
Królestwo Boże: Łaska, Ambicja i Prawdziwe Służenie
Królestwo Boże opiera się na łasce, nie na ambicji. Nie porównuj się z innymi, lecz ciesz się Bożą dobrocią. Służenie to nie dominacja, lecz pokorna miłość. Prawdziwe widzenie prowadzi do podążania za Jezusem.
Transkrypcja
Witam serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Ewangeliarz w głąb Ewangelii. Nazywam się Bartłomiej Szymon Kurylas i zapraszam Cię do wspólnej podróży przez Ewangelię. W tej chwili przez Ewangelię według Mateusza. Przechodzimy przez tą Ewangelię rozdział po rozdziale, krok po kroku. Z sercem, które mam nadzieję jest otwarte na Słowo Boże. Z umysłem, które powinno być gotowe do refleksji. I z takim pragnieniem, żeby nie tylko zrozumieć tekst biblijny, ale żeby również pozwolić, żeby ten tekst przeniknął nasze życie. I żeby Bóg mógł przemówić do nas dzisiaj. W tym podcastie korzystam z przekładu Biblii Tysiąclecia z wydania piątego. Ponieważ jest to jeden z najbardziej znanych, rozpowszechnionych no i najczęściej używanych przekładów Pisma Świętego w Polsce. Wielu ludzi właśnie w tym tłumaczeniu po raz pierwszy zetknęło się ze Słowem Bożym. Bardzo wielu ludzi słyszy właśnie ten przekład w kościołach. Wielu ma ten przekład w swoim domu. Więc zapraszam do wspólnego śledzenia tekstu. Za chwilę odczytam XX rozdział Ewangelii Mateusza. A potem spróbujemy wejść głębiej w jego sens. Zobaczyć kontekst, zobaczyć przesłanie i takie praktyczne zastosowanie. Rozdział, który dzisiaj będziemy analizować jest niezwykle mocny. Bo uderza w taką bardzo głęboką strukturę naszych serc. W nasze poczucie sprawiedliwości, w naszą ambicję, w pragnienia, w uznania. W taki nasz lęk przed tym, żeby nie być pominiętym. W taką naszą ludzką skłonność i potrzebę znaczenia. I taką skłonność do porównywania się z innymi. I Pan Jezus pokaże nam tutaj, że Królestwo Boże działa według trochę innej logiki niż ten świat. Bo ono działa według łaski. Przyjrzyjmy się więc temu XX rozdziałowi. Albowiem Królestwo Niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł z czesnym rankiem, aby nająć robotników do swojej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych stojących na lęku bezczynnie i rzekł do nich. Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej. Tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał. Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu, bo nas nikt nie najął. Rzekł im. Idźcie i wy do winnicy. A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządzcy. Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich, aż do pierwszych. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną, lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc. Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężardynia i spiekotę. Na to odrzekł jednemu z nich. Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy. Czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź co twoje i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi. Udając się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno dwunastu i w drodze rzekł do nich. Oto idziemy do Jerozolimy, a tam syn człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w piśmie. Oni skażą go na śmierć i wydadzą go poganom, aby został wyszydzony, ubiczowany i ukrzyżowany, a trzeciego dnia zmartwychwstanie. Wtedy podeszła do niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddawszy mu pokłon, o coś go porziła. On ją zapytał, czego pragniesz? Rzekła mu. Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w twoim królestwie, jeden po prawej, a drugi po lewej, w twojej stronie. Odpowiadając, zaś Jezus rzekł. Nie wiecie, o co prosicie? Czy możecie pić kielich, który ja mam pić? Odpowiedzieli mu, możemy. On rzekł do nich, kielich mój wprawdzie pić będziecie. Nie do mnie jednak należy dać miejsca po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój ojciec je przygotował. Gdy usłyszało to dziesięciu pozostałych, oburzyli się na tych dwóch braci, lecz Jezus przywołał ich do siebie i rzekł. Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą, a kto by chciał być pierwszy między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, tak jak syn człowieczy, który nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu. Gdy wychodzili z Jerycha, towarzyszył mu wielki tłum, a oto dwaj niewidomi, którzy siedzieli przy drodze, słysząc, że Jezus przechodzi, zaczęli wołać. Panie, ulituj się nad nami synu Dawida. Tłum nastawał na nich, żeby umilkli, lecz oni jeszcze głośniej wołali. Panie, ulituj się nad nami synu Dawida. Jezus przystanął, kazał ich przywołać i zapytał. Cóż chcecie, żebym wam uczynił? Odpowiedzieli mu panie, żeby się otworzyły nasze oczy. Jezus wiec, zdjęty litością, dotknął ich oczu, a natychmiast przejrzeli i poszli za nim. Ten rozdział rozpoczyna się przypowieścią Pana Jezusa o robotnikach w winnicy. Jezus tu mówi o gospodarzu, który wychodzi o różnych porach dnia, żeby nająć ludzi do pracy. Jedni rozpoczynają tę pracę bardzo wcześnie rano, inni około trzeciej godziny dnia, jeszcze inni około szóstej, dziewiątej, a nawet jedenastej. Dla nas, którzy jesteśmy przyzwyczajeni do zegarka, do grafiku, do umów, do stawek godzinowych, do tabel wynagrodzeń, no ta przypowieść jest wręcz prowokacyjna. Ci, którzy pracowali cały dzień, otrzymują taką samą zapłatę, jak ci, którzy pracowali bardzo krótko. Kiedy czytamy tę historię, to myślę, że coś naturalnie w nas się buntuje. Sobie tak myślimy, że to jest niesprawiedliwe, przecież to nie jest uczciwe. Jak można zapłacić tyle samo komuś, który pracował cały dzień i temu, kto przyszedł na koniec? No i tu właśnie Pan Jezus dotyka naszego serca, bo ta przypowieść to nie jest podręcznik zarządzania marketingu i ekonomii, to nie jest program albo instrukcja zarządzania wynagrodzeniami. To jest przypowieść o Królestwie Niebieskim. Jezus tu odsłania ogromną różnicę między sprawiedliwością według ludzi, rozumianą jako taką czystą kalkulacją, a łaską, która wypływa z dobroci Boga. Żeby była jasność, gospodarz nie oszukuje tych pierwszych robotników. On się umawia z nimi na konkretną zapłatę i konkretnie tyle im daje. Problem nie polega na tym, że oni zostali skrzywdzeni. Problem polega na tym, że oni nie potrafią znieść tego, że dobroć okazano innym. I myślę, że to jest bardzo głębokie. Dlatego, że czasami nasz taki bunt przeciwko Panu Bogu nie rodzi się dlatego, że Bóg był wobec nas niesprawiedliwy. Rodzi się w nas dlatego, że Bóg był albo jest łaskawy wobec kogoś innego. I w naszych standardach sprawiedliwości jest to nieuczciwe. Człowiek opanowany przez religię potrafi zaakceptować Bożą dobroć wobec siebie. Ale ma problem, kiedy Bóg okazuje dobroć wobec ludzi, których ten człowiek uważa za mniej zasługujących. Tutaj mi się przypomina oczywiście przypowieść o Synu Marnotrawnym. Tam starszy brat nie cierpiał dlatego, że ojciec mu coś zabrał. On cierpiał dlatego, że ojciec przyjął młodszego brata. I tu w tej dzisiejszej przypowieści tak samo. Robotnicy z początku dnia nie tracą swojej zapłaty. Oni natomiast tracą iluzję, że skoro dłużej pracują, to mają prawo do większej wartości w oczach gospodarza. I zobaczcie, w świecie współczesnym porównywanie się i właśnie takie podejście do tematu stało się w zasadzie prawem powszechnym. My dzisiaj nie patrzymy tylko na to, co mamy, ale przede wszystkim na to, co mają inni. Tu media społecznościowe są najlepszym przykładem. My patrzymy, kto ma większy dom, lepsze wakacje, bardziej udane dzieci, lepsze świadectwo, piękniejsze małżeństwo, większy zasięg, lepszą służbę, bardziej rozpoznawalne nazwisko, większy kościół, większą denominację, więcej uznania. I zobaczcie, nawet chrześcijanie wpadają w tę pułapkę. Zamiast pytać Panie, czy ja jestem wierny w tym, do czego mnie powołałeś, zaczynamy pytać, dlaczego inny ma więcej, dlaczego innemu się bardziej udało, dlaczego ktoś, kto przyszedł później, ma tak wiele. Jest taka teoria, nazywa się teorią porównań społecznych. I w tej teorii jest mowa o tym, że ludzie często oceniają siebie przez odniesienie do innych. To nie zawsze jest złe, ale może stać się duchowo-destrukcyjne. Bo kiedy moje poczucie wartości zaczyna zależeć od tego, czy jestem wyżej czy niżej niż ktoś inny, no to wtedy nie potrafię się już cieszyć tym, co mam. Nie potrafię się cieszyć własną łaską. Cudze błogosławieństwo w pewnym momencie zaczyna mnie boleć. Cudza radość zaczyna być moim zagrożeniem. Cudza służba staje się konkurencją dla mnie. A wtedy praca w winnicy Boga może zamienić się w cierpienie porównania. I zobaczcie, Jezus mówi, czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? To jest bardzo przenikliwe pytanie. Ono obnaża zazdrość, która czasami kryje się pod płaszczem sprawiedliwości. Teoretycznie ci ludzie ukryli się za płaszczem sprawiedliwości, ale tak naprawdę Jezus tutaj obnażył ich zazdrość. Tym ludziom wcale nie chodziło o sprawiedliwość, tylko o to, że oni są urażeni, że ich ambicja jest urażona, że to nie jest w porządku według tych ludzi. Więc gdzieś tam wewnętrznie może krył się jakiś ból, że ktoś inny zrobił mniej i został zauważany, a ja zrobiłem tyle i nie zostałem. I zobaczcie, ta historia jest też ciekawa pod innym kątem, bo ona pokazuje też różne etapy historii zbawienia i różne momenty ludzkiego życia. No bo jedni przychodzą do Pana Boga wcześnie, na przykład w dzieciństwie, a inni bardzo późno, na przykład pod koniec swojego życia. W ten sposób jedni służą Panu Jezusowi od dzieciństwa, a inni dopiero w ostatnich latach życia. Jedni przechodzą bardzo długą drogę uczniostwa, a inni zostają pochwyceni przez łaskę prawie że w ostatniej godzinie swojego życia. Augustyn, który jeżeli słuchacie tych podcastów, wiecie, że jest dla mnie kimś bardzo istotnym. On sam znał pewien dramat, kiedy nawrócenie jest opóźnione i on pewnie mógłby głęboko rozumieć tę przypowieść. On przez lata szukał prawdy w ambicji, w filozofii, w porządliwości, w takiej intelektualnej dumie, aż wreszcie po latach łaska Boga złamała jego serce. No i teraz czy ktoś, kto służył Bogu od młodości miałby powiedzieć, Panie, dlaczego Augustyn otrzymał tyle łaski i objawienia, skoro przyszedł tak późno? Nie, dlatego że w Królestwie Bożym nie zazdrosimy łaski, wielbimy Boga za to, że Jego łaska jeszcze wciąż znajduje człowieka. Reformacja bardzo mocno podkreśliła ten wymiar Ewangelii. Marcin Luther, kiedy odkrywał usprawiedliwienie z wiary, to on nie odkrył jedynie doktryny, on odkrył wolność człowieka, który przestaje wspinać się po jakiejś takiej drabinie zasług, żeby zasłużyć na Boga. On odkrył, że sprawiedliwość, która zbawia, nie jest osiągnięciem człowieka, ale jest darem Boga w Jezusie Chrystusie. Jan Kalwin z kolei bardzo wyraźnie widział, że zbawienie od samego początku do samego końca jest dziełem Bożej łaski. Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nikt, kto zajmuje się tym tematem, nie niszczy i nie podważa odpowiedzialności człowieka, ale niszczy i podważa pychę człowieka. W winnicy Pana pracujemy naprawdę, służymy naprawdę, trudzimy się naprawdę, ale u podstaw tej naszej pracy stoi dobroć gospodarza. Nie zostaliśmy najęci dlatego, że jesteśmy lepsi. Zostaliśmy wezwani dlatego, że On wyszedł nas szukać. I to jest pierwsza lekcja, która płynie z tego rozdziału. Że Królestwo Boże jest Królestwem łaski, a łaska zawsze będzie obrażała pychę. Następnie w tym rozdziale Mateusz prowadzi nas do kolejnej zapowiedzi swojej własnej... Jezus w tym rozdziale prowadzi nas do kolejnej zapowiedzi swojej własnej męki. Pan Jezus mówi uczniom, że idzie do Jerozolimy. I tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom uczonym w piśmie, zostanie skazany na śmierć, zostanie wydany poganom, wyszedzony, ubiczowany, ukrzyżowany, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie. To jest bardzo poważny moment, bo Jezus nie idzie ku przypadkowej tragedii. On tam idzie świadomie. On wie, co Go czeka. On nie jest ofiarą zbiegu okoliczności, nawet nie jest ofiarą politycznej intrygi, nie jest ofiarą religijnej nienawiści. W tym sensie, jakby się to wszystko wymknęło spod kontroli Panu Bogu. Nie. On idzie jako Baranek Boży. Idzie jako Król, który zwycięży przez ofiarę. Idzie jako kapłan, który sam staje się ofiarą. Idzie jako Syn Człowieczy, ale Jego droga do chwały prowadzi przez krzyż. I właśnie po tej zapowiedzi dzieje się coś bardzo bolesnego, a jednocześnie bardzo prawdziwego i pokazującego, kim jest człowiek. Matka synów Zebedeusza przychodzi do Jezusa ze swoimi synami i próbuje załatwić im dobre miejsca, żeby jeden zasiadł po prawej, a drugi po lewej stronie w Królestwie Jezusa Chrystusa. W tle mamy oczywiście uczniów Jakuba i Jana, bliskich uczniów Jezusowi, ludzi gorliwych i ambitnych. I zobaczcie, to jest w ogóle szokujące, jaki tu jest kontrast. Jezus mówi o krzyżu, a uczniowie myślą o tronach. Jezus mówi o poniżeniu, a oni myślą o awansie. Jezus mówi o oddaniu życia, o ubiczowaniu, o zhańbieniu, o śmierci, a oni myślą o pozycji. Z tym, że zanim potępimy tych uczniów, to spokojnie, bo my robimy dokładnie tak samo. Potrafimy słuchać o krzyżu, a w sercu planować już własną wielkość służbie. Potrafimy mówić o służbie, a jednocześnie skupiać się na podziwie. Potrafimy deklarować, że wszystko robimy dla chwały Boga, ale gdy nikt nas nie zauważa i nie zauważa tego, co robimy, to czasami czujemy gorycz. Sam tak mam, żeby była jasność. Ja również nie jestem od tego wolny. Potrafimy mówić, nie nam Panie, nie nam, Twojemu imieniu, niech będzie chwała, a potem cierpieć, gdy to nie nam została dana ta chwała. I Jezus odpowiada, nie wiecie o co prosicie. I to zdanie można by było w ogóle wypisać nad wieloma naszymi modlitwami. Nie dlatego, że my mamy się bać prosić o coś Boga. Pismo Święte zachęca nas do tego, do modlitwy, do ufności, do śmiałości przed Bożym tronem, ale musimy uznać, że nie zawsze rozumiemy ciężar tego, o co prosimy. Uczniowie proszą o chwałę, ale nie rozumieją kielicha. Proszą o miejsce blisko Pana Jezusa, ale nie rozumieją, że bliskość Jezusa oznacza również uczestnictwo w Jego cierpieniu, w Jego drodze krzyża. No, w historii Kościoła wielu ludzi naprawdę wypiło ten kielich. Jakub, ten właśnie jeden z synów Zebedeusza, zostaje później zabity mieczem z rozkazu Heroda. Jan, wiemy to z źródeł historycznych, przeszedł przez wygnanie i cierpienie, chociaż jego życie akurat nie zakończyło się męczeństwem. Ignacy Antiocheński, taki ojciec Kościoła, prowadzony do Rzymu na śmierć, to on w tym czasie pisał listy pełne gorliwości, pełne pragnienia wierności Chrystusowi i Kościołowi. Polikarz ze Smyrny, kiedy kazano mu się wyżyć Chrystusa, żeby uniknąć śmierci, no to odpowiedział, że służy Chrystusowi od najmłodszych lat i Chrystus nigdy nie uczynił mu nic złego. Tłumacz Biblii na język angielski, William Tyndall, zapłacił życiem za pragnienie i za tą pracę, żebyż zwykli ludzie mogli czytać Boże Słowo. Jan Hus, spalony na stosie, anabaptyści, purytanie, wielu misjonarzy, może nieznanych z nazwiska tak szeroko jak tamci, ale przekonało się, że droga za Chrystusem to nie jest droga kariery, ale droga wierności i czasami cierpienia. Jezus, żeby była jasność, Jezus nie potępia, przynajmniej ja tego tak nie widzę, nie potępia samego pragnienia bycia blisko z Nim. On oczyszcza to pragnienie z ambicji, bo prawdziwa bliskość z Chrystusem polega na uczestnictwie Chrystusa w naszym życiu. A to się objawia w służbie, w pokorze, w miłości, w cierpieniu, w oddaniu i takim posłuszeństwie Panu Bogu. Kiedy pozostali uczniowie słyszą o tym wszystkim, to się oburzają. Oni się oburzają na Jakuba i Jana. Myślę, że oni się oburzyli dlatego, że sami mieli podobną ambicję, tylko ktoś ich wyprzedził. Czasami takie oburzenie wcale nie jest świętym oburzeniem, tylko jest znakiem urażonej konkurencyjnej pychy. I Pan Jezus gromi tych uczniów i daje im jedną z najważniejszych lekcji o przywództwie. Najważniejszej. On mówi, że władcy narodów uciskają ludzi, a wielcy dają tym ludziom odczuć swoją władzę i że nie ma być tak u nas. To zdanie powinno być wpisane w każdym kościele drukowanymi literami, nad każdym biurem pastora, nad każdą radą starszych, nad każdą strukturą denominacyjną, ale też nad każdą rodziną, nad każdym miejscem, gdzie ktoś ma wpływ na innych. Nie tak będzie u was. Bo świat bardzo często rozumie wielkość jako możliwość panowania nad innymi i wydawania im rozkazów. Według świata wielki jest ten, kto może rozkazywać, kogo się ludzie boją, kto kontroluje zasoby ludzkie, kto ma prawo do decyzji o losach innych, kto ma ostatnie słowo, kto w zasadzie nie musi nikogo słuchać, bo to inni muszą słuchać jego. Człowiek jest dzisiaj bardzo często kuszony, by właśnie w to wejść. Nie tyle służyć, ile budować taki swój wizerunek. Nie tyle kochać, ile dominować. Jezus mówi coś radykalnego. On mówi, że kto chce być wielki, niech będzie sługą. Kto chce być pierwszy, niech będzie niewolnikiem. I wskazuje na siebie, że On przyszedł nie po to, żeby mu służono, ale po to, żeby służyć i dać swoje życie. I to jest serce tego rozdziału i serce Ewangelii. To jest centrum chrześcijańskiego podejścia do przywództwa, do moralności, do etyki, do duchowości. Pan Jezus pokazuje, że wielkość w królestwie nie jest jakąś abstrakcyjną zasadą pokory. Wielkość w królestwie ma twarz Jezusa Chrystusa. To jest bardzo potrzebne Kościołowi. Historia Kościoła zna piękne przykłady. Pasterzy, którzy służyli z pokorą, ale niestety zna też bolesne przykłady nadużyć duchowej władzy. Kiedy przywództwo w pewien sposób odrywa się od krzyża i staje się jakąś przemocą ubraną w religijny język. Kiedy pastor, starszy, lider, ale też ojciec, mąż, nauczyciel czy przełożony w pracy przestaje pamiętać, że Chrystus służył, a nie wykorzystywał. No to wtedy nawet święte słowa mogą być użyte do manipulacji. Jezus mówi, nie tak będzie u was, nie tak będzie w Kościele, nie tak będzie w waszych rodzinach, nie tak będzie w waszych małżeństwach, nie tak będzie w waszych służbach. Tylko żeby była jasność. To nie oznacza, że służba jest jakąś słabością bez granic, jest jakąś uległością wobec grzechu, zła albo jakąś zgodą na chaos. Jezus był sługą, ale nie był w tym bierny. On był łagodny i pokornego serca, ale potrafił konfrontować faryzeuszy, potrafił oczyścić świątynię, nazwać grzech grzechem, zdecydowanie przemówić do swoich uczniów. Więc nie był zależny od aprobaty ludzi, nie lękał się konfliktów, nie miał potrzeby być alubianym przez wszystkich. Jego służba była zakorzeniona w posłuszeństwie Ojcu. I to prowadzi nas do bardzo praktycznego pytania. W jaki sposób ja używam wpływu, który Bóg mi dał? Bo każdy z nas ma jakiś wpływ. Rodzic ma wpływ wobec dziecka, mąż wobec żony, żona wobec męża. Pastor ma oczywiście wpływ wobec zboru, pracodawca wobec pracownika, nauczyciel wobec ucznia, starszy wierzący wobec młodszego wierzącego. Człowiek z doświadczeniem zawsze ma wpływ na kogoś, kto dopiero zaczyna. I teraz pytanie, czy ja używam wpływu, żeby budować własne ego, czy potrafię być przywódcą, kiedy nikt nie bije brawa, czy potrafię być wierny, kiedy nie dostaję czasem zasłużonego miejsca po prawej czy po lewej stronie? Czy potrafię się cieszyć tym, że Chrystus jest wywyższony, nawet jeżeli ja jestem niewidoczny? To są bardzo praktyczne pytania, które dotykają naszego dzisiejszego czasu. Znowu to powtórzę, również mnie, ja również muszę się nieustannie w tym temacie pilnować. Na końcu tego rozdziału Mateusz pokazuje nam dwóch niewidomych. Zobaczcie, uczniowie, którzy widzą Jezusa fizycznie, nie widzą Go duchowo. A ci niewidomi, którzy nie widzą Go fizycznie, rozpoznają w Jezusie Chrystusie Syna Dawida. Wołają, Panie, ulituj się nad nami. Tłum próbuje ich uciszyć, a oni wołają jeszcze głośniej. To jest ciekawy obraz, bo w ogóle tłum często przeszkadza człowiekowi dojść do Jezusa. Czasami tłum mówi, nie przesadzaj z tą wiarą, nie bądź taki gorliwy, nie wołaj tak głośno, zachowaj twarz, wiara to sprawa prywatna itd. Człowiek, który naprawdę wie, że jest ślepy, nie ma czasu na te rzeczy. On woła o miłosierdzie. My natomiast dzisiaj często nie chcemy przyznać, że jesteśmy ślepi. Wolimy powiedzieć, że mamy inną perspektywę, inne wartości, własną prawdę, relatywną prawdę, własną narrację, własną duchowość. Nie chcemy absolutnej prawdy. I w takim świecie to zawołanie, Panie, nie widzę, potrzebuję miłosierdzia, to jest akt głębokiej pokory, a bez tego nie ma uzdrowienia. Jezus pyta niewidomych, co chcecie, żebym wam uczynił? A oni odpowiadają bardzo prosto, żeby nasze oczy się otworzyły. To jest jedna z najpiękniejszych modlitw, jakie można powiedzieć. Panie, otwórz moje oczy. Otwórz oczy mojego serca. Otwórz oczy mojego sumienia. Otwórz moje oczy na mój grzech, ale też na Twoją łaskę. Otwórz oczy na krzyż. Otwórz oczy na zmartwychwstanie. Otwórz moje oczy na ludzi, których nie widzę, bo jestem zbyt zajęty sobą. Otwórz moje oczy na moją służbę, do której mnie wzywasz. W tej historii Jezus lituje się nad nimi. Dotyka ich oczu i oni natychmiast przejrzeli. A potem szli za Nim. To jest ważne. Bo uzdrowienie nie kończy się niezależnością od Jezusa. Uzdrowienie prowadzi do pójścia za Jezusem. Czasami mam wrażenie, że niektórzy chcieliby, żeby Bóg rozwiązał ich problemy, ale nie chcą iść za Nim. Chcieliby widzieć, ale nie chcą być uczniami. Chcieliby otrzymać jakąś ulgę, ale nie chcą poddać swojego życia Chrystusowi. Ewangelia pokazuje coś innego. Prawdziwe dotknięcie łaski prowadzi do uczniostwa. Więc zobaczcie, cały ten rozdział, on się układa w jedną głęboką lekcję. Najpierw Pan Jezus rozbija naszą logikę zasługi przy powieściom o robotnikach. Potem zapowiada krzyż. Potem koryguje ambicje uczniów. Na końcu otwiera oczy niewidomym, którzy wołają o miłosierdzie i idą za Nim. I to wszystko powinno do nas mówić bardzo konkretnie. Nie jesteś zbawiony dlatego, że pracujesz bardziej niż inni. Nie jesteś kochany dlatego, że masz jakiś większy dorobek. Nie jesteś cenniejszy dlatego, że jesteś bliżej struktur czy doktryny. Jeżeli jesteś w winnicy Pana, to tylko dlatego, że gospodarz tej winnicy wyszedł Cię szukać. Jeżeli masz swoje miejsce w królestwie, to tylko dlatego, że Syn Człowieczy oddał swoje życie za Ciebie. Jeżeli masz jakąkolwiek duchową wizję, to tylko dlatego, że Jezus otworzył Twoje oczy. Wszystko jest łaską. Wszystko jest łaską. Jednocześnie łaska nie czyni nas biernymi. Robotnicy naprawdę pracują. Uczniowie naprawdę idą za Jezusem. Przywódcy naprawdę służą. Uzdrowieni naprawdę mają podążać za Panem. Więc łaska nie czyni nas biernymi. Nie daje nam wymówki od posłuszeństwa. I łaska staje się źródłem tego posłuszeństwa. Człowiek, który zrozumiał łaskę, on nie mówi, skoro Bóg jest taki dobry, mogę żyć jak chcę. On mówi, skoro Bóg był tak dobry dla mnie, to teraz ja chcę żyć dla Niego. Ten XX rozdział jest rozdziałem, który może nas uwolnić. Może nas uwolnić od choroby porównywania się. Może nas uwolnić od chorej ambicji. Może nas uwolnić od chorego religijnego poczucia wyższości. Może nas uwolnić od chorej potrzeby dominacji. Może nas uwolnić od chorej ślepoty serca. Ale uwolnia nas tylko wtedy, kiedy pozwolimy Jezusowi, by zburzył naszą ludzką logikę i nauczył nas logiki Królestwa Bożego. Może warto dzisiaj w ogóle pomodlić się w ten sposób. Panie Jezu, uwolnij mnie od zazdrości wobec Twojej dobroci. Uwolnij mnie od porównywania się z innymi. Uwolnij mnie od pragnienia pozycji bez gotowości do kielicha. Uwolnij mnie od używania wpływu dla siebie. Naucz mnie prawdziwie służyć. Otwórz moje oczy. Daj mi serce, które nie obraża się na łaskę, ale ją wielbi. Daj mi życie, które nie szuka tronu, ale idzie za Tobą, dokądkolwiek prowadzisz. I może na tym dzisiaj zakończmy ten odcinek.


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora