Kontrasty w narodzinach Jezusa: pokłon i wrogość
    PodcastEwangelia Mateusza · 2.1-23Odcinek 201 czerwca 2026

    Kontrasty w narodzinach Jezusa: pokłon i wrogość

    Nie ma neutralności wobec Jezusa, każdy musi zająć stanowisko. Pokłon i wrogość to dwa oblicza reakcji na przyjście Króla. Bóg prowadzi tych, którzy Go szczerze szukają. Pozwól Mu być Królem, nie dodatkiem do życia.

    Transkrypcja

    Witajcie w podcastie w głąb Ewangelii, gdzie przechodzimy przez Ewangelię, zatrzymując się nie tylko nad treścią tekstu, ale także nad jego znaczeniem, nad tłem, nad takim zastosowaniem dla naszego życia. Czytamy Ewangelię korzystając z przykładu Biblii Tysiąclecia, wydania piątego, ponieważ jest to najpopularniejszy i taki najbardziej rozpowszechniony przekład Pisma Świętego w Polsce. Dla wielu z nas jest to tekst dobrze znany, jest obecny w osobistej lekturze Kościoła. Chcemy więc razem wchodzić głębiej właśnie w ten tekst, który dla tak dużej liczby wierzących jest codziennym towarzyszem spotkania ze Słowem Bożym. Za chwilę odczytam drugi rozdział Ewangelii Mateusza, a później zatrzymamy się nad przesłaniem, nad kontekstem i nad tym, co Duch Święty chce przez ten fragment powiedzieć do nas dzisiaj. Ewangelia Mateusza, drugi rozdział. Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei, za panowania króla Heroda, oto mędrcy ze wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali, gdzie jest nowo narodzony król żydowski. Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon. Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli, w Betlejem Judzkim, bo tak napisał prorok. A ty, Betlejem, ziemiu Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego Izraela. Wtedy Herod przywołał potajemnie mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł, udajcie się tam i wypytujcie starannie o dziecię, a gdy je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać mu pokłon. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli dziecię z matką jego, Maryją, upadli na twarz i oddali mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali mu dary, złoto, kadzidło i mirę. A otrzymawszy weśnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny. Gdy oni odjechali, oto anioł pański ukazał się Józefowi weśnie i rzekł – stań, weź dziecię i jego matkę i uchodź do Egiptu. Pozostań tam, aż ci powiem, bo Herod będzie szukał dziecięca, aby je zgładzić. On wstał, wziął w nocy dziecię i jego matkę i udał się do Egiptu. Tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez proroka – z Egiptu wezwałem syna mego. Wtedy Herod, widząc, że go mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał oprawców do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch. Stosownie do czasu, o którym się dowiedział od mędrców. Wtedy spełniły się słowa proroka Jeremiasza. Krzyk usłyszano wrama – płacz i jęk wielki. Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma. A gdy Herod umarł, oto Józefowi w Egipcie ukazał się anioł pański we śnie i rzekł – Stań, weź dziecię i jego matkę i idź do ziemi Izraela, bo już umarli ci, którzy czyhali na życie dziecięcia. On więc wstał, wziął dziecię i jego matkę i wrócił do ziemi Izraela. Lecz gdy posłyszał, że w Judei panuje Archelaos, w miejsce ojca swego Heroda bał się tam iść. Otrzymawszy zaś we śnie nakaz, udał się w stronę Galilei. Przybył do miasta zwanego Nazaret i tam osiadł. Tak miało się spełnić słowo proroków. Nazwany będzie Nazryjczykiem. Drugi rozdział Ewangelii Mateusza to jest rozdział niezwykłych kontrastów. Z jednej strony widzimy pokłon, z drugiej strony widzimy wrogość. Z jednej strony widzimy posłuszeństwo, a z drugiej jakąś taką paranoję władzy. Z jednej strony widzimy prowadzenie Boże, z drugiej strony widzimy ciemność ludzkiego serca. A w samym centrum tego wszystkiego jest dziecię, czyli Jezus Chrystus. Jeszcze mały, pozornie bezbronny, ale już objawiający się jako prawdziwy król. Mateusz w swojej Ewangelii od początku nam pokazuje, że przyjście Jezusa na świat to nie jest jakaś sentymentalna scena świąteczna. Taka, wiecie, grudniowa. Ale to jest uderzenie Królestwa Bożego w świat. Narodziny Chrystusa od razu wywołują reakcję. Od razu. Jedni padają przed Nim na twarz, inni chcą Go zabić. Ale nie ma ludzi obojętnych. Tak jest zresztą do dziś. Jezus nigdy nie pozostawia wobec siebie człowieka neutralnie. Rozdział ten zaczyna się od przybycia mędrców ze wschodu. Mateusz nie podaje dokładnie, ilu ich było. Tradycja kościelna mówi o trzech, pewnie ze względu na trzy dary. Ale sam tekst tego w żaden sposób nie stwierdza. Bo ważniejsze od liczby jest to, kim oni byli. To nie są ludzie z Izraela. To nie są uczeni w piśmie. To nie są kapłani świątynni. To są przybysze z zewnątrz. To są ludzie spoza przymierza, spoza tego religijnego centrum. A jednak to właśnie oni przychodzą, żeby oddać pokłon Jezusowi. I tu objawia się jedna z wielkich myśli tej Ewangelii. Już na początku widzimy, że Chrystus nie przyszedł tylko dla jednego narodu w sensie etnicznym. Przyszedł jako Mesjasz Izraela, ale także jako Zbawiciel całego świata. Mateusz zresztą zakończy swoją Ewangelię tak zwanym Wielkim Posłaniem. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody. Już tutaj, na początku tej Ewangelii, jest zapowiedziany ten uniwersalny wymiar misji Pana Jezusa. To jest w ogóle uderzające. Że ci, którzy są daleko, przychodzą. A ci, którzy są blisko w tej historii, pozostają w pewien sposób zimni. No i zobaczcie, ile w tym jest prawdy o ludzkim sercu. Człowiek, który w jakiś sposób jest religijnie oswojony z Ewangelią, jest potem najmniej poruszony Chrystusem. On zna słownictwo, zna doktrynę, zna historię zbawienia, on to wszystko zna. Ale jego serce nie drży przed Panem Jezusem. A ktoś, kto długo był daleko, gdy usłyszy prawdę, zaczyna szukać Boga z całego swojego serca. To jest pewna przestroga dla Kościoła. Bo okazuje się, że można być bardzo blisko rzeczy świętych, a jednocześnie być bardzo daleko od Boga. Później czytamy, że mędzcy pytają, gdzie jest ten nowo narodzony Król Żydowski? Herod, Król, reaguje z przerażeniem. I razem z nim przerażona jest cała Jerozolima. To jest jakaś taka informacja polityczna. To jest informacja o takim zagrożeniu dla człowieka, kiedy wszystko jest zbudowane na tożsamości władzy, kontroli i lęku. Herod, Herod Wielki, był postacią historycznie znaną ze swojej brutalności. Był w pewien sposób genialny administrator, ale jednocześnie człowiek skrajnie okrutny. Z historii wiemy, że on podejrzewał o spisek nawet własną rodzinę. Zabijał własną rodzinę, kiedy uważał, że oni mu zagrażają. Więc ta reakcja w Ewangelii Mateusza w drugim rozdziale nie jest czymś zaskakującym. On tak działał. Dlatego, że człowiek zbudowany na lęku zawsze będzie walczył z tym, czego nie potrafi kontrolować. I właśnie dlatego Herod jest czymś więcej niż tylko postacią historyczną. On jest obrazem ludzkiego serca bez nawrócenia. Serce nienawrócone, serce nieodrodzone, to jest serce, które chce rządzić, chce panować, chce zachować tron dla siebie. I kiedy nagle pojawia się Jezus jako prawdziwy król, to człowiek albo upadnie przed Nim, albo zacznie z Nim walczyć. To nie zawsze wygląda jak taka jawna nienawiść. Czasem to jest subtelniejsze. Na przykład człowiek mówi, panie, wejdź do mojego życia, ale nie dotykaj tego obszaru. Nie ruszaj moich ambicji, nie ruszaj mojej pychy, nie ruszaj mojego sposobu myślenia, nie ruszaj mojej relacji, nie ruszaj mojej kontroli. Tylko cały problem w tym, że Jezus nie przyszedł po to, żeby być dodatkiem do naszego życia. On przyszedł, żeby być królem naszego życia. Czytamy, że Herod zbiera arcykapłanów i uczonych ludu i pyta, gdzie się ma narodzić Mesjasz. Oni znają odpowiedź. Cytują proroka. Wiedzą, że chodzi o Betlejem. I to jest w ogóle tragiczny moment. Oni mają poprawną odpowiedź teologiczną, ale nie mają ruchu serca. Wiedzą, gdzie narodził się Mesjasz, ale sami nie ruszają w drogę. To jest dramat, który pokazuje, jak wygląda religia bez miłości do Chrystusa. Jak wygląda ortodoksja bez uwielbienia Boga. Jak wygląda dramat wiedzy, kiedy za nią nie idzie posłuszeństwo Bogu. No i niestety, w historii Kościoła ten problem pojawia się wielokrotnie, w różnych epokach. W różnych epokach Bóg wzbudzał ludzi, którzy wołali, że samo wyznanie prawdy nie wystarczy. Że musi być żywa relacja z Bogiem. Reformatorzy mówili zawsze o konieczności powrotu do słowa. Purytanie wołali o świętość serca. Tacy zielonośrodkowie kaznodzieje przypominali, że człowiek musi nie tylko znać Ewangelię, ale musi przyjąć tą Ewangelię. To jest ważne, bo można kochać egzegezę. Można cenić zdrową doktrynę. Można bronić prawdy, a jednocześnie nigdy nie uklęknąć tak naprawdę przed Chrystusem. Pytanie nie brzmi, czy wiesz, kim jest Jezus. Pytanie brzmi, czy poszedłeś do Niego. Później mędrcy zostają prowadzeni przez gwiazdę. To jest oczywiście fragment, który fascynuje wielu komentatorów. Pojawiają się różne próby wytłumaczenia tego zjawiska astronomicznego. Ale u Mateusza najważniejsze nie jest wyjaśnienie tego zjawiska, tylko sens tego zjawiska. Że Bóg prowadzi ludzi do Chrystusa. Bóg tu jest aktywny w objawieniu Syna. Ojciec wskazuje na Jezusa. Prowadzi tych, którzy Go szczerze szukają. Oczywiście trzeba tu zachować trzeźwość. Ten tekst nie zachęca nas do takiego mistycznego polowania na znaki. Do takiej duchowej łatwowierności. Nie chodzi o to, że teraz z każdego wydarzenia mamy mieć jakieś prywatne objawienie. Chodzi o to, że Bóg naprawdę potrafi kierować człowiekiem. Naprawdę potrafi otwierać drzwi. Używać okoliczności, poruszać sumienie. Posługiwać się słowem, snem, kazaniem, rozmową, podcastem. A nawet niepokojem serca, żeby doprowadzić człowieka do Chrystusa. W nauce, zwłaszcza w psychologii, mówi się o tym, że człowiek żyje według takiej mapy znaczeń. Nie porusza się tylko po faktach, ale po tym, co uznaje za ważne. Wrócenie jest między innymi radykalną przemianą mapy znaczeń. To, co wcześniej dla nas było na peryferiach, staje się nagle naszym centrum. To, co wcześniej było naszym centrum, na tej mapie znaczeń, przestaje mieć znaczenie. Bo Jezus staje się nie dodatkiem, ale osią wokół wszystkiego, wokół której wszystko się kręci. Właśnie tak działa łaska. Ona prowadzi nie tylko nogi człowieka. Ona prowadzi całe jego wnętrze, a zwłaszcza jego serce. Kiedy mędrcy wchodzą do domu, widzą dziecię z Marią. Padają na twarz, oddają Mu pokłon. To jest oczywiście właściwa reakcja na obecność Jezusa. Najpierw pokłon, potem dary. To jest ważna kolejność. Najpierw oni uznali Jego godność. Najpierw uniżyli siebie. Potem ofiarowali Mu z tego, co mieli. Złoto, kadzidła i mir. Czyli dar dla króla, kadzidła jako znak boskości i mira jako zapowiedź cierpienia i śmierci. To jest piękna, teologiczna taka nośna informacja. Jezus jest królem. Jezus jest godny czci. Jezus przyszedł po to, by umrzeć za mnie i za ciebie. I zauważmy, że mędrcy nie negocjują, nie analizują, nie oceniają. Oni po prostu oddają pokłon. Natomiast my dzisiaj mamy z tym problem. Próbujemy wszystko ocenić. Czy to do mnie przemawia, czy to mnie odpowiada, czy to jest zgodne z moją wrażliwością. Tymczasem Ewangelia pokazuje, że Jezus musi być ponad tym. Bo to my stajemy przed Nim, a nie On przed nami. I Kościół żyje wtedy, kiedy to odzyskuje. Kiedy przestaje analizować, przestaje tylko być aktywny, prowadzić jakieś debaty. Ale właśnie uwielbia Jezusa, oddaje Mu pokłon. Kiedy Jezus staje się w Kościele centrum zachwytu, centrum poddania i centrum czci. Później po spotkaniu z Jezusem mędrcy wracają do swojej ojczyzny, ale zwróćcie uwagę inną drogą. To jest pewien obraz duchowy, bo nikt kto naprawdę spotkał Chrystusa nie wróci tą samą drogą. Spotkanie z Jezusem zmienia życie, zmienia pragnienia, zmienia sposób myślenia, zmienia hierarchię wartości, zmienia reakcję serca. Nawet jeśli to trwa długo, to kierunek już jest dobry. I to też można odnieść do historii wielu ludzi w Kościele. Augustyn, po spotkaniu z łaską nie wrócił już do dawnego życia. Marcin Luther, kiedy odkrył usprawiedliwienie z wiary, nie myślał już nigdy tak samo. Newton, John Newton, taki handlarz niewolnikami. Kiedy spotkał się z Chrystusem, on nie pozostał tym samym człowiekiem. On zaczął walczyć o prawa tych ludzi. I tak jest, że każdy autentycznie odrodzony chrześcijanin powie nie jestem jeszcze tym, kim powinienem być, ale nie jestem już tym, kim byłem. W tym rozdziale ponownie wybrzmiewa postać Józefa, nad którym troszkę się zachwycałem w poprzednim odcinku. Znowu, on nie wygłasza wielkich mów, on to nie jest centrum, nie szuka widoczności, ale znowu jest człowiekiem, który słyszy Boże polecenie i działa. Wstań, weź dziecię i jego matkę. I Józef wstaje w nocy bez zwłoki, bez targowania się i robi to, co Bóg powiedział. To jest piękny obraz dojrzałej wiary. Posłuszeństwo Panu Bogu nie zawsze jest widoczniskowe. Czasami jest ciche, proste, ale kosztowne. Prawdziwa duchowość nie wyraża się tylko w takich intensywnych przeżyciach, ale w gotowości, by zrobić to, co Bóg powiedział. I zobaczcie, dzisiaj, kiedy się bardzo dużo mówi o samorealizacji, Józef przypomina nam o czymś, że mamy być ludźmi wierzącymi, którzy nie szukają własnego scenariusza za wszelką cenę, ale opierają się na posłuszeństwie Bogu. Później Józef, Jezus i Maria uciekają do Egiptu. Ważne, Syn Boży od początku wchodzi w historię takiego zagrożenia i wygnania. I zobaczcie, to znaczy, że Chrystus nie jest odseparowany od bólu ludzkiego świata. On wchodzi w ten ból. Mateusz widzi w tym momencie wypełnienie słów z Egiptu, wezwałem Syna Mego. W sensie pierwotnym odnosiło się to do Izraela, ale Mateusz pokazuje, że Jezus jest prawdziwym Synem. Prawdziwym Izraelem. Tym, który wypełnia historię Narodu Bożego w sposób, w jaki zaplanował to Bóg. To jest ważne w Ewangelii Mateusza, bo Jezus nie tylko naucza Izrael, on wstręszcza w sobie cały Izrael, całą historię Izraela. On przechodzi przez to, przez co przechodził Lud Boży, ale bez grzechu i w pełnym posłuszeństwie. To pokazuje, że nasz Zbawiciel nie jest kimś odległym. To nas pociesza. On nie zbawia nas z bezpiecznego dystansu. On wchodzi w historię lęku, niepewności, zagrożenia, migracji. Ilu ludzi dzisiaj ucieka przed wojną, przemocą, tyranią, prześladowaniem. Zobaczcie, Chrystus zna ten rodzaj bólu i to nie z teorii. No i oczywiście najtrudniejszy fragment tego rozdziału. Rzeźnie Mowląt. Mateusz tego nie upiększa. Pokazuje scenę śmierci. Potworność grzechu. Tak właśnie wygląda świat po upadku. Grzech nie jest drobną badą charakteru. Grzech jest buntem, który potrafi przybrać formę przemocy, tyranii, okrucieństwa i to wobec najsłabszych. Herod jest tu symbolem niewłaściwej władzy. Władzy, która dla zachowania siebie poświęca niewinnych. W historii świata takie rzeczy powracają nieustannie. Faraon zabijający hebrajskich chłopców. Herod mordujący dzieci w Betlejem. No ale faszyzm, nazizm, ideologii, które odczłowieczają człowieka. Każda epoka ma swoich Herodów. Mateusz tu cytuje Jermiasza. Rachel opłakuje swoje dzieci. Biblia nie boi się łez. Nie boi się lamentów. Pismo Święte nie jest książką udawanego optymizmu. Potrafi płakać. Potrafi nazwać cierpienie. Słyszy krzyk tych matek. To jest ważne, bo nie każdy ból da się szybko wyjaśnić. Nie każdą stratę da się od razu ubrać w proste rozwiązanie. Czasem właściwą odpowiedzią nie jest natychmiastowe tłumaczenie, ale współcierpienie, modlitwa, obecność. Biblia pozwala na to, a nawet pokazuje to. W całym tym rozdziale widać niezwykłą Bożą opatrzność. Sny, ostrzeżenia, droga do Egiptu, powrót po śmierci Heroda, ominięcie Judei, zamieszkanie w Nazarecie. No niby oddzielne epizody, ale w rzeczywistości to jest jedna opowieść o Bogu, który prowadzi swoje dzieło. I czasem tak jest, że czasem człowiek dopiero po czasie rozumie, że to, co wyglądało jak chaos, było Bożym prowadzeniem. To, co wyglądało jak opóźnienie, było ochroną. To, co wyglądało jak zamknięte drzwi, było łaską. To nie oznacza, że wszystko zawsze jest łatwe. Ale to oznacza, że nic nigdy nie wymaga się Bogu spod ręki. No i Nazaret. Józef wraca z rodziną i osiada w Nazarecie. To nie jest miejsce prestiżowe. Później będziemy czytać w Ewangeliach, czy może być coś dobrego z Nazaretu. Ale zobaczcie, to właśnie tam zamieszka Jezus. I to jest charakterystyczne dla Bożego działania. Bóg bardzo często wybiera to, co niepozorne, mało imponujące, wzgardzone przez świat. Betlejem małe miasto, ubogie warunki narodzin, rodzina uchodźców, Nazaret. Miasto bez znaczenia, a jednak tam właśnie dojrzewa historia zbawienia. To powinno nas uczyć pokory. Królestwo Boże nie rozwija się według logiki prestiżu. Bardzo często Bóg robi największe rzeczy w ukryciu. W wierności, w zwyczajności, w małych miejscach, przez ludzi, których świat by nie wybrał. Nie musimy być wielcy w oczach świata, żeby być używanymi przez Boga. Mamy być wierni. Mateusz, drugi rozdział, pokazuje nam przede wszystkim, że Jezus jest królem, wobec którego każdy człowiek musi zająć stanowisko. Po pierwsze, szukaj Jezusa naprawdę. Nie tylko informacji o Nim. Nie zatrzymuj się na wiedzy. Nie wystarczy znać wersety, doktryny i argumenty. Trzeba przyjść do samego Chrystusa. Po drugie, pozwól Jezusowi być królem, a nie dodatkiem. Chrześcijaństwo nie polega na tym, że zapraszamy Jezusa do pomocy w naszym planie. Chodzi o to, że poddajemy się Jemu planu. Po trzecie, uczmy się takiego cichego posłuszeństwa od już dawna. Wierność w codzienności ma ogromną wartość przed Bogiem. Po czwarte, nie dziwmy się, że świat reaguje na Jezusa wrogością. Tak było od początku. Po piąte, ufajmy Bożej opatrzności Bożemu prowadzeniu, nawet gdy nie rozumiemy całej drogi. Czasem Bóg prowadzi przez okrężne ścieżki, przez noc, przez jakąś ukrytą drogę. Mateusz, drugi rozdział, pokazuje nam przede wszystkim, że Mateusz, drugi rozdział, to nie jest tylko opowieść o dzieciństwie Jezusa. To jest rozdział o królowaniu Chrystusa i odpowiedzi na to królowanie przez człowieka. Jezus jest jeszcze dziecięcy, ale już teraz świat się wobec Niego określa. Jedni Go wielbią, inni chcą Go usunąć. Jedni idą za światłem, inni będą kurczowo trzymać się ciemności, a ponad tym wszystkim stoi Bóg.
    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Autor kazania

    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.

    Poznaj autora