Kościół to ludzie
Za każdą doktryną stoją ludzie z imionami i historiami. Kościół to nie instytucja, to rodzina, która się zna i służy razem. Bóg widzi każdego z osobna. Jedność trzeba budować i strzec. Ewangelia wiedzie nie do wiedzy, lecz do posłuszeństwa i chwały Bożej.
Transkrypcja
Witajcie w imieniu Jezusa Chrystusa. Słychać mnie? Jak Bóg pozwoli i wytrzymamy, to dzisiaj kończymy list do Rzymian. Podróż przez list do Rzymian rozpoczęliśmy 3 września, wtedy było Pierwsza środa, którą wykorzystaliśmy, żeby omawiać ten list. Dzisiaj mamy 8 kwietnia i kończymy go powoli. Ostatni rozdział, ostatnie wersety tego, w moim odczuciu, dzieła życia. Apostoła Pawła, niezwykle ciekawego człowieka, Pawła Starcu, człowieka, który z rodu Benjamina, z Faryzeuszy. Wychował się w Tarsie, czyli w takim mieście, w którym wszystkie kultury świata się mieszały, więc rozumiał kulturę grecką, napływającą do świata, filozofię grecką. Pochodził najprawdopodobniej z Galilei, tam jego rodzice najprawdopodobniej przenieśli się stamtąd do Tarsu, wychowany również w takiej, w takim poczuciu odpowiedzialności za zachowanie żydowskich zwyczajów, jednocześnie obywatel Rzymu. Nie wiemy do końca w jaki sposób uzyskał to obywatelstwo, Większa część historyków skłania się ku temu, że oni w tym tarsie pojawili się jako niewolnicy i kiedy ich pan zwrócił im wolę, to nabyli obywatelstwo rzymskie i w ten sposób Paweł staje się obywatelem Rzymu, więc mamy obywatela Rzymu, który doskonale porusza się w napływającej kulturze greckiej i helenistycznej, jednocześnie wychowany, jak sam podaje w tradycji faryzeuszowskiej, w szkole Gamaliela, była jedną z dwóch wiodących szkół. Można powiedzieć, że była taką szkołą konserwatywną, taką twardą szkołą konserwatywną. I ten człowiek poznaje Jezusa Chrystusa w sposób nadzwyczajny, w sposób niesamowity. Jezus Chrystus objawia mu się w drodze do Damaszku. To całkowicie zmienia jego życie, chociaż nie jego wyznanie. W pewnym sensie pozostaje Żydem, ale Żydem, który uznaje Chrystusa za swojego Pana i tych współbraci ma w swoim sercu do końca swojego życia. I ten list do Rzymian kończy tak, jak należy go skończyć. I my często poruszamy się po tym tekście, że no... Tak by wypadało skończyć, ale to chyba nic istotnego, nic ważnego. Natomiast nic w Bożym Słowie nie jest pozbawione istoty, wszystko jest Bożym Słowem objawionym. Apostał Paweł tu pisze tak, a polecam wam Febę, siostrę naszą, która jest diakonisą zboru w Kenkreach, abyście ją przyjęli w Panu, jak przystoi świętym, i wspierali ją w każdej sprawie, jeśli by od was tego potrzebowała, bo i ona była wielu pomocna, również mnie samemu. Pozdrówcie pryskę, jak chwilę, współpracowników moi w Chrystusie Jezusie, którzy za moje życie szyi swej nadstawili, którym nie tylko ja sam dziękuję, ale i wszystkie zbory pogańskie, także zbór, który jest w ich domu. Pozdrówcie... Epenata, umiłowanego mojego, który jest pierwszym wierzącym w Chrystusa w Azji. Pozdrówcie Marię, która wiele dla was się natrudziła. Pozdrówcie Andronika i Junię, rodaków moich i współwięźniów moich, którzy są zaszczytnie znani między apostołami, a którzy już przede mną byli chrześcijanami. Pozdrówcie Ampliata, umiłowanego mojego w Panu. Pozdrówcie Urbana, współpracownika naszego w Chrystusie i Stachysa, umiłowanego mego. Pozdrówcie Apelesa, wypróbowanego w Chrystusie. Pozdrówcie tych, którzy są z domu. Arystobula, pozdrówcie Herodiona, rodaka mego, pozdrówcie tych, którzy są z domu Narcyza, a należą do Pana, pozdrówcie Tryfene i Tryfoze, które pracują w Panu, pozdrówcie Persydę, umiłowaną, która wiele pracowała w Panu, pozdrówcie Rufa, wybranego w Panu matkę jego i moją, pozdrówcie Asynkryta, Flegonta, Hermesa, Patrobe, Hermasa i braci, którzy są z nimi. Pozdrówcie Filologa, Julię, Nereusza i siostry jego i Olimpasa i wszystkich świętych, którzy są z nimi. Pozdrówcie jedni, drugich pocałunkiem świętym. Pozdrawiają Was wszystkie zbory chrystusowe, a proszę Was bracia, abyście się strzegli tych, którzy wzniecają spory i zgorszenia wbrew nauce, którą przyjęliście. Unikajcie ich, tacy bowiem nie służą Panu Naszemu Chrystusowi, ale własnemu brzuchowi i przez piękne, a pochlebne słowa zwodzą serca prostaczków. albowiem posłuszeństwo wasze znane jest wszystkim, dlatego raduję się z was i chcę, abyście byli mądrzy w tym, co dobre, a czyści wobec zła. A Bóg pokoju rychło zetrze szatana pod stopami waszymi. Łaska Pana naszego Jezusa niechaj będzie z wami. Pozdrawiam was, Tymoteusz, współpracownik mój, i Lucjusz, i Jazon, i Sozypater, rodacy mój. Pozdrawiam was, Panu Ja, Tercjusz, który ten list pisałem. Pozdrawia was Gajus, gospodarz mój i całego zboru. Pozdrawia was Erast, skarbnik miejski i brat Kwartus. Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa niech będzie z wami wszystkimi. Amen. A temu, który ma moc utwierdzić was według Ewangelii mojej i zwiastowania o Jezusie Chrystusie według objawienia tajemnicy przez długie wieki milczeniem pokrytej, ale teraz objawionej przez pisma prorockie według postanowienia Wiecznego Boga obwieszczonej wszystkim narodom, żeby je przywieźć do posłuszeństwa wiary Bogu, który jest jedynie mądry. Niech będzie chwała na wieki wieków przez Jezusa Chrystusa. Amen. Jedna wielka lista imion, zgodzicie się chyba ze mną z tym. I kiedy pierwszy raz czytałem list do Rzymian Dzisiaj wypisywałem ankietę potrzebną tam do ministerstwa i przypomniałem sobie, kiedy ten list do Rzymian pierwszy raz czytałem, dlatego że przed chrztem zajmowałem się głównie Ewangeliami, a chrzest mieliśmy w 2011 roku, bo dzisiaj sprawdzaliśmy. Kiedy w 2011 roku czytałem ten list do Rzymian, to nie dość, że stwierdziłem, że to jest w ogóle jakiś absurd ten list, że nic się z tego pojąć nie da, że to jest wpisane do kosmitów chyba w Rzymie, To jeszcze ta końcówka, to już absolutnie nie dla mnie jakieś pozdrowienia, nie wiadomo w ogóle o co chodzi, jedni, drugi, takie to w ogóle mało męskie. Jeden drugiego tam pozdrawia, jakieś pocałunki świętych, mało to jakoś duchowe, mało męskie, bez sensu. same imiona, same pozdrowienia i to imiona czy nazwiska, których normalny człowiek tak od razu nie potrafi wymienić, musi się tutaj skupić albo drukowanymi literami sobie napisać, nie da się tego wymówić, w ogóle nie do końca ja jestem nawet pewien czy w tej chwili to dobrze wszystko wymówiłem. A jednak Duch Święty uznał, że to ma być część kanonu Pisma Świętego. że to w Biblii jest potrzebne, ma tam być. Ma być w takiej formie, a nie w innej. Czyli to nie jest przypadek. To również jest objawienie Słowa Bożego. Ten fragment Bożego tekstu również jest objawieniem Bożego Słowa. Bo kiedy przyjrzeć się temu z innej strony, to nagle dochodzi, a przynajmniej powinno do nas dojść, coś niezwykle ważnego, coś niezwykłego. Zaczynamy widzieć, przynajmniej winniśmy widzieć, że za całą teologią listu do Rzymian za całą doktryną listu do Rzymian, za całą teologią Pawła przedstawioną w liście do Rzymian, za całą doktryną przedstawioną przez Pawła w liście do Rzymian i to wielką teologią i wielkimi doktrynami, bo przecież omawialiśmy najważniejsze rzeczy. Omawialiśmy usprawiedliwienie z wiary, Omawialiśmy zbawienie z łaski, omówiliśmy wybranie na podstawie tego listu, omówiliśmy jedność w Kościele i tą między Żydem a Poganinem. Za tym wszystkim, za tymi niezwykle ważnymi rzeczami, a w zasadzie za kerygmatem, który też w liście do Rzymian jest krok po kroku opowiedziany i wytłumaczony, stoją konkretni ludzie. konkretni ludzie, z konkretnymi imionami, ludzie, którzy mają konkretną historię, konkretne relacje między sobą. I skoro za tą doktryną, za tą teologią stoją konkretni ludzie, z konkretnymi imionami, z konkretną historią, to oznacza, że Kościół to nie jest tylko doktryna, nie jest tylko teologia, nie jest tylko struktura, nie jest tylko instytucja, ale przede wszystkim to są ludzie. I ludzie, którzy znają się z imion i mają ze sobą bliskie relacje. Znają się, nie tylko słyszeli o sobie, ale znają się i to znają się w sposób, który pokazuje ile ciepła jest w tych pozdrowieniach. Paweł tutaj wymienia Sporo mężczyzn, ale wymienia też kobiety, wymienia liderów, wymienia zwykłych takich wierzących. O części z tych wymienionych osób możemy coś sprawdzić, możemy się coś dowiedzieć, o części nie. Oni są znani Pawłowi, ale szerzej w historii Kościoła nie są znani. tam pozdrawia ludzi, którzy ryzykowali życie i tacy, którzy normalnie sobie funkcjonowali, byli obok siebie. I to znowu, to musi nas prowadzić w takie zrozumienie, że teologia, doktryna, Ewangelia, ona prowadzi do relacji z drugim człowiekiem. Jeżeli nas nie prowadzi do relacji z drugim człowiekiem, do takiej imiennej relacji, to coś z tą doktryną, coś z tą teologią i coś z tą Ewangelią, którą wtedy ktoś wierzy i głosi, jest nie tak. Człowiek nie jest stworzony do samotności, od początku nie był stworzony do samotności. Po pierwsze był stworzony do relacji ze swoim Bogiem, ale też bardzo szybko do relacji między jeden z drugim. Oczywiście ta podstawowa relacja Adam-Ewa, mąż-żona, później relacja wśród tych, którzy już na początku Księgi Rodzaju czytamy, Od tego momentu uroczysto zaczęto wzywać imienia pańskiego, więc tej relacji osób wierzących. Człowiek potrzebuje przynależności, potrzebuje więzi, potrzebuje relacji, potrzebuje bycia widzianym, bycia... zauważonym, bycia znanym, nie chodzi tu o takie fame, tylko że ktoś mnie zna, po imieniu mnie ktoś zna, ktoś zna moją historię. I to jest bardzo ważne w kerygmacie, że Bóg, kiedy zbawia, to On nie tylko zbawia człowieka, ale On tego człowieka osadza we wspólnocie, osadza w czymś większym, osadza właśnie w takim czymś, jak to apostoł Paweł pisze, w takiej relacji, że my się znamy i to znamy się z imion, mamy ze sobą coś wspólnego. I ten Rzymian z 16 rozdział, on to pokazuje, on pokazuje Kościół, który się zna. który służy razem, który służy sobie nawzajem, wspiera się, współpracuje. I zobaczcie, że to nie jest anonimowa grupa, on nie mówi ogólnie. To jest bardzo dobitnie pokazane, że on z tymi ludźmi ma coś wspólnego, że jest jego rodzina, że ten kościół to jest jego rodzina. I czasem ważniejsze Czasem to, czy znamy Ewangelię, czy opowiadamy Ewangelię, to jest ważne, ale mniej ważne jak to, czy my jesteśmy częścią tej żywej Ewangelii, częścią Kościoła, czy my faktycznie funkcjonujemy w takim wymiarze, czy my mamy ze sobą relacje imienne, czy znamy swoje historie, czy współpracujemy, czy budujemy innych, czy znamy się nawzajem. Znamy kogoś, ten ktoś zna nas. Bo okazuje się, że można mieć doskonałą doktrynę, można mieć doskonałą teologię, można mieć nawet bardzo sztywny kręgosłup, taki etyczno-moralny, ale nie znać ludzi. Można chodzić do kościoła, ale nikogo nie znać, nie być częścią tej wspólnoty. Można słuchać sobie kazań, w dobie internetu to non-stop można jakiś kazań słuchać, a nie żyć w żadnych relacjach. I ta końcówka też pokazuje, że kościół to właśnie nie jest jakieś wydarzenie, nie jest jakiś podcast, tylko to są ludzie, którzy razem ze sobą żyją w Chrystusie Jezusie. Paweł zaczyna od Feby. A polecam wam Febę, siostrę naszą, która jest diakonisą zboru. Ciekawe, to nie jest przypadek, z całą pewnością. Zobaczcie, on nie zaczyna od Pastora tego kościoła nie zaczyna od jakiegoś głównego lidera czy starszych tego zboru, nie zaczyna od apostoła, który tam rozpoczął pracę w tym zborze. On zaczyna od kobiety, od kobiety, która służy, bo to oznacza diakonisa, służąca. To jest najprostsze tłumaczenie tego wyrazu. Diakon, diakonisa to jest powiązane z polskim słowem służba, służący i tak dalej. I Paweł nazywa ją siostrą, czyli ewidentnie mówi, że to jest moja siostra, ona jest w mojej rodzinie, w tej mojej rodzinie bożej. No i tą diakonisą zboru, gdybyśmy to mieli dosłownie przetłumaczyć na język polski, to służebnicą zboru. Osobą, która w takim razie jest bardzo aktywna, bardzo zaangażowana, służy, bierze odpowiedzialność za jakieś rzeczy, działa dla dobra innych w tym zborze. Czyli to nie jest bierny uczestnik. Feba, od której on tu zaczyna, ta służebnica zboru, to jest aktywna część kościoła, który on pozdrawia w Kenhrech. Paweł mówi, abyście ją przyjęli w Panu, jak przystoi świętym. Czyli obdarza ją pewnym zaufaniem i to ogromnym zaufaniem, wydaje taki list polecającym. I w ogóle to w tym czasie nie działała jeszcze Poczta Polska. Nie wiem, czy wiecie o tym, jak powstawał list do Rzymian. Podobno nawet Królewska Poczta z Anglii nie działała jeszcze. przynajmniej nie ma źródeł, żeby działała. Raczej nie było takiego właśnie urzędu jak Poczta, no a w jakiś sposób te listy się tam po zborach roznosiły. No więc jak? A no jakaś konkretna osoba ten list, zaufana osoba, wierna osoba, osoba, której można było powierzyć tak ważne zadanie, jakim było dostarczenie listu, który jest w ogóle objawieniem Bożym i dzięki temu, że ta osoba dostarczyła ten list na miejsce, żeby była godna tego zaufania. no to my dzisiaj możemy ten list do Rzymian czytać. I wielu uważa, że to właśnie Feba przyniosła list Rzymianom, ten list, który czytamy, że ona tu jest wymieniona i to jest osoba, która, która przyniosła fizycznie ten list Rzymianom i dlatego oni mieli ją przyjąć w Panu, tak jak przy Stoi Świętym, mieli uhonorować to, co ona zrobiła. Jedna z najważniejszych ksiąg Nowego Testamentu, wszystkie są ważne, ale rozumiemy chyba, że ten list do Rzymian jest wyjątkową częścią, wyjątkową księgą. Powierzona konkretnej osobie, najprawdopodobniej Febie, ale nawet jeśli nie jej, to jakiejś konkretnej osobie. Co to pokazuje? że Bóg tak właśnie dzisiaj działa. On działa przez konkretnych ludzi. Konkretnych ludzi. On nie działa przez szum drzew, on nie działa przez szum fal, on nie działa przez oświecający nas promyk słońca i te wszystkie rzeczy, które są przyjemne, ale działa przez konkretnych ludzi, którym powierza konkretne zadania. Tak właśnie działa Bóg. działa przez ludzi, którzy są wierni w służbie i popatrzcie, mogłoby się wydawać, co to takiego, zanieść list? Ani to kazalnica, ani to ktoś, kto napisał ten list, no co to takiego, że ktoś miał zanieść list? No tak to było ważne, że dzięki temu ty i ja możemy ten list studiować i studiować i studiować. Paweł tu dodaje dalej, bo i ona była wielu pomocna, również mnie samemu. Zobaczcie, nie tylko aktywna osoba, nie tylko ktoś, kto najprawdopodobniej przyniósł ten list Rzymianom, ale to jest ktoś, kto wielu była pomocna, wspierała wiele osób, pomagała, była obecna. Zobaczcie, jaki to jest piękny obraz służby, jakie piękne świadectwo wydano o tej kobiecie. Jednym zdaniem. Jednym zdaniem. Jaka to musiała być niezwykła kobieta. Niewiele o niej wiemy, ale dzięki temu jednemu zdaniu aż tyle o niej wiemy. Na pewno nie była zawsze widoczna. Może być nawet tak, że tam gdzieś była ignorowana w ówczesnym czasie. No nie była na pierwszej linii, ale była niezwykle ważna w tym Bożym planie i apostoł Paweł to tutaj wyraźnie podkreśla. I patrzcie, jak to jest wspaniałe. Jedną z takich najgłębszych pragnień, jakie posiada człowiek, każdy, ja również, ty również, a zwłaszcza ci, którzy się do tego nie przyznają, ja się do tego na przykład przyznaję, to każdy człowiek ma taką potrzebę poczucia znaczenia, że moja osoba ma jakieś znaczenie, moje życie ma jakieś znaczenie, że ja nie jestem tylko przedłużeniem gatunku, tylko coś więcej znaczy. to każdy taką potrzebę w sobie nosi. Każdy chce mieć taką świadomość, że jego życie ma jakiś większy sens, że jego życie nie polega na tym, że on wstaje rano, pije kawę, robi siku, idzie do pracy, tam też robi siku. wraca z tej pracy, je obiad, wiecie co robi, po czym je kolację i znowu to robi i idzie spać i tak każdy następny dzień, tylko że jego życie ma jakąś większą wartość niż suma tych wydarzeń w ciągu dnia. Ktoś bardzo sobie urozmaicił życie, to od czasu do czasu na nockę pójdzie, to mu się tam wszystko poprzestawia, ale i tak ma taką chęć, Taką potrzebę, że moje życie ma jakiś większy sens. Każdy z nas nosi takie, taką potrzebę takiego doświadczenia, że jestem potrzebny, jestem komuś potrzebny, jestem czemuś potrzebny, mam coś do zrobienia. I bez tych rzeczy życie jest puste, trywialne i doprowadza człowieka do jakiejś depresji. I służba w kościele, choćby pokazana na tej febie, służba w kościele właśnie to daje. Właśnie to daje. Dlatego tak Pan Bóg zaplanował. Dlatego służba w kościele jest czymś, co uszczęśliwia człowieka. Nawet wtedy, kiedy tej służbie jest trochę trudniej, kiedy są jakieś ciężkie momenty, kiedy Sylwia coś chce w zespole uwielbienia, albo pastor coś chce w innych tam jakichś służbach, to nawet wtedy ta służba w kościele, ona daje takie spełnienie, ona ma znaczenie. Dlaczego? Dlatego, że ona nadaje sens temu mojemu życiu. Robi jakieś doświadczenia, że jestem potrzebny. Daje jakąś świadomość, że to moje życie ma większą wartość, większy wymiar. Mam jakieś znaczenie w tej historii służąc w Kościele. Oczywiście w zdrowy sposób, kiedy nie budujemy siebie tylko dajemy siebie innym. Tak jak wspomniana tutaj feba. Zobaczcie jedno zdanie, a tyle prawdy przedstawionej przez taką febę. Okazuje się, przynajmniej według tych pozdrowień Pawła, że Kościół wcale nie stoi na dobrych kazaniach. Dobre kazania są ważne, ale Kościół wcale na nich nie stoi. Okazuje się, że Kościół wcale nie stoi na znanych pastorach, znanych liderach, znanych starszych zboru. Bo Paweł o nich tutaj w zasadzie nie wspomina. Kościół okazuje się stoi na takich ludziach jak Feba. On od niej zaczyna. od pozornie nikogo. Ale skoro od niej zaczyna, to znaczy, że uznaje, że Kościół stoi właśnie na takich osobach, na oddanych służących zborowi, wiernych, gotowych pomagać, gotowych wykonywać pewne zadania. I to tacy ludzie najczęściej są prawdziwym fundamentem zboru kościoła, wspólnoty i tak dalej. Więc zobaczcie, wcale nie musimy być na pierwszej linii, by mieć znaczenie w czymś znacznie większym. Ta wierność służbie, nawet w takiej wydawałoby się mało istotnej służbie, mało zauważalnej służbie, ta wierność służbie okazuje się być niezwykle cenna w oczach Pana Boga. Okazuje się, że każdy wierzący ma swoje miejsce w Kościele, nawet jeżeli to nie jest pierwsza linia. Nawet jeżeli ta służba nie jest widoczna, to dla Boga jest ważna. I okazuje się, że Bóg tak lubi, używa ludzi, którzy to rozumieją, którzy w to wchodzą, którzy się z tego cieszą. Bóg po prostu tak ma, że buduje swój Kościół przez ludzi, którzy po prostu wiernie służą Jego Kościołowi. Następnie Paweł przechodzi do kolejnych osób, wymienia tutaj pryskę i akwile. Mówi, współpracowników moich w Chrystusie Jezusie, trzeci werset. Znowu coś niezwykłego. Na tamte czasy to bardzo niezwykłego, ale i dzisiaj. Mamy tutaj małżeństwo. I to małżeństwo, które nie tylko sobie żyje razem, bo takich małżeń wtedy nie brakowało, było ich więcej niż obecnie jest dzisiaj, nie było tylu rozwodów, ale to jest małżeństwo, które nie tylko żyje sobie razem. Co oni robią razem? Służą razem. To jest przykład małżeństwa, który służy razem Panu Bogu. I Paweł nazywa ich bardzo dobitnie. Współpracownicy moi. Ona i On, współpracownicy moi, czyli nie tylko członkowie Kościoła. To musieli być zaangażowani członkowie Kościoła, zwłaszcza w misję Pawła, aktywni w tej misji, odpowiedzialni, nie tacy, którzy tylko podziwiali apostoła Pawła, oni nie byli tylko widzami w tej historii, ale byli częścią tej misji, służąc jako małżeństwo, współpracując w Chrystusie Jezusie z apostołem Pawłem. Paweł tu idzie dalej. To jest bardzo mocne zdanie. Za moje życie szyi swojej nadstawili. Czwarty werset. Czyli to małżeństwo coś zaryzykowało, coś poświęciło, było gotowe zapłacić cenę. za tą współpracę z apostołem Pawłem. Czyli to nie zawsze była wygodna historia, to musiała być wiara, która tych ludzi coś kosztowała. Paweł tu kontynuuje, którym nie tylko ja sam dziękuję, ale i wszystkie zbory pogańskie. Zobaczcie, ta współpraca z apostołem Pawłem, tego małżeństwa, to, że oni te swoje małżeństwo poświęcili, by być współpracownikami w Jezusie Chrystusie, apostoła Pawła, nawet kiedy nie było wygodnie, to miało znacznie szerszy wpływ, niż jakiś tam lokalny wpływ. To nie był lokalny wpływ, to nie był ograniczony wpływ. To już byli ludzie, których życie dotknęło wielu innych ludzi. Apostoł Paweł mówi, że wszystkie zbory pogańskie, Wszystkie zbory pogańskie im dziękuję. My czasem nie mamy pojęcia, ale to czasem właśnie tak działa geometrycznie. Zwiastujesz komuś Ewangelię i wydaje ci się, że zwiastowałeś Ewangelię jednej, dwóm, pięciu osobom. Ale kiedy się temu przyjrzeć, że ta osoba też komuś zwiastuje Ewangelię być może kolejnym pięciu osobom, a być może pięciuset osobom, bo ją tak Pan Bóg użyje, to może się okazać, że ty chociaż zewangelizowałeś jednego człowieka, współodpowiadasz za ewangelizację tłumu ludzi. ludzi. W naszym liczniku chrztu, oczywiście to nie są chrzty wykonane tylko przeze mnie, czy też tylko przez ten zbór lokalny, ale powiązane z naszym służbą w tej chwili jest, tam jest dwójka czy dziewiątka w środku, bo muszę chyba iść do kulisty się okazuje, no to w tej chwili jest 597 chrztów. No to jeżeli na to spojrzeć geometrycznie, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że chociaż co drugi w tej historii się ostał, bo oczywiście pewności, że każdy się ostał nie mamy, no to jeżeli ten co drugi zwiastował Ewangelię, to się za chwilę z tego zrobią tysiące, a może miliony i my nawet nie mamy pojęcia ile tych osób realnie jest dotkniętych służbą wcale niewielkiego zboru. nie najmniejszego w skali polskiej, ale patrząc globalnie, to przecież jeszcze Mega Churchu nie mamy. Zobaczcie, realny wpływ, nielokalny, nieograniczony, życie moje, twoje, pleski, akwile, dotknęło wielu. Często nie widzimy tego, jak ta nasza wierność daleko sięga, ale Bóg widzi. Paweł idzie dalej, mówi, żeby pozdrowić kościół zbór, który jest w ich domu. Oczywiście ten werset jest pretekstem do wojny na temat kościołów domowych, Nie wiem, skąd ta wojna i po co ta wojna. Każdy normalny zbór zaczął się od zboru domowego. Ja nie znam historii kogoś, żeby otwierał zbór i od razu wynajął kaplicę na tysiąc osób. Może ktoś ma taką wizję i może ktoś zrobił, ale zazwyczaj tak nie jest. Zazwyczaj zbór rozpoczyna się w czyimś kiedy już się nie mieszczą w tym domu, no to postanawiają wynająć jakieś pomieszczenie. Kiedy się już nie mieszczą w tym pomieszczeniu, to szukają większego pomieszczenia. I tak zazwyczaj wygląda historia większości zborów, w tym naszego. Przecież nasz zbór też zaczął się w domu, u Jerzego i Grażyny była pierwsza kaplica, święta, pierwsze ustawione krzesełka między takimi filarami. Kto nie wie o co chodzi, to powinien ich odwiedzić, umówić się, zobaczyć sobie tą pierwszą kaplicę tego zboru. I tu mamy też podobną historię, Paweł mówi pozdrów zbór, który jest w ich domu. Piękny obraz kościoła, który nie zaczął się od wynajęcia budynku, nie zaczął się od tego wszystkiego, co później w normalnie rozwijającym zborze naturalnie się pojawia, ale zaczął się od ludzi, od relacji między tymi ludźmi, od wspólnoty między tymi ludźmi, od czegoś takiego, że dom tych ludzi stał się miejscem modlitwy, stał się miejscem spotkań, stał się miejscem wzrostu i oczywiście najczęściej jest tak, że to później się rozrasta. I bardzo często jest tak, u nas też tak w zborze jest, że jest jakaś rotacja. Pewni ludzie w historii każdego zboru przychodzą, pewni odchodzą, pewni są na chwilę, pewni są na sezon, pewni są na kilka sezonów. Ten rdzeń, rdzeń zboru zazwyczaj jest niezmienny. W sensie zbór jest zdrowy wtedy, kiedy można powiedzieć, że rdzeń tego zboru, czyli założyciele tego zboru, oni w tym zborze trwają. Pozostali czasami się wymieniają, ale ten rdzeń gdzieś trwa. I największy wpływ na człowieka mają bliskie relacje, ma środowisko, w którym ten człowiek żyje, to poczucie atmosfery domu, właśnie to, co się w tym zalążku tam odbywa, ściska ze sobą, powstaje jakiś fundament, jakiś rdzeń tego zboru. Dlatego każdy zbór powinien być takim miejscem życia, żeby się nie stać właśnie miejscem pustki, takim miejscem działania Pana Boga. I tutaj to mamy pokazane, że to się zaczęło w domu, u tych ludzi, mają pozdrowić zbór, który jest w ich domu. Wcale to nie oznacza, że wszelkie zbory, które już są poza strukturą domową, są zborami niebiblijnymi. Są biblijnymi, zborami po prostu się rozrosły. I odwrotnie, wcale to nie oznacza, że zbory, które się spotykają w domu, coś z nimi jest nie tak. Zazwyczaj zaczyna się to od domu. To małżeństwo pokazuje kolejną rzecz, że tak to działało, skoro oni tak funkcjonowali, tak żyli, to znaczy, że wiara w ich domu nie była czymś indywidualnym, nie była czymś prywatnym, tylko musiała być wspólną wiarą. To małżeństwo wspólnie wierzyło, musieli się dzielić tą wiarą, razem przeżywać pewne rzeczy i tak powinno funkcjonować każde małżeństwo w naszym Kościele. Powinniśmy mieć wspólną wiarę, powinniśmy dzielić się tą wiarę, przeżywać pewne rzeczy razem, bo to przynosi ogromną siłę. Oczywiście zdarzają się domy podzielone. Ja wierzę, że one są podzielone tylko na pewien czas. Bóg powołuje ludzi do wspólnej służby, wspólnej. Rzadko Bóg powołuje kogoś, a może nigdy Bóg powołuje kogoś do indywidualnej, jednoosobowej służby. Zazwyczaj jest to wspólna służba. Relacje wśród tych ludzi, którzy wspólnie służą one bardzo często są największym miejscem największą siłą działania Pana Boga. Okazuje się, że dom, małżeństwo może być przestrzenią do ogromnie duchowego życia, że wcale nie musimy nie wiadomo gdzie pojechać, nie wiadomo co zrobić. Czasem wystarczy zadbać o to, żeby w moim domu ta wiara była żywa, była głęboka, była przeżywana razem i stanie się to ogromną przestrzenią dla duchowego wzrostu. Okazuje się, że prawdziwa wiara często kosztuje, ale to przynosi owoc i że wierność w małym zawsze ma ogromny wpływ. Później Paweł wymienia kolejne imiona i wielu z nas przeskakuje ten moment. Ja go teraz też przeskoczę. W sensie nie będziemy go teraz całego czytać, od piątego do szesnastego wersetu już go odczytaliśmy, ale zatrzymajmy się, bo najprościej powiedzieć, że jest to lista nazwisk. Ale to nie jest lista nazwisk, to jest obraz konkretnego kościoła. Kościoła, w którym każdy ma imię. Zobaczcie, tam jest Maria, Andronika, Junia, Urban, nie ten, o którym każdy myśli, jak pada to słowo. Nie wiemy, czy miał duże uszy, ten konkretny. Ampliata, Epaneta i tak dalej. Zobaczcie, Bóg zna tych ludzi po imieniu. Po imieniu ich zna. To nie jest dla niego bezimienny, anonimowy tłum. Bóg zna tych ludzi po imieniu. On zadbał o to, żeby te imiona były wypisane w Piśmie Świętym. To musieli być cenni ludzie dla Boga. Dlaczego? Dlatego, że Kościół dla Boga to nie jest masa ludzi. Nawet wielki Kościół. Nawet tysięczniki. To nie jest dla Boga masa ludzka, masa ludzi. To nie jest dla Boga anonimowa grupa ludzi. Bóg nie widzi zboru w sensie nazwy nad tym zborem. Czy... przynależności denominacyjnej i tak dalej, i tak dalej. Nie. Bóg widzi konkretne osoby, konkretne osoby, konkretne. On te osoby zna, On te osoby zauważa. Dla Boga każda z tych osób jest ważna. Teraz, gdy Pan Bóg patrzy na nasz zbór, On również nie widzi naszego zboru jako masy ludzi z napisem Nowe Narodzenie Tarnowskiej Góry, tylko zna każdego z nas po imieniu, prywatnie, osobiście. On dokładnie ciebie zna i mnie zna i ciebie zna i każdego z nas. I w tym liście też to mocno widać, bo tu jest ogromna różnorodność. Kiedy posprawdzać, kim są ci ludzie, a część z tych ludzi da się posprawdzać, okazuje się, że wśród nich są Żydzi, są poganie, są kobiety, są mężczyźni, są osoby, o których naprawdę dużo można w historii Kościoła znaleźć i są osoby, których się trzeba naszukać, a nawet nic się nie da znaleźć. Bardziej się poruszamy w kategorii legend wokół tych osób. Ale Bóg zna tych wszystkich ludzi po imieniu. Bóg zna mnie po imieniu. Ciebie zna po imieniu. Ja dla Boga nie jestem tylko częścią Kościoła. Ja dla Boga jestem konkretną osobą, z konkretnym imieniem, z konkretną historią, konkretnie ukochaną, za którą konkretnie oddał swoje życie. Paweł tu jednych nazywa umiłowanymi, współpracownikami, wypróbowany w Chrystusie, pracował, pracowała wiele dla kogoś. Czyli ci ludzie mieli różne role, różnie byli wykorzystywani, ale wartość tych ludzi nie wynikała z funkcji, z ról, tylko wynikała z tego, że Bóg zna tych ludzi z imienia. Teraz to przenosimy na mnie i na ciebie. Moja wartość nie wynika z mojej funkcji, z mojego urzędu. Moja wartość wynika z tego, że Bóg zna mnie po imieniu, że ja dla Niego jestem kimś. wyjątkowym, że mam z Nim osobistą relację. Twoja wartość nie wynika z Twojej funkcji, z Twojego urzędu czy z braku funkcji, braku urzędu, ale z tego, że Bóg zna Cię po imieniu. Ty jesteś kimś konkretnym, osobistym dla Pana Boga. Jesteś Jego osobistym problemem. I znowu Patrzcie jak my to mamy zakorzenione w sercu, jak każdy człowiek to wie, tylko nie każdy się chce przyznać i zawołać do Boga, a tylko tam jest odpowiedź. Każdy chce być zauważony, każdy chce być nazwany, każdy chce być doceniony. Nie ma ludzi, którzy są pozbawieni tych potrzeb. Kiedy te potrzeby są niezaspokojone lub są patologicznie zaspokojone, no to zaczynają się kłopoty, zaczyna się izolacja, zaczyna się depresja, zaczyna się jakieś poczucie nieważności, zniechęcenie, wypalenie i te wszystkie inne słowa, których nie lubimy. I zobacz, co robi apostoł Paweł. On tutaj naśladuje Boga. On zauważa ludzi. Zauważa ludzi. I to też jest bardzo ważna dla nas wskazówka. że mamy naśladować w tym Pana Boga. Ja mam zauważać ludzi. Moi bracia, moje siostry, to nie ma być masa ludzi w Kościele. Ja mam ich zauważyć. Ty masz tak samo patrzeć na ten Kościół. To nie ma być masa ludzi w tym Kościele. Masz zauważyć tutaj ludzi. Jeśli nie wiesz, czym się interesuje Michał, co lubi Dawid, jakich seriale lubi, a za jakimi nie przepada Klaudia, to powinieneś się tym przejąć. Że masz zauważać ludzi w swoim zborze. Apostoł Paweł tu naśladuje Pana Boga. Apostoł Paweł robi mi wyzwanie, bo on tutaj imiona tych ludzi pamięta. Ja czasami mam kłopot z imionami, pracuje nad tym. Paweł tu nazywa tych ludzi, to są konkretne osoby dla niego i zobaczcie, on docenia wkład tych ludzi. Jestem przekonany, że o każdym z tych ludzi, nawet o Febie, da się coś złego powiedzieć. Wiecie dlaczego jestem o tym przekonany? Bo to jest prawda o każdym człowieku, o mnie i o tobie i o Febie i o apostole Pawle również. O każdym człowieku można coś złego powiedzieć. Można? Można, ale apostoł Paweł tego nie robi, bo naśladuje Boga. On mówi o tych ludziach dobre rzeczy albo nie mówi wcale. To też taka... Ciekawa rzecz wynikająca z tych pozdrowień, przynajmniej w mojej ocenie. I to wszystko buduje wspólnotę, buduje relacje, buduje poczucie miłości, buduje sens tego wszystkiego, ten widzialny sens. Paweł zresztą tutaj używa języka relacji. Nie wiem, czy to robi specjalnie, czy to jest pod natchnieniem Ducha Świętego zabieg, czy to jest przemyślane, tego nie wiem. Natomiast on tu używa czegoś, co się nazywa językiem relacji, tak się to nazywa w psychologii społecznej. Paweł się okazuje być... niesamowicie mądrym człowiekiem. On tu używa języka relacji, bracia, współpracownicy, umiłowani. To nie jest język organizacji, tylko to jest język relacji. z język rodziny, tak się mówi w rodzinie, tak się mówi do, do bliskich, tak się mówi, by podbić to znaczenie bliskości. Czemu? No bo Kościół chociaż jest zorganizowany, chociaż ma pewną strukturę, chociaż w pewien sposób jest instytucją, to jednak nie jest tylko tym i nie jest sumą tych rzeczy. Kościół musi być miejscem, gdzie używa się języka relacji, gdzie są te relacje, gdzie ludzie się znają, wspierają, mówią o sobie dobre rzeczy, a wspólnie walczą ze słabościami, są ze sobą razem. I Paweł tutaj idzie dalej, on mówi o znaku jedności. Dzisiaj mamy inny znak tej jedności, w sensie nie praktykujemy tego, co tu apostoł Paweł mówi, przynajmniej większa część z nas. Ja tam praktykuję w domu, jak dzieci śpią, ale w kościele nie za bardzo. Paweł tu mówi o świętym pocałunku. On mówi pozdrówcie jedni drugich pocałunkiem świętym. Faktycznie w tamtych czasach to był znak akceptacji, jedności, relacji, dołączenia do rodziny, bliskich, więzi, ale my również mamy swoje zwyczaje, swoje gesty. W naszym zborze na przykład przyjęło się przytulanie na misia, tak zwane. Wiem, że niektórzy, gdy tu przyjeżdżają pierwszy raz, albo przyjeżdżają z innego zboru, albo z innej wspólnoty, no to czasem mają z tym opór. Zasada jest ta sama. Kościół ma być miejscem bliskości, a nie dystansu. I tamtym symbolem tej bliskości i taką walką z dystansem był Pocałunek Święty. przytulenie się na misiach, gdzieś to będzie gest podania sobie ręki itd. W tym wszystkim chodzi o to, żeby Kościół był miejscem bliskości, nie tylko przez te gesty, ale żeby był miejscem bliskości, a nie miejscem dystansu. Dlatego tak groźną rzeczą, i najgroźniejszą rzeczą i oto powinien być wtedy cały spór i mądrzy ludzie w tej sprawie toczyli spór, kiedy był czas zamykania kościołów i tak dalej, to najmniejszym problemem było to, czy ty będziesz mieć maseczkę czy nie, Najmniejszym problemem było to, czy Ty się zaszczepiłeś, czy nie. Największym problemem było to, że próbowano uderzyć w bliskość w Kościele. To był prawdziwy problem, to była kwintesencja problemu, że wytwarzano pewien dystans, doprowadzono ludzi, pewnie nieświadomie, ale doprowadzono ludzi do takiego miejsca, w którym już poza dystansem społecznym zrobił się prawdziwy dystans między ludźmi, a nawet Jeden na drugiego patrzył jak na potencjalnego roznosiciela niezwykle niebezpiecznej choroby. I to było największym problemem w historii, którym w zasadzie cały świat przeszedł, w tym Polska. nie była tak istotna. Diabeł wtedy próbował uderzyć w bliskość, próbował wytworzyć dystans do drugiego człowieka, mądry Kościół się temu nie poddał. Zobaczmy, Bóg widzi mnie i ciebie jako osobę, a nie jako część tłumu. Każda osoba ma swoje miejsce w Kościele. Ja to często powtarzam, że Kościół bez Ciebie już nie będzie tym samym Kościołem. Może będzie lepszym w przypadku niektórych osób, ale nie będzie tym samym Kościołem. To oczywiście żart. Chociaż nie do końca. Na pewno mamy doceniać ludzi wokół siebie i skupiać się na ich dobrych stronach, bo każdy tą dobrą stronę ma. Na pewno mamy budować relacje, a nie tylko uczestniczyć w pewnych wydarzeniach. I na pewno mamy zadbać o to, żeby nie być anonimową społecznością, ale żeby być rodziną. Bo Kościół jest silny nie wtedy, gdy ma program na przykład polityczny, Tylko Kościół jest silny wtedy, kiedy ludzie naprawdę się znają, naprawdę się kochają. A ja im dłużej żyję, jakkolwiek to zabrzmi w moim młodym wieku, im w miarę, kiedy przeżywam pewne doświadczenia, kiedy jest mi dane pewne rzeczy zaobserwować, Zauważam, że to nasze ułomności, to nasze trudności, to z czym się borykamy, To powoduje, że się do siebie zbliżamy, że jesteśmy autentyczni. Kochamy się wtedy, kiedy znamy te swoje słabe strony, ale skupiamy się na dobrych. A przyzwyciężamy razem te słabe strony. Zresztą to działa wszędzie. To działa w domu, kiedy pracujemy z Sybwią za jakimś małżeństwem, a akurat pracujemy, to właśnie im to powtarzamy, że nie, nie, nie. musicie sobie zdawać sprawę ze swoich słabości, ale skupiać się na dobrych rzeczach, a razem przezwyciężać słabości. Wtedy dojdziecie do autentycznej miłości i to małżeństwo jest autentycznie silne. Po tym pięknym obrazie, przyznajcie, że piękny obraz i oby prawdziwy, Po tym pięknym obrazie Paweł tutaj na chwilę zmienia ton od siedemnastego do dwudziestego wersetu. Ostrzega nas przed czymś. Dosyć mocno nas ostrzega. A proszę was bracia, abyście się strzegli tych, którzy wzniecają spory i zgorszenia wbrew nauce, którą przyjęliście. Unikajcie ich. I to są mocne słowa, bo kiedy je zestawić z tym, co przed chwilą padało, kiedy je zestawić z tą pięknie wyrażoną miłością, tą bliskością, tym poczuciem bezpieczeństwa w Kościele, nawet kiedy się coś wydarzy, to Paweł mocno teraz uderza. bo miłość w Kościele, jedność w Kościele, poczucie bezpieczeństwa w Kościele, zwłaszcza, zwłaszcza dla tych, którzy potrzebują na jakimś etapie życia miasta schronienia, to jest tak ważne, to jest tak cenne, to jest tak unikatowe, to jest, to jest tylko w Kościele i to jest tak ważne, tak cenne, tak potrzebny, że musi być niebywale chronione. Nie ma większej wartości w Kościele jak właśnie ta, którą trzeba tak chronić. To nie o doktrynę chodzi. My nie doktrynę musimy tak chronić. To nie o teologię chodzi. My nie teologię musimy tak chronić. Doktryna i teologia ochroni się sama. To za co my odpowiadamy, to żeby chronić tą jedność, tą miłość, to poczucie bezpieczeństwa, to... miejsce schronienia, którym ma być Kościół. To musi być chronione. I Paweł tutaj mówi o ludziach, którzy próbują to zaburzyć poprzez rozłamy, poprzez zgorszenia. On mówi o ludziach, którzy wywołują podziały, wprowadzają jakieś zamieszanie, odciągają od zdrowej nauki, ale nie doktryny, tylko tej nauki, którą ci ludzie przyjęli, czyli tego zrozumienia czym jest Kościół. Odciągają od tego wszystkiego. To Paweł mówi, że ci ludzie są niebezpieczni. Zobaczcie, że Paweł tutaj bardzo jasno komunikuje co tym ludziom tak naprawdę przyświeca. Bo im nie przyświeca troska o Kościół. Bo by nie niszczyli Kościoła. Nie przyświeca im troska o drugiego człowieka, bo oni w ogóle nie biorą jeńców w tej historii, więc co im przyświeca? Tacy bowiem nie służą Panu Naszemu Chrystusowi, ale własnemu brzuchowi. I tu nie chodzi o to, że to musi być pasi brzuch, wcale nie musi być, ale to znaczy, że ci ludzie służą sobie. Szukają własnej korzyści, własnego wywyższenia, podbicia swojego autorytetu. Oni budują wokół siebie i wokół swoich pomysłów na to wszystko. Czasem to może wyglądać duchowo. Może wyglądać radykalnie. Ale według Bożego Słowa to jest ukryta pycha. To są ludzie, którzy służą własnemu brzuchowi. Oni są niezdolni do tego, by siebie stracić, by inni mogli zyskać. Jak oni działają? Zobaczcie, Paweł tutaj wprost mówi, przez piękne, a pochlebne słowa zwodzą serca prostaczków. Jest bardzo ważne. Oni nie przychodzą z czymś oczywistym, z takim oczywistym buntem. Nie, oni mówią bardzo ładnie, bardzo przekonująco, często potrafią zyskać sympatię i tak subtelnie działają sobie. Rzekomo ku Chrystusowi. ale wyczerpują znamiona tego opisu. I co Paweł mówi? Paweł nie mówi tutaj ignorujcie takie rzeczy, nie mówi tolerujcie takie rzeczy, tylko mówi strąćcie od tych ludzi, strąćcie od nich. Miejcie na nich oko i strąćcie od nich. Czyli mamy rozpoznawać, mamy się nie dać w to wciągnąć i mamy za wszelką cenę chronić miłość, jedność, poczucie bezpieczeństwa i miasto schronienia w tym zwariowanym świecie. I Paweł tu idzie dalej i mówi tak, ale bowiem posłuszeństwo wasze znane jest wszystkim, dlatego raduje się z was i chce, abyście byli mądrzy w tym, co dobre, a czyści wobec zła. Piękna równowaga. nie naiwni, ale też niezbyt podejrzliwi. Mamy być mądrzy, czyli mamy rozeznawać pewne rzeczy i mamy być czyści w tej historii, czyli nie wchodzić w zło. I Paweł kończy to wszystko obietnicą. A Bóg pokoju rychło zetrze szatana pod stopami waszymi. Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa niech będzie z wami. to jest cały czas ciąg tej przestrogi, to jest końcówka tej przestrogi, mocnej przestrogi w kontekście tej wielkiej miłości, o której tu Paweł daje znać. Bo to wszystko, przed czym się mamy uchronić, to, przed czym tu Paweł przestrzega, te podziały, te rozłamy, te zgorszenia, te próby, przeciągnięcia na swoją stronę, to nie jest tylko ludzki problem. To jest duchowa walka. Skoro jest tutaj wspomniany szatan, skoro jest tutaj wspomniane zwycięstwo Boga, który rychło tego szatana pod stopami zmiażdży, skoro jest tutaj powołanie się na łaskę Jezusa Chrystusa, to znaczy, że cały ten mechanizm to jest część duchowej walki. Bo ludzie, którzy tracą poczucie bezpieczeństwa, tracą poczucie jedności, tracą poczucie bliskości, tracą swoje miasta schronienia, bardzo często potem są w opłakanym stanie. Natomiast to jest duchowa walka. Na całe szczęście tu jest wspomniane, że zwycięstwo należy do Boga i Jemu najbardziej na tym wszystkim zależy. Zobaczcie, ta jedność Kościoła jest niezwykle cenna i trzeba tej jedności strzec. Nie każda duchowa osoba pozorach prowadzi do Chrystusa, to naprawdę trzeba rozważać, czy ten człowiek prowadzi do Chrystusa, czy prowadzi do samego siebie. Czy ludzie raczej mówią, że są Chrystusowi, czy są Jego? Trzeba na to się wyczulić, trzeba uważać. żeby, żeby się na to wyczulić i w tym uważać, być uważnym, to musimy nauczyć się trwać w zdrowej nauce. Tak tu jest napisane jako punkcie odniesienia, tylko jeszcze raz. Tu nie chodzi o doktrynę. Tu nie chodzi o teologię. Tu chodzi o to, czym ma być Kościół. Kim jest Kościół? Co to znaczy Kościół? To jest ta zdrowa nauka, od której mamy nie dać się odciągnąć. Musimy być w tym wszystkim mądrze i zachować czyste serce. Więc okazuje się, że jedność Kościoła nie tylko trzeba budować, ale jeszcze trzeba jej strzec. I po tym oszczerzeniu Paweł znowu wraca do normalnych ludzi. od XXI wersetu. Pozdrawiam Was, Tymoteusz, współpracownik mój. Tam jest Lucjusz, Jazon, Tercjusz, Gajust, Erast, Kwartus, znowu, chyba nikogo nie pominąłem, znowu lista imion. Ale nie. Paweł znowu wraca do sieci współpracy, sieci relacji, sieci powiązań, sieci zaufania, sieci miłości, tego wszystkiego, czym jest Kościół. I czemu to jest istotne? Bo okazuje się, że ten wielki list do Rzymian, ten Paweł z Tarsu, który go napisał, to wcale nie jest jakiś samotny bohater. On jest bardzo zależny od innych ludzi, bardzo zależny od swoich współpracowników, bardzo zależny od historii i powiązań z tymi ludźmi. On jest częścią tej sieci, tej wspólnoty ludzi, którzy razem służą, wspierają się, są ze sobą obok i tak dalej, i tak dalej. I to jest ważne, bo okazuje się, że nawet najbardziej namaszczony człowiek na ziemi nie działa sam. A jak działa sam, to jest z nim coś nie tak. Nawet najbardziej namaszczoni ludzie nie działają sami z królapostą. Paweł nie działał sam, nie był samotnym bohaterem i to nie jest oda o samotnym bohaterze Pawle, tylko to jest historia wspólnoty ludzi służących razem, wspierających się, idących obok siebie. Różnorodnych ludzi, zobaczcie. Tymoteusz, bliski współpracownik. Wiemy też, że jego uczeń, to umiłowany, jak dziecko prawie, Tercjusz, użyty do tego, żeby napisać ten list. Paweł go nie pisał własnoręcznie, pisał go Tercjusz. Gajus, jest tutaj wspomniany, żeby się to wszystko mogło udać, on był potrzebny, on ich gościł. Erast, który jest tutaj wspomniany jako urzędnik miejski, więc pewnie miał jakiś wpływ na to, że ten list mógł być napisany, mógł być dostarczony, być może zapewnił bezpieczeństwo Febie w czasie jej podróży, tego nie wiem, ale być może. Ale wiem, że są tu wymienieni ludzie, którzy mają różne role, różne funkcje, różne poziomy widoczności. Nawet na pierwszy rzut oka nie są widoczni, ale wszyscy mają w tej historii udział. I to namaszczenie jest nad całą grupą tych ludzi, a nie nad jednym człowiekiem. I znowu, okazuje się, że najlepiej funkcjonujemy i najlepiej się czujemy, Kiedy współpracujemy ze sobą. Kiedy człowiek współpracuje z drugim człowiekiem, najlepiej się czuje, najlepiej się rozwija. Kiedy mamy wspólny cel. kiedy razem gdzieś podążamy, kiedy mamy takie wspólne poczucie, że jesteśmy częścią czegoś większego i ja tu nie jestem jedynym kołem zamachowym, na którym jest to wszystko oparte. Historia bardzo znanego pastora. Tragiczna historia, zaraz mi się przypomni jego nazwisko. On przeszedł do kościoła rzymskokatolickiego całkiem niedawno. Tak, tak, właśnie o tego pastora mi chodzi, Ulf Ekman. Otóż niebywały człowiek, niebywałe książki, niebywała służba. Ja osobiście. Po części jestem wychowany na jego teologii, na jego książkach, na jego przesłaniach, na konstrukcji, w jaki sposób on budował Kościół. I on pewnego dnia rezygnuje z wiary, w naszym odczuciu protestanckim rezygnuje z wiary, wraca czy idzie, bo nie wiem czy wcześniej był, chyba nie. Staje się w każdym bądź razie rzymskim katolikiem, przechodzi konwersję na rzymski katolicyzm, zapiera się tego wszystkiego, co wcześniej mówił, głosił, nauczał, o czym pisał. Jedna z książek, wydana już po tym, kiedy przeszedł na rzymski katolicyzm, dotyczyła niezwykle trudnego tematu, to znaczy się, w jaki sposób on sobie teraz radzi z modlitwą do świętych, w tym do Marii, matki Pana Jezusa. Osobiście też miałem największy znak zapytania właśnie w tej kwestii. Jak ten człowiek, W tej chwili potrafi się modlić do kogokolwiek innego niż Boga, już nie wchodząc w głębię tematu. Ale ktoś, kto przez całe życie modli się i ma bezpośrednią relację z Bogiem Trójjedynym, nagle zaczyna się modlić do pośredników, w tym do Matki Pana Jezusa. No i okazało się, że on to napisał wprost. On napisał, że on wszystko przyjmie, dlatego że wchodząc do Kościoła Rzymskokatolickiego odpoczął, w końcu odpoczął, w końcu poczuł, że Kościół nie jest oparty na nim. tylko na czymś znacznie większym niż on. W końcu on przestał być kołem zamachowym, który wszystko ciągnął i miał taką presję, że jak się potknie, to się wszystko zawali. W końcu jest w miejscu, w którym on nie jest tym jedynym, który to wszystko trzyma w ryzach, odpoczywa w tym Kościele rzymskokatolickim, dlatego, że ciężar odpowiedzialności za Kościół jest rozłożony po wielu, nie tylko na nim, więc on wszystko przyjmie, byle być w tym poczuciu bezpieczeństwa. No i właśnie list do Rzymian, zwłaszcza końcówka tego listu do Rzymian dobitnie pokazuje, namaszczenie nie jest na pojedynczym człowieku. To ma być współpraca wielu ludzi. Oni będą mieć różne funkcje, będą różnie widoczni. będą różnie używani. Ktoś tam pewnie będzie na piedestale tej historii, ale ten ciężar ma być rozłożony na współpracy, na relacji, na miłości, na poczuciu bezpieczeństwa. Ktoś będzie współpracownikiem, ktoś będzie pisał list, ktoś będzie gościł, ktoś załatwi sprawy urzędowe, a ktoś ten list. zaniesie. Człowiek jest tak stworzony, żeby nie działał w pojedynkę, żeby współpracował we wspólnym, wspólnym celu. I wtedy nie grozi takiemu człowiekowi izolacja, wypalenie, zniechęcenie, sfrustrowanie i to wszystko, co przytrafiło się wspomnianemu przeze mnie pastorowi. Oby dobry Bóg zaprowadził go w bezpieczeństwo i w poczucie odpocznienia w Jezusie Chrystusie i przywrócił go do właściwego zrozumienia wiary. Nie każdy głosi, nie każdy prowadzi, nie każdy jest widoczny, ale każdy ma swoje miejsce i musi mieć swoje miejsce w tej historii i każdy jest potrzebny my razem. mamy pewne rzeczy robić. Kościół nie może być miejscem i nie powinien być miejscem i jest to przekleństwem współczesnego Kościoła, że często takim miejscem jest. Kościół nie może być miejscem, w którym jedni robią wszystko, a inni tylko patrzą. Kościół musi się z powrotem stać miejscem, gdzie jedni nauczają, inni wspierają, inni służą, inni modlą się, inni pomagają i wszyscy wykonują to wspólne piękne dzieło, jakim jest jego kościół. Zwróćmy uwagę na Trecjusza, on też jest ciekawy. Pozdrawiam was Panu ja, Tercjusz, który ten list pisałem, XXII werset, nie głosi, nie jest autorem, ale bez niego ten list by nie istniał. On nie stoi za żadną doktryną, za żadną w tym liście, za żadną teologią w tym liście. On służy temu, Pawłowi, po prostu mu służy, tak jak potrafi. Ale bez niego ten list nie istnieje. Tak jak ten list nie dotarłby, gdzie miał dotrzeć, gdyby nie Feba, jeśli to była Feba, tak nie byłby napisany, gdyby nie Tercjusz. Co to za służba, by się wydawało? Siedzi prawdziwy sługa pański Paweł, dyktuje, a ten tylko pisze. Co to za służba? Za sekretarkę se zrobił z tego cerciusza. Nie. Okazuje się, że ta służba ma ogromne znaczenie, że każda służba ma ogromne znaczenie. Nie każdy stoi na pierwszej linii, ale każdy ma udział w zwycięstwie. Tu wiele osób, My, kiedy mówimy list do Rzymian, myślimy o apostole Pawle, ale apostoł Paweł, kiedy myśli o swoim liście, kiedy kończy ten list, myśli o wielu ludziach, bez których ten list nie byłby dzisiaj czytany. On myśli o wspólnym dziele i to on jest myśli Chrystusowej w tej historii. Paweł kończy ten cały list w niezwykły sposób. uwielbieniem Boga. Ostatecznie on myśli o Bogu, a temu, który ma moc utwardzić was według Ewangelii mojej i zwiastowania o Jezusie Chrystusie." Co o kim on tu mówi? O Bogu. On tu przypomina, że to Bóg daje stabilność, daje siłę, daje wytrwanie, że jego wiara, moja wiara, twoja wiara, ona nie opiera się na emocjach, zresztą Ostatnio dużo o tym głosimy, by odróżniać emocje od Ducha Świętego. Nie wszystko co przeżywamy jest Duchem Świętym. Czasem są to emocje i nasza wiara nie ma się opierać na emocjach, nie ma się opierać na okolicznościach. Ona się ma opierać na Bożej mocy. na tym, że Bóg ma moc utwardzić tą historię. I dalej, że tym fundamentem ma być Ewangelia i zwiastowanie tej Ewangelii o Jezusie Chrystusie. Nie jakakolwiek wiara, nie jakakolwiek duchowość, nie jakikolwiek sens i cel tego Kościoła. Konkretna Ewangelia. Ewangelia o Jezusie Chrystusie, o Jego dziele, o zbawienie z łaski, to jest fundament wszystkiego, to jest klamra spinająca cały ten list. Paweł to oczywiście wprost mówi, że to jest tajemnica przez długie wieki milczeniem pokryta, ale teraz objawiona, teraz wyjaśniona, czyli to co wcześniej było ukryte, przed większą częścią ludzi. Dzięki pracy tych współpracowników zostaje objawione. Bo teraz o czym tu Paweł mówił? Paweł tworzy list do Rzymian, wespół z tymi współpracownikami. Ale on jest ze swojego rdzenia Żydem. On wszystko wywodzi ze Starego Testamentu. To, co nowego zrobił apostoł Paweł, to, co przewrotnego zrobił apostoł Paweł, To, co tak wzburzyło tą historię, to było to, że Paweł jako faryzeusz przestał się odnosić do Mojżesza, a odniósł się do Abrahama. To było czymś nadzwyczajnym, ale on to wszystko opiera na Torze. Jemu Bóg objawia prawdę przez Torę, nie przez szum drzew czy liści na drzewach. To nie jest tak, że Paweł sobie szedł i nagle Nie, on studiował Torę, jemu Bóg odsłaniał Torę, żebyśmy dobrze zrozumieli, na czym polega objawienie apostoła Pawła. Apostoł Paweł nie był mistykiem, który się zanurzył w nirwanie i otrzymał ciekawe objawienie nowych rzeczy i wymyślił nowe rzeczy i stworzył nowy system i nazwał go chrześcijaństwem według Pawła. To nie ta historia. Apostoł Paweł studiuje tory, a Bóg swojej łaskawości wskazuje mu na rzeczy w torze, nad którymi oni wcześniej mieli zasłonę. Zdejmuje mu tą zasłonę i pokazuje mu głębie tego, co już dawno powiedział. Apostoł Paweł nie opiera się na prywatnych wierzeniach, tylko opiera się na pismach. To jest niezwykle ważne i to go odróżnia od współczesnych pseudoapostołów, którzy nie opierają się na pismach, tylko na jakichś swoich prywatnych. objawieniach, pobytach w niebie i innych tego typu pseudohistoriach. Paweł tak nie ma, wręcz w pewnym momencie przecież mówi, że to w ogóle nie sposób mówić, co tam było objawione i powiedziane, on się na tym nie będzie skupiał. On zna pewnego człowieka, który czy to w ciele, czy w duchu, on nie wie, był w niebie, ale to są rzeczy, które Zostawiamy, natomiast wykładamy pismo i on na tym buduje. To jest ta objawiona tajemnica. Czyli to, co było do tej pory ukryte w Torze, zostaje odkryte. I Paweł z tego buduje, że plan Boga to jest zbawienie dla wszystkich narodów, że plan Boga to jest jedność w Chrystusie, że ojcem wiary jest Abraham, że łaska będzie dostępna dla każdego, że to wszystko staje się pewną rzeczywistością. Po co? I Paweł tu kontynuuje, żeby wszystkie narody doprowadzić do posłuszeństwa wiary, bo Bóg chce zbawić każdego człowieka. To jest bardzo ważne. Ewangelia nie kończy się na zrozumieniu, nie kończy się na poznaniu, nie kończy się na przejęciu informacji. Ewangelia ma prowadzić do posłuszeństwa, do posłuszeństwa, czyli do zmiany życia, do poddania się Jezusowi Chrystusowi, do realnej przemiany. I to wszystko Paweł tu kończy w 27 wersecie Bogu, który jedynie jest mądry, niech będzie chwała na wieki przez Jezusa Chrystusa. Amen. Zobaczcie, po całym liście o grzechu, o łasce, o wierze, o predestynacji, podwójnej predestynacji, o Kościele, Paweł to wszystko mówi, że to wszystko jest dla Boga, który jest jedyny mądry w tej historii. Więc moja wiara, Twoja wiara potrzebuje fundamentu. Tym fundamentem jest Ewangelia. Bóg jest tym, który to wszystko utrzymuje w ryzach, a nie ja albo ty. I używa nas do tego wspólnie, żeby nikogo za bardzo nie obciążyć. Ewangelia ma prowadzić do życia, do życia, a nie tylko do wiedzy. Ewangelia ma prowadzić do miłości, a nie tylko do perfekcyjności. Stabilność możemy znaleźć wyłącznie w Bogu, nie w emocjach, bo one potrafią, potrafią narobić problemów. A wszystko co robimy ma prowadzić do chwały Bożej. Ewangelia zaczyna się od Boga, prowadzi przez Chrystusa i kończy się chwałą Ducha Świętego. Dlatego tak cenną rzeczą jest Ewangelia. Patrzcie, dochodzimy do końca, Teraz będę mówił, że to jeden z najgłębszych, ale jak będziemy studiować List do Hebreczyków, to będę mówił, że to jest drugi najgłębszy. Ale zrobimy sobie przerwę. Najpierw złapiemy takie proste tematy, nim przejdziemy do Listu do Hebreczyków, czyli omówimy sobie Trójjedność Bożą, Trójcę Świętą, Ducha Świętego i potem przejdziemy do skomplikowanych tematów. Ale teraz dochodzimy do końca Listu do Rzymian. Jednego z najważniejszych listów w całym Nowym Testamencie. I zobaczcie, ten list to nie jest tylko doktryna, to nie jest tylko teologia, chociaż porusza się wobec wielu doktryn i wobec całej teologii, którą w systematyce nazywamy teologią reformowaną. Ale ten list, tak naprawdę pokazuje pełną drogę człowieka do Boga w tym wymiarze indywidualnym i w tym wymiarze ogólnym. Od samego początku po sam koniec. Ten list mówi o tym, że problemem człowieka to jest taka szybka ściąga z tego całego listu i w zasadzie można było zrobić tylko to i też by było przegadane, ale czułbym się wtedy mało potrzebny. Problemem człowieka jest to, że wszyscy są pod grzechem. Pierwsze trzy rozdziały listu do Rzymian o tym mówią. Pierwszy, drugi i trzeci. To jest prawdziwy problem człowieka. Wszyscy są pod grzechem. Poganie są winni, Żydzi są winni. Każdy człowiek prywatnie, osobiście jest winny. Najcenniejsze zdanie, które pada w tych pierwszych trzech rozdziałach to nie ma sprawiedliwego ani jednego. I to jest punkt wyjścia. Zobaczcie, nie zaczynamy od dobra człowieka, od tego, że człowiek jest pustą, niezapisaną kartą, bądź jest dobrym aniołkiem, tylko w cienkim opakowaniu. Nie, zaczynamy od upadku człowieka. Wszyscy są winni. Potem w kolejnych rozdziałach do piątego mamy mowę o rozwiązaniu, jak to Bóg rozwiązuje. Tam się pojawia coś, co ja nazwałem światłem w tej historii. Tam się pojawia drugie najważniejsze zdanie z listu do Rzemian, bo pierwsze było, że nie ma ani jednego sprawiedliwego. Drugie najważniejsze, usprawiedliwieni wtedy z wiary, pokój mamy z Bogiem. To jest drugie zdanie, które powinniśmy pamiętać z tego listu, nawet na bezludnej wyspie bez dostępu do spisanej wersji. Człowiek nie może się zbawić sam, człowiek nie może zasłużyć, nie jest w stanie zasłużyć na zbawienie, człowiek nie jest w stanie naprawić siebie, natomiast Bóg z łaski, przez wiarę w Jezusie Chrystusie daje zbawienie. I to jest Ewangelia, to jest serce Ewangelii. Później szósty, siódmy, 8 i część 9 rozdziału jest mowa o tym, czym jest zbawienie, że to nie jest tylko przebaczenie, że to jest całe nowe życie, w którym człowiek umiera dla grzechu, naradza się na nowo dla Boga, Duch Świętego uświęca, działa w nas i tam jest trzecie kluczowe zdanie. Nie ma więc teraz żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie. To jest trzecia rzecz, którą powinniśmy pamiętać z tego listu do Rzymia. Później jest przeskok. Końcówka dziewiątego, dziesiąty, jedenasty rozdział jest przeskok i Pan Bóg tłumaczy coś, czym się non-stop zajmujemy, zwłaszcza w dobie obecnych konfliktów na wschodzie. Paweł tam pokazuje, że Bóg ma plan, jest suwerenny, nie popełnia błędów, że Izrael nie został odrzucony na zawsze, że poganie zostali wszczepieni, ale nie w Izrael, tylko w Chrystusa, I Izrael również ma się oprzeć na tym Chrystusie i to wszystko ma prowadzić nas do konkluzji, że Bóg, miłosierdzia jest ponad wszystkimi i ponad wszystkim. Później kolejne rozdziały. Paweł poświęca takiemu praktycznemu stosowaniu prawd wiary, doktryn, teologii, Ewangelii w życiu. Tam pojawia się to sformułowanie, żebyśmy składali swoje ciała jako ofiary żywe, przyjemne Panu Bogu. I tam mamy mowę o przemienionym umyśle, o pokorze, o miłości, o jedności, o bezpieczeństwie, o relacji, o służbie, o prowadzeniu życia tego fizycznego i tego duchowego, o poddaniu, o odpowiedzialności, czyli inaczej mówiąc o codziennym chrześcijaństwie. No i koniec tego listu, szesnasty rozdział, który dzisiaj przerobiliśmy. Paweł pokazuje piękno Kościoła. Kościół, który jest piękny dzięki ludziom i ich historiom, dzięki imionom, dzięki relacjom i powiązaniom między tymi ludźmi, dzięki skupianiu się na dobrych rzeczach i wspólnej walce ze słabościami. Pokazuje, że Kościół jest piękny, kiedy posiada pewną strukturę, pewien system, pewną organizację, ale nie to jest celem Kościoła. Jest ten Kościół żywą wspólnotą, jest miastem schronienia dla mnie i dla ciebie. Inaczej mówiąc list do Rzymian jest niczym innym jak karygmatem. niczym innym jak kursem podstaw, który głosimy w naszym zborze. Dotyka każdego tematu, który dotyka kurs podstaw i go dosyć szczegółowo objaśnia. Pokazuje grzech i pokazuje łaskę, pokazuje wiarę, pokazuje nowe życie, pokazuje narodzenie się na nowo, pokazuje uświęcenie, pokazuje Kościół i wszystko to prowadzi do jednego punktu. Z niego Przez Niego i dzięki Niemu to wszystko. Byle teraz to, co list do Rzymian mówi, było w naszym życiu. Panie Boże, nasz Ojcze. Nie ukrywam, mój Boże, że stoję przed Tobą razem ze zborem i jestem Ci wdzięczny za to, że przeszliśmy przez ten cały list do Rzymian. Tyle miesięcy, tyle studium i udało się. Panie, chcę Ci podziękować za ten list, za Ewangelię przedstawioną w tym liście, za objawienie Twojej sprawiedliwości, Twojej łaski, Twojego miłosierdzia, Jesteś niezwykłym Bogiem. W trakcie tego listu przechodziliśmy przez pewne doświadczenia pokazujące, jak ten list jest prawdziwy. Ja Ci dziękuję Panie za to, że kiedy byliśmy zgubieni, Ty Panie przyszedłeś ze swoją drogą w Jezusie Chrystusie. Ja Ci chcę podziękować Panie za krzyż. Chcę Ci podziękować za przebaczenie grzechów, za usprawiedliwienie z wiary, za nowe życie w Duchu Świętym. Tak często, Panie Jezu, zapominamy o Twojej łasce, zapominamy o tym, że rozpaczliwie Cię potrzebujemy każdego dnia. Tak często zaczynamy znowu polegać na sobie i tracimy w ten sposób z oczu Ewangelię, a w ten sposób tracimy z oczu Ciebie. Przebacz nam, Panie Jezu, to, że czasem bardziej ufamy sobie niż Tobie. Ugruntuj nas, Panie, w Twojej Ewangelii. Niech ona naprawdę będzie fundamentem naszego życia. Niech kształtuje nasze myślenie, niech formuje nas, niech prowadzi nasze decyzje, niech przemienia nasze serca. Daj nam żyć, Panie, tak jak uczysz przez ten list. jako ludzie usprawiedliwieni z wiary, wolni od grzechu, prowadzeni przez Ducha Świętego, pełni mocy i miłości. Panie, buduj w nas prawdziwy obraz Kościoła, nie tylko miejsce spotkań, ale miejsce ludzi, wspólnotę ludzi, którzy znają się, służą sobie, znają się z imienia, żyją razem w Jezusie Chrystusie. Chroń nas, Panie, przez podziałami, przed pychą, przed oderwaniem nas od tej prawdy o Twoim Kościele. Daj nam, Panie, serca, które szukają i dbają o jedność w Tobie. Niech Twoja Ewangelia, Panie, nie zatrzymuje się na nas. Używaj nas w naszych domach, w naszych małżeństwach, wśród naszych dzieci, wśród naszych rodziców, w naszych relacjach codziennych, w pracy, Panie Jezu. W mieście, gdziekolwiek nas chcesz użyć, tak żeby nasze życie wniosło prawdę o Twoim Synu, o Jezusie Chrystusie. Bo okazuje się, że wszystko jest z Ciebie, dla Ciebie i poprzez Ciebie. Więc Tobie Boże niech będzie chwała na wieki wieków. Dziękuję.


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora