Nie żyjemy sobie
    KazanieList do Rzymian · 15.1-13Część 1916 maja 2026

    Nie żyjemy sobie

    Mocni winni nieść słabych, nie żyjemy dla siebie. Jedność Kościoła nie polega na jednolitości poglądów, lecz na wspólnym spojrzeniu na Chrystusa. Słowo Boże formuje, Duch Święty jednoczy. Owocem jest pokój, radość i nadzieja ku chwale Boga.

    Transkrypcja

    Witajcie w imieniu Jezusa Chrystusa. Na wstępie przepraszam za ubranie. W czyszczeniu jest garnitur, odliczała tajemnica. Przechodzimy do listu do Rzymian od razu, bo idziemy dzisiaj na rekord. Tak mi się przynajmniej wydaje. Kontynuujemy w zasadzie wątek, który rozpoczęliśmy w zeszłą środę. Skończyliśmy cały czternasty rozdział, przejdziemy do piętnastego rozdziału, do początku tego piętnastego rozdziału, który jest jak gdyby kontynuacją myśli, którą Paweł zawarł w czternastym rozdziale. Są takie momenty w życiu Kościoła, tego lokalnego zgromadzenia, w których największym problemem Nie są prześladowania, nie jest jakaś sytuacja ekonomiczna, nie są jakieś trudne okoliczności, przez które Kościół przechodzi. Takie momenty oczywiście też towarzyszą każdej normalnej wspólnocie lokalnej. Natomiast to nie są największe problemy. Prześladowania nie są największym problemem. Sytuacja ekonomiczna jakiegoś zboru nie jest największym problemem. Okoliczności, przez które przechodzi dana wspólnota lokalna, również nie jest największym problemem. Największy problem, jaki może powstać w kościele lokalnym, w zborze, Najpoważniejszy problem, problem, który może zamordować cały zbór lokalny, to są relacje między wierzącymi. Niepoprawne relacje między wierzącymi braćmi i siostrami w jednej wspólnocie. No bo założenia jest tak, że w Kościele, w zborze są ludzie, którzy kochają Pana Boga. To jest jakby podstawa. Myślę, że do zboru nikt to nie kocha Pana Boga, nie przychodzi tak i człowiek sobie znajduje inne zajęcia. Z całą pewnością do zboru lokalnego chodzą ludzie, którzy czytają tą samą Biblię, bardzo często ten sam przekład. My też przechodziliśmy takie fazy, że jakiś tam przekład był na tapecie i wszyscy sobie kupowali czy tam załatwiali sobie jakiś przekład i studiowali ten przekład, później inny przekład. Teraz mamy taką fazę, przynajmniej ja mam taką fazę powrotu do Biblii Warszawskiej, więc ludzie czytają tą samą Biblię, a bardzo często ten sam przekład. Z całą pewnością ludzie w zborze lokalnym modlą się do tego samego Boga. To jest oczywiste, że w zborze są ludzie, którzy kochają Pana Boga, którzy czytają Słowo Boże, przynajmniej powinno tak być, i modlą się do tego samego Boga. A jednak zdarza się, że ci ludzie w jednym zborze lokalnym w pewnym momencie Z różnych powodów zaczynają się nagle ze sobą żreć, zaczynają się różnić, zaczynają się nawzajem oceniać. Kiedy to się dzieje, no to następstwem tego zazwyczaj jest jakiś dystans, nabierają do siebie dystansu. Brat do siostry, siostra do brata, siostra do siostry, brat do brata. Kiedy już nabiorą do siebie dystansu, to dochodzi do jeszcze poważniejszych rzeczy, dlatego że tacy ludzie często zaczynają się ranić nawzajem. I z doświadczenia wiem i z takiej perspektywy już kilkunastu lat służby, Zazwyczaj nie chodzi o sprawy fundamentalne. W sensie ja nigdy nie byłem świadkiem wydarzenia, żeby ludzie zaczęli się ranić, zaczęli się dystansować, zaczęli się oceniać, różnić w jakichś sprawach fundamentalnych. Do tego raczej nie dochodzi. Zazwyczaj nie chodzi o Ewangelię. Ci ludzie nie spierają się o Ewangelię. Wszyscy ci ludzie Ewangelię znają. Zazwyczaj nie chodzi o podstawową naukę, jaką jest, jaką jest zbawienie człowieka. W tych tematach też ci ludzie się zazwyczaj nie różnią. Rzadko się różnią ci ludzie o Chrystusa. Nie jest spór między protestantami a katolikami, gdzie można by było stosować retorykę, że wierzymy w innego Chrystusa. W zborze wierzymy w tego samego Chrystusa. Zazwyczaj w tych sporach, w tych różnicach, w tej ocenie, później w tym dystansie, a ostatecznie w ranieniu się nawzajem chodzi o sprawy drugorzędne. Najczęściej chodzi o styl życia. Najczęściej chodzi o jakieś przekonania związane z polityką na przykład, jakieś geopolityczne przekonania. Całkiem niedawno ludzie bardzo się ze sobą kłócili i ranili z powodu przekonań jakichś medycznych, zresztą na tym tle często dochodzi do napięć, chociażby wspomnieć o szczepieniach. Nawet nie tym kontrowersyjnym szczepieniu czy też eksperymencie medycznym, jak część z nas utrzymuje, Tylko takie zwykłe szczepienie, zwykły kalendarz szczepień. Jedni uważają, że należy dzieci szczepić, drudzy uważają, że dzieci nie należy szczepić. Nie dotyczy to zbawienia. Absolutnie nie można twierdzić, że ktoś, kto się szczepi, nie jest zbawiony lub utracił zbawienie, czy w drugą stronę. I o takie rzeczy się potrafimy pokłócić. Mówimy się często o wrażliwość sumienia. Jednemu sumienie nie pozwala chodzić do kina, a drugiego sumienie w tym temacie nie oskarża. No i wtedy pojawia się pytanie, które musi się pojawić, no dobrze, no to jak żyć w tej całej historii? Jak w ogóle funkcjonować w kościele, skoro dochodzi do takich napięć? razem ze sobą w tej historii być, kiedy się różnimy właśnie w tych sprawach drugorzędnych. No i apostoł Paweł tutaj w 15 rozdziale odpowie na to pytanie, wyraźnie wyjaśni ten temat i na pewne wskazówki, którymi powinniśmy się kierować. On w rozdziale 14, czyli tym, który studiowaliśmy w zeszłym tygodniu, wyraźnie zaznaczył, żeby się nie osądzać, nie pogardzać sobą nawzajem, żeby żyć w miłości. Oczywiście mówimy o tych sprawach drugorzędnych, nie dotykamy podstaw wiary. W XV rozdziale, on pójdzie jeszcze głębiej, w tej połowie XV rozdziału, bo dzisiaj przeanalizujemy sobie od I do XIII wersetu, on pokaże tutaj, czy wykaże, że jedność Kościoła nie opiera się tylko na zasadach. Nie oznacza, że w Kościele nie powinno być zasad, to nie oznacza, że w Kościele nie ma miejsca na dyscypliny, na zasadę, na regulaminy, na tego typu rzeczy. To są instrumenty, które są potrzebne. Natomiast nie można oprzeć jedności zboru tylko i wyłącznie na tym. Oprzeć trzeba jedność zboru na pewnej osobie, którą wszyscy znamy. na osobie Jezusa Chrystusa. Dlatego, że prawdziwa jedność między bratem a siostrą, czy między bratem a bratem, siostrą a siostrą, ona nie rodzi się wtedy, kiedy my wszyscy zaczniemy myśleć tak samo na każdy temat, bo to jest po pierwsze niewykonalne, a po drugie byłoby to chore, gdybyśmy wszyscy mieli jeden punkt widzenia na każdy jeden możliwy temat, zwłaszcza ten temat niezwiązany z Ewangelią. to by było jakieś sekciarstwo. Prawdziwa jedność rodzi się wtedy, kiedy wszyscy zaczynamy patrzeć w tą samą stronę, na tą samą osobę. I wtedy pomimo różnic w jakichś sprawach drugo-, a może nawet trzeciorzędnych, zachowujemy jedność, kiedy wszyscy patrzymy na Chrystusa. Paweł w tym rozdziale powie coś bardzo trudnego i bardzo wymagającego. Mnie osobiście to bardzo dotyka. On tutaj wyraźnie zaznaczy, że Dojrzałość chrześcijanina, dojrzałość człowieka chodzącego w Chrystusie, ona nie polega na tym, że mamy coraz więcej wiedzy. Ona nie polega na tym, że my coraz głębiej rozumiemy jakieś zagadnienie teologiczne, że mamy coraz więcej na przykład doświadczenia. Nie. Nie polega też na tym, że żeby ktoś nie pomyślał w tą stronę, że im ktoś bardziej dojrzały, tym tak umownie to powiedzmy jest bardziej wolny. Więcej mu wolno w Chrystusie, bo jest bardziej dojrzały, jest mniej taki już... nieopierzony w tych historiach i przestaje być jakimś neofitą i wydaje mu się, że na tym polega dojrzałość. Nie, dojrzałość też nie na tym polega. Dojrzałość chrześcijańska polega na tym, że w pewnym momencie człowiek, który jest dojrzały, który już jest wychowany w Chrystusie, to jest człowiek, który jest gotowy i zaczyna żyć nie tylko dla siebie. nie żyje dla siebie. Stąd tytuł dzisiejszego kazania Nie żyjemy lub nie żyjmy dla siebie. Chrześcijaństwo jest jedyną opcją, jest jedynym rozwiązaniem problemu człowieka, zbawienia człowieka. To jest jedyna, na chwilę użyję takiego wyrazu, żeby wytłumaczyć pewną rzecz, jedyna religia, która jest zupełnie inna jak wszystkie inne religie świata. Oczywiście chrześcijaństwo jest relacją, nie religią, ale potrzebuję teraz użyć tego wyrazu. Zresztą jak ktoś ma uczulenie na wyraz to trzeba do alergologa, nie? Oni się zajmują uczuleniami. Tam trzeba się udać, jakieś tabletki wziąć i wyleczyć się z uczuleń. Więc wszystkie religie świata, poza tą jedną, one polegają na tym, że człowiek musi coś zrobić, by zaskarbić sobie uznanie Pana Boga. Moralne, etyczne religie, nazwalibyśmy to dobre religie, takich jest wiele, One mówią, że trzeba zrobić coś dobrego, żeby zaskarbić sobie uznanie Boga. Złe religie, niemoralne, nieetyczne religie, one mówią, że trzeba zrobić coś złego, żeby zaskarbić sobie uznanie Boga. Ale wszystkie polegają na tym, że człowiek musi coś zrobić. Chrześcijaństwo natomiast, w przeciwieństwie do tego wszystkiego, mówi, że nie. Że to Bóg zrobił wszystko dla człowieka, by człowiek był zbawiony. Że to Bóg oferuje człowiekowi nowe narodzenie, zbawienie, Ducha Świętego, uświęcenie i przygotowanie go do wiecznej obecności z Bogiem. Natomiast pomimo tej pięknej różnicy, którą myślę wszyscy jesteśmy zachwyceni, chrześcijaństwo nie jest wygodne. To nie jest wygodna droga. To nie jest wygodny wybór. To nie jest wygodna religia. Coś, co zawsze jest uśmiechnięte i zawsze jest z górki. Chrześcijaństwo jest drogą krzyża, czy nam się to podoba, czy nie. My wszyscy jesteśmy ludźmi krzyża i wszyscy w jakiś sposób, jeżeli jesteśmy uczniami Jezusa Chrystusa, nosimy swój krzyż. To jest droga, na której człowiek uczy się czegoś, co nie jest dla człowieka naturalne. jest zapieraniem się samego siebie. Zresztą stąd w Biblii pojawia się polecenie, by zaprzeć się samego siebie, to też coś oznacza. To oznacza, że człowiek, który jest dojrzały w Chrystusie, który już zapiera się samego siebie, który nosi krzyż, to jest człowiek, który potrafi w przeciwieństwie do tego człowieka, który taki nie jest, zrezygnować z siebie. To jest te zaparcie samego siebie. On potrafi zrezygnować z siebie. On potrafi nosić innych na swoich barkach. Brać pewne rzeczy na siebie ze względu na innych. No i stawiać Chrystusa i naśladowanie Go w centrum wszystkiego, zwłaszcza wtedy, kiedy to jest niewygodne, kiedy to jest trudne, kiedy to nie jest przyjemne. I jeszcze raz podkreślam, to nie jest naturalny stan człowieka. Człowiek naturalnie tak nie ma. Człowiek naturalnie nie rezygnuje z siebie. Człowiek naturalnie nie nosi innych. Człowiek naturalnie nie stawia Chrystusa w centrum całego swojego życia. Naturalnie. Rodzimy się tak. W kierunku do siebie. W kierunku takim egoistycznym. W kierunku tego, żeby nam było dobrze i my siebie stawiamy w centrum wszystkiego. A więc ten piętnasty rozdział, on będzie o takim prostym, ale wymagającym pytaniu, które każdy z nas sobie musi zadać. Czy żyjemy dla siebie? Czy ja żyję dla siebie? Czy też żyjemy na wzór Chrystusa dla innych? Czy przestaliśmy żyć dla siebie? I od tego pytania nie tylko zależy mój stan duchowy, Twój stan duchowy. Od tego, jak my odpowiadamy na to pytanie, każdy z nas i my zbiorczo razem, W jakim my jesteśmy miejscu w odpowiedzi, ale szczerej odpowiedzi na to pytanie, właśnie od odpowiedzi na to pytanie zależy jedność Kościoła. I to tutaj Paweł będzie wykazywał. Przeczytajmy sobie ten fragment, to jest 13 wersetów 15 rozdziału Listu do Rzymian. Ja korzystam, tak jak wspomniałem, z Biblii Warszawskiej. A my, którzy jesteśmy mocni, winniśmy wziąć na siebie ułomności słabych. aby nie mieć upodobania w sobie samych. Każdy z nas. Niech się bliźniemu podoba ku Jego dobru dla zbudowania. Bo i Chrystus nie miał upodobania w sobie samym, lecz jak napisano, urągania urągających tobie na mnie spadły. Cokolwiek bowiem przedtem napisano, dla naszego pouczenia napisano, abyśmy przez cierpliwość i przez pociechę z Pism nadzieję mieli. A Bóg, który jest źródłem cierpliwości i pociechy, niech sprawi, abyście byli jednomyślni między sobą, na wzór Jezusa Chrystusa, abyście jednomyślnie, jednymi usty wielbili Boga i Ojca Pana naszego Jezusa Chrystusa. Przez to przyjmujcie jedni drugich, jak i Chrystus przyjął nas ku chwale Boga. Gdyż powiadam, że Chrystus stał się sługą obrzezanych ze względu na prawdę Bożą, aby potwierdzić obietnice dane Ojcom. I aby poganie wielbili Boga za miłosierdzie, jak napisano. Dlatego będę Cię wyznawał między poganami i będę śpiewał imieniu Twemu. I znowu mówi, weselcie się, poganie, z Jego ludem. I znowu chwalcie Pana, wszyscy poganie. i niech go wysławiają wszystkie ludy. I znowu Izajasz powiada, wyrośnie, odrośnie, spniaje sego i powstanie, aby panować nad poganami, w nim poganie nadzieję pokładać będą. A Bóg nadziei, niechaj was napełni wszelką radością i pokojem w wierze, abyście obfitowali w nadzieje przez moc Ducha Świętego. Wydawałoby się prosty fragment. Fragment, przez który można przelecieć wzrokiem. Końcówka listu, za chwilę będzie pożegnanie. Też się okaże, że nie jest takie proste teologicznie. Końcówka. Nie ma się nad czym skupić. Otóż nie. Jest i to bardzo sporo. Już pierwsze dwa wersety. Zobaczcie jak to się zaczyna. Mocni. Wy, którzy jesteście mocni. Mocni dla słabych. I to jest ta właśnie definicja dojrzałości chrześcijańskiej. Jestem mocny, jestem dojrzały dla słabych. Nie jestem mocny dla samego siebie, nie jestem dojrzały dla samego siebie, ja czy ty. tylko jesteśmy mocni i dojrzali dla słabych. On zaczyna bardzo konkretnie, Paweł, ten werset i bardzo wymagająco. A my, którzy już w pewien sposób jesteśmy mocni, winniśmy wziąć na siebie ułomności słabych, aby nie mieć upodobania w sobie samych. I zwróćcie uwagę, on nie mówi możemy. On nie używa słowa powinniśmy. Dobrze by było. Dążcie ku temu. Nie. On tu używa bardzo specyficznego określenia, że my jesteśmy tego co? Winni. My jesteśmy winni takiej postawy. Przed Bogiem oczywiście. To nie jest opcja dla bardziej zaangażowanych chrześcijan. To jest pewien wzór, to jest pewien obowiązek. My jesteśmy winni tego, by tak funkcjonować i tak żyć. No dobra, ale kim są ci mocni? Kto to jest ten mocny chrześcijanin, my, którzy jesteśmy mocni? Kto to w ogóle jest? Otóż mocni ludzie w Królestwie Bożym to nie są ludzie, którzy są głośniejsi od słabych. To nie są ludzie, którzy są bardziej pewni siebie od tych słabych. To nie są ludzie, którzy rozpychają się mocniej łokciami od tych słabych, to nawet nie są ludzie, którzy są popularniejsi. Nie są ludzie również, którzy mają więcej wiedzy, więcej jakiegoś życiowego doświadczenia. Nie. Mocni według Słowa Bożego, ja tak przynajmniej rozumiem, kto to jest mocny w Chrystusie. Mocny człowiek w Chrystusie to jest człowiek, który Ewangelię rozumie głębiej. Tu Paweł jest dobrym przykładem. Paweł w pewnym czasie nie służył. On uczył się Ewangelii. Pomimo tego, że sam Bóg objawił mu Ewangelię, on się jej uczył. To samo Piotr. I to samo w zasadzie każdy jeden apostoł. Człowiek mocny w Chrystusie to człowiek, który Ewangelię rozumie głębiej. Nie poprawnie i teologicznie, tylko głębiej rozumie tą Ewangelię. Ma oczywiście większą wolność w Chrystusie, ale potrafi z tej wolności nie korzystać. To tłumaczyłem w zeszłym tygodniu. Taki człowiek, który jest mocny w Chrystusie, to jest człowiek, który potrafi swoim życiem, w swoim życiu przykładem pokazać, że nie jest związany ani legalizmem, ani liberalnym podejściem. Że taki człowiek potrafi znaleźć balans. On nie do końca umie to wytłumaczyć, tego się nie da wytłumaczyć. To nie jest tak, że dokładnie po środku, nie? Staniemy w każdym temacie i to jest ten balans. Nie. Ale taki człowiek nie jest ani legalistycznie nastawiony, ani nie jest frywolny w pewnych tematach. Potrafi znaleźć zdrowy balans. I uwaga, bo to oznacza, że Paweł nie definiuje dojrzałości, tego bycia mocnym przez to ile kto już wie. On definiuje to przez to jak taki ktoś traktuje innych. Jeżeli jesteśmy mocni, to winien jestem nosić słabych. Co to w ogóle znaczy? Wziąć na siebie ułomności słabych, bo tak tutaj w Biblii Warszawskiej jest napisane. W ogóle mocne zdanie. Najczęściej, kiedy ktoś rozważa ten fragment Bożego Słowa i w komentarzach zazwyczaj spotykam takie wytłumaczenie, że to jest pewna zdolność do tolerancji pewnego zachowania. Ja się z tym absolutnie nie zgadzam. Tu nie chodzi o tolerowanie, czy tylko o tolerowanie. Nie chodzi o znoszenie. Tolerancja tak naprawdę jest synonimem znoszenia. Jeżeli ja kogoś toleruję, to znaczy, że znoszę go. Że jakby wytrzymuję z tym człowiekiem. To jest tak, jakby uczciwie się spojrzeć, co to znaczy kogoś tolerować, to znaczy, że go znoszę. Toleruję jakiegoś dziwoląga, czyli go znoszę. Nie robię mu krzywdy, ale go znoszę. Ale to jest za mało, to nie na tym polega. Wziąć na siebie ułomność słabszego oznacza przede wszystkim cierpliwość. Cierpliwość wobec słabego. Widzę, że ktoś w czymś nie domaga, raz mu daje wskazówkę, czy jak powinien się zachować, Jeśli pyta, ja tak przynajmniej mam, że jeżeli ktoś mnie nie pyta, to nie odpowiadam, a jeżeli już pyta, no to odpowiadam mu konkretnie. No więc raz, drugi, trzeci, piąty, dziesiąty i jestem cierpliwy. Rozumiem, że ten człowiek nie wprowadzi tego natychmiast w swoje życie, bo gdyby potrafił to zrobić, to nie musiałbym nie pytać o tą rzecz, nie musiałbym pewnych rzeczy przejść, pewnych rzeczy doświadczyć. Człowiek, który nosi ułomności słabych, to człowiek, który jest gotów ograniczyć siebie w jakimś temacie. Tutaj znowu poprzedni rozdział. Jestem gotów pewnych rzeczy nie robić tylko dlatego, żeby ten człowiek wzrastał. Jesteś taki człowiek, który nosi sławego, to jest człowiek, który niesie ciężar życia tego drugiego człowieka. Czasami najłatwiej byłoby się pozbyć jakiegoś problemu, najłatwiej by było usunąć kogoś z jego problemem, ale to polega na tym, żeby nosić tak długo jak się da ciężar tego drugiego człowieka i to jest pewien język krzyża. To jest pewien styl życia, który winniśmy mieć, że nie wszystko musi być po mojemu, zwłaszcza wtedy, kiedy ktoś będący obok mnie czy ze mną w tej historii Potrzebuję wzrostu, potrzebuję mojej cierpliwości i potrzebuję wzrostu. Paweł dodaje, aby nie mieć upodobania w sobie samych. I to jest właśnie to sedno problemu. My naturalnie, naturalnie tak mamy, chrześcijanie też, a może nawet zwłaszcza, niestety, Chrześcijanie też tak mają. Naturalnie chcemy mieć rację. To jest jakiś spór, jakiś pomysł. Naturalnie chcemy mieć rację. To jest taka nasza cecha. Myślę, że nienarodowa, że to jest ogólna cecha wszystkich ludzi. Naturalnie chcemy być i otoczyć się pewną wygodą i żyć po swojemu. I cały problem polega na tym, że Ewangelia uderza dokładnie w to, dokładnie w te naturalne nasze rzeczy. Kiedy ktoś się styka z Ewangelią, kiedy ktoś... przejmuje się Ewangelią, kiedy kogoś Ewangelia dotknie, to dokładnie w to uderza, że chciałeś mieć zawsze rację, nie będziesz jej zawsze miał. Chciałeś wygody? Możesz zapomnieć o wygodzie. Chcesz żyć po swojemu? Możesz zapomnieć o tym, że będziesz żył po swojemu i to jest prawdziwa Ewangelia. Taka sukcesu, tylko nie Twojego, nie mojego, tylko Chrystusa w naszym życiu. To chrześcijaństwo nie polega na tym, żeby podobać się sobie i żeby mi się moje życie podobało. Raczej polega na tym, żeby to podobało się Panu Bogu i służyło innym. Celem tego wszystkiego i Paweł to rozwija w drugim wersecie, każdy z nas niech się bliźniemu podoba ku jego dobro, dla zbudowania. Trzeba wyjaśnić, żeby to nie poszło w złym kierunku, którego Paweł nie ma na myśli i my nie powinniśmy mieć na myśli, bo nie tak naucza Biblia. To można źle zrozumieć i niestety czasami ktoś, kto właśnie nie jest pod wpływem Ewangelii i on chce dla siebie wszystko czerpać, wykrzywia tutaj ten werset. W tym wersecie nie chodzi o to, że my się mamy podobać ludziom. że mamy się przypodobać ludziom, że, że to odczytanie niech się każdy bliźniemu podoba ku jego dobru, to teraz ja będę miał taką postawę, że się mam wszystkim podobać. Albo szukać akceptacji wszystkich, że wszystko co zrobię będzie zaakceptowane przez innych na obkoło mnie. Nie. To zdanie oznacza, że ja mam żyć w sposób, który będzie budować drugiego człowieka, ale duchowo. Duchowo. To czasami może być dla niego bardzo niewygodne. Człowiek dojrzały, który nosi słabych, może podjąć jakąś decyzję, która na pierwszy rzut oka będzie niewygodna i będzie zaprzeczeniem tego wersetu względem drugiego człowieka, bo on będzie zgrzytał. Jemu się to nie będzie podobać. On będzie zdenerwowany, on nie zaakceptuje tego co się dzieje. Natomiast dojrzały chrześcijanin kieruje się tym, żeby to wszystko przyniosło wzrost, ale duchowy wzrost. I oczywiście czasem to będzie zachęta, czasem to będzie coś łagodnego, czasem to będzie coś miłego, cierpliwego, ale czasem to będzie obdzierało ze skóry. Czasem to będzie napomnienie. takie słowo, którego nie lubimy. Natomiast zawsze musi chodzić o jedno, czy to pomoże innemu wzrastać w Jezusie Chrystusie. To jest to ku dobru dla zbudowania. Zobaczcie, jak to naprawdę odwraca takie nasze naturalne myślenie i naturalne działania. No bo czego my się uczymy od małego dziecka, od maleńkości? Czego nas uczy świat? No żeby żyć dla siebie, nie? To jakby jest podstawowa zasada. Jak już ktoś wychowuje się w ultra altruistycznej rodzinie, no to jeszcze mu tam rodzice powiedzą no żyj dla rodziny, nie? Że już nie dla siebie, tylko dla rodziny. Ale generalnie Skoncentrowane jest to na mnie albo na mojej najbliższej rodzinie. Natomiast Ewangelia mówi, żeby żyć tak, żeby inni byli zbudowani. Czasem moim kosztem, czasem kosztem mojej rodziny, żeby inni byli zbudowani. Świat nas uczy i uczymy się od maleńkiego, żeby korzystać ze swoich zwłaszcza w świecie, w którym my funkcjonujemy, w kulturze, w której my funkcjonujemy, no mamy korzystać ze swoich wolności, ze swoich praw i tak dalej, i tak dalej. Natomiast Ewangelia mówi ogranicz swoją wolność, żeby służyć innym. Ogranicz tą swoją wolność. No więc zobaczcie, dojrzałość chrześcijańska mierzona jest odpowiedzialnością za innych, moim podejściem do innych. Ta wolność, moja wolność w Chrystusie nie jest celem samym w sobie. Czasami ją ograniczamy, żeby innych zbudować. Prawdziwa moc, prawdziwie mocny jestem wtedy, kiedy to się objawia w służbie drugiemu człowiekowi. I to moje życie chrześcijańskie, twoje życie chrześcijańskie ma być skierowane na zewnątrz, nie do środka. Ten wektor miłości ma być nie ku sobie, tylko od siebie do drugiego człowieka. Z okazuje się, że nie jesteśmy mocni po to, żeby wygodniej żyć, tylko jesteśmy mocni po to, żeby dać radę nieść innych. I to te pierwsze dwa wersety. Paweł teraz w trzecim wersecie przechodzi do fundamentu w ogóle tych założeń, do fundamentu życia chrześcijańskiego. Chrystus nie miał upodobania w sobie samym. Tak się znaczy na trzeci werset. Bo i Chrystus nie miał upodobania w sobie samym. I patrzcie, to zdanie zmienia wszystko. Bo Paweł, on już nie tylko mówi jesteście winni, by tak żyć. On tu idzie jeszcze głębiej. On mówi tak żył Chrystus. W ten sposób żył Chrystus. Wy nie tylko jesteście winni, żeby tak żyć, to w dodatku właśnie tak żył wasz Pan. Właśnie w tym macie Go naśladować. Właśnie o to w tej historii chodzi. On tak żył, tak żył Chrystus. Chrystus nie żył dla siebie. No oczywiście wszyscy wiemy, dlaczego Paweł użył Chrystusa, ale pochylmy się nad tym. No tak, Chrystus miał wszelką władzę, miał. Miał, miał. On nigdy nie przestał mieć wszelkiej władzy. On zawsze miał wszelką władzę i zawsze tą wszelką władzę będzie miał. Miał pełne prawo do chwały. Był tą chwałą otoczony. Gdyby chciał, miał prawo do komfortu. Warunki miał do komfortu. narodził się Chrystus, Zbawiciel, od razu ułożony. Miro, Mira, Kadzidło i Złoto. To nie były jakieś tam dary. To były dary, które ułożyły Jego i Jego rodzinę na zawsze. Na przynajmniej na wiele pokoleń. Ja wiem, że w Polsce pokutuje taka myśl, że Pan Jezus był taki biedny brocek, Czasami ewangeliści głoszą, że utrzymywany był przez kobiety. Chyba liczą na to, że jakieś kobiety będą ich utrzymywać. Ale Biblia tak nie naucza. Biblia pokazuje, że już na początku Chrystus miał zapewnione wszystko, co było potrzebne, żeby żył w komforcie. Kiedy umiera, kiedy Go krzyżują najbardziej opłacani ludzie tamtych czasów, legioniści rzymscy, rzucają losy o jego szatę. Nie dlatego, żeby wypełnić proroctwo, oni się tam za bardzo tymi proroctwami nie przejmowali, najprawdopodobniej w ogóle ich nie znali, a już na pewno nie chcieli uwiarygodnić Chrystusa wypełnieniem proroct, tylko dlatego, że ta szata była cenną szatą, tak cenną szatą, że oni o nią rzucali losy, kto ją weźmie, więc... mamy trochę zły obraz. Więc on miał prawo i miał możliwość życia w komforcie, a jednak przez całe swoje życie tutaj trzydziestokilkuletnie nie szukał siebie, nie szukał swojej wygody, nie budował życia wokół siebie, nawet nie budował jakichś atencji wokół siebie. nieznośnym przykładem tego, jak to powinno funkcjonować. No taki najmocniejszy moment, kiedy traci popularność, kiedy prawie wszyscy uczniowie od niego odchodzą. On robi rzecz niebywałą, skandaliczną. Do tej garstki, do tych pozostałych mówi cierpkie słowa, jak wam się nie podoba, to też idźcie. Tamci reagują, no ale gdzie pójdziemy, tu są słowa życia wiecznego. Totalne zaprzeczenie tego, jak budować swoją służbę według pomysłów ludzkich. Dlatego, że Pan Jezus całkowicie, całkowicie, my tak nie potrafimy, ale do tego powinniśmy dążyć, całkowicie żył dla swojego Ojca i dla mnie. I dla ciebie. I dla innych ludzi. On to robił całkowicie. On z wszystkiego zrezygnował, chociaż wszystko miał. Tylko dlatego, że całkowicie żył dla woli swojego ojca i dla drugiego człowieka. Jeszcze raz powtarzam, nie potrafię tak żyć. Ty jeśli mówisz, że potrafisz tak żyć, to zwodzisz sam siebie, ale to jest wzór, do którego powinniśmy dążyć. Paweł dodaje tutaj, Ciekawe słowa. ...urągania urągających tobie na mnie spadły. Akurat w Biblii Warszawskiej jest nawet podane, skąd jest ten cytat, mamy w przepisie, że to jest fragment psalmu 69. No i faktycznie jest to fragment psalmu 69, więc on podaje, że od początku było to Zapowiedziano, że jeszcze Chrystus się nie urodził, a ten wzór już był podany. Że Chrystus wziął na siebie odrzucenie, przyjął wszelką niesprawiedliwość, zniósł cierpienie, które nie było Jego. Nie On powinien to cierpienie znosić. I to jest dokładnie to, o czym Paweł mówi wcześniej. Czyli wziąć na siebie ciężar innych. Wprost pokazuje przez Chrystusa, jak to rozumieć. Wziąć na siebie ciężar kogoś innego. No więc zobaczcie. Wziąć na siebie czyjeś odrzucenie. Ciężki temat. Na bakier trochę z nim jesteśmy. Niedawno miałem taką rozmowę z zaprzyjaźnionymi pastorami. Co zrobić? Jak w tym zwariowanym świecie do Kościoła przyjdzie Gienek i Euzebiusz trzymając się za rękę razem. Jak podejść do tych ludzi? No, nie tolerujemy tego i słusznie. Rozumiemy, że to jest grzech, no i słusznie. No, ale nie możemy przestać rozumieć, że również dla tych ludzi przyszedł Chrystus. Nie możemy przestać rozumieć, że jeżeli my ich wypędzimy z Kościoła, no to kto ich tu wpuści? Nie możemy przestać rozumieć, że oni potrzebują korekty. Oni potrzebują wyjścia z grzechu. Ale wcale nie bardziej niż ja tego potrzebowałem, kiedy tu przyszedłem pierwszy raz. Wcale nie bardziej niż ty, kiedy tu przyszedłeś pierwszy raz. Być może twój grzech miał inną nazwę. Być może w inny sposób uwłaczałeś Panu Bogu. Ale nie różniłeś się niczym. Nie różniłeś się niczym. Więc w pewien sposób trzeba wziąć na siebie wtedy odrzucenie takich ludzi. To jest oczywiście taki przykład, który jeszcze nas nie spotkał i w Polsce jest, przynajmniej w takich miastach mniejszych jak nasze, jest marginalnym przykładem, ale już przykład rozwodników nie jest takim marginalnym przykładem. To się zdarza cały czas. No i teraz pytanie, jak my do tego podchodzimy? Jakie mamy zrozumienie? Czy my na siebie bierzemy odrzucenie tych ludzi? Czy my na siebie przyjmujemy niesprawiedliwość? Czy my znosimy cierpienie, które nie jest naszym udziałem? Ja się nie rozwiodłem nigdy. Nie mam zamiaru. Oczywiście nie mogę tego ze stuprocentową pewnością powiedzieć, bo nie odpowiadam za moją żonę, tylko za siebie. Ale generalnie nie mamy takiego zamiaru, wydaje mi się, że nigdy się nie rozwiedziemy. I kiedy pomagamy komuś, kto jest po rozwodzie, komuś, kto doświadcza traumy rozwodu, trudności związanych z ponownym małżeństwem, w pewien sposób bierzemy na siebie cierpienie, które nie jest moim udziałem. Obrywam za pewne historie, przecież to nie jest mój udział, to nie jest moja historia, ale tak winniśmy żyć. wziąć na siebie pewne cierpienie. I to jest dokładnie to, co Paweł tutaj wyłuszcza. Dlatego, że Pan Jezus nie tylko tego nauczał, On to zrobił i dał pewien przykład. On poniósł to wszystko i dał pewien przykład, jak my mamy funkcjonować. Mało tego, nawet Go nazwano z tego powodu Samarytaninem. Obrażano Go, że zasiada z tymi ludźmi do stołu, a jednak On dał pewien przykład. Teraz zobaczmy coś bardzo ważnego. Nauka, zwłaszcza psychologia mówi tak, że człowiek naturalnie unika bólu. Mamy taką naturalną, taki mamy wewnętrzny mechanizm, który powoduje, że my za wszelką cenę unikamy bólu, nie tylko fizycznego, również psychicznego. Naturalnie chronimy siebie i swoich najbliższych, swoje najbliższe otoczenie. W sposób naturalny, to jest potrzeba biologiczna, szukamy pewnego uznania, szukamy pewnego szacunku w stosunku do siebie. W sposób naturalny, to jest pewien mechanizm obronny w człowieku, reagujemy na odrzucenie, reagujemy na, na, na krzywdę, która nam się dzieje. Mało tego, większa część podręczników psychologii, ale co ciekawe również religii, przeróżnych religii, może nawet wszystkich religii, troszkę dotyka tego tematu, że powinniśmy unikać bólu, że powinniśmy szczęśliwie żyć. Jedna z największych religii, buddyzm, ostatnio ciesząca się ogromną popularnością, na tym jest oparta. W jaki sposób uniknąć bólu, jak wejść w nirwanę, oni tak wierzą, że trzeba wejść w nirwanę, by uniknąć bólu, bólu egzystencji. Uczą, by właśnie chronić siebie, by mieć pewne uznanie i tak dalej, i tak dalej. Są naturalne mechanizmy. Bardzo łatwo poprowadzić ludzi w tym kierunku, bo oni naturalnie w tym kierunku idą. Tylko Ewangelia znowu stoi temu na bakier. Ona tu znowu radykalnie sprzeciwia się temu i powoduje, że inaczej, uderza w coś, co jest dla nas naturalne. Dlatego Pan Jezus powiedział, musisz się narodzić na nowo, bo po staremu ty będziesz tak funkcjonował. Ewangelia nie ma na celu tylko zmiany zachowania, czyli wyuczenia pewnych rzeczy. Ona ma zmienić moją tożsamość. Ja mam być zupełnie nowym człowiekiem. Ty masz być zupełnie nowym człowiekiem. Znowu, powtórzę za naszym Zbawicielem, musimy się narodzić na nowo. O to chodzi w Ewangelii. Jeżeli się nie narodzisz na nowo, nic się nie zmieni. Ty naturalnie będziesz wracał do tych schematów, do tego unikania bólu, do chronienia siebie, do tego, żeby Cię ktoś uznał, żeby Cię nikt nie odrzucił i tak dalej, i tak dalej. I Pan Jezus mówi nie! Nie! Musisz się narodzić na nowo, czyli to Twoje życie musi zupełnie inaczej wyglądać. Musisz zmienić cała Twoja tożsamość jako człowieka. Bo jeśli ktoś się narodzi na nowo, jeśli ktoś jest chrześcijaninem w tym najpełniejszym zrozumieniu, czyli narodził się na nowo, jeśli jego wartość jest w Chrystusie Jezusie, jeśli Chrystus w nim mieszka, a on w Chrystusie, to taki człowiek nie musi bronić swojego ego. On już nie ma twarzy. On nie ma takiej potrzeby, żeby bronić swoje ego. On w pewien sposób już nie istnieje. Taki człowiek nie musi walczyć o uznanie, bo on już jest uznany i to przez najważniejszą osobę w świecie. Taki człowiek, który się narodził na nowo, on nie musi udowadniać swojej wartości, bo on tą wartość ma niezbywalną. Niezbywalną w Jezusie Chrystusie. Dlatego taki człowiek i tylko taki człowiek jest w stanie zrobić coś, co jest naturalnie dla człowieka niemożliwe. Taki człowiek i tylko taki człowiek, który narodził się na nowo, który ma zmienioną tożsamość, taki człowiek potrafi żyć nie dla siebie. Nie dla siebie. I tylko taki człowiek potrafi tak żyć. Bez Nowego Narodzenia, bez przemiany przez Ewangelię, bez obecności Chrystusa w człowieku, bez obecności Ducha Świętego człowiek żyje w pewnym trybie. On się musi zabezpieczyć, musi zadbać o pewne rzeczy, musi być doceniony. Natomiast kiedy się naradza na nowo, ma świadomość przyjęcia przez Boga. Ma świadomość usprawiedliwienia w Panu Bogu. Ma świadomość miłości w Chrystusie. Niezwykle ważna świadomość. Po tym bardzo łatwo rozpoznać, kto w którym jest w miejscu, kiedy ktoś krzyczy, nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi. Wszyscy są przeciwko mnie. Taki człowiek nie jest narodzony na nowo, dlatego, że człowiek narodzony na nowo, on tą siłę czerpie z przekonania, z głębokiego przekonania, że on jest kochany w Chrystusie. Nawet jak go żona nie kocha. Nawet jak go kumple nie kochają. Nawet jak wszyscy są przeciwko. On ma wewnętrzną, wewnętrzny pokój, bo on jest kochany w Chrystusie. I kiedy jest kochany w Chrystusie, to jego serce przestaje być głodne tej mniejszej miłości. Nawet jeśli to jest miłość małżonka. To jest mniejsza miłość niż miłość Chrystusa. I taki człowiek, człowiek, który narodził się na nowo, to jest człowiek, który jest w stanie znieść coś, czego nie potrafi znieść człowiek nienarodzony na nowo. Taki człowiek narodzony na nowo jest w stanie znieść niezrozumienie. A są takie sytuacje. Robisz wszystko dobrze, robisz wszystko w porządku, Nic nie można ci zarzucić i jesteś całkowicie niezrozumiany. Całkowicie. Całkowicie. Taki człowiek, który się narodził na nowo, on jest w stanie odpuścić swoją rację. I są takie sytuacje. Masz rację. Naprawdę ją masz. Prawda jest po twojej stronie, ale nie umiesz. Nic nie umiesz tego udowodnić i nie musisz. Potrafisz odpuścić swoje racje. Taki człowiek jest w stanie zrezygnować z wygody, bo tożsamość tego człowieka nie jest w żaden sposób zagrożona. Nawet jeżeli się wszyscy odwrócą. On ma tożsamość w Chrystusie. Chrystus się od niego nie odwróci. Jego tożsamość nie jest zagrożona. On nie ma pewnych lęków. I Chrystus w tej historii jest nie tylko przykładem do naśladowania, on jest wzorem, on jest źródłem tej tożsamości, jest siłą do tej tożsamości i czy nam się to podoba czy nie, nawet jeżeli ktoś się bardzo tym zachwyci, nawet jeżeli ktoś bardzo by tak chciał, podoba mu się ta mowa, ma takie przekonanie, chciałbym tak żyć. Nie jesteś w stanie tak żyć, jeżeli nie narodzisz się na nowo i tyle. Nie jesteś w stanie własnymi siłami w ten sposób żyć. Pociągniesz dzień, dwa, tydzień, miesiąc, a potem się wszystko rozsypie jak domek z kartą. Wszystko. Dlatego, że nie jesteśmy w stanie tak żyć o własnych siłach. Możemy tak żyć wyłącznie w Chrystusie. Możemy żyć jak Chrystus, wyłącznie w Chrystusie, wtedy kiedy patrzymy na Niego non stop. kiedy trwamy w Nim non stop, kiedy czerpiemy z Jego łaski non stop. A do tego się musisz narodzić na nowo. I takim najpiękniejszym wytłumaczeniem jest ciekawy moment w Piśmie Świętym, w Ewangeliach. Zresztą ten moment... On się dzieje w czasie świąt namiotów, znaczy w zasadzie tuż po tym święcie, bo to święto trwa 7 dni, a to się dzieje w ten największy dzień, w ósmy dzień, bo to jest jakby finalizacja tego święta. Święto namiotów, wielkie święto, Wtedy największe święto, dzisiaj trochę purim przykrył w tradycji żydowskiej to święto. Purim jest w tej chwili takim najbardziej obchodzonym świętem, który najszumniej widać, bo wszyscy się, bo wszyscy piją. Niestety na tym to polega. Obecnie jest tak, że w świecie Purim bogobojny Żyd to Żyd, który tak się nabąbił, że nie jest w stanie wypowiedzieć fragmentu Pisma Świętego. I wtedy żona mu mówi, jaki ty jesteś pobożny, mój mężu. Ale nie zawsze tak było. Otóż w czasie Pana Jezusa tym największym świętem było święto namiotów, wielkie święto. Święto, podczas którego był pewien ceremoniał, to znaczy kapłani czerpali wodę z sadzawki i wylewali ją na na ołtarz. Cały lud w tym czasie śpiewał takie radosne pieśni. psalmy śpiewał, yyy... recytowali te psalmy, recytowali Izajasza, dwunasty rozdział trzeci werset. I będziecie czerpać z radością ze zdrojów zbawienia. Ten cytat cały czas tam był powtarzany. Ten zwój Izajasza był zazwyczaj otwierany. To miało trzy takie znaczenia. Pierwsze dlatego, że w ten sposób prosili Boga o deszcz, no to był lód rolniczy, więc ten deszcz był niezwykle ważny, żeby był obfity deszcz, dlatego lali tą wodę na ten, na ten ołtarz prosząc Boga o deszcz, bo jak był dobry deszcz, to były dobre plony. Po drugie było to wspomnienie zaopatrzenia Bożego w tym, w słynnej fontanny ze Starego Testamentu, zaopatrzenia, kiedy oni opuszczali Egipt, tego Bożego zaopatrzenia. I była to też zapowiedź, tak to rozumieli, Była to zapowiedź wypełnienia słów z Joela, że duch zostanie wylany na wszelkie ciało. I to wszystko się odbywało w czasie tego święta namiotów, to świętowano w czasie tego święta. I czytamy w Ewangelii Jana w siódmym rozdziale takie słowa. A w ostatnim, wielkim dniu święta, więc... Największa, największy moment, największa radość, największe pieśni, największe skupienie, Kapłani po raz ostatni w tym roku wylewają tą wodę na ołtarz, wszyscy skupieni na tym, jak ta woda skapie, jak którendy wyleci. Ciężko to do czegoś porównać w kościołach protestanckich, ale możemy sobie to troszkę wyobrazić przeróżnymi takimi hucznymi wydarzeniami w kościele rzymskokatolickim. No tam też wszyscy skupieni na tej oprawie, na tym jak to będzie działało, jak będą ubrani, jak przystroją ten ołtarz. Myślę, że każdy z nas pamięta tego typu historie zwłaszcza związanych z jakimś tam obożym ciałem. To jest dobry przykład. Każdy się zastanawiał, jak tam będzie przyozdobiony ten ołtarz na tym rynku, ile będzie ludzi. Albo Orszak Trzech Króli ostatnio jest tak w modzie, tu widzę, w naszym mieście. I cała zabawa z tym związana. Więc trochę tak to wyglądało. No i wszyscy skupieni, akurat w momencie, w którym kapłan wylewa tą wodę na ołtarz, absolutna cisza, bo tam tak miało być cicho, żeby było słychać, jak ta woda kapie z tego ołtarza. No i wtedy Pan Jezus, Milia tak grzecznie pisze, głośno zawołał, czyli dar się. Głośno zawołał, czyli po polskiemu dar się. No więc dar się tak. Jeśli ktoś pragnie, niech przyjdzie do mnie i bije. Tylko nie takim spokojnym głosem, tylko darsie. Może zróbmy tak. Absolutna cisza, jak makiem zasiał, że tego pająka, co ostatnio wynosiłem, słychać jak tupie. I on stoi na środku, a jest nikim. Nie jest kapłanem. Nie jest osobą uprawnioną do tego. Jest jednym ze świętujących. I nagle... Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije. On to mówi w czasie, kiedy oni wszyscy recytują Izajasza, recytują o tym wylaniu ducha, o tym wylaniu wody. Kto wierzy we mnie, jak powiada pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej. I mamy wytłumaczenie, a to mówił o duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w niego uwierzyli. Albowiem duch święty nie był jeszcze dany, gdyż Jezus nie był jeszcze uwielbiony. Inaczej mówiąc, on powiedział tym ludziom, musicie się narodzić na nowo. Na nic ten zwyczaj, to nic nie da. To jest tylko zapowiedź mnie. Wy musicie do mnie przyjść, we mnie uwierzyć. Jak to zrobicie, to narodzicie się na nowo. Te wody rzeki, te rzeki wody żywej wyleją się z waszego wnętrza". No więc o czym on mówi? No o narodzeniu się na nowo, o niczym innym, bardzo obrazowo. Oni ilustrację tego mieli przed sobą w tym świecie, w święcie namiotów. Zobaczcie, Pan Jezus tu wyraźnie pokazuje, Nie ma innej opcji, nie ma innej drogi, żeby wejść w pewne rzeczy, jak uwierzyć w Niego i pozwolić, by te wody rzeki żywej wylały się z nas. No inaczej mówiąc On mówi tak. Chcesz tak żyć jak ja? Musisz się narodzić na nowo. I tyle. Nic bardziej prostego, a jednocześnie nic bardziej trudnego. No i dalej. Od czwartego do szóstego wersetu. Paweł idzie jeszcze głębiej. On po wskazaniu Chrystusa jako wzoru i po takim uprzytomnieniu, że musimy narodzić się na nowo, on pójdzie jeszcze dalej. On pokazuje to źródło. Zobaczcie, czwarty werset. Cokolwiek bowiem przedtem napisano, dla naszego pouczenia napisano, abyśmy przez cierpliwość i przez pociechę spis nadzieję mieli. Paweł musiał mieć taką relację z Chrystusem, że on cały czas mówi to, co mówił Pan Jezus, tylko innymi słowami. On jakby tłumaczy pewne słowa Jezusa. Pan Jezus w pewnym momencie powiedział tak. Błądzicie. Kiedy błądzicie? Kiedy pism i mocy nie znacie. Mocy przed chwilą Paweł wyłuszczył. Musisz się narodzić na nowo, musisz poznać moc Bożą. Otóż moc Boża to nie jest moc do robienia fikołek, to nie jest moc do furwania pod sufitem, to nie jest moc do klaskania, do tańczenia, nie wiem co tam ostatnio jest w modzie jakieś flagi i inne tam tego typu historie. To nie jest ta moc Boża. Moc Boża To nawet nie jest samo uzdrawianie, samo uwalnianie. To jeszcze nie jest moc Boża, bo żeby kogoś uzdrowić w tej chwili nie potrzeba wiele mocy. Wystarczy przemysł farmaceutyczny. Nie ma tam mocy Bożej. Więc co to jest ta moc Boża? No ta moc, żeby się narodzić na nowo. Do tego potrzebujemy mocy Bożej. To jest ta najpotężniejsza dawka mocy Bożej. I Pan Jezus mówi błądzicie, kiedy tego nie znacie, kiedy tego nie macie, kiedy nie narodzicie się na nowo, to będziecie błądzić i kiedy nie znacie PiS. I Paweł też o tym pisze. W tym zdaniu właśnie. Przez pociechę z PiS nadzieje mieli. Słowo Boże, Biblia, ono jest nie tylko informacją. To nie jest tylko książka zawierająca pewne informacje o Bogu, o człowieku, o naturze człowieka, o naturze Boga, o grzechu, o zbawieniu. I wielu ludzi traktuje Biblię jak zbiór informacji i słuszne informacje wyciągają z Biblii, a jednak błądzą. Dlaczego? Dlatego, że Słowo Boże oprócz tego, że jest informacją to jest księga formacji. Słowo Boże człowieka formuje. Nie tylko informuje. Jeżeli ciebie Słowo Boże tylko informuje, to masz problem i będziesz błądził. Bo Słowo Boże macie formować, macie kształtować innymi słowy. I Paweł tutaj wykazuje, że Pismo zostało dane dla pouczenia, dla cierpliwości, dla pociechy i dla nadziei. On tutaj mówi, że pouczenie, cierpliwość, Pociecha i nadzieja. Czwarty werset piętnastego rozdziału. Te cztery rzeczy są wymienione. Dla naszego pouczenia, abyśmy przez cierpliwość, przez pociechę, nadzieje. Cztery rzeczy wymienia. Pouczenie, cierpliwość, pociecha, nadzieja. Czyli skoro pouczenie to znaczy, że Biblia, Pismo Święte prawdziwie uczy jak myśleć. Formuje moje myśli. No najlepszym przykładem jest oczywiście sam początek Pisma Świętego, pierwsze dwanaście rozdziałów Księgi Rodzaju. Uczy mnie to w ten sposób myśleć. Tak stworzył Pan Bóg świat. Tak jak tu jest napisane. Nie mogę myśleć inaczej. Nie mogę myśleć o teorii ewolucji, znaczy mogę sobie myśleć, że to bzdury są. Nie mogę przyjmować tego poglądu, bo moje myśli są kształtowane przez Pismo Święte. I oczywiście wiele innych rzeczy. Cierpliwość. Czyli Słowo Boże stabilizuje moje emocje. I to jest prawda. Kiedy z tobą jest bardzo źle to bardzo wróć do Pisma Świętego. Zacznij dzień od Pisma Świętego. To nie zadziała w pierwszy dzień, ale po pewnym czasie ten nawyk rozpoczynania dnia od Pisma Świętego, ono ustabilizuje twoje emocje. Ja całkiem niedawno przechodziłem poważny kryzys wszystkiego, I już byłem tak na końcówce swoich możliwości. I zawziąłem się tak, mocno się zawziąłem, że obojętnie co się teraz dzieje, co ja myślę, co ja widzę i w ogóle zanim zajrzę gdziekolwiek, zanim zajrzę na telefon, zanim zajrzę na Facebooka, a zwłaszcza zanim zajrzę na Facebooka, zanim zajrzę na YouTuba, zanim w ogóle cokolwiek, cokolwiek do mnie dotrze, to Pismo Święte, Pismo Święte. I zmuszałem się bardzo... I nie działało to w pierwszy dzień, ale po pewnym czasie ustabilizowało się wszystko. Ustabilizowały się wszystkie moje emocje. Tak Pismo Święte działa. Skoro dla pociechy to znaczy, że daje siłę w trudnościach. Skoro dla nadziei to znaczy, że studium Pisma Świętego, rzetelne, codzienne studium Pisma Świętego Ona będzie budować poczucie dobrej przyszłości w moim sercu. Więc poucztanie, cierpliwość, pociecha, nadzieja. A więc uczy mnie jak myśleć, stabilizuje moje emocje, daje siłę w trudnościach i buduje nadzieję na przyszłość. I to jest ważne. Dlatego, że chrześcijanin bez Słowa Bożego, chrześcijanin, który przestaje studiować Słowo Boże, nie czytać, bo czytać czasem można Książki do poduszki. Chrześcijanin, który przestaje studiować Boże Słowo, rozkoszować się Bożym Słowem, karmić się Bożym Słowem, to jest chrześcijanin, który bardzo szybko wraca do starego myślenia. Bardzo szybko. Bardzo szybko. I błądzisz. Nawet wtedy, kiedy masz moc, jesteś narodzony na nowo, Ale przestajesz karmić się Bożym słowem. Bardzo szybko wrócisz do starego sposobu myślenia. Nie do starej natury, bo ona jest przemieniona. Ale do starego sposobu myślenia. Bardzo szybko wejdziesz w miejsca, w których nie chcesz być. I to jest znowu niezwykłe. Wiemy, że człowiek działa według pewnych schematów. My tak funkcjonujemy i tak żyjemy. Nawet jak ci się wydaje, że ty jesteś, jak to się nazywa, spontaniczny, że ty jesteś taki chodzący spontan, to masz rację, wydaje ci się. Dlatego, że każdy człowiek działa w pewien sposób. Mamy pewne utrwalone schematy. Kiedy coś robimy, to to się staje pewnym nawykiem, w końcu się to staje moim charakterem. Mam pewien schemat działania, każdy, ja i ty. I to, jak myślę przez dłuższy czas, wprost się ma do tego, na to, jak się czuję. I każdy z nas tego doświadczył. Nazywamy to często czarnowictwem. Jak wpadniesz w czarnowictwo, to za chwilę się czujesz źle. Ty masz wrażenie, że jest koniec świata, a zwłaszcza twojego. Każdy w nas, myślę, że przynajmniej raz w życiu był w takim miejscu, że ty już po prostu widziałeś wszystko w czarnych barwach i za chwilę się tak czułeś. Jak już się tak czułeś, to to wytworzyło pewne twoje reakcje. Wprost się przełożyło na twoje reakcje. Najlepszym przykładem jest małżeństwo. Jak się facet źle czuje, czyli ma 36,8, to to wprost działa na jego reakcję. On jest zaraz opreskliwy, zaraz jest niegrzeczny i tak dalej i tak dalej. To jest oczywiście śmieszny przykład. Natomiast w normalnych przykładach jest jeszcze gorzej. Jeżeli my się źle czujemy, to my zaczynamy być zaczepni, aroganccy, niegrzeczni i tak dalej i tak dalej. Więc zobaczcie, to co myślimy wpłynęło na to jak się czujemy. To jak się czujemy wpływa wprost na nasze reakcje. A to wpływa wprost nie tylko na to jak traktujemy innych, ale również jak traktujemy siebie samego. A to oznacza, że uderza to w drugie największe przykazanie, bo mamy kochać bliźniego swego jak siebie samego. Więc jeżeli my jesteśmy w takim miejscu, muszę mieć rację, więc będę walczył, muszę się bronić, więc będę reagował w jakiś taki defensywny sposób, no to po nim, to po nim. I jeżeli taki człowiek jeszcze w dodatku przestaje czytać Boże Słowo, odchodzi od Bożego Słowa, wprost jest coraz gorzej, jest coraz gorzej i w pewnym momencie utrwala się ten schemat działania w jego życiu i albo odpada z tej historii, nie ze zbawienia, tylko z tej historii, albo wpada w depresję, w jakieś przygnębienie, w jakieś takie czarne rejony. Ale jeśli budujemy się Bożym Słowem, To, zaczynamy w pewien inny sposób myśleć. To, że w pewien inny sposób myślimy, bo bierzemy stąd te myśli, zaczyna powodować, że w pewien inny sposób czujemy. To, że my w pewien inny sposób czujemy, zaczyna powodować, że w pewien inny sposób reagujemy. A to, że w inny sposób reagujemy zaczyna powodować, że zaczynamy kochać innych, a zwłaszcza zaczynamy kochać samego siebie. I wtedy do nas dociera. Jestem przyjęty w Chrystusie. Nie muszę udowadniać swojej wartości. Mogę służyć innym i to zmienia całe moje życie. I właśnie to robi Boże Słowo. Właśnie to powoduje codzienne czytanie Bożego Słowa. przepisuje te nasze schematy myślenia. Powoduje, że te nasze utrwalone schematy stają się innymi schematami i wydają inne rzeczy. Jest takie mądre pożekadło, nie wiem kto za tym pożekadłem stoi, ale jest takie mądre pożekadło, że trudno się spodziewać innych efektów, jeżeli robi się wszystko to samo co do tej pory. No i właśnie. Jeżeli żyjesz tak, jak żyłeś w starym życiu, czyli ze Słowem Bożym na bakier, z Kościołem na bakier, z Panem Bogiem przede wszystkim na bakier, to trudno oczekiwać, że twoje życie się zmieni. I czy się to komuś podoba, czy nie? Zawsze jak ktoś ma turbo problemy, Chociaż zawsze zaprzecza, ja zawsze wiem, nie, Ty jesteś na bakier z Panem Bogiem, jesteś na bakier ze Słowem Bożym, na sto procent. Na sto procent. Przychodzisz zdeptany, Ty na bank odstąpiłeś od Bożego Słowa. Nie ma takiej możliwości, żebyś karmił się Bożym Słowem dłuższy czas, jeszcze raz zaznaczam, nie chodzi o to, że ktoś jest w tym miejscu, jutro rano przeczyta Boże Słowo i się wszystko zmieni. Nie. Tak nie działa. Ale jeżeli dłuższy czas będziesz w ten sposób funkcjonował, musi się zmienić. I teraz uwaga, jeżeli ty dłuższy czas studiujesz Boże Słowo, jeżeli ty dłuższy czas szukasz obecności Pana, jeżeli ty dłuższy czas modlisz się o przemianę, ona przyjdzie. Narodzisz się na nowo i tyle. I tyle. Czasami dłużej, czasami bardzo dłużej, czasami jest kolejka, czasami jesteś oporny po prostu jak bud w tej historii. Nie wiem czy bud może być oporny, ale chciałem powiedzieć rep. Więc powiem trep, jesteś czasami oporny jak trep w tej historii i Pan Bóg naprawdę dużo musi zrobić w Twoim życiu, ale nie ma takiej opcji, żebyś Ty przegrał w tej historii. To może trwać. Powiem więcej. Nawet gdyby się okazało, że będzie to trwać dziewięćdziesiąt kilka lat, całe Twoje życie. No i co z tego? Co to jest w porównaniu do wieczności, o którą walczysz? Nawet jeśli. Nawet jeśli ta kolejka będzie tak długa, Nawet jeśli będziesz 90 lat się modlił o swoje narodzenie na nowo. 90 lat karmił się Bożym Słowem. Już podaję ekstremalny przykład. I co z tego? Przecież my rozmawiamy o wieczności. Cóż to jest te 90 lat? A nie będzie tyle trwało. Paweł tu idzie dalej, w 5 wersecie. Już się modli Paweł o tą sprawę. Bóg, który jest źródłem cierpliwości i pociechy, niech sprawi, czyli to jest pewna modlitwa, abyście byli jednomyślni między sobą na wzór Jezusa Chrystusa. I wracamy do jedności. Zobaczcie, jedność nie jest produktem ludzkiego wysiłku. Paweł tu nie mówi, że to jest dzieło człowieka. On się tu modli, bo on rozumie, że jedność między nami W tym już zdrowym systemie między narodzonymi na nowo, karmiącymi się Bożym Słowem ludźmi i tak jest dziełem Boga. I tak my tego sami nie wytworzymy. Pomimo tego, że wszystko będzie poukładane w tej historii, Bóg daje cierpliwość, Bóg daje pociechę, Bóg w ogóle daje zdolność do bycia razem. I ta jedność ma bardzo konkretny wzór, napisany wprost, piąty werset. Wzór. Na wzór kogo? Jezusa Chrystusa. Więc zobaczcie, jedność nie polega na jednolitości poglądów. I u nas z Boże to ciekawie widać. Jeden z pastorów... Nie ma kamery? Aha, tam jest. Ponieważ mówię też do internetu, więc pominę który, który, ale w zborze lokalnym będą wiedzieć. Jest nas tu trzech pastorów i dwóch starszych, w sumie pięć osób i jesteśmy podzieleni na przykład w kwestii szczepień. Jedni z nas szczepią dzieci, drudzy z nas niekoniecznie. Nie jesteśmy jednolici w tym temacie. Kiedy ktoś przychodzi zapytać, to zazwyczaj słyszy, no to teraz zobaczysz, jak potrafimy być niejednolici, bo jak pójdziesz do tego pastora, to ci powie tak, a jak pójdziesz do tego, to ci powie tak. Jeden i drugi ma dzieci. Twoje dzieci, twoja decyzja, twoja odpowiedzialność. My tu nie jesteśmy profesorami medycyny, żeby w takich sprawach doradzać. Możemy ci powiedzieć, jak my funkcjonujemy. Zobaczcie, to jest całkowicie niejednolite. Nie jest żadną tajemnicą, że część starszych zboru jest bardziej peoskrętna, a część starszych zboru jest bardziej pisoskrętna. I znowu zboże wiemy, kto jest gdzie. Internet nie musi wszystkiego wiedzieć. No nie jesteśmy jednolici w tych sprawach. I pewnie nigdy nie będziemy. Wiem, że część zborowników jest bardziej płaskoziemioskrętna, a część z borowników jest bardziej sferycznoziemioskrętna. I nie jesteśmy jednolici w tej sprawie. I pewnie mógłbym do jutra wymieniać różnice między nami. I choćbyśmy na rzęsach stawali, nie zmienimy. Bo jedność to nie jest jednolitość poglądów, to nie są tożsame pojęcia. Jedność polega na tym, że zarówno ja, jak i ci, którzy mają inne zrozumienie w tych niejednolitych poglądach, na przykład tych wesołych, o których opowiedziałem, to my wszyscy jedno skierowani jesteśmy na Chrystusa. Dla tych starszych jednych i drugich Chrystus jest w centrum. Chociaż geopolitycznie się różnią. Dla tych, którzy uważają, cały czas myślę jak to zrobić, żeby się nie wygadać jaki pogląd jest mój. Dla tych, którzy uważają, że ziemia jest płaska. I próbują dojść do krawędzi i z niej spaść. I dla tych, którzy uważają, że Ziemia jest sferyczna i się zawsze zastanawiają, jak to jest, że ja jestem na dole i nie spadam. Już chyba bardziej tak nie umie nie powiedzieć, gdzie ja jestem w tej historii. To dla jednych i dla drugich Chrystus jest w centrum. Dlatego, że dla jednych, o to będzie dobry przykład, dla jednych i drugich Ziemia jest pańska, obojętnie czy jest płaska, czy sferyczna, czy w trójkącie, w kwadracie, czy w czymkolwiek innym jest pańska. O to chodzi w jedności. I Paweł tu dalej ciągnie, w szóstym wersecie on wytłumaczy cel jedności, bo skoro coś jest tak ważne, Skoro tak jest tak wyłuszczone, skoro jest tak wytłumaczone, skoro jest oparte na Chrystusie, to musi mieć jakiś cel. I Paweł nie zostawia nas bez odkrycia tego celu. Zobaczcie. Abyście jednomyślnie, co? Jednymi usty, co zrobili? Wielbili Boga. To jest cel jedności. Celem jedności nie jest takie doprecyzowanie poglądów, żebyśmy wszyscy od jednej matrycy odbici byli i na każdy temat tak samo myśleli. To w ogóle jakaś katastrofa była, gdyby ta piękna różnorodność w kościele zniknęła. Nie to jest celem jedności. Celem jedności jest, żebyśmy wielbili Boga, żebyśmy tą jednością uwielbili Boga. Czyli celem jedności nie jest komfort. Paweł tu nie mówi, celem jedności jest komfort, żeby zawsze było komfortowo w zborze. Nie, to nie jest cel jedności. I nie po to jest jedność w kościele, żeby zawsze było komfortowo. Czasem w kościele musi być niekomfortowo właśnie po to, żeby utrzymać jedność. Celem jedności nie jest brak konfliktów. Otóż jak ktoś opowiada o jakimś zborze, albo jakimś kościele, albo jakiejś denominacji, w której nie ma żadnych konfliktów, to albo ma bardzo mały zbór i jeszcze mniejszą denominację, albo zwyczajnie kłamie. W normalnych zborach, w normalnych denominacjach zdarzają się konflikty. W domu się zdarzają konflikty. Kto ma rodzinę, ten wie. Czy tylko ja tak mam? Czy tylko w moim domu się zdarzają konflikty? No pewnie nie. Wiemy. Jestem jedno z moją żoną. Ale to nie oznacza, że nigdy w moim domu nie ma konfliktu. Zazwyczaj jest, bo zazwyczaj Sylwia popełniła jakiś błąd. I jest konflikt na tym tle. Oczywiście korzystam z tego, że ona dzisiaj musi być z synem na treningu i konflikt się dopiero zacznie jak wrócę do domu. Nie, nie na tym polega jedność, że nie ma konfliktów. Jedność nie polega również i nie jest celem jedności to, by nigdy nie było żadnego konfliktu. Celem jedności również nie jest to, żeby zawsze była dobra atmosfera. Czasami nie jest dobra atmosfera. I nie to jest celem jedności. Celem jedności jest uwielbienie Boga. Celem jedności jest chwała Boga. Bóg jest uwielbiony, kiedy jesteśmy w jedności, czyli kiedy jesteśmy skoncentrowani na Chrystusie, nawet wtedy, kiedy nie jest komfortowo. A może zwłaszcza wtedy. Nawet wtedy, kiedy jest jakiś konflikt. A może zwłaszcza wtedy, kiedy jest jakiś konflikt. Nawet wtedy, kiedy nie jest dobra atmosfera. A może zwłaszcza wtedy, kiedy nie jest dobra atmosfera. I jest wśród nas jedność, to my jesteśmy skoncentrowani na Bogu i celem jest uwielbienie Boga pomimo jakiegoś konfliktu, pomimo jakiegoś dyskomfortu, pomimo jakiejś trudniejszej atmosfery. Kościół musi być miejscem, gdzie różni ludzie, różnie myślą, różnie czują. My różnie czujemy pewne rzeczy, różnie przechodzimy pewne rzeczy, a jednak funkcjonujemy ze sobą razem i razem oddajemy chwałę Panu Bogu. I oczywiście, że to jest naturalne i normalne i nie powinniśmy tego nigdy zatracić. Ja jestem zupełnie różny, inny jak Kamil, Dawid, Marcin, no już o siostrach nawet nie wspominam, bo to już w ogóle jest... Całkiem inna historia. Ale nawet tu z braćmi, Kamilem, Dawidem, Marcinem, Jarkiem czy Mariuszem, jesteśmy zupełnie inni. Inaczej myślimy. Czym innym się interesujemy. Inaczej czujemy pewne rzeczy, inaczej przechodzimy pewne historie, a jednak funkcjonujemy razem. a jednak razem chcemy oddawać i robimy to chwałę Panu Bogu. Więc zobaczcie, bez słowa nie ma przemiany, bez Nowego Narodzenia nie ma przemiany, ale nawet kiedy jest przemiana, to jeszcze nie oznacza, że staje się jakaś jednolitość i albo, że natychmiastowo jest jedność. Nie! Ta jedność jest wytwarzana, kiedy jesteśmy skoncentrowani na Chrystusie i Ona ma swój cel. Ma cel wspólne uwielbienie Boga. To się Panu Bogu upodobało, że różny Bartek, różny Kamil, różny Marcin, różny Dawid, różny Jerzy, różny Piotr wspólnie wielbią Pana Boga. Nie jednolicie, ale w jedności i wspólnie. To się Panu Bogu upodobało. Ta jedność nie zaczyna się na poziomie relacji. To też jest bardzo ważne. To nie jest tak, że my wspólnie wielbimy Pana Boga, bo się już trochę znamy. Akurat podałem takie osoby, z którymi się dłużej znam, z każdym z tych osób, co podałem. Ale nawet gdyby tu ktoś siedział pierwszy raz i każdy z nas to przeżył, mamy czasami takie wrażenie, poznajemy kogoś i mamy wrażenie, że nie, to jest w ogóle, znamy go tysiąc lat. Nie? Każdy z nas to przeżył. Czemu? Bo ta jedność, ona się nie bierze z relacji. Ja mam dla przykładu, nawet w tych osób co wymienionych, mam większe relacje z Marcinem jak z Dawidem. Prawda? Jest tak bracia? No większe relacje mam z tobą jak z tobą. Ale jedno jestem z jednym i drugim, bo jedność nie bierze się z relacji. Ona się bierze z przemienionego serca. Przemienionego przez Nowe Narodzenie i przemienionego przez Boże Słowo. Więc jeśli chcemy mieć jedność, trzeba zacząć od Nowego Narodzenia i od Słowa, ale to nie wystarczy. Musimy non stop być kształtowani przez to Boże Słowo, nie przez emocje. Musimy pamiętać, że my tej jedności nie tworzymy sami poprzez jednolitość i poprzez dojście do jednakowych poglądów w każdej sprawie, ale to jest dar od Boga, o który trzeba zabiegać, o który się trzeba modlić. Dobrze jest, kiedy Kościół woła do Boga o jedność Kościoła. celem tej jedności jest wspólna chwała, a nie tylko komfort, atmosfera i poczucie jakichś takich głębich, głębokich relacji międzyludzkich. Jedność Kościoła zaczyna się tam, gdzie kształtuje Boże Słowo. I teraz dalej, siódmy werset. Zobaczcie, jak pędzimy już. Już jedna trzecia za nami. Przeto przyjmujcie jedni drugich, jak ich Chrystus przyjął nas ku chwale Boga. Piękne zdanie, podsumowanie i jednocześnie bardzo wymagający nakaz w zasadzie cały czas przez Nowy Testament przewijający się. Przyjmujcie jedni drugich, jakich Chrystus przyjął nas ku chwale Boga. Jeszcze raz. Przyjmujcie to nie oznacza tolerujcie. To nie są synonimy. To nie oznacza znosić. To nie oznacza jakoś wytrzymać. To oznacza W języku biblijnym bądźcie gościnni. W ogóle przy starszych zboru jest na przykład sformułowanie, że starszy zboru powinien być gościnny. I to nie chodzi o to, że ja mam być gościnny dla kogoś, kogo lubię, bo to i poganie tak robią i ludzie niewierzący, że jak jeden z drugim się lubi, to jest dla siebie gościnny. Tylko ja mam być gościnny dla kogoś o zupełnie innych poglądach. Zupełnie innym światopoglądzie. Taki ma być starszy zboru. I zobaczcie jak to jest daleko od tolerancji. Bo jak kogoś toleruje to nie oznacza, że go zapraszam do domu. Też tak masz? Też tak masz. Ale gościnnie to już jest coś więcej niż tolerować. Przyjmujcie gościnnie to są synonymy. Przyjąć do relacji. Otworzyć swoje serce na tego drugiego człowieka. Uznać tego drugiego człowieka jako część swojego życia. Jest pewna aktywna postawa wymagająca zaangażowania z mojej strony, jeżeli ja mam być tym przyjmującym. Jest pewna decyzja, podejmuję pewną decyzję, będę miał z Tobą relację, przyjmę Cię mimo różnic, mimo znaków zapytania, mimo pewnej niepewności w tej historii. To jest te przyjmujcie. Jak kto? Jak Chrystus. Zobaczcie, On tu nie mówi przyjmujcie, jeśli się ze sobą zgadzacie. On mówi jak Chrystus przyjął was. A jak nas Chrystus przyjął? Przypomnijmy sobie. Kiedy byliśmy jacy? No grzeszni, grzeszni. Ja naprawdę odbiegałem od standardów Pana Jezusa. to, to, to naprawdę było coś więcej niż tolerancja. Pewnie z tobą było tak samo. Jezus znacznie więcej niż cię tolerował. On cię ukochał. I to jeszcze jak byłeś grzesznikiem. Czy już nie tak podaję pismo? Nie jest napisane tolerował cię jako grzesznika, tylko ukochał. Całkowicie byłem niedoskonały. Dalej jestem niedoskonały, ale wtedy ta niedoskonałość to, to było w ogóle pojęcie ogromne. Nic nie miałem poukładane. Kiedy Pan Jezus przyszedł do mojego życia, nic w moim życiu nie było poukładane. Dalej wiele rzeczy jest niepoukładanych, ale wtedy było nic niepoukładane w moim życiu. Wiem, że niektórzy mają inaczej, ale ja miałem tak, że byłem naprawdę trudnym przypadkiem i nie byłem łatwy w relacji. W sensie Pan Jezus nie miał ze mną łatwo nawiązać relacji. Ja nie byłem ochoczo zawodnik w tej historii, że przyszedł Pan Jezus i hura, przyszedł Pan Jezus do mojego życia. Ja byłem strasznie trudny w relacji, no i czasami dalej jestem. I Pan Jezus nigdy do mnie nie powiedział, nigdy tego nie odczułem, żeby tego ode mnie żądał, że muszę coś zmienić, żeby On miał ze mną relację, żeby mnie przyjął do siebie, żebym mógł się od Niego uczyć. Nigdy takiego doświadczenia nie miałem i nie będę nigdy takiego doświadczenia miał, dlatego że Chrystus tak nie działa. Chrystus działa tak. Przyjmę Cię i w ten sposób będę Cię przemieniał. I do Ciebie działa dokładnie tak samo. Przyjmę Cię z całym tym Twoim bagażem, z wszystkim tym, co nosisz, z tym wszystkim Twoim niedomaganiem, niedoskonałością, z tym, że nie masz wszystkiego poukładanego, z tym, że czasem jesteś trudny w tej relacji. Takiego Cię przyjmę i TYM Cię będę przemieniał. Właśnie to cię przemieni. Jak Chrystus przyjął was. Czyli my powinniśmy tak samo działać. Czyli podchodzę do drugiego człowieka, a on jest jeszcze grzeszny, on jest jeszcze niedoskonały, on jest, on, on nie ma jeszcze wszystkiego poukładanego, on nie jest łatwy w relacji i ja muszę winien tego jestem tak go przyjąć, jak Chrystus przyjął mnie. Przyjąć go w ten sposób i to będzie tego człowieka zmieniać, to będzie na niego oddziaływać, to jest pewna rzecz, której on nigdzie indziej nie doświadczy jak w chrześcijaństwie. I to też jest ciekawe, bo znowu ten, którego przyjmujemy i tak jak Chrystus przyjął nas, to jest człowiek jeszcze nieodrodzony najczęściej. Nienarodzony na nowo. Ten człowiek ma w sobie ogromne potrzeby. Między innymi ma potrzebę bycia przyjętym przez jakąś społeczność, przez drugiego człowieka. Uznania. Yyy, jak to dobrze wytłumaczyć? Myślę nad słowem. O, taki człowiek chce być widziany. Człowiek ma taką naturalną potrzebę. My chcemy być widziani przez drugiego człowieka. Nie chcemy być yy samotni w tłumie. My chcemy być zauważeni, widziani. I co ciekawe, psychologia, wiecie, że, że studiuje psychologię, ona to potwierdza, że człowiek najlepiej się rozwija tam, gdzie doświadcza właśnie tego przyjęcia, uznania, akceptacji i tego, że czuje się widziany, że on wie, że jest dla kogoś ważny. I Kościół ma być takim miejscem. Właśnie takim miejscem ma być Kościół. Właśnie to musimy uchwycić i to zobaczyć. Kościół ma być miejscem, gdzie drugi człowiek jest przyjęty, jest uznany w całej swojej niedoskonałości, w turbo niepoukładanym życiu. On yy jest zaakceptowany. On, nie jego grzech. On jest zaakceptowany. On się czuje bezpiecznie w tej relacji. Kościół nie może być miejscem ciągłej oceny, ciągłego napięcia, ciągłego porównania, straszenia. Nie, on ma być miejscem, gdzie ludzie doświadczą przyjęcia na wzór Chrystusa. Tak jest tu napisane. Przyjęcia na wzór Chrystusa. Do tego musimy dążyć. żeby była jasność, żebyśmy nie odbili w drugą stronę. To nie oznacza zgody na wszystko. To nie oznacza akceptowania grzechu. To nie oznacza rezygnacji z prawdy. To nie oznacza rozmycia Ewangelii, rozmydlenia Ewangelii. Chrystus nas przyjął, ale jednocześnie nas przemienia. To ma iść ze sobą w parze, czyli my mamy mieć takie nastawienie, ale to ma przemieniać tego człowieka. Jeżeli to nie będzie przemieniać tego człowieka, Kościół nie jest miejscem dla takiego człowieka, dlatego że Kościół nie jest miejscem dla każdego. Kościół jest miejscem dla ludzi szukających Pana Boga. Więc Kościół jednocześnie ma być miejscem prawdy, ale i łaski. To musi iść ze sobą w parze. Tu ma być prawda i to prawda prosto z mostu podana. między oczy walona, ale jednocześnie to musi być miejsce łaski. Wrócę do przykładu, który podałem. Ja miałem takie doświadczenie, że przyszedł do mnie, inaczej mieli na imiona, Genek i Euzebi, razem za rękę, kiedy w Anglii służyłem i przyznał mi się, że on jest właśnie homoseksualistą. No i co ja zrobię? Nic nie zrobię. Siadaj, słuchaj Ewangelii. Ja cię stąd nie wyrzucę. Mnie osobiście nie jest gorszy, jak się tam trzymacie za rękę, nie przepadam za tym, ale ja mam dosyć spory dystans do takich historii. Natomiast ty nie możesz oczekiwać, że ja przestanę mówić, że to jest grzech. Ty nie możesz oczekiwać, że ja w jakimś kazaniu ominę ten temat. Ty nie możesz oczekiwać, że ja nie nazwę rzeczy po imieniu. Ja akceptuję ciebie, a ty musisz zaakceptować moją, moją sytuację i moje zrozumienie tematu. Jeżeli ja akceptuję ciebie, ty akceptujesz mnie, jesteś tu mile widziany, bo to cię będzie przemieniać. No i przemieniło go, bo ta historia się kończy happy endem, szczegółów nie będę podawał. Więc Kościół musi być miejscem prawdy, ale musi być miejscem łaski. Kościół musi być miejscem pewnych standardów. Tu muszą być pewne standardy i to są wysokie standardy, ale jednocześnie to musi być miejsce pełne cierpliwości, pełne wybaczenia, pełne kolejnej szansy, nawet jak ktoś się wyłoży jak długi. I czemu? Znowu to jest podane. Ku chwale Boga. To jest cel wszystkiego. Ku chwale Boga. Siódmy werset. Przeto przyjmujcie jedni i drugi, jak i Chrystus przyjął nas, ale jaki jest tego cel? Ku chwale Boga. Więc zobaczcie, to jest cel wszystkiego, uwielbienie Boga, ku chwale Boga. Znowu to jest podkreślone. Więc nie chodzi tylko o dobre relacje. Nie chodzi tylko o to, żeby było miło. Nie chodzi o to, żeby różni ludzie z niedoskonałymi życiorysami, z różnymi historiami żyli razem w miłości i sobie zrobimy takie hippie party i będzie hura i hip hip. Nie o to chodzi. To może być tak widziane, Ale chodzi o coś znacznie głębszego. Taki Kościół, który jest miejscem prawdy, ale i łaski. Miejscem standardów, ale jednocześnie kolejnej szansy wybaczenia, cierpliwości tego wszystkiego. Taki Kościół, taka oblubienica przynosi Bogu chwałę. Każda inna nie. Jeżeli Kościół jest tylko miejscem prawdy, ale nie ma tam łaski, to nie przynosi Bogu chwały. Nawet gdyby głosił największą, najdoskonalszą, najperfekcyjniejszą i przez największe P pisaną prawdę. Taki Kościół nie przynosi chwały Bogu, jeżeli w tym Kościele zabraknie łaski. Jeżeli Kościół będzie miał super standardy, najwyższe standardy, no nieosiągalne standardy, ale nie będzie miał cierpliwości, nie będzie miał wybaczenia, nie będzie miał kolejnej szansy, taki Kościół nie przynosi chwały Panu Bogu. W drugą stronę niestety też. Kościół, który jest zanurzony w tak zwanej hiperłasce, ale zapomina mówić prawdę, omija pewne tematy, kluczy wokół pewnych tematów, nie wspomina o pewnych rzeczach, nie przynosi Bogu chwały. Kościół, który jest Kościołem wybaczenia, kolejnej szansy, cierpliwości, ale w tym Kościele nie ma żadnych standardów, żadnego porządku, żadnej hierarchii, żadnej struktury, żadnego regulaminu. Taki Kościół też nie przynosi Bogu chwałę, bo Kościół ma być połączeniem tych rzeczy i to przynosi Panu Bogu chwałę i tylko to. Więc zobaczcie, przyjmujemy ludzi nie dlatego, że są łatwi. Ludzie nie są łatwi. Ludzie są najbardziej skomplikowanym gatunkiem na ziemi. No nie ma nikogo bardziej skomplikowanego jak człowiek. Ludzie nie są łatwi. Zwłaszcza współcześni ludzie nie są łatwi. Ale my nie przyjmujemy ludzi dlatego, że są łatwi, tylko dlatego, że Chrystus ich przyjął i chce ich przyjmować. Winniśmy budować relacje nawet wtedy, kiedy to jest trudne. I musimy tworzyć Kościół, w którym ludzie będą wzrastać, a nie tylko będą oceniani. W parze będzie szła łaska i prawda, standardy i cierpliwość. I to przyniesie Bogu chwałę. Według tego mamy żyć. Rozpędzamy się. Ósmy werset. Ale do dwunastego. Gdyż powiadam, że Chrystus stał się sługą obrzyzanych ze względu na prawdę Bożą, aby potwierdzić obietnice dane Ojcom. Paweł, jak to Paweł, zaczyna od Żydów. Ale to jest ciekawe, bo tu Paweł pokaże szerszą perspektywę. To jest dosyć ważny fragment Bożego Słowa. On zaczyna od Żydów. No i faktycznie Chrystus przyszedł jako Mesjasz Izraela. Przede wszystkim jako Mesjasz Izraela. Przyszedł jako wypełnienie obietnic danych hebrajczykom. Potwierdził wierność Boga. udowodnił, że Bóg mimo ułomności ludzi, zwłaszcza narodu wybranego, to przerabialiśmy w poprzednich rozdziałach, nie zapomniał, nie zmienił zdania, nie wycofał się ze swoich obietnic. No, no nic jak historia Izraela nie pokazuje tej wierności Boga, ale to już przerabialiśmy, Paweł to dogłębnie tłumaczył. Paweł idzie dalej w dziewiątym wersecie. Aby i poganie wielbili Boga za miłosierdzie. I to jest niezwykłe, bo Paweł mówi o poganach, którzy są poza przymierzem, poza obietnicami, poza ludem Bożym i oni są włączeni do Bożego planu. Nie przez zasługi. Nawet nie przez wybór. przez miłosierdzie. Tylko i wyłącznie. Poganie zostali włączeni, ja i ty zostaliśmy włączeni do Bożego Planu nie z powodu zasług. My nie mamy żadnych zasług. My nie jesteśmy lepsi jak Izrael. Tak jak, żebyśmy to dobrze uchwycili. Błędem jest Filosemityzm tak samo jak antysemityzm. Czyli to ma być neutralne. Rozumiecie o co mi chodzi? To nie ma iść w żadną stronę. My nie jesteśmy ani gorsi, ani lepsi. I nie przez zasługi. My nie jesteśmy lepsi niż Izrael. Jesteśmy też gorsi. Nie przez zasługi. Nie dlatego, że oni pobłądzili, a my tu cwaniaki odkryliśmy tę historię. Nie, nie przez to. Tylko i wyłącznie przez Boże miłosierdzie. I Paweł tu przytacza aż cztery cytaty ze Starego Testamentu mówiące o tym, do Izraela. Dlatego będę cię wyznawał między poganami, weselcie się poganie z jego ludem, chwalcie Pana wszyscy poganie, w nim poganie nadzieję pokładać będą". Zobaczcie, on cztery cytaty pokazuje z różnych ksiąg, więc to nie jest nowy pomysł, Paweł tu mówi, to nie jest nowy pomysł, to jest plan Boga od samego początku. Bóg od samego początku, odtąd, od pierwszych stron Księgi Rodzaju chciał i tak to zaplanował, że będzie jeden lud Boży złożony z różnych narodów, który będzie zjednoczony w kim? W Chrystusie Jezusie. I to znowu jest uderzenie w naturalne funkcjonowanie człowieka. My naturalnie mamy tak, że dzielimy świat. My, oni. Czarni, biali, nie mam nic złego na myśli. Kościół, świat. My to naturalnie robimy. My tak mamy. My musimy wszystko podzielić. Na taki podział grupowy. Muszą być grupy. My, oni. To nam ułatwia życie, no bo łatwiej się akceptuje swoich, nie? My swoich akceptujemy, trudniej się akceptuje innych, szybciej się ocenia w ogóle tych, którzy są inni. I teraz zobaczmy, co robi Ewangelia według Pawła. Ewangelia burzy ten podział. Ona uderza w ten podział. I cała Ewangelia o tym mówi, że to jest zburzone. Że w Chrystusie Żyd i Poganin to jest jedno. Że w Chrystusie mężczyzna i kobieta to jest jedno. Że w Chrystusie silny i słaby to jest jedno. Że w Chrystusie ci, którzy się różnią między sobą i ci podobni do siebie to jest jedno i to ma być jeden lud Boży. Że ma być jedność ponad tym naturalnym podziałem. Więc w takim razie Kolejnym elementem tej jedności kościoła, o którą się modlimy, winniśmy się modlić i do której mamy dążyć, nie polega na tym samym stylu życia. Bo my i oni jedno, a ja mam inny styl życia. Nie polega na tej samej kulturze. Nasza kultura jest zupełnie inna niż kultura Izraela. To jest absurd, że niektórzy próbują wprowadzić kulturę Izraela do kościoła europejskiego. To już w ogóle jest odjazd, ale my mamy nawet inną kulturę niż Afryka, niż Filipiny, niż tego typu kraje. Zupełnie inną kulturę. To jest absurd, że my mamy to ujednolicić. Tego się nie da ujednolicić. My mamy inną kulturę od Anglików. A niby ten sam, no oni są co prawda na wyspie, Jedno i drugie Europa. A mamy inną kulturę i jedność nie polega na tej samej kulturze. Mamy różne preferencje. Kamil lubi komiksy, ja niekoniecznie. No ja niekoniecznie. Ja lubię science fiction, ktoś tam niekoniecznie. Trzeci w ogóle jest teraz oburzony jak z komiksy, science fiction. Trzeba uciekać i ewakuować się z tego kościoła. No niekoniecznie. Jedność nie polega na tych samych preferencjach. Jedność polega na tym, że Kamil ma tego samego Zbawiciela. Ja mam tego samego Zbawiciela i ten co teraz uciekł, ma akurat na Mariusza trafiło, ma tego samego Zbawiciela. Wydoroślał, bo mu się dziecko urodziło. Nagle komiksy B i science fiction B. Paweł to wszystko kończy cytatem z Izajasza. I on to znowu zaznacza. Chrystus jest fundamentem jedności, niejednolitość poglądów. Chrystus jest źródłem nadziei, a niejednolitość poglądów. Chrystus jest centrum Kościoła, a nie doprowadzenie Kościoła do jednolitych poglądów w każdym jednym możliwym aspekcie. Nie nasze podobieństwo, nie nasze przekonania, nie nasze doświadczenia, nie nasza mądrość, nie nasza wiedza, tylko Chrystus jest tym elementem jedności. To jest... To, że wszyscy należymy do Chrystusa, jest tym elementem jedności. Trzynasty werset. Znowu Paweł. w pewien sposób się modli, a Bóg nadziei niechaj was napełni wszelką radością i pokojem wierze, abyście obfitowali w nadzieje przez moc Ducha Świętego." Ciekawie to kończy, bo my też kończymy, bo tu będziemy kończyć o tym trzynastym wersecie, bo on potem przejdzie do innego tematu. Zobaczcie, on kończy nie teorią, nie nakazem, modlitwą o Kościół kończy. To jest w pewien sposób modlitwa. Bóg nadziei niechaj was napełni. Zobaczcie, że to ma taką formę prośby modlitewnej, a nie pustej teorii albo jakiegoś nakazu. On tu się modli o ten Kościół w Rzymie. Jest piękne podsumowanie tego wszystkiego. Paweł nazywa Boga imieniem, specyficznym imieniem, Bogiem nadziei. To oznacza, że nadzieja nie pochodzi z okoliczności. Nadzieja nie pochodzi od ludzi. Nadzieja nie pochodzi z tego, że wszystko zawsze działa idealnie i nie ma żadnych piętrzących się problemów. Nie, nadzieja pochodzi od Boga, bo Bóg jest Bogiem nadziei. Dlatego Kościół może mieć i ma nadzieję nawet wtedy, kiedy są jakieś napięcia, kiedy są jakieś różnice, kiedy jest trudno. kiedy jest jakiś konflikt relacji, bo źródłem naszej nadziei nie są okoliczności i sytuacja, tylko Bóg nadziei, źródłem jest Bóg. I Paweł modli się w specyficzny sposób o specyficzną rzecz. Niech was napełni wszelką radością i pokoją w wierze. To jest tu często powtarzane z zakazalnicy, Pastor Marek bardzo często wspomina o tych dwóch aspektach. Jak rozpoznać czy jakiś Kościół chodzi z Bogiem. Radość i pokój. Te dwa elementy. Niech Was napełni radością i pokojem. Zwróćmy na to uwagę, to nie jest jakiś tam dodatek. To ma być radość i pokój. Radość i pokój są znakiem i dowodem zdrowia duchowego. Dlatego, że Kościół zbór jakiś, może mieć poprawną teologię, struktury, działania, służby, a jednocześnie w tym wszystkim nie mieć radości i nie mieć pokoju. Jednocześnie może mieć jeszcze niepoukładane to, jeszcze może być niepoukładana teologia, ona nigdy nie będzie poukładana w stu procentach, Jakaś struktura może zawieść, coś się może popsuć, jakieś działanie może wyjść bokiem wszystkim, a jednocześnie będą mieć radość i pokój. Dlatego, że radość i pokój rodzą się z wiary, z relacji z Duchem Świętym, z właśnie tą jednością w Chrystusie. I znowu, my najlepiej funkcjonujemy w pewnych określonych warunkach. Kiedy mamy poczucie bezpieczeństwa, kiedy mamy poczucie sensu i poczucie nadziei. To jest taka zdrowa trójca w umyśle człowieka. Kiedy mam poczucie bezpieczeństwa, kiedy mam poczucie sensu i kiedy mam poczucie nadziei to wtedy najlepiej funkcjonuje. Jak tego nie mam, jak nie mam poczucia bezpieczeństwa w małżeństwie, w kościele, w pracy, w sklepie, wszędzie to działa. Jak nie mam poczucia bezpieczeństwa lub i nie mam poczucia sensu lub i nie mam poczucia nadziei, to zaraz pojawia się napięcie, pojawia się lęk, frustracja się pojawia i to wszystko, czego nie lubimy mieć. I teraz zobaczmy, o co się Paweł modli. Dokładnie o te potrzeby. Pokój. Co daje pokój? To poczucie bezpieczeństwa. Żeby wam Bóg zapewnił poczucie bezpieczeństwa. Miejcie pokój. Radość. Co daje radość? Taką siłę do życia. Wszyscy tak mamy. Jak jestem radosny, to chce mi się żyć, to więcej mogę, to mam siłę do wstania z łóżka. A jak jestem smutny, to najlepiej bym przespał cały dzień. I każdy z nas tak ma. Więc zobaczcie, on się modli o pokój, który ma dać bezpieczeństwo, o radość, która ma dać nam siłę do życia, no i nadzieję, bo nadzieja mi daje jakiś sens, jakiś kierunek, jakiś target i to wszystko ma w ogóle sens. Tylko Paweł, skoro się o to modli, to rozumie, że to się nie wytwarza samo. że to jest owocem działania Boga. Owocem działania Boga. Dlatego to jest tak ważne w Kościele. To jest owoc działania Ducha Świętego w Kościele. Lub jest problem, kiedy tego nie ma i trzeba się pochylić nad tym, dlaczego tego nie ma. W Kościele ma być bezpieczeństwo, sens i nadzieja. Ma być pokój, radość i nadzieja. To jest owoc tego, że w jakimś Kościele działa Duch Święty. I Paweł tu kończy, abyście obfitowali w tą nadzieję. Ale jak? Przez moc Ducha Świętego. Więc nie przez wysiłek, nie przez próbę ogarnięcia wszystkiego, nie przez próbę przeskoczenia wszystkiego po swojemu, tylko przez moc Ducha Świętego. Więc zobaczmy, końcowo jedność Kościoła polega na pokoju serca i radości życia, które nie są produktem ludzkiej siły, ale są owocem działania Ducha Świętego w Kościele. I ten jeden werset pokazuje, jak powinien wyglądać Kościół. I o co my tu musimy też dbać. Kościół ma być pełen nadziei, ma być pełen radości, ma być pełen pokoju, ma być oparty na wierze i na mocy Ducha Świętego. I ktoś powie, no to jest idealizm, to tak się nie da. Da się. To jest właśnie Boży Plan dla Nowego Narodzenia w Tanowskich Górach i dla każdego innego zboru założonego przez Jezusa Chrystusa. To jest ten Boży Plan. To ma być Kościół pełen nadziei, pełen radości, pełen pokoju, oparty na wierze, na Słowie Bożym i ma być prowadzony przez Ducha Świętego. To nie oznacza, że nigdy się nic nie wydarzy, co tłumaczyłem przez stałe kazanie. Ale to oznacza, że nigdy się nic nie wymknie Bogu spod kontroli, bo On jest źródłem nieokoliczności. On zabezpiecza radość, pokój, czyli te wskawiźniki zdrowia duchowego. My musimy mu po prostu pozwolić działać, a czasem działa w sposób niekontrolowany. Cały ten fragment prowadzi do bardzo prostej i bardzo trudnej prawdy jednocześnie. Musisz się narodzić na nowo i tyle. Kościół nie jest zbudowany na podobieństwo ludzi czy na zaspokojenie ludzkie, ale na Chrystusie jest zbudowany. Uwaga, możemy się różnić. Możemy się różnić, będziemy się różnić. Zawsze tak będzie. No totalnym odjazdem jest doprowadzenie zboru, że wszyscy są jednej myśli politycznej. To jest odjazd. To jest stawanie wbrew Bożemu Słowu. To jest jednolitość, a nie jedność. To są dwa różne tematy. My się mamy prawo różnić, możemy się różnić i Biblia o tym mówi wprost. My się możemy nawet różnić w prawie tego, czy ona jest trójkątem, czy kółkiem, czy płaska. Nie ma znaczenia. Mamy prawo się różnić. Mamy prawo się różnić w sprawie filmów, telewizora, radia i tego wszystkiego. Mamy do tego prawo. Możemy się różnić. My się możemy różnić nawet w sprawach doktrynalnych, oczywiście drugo i trzecioorzędnych. Mamy do tego prawo, żeby się różnić. Różnimy się i będziemy się różnić we wrażliwości, w doświadczeniach i w tych przekonaniach drugo i trzecioorzędnych. Ale jeśli Chrystus jest w centrum, to będzie jedność. Pomimo tego, że nie będzie jednolitości, żebyśmy odróżniali te dwa wyrazy. Paweł tu pokazał co robić, żeby, żeby o to dbać. Silni mają nieść słabych. Mamy nie żyć dla siebie. Mamy budować drugiego człowieka duchowo. Potem pokazał, Chrystus nie żył dla siebie. Jest wzorem, który mamy ciągnąć. Potem wytłumaczył, że słowo przemienia nasze myślenie, a Boża moc daje jedność. I w końcu Paweł mówi przejmujcie się tym, przejmujcie się nawzajem, bo Chrystus was przyjął. Zostawia nas z takim obrazem kościoła pełnego nadziei, radości i pokoju. I teraz pytanie, które w ogóle musimy sobie zadać. Czy my jesteśmy częścią budowania tej jedności, czy raczej utrudniamy tą jedność, uwaga, przez wprowadzenie jednolitości. Jedność kościoła nie niszczy się wielkimi jakimiś decyzjami, wielkimi sprawami. To się niszczy codzienną taką małą, bierną postawą, ale też codziennie się buduje tym, o czym dzisiaj mówimy. Kościół, w którym ludzie naprawdę żyją jak Chrystus, to jest atrakcyjny kościół, bo świat widzi coś, czego sam nie potrafi stworzyć. Otóż świat stworzy pewnego dnia jednolity system. Stworzy. Będzie kiedyś tak. Nie wiem czy jutro, czy za rok, czy za dziesięć lat, czy za pięćdziesiąt, czy za tysiąc, nie wiem, nigdy tego nie definiuję, ale definiuję, że tak będzie. Będzie kiedyś jednolity świat, będzie jedna religia, będzie jedna geopolityka, będzie jeden pieniądz, będzie wszystko jedno, jednolite. Ale świat nie stworzy jedności w Chrystusie i to jest ta różnica, to jest ta różnica. i w tej jedności w Chrystusie, tylko, a nie w jednolitości poglądowej, Bóg jest uwielbiony. Dobry Boże, dziękujemy Ci za Twoje Słowo, które pokazuje nam nie tylko, jak mamy wierzyć, ale jak mamy funkcjonować w tej wierze, jak mamy żyć i to żyć razem. Panie, chcę Ci podziękować za Jezusa Chrystusa. który nie żył dla siebie, ale oddał swoje życie nie tylko za nas, ale i dla nas. Panie, potrzebujemy korekty, potrzebujemy, żebyś nam przebaczył wszędzie tam, gdzie żyjemy dla siebie. Kiedy szukamy swojej racji bardziej niż miłości. Kiedy wybieramy wygodę zamiast służby. Kiedy zamykamy serce na drugiego człowieka. Boże, ucz nas patrzeć na innych tak jak Ty patrzysz. Daj nam Twoje oczy. Daj nam Twoje uszy. Ostatecznie daj nam Twoje ręce. Daj nam Panie takie serca pokorne, żebyśmy nie szukali siebie, ale Ciebie. Daj nam Panie taką cierpliwość, żebyśmy umieli okazywać tą cierpliwość słabszym od nas. Daj nam mądrość, żebyśmy budowali, a nie niszczyli. Naucz nas przyjmować siebie nawzajem tak, jak Ty nas przyjąłeś. Z łaską, z cierpliwością, chociaż w prawdzie. Boże, ja Ci przynoszę ten Kościół, ten nasz zbór. Dla mnie i dla nas umiłowany zbór. Ale wierzę, że też Ty tak patrzysz na ten zbór. Proszę Cię Panie, żeby to była taka wspólnota, w której Jest pokój zamiast napięcia. Jest radość zamiast ciężaru. Jest nadzieja zamiast zniechęcenia. Jest piękno różnic zamiast jednolitości. I w tym wszystkim jest jedność. Jedność w uwielbianiu Ciebie. Boże, napełnij nas swoim duchem. żebyśmy w tym chodzili. Spraw, żebyśmy obfitowali w tym i to tak wyraźnie obfitowali. Prowadź nas Panie, żebyśmy żyli nie dla siebie, ale żebyśmy żyli dla Twojej chwały i Twojego uwielbienia. Niech ten nasz zbór będzie takim odbiciem Chrystusa. Oddajemy Ci nasz Kościół, nasze relacje, nasze serca, siebie indywidualnie. Bądź uwielbiony. Amen. No dobra.
    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Autor kazania

    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.

    Poznaj autora