Kim naprawdę jest Chrystus?
    KazanieList do Hebrajczyków · 1.3-4Część 316 lipca 2026

    Kim naprawdę jest Chrystus?

    Chrystus to nie tylko nauczyciel, lecz odblask chwały Boga. Nie jest stworzony, lecz zrodzony, będąc doskonałym odbiciem Jego istoty. Zaufaj, że tylko w Nim znajdziesz prawdziwe objawienie Bożej chwały.

    Transkrypcja

    Kiedy rozpoczynaliśmy tą podróż przez List do Hebrajczyków, to powiedziałem, że to jest taki niezwykły list, w sensie nie w tym sensie, że on jest niezwykły, a pozostanie są zwykłe i słabsze, tylko w tym sensie, że on jest inny w stosunku do pozostałych listów, które mamy w Piśmie Świętym. Bo ta księga, List do Hebrajczyków, ona odpowiada inaczej. To nie jest księga, która odpowiada na to, jak mamy żyć. To nie jest wykład doktryn takich, jak mamy żyć, albo jakiś porad dla chrześcijan, jak chrześcijanie powinni się zachowywać, jak się nie powinni zachowywać, ile się razy powinni dziennie modlić i w ogóle. Tam nawet jest mało etyki w tym Listie do Hebrajczyków. To jest zupełnie taki wyjątkowy list. Autor tego listu, przypomnę, że nie do końca wiemy, kto jest autorem tego listu, zdania są na ten temat podzielone. Wiem, że wielu mnie sprawdzało, czy faktycznie przypisuje się pewnej kobiecie możliwość napisania tego listu i ci, którzy sprawdzali, zobaczyli, że faktycznie tak jest. No więc autor lub autorka tego listu prowadzi nas taką zupełnie inną drogą. I zanim tam będzie mowa o wytrwałości, o cierpieniu, o wierze, o świętości i właśnie o takim praktycznym zastosowaniu, to najpierw autor bądź autorka tego listu chce nam powiedzieć, kim jest Chrystus. Ostatnio miałem możliwość kilka, może kilkanaście godzin rozmawiać z muzułmaninami i oni naprawdę się tu różnią. To jest taka najpotężniejsza różnica, kim dla nas jest Chrystus, kim dla nich jest Chrystus, kim naprawdę jest Chrystus. I ten list jest ważny, bo on dzisiaj, kiedy jest natłok do tego islamu i dociera to tutaj do naszych kręgów w mniejszym bądź większym stopniu. Ja teraz nie mam na myśli tych takich wszystkich dziwnych ludzi, którzy bez względu na wyznanie są po prostu podłymi i złymi ludźmi. Ja teraz mam na myśli tych, którzy są spokojni w swoim wyznaniu, żeby była jasność. Nie odnoszę się do jakichś zamieszek na ulicach, nie dotykam w ogóle tego tematu, dlatego że podli ludzie są w każdym wyznaniu. Mówię o tym, którzy coś tam sobą reprezentują i ta różnica między nami jest właśnie, największa różnica jest w osobie Jezusa Chrystusa. Więc ten list może się okazać, że za niedługo bardzo nabierze na znaczeniu, że on będzie bardzo ważny dla chrześcijan, na czym my budujemy pojęcie kim naprawdę jest Chrystus. Zresztą taki jest tytuł dzisiejszego kazania. I to jest w ogóle takie charakterystyczne dla całego Nowego Testamentu, że zanim są rady praktyczne, jak mamy żyć, to najpierw Nowy Testament objawia nam w pewien sposób Boga. Najpierw nam tłumaczy kim jest w ogóle Bóg, kim jest Chrystus. Najpierw jest Ewangelia, potem mamy etykę, co mamy robić z tą Ewangelią. Najpierw jest łaska przedstawiona w Nowym Testamencie, a potem mamy posłuszeństwo, które wynika albo jest skutkiem okazanej nam łaski, przynajmniej tak powinno być. Najpierw poznajemy osobę Chrystusa, a potem uczymy się jak Go naśladować. Skoro Go znamy, to jak Go naśladować. W pierwszym kazaniu przerobiliśmy niesamowicie długi fragment, pierwszy werset tego listu. I przypomnę, zobaczyliśmy tam, że Bóg jest Bogiem, który nie milczy. Że to jest wyjątkowy Bóg, bo nasz Bóg nie milczy. Bóg od początku historii przemawiał do człowieka, przemawiał później do swojego ludu, przemawia dzisiaj do nas. Nie zostawił człowieka, nie zostawił mnie i ciebie z jakimiś domysłami, z jakimiś filozofiami, z jakimiś spekulacjami na jego temat. Tylko przemówił do człowieka, przemówił przez proroków, przemówił przez historię Izraela, przemówił przez różne przymierza. Teraz nie odnoszę się do Nowego i Starego Przymierza, tylko różne przymierza, które Pan Bóg zawierał z ludźmi na przestrzeni Pisma Świętego. Kiedyś sobie w ogóle zrobimy na temat tych przymierzy wykład, jeśli Bóg pozwoli. Przemawiał przez prawo, przez ofiary, przez świątynię, przez wszystkie te wydarzenia Starego Testamentu. I ostatecznie przemówił, ostatnio u kresu tych dni przemówił do nas przez kogo? Przez Syna. To był taki potężny punkt kulminacyjny tego rozważania, że to jest właśnie te Boże objawienie. Nie kolejny prorok, nie kolejny reformator, nie kolejny nauczyciel, tylko Syn, Syn Boży. W drugim kazaniu poszliśmy jeszcze dalej, poszliśmy jeszcze głębiej. Nie zatrzymaliśmy się na tym, bo autor tego listu w kolejnym obszernym fragmencie, drugim wersecie, który przerabialiśmy, nie zatrzymał się na tym stwierdzeniu, że Bóg przemówił przez Syna, tylko pokazał nam, kim jest ten Syn. Powiedział, że Ojciec ustanowił Go dziedzicem wszechrzeczy i to bardzo tam sobie dokładnie analizowaliśmy i że przez Niego został stworzony Wszechświat, nie świat, tylko Wszechświat. Zobaczyliśmy, myślę wyraźnie, że Jezus nie jest częścią stworzenia. Że On nie jest, jak niektórzy dzisiaj twierdzą, na przykład Świadkowie Jehowy, że nie jest najwyższym z ludzi. Jest nawet taka książeczka, pamiętam kiedyś ją czytałem, Jezus największy z wszystkich ludzi. Jest trochę plecieków, mówi, że to bzdura, że nie można tak o Jezusie mówić czy w ten sposób mówić, kim jest Jezus. Nie jest też jedynie jakimś moralnym autorytetem, nie jest jakimś nauczycielem etyki. Jest stwórcą, jest dziedzicem wszechrzeczy i stwórcą Wszechświata. Wszystko zostało przez Niego i dla Niego stworzone i wszystko zależy od Niego. To wszystko wtedy, mam nadzieję, doprowadziło nas do takiego punktu, że skoro tak jest, skoro wszystko należy do Chrystusa, to czy moje życie naprawdę należy do Niego? Czy to przypadkiem nie jest tak, że tylko deklaruję sobie albo innym, że Jezus jest moim Panem, ale faktycznie nie ma to żadnego odzwierciedlenia? Czy ja naprawdę oddałem Mu swoje decyzje, swoją rodzinę, swoje pieniądze, swoją pracę, czas, lęki, obawy, marzenia, planowanie przyszłości? No i teraz dojdziemy do kolejnego ekscytującego momentu z tego listu. Zaplanowane jest, że przerobimy dzisiaj dwa wersety, więc mocno przyspieszamy. Mocno przyspieszamy, nabieramy tempa. No więc dochodzimy do trzeciego i czwartego wersetu. Ja oczywiście korzystam z Brytyjki, z Biblii Warszawskiej. On, który jest odblaskiem chwały i odbiciem Jego istoty i podtrzymuje wszystko Słowem swojej mocy, dokonawszy oczyszczenia z grzechów, zasiadł po prawicy majestatu na wysokościach i stał się o tyle możniejszym od aniołów, o ile znamienitsze od nich odziedziczył imię. To można zaśpiewać, z tego można pieśń zrobić. To w moim odczuciu brzmi jak taki hymn, jak taka deklaracja. Nie będę tu prezentował swoich umiejętności, ale może kiedyś zespół uwielbienia nas zaskoczy i zaśpiewamy dokładnie te słowa, bo one się nadają do tego, żeby je wyśpiewać. Zobaczcie, że to jest taka eksplozja tego, kim jest Chrystus. Eksplozja czegoś, co w teologii nazywamy chrystologią, czyli nauką o Jezusie Chrystusie. Że to można wyśpiewać, to jest taki hymn, to jest taki zachwyt nad tym, kim jest Syn Boży. I co ciekawe, w zasadzie w tych dwóch wersetach jest cała chrystologia. Jest niemal cała prawda o tym, kim jest Jezus Chrystus i co On zrobił. Te dwa wersety są w zasadzie pełną Ewangelią, którą możemy komuś przekazać. Tu jest wszystko, co powinniśmy wiedzieć na temat Jezusa Chrystusa. A wydawałoby się dwa krótkie wersety. Zwróćcie uwagę, że to nie zaczyna się w ogóle od człowieka, cały ten list, ani ten piękny hymn. Tu nie jest napisane, musisz się zmienić, musisz się bardziej starać, albo coś, co byśmy bardzo chcieli. Oto obowiązkowa lista chrześcijanin. A jak ją wypełnisz, masz prawo nazywać się chrześcijaninem. Nie. Te pierwsze cztery wersety mówią dobitnie najpierw popatrz na Chrystusa. Najpierw ty musisz zrozumieć, kim jest Chrystus, a dopiero potem możesz chcieć być chrześcijaninem. Chrześcijaństwo kręci się wokół Jezusa Chrystusa. To jest najważniejsza osoba, którą winniśmy znać. Jednocześnie jest to lekarstwo na nasz największy problem. Jezus Chrystus jest lekarstwem na nasz największy problem. Bo największym problemem człowieka nie jest brak religii. Religii to my mamy po kokardę. Po kokardę przeróżnych religii i one są do siebie bardzo podobne. Po właśnie tych godzinach, które wspomniałem, że sobie tam rozmawiałem z tym muzułmaninem i tam analizowaliśmy Koran i Biblię i te wszystkie nasze i ich praktyki. Religii to jest po kokardkę i one są do siebie bardzo podobne. Nawet naszym największym problemem nie jest brak moralności, dlatego że w tym całym zwariowanym świecie jest dosyć sporo ludzi, którzy są przyzwoici, zachowują jakąś moralność. Nie możemy spaść w taką skrajność, że wszyscy są już niemoralni, nieetyczni, wszyscy są źli. Jak ktoś w ogóle wokół siebie widzi wszystkich niemoralnych, wszystkich nieetycznych, wszyscy robią źle, to się powinien zastanowić z kim on się przyjaźni. Z jakich on ma znajomych, skoro wszyscy jego znajomi są podli, źli, niemoralni i nieuczciwi. To może zmień w końcu towarzystwo i będzie Ci trochę łatwiej w życiu. Więc nie to jest największym problemem. Na pewno nie jest problemem brak wiedzy. Dzisiaj w dobie dostępu do wiedzy, to ja uważam, że wręcz za dużo tej wiedzy mamy i niektórym już mózg eksplodował i stąd dziwne rzeczy się dzieją. Nie, największym problemem człowieka współczesnego jest zbyt mały obraz Chrystusa. Wszyscy wiedzą, że jest coś takie jak Jezus Chrystus, ale większość ludzi ma za mały obraz tego, kim jest Jezus Chrystus, zwłaszcza w Polsce, zwłaszcza w naszym kraju. Wszyscy wiedzą, że jest ktoś taki jak Jezus Chrystus, ale zdecydowana większość za mało wie i uważa zbyt mało o Chrystusie. Wielu ludzi wierzy, jeśli można użyć tego słowa, wierzy sobie w jakiegoś Jezusa, ale według swoich wyobrażeń. Oni mają jakiś pomysł na Jezusa i w tego Jezusa sobie wierzą. To może być Jezus kultury, Polska jest nim przesycona, przecież my jesteśmy przesyceni kulturą Jezusa. Tu wszędzie jest Jezus, na każdym rogu ulicy ten wymyślony, ten, który jeszcze nie zmartwychwstał. W filmach jest dużo odniesień, w muzyce jest dużo odniesień. Nawet ktoś, kto za wiele wspólnego z Jezusem nie ma, śpiewa na przykład o nim piosenki. To ostatnio jest moda. Jakiś czas temu przez Polskę przebiła się taka moda, prawie co drugi wykonawca popkulturalny miał albo koszulkę, albo jakiś medalik, nie wstydzę się Jezusa. To niczym to nie świadczy, poza tym, że jest jakaś kultura wokół Jezusa, ale to nie ten Jezus. Zresztą ja sobie nie wyobrażam, że moje dziecko układa koszulkę, nie wstydzę się mojego taty. To kim jest twój tata, że ty musisz się go nie wstydzić? Więc Jezus tradycji, kolejny taki temat w naszym kraju dosyć aktualny. Tradycyjnie to my tu wszyscy w Polsce wierzymy w Jezusa. Jezus religii, bardzo popularny Jezus. I to jest taki Jezus, który nikomu nie przeszkadza. On nikomu nie zawadza. Dopóki zostajemy na tym poziomie, to to jest super Jezus. On wszystkim pasuje. Jezus kultury, Jezus tradycji, Jezus religii. Jezus, który nic nie chce, nic nie wymaga. Jakiś taki dobry nauczyciel, terapeuta, bo ostatnio to słowo jest bardzo popularne. Widziałem, że tacy specyficzni usługujący, powiedzmy, zaczęli się ogłaszać, że są terapeutami. No więc taki Jezus terapeuta, jakiś przewodnik. Środowisko, z którym kiedyś byłem mocno związany, środowisko punków ostatnio też ma modę na Jezusa. To mnie totalnie zaskoczyło. Jezus jest takim symbolem miłości dla nich. No, ale Chrystus według listu do hebrajczyków nie pasuje do żadnej z tych kategorii. Wszystko jest za mało. Wszystko jest zbyt mało. Wszystko jest byle jakie w porównaniu do tego, co list do hebrajczyków mówi o Jezusie Chrystusie. I autor w pewien sposób nas pyta. Chcecie wiedzieć, kim jest Chrystus? No to teraz posłuchajcie. Jest odblaskiem chwały Boga. Jest odbiciem Jego istoty. Podtrzymuje cały wszechświat słowem swojej mocy. Dokonał oczyszczenia z grzechu. Zasiad po prawicy majestatu jest większy od wszystkich aniołów. Więc to nie jest mały Jezus. To nie jest Jezus, którego można postawić obok innych jakichś religijnych przywódców. To nie jest Jezus, którego można zamknąć w kościele w jakimś pudełku. Niektórzy nazywają je tabernakulum. I go tam trzymać sobie na niedzielę. To jest Pan Wszechświata. Pan Wszechświata. Odbicie chwały Bożej. Odbicie Jego istoty. Chwały Bożej. On wszystko podtrzymuje. Więc Pan Wszechświata. I myślę, że kościół, właśnie ten współczesny kościół, właśnie najbardziej potrzebuje przypomnieć sobie, kim jest Jezus Chrystus. Otóż kościół do rozwoju, w mojej ocenie, nie potrzebuje kolejnych metod, w jaki sposób kościół należy rozwijać. Nawet nie potrzebuje jakichś wielkich konferencji. Nie przeszkadzają mi, tak jak mi kiedyś przeszkadzały, ale kościół nie potrzebuje jakichś wielkich konferencji. Nie potrzebuje jakichś kolejnych trendów czy kolejnych pomysłów na to, jak dzisiaj ma wyglądać kościół, żeby był lepszy niż ten, który był wczoraj. Na pewno nie potrzebuje kolejnej dyskusji na Facebooku o tym, jak zatrzymać ludzi w kościołach. Nie. Kościół potrzebuje zobaczyć, kim jest Jezus Chrystus. Jak wielki jest Jezus Chrystus. Co to oznacza, że my wierzymy w Jezusa Chrystusa opisanego w Biblii. Bo kiedy człowiek tak naprawdę zobaczy, kim jest Chrystus, kiedy człowiek tak naprawdę spotka się z tym Chrystusem takim, jak przedstawia go Pismo, takim, jakim on jest, to nagle wiele rzeczy zaczyna znikać z życia tego człowieka. Pycha u takiego człowieka zacznie maleć, kiedy on się spotka z wielkim Jezusem. Lęki przeróżnego rodzaju zaczną słabnąć, kiedy on zobaczy i odkryje, jak wielki jest Chrystus. Grzech dla takiego człowieka przestaje wyglądać atrakcyjnie. Nie jest tak, że znika całkowicie, ale przestaje wyglądać atrakcyjnie. Świat dla takiego człowieka traci swój blask. On już tak nie świeci, jak świecił przed poznaniem Chrystusa. Uwielbienie takiego Chrystusa przestaje być religią, przestaje być obowiązkiem. Ono staje się taką naturalną odpowiedzią serca tego człowieka, który spotkał się z tym prawdziwym, wielkim Chrystusem. Spróbujemy sobie dzisiaj spojrzeć na takiego Jezusa właśnie przez ten hymn w trzecim i czwartym wersecie, bo odpowiedzi na to jedno pytanie, od tej odpowiedzi zależy całe twoje życie. To, jak odpowiadasz na pytanie, kim naprawdę jest Jezus Chrystus, to definiuje twoje życie. Odpowiedź na to pytanie zmienia życie. Kim naprawdę jest Jezus Chrystus? On, który jest odblaskiem chwały. Tak się to zaczyna. Syn jest odblaskiem chwały Boga. Trzeci werset. Wielu teologów uważa, że to jest jedno z najważniejszych miejsc w Nowym Testamencie, mówiące o tym, kim naprawdę jest Jezus Chrystus, że On jest odblaskiem chwały. Tutaj autor bądź autorka nie tylko mówi nam, co Jezus zrobił. On, będzie mi łatwiej, będę mówił autor, ale pamiętajmy, że nie wiemy tak do końca. Autor pokazuje, kim naprawdę jest Chrystus. Jest ważna kolejność. Najpierw musimy poznać Chrystusa, wiedzieć, kim On jest. Potem dopiero możemy zrozumieć Jego dzieło. Potem możemy przyjąć Jego dzieło, a potem możemy naśladować tego, który uczynił to dzieło. Jak pomylimy tą kolejność, to bardzo szybko wpadniemy w religię. I to jest w ogóle różnica między religią a wiarą. Religia zazwyczaj zaczyna od próby naśladowania, nie znając osoby, nie mając kontaktu i relacji z osobą. Wiara zaczyna od osoby i to powoduje, że zaczynamy ją naśladować. Zwróćcie uwagę, że kiedy Bóg zawiera dosyć ważne przymierze i przychodzi do Abrahama, to nie mówi Mu najpierw zrób to i to, a potem mnie poznasz i będziesz doskonały. Nie. Ja jestem Bóg Wszechmogący. Miej relacje ze mną, a będziesz doskonały. Więc wiara zaczyna się, i ojciec naszej wiary, Abraham, tak zaczął, zaczyna się od poznania osoby i to powoduje, że pewne rzeczy robimy. Religia zaczyna od robienia pewnych rzeczy, czasem bardzo dobrych. Cóż złego jest w modlitwie? Cóż złego jest w czytaniu Biblii? Cóż złego jest w chodzeniu do Kościoła? Ale kiedy zaczynamy od tego, nie znając osoby, kończy się to katastrofą. List do Hebleczyków mówi najpierw trzeba poznać osobę. I posłuchajmy jeszcze raz tych słów. On, który jest odblaskiem chwały. Więc nie czytamy tutaj, że Jezus posiada część Bożej chwały, trochę Bożej chwały. Nie czytamy, że odbija Bożą chwałę, tak jak Bożą chwałę odbijają święci ludzie. Nie czytamy tego. Nie czytamy też, że On otrzymał chwałę jako nagrodę, a bardzo wielu tak mówi. Że On otrzymał chwałę jako nagrodę. Nie czytamy tak. A autor tu mówi coś znacznie większego. On jest, jest odblaskiem chwały. To jest niezwykle precyzyjne stwierdzenie. Tam w ogóle w Grece jest użyte takie specyficzne słowo, apałgazma. I to słowo, ono rzadko występuje w Biblii, ale występuje i występowało w opisach innych rzeczy. A jak wiemy, to nie było tak, że Pan Bóg stworzył Grekę, żeby napisać Biblię. Tylko była Greka, w której został spisany Nowy Testament. I to słowo oznacza czasami w niektórych greckich tekstach, przynajmniej tak czytałem. Nie jestem biegłym z języków greckich, żeby była jasność, ale dużo czytam tych, którzy są biegli. I oni mówią, że to słowo oznacza promieniowanie światła. Albo taki błysk pochodzący z jakiegoś źródła. Jasność, która jest nierozłączna od źródła tej jasności. No i przykład, który już ja sobie wymyśliłem. Nie wiem, czy będzie doskonały, nie wiem, czy ci eksperci by się z nim zgadzali zupełnie, ale dla mnie to jest taki przemawiający przykład, jak sobie rozważałem ten odblask. No to wyobraźmy sobie Słońce. I czy my jesteśmy w stanie oddzielić światło od Słońca? Czy możesz widzieć Słońce i nie widzieć światła? Nie jesteśmy w stanie tego oddzielić. Dla nas to jest tak w miarę jedno. Oczywiście, że możemy się teraz pobawić fizyków kwantowych i innych, ale tak normalnie, patrzymy na Słońce. No i kto to oddzieli od światła? No nikt. Tam, gdzie jest Słońce, tam jest jego blask. Zgodzicie się ze mną? Przynajmniej ja takie Słońce znam. Może ktoś zna inne? No trudno. Ja takie znam. Że tam, gdzie jest Słońce, tam jest jego blask. Czasami ten blask jest tak silny, że nie da się patrzeć. Czasami jest mniej, ale jest ten blask. Nie da się tego oddzielić. I według mnie nie istnieje taka chwila, w której Słońce istnieje, ale nie promieniuje. Nie ma tego światła. Według mnie tak jest. No i właśnie to słowo tu jest tak użyte. Tak właśnie autor opisuje tą relację między ojcem a synem. Że nie ma kogoś takiego jak ojciec bez istnienia syna. Nie ma kogoś takiego jak syn bez istnienia ojca. Kiedyś bez syna. Ten syn nie pojawia się później. On jest. Jest odblaskiem tej chwały. Tak jak światło jest przy Słońcu. To nie jest dodatek do Boga. To nie jest stworzenie Boże. To nie jest ktoś obok Pana Boga. To jest odwieczny blask ojca. Odwieczny blask. Nierozłączny. I właśnie dlatego później Kościół tak mocno podkreślał, że syn jest zrodzony, a nie stworzony. Zrodzony, a nie stworzony. Bo światło rodzi światło. Światło nie zrodzi ciemności. Bo nigdy nie da się tego utworzyć z zewnątrz. I dlatego to Słońce mi tak przychodzi do głowy jako przykład tego wyrazu. Tak samo syn odwiecznie pochodzi od ojca. Jest zrodzony, a nie stworzony. To jest ta tajemnica trójcy. Niektórzy są uczuleni na ten wyraz. Więc trój jedności. Niektórzy są i na ten wyraz uczuleni. Więc dzisiaj sobie powiemy to i w grece, i w łacinie. I już uczulenie nam zejdzie. Ale prosto mówiąc, nie trzech Bogów. Nie jeden Bóg zmieniający maskę. I raz się ubiera za ojca i się pokazuje człowiekowi jako ojciec. Potem jako syn. A jeszcze za pazuchy dla niektórych wyciąga trzecią maskę. Halo, to ja Duch Święty. Nie, to nie to. Jest jeden Bóg odwiecznie istniejący jako ojciec, syn i Duch Święty. Ja już to powiedziałem przy okazji naszych rozważań. Wiem, że tam wzburzyło to część internautów. Zburzajcie się. Nie możesz być chrześcijaninem i nie uznawać tego, że jest jeden Bóg odwiecznie istniejący jako ojciec, syn i Duch Święty. Po prostu nie jesteś wtedy chrześcijaninem. I tyle. Tu jest dalej. Skoro myślę, że rozumiemy to słowo odblask i zapamiętamy sobie przykład ze słońcem, to tu się pojawia jeszcze jedno ciekawe wyraz. Jaki? Chwała. Też wymieniany przez nas często wyraz i czasami pojawia się pytanie. Co to właściwie jest ta chwała? Czym ona właściwie jest? Co to jest w ogóle chwała Boga? My bardzo często używamy tego wyrazu tak bardzo powierzchownie. Nie zastanawiamy się nad tym, co mówimy. Ile razy z naszych ust pada? Oddajmy Bogu chwałę. No dobra. A czym jest ta Boża chwała? Albo to jest jakby nasz taki sport. Podobno katolicy się witają szczęść Boża, a my się witamy chwała Bogu. No dobra. Jak zapytasz katolika, co to znaczy szczęść Boże, to raczej ci powie. Żeby ci Bóg szczęścił, żeby ci Bóg błogosławił. A teraz zapytajmy nas. No dobra. Chwała Bogu, chwała Bogu bracie. A co to jest chwała Boga? I zaczyna się robić niezręcznie. Ale dzisiaj była taka chwała na nabożeństwie. Dobrze. A czym jest ta chwała, która była na bożeństwie? Czasami nawet mówimy sobie o atmosferze chwały. Że dzisiaj była taka atmosfera chwały Bożej. Dobrze powiedziałem? Dobrze. No i dobra, fajnie. Słowo atmosfera prawdopodobnie bardziej rozumiemy niż słowo chwała. A Biblia mówi dosyć głęboko o tym. W Starym Testamencie, kiedy pojawia się mowa o chwale Bożej, użyte jest specyficzne słowo kabot. Tak to słowo brzmi z hebrajskiego kabot. I to nie jest słowo, które można przetłumaczyć tylko i wyłącznie tak jak tłumaczymy, czyli na chwałę. To słowo było znacznie wcześniej i znacznie później używane w zupełnie innym zrozumieniu. Ciężar. Słowo kabot oznacza ciężar. To, które tłumaczymy na chwałę i słusznie, oznacza również ciężar. Tak jak u nas jest, wiecie, zamek. Można mieć zamek, można wybudować zamek. Albo pociąg. Mogę mieć pociąg do mojej żony i mam nieustannie. Ale mogę też wsiąść w pociąg i tym pociągiem pojechać. Tak słowo kabot. Ono oznacza zarówno chwałę, ale oznacza również ciężar. Czyli coś, co ma jakąś wagę. Coś, co ma jakieś znaczenie, ma jakiś wymiar. No, ale to jest takie specyficzne słowo. Ono nie oznacza byle jakiego ciężaru. To musi być ciężar, który ma pewien majestat. Ma pewną wartość. To słowo ciężar nie jest używane w stosunku do każdego ciężarku. Ono ma swój wydźwięk, swój majestat, swoją wartość. Dlatego podnieśliśmy to słowo do takiej rangi chwała. I kiedy Biblia mówi o chwale Boga, mówi o czymś, co ma swoją wagę. Ma swoją wartość, ma swój majestat, ma swoje znaczenie. Mówi o objawieniu całej wielkości Boga. O Jego świętości. Kiedy rozmawiamy o chwale Bożej, rozmawiamy o świętości Boga. O pięknie Boga. O dostojęstwie Boga. O doskonałości Boga. O mocy Boga. O sprawiedliwości Boga. O miłości Boga. O majestacie Boga. O obecności Boga. Boża chwała, ten kabot, to nie jest jedna z cech Pana Boga. To jest określenie na wszystkie cechy Pana Boga naraz. Kiedy używamy słowa chwała Boga, mamy na myśli całego Boga. Wszystkie Jego cechy. Wszystkie Jego istoty. To nie jest tak, że Bóg jest dobry, miłosierny, łaskawy i pełen chwały. Chwała Boga oznacza wszystko w tym zawarte. Rozumiecie mnie, mam nadzieję. Więc kiedy mówimy sobie, że dzisiaj była chwała Boża, to powinniśmy mieć na myśli, że dzisiaj był ogrom świętości. Był ogrom piękna. Czuliśmy moc. Sprawiedliwość. Łaskę. Wszystko, wszystko, wszystko w tym jest obecne. Dlatego kiedy spotykasz się z kimś, kogo tam za bardzo nie lubisz i zgrzyta ci między zębami jak się z nim widzisz, to powiedz mu raczej dzień dobry. Bo chwały Bożej w tym jest mało. Bo z takim uczuciem podchodzisz do drugiego człowieka. Boża chwała jest objawieniem wszystkiego, kim jest Bóg. Wszystkiego, kim jest Bóg. Dlatego Mojżesz w Księdze Wyjścia, on nie modli się na przykład tak. Pokaż mi Twoją moc. Albo pokaż mi Twoje cuda. Albo pokaż mi aniołów. Nie, on mówi pokaż mi co? Pokaż mi co? Swoją chwałę. On chciał zobaczyć wszystko. On chciał zobaczyć całego Boga. On chce zobaczyć samego Boga. On chce Boga zobaczyć i mówi pokaż mi chwałę, w sensie pokaż mi siebie, chcę Ciebie zobaczyć, chcę Cię widzieć, tak realnie i namacalnie. I Bóg bardzo specyficznie odpowiada. Co odpowiada? Nikt nie może oglądać mojego oblicza, kabot, i pozostać przy życiu. Dlaczego? Bo grzeszny człowiek nie jest w stanie wytrzymać tego wszystkiego, nie jest w stanie wytrzymać pełnego objawienia Boga, pełnej świętości. I to jest dramat ludzkości. My nie tylko złamaliśmy Boże Prawo, o czym mówił list do Rzymia, dlatego zaczęliśmy studium listów od studium listu do Rzymia. My nie tylko to zrobiliśmy, my nie tylko przekroczyliśmy to, my utraciliśmy możliwość oglądania chwały Bożej jako ludzie. To, co jest tak szczegółowo opisane w liście do Rzymian spowodowało to, co teraz dotyka list do hebrejczyków. Ponieważ zgrzeszyliśmy, utraciliśmy możliwość oglądania chwały Bożej. I potem przychodzi kto? Jezus. I Jan rozpoczyna swoją Ewangelię. Nieprzypadkiem. A on mówi tak. Na początku było słowo. Brzmi znajomo, mam nadzieję, bo Księga Rodzaju się bardzo podobnie zaczyna. To jest taki nowy początek, jakby nowe stworzenie. I dalej czytamy. A słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas i ujrzeliśmy co? Jego chwałę. Teraz kiedy rozumiemy czym jest chwała, rozumiemy jaki problem jest w Starym Testamencie, jaki problem jest, ponieważ grzech nas oddziela od tej chwały, to patrzcie jakie to teraz jest piękne. A słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas i ujrzeliśmy Jego chwałę. Kogo? Chrystusa. Jezus do Hebrajczyków to nic nowego nie mówi. To jest Ewangelia. Jaką chwałę? Chwałę jaką ma jedyny Syn od Ojca. Zobaczcie co mówi Jan. To czego Mojżesz nie mógł oglądać i Bóg mu to wyraźnie powiedział, to oglądali apostołowie. Właśnie z tym mieli styczność apostołowie. Nie dlatego, że byli lepsi, bo nie byli, ale dlatego, że Boża chwała przyszła w osobie Jezusa Chrystusa, że Bóg objawił swoją chwałę w osobie Jezusa Chrystusa. Dlatego Pan Jezus nie jest jedynie posłańcem. Jak właśnie próbował mnie przekonać mój rozmówca, o którym już dzisiaj wystarczająco dużo razy wspomniałem. On nie przynosi tylko informacji o Panu Bogu. On przynosi samego Boga. Patrzcie dalej. Rozmowa Filipa z Jezusem. 13 albo 14 rozdział Ewangeliana. Nie pamiętam w tej chwili, ale Filip rozmawia z Jezusem. I Filip mówi do Jezusa. 14 to będzie, bo tam potem jest te całe atrybuty. I Filip mówi, pokaż mi Ojca. Pokaż nam Ojca. I Jezus mu odpowiada, że Gamoniu jeden, przykład dowolny, teraz nie Brytyjka. Gamoniu jeden, tyle czasu z wami jestem, a ty mnie jeszcze nie poznałeś. Taka jest ta rozmowa Jezusa z Filipem. I potem padają bardzo ważne słowa, dlatego to jest 14 rozdział, bo tam padają słowa, kto mnie widział, widział Ojca. Wszystko się łączy w jedną całość. Ewangelia Jana, stworzenie z Księgą Rodzaju, historia Mojżesza, to, że człowiek chciał ujrzeć, ale nie mógł i nagle przychodzi Pan Jezus. I to jest w ogóle fajna rozmowa, bo Pan Jezus nie mówi mu, kto mnie widział, ten zobaczył proroka. Nie mówi, albo zobaczył tego najlepszego człowieka, największego z wszystkich ludzi, albo reprezentanta, o to też czasami niektórzy tłumaczą, próbują tłumaczyć słowo parakletos w ten sposób, a Jezus by też tak mógł powiedzieć w stosunku do swojego Ojca, w takim razie, że ja tu jestem reprezentantem Boga. On mówi wprost, jasno i wyraźnie, kto mnie widział, widział Ojca. Dlatego autor Heblejczyków mówi, że on jest odblaskiem chwały, że tego się nie da rozdzielić, że kiedy patrzysz na Jezusa, widzisz Boga. Nie połowę Boga, nie część Boga, nie jedną trzecią Boga, nie odbicie lustrzane, bo niektórzy to próbują w ten sposób przełożyć, że to jest takie odbicie lustrzane. Nie, widzisz Boga objawionego w Synu. Izajasz ma też ciekawy kontekst, szósty rozdział. Ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie. I potem aniołowie, serafowie dokładnie wołają coś, co dla niektórych jest nieznośne, bo taka bardzo prosta pieśń. Wiele razy się powtarza jedno słowo. Święty, święty, święty. Święty, święty, święty. Święty, święty, święty. Nie ma tam zwrotek, refrendów, cały czas te święty, święty, święty. Oni tak wołają. I czytamy, że cała świątynia drży, kiedy to się dzieje i Izajasz robi coś dziwnego. On w pewnym momencie zaczyna wołać Biada mi, Biada mi. Tak woła Izajasz na to doświadczenie. Dlaczego? No bo zobaczył Bożą chwałę, bo on ujrzał Bożą chwałę. Ujrzał Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie. Ujrzał i powiedział Biada mi. Później Jan w Ewangelii komentuje, znaczy nie później, bo to jest wcześniej, przed tym XIV rozdziałem, bo trochę szyję. W Ewangelii Jan nawiązuje do tego Izajasza i on mówi, że Izajasz tak powiedział dlatego, że ujrzał jego chwałę. Tam się na pewno pojawia słowo chwała, więc zobaczcie jak to jest ze sobą splątane. No więc kogo ujrzał Izajasz? O kim on mówi? O Jezusie oczywiście. Jan mówi wprost. Tym, którego Izajasz oglądał na tronie był syn. I to jest bardzo ważne, bo to jest bardzo mocny tekst Nowego Testamentu o boskości Chrystusa. I ludzie, którzy mówią, że Nowy Testament nie wypowiada się na temat boskości Chrystusa naprawdę słabo studiują Nowy Testament. To jest bardzo mocny tekst, że ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie. On na 100% ujrzał Jezusa Chrystusa. No jak go mógł ujrzeć zanim się urodził? No właśnie tak, że on już był zanim się urodził. Góra przemienienia. Znowu piękny fragment Ewangelii z co najmniej dwóch powodów, o których lubię mówić. Pierwszy powód ten, że czasami tak jest, że idziemy na górę przemienienia. Wiecie, chwała Boża, wszystko jest pięknie, wspaniale, cudownie, ale potem trzeba zejść na dół z tej góry do zwykłego życia i to już jest mniej cudowne. No i tam się też to odbyło, że oni poszli na górę przemienienia, niezwykłe doświadczenia, a potem zeszli i co? I zaraz tam problemów około mnóstwo. Coś mi to przypomina. No więc na tej górze przemienienia na chwilę zasłona zostaje odsunięta. Uczniowie widzą Jezusa takim, jakim On jest naprawdę. Czytamy, że Jego twarz jaśnieje, że szaty stają się jaśniejące, że okrywa Go obok tej chwały. Słyszymy głos Ojca potwierdzający to wszystko. I bardzo często spotykam się z taką interpretacją, że Jezus się zmienia. Nie, On się nie zmienia. On się tam nie zmienia. Zmienia się sposób widzenia Go przez uczniów. On cały czas taki jest, cały czas taki był, cały czas taki będzie. Oni mają zdjęte zasłonę na krótką chwilę i widzą Go takim, jakim On jest. Widzą tą chwałę Boga. Na krótką chwilę widzą Tego, który zawsze jest odblaskiem chwały Boga. I teraz sobie pochylimy się nad takim pytaniem. Uważam praktycznym pytaniem i zaraz się wszystko rozjaśni, czemu to jest ważne. Każdy człowiek, każdy ja też, każdy człowiek, ty też, nawet jak się do tego teraz nie przyznasz, każdy człowiek ma takie pragnienie uznania. Takiego wyrazu użyję, moglibyśmy użyć innego. Boli nas bardzo krytyka, zwłaszcza jakaś nieproporcjonalna krytyka, negatywna krytyka. Każdy w jakiś sposób chce być podziwiany. Żona chce być podziwiana przez swojego męża, dla prostego przykładu mąż przez swoją żonę, dzieci przez rodziców, rodziców przez dzieci, ale też w takim większym wymiarze, gdzieś to od nas tam drzemie, każdy chce być jakoś tam podziwiany. To przynosi pewne skutki, takie trudniejsze. Moim zdaniem to powoduje, że media społecznościowe tak mocno hiper uzależniają i ludzie zaczynają liczyć polubienia, porównują się z innymi, chcą być zauważeni. Niektórzy jak im tych lajków brakuje, to zaczynają jakieś takie sensacje pisać, żeby tylko tego jednego lajka więcej mieć. To się stąd bierze, ale skąd to się w ogóle wszystko bierze? Czemu my tak mamy jako ludzie, w tym ja, żeby była jasność, mówię również o sobie, bo Biblia mówi, że my zostaliśmy stworzeni dla chwały. Takiego sformułowania ożywa Biblia, my zostaliśmy stworzeni dla chwały. Problem polega na tym, że po upadku człowieka zaczęliśmy szukać jej dla siebie, zaczęliśmy szukać swojej chwały w tej historii. To się zmieniło w tych pragnieniach i cała historia grzechu tak naprawdę jest opowieścią o próbie kradzieży Bożej chwały, chwały należnej tylko Bogu przez ludzi. O tym jest historia grzechu, o to chodzi w grzechu. To jest próba kradzieży tej właściwej chwały na rzecz niewłaściwej chwały, na rzecz niewłaściwych pobudek. To właśnie zrobił jeden z najsłynniejszych aniołów. Kto? Lucifer, tak, ja mówię Lucifer. Co on powiedział? Będę jak najwyższy, będę jak najwyższy. To właśnie zrobił Adam z Ewą w Ogrodzie Adam. Będziemy sami decydować, my będziemy ustanawiać reguły. No i to właśnie robimy my. To jest właśnie ta historia grzechu. Próba kradzieży Bożej chwały. Chcemy być centrum. Dla siebie, dla innych. Chcemy, żeby świat w jakiś sposób kręcił się wokół nas. I bardzo wiele problemów człowieka bierze się z tego, że on by tak naprawdę chciał, żeby się świat kręcił wokół niego i ma różne metody, żeby to zrobić. Jeden będzie się afiszował, a drugi będzie skamlał, płakał, rozpaczał, żeby się świat kręcił wokół niego. Chcemy być podziwiani. Chcemy mieć rację. Chcemy być najważniejsi. Tylko, że Ewangelia mówi, że my nie zostaliśmy stworzeni po to, żeby moja czy twoja chwała rosła. Chwała, czyli cały ty. Nie to ma rosnąć. Zostałeś stworzony po to, żeby odbijać chwałę Chrystusa, który jest chwałą Bożą. O to w tej historii chodzi. To jest ta prawdziwa wolność. Nie wtedy, kiedy wszyscy mówią o mnie, ale wtedy, kiedy moje życie sprawia, że ludzie zaczynają mówić o Jezusie. O Jezusie. To jest prawdziwe odbicie chwały. Nie o tobie. Ludzie patrząc na ciebie zaczynają mówić o Jezusie. Na tym polega chrześcijaństwo. Na tym polega naśladowanie Chrystusa. Na tym polega uczniostwo. Człowiek nie żyje po to, żeby jego imię było wielkie. Nie po to, żeby budować jakieś własne królestwo, własną sławę, własną popularność. Człowiek żyje po to, żeby Chrystus był jak najbardziej widoczny. I to pierwszy powiedział w Nowym Testamencie Jan Chrzciciel. On musi wzrastać. Ja zaś stawać się mniejszym. To jest do wsyć dobre wyznanie chrześcijańskie. To jest zdanie, które powinno być wypisane nad życiem każdego chrześcijanina. I ktoś ma takie zwyczaje jak ja, pisania po lustrze u siebie w domu, żeby była jasność. To można sobie wpisać. On musi wzrastać. Ja zaś stawać się mniejszym. Nie moja chwała. Jego chwała. Nie moje imię. Jego imię. Nie moje królestwo. Jego królestwo. Wszystko można pod to podłożyć. I właśnie dlatego ten fragment, który dzisiaj analizujemy, zaczyna się od tego, że zanim zaczniemy mówić o tym, co Chrystus zrobił dla nas, bo zaraz do tego przejdziemy, to najpierw w tym wersecie chodzi o to, żebyśmy uklękli przed tym, który jest odblaskiem chwały samego Boga. Jest tą chwałą Bożą. Ale tam jest jeszcze dalej, jeszcze ciekawiej. Jest odbiciem Jego istoty. Jest odblaskiem chwały i odbiciem Jego istoty. Więc to pierwsze określenie mówiło nam o tej chwale Boga objawionej w synie, ale to drugie jeszcze dobitniej pewne rzeczy mówi. Już autor nie mówi o tym, co można zobaczyć. On mówi o tym, kim jest Jezus. I to jest różnica. Odbicie Jego istoty. Kim On jest. Bo można wierzyć sobie w jakiegoś właśnie Jezusa, jakiegoś wielkiego proroka, albo wielkiego nauczyciela, wybitnego człowieka, poprzez którego w pewien wybitny sposób działa Bóg, albo np. człowieka, który w pełni jest wyposażony w Ducha Świętego. Tylko to jest wszystko za mało. Ten list do Hebleczyków miażdże takie pomysły. On się nie zatrzymuje nad takim małym Jezusem. On mówi coś, czego żaden Żyd nie odważyłby się powiedzieć o Mojżeszu. Żaden. A wiecie, że dla Żydów Mojżesz to ktoś ważny. Bardzo ważny. I żaden Żyd, nawet współcześnie żyjący Żyd, nie odważyłby się tego powiedzieć o Mojżeszu. Ani o Eliaszu, ani o Izajaszu, ani nawet o Abrahamie, o Dawidzie, czy kimkolwiek innym. Nawet żaden Żyd nigdy nie powiedziałby tego o żadnym Aniele. Nawet kabaliści, specyficzna forma Żydów, nawet oni nie odważyliby się powiedzieć tego o jakimkolwiek Aniele. Biblia mówi to wyłącznie o Synu Bożym. On jest odbiciem Jego istoty. To się pojawia tylko w stosunku do Chrystusa. Tam się pojawia greckie słowo. Teraz będziemy bardzo się skupiać nad tłumaczeniem tego słowa. W Grece brzmi charakter. Zgadnijcie jak brzmi po polsku. Charakter. Stąd się wzięło w ogóle słowo charakter. Charakter jest biblijnym słowem. Tam się to słowo pojawia. Od tego słowa pochodzi to nasze polskie charakter, ale w świecie starożytnym ono oznaczało coś jeszcze więcej, jeszcze coś bardziej konkretnie. I znowu, żeby to odbicie sobie jakoś wyobrazić, żeby ten charakter jakoś uchwycić, co to tam w tym świecie antycznym pierwszych wieków oznaczało, to znowu jakaś moja próba przełożenia tego na jakiś przykład. Był taki czas, że sobie żyli cesarze i każdy cesarz miał swoją monetę. Moneta jakby musiała być. Był cesarz, musiała być moneta. Dzisiaj niektórzy cesarze np. Stanów Zjednoczonych również muszą mieć swoje monety. Taki mój przytyk. Więc pozostawała moneta, była sobie moneta. Powstawała moneta. I na tej monecie znajdował się wizerunek tego cesarza, ale to było takim specjalnym stemplem robione, takim specyficznym stemplem. I żeby to mogła być moneta cesarska, to wzór tego cesarza, twarz zazwyczaj tego cesarza musiała być odwzorowana idealnie. Oczywiście mówimy o świecie antycznym. Dzisiaj w dobie grafiki komputerowej to aż śmieszne jest. Ale na tamten czas taki stempel to musiał tak precyzyjnie oddać twarz tego cesarza, żeby było jasne, że to jest jego moneta. To nie mogła być jakaś tam podobizna jakaś artystę, jakaś luźna interpretacja twarzy. To nie mogło być coś takiego. To musiała być idealna, precyzyjna, taki dokładny odcisk tego cesarza. I to właśnie oznaczało swój charakter. Idealna taka kopia, jeden do jednego byśmy powiedzieli. Nie da się, wiadomo. Matryca, moglibyśmy użyć tego słowa, niecoś podobnego, nieprzypominającego, niezbliżonego, tylko dokładnie gęba, twarz tego cesarza. I właśnie tego słowa używa list do hebrejczyków. Chrystus jest doskonałym, idealnym odbiciem natury Ojca. Niepodobnym, nieprzypominającym, niezbliżonym, dokładnym, precyzyjnym, idealnym stemplem na tej monecie. I tam się pojawia drugie słowo greckie, z którym się już nieraz spotkaliśmy i spotykamy, czyli hypostasis. I tutaj mamy w Brytyjce jako istota. Tamto było odbicie i teraz istota. Inne tłumaczenia tego słowa. Natura, ale co ciekawe rzeczywistość. To jest słowo, które uważam, dobrze oddaje na język polski ten termin. Rzeczywistość. Więc to jest odbicie Jego rzeczywistości. Idealne odbicie Jego rzeczywistości. Precyzyjne. Superdokładne odbicie Jego rzeczywistości. Nie tylko Jego natury. To jest odbicie tego, kim naprawdę jest Bóg. I to się tutaj pojawia. Czyli autor mówi tak. Syn jest doskonałym, idealnym objawieniem samej natury Boga. Jeśli chcesz wiedzieć, jaki jest Bóg, patrz na Chrystusa. Jeśli chcesz wiedzieć, jak wygląda Boża świętość, patrz na Chrystusa. Jeśli chcesz wiedzieć, jak wygląda Boża miłość, patrz na Chrystusa. Jeśli chcesz wiedzieć, jak wygląda Jego sprawiedliwość, patrz na Chrystusa. Albo w jakiejś idei, tylko jak to wygląda tu i teraz na ziemi. Jak to wygląda? Świętość Boga, miłość Boga, łaska Boga. Patrz na Chrystusa i miłosierdzie Boga. Patrz na Chrystusa. Bo syn nie opowiada historii o swoim ojcu. On objawia ojca. A to jest spora różnica. Syn nie opowiada historii swojego ojca. On objawia swojego ojca. I tu zaczyna się wiara chrześcijańska. I tu też rozpoczyna się pierwszy wielki spór, o którym często powtarzamy, ale robię to z premedytacją, żeby nam się wbiło to do głowy, żebyśmy potrafili wstać w środku nocy i powiedzieli, gdzie jest ta różnica i wymienili pewne dwa bardzo ważne nazwiska. Tu się zaczyna to wszystko. Tu się zaczyna spór, największy spór. I to wcale nie jest spór o organizację, liturgię, muzykę, język na Boże. Takich sporów mamy do dzisiaj pełno. Obecnie żyjemy w takim czasie, że Kościół Żydowsko-Katolicki ma spór o organizację, o liturgię, o język. To są nieistotne spory. To są mało ważne spory. Naprawdę nie ma znaczenia, czy ktoś się modli w kierunku wierzących, czy tyłem do wierzących. Ja bym mógł teraz tyłem mówić i sens tych słów byłby sam, a mam całkiem zgrabny, mogę zaprezentować. To nie ma żadnego znaczenia. To są nieistotne spory. Ale spór, tak żona twierdzi, ale spór, o którym teraz powiemy i sobie przypomnimy, to jest bardzo ważny spór. Mało tego, pójdę dalej, zaskoczę teraz wielu. To nawet nie jest spór o chrzest. Nawet spór o chrzest nie jest tak istotnym sporem. Mam na myśli, czy chrzest bardziej w wieku kilka miesięcy, rok, dwa, pięć, dziesięć, piętnaście, a może pełnoletni. To jeszcze nie jest waga tego sporu. To jest ważny spór, na pewno ważniejszy od tego, w którą stronę króla stoi, ale nie jest tak ważny, jak ten spór, o którym zaraz powiemy. Bo ten spór dotyczy tego, kim naprawdę jest Jezus Chrystus. To pytanie rozstrzyga wszystko. Jak ktoś się pomyli w odpowiedzi na to pytanie, kim naprawdę jest Jezus Chrystus, to nie będzie zbawiony. Bo zbawia cię wyłącznie wiara w prawdziwego Chrystusa. I zbawia cię wyłącznie prawdziwy Chrystus. Żaden inny nie ma mocy zbawić. Zbawia nas wyłącznie wiara w prawdziwego Jezusa. Ja wiem, że to brzmi mocno, ale tak właśnie naucza Nowy Testament. Paweł później przestrzega, później w sensie historii, przestrzegać będzie przed innym Jezusem. Bo on nie ma mocy zbawić. Niby Jezus, ale trochę inny. Jan ostrzega przed fałszywymi nauczycielami na temat... Aha, to ja. Prawda? To jest poważny spór, czy ja mam zgolić brodę, czy nie. Jan później nas ostrzega przed fałszywymi nauczycielami na temat Chrystusa. I autor Listu do Hebrejczyków robi dokładnie to samo. Oni wszyscy to robią. No i teraz wchodzimy w historię. Arjusz pojawia się na przestrzeni dziejów III-IV wiek. Końcówka III, początek IV wieku. Pojawia się człowiek o imieniu Arjusz. Inteligentny, bardzo. Pięknie mówi. Nawet układa wspaniałe pieśni. Niedawno przeczytałem, że ludzie śpiewali jego poglądy. To jest w ogóle odjazd. Jaka to musiała być popularna osoba w świecie kościoła I. Ludzie śpiewali jego poglądy. Wyśpiewywali jego poglądy. To jest dopiero bycie znanym. Ludzie nie tylko mówią, jakie masz poglądy. Oni śpiewają twoje poglądy. Taki był Arjusz. Arjusz mówił, a inni śpiewali, że Jezus jest największym stworzeniem. Najdoskonalszym. Najbliższym Bogiem. Najbliższym Bogu. Piękne dośpiewanie. Jezus jest największym stworzeniem. Najdoskonalszym. Najbliższym Bogu. Najlepszym. Ale stworzeniem. Pojawia się tam słowo stworzenie. I potem powtarzał zdanie, a oni śpiewali, że był taki czas, kiedy Go nie było. Krótki czas. Minimalny czas. Czas między beresit a początkiem. Ale był taki czas, kiedy Go nie było. Czyli był taki czas, według Arjusza, kiedy Syn Boży nie istniał. Ojciec stworzył Go jako pierwszego. Potem przez Niego stworzył wszystko inne. No brzmi niewinnie. I dla wielu ludzi tak jest. Przecież to niewielka różnica. Krótka chwila. Niewielka różnica. Przecież ten Arjusz mówił z ogromnym szacunkiem o Jezusie, jak o nikim. Uważał Go za największego. Nadal chciał Go czcić. Ale to nie był Jezus z Biblii. To nie był Jezus, o którym mówi Biblia. To był cały problem. I na przeciwko tego człowieka staną czy grupy tych ludzi, bo ten człowiek pociągnął ze sobą naprawdę wielu. Stanął jeden, odważny, Arjusz się tak nazywał. Przepraszam, Atanazy. Na przeciwko tego Arjusza i tej armii Hultajów. I on, ten Atanazy, tamten był presbiterem, a Atanazy był młodym diakonem. Ale później został biskupem. Atanazy. Wiecie co jest niezwykłe? Ten człowiek przez większość życia, ten Atanazy był praktycznie sam. Często był gdzieś wygnany, odesłany. Był bardzo często oskarżany. Był oczerniany. Pięć razy wskazywano go na wygnanie według historii. Miał przeciwko sobie naprawdę wielu presbiterów. Miał przeciwko sobie biskupów, synody. Miał przeciwko sobie wpływowych ludzi. Powstało nawet takie powiedzenie Atanazy przeciwko światu. I dlaczego ten człowiek nie odpuścił? Bo wiedział, że chodzi o Jezusa. Że chodzi o Ewangelię. Bo jeżeli Chrystus nie jest prawdziwym Bogiem, to nie ma zbawienia. To jesteśmy wszyscy straceni. To nikt z nas nie ma szans. To nie była jakaś pycha teologiczna, że on chciał być lepszy od tamtych. To nie chodziło o zwycięstwo w dyskusji. Chodziło o duszę innych ludzi. Kiedy zbiera się Sobór Nicejski i Kościół już jest mądry w tej kwestii i odpowiada jednym słowem. Homoousios. Takie słowo pada. To z Greki. Greka nie jest najważniejsza, ale, co ciekawe, te słowa naprawdę za tym jednym słowem, znaczy Kościół użył tego słowa i za tym jednym słowem stoi głębia Ewangelii. Homo oznacza ten sam, co myślę wszyscy dzisiaj doskonale wiemy. Homo. Ten sam. Ten drugi człon oznacza istota natura taosia. Istota natura. Czyli syn jest tej samej natury co ojciec. To nie jest tak, że Kościół sobie coś wymyślił i nagle w 325 roku w Nicei coś się wydarzyło. Nie, przecież to już czytaliśmy wyjście do Hebrajczyków. Tej samej natury co ojciec. To oznacza te słowo. Nie podobnej, nie zbliżonej, nie prawie takiej samej, nie drugorzędnej, tylko dokładnie tej samej. Ta pieczęć i to wszystko o czym opowiadam. Oni tylko zwrócili na to uwagę. Odbicie jego istoty. Odbicie jego natury. Tej samej natury. Idealne odbicie. Tej samej natury. Dlaczego to jest ważne? Bo tylko wtedy się wszystko zaczyna zgadzać w Piśmie Świętym. Tylko Bóg może objawić Boga. Człowiek nie jest w stanie objawić Boga. Nawet najdoskonalszy, nawet najlepszy i największy. Tylko Bóg jest w stanie objawić Boga. Tylko Bóg ma prawo i może przebaczyć mój grzech i twój grzech. Tylko Bóg. Żaden inny człowiek tego nie może zrobić. Znaczy żaden człowiek tego nie może zrobić. Tylko Bóg może pokonać śmierć. A wiecie czemu? Bo to Bóg stworzył śmierć. Czy nie? Czy my jesteśmy w kulturze antycznych Greków i uważamy, że jest dwóch? Jeden od jasnej mocy, a drugi od ciemnej mocy. I jeden jest Panem Życia, a drugi śmierci. Nie. Biblia uczy, że kto jest Bogiem i Panem Życia i śmierci. Więc tylko Bóg może pokonać śmierć. Biblia brutalnie mówi, że tylko Bóg może być czczony przez cały świat. Że tylko Bóg może być obecny ze wszystkimi jednocześnie. To może zrobić tylko Bóg. Tylko Bóg ma taki atrybut. Nie wiem jak on to robi. Kiedyś miał kazanie pastor Marek o tych czasach i o tych fizycznych wykładach. Dosyć ciekawe. Ja się nie znam na tym tak jak on. Ale obydwoje się zgadzamy, że tylko Bóg może być z wszystkimi jednocześnie naraz wszędzie. Biblia dla niektórych bezczelnie mówi, że tylko Bóg może podtrzymać wszechświat. Jeśli Ariusz miał rację, jeśli Jezus jest stworzeniem, to On tego wszystkiego nie może zrobić. Nie może objawić Boga. Nie może przebaczyć grzechu. Nie może pokonać śmierci. Nie może być i nie powinien być wtedy czczony przez cały świat. Nie mógłby być obecny ze wszystkimi wierzącymi jednocześnie. I nie mógłby podtrzymać wszechświata, jeżeli byłby stworzeniem. A oddawanie czci w stworzeniu jest bałwochwalstwem. Tak uczy Biblia. A przecież cały Nowy Testament mówi o oddawaniu Jezusowi Chrystusowi czci. Tomasz mówi przy samym Jezusie, do samego Jezusa. Pan mój i Bóg mój. Jezus go nie poprawia, a musiałby go poprawić. Nie mógłby nie zareagować na to wyznanie. A nie poprawia go. I teraz możemy sobie pomyśleć, to jest tylko historia, nieważne. Ostatnio wasz pastor lubi historię kościoła, więc się tu przechwala. Jakieś czwarte wieki, jakieś synody, jakieś atanazy, jakiś ariusz. I te wszystkie historie, jakieś greckie słowa. Nas to w ogóle nie dotyczy. No nie, nas to bardzo dotyczy. Dlatego, że nie ma żadnych nowych herezji. Wszystkie herezje już się wydarzyły na samym początku. My je tylko odgrzewamy jak kotlety i zaczynamy je inaczej nazywać. Świadkowie Jehowy dzisiaj nauczają dokładnie tego, czego nauczał ariusz. Mogliby się nazywać świadkami ariusza. Dokładnie tego nauczają. Oni mówią, że Jezus jest pierwszym stworzeniem. Stara gwardia świadków Jehowy, bo ci nowi mówią, że jest tym pierwszym stworzeniem, a stara gwardia jeszcze pamięta stare światło, bo tam się światła zmieniają jak na ulicy. Stara gwardia mówi, że On jest Archaniołem Michałem. Że jest największym stworzeniem Boga. Super nowa gwardia, już po trzeciej zmianie światła. Oni twierdzą, że Jezus jest Bogiem, ale z małej literki B. Jak czytamy Ewangelię Jana, to tam możemy tak czytać, jak tam jest napisane, tylko musimy pamiętać, że tam jest mała literka B, a nie duża literka B. Że nie jest Bogiem przez duże B. I to nie jest nowa nauka. To nie jest tak, że kiedy Charles Russell, a później Rutherford, tak, dobrze pamiętam, Rutherford, po śmierci Russella, oni się rozbili, bo wcześniej się nazywali wolni badacze pisma, i oni się rozbili, i Rutherford tak naprawdę, a nie Charles Russell, założył Towarzystwo Świadków Jehowy. I to nie jest jakaś nowa nauka, że kiedy Rutherford ogłosił, że powstają Świadkowie Jehowy, to oni wymyślili nową naukę. Nie, to jest bardzo stara herezja, nic nowego. Zmieniła się tylko nazwa tej herezji, a nie treść tej herezji. To, powiedzmy, jest nam bardziej odległe, bo w naszych kręgach pojawia się takie słowo, które tak ładnie brzmi, ciekawie brzmi, niektórzy się tym fascynują, unitarianizm. No przecież to jest nic innego jak dokładnie to. To jest dokładnie to samo. Oni też mówią, że Jezus to był niezwykły człowiek, prorok, nauczyciel, mesjasz, ale nie Bóg, nie Bóg. Patrzcie, nic się nie zmienia. Wszystko ta sama historia, tylko inna nazwa. No i tutaj dochodzimy do jednej z najpiękniejszych tajemnic. Tajemnic. Czy nam się to podoba, czy nie? Takie słowo musimy czasami użyć. A, tłumaczyłem kiedyś, co oznacza tajemnica. Że to nie oznacza to, co ukryte, tylko to, co było ukryte, a zostało odkryte, objawione. Dochodzimy do jednej z najpiękniejszych tajemnic chrześcijaństwa, bo chrześcijaństwo się okazuje mieć wiele tajemnic. Otóż my nie wierzymy w trzech Bogów. Nigdy. Nie wierzymy w trzech Bogów. Mam taką nadzieję, że nikt nie wierzy w trzech Bogów. Nie wierzymy, nie wierzymy również, że ojciec raz udaje syna, raz ducha, syn raz udaje ojca, raz ducha. To są wszystko herezje. Nie. My wierzymy w jednego Boga. Jednego Boga. Jedną boską naturę. Jedną rzeczywistość. I trzy osoby. Ojca i syna i ducha świętego. Nie potrafię tego do końca wyjaśnić. Nikt tego nie potrafi do końca wyjaśnić. Śmiem twierdzić, że nigdy nikt tego do końca nie wyjaśni. I bardzo dobrze. Bo gdybyśmy potrafili zamknąć Boga w naszym rozumie, w naszej teologii, w naszych definicjach, w naszych słowach, to Bóg przestałby być Bogiem, a zacząłby być naszym stworzeniem. To my stwarzamy Boga. Jeżeli potrafimy stworzyć kogoś takiego, kogo potrafimy dokładnie zrozumieć, dokładnie nazwać, wsadzić, osadzić, wytłumaczyć, ogarnąć go rozumem, to on już jest tworem naszego rozumu. Więc na czym my w ogóle opieramy się w tej tajemnicy Trójjedności Bożej? Na tym, co sam Bóg objawił o sobie. Pismo objawia dokładnie takiego i tylko takiego Boga. Jest jeden Bóg, jedna natura, jedna rzeczywistość. Ojciec jest Bogiem, Syn jest Bogiem i Duch Święty jest Bogiem. Tak to jest objawione w Piśmie. Tyle musimy rozumieć. To nie jest sprzeczność. Niektórzy mówią, że to jest sprzeczność. Nie. To się nazywa tajemnicą objawienia. Coś, co jest zakryte dla wielu, dla niewielu jest odkryte. To jest właśnie tajemnica objawienia. I dlatego tutaj nizdohebrejczyków nie boi się tego powiedzieć. On jest odbiciem, odbiciem, idealnym odbiciem, tym idealnym wizerunkiem, tą rzeczywistością, tą naturą, jego istoty, jego istoty. Nie podobieństwem, nie cieniem, nie kopiom, nie stworzeniem, ale doskonałym objawieniem Boga. Czy to ma w ogóle znaczenie, tak istotne dla mnie i dla ciebie? No ma. Bo jeżeli Jezus jest tylko jakimś nauczycielem, to będziesz Go słuchał wtedy, kiedy ci będzie wygodnie. Tak jak w szkole. Będziesz słuchał nauczyciela tam, gdzie ci jest wygodnie. Albo tak jak w kościele. Pastor jest nauczycielem. No i dużo osób słucha go tam, gdzie wygodnie, a tam, gdzie niewygodnie, to posłucha kogoś innego. Można tak robić w przypadku pastorów. Ale nie w przypadku Jezusa. Jeżeli Jezus jest tylko prorokiem, no to może być następny. I niektórzy tak wierzą, że po Jezusie przyszedł następny. I ostatnio są popularni. Jeżeli Jezus jest stworzeniem, no to można Go postawić obok innych stworzeń. Ale jeżeli jest prawdziwym Bogiem, jeżeli jest odbiciem istoty Ojca, jeżeli jest tym, który w sposób idealny objawia Boga, bo jest Bogiem, to nie pozostaje nam nic innego, jak uklęknąć przed Jezusem, oddać Mu swoje życie i powiedzieć Panie i Boże mój. Nic innego nam nie pozostaje. I właśnie do tego nas prowadzi ten trzeci werset. Nie do zachwytu nad teologią i nad doktryną. Nie do wygrania jakiejś dyskusji. To powinno nas poprowadzić do uwielbienia. Do uwielbienia. Czemu? Bo prawdziwa doktryna, prawdziwa teologia i po tym można poznać, co jest prawdziwą teologią i prawdziwą doktryną, a co nie. Prawdziwa teologia, prawdziwa doktryna, ona zawsze prowadzi i kończy się uwielbieniem Chrystusa. Oddaniem Mu czci. To jest wyznacznik. Co jest prawdziwą doktryną i teologią. Jeżeli po poznaniu jakichś prawd chcemy jeszcze bardziej kochać Chrystusa, to jest to prawdziwe. Jeżeli chcemy jeszcze bliżej być Chrystusa, to jest to prawdziwe. Jeżeli chcemy jeszcze bardziej Go naśladować, to jest to prawdziwe. Tak można bardzo łatwo odczytać, co jest prawdziwe, a co nie. Dalej? Spokojnie. Młoda godzina. I podtrzymuje wszystko słowem swojej mocy. Najwyżej jak skończymy trzeci werset, to się obrócę, żeby było ciekawiej. Sprawdzimy jak to działa. Podtrzymuje wszystko słowem swojej mocy. Hebrajczyków 1, 3. Dalej jesteśmy tutaj. Tu nie jest napisane, to jest gdzie indziej napisane, ale tu nie jest napisane, że On stworzył świat. To już słyszeliśmy. To było w poprzednich wersetach, że On stworzył świat. Podtrzymuje wszystko słowem swojej mocy. Ale kto? Jezus, bo cały czas jest mowa o Jezusie. Podtrzymuje wszystko. To jest ogromna różnica pomiędzy stworzeniem a podtrzymywaniem. Bo można coś stworzyć i zostawić. Można np. zbudować dom, oddać komuś klucze i już nigdy tam nie wrócić. Można być takim zarabiającym w ten sposób na życie. Są tacy ludzie. Budują domy, oddają komuś klucz i nigdy nie wracają. Można napisać książkę, wydać ją i tyle się nią interesować. Nic z nią międzywspólnego nie mieć. Można zbudować jakąś maszynę, albo zaprojektować jakąś maszynę, uruchomić ją, a później pozwolić, żeby to wszystko działało sobie jakoś tam. Ale to jest wszystko za mało. Nie tak wygląda relacja Chrystusa ze światem, ze stworzeniem. On nie tylko stworzył. Tu Heblecików idzie dalej. On to wszystko podtrzymuje. Co to oznacza? To oznacza, że świat nie działa sam. On nie tylko został stworzony przez Chrystusa. On nie działa sam. Świat nie działa sam. Jeżeli nie ma Chrystusa, świat przestaje działać. Gdyby Chrystusa nie było, świat się rozpada natychmiast. Nie ma czegoś takiego. I to jest bardzo ważna prawda. Bo zobaczcie, że bardzo wielu ludzi dzisiaj buduje taką narrację, że świat to jest taki wielki mechanizm. Jakiś taki idealny mechanizm. Jak w zegarku. I oni nawet są w stanie przyznać, że jest ktoś taki, jak był, że jest ktoś taki, jak Bóg i On to wszystko nakręcił. Ten zegarek stworzył i go nakręcił. I teraz wszystko działa samo. Jan Paweł II w swojej pierwszej książce mniej więcej tak opisał absolut, w który wierzył. Co bardzo interesujące. Więc oni tak wierzą, że nakręcił i to sobie działa. Wcześniej, tak myśleli filozofowie epoki oświecenia. To nie jest tak, że oni wychodząc z romantyzmu, wchodząc w oświecenie, oni sobie obczaili, że Boga nie ma. To tak się uczymy w postawówkach. Ale później się uczymy już głębiej, że to nie jest tak, że oni całkowicie odrzucili Boga. Wielu mądrych ludzi dochodziło do wniosku, że musi być jakiś Bóg. Ale to jest Bóg, który stworzył, nakręcił i to sobie teraz działa. To się nazywa Deizm. Tak się to nazywa. Deizm. Taka wiara to jest Deizm. Bóg stworzył, a później się wycofał. Nie ingeruje, nie działa, nie prowadzi, nie podtrzymuje. Brzmi? Nie najgorzej. Ale to nie jest Bóg w Biblii. W Biblii jest napisane, że Bóg jest Bogiem żywym, obecnym, działającym i podtrzymuje wszystko. I właśnie Syn podtrzymuje wszystko. Skoro Syn podtrzymuje wszystko, to mam dla was informację, która jest jednocześnie dobrą informacją, jak i złą informacją. Od której zacząć? Dobra, zaczniemy od złej. Ale ona jest jednocześnie dobra i zła. Skoro Syn podtrzymuje wszystko, to znaczy, że Syn nie podtrzymuje tylko Kościół. Nie podtrzymuje tylko wierzących. Nie podtrzymuje tylko wierzących. Tu nie jest napisane, że On podtrzymuje Kościół. Nie jest napisane, że On podtrzymuje wierzących. Nie jest napisane, że podtrzymuje tych, którzy się modlą. Albo tylko tych, którzy się modlą. Tych, którzy czytają Pismo Święte. Nie, tu jest napisane, że On podtrzymuje wszystko. Wszystko, wszystko, wszystko i wszystkich i wszystko. To oznacza, że On podtrzymuje galaktyki, gwiazdy, planety, ale też takie trudniejsze rzeczy. On podtrzymuje prawa fizyki. On podtrzymuje czas. On podtrzymuje przestrzeń. On podtrzymuje energię. On podtrzymuje życie. On podtrzymuje każdy Twój oddech. Oddychasz tylko dlatego, że Jezus to podtrzymuje. On podtrzymuje każde bicie serca. On podtrzymuje każdy ruch krwi w żyłach. On podtrzymuje każdy atom. Każdy elektron. Każdy kwark. Wszystko On podtrzymuje. Każdą najmniejszą część istnienia On podtrzymuje. Nie istnieje nic, ani żaden moment, nawet w tym wymiarze, nic, nic we wszechświecie nie istnieje, co funkcjonowałoby niezależnie od Chrystusa, bo On podtrzymuje wszystko. Wszystko. W takiego Boga wierzymy. Takiego Boga wyznajemy. Dla mnie to jest niezwykłe. I to jest druga różnica pomiędzy nami, a wieloma religiami. I znowu, język polski nie oddaje w pełni wszystkiego. Ten czasownik, który jest tam użyty, on też jest tłumaczony, ten grecki czasownik, on jest też tłumaczony na słowo nieść, niesie. Czyli On nie tylko podtrzymuje, w sensie, wiecie, takiego biernego podtrzymywania, jak ten, jak Atlas, właśnie. To nie chodzi o takie podtrzymanie. To jest podtrzymanie czynne. To jest aktywne podtrzymanie. To jest niesienie tego wszystkiego do celu. Do jakiegoś celu. Czyli podtrzymuję i niosę to do jakiegoś celu. I to też jest fajne, bo to znaczy, że Chrystus, On nie tylko utrzymuje świat przy życiu, żeby ten świat jakoś sobie dychał. Żeby to jakoś tam... Dobra, już jesteśmy o krok dalej. To nie jest tak, że Bóg nakręcił i zostawił. No Jezus to tam podtrzymuje i co chwilę tam dokręca, ale nikt nie wie, po co On to robi. Nie. To jest większe podtrzymanie. To jest podtrzymanie czynne. On to niesie. On to gdzieś prowadzi. On prowadzi gdzieś historię tego świata. Odkąd został stworzony, On to gdzieś prowadzi. Nie Chrystus został stworzony, tylko świat. On to gdzieś prowadzi. A to oznacza, że historia nie jest przypadkiem. Że nic w historii świata nie wydarzyło się przypadkowo. To oznacza, że żaden człowiek nigdy nie urodził się przez przypadek. To oznacza, że nawet ofiara gwałtu nie urodziła się przez przypadek. On wszystko podtrzymuje i niesie. Nikt nie jest przypadkiem. Nic nie jest przypadkiem. To nie jest jakiś chaos wydarzeń. To nie jest jakaś walka. Ostatnio oglądałem na YouTubie, czy tam słuchałem na YouTubie, takiego, już nie pamiętam teraz nazwiska, a on tam przekonywał, że świat jest taka walka ślepych sił. Nie. Za wszystkim stoi Chrystus. Za wszystkim stoi Boża chwała. Za wszystkim stoi opatrzność. To jest takie słowo, które rzadko używamy. Opatrzność Boża. Wyszło trochę to słowo z użycia, a szkoda, bo to jest piękne słowo. Opatrzność Boża oznacza, że Bóg nie tylko widzi. Bóg prowadzi. To oznacza w ogóle słowo opatrzność. I Paweł później będzie pisał bardzo podobnie. On jest przed wszystkimi rzeczami i wszystko na Nim jest ugruntowane. Więc stworzył i to jest na Nim ugruntowane. A autor Listu do Hebrecików mówi, stworzył i podtrzymuje, niesie. To jest na Nim ugruntowane. Zobaczcie. Nie było. Jest. To trwa teraz, w tej chwili. On to teraz robi. Kiedy my tutaj siedzimy i słuchamy arcyciekawego, mam nadzieję przyznacie, wykładu, że Chrystus w tym czasie podtrzymuje cały wszechświat i ten wszechświat gdzieś niesie. Ale też kiedy śpię. On podtrzymuje cały wszechświat i ten wszechświat wszystko gdzieś niesie. Kiedy są jakieś wojny. Nieważne. Chrystus nadal podtrzymuje cały wszechświat i gdzieś to wszystko niesie. On podtrzymuje to wszystko. Czym? Słowem swojej mocy. To też jest bardzo ważne. On tu mówi niezwykłą rzecz. Potężnymi ramionami. Niewyobrażalną energią pochodzącą z kosmosu. Jakimś nadludzkim wysiłkiem. On mówi coś bardzo ważnego. Chrystus to podtrzymuje słowem. Słowem. Słowem. I zobaczcie, że to znowu jest nawiązanie i znowu jest pokazanie o kim my rozmawiamy. Przecież to jest wprost nawiązanie do Księgi Rodzaju. Jak Bóg stworzył? Słowem. Bóg rzekł. Powiedział. I stało się. Psalmista pisze, przez słowo Pana powstały niebiosa. A Jan w Ewangelii mówi, na początku było słowo. A hebrajczyk mówi, to samo słowo dalej podtrzymuje i niesie to wszystko. Nie tylko stworzyło. Podtrzymuje i niesie. No i znowu. Czemu to jest ważne? Bo fajnie się gada o galaktykach, ale jutro trzeba iść do roboty. Fajnie się gada o kwarkach, ale trzeba wstać, budzik zadzwoni, trzeba iść do pracy. Do szkoły teraz nie, bo są wakacje. Fajnie się gada o galaktykach i o tam słońcach, odbiciach i w ogóle, ale trzeba kredyt spłacać. Albo to tak pół żartem, a teraz tak serio. Fajnie się o tym wszystkim mówi, ale ktoś może mieć chore dziecko, albo sam być chory, albo mieć chorego małżonka. Ktoś może wpadł w jakąś depresję albo wyobrażalny antykonflikt w małżeństwie. Ktoś może mieć nowotwór cokolwiek. Ktoś może cierpieć na jakąś chroniczną samotność. No i co mu po takiej teologii, że tam Chrystus podtrzymuje galaktyki i kwarki. Daje to bardzo dużo. Bo skoro Chrystus podtrzymuje Wszechświat, skoro niesie Wszechświat, skoro kontroluje tak wielkie rzeczy, to Twoje życie nie jest wyjątkiem. Twoje życie nie jest wyjątkiem. Jeśli podtrzymuje wszystko, wszystko, to naprawdę wszystko. Moje i Twoje życie też. Wszystko podtrzymuje i niesie. Moje i Twoje życie też. Mnie i Ciebie też. I teraz przyznam się do czegoś, co obserwuję nie tylko jako pastor, nie tylko jako student psychologii, ale też obserwuję to we własnych zmaganiach ze samym sobą. A to są najtrudniejsze zmagania. Zmagania ze samym sobą. Jednym z największych źródeł takiego współczesnego niezadowolenia, lęku, problemów jest potrzeba kontrolowania wszystkiego. Potrzeba kontrolowania wszystkiego. To jest katastrofa. My wszyscy mamy... Ja też. To są też moje zmagania. Mamy taką potrzebę kontrolowania wszystkiego. Muszę wiedzieć. Muszę przewidzieć. Muszę zabezpieczyć. Muszę zaplanować. Muszę mieć rozwiązanie na każdy jeden możliwy scenariusz, a okazuje się, że tych scenariuszy jest nieskończona liczba. Muszę mieć wpływ na to, co się wszystko jutro wydarzy. Mówię o sobie, ale o Tobie też. Wiesz o tym. I kiedy tracimy ten wpływ, no to pojawia się strach, lęk. Dlaczego? Bo niestety próbujemy wejść w miejsce Boga. Ja też. Próbujemy wejść w miejsce Boga. Chcemy podtrzymać nasz świat własnymi rękami. Chcemy go nieść własnymi rękami. Chcemy podtrzymać wszystko własnymi rękami. Nasze rodziny, przyszłość, zdrowie, finanse, Kościół, dzieci, małżeństwo, karierę. Mówię tylko o sobie? Nie. I w pewnym momencie, kiedy już naprawdę jesteś zmęczony, kiedy już naprawdę masz dość, odkrywasz coś niezwykle ważnego. Nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Nie jestem w stanie tego zrobić. Ty nie jesteś w stanie tego zrobić. Wiecie dlaczego? Bo nigdy nie mieliśmy tego robić. Nigdy to nie było planem dla mnie i dla ciebie. My tego nigdy nie mieliśmy robić. My nie zostaliśmy do tego stworzeni. Ja nie zostałem stworzony do dźwigania świata. Ty nie zostałeś stworzony do dźwigania świata. To nie jest moje zadanie. To nie jest twoje zadanie. Ja nie zostałem stworzony do dźwigania mojego wspaniałego, jak to by było, wspaniałego małżeństwa. Ty nie zostałeś stworzony do dźwigania twojego małżeństwa. Ja nie zostałem stworzony do dźwigania przyszłości, zdrowia, finansów, kościoła, dzieci, kariery. Ty nie zostałeś do tego stworzony. To nie jest moje zadanie. To nie jest twoje zadanie. To jest zadanie Chrystusa. Chrystusa. To jest Jego zadanie. Jest taki piękny obraz. Ostatnio bardzo do mnie przemówił w psalmie 127. Akurat ostatnio mam fazę na punkcie psalmów. Nawet nie wiem, czy po hebrecikach nie przerobimy psalmów. Ostatnio mam fazę na ich punkcie. I w psalmie 127 słowa, przecież tyle razy je czytałem. Jeżeli pan domu nie zbuduje, próżno trudzą się ci, którzy go budują. Żeby była jasność. Ja nie powiedziałem, że mamy nic nie robić. Ja nie powiedziałem, że mamy być leniami, śmierdzącymi jak to siedzieć i pachnieć. Ja tego nie powiedziałem. Mamy pracować. Pracujemy. Ale nie nośmy świata na własnych barkach. I to jest ogromna różnica. Róbmy, co do nas należy. Ale nie nośmy świata na własnych barkach. Wiecie, że ja lubię przykłady. I ostatnio go tak dobitnie zobaczyłem we własnych dzieciach. Daniel jest samochodem. Kuba trochę się tam orientuje. Daniel mniej. Daniel się nie zna na przepisach. Na przepisach drogowych. On tak nie jest zainteresowany przepisami drogowymi. Daniel bardzo często nie wie, dokąd jedzie. On nie wie, dokąd jedzie. Daniel nigdy nie kontroluje kierownicy. Sylwii się to zdarza, że jedziemy, a ona nie próbuje kontrolować kierownicy. Wiecie, że z żonami tak jest. One próbują kontrolę nad kierownicą w pewnym momencie przejąć. Albo nad hamulcem. U mnie to jest najbardziej próba przejęcia hamulca. Daniel tego nie robi. Daniel nie podejmuje żadnych decyzji. I wiecie, co najczęściej robi Daniel? W samochodzie? Śpi. Ten gość najczęściej w samochodzie śpi. I ja się zacząłem zastanawiać, dlaczego on, a nie ja, może spokojnie zasnąć, jak my gdzieś jedziemy. Bo Daniel ufa swojemu ojcu. Ufa, że ojciec wie, gdzie jedzie, wie, co robi, wie, kiedy jest czas na gaz, kiedy jest czas na hamulec, zna się na przepisach i wie, jak to wszystko działa i to wszystko ogarnia. Naszym największym problemem jest to, wielu dorosłych, jest to, że my byśmy tak chcieli jednocześnie siedzieć na fotelu Daniela i spać i jednocześnie siedzieć za kierownicą i mieć pełną kontrolę nad tym, co się dzieje. A tego się nie da zrobić. Nie da. My po prostu musimy zaufać Chrystusowi. My musimy pozwolić Mu przejąć kontrolę. Trochę mówię do siebie, trochę do każdego z was. Ewangelia dokładnie to mówi. Oddajmy kierownicę Chrystusowi. On podtrzymuje wszystko, nie my. Wszystko, nie my. Dlatego chrześcijanin może mieć pokój i powinien się starać o taki pokój i sobie to od czasu do czasu przypomnieć. Nawet wtedy, kiedy świat się trzęsie. Nie dlatego, że nie ma problemów. One są. Nie dlatego, że chrześcijanin ignoruje rzeczywistość. Rzeczywistość jest i czasami jest naprawdę brutalna. Nie dlatego, że my jesteśmy naiwni. Nie jesteśmy. Ale wiemy, kto podtrzymuje świat. Wiemy, kto go niesie. Wiemy, kto jest u sterów. I Marcin Luther napisał takie piękne... On chyba je zaśpiewał też. Takie piękne słowa. Warownym grodem jest nasz Bóg. Taka ładna pieśń. Sylwa opisała, że kiedyś ją zaśpiewamy na bożeństwie. Prawda? I teraz to jest ciekawe z tym Lutherem, bo on to pisze w specyficznych warunkach. On nie pisze wtedy, kiedy w Niemczech było spokojnie. Nie było. Tam nie było wtedy spokojnie. On nie pisze tego, dlatego, że to, co on zrobił i cała reformacja, którą przyniósł, no może on jej nie przyniósł, ale wiecie, co mam na myśli. Że to było łatwe. Nie było. To było bardzo trudne. Czasy wtedy były trudne. Reformacja rodziła się w wielkich bólach. Nie było łatwo. Ale on wiedział, że Chrystus siedzi na tronie. Dlatego mógł to powiedzieć. Warownym grodem jest nasz Bóg. On podtrzymuje wszystko. I czasem, kiedy jest naprawdę źle, kiedy nie rozumiemy tego, co się dzieje w naszym życiu, kiedy nie rozumiemy świata, czyli prawie codziennie, kiedy boimy się o różne rzeczy, kiedy nie wiemy, co będzie jutro, czasem trzeba sobie na siłę przypomnieć te słowa. On podtrzymuje wszystko słowem swojej mocy. Nie wszystko oprócz mnie. Nie wszystko oprócz Ciebie. Damy radę jeszcze? To jedziemy. Następny werset. Syn dokonał oczyszczenia z grzechów i zasiadł... Zrobimy szybko. I zasiadł po prawicy majestatu. Więc zobaczcie. Mamy wielkie prawdy o Chrystusie. Jesteśmy na wysokości kosmosu. Wszechświata tego wszystkiego. Piękne puente, że On podtrzymuje wszystko. Mamy taką kotwicę do życia. I nagle schodzimy wprost w trudne rejony, do ludzkiego serca. Przed chwilą słyszymy, że Syn jest odblaskiem chwały Boga, że jest odbiciem Jego istoty. Podtrzymuje cały świat. I aż by się chciało, żeby jeszcze coś więcej było powiedziane. Jeszcze, jeszcze, daj mi jeszcze. A tu nagle coś takiego. Dokonawszy oczyszczenia z grzechów. Dokonawszy oczyszczenia z grzechów. Ten, który stworzył galaktyki. Ten, który podtrzymuje to wszystko. On zajmuje się moim grzechem. Moim grzechem. Nie tylko Twoim. Nie tylko całego świata. Ten zajmuje się moim grzechem. To powinno do nas dotrzeć. Każdy z nas powinien pomyśleć o sobie teraz. Gwiazd, triliardy czy więcej. Nie znam się. Ale na tym się znam. Pochylił się nad moją winą. On się zatrzymał nad moją winą. Ten, który jest odblaskiem chwały Boga. On nie wzgardził kimś takim jak ja. To jest właśnie Ewangelia. To jest właśnie Ewangelia. Taki Bóg przyszedł do mojego życia. Taki Bóg przyszedł do Twojego życia i zrobił to dla Ciebie i dla mnie. To nie jest tylko wielki Bóg. To jest wielki Bóg, który przyszedł do mnie. Który zbawia. To jest Ewangelia. To jest centrum całej Biblii. To jest najważniejsze w tej historii. Według Biblii największym, najbardziej wielkim problemem człowieka jest oczywiście grzech. Grzech nas oddzielił od Boga. Przez grzech przyszła śmierć. Przez grzech świat jest skażony, jest brudny. Nasze relacje są zniszczone z Bogiem. Pojawia się wszystko, co nie powinno się pojawić. Pycha, egoizm, wojny, cierpienia, głód, nędza. To wszystko się pojawia przez grzech. Bóg nie przyszedł naprawić wszystkich okoliczności. Przyszedł rozwiązać problem, który stoi za wszystkimi okolicznościami. Problem grzechu. Dlatego tu jest napisane o grzechu, a nie o tych problemach. Bo On nie przyszedł naprawić okoliczności. On nie przyszedł rozwiązać tych problemów. On rozwiązał największy problem. Jak? Dokonawszy oczyszczenia. Jak twierdzą niektóre kościoły protestanckie, że On rozpoczął oczyszczenie, a teraz Ty je zachowaj. On nie mówi dał możliwość odpuszczenia czy oczyszczenia. On nie mówi wskazał drogę do oczyszczenia. On mówi dokonawszy. I znowu, nie wiemy kim był ten autor listu do hebrajczyków lub autorka, ale to musiał być ktoś głęboko zakorzeniony w Ewangeliach, bo on znowu idzie w stronę Ewangeliana. Tetelesai. Wykonało się. Wykonało się. Dokonawszy. Ten skończony czasownik. Wykonało się. Doprowadził to do końca. Nie zostawił historii zbawienia człowieka w jakiś niedokończony sposób. Na krzyżu Jezus woła. Wykonało się. Nie powiedział prawie mi się udało. Prawie wszystko zrobiłem, tylko zróbcie coś teraz z tym. Nie powiedział wykonało się. Tetelesai. Nie mówi teraz Piotrze musisz to dokończyć. Nie. On mówi wykonało się. I cała Ewangelia stoi na tym słowie. Wykonało się. Dokonało się. Dokonawszy się. Jak tu mamy w hebrajczyków. Tam jest dalej. Okazuje się, że ten krzyż, na którym się to dokonało, to jest też ciekawa historia. Jezus umiera. Religijni przywódcy triumfują. Wygląda to jak wielka klęska. A tymczasem wtedy dokonuje się to największe zwycięstwo. Wtedy padają te słowa. Wykonało się. Szatan sobie myśli pewnie, że wygrał. Śmierć sobie pewnie myśli, że wygrała. Grzech sobie pewnie myślał, że wygrał. A tymczasem Chrystus zwyciężył. I to w sposób nietuzinkowy. Własną krwią. Jedna ofiara. I to jest coś, co będziemy bardzo dosadnie później studiować. Jeśli tylko wspomnę, bo sobie do tego dojdziemy. Autor to będzie mówił dobitnie. Jedna ofiara. Raz na zawsze. Jeden arcykapłan. Jedno odkupienie. Jedno przebłaganie. Jedno wejście do miejsca najświętszego. I to potem będzie bardzo tłumaczone, ale teraz mamy taką wrzutkę. To jest ten czasownik skończony. Nie będzie tego dokonywał ponownie. Nie musi tego dokonywać ponownie. Nie trzeba tego powtarzać. On tego nie będzie powtarzał. Nie trzeba też tego uzupełniać. Nie trzeba nic do tego dokładać. Jego ofiara jest doskonała. I tu wchodzimy do ważnej rzeczy w reformacji. Na początku ksiądz rzymskokatolicki. To był bardzo uczciwy ksiądz. To jest z tej kategorii superksięży. I on przez lata próbował zasłużyć w jakiś sposób na Bożą przychylność. To był ktoś bardzo bogobojny w tej historii. On chciał zasłużyć. To było pragnieniem jego serca. I on próbował zasłużyć na tę Bożą przychylność. Co robił? Pościł się tak, że nawet sylwia tak nie pości. Modlił się tak, że nawet kamień się tak nie modli. Spowiadał tak. Pokutował tak, jak nikt inny. Umartwiał ciało swoje. I nie robił tego, bo był religijnym świrem. On naprawdę chciał Bożej przychylności. On naprawdę był bogobojny. Bardzo wielu księży takich jest, żeby była jasność. Bo za chwilę przejdę do trudniejszych rzeczy. Bardzo wielu księży takich jest. Bardzo wielu rzymskich katolików takich jest. On taki był. I nie miał pokoju. I oni wszyscy nie mają pokoju. Dlaczego? Bo myślał, że trzeba coś dołożyć do dzieła Chrystusa. I kiedy Luter odkrywa Ewangelię, patrzy w liście, że usprawiedliwienie jest z wiary. Że nie dlatego, że on będzie dobry. Nie dlatego, że wystarczająco długo pokutował. Wystarczająco dużo się modlił. Wystarczająco dużo się umartwiał. Że zgromadził sobie odpowiednią ilość zasług. Nie dotarło do niego, że Chrystus wykonał wszystko. Żeby wytrzymać pewną zasadę, sola fide. Jedynie przez wiarę. I drugą, solus Chrystus. Jedynie Chrystus. To był boom. Nie Chrystus plus moje zasługi. Nie Chrystus plus moje cierpienie. Nie Chrystus plus moje dobre uczynki. Nie Chrystus i późniejsza moja próba utrzymania zbawienia. Chrystus i tylko Chrystus. Tylko Chrystus. Specjalnie powiedziałem, że wielu ludzi jest tam szukających i naprawdę to, co teraz powiem, bo może ktoś odsłucha z tych ludzi, chcę powiedzieć z wielkim szacunkiem do tych ludzi i z wielką miłością do tych ludzi, ale też z wielką wiernością wobec tego, co mówi Boże Słowo. List do Hebrajczyków już tu, w tym słowie, dokonawszy, bardzo mocno podkreśla jednorazowość ofiary Chrystusa. Jednorazowość. Raz na zawsze dokonawszy. Ten list będzie to powtarzał wielokrotnie. My do tego wiele razy wrócimy. Dlatego nie możemy się zgodzić z rzymskokatolickim zrozumieniem jako bezkrwawego uobecnienia ofiary Chrystusa. Kościół rzymskokatolicki, żeby było uczciwie, podkreśla, że to nie jest nowa ofiara. Oni nie mówią, że to jest nowa ofiara. On to podkreśla, że to nie jest nowa ofiara, tylko, że jest to sakramentalne uobecnienie tej samej ofiary, ale w sposób, w jaki ona jest przedstawiona, w jaki sposób ona jest podkreślona, w jaki sposób ona jest przeżywana, że wszyscy nieustannie ofiarują na nowo Chrystusa w swojej liturgii. Tymczasem list do hebleczyków konsekwentnie mówi raz, jeden raz dokonawszy. Ofiara została złożona raz i to wystarczy. Jeśli w to nie wierzysz, nie jesteś chrześcijaninem. To jest tak samo, jakbyś nie wierzył w Trójjedność Bożą. To nie ten Jezus, nie ta historia, nie ta Biblia. Sięgnij do listu do hebleczyków i wtedy znajdziesz spokój. Jeżeli jedna doskonała ofiara oczyściła grzesznika przed Bogiem, to żadna, żadna kolejna ofiara nie jest potrzebna. Teraz, żeby było jasne, to nie oznacza, że my lekceważymy Wieczerzę Pańską. Na każdej grupie domowej jest Wieczerza Pańska. A wiem, że wiele małżeństw również w gronie małżonków spożywa codziennie Wieczerzę Pańską. I bardzo dobrze. Wieczerza jest zwiastowaniem śmierci Pańskiej. Jest społecznością z Chrystusem. Ale nie jest ponawianiem Jego ofiary. Bo Chrystus już wszystko wykonał. Wszystko. Amen. Jeszcze dalej. Mówi coś jeszcze głębszego. Jeszcze piękniejszego. Zasiadł po prawicy majestatu na wysokościach. Bardzo długo próbowałem zrozumieć ten fragment. Tylko go zrozumieć. Nie przeczytać, tylko go zrozumieć. I bardzo długo go nie rozumiałem. I kiedy odkryłem, że list do hebrajczyków jest pisany do kogo? Do hebrajczyków. To jest niezwykle wymowne zdanie dla Żyda. I ono jest bardzo kontrowersyjne. Dlaczego? W świątyni nie było krzeseł. My tego nie kumamy, bo mamy krzesła. W świątyni w tamtych czasach i chyba do dzisiaj tak jest, jeśli dobrze kojarzę. Nie było tam krzeseł. Nie ma tam krzeseł. Nie było. Na pewno nie było tronu. To taki odjazd to tylko niektórym do głowy przychodzi. Tam nie było tronu. Nie było miejsc do siedzenia. Kapłani cały czas stali. Oni non-stop stali. I co robili? Codziennie, codziennie, stojąc cały czas. Codziennie składali ofiary. Codziennie, codziennie, codziennie stoją i składają ofiary. Nigdy się nie kończy. To jest taka syzyfowa praca. Stoją i robią te ofiary, i robią te ofiary. I tak dzień w dzień, dzień w dzień, dzień w dzień. Dlaczego? Dlatego, że te ofiary nie mogły usunąć grzechu. Nie mogły całkowicie usunąć grzechu. Ty co chwilę potrzebowałeś tą ofiarę. Bo ona nie usuwała twojego problemu. No ale za chwilę nowy grzech, no i trzeba złożyć ofiarę. Więc stali i robili, robili, robili. Codziennie, codziennie, codziennie. I tutaj list do chybajczyków mówi, a Chrystus se usiadł. On sobie usiadł. To jest bardzo ważne, że On zasiadł. Usiadł. Nie dlatego, że Pan Jezus się zmęczył. Tylko dlatego, że On złożył tą ofiarę i już nie musiał stać i jej powtarzać. On sobie usiadł. To jest jedno z najpiękniejszych zdań. Nasz arcykapłan siedzi. On zrobił to, co ma do zrobienia i usiadł. Zasiadł po prawicy majestatu. Oczywiście to jest nawiązanie do psalmu 110. Mówiłem, że mam hopla ostatnio na psalmach. Siądź po prawicy mojej. To nie jest przypadek. Bo to jest mowa o Mesjaszu. Król siedzi po prawicy Boga. To jest miejsce najwyższej władzy, największego autorytetu, największego zwycięstwa. Chrystus nie siedzi tam dlatego, że świat się skończył. On tam siedzi, a historia świata trwa. On to podtrzymuje, ale złożył tą ofiarę i usiadł. Króluje. Tylko król ma prawo tak siedzieć. I on siedzi, w związku z czym króluje. Pewne leczycy rozumieją za tym pojęcie, że on tam zasiadł. I króluje, skoro siedzi w tej chwili, zasiadł w tej chwili, to znaczy, że nie dopiero kiedyś. Nie czytamy, że on zasiądzie kiedyś. On już zasiadł. Więc teraz króluje. Nie kiedyś. Nie jak niektórzy mówią po swoim powrocie. Chrystus objawiony w Biblii już króluje. Już króluje. Wniebowstąpienie. To było rozpoczęcie tej misji, a nie zakończenie. On, kiedy wniebowstąpił i zasiadł na Majestacie, to zaczął królować. Nie poszedł na emeryturę, nie wycofał się z tej historii. Usiadł i już nic nie robi. I od tej pory tylko jest nakręcony zegarek. Obserwuje świata z dystansu. Króluje. Króluje. Rządzi. Wstawia się, jest napisane. Buduje swój kościół. On prowadzi historię do pewnego celu. Dalej to wszystko prowadzi i podtrzymuje. Co to oznacza dla nas? Bardzo coś praktycznego. Bo to oznacza, że skoro Chrystus już króluje, a nie kiedyś będzie królował, skoro wszystko jest zrobione, to znaczy, że my nie walczymy o zwycięstwo. My walczymy z pozycji zwycięzców. A to jest spora różnica. My nie próbujemy wygrać czegoś dla Chrystusa. Chrystus już wszystko wygrał. My nie próbujemy zdobyć dla Niego tronu. On już na Nim siedzi. Dlatego takim absurdem jest jakaś tronizacja, czy jak to się tam wymawia? Intronizacja Chrystusa. Nie. On nie potrzebuje naszej żadnej intronizacji. On już siedzi na tronie. Nie trzeba próbować pokonać śmierci. On już pokonał. Nie trzeba próbować pokonać grzechu. On już pokonał. My nie próbujemy odebrać szatanowi ostatecznego zwycięstwa w wielkim boju, jak to mówi jedna z popularnych denominacji. On już został pokonany na krzyżu. Oczywiście, pewna forma walki trwa. Oczywiście, grzech nadal istnieje. Pokusy nadal istnieją. Kościół doświadcza przy kilku rzeczy. Świat w pewien sposób leży nadal w mocy złego. Ale wynik wojny jest rozstrzygnięty. I teraz jak to zrozumieć? Bardzo prosto. Druga wojna światowa. Kiedy wylądowali w Normandii, to już było wszystko wiadomo. Już los Rzeszy był załatwiony. To już w praktyce było przesądzone. Ale jeszcze tam chwilę, kilka miesięcy walki trwały. Jeszcze to tam dogorywało. Jeszcze to tam biło się. Jeszcze były bitwy. Jeszcze były ofiary. Były cierpienia. Ale wynik już był znany. Już był znany. Już było wiadomo, kto wygrał wojnę. I trochę tak jest z Kościołem. My nadal walczymy. Dlatego mogę mieć pokój nawet w czasie burzy. Dlatego chrześcijanin płacze, ale nie rozpacza. Dlatego cierpi, ale nie straci nadziei. Dlatego może być zbity, ale nie może być pokonany. Bo król chrześcijan już zasiadł po prawicy majestatu. Napisał to autor listu do hebrajczyków. I kiedy wyjdziemy z tego miejsca za jakąś godzinę, i kiedy znowu wrócimy do swoich domów... Nie, żartowałem. Już zmierzamy ku połowie. Kiedy wrócimy do swoich domów, kiedy wrócimy sobie do obowiązków albo jutro, kiedy wstaniemy do obowiązków, to przypomnijmy to sobie. Słuchaj, nie zaczynaj dnia od wiadomości. Nie zaczynaj od dnia od sprawdzenia, co tam na giełdzie. Nie zaczynaj od dnia od sprawdzenia, co tam na giełdzie. Nie zaczynaj od dnia od sprawdzenia, co tam na giełdzie. Nie zaczynaj od dnia od sprawdzenia, co tam na giełdzie. Nie zaczynaj od dnia od sprawdzenia, którego polityka, z której frakcji dzisiaj zatrzymano. Przypomnij sobie tę scenę. Najpierw zobacz Chrystusa. Zobacz, że On siedzi po prawicy Ojca. Bo właśnie tam znajduje się centrum mojego i twojego wszechświata. Tam jest centrum skupienia mojej i twojej uwagi. I co ciekawe, stamtąd właśnie Chrystus przyjdzie w chwalę. Czwarty werset. Szybciutko. I stał się o tyle możniejszym od aniołów, o ile z nami nicze od nich odziedziczył imię. No i odjazd, nie? Skąd anioły? Czemu akurat anioły? Tyle można by było teraz, że większy od Mojżesza, od tego, byśmy to rozumieli, a tu nagle od aniołów. No i znowu, bo to jest list do hebrejczyków. Przed chwilą była mowa o chwale Boga, o boskości Chrystusa, o stworzeniu, o odkupieniu, o panowaniu, o królowaniu, a nagle aniołowie. To jest bardzo przemyślany ruch. Znowu, to nie są poganie, do kogo jest pisany ten list. To są Żydzi. To są ludzie wychowani na Starym Przymierzu. Oni z mlekiem matki w Starym Przymierzu ssali. To są ludzie, którzy od dzieciństwa, od najmłodszych lat słyszą o aniołach. Codziennie słyszą o aniołach. Aniołowie w teologii Starego Przymierza są czymś bardzo ważnym i bardzo mocno się o tym naucza. Żydzi wierzyli, nie musieli wierzyć. Biblia o tym mówi, że aniołowie pojawiają się przy Abrahamie, pojawiają się przy Jakubie, przy Mojżeszu się pojawiają, przy Gedeonie się pojawiają, przy Eliaszu się pojawiają, przy Danielu się pojawiają. Myślę, że jakby się zastanowić, to pewnie byśmy każdego wymienili. Ale pojawiają się co chwilę. Wiecie, że oni dobudowali trochę do Starego Przymierza i w tej swojej tradycji wokół Starego Przymierza, tej talmudycznej tradycji, czyli tego, co miało ochroniać czyste Słowo Boże, dobudowali się takie wierzenie, że w ogóle aniołowie byli obecni w sposób bardzo, kiedy Bóg przekazywał prawo na synaju. To aniołowie w ogóle w tym bardzo byli obecni. Nowy Testament nawiązuje później do tych przekonań. Właśnie tutaj list do hebleczyków do tego nawiązuje, bo aniołowie w ogóle byli obecni bo aniołowie dla Żydów są symbolem Bożej potęgi, świętości, objawienia i w pewien niedoskonały sposób są objawieniem chwały Bożej, w który Jezus jest w doskonały sposób. Dlatego tu jest mowa o aniołach, a nie, że to jest jakiś wypadek przy pracy. I autor zaczyna tu od tego. On nie chce umniejszyć aniołów, on chce wywyższyć Chrystusa. Ponieważ na kilku grupach domowych o tym słyszałem, ale wtedy się nie odzwałem, to jest ważne. Tu nie ma umniejszenia aniołów. Jeżeli my poważnie podchodzimy do tego, w co wierzymy i jak rozumiemy Biblię, to my jako chrześcijanie nie możemy umniejszać aniołów. To jest odjazd w niebezpiecznym kierunku. Nie możemy ich wywyższać, ale nie możemy ich umniejszać. Biblia nigdy nie przedstawia w sposób mały aniołów. Nigdy. Według Biblii to nie są te słodkie, takie pucusie, jak my to dzisiaj rysujemy. To nie są takie pulchne dzieciątka ze skrzydełkami. W ogóle czemu akurat pulchne? To nie jest jakiś romantyczny symbol. To nie jest ta historia. Aniołowie w Biblii, a sprawdzałem to bardzo dokładnie, aniołowie w Biblii za każdym jednym razem budzą przerażenie. Przerażenie. To jest dobre słowo. Aniołowie w Biblii budzą przerażenie. Kiedy pojawiają się aniołowie, ludzie padają na twarz. Daniel traci siły, kiedy pojawiają się aniołowie. Pasterzy w Nowym Testamencie ogarnia wielki strach, bo się pojawiają aniołowie. Jan w Apokalipsie jest tak przejęty, że on chce oddać pokłon aniołowi. To są bardzo potężne stworzenia. Bardzo potężne stworzenia. Święte stworzenia. Po wielu latach czytania Biblii zmieniam swoje zdanie, które kiedyś wypowiedziałem. Dziś uważam, że aniołowie są potężniejszymi stworzeniami od człowieka. Nie są ukoronowaniem dzieła Bożego. Tego nie powiedziałem, bo powiedział inaczej niż mówi Biblia. Ale są bardzo potężnymi, potężniejszymi postaciami w tym zrozumieniu, o którym teraz mówię. Ale nadal są stworzeniami. Nadal zostały stworzone. I tu leży cała różnica. Chrystus nie został stworzony. Aniołowie zostali stworzeni. Chrystus jest Stwórcą, a one są częścią stworzenia. On jest ich Panem. Dlatego tu jest to podkreślone. Później, od piątego wersetu, tam będzie do któregoś z aniołów powiedział i cała ta historia, sobie to przerobimy. Ale tutaj jest przygotowany grunt pod tę całą dalszą argumentację, że Chrystus jest większy od aniołów, a anioł to jest bardzo potężne stworzenie według Bożego Słowa. Stał się o tyle możniejszym od aniołów. I to też jest ciekawe, bo niektórzy tak bardzo nie rozumieją tego, że wykorzystują ten fragment i mówią tak Widzisz? Stał się większy. Stał się o tyle możniejszy, czyli wcześniej nie był. Nie. Nie taki jest sens tego tekstu. Sens tego tekstu jest właśnie dlatego, że aniołowie są bardzo potężne. Autor nie mówi o tym, że syn na chwilę przestał być Bogiem, a potem się nim ponownie stał, stał się większy, a wcześniej nie był. Nie. To jest ten sam syn, cały czas ten sam syn, który uniżył samego siebie, tak mówi Biblia, przyjął postać sługi, cierpiał, umarł z martwych stał i został publicznie wywyższony jako Mesjasz. I to jest tutaj ten stał się o tyle możniejszym, w tym sensie stał się o tyle możniejszym od aniołów. Ja też to będę mówił w Filipianach, ale to sobie przerobimy przy okazji Filipian. I tutaj jeszcze jest coś bardzo ważnego. Chodzi o wywyższenie Mesjasza, Boga Człowieka, który zwyciężył grzech i śmierć i o ile znamienitsze od nich odziedziczył imię. I to też jest ciekawe, bo tu nie chodzi o imię Jezus. I to też jest bardzo błąd. Kiedy ktoś myśli, że no to chodzi o imię Jezus. No nie, bo imię Jezus, Jezus otrzymał jak się urodził, a nie teraz. To nie chodzi o te imię. On otrzymał imię Jezus przy narodzeniu, tak czytamy w Ewangelii. Zgodzicie się? O ile znamienitsze od nich odziedziczył imię, więc to nie te imię. Jezus się nazwał w Betlejem. To nie te imię. Chodzi o coś znacznie więcej. To nie jest to, co my po polsku rozumiemy imię. W języku Biblii imię to jest pozycja. To jest godność. To jest pewien autorytet. To jest pewna tożsamość idąca za tym imieniem. I teraz syn odziedziczył imię, którego żaden anioł nigdy nie otrzymał i żaden człowiek nigdy nie otrzymał. Nikt tego imienia nie otrzymał. Syn. To jest te imię. Syn. Syn Boży. To jest to imię, które on odziedziczył. Żaden anioł nie był tak nazwany jako syn jednorodzony. Odwieczny. Pan, Mesjasz, Król, Bóg. To jest to imię. Aniołowie są sługami, a Chrystus jest synem. Jednorodzonym, odwiecznym Panem, Mesjaszem, Królem, Bogiem. To jest to imię. Oczywiście do jutra mógłbym mówić, jak to imię brzmi, ale nie chcecie tego. Aniołowie wykonują rozkazy, a Chrystus jest synem. On wydaje rozkazy. Aniołowie stoją przed tronem, siedzi na tronie. Aniołowie oddają pokłon Chrystusowi, a Chrystus przyjmuje ten pokłon. I wiecie, co jest niezwykłe? Że nic się nie zmieniło od dwóch tysięcy lat. Biblia jest fascynująca, bo wydawałoby się, tacy aniołowie, czemu aniołowie, czemu nieporównanie z czymś innym? Nic się nie zmieniło. Dwa tysiące lat minęło, a to jest nadal aktualne. Ludzie się fascynują zwłaszcza aniołami. Zwłaszcza aniołami. W zeszłym tygodniu sprawdzałem warsztaty. Karty anielskie. Anielska energia do przekazania. Przesłania od aniołów. I pełno. I to są takie ezoteryczne kręgi. A teraz mniej ezoteryczne. Modlitwy kierowane do aniołów. Do poszukiwania jakiegoś kontaktu z aniołami. Nawet niektórzy, sami kiedyś taki błąd zrobiliśmy. Dzisiaj w spaniach u Wilby nie słyszałem anioły. Nawet w środowiskach chrześcijańskich czasem więcej się mówi o aniołach niż o Chrystusie. Biblia, oprócz tego, że mówi, że to są potężne istoty stworzenia, oprócz tego, że wzbudzały przerażenie, oprócz tego, co teraz analizujemy, jeszcze mówi jedną bardzo ważną rzecz. Biblia nie zachęca nas do szukania relacji z aniołami. Nigdzie i nigdy. Nie zachęca nas do tego. Nie. Mało tego, według Biblii aniołowie, jeżeli już jest kontakt z człowiekiem, zawsze odwracają uwagę od siebie, bo zobaczcie, kiedy ten Jan w Apokalipsie próbuje oddać pokłon aniołowi, co słyszy? Ty Bogu oddaj pokłon. Bogu oddaj pokłon. To jest postawa prawdziwych aniołów. One nigdy nie zatrzymują uwagi na sobie. I kończąc już powoli, Kościół zawsze przekrywa, kiedy zachwyca się czymkolwiek lub kimkolwiek bardziej niż Chrystusem. To może być anioł. Ale teraz nowa część listu do hebrajczyków. To może być kasnodzieja. To może być lider. To może być jakiś prorok. To może być uwielbienie. To może być tradycja. To może być liturgia. To może być jakieś doświadczenie, to może być nawet zdrowa doktryna, jeśli cokolwiek w Kościele lub ktokolwiek w Kościele zajmie miejsce Chrystusa, to to już nie jest Kościół Nowego Testamentu. I tu jest o tym mowa, tylko na przykładzie aniołów. Autor tego listu mówi tak, patrz wyżej niż to wszystko, jeszcze wyżej niż to wszystko, jeszcze wyżej, patrz ponad to, ponad proroków, ponad Mojżesza, ponad Arona, ponad świątynie, ponad to wszystko, ponad kapłanów, ponad liderów, ponad pastorów, ponad kaznodziejów, ponad to wszystko patrz, ponad aniołów patrz, a zobaczysz Chrystusa. I kiedy Go zobaczysz, wtedy już nie będziesz pytał kto jest największy, wtedy odpowiedź będzie oczywista. Jezus Chrystus, Panie nasz i Boże nasz, Boże pełen łaski i miłosierdzia, wierzę, że stajemy przed Tobą poruszeni wielkością Twojego Syna. Panie chcę Ci podziękować, że Ty naprawdę nie zostawiłeś nas w jakichś domysłach, w jakiejś filozofii, w jakichś wyobrażeniach. Ty naprawdę objawiłeś nam siebie doskonale w Jezusie Chrystusie poprzez Twoje Słowo. Dziękuję Ci Panie za to, że możemy poznawać Chrystusa każdego dnia przez Twoje Słowo i że Duch Święty otwiera nasze oczy, żebyśmy widzieli Bożą Chwałę. Panie Jezu Chryste, wyznajemy przed Tobą, że jesteś odblaskiem chwały Ojca i odbiciem Jego istoty. Ty jesteś Panem i jesteś Bogiem, jesteś prawdziwym Bogiem z prawdziwego Boga, jedynym Synem Ojca, współistotnym Ojcu, przez którego wszystko zostało stworzone i przez którego wszystko istnieje. Panie wyznajemy, że jesteś naszym jedynym Zbawicielem, jedynym Arcykapłanem, jedynym pośrednikiem pomiędzy Bogiem a ludźmi i nie chcemy znać żadnego innego Chrystusa niż Tego, którego objawia Pismo Święte. Przebacz nam Boże, że tak często nasz obraz Ciebie jest zbyt mały. Przebacz, że próbujemy zamknąć Cię w naszych wyobrażeniach, naszych teologiach, naszych doktrynach, naszych planach. Przebacz nam Panie, kiedy szukamy własnej chwały bardziej niż Twojej, kiedy chcemy być zauważeni, docenieni, podziwiani i postawieni na pierwszym miejscu, które należy się tylko Tobie. Proszę Cię Panie, naucz mnie, naucz nas żyć tak, żeby nasze życie wskazywało na Ciebie. Niech ludzie patrząc na nasze słowa, nasze czyny, nasze decyzje dochodzili do wniosku, że Ty jesteś największy, że my musimy stawać się mniejsi, a Ty musisz wzrastać. Panie chcę Ci dziękować, że podtrzymujesz wszystko, wszystko podtrzymujesz słowem swojej mocy, że nic Ci się nie wymknęło spod rąk, nic, że moje życie nie wymknęło Ci się z rąk, nie wymknęło się spod Twojej władzy, że nasze życie nie wymknęło się spod Twojej władzy. Panie, ja Ci powierzam, nasze rodziny, nasze domy, nasze dzieci, naszych małżonków, wszystko Ci Panie powierzam, nasz Kościół Ci powierzam. Daj nam Panie zaufanie, tam gdzie jest niepewność daj nam pokój, tam gdzie my chcemy wszystko kontrolować, naucz nas odpoczywać w Twojej opatrzności. Proszę Cię Panie, żebyśmy nie zapomnieli, że to nie my podtrzymujemy świat, ale Ty podtrzymujesz wszystko. Chcę Ci Panie podziękować za krzyż, że raz na zawsze dokonałeś oczyszczenia z naszych grzechów. Nie muszę nic dodawać do Twojej ofiary, nic nie muszę dodawać do Twojej doskonałej ofiary. Niech ta prawda o jednorazowej, doskonałej, wystarczającej, skutecznej ofierze trafi do wszystkich Polaków. Niech to zmieni serca tych ludzi, niech to zmieni sposób patrzenia na Ciebie, niech to napełni ich wdzięcznością i niech obdarzy ich pokojem. Panie zachowaj nas też od wszelkiej pychy wtedy, kiedy chcemy przypisać sobie cokolwiek, co należy się tylko Tobie. Chcę Ci podziękować, że zasiadłeś po prawicy, zasiadłeś po prawicy majestatu na wysokościach, że królujesz i to królujesz nie kiedyś, tylko królujesz również dzisiaj. Kiedy widzimy zamieszanie, kiedy widzimy chaos, kiedy widzimy coś, co strasznie boli, Ty królujesz, Ty nadal jesteś królem, nadal budujesz swój kościół, nadal prowadzisz historię do dnia swojego chwalebnego powrotu. Spraw Panie, żeby ta wiedza, ta prawda dawała nam taką odwagę do życia. Panie chroń swój kościół, tylko Ty to potrafisz zrobić. Chroń swój kościół przed fałszywym nauczaniem. Zachowaj swój kościół od pomniejszonej osoby Chrystusa, od każdej herezji, od każdej fałszywej nauki, która odbiera Chrystusowi należną chwałę. Pozwól, by Twój kościół kochał prawdę o tym, kim Ty jesteś, nie po to, żeby wygrywać spory, ale po to, żeby oddawać Ci cześć. Duchu Święty, tak Cię proszę, żeby to kazanie nie zostało tylko wiedzą, żeby to kazanie zmieniło nasze zrozumienie Chrystusa, żebyśmy jeszcze bardziej Go kochali i widzieli Go jeszcze większym. A kiedy to wszystko się skończy, kiedy się skończy ta nasza ziemska pielgrzymka, kiedy stanę przed Twoim tronem, kiedy staniemy przed Twoim tronem, kiedy wszystko będzie miało kres, to proszę Cię, Panie, żebyśmy mogli z radością oddać Ci chwałę razem z niezliczonym zastępem odkupionych, wołając piękne słowa – godzien jest baranek, godzien jest baranek.
    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Autor kazania

    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.

    Poznaj autora