylko dlatego, że zmartwychwstał. Dlatego, że ta historia nie kończy się grobem. Nie kończy się śmiercią. Największym lękiem człowieka, zwłaszcza niezbawionego, jest śmierć. No niczego się tak nie boimy jak śmierci. Cała kultura próbuje to wygłuszyć, zagłuszyć. Śmierć. Próbujemy to zagłuszyć rozrywką, próbujemy to zagłuszyć sukcesem, młodością, technologią, badaniami. Próbą odmłodzenia się, legendarnym eliksirem młodości i tak dalej. Bo mamy taki lęk, to jest lęk przed śmiercią. I Chrystus przyszedł i pokonał ten lęk. Pokonał śmierć. Człowiek zbawiony to jest człowiek, który nie lęka się śmierci. Co się dzieje dalej po tej historii? Bo to nie jest koniec tego, co Biblia mówi o Jezusie. Co po zmartwychwstaniu? Co się dzieje? Jezus wstępuje do Ojca. Czytamy o tym w Działach Apostolskich. To oznacza, że to nie jest tylko postać historyczna, ale ktoś, kto króluje tu i teraz. To jest bardzo ważne. To nie jest jakiś wiszący symbol na ścianie. To nie jest nawet tylko opowieść o zmartwychwstaniu. To nie jest wspomnienie. To jest król. Skoro jest królem, to jest nad narodami, nad historią. nad Kościołem, nad śmiercią, nad przyszłością, nad teraźniejszością. I my mamy czasem wrażenie, że świat ogarnął chaos. W ogóle wielu chrześcijan tak mówi. Świat ogarnął chaos. Nie. Świat nie ogarnął chaos. Chrystus króluje. Tu nie ma chaosu. Imperia się podnoszą i upadają. Może tam jest jakiś chaos. Ideologie się zmieniają. Może w tym jest chaos. Ludzie walczą wiecznie o władzę. To jest pewien chaos. Ale tron nie jest pusty. Chrystus króluje. To jest prawda z Biblii. Tu nie ma żadnego chaosu. Chrystus jest królem i panuje. To jest bardzo ważny moment. Zwłaszcza dla kościoła charyzmatycznego, czyli takiego jak nasz, ale też dla każdego kościoła, który jest zakorzeniony w słowie, nawet jeżeli tam ma problem z charyzmatami. Jezus nie tylko działał dwa tysiące lat temu, On teraz króluje, On teraz wzbawia, uwalnia, uzdrawia, przemienia nasze myślenie, chrzci Duchem Świętym, buduje swój Kościół. Skoro On króluje, to Jego kult jest oparty na świętości, na pokucie, na uwielbieniu Go, a nie na kulcie człowieka jakiegokolwiek. Chrystus zmartwychwstały nie jest jakąś martwą doktryną. To jest najpotężniejsza informacja, którą winniśmy głosić, że On zmartwychwstał. W dziejach apostolskich czytamy, że aniołowie mówią, że On przyjdzie tak samo, prawda? Tak czytamy w dziejach apostolskich. Tak jak został wzięty, tak przyjdzie tak samo. To oznacza, że przed nami pewne wydarzenie. Ważne wydarzenie, że ta historia związana z Chrystusem i chrześcijanami, ona zmierza do pewnego momentu, do pewnego konkretnego celu. On tu wróci jako król, jako sędzia, jako zwycięzca. No i dla jednych to będzie dzień największej radości, a dla innych to będzie dzień przerażenia. Dlatego Ewangelia jest pilna, bo On tu wróci. Albo się będziesz z tego radował, albo cię to będzie przerażać, ale to jest pilna informacja. On tu wróci. Skoro On był, jest, będzie, wróci, to moja modlitwa nigdy nie trafiała i nigdy nie będzie trafiać w pustkę. Twoja modlitwa. Moje życie ma jakiś sens, większy niż mi się wydaje. Moje cierpienie, moje rany nie są końcem mojej historii. Moja przyszłość jest w rękach Chrystusa i nawet jeśli świat się cały chwieje, to Chrystus pozostaje ten sam. I teraz o tej wielkiej nadziei. Pierwszy list do Cesaroniczan, czwarty rozdział szesnaście do osiemnaście i reklama rekolekcji pierwszego turnusu. Gdyż sam Pan nadany rozkaz na głos Archanioła i Trąby Bożej stąpi z nieba. A drugą część rekolekcji będziemy reklamować za tydzień. Będziemy mówić o Duchu Świętym. Wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie. Potem my, którzy pozostaniemy przy życiu razem z nimi porwani, będziemy w obłokach, w powietrzu na spotkanie Pana. I tak zawsze będziemy z Panem. Jan w swojej Ewangelii, 14 rozdział. Niechaj się nie trwoszy serce wasze. Wierzcie w Boga i we mnie wierzcie. W domu Ojca Mego jest wiele mieszkań. Gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce, a jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście gdzie ja jestem i wy byli. Pierwszy list do Koryntian, 15 rozdział. I to jest też informacja do was. Ewangelia jest pilna również dla was. Oto tajemnicę wam objawiam. Nie wszyscy zaśniemy, ale wszyscy będziemy przemienieni w jednej chwili, w okamgnieniu, na odgłos trąby ostatecznej. Bo trąba zabrzmi i umarli wzbudzeni zostaną jako nieskażeni, a my zostaniemy przemienieni. Ale bowiem to, co skażone, musi przeoblać się w to, co nieskażone, a to, co śmiertelne, musi przeoblać się w nieśmiertelność. Chrześcijaństwo Idzie jeszcze dalej. Ono się nawet nie kończy na pustym grobie. Nawet się nie kończy na zmartwychwstaniu. To jest w ogóle niesamowite. Kościół żyje między dwoma przyjściami Chrystusa. I między tymi dwoma przyjściami jest Kościół. Jesteśmy my. Między tym pierwszym przyjściem, wcieleniem w Betlejem, a między drugim przyjściem, które Biblia opisuje jako przyjście w chwalę. I to jest w ogóle największa nadzieja Kościoła. Ten Kościół się zaczyna w tym pierwszym przyjściu, ale największą nadzieją jest to drugie przyjście, kiedy Kościół spotka się ze swoim Panem, kiedy Chrystus wróci po swój lud. Więc zobaczmy, my idziemy jeszcze dalej. My nie żyjemy wspomnieniem Jego śmierci, nie żyjemy wspomnieniem Jego zmartwychwstania, chociaż to jest niezwykle ważne, ale my idziemy dalej. My żyjemy oczekiwaniem. króla, oczekiwaniem jego przyjścia. Pan Jezus dobitnie obiecał, że wróci. W Ewangelii Jana Jezus mówi wprost, idę przygotować wam miejsce, przyjdę znowu. To jest dobitna obietnica, niezwykle osobista obietnica. To jest niezwykle osobista zaczepka. No to jakby teraz stanął i powiedział, idę wam przygotować miejsce, ale wrócę po was. Zobaczcie, on nie mówi o końcu świata. On mówi o spotkaniu z tymi, których odkupił, którzy są jego. To jest język oblubieńca do swojej oblubienicy. Żebyśmy to złapali, to musimy sobie takie żydowskie wesele uzmysłowić. W tej kulturze żydowskiej strasznie skomplikowane to jest, bo tam to trwa i trwa, ale spłycając w kulturze żydowskiej narzeczony, kiedy już tam pozałatwia wszystkie formalności, odchodzi przygotować miejsce dla tej swojej narzeczonej, dla tej oblubienicy. A później wraca po nią w ustalonym przez niego i przez ojca tej narzeczonej czasie i zabiera ją do przygotowanego miejsca. To jest właśnie ten obraz, że jest Jest ta oblubienica, jest umówiony czas z ojcem, oblubienica go nie zna, ale ojciec go zna, w pewnym momencie ten oblubieniec go zna i idzie, jak już ojciec powie teraz, i idzie po tą swoją oblubienicę i zabiera ją do siebie. Jezus używa dokładnie tego obrazu, dokładnie tego. Więc my nie jesteśmy tylko organizacją. Oczywiście Kościół po części jest organizacją. jest widzialny, ma pewną strukturę, pewną hierarchię, ma pewne kłopoty wynikające z tego wszystkiego, ale oprócz tego my jesteśmy oblubienicą, oczekującą swojego oblubieńca, a on nam przygotowuje miejsce. I Paweł opisuje ten moment, kiedy Chrystus przyjdzie po ten swój Kościół. Zobaczcie, umarli w Chrystusie powstaną. Wszyscy, którzy umarli w Chrystusie, powstaną. Według tego opisu wszyscy zostają przemienieni. Kościół zostaje zabrany do tego przygotowanego miejsca. To coś. Nazywamy porwaniem, ja lubię słowo porwanie, niektórzy używają słowa pochwycenie, porwaniem, pochwyceniem Kościoła. I wierzymy na podstawie tego, że Chrystus przyjdzie po swój Kościół, zanim rozpocznie się wielki ucisk, który musi przyjść na świat, bo Biblia to opisuje. I często słyszę, że takie podejście do tematu, że Chrystus przyjdzie po swój Kościół, po Oblubienicę, zanim nastąpi wielki ucisk, no to to jest ucieczka ludzi słabych. Po pierwsze ten obraz oblubieńca wracającego po oblubienice. Pobawmy się tym obrazem, tym przykładem żydowskiego wesela. Czyli niektórzy mówią tak. Nie! Najpierw tą oblubienicę zgwałcą, a potem pan młody po nią przyjdzie. Najpierw ją pobiją, a potem on po nią przyjdzie. Nie! Pan Jezus przyjdzie po mnie, zanim to wszystko się wydarzy, zanim będą te tragiczne wydarzenia. Jest obietnica, że mnie te wydarzenia ominą. Więc najpierw przyjdzie po mnie, a potem będą się działy te rzeczy. A po drugie, po drugie, to nie jest ucieczka ludzi słabych. To jest część Bożego planu zbawienia i sądu, ale nad tymi, którzy tego zbawienia nie przyjęli. Oczywiście my nie budujemy swojego chrześcijaństwa wyłącznie na eschatologii, ale nie możemy ignorować tego, co Biblia dobitnie tłumaczy i bardzo dużo o tym mówi. Pierwszy kościół był tak radykalny, bo oni wierzyli, że w każdej chwili może po nich przyjść Chrystus. Natomiast my dzisiaj w współczesnym świecie trochę żyjemy tak, Jakby wszystko miało wiecznie istnieć i wiecznie trwać. No i budujemy imperia, kariery, systemy, plany. Jakby historia miała się nigdy nie skończyć. Jakby nigdy nie miało być końca historii. Biblia mówi jasno. Ten świat w obecnej mu formie przemija. Zmierza ku końcowi. Przemija. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, to nie oznacza, że mamy żyć w panice, ale to musi oznaczać, że mamy żyć w pewien świadomy sposób powrotu króla. My się w ogóle boimy pewnej utraty kontroli, dlatego chcemy kontrolować przyszłość, zdrowie, ekonomię, pieniądze, relacje, technologie, wiedzę. My musimy zaakceptować. Przyjąć to, że Biblia naucza, że historia świata, takiego jak go widzimy, w tej formie, w której jest, zmierza ku końcowi, ale nie zmierza ku chaosowi. Chaos nie ma nigdy nic wspólnego z Bogiem. Nie zmierza to ku chaosowi. Historia świata dzisiaj zmierza ku powrotowi Króla, a to nie jest chaos. Dla świata temat końca w ogóle budzi lęk, budzi lęk. Dla Kościoła ten temat musi oznaczać nadzieję. Powrót Chrystusa po Kościół oznacza koniec cierpienia, koniec łez, koniec niesprawiedliwości, koniec tego wszystkiego, a pełnię obecności Bożej. Ja często, kiedy kogoś pocieszam, mówię, słuchaj, twoja łza ma termin ważności i pewnego dnia Bóg przemieni każdą twoją łzę w perłę Królestwa Bożego. Nasze łzy mają pewien termin ważności. Każdy grup pewnego dnia odda tych swoich umarłych. Kiedy to łapiemy, to się okazuje, że to wcale nie jest dla słabych ludzi, którzy chcą uniknąć ucisku, tylko to jest wezwanie do życia w takiej gotowości. Wtedy rozumiemy, dlaczego Pan Jezus powiedział, czuwajcie, bądźcie gotowi, nie zasypiajcie duchowo. że mamy się nie zakorzenić w tym świecie, który przemija, a mamy nie przestawać tęsknić za Chrystusem. Mamy nieustannie, tak jak ci pierwsi chrześcijanie, trzecią prawdę ogłosić. Czyli oni głosili nauczanie Jezusa, byli uczniami Jezusa i to nauczanie przekazywali dalej. Głosili, że Chrystus zmartwychwstał i jeszcze wypowiadali pewne bardzo ważne słowa, które znacie z poprzednich rekolekcji. Maranatha, Maranatha, przyjdź Panie Jezu. Dlatego jako ludzie wierzący w działanie Ducha Świętego zachowujemy pewną równowagę. Nie popadamy w sensacyjność, przynajmniej nie powinniśmy, bo niektórym średnio wychodzi, nie popadamy w sensacyjność, nie wyznaczamy dat, nie wiemy kiedy jest ten termin ważności, nie budujemy lęku. ale żyjemy jednocześnie w takiej pełnej świadomości, że Jezus naprawdę wróci. Naprawdę wróci. Dla jednych wspaniała informacja, radość. Dla drugich powód do przerażenia. Duch Święty daje nam tę tęsknotę za Chrystusem. No i trzeba sobie od czasu do czasu zadać takie pytania, taki sobie zrobić rachunek. Gdyby Jezus w tej chwili wrócił, ale teraz, w tym momencie, no to czy byłbym gotowy? Czy jestem pojednany z Bogiem? Bo teraz by wrócił. Czy są takie rzeczy, których się kurczowo trzymam? Czy też to moje serce należy do Chrystusa? Kościół nie oczekuje katastrofy. I Kościół, który dużo gada o katastrofie, to gdzieś się pogubił. Kościół nie oczekuje, nie wiem, jakiegoś wypalenia się słońca, albo spadku jakiejś asteroidy, a co roku chyba czytam na portalach internetowych o asteroidzie, która po prostu o włos minęła Ziemię, nie? To dawno spotkaliście się, bo to co roku jakaś asteroida o włos mija tą Ziemię i oni nam to powiedzieli dopiero jak się upewnili, że to będzie o włos, a nie w nas. Nie, my nie żyjemy takimi informacjami. Nie żyjemy końcem kalendarza majów. Nie. No już się skończył, ja wiem, ale to wymyślą jakąś nową historię na ten temat i co jakiś czas się pojawia tego typu sensacja, to będzie koniec świata, bo się kalendarz majów pamiętam. Bo jak się, już nie pamiętam teraz te daty, ale jak się kończył ten kalendarz majów to miałem dwa problemy. Pierwszy problem był taki, że wszyscy mówili, że komputery przestaną działać, a ja wtedy grałem w jakieś gry, bo to byłem 26 lat temu, to trochę mniej tych lat miałem. I pamiętam, że tam wszyscy straszyli, że jak komputer przeskoczy, miałem jeszcze PC z takim gzikiem turbo, że nawet jak nacisnę te turbo, ale jak to przeskoczy z 99 na 00, to spali się tam wszystko, cały system operacyjny eksploduje, już nic nie będzie działać. Ale to jeszcze był pikuś. Potem wyznaczyli znowu jakiś koniec świata, ja się tam z niego śmiałem, śmiałem, ale w ten dzień miałem służbę, bo pracowałem wtedy w służbie więziennej na wieży wartowniczej. Słuchajcie, zbliża się ten koniec świata, północ tej daty, że to wtedy miało nastąpić. Oczywiście ha, ha, ha tam, no, ale przestałem ha, ha, chować Jak tak w okolicach 23.55 się nagle zerwała taka solidna burza, ale taka solidna. I waliło, że mówię, no w końcu uderzy w tą wieżę, w której siedzę. I tak sobie myślę, o, to tak zbiegło z tą godziną. Zostały trzy minuty życia. Nie wygląda to za ciekawie. No więc pamiętam, że były takie momenty. I Kościół nie może tak żyć. Nie możemy tak żyć. Kościół oczekuje króla. Króla. My oczekujemy Króla. Tego, że Król nas zabierze, a nie tych wszystkich historii. Więc właśnie, kiedy Chrystus wróci, to będzie dla mnie Zbawicielem, czy będzie dla mnie Sędzią? Zobaczcie, ile Biblia mówi o Chrystusie. Jaka to jest centralna postać. Wieczny Syn Boży. Słowo, przez które wszystko zostało stworzone. Bóg, który stał się człowiekiem. Baranek, który niesie grzech świata. Zmartwychwstały Król. Pan, który wróci po swój Kościół. I teraz przejdziemy do najważniejszego momentu, do kazania teraz przejdziemy. Wszystkim w ogóle nie chodzi o wiedzę. Nie chodzi o to, żeby zrozumieć chrystologia. W takim dużym skrócie macie całą chrystologię dzisiaj wyłożoną podczas kazania. Nawet nie chodzi o to, żeby tam potrafić wyjaśnić trujedność Bożą w aspekcie Syna Bożego. W tym nawet nie chodzi o to, czy Ty się zgadzasz z tymi doktrynami czy nie, bo ma mniejsze znaczenie. W tym wszystkim chodzi o to, kim Jezus Chrystus jest dla Ciebie. Kim On jest dla Ciebie. To jest pytanie, które musi paść podczas takich kazań. Kim ten Jezus Chrystus jest dla Ciebie, osobiście dla Ciebie. Bo możesz być wobec wielu rzeczy neutralny, ale wobec Jezusa nie możesz być neutralny. Możesz nie mieć stanowiska, ale wobec Jezusa nie możesz nie mieć stanowiska. Kim On jest dla ciebie? Czy ta informacja pochodząca z Pisma Świętego dla ciebie jest informacją o oszuście? O kłamcy? O szaleńcu? czy o Bogu, Panu, Królu. Nie możesz być neutralny. Nie ma miejsca na neutralność. Jezus nie powiedział, jestem jedną z dróg i możesz się na nią zdecydować, albo poszukać innej. On powiedział wprost, ja jestem jedyną drogą. Jedyną drogą. Nie powiedział, jestem jednym z dobrych nauczycieli. On powiedział, ja i ojciec Jedno jesteśmy. Nie powiedział, postarajcie się sami jakoś tam dojść do Pana Boga w tych uczynkach. Nie, on powiedział, nikt nie przychodzi, nikt, nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze mnie. Więc Jezus nie jest neutralny. To nie jest inspiracja, to nie jest pocieszenie, to nie jest błogosławieństwo, to nie jest jakiś plan na jutro. To nie jest dodatek do życia, to jest Pan życia. Pan życia. Nie da się stanąć przed prawdą Ewangelii, przed prawdą o Chrystusie i pozostać takim samym. Tego się nie da zrobić. musi do siebie dojść, że jesteś bardziej grzeszny niż ci się wydaje, a jednocześnie jesteś bardziej kochany niż przypuszczasz. Musisz do tego dojść i musisz coś z tym zrobić. Musisz sobie odpowiedzieć na to pytanie, co ja z tym zrobię? Co ja zrobię z tym Chrystusem, który był zawsze, narodził się w Betlejem, został zabity, zmartwychwstał, wrócił po swój kościół. I jedni słyszą Ewangelię, i oddają temu życie. Inni słyszą i żyją jak gdyby nigdy nic, odchodzą. Bo Jezus jest konfrontacją. On zawsze konfrontuje. Albo Ty z tym coś zrobisz i oddasz temu życie, albo odejdziesz prędzej czy później. Można znać Biblię, można służyć, można od lat być w Kościele. Ale ja wierzę, że dzisiaj Duch Święty wielu wzywa, przyjdź do Chrystusa, ale tak naprawdę przyjdź do Chrystusa. Chrystusa, który nie odrzuca skruszonego grzesznika, ale Go kocha. Nie jest za późno. Nie jesteś zbyt daleko, nie jesteś zbyt brudny, nie jesteś zbyt związany, nie jesteś zbyt pogubiony. Krew Jezusa nadal oczyszcza. Jezus żyje, Jezus woła, Jezus zbawia, Jezus wróci. Tak naucza Biblia. I uważaj, bo albo Jezus będzie twoim zbawicielem dziś, albo ten sam Jezus będzie twoim sędzią jutro. Boże nasz w niebie, przychodzimy dziś przed twój tron w imieniu Jezusa Chrystusa, twojego umiłowanego Syna. Nie przychodzimy jako ludzie sprawiedliwi sami z siebie. Nie przychodzimy jak ci, którzy wszystko rozumieją. Nie przychodzimy jako doskonali. Przychodzimy jako ludzie potrzebujący łaski, potrzebujący miłosierdzia, potrzebujący Zbawiciela. I dziękujemy Ci Panie dziś za Jezusa Chrystusa. Dziękujemy Ci za Syna Bożego, który nie pozostał w chwale nieba, ale wszedł w nasz świat pełen bólu, pełen grzechu, pełen łez, cierpienia i śmierci. Dziękujemy Ci, Panie Jezus, że stałeś się człowiekiem, że poznałeś głód, zmęczenie, odrzucenie, cierpienie, niesprawiedliwość, że nie patrzyłeś na nas z dystansu, ale wszedłeś wprost w nasze człowieczeństwo. Dziękujemy Ci Jezu za każdy krok, który prowadził Cię krok po kroku ku Golgocie. Za każde słowo, za każdą chwilę posłuszeństwa, za każdą łzę, za każdą nieprzyjemność, za każdą niesprawiedliwość, za koronę cierniową, ostatecznie za krzyż. Dziękujemy Ci, że wziąłeś na siebie nasze grzechy, nasz wstyd, nasze potępienie i naszą winę. Dziękujemy Ci, że tam, gdzie my zasługiwaliśmy na sąd, Ty stanąłeś w miejsce winnych. Dziękujemy Ci za krew, która nas oczyszcza, oczyszcza nasze sumienie. Za łaskę, która jest większa niż największy nasz grzech. Za przebaczenie, które nie da się kupić, nie da się za nie zapłacić, nie da się go wypracować. Może wyznajemy Ci, że często próbujemy żyć o własnych siłach, że próbujemy stanąć na jakiejś samosprawiedliwości, że zdarza się, że ufamy bardziej sobie niż Tobie, że szukamy bezpieczeństwa w jakichś przemijających rzeczach, że budujemy swoją wartość na opinii innych ludzi. Przebacz nam. Przebacz nam naszą pychę, pychę naszych serc. Przebacz nam naszą religijność bez życia, obojętność wobec krzyża. Przebacz chwilę, kiedy bardziej kochamy siebie i życie niż Ciebie i Pana życia. Stań się centrum naszego życia, Panie Jezu. Nie tylko dodatkiem, ale centrum. Bądź Panem wszystkiego. Panuj nad naszym umysłem. Panuj nad naszym językiem, panuj nad naszymi rękami, nad naszą decyzją, panuj nad naszym domem, panuj nad naszym zborem. Duchu Święty, tak Cię proszę, żebyś objawiał Chrystusa nam jeszcze głębiej, każdego dnia jeszcze głębiej, żebyśmy się nigdy nie zadowolili takim powierzchownym zrozumieniem, żebyśmy się nigdy nie zadowolili takim życiem bez ognia, żebyśmy się nie zadowolili poprawną doktryną i zimnym sercem. Rozpalaj w nas, Panie, tą pierwszą miłość do Chrystusa, taki głód słów Boga, takie pragnienie modlitwy, taką nienawiść do grzechu swojego, a nie cudzego, taką wrażliwość na Twój głos, Panie Jezu. Boże, chcę się też modlić i modlę się za wszystkich, którzy są dziś daleko od Ciebie, za ludzi zagubionych, Za ludzi, którzy stracili sens. Za ludzi związanych grzechem. Za tych, którzy już nie mają nadziei. Za tych, którzy ukrywają swój ból w masce rozpaczy albo w masce szczęścia. Za tych, którzy są duchowo martwi. Przyjdź Panie Jezu i dotknij ich serc. Skrusz ich. Otwórz im oczy duchowe i daj im nadzieję. Przeprowadź ich Panie do krzyża. Boże chce się też modlić i modlę się za nasz zbór, za nasz Kościół, za ten lokalny zbór tutaj. Żebyś nas Panie zachował od martwej doktryny, od martwej takiej ortodoksji. Żebyś nas Panie zachował też od jakiejś emocji, jakiegoś chaosu. Żebyś nas Panie otworzył jeszcze głębiej na Twoje Pisma i na działanie Twojego Ducha Świętego. Proszę Cię Panie, żeby to nasze chrześcijaństwo nie było nigdy teatrem, żeby było życiem z Tobą. Ucz nas Panie każdego dnia. Ucz nas Panie tego, jak być ludźmi świętymi, jak być ludźmi pokornymi, jak być ludźmi, którzy są pełni prawdy i pełni miłości i łaski. Boże przygotowuj nas każdego dnia na swój powrót, na swój wielki powrót. Nie pozwól nam zasnąć duchowo. Nie pozwól nam przyzwyczaić się bardziej do tego świata niż do Twojej obecności. Boże, rozbudzaj w nas tęsknotę za Tobą każdego dnia. Niech Kościół tak naprawdę z głębi serca woła, Maranata, przyjdź, Panie Jezu. A kiedy przyjdą trudne dni, trudne chwile, przypominaj nam, że tron jest Twój, cały czas jest Twój, że śmierć została pokonana. że nasze życie jest w Twoich rękach, że historia zmierza ku Twojemu Królestwu. Boże, oddajemy Ci nasze rodziny, nasze domy, nasze małżeństwa, naszą przyszłość, nasze lęki, nasze traumy, nasze rany, nasze marzenia. Niech wszystko będzie poddane ku Tobie i dla Ciebie. I spraw, Panie, żebyśmy pewnego dnia mogli stanąć przed Tobą i nie byli zawstydzeni, ale byli tacy dumni dzięki Twojej łasce. Tobie niech będzie wszelka chwała. Tobie Boże, Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu. Amen.
    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Autor kazania

    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.

    Poznaj autora