Największe zwiedzenie człowieka
Bóg sądzi sprawiedliwie, bez względu na pozycję czy religijność. To wezwanie do szczerego spojrzenia w serce – by zamiast zewnętrznej formy religijności szukać przemiany ducha i życia, które naprawdę świadczy o przynależności do Chrystusa.
Transkrypcja
Witajcie w imieniu Jezusa Chrystusa. Kontynuujemy oczywiście podróż przez listy apostolskie, w chwili obecnej przez list do Rzymian. Trzecie kazanie oparte na egzegezie tego tekstu. Dzisiaj cały drugi rozdział od pierwszego do dwudziestego dziewiątego wersetu. Otwórzcie sobie Boże Słowo. List do Rzymian, drugi rozdział przeczytam w całości. Ja korzystam z przekładu Biblii Warszawskiej. Nie ma przeto usprawiedliwienia dla ciebie, kimkolwiek jesteś, człowiecze, który sądzisz. Albowiem sądząc drugiego, siebie samego potępiasz, ponieważ ty, sędzia, czynisz to sam. Bo wiemy, że Sąd Boży słusznie spada na tych, którzy takie rzeczy czynią. Czym nie masz, człowiecze, który osądzasz tych, co takie rzeczy czynią, a sam je czynisz, że ujdziesz z Sądu Bożego? Albo może lechceważysz bogactwo Jego dobroci, cierpliwości i pobłażliwości, nie zważając na to, że dobroć Boża do upamiętania cię prowadzi. Ty jednak przez zatwardziałeś swoją i nieskluszone serce gromadzisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia sprawiedliwego sądu Boga, który odda każdemu według uczynków Jego. Tym, którzy przez trwanie w dobrym uczynku dążą do chwały i czci i nieśmiertelności, da żywot wieczny. Tych zaś, którzy o uznanie dla siebie zabiegają i sprzeciwiają się prawdzie, a hołdują nieprawości, spotka gniew i pomsta. Tak, utrapienie i ucisk spadnie na duszę każdego człowieka, który popełnia złe, najprzód Żyda, potem i Greka, a chwała i cześć i pokój każdemu, który czyni dobrze, najpierw Żydowi, a potem i Grekowi. Albowiem uboga nie ma względu na osobę, bo ci, którzy bez zakonu zgrzeszyli, bez zakonu też poginą. a ci, którzy w zakonie zgrzeszyli, przez zakon sądzeni będą. Gdyż nie ci, którzy zakonu słuchają, są sprawiedliwi u Boga, lecz ci, którzy zakon wypełniają, usprawiedliwieni będą. Skoro bowiem poganie, którzy nie mają zakonu, z natury czynią to, co zakon nakazuje, są sami dla siebie zakonem, chociaż zakonu nie mają. Dowodzą też oni, że treść zakonu jest zapisana w ich sercach, Wszak świadczy o tym sumienie ich oraz myśli, które nawzajem się oskarżają lub też biorą w obronę. Będzie to w dniu, kiedy według Ewangelii mojej Bóg sądzić będzie ukryte sprawy ludzkie przez Jezusa Chrystusa. Jeśli wtedy ty mienisz się Żydem i polegasz na zakonie, i chlubisz się Bogiem, i znasz wolę Jego, i umiesz rozróżnić dobre od złego, będąc pouczonym przez zakon i uważasz siebie samego za wodza ślepych, za światłość dla tych, którzy są w ciemności, za wychowawcę nierozumnych, za nauczyciela dzieci mającego w zakonie ucieleśnienie wiedzy i prawdy. Ty więc, który uczysz drugiego, siebie samego nie pouczasz? Który głosisz, żeby nie kradziono, kradniesz? który mówisz, żeby nie cudzołożono cudzołożysz, który wstręt czujesz do bałwanów, dopuszczasz się świętokradztwa, który się chlubisz zakonem przez przekraczanie zakonu, bezcześcisz Boga? Albowiem z waszej winy, jak napisano, poganie bluźnią imieniu Bożemu. Bo obrzezanie jest pożyteczne, jeśli przestrzegasz zakonu. Jeśli jednak jesteś przestępcą zakonu, obrzezanie twoje stało się nieobrzezaniem. Jeśli więc ten, który nie ma obrzezania, zachowuje przykazania zakonu, czyż jego nieobrzezanie nie będzie poczytane za obrzezanie? Przecież ten, który cieleśnie jest nieobrzezany, a wypełnia zakon, będzie sądził ciebie, który mimo litery zakonu i obrzezania jesteś przestępcą zakonu. Ale bowiem nie ten jest Żydem, który jest nim na zewnątrz i nie to jest obrzezanie, które jest widoczne na ciele, ale ten jest Żydem, który jest nim wewnętrznie. I to jest obrzyzanie, które jest obrzyzaniem w serca, w duchu, a nie według litery. Taki ma chwałę nie u ludzi, lecz u Boga. Wszystko jasne, nie? To jest oczywiście kolejny trudny fragment Bożego Słowa z tego pięknego listu, tylko on nie jest oderwany od całości tego listu i faktycznie gdyby przeczytać tylko ten jeden fragment i nie mieć punktu odniesienia, nie mieć punktu stycznego z pozostałymi częściami, gdyby nie odnaleźć kontekstu, to jest to nie do interpretacji, a jeżeli ktoś spróbuje to oderwać i zinterpretować, no to wejdzie mu herezja za herezją. Zresztą niektórzy chociażby tym fragmentem Bożego Słowa próbują powiedzieć, że my dzisiaj jesteśmy Żydami. Chrześcijanie są dzisiaj Żydami. Teologia zastąpienia zazwyczaj opiera się na wyrwanym z kontekstu właśnie tym fragmencie Bożego Słowa. Natomiast to ma swój kontekst. Kiedy tydzień temu zatrzymaliśmy się nad drugą częścią pierwszego rozdziału listu do Rzymian, to słyszeliśmy bardzo mocne słowa o poganach, o narodach pogańskich. O narodach, które nie znały zakonu, nie znały prawa mojżeszowego. i odrzuciły objawienie Boga wpisane w stworzenie świata i w sumienie człowieka. I Paweł tam nie omijał w bawełnę, przypominam te poprzednie kazanie, mając nadzieję, że wszyscy jesteśmy na bieżąco. On tam nie owijał w bawełnę, on tam mówił wprost o bożkach, o moralnym chaosie, o zagubieniu etyki, o ciemności serca, o grzechach, które były jawne i do których namawiano innych ludzi. Oczywiście przenieśliśmy to na współczesne czasy i na współczesne zrozumienie. I słuchajcie, wtedy kiedy Paweł pisał ten list, kiedy czytał go ktoś z Kościoła, jakiś Żyd z Kościoła, Żyd, który nawrócił się do Chrystusa, ale pochodził z narodu wybranego, to taki Żyd, kiedy czytał ten pierwszy list, pierwszy rozdział listu do Rzymian, on mógł w duchu mieć taką satysfakcję. mógł czuć taką satysfakcję, mógł sobie tak myśleć, masz rację tu, apostole Pawle, ja ci tu przyznaję rację, ci poganie to zasługują na sąd. Oni tak żyją, że zasługują na sąd. To, co oni wyprawiają, to, co oni robią, że oni nie rozpoznali Boga w stworzeniu, nie rozpoznali Boga w sumieniu, że oni pogwałcili wszystkie zasady moralne, etyczne, to zasługuje na sąd. Acy bezbożni ci poganie, Nie to, co my. Nie to, co my. Oni są winni, a my jesteśmy Ludem Bożym. My jesteśmy dziećmi obietnicy. My mamy prawo. My znamy prawo. My tu teraz w ogóle debatujemy nad tym, ile tego prawa należy przenieść do wymogów Kościoła. Poganie żyją w nieprawości. My mamy prawo. Mamy świątynię, mamy obrzezanie, mamy swoją tradycję, mamy swoją kulturę, mamy swoich nauczycieli, mamy swoje zgromadzenia. Mamy prawo. Tak pewnie myślał. czytelnik tego listu, kiedy był Żydem. Mało tego, wielu z nas tak myśli. Wielu z nas bardzo podobnie myśli i w takich rozmowach, które się toczyły po ostatnim kazaniu, słychać to było, że wielu z nas tak myśli, że kazanie, które było wygłoszone tydzień temu, one dotyczyło grzesznego świata. Lewaków, LGBT, i wszystkich innych. O tak! Dobrze pastor powiedział. Stracili kompas moralny. Stracili kompas etyczny. Sąd nad nimi już jest. Już się dzieje nad nimi sąd. To było bardzo dobre kazanie, które dotyczyło grzesznego świata. No ale przecież nie nas. Przecież nie nas. I dokładnie w tym momencie, w takim momencie jesteśmy. W tym momencie bardzo zręczny Paweł, bardzo zręczny kaznodzieja, bardzo zręczny i mistrz po prostu dyplomacji, tak? Wczoraj na grupie domowej żeśmy o tym rozmawiali. Mistrz dyplomacji Paweł nagle odwraca lustro, odwraca zwierciadło. I Jego słowa przestają być już wymierzone w pogan, czy w naszym zrozumieniu w ten ohydny, grzeszny świat, ale trafiają prosto w serce religijnego człowieka. On odwraca zwierciadło, żeby wszyscy ludzie religii, w tamtym przypadku Żydzi, a w tym przypadku my, mogli odwrócić to zwierciadło i spojrzeć na samego siebie. Ty, który sądzisz drugiego, sam siebie potępiasz, bo to samo czynisz. Przecież to są brutalne słowa. Słowa, które jeżeli ktoś poważnie podchodzi do Bożego Słowa i się przejrzy w tych słowach, to to są słowa, które trafiają prosto w serce człowieka. To musiało być dla czytelnika tego listu jak taki grom z jasnego nieba. On przekonany, że dobrze Paweł napisał, tak właśnie żyją poganie. I nagle ty, który sądzisz drugiego, sam siebie potępiasz, bo to samo czynisz. I do nas. My, którzy potępiamy ten grzeszny świat, samego siebie potępiamy. bo to samo czynimy. To jest taki kubeł zimnej wody wylany na duchową pychę ludzi religijnych tamtych czasów i współczesnych czasów. Również Ciebie i mnie, jeżeli mamy udział w tym największym zwiedzeniu, w jakim człowiek może mieć udział, czyli zwiedzeniu poprawną religią. Paweł pokazuje to jasno i wyraźnie. Problem grzechu ani się nie zaczyna, ani się nie kończy na pogańskich bałwochwalcach. Problem grzechu nie zaczyna się i nie kończy na straconym świecie. Problem grzechu tam nie ma początku i on tam nie ma końca. Problem grzechu dotyczy także ludzi wierzących, zwłaszcza ludzi religijnych, Żydów, bo to jest wprost do nich napisane, ale każdego, kto ma jakieś przywileje i ma jakieś światło objawienia, ale żyje tak, jakby Boga nie było. Inaczej mówiąc, problem grzechu i problem, o którym tu Paweł mówi, dotyczy każdego, kto nie narodził się na nowo. bez względu na to, czy to jest Żyd, czy to jest Poganin, czy to jest ktoś spoza Kościoła, czy to jest ktoś wewnątrz Kościoła. Problem grzechu dotyczy każdego człowieka, który nie narodził się na nowo. O tych ludziach jest mowa w pierwszym i w drugim rozdziale listu do Rzymian. I to jest cały czas niezwykle aktualne, bo jeśli w pierwszym tym rozdziale, tydzień temu, widzieliśmy grzeszność tego świata, to w drugim rozdziale musimy zobaczyć grzeszność ludzi Kościoła. Ludzi, do których przyszło pewne światło. Ludzi, którzy mają pewne zrozumienie. Ludzi, którzy mają otwarte oczy. Musimy zobaczyć ich grzeszność. W takim razie musimy zobaczyć i nasz problem w tej całej historii. A to oznacza, że ta prawda Bożego Słowa sięga dużo głębiej niż nam się wydaje. Nie tylko w świat, ale też do nas. Do ciebie i do mnie. Bo wiecie, bardzo łatwo jest powiedzieć, świat jest zły. Jest zły? Jest. Bardzo łatwo to powiedzieć. Świat jest zły. Świat tonie. Po prostu tonie już. W nieprawości tonie, w niemoralności tonie, w jakiejś dziwnej, dziwnym zrozumieniu dobra w wypaczonym zrozumieniu zła. I bardzo łatwo jest nam powiedzieć, że ten świat zasługuje na sąd. I zresztą bardzo często to mówimy. Świat jest zły. tonie ten świat. Po świecie już, już koniec, już nic dobrego tam nie będzie. Zasługuje ten świat na sąd. Ale trudniej jest spojrzeć w lustro, odwrócić te zwierciadło, spojrzeć w lustro i przyznać ja też rozpaczliwie potrzebuję Chrystusa. Ja też rozpaczliwie, każdego dnia, potrzebuję Chrystusa. Ja też potrzebuję Ewangelii. Ja również stoję winny, winny przed Bogiem. a zwłaszcza jestem winny, jeśli mam tylko religię bez przemienionego serca. Jeśli mam tylko poprawność wyznaniową bez narodzenia się na nowo. Historia Izraela jest tego największym świadectwem. Żydzi mieli największe przywileje, jakie kiedykolwiek miał jakikolwiek naród w historii świata i prawdopodobnie, znaczy nie prawdopodobnie, bo opisuję w całości to, nigdy nikt nie będzie miał takich przywilejów, jakie miał Izrael. Bóg dał im prawo, tylko im. Wybrał ten naród i dał im prawo. Dał im prawo przez ich przywódcę, przez Mojżesza. Mojżesz był Izraelczykiem. To był ich człowiek. To był niezwykły przywilej, że Bóg tego człowieka wybrał i ten naród wybrał. Mało tego, oni mieli niezwykły przywilej, dlatego że w Starym Testamencie Bóg wyłącznie z nimi zawarł przymierze. niezawartego przymierza. To było przymierze między Bogiem, stwórcą niebios i ziemi, a narodem wybranym. Tylko i wyłącznie. Przecież to jest ogromny przywilej. Mało tego, ustanowił im świątynię. I to świątynię, w której naprawdę mieszkał. On tam naprawdę mieszkał. Tam naprawdę była jego obecność. Cały święty Bóg tam mieszkał, tak bardzo tam mieszkał, że jeżeli ktoś nieoczyszczony by tam wszedł, to co? To by umarł. To był wielki przywilej dla tych ludzi. Ustanowił dla nich obrzezanie jako znak przynależności do tego narodu. To był również przywilej. Oczywiście z kultury europejskiej tego nie rozumiemy, ale to był ogromny przywilej dla tych ludzi. Oni się nawet fizycznie odznaczali od innych ludzi. To był ogromny przywilej to, nakazał im obrzecać siebie i swoich synów jako znak przynależności. Ale i popatrzcie, pomimo tych ogromnych przywilejów, przez całą historię, prorocy cały czas wołają, na przykład, obrzeżcie serca wasze, a nie tylko ciało. Albo, ten lud czci mnie wargami, ale ich serce jest daleko ode mnie. Więc zobaczcie, były przywileje, było wyznanie, była doktryna, była przynależność, był porządek, była świątynia, była dyscyplina, były urzędy, Bóg Święty w tej historii był, a jednak serca tych ludzi były bardzo dalekie od tego wszystkiego. Były tak samo dalekie, jak serca ludzi, którzy w ogóle nic wspólnego z Bogiem nie mieli, których Bóg nie wybrał. Jeremiasz w czwartym rozdziale mówi tak i w czwartym wersecie. Obrzeżcie się dla Pana i usuńcie nieobrzezki waszych serc, mężowie judzcy i mieszkańcy Jerozolemu, aby mój gniew nie wybuchł jak ogień i nie palił, a nigdy by go nie ugasił z powodu waszych złych czynów. Widzicie, jaki to jest przerażający fragment Bożego Słowa. żeby gniew nie wybuchł jak ogień, nie palił, nikt by go nie ugasił. Dlaczego? Dlatego, że tak źle czynili ci ludzie. Ludzie wybrani. ludzie posiadający niesamowite przywileje, uboga stwórcy niebos i ziemi. Izajasz w XXIX rozdziale, w XIII wersecie pisze tak. I rzekł Pan, ponieważ ten lud zbliża się do mnie swoimi ustami i czci mnie swoimi wargami, a jego serce jest daleko ode mnie, tak że ich bojaźń przede mną jest wyuczonym przepisem ludzkim. Jaka straszna diagnoza. Jaka przykra diagnoza i jak prawdziwa diagnoza. Zobaczcie, bojaś przede mną jest wyuczonym przepisem ludzkim. Oni mieli wszystko, tylko nie mieli serca dla Boga. Oni dostali wszystko, nie dali tylko jednej rzeczy, którą Bóg zażądał z serca. Inaczej mówiąc, mieli wszystko, tylko musieli się narodzić na nowo. I kiedy się przeniesiemy we współczesne czasy, kiedy zrozumiemy, że całe Pismo jest natchnione i pożyteczne ku nauczaniu, teraz, dzisiaj, w tej chwili, Czyli ten fragment Bożego Słowa, oprócz kontekstu historycznego, ma zastosowanie dzisiaj, do ciebie i do mnie. I będzie miał tak długo zastosowanie, aż Pan wróci. No to czy to nie jest obraz Kościoła? I to na przestrzeni całej historii i dzisiaj. W średniowieczu, bo to wszyscy wiedzą, instytucja Kościoła rzymskokatolickiego chlubiła się, oni się po prostu chlubili sakramentami, chlubili się mocną i ugruntowaną tradycją, urzędem w ogóle apostolskim, sukcesją apostolską, papieską, a jednocześnie w tym samym czasie Imię Boże było bluźnione pomiędzy narodami poprzez to, co ten Kościół robił. Przez skandale, przez chciwość, przez pychę tych przywódców tego Kościoła. Reformacja w tamtym czasie przypomniała, nie zbawia Kościół, nie zbawia instytucja, nie zbawia rytuał. Nie zbawia ryt, nie zbawia tradycja, nie zbawia wiedza, zbawia tylko i wyłącznie Osoba. Kto? Chrystus i Jego Ewangelia. No ale w takim razie to ostrzeżenie jest aktualne również dzisiaj. Bo i dzisiaj możemy bardzo łatwo powiedzieć, ja jestem w porządku. Chodzę do Kościoła i to do dobrego Kościoła. To jest dobry Kościół, ten, w którym jesteśmy. Do dobrego Kościoła chodzę, do Nowego Narodzenia. Wielu powie, ja chodzę do dobrego kościoła i wymieni tu nazwę innego dobrego kościoła. Wszystko w porządku, chodzą do dobrego kościoła. Znamy Biblię. Większa część z nas może tak powiedzieć. Chciałbym powiedzieć, że wszyscy, ale nie będę kłamał. Większa część z nas może powiedzieć, znamy Biblię. Znamy Biblię, znamy bardzo dobrze Biblię. Niektórzy nawet na pamięć znają sporą część Słowa Bożego. Uczymy się zresztą na tych porannych społecznościach fragmentów na pamięć. Zostaliśmy ochrzczeni. I to w prawowity sposób. Tak, jak uczy Słowo Boże. Spożywamy Wieczerzę Pańską. W taki sposób, jak należy spożywać. pod dwiema postaciami, chleba i wina, w dziękczynieniu, rozumiejąc, co tam jest napisane, wypowiadając słowa ustanowienia, modląc się i dziękując. Powiedzmy, że spożywamy ją w zgodzie, przynajmniej takie są założenia. Jestem w służbie, w dobrej służbie. Takiej czy innej. Tylko pytanie Pawła w tym liście nie brzmi, czy chodzisz do kościoła, czy znasz Biblię, czy jesteś ochrzczony, czy właściwie spożywasz Wieczerzę Pańską, czy właściwie podchodzisz do doktryn, czy masz właściwe wyznanie wiary, właściwy statut, właściwe prawo wewnętrzne. Paweł to nie pyta. Paweł w tym liście pyta, czy twoje serce jest przemienione. Czy narodziłeś się na nowo. Czy twoje serce jest przemienione przez Boga? Czy ty masz zmienione serce? Bo jeśli twoje serce jest nieobrzezane, to wszystkie twoje przywileje są niczym i są nic nieważne. Wszystkie twoje przywileje, przynależność do Kościoła, chrzest, Wieczerza Pańska, grupy domowe, studium Biblii, uczenie się Biblii na pamięć, Biblia w języku polskim, te wszystkie przywileje są nieważne, są niczym, są bezwartościową rzeczą, jeśli Twoje serce jest nieobrzyzane, jeśli nie narodziłeś się na nowo. Więc ten drugi rozdział Listu do Rzymian jest ważny dzisiaj. On nie mówi tylko o Żydach. To nie jest fragment Bożego Słowa skierowany wyłącznie do Żydów. To nie jest fragment Bożego Słowa tłumaczący jakieś zawiłości związane z tym, czy Żydem się jest z matki, czy z ojca, czy z obrzezania, czy z serca. To nie jest temat tego rozdziału. Tematem tego rozdziału jest najważniejszy temat Słowa Bożego. Czy jesteś narodzony na nowo? Czy twoje serce jest obrzezane? Czy też przypadkiem jesteś zanurzony w największym zwiedzeniu, w religijnej pysze, w fałszywym poczuciu bezpieczeństwa, w fałszywym obrazie zbawienia człowieka, w religii, w najbardziej ochydnej sprawie, jaka może dopaść człowieka i go zwieść, w religii. Ten fragment Bożego Słowa pokazuje jasno i wyraźnie, że Bóg jest bezstronnym sędzią. On nie ma względu na osobę. On nie patrzy na etykiety, nie kieruje się żadnymi deklaracjami, nie kieruje się barwami denominacyjnymi. Dla Niego nie ma żadnego znaczenia, czy ty jesteś zielonoświątkowy, czy ty jesteś czerwonobordowy, czy ty jesteś z Nowego Narodzenia. Nie ma to dla Niego żadnego znaczenia. Żadnego. Pytanie brzmi, czy jesteś narodzony na nowo? Czy masz obrzezane serce? Bóg na to patrzy. Patrzy na serce człowieka. I dlatego Paweł powoli prowadzi nas do jednego, niepodważalnego wniosku. I to jest wniosek całego tej pierwszej części listu do Rzymian. Wszyscy, wszyscy, poganie i Żydzi, bezbożni i religijni, potrzebują Ewangelii. rozpaczliwie potrzebują Ewangelii, rozpaczliwie potrzebują Jezusa Chrystusa, bo tylko prawdziwa Ewangelia daje nowe serce, nowe życie i prawdziwe usprawiedliwienie i zbawienie. I to jest treścią tego drugiego rozdziału listu do Rzymia. Pierwsze 11 wersetów. Jeszcze raz, wyobraźmy sobie Żyda, który słucha tak jak my teraz odsłuchaliśmy tego pierwszego rozdziału listu do Rzymian, tak jak odsłuchaliśmy go tydzień temu. I jeszcze raz, on tam słyszy o poganach, o moralnym upadku, on się z tym wszystkim zgadza, oni zasługują na sąd. I jeszcze raz, Paweł nagle zmienia adresata, zwraca się wprost do tej drugiej kategorii ludzi, do nas. Ty, który sądzisz drugiego, sam siebie potępiasz. to trochę tak, jakby ktoś w sądzie wystąpił w roli oskarżyciela, prokuratora, mam nadzieję pani mecenas, że poprawnie tutaj mówię, i nagle sędzia, toczy się cała sprawa, ten oskarża, prokurator tam i jedzie z tymi zarzutami, i odczytuje ten tekst zarzutów, to się ładnie nazywa, Akt oskarżenia, dziękuję. Odczytuje i nagle przerywa i mówi tak. Dobrze, a teraz przechodzimy do Twojej sprawy. To mniej więcej jest taki zwrot akcji. Dobrze, dobrze, tak. Czytaliśmy akt oskarżenia, pogan, ale teraz przechodzimy do Twojej sprawy. Teraz się zajmiemy Twoją sprawą. I cały ciężar oskarżenia nagle spada na niego. na niego, na tego prokuratora, na tego, który oskarżał. Nagle sędzia mówi, w porządku, przeczytałeś oskarżenia, teraz przejdziemy do twojej sprawy i nagle ciach, cały ciężar oskarżenia spada na tego prokuratora. To się dokładnie tutaj dzieje. I Paweł mówi, wiemy, że sąd Boży, drugi werset, że sąd Boży według prawdy spada na tych, którzy takie rzeczy czynią. Zobaczcie, to nie jest sąd według pozorów. To nie jest sąd według tradycji, według jakiejś opinii ludzkiej. To jest sąd według czego? Według prawdy. Prawdy, obiektywnej prawdy Bożej. Bo ludzie patrzą na zewnętrzne rzeczy, bo je jesteśmy w stanie zaobserwować. Ale Bóg patrzy na serce. Ludzie tak mają, że lubią się porównywać z innymi. I zazwyczaj, jeśli ktoś jest zdrowy, chociaż chory, w sensie zdrowy na umyśle, ale nadal chory w duszy, to porównujemy się w tą stronę, że nie jest ze mną tak najgorzej. Są gorsi ode mnie. I zazwyczaj jak kogoś zapytasz, gdzie pójdziesz po śmierci? No... jak... Macie jakąś relację i on się nie boi powiedzieć tego, co naprawdę myśli, bo on wie, że to nie jest prosta myśl, to on powie, że raczej pójdę do nieba, no bo nikogo nie zamordowałem, nie zgwałciłem, nie zrobiłem tego, tam, siego i owego i są gorsi ode mnie. Raczej ludzie się tak oceniają. Jak jesteś chory, zarówno na umyśle, jak i w duszy, to powiesz, nie, no ja pójdę do piekła na 100%, bo nie ma gorszych ode mnie, ja jestem najgorszy, najbrzydszy, najbardziej śmierdzy i najokrutniejszy. Ale to zazwyczaj idziemy w tą drugą stronę. Ale tak mamy. Patrzymy na zewnętrzne rzeczy, porównujemy się z innymi. Tymczasem to nie jest żadna miara dla Boga. I my musimy to zrozumieć. Bóg nie przykłada nas do drugiego człowieka. Bóg przykłada nas do siebie. Do siebie. Do siebie, który jest absolutnie święty. On cię bierze i porównuje ze sobą. To jest ocenianie według prawdy. Ty masz być taki jak Bóg, bo jesteś stworzony na co? Na Jego podobieństwo. Więc wzorcem miary jest święty Bóg. Dlatego nikt nie zda tego egzaminu. Dlatego wszyscy blado wypadamy na tym sądzie prawdy, według tej oceny prawdy. Bo jeżeli Bóg jest miarą, to nikt z nas nie może się z Nim równać. Nikt nawet nie może się przybliżyć do tej miary. Jesteśmy tak grzeszni, tak źli, tak podli, że nawet nie możemy stanąć. przy tej mierze, przy tym wyznaczniku. I chociaż to rzadko pada z zakazalnicy, musimy to pamiętać. Bóg ma prawo i w ten sposób ocenia, oczywiście w tym się pojawia Ewangelia i Chrystus, ale w ten sposób ocenia człowieka, że porównuje Ciebie do siebie, a nie Ciebie do Twojego brata, siostry, znajomego, przyjaciela, sąsiada, mamy, taty. Do siebie Cię porównuje i wypadasz w tym teście blado. To oznacza, że żaden człowiek nie jest w stanie uciec od wyroku, bo miara jest tak święta, jest tak doskonała, jest tak szlachetna i jest tak dobra, że nikt od tego nie ucieknie i nikt nie może powiedzieć, ja jestem okej, jestem w porządku, jestem jak ten wzorzec, jestem jak ten, który mnie stworzył na swoje podobieństwo. I nie ma od tego wyjątków. Wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, czyż nie? Nie ma żadnych przywilejów. Bóg nikomu nie da dyplomu elita. W porządku. Good. Nie. Bóg mówi, że każdy zgrzeszył i każdy jest pozbawiony chwały Bożej i każdy odpowie za swoje życie. I dalej w czwartym wersecie Paweł mówi tak. Czy nie wiesz, że dobroć Boża do upamiętania cię prowadzi? Zobaczcie, jaki Żyd sobie mógł myśleć. Skoro ciągle żyje, skoro Bóg jeszcze nie zniszczył tego narodu, skoro wciąż mamy świątynię, w tamtym czasie jeszcze świątynia stała na miejscu, skoro wciąż mamy świątynię, no to znaczy, że jesteśmy sprawiedliwi. No ale Paweł w tym liście mówi, że nie. że to, że żyjesz, to jest wyraz, jedynie wyraz cierpliwości Boga. To, że ty w ogóle funkcjonujesz, że ty żyjesz, że Bóg cię nie zabił tu i teraz, za to, kim ty jesteś, to jest wyłącznie owoc cierpliwości Boga, znak Jego cierpliwości, dowód Jego cierpliwości. Bo gdyby Bóg był niecierpliwy, to wszyscy jesteśmy trupami natychmiast. Natychmiast. Wszyscy zasługujemy na śmierć I to by było nadal święte i nadal sprawiedliwe. Tylko Bóg jest cierpliwy, dlatego oddychamy, dlatego żyjemy. Dlatego małe dziecko, kiedy uderzy swojego ojca, złapie następny oddech. Dlatego mąż, kiedy krzyknie na żonę, może złapać następny oddech. Dlatego kiedy jedziesz samochodem i ktoś ci zajedzie drogę i oblewasz test młotka, to możesz jeszcze oddychać, bo Bóg jest cierpliwy. bo gdyby nie był cierpliwy, miałby prawo i obowiązek zabić Cię w tym momencie, kiedy przekroczyłeś Jego świętość. Bóg daje czas każdemu człowiekowi, żeby się albo nawrócił, albo żeby się uświęcał. I to jest oczywiście ważna lekcja też dla nas, nie tylko dla tych Żydów z listu. Ile razy człowiek tak mówi, że Bóg mnie nie osądził w tej sprawie, więc chyba akceptuje moje życie. Ile razy ja w ogóle słyszę takie coś, że Ja się czuję z tym dobrze. Bóg to zaakceptował. Bóg pozwolił mi tak funkcjonować, tak myśleć, tak żyć, dlatego mam się dobrze. Nie. To nie jest żaden dowód na to, że Bóg na coś pozwolił. To jest dowód tylko na to, że masz przyzwolenie na kolejny dzień życia, że masz dar łaski, że masz szansę i Bóg ci tą szansę daje, by odwrócić się od swojego grzechu, by odwrócić się od swojego sposobu myślenia, by albo się nawrócić, jeśli jesteś grzesznikiem, albo się uświęcać, jeśli jesteś świętym. Jeśli jednak ktoś zlekceważy tą łaskę, No i tutaj będzie wielki rywetes, bo do tego miejsca w komentarzach byłem chwalony przez kalwinistów. Teraz będzie problem. Dlatego, że jeśli ktoś zlekceważy tą łaskę, a to oznacza, że człowiek może ją zlekceważyć, to Paweł mówi tak. Gromadzi gniew na dzień gniewu. Werset 5. Jest tak napisane? No jest tak napisane, więc nie będziemy zmieniać Biblii. Jest tutaj wyraźnie napisane, że można zlekceważyć to. że można zlechceważyć łaskę Boga, że można zgrzeszyć przeciwko Duchowi Świętemu, przeciwko przekonaniu o grzechu, o sprawiedliwości i sądzie. I co wtedy? Gromadzisz gniew na dzień gniewu. To jest niezwykle poważny obraz, dlatego że Pan Jezus do świętych mówi, że można gromadzić skarby w niebie. Znamy ten piękny fragment Bożego Słowa. Ale On też przez Słowo mówi, że można gromadzić skarby gniewu. Zobaczcie. gromadzi gniew na dzień gniewu. Można gromadzić skarby w niebie, a można gromadzić gniew na dzień gniewu. Można odkładać ten Boży Sąd na później, gromadzić to wszystko, ale ostatecznie to będzie miało swój finał. I tutaj w drugim rozdziale, w szóstym wersecie czytamy wytłumaczenie. Odda każdemu według uczynków Jego. Niezwykle ciekawy fragment, bo na pierwszy rzut oka to jest sprzeczne z wszystkim tym, w co wierzymy. Na pierwszy rzut oka. No bo przecież my tak nie wierzymy. My wierzymy w to, co jest w innych miejscach, czyli że zbawienie jest z łaski. Tak wierzymy? Amen. Że nie z łuczynków? Amen. a tu jest napisane odda każdemu według uczynków Jego i to w szerokim kontekście odrzucenia łaski. Nie ma żadnej sprzeczności. Paweł tutaj nie mówi do Kościoła, że zbawienie jest z uczynków. On mówi, że uczynki są dowodem serca. że uczynki są dowodem, czy twoje serce jest obrzezane, czy jest nieobrzezane. Uczynki wskazują na to, że ty gromadzisz skarby w niebie, bo jesteś święty lub uczynki wskazują na to, że ty sobie gromadzisz gniew. na dzień gniewu, bo w ogóle nie jesteś zbawiony. Zlekceważyłeś czas cierpliwości, czas łaski i dobroć Boga Stwórcy niebios i ziemi." On mówi tutaj jasno i wyraźnie, to są dowody serca. Inaczej mówiąc, uczynki nie są korzeniem zbawienia, jak na przykład naucza kościół rzymskokatolicki. Uczynki nie są korzeniem zbawienia. Uczynki są owocem zbawienia. Dobre uczynki są owocem. Człowiek naprawdę zbawiony, człowiek naprawdę narodzony na nowo, człowiek, który nie w coś sobie tam wierzy, ma jakieś fałszywe poczucie bezpieczeństwa, tylko autentycznie ma obrzezane serce, to jest człowiek, który będzie wydawał owoc tej obrzezki serca. On będzie wydawał dobre owoce, no bo czy może dobre drzewo znieść złe owoce. No nie. Nie. To, jak żyjemy, to, jak funkcjonujemy, to, co czynimy, uwaga, to, co myślimy, to jest dowód tego, czy twoje serce zostało przemienione przez Ewangelię, czy nie. Nawet to, jak myślimy. Dlatego Pan Jezus brutalnie podnosi poprzeczkę dla ciebie i dla mnie, jeżeli jesteś nowonarodzony. On nie mówi tak. Jeśli pójdziesz z drugą kobietą do łóżka, będziesz winny cudzołóstwa. On mówi tak. Jeśli ty pomyślisz o tym, jeśli ty wręcz pomyślisz porządliwie o drugiej kobiecie, będziesz winny cudzołóstwa. On przenosi z uczynków na myśl, na coś, nad czym człowiek nie jest w stanie panować. Człowiek nie jest w stanie panować nad swoimi myślami. Czy wiecie o tym? Nie jesteś w stanie zapanować. nad swoimi myślami. Jest pełno kursów, jak to zrobić. One wszystkie są nieskuteczne. Jest pełno książek, jak projektować i układać swoje myśli. Nie da się tego zrobić. Spróbuj teraz nie myśleć o różowym słoniu. Raz, dwa, trzy, różowy słonik. No nie myśl teraz o różowym słoniu. No i koniec. Jeśli chcesz przeczytać od 40 książek na ten temat i tak będziesz miał przed oczami lużowego słonia, nie jesteś w stanie nad tym zapanować. Spróbuj teraz nie poczuć cytryny w ustach. Tego kwasu cytryny. Spróbuj, żeby ci teraz kubki smakowe nie zadziałały i żeby twoje myśli nie wywołały efektów w kubkach smakowych. Żebyś nie miał cierpku w ustach. Wiecie, z takiej mincistej, takiej lejącej się tutaj cytryny. Już wszyscy? Spróbuj nad tym zapanować. Nie da się. Tego się nie da zrobić. Albo ty masz obrzezane serce i masz dobre myśli, albo ty nie masz obrzezanego serca i nie masz dobrych myśli, masz złe myśli. Albo ty jesteś wypełniony chwałą Bożą, bo jesteś narodzony na nowo, albo ty nie jesteś narodzony na nowo i twoja głowa jest przesycona jadem i nie masz nad tym żadnej kontroli. Po prostu albo jesteś narodzony na nowo, albo nie. Właśnie dlatego Pan Jezus powiedział, po owocach ich poznacie. Po owocach. Tego się nie da wypracować. To jest. Albo dobre, albo złe. I kto wytrwale szuka chwały Bożej, bo to warto podkreślić, że oczywiście to jest proces uświęcenia, więc kto wytrwale szuka chwały Bożej, czci Boga, swojej nieśmiertelności w tej historii, czynienia dobra, uświęcenia, oblicza Bożego szuka. Kto to zrobi wytrwale, to dowodzi, że jego serce jest obrzezane. Jest obrzezane i to skalpelem łaski Bożej. Ale jeżeli ktoś sobie żyje w pysze, w samolubstwie lub w tej kryptopyszy, ja nie potrafię, ja nie umiem, ja się nie nadaję, ja nie dam rady, bo to też jest człowiek w centrum ja, to jeżeli ktoś w tym funkcjonuje, to pokazuje, że jego serce jest wciąż bardzo dalekie od Boga. I na tej zasadzie odda Bóg każdemu według uczynków Jego. a nie na zasadzie Twojego działania. Oczywiście to nie jest nowy temat, ta próba zrozumienia, w jaki sposób Paweł godził pozornie sprzeczne ze sobą wypowiedzi. Już w V wieku, czyli bardzo szybko wokół tego tematu, był bardzo wielki spór, spór, który zdefiniował myślenie Kościoła. Starło się ze sobą wtedy dwóch przedstawicieli. I albo jesteś przedstawicielem jednego nurtu, albo drugiego. Nie możesz nie mieć zdania w tej sprawie. Pierwszym przedstawicielem był Pelagiusz. To był taki brytyjski mnich i on uczył tak, że człowiek rodzi się moralnie neutralny i nie ma natury grzechu. Jest pustą, niezapisaną kartą. Przypomina wam to coś współczesnego? Jest pustą, niezapisaną kartą. Każdy człowiek, według tego Pelegiusza, miał pełną zdolność, pełną zdolność do tego, by wybrać dobro lub wybrać zło. Zbawienie człowieka, według Pelegiusza, polegało na tym, że człowiek wybiera dobro i żyje według swoich wyborów, czyli czyni coś, uczynkami się zbawia. Łaska Boża natomiast, według Pelegiusza, była pomocą z zewnątrz. takim dobrym przykładem, dobrym prawem, jakąś inspiracją dla człowieka, ale uwaga, nie była konieczna do przezwyciężenia grzechu. Człowiek był zdolny do przezwyciężenia grzechu. I to było bardzo atrakcyjne, i to jest bardzo atrakcyjne nauczanie, bo to daje człowiekowi poczucie do takiej własnej wartości, poczucie jakby swojego miejsca w tej historii, że to ode mnie zależy, że ja mam wolną wolę i ta wolna wola wystarczy, żebym ja podjął właściwe decyzje. Tylko tak naprawdę to jest podważenie Ewangelii. Bo jeśli by tak było, jeśli moglibyśmy się sami zbawić, jeśli moglibyśmy sami podejmować, dobre wybory, dobre decyzje i dobre uczynki, to ofiara Chrystusa jest niepotrzebna. Ona jest niepotrzebna do niczego. On nie musiał być krzyżowany. Bóg po prostu mógł powiedzieć, umiesz czynić dobrze, to czyń dobrze, a jak nie, to pójdziesz do piekła. Ta ofiara wtedy Chrystusa jest niepotrzebna do niczego. To jest bezsensowne wydarzenie, co się wydarzyło na krzyżu Golgoty. Na to Augustyn, o którym tu ostatnio często w zborze wspominamy. Augustyn z Hipony zresztą nauczał tak. Człowiek rodzi się skażony grzechem, naturą grzechu. Nie jest neutralny. I jego wola jest zniewolona przez grzech. On ma wolną wolę, ale wyłącznie do grzechu. Tak nauczał Augustyn. Bez łaski bożej człowiek nie jest w stanie szukać Boga, ani czynić dobra, które prowadzi do zbawienia. Czyli bez łaski w ogóle nie jesteśmy w stanie z tego wybrnąć, z tego wyjść. O ja nieszczęsny człowiek! Któż mnie może wyzwolić z tego stanu? Łaska Boża według Augustyna jest nie tylko pomocą, ona jest koniecznością. Dlatego, że to łaska Boża zbudzi martwego człowieka do życia. Ja to zawsze robię na takim teatrze, że wsadzamy tutaj kogoś, już dziś nie będziemy robić teatrzyku, wsadzamy tutaj kogoś, zawiązujemy mu oczy, zatykamy mu uszy i głosimy mu Ewangelię. On mnie słyszy i mnie widzi, bo jest co? Martwy. I możesz krzyczeć do niego. On jest martwy. Potrzebne jest, żeby go ktoś zbudził do życia, Zdjął mu tą zasłonę i zdjął mu zatyczki z uszu. No i to jest ta łaska Boża. To może zrobić tylko Bóg. Uczynki dobre są możliwe tylko dlatego, że najpierw działa łaska, która przemienia serce tego człowieka. To nie moje nauczanie, znaczy moje też, ale to właśnie ten Augustyn tak głosił. Słuchajcie, to był tak poważny spór wokół tych słów, a on wyrósł właśnie na tych pozornych sprzecznościach Pawła. że tu odda każdemu według jego uczynków, tutaj z łaski zbawieni przez wiarę jesteście, tutaj jeszcze Jakub dorzuca w swoim liście pewne fragmenty, które będziemy osobno analizować. I to był tak poważny spór pomiędzy tymi dwojga ludźmi opierającymi się rzekomo na tych fragmentach źródłowych, że Kościół w pewnym momencie musiał się oficjalnie wypowiedzieć. I uwaga, Kościół się oficjalnie wypowiedział. Jest tylko jedna nauka Kościoła na ten temat. I albo Ty jesteś w tej nauce i jesteś w Kościele, albo Ty walczysz nie z poglądami, tylko z Kościołem. I to z całym Kościołem. Dlatego, że Kościół się jednoznacznie wypowiedział. Na Soborze w Kartaginie. Jednoznacznie. Poglądy Pelegiusza zostały potępione i nazwane herezją. I to jest stanowisko Kościoła. Nie możesz mówić, że Kościół różnie tę sprawę rozumie. Kościół od V wieku tę sprawę rozumie w jeden sposób. To jest herezja, co mówił Pelegiusz. Potwierdzono na tym soborze, że człowiek rodzi się w grzechu. Nie jest pustą kartą, nie jest niezapisaną kartą, nie jest zdolny do tego wszystkiego. On się rodzi w grzechu. Inaczej mówiąc, niemowle, które się rodzi, natychmiast jest w stanie grzechu. One się jeszcze nie urodzi, a już jest w stanie grzechu. One jeszcze nic złego ani dobrego nie uczyniło, już jest w stanie grzechu. Potwierdzono, że człowiek potrzebuje łaski i że zbawienie jest wyłącznie darem Boga, a nie zasługą ludzkiej woli. Więc na pytanie o ten spór odpowiadam, nie ma sporu od V wieku. Jest jednoznaczne stanowisko powszechnego Kościoła. do którego i my należymy. Przypominam wszystkim, że słowo powszechny nie oznacza rzymskokatolicki. Później, jeszcze w VI wieku, na synodzie w Orangue, kościół potwierdził naukę Augustyna. On to potwierdził, że początek wiary, dobra wola i każdy, w ogóle najmniejszy krok w stronę Boga jest możliwy tylko i wyłącznie dzięki łasce Boga. No i tak to zawsze rozumiał Kościół. Nie wiem skąd spór na internetach. Wystarczy popatrzeć, co już jest rozwiązane. I teraz zobaczcie, kiedy słyszymy o tym sporze, możemy pomyśleć, że to jest historia. Są w ogóle dawne czasy, jakieś średniowieczne sobory, tam białowłosy latały, rycerze się gonili i co mnie to obchodzi? Nie. Prawda jest taka, że duch tej herezji żyje do dzisiaj, tylko w innej formie. Cały czas. Pelegiusz mówił tak. Człowiek ma w sobie wszystko, by być dobrym. Wystarczy, że się postara. Nie potrzebuje łaski. Nie potrzebuje krzyża. Wystarczy jego wolna wola. Czy to nie brzmi znajomo? Zobaczcie. Człowiek ma w sobie wszystko, by być dobrym. W ilu książkach współczesnych, w ilu reklamach w telewizji, w ilu jakichś różnych coachingowych bzdurach właśnie się to powtarza, takie, wiecie, takie motywacyjne, programy, tam zawsze jest jakaś melodyjka, jakieś działanie na emocjach, na uczuciach, i się powtarza, uwierz w siebie, wszystko możesz. Znacie takie treści? To jest cały ten program my-ly-my, czy jak ktoś tam nazywa, to wszystko jest na tym oparte. Uwierz w siebie, wszystko możesz. Pelek już mówił, człowiek ma w sobie wszystko. Bardzo podobne hasło. Albo hasło też wszędzie przemycane, Twoje życie zależy tylko od ciebie. Twoje życie, twoja sprawa. Wiesz, to jest pelegiusz, tylko we współczesnym opakowaniu. Jesteś wystarczający, jesteś piękny, jesteś dobry, jesteś szlachetny. Wystarczy, że się postarasz. Wiesz, to jest ta sama herezja, tylko odgrzewana na nowo. I to jest współczesny pelegianizm, współczesny. Współczesna ta heroza jest piękna z wierzchu, to daje nadzieję, to motywuje, że pokazuje, że wszystko zależy od człowieka, tylko to jest tragiczne w skutkach, bo jeśli wszystko zależy od ciebie, to kto cię uratuje, gdy upadniesz? To kto ma moc cię podnieść, kiedy ty upadniesz? Kto ma moc cię podnieść, kiedy wszystko w tobie zawiedzie? Jesteś do wszystkiego zdolny, a nagle wszystko zawodzi. Jesteś piękny i szlachetny, a nagle robisz coś złego i nawet nie wiesz, czemu to robisz. No to kto cię może wtedy uratować? Kto cię może podnieść, kiedy twoje serce odczuwa, że jest zniewolone grzechem, skoro wszystko możesz, wystarczy, że uwierzysz w siebie, skoro jesteś zdolny do czynienia dobra. I Augustyn na to odpowiada wprost. Nie wierz w siebie. Przestań wierzyć w siebie. Nie wyznawaj takich bzdur nad sobą. Przestań wierzyć w siebie, a uwierz w Boga. No nie wystarczy twoja wolna wola, nie wystarczy twoja dobra wola, potrzebujesz łaski. Ty rozpaczliwie potrzebujesz łaski. Dawid rozpaczliwie potrzebuje łaski. Jerzy rozpaczliwie potrzebuje łaski. Ja rozpaczliwie potrzebuję łaski i ty też rozpaczliwie potrzebujesz łaski. My wszyscy rozpaczliwie potrzebujemy łaski i musimy przestać wierzyć w siebie, bo to nic nie da. O tym tu Paweł pisze, że nasze uczynki nas nie zbawią. Chrystus Ten, który oddał życie za ciebie i za mnie na krzyżu. Mało tego, zobaczcie, ja akurat żywo jestem tym zainteresowany. Cały świat psychologii jest w tym, współczesnej psychologii, historycznej też, jest w tym przesycony, przesycony. Już po prostu nie mogę czytać tych tekstów. Znajdź moc w siebie. Już na jednym z wykładów odpowiednia Cessna jakiś rycerz Jedi, no ile razy można słyszeć znajdź moc w sobie? No to rycerze Jedi współcześni. Tymczasem Ewangelia mówi znajdź moc w Chrystusie. No tylko w Chrystusie znajdziesz moc. No ale to nie jest tylko psychologia. Świat religii mówi tak. Rób dobre uczynki, a może... zasłużysz na niebo." Czyli ludzi jest krypto-muzułmaninami? No bo oni wierzą, że po śmierci staną na jakimś sądzie i Bóg na jakiejś wadze ich zmierzy. Dobre uczynki i złe uczynki. Jeżeli dobre uczynki przeważą złe uczynki, to pójdą do nieba. Jeżeli złe uczynki przeważą dobre uczynki, to pójdą do piekła. No a jak będą mieć taki jakiś... Wyjątkowy stan, no to gdzieś tam skoczą na chwilę do czyśćca, żeby tą sprawę wyregulować. To jest muzułmanizm. Muzułmanie tak wierzą. Oni dokładnie tak wierzą, jak powiedziałem. To jest ich wiara. To nie jest chrześcijaństwo. Chrześcijaństwo mówi jasno i wyraźnie. Twoje uczynki nigdy nie wystarczą. I chrześcijaństwo dodaje, ale łaska Boża jest darmowa. Ty musisz zrobić tylko jedną rzecz. Jedną rzecz. Musisz narodzić się na nowo. Nie psychologia, nie religia. Ale też nie liberalne chrześcijaństwo. Bo ono mówi tak. Bóg jest tak dobry, że nikogo nie osądzi. Bóg nie będzie sądził, wiesz. Byleś się dobrze czuł, byleś pozytywnie się czuł, ty masz mieć pozytywne emocje. A Paweł mówi tak. Bóg jest tak sprawiedliwy, że nikogo nie potraktuje niesprawiedliwie. I każdy grzech będzie osądzony. Każdy jeden. Dlatego... Te słowa Pawła, oddaj każdemu, odda każdemu według uczynków Jego, są dla nas ostrzeżeniem i są dla nas zachętą. Jednocześnie. To jest właśnie styl pisania Pawła. Jednocześnie ostrzeżenie, jednocześnie zachęta. Ostrzeżenie, że żaden, żaden religijny status, żadna przynależność konfesyjna, żadna ludzka siła, żadne samoustrawiedliwienie, żadna samodyscyplina, to wszystko nie wystarczy, nawet jeśli to są dobre rzeczy. Bo żebyśmy się dobrze zrozumieli, to są dobre rzeczy. Dyscyplina, wiedzieć w co się wierzy, mieć poukładane doktryny, to są wszystko dobre rzeczy. Tylko to nie wystarczy. To po prostu nie wystarczy. Zachęta jest to jednocześnie, no bo słuchajcie, jeżeli czyjeś serce jest naprawdę dotknięte łaską, naprawdę jest obrzezane, to to musi prędzej czy później wydać właściwy owoc. Musi. Ty możesz być spokojny. Jeżeli ty narodziłeś się na nowo, jeżeli twoje serce zostało obrzezane Bożą łaską, to prędzej czy później, czasami bardzo później, czasami to chwilę potrwa, czasami boli, ale prędzej czy później zaczniesz obficie wydawać dobre owoce. A jeśli nie, to się przestań zwodzić. klęknij i wołaj do Pana. Zróć mnie, Boże, na nowo. Pan Jezus w Ewangelii Mateusza, dwudziesty... przepraszam, szesnasty rozdział. Wtedy Jezus rzekł do uczniów swoich. Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój i niech idzie za Mną, bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by utracił życie swoje, dla Mnie odnajdzie je. Ale bowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? Albo co ta człowiek w zamian za duszę swoją? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami swymi i wtedy odda każdemu według uczynków Jego." To nie był wymysł Pawła. Nie wystarczy powiedzieć... Paweł to tylko takie sugestie mówi. Nie wystarczy powiedzieć, to są listy Pawła, ważniejsze jest to, co Jezus mówił. Paweł nie powiedział nic, czego wcześniej nie powiedział Jego Pan. Oni tak wszyscy to rozumieli, bo tak wykładał to Chrystus. Prawdziwe chrześcijaństwo to nie jest uwierz w siebie, Prawdziwe chrześcijaństwo to jest zaprzyj się siebie. Zaprzyj się samego siebie. Weź swój krzyż i naśladuj Chrystusa. I to wyda dobry owoc. Więc Paweł mówiąc, oddając każdemu według uczynków, on nie głosi peleganizmu. To nie jest próba dyskredytacji, zbawienia łaski z wiary. On pokazuje, że uczynki są dowodem, jeszcze raz, one są dowodem, jednoznacznym dowodem tego, co dzieje się w twoim sercu. I często mamy tak z pastorem Markiem, że ktoś nam mówi, że no, ale my nie znamy jego serca. Nie musimy. Znamy Twoje uczynki. Widzimy, jak żyjesz. Widzimy, jak funkcjonujesz. Widzimy Twoją mowę ciała. To wystarczy. To wystarczy. Dlatego, że takie, jakie masz serce, tak to będzie widoczne na zewnątrz. Jeśli czyjeś serce zostało przemienione przez ducha, będzie to widać w owocach życia tego człowieka. W posłuszeństwie przede wszystkim. W pokorze. W takim pragnieniu, chodzenia w Bożej chwale, tak by to najogólniej można powiedzieć. Jeśli natomiast czyjeś serce jest cały czas zbuntowane, jest cały czas nieobrzyzane, jest cały czas takie jego, to życie też to pokaże w pysze, w samolubstwie, w niezdolności do cierpienia, w odrzuceniu prawdy. Taki człowiek jest niezdolny do cierpienia, to jest dobry owoc. Dawno, dawno temu, pamiętam, mieliśmy takiego gagatka, zastanawialiśmy się, co z nim zrobić i jeśli dobrze pamiętam, to pastor Marek wtedy powiedział, że porozmawiajmy z nim, zwróćmy uwagę, zobaczymy, co zrobi. Bo jeżeli to jest owca i my robimy błąd, to on nas puści głowę i my zrozumiemy, że my krzywdzimy owca. Ale jeżeli to jest wilk, to jak my go grzmotniemy, to on nie spuści głowy jak owca, tylko od razu zacznie gryźć, od razu zacznie drapać pazurami. No i dokładnie tak było. Dokładnie tak było. Jeśli czyjeś w sercu jest zbuntowany, to jest człowiek niezdolny do cierpienia. I słuchajcie, to jest kluczowa nauka. Kluczowa nauka i zapomniana nauka. Cierpienie dla Chrystusa. Zdolność do cierpienia. Bo współczesne świat, a czasem i współczesne chrześcijaństwo lubi wracać do tej herezji i odgrzewać ją na nowo. Ono lubi mówić, człowiek jest z natury dobry, wystarczy trochę edukacji, trochę wysiłku, a świat będzie lepszy. Tymczasem Paweł i Augustyn odpowiadają jasno. Bez łaski nie ma nadziei. Żadnej. Żadnej nadziei. Bez Chrystusa nie ma zbawienia. W ogóle nie ma zbawienia. I bez Ducha Świętego i bez narodzenia się na nowo nie ma owoców. No i wreszcie mocne zdanie z tego wersetu 11. Nie ma względu na osobę. I to już musiało być w ogóle trzęsienie ziemi. Dla Żyda to czytającego. No i dla mnie i dla ciebie, jeśli rozumiemy, że nie chodzi tylko o Żyda, ale chodzi też o ludzi Kościoła. W przeciwieństwie do ludzi tego świata. Bo nagle, jako człowiek Kościoła, czytamy takie zdanie. Uboga! Nie ma względu na osobę. Parafrazując, Bóg nie patrzy na to, czy ktoś chodzi na nabożeństwa, czy jest teraz na piwie. To nie o to w tej historii chodzi. Oczywiście przesadziłem. To nie o to w tej historii chodzi. To musiało być takie trzęsienie ziemi, bo dla Żydów i dla nas też cała tożsamość opiera się na pewnym przekonaniu, że my jesteśmy wybrani, mamy Kościół, oni mieli prawo, oni mieli zakon, my mamy owoce Ducha Świętego, dary Ducha Świętego, mamy jakieś znaki tego przymierza. Wzięliśmy chrzest, a tamci nie. Ktoś nas prześladuje, bo nam tam powiedział, że do sekty należymy, a tamty nie prześladują. A Paweł mówi tak. To wszystko ci nie daje żadnej taryfy ulgowej. Żadnej taryfy ulgowej. Nie o to w ogóle w tej historii chodzi. To są zaszczyty, które ode mnie masz. I to nie jest taryfa ulgowa. Bóg nie zbawia ze względu na rodowód, na instytucje, na tradycje, na te wszystkie rzeczy. I to jest prawda, którą od czasu do czasu musimy sobie przypomnieć. Musimy sobie ją powtórzyć, że samo uczestnictwo w życiu Kościoła, samo bycie w Kościele nikomu nie gwarantuje zbawienia. Jeżeli ktoś na tym opiera swoją pewność zbawienia, to będzie mocno rozczarowany, bo to jest fałszywe poczucie bezpieczeństwa, fałszywe poczucie zbawienia. Reformacja to przypomniała raz na zawsze. Bóg nie patrzy na żadne formalne etykiety. On patrzy tylko i wyłącznie na serce. Kiedy czytamy te pierwsze 11 wersetów, Ten fragment zadaje nam takie trudne pytanie, konieczne pytanie. I my musimy sobie na to odpowiedzieć, żeby się zdiagnozować w tej historii. Czy łatwo mi przychodzić potępienie innych, a usprawiedliwienie siebie? Bo jeżeli tak, to masz problem. Jeżeli ci łatwo przychodzi potępienie innych i równie łatwo ci przychodzi usprawiedliwienie samego siebie, to ty masz potężny problem ze swoim sercem. Ty musisz wołać do Boga. Drugie takie pytanie, czy odkładam pewne decyzje, takie radykalne chrześcijaństwo, takie zero-jedynkowe chrześcijaństwo w moim życiu, takie wóz albo przewóz, czy to odkładam na później, czy mam takie z tyłu głowy, że spokojnie, jeszcze jest czas, Bóg jest cierpliwy, jeszcze zdąży, bo jeśli tak, to masz problem z sercem i to masz poważny problem z sercem. Jeżeli ty odkładasz radykalizm w swoim chrześcijaństwie, specjalnie używam tego słowa, mogę użyć fundamentalizm, żeby bardziej przemówić. Jeśli ty to odkładasz na później, jeśli uważasz, że to jest tylko dla niektórych, że to nie dotyczy ciebie, że jeszcze jest czas, na to, żeby tak radykalnie tutaj działać, radykalnie poddać swoje życie, swoją pracę, swoją rodzinę, swoje dzieci, swoją żonę, swojego męża, swoją przyszłość, swoje marzenia, swoje ambicje, swoje hobby, jeżeli ty masz na to wszystko czas. żeby to później to załatwię, albo ci się wydaje, że Bóg ma tak, że On lubi poczekać na ciebie w tej historii, że to jest jakiś taki haribo, że nie wiadomo kto tylko Mu łaskę robi, to masz problem z sercem. I to masz potężny problem z sercem. Ty naprawdę nie rozumiesz. czym są te przywileje i czym jest łaska Boża. Chciałbym też jakby jasno i wyraźnie wyjaśnić. Tu nie chodzi o jakiś slogan. Tu chodzi o owoc. Owoc tego, jak my żyjemy. I w zasadzie ten widoczny owoc może być tylko jeden lub go nie ma. Dlatego, że my się niczym innym nie różnimy od tego świata. Już to kiedyś mówiłem, ale powtórzę to jeszcze raz. Czy w Kościele Jezusa Chrystusa ludzie się rozwodzą? Tak czy nie? No ja wiem, że chcielibyśmy powiedzieć, że nie, ale jaka jest prawda? Tak. A czy w Kościele Jezusa Chrystusa ludzie wierzący zawierają ponowne małżeństwa? Tak. A czy w Kościele Jezusa Chrystusa ludzie plotkują? No, tak czy nie? No tak. A czy w Kościele Jezusa Chrystusa ludzie popełniają wszystkie inne błędy? Tak? No tak. A w świecie? Też. To czym my się różnimy? Gdzie jest różnica między nami a światem? Gdzie jest ta różnica, skoro my wszystko robimy tak samo, jak oni? Jest tylko jedna różnica. Tylko w jednej sprawie można się odróżnić od świata. Umiłowanie Kościoła. To jest ta różnica. Chrześcijanin umiłował Kościół, jak Chrystus umiłował Kościół, a świat nienawidzi Kościoła. My popełniamy te same błędy. My się potykamy tak samo. My leżymy podobnie. My potrzebujemy rozpaczliwie Chrystusa tak samo, jak oni. Ale my umiłowaliśmy Kościół. I to jest widoczny owoc. Albo ty kochasz Kościół, albo ty nie możesz żyć bez Kościoła, tak jak Chrystus nie może żyć bez swojej oblubienicy, albo ty jesteś ze świata. Bo to jest jedyna różnica, żebyśmy się dobrze zrozumieli, o czym ja mówię, co to jest radykalne chrześcijaństwo. Nie możesz być radykalnym chrześcijaninem poza Kościołem. Tego się zrobić nie da. I trzecie pytanie, czy nie polegam przypadkiem na tym, że mam właściwą doktrynę, właściwe wyznanie, właściwego lub mniej właściwego, jak ktoś tam mnie akurat za bardzo nie lubi, pastora, właściwe lub mniej właściwe zasady w zborze, zamiast na tym, czy mam żywą relację z Jezusem Chrystusem. Czy mam żywą relację z Jezusem Chrystusem? Bo jeżeli ty nie masz żywej relacji z Jezusem Chrystusem, to ty po prostu potrzebujesz zdać sobie sprawę, że twoje serce jest martwe i ty musisz wołać do Boga, żeby On cię obrzezał na sercu. Musisz się narodzić na nowo. Jeżeli ty wszystko wiesz o Chrystusie, tylko się z Chrystusem nie znasz, to ty pójdziesz do piekła. Jeżeli ty nie masz personalnej, osobistej relacji z Jezusem Chrystusem, jeśli ty Go nie znasz, ale nie ze słyszenia, tylko nie znasz go w swoim życiu, ty przestań mieć poczucie fałszywego bezpieczeństwa, bo ty się obudzisz ręką w nocniku. Jeżeli ty nie potrafisz wskazać na autentyczne spotkanie z Jezusem Chrystusem, na wydarzenie, które raz na zawsze, przemieniło twoje życie, przewróciło cię do góry nogami, przewróciło wszystko w twoim życiu do góry nogami. Jeżeli ty nie spotkałeś się ze zmartwychwstałym Chrystusem, nie z historią o zmartwychwstałym Chrystusie, tylko ty byś był w stanie oddać życie za tą prawdę. Jeżeli tak nie masz, to ty żyjesz w fałszywym poczuciu bezpieczeństwa. I to się naprawdę źle skończy. to się musisz spotkać z Jezusem Chrystusem. Musisz się z Nim spotkać. I jeżeli ty nie rozumiesz, o czym ja mówię, wydaje ci się, że to jest jakaś idea, że to jest jakaś przenośnia, że to jest jakaś metafora, którą niektórzy ludzie używają, ty jesteś martwy. Ty jesteś martwy i ty potrzebujesz spotkać się z Chrystusem. Naprawdę. Bo dla ludzi, którzy się z Nim spotkali, to nie jest idea. To nie jest metafora. To nie jest aforyzm. To nie jest archetyp. Oni się naprawdę spotkali z Jezusem Chrystusem i przewróciło to ich życie do góry nogami. Opisują to różnie, ale ich życie wygląda tak samo. Stało się święte. Po prostu święte. I Paweł tu mówi jasno. Bóg jest bezstronnym sędzią. On nie zapyta czy ty byłeś protestantem, katolikiem, czy prawosławnym, czy co tam jeszcze wymyślimy. On o to nie zapyta. On nie zapyta też o to, czy ty jesteś Żydem z pochodzenia, Grekiem z pokolenia, czy ty pochodzisz z kościoła metodystycznego z dziada pradziada, czy z katolickiego z dziada pradziada, czy z protestanckiego z dziada pradziada. Czy ty należysz do Nowego Narodzenia, czy do... nie wiem... tam innych zgromadzeń. On tu w ogóle nie będzie o to pytał. Nie interesuje go to w ogóle. O to może będzie pytał mnie. Czemu wybrałem taką, a nie inną nazwę? Bo ty mi, Panie, kazałeś. ale to nie są te zmartwienia. On będzie patrzył na nasze serce i albo to serce będzie obrzezane i nowe, mięsiste, albo koniec. Albo zostało przemienione przez Ewangelię, albo na zawsze pozostanie winne względem Boga. I o tym Paweł tu pisze. Od 12 do 16 wersetu Paweł tu porusza prawo i sumienie. On tutaj znowu pisze coś, co musiało potrząsnąć i to jedną i drugą stroną, tymi poganami i Żydami. Zobaczcie, że jest napisane tak w wersje 12, bo ci, którzy bez zakonu zgrzeszyli, bez zakonu też poginą, a ci, którzy w zakonie zgrzeszyli, przez zakon będą sądzeni. Co to znaczy? To znaczy, że nikt nie będzie mógł powiedzieć, nie wiedziałem o Bogu. Nie znałem prawdy, w związku z czym jestem niewinny. Paweł tu wykazuje dwie grupy ludzi. Tych, którzy mają zakon i tych, którzy zakonu nie mają. I on mówi, że nikt nie będzie mógł powiedzieć, że jestem niewinny. Wszyscy będą musieli uznać winę przed Bogiem. I teraz poganie. Oni nie mieli prawa mojżeszowego. Nigdy nie słyszeli dziesięciu przykazań. Nigdy nie słyszeli. Nigdy im nie było dane usłyszeć dziesięcioro przekazań. Bo to było zarezerwowane dla Żydów. To, że my dzisiaj sobie czytamy w Biblii, to jest pewien unikat. Oni nigdy nie słyszeli dziesięciorka przekazań. Nikt im nigdy nie powiedział w dekalogu. I Paweł mówi, że to nie oznacza, że oni są zwolnieni z odpowiedzialności. Dlaczego? Bo mieli sumienie. O czym rozmawialiśmy tydzień temu. Mieli swoje sumienie. Sumienie, taki boży świadek w sercu człowieka. Coś, czego nie potrafimy wyjaśnić, ale w nas jest. Głos, który bardzo wyraźnie mówi, to jest dobre, a to jest złe. Oczywiście, że to nie jest nieumylny głos. Oczywiście, że on jest skażony grzechem. Ale ten głos jest w każdym jednym człowieku. I Paweł pisze, treść zakonu jest zapisana w ich sercach, świadczy o tym sumienie ich. Werset 15. Napisane jest to wprost, co teraz powiedziałem. I historia potwierdza to. Mamy pełno świadectw, misjonarzy, ja w ogóle bardzo lubię te świadectwa, są arcyciekawe, pełne z takich świadectw, misjonarzy, którzy docierają do jakichś takich, wiecie, zagubionych plemion Czunguelunga, gdzieś tam w Afryce Dzikiej. I oni tam docierają, wszyscy ludzie o zielonego pojęcia, o Chrystusie, o dekalogu, w ogóle szok. Nie tak jak u nas, że każdy coś słyszał. Oni nic nie słyszeli na ten temat. I nagle ci misjonarze, przebywając z tymi ludźmi, opisują, że oni odkrywali, że w kulturach tych ludzi, u których oni przebywali, istniały pewne prawa, w zasadzie bliźniaczo podobne do dekalogu, że to były takie echa dekalogu, że oni sami dochodzili do wniosku, nie dał im tego Bóg na górze syna, tylko sami dochodzili do wniosku przez to swoje sumienie, że nie wolno mordować, że morderstwo jest czymś złym, po prostu złym, przerywanie życia drugiego człowieka jest czymś złym. I nie mają dekalogu, oni sami to wiedzieli skądś. Nakaz szacunku dla rodziców jest takim często powtarzającym się zwrotem w tych historiach, że ci misjonarze odkrywali, że w ich kulturach był ogromny szacunek, nakaz ogromnego szacunku do rodziców, że trzeba było szanować swoich rodziców. I zazwyczaj występowało tam potępienie kradzieży, zresztą bardzo surowo zazwyczaj karane. Potępienie kradzieży, że nie wolno ci przywłaszczyć sobie czyjeś rzeczy. I to pokazuje, że Te echo dekalogu, one jest faktycznie wpisane w serce człowieka. One jest wpisane. Jest jakiś głos sumienia, który mówi nie morduj, nie kradnij, nie zabieraj komuś szczęścia. To jest niewłaściwe. I jednocześnie tu jest klucz. Dlatego, że to sumienie nie potrafi zbawić człowieka. W żaden sposób. Sumienie potrafi oskarżyć człowieka. Potrafisz wskazać na to, co jest dobre, a co złe. I może cię potem oskarżyć, coś ty narobił. Czemuś ty się tak zachowałeś. To było podłe w ogóle z twojej strony. Ale ona może być takim świadkiem tych wydarzeń, ale ona nie ma mocy, sumienie, żeby cię od tego uratować. Żydzi. Żydzi mieli ten ogromny przywilej, i Paweł tu ich też wspomina, oni otrzymali prawo od samego Boga na górze syna i nie przez sumienie, tylko na dwóch tablicach. Oni dostali te prawa. I oczywiście, idąc za tym, dostali też znacznie większą odpowiedzialność, no bo jeżeli ktoś precyzyjnie zna wolę Boga i Ją lekceważy, no to wina takiego człowieka jest większa niż tego, który ma tylko echo przez sumienie wydane. I oczywiście, że Żydzi dotkliwiej byli karani za pewne rzeczy, jakby ciężar był dużo większy, no bo też mieli dostęp do woli Boga. I Paweł mówi, ci, którzy w zakonie zgrzeszyli, przez zakon będą sądzeni. I tu jest tak samo jak z tym sumieniem. Oni mieli prawo, prawo im pokazało pewne rzeczy, prawo wymagało pewnych rzeczy, prawo sądziło, ale prawo nie wystarczyło. Nie potrafiło zbawić. Prawo pokazało grzech, ale nie miało żadnej mocy, by ten grzech pokonać, by człowiek był zdolny do przeciwstawienia się tego zła. I w tych wersetach Paweł dotyka fundamentalnej prawdy, że Bóg przemawia do człowieka na dwa sposoby. zawsze na dwa sposoby. Po pierwsze, przez objawienie ogólne, już to sobie szeroko omówiliśmy tydzień temu, czyli przez naturę, przez porządek stworzenia, przez właśnie głos sumienia. Psalm 19 cytowałem wtedy. Niebiosa opowiadają chwałę Bożą. I druga sprawa to jest objawienie szczególne, czyli przez Słowo Boże, przez Prawo dane Izraelowi, a dzisiaj przez Ewangelię o Jezusie Chrystusie. dzisiaj przez to, przez Ewangelię o Jezusie Chrystusie. I jedno i drugie sprawia, że człowiek jest odpowiedzialny przed Bogiem, bo jeśli odrzuca nawet to światło, które do niego dociera, to zostaje bez żadnej wymówki. I zobaczcie, wokół tego też narastał pewien spór i pewne herezje, o których trzeba wspomnieć. Do dzisiaj funkcjonują. Universalist się to nazywa i on mówi tak, skoro wszyscy mają sumienie, a to faktycznie Biblia wykazuje, to i tu niewłaściwy wniosek, to Bóg wszystkich zbawi. Całkiem niedawno był film w kinach na temat takiego pastora, który uwierzył właśnie w herezję uniwersalizmu i pogubił się. Przypomnij się, tytuł podał mu bardzo fajny film. Ale Paweł mówi odwrotnie. Sumienie nie zbawia, sumienie jedynie oskarża, jedynie sądzi. Relatywizm moralny, coś bardzo aktualnego tu i teraz, dzisiaj. Każdy decyduje sam o tym, co jest dobre. Jest w ogóle bardzo popularne ostatnimi czasy, że nie ma obiektywnego dobra, że każdy musi sam sobie wybrać, co jest dobre. Natomiast sumienie dowodzi, że jest obiektywne dobro i obiektywne zło. I nawet jeśli ci nikt o tym nie powie, ty będziesz wewnętrznie to wiedział. Jest obiektywne dobro i obiektywne zło. No i współczesny niekościół, liberalne chrześcijaństwo. Ważne, żebyś był szczery wobec siebie. Biblia nic takiego nie mówi. Biblia nie mówi, że szczerość względem siebie zbawia. To jest bzdura. To jest duża bzdura i duży problem. I wielu się tym pociesza, że najważniejsze, że jesteś szczery wobec siebie. Na przykład ktoś mówi, na rozmowach duszpasterskich czasami się tak zdarza, i ja wtedy oczywiście mówię, że to bzdura jest. Ktoś mi mówi, że no wiesz, tak robię, tak grzeszę, no ale ważne, że ci to szczerze mówię. Nie? Twoje szczere wyznanie cię nie zbawi. Biblia mówi, że nie szczerość zbawia, Chrystus zbawia. to że ty będziesz szczery, że upadasz, nic ci nie pomoże. Szczerze ci wtedy powiem, pójdziesz do piekła. Cóż po twojej szczerości? Szczerze ci powiem, codziennie cudzołożę, codziennie kradnę, codziennie, nie wiem, co ja jeszcze robię... oglądam pornografię, codziennie ćpam, codziennie piję, codziennie palę, najważniejsze, pastorze, że jestem szczery. Serio? I Kościół od początku doskonale rozumiał wagę tego tematu, bo zobaczcie, Tertulian pisał o świadku duszy. Cały taki elaborat napisał, nie będę wam go przytaczał, ale nazwał to Świadkiem Duszy i napisał tam, że człowiek nie znający Pisma, nie mający dostępu do Pisma, on ma w sercu jakiś głos, który woła do Boga. Justin Męczennik, to już mówiłem na poprzednim wykładzie, pisał o tych ziarnach prawdy, bardzo lubię to określenie, te ziarno prawdy rozsiane w różnych kulturach i w sercu człowieka, że on w tym widział taki Boży ślad, wszystkich ludzi przygotowuje na przyjęcie Ewangelii. Niestety, historia pokazuje, że bardzo łatwo jest sumienie wygłuszyć, bo ono nie ma mocy zbawić. Bardzo łatwo jest Twoją szczerość wygłuszyć, bo ona nie ma mocy Cię zbawić. Bardzo łatwo jest wygłuszyć Twoją znajomość praw bożych, bo to nie ma mocy Cię zbawić, bo zbawić Cię może tylko Chrystus, tylko przez Nowe Narodzenie. Dlatego, że w czasach nazistowskich wielu mówiło, Prawo państwa jest najwyższe. I tym zdaniem uciszali swoje sumienie. Ja jestem fanatykiem... czasów II wojny światowej, historii II wojny światowej. Najbardziej lubię badać temat dotyczący tego, jak to się działo, że pozornie normalni, dobrzy, w cudzysłowie, ludzie stawali się bezwzględnymi bestiami i jak to się działo, że on, będąc bezwzględną bestią, był na przykład superojcem i supermężem. To jest fascynujący temat, ta cała psychologia zła, która się rozgrywa w tych ludziach i rozgrywa się w każdym innym, bo tutaj Zimbardo, który zrobił eksperyment społeczny w więzieniu w Stanford, nie tylko ten temat. I posłuchajcie, tam była tylko jedna rzecz. Oni tylko uwierzyli w jedną rzecz, że prawo państwa jest najwyższym prawem, że to jest coś dobrego. Oni to oczywiście ubrali w piękne słowa, patriotyczne i w ogóle, i och, ach, prawo państwa jest najwyższym dobrem. I wyciszyli swoje sumienie, które krzyczało do tych ludzi, że mordowanie niewinnych ludzi jest złem. że nabijanie dzieci na bagnet jest złe, że palenie dzieci w piecach, dorosłych też, jest złe, że strzelanie do trzech tysięcy ludzi, bo ktoś uciekł, jest złe. Wystarczyło wyciszyć swoje sumienie. Wystarczyło uwierzyć w jedno zdanie. Prawo Państwa jest najwyższe. Swoją drogą to powinna być mocna przestroga dla współczesnych czasów. Nie. Prawo Państwa. nie jest najwyższym prawem. Sumienie można stłumić, można je zakłamać, ale nigdy też nie da się całkowicie wymazać. W pamiętnikach esesmanów jest taka piękna książka, czy piękna, pokazująca tę całą rzeczywistość, to jest O ŚWIĘCIM W OCZACH SS, taki jest tytuł, nie pamiętam autora, bardzo ciężko już tę książkę zdobyć, ja nie pożyczę, bo mam tylko jeden egzemplarz. Tam jest historia tych ludzi ich oczami przedstawiona i oni się wprost przyznają, że oni co jakiś czas mieli taki moment, taką chwilę, To sumienie się odzywało na nowe, że może to, co my robimy, może to, w co my wierzymy, wcale nie jest okej. Tego się nie dało całkowicie wymazać. Co jakiś czas to sumienie w człowieku wołało, że tego nie będzie żadnej wymówki. Żadnej wymówki. Nie można powiedzieć, że nie wiedziałem, nie znałem prawdy. Każdy słuchacz tego nagrania, czy mu się to podoba, czy nie, każdy jeden człowiek, wierzący czy niewierzący, ma głos sumienia. I pytanie nie brzmi, czy ty masz sumienie. Pytanie brzmi, co ty z tym zrobisz. Czy ty pozwolisz, żeby ten głos sumienia, te ziarna prawdy, doprowadziły cię do pokuty, do szukania chwały Bożej, do szukania odpowiedzi, kto cię może uratować, czy raczej się zdecydujesz na wygłuszenie, zagłuszenie, aż to będzie tak ciche, że już tego nie będziesz słyszał. I Paweł mówi tu jasno, poganie z sumieniem, a Żydzi z prawem, wszyscy są winni. Prawo i sumienie to nie jest Ewangelia. To są sygnały ostrzegawcze. Jeszcze raz. To są sygnały ostrzegawcze. To są świadkowie, którzy staną przeciwko człowiekowi. Zbawicielem jest Chrystus. Wszyscy rozpaczliwie potrzebujemy Chrystusa. Ja będę to dzisiaj jak mantrę powtarzał. wszyscy rozpaczliwie potrzebujemy Chrystusa. Nasza nadzieja nie jest w sumieniu, nie jest w sprawie. Nasza nadzieja jest w Chrystusie. Tak? Jest podane w całej Biblii, a w liście do Hebrajczyków wprost, On daje serce nowe, które nie tylko zna prawo, ale ma moc, żeby żyć według tej woli Bożej. W liście do Hebrajczyków krwią swoją oczyścił nasze sumienia. 17-24 werset o fałszywej pewności zbawienia. Paweł znowu bezpośrednio zwraca się do Żydów. Zostawił na chwilę pogan w świętym spokoju i zwraca się znowu do Żydów. Do ludzi, którzy są przekonani, że sam fakt urodzenia się w narodzie wybranym, sam fakt znajomości prawa i udział w pewnym obrządku żydowskim gwarantują mu bezpieczeństwo przed Sądem Bożym. I Paweł mówi sobie tak, Ty, który nazywasz się Żydem i opierasz się na zakonie i chlubisz się Bogiem i znasz wolę Jego. I później kontynuuje cały wątek. Zobaczcie, to bardzo imponująco brzmi, bo Żydzi mieli faktycznie i mają do dzisiaj takie poczucie tożsamości, kim są. Oni mają i mieli poczucie swojej wyjątkowości. Oni faktycznie widzieli i widzą siebie jako przewodników ślepych, nauczycieli głupich, mistrzów niemających sobie równych. I w pewnym sensie mają rację. To jest prawda. W pewnym sensie to jest prawda, bo ich przywileje, ich wybór przez Boga, to, że Bóg nadał im prawo, to, że Bóg ukształtował ten naród, to, że Bóg ciosał ten naród, aż wyciosał w sposób właściwy, to, co będziemy mieli w eschatologii do czynienia z nimi, to wszystko pokazuje, że te przywileje są realne mają prawo do takiego poczucia. Tylko Paweł pokazuje tutaj drugą stronę medalu. Przywileje bezposłuszeństwa zamieniają się w pułapkę i to taką pułapkę na śmierć. I tu jest mowa o tym, co dotyka też ciebie i mnie, o religii. Może nie tej żydowskiej, tylko w szerokim kontekście. Bo Paweł zostawia pytania, które w pewien sposób obnażają hipokryzję, ale nie tylko tych Żydów, tylko również naszą dzisiejszą. Zobaczcie. Ty, który uczysz drugiego, siebie samego nie uczysz? Ty, który głosisz, nie kradnij, kradniesz? Ty, który mówisz, nie cudzołóż, cudzołożysz? Ty, który się chlubisz, w moim przypadku zakonem, ale możemy to zamienić na dobrą doktryną, przez przekraczanie dobrej doktryny znieważasz Boga? I to są, słuchajcie, pytania jak miecz. I teraz, jeżeli się to tnie, to przecina to jakąś taką fałszywą pewność siebie. Bo można, niestety można nauczać albo pouczać innych, a samemu nie stosować się do tego nauczania i pouczania. Nazywamy to hipokryzją. I ma to miejsce również w Kościele. Można pouczać, nauczać, wskazywać, ale samemu tak nie żyć. Można bardzo głośno, bronić jakichś zasad moralnych, ubrać sobie koszulkę przeciwkoaborcyjną i w ogóle, a w skrytości to wszystko łamać. Można mieć koszulkę przeciwkoaborcji i w tej koszulce oglądać pornografię. Można? Można. I niestety się takie rzeczy dzieją. Można chlubić się Biblią. Nawet znałem takiego człowieka. Chlubił się znajomością Biblii, do wielu przekładów, Co miesiąc, co ileś kupował nowy przekład Biblii, chlubił się, wrzucał zdjęcia, jak to znowu najnowszy ma przekład i jak to analizuje i potem już w ogóle kupował interlinie i to zawsze taka sama tendencja. I w tym czasie lał żonę. I w tym czasie pił. I uważał, że jest wszystko w porządku, że jest zbawiony. Można chlubić się życiom. chlubić się Biblią, a żyć tak, jakby tej Biblii nie było. No i koniec, powiedziałem życiom teraz. Z kazania zostanie wszystkim w głowie życiom i różowy słoń. I prawdę powiedziałem, można chlubić się życiom, ale skończmy już ten temat. I słuchajcie, Paweł nazywa największym dramatem właśnie to, religijność w człowiekach. Lubisz się czymś, co jest prawdziwe, ale nie żyjesz w ten sposób. I wtedy zamiast przyciągać ludzi do Boga, to ty dajesz powód, żeby ludzie bluźnili imieniu Bożemu. I Paweł tu cytuje proroka Izajasza. Imię moje ustawicznie bluźnione jest każdego dnia. Izajasz to w 52 rozdziale zapisał. On to napisał jako diagnozę Izraela w czasie niewoli, a Paweł mówi, to samo dzieje się dzisiaj, a król Las powie, to samo dzieje się dzisiaj. No można tak żyć. I kiedy tak żyjemy, to wtedy ludzie bluźnią Bogu. Bo zamiast być światłem dla narodów, w czasie Izajasza, Izrael dawał poganom powód do drwin. Oni sobie mogli tak drwić, że jeśli taki jest ten ich Bóg, skoro ten lud sobie tak żyje w takiej obudzie, to my nie chcemy mieć nic wspólnego z tym Bogiem. Nasz Bóg przynajmniej zabija, jak ktoś grzeszy. I zobaczcie, z nami jest podobnie dzisiaj. Ilu ludzi sobie przez takie zachowanie myśli, nie pójdę do kościoła, bo to są sami hipokryci. Nie pójdę do kościoła, bo to są ludzie, którzy jedno mówią, a drugie żyją. Ile razy się zdarza, że przez takie antyświadectwa niewierzący ludzie patrzą na chrześcijan i mówią, nie chcemy mieć nic wspólnego z ich Bogiem. Nic wspólnego. No i to jest właśnie to. Imię moje ustawicznie bluźnione jest każdego dnia. To jest dramat tej religijnej pychy, że ludzie, kiedy wpadają w to zwiedzenie, w to fałszywe poczucie bezpieczeństwa, kiedy ich serce jest nieobrzyzane i oni zaspokajają się tym wszystkim innym, to ich życie zamiast być świadectwem Boga staje się powodem zgorszenia. No i znowu, historycznie rzecz biorąc. W średniowieczu Kościół, już wspominałem, chlubił się sakramentami, tradycją, urzędem, sukcesją apostolską i papieską. I tonął w moralnym upadku. Nepotyz, chciwość, rozwiązłość duchownych... Powiedziałem, że w średniowieczu? Dobrze, bo mam na myśli, że jakbym nie użył tego słowa, to też bym trafił. Przecież co chwilę jest jakaś afera. Co chwilę jest jakaś afera. Co chwilę słyszymy o jakimś skandalu. No i imię Boże potem jest bluźnione. I ludzie zamiast przychodzić do Boga, odwracają się z obrzydzeniem. Dlatego, że ludzie odwracają się od Kościoła, ale oni nie chcą mieć nic wspólnego z Bogiem. No bo przecież tamci mieli reprezentować tego Boga. Handel odpustami, czyli to, od czego się wszystko w ogóle zaczęło. Sprzedawanie tego przebaczenia za pieniądze. Paweł to już demaskuje w liście do Rzymian, że zewnętrzne pozory pobożności nic nie dają, że to jest duchowo puste. No i tutaj reformacja przypomniała. Zbawienie jest w Chrystusie. Żyd mówił tak. Jestem synem Abrahama, mam prawo, mam obrzezanie. I miał prawo tak mówić. A dzisiaj człowiek mówi tak. Jestem ochrzczony, chodzę do kościoła, znam Biblię, należy do dobrej wspólnoty. No i Paweł, a w zasadzie Słowo Boże woła do ciebie i do mnie też. To nie wystarczy. To po prostu nie wystarczy. Ty tu możesz być codziennie, na każdej porannej społeczności, na każdym nabożeństwie. Możesz się tu ochrzcić dziesięć razy. Nie możesz, ale... Możesz tutaj po prostu wszystko robić. Możesz znać Biblię na pamięć. Możesz być nawet pastorem pomocniczym. To nie wystarczy. Jeśli twoje serce nie będzie przemienione, to twoja religia stanie się wyłącznie dowodem przeciwko tobie, bo jeszcze raz, im więcej światła, tym większa odpowiedzialność, żeby nam to nie uciekło. Nie opierajmy swojej pewności na tych zewnętrznych religijnych rzeczach, tylko na Chrystusie. Na Chrystusie. No i ostatecznie ostatnie wersety, 25-29. Paweł kończy ten rozdział i dotyka tematu, który jest dla Żyda chyba najświętszym ze świętych. To jest taka ich jasna góra. Obrzezanie. On dotyka tutaj obrzezania. Słuchajcie, to był znak przymierza, który od czasów Abrahama do dzisiaj, w zasadzie, odróżniał lud Izraela od wszystkich innych narodów. Jak już nie było wiadomo, jak rozpoznać, czy ktoś jest Żydem, to go rozbierano. To jest tak poważny znak przymierza. Od zawsze, od czasów Abrahama. To był taki certyfikat jakości i tożsamości. Ta obrzezka. I Paweł mówi tutaj w tym liście coś, co w zasadzie musiało, gdy to czytał jakiś taki pyszny Żyd, to to musiało zabrzmieć jakby luźnierstwo, bo Paweł pisze, samo obrzezanie nie wystarczy. I to ma taki wydźwięk dla tych ludzi, rozumiesz? Bo dla nas to nie ma takiego wydźwięku, bo my nie mamy takiej kultury. Ale dla Żyda, dla którego to było naprawdę certyfikatem tożsamości i jakości, to już ze mną zostanie, to musiało być bluźnierstwo. Bo Paweł w XXV wersecie mówi, że obrzezanie bowiem ma pożytek, jeśli wypełniasz zakon. Jeśli zaś jesteś przestępcą zakonu, twoje obrzezanie stanie się nieobrzezaniem. czyli jesteś poganinem, jesteś nic niewartym poganinem. Tak jakby napisał wprost. I Paweł to pokazuje pewną logikę, że jeśli ktoś ma znak przymierza, ale żyje w nieposłuszeństwie względem tego przymierza, to ten znak staje się czym? Jakąś fikcją, jakąś reprodukcją, jakimś falsyfikatem, jakąś podróbką. To tak jakby mieć buty ze znaczkiem Nike'a, ale które nic wspólnego z Nike'iem nie mają. czy Adidasa, czy cokolwiek innego. To jest jakaś fikcja. Nic się tam nie stanie, jak ktoś ma takie buty, bo nie o to mi chodzi, tylko przykład podaję. Albo inny przykład. Ktoś sobie ma paszport, o, to będzie dobry przykład. Może nie dla wszystkich. Ktoś ma paszport, a na przykład wyrzeka się ojczyzny. On ma paszport, ale on... Czasami jak odwiedzam braci w innych krajach, to zauważam takie historie, że ktoś ma paszport polski, ale on mu się wyrzukał. On mu się wstydzi tak, że on jest Polakiem. On już jest tym, na przykład Anglikiem w pierwszym pokoleniu. Naprawdę takie określenie słyszałem. Ja jestem już Anglikiem w pierwszym pokoleniu. Rozumiecie? Nie Anglikiem w czwartym pokoleniu, piątym, dziesiątym, tylko on już jest Anglikiem w pierwszym pokoleniu. Każdy jest Anglikiem w pierwszym pokoleniu, jak tylko przekroczysz granicę. Ten znak zewnętrzny bez tej wewnętrznej rzeczywistości nie ma żadnej wartości. O, mam dobry przykład. Akurat od jakiegoś czasu nie noszę. Nie wiem czemu, bo palce mi trochę spuchły. Mam sygnet. I ten sygnet, nie mam go dzisiaj. I ten sygnet mnie dużo kosztował. W sensie nie pieniędzy, tylko ten sygnet oznacza, że skończyłem pewne szkolenie, zdałem pewne egzaminy, wykazałem się pewnymi cechami jako funkcjonariusz, w związku z czym zostałem odznaczony i jako prawo tego odznaczenia mogę nosić sygnet. I miałem przyjaciela, który akurat on nie sygnet, tylko taką przypinkę, ale na tej samej zasadzie to działało, kupił sobie gdzieś na Allegro i zapinał sobie to do paska. To nie było tylko puste, to było obrzydliwe. Dla kogoś, kto wiedział, czym ten symbol jest i jak trudno ten symbol zdobyć uczciwie i gdzie się go nosi, to zachowanie tego mojego przyjaciela pastora zresztą, że on sobie tą przypinkę kupił gdzieś na pchlimtargu i sobie zapinał do paska gdzieś w ogóle przy tyłku, było obrzydliwe. I to będzie mniej więcej dobry przykład, Jeżeli mamy jakiś znak zewnętrzny, ale za tym nie idzie wartość wewnętrzna, to staje się to puste, staje się to martwe, a może nawet dla tego, kto wie, co to miało znaczyć i ile to powinno kosztować, staje się obrzydliwe używanie tego znaku. I Paweł właśnie tutaj w ten deseń pisze, Samo obrzezanie nie wystarczy. Możesz być obrzezany, ale jeżeli ty wewnętrznie nie będziesz obrzezany, to pomimo obrzezania ty będziesz obrzydliwy dla swojego Boga. I to nie tylko Paweł. Mojżesz to mówił otwarcie. Zobaczcie. Obrzeżcie więc nieobrzezane serca wasze i nie bądźcie już twardego karku. To są słowa Mojżesza. I Jeremiasz. Obrzeżcie się dla Pana, usuńcie nieobrzezkie serc waszych. Oni podważali. ten zewnętrzny symbol, jeżeli zatem nie było wewnętrznej wartości. Bóg od zawsze pragnął serca, a nie tylko jakiegoś rytuału, jakiegoś znaczka. I Paweł tu idzie dalej, on mówi prawdziwy Żyd to nie ten, który jest nim na zewnątrz i prawdziwe obrzezanie to nie to, które jest na ciele, lecz prawdziwy Żyd to ten, który jest nim wewnętrznie, a obrzezanie to obrzezanie serca, dokonane przez ducha, nie według litery. To jest rewolucja. Paweł tu odwraca całe zrozumienie kultury żydowskiej. Nie narodowość, nie znak ciała, nie tradycja, przemienienie serca przez Ducha Świętego. I to, co było skandalem dla Żydów, staje się jednocześnie dobrą nowiną dla pogan. Bo jeśli prawdziwy Żyd to ten, który ma serce obrzezane, to oznacza, że i poganin, który ma serce obrzezane, otrzymuje wszystkie prawa, i współdziedzicy, współdziedziczy we wszystkich prawach Dziecka Bożego. Paweł to tutaj prezentuje, że w takim razie, jeżeli ty masz obrzezane serce jako poganin, jesteś w tych samych obietnicach, w tej samej tożsamości, w tym samym dziedzictwie, w którym są ci, którzy rodzili się w Abrahamie. I nie ma różnicy, żadnej różnicy. Nie chodzi o to, że ty kulturowo stajesz się Żydem. Nie chodzi o to, że już Żydzi przestali być Żydami i teraz jest nowy Żyd poganin, czyli ta popularna herezja zastąpienia. Nie chodzi o to, że nie ma już Izraela w Biblii. i jest tylko Kościół, to są wszystko herezje, to są bzdury. Paweł nie o tym mówi. Paweł mówi o tym, że kiedy jest obrzezane serce, kiedy naradzasz się na nowo, wszystko to, co Bóg obiecał dzieciom Abrahama, jest obietnicą złożoną tobie. że Ty masz do tego wszystkiego dostęp, że to jest Twój Bóg, że to jest Bóg Abrahama, Izaaka, Jakuba, ale też Piotra, Pawła, Jakuba, Bartka, Marka itd. itd. I Paweł tutaj rozprawia się też z bardzo poważną herezją, która się ujawniła już w czasach Kościoła w Rzymie. Sakramentalis. I to się od początku tak nazywało. Bo Żydzi faktycznie wierzyli, a z tego, co mi wiadomo, co kiedyś zapytałem rabina z Krakowa, do dzisiaj wierzą w ten sposób. I to jest oficjalne. On mi to przyznał oficjalnie, że oni wierzą, że sam znak obrzyzania zbawia. że jeżeli on jest obrzezany we właściwym obrządku, to ma swoje nazwy, to ma swój rytm, to ma swój rytuał, to jest obwarowane wieloma przepisami, to nie jest takie tam ciachnięcie, ale jeżeli to wszystko jest wykonane tak, jak ma być wykonane, to to już jest zbawieniem. I oni sobie w ten sposób tłumaczą, że nie mamy świątyni, nie mamy gdzie praktykować wiary, nie mamy gdzie złożyć ofiary ze grzech, w związku z czym znak przymierza. nas zbawia. Znak przymierza powoduje, że jesteśmy tym narodem wybranym. I niestety przedostało się to w pewnej formie do chrześcijaństwa, bo w chrześcijaństwie niektórzy myślą, że sam chrzest zbawia, obmywa z natury grzechu. że komunia święta zbawia, że spowiedź zbawia. Ilu ludzi wierzy, że spowiedź ich zbawia? Że oni pójdą do spowiedzi i jeśli pójdą, to będą zbawieni. A jeśli nie pójdą, to zbawieni nie będą. A Paweł mówi tak. Nie znak, ale wiara. Nie rytuał, ale duch. Nie zewnętrzna forma jakakolwiek, gorsza bądź lepsza, tylko przemienione serce. Sakramenty są znakami i pieczęciami łaski. ale nie są łaską i same w sobie nie zbawiają. Wiecie, żapańska jest takim przykładem. To jest sakrament. To jest pewien znak naszej przynależności. My nawet możemy być rozpoznani w ten sposób, że spożywamy w ten, a nie w inny sposób Wieczerzę Pańską. To jest pewna pieczęć łaski, czyli pewne przyzwolenie, które mamy od Boga, by w ogóle mieć prawo spożyć ten chleb i napić się z tego kielicha. Ale to nie zbawia. Ty możesz do końca życia spożywać tę Wieczerzę Pańską i pić z tego kielicha i pójdziesz do piekła. bo to nie zbawia i nigdy nie zbawiało. Zbawia tylko Chrystus. Justin Męczennik napisał, że obrzezanie ciała nie ma znaczenia, jeśli serce nie jest obrzezane. Nic nowego. Natomiast w średniowieczu, i to jest oficjalnie z dokumentów Kościoła rzymskokatolickiego, chrzest niemowlęcia gwarantuje zbawienie. To jest oficjalny zapis, nie jest interpretacja. To jest oficjalny zapis. Chrzest niemowlęcia gwarantuje zbawienie, który przetrwał do dzisiaj. Dlatego się mówi o tym, że jeśli życie jakiegoś dziecka jest zagrożone, to każdy w każdych warunkach, każdym sposobem może ochrzcić, bo oni wierzą, że chrzest zbawia. Natomiast sakrament nigdy nie zbawiał, nie rytuał zbawia, tylko wiara jest kluczem i łaska jest kluczem. Niestety my musimy zawsze walczyć z tą samą pokusą, że ta religia zewnętrzna próbuje zastąpić człowiekowi żywą relację z Bogiem. No i teraz znowu, na czym ty i ja opieramy swoją pewność zbawienia? Czy na tym, że zostałeś ochrzczony w Biblinie? Bo jeśli tak, to jest fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Może na tym, że chodzisz do kościoła? Jeśli tak, to jest fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Może na tym, że znasz Biblię i że się codziennie modlisz? I uważaj, bo to jest fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Jeśli twoje serce nie jest obrzydzane przez Ducha, jeśli nie zostało przemienione przez Ewangelię, jeśli nie narodziłeś się na nowo, to wszystkie te rzeczy, chociaż to są dobre rzeczy, nie mają żadnego znaczenia. A jeśli twoje serce jest nowe, jeśli Duch Święty zamieszkał w tobie, wtedy, uwaga, nawet bez tych zewnętrznych znaków należysz do Boga. Teraz to się okazało, że mogę nie chodzić na nabożeństwa. Możesz. To się okazało, że mogę nie spożywać wieczerzy pańskiej. Możesz. To się okazało, że mogę kłamać. Możesz. Jednej rzeczy tylko wtedy nie możesz. Twierdzić, że się narodziłeś na nowo. Tylko wtedy tego nie możesz. Bo to idzie ze sobą w parze. Prawdziwe chrześcijaństwo to nie jest żadna religia. To jest nowe serce. To nie jest żaden rytuał. To jest duch. To nie jest etykieta. To jest przemienione życie na zupełnie radykalne i nowe życie. I w tym drugim liście, i o to chodzi w tym drugim liście, tylko i wyłącznie o tym. Paweł tam pokazuje tą właśnie najgroźniejszą pułapkę, pułapkę fałszywego bezpieczeństwa, religijnej pewności zbawienia. Poganie tonęli, oni naprawdę tonęli i toną do dzisiaj, w bałwochwalstwie i grzechu. Żydzi, a dzisiaj ludzie Kościoła, bo tak byśmy to musieli przenieść na współczesne czasy, dumni ze swojego prawa, ze swoich sakramentów, ze swojej obrzezki, oni byli tak samo winni, jeśli ich serca pozostały nieprzemienione. I z nami jest dokładnie tak samo. Jeszcze raz. My możemy mieć Biblię na półce. Możemy mieć chrzest. Możemy mieć tradycje. Możemy chodzić do kościoła. Całe życie. Możesz mieć swoje miejsce wykupione tutaj w zborze. Całe życie możesz tu przychodzić. Jeśli twoje serce nie zostało odrodzone, jeśli się nie narodzisz na nowo, nie jesteś dzieckiem Bożym. Koniec. Kropka. Będziesz kumpel. Będziesz przyjaciel. Może nawet będziemy razem służyć. Będziemy nam fajnie. Będzie relacyjnie super. Może nawet na wycieczkę razem pojedziemy. Może nawet do kina ze mną pójdziesz. Ale nie będziesz dzieckiem może. Jeśli się nie narodzisz na nowo. Bo nie da się tego przeskoczyć. Jezus powiedział do Nikodema wprost. A to był właśnie idealny przykład. Znawca prawa. Mało tego, to był wykonawca prawa. Jaśmien twierdził, że Nikodem to nie był hipokryt. To był hipokryta. To był wykonawca tego prawa, on się tym przejmował, co rozumiał. I Pan Jezus mu mówi bez kozery, zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego. I zobaczcie, to nie jest mowa do poganina, to jest mowa do duchowego przywódcy Izraela, do rabina rabinów. nauczyciela w Izraelu. Przenosząc to na współczesny nam obraz i na to, co nas dotyczy, to nie jest mowa do kogoś ze świata. To jest mowa do mnie i do ciebie, do wielu przywódców, w wielu zborach, w wielu kościołach, do wielu liderów, do wielu w służbie. Pan Jezus mówi tak. Jeśli się ktoś nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego. Moja pewność zbawienia, twoja pewność zbawienia musi być w Chrystusie, nie w żadnym rytuale. Ja muszę umieć powiedzieć, że mam uczciwie sam przed sobą, że mam nowe życie, że to nie jest jakaś tradycja, jakaś doktryna. Ja naprawdę żyję nowym życiem. Byłem taki, a jestem taki. To było czarne, a teraz jest białe. To się musi wyróżniać. Jeżeli ty nie potrafisz powiedzieć, co jest innego w starym życiu od tego w nowym życiu, znaczy, że ty dalej żyjesz starym życiem. To musi być coś, co można nazwać, co można dotknąć, co jest jakimś dowodem w sprawie. Nie dla innych, bo to nie o innych chodzi. Dla ciebie samego, żebyś się dobrze rozumiał. Nie chodzi o to, że masz udowodnić drugiemu. Ty sam wewnętrznie będziesz wiedział. Żyłem tak, żyję tak. To mi się podobało, nie mogę teraz na to patrzeć. To mnie pociągało, to jest teraz dla mnie obrzydliwe. To było czarne, a teraz jest tylko białe. Musi być wewnętrzna przemiana. Moje serce albo jest obrzyzane przez ducha, albo nie. Nie ma trzeciej drogi. I posłuchajcie, Bóg nie szuka półchrześcijan. Nie ma w Biblii ani jednej zachęty do półchrześcijańskiego życia. To jest strata czasu i to jest największa beznadzieja. Jak chcesz być półchrześcijaninem, jak chcesz tak sobie tylko od czasu do czasu podskoczyć w tej historii, coś tam zrobić, to przestań. Bo Bóg w ogóle na ciebie nie patrzy. W ogóle nie jest tobą zainteresowany. Nie macie nic ze sobą wspólnego. Szkoda twojego czasu. Idź siadł i się dobrze baw. Póki się jeszcze możesz bawić, bo potem będzie jakieś przerażające, wieczne potępienie. Bóg nie szuka takich ludzi. Biblia mówi, że Bóg takich ludzi wyrzyga ze swoich ust. Wyrzyga. Dokładnie te słowo jest użyte w Księdze Objawienia. On szuka ludzi, którzy chcą radykalnego, radykalnego uczniostwa. Albo jesteś nowonarodzony i wtedy Chrystus żyje w tobie, albo jesteś tylko religijny i wtedy twoja religia w końcu będzie świadczyć przeciwko tobie, będzie dowodem przeciwko tobie. Niech się nikt nie zadowala pustą religią. Niech się nikt nie chowa za rytuałem, za tradycją, za przynależnością do czegokolwiek i kogokolwiek. Słuchajcie, szukajcie Chrystusa całym sercem. Całym sercem. Szukajcie Chrystusa całym swoim sercem. Wołajcie o nowe narodzenie, o nowe życie. Jeżeli ja kogokolwiek dotykam tym tematem, jeżeli jest u siebie milimetr niepewności, milimetr, to wołaj o nowe narodzenie. Wołaj do Boga, żeby cię narodził na nowo. Lepiej za dużo wołać, niż za mało wołać. Lepiej, żeby Bóg powiedział, taki byłeś gorliwy, tak ci zależało, że już dawno się narodziłeś na nowo i za każdą twoją modlitwą o nowe narodzenie na nowo ja cię coraz bardziej uświęcałem i coraz bardziej uświęcałem i coraz bardziej uświęcałem, niż żebyś się z Nim nie spotkał albo spotkał się tylko w kwestii jednych słów. Nigdy się nie znaliśmy. Nigdy się nie znaliśmy. Żyłeś w jakimś fałszywym poczuciu bezpieczeństwa. tylko nowonarodzonym. Chrześcijanin będzie żył w sposób, o którym mówię, radykalny. Każdy inny się wypali, ale jeżeli ktoś się narodzi na nowo, to jest ogień, który nigdy nie przestaje płonąć. Ten gorejący ogień, ten gorejący krzep, on w tobie płonie. To się nigdy nie spali, to się nigdy nie skończy, to nigdy nie przygaśnie. To jest Boży ogień w człowieku. Taki człowiek będzie zdolny do tego, żeby nieść krzyż, żeby iść za Chrystusem, nawet gdy cały świat pójdzie w przeciwną stronę. I taki człowiek, który się narodził z góry właśnie w ten sposób i takie owoce zacznie wydawać, taki człowiek i tylko taki człowiek wejść do Królestwa Niebieskiego. I słuchajcie, to nie są żarty. Każdy sobie od czasu do czasu musi zadać takie pytanie, jednocześnie ostrzeżenie, jednocześnie zachętę, czy to, w czym ja żyję, jest tylko religijną maską, czy czymś prawdziwym? Czy moje serce naprawdę należy do Chrystusa? Czy ja Go naprawdę znam? Ewangelia... o której się nauczył Paweł, o której my się teraz uczymy, poznając jego listy. Ewangelia, której nauczał Kościół przez wieki. Ta Ewangelia nie zostawia miejsca na żaden kompromis. Żaden. To nie jest droga połowicznego chodzenia za Bogiem. Albo ty żyjesz dla Jezusa radykalnie, na serio, albo to, w co wierzysz, okaże się tylko pustą skorupą w dniu sądu. Ja wierzę, że przez drugi rozdział Listu do Rzymian Bóg woła do współczesnego człowieka. Oddaj mi swoje serce. Naródź się na nowo. Żyj radykalnie, bo tylko taki uczeń przynosi chwałę Jego imieniu. Panie nasz Boże i Ojcze. Dziękujemy Ci za Twoje Słowo, które jest jak lustro i pokazuje nasze serca. Panie, wyznajemy, że często chowamy się za religią. Ufamy, że znamy Biblię, że chodzimy do Kościoła, że mamy swoje rytuały, a Ty tutaj dzisiaj mówisz, że to nie wystarczy, bo Ty patrzysz tylko na serce. Panie, dlatego proszę Cię dzisiaj, obrzeż nasze serca przez Twojego Ducha. Złam w nas tą pychę religijnej pewności. Zniszcz wszystkie fałszywe podpory, na których się opieramy. Niech nasza wiara nigdy nie będzie maską, ale niech będzie takim prawdziwym, radykalnym życiem w Chrystusie. Jeśli jest wśród nas ktoś, kto do tej pory miał tylko religię, to proszę Cię, Panie, teraz dotknij jego serca. Właśnie teraz. Napełnij je swoją obecnością. Pozwól mu, Panie, narodzić się na nowo. Spraw Boże, żeby jego oczy otwarły się na prawdę, że tylko Chrystus zbawia, że tylko krew Jezusa oczyszcza, że tylko Duch Święty daje nowe życie. Panie, ucz nas wszystkich takiego radykalnego kroczenia za Tobą. Uchroń nas, Boże, przed połowicznością, przed letnością, przed kompromisem, przed jakąś udawaną pobożnością. Uczyń nas uczniami, takimi prawdziwymi uczniami, którzy naprawdę żyją Twoją Ewangelią wszędzie, nie tylko w Kościele, w domu, w pracy, a nawet kiedy są w świecie. Niech nasze życie nie będzie powodem, że ludzie bluźnią Twojemu świętemu imieniu, ale niech nasze życie stanie się świadectwem Twojej mocy i Twojej łaski. Panie, dziękujemy Ci, że w Chrystusie możemy być nowymi stworzeniami, że w Chrystusie wszystko to, co stare przeminęło i wszystko staje się nowe, że tą pewność mamy nie w religii, ale w Chrystusie, który żyje w nas. Boże, oddajemy Ci nasze serca. naprawdę Ci je oddajemy. Boże, w tej chwili wszyscy powierzamy Ci swoje serce. Prosimy Cię, Panie, zmień je, dotknij je, wypełnij je i napełnij swoją obecnością. Niech zostaną obrzyzane Twoim Duchem i niech to wyda nas owoc. Dla Twojego imienia, przez Twoje imię i dzięki Twojemu imieniu. Amen.


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora