Nie zatrzymuj ewangelii
Służba wypływa z łaski, nie ambicji, chluba tylko w tym, co Chrystus uczynił. Ewangelia to nie zmiana zachowania, lecz przemiana serca przez nowe narodzenie. Słowo i Duch razem dają życie. Idź tam, gdzie trudno, tam gdzie Chrystus jeszcze nie jest znany.
Transkrypcja
Witajcie w imieniu Jezusa Chrystusa. Witam wszystkich zebranych w kaplicy, zebranych podczas transmisji internetowej, tych, którzy później będą przeglądać sobie to nauczanie, to kazanie. Oczywiście kontynuujemy list do Rzymian. Kończymy już powoli ten list do Rzymian, ale tak powoli. Jeszcze zostało trochę. Dzisiaj druga część piętnastego rozdziału. W zeszłym tygodniu omawialiśmy pierwszą część do trzynastego wersetu, tak mam zaznaczone. Dzisiaj druga część, końcówka listu do Rzymian, w której wyraźnie coś się zmienia. Jeszcze raz przypomnę, Paweł przestaje już w tym momencie pisać o doktrynie albo może tylko o doktrynie. Przestał rozwijać prawdy dotyczące usprawiedliwienia, dotyczące łaski, wybrania jedności, bo to wszystko już omówił Rzymianom. i zaczyna mówić o swoim życiu. Tu w ogóle bardzo szeroko w to wejdzie, o swojej służbie, o swoim powołaniu, o swojej drodze z Jezusem Chrystusem. I wiem, mogli wyraźnie zauważyć, że Ewangelia, w którą wierzył Paweł i Ewangelia, w którą winniśmy wierzyć my i my, to nie jest tylko coś, w co się wierzy. jakaś prawda, w którą się tylko wierzy. Ewangelia, w którą wierzył Paweł i w którą my wierzymy, to jest coś, co powinno człowieka prowadzić i to prowadzić dalej niż nam się wydaje. On tutaj rozpocznie ten fragment od takich słów, ja sam zaś, bracia, Moi, mam pewność co do was, że i wy jesteście pełni dobroci i możecie jedni drugich pouczać." To czternasty werset. Czyli zobaczmy, on nie pisze do ludzi niedojrzałych, on nie pisze do ludzi początkujących, do takich, którzy dopiero rozpoczynają tutaj uczniostwo w Jezusie Chrystusie. On pisze do Kościoła, który Jest pełen dobroci ten kościół w Rzymie, ma pewne poznanie, potrafi się wzajemnie budować. I mimo tego wszystkiego, mimo tego, że ten Kościół jest dojrzałym Kościołem, że ten Kościół już jest takim porządnym Kościołem, to Paweł będzie im pewne rzeczy tłumaczył. Dlatego, że dojrzałość chrześcijańska to jest taki mechanizm, który się nigdy nie zatrzymuje. W sensie nigdy nie jesteśmy na tyle dojrzali, my pojedynczo, jak i my jako wspólnota Kościoła, by nie mieć już nic do zrobienia i by zatrzymać się na tej drodze uczniostwa w Chrystusie. I musimy sobie zadać takie pytanie, w takim razie, co my robimy z tą Ewangelią, którą przyjęliśmy? Przyjął każdy z nas Ewangelię. Gdyby nie, to by nas tutaj nie było. Nie zgłosiłbyś się do chrztu wodnego, nie przechodziłbyś pewnych trudnych historii, gdybyś nie przyjął Ewangelii. Ale skoro przyjąłeś tą Ewangelię, skoro ja przyjąłem tę Ewangelię, ty przyjąłeś tę Ewangelię, to co my z nią robimy? czy ta Ewangelia jest tylko do mojego życia, tylko dla mojego zbawienia, tylko dla mojego wzrostu, czy też stała się czymś, co przeze mnie płynie i to płynie dalej. Płynie do otoczenia, płynie do bliskich, płynie do znajomych, do rodziny, do sąsiadów. I Paweł tutaj pokaże nam swoje serce. To jest ciekawy fragment Bożegłosowa, który dzisiaj będziemy rozważać, dlatego że Ten twardy, doktrynalny, poukładany apostoł Paweł, on tutaj wyraźnie pokaże swoje serce. On tu wyraźnie zaznaczy, że nie służy dla kariery, a w zasadzie to on porzucił karierę dla służby. Nie traktuje tej służby jako sukces, chociaż mógłby. Mógłby, miałby do tego... powody, nie buduje w ogóle służby wokół siebie, on powie, że to wszystko jest oparte na mocy łaski, która została mu dana przez Pana, przez Pana Boga. Tam będzie taki fragment. No i to jest pewien klucz. Służba, która nie zaczyna się u apostoła Pawła od ambicji, ale służba, która zaczyna się, przechodzi i kończy na mocy łaski Jezusa Chrystusa. I to jest ważne, dlatego że żeby poukładanie żyć, żeby jakoś funkcjonować, żeby chcieć jutra i w jakiś ciekawy sposób te swoje życie przeżywać, to człowiek musi wybudować pewne założenia, musi mieć pewien cel, musi mieć pewne poczucie sensu, musi mieć Takie wewnętrzne przekonanie, że jego życie ma sens. Wtedy mówimy o takim zdrowym podejściu do życia, zdrowym podejściu do jutra, zdrowym śnie i tym wszystkim. Kiedy mamy cel, kiedy mamy jakiś sens i kiedy mamy wewnętrzne przekonanie, że to moje życie ma jakieś znaczenie. Bez tego zaczynają się kłopoty. Albo człowiek wpada w depresję, albo się kręci w kółko, albo wiecznie szuka jakiegoś zaspokojenia, albo szybko się wypala, albo traci w ogóle kierunek, w którym powinien podążać, no i gubi się. I niestety ten opis, ten drugi opis dotyczy wielu ludzi, nawet wierzących, jeśli nie mają pasji dla Ewangelii. Jeśli gdzieś zgubili pasję dla Ewangelii, to ten opis, że to jest człowiek, który kręci się wokół siebie, wypala się, szybko się gubi, potrzebuje wiecznie jakiegoś zaspokojenia, jakiegoś impulsu do działania, traci jakiś azymut w życiu, dotyczy również wierzących, którzy nie mają pasji dla Ewangelii, bo Ewangelia zatrzymała się na nich. Nie oznacza to, że ci ludzie nie są zbawieni? Często są? Zazwyczaj są, skoro są bieżącymi, natomiast ta Ewangelia zatrzymała się na nich i to życie traci sens. I Paweł tu pokaże zupełnie inną rzeczywistość. Właśnie rzeczywistość, która ma kierunek, ma sens, ma cel, ma wizję, jest zakorzeniona w łasce czy w mocy łaski i prowadzona przez Ducha Świętego. Inaczej mówiąc, Paweł tu pokaże, że on i każdy z nas powinien uczestniczyć i to czynnie uczestniczyć, niebiernie uczestniczyć w Bożym dziele, jakim jest głoszenie Ewangelii. Przeczytajmy sobie ten fragment Bożego Słowa od 14 wersetu do końca. Ja sam zaś, bracia moi, mam pewność co do was, że i wy jesteście pełni dobroci, napełnieni umiejętnością wszelkiego rodzaju i możecie jedni drugich pouczać. Jednak napisałem do was, bracia, tu i ówdzie nieco śmielej, chcąc wam to odświeżyć w pamięci, a to na mocy łaski, która mi jest dana przez Boga, żebym był dla pogan sługą Chrystusa Jezusa, sprawującym świętą służbę zwiastowania Ewangelii Bożej, aby poganie stali się ofiarą przyjemną, poświęconą przez Ducha Świętego. Mam wtedy powód do chluby w Chrystusie Jezusie ze służby dla Boga. Nie odważę się bowiem mówić o czymkolwiek, czego Chrystus nie dokonał przeze mnie, aby przywieźć pogan do posłuszeństwa słowem i czynem. Przez moc znaków i cudów oraz przez moc Ducha Świętego tak, iż począwszy od Jerozolimy i okolicznych krajów aż po Ilię rozkrzewiłem Ewangelię Chrystusową. A przy tym chlubom moją było głosić Ewangelię nie tam, gdzie imię Chrystusa było znane, abym nie budował na cudzym fundamencie, lecz jak na... Lecz, jak napisano, ujrzą go ci, do których wieść o nim nie doszła, a ci, co o nim nie słyszeli, poznają go. Dlatego też często miałem przeszkody, które mi nie dozwoliły przyjść do Was. Lecz teraz, nie mając już pola pracy w tych stronach, a pragnąc już od wielu lat przyjść do Was, mam nadzieję, że po drodze, kiedy pójdę do Hiszpanii, ujrzę Was i że Wy mnie tam wyprawicie, gdy się już Wami trochę nacieszę. A teraz idę do Jerozolimy z posługą dla świętych. Macedonia bowiem i Achaja postanowiły urządzić składkę na ubogich spośród świętych w Jerozolimie. Tak jest, postanowiły, bo też w samej rzeczy są ich dłużnikami, gdyż jeżeli poganie stali się uczestnikami ich dób duchowych, to powinni usłużyć im dobrami doczesnymi. Gdy więc załatwię tę sprawę i doręczę im ten plon, wybiorę się do Hiszpanii, wstępując po drodze do was. A wiem, że idąc do was, przyjdę z pełnią błogosławieństwa Chrystusowego. Proszę was wtedy, bracia, przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez miłość ducha, abyście wespół ze mną walczyli w modlitwach zanoszonych za mnie do Boga, bym został wyrywany z rąk niewierzących w Judei, i by posługa moja dla Jerozolimy została dobrze przyjęta przez świętych, tak iżbym za wolą Bożą z radością przyszedł do was i wśród was zaznał odpoczynku. A Bóg pokoju niech będzie z wami wszystkimi. Amen." Zobaczmy jeszcze raz, 14 werset. Bardzo dojrzały Kościół. Paweł patrzy na ten Kościół w Rzymie i widzi w tym Kościele dojrzałość. Być może dlatego właśnie ten Kościół jest wybrany do omówienia tak trudnych, tak ważnych i tak pierwszorzędnych doktryn, jakie omawialiśmy sobie przy okazji studium tego listu. Niezwykle ważne zdanie, Paweł tu wymienia trzy cechy, które są cechami dojrzałego Kościoła i którymi możemy mierzyć dojrzałość jakiegoś Kościoła. Pierwszą rzeczą, którą tutaj wymienia w tym czternastym wersecie jest co? Dobroć. Pełnia dobroci. Nie moralność, nie charytatywność, tylko dobroć. On tu wymienia dobroć, pewną postawę serca. Taki Kościół, który jest dojrzały, który jest pełni dobroci, to Kościół, który jest życzliwy. Jeden dla drugiego człowiek w tym Kościele jest życzliwy. Taki Kościół musi być gotowy do pomocy. Jeden drugiemu jest gotowy nieść pomoc. Taki Kościół pełen dobroci, to na pewno Kościół, który charakteryzuje się troską o innych. Troszczy się o innych. A czemu to jest ważne? Dlaczego w ogóle zaczyna się dojrzałość Kościoła od dobroci? Zobaczcie, ona się nie zaczyna od doktryn, nie zaczyna się od napominań. A mam wrażenie, że niektórzy tak myślą, że dojrzały kościół to taki kościół, który się cały czas napomina i perfekcyjnie zna doktrynę. A Paweł to zaczyna od pełni dobroci. Na to pierwsze zwraca uwagę. Dlaczego? Dlatego, że jeżeli kościół jest pozbawiony dobroci, to nawet jeżeli będzie miał dwie te następne cechy dojrzałości, to będzie kościołem zimnym. Będzie kościołem surowym. będzie Kościołem gnębiącym, niszczącym i doprowadzającym do ruiny innych ludzi. Dlatego tym pierwszą rzeczą jest dobroć. Chcemy być dobrym Kościołem, musimy być znani z dobroci. Chcemy być dojrzałym kościołem, musimy być znani z dobroci, z troski, z gotowości do pomocy, z życzliwości, by nie stać się kościołem zimnym, nie stać się kościołem surowym, nie stać się kościołem, w którym pojęcie łaska występuje wyłącznie jako slogan na ustach ludzi. Następnie Paweł mówi o na pełnieniu pewnym poznaniem, umiejętnością wszelkiego rodzaju. Na pełnieniu umiejętnością wszelkiego rodzaju. Czyli to był Kościół pełen dobroci i pełen poznania, pełen umiejętności wszelkiego rodzaju. Jestem przekonany, że nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o wiedzę biblijną, Dlatego, że można nie być w ogóle w kościele, można nie być kościołem i być pełnym wiedzy biblijnej. Zresztą takich przykładów we współczesnym świecie jest bardzo dużo, jest bardzo wielu. bardzo mądrych profesorów, biblistów, znawców języków hebrajskiego, aramejskiego, staroaramejskiego, greckiego, cieszących się w ogóle ogromną popularnością i mających ogromną wiedzę biblijną, a jednak nie należą do Kościoła, nie są Kościołem, nie są ludźmi Ewangelii, nie wierzą Jezusowi Chrystusowi. Nie tyle Wy Jezusa Chrystusa, co Jezusowi Chrystusowi podważają pewne wypowiedzi Jezusa Chrystusa. Całkiem niedawno przetaczała się cała taka narracja przez internet, dlatego że jeden z takich uznanych profesorów, znanych już bardzo w Polsce i na całym świecie, Podważył, podważył potop, podważył stworzenie świata, a tym samym podważył Jezusa Chrystusa, bo to Jezus Chrystus wiele razy powołuje się na Księgę Rodzaju, na pierwsze 12 rozdziałów w Księdze Rodzaju, dla Niego jak za dni Noego. nie podlega żadnej dyskusji. On był przekonany, że to są fakty, że to jest prawda, która jest w Starym Testamencie podana, więc podważając te fakty, podważamy wiarygodność Jezusa Chrystusa. Więc można być wybitnym biblistą, a podważać Prawdomówność u Jezusa Chrystusa być może nie celowo, ale taka musi być konkluzja tego typu wypowiedzi. Więc w takim razie czym jest poznanie, skoro to nie jest tylko wiedza o Biblii, czy też wiedza z Biblii? Przede wszystkim to jest mądrość duchowa. Kościół dojrzały to jest kościół, który jest mądry duchowo, który rozpoznaje pewne rzeczy duchowo i w duchu. Rozumie pewne Boże drogi, wie co jest dobre, a co jest złe. Ma pewne rozeznanie, no i z całą pewnością to jest kościół, który dojrzale korzysta z darów Ducha Świętego w kościele. Bo sama dobroć bez prawdy, czyli jeżeli będziemy mieć Kościół bardzo dobry, ale Kościół, który nie ma poznania w takim zrozumieniu, jak go teraz tłumaczę, nie tylko faktów, ale nie ma tej duchowej głębi, taki Kościół bardzo szybko doprowadzi się do chaosu. I to bardzo często obserwujemy. Kiedy gdzieś znika Boże Słowo, kiedy gdzieś znika rozeznanie duchowe, to Kościół, dobry Kościół, pełen dobroci Kościół, Zaczyna chodzić w jakimś chaosie. Nie mają żadnego celu, nie mają żadnego pomysłu. Co chwilę jakaś nowa wizja, co chwilę jakiś nowy trend, co chwilę jakiś nowy powiew nauki. No i taki chaos. I następnie Paweł tutaj wymienia trzecią cechę dojrzałego Kościoła. Możecie jednych drugich pouczać. Mocne, bo pouczanie nam się oczywiście kojarzy z napominaniem i z całą tą procedurą, ale tu jest mowa o pouczaniu. Zobaczcie, Paweł mówi tak, w dojrzałym kościele nie tylko pastor poucza, Nie tylko Rada Starszych poucza, nie tylko liderzy pouczają, nie tylko pastor prowadzi, nie tylko liderzy prowadzą, ale wszyscy wierzący, wszyscy wierzący w tym Kościele. Napominają się, zachęcają się, budują siebie nawzajem, pouczają się nawzajem. Tutaj znowu wspomnę, chociaż nie wiem czy u nas już o tym mówiłem, na pewno w Anglii o tym głosiłem, jest taki zapomniany urząd, urząd, który należy odkurzyć. przypomnieć, z powrotem nauczać na temat tego urzędu. Urząd, który nie jest wprost wymieniony, ale jest bardzo czytelny w Piśmie Świętym, zwłaszcza w Nowym Testamencie, a zwłaszcza w listach apostolskich. To jest coś, co w historii Kościoła nazywa się urzędem wierzącego. Że każdy wierzący ma pewne obowiązki. Nawet jeśli nie jest pastorem, nawet jeśli nie jest liderem, piastuje urząd osoby wierzącej i jest zobowiązany do tego, by kościół, w którym się znajduje, wzrastał, by dojrzewał, by był pełen dobroci. Otóż nawet gdybyśmy wzięli taki model ogromnego kościoła z wielką taką już potężnie rozbudowaną grupą liderów w tym Kościele. I nawet gdyby każdy z tych liderów był doskonale wyszkolony, pełen dobroci, pełen mądrości, miałby poznanie wszelkiego rodzaju, ale pozostała część Kościoła, taka by nie była, to nie będzie dojrzały Kościół. jeżeli wszyscy nie będą w tą stronę szli, jeżeli tylko jakaś grupa ludzi będzie tak funkcjonowała. Więc Kościół dojrzały to Kościół, w którym każdy wierzący zdaje sobie sprawę z wagi i odpowiedzialności urzędu, który piastuje. Urzędu wierzącego. Każdy wierzący w takim Kościele jest zdolny do napominania, nie do robienia dramy, tylko do napominania. Są dwie różne rzeczy. Można robić dramę w Kościele i to jest niewłaściwe. Można się napominać w Kościele i to jest właściwe. Każdy wierzący jest zaangażowany w zachęcanie się nawzajem i każdy wierzący jest zaangażowany w wzajemne budowanie się. I wtedy mamy do czynienia z dojrzałym, zdrowym kościołem, z dojrzałą, zdrową wspólnotą. Wszyscy gdzieś tęsknimy za tego typu obrazem. Każdy z nas tęskni do takiej wspólnoty, stąd się w ogóle bierze potrzeba przynależności do czegoś, stąd się bierze wszelkiego rodzaju subkultury i próba... jakiegoś zaangażowania się w jakiejś grupie. Ta historia dotyczy również Kościoła. Generalnie zdrowa społeczność. Ostatnio jest bardzo dużo mowy na internecie na temat tego, jak odróżnić niezdrową społeczność od zdrowej społeczności, sektę od Kościoła. Toczy się ta dyskusja co jakiś czas. Widzę, że obecnie ona bardzo odżyła we wszystkich w pudelkach facebookowych i na wszystkich forach facebookowych. Pewnie ma to związek z odświeżeniem pewnego tematu sprzed lat, z pewnym serialem, który został w telewizji puszczony i wszyscy się zastanawiają, jak odróżnić zdrową wspólnotę od niezdrowej wspólnoty, sektę od kościoła. Otóż zdrowa wspólnota to wspólnota, w której ludzie czują się odpowiedzialni za siebie nawzajem. To jest pierwsza cecha zdrowej wspólnoty. W zdrowej wspólnocie ludzie czują się odpowiedzialni za siebie nawzajem. Ja się czuję odpowiedzialny za ciebie, ty się czujesz odpowiedzialny za mnie. To jest pierwsza cecha zdrowej wspólnoty. W zdrowej wspólnocie istnieje wzajemne wsparcie. Czyli dzieje się coś u Ciebie nie tak, ja Cię wspieram. Dzieje się u mnie coś nie tak, Ty mnie wspierasz. W zdrowej wspólnocie jest przestrzeń do korekty i wzrostu. Czyli dzieje się u Ciebie coś niewłaściwego, no to jest pewna przestrzeń do tego, by Cię skorygować i by tą korektą spowodować Twój wzrost. Dzieje się u mnie coś niewłaściwego, to jest pewna przestrzeń do tego, byś mnie skorygowała. ale po to, żebym ja mógł osiągnąć pewien wzrost. I to są takie podstawowe cechy zdrowej wspólnoty. Jeszcze raz, ludzie czują się za siebie nawzajem odpowiedzialni, wzajemnie się spierają i jest przestrzeń do korekty i wzrostu. Tam, gdzie tego nie ma, tam jest niezdrowa wspólnota i niezdrowa wspólnota, tudzież sekta, będzie się jeszcze charakteryzować tym, że ludzie się izolują. To jest taki podstawowy element. Izolują się od siebie nawzajem. Unikają odpowiedzialności. To jest taki drugi element. I zatrzymuje się rozwój takiej wspólnoty. I dokładnie to samo mówi apostoł Paweł tutaj w tych pierwszych wersetach, że Kościół jest żywym organizmem. I pojawia się ciekawe sformułowanie, jednak, w piętnasty wersyt, jednak napisałem do was bracia tu i ówdzie nieco śmielej. Paweł jest mistrzem dyplomacji. On trudne tematy w sposób dyplomatyczny załatwia na przykład. Mógłbym ci rozkazać, ale ja cię proszę. Albo tak zróbcie zbiórkę, żeby nie było wstydu. Nie wypada nam, żeby się zawstydzić. Paweł jest takim genialnym strategiem, jak mówić, żeby dotrzeć, ale żeby nie było na niego haka. I tutaj korzysta właśnie z tej swojej umiejętności. Bo gdyby chciał napisać wprost, napisałby tak. Wiem, że jesteście dojrzali, ale i tak was napomnę. Ale i tak dostanie się to teraz po głowie. Jednak napisałem do was bracia, tu i łówdzie, nieco śmielej. A przed chwilą wiem, że jesteście dojrzali, jakby dojrzały kościół. Teraz przejdę do sedna i dalej. Kolejny jego wspaniały Wspaniała umiejętność, chcąc wam to odświeżyć w pamięci. Jest wybitny. Ja wiem, że ty jesteś dojrzały, ale trochę śmielej ci powiem, bo chcę ci to odświeżyć w twojej pamięci, że ty jesteś dojrzały i w pewien dojrzały sposób powinieneś się zachowywać jako dojrzały człowiek. Ale też Paweł tutaj zaznacza, myślę, że chrześcijaństwo, uczniostwo w Jezusie Chrystusie, podążanie za Chrystusem, wzrost mój, twój Kościoła, to nie jest wyłącznie odkrywanie nowych rzeczy. My czasami tak myślimy, że jeżeli chcemy się rozwijać, to każdego dnia musimy odkryć nową rzecz, że Kościół rozwijający się to Kościół, który za chwilę odkryje nową doktrynę, której do tej pory nie widział i za tydzień znowu i kolejno, i kolejno, i kolejno. I niektórzy tak funkcjonują, że wiele razy to słyszałem, że ktoś jeden, drugi, może nie u nas, ale ogólnie w rozmowach czy w jakichś tam komentarzach w przestrzeni internetowej. Ktoś na przykład zmienia kościół, bo mój kościół już zatrzymał się. On już nie daje mi nic nowego, a ja muszę teraz mieć taki twardszy pokarm. Ja już potrzebuję mięsa. To, co w tym kościele się mówi, to jest cały czas mleko i mleko i mleko. Zawsze się to wyczerpie, zawsze dojdziemy do momentu, w którym będziemy mieć wrażenie, że no nic nowego, nic nowego. Ale też chrześcijaństwo to nie jest odkrywanie cały czas nowych rzeczy. Jeżeli ktoś szuka odkrywania cały czas nowych rzeczy, szuka odkrywania coraz głębszych rzeczy, coraz trudniejszych rzeczy, coraz kolejnych leweli w tej historii, to w zasadzie powinien zostać masonem albo jakimś new age'owskim dżinem, bo chrześcijaństwo na tym nie polega. Tu jest pewna skończona liczba doktryn, potem jest pewna wolność. Natomiast chrześcijaństwo polega na tym, że od czasu do czasu musimy sobie przypomnieć to, co już wiemy. Przypomnieć to, co już wiemy. Odświeżyć w pamięci to, co już wiemy. To, co już poznaliśmy. Musimy sobie to przypomnieć. I Paweł tu o tym pisze. Chcę wam to odświeżyć w pamięci. Z jednej strony jest to oczywiście taka korekta, delikatna, czy dobrze dobrana słownie, ale z drugiej strony jest to prawda o chrześcijaństwie. Chrześcijaństwo na tym polega, że od czasu do czasu musimy sobie przypomnieć. Kerygmat. Od czasu do czasu musimy sobie przypomnieć podstawowe prawdy wiary. Od czasu do czasu musimy sobie odświeżyć w pamięci pewne rzeczy, które z pozoru są dla nas oczywiste, ale zacierają się w naszej pamięci. I on tutaj kontynuuje to mistrzostwo słowne. A to na mocy łaski, która mi jest dana przez Pana Boga. To jest kluczowy w ogóle fragment tego piętnastego wersetu. Zobaczcie, Paweł mógłby, ale tak nie robi, mógłby powiedzieć tak. Ja mam autorytet. Mógłby tak powiedzieć? Mógłby tak powiedzieć, bo on z całą pewnością cieszył się autorytetem wśród osób wierzących. Mógłby powiedzieć, śmiało mógłby powiedzieć, mam wiedzę. Bo skoro nauczał, no to wiedzę miał. Skoro ktoś chciał być przez niego nauczany, to akceptował to, że Paweł ma ogromną wiedzę. Paweł mógłby powiedzieć, mam doświadczenie. On był doświadczony we wszystkim, jak jego Pan, we wszystkim. Mógłby powiedzieć, mam objawienia Boże. I to takie objawienia Boże, jakich większość Współbraci nie ma. I nie skłamałby. Ale on tego wszystkiego nie robi. On się nie powołuje na autorytet, nie powołuje się na wiedzę, nie powołuje się na doświadczenia. On się powołuje na jedną rzecz. Mam łaskę. Mam łaskę. I to wszystko zmienia. Mam łaskę. Mam łaskę, która jest mi dana przez Boga. Mam moc łaski, która jest mi dana przez Boga. On wie, że cały Jego autorytet, cała Jego wiedza, całe Jego doświadczenie to jest wyłącznie akt łaski Boga w Jego życiu. To, że On może służyć Kościołowi, to, że On pewne rzeczy rozumie, to jest wyłącznie akt łaski, to jest wyłącznie moc łaski dana Mu przez Ducha Świętego, dana Mu przez Boga i to zmienia wszystko. I teraz zobaczcie w szesnastym wersecie, w tej wersecie. Żebym był dla pogan sługą Chrystusa Jezusa sprawującym świętą służbę zwiastowania Ewangelii Bożej. To też jest ciekawe, bo Paweł tutaj używa... pewnego języka kapłańskiego. To się w ogóle wydaje takie pełne patosu to zdanie, ale to jest pewne, pewien jego wybieg, to jest pewne kapłańskie, taka kapłańska przemowa, on z całą pewnością wiedział, jak z tego korzystać, przecież wiemy, że to był ktoś zasiadający na najwyższych stanowiskach żydowskich. I zobaczcie, on tutaj mówi, że tak, że jego służba To służba święta, to pewna ofiara, którą on składa ze swojego życia, że to jest pewne oddanie siebie Panu Bogu. I po co? Aby poganie stali się ofiarą przyjemną, poświęconą przez Ducha Świętego. Zobaczmy, on mówi tak. sprawuje świętą służbę. Wszystko to w ogóle jest z łaski Bożej, że ja tą służbę sprawuję. To wszystko co ja robię jest wyłącznie łaską Bożą. Jednocześnie jest to pewna święta służba, służba zwiastowania Ewangelii. Po to, żebym dla pogan był sługą Chrystusa Jezusa z ust, Żyda to naprawdę są mocne słowa, że on przyznaje się do tego, że dla pogan chce być sługą Chrystusa Jezusa. I podaje powód, żeby ci poganie stali się przyjemną ofiarą poświęconą Bogu przez Ducha Świętego. Czyli celem jego służby nie jest sukces. Nie sukces, on nie wie ile to przyniesie, co to przyniesie. On nie wie jeszcze jak ci poganie na to wszystko zareagują. Celem jego służby nie są liczby. Paweł nie przelicza ile zborów otworzył, ile placówek otworzył. Nie to jest celem jego służby. Celem jego służby nie jest wpływ. Paweł się nie zastanawia, jaki ja będę miał wpływ na innych wierzących. Nie to jest celem jego służby. Celem jego służby jest to, żeby ludzie stawali się żywą ofiarą dla Boga. żywą ofiarą dla Boga, żeby byli poświęceni, żeby byli ofiarą przyjemną, poświęconą przez Ducha Świętego. To jest cel Jego służby. To powinien być cel naszej służby. To powinien być cel naszego życia. Nie wpływ, nie liczby, nie sukces, ale to, by ludzie, z którymi mamy do czynienia, dla których możemy być jedyną Biblią, jaką przeczytają w swoim życiu, by mieć na nich takie oddziaływanie, by oni stali się przyjemną ofiarą poświęconą przez Ducha Świętego. By oni przyjęli Ewangelię i sami zaczęli w ten sposób żyć, w ten sposób funkcjonować. Otóż może się okazać, że ktoś będzie miał pozornie wielką służbę. Ale ona tak naprawdę nikogo nie zbawi. Ona tak naprawdę nikogo nie doprowadzi do miejsca, o którym tutaj apostoł Paweł pisze. Może się okazać, że ktoś będzie głosił na Wembley, czy na Stadionie Narodowym, czy gdzie bądź, ale jego dzieci nie przyjdą do Boga. Jego bliscy nie przyjdą do Boga. I to nie będzie wielkim sukcesem. Może się okazać, że ktoś będzie miał wielki wpływ na Kościół, ale żaden wpływ na świat. I to też nie będzie wielki sukces. Sukcesem będzie wyłącznie to, kiedy spowodujemy, by inni ludzie, Paweł tu podaje pogan jako ten przykład, czytelny dla niego i dla ówczesnych mu ludzi, więc tak jakby świat, kiedy ten świat stanie się ofiarą przyjemną, poświęconą przez Ducha Świętego. Zobaczmy pierwsze wersety. Kościół dojrzewa, kiedy bierze odpowiedzialność za innych. Za siebie nawzajem i za innych. My nie mamy być tylko odbiorcami Ewangelii. To, że zostaliśmy zbawieni ma znacznie większy sens i znacznie większy cel. My jesteśmy uczestnikami tego wielkiego dzieła Bożego. Od czasu do czasu potrzebujemy przypomnieć sobie prawdy, a nie tylko wchodzić w nowe rzeczy. Nasza służba musi być oparta na łasce, na mocy łaski i ma tak prowadzić nasze życie, byśmy byli częścią Bożego działania u innych albo w innych ludziach. Mamy budować w tym wszystkim. Tak zaczyna tutaj te swoje Pouczenie. Teraz przejdę do ciekawej rzeczy. 17,18 werset. Mam wtedy powód do chluby w Chrystusie Jezusie ze służby dla Boga. Nie odważa się bowiem mówić o czymkolwiek, czego Chrystus nie dokonał przeze mnie, aby przywieźć pogan do posłuszeństwa słowem i czynem. Na pierwszy rzut oka to są zaskakujące słowa, zwłaszcza jak czytamy tak jak są napisane. Mam tedy powód do chluby. Czyli mam się czym chwalić. Na współczesny polski. Przekład współczesny. Mam się czym chwalić. No a my najczęściej bardzo na to uważamy i bardzo sobie tak Korygujemy się nawzajem i siebie samych, że chrześcijanin nie powinien się chlubić, chrześcijanin nie powinien się chwalić. Nie zapominajmy o tym. Zdarzyło się to komuś usłyszeć? A powiedzieć? No pewnie, że tak. Zobaczcie, on tu od tego zaczyna. Mam powód do chluby. Tak zaczyna? No jak zaczynałem, myślę, że jakby współcześnie tej apostoł Paweł stanął z zakazaniem, co powiedział, mam powód do chluby, to ktoś by mógł zareagować, że no, gdzie pokora, gdzie to wszystko. Tylko, że jest pewna chluba właściwa i jest pewna chluba niewłaściwa. I trzeba te dwa powody do chwalenia się, do chluby, odróżnić. A kluczem do odróżnienia tej chluby właściwej od chluby niewłaściwej jest to, co Paweł tu nie pomija. W Chrystusie Jezusie. W Chrystusie Jezusie. Mam pewien dochluby, mam pewien powód dochluby w Chrystusie Jezusie. Zobaczcie, to jest ta właściwa chluba. Paweł nie chlubi się, nie chwali się sobą, nie chwali się swoją skutecznością, nie chwali się swoją inteligencją, Nie chwali się swoją służbą jako taką, że ja tu jestem lider nauczania dla całego Kościoła. Nie w ten sposób funkcjonuje, nie w ten sposób działa. On się chlubi tym, co Chrystus zrobił przez niego. Tym, w czym Chrystus go użył. Tym, gdzie Chrystus postanowił, że to będzie jego narzędzie. I to są jego momenty chluby i jego powód do chluby w Jezusie Chrystusie. On się chlubi tylko tym, co Chrystus zrobił przez niego i to jest ogromna różnica. On tu idzie dalej. Nie odważa się bowiem mówić o czymkolwiek, czego Chrystus nie dokonał przeze mnie. I to jest pokora prawdziwa. To jest wzór pokory. Nie odważa się mówić o czymkolwiek. czego Chrystus nie dokonał przeze mnie. Czyli co? Nie przypisuje sobie cudzych owoców. On sobie na to nie pozwala, by przypisać sobie cudze owoce. Ktoś coś zrobił, a on sobie przypisze zasługę. Nie buduje swojej historii. Bardzo ważne, Paweł nigdzie nie wyolbrzymia swojej roli w tym wszystkim. On mówi faktycznie tylko o tym, co Chrystus rzeczywiście zrobił w Jego życiu. Rzeczywiście zrobił przez Jego życie. Tylko tym się apostoł Paweł chlubi. Proste? Nie. Nie. Niebywale trudne. Niebywale trudne żyć tak jak Paweł. Chlubić się tylko tym, co Chrystus zrobił. Żeby tak funkcjonować, żeby tak żyć żeby w ogóle próbować tak żyć, człowiek musi narodzić się na nowo. Dlatego, że to jest akurat uderzenie w naturalny mechanizm drzemiący w człowieku. Naturalnie to my mamy tak, że każdy z nas ma taką silną potrzebę, nieodpartą potrzebę. Jest pewien biologiczny zapis w człowieku, psychologiczny zapis w człowieku, My mamy taką skłonność i to taką, że nie potrafimy się z tego wyrwać. Każdy z nas chce pewnego uznania. Każdy chce być uznany. Nie ma człowieka od tego wolnego. Oczywiście mówimy teraz o naturze ludzkiej. Nie ma od tego człowieka wolnego. Prosty przykład. Dziecko lubi być uznane czy nie? Tak. A dorosły? Tak. A mąż? A żona? To jest naturalna nasza potrzeba. My tak mamy. Mamy potrzebę uznania. Mamy potrzebę znaczenia, żeby coś znaczyć. To może być rzeczywiście bardziej zdrowe, mniej zdrowe, to się może realizować pozytywnie gdzieś, ta ambicja tego znaczenia może być pozytywna, ona może prowadzić człowieka do awansu w pracy społecznego, kulturalnego i tak dalej, naukowego, ale generalnie mamy taką potrzebę, znaczenie. Jak komuś bardzo nie idzie w tym kierunku, to on będzie chciał znaczyć w drugim kierunku. On będzie chciał być najbardziej znanym łobuzem w historii Rzeczypospolitej. Zresztą to można bardzo wyraźnie zaobserwować w szkołach podstawowych. I to jest bardzo poważny problem. Ja miałem tak w szkole podstawowej. Mieliśmy takiego chłopaka, który nic nie znaczył, dlatego że wychowany był w rodzinie bardzo, takiej skrajnie patologicznej, w skrajnej biedzie. To był bardzo inteligentny chłopak, Grzesiu miał na imię. Bardzo inteligentny chłopak, natomiast w tym systemie nie miał żadnych szans. Żadnych szans. I kiedy on już to odkrył, że nie ma żadnych szans, że jego nie stać na pewne rzeczy, że on nie jest w stanie zrobić pewnych rzeczy, to zaczął łobuzować. I kiedy zobaczył, że to łobuzowanie robi pewien wpływ, że on coś znaczy wśród ludzi tym swoim łobuzowaniem, no to był coraz większym łobuzem, aż był takim łobuzem, że jego historia się źle, bardzo źle potoczyła. Jeszcze w międzyczasie natrafił na skrajnie nieodpowiedzialnego nauczyciela, a to będę pamiętał do końca życia, Mieliśmy zajęcia z wychowania fizycznego. Trzeba było robić straszne rzeczy, przez jakiegoś kozła skoczyć, świkołkę zrobić na materacu. I to był punkt przełomowy u tego chłopaka. Potem wszystko się źle potoczyło. W pewnym momencie nauczyciel w mojej ocenie dzisiaj zachował się w sposób absolutnie nieadekwatny do zajmowanej pozycji, dlatego że on na głos przy wszystkich innych dzieciach powiedział, że ten nasz Grzesiu nie będzie robił fikołki na materacu, bo na pewno wszyscy potem będą mieć wszy. I to był koniec. Koniec. To był koniec tego chłopaka. On od tego czasu, był największym łobuzem, jakiego znała ta szkoła. Ja oczywiście imię zmieniłem. Największym łobuzem, jakiego szkoła znała. Jego historia później się potoczyła lawinowo źle, spotkaliśmy się drugi raz w życiu, ja po jednej stronie krat, on po drugiej. I jestem przekonany, że ten wyczyn na tym materacu spowodował tą zmianę. Czemu? Bo ten człowiek miał naturalną potrzebę jak każdy znaczenia. Ponieważ nie mógł być uznany przez jakikolwiek inny sposób, no to postanowił, że będzie uznany w ten sposób. Czy to można przenieść do Kościoła? Wprost. Wprost. To jest właśnie stygmatyzacja kogoś, kto przychodzi z trudną historią, Na przykład po rozwodzie to jest stygmatyzacja kogoś, kto przychodzi w jakimś utrapieniu, w jakimś grzechu i nagle Kościół zaczyna mówić nie zbliżajmy się do niego, bo on ma takie duchowe wszy. To jest koniec tego człowieka, więc to się może wydarzyć i w Kościele. Mamy też taką naturalną potrzebę bycia kimś ważnym. Każdy chce być kimś ważnym. Jak ktoś mówi, że nie chce być kimś ważnym to dopiero chce być kimś ważnym. To jest naturalne. I to się oczywiście wprost przenosi do życia, również do życia Kościoła. I wtedy człowiek zaczyna taki nieodrodzony z Bożego Ducha, nie taki jak apostoł Paweł, jeszcze nie narodzony na nowo, taki człowiek zaczyna I to jest katastrofa wtedy. Budować swoją tożsamość na tym, co robi. Na tym, co robi. Nie na tym, kim on jest w Jezusie Chrystusie, tylko na tym, co robi. Że zaczyna rozpaczliwie szukać jakiegoś potwierdzenia w owocach. On musi mieć owoc tej działalności. To taki widoczny, najlepiej taki, żebym się mógł pochwalić drugiemu człowiekowi. Zaczyna się porównywać z innymi. I oczywiście naturalnie będzie wyszukiwał kogoś, przed kim będzie miał takie poczucie wyższości. To wszystko doprowadza do tego, że on podświadomie, bo ja tych ludzi nie posądzam o to, że oni to robią świadomie, nie mogę tak posądzać, dlatego że to jest naturalny proces psychologiczny, podświadomie ci ludzie szukają chwały dla siebie. To jest bardzo subtelne, ale bardzo niszczące. I bardzo to widać na Facebooku Usługujących. Bardzo to widać na Facebookach Usługujących. Oni budują swoją tożsamość na tym, co robią. Im więcej się pochwalą, co zrobili, tym mają wyższe poczucie tej wartości. Szukają potwierdzenia w owocach, żeby ktoś coś wskazał, że tak, tu on, on, on. Porównują się z innymi. Tamci są źli. Ja jestem ten dobry. Tam wszędzie robią źle. U mnie jest doskonale. I nie posądzam tych ludzi o świadome działanie, ale oni podświadomie, podświadomie szukają chwały dla siebie. To może wyglądać duchowo, ale w rzeczywistości bardzo karmi ego tego człowieka i ta historia zazwyczaj kończy się źle. Ja sam mam z tym od czasu do czasu problem, żeby była jasność, że ja również nie jestem tego pozbawiony. Każdy usługujący i każdy wierzący ma mniejszy lub większy z tym problem i od czasu do czasu powinien sobie zrobić przerwę. Od czasu do czasu powinien uspokoić się i przypomnieć sobie podstawową prawdę, jaką jest to, że moja wartość, twoja wartość jest w Chrystusie Jezusie, na mocy Jego łaski w Duchu Świętym. I Paweł tu pokazuje tą zdrową postawę. On wie, kim jest. Ale nie dlatego, że coś zrobił, Nie dlatego, że ma jakieś potwierdzenie w owocach, nie dlatego, że porównuje się z innymi, nie dlatego, że on szuka chwały dla siebie. On wie, kim jest, bo wie, że wszystko pochodzi z łaski, że nie ma nic ważniejszego w jego życiu, jak łaska, którą okazał mu Jezus Chrystus. To buduje jego wizerunek. Dlatego ten człowiek, Paweł, nie musi i nigdy tego nie robi. udowadniać swojej wartości. On tego nie musi robić. On zna swoją wartość w Jezusie Chrystusie. Paweł nigdy nie walczy o uznanie. On wie, że jest uznany, ale przez kogo? Przez Jezusa Chrystusa. Paweł nie musi budować swojego wizerunku. Chrystus buduje jego wizerunek. I on może spokojnie powiedzieć to wszystko zrobił Chrystus. I tym się chlubię. Tym, co zrobił Chrystus. Ten cel, zobaczcie ten cel, aby przywieźć pogan do posłuszeństwa słowem i czynem. To jest cel, to jest jego target. Nie sukces, nie wpływ na pogan, nie sukces wśród pogan, nie. Jego celem jest to, żeby poganie poznali Boga, przyszli do posłuszeństwa i zostali przemienieni. To jest cel tego człowieka, on to po to robi. żeby oni przyszli do Boga, żeby stali się Panu Bogu posłuszni, a to ich oczywiście przemienili. Bardzo ważny element, słowem i czynem. Paweł nie tylko mówił, nie tylko pisał, nie tylko doktrynalnie rzeczy tłumaczył, nie tylko mówił, jaki jest wzór. On żył tak jak głosił, robił tak jak pisał, funkcjonował tak jak opisywał. On żył tym co głosił. I to jest chyba największa siła służby, kiedy ktoś żyje w sposób, który głosi. Dlatego, że można głosić wszystko. Dzisiaj kazalnice przyjmują wszystko. Internet przyjmuje wszystko. Pytanie, czy ludzie, którzy piękne rzeczy głoszą, żyją tak jak głoszą. Bo ludzie mają tak, że w pewnym momencie nie słuchają tylko słów, ale zaczynają patrzeć na życie, czy ten człowiek żyje tak jak głosi. Więc zobaczcie, możemy się chlubić, winniśmy się chlubić, ale czym? Tylko tym, co zrobił w nas Jezus Chrystus. Tylko to jest powód do chluby. Musimy się wyczulić i uważać na to, na taką subtelną, podświadomą potrzebę uznania gdziekolwiek indziej, czy przez kogokolwiek innego jak przez Jezusa Chrystusa. Musimy swoją tożsamość opierać nie na tym, co robimy, nie na tym, jakie to ma owoce, nie jaki to ma wydźwięk, tylko na tym, kim my jesteśmy w Chrystusie. Służba moja, twoja ma prowadzić ludzi do Boga, a nie do nas. To jest niezwykle ważne. Służba moja i Twoja ma prowadzić ludzi do Chrystusa, nie do nas. Jeśli Chrystus uzna, że ktoś powinien trafić do nas, niech trafi. Ale nasza służba ma być oparta na tym, by ci ludzie szli do Boga. I przede wszystkim trzeba żyć tak, żeby to było potwierdzone, to co głosimy przez nasze życie. Ja osobiście uważam, że największym dowodem czyjegoś chrześcijaństwa jest życie jego dzieci. W jego dzieciach najbardziej widać, jak on naprawdę funkcjonuje. Tego się oszukać nie da. Można wiele mówić, ale wystarczy czasami spojrzeć na dzieci. Dziewiętnasty werset. Przez moc znaków i cudów. Wspaniały fragment. Wszyscy byśmy chcieli ten fragment doświadczyć i bardzo dobrze. Tylko zwróćmy uwagę, kiedy ten fragment się pojawia. Paweł nie zaczął od tego. Paweł zaczął od tożsamości w Chrystusie. Paweł zaczął od tego, że chlubi się tylko i wyłącznie tym, co Chrystus w nim zrobił. Czemu? No bo bardzo wielu zaczyna i chwali się znakami i cudami. Wszyscy chcemy doświadczyć. Pytanie, jak to jest poukładane. Paweł to ma właściwie poukładane. On dopiero teraz rozwija to, o czym wcześniej, co wcześniej jakby przedłożył ważniejszymi wartościami. Teraz on pokaże ten efekt i to, i to skąd się bierze skuteczność służby. Nie da się w chrześcijaństwie, nie da się w służbie uniknąć tematu namaszczenia. Tego się nie da zrobić. Nie da się służby wyuczyć z książek. Nie da się pewnych urzędów uzyskać poprzez odpowiednie szkoły, szkolenia, doświadczenie i tego wszystkiego. My nie uciekniemy od tematu namaszczenia. W tym wszystkim jest pewien ponadnaturalny czynnik, o którym tutaj Paweł mówi. Przez moc znaków i cudów oraz przez moc kogo? Ducha Świętego. I nie da się od tego uciec. To jest kluczowe zdanie. Ewangelia to nie jest tylko komunikat, który my mówimy. Ewangelia to jest moc Boga w działaniu. I służba Pawła jest tego dobrym przykładem, dlatego że Paweł czy Chrystus Pawła nie ograniczył wyłącznie do wykładów, wyłącznie do argumentów, wyłącznie do takiej inteligentnej siły przekonania innych ludzi do swojej racji, do swojej prawdy, do tego wszystkiego. Nie. Paweł głosił Ewangelię, wykładał Ewangelię, argumentował Ewangelię, tłumaczył doktryny, ale jednocześnie Bóg bardzo mocno działał przez Pawła. Życie ludzi się zmieniało pod wpływem tego, co Paweł robił. Duch Święty potwierdzał słowo, które Paweł głosił. To była służba, w której Bóg był obecny bardzo realnie, bardzo prawdziwie. Mój ulubiony przykład, jak Pawłowi przedłużyła się mowa, jak dłużej głosił, jak pobił rekord, to Bóg potwierdził, że tak należy czynić, tak należy robić. Tak jest. Moc znaków i cudów. Oczywiście to nie oznacza, że w centrum Pawła i w centrum Ewangelii Chrystusowej były cuda, albo są cuda, albo będą cuda. Nie. W centrum zawsze była Ewangelia. W centrum zawsze był Chrystus. Najważniejszy zawsze był Chrystus. Ale znaki i cuda, tak jest to opisane w dziejach apostolskich, tak jest to opisane w listach i tak to powinno być opisane dzisiaj w naszym życiu. W centrum jest zawsze Ewangelia, ale znaki i cuda potwierdzają głoszone słowo. Nic tak nie potwierdza głoszonego słowa jak znaki i cuda. pokazują, że Bóg naprawdę działa, naprawdę jest. I nic tak nie otwiera ludzi naprawdę, jak Ewangelia w centrum potwierdzona pewnym cudem. To nie musi być coś mega spektakularnego, to nie musi być odrastająca kończyna, żebyśmy się dobrze zrozumieli. To może być Coś co dla mnie, dla ciebie będzie drobne, ale dla tego człowieka to będzie oczywisty cud. Oczywisty cud. Powiem o swoim doświadczeniu. Dawno temu. Za górami, za lasami. Pojechałem na taką konferencję i pamiętam jaki usługujący Nie, to się jeszcze dziwniej zaczęło. Ktoś mi powiedział, że mam jechać na tę konferencję, że ten usługujący tam wypatrzył sobie. Ja pojechałem na tę konferencję i ten usługujący na mnie poczynł i powiedział tak. Dwa grzechy, które cię gubią. Rozmawiamy tu czy na osobności. Ja wiedziałem, że w tym czasie borykam się z dwoma tematami. No więc zrobiło mi się gorąco i oczywiście na osobności, Wiedziałem, że się dowiem. No i się dowiedziałem, on po prostu celnął, a nie mógł tego znikąd wiedzieć. I nie zaspokoi Waszej ciekawości, co to były za grzechy. Ale on się bardzo uwiarygodnił, a wiedziałem, że to jest cud, że to nie może, to się nie mogło inaczej wydarzyć. Ten człowiek musi pochodzić z nieba, on musi być z Ducha Świętego, bo on nie ma prawa tego wiedzieć, co wie, a to wie i jeszcze mi to wyłuszczył. prosto, czytelnie kawę na ławę wyciągnął i nie po to, żeby mnie zawstydzić, tylko po to, żebym ja wiedział, że to co zaraz powie, będzie dla mnie niezwykle ważne. I pamiętam jak dzisiaj mu powiedziałem, że przyjechałem tu bardzo sceptyczny, uważałem, że ten człowiek jest oszustem, natomiast to co Bóg zrobił przez niego, było tak oczywistym cudem dla mnie, tak oczywistym znakiem, o może to będzie lepsze słowo, tak oczywistym znakiem, że nie mam mowy, żebym ja już był sceptyczny względem tego, co on powie i on potem powiedział pewne rzeczy, które się częściowo już zrealizowały, a częściowo pewnie jeszcze przede mną, a częściowo się realizują w tej chwili. Bo to było działanie Boga, a nie człowieka. Działanie Boga, a nie człowieka. Moc Ducha Świętego. Więc nie same znaki, nie sama forma, tylko od kogo to pochodzi. Moc Ducha Świętego. A Duch Święty ma tak, że przekonuje o grzechu, otwiera serce, daje perspektywę nowego życia, przemienia człowieka. Chce dobrze. To jest bardzo wyraźne, zobaczyć kto z czym przychodzi, czy to wyczerpuje te znamiona. Bo można mówić poprawnie, można mieć pewien, można być nawet ponadnaturalnie użytym, ale jeżeli to nie przynosi prawdziwej przemiany w tym drugim człowieku, jeżeli to nie dąży ku prawdziwej przemianie w drugim człowieku, to to nie jest Duch Święty. I tu znowu coś bardzo ważnego. Nie potrzebujemy Boga, żeby zmienić swoje zachowanie. Wystarczy żelazna dyscyplina. Wystarczy pewien schemat, który się zawsze sprawdza. Chcesz zmienić coś w swoim zachowaniu, najpierw żelazna dyscyplina, która po trzech, jak jesteś bardzo oporny, to po pięciu tygodniach stanie się twoim nawykiem. Następnie po jakichś trzech, jak jesteś oporny, czterech miesiącach, jak jesteś super oporny, to pół roku stanie się twoim charakterem i nie potrzebujesz do tego Boga. Cokolwiek weźmiesz na tapetę. Chcesz wcześnie wstawać, to 3-4 tygodnie wstawaj wcześniej, to się stanie twoim nawykiem. W pewnym momencie się to stanie twoim charakterem, będziesz człowiekiem, który wcześniej wstaje. Chcesz rzucić palenie, 3-4 tygodnie się pomęcz. Mówimy na razie o sytuacji bez Boga. 3-4 tygodnie się pomęcz, za chwilę to będzie już takie naturalne u Ciebie, że Ty nie palisz i za chwilę to będzie Twoim charakterem. Chcesz zacząć czytać książki, 3-4 tygodnie się pomęcz, potem to już będzie nawyk, potem to już będzie Twój charakter. Cokolwiek podłożymy, ten schemat będzie tak działać. Nie potrzebujemy Boga, żeby nauczyć się w ogóle nowych nawyków, zmienić jakieś swoje nawyki w życiu. Na przykład masz nawyk, o to jest taki dobry przykład, niedawno go przechodziłem, zwykły ludzki nawyk, kawa rano. Miewa ktoś, czy tylko ja takie? Taki nawyk miałem. No i jakby postanowiłem, że od jakiegoś czasu, żeby to nie była kawa, bo ona akurat tak średnio działa na moje jelita, wyczytałem, że mucza, mocia, macia, czy jakoś tak, w takie zielone glony będą na mnie dobrze działać. Kupiłem sobie te zielone glony. Pierwszy raz. No naprawdę czujesz, że pijesz trawę wymieszaną z glonami. Ale po pewnym czasie zaczęło mi to smakować. Stało się to pewnym nawykiem. Ktoś w dietę wchodzi. Ta sama historia. Więc nie potrzebujemy Pana Boga do tego. Nie potrzebujemy nawet Pana Boga do tego, żeby nauczyć się kontrolować swoje reakcje. Tego się da wyuczyć. Ktoś jest np. impulsywny, jest w stanie pewnymi technikami, pewnymi metodami nauczyć się taki nie być i stać się człowiekiem, powiedzmy, spokojnym. I dużo rzeczy człowiek potrafi zrobić bez Pana Boga. Bardzo dużo. Ale bez Pana Boga jeszcze nikt nie zmienił swojego serca. Nikt. Tego się nie da zrobić. Bez Pana Boga jeszcze sobie nikt nie poradził z usunięciem poczucia winy. Nikt. I ci, którzy poważnie podchodzą do poczucia winy, nie tylko w naszych kościołach, ale nawet w kościele rzymskokatolickim, który, który, który daleko nam do tych doktryn. Ale nawet tam, jeżeli człowiek poważnie podchodzi do poczucia winy, on musi iść do spowiedzi. Tak umie, nie rozumie jeszcze inaczej. Nie popieram tego. Chodzi mi o sam mechanizm. My również, nie? Jak nosimy jakiś ciężar winy, w końcu klękniesz i wyznajesz to przed Bogiem, bo inaczej się tego nie pozbędziesz. Nie wyjdzie to z ciebie. Nie potrafimy bez Pana Boga uzyskać nowego życia. Bez Boga się jeszcze nikt nie narodził na nowo. Nikt. I nikt się nigdy nie narodzi na nowo bez Pana Boga, bez interwencji Bożej. Nie damy rady usunąć tego poczucia winy, uwolnić się od natury grzechu i zmienić swojego serca, a co za tym idzie zmienić swojego życia. Dlatego Ewangelia nie jest zmianą zachowania. Dlatego Ewangelia nie polega na tym, że ktoś pił i przestał pić. Ewangelia nie polega na tym, że ktoś palił i przestał palić. Ewangelia nie polega na tym, że ktoś był impulsywny, nerwowy i nic mu się tak w życiu nie udawało i nie lubił jak dać komuś w buzię i nagle jest zupełnie innym człowiekiem. To jeszcze nie jest Ewangelia. Ewangelia nie polega na tym, że ktoś nie pije już kawy, a pije te mucia mocia. Nie, na tym wszystkim Ewangelia nie polega. Ewangelia nie jest zmianą zachowania, a my bardzo często mierzymy w ten sposób. tej cudownej części dotyczącej Ewangelii, pozbawiamy tych znaków towarzyszących Ewangelii i uważamy, że Ewangelią jest zmiana czyjegoś zachowania. Brylują w tym świadkowie Jehowy. Brylują. Oni bardzo zmieniają swoje zachowanie, bardzo. Ja osobiście mam tylko dobre doświadczenia z tymi ludźmi. Pod względem zachowania wielu z nich dla wielu z nas mogłoby być wzorem. Pewnie to nie sprowadza się jeden do jednego, ale ja mam takie doświadczenia. Podam jeden przykład. Nad moim mieszkaniem ktoś robił remont i mogę coś poplątać technicznie, ale nie zakręcił zaworu bezpieczeństwa i w nocy, kiedy przyszło, tu patrzę na Kubę, bo jak Kubę w razie czego poprawi, znaczy to nie Kuba zrobił, ale on się na tym zna. Przyszło większe ciśnienie wody, rozsadziło jakiś zawór bezpieczeństwa, wylało wodę. bo nie było to tam zabezpieczone. No i oczywiście zalało całe te mieszkanie u góry, a poprzez podłogę i sufit całe moje mieszkanie. Wszystko miałem zalane, wszystko. Po kostki wody było w kuchni. Sufit spadł. Jakby nie koty, to chyba by do porześnienia wtedy mieliśmy koty, nie psy. Czy kota? Nie psy. I papugi. I gdyby nie ten latający kot i byśmy się nie obudzili, to prawdopodobnie doszłoby do pożaru, bo ta woda już w ogóle kapała po instalacji elektrycznie i to już tam zaczęło być takie trochę niebezpieczne. No i wiecie, no porażka, bo całkiem niedawno zrobiliśmy remont. Bo całkiem niedawno kupiliśmy meble. Dla nas wtedy to były szczytowe meble, jakie mogliśmy sobie kupić. Przerażony byłem, no bo oczywiście jak każdy Polak, ja myślałem o ubezpieczeniu mieszkania. Tylko się to skończyło na myśleniu o ubezpieczeniu mieszkania. Od tego czasu już mam ubezpieczone, ale wtedy to i od tego czasu nie miałem takich przypadków. Ale wtedy, kiedy nie miałem tego ubezpieczenia, to go potrzebowałem i byłem pewny, że to jest koniec, że to jest katastrofa, że przecież nikt mi za to nie odda, to tyle pieniędzy w ogóle, kto to w ogóle zrobi teraz. Ale poszedłem do tego sąsiada zgłosić mu tą awarię. Zgłosił się do mnie mężczyzna, który robił ten remont i on bez kłótni, bez żadnej awantury, na spokojnie, proszę policzyć wszystkie koszta. Ja policzyłem wszystko, podłogę, meble, wszystko, wyszła kupa kasy. I powiedziałem mu tyle i tyle. On się nie targował, on po prostu przyniósł te pieniądze. Później się dowiedziałem, że nie tylko tam za darmo pracował, to jeszcze następną robotę miał za darmo, żeby zwrócić mi pieniądze, których nie musiał zwracać. Mogliśmy się sądzić, mogliśmy walczyć ze sobą. Nie miałbym chyba żadnych szans w tej historii. I ja się go w końcu zapytałem, dlaczego ty to zrobiłeś? Dlaczego ty się tak zachowałeś uczciwie? A on mi powiedział, bo jestem świadkiem Jehowy. Piorunujące wrażenie to na mnie zrobiło. Piorunujące. Ale to nie był człowiek, którego przemieniła Ewangelia. To nie był człowiek pełen mocy Ducha Świętego. To był człowiek, który zmienił swoje zachowanie, zmienił je na bardzo poprawne, na bardzo uczciwe, ale to jeszcze nie jest Ewangelia. Dlatego, że Ewangelia jest przemianą natury człowieka. Jest nowym życiem, jest nowym narodzeniem, jest nowym sercem, jest nowym sposobem myślenia, jest zupełnie innym doświadczeniem, jak tylko i wyłącznie zmiana I Paweł to o tym mówi. To są te znaki i cuda. Tak mamy rozumieć znaki i cuda. Otóż znaki i cuda nie oznaczają tylko i wyłącznie spektakularnego uzdrowienia. Nie oznaczają tylko i wyłącznie jakichś takich doznań tego typu. One przede wszystkim oznaczają, że ta Ewangelia ma moc zmiany czyjegoś życia. czyjegoś serca, że ten człowiek jest nowym stworzeniem, a jego tożsamość jest w Chrystusie Jezusie. I to naprawdę wszystko zmienia i to jest największy cud, jakiego możemy doświadczać. Ja się bardzo cieszyłem, a wy razem ze mną, kiedy moja córka została uzdrowiona. Pamiętacie ten czas, kiedy Kościół się modlił, pościł i w ogóle. Ale to jest nic w porównaniu z tym, jak mnie ucieszyło, kiedy ona przyjęła Ewangelię, kiedy ona pierwszy raz przyszła i powiedziała Tato, bo ja chyba jestem grzesznikiem. I ja nie wiem, co ja mam z tym zrobić. Ja sobie z tym nie umie poradzić. Tak mi przyszła kiedyś powiedzieć. Później się zgłosiła do chrztu. To są znaki Jezusa. Tego się nie dało temu dziecku wsadzić. Tego się nie dało temu dziecku wytłumaczyć. Ona widziała nasze zachowanie. Ona w miarę poprawnie żyła, ale kiedy przyszła moc Ducha Świętego, kiedy Bóg dotknął jej serca, to było coś zupełnie innego. Paweł tu ciągnie dalej. Tak iż począwszy od Jerozolimy i okolicznych krajów aż po Ilirię, rozkrzewiłem Ewangelię Chrystusową. Można sobie sprawdzić na Google Maps. Naprawdę spory obszar, ogromny obszar. Tylko Paweł nie mówi, ja to zrobiłem. Paweł mówi, że to była Boża praca wykonana przez niego. Nie Paweł to zrobił, on się tym nie szczyci po ludzku. Boża praca wykonana przez niego. I zobaczcie, to uczy pewnej ważnej równowagi. Słowo i Duch Święty, gdzie jest tylko słowo, tylko litera, będzie sucho. gdzie są tylko doświadczenia, może być chaos. Ale tam, gdzie jest Słowo i Duch, tam będzie prawda, tam będzie życie, tam będzie przemiana, tam będzie ta właściwa chluba, tam będzie to właściwe rozumienie swojego znaczenia i swojej tożsamości. I Pan Jezus powiedział dokładnie to samo, że błądzicie, kiedy co? Kiedy Słowa i mocy Bożej nie znacie. I Paweł tu znów do tego wraca, on to podkreśla. Samo Słowo będzie sucho. Sama moc Boża można za bardzo odlecieć, można się wplątać w jakiś chaos, można bardzo łatwo pomylić moc Bożą ze zwykłymi ludzkimi zmianami, no a jeszcze trzeba uwzględnić, że i diabeł potrafi pewne rzeczy w znakach i cudach pozornych przedstawić, zresztą Księga Apokalipsy przed tym przestrzega. Ale tam, gdzie jest Słowo i Duch Święty, tam będzie prawda, tam będzie życie, tam będzie przemiana, tam będzie wszystko działać. Musimy dbać o tą równowagę między Słowem i działaniem Ducha Świętego. A Ewangelia to nie tylko coś, co się mówi, To nie tylko prawda, którą wygłaszamy, tylko to jest coś, co Bóg czyni w człowieku i tylko Bóg może uczynić. Dwudziesty, dwudziesty pierwszy werset. A przy tym chlubom moją było ogłosić Ewangelię nie tam, gdzie imię Chrystusa było znane, abym nie budował na cudzym fundamencie, lecz jak napisano, ujrzą Go ci, do których wieść o Nim nie doszła, a ci, co o Nim nie słyszeli, poznają Go. Tam, gdzie Chrystus nie był znany. To jest serce prawdziwej misji. Bardzo łatwo się głosi Chrystusa tam, gdzie Chrystus jest znany. My jesteśmy w ogóle tego specjalistami. Ale Paweł to mówi tam, gdzie Chrystus nie był znany. On tu coś bardzo osobistego odkrywa. Nie tylko co robił, ale dlaczego to robił. Przy tym chlubom moją było głosić Ewangelię nie tam, gdzie imię Chrystusa było znane, abym nie budował na cudzym fundamencie." Więc dlaczego on głosił tam, gdzie imię Chrystusa nie było znane? Żeby chociaż nawet przez przypadek nie budować na cudzym fundamencie. Zobaczcie, jak to bardzo pokazuje serce tego człowieka. On mówi o swojej chlubie, On chce pewnych rzeczy, on ma głębokie pragnienie. działania dla Boga i w Bogu, ale przede wszystkim tam, gdzie jeszcze nikt nie zadziałał, gdzie jeszcze te imię Jezusa, imię Chrystusa nie jest znane. Zobaczmy, to nie jest ambicja tylko sukcesu, to nie jest ambicja rozpoznawalności, to na pewno nie jest ambicja łatwej i szybkiej służby. Nie, Paweł idzie głębiej, on chce czegoś niezwykłego, nie budować na cudzym fundamencie. Co ciekawe, tu nie jest napisane wprost, a może nawet w żaden sposób, że budowanie na cudzym fundamencie jest złe. Tak tu nie jest napisane, że to jest złe. Kościół potrzebuje nauczycieli, Potrzebuje pasterzy, potrzebuje ludzi, którzy budują dalej nawet na fundamencie, którego nie zakładali. To jest w porządku. Biblia tego nie potępia. To nie jest tak, że można być tylko nauczycielem dla tych, których się samemu ewangelizowało, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie ma takiego potępienia w Biblii. I Paweł tu nie o tym mówi. Paweł tu mówi o sobie i o swoim powołaniu, o głębokim powołaniu. Jego powołanie było inne. On raczej nie był właśnie tak zrozumianym nauczycielem, pasterzem. On raczej szedł tam, czy Bóg posyłał go tam, gdzie nie było Kościoła, gdzie nie było świadectwa. gdzie nikt jeszcze nie słyszał o Jezusie Chrystusie. Ujrzeli Go ci, do których wieść o Nim nie doszła, a ci, co o Nim nie słyszeli, poznają Go. I to też jest ciekawe, dlatego że znowu to nie jest naturalne, to nie jest normalne, więc to musi być głęboko Boże. Bo my naturalnie wybieramy to, co jest nam znane. No gdzie się lepiej czujemy? W znanym środowisku, czy w nieznanym środowisku? No naturalnie czujemy się w znanym środowisku lepiej. Naturalnie wybieramy to, co uznajemy za bezpieczne, niż to, co uznajemy za niebezpieczne. Naturalnie wybieramy to, co daje szybki efekt. Raczej unikamy ryzyka, raczej unikamy niepewności, a już na pewno unikamy odrzucenia. Naturalnie idzie się tam, gdzie jest łatwiej. Ale Paweł tu pokazuje, że Ewangelia często prowadzi głębiej. To znaczy tam, gdzie jest trudniej. To znaczy tam, gdzie jest nieznane. To znaczy tam, gdzie niekoniecznie jest bezpiecznie i tam, gdzie niekoniecznie są szybkie efekty. Czasem Ewangelia prowadzi mnie i ciebie tam, gdzie jest pewne ryzyko. Tam, gdzie jest pewna niepewność. Tam, gdzie jest spora dawka możliwości odrzucenia. I albo się dajemy prowadzić Panu Bogu, albo nie. Paweł się to oczywiście odwołuje do proroctwa, do Pisma. I on wykazuje, że to nie jest jego plan, że to jest Boży plan, że to jest Boży zamysł, że Bóg tak chce, żeby ci, którzy nie słyszeli, usłyszeli. Żeby ci, którzy są daleko, mieli możliwość zapoznania się z Ewangelią. Żeby ci, którzy są poza, poznali Chrystusa. Dla mnie osobiście jest to duże wyzwanie. Niech będzie, że mówię tylko o sobie. Trudno mi się głosi tym, którzy nie słyszeli. Trudno mi się głosi tym, którzy są daleko od Pana Boga, daleko od mojego światopoglądu. Najchętniej bym z tymi ludźmi w ogóle nie przebywał. Bardzo trudno mi przebywać z ludźmi, którzy są poza ludźmi, którzy poznali Chrystusa. Niekomfortowo czuję się w świecie. Trudno mi jest w miejscu, gdzie ponoszę ryzyko przyznając się do Jezusa Chrystusa. Czuję się tam niepewnie. Mogę się tam spotkać z odrzuceniem. I jestem przekonany, że nie mówię tylko o sobie. Tylko, że Ty masz dokładnie tak samo. I żebyśmy się dobrze zrozumieli. Ja nie mówię o wybitnie zaginionych obszarach na terenie RPA. Ja mówię o szkole, o pracy, o sklepie, czasami o bliższej bądź dalszej rodzinie, o jakimś szwagrze, szwagierce, za którą nie przepadam, o moim bracie, mojej siostrze, która jest daleko od świata związanego z Jezusem Chrystusem. Ja mówię o takich zwykłych momentach, w których jest pewne napięcie, jest pewne ryzyko, jest pewna niepewność, jest możliwość odrzucenia. Tam, gdzie jest trudniej i Ewangelia po prostu czasem tam prowadzi, czasem powinniśmy się dać jej tam zaprowadzić i ją tam głosić. Taki jest Boży Plan. I ten fragment, który to Paweł opisuje i to przeniesienie, które staram się ja opisać. To pokazuje czym jest prawdziwe serce misyjne. I część ludzi ma takie wrażenie, że serce misyjne jest wtedy, kiedy to będzie wyjazd na misję. Że to serce misyjne objawi się wtedy, kiedy ty właśnie gdzieś pojedziesz. Zostawisz tutaj wszystko, wsiądziesz w ogórka i pojedziesz głosić Ewangelię. Wiecie co to jest ogórek? Taki samochód. Ale to grudzień nie jest, więc kolęda idzie. I czasami niektórzy tak sobie wyobrażają, że to jest serce Ewangelii, że to w ten sposób ma funkcjonować, że o to chodzi Panu Bogu. To się oczywiście może wydarzyć. Bóg może mieć plan do czyjegoś życia właśnie taki, że cię wyśle na drugi koniec świata. Ale raczej są to wyjątki niż reguła. Natomiast serce misyjne, serce, które powinniśmy wszyscy mieć, o którym tu Paweł mówi, to jest pewna postawa serca, tu gdzie jestem, względem tych, którzy nie znają Pana Boga. I coś Ci powiem. Do żadnego Zulugula nie pojedziesz, niczego takiego nie doświadczysz, W ogóle nie o to w tej historii chodzi, jeżeli prawdą o tobie jest, że na klatce schodowej, w której mieszkasz, jeszcze nie wszyscy usłyszeli Ewangelię. W pracy, w której pracujesz, jeszcze nie wszyscy usłyszeli Ewangelię. Szkoła, do której chodzisz, jeszcze nie wszyscy tam usłyszeli Ewangelię. To na pewno nigdzie nie pojedziesz. Bo ty jesteś absolutnie nie gotowy. Te serce misyjne tu i teraz, tu gdzie jestem, tu gdzie przebywam, tu gdzie mam możliwość głosić tym, którzy nie znają Pana Boga. Człowiek, który ma serce misyjne, on czuje pewną odpowiedzialność. Ja to muszę tym ludziom powiedzieć, bo oni idą na śmierć. To nie jest poczucie wyższości. Patrz jaki ten świat jest głupi. Wszyscy idioci. To nie jest serce misyjne. Serce misyjne to jest poczucie odpowiedzialności. Ja jestem odpowiedzialny za to, żeby oni zmądrzeli w Bogu. Ja jestem odpowiedzialny za to, żeby oni usłyszeli o Jezusie Chrystusie. Ja nie jestem odpowiedzialny za to, żeby ktoś na drugiej półkuli... A obiecałem, że się nie wygadam, a jednak się wygadałem. No ja jestem z tych sferycznych. że on na drugiej półkuli usłyszy Ewangelię. Ja najprawdopodobniej nie jestem za to odpowiedzialny, ale jestem w pełni odpowiedzialny, w pełni odpowiedzialny, żeby to moje najbliższe otoczenie usłyszało o Jezusie Chrystusie. Ja chcę, żeby oni usłyszeli o Jezusie Chrystusie, bo to im może przynieść życie. Jeszcze raz, to się może wydarzyć i oczywiście, że ja tego nie odbieram, że ktoś będzie wysłany do innego kraju, do innego środowiska, do innej kultury, ale raczej, raczej będziesz użyty z tym twoim sercem misyjnym tam, gdzie jesteś wokół ludzi obok ciebie, bo ty nieprzypadkowo, się tu urodziłeś. Nieprzypadkowo rozumiesz tą kulturę. Nieprzypadkowo funkcjonujesz w tym środowisku. Nieprzypadkowo jesteś otoczony tymi ludźmi. Nieprzypadkowo to są twoi rodzice. Nieprzypadkowo to jest twoje rodzeństwo. Nieprzypadkowo to jest twój mąż. To jest twoja żona. Nieprzypadkowo to są twoi sąsiedzi. Nieprzypadkowo znalazłeś się w tym zakładzie pracy, a nie innym. Nieprzypadkowo chodzisz do tej szkoły, a nie do innej. Nieprzypadkowo trafiasz tego człowieka na ulicy, a nie innego. Nieprzypadkowo widzisz, gdy ktoś płacze. Nieprzypadkowo widzisz, gdy ktoś ledwo zipie. To wszystko nie są przypadki. to wszystko zaplanował Pan Bóg i Ciebie tam postawił jako swoje narzędzie. To jest serce misyjne. Ewangelia musi iść dalej. Ewangelia zawsze ma kierunek na zewnątrz. Ewangelia nigdy nie wybiera tylko tego, co jest łatwe i wygodne. Ewangelia skutkuje sercem, zwłaszcza dla tych, czy do tych, którzy jeszcze nie znają Jezusa Chrystusa. A Twoja misja, największa misja, jaką sobie możesz wyobrazić, najgłębsza misja, Najwspanialsza misja. Misja, która Ci przyniesie najwięcej radości i najwięcej szczęścia. Może się zacząć bliżej niż Ci się wydaje. Przyspieszamy. Dwudziesty drugi do dwudziesty dziewiąty werset. Paweł odsłonił to serce misyjne i teraz przejdzie do bardzo takiej ludzkiej strony służby. On teraz pokaże coś, z czym się styka każdy wierzący. Dla nikogo to nie jest przyjemne, dla nikogo to nie jest fajne i zawsze, ja tak na przykład mam, że zawsze z tego powodu mi ktoś wtyka. Ja już wiem, że jak ktoś przychodzi i mi to wtyka, to zaczynają się kłopoty, bo wszyscy zaczynają od tego. Tak jakby nie czytali Biblii. Otóż nawet u najbardziej bożych ludzi, a takim był apostoł Paweł, nie ja. Ja o nim mówię. gigantów wiary. Nie wszystko idzie tak jak planujemy. Czasem zmienność decyzji świadczy o ciągłości dowodzenia. Tego u góry. Paweł to mówi jasno i wyraźnie. Miał pewne przeszkody w służbie. Dlatego też często miałem przeszkody, które mi nie dozwoliły przyjść do Was. Jestem pewny, że skoro to napisał, to pewnie wiele razy im obiecał. Być może już im powiedział jestem w drodze. zobowiązał się. Zaskakujące. Apostoł, który żyje w powołaniu Bożym, tak jak myślę żaden z nas, nawet on doświadcza przeszkód, które nie pozwoliły mu zrealizować dobrych planów. Pewnie przekonany był, że to są Boże plany, a może nawet to były Boże plany na ten czas, kiedy o nich mówił. To znaczy, że Takie sytuacje, przeszkody, zmiana planów nie są dowodem braku Bożej woli albo braku rozeznania Bożej woli. Bo jeśli są, to apostoł Paweł jest zdyskredytowany. Trudności nie oznaczają, że coś jest nie tak. Są po prostu trudnościami. Opóźnienia, zmiany planów nie są porażką. są częścią prowadzenia nas przez Pana Boga. Tak w moim życiu, jak w Twoim. Zmiany planów, przeszkody, trudności, zmiany decyzji nie są, nie są porażką. To jest część tego, w jaki sposób mnie i Ciebie Pan Bóg prowadzi. Są pragnienia, które muszą dojrzeć, które czekają latami. Zobaczcie, pragnąc już, co tu jest napisane? Od wielu lat, od wielu lat przyjść do Was. Zobaczcie, to nie było coś, co on w tydzień jakby tutaj planował i nie wyszło. Nie, on wiele lat planował i nie wyszło. Nie wyszło i to było Boże. To pokazuje coś bardzo ważnego. Niektóre rzeczy w życiu nie dzieją się od razu. Niektóre rzeczy w życiu wymagają czasu. Niektóre rzeczy w życiu dojrzewają latami. Moja hipoteza, jest to tylko moja hipoteza, ale podzielę się z Wami tym. Łącząc wszystkie elementy do kupy suwerenność Bożą, To, że on jest panem historii, to, że on jest panem każdego kroku apostoła Pawła mojego i twojego. Łącząc to wszystko razem. Musiało tak być, bo gdyby apostoł Paweł był tam wcześniej, to przyniósłby za mało. Wiedziałby za mało. Doświadczyłby za mało. Nie rozumiałby jeszcze Chrystusa w sposób, w który Chrystus zdecydował, że ma rozumieć, by daną sprawę wyłożyć. Ja tego doświadczałem wiele razy w swoim życiu. Umawiałem się z kimś, no i nie wyszło. I potem się z nim umówiłem drugi raz. I nie zgadniecie. Nie wyszło. Potem trzeci raz. I nawet miałem kiedyś tak, że wyszedłem z domu, już byłem pewien, że dojdę. I nie wyszło. Po drodze się coś zmieniło. A potem był czwarty raz. I ten czwarty raz udowodnił, że to miało być wtedy, a nie wcześniej. Bo dopiero wtedy był komplet pewnych rzeczy, które można było przynieść. Dopiero wtedy to spotkanie miało sens. One by wcześniej nie miało sensu i później nie miało sensu. One miało się dokonać w tym czasie w taki sposób. Nie mogę szczegółów opowiedzieć, ale nie jest to wyjątkowa sytuacja jak wiecie. Człowiek chce, ja chcę, ty chcesz. szybko, teraz, natychmiast. Tylko czasem Bóg chce trochę inaczej. Paweł ma plany. On pomimo tych doświadczeń, zobaczcie, on mówi, on się przyznaje. Wiele lat chciałem do was przyjść, planowałem to i nie wyszło. I ktoś teraz powie, no Paweł już mądry od tej pory takich planów robił nie będzie. Paweł jest tak mądry, że dalej mówi tak, kiedy pójdę do Hiszpanii, on ma od razu plan. On dopiero co się przyznał, że plany planami, życie życiem, a Pan Bóg Panem Bogiem i od razu przechodzi do planu. Kiedy pójdę do Hiszpanii, więc on ma wizję, ma kierunek. To nie jest człowiek, który działa chaotycznie, ale wie, że nie wszystko da się zaplanować i nie ma w tym nic złego. W połączeniu tego, że on w jednym zasadzie zdaniu mówi, no planowałem, ale mi nie wyszło, wiele lat planowałem, no może w końcu do was dotrę, w tym samym zdaniu mówi i mam plany. Pojadę do Hiszpanii. Pójdę, przepraszam, pójdę do Hiszpanii. Więc ma plan, ma strategię, ma wizję, ale pamięta i ma to przed oczami, że jego plan, nawet ten najlepszy, nawet ten najbardziej pobożny, nawet ten kierowany Duchem Świętym, modlitwą. Ja nie posądzam Pawła, że on nie konsultował rzeczy z Bogiem, ale on ma świadomość, że nawet ten najlepszy plan nie jest ważniejszy niż prowadzenie wszystkiego przez Pana Boga. Wszystkiego przez Pana Boga, że to Pan Bóg ma najlepszy plan. A teraz idę do Jerozolimy z posługą dla świętych. Ale on ma pewne obowiązki, on to wie, że zanim pójdzie dalej musi najpierw dokończyć to, co ma przed sobą i być wiernym w tym, co już jest aktualne, co już jest prawdziwe. I czemu to jest ważne? Po pierwsze, bo to jest najtrudniejsza część, przynajmniej u mnie do realizacji, dokończyć to, co ma przed sobą i być wiernym w tym, co jest w danej chwili aktualne, Ja na przykład się z tym bardzo borykam, ale myślę, że nie tylko ja. Ale to ma też drugą głębię. Czasami mamy tak, że marzymy o wielkich rzeczach. Mamy tak? Wszyscy, nie? Marzymy o wielkich rzeczach. A Bóg mówi, bądź wierny tu i teraz. Ja marzę o wielkim kościele. Od zawsze moją wizją było Mega Church w Polsce. Od zawsze. Ja tym oddycham, ja tym pachnę. Ja od 12 lat o tym mówię, że wierzę, że Polska doczeka takiego Kościoła. Jeśli Pan Bóg będzie chciał, to użyje do tego nas. Ja to widzę. Widzę. Ja nawet wiem, gdzie jest budynek, w którym będziemy się zgromadzać. Część z Was wie, o którym budynku mówię. Ale wiem, że mam być wierny tu i teraz, że miałem być wierny, kiedy nas było czterech i mam być wierny, kiedy jesteśmy tu i teraz w miejscu, w którym jesteśmy tu i teraz z liczbą, którą mamy tu i teraz. I apostoł Paweł też daje taki wzór. My mamy prawo marzyć o wielkich rzeczach. Mamy prawo do wizji. Mamy prawo do targetu. Możemy pachnieć tą wizją. Możemy robić wszystko, żeby ona się realizowała. Ale w tym wszystkim mamy być wierni tu i teraz. Tu i teraz mamy być wierni w tych małych rzeczach. Bo co? Bo jeżeli ktoś jest... Jak to powiedział Pan Jezus? Właśnie, nie inaczej, nie odwrotnie. I Paweł to tu przypomina. Bądź wierny tu i teraz, bo nigdy nie doczekasz wielkich rzeczy. Dalej Paweł przechodzi do trudnego tematu. On opisuje zbiórkę pieniężną. No strach się bać o tym głosić. Poganie stali się uczestnikami ich dóbr duchowych, to powinni usłużyć im dobrami doczesnymi". To jest tak bezczelne zdanie, że gdyby je tak dzisiaj wygłosić, tak wprost, nie cytując, tylko tak mówiąc wprost. Ci niewierzący, którzy stali się wierzący, ponieważ stali się uczestnikami dóbr duchowych, To mają teraz służyć dobrami doczesnymi. No przecież to jest skandal, nie? Facebook pęka. Przestaje istnieć. Instagram przy okazji wybucha. Gdyby ktoś tak often powiedział. Ale Paweł tak robi. Bo Kościół to nie jest tylko teoria. To nie jest tylko ta warstwa duchowa. To nie jest tylko i wyłącznie Ta część Kościół jest pewną widzialną częścią Królestwa Bożego na Ziemi. Ja nie mogę się nadziwić jak my możemy i dlaczego my nie umiemy z tego wyjść. Jak my możemy mieć tak poukładane w głowie w kościołach. A to jest najczęstszy model. Ktoś wymienia dywan. Teraz jest w ogóle problem. Ja podaję przykład, żebyśmy złapali ideę. Ktoś wymienia dywan, no i teraz jest w ogóle problem, bo teraz tak nie można se dywanów wyciepnąć na dwór, bo jest awantura, bo tam jest ta wszystka segregacja i to trzeba wywozić i zgłaszać w ogóle. Trzepaków to już chyba nie ma. Tak jak nie ma jamników, nie ma maluchów, tak nie ma trzepaków. To znikło gdzieś w ogóle z Polski. Kiedy ostatni raz widziałeś jamnika? No to jesteś wybitnym wyjątkiem. Bo generalnie ta rasa zginęła. Tak Czepak zginął, tak zginął zdrowy rozsądek w tym. I teraz ktoś ma stary dywan i najczęstszy model w kościołach ewangelicznych. Zaniosę do kościoła. Kościół się ucieszy. Pastor będzie w niebo wzięty, że mu taki stary dywan przyniosłem do kaplicy. Damy do szkółki do dzieci. Dzieci się będą na nim bawić. No takie mamy najczęściej myślenie, kiedy powinno być zupełnie odwrotnie, prawda? Powinno być tak, kupuję nowy dywan do zboru. I Paweł nie boi się poruszać tego typu tematów, tego pomagania, tego wspierania, tego tematu związanego z finansami. Ale przed innymiście sobie to mocno przerobimy. I Paweł mówi dalej. A wiem, że idąc do Was przyjdę z pełnią błogosławieństwa Chrystusowego. I to jest klamra tej całej historii, bo on tak, on mówił, że planował, ale były pewne przeszkody, nie przestał planować, Jednocześnie wie, że zanim wejdzie w plany, musi się zająć tu i teraz tym, co robi, a to może spowodować, że się opóźni jego plan. I on to wszystko wie i jednocześnie zamyka to pewną... Oczywiście przy okazji mówi, że to się też wiąże z pewną fizycznością, realnością, życiem, pieniędzmi, funkcjonowaniem i tym wszystkim. I spina to piękną klamrą. Wiem, że idąc do was przyjdę z pełnią błogosławieństwa. On ma pewność, że Bóg to wszystko doprowadzi do idealnego finału. On w końcu będzie w miejscu, w którym chciał być, wtedy kiedy Bóg chciał, żeby on był i w sposób, który Bóg zaplanował. On to wie, że pomimo przeszkód, pomimo opóźnień, pomimo zmian planów, pomimo konieczności bycia tu i teraz, pomimo konieczności zabezpieczeń fizycznej części, Paweł ma pewność, ale on tą pewność ma nie w sobie, nie w tym, że od tej pory się stał bardziej zdyscyplinowany i jak stwierdził, że będzie 16 kwietnia tam i tam, to teraz już na pewno 16 kwietnia będzie w Hiszpanii. Nie, on tą pewność ma w Bogu. On to tyle razy przeżył, że on wie, że nawet jak wszystko z pozoru wygląda jak jeden wielki chaos, jedno wielkie niedopilnowanie, jeden wielki brak organizacji, to on wie, że w Bogu to będzie spięte doskonałą klamrą, pełnią błogosławieństwa chrystusowego. Kiedy to się dzieje? Kiedy oddychamy Bogiem, kiedy żyjemy Bogiem, kiedy Bóg jest najważniejszy, kiedy nie boimy się wchodzić w te duchowe rejony. I to znowu dotyczy wyłącznie narodzonych na nowo ludzi, ludzie nienowonarodzeni. Oni będą zawsze mieć z tym problem i zawsze największym wtykiem będzie właśnie ta historia. plany, fizyczność, realność i jak to przenieść na duchową rzeczywistość. Dlaczego? Dlatego, że człowiek, który jest nienarodzony na nowo, ma taką zwykłą, starą naturę grzesznika, to jest człowiek, który ma ogromnie silną potrzebę kontroli. ogromnie silną potrzebę przewidywalności każdego następnego kroku. Ogromnie silną potrzebę poczucia komfortu, bezpieczeństwa. On ma niesamowitą trudność w zmianie planów. To powoduje, że u tego człowieka, kiedy on wkracza w duchowe rejony, kiedy on ma styczność z duchowymi rejonami, kiedy on się spotyka z duchową rzeczywistością, a on jest w tej starej naturze i przebywa na przykład wśród ludzi nowonarodzonych i przygląda się im i mu tam wszystko zgrzyta, bo to wszystko się kłóci z jego naturą, a jemu się wydaje, że to jest ta właściwa natura, bo wszystko jest do góry nogami w tej historii. Wiecie o co mi chodzi? Człowiek nowonarodzony, jak patrzy na nienowonarodzonego, to ma wrażenie, że nienowonarodzony jest do góry nogami. Ale ten nienowonarodzony, jak patrzy na nowonarodzonego, to on też ma wrażenie, że to tamten jest do góry nogami. Teraz co to powoduje? Konflikt tych przestrzeni powoduje frustrację, napięcia, niepokoje, awantury, bunt i całą tą resztę historii. A wiara uczy nas czegoś zupełnie innego. Ufaj Bogu. No ufaj rzesz Bogu. Ufaj Bogu, że Bóg ma doskonały plan. Przeszkody, trudności, zmiana planów, całkowita zmiana planów w Twoim życiu wcale nie oznaczają, że jesteś poza wolą Bożą. Mogą oznaczać, że jesteś super w woli Bożej. Zresztą. Bardzo często jest tak, że ktoś przychodzi i mówi, że diabeł trzęsie moim życiem. Wszystko się tam telepie. Wszystko się trzęsie. Spokojnie. Bo czasami to nie jest diabeł. Czasami to Bóg. Czasami to Bóg tak robi, żeby wytelepać to, co tam jest niepożądane. Czy się to komuś podoba, czy nie? Bóg działa także przez opóźnienia. Bóg działa także przez opóźnienia, czy się to komuś podoba, czy nie. Możemy się na przykład umawiać wiele razy na jakiś obiad i czasami Bóg działa przez opóźnienia. On wie, kiedy się mamy spotkać. Planujmy. To jest dobra rzecz. Ale bądźmy gotowi na zmianę, bo czasem to jest jeszcze lepsza rzecz. A najważniejsze, bądźmy wierni w tym, co mamy tu i teraz. Bo inaczej wpadamy w bardzo poważny grzech, grzech pychy. Grzech pychy w kościołach chrześcijańskich wygląda tak. Potrzebujemy mądrzejszego pastora. Potrzebujemy lepszych nauczycieli. Potrzebujemy więcej. Potrzebujemy głębiej. Potrzebujemy mnóstwo. To najczęściej jest grzech. mamy być wierni w tym, co mamy. Uczmy się ufać Panu Bogu, że On doskonale wie, jak nas prowadzi. I końcówka 30 do 33. Koniec tego fragmentu i niezwykle ważny. Paweł tu coś niezwykle ważnego przekazuje. Służba jest osobista. To jest prawda o służbie. Każda służba jest osobista. Istnieje takie pojęcie w teologii jak samotność służby i ktoś, kto uczciwie służy, prędzej czy później zetknie się z samotnością służby. Będziesz miał wrażenie, że jesteś sam w tym wszystkim. I możesz się zdać tylko na Boga, bo o to chodzi. Dlatego Pan Bóg dopuszcza do tego poczucia osamotnienia w służbie, żebyś zawsze się opierał na Nim, a nie na ludziach. To są bolesne lekcje. Od czasu do czasu Pan Bóg pozwala, żebyśmy sobie je przypomnieli. I chociaż służba jest często osobista, jest właśnie okupiona tym, to nigdy nie jest całkiem osobista i całkiem samotna. I Paweł tu pisze w 30 wersecie. Proszę was wtedy bracia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez miłość ducha, abyście we współ ze mną walczyli w modlitwach. I kiedy przygotowałem się do tego kazania, to akurat ten fragment mnie mocno poruszył. Ja osobiście zwróciłem uwagę na to słowo, a w pierwszym konspekcie tego kazania tego słowa nie miałem. Bo te kazania kilka razy przygotowuję, zanim je tu wygłoszę. I kiedy przygotowywałem je teraz, już tuż przed wygłoszeniem, to właśnie to doszło. Zwróćcie uwagę. Walczyli. Walczyli. Paweł tu porównuje modlitwę do walki. On nie mówi, pomódlcie się jak będziecie mieć czas. Albo nie zapomnijcie o mnie w modlitwie tam wieczornej. albo jak tam będzie chwila, to wspomnijcie, westchnijcie w mojej sprawie do Pana. Nie. Paweł mówi... Proszę was, bracia, przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez miłość Ducha, abyście we współ ze mną walczyli w modlitwach. Walczcie razem ze mną. On tak mówi. A więc ta modlitwa, o którą tu prosi Paweł, to nie jest jakiś dodatek. To nie jest jakiś rytuał. To nie jest jakaś formalność. To jest duchowa walka. To jest walka o ludzi. To jest walka o służbę. To jest walka o Boże działanie. To jest czasami walka z diabłem na po prostu niesamowitych warunkach. To jest czasami walka o czyjeś życie, o zdrowie. Podam przykład. Wczoraj późniejszym wieczorem, nie jakimś bardzo późnym, ale późniejszym wieczorem napisałem na tej naszej grupie wewnętrznej. To nie będzie najlepszy przykład, bo to dzisiaj się wydarzyło. Ale wyobraźmy sobie, że piszę to w momencie, w którym ten ktoś jest akurat zabierany na operację i tak dalej. Nie chodzi o to, żebyś ty to wieczorem odczytał i doklepał do paciorka. Chodzi o to, że ty teraz powinieneś walczyć. Chodzi o to, że ktoś teraz potrzebuje tej modlitwy. Oczywiście są sytuacje, w których to może poczekać, ale czasem nie. I do pewnych spraw powinniśmy podejść poważnie. Dlatego, że może się okazać, że Ty się już modlisz po wszystkim i już wtedy nie wiem po co. Poważnie, czasem to jest walka, prawdziwa walka o ludzi, o służbę, o Boże działanie. I Paweł, wielki apostoł, wydawałoby się ktoś, że to on powinien się o innych modlić, a nie prosić o modlitwę. Przecież to jest gigant pod tym kątem, a jednak on tu prosi o modlitwę bardzo pokornie. On nie mówi, poradzę sobie. On mówi, potrzebuję was. Potrzebuję waszej modlitwy. Walczcie razem ze mną. Co to pokazuje? Nikt nie jest samowystarczalny. Nikt. Nie ma takich gigantów duchowych, którzy by byli samowystarczalni. Nawet najwięksi. potrzebują wsparcia. Nawet najwięksi potrzebują modlitwy. Czasem to jest walka o wszystko w życiu tych ludzi. Kościół jest współzależny, współzależny. Tu nie ma gigantów niepotrzebujących takiej sprawy. Paweł nie mówi ogólnie, on tu konkretnie prosi, bym został wyrwany z rąk niewierzących w Judei. To jest konkretna prośba o konkretną rzecz, konkretna walka. Tam musiało być realne zagrożenie, realne niebezpieczeństwo. Ten człowiek się tego musiał obawiać, tak po ludzku, pomimo tego, że był gigantem wiary. On to musiał przeżywać, on to musiał nosić. I on prosi walczcie ze mną, żebym był wyrwany z rąk niewierzących w Judei. I by posługa moja dla Jerozolimy została dobrze przyjęta. Czyli żeby tam pozostały pewne relacje, żeby jego służba była przyjęta. Więc zobaczcie, ta modlitwa, ta walka dotyczy zarówno takich bardzo praktycznych, bardzo rzeczywistych, bardzo namacalnych, realnych rzeczy jak i rzeczy duchowych. Po co? Abym za wolą Bożą, z radością przyszedł do was i wśród was zaznał odpoczynku." To też jest piękne zdanie. Też na końcówce przygotowań zwróciłem na to uwagę. Nawet apostoł, gigant duchowy, do pięt mu żaden z nas nie dorasta. Nawet on potrzebuje radości, odpoczynku, wspólnoty. Zobaczcie, abym za wolą Bożą, z radością przyszedł do was i wśród was zaznał odpoczynku. Ten człowiek w pewien sposób, może żali to będzie złe słowo, ale on tego potrzebuje. Nawet on. To musi nam przypominać, że służba nie może oznaczać ciągłego napięcia, że od czasu do czasu potrzeba odświeżenia, relacji, radości, pokoju, odpoczynku. Bo najlepiej się funkcjonuje wtedy, kiedy ma się poczucie i pewność, że się nie jest samemu, że się ma pewne wsparcie, że się ma ludzi, którzy stoją obok. Ja tego w ostatnim czasie bardzo doświadczyłem. To mocno mnie podnosiło, że nie jestem sam, że mam wsparcie, że mam ludzi, którzy stoją obok mnie. I nawet się oskarżałem, że czemu ja zwracam na to uwagę? Przecież powinien Chrystus mi wystarczyć. Gigant wiary na to zwrócił uwagę. Nawet on się przyznał do tego, że tego potrzebuje. Czemu? Bo bez tego wszystkiego bardzo łatwo się zmęczyć, wypalić, zaizolować się od wszystkiego i wszystkich i wtedy po Tobie. I właśnie dlatego Pan Bóg stworzył Kościół i to Kościół lokalny. Paweł kończy. A Bóg pokoju niech będzie z Wami wszystkimi. Amen. Po całej tej drodze służby, walki, misji, napięć, tego wszystkiego Paweł przypomina. Bóg jest Bogiem pokoju. Bóg jest Bogiem pokoju. Nigdy nie możemy o tym zapomnieć. Zobaczcie, gigant wiary. Ogromny gigant wiary. Niesiony przez Chrystusa jak mało kto. Rozumiejący Chrystusa jak mało kto. Doświadczający znaków i cudów jak mało kto. Objawienia Boże przekazane Jemu jak mało komu. A mimo tego wszystkiego bardzo ludzki człowiek, bardzo normalny człowiek. Taki jak ja i Ty. Biorący udział w tej samej historii z tym samym Panem. Boże, dziękujemy Ci za Ewangelię. która przyszła do naszego życia nie dlatego, że sobie na nią zasługujemy, ale dlatego, że jesteś, byłeś i będziesz Bogiem łaski. Panie, dziękujemy Ci za Jezusa Chrystusa, przez którego otrzymaliśmy zbawienie, nowe życie, nadzieję. Boże, przebacz nam, kiedy zatrzymujemy dla siebie to, co otrzymaliśmy od Ciebie, kiedy robimy tak, że Ewangelia jest czymś tylko dla nas, a nie czymś, co powinno płynąć przez nas. Przebacz nam, Panie, te momenty, w których żyjemy skupieni na sobie, na swojej wygodzie, zamiast szukać Twojej woli. Otwórz nasze serca na takie Twoje powołanie, na taką głębię. Pokaż nam, gdzie chcesz nas używać. Boże, potrzebujemy Twoich oczu, Twoich uszu, Twoich dłoni i Twojego serca na ludzi wokół nas. Potrzebujemy odwagi, mocnej odwagi, by śmiało mówić o Tobie i takiej pokory, by służyć i by pamiętać, że to nie o nas w tej historii chodzi. Panie, naucz nas żyć w świadomości, że wszystko jest pod kontrolą u Ciebie. Wszystko jest w Twojej łaski. Nic nie jest tutaj dla naszej własnej chwały. Wszystko, co robimy, ma wskazywać na Ciebie i tylko na Ciebie. Napełnij nas, Panie, mocą Ducha Świętego. żebyśmy robili rzeczy, których bez Ciebie zrobić nie potrafimy. Daj nam siłę, Panie Jezu, w trudnościach, daj nam wytrwałość, gdy wszystko idzie nie tak, jak chcemy, gdy pojawiają się przeszkody. Daj nam pokój, Panie Jezu, kiedy nie wszystko idzie według naszych planów. Ucz nas Panie także modlitwy, tej walki o innych, o siebie nawzajem, wspierania siebie nawzajem. Spraw Panie i czuwaj nad tym. Oto Cię prosimy, żeby ten nasz Kościół, nasz zbór był takim miejscem, gdzie Ewangelia jest żywa, gdzie ludzie są posyłani, gdzie modlitwa jest czymś realnym i zmieniającym, gdzie Twoja obecność jest widoczna, namacalna. I używaj nas, Panie, jak chcesz. Oddajemy Ci nasze życie, nasze plany, naszą wspólnotę i każdy z nas oddaje się Tobie osobno. W imię Jezusa Chrystusa. Amen. Do góry.


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora