
Jezus jako Król: Triumfalny Wjazd i Oczyszczenie Świątyni
Jezus przychodzi jako król, nie w majestacie, lecz w pokorze. Nie szuka zewnętrznych pozorów, lecz owoców w sercu. Oczyszczenie świątyni to wezwanie do prawdziwej modlitwy, nie religijnego handlu. Przyjmij Jezusa jako króla swojego życia.
Transkrypcja
Nazywam się Bartłomiej Szymon Kurylas i zapraszam do dalszej podróży przez Ewangelię wg Mateusza. Podróżujemy rozdział po rozdziale z otwartym sercem, z uważnym umysłem i z takim pragnieniem, żeby Boże Słowo nie tylko zostało przez nas wysłuchane, ale żeby do nas dotarło, żeby nas oczyściło, żeby nas pocieszyło, żeby przemieniło nasze życie. Jak w poprzednich odcinkach tekst Ewangelii czytamy z Biblii Tysiąclecia z wydania piątego, ponieważ jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych i najczęściej używanych przykładów Pisma Świętego w Polsce. Wielu ludzi właśnie w tym tłumaczeniu zna fragmenty Ewangelii, słyszy je w swoich kościołach, czyta w swoich domach, korzysta w takiej osobistej modlitwy. No i dla wielu też to jest przekład, podczas którego mają pierwsze spotkanie ze Słowem Bożym w Polsce. Po odczytaniu tego rozdziału spróbujemy wejść głębiej w jego znaczenie, zobaczyć kontekst historyczny, teologiczny, duchowy, taki praktyczny kontekst, a także zapytać, co ten tekst mówi do współczesnego człowieka, do mnie i do Ciebie dzisiaj, teraz. Dzisiaj przed nami XXI rozdział Ewangelii Mateusza. Gdy się zbliżyli do Jerozolimy i przyszli do Betfage na Górze Oliwnej, wtedy Jezus posłał dwóch uczniów mówiąc im Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz znajdziecie uwiązaną oślicę i przy niej źrebię. Odwiąźcie je i przyprowadźcie do mnie. A gdyby wam ktoś coś mówił, powiecie, pan ich potrzebuje i zaraz je odeślę. A stało się to, żeby się spełniło słowo proroka. Powiedzcie, córze syjonu, oto król Twój przychodzi do Ciebie łagodny, siedzący na osiołku źrebięciu oślicy. Uczniowie poszli i uczynili, jakim Jezus polecił. Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swoje płaszcze, a on usiadł na nich. Tłum zaś ogromny słał swoje płaszcze na drodze, a inni obcinali gałązki z drzew i słali nimi drogę. A tłumy, które go głośno poprzedzały i które szły za nim, wołały Hosanna synu Dawida, błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie, Hosanna na wysokościach. Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto i pytano, kto to jest? A tłumy odpowiadały, to jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei. A Jezus wszedł do świątyni i wyrzucił wszystkich sprzedających i kupujących w świątyni. Powywracał stoły tych, którzy zmienili pieniądze oraz ławki sprzedawców gołębi. I rzekł do nich, napisane jest, mój dom ma być domem modlitwy, a wy czynicie go jaskinią zbójców. W świątyni podeszli do Niego niewidomi i chromi i uzdrowił ich. Lecz arcykapłani i uczeni w piśmie, widząc cuda, którą uczynił i dzieci wołające w świątyni, Hosanna synowi Dawida, oburzyli się i rzekli do Niego, słyszysz, co one mówią? A Jezus im odpowiedział tak, czy nigdy nie czytaliście z ust dzieci i niemowlą, zgotowałeś sobie chwałę? Z tym ich zostawił, wyszedł poza miasto do Betanii i tam zanocował. A wracając rano do miasta, poczuł głód. A widząc Figowiec przy drodze, podszedł ku Niemu, lecz nic na nim nie znalazł oprócz liści. I rzekł do Niego, niechże już nigdy nie rodzi się z Ciebie owoc. I Figowiec natychmiast usechł. A uczniowie widząc to pytali, że z dumieniem, jak mógł Figowiec tak od razu uschnąć? Jezus im odpowiedział, zaprawdę powiadam Wam, jeśli będziecie mieć wiarę, a nie zwątpicie, to nie tylko z tym Figowcem to uczynicie, ale nawet gdy powiecie tej górze, podnieś się i rzuć w morze, tak się stanie i otrzymacie wszystko, o co z wiarą prosić będziecie w modlitwie. Gdy przyszedł do świątyni i nauczał, przystąpili do Niego arcykapłani i starsi ludu pytając, jakim prawem to czynisz? I kto Ci dał tę władzę? Jezus im odpowiedział, ja też zadam Wam jedno pytanie, jeśli odpowiecie mi na nie. I ja powiem Wam, jakim prawem to czynię. Skąd pochodził chrzest Janowy? Z nieba, czy od ludzi? Oni zastanawiali się między sobą, jeśli powiemy z nieba, to nam zarzuci, dlaczego więc nie uwierzyliście Mu? A jeśli powiemy od ludzi, to boimy się tłumu, bo wszyscy uważają Jana za proroka. Odpowiedzieli więc Jezusowi. Nie wiemy. On również im odpowiedział, zatem i ja Wam nie powiem, jakim prawem to czynię. Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł, dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy. Ten odpowiedział, idę, panie, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział, ten odparł, nie chcę. Później jednak opamiętał się i poszedł. Który z tych dwóch spełnił wolę Ojca? Mówią mu ten drugi. Wtedy Jezus rzekł do nich, zaprawdę, powiadam Wam, celnicy i nierządnice wchodzą przed Wami do Królestwa Niebieskiego. Przyszedł bowiem do Was Jan, drogą sprawiedliwości, a Wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć. Posłuchajcie innej przypowieści. Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę. W końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamieniowali. Wtedy posłał inne sługi więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc – uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie – to jest dziedzic, chodźcie, zabijmy go, a posiądźmy jego dziedzictwo. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami? Rzekli mu – nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze. Jezus im rzekł – czy nigdy nie czytaliście w piśmie – ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgla? Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach. Dlatego powiadam wam – królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Kto upadnie na ten kamień, rozbije się, a na kogo on spadnie, zmiażdży go. Arcykapłani i faryzeusze, słuchając Jego przypowieści, poznali, że o nich mówi. Toteż starali się Go pochwycić, lecz bali się tłumów, ponieważ miały Go za proroka. Mateusz, XXI rozdział, rozpoczyna się sceną, którą zwykle nazywamy triumfalnym wjazdem Jezusa do Jerozolimy. Pan Jezus zbliża się do miasta, do którego zmierza cała Jego misja. Jerozolima w tamtych czasach była sercem religijnego życia Izraela. To było miejsce świątyni, to było miejsce ofiar. Wszystkich świąt, pielgrzymek, pamięci, przymierza, tęsknoty za Mesjaszem i nadziei na odnowienie królestwa. Ale była też miejscem jednocześnie takiego duchowego konfliktu, jakiejś takiej religijnej pychy, politycznych napięć. No i była miejscem ślepoty. Ślepoty tych, którzy bardzo dobrze znali Pisma, ale nie rozpoznali tego, o którym te Pisma mówiły. Jezus wysyła dwóch uczniów po oślicę i źrebie. Mateusz bardzo wyraźnie pokazuje, że to nie jest jakiś tam przypadkowy szczegół, jakaś tam logistyczna historia, tylko to jest wypełnienie prorokstwa. On nawiązuje do prorokstwa Zachariasza. Mesjasz nie wjeżdża do tego miasta jak rzymski generał na koniu bojowym. Nie jest otoczony demonstracją militarnej siły. On nie przychodzi w ten sposób, nie przychodzi jak jeszcze jeden władca według ludzkiego pomysłu. Nie, przychodzi łagodny, pokorny, siedzący na osiołku. I to jest królewskość, której świat nie rozumie. Dlatego, że świat od wieków kojarzy władzę właśnie z pokazem siły. Imperia wszystkie budowały swą potęgę na armiach, na pomnikach, na propagandzie, na zwycięskich pochodach, no i na takim strachu. Rzym w ogóle, w którego cieniu żyli Żydzi, w czasach Jezusa doskonale znał ten język. Zwycięski wodzowie zawsze wjeżdżali do miasta w chwale, otoczeni zdobyczami, jeńcami. I tu nagle Pan Jezus wjeżdża inaczej. Nie dlatego, że jest słaby, ale dlatego, że Jego królestwo i Jego królewskość jest inna. Jego siła nie polega na miażdżeniu przeciwników, ale na oddaniu życia zagrzeżników. Jego tronem za chwilę będzie krzyż, Jego koroną za chwilę będzie korona cierniowa. Jego okrzyk nie zabrzmi jak kolejny manifest, ale on krzyknie – wykonało się. Tłumy w tym czasie wołają – Hosanna w synowi Dawidowemu. Błogosławiony ten, który przychodzi w imię Pańskie. Hosanna pierwocnie znaczyło – zbaw nas. Później stało się też takim okrzykiem uwielbienia, więc ten tłum wyznaje coś prawdziwego, chociaż wielu z tych ludzi nie rozumie tego, co mówi. I to jest w ogóle dramat, który jest pokazany w Ewangeliach, że można mówić prawdziwe słowa o Jezusie, prawdziwie się modlić, a jednocześnie nie rozumieć Jego drogi. Można wołać – zbaw nas, uwielbiać, a kilka dni później milczeć albo krzyczeć – ukrzyżuj. Można oczekiwać Mesjasza, ale odrzucić go, kiedy przychodzi nie według tego, jak my chcemy. Zobaczcie, jakie to jest aktualne. Współcześnie też ludzie chcą Jezusa, ale to ma być Jezus, który jest dopasowany do oczekiwań tych ludzi. Jedni będą chcieli terapeutę, inni będą chcieli kołcza, jeszcze inni kogoś, kto będzie ich uczył, zarządzania czasem, samopoczucia, ale nigdy nie będzie ich konfrontował z własną naturą, z grzechem. Niektórzy chcą Jezusa jako takiego patrona ideologii politycznej, to ostatnio jest bardzo widoczne w naszym kraju. Jeszcze inni chcą Jezusa jako symbolu, symbolu kultury, tożsamości narodowej, ale nie chcą żywego Pana, któremu trzeba się poddać we wszystkim. Jeszcze inni będą chcieli Jezusa, który będzie błogosławił ich marzenia, ich ambicje, albo będzie dawał poczucie moralnej wyższości. Tylko pytanie, kto chce Jezusa, który nie jest dodatkiem do życia, ale jest królem tego życia. Mateusz XXI rozdział mówi nam, że Jezus przychodzi jako król, ale nie taki król, jakiego sobie wyobrażamy. On przychodzi jako król pokorny, święty, łagodny, siedzący na oślicy i sądzący. Przychodzi nie po to, żeby wzmocnić jakieś nasze wyobrażenia, tylko po to, żeby je obalić. I kiedy Pan Jezus wchodzi do Jerozolimy, całe miasto jest poruszone, ludzie pytają, kto to w ogóle jest. I to jest jedno z najważniejszych pytań, jakie padają w Ewangelii. Kim jest Jezus? Nie wystarczy powiedzieć, że jest wielkim nauczycielem. Nie wystarczy powiedzieć, że jest prorokiem moralności. Nie wystarczy powiedzieć, że jest inspirującą postacią. Tłumem odpowiadającym to jest prorok, Jezus z Nazaretu. To prawda, ale nie cała prawda. On jest prorokiem, ale jest większy niż każdy prorok. Jest synem Dawida, ale jest większy niż Dawid. Jest łagodnym królem, ale jednocześnie jest też panem świątyni. Jest barankiem, ale jest sędzią. Zobaczcie, jak blisko jest prawda, a jednocześnie jak daleko jest cała prawda. Następna scena jest gwałtowna i dla niektórych jest trudna. Jezus wchodzi do świątyni i wypędza sprzedających oraz kupujących. Wywraca stoły. Mówi, że dom ma być domem modlitwy, a nie jaskinią zbójców. Cytuję proroków. Świątynia miała być miejscem spotkania człowieka z Bogiem. Miejscem modlitwy. Miejscem, w którym człowiek miał zobaczyć chwałę Pana. A niestety stała się miejscem religijnego interesu, pozoru i takiej duchowej ślepoty. I teraz trzeba to bardzo dobrze zrozumieć. Sam handel zwierzętami ofiarnymi i wymiana pieniędzy miały praktyczne uzasadnienie. Ponieważ pielgrzymi przychodzili z daleka i potrzebowali zwierząt do ofiar oraz odpowiedniej monety do opłat świątynnych. Problem nie polegał na tym. Problem polegał na tym, że to co miało służyć uwielbieniu Boga zaczęło dominować nad uwielbieniem Boga. Miejsce modlitwy zostało zdominowane przez mechanizmy religijne. Tam, gdzie człowiek miał stanąć przed Bogiem w skrusze, w takiej ufności i jednocześnie w czci, tam pojawił się hałas transakcji interesów i religii. I to są słowa, które mocno dotykają Kościół w każdej epoce. Historia Kościoła, cała historia Kościoła pokazuje, że bardzo często się tak dzieje. Że w pewnym momencie to co miało być dobre zostaje skażone. Reformacja wybuchła m.in. dlatego, że ludzie byli zgorszeni handlem odpustami. Kiedy zaczęto sprzedawać zbawienie, kiedy uwikłano Kościół w mechanizmy finansowe i w politykę. I Marcin Luther, kiedy wystąpił przeciwko nadużyciom, on nie walczył o korektę. On walczył o Ewangelię, o prawdę, o to, że zbawienie jest z łaski przez wiarę w Chrystusa. Nie za pieniądze, nie przez ludzkie zasługi, nie przez instytucje. Oczywiście historia jest bardzo złożona i nie powinniśmy spłaszczać jej do prostych hasteł, ale jedno pozostaje jasne. Kiedy to co miało być święte staje się narzędziem zysku, no to Kościół potrzebuje oczyszczenia. Łatwo jest patrzeć na świątynię w Jerozolimie albo na nadużycie w historii Kościoła, ale trudniej jest pytać o własne serce. Apostoł Paweł mówi do nas, że wierzący są świątynią Ducha Świętego. Jeżeli tak, to Mateusz XXI rozdział jest też do mnie. Co dzieje się w świątyni mojego serca? Czy jest tam dom modlitwy, czy też jakaś jaskinia ukrytych interesów? Czy tam jest uwielbienie Boga, czy handel w sprawie Boga? Czy modlę się, żeby być z Bogiem, czy raczej próbuję używać Boga do osiągania własnych celów? Czy przypadkiem moja relacja z żywym Panem nie zamienia się w religijny system? Panie, ja zrobię to, a Ty mi dasz tamto. Zobaczcie, to jest pytanie o nasze serce. Po oczyszczeniu świątyni dzieje się coś pięknego. Przychodzą do Jezusa niewidomi i Chromi, On ich uzdrawia. Zobaczcie, On nie oczyszcza świątyni dlatego, że gardzi ludźmi. On oczyszcza świątynię, żeby dom Ojca znowu był miejscem spotkania człowieka z Bogiem. Miejscem miłosierdzia, miejscem modlitwy, miejscem uzdrowienia. On wypędza handel i przyjmuje cierpiących. Pokazuje, jak powinno być. To jest bardzo ważne dla naszego zrozumienia. Oczywiście arcykapłani i uczeni w Piśmie widzą to wszystko. Słyszą dzieci wołające w świątyni i oburzają się. I Pan Jezus na to odpowiada słowami psalmu Z ust dzieci i niemowląt zgotowałeś sobie chwałę. Oczywiście nie chodzi o idealizowanie dziecięcej niedojrzałości. Chodzi o to, że Pan Bóg przyjmuje chwałę od tych, którzy nie stoją przed Nim z poczucia obowiązku. Nie stoją przed Nim w świecie pełnym autopromocji, by się promować. W świecie pełnym ekspertów od wszystkiego, by być kolejnym ekspertem. Nie. Chodzi o to, że Bóg przyjmuje chwałę od tych, którzy stoją u Niego w miejscu szczerości. Następnie Pan Jezus opuszcza miasto. Udaje się do Betanii. Rankiem wraca do Jerozolimy i odczuwa głód. Widzi drzewo figowe, podchodzi do niego, ale tam są tylko liście. No i wypowiada dziwne słowa. Niechże już nigdy nie rodzi się z Ciebie owoc. Te drzewo usycha. Dziwna scena. Surowa scena. Ale w kontekście proroczym ta scena jest bardzo mocna. Drzewo figowe bardzo często kojarzyło się z Izraelem. I liście bez owocu stają się symbolem religii. Jest to coś, co powinno przynieść życie, ale życia nie przyniosło. Jest jakaś zewnętrzna forma, ale nie ma owocu. Sprawiedliwości, wiary, pokuty, posłuszeństwa. I zobaczcie, to jest ostrzeżenie do nas przed taką duchową dekoracją. Bo można mieć liście, czyli język wierzących, tradycje, aktywność, znajomość pieśni, obecność na nabożeństwach. Nawet poprawną doktrynę, a jednak nie mieć owocu. I trzeba to bardzo ostrożnie powiedzieć. Poprawna doktryna jest konieczna, bo bez poprawnej doktryny Kościół błądzi. Ale sama poprawna doktryna, jeśli nie prowadzi do miłości, świętości, pokory i uwielbienia Chrystusa, to bardzo często jest liściem bez owoców. I Pan Jezus sobie życzy, żeby takie rzeczy już nigdy nie wydały owocu. Współczesny człowiek, mam wrażenie, bardzo dużo inwestuje w liście. W wizerunek, w zdjęcia, w narrację, w starannie dobrane słowa. W taki publiczny sukces. To może wyglądać wszystko zdrowo, a wewnątrz być bardzo suche. To może mieć piękne liście, a nie mieć żadnego owocu. Jezus nie daje się zwieść liściom. On chce owocu. Uczniowie dziwią się, że to drzewo tak szybko uschło, a Jezus mówi im o wierze i modlitwie. I teraz o co chodzi? To nie oznacza, że wiara jest jakąś magiczną techniką spełniania życzeń. Tu nie chodzi o to, żeby teraz zaklinać rzeczywistość. Że jeśli tylko wypowiemy odpowiednie słowa, to wszystko stanie się według naszej woli. W kontekście Ewangelii wiara jest zaufaniem Bogu, który działa zgodnie ze swoją wolą i ze swoim królestwem. A więc modlitwa wiary nie polega na tym, że my podporządkowujemy Boga naszym planom, ale wchodzimy w głęboką ufność wobec Ojca. Wierzący ma prosić śmiało, ale o wolę Bożą. Ma ufać, ale nie traktować wiary jako narzędzia do spełniania swoich życzeń. Ma oczekiwać rzeczy wielkich, ale serca poddanego Panu. Potem Pan Jezus wraca do świątyni i arcykapłani oraz starsi ludu pytają, jakim prawem On to robi. Kto Mu pozwolił? To jest pytanie aktualne do dziś. Każdy człowiek sobie musi na to odpowiedzieć. Czy Jezus ma autorytet nade mną? Nie czy Go szanuję, nie tylko czy zgadzam się z niektórymi Jego słowami, tylko czy On ma prawo wejść do świątyni mojego życia i poprzewracać stoły. Czy On ma prawo powiedzieć, co jest modlitwą, a co nie? Czy ma prawo szukać u mnie owocu? Czy ma prawo zakwestionować moje wyobrażenia? I kto Mu te prawo dał? Jezus odpowiada pytaniem o chrzest Jana. Czy ten chrzest pochodził z nieba czy od ludzi? Ci przywódcy religijni wpadają w pułapkę, no bo oni już nie są zainteresowani tym, co jest prawdą, tylko czy to będzie dla nich bezpieczne, czy to, co odpowiedzą, będzie bezpiecznie. Bo jeśli powiedzą, że chrzest Jana był z nieba, no to Jezus zapyta, dlaczego Mu nie uwierzyli. Jeśli powiedzą, że był z ludzi, no to boją się tłumu. Ostatecznie odpowiadają, nie wiemy. Tylko to nie jest pokorna niewiedza. To jest strategiczna niewiedza, która nie chce ponieść kosztu powiedzenia prawdy. I zobaczcie, jak to jest prawdziwe. Wielu ludzi dzisiaj nie odrzuca Chrystusa, dlatego że uczciwie przebadali sprawę i doszli do wniosku, że to jest nieprawdziwe. Wielu ludzi unika odpowiedzi, bo odpowiedź kosztowałaby. Wielu wole powiedzieć, nie wiem, nie interesuje mnie, a tak naprawdę myśli, nie chcę wiedzieć, bo jeśli się dowiem, to będę musiał coś z tym zrobić, być może zmienić swoje życie. Człowiek tak ma, że tak długo chroni własny obraz siebie, aż w pewnym momencie zaczyna unikać światła. Prawda dla takiego człowieka staje się zagrożeniem. Nie dlatego, że jest słaba, ale dlatego, że musi przemienić. Jezus dalej odpowiada w przypowieściach o dwóch synach. Pierwszemu mówi dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy. Ten odpowiada, że nie chce. Potem się opamiętuje i idzie. Drugi mówi, że oczywiście pójdzie, ale nie idzie. Jezus pyta, który spełnił wolę ojca? Odpowiedź jest oczywista, pierwszy. I Pan Jezus stosuje tę przypowieść do przywódców i mówi im, że celnicy i nierządnice wchodzą przed nimi do Królestwa Bożego, ponieważ uwierzyli, a oni, chociaż widzieli, nic z tym nie zrobili. Patrzcie, jakie to było uderzenie. Celnicy i nierządnice, czyli jawni grzesznicy, ludzie pogardzani, moralnie skompromitowani, społecznie odrzuceni. Jezus nie mówi, że ich grzech nie ma znaczenia. Mówi, że oni się opamiętali. Pierwszy syn zaczyna źle, ale się opamiętuje i kończy posłuszeństwem. Drugi zaczyna piękną deklaracją, ale kończy nieposłuszeństwem. To jest ostrzeżenie przed takim religijnym tak, które nic nie kosztuje. Można mówić Panu Bogu tak ustami, ale życiem mówić nie. Można śpiewać pieśni, ale nie przebaczać. Można wyznawać doktryny, ale nie mieć żadnej skruchy. W tym wszystkim jest oczywiście wielka nadzieja. Jeżeli ktoś zaczął od nie, to nie jest jego koniec. Jeśli nawet ktoś przez lata żył daleko od Pana Boga, jeśli ktoś zbuntował się, pogubił, zgrzeszył, zmarnował czas, wszedł w ciemność, to Jezus mówi, że opamiętanie jest możliwe, bo pierwszy syn powiedział nie, ale potem poszedł. A więc Ewangelia nie jest dla ludzi, którzy mają idealną przeszłość. Ewangelia jest dla nas, dla ludzi, którzy przez łaskę Boga zostają doprowadzeni do pokuty i wiary. Następnie Jezus opowiada o przewrotnych rolnikach. Historia się kończy tak, że chwytają tego dziedzica, wyrzucają z winnicy i zabijają. To jest przypowieść bardzo wyraźnie skierowana do przywódców Izraela. Winnica to oczywiście obraz z Izajasza 5, gdzie Izrael jest winnicą Pana. Bóg troszczył się o swój lud, posyłał proroków, wzywał, ale prorocy byli odrzucani, prześladowani, zabijani. W końcu Bóg posyła syna. To jest zapowiedź krzyża. Jezus wie, co się stanie. Wie, że zostanie odrzucony. Wie, że syn zostanie wyrzucony i zabity. Ale w tej przypowieści jest też sąd. Winnica zostanie oddana innym rolnikom, którzy będą oddawać owoce. Tylko czytajmy to z pokorą. Nie wolno tej przypowieści używać do pogardy wobec Żydów, do jakiejś antysemickiej pychy, która niestety pojawiała się i pojawia w historii chrześcijaństwa, a która jest grzechem. Jezus przecież sam jest Żydem. Apostołowie są Żydami. Pierwotny Kościół rodzi się wśród Żydów. A przyszłe obietnice Boga również są zakorzenione w historii związanej z Izraelem. Ten tekst jest sądem nad niewiernością przywódców i ostrzeżeniem przed przywilejem bez owocu. I to jest ostrzeżenie, które dotyczy także Kościoła. Jeśli jakiś Kościół, który otrzymał słowo, dary ducha, kaznodziejów, łaskę, nie wydaje owocu, to nie ma prawa czuć się bezpiecznie tylko dlatego, że ma te wszystkie elementy. Historia Kościoła pokazuje, że Bóg potrafi przenosić świecznik. Że religiony, które kiedyś były pełne życia chrześcijańskiego, nagle stają się duchowo puste. Że Kościoły, które kiedyś były miejscem modlitwy i głoszenia Ewangelii, nagle stają się muzeami, albo salami koncertowymi, albo jakąś instytucją pozbawioną duchowego ognia. Reformacja to przypomniała, że Kościół nie może się opierać na poczuciu bezpieczeństwa samej instytucji, tradycji i historii. Musi nieustannie opierać swoje bezpieczeństwo na Chrystusie, wracać do Niego, do słowa, do łaski, do wiary, do pokuty i do owocu. Jezus kończy tę część mówiąc o kamieniu, odrzuconym przez budujących, który stał się kamieniem węgielnym. To jest cytat z psalmu. On tu mówi, że odrzucony syn nie zostanie pokonany, że krzyż nie będzie porażką Bożego planu, że ten, którego przywódcy odrzucą, stanie się fundamentem nowej świątyni, nowego ludu, nowego przymierza. To jest Ewangelia. Człowiek odrzuca syna, ale Bóg wywyższa syna. Ludzkie nie wobec Chrystusa nie anuluje Bożego planu. Krzyż, który miał być miejscem hańby, staje się miejscem odkupienia, kamień odrzucony staje się fundamentem zbawienia. Więc zobaczmy, Mateusz XXI rozdział pokazuje Jezusa jako króla, jako kapłana, jako proroka, jako sędziego. Jest to król, który wjeżdża do Jerozolimy w pokorze. Jako pan oczyszcza miejsce modlitwy. Jako prorok przeklina bezowocne drzewo i demaskuje religię. Jako syn objawia niewierność przewrotnych rolników, a jako kamień węgielny staje się fundamentem czegoś zupełnie nowego. Może więc najlepszą odpowiedzią na ten rozdział jest modlitwa. Panie Jezu, przyjdź jako król, ale nie taki, jakiego sobie wymyślam. Przyjdź jako król prawdziwy. Wejdź do Jerozolimy mojego serca. Oczyś świątynię mojego życia. Poprzewracaj wszystkie stoły tego, co jest tylko pobożnością, ale nie jest uwielbieniem. Zabierz liście bezowocu. Daj mi pokutę tego pierwszego syna i naucz mnie wydawać owoc z Twojej winnicy. Spraw, żebym nie odrzucił kamienia węgielnego, ale budował całe swoje życie na Tobie. I na tym zakończmy dzisiejszy odcinek. Dziękuję Ci, że byłeś ze mną w tym kolejnym spotkaniu z Ewangelią. Jeśli ten odcinek był dla Ciebie pomocny, zostaw komentarz, przekaż go komuś. Napisz może, co szczególnie Cię poruszyło w tym rozdziale, albo skąd jesteś. Zachęcam Cię również do subskrypcji tego kanału, na którym możemy razem przechodzić przez Ewangelię. Niech dobry Bóg błogosławi Ci opicie. Niech Chrystus będzie kamieniem węgielnym Twojego życia. Niech Duch Święty nieustannie odczyszcza świątynię w Twoim sercu. Wspaniałości z nieba. Z Bogiem. Napisy stworzone przez społeczność Amara.org KONIEC!


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora