Granice posłuszeństwa
Bóg ustanowił ideę władzy jako porządek -nie każdy władca ma Jego mandat moralny. Chrześcijanin jest posłuszny sumieniem, płaci podatki, kocha bliźniego. Granicą posłuszeństwa jest grzech. Oblecz się w Chrystusa - każdy dzień przybliża do spotkania z Nim.
Transkrypcja
Witajcie w imieniu Jezusa Chrystusa. Była przerwa, bo wbrew temu, co sam głoszę, mężczyzna urodził, to byłem ja, z tym, że nie dziecko, tylko kamień. Dlatego nie było w zeszłym tygodniu zapowiedzianego kazania było inne, ale wracamy do listu do Rzymian. Mamy 17 wykład w ramach tego wspaniałego listu. Listu przez wielu nazywanego Piątą Ewangelią, dlatego że większość doktryn, które potrzebujemy znać w tym liście są w mniejszym bądź większym stopniu dotknięte. Skończyliśmy dwunasty rozdział, przejdziemy dzisiaj do trzynastego rozdziału tego listu. No i to jest specyficzny rozdział, rozdział bardzo często wystawiany na tapetę w tych już bardzo dawnych wydarzeniach, bo przecież od tego czasu upłynęło pięć czy sześć lat, kiedy Ogłoszono, że jest pandemia w Polsce i różne mieliśmy do tego podejście. Bardzo często ten list był przywoływany i właśnie ten fragment tego listu był przywoływany i to zarówno przez tych, którzy poddali się pewnej narracji, jak i przez tych, którzy nie poddali się tej narracji. Każdy na swój sposób interpretował ten trzynasty rozdział listu do Rzymian. Tak, trzynasty rozdział. Ciekawe, bo Paweł, który mówił o usprawiedliwieniu z wiary, czy pisał o usprawiedliwieniu z wiary, o Duchu Świętym, o wybraniu, o narodzie wybranym, o żywej ofierze, o takiej miłości nieobudnej, nagle zacznie mówić o bardzo prozaicznych rzeczach. No bo przecież będziemy mówić o władzy, będziemy mówić o podatkach, będziemy mówić o posłuszeństwie względem tej władzy, względem tych podatków. I to w bardzo nieidealnym świecie. On to pisze w bardzo nieidealnym świecie. Myślę, że dzisiaj byłoby łatwiej pewne rzeczy napisać, gdyby dziś były spisywane, w stosunku do tego, jaki był świat za czasów Pawła, który spisywał ten list. Oczywiście... On nie mówi o jakimś państwie chrześcijańskim, o jakimś wyznaniowym państwie chrześcijańskim. On mówi o konkretnym rządzie wokół którego się porusza. Mało tego, nie mówi o jakimś rządzie, czy nie będzie mówił o jakimś rządzie, który prowadzą doskonali politycy, doskonali liderzy, wszyscy są mega sprawiedliwi, wszystko jest w porządku. Nie, on pisze do wierzących w Rzymie. W Rzymie, który był samym sercem tego imperium, które wtedy miało miejsce, pisze do ludzi, którzy są pod władzą cesarza, oczywiście oni są pod władzą Chrystusa, ale w tym geopolitycznym zrozumieniu są pod władzą cesarza, pisze do ludzi, którzy tkwią po uszy w systemie, który jest skrajnie brutalny, skrajnie niesprawiedliwy, zwłaszcza w stosunku do chrześcijan, a jednak Paweł w tym liście, idąc za nauczaniem swojego pana, on nie będzie mówił Uciekajcie z tego świata. Niech was Bóg jak najszybciej zabierze z tego świata. Nie będzie mówił ignorujcie władzę i nie przejmujcie się w ogóle systemem politycznym. Nie mówi też wiara jest sprawą prywatną i nie dajcie znać, że wierzycie w pewne rzeczy. Nie. On tutaj bardzo wyraźnie pokaże, że te autentyczne chrześcijaństwo, te prawdziwe chrześcijaństwo, te realne chrześcijaństwo, one nie kończy się w murach wspólnoty. W chrześcijaństwie nie chodzi o to, żeby wybudować bezpieczny klasztor, tam się zamkniemy, tam się schowamy, tam będziemy sobie żyć, funkcjonować, otoczymy się i to fizycznymi murami od świata i tak będziemy funkcjonować. Nie. Paweł tak nie naucza. Paweł też nie naucza, że Nasze relacje kończą się na relacjach z wierzącymi. Przecież to jest też prawda dzisiaj. Każdy z nas ma relacje z wierzącymi, ale każdy z nas ma relacje z niewierzącymi, nawet z bliskimi niewierzącymi. Przecież nie jedna rodzina jest podzielona pod kątem tego, w co ktoś wierzy lub nie wierzy. Paweł też pokaże, że chrześcijaństwo nie kończy się tylko na modlitwie i uwielbieniu, że to ma bardzo praktyczny wymiar, że ta nasza wiara w pewien sposób wychodzi na ulicę, że ona dotyka. Prawa dotyka sumienia, dotyka finansów, czy się to komuś podoba, czy nie. Dotyka obywatelstwa i tych wszystkich tematów, przed którymi nieraz byśmy chcieli uciec. Zresztą są takie poglądy wśród chrześcijan, że nie, nie, te sprawy mnie nie dotykają, mnie nie interesuje geopolityka, mnie nie interesuje prawo. nie interesują finanse, podatki, nie ma żadnego obywatelstwa, ja jestem obywatelem nieba i te wszystkie historie. No Paweł tak nie mówił. Mało tego, on tu pokaże, że to chrześcijaństwo dotyka systemu i naszych reakcji na ten system, w którym żyjemy. No i teraz tak, XII rozdział mówił, żeby składać swoje ciało jako ofiarę żywą, a ten XIII podkreśli to i powie, że tak i ta ofiara obejmuje również nasze życie społeczne, nasze takie życie codzienne, normalne funkcjonowanie. No i oczywiście będziemy musieli sobie zadać pytanie, jak daleko sięga posłuszeństwo władzy, czy też tego systemu względem nas? Czy my się mamy zawsze podporządkować? A jeśli nie, to gdzie są granice tego naszego podporządkowania? Stąd tytuł dzisiejszego kazania, granice posłuszeństwa. Jak w ogóle połączyć suwerenność Boga odpowiedzialność człowieka, ten akt jego panowania nad wszystkim z historią świata, z komunizmem, z faszyzmem i z wieloma innymi zbrodniczymi systemami. Jak to w ogóle zrozumieć w kontekście listu do Rzymian tego trzynastego rozdziału? Z tym, że Paweł tutaj wyraźnie zaznaczy, że nie wszystko ma się kręcić wokół tej polityki, On tu zacznie od pewnej teologii, od pewnego przekonania, że Bóg jest ponad historią, że ta Jego suwerenność jest ponad historią, ponad imperiami, ponad systemami, ponad tym wszystkim, co jeszcze świat człowiekowi przyniesie. Będzie mowa o zaufaniu, będzie mowa o sumieniu, no i będzie mowa o miłości, jako o tym najwyższym prawie, którym powinniśmy się kierować. Przeczytajmy sobie ten trzynasty rozdział. Ja korzystam z Biblii Warszawskiej. Każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim, bo nie ma władzy jak tylko od Boga. a te, które są, przez Boga są ustanowione. Przez to, kto się przeciwstawia władzy, przeciwstawia się Bożemu postanowieniu, a ci, którzy się przeciwstawiają, sami na siebie potępienie ściągają. Rządzący bowiem nie są postrachem dla tych, którzy pełnią dobre uczynki, lecz dla tych, którzy pełnią złe. Chcesz się nie bać władzy? Czyń dobrze, a będziesz miał od niej pochwałę. Jest ona bowiem na służbie u Boga, Tobie ku Dobremu. A jeśli czynisz źle, bój się, bo nie na próżno miecz nosi, wszak jest sługą Boga, który odpłaca w gniewie temu, co źle czyni. Prze to trzeba jej się poddawać, nie tylko z obawy przed gniewem, lecz także ze względu na sumienie. Dlatego też i podatki płacicie, gdyż są sługami bożymi po to, aby tego właśnie strzegli. Oddawajcie każdemu to, co mu się należy. Komu podatek, podatek. Komu cło, cło. Komu bojaś, bojaś. Komu cześć, cześć. Nikomu nic winni, nie bądźcie prócz miłości wzajemnej. Kto bowiem miłuje bliźniego, zakon wypełnił. Przekazania bowiem nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj i wszelkie inne w tym słowie się streszczają. Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego. Miłość bliźniemu złego nie wyrządza. Wypełnieniem więc zakonu jest miłość. a to czyńcie, wiedząc, że już czas, że już nadeszła pora, abyście się ze snu obudzili. Albowiem teraz bliższe jest nasze zbawienie, niż kiedy uwierzyliśmy. Noc przeminęła, a dzień się przybliżył. Odrzućmy tedy uczynki ciemności, a obleczmy się w zbroję światłości. Postępujmy przystojnie, jak za dnia, nie w biesiadach i pijaństwach, nie w rozpustach i rozwiązłości, nie w sfarach i zazdrości. Ale obleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie czyńcie starania o ciało, by zaspokajać porządliwości." Każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim. bo nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są przez Boga, są ustanowione. Pierwszy werset. I fundament całego tego rozdziału, trudny fundament. I żeby pojąć o czym Paweł tutaj pisze lub o czym nie pisze to musi być to rozumiane dokładnie tak i tylko tak jak Duch Święty zapisał to przez apostoła Pawła. My musimy zrozumieć, że kiedy studiujemy Biblię to nie możemy jej studiować z takim nastawieniem, że mamy jakiś pogląd na daną sprawę, jakąś interpretację. tego wersetu i czasami to będzie różna interpretacja, moja będzie inna, twoja będzie inna. Tylko, że to jest złe studium Biblii. Studium Biblii musi polegać na tym, że my musimy odkryć, co tak naprawdę Bóg przez te słowa do nas mówi. I to nie jest relatywistyczne. To jest konkretne. Bóg konkretnie ma coś na myśli i jest tylko jedna konkretna interpretacja właściwa i to musi być interpretacja, Ta interpretacja, którą Duch Święty zapisał przez Pawła. My oczywiście możemy się pomylić, możemy się wycofać z jakiegoś poglądu, ale mylimy się wtedy, kiedy nasza interpretacja była niewłaściwa. Wtedy wycofujemy się z jakiegoś poglądu. Nasze zmiany poglądów nie są dowodem na to, że Biblię można w różny sposób interpretować. Nasze zmiany poglądów utwierdzają ten argument, że jest tylko jedna właściwa interpretacja Pisma Świętego. I moim o Twoim obowiązkiem jest ją odkryć. Jest tak długo studiować, tak długo się uczyć, aż ten zapis będzie poprawnie wyłożony, poprawnie zinterpretowany. Tu wszystko zaczyna się od słów każdy człowiek, czyli skoro każdy człowiek, to znaczy, że nikt, absolutnie nikt nie stoi poza tym porządkiem, który tu będzie za chwilę szczegółowo opisany. Tu nie jest napisane każdy człowiek wierzący albo każdy człowiek niewierzący. Nie. Każdy jeden człowiek. Paweł tu nie robi żadnych wyjątków. Mało tego. Czy nam się to podoba, czy nie? Paweł nigdzie nie napisał, że Kościół jest ponad tym, co tu jest napisane. Albo, że Kościoła nie dotyczą te słowa. A już z takim poglądem się spotkałem, że to jest fragment dla świata, a Kościoła to nie interesuje. To jest ciekawe rozwiązanie, tylko nie biblijne. Paweł tu nic takiego nie napisał, a naszym obowiązkiem jest nic nie dokładać do tych słów. Kościół nie stoi ponad tym porządkiem. To nie jest tak, że prawo prawem, a Kościół może robić co chce. Mało tego, tu nigdzie nie jest napisane, że duchowość człowieka wierzącego Nawet nie duszewność, tylko duchowość człowieka wierzącego zwalnia go z odpowiedzialności takiej cywilnej dotyczącej świata, w którym funkcjonuje. Nie. Jest wyraźnie napisane jak każdy człowiek. Każdy człowiek. I tutaj chcę uderzyć w pewien taki pogląd, bo on też funkcjonuje. Nawet w naszym zborze spotkałem się na grupach domowych z tego typu pomysłami. Czasami to było nazywane wprost, czasami nie, ale sprowadzało się to do tego, że niektórzy mają taki pogląd, że chrześcijanin jest, delikatnie mówiąc, pacyfistą, a ja uważam, że jak się przysłuchiwałem niektórym rozmowom, to tam nawet nie jest mowa o pacyfizmie, tylko o jakiejś anarchii, że chrześcijanin jest anarchistą, że chrześcijanin to musi budować swoją tożsamość na takim permanentnym, zaprzeczaniu wszystkiego, sprzeciwie wobec wszystkiego, a już jak coś jest państwowe, to całkowicie się temu trzeba sprzeciwić, wybrnąć, uciec, no bo przecież to nie jest chrześcijańskie, to jest jakiś świat, to jest jakiś szatan, jakieś zło, które nas otacza i my tu musimy anarchistycznie do tego podejść. Ale kiedyś już taki mem widziałem, że protestant to jest taki człowiek, który protestuje przeciwko wszystkiemu. Otóż to jest nieprawda. Protestant protestuje przeciwko kłamstwu względem Bożego Słowa, a nie przeciwko wszystkiemu. My musimy zrozumieć i zapamiętać. I na niejedno pytanie jest to odpowiedź, tak sobie poukładać w głowie, że my żyjemy w realnym świecie. W realnym świecie, nie w jakimś wymyślonym, nieistniejącym świecie, tylko my żyjemy w realnym świecie, w realnych strukturach, w realnym otoczeniu i względem realnie otaczającej nas rzeczywistości. Dalej tu czytamy, że w tych pierwszych wersetach, potem sobie to jeszcze bardziej rozgrzebiemy, że nie ma władzy jak tylko od Boga. No to jest oczywiście ciężkie stwierdzenie i ono wzbudza mnogość dyskusji, no bo skoro nie ma władzy jak tylko od Boga, no to jak my wytłumaczymy Hitlera? Ja specjalnie sięgam do historii, żeby absolutnie dotknąć współczesnej polityki, żebyśmy się tu nie poróżnili. Ale jak wytłumaczyć Hitlera? Jak wytłumaczyć Stalina? W moim odczuciu, a ja bardzo lubię, akurat tym fragmentem historii się bardzo interesuje, bo on pokazuje jak łatwo człowieka wprowadzić w zło. No więc jak wytłumaczyć Stalina? To według mojej oceny, prywatnej oceny, to był jeszcze bardziej zbrodniczy system od faszyzmu. To co Stalin wniósł, komunizm i te wszystkie rzeczy z tym związane. No więc jak to wytłumaczyć, skoro wszyscy wiemy, że to byli tyrani, mam nadzieję, że tu nikt nie myśli inaczej, że to tyrani byli i to, co oni stworzyli, system, który oni stworzyli, to był zbrodniczy system, który miał na celu zabić człowieka, który się nie zgadzał z tym systemem. No więc w jaki sposób do takich ludzi podejść i powiedzieć, że oni są posłani od Boga, skoro nie ma władzy, jak tylko od Boga. Jak oni są posłani od Boga? W jakim sensie? Te zdanie nigdy nie oznaczało i w historii Kościoła, aż do czasów współczesnych, nikt nie rozumiał tego w ten sposób. że każdy pochodzi od Pana Boga. Nikt tak tego nigdy wcześniej nie rozumiał. To są współczesne pomysły. W historii Kościoła zawsze to było interpretowane, Kościół zawsze to w ten sposób interpretował, Kościół pełen Ducha Świętego, że to zdanie nie oznacza, że każdy konkretny władca jest moralnie, etycznie akceptowany przez Pana Boga. To na pewno nie oznacza, że właśnie Hitler, Stalin są tutaj posłani przez Pana Boga, że mieli jakiś moralny mandat od samego Boga, który legalizował ich działania. Nie. Paweł tutaj mówi o istocie władzy jako takiej. My musimy znowu zrozumieć, że Biblia, czy przypomnieć sobie, że Biblia się sama tłumaczy. I Biblia w Starym Testamencie tłumaczy, dlaczego Bóg ustanowił pewien porządek i pewną władzę, nie wskazując na konkretnego np. sędziego, który był dobry, czy na króla, który naprzemiennie ci w Izraelu byli dobrzy, źli, dobrzy, źli, tak moralnie, czy w podejściu do... swojego Boga. Nie, on stworzył pewną strukturę i ta struktura, ten porządek władzy, ta idea władzy, ta koncepcja władzy, to jest urząd, który pochodzi od Pana Boga. Czyli nie anarchia, każdy robi co chce, tylko jest jakiś porządek. Bóg wymyślił jakiś porządek i on jest opisany w Biblii. On również funkcjonował przecież w Starym Przymierzu, funkcjonował w Kościele. Czytamy w Starym Przymierzu, że był pewien porządek. że nie każdy robił co chciał, tylko było pewne podporządkowanie władzy i to stworzył Pan Bóg. W Kościele również tak mamy. Ja wiem, że to się niektórym bardzo nie podoba, ale w Kościele jest pewna struktura, pewna hierarchia, pewna różnica dotycząca tego kto w którym miejscu jest i kto czym się zajmuje, jest pewien porządek i podobnie w świecie. Pan Bóg ustanowił pewien porządek, pewną istotę władzy, strukturę tej władzy, porządek, urząd, nie chaos, nie bezład, nie kto silniejszy ten ma więcej do powiedzenia, tylko pewien porządek. Więc Bóg ustanowił zasadę, ideę władzy jako element wprowadzenia ładu w zepsuty świat. I tak to należy rozumieć. Tylko tak, że to chodzi o istotę władzy, a nie, że każdy jeden Człowiek pojawiający się w historii miał mandat od Pana Boga. Bóg ustanowił zasadę, istotę władzy jako element wprowadzania ładu bardzo potrzebny. Dlaczego? Dlatego, że my z perspektywy ludzi wierzących, nowonarodzonych kierujemy się łaską. Natomiast z perspektywy ludzi niewierzących, gdyby zabrakło prawa, gdyby zabrakło idei prawa, gdyby tego wszystkiego zabrakło, to świat poglążyłby się w chaosie. musi być ta idea, musi być ten porządek, musi być ta struktura. I zobaczcie, że sama istota władzy, ona w mniejszym bądź większym stopniu, oczywiście w tej chwili coraz bardziej odchodzi od tego, ale w mniejszym czy większym stopniu opiera się, a już zwłaszcza kultura i praworządność europejska, opiera się na prawie Bożym. Przecież to są pewne rzeczy przeniesione wprost. Nie zabijaj, nie kradnij, nie składaj fałszywego świadectwa. Przepraszam, nie wyciszyłem sobie. Natomiast ludzie w tej istocie władzy, w tym, w tej dobrej strukturze władzy, w tym porządku, w tym wprowadzaniu ładu w ten chaos ludzie mogą i niestety to robią mogą tą władzę nadużywać, mogą tą władzę niewłaściwie sprawować. I to nie zmienia pomysłu na istotę władzy, to jest odpowiedzialność tego konkretnego człowieka i ponosi taki człowiek odpowiedzialność przed Bogiem. Więc idea władzy była dobra, ale Hitler ponosi odpowiedzialność przed Bogiem za wszystko, co zrobił. Idea władzy była dobra, a Stalin ponosi pełną odpowiedzialność przed Bogiem za to, co zrobił, obojętnie, czy był wierzący, czy nie. Ten pierwszy podobno był wierzący? Podobno. Ten drugi podobno był niewierzący. Jeden i drugi był okultystą. I to jest ogromna różnica między Bożym ustanowieniem porządku, a moralną oceną konkretnego władcy. czy konkretnego polityka, już przenosząc to na współczesne czasy. Nikt z nas nie ma prawa z powodu Pisma Świętego powiedzieć, że ten system nie jest od Boga, że istota władzy nie jest od Boga. Nikt z nas nie może być anarchistą i twierdzić, że jest wierzącym, a opierającym się na Słowie Bożym. Ale każdy z nas ma prawo, a nawet obowiązek moralnej oceny konkretnego polityka, moralnej oceny mądrych wyborów tych polityków. interesowania się tym, co nas otacza i decydowania w ten sposób, jak to wszystko będzie wyglądało. Więc nie mamy prawa mówić, że najlepiej by nam było bez rządu, natomiast powinniśmy oceniać polityków pod kątem moralności, etyki, podejścia do Prawa Bożego i mieć w tym aktywny udział. Paweł w drugim wersecie mówi tak... Jest groźba polityczna. To nie jest coś, co może w ten sposób funkcjonować. To jest pewne ostrzeżenie dla każdego człowieka i to ostrzeżenie duchowe, że ta postawa władzy, znaczy nasza postawa wobec władzy, ona w pewien sposób odsłania nasze serce w stosunku do samego Boga. Bo jeśli Bóg jest suwerenny, a jest? Jest. To nawet Zepsuty przez ludzi niedoskonały system nie wymyka się Panu Bogu spod kontroli. Teraz znowu, jak to połączyć z tą historią? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie i nie muszę potrafić odpowiedzieć na to pytanie, ale wiem na podstawie Słowa Bożego, że istota władzy jest dobra, że ludzie różnie podchodzą do mandatu władzy. Jedni sprawują władzę dobrze, a drudzy nagannie. Wiem, że w historii pojawili się tacy straszni ludzie jak wspomniany przeze mnie Hitler i Stalin. I wiem, wiem, że pomimo tej tragicznej historii, pomimo tego, co wydarzyło się w okresie drugiej wojny światowej i tuż po drugiej wojnie światowej, pomimo tego wszystkiego, nic nigdy Panu Bogu nie wymknęło się spod kontroli. I nic nigdy Panu Bogu nie wymknie się spod kontroli. W trzecim wersecie czytamy... No i znowu, Paweł tutaj nie idealizuje rzeczywistości, on sam funkcjonuje w rzeczywistości, gdzie te słowa były bardzo kontrowersyjne, bo... To co my przeżywamy, a to co on przeżywał w stosunku do dobrych uczynków, to są dwa światy. Dlatego, że Paweł dobrze czynił, a jednak władza go zamknęła w więzieniu. A jednak władza go strąciła. Dobrze czynił. To on był na służbie u Boga i to powołany przez samego Jezusa Chrystusa, a on tutaj i nic mu na dobre nie wyszło od tej władzy państwowej, a jednak on napisał te słowa. On nie idealizował rzeczywistości i my też tego nie musimy robić. I nie to mamy na myśli jako chrześcijanie przywołując ten fragment Bożego Słowa. To nie oznacza, że idealizujemy wszystko co się wokół nas dzieje. To nie oznacza, że uważamy, że jest dobrze kiedy politycy na przykład głosują za jakąś ustawą proaborcyjną albo otwierają jakąś klinikę aborcyjną. Nie wiem czy ta klinika jest jeszcze otwarta, ale w zeszłym roku był taki, głośna sprawa tej, tej, tej kliniki w Warszawie czy gdzie ona tam funkcjonowała w takich kolorowych barwach było przestawiane, można było się umówić na herbatę, ciastko i zabicie dziecka przy okazji. My tego nie idealizujemy. My rozumiemy, że to jest złe, że to jest niewłaściwe. Przeciwstawiamy się temu. Zaraz będziemy mówić o tej granicy posłuszeństwa. Natomiast te wersety, ten trzeci i czwarty werset, one opisują funkcję władzy, jak to zamierza Bóg i po co ta władza jest stworzona, a nie oznaczają, że wszystko co się dzieje wśród władzy jest właściwe. Więc funkcja jest taka, że rządzący bowiem nie są postrachem dla tych, którzy pełnią dobre uczynki, tylko dla tych, którzy pełnią złe. Funkcja jest taka, że oni mają być na służbie u Boga i mają pilnować ładu, porządku, moralności i etyki w świecie. No a znowu ludziom wychodzi to różnie. Władza powinna i ma służyć, dobru ma ograniczać, zło dlatego nie na próżno miecz nosi. I znowu, to nie oznacza, że chrześcijanie idealizują otaczającą rzeczywistość i uważają, że żadna władza miecza nie nadużywa. Nadużywa. Nadużywa. W niejednym kraju. W Polsce też. Natomiast nie o tym jest ten fragment. Miecz jest oczywiście takim symbolem odpowiedzialności za jakąś sprawiedliwość i znowu to nie oznacza i nigdy nie oznaczało, że każda władza zawsze działa sprawiedliwie. No nie. Ale oznacza to, że to jest podstawowa działalność według Boga władzy. Powinni działać sprawiedliwie. I tu znowu nasza odpowiedzialność, kogo wybieramy, kogo nie wybieramy, czy interesujemy się tym, czy nie. Ja wiem, że czasami dochodzimy do wniosku, że najlepszym, najlepszym wyborem, czy to na prezydenta, czy do parlamentu byłaby pralka, bo pralka ma przynajmniej jakieś programy. Ale... Powinniśmy się interesować tą sprawą i świadomie wybierać władzę, która przynajmniej w założeniach będzie służyć dobremu, będzie ograniczać zło, będzie sprawiedliwie funkcjonować, bo niestety tej wspomnianej pralki wybrać nie możemy. Chociaż niektórym niewiele brakuje. Też mają taki pusty bęben. Dalej, w piątym wersecie. Prze to trzeba jej się poddawać nie tylko z obawy przed gniewem, lecz także ze względu na sumienie. To jest pewne podsumowanie i to niezwykle ważne podsumowanie. Chrześcijanin nie jest posłuszny władzy dlatego, że się boi. I nie dlatego powinien być posłuszny władzy. Jest posłuszny ze względu na sumienie. Ze względu na sumienie, tak tu jest napisane. A sumienie to my mamy przed Bogiem, a nie przed ludźmi. To oznacza w takim razie, że poddanie ma swoje granice. I te granice wyznacza sumienie, ale uwaga, ukształtowane przez Boże Słowo. Takie sumienie, które jest ukształtowane przez Boże Słowo, takie sumienie postawi granicę tam, gdzie władza żąda ode mnie od Ciebie, czy od drugiego człowieka, żąda grzechu. Przykład. Gdyby władza nakazywała bałwochwalstwo, to co nasze sumienie powie? Że nie, na to naszej zgody nie będzie. Zresztą to jest opisane w Bożym Słowie. Gdyby władza żądała takiego jawnego złamania Prawa Bożego no to oczywiście nasze sumienie ukształtowane Bożym Słowem powie nam, A w ten sposób Duch Święty nam powie, że chrześcijanin musi bardziej słuchać kogo? Boga niż ludzi. Ja zawsze mówię tak, że my mamy być posłuszni wszystkiemu. Wszystkiemu. Do miejsca, który ktoś nam każe zrobić coś, czego Bóg zabronił lub zabroni nam czegoś, co Bóg nakazał. a w każdych pozostałych przypadkach mamy być posłuszni. Więc jeżeli władza coś wprowadza i Bóg tego nie zakazał, to mamy to robić. Jeśli Bóg tego nie zakazał. Lub w drugą stronę. Jeżeli władza nam czegoś zakazuje, a Bóg to nakazał, to musimy robić tak, jak Pan Bóg powiedział. Nie tylko władza. To dotyczy całego systemu, bo teraz przejdziemy do pomniejszych form władzy. Rodzina. W rodzinie jest pewien porządek, za tym porządkiem stoi Bóg. Bóg ustanowił w ten sposób rodzinę, że nad wszystkim jest Chrystus, następnie jest głowa domu, czyli kto? Mężczyzna, mąż, następnie jest kobieta, następnie są dzieci. I dajmy na to, tak dla przykładu, żebyśmy zrozumieli mąż jest niewierzący w tej historii, a żona jest wierząca. Słuchać tego męża czy nie słuchać? Słuchać we wszystkim. Absolutnie we wszystkim. Za wyjątkiem, za wyjątkiem granicy. Kiedy mąż zabroni wierzącej żonie robić coś, co Bóg nakazał, żona ma się przeciwstawić mężowi i bardziej słuchać Boga niż męża. Lub kiedy mąż nakaże jej robić coś, nie wiem czy w drugą stronę teraz powiedziałem, kiedy jej nakaże robić coś, co Bóg zabronił, to nie może tego robić, bo Bóg to zabronił. I obojętnie, czy to dotyczy wyjścia do kościoła, czy to dotyczy praktykowania wiary, czy to dotyczy sypialni i sfery seksualności, nie ma znaczenia. Podporządkowany do tych granic, podporządkowana do tych granic, podobnie dzieci. Przecież może się tak zdarzyć i historia zna takie przypadki, że dzieci są wierzące, są jeszcze nieletnie, rodzice są niewierzący. Granice są w tym samym miejscu. Granice są dokładnie w tym samym miejscu. I w jakikolwiek system władzy nie wejdziemy, przecież to jest pewna forma władzy i pewien porządek ustanowiony przez Boga. Jakikolwiek system nie wejdziemy, dokładnie tak to funkcjonuje. I to jest odpowiedź na wszystkie pytania. W każdym systemie, większym, mniejszym, największym. Możemy to przełożyć na geopolitykę, na jakąś Unię Europejską, na Stany Zjednoczone, na co chcemy. Zasada jest bardzo prosta. Mamy się słuchać. Bo tak ustanowił Bóg. Za wyjątkiem sytuacji, w której ktoś nam każe, na przykład Unia Europejska, nie mam niczego konkretnego na myśli, każe nam zrobić coś, czego Bóg zabronił. Wtedy mamy się przeciwstawić. Lub zabroni nam czegoś, co Bóg nakazał. Ale w każdym innym przypadku mamy być posłuszni. Bo taka jest istota władzy, czy nam się to podoba, czy nie. Paweł nie zatrzymuje się na zasadach. On tu zaraz dotknie najbardziej intymnej sfery człowieka. Pieniędzy. Szósty werset. Dlatego też i podatki płacicie, gdyż są sługami bożymi po to, aby tego właśnie strzegli. No i siódmy, oddawajcie każdemu to, co mu się należy. Komu podatek, podatek, komu cło, cło, komu bojaś, bojaś, komu cześć, cześć. I Paweł tu dotyka finansów i tej najtrudniejszej historii finansów, tej najbardziej delikatnej historii finansów i tego największego cyrku wśród chrześcijan, bo ja już naprawdę wiele razy słyszałem, że mądry chrześcijanin to chrześcijanin, który ucieknie przed podatkami. Może i jest mądry, ale jest nieposłuszny Panu Bogu. To dotyka w pewien sposób uczciwości, dotyka w pewien sposób mówienia o władzy. Oczywiście szacunek wobec urzędu nie oznacza zgody na wszystko, to już wyjaśniłem, ale brak szacunku względem urzędu w tym władzy, w tym na przykład sprawie podatków, no zawsze niszczy świadectwo. Jest napisane wprost, że mamy te podatki oddawać. Słyszałem taką interpretację, że tak było wtedy, teraz jest inaczej, bo teraz jest tyle podatków i para podatków, że tam w ogóle kosmos. No nie. No nie. Jest dokładnie odwrotnie. Teraz to jest mało podatków w stosunku do tego, w czym się poruszał Paweł pisząc, że należy podatki oddawać. Tutaj będę posługiwał się tekstem, bo na pamięć nie umie. Sprawdziłem sobie to w różnych książkach, one są spójne pod tym kątem. W czasach Pawła istniało kilka... głównych gałęzi podatkowych. Tributum soli, taki był podatek, to był podatek gruntowy. Tributum captis, podatek pogłówny, cokolwiek to oznacza. Portoria, cła i opłaty handlowe, obojętnie czy miałeś z tym coś wspólnego czy nie. Dodatkowo każdy był zobowiązany do podatków lokalnych i podatków prowincjonalnych. System był bardzo niesprawiedliwy. Poborcy podatkowi to był synonim nadużycia. Synonim, w sensie mówiłeś poborca podatkowy, myślałeś nadużycie. Powiedziałeś nadużycie, myślałeś poborca podatkowy. Taka to była kasta ludzi. Nie było żadnej przejrzystości finansów publicznych. W ogóle taki termin nie istnieje w historii Rzymu, w którym się porusza Paweł. Nie ma czegoś takiego jak finanse publiczne. Wszystko jest właścicielem cesarza. Pieniądze szły na wszystko, od ludzi, na utrzymanie armii oczywiście, zresztą armia była najbardziej opłacanym zawodem. na administrację, a przede wszystkim szły na cesarza i na kult cesarza, którego my w żaden sposób nie mamy, obojętnie jakie mamy tam podejście do współczesnej polityki. Ja wiem, że my czasami złości tak mówimy, ale nie mamy zielonego pojęcia, co to oznacza prawdziwy kult cesarza. W czasach Pawła podatki, były dużo większe proporcjonalnie do dochodu danego człowieka niż dzisiaj. Dużo bardziej niesprawiedliwe. W żaden sposób nie pomagały kościołom. W sensie nie było żadnego funduszu kościelnego, macie tego świadomość, nie? Że taki termin nie istniał. Natomiast był fundusz pogański i wszystko było, wszystko było w ten fundusz podański, pogański dawane, a jednak Paweł Czy nam się to podoba, czy nie? Dlatego też i podatki płacicie, gdyż są sługami bożymi po to, aby tego właśnie strzegli. Oddawajcie każdemu, co mu się należy. Komu podatek, podatek. Komu cło, cło. Komu bojaś, bojaś. Komu cześć, cześć. I to jest ciekawe zestawienie, bo on mówi komu podatek, podatek, czyli mówi o tym systemie światowym. Komu cło, cło, czyli mówi o tym systemie, który go otacza, z którym on nic do czynienia nie ma. Bo o ile z podatkiem zwykłym on jako obywatel miał do czynienia, o tyle jego w ogóle te opłaty handlowe i cło nie dotyczyły, a jednak był zobowiązany to płacić. Więc mówi, to co jest nadrzędnym systemem też oddajcie. I zaraz przechodzi do Pana Bogu, do Pana Boga. Komu bojaś? Bojaś. Komu cześć? Cześć. On to zestawia ze sobą. Nie możesz mówić, oddaję Panu Bogu cześć, Mam bojać przed Bogiem, a jednocześnie zrobię wszystko, żeby nie oddawać podatków tym, którzy zbierają podatki, czy cła tym, którzy zbierają cło. Dzisiaj my bardzo często słyszymy, że państwo jest niegodziwe. Nie mamy pojęcia co mówimy. Niegodziwe państwo to było w czasach, kiedy Paweł napisał te słowa. pieniądze idą na rzeczy, z którymi się nie zgadzamy, to jest w ogóle bardzo częsty argument. Ja osobiście też się o to denerwuję, że pieniądze państwowe idą rzeczy, z którymi się ja nie utożsamiam i nie zgadzam, no bo co ja mam wspólnego z jakimiś złotymi katedrami i innymi tam tego typu rzeczami. Więc osobiście, no ale... Tam dopiero pieniądze szły na to, z czym się człowiek nie zgadzał. System niesprawiedliwy. Tam dopiero był system niesprawiedliwy. Natomiast u nas tak naprawdę w współczesnym świecie, ja oczywiście mówię o tu i teraz, o Polsce, o Europie, nie zagłębiam się w jakieś tam pojedyncze państwa. Mówię o tym, co nas otacza. No to prawda jest taka, że my jednak mamy dużo większą przejrzystość finansów publicznych niż miał Paweł pisząc te słowa. Zgodzicie się ze mną? No dużo większą. No pewnie, że niedoskonałą, ale dużo większą. Mamy jakiś wpływ obywatelski, mamy? Mamy. Pytanie, czy z niego korzystamy, ale mamy. Mamy wpływ obywatelski na to, kto jest u steru w władzy. Paweł nie miał żadnego wpływu. Nikt tam nie miał żadnego wpływu na system. Mamy pewne mechanizmy kontroli. Lepsze, gorsze, ale mamy. Paweł nie miał żadnych. A jednak chrześcijanie sobie pozwalają twierdzić, że dzisiaj Paweł by napisał inaczej. Możliwe. Napisałby to z wykrzyknikami. Z wykrzyknikami ten werset. Może by tam dołożył ze cztery wykrzykniki. I znowu. Zobaczcie, Paweł tutaj nie uzależnia tego wersetu, tu nie ma takiego sformułowania tej naszej uczciwości podatkowej od yyy jakości rządu. I Bóg chyba nie bez powodu wybrał ten czas, bo jakikolwiek mamy rząd, ja wiem, że zdania są podzielone, jedni byli bardziej zachwyceni przed chwilą, niektórzy są bardziej zachwyceni dzisiaj, jeszcze inni będą zachwyceni jutro. Natomiast jakikolwiek mamy do tego podejście, no to myślę, że jakość i moralność dzisiejszego rządu w porównaniu z jakością i moralnością rządu, wśród którego poruszał się apostoł Paweł, to jest przepaść. Po prostu przepaść. Paweł nie uzależnia tutaj podatków od przeznaczenia każdej złotówki. Pewnie każdy z nas przechodził taki czas, ja też przechodziłem taki czas, ale już przeszło mi, że wydawało mi się, że gdybym ja zarządzał państwowymi pieniędzmi, no to To by była kraina mlekiem i miodem płynącym. A tu właściwie podzielił. No a tu cyk, pyk i już by wszystko działało. Ale przeszło mi. Przeszło mi. Natomiast Paweł poruszał się w systemie, w którym każdy pieniądz był źle wydawany. Źle, bo on po prostu szedł na kult cesarza. Nie uzależnia tych słów od poziomu sprawiedliwości systemu, bo przecież system był tak niesprawiedliwy względem Pawła, jak mam nadzieję nigdy nie będzie niesprawiedliwy względem nas. Nie. Paweł uzależnia ten werset od Bożej suwerenności i od sumienia człowieka, a nie od władzy. I to jest klucz. My się mamy przejmować tym, tym suwerennym Bogiem i naszym sumieniem, naszym sumieniem, oczywiście wychowanym przez Boże Słowo. Więc ja mam prawo krytykować niesprawiedliwość i to robię. Mam prawo domagać się reform i robię to. Mam prawo, chwała Bogu, że mamy takie prawo dziś, bo kiedyś w Polsce takiego prawa nie było. Mamy prawo na przykład sprzeciwić się czemuś, wyrazić swój sprzeciw. Mamy prawo do protestu, mamy prawo do różnych rzeczy i chwała Bogu za to. Więc mam prawo domagać się tych rzeczy. Mam prawo uczestniczyć w debacie publicznej i staram się to robić. na tyle, na ile potrafię. Przede wszystkim mam prawo, z którego korzystam, wyboru, kto jest u steru, kto będzie rządził tym naszym krajem, ale nie mam prawa usprawiedliwiać swojego obejścia tego wersetu, ponieważ jest niesprawiedliwie, przydałaby się jakaś reforma, przydałaby się jakaś inna debata publiczna. Nie mam prawa tego robić. Pomimo tego, że system jest czasem wadliwy z powodu ludzi, ja nie mogę tym usprawiedliwiać swojego podejścia do Bożego Słowa. Niepłacenie podatków z pobudek moralnych jest zwykłą racjonalizacją grzechu i zwykłym obejściem tego fragmentu Bożego. Jeszcze raz zwróćcie uwagę. Paweł pisał do ludzi, którzy finansowali pogańskie świątynie, armię zabijającą chrześcijan. Przecież za te podatki, o których tu Paweł pisze, była płacona pensja armii rzymskiej, która mordowała chrześcijan. Mordowała ich, paliła ich jak pochodnie momentami. Takie są opisy historyczne, że chrześcijanie byli używani zamiast pochodni. Płonęli w nocy. Ten system był bardzo daleki od Bożego prawa, a mimo to oddawajcie każdemu, co mu się należy. Więc nie możemy tego obejść. Paweł pisze te wersety o podatkach w systemie dużo bardziej brutalnym niż dzisiejszy nasz system. Jeśli ktoś twierdzi, że Paweł dzisiaj napisałby inaczej, to problem nie leży w Słowie Bożym, tylko leży w sercu takiego człowieka. Czy nam się to podoba, czy nie. Więc Bóg ustanowił porządek władzy. strukturę władzy, ideę władzy, na pewne wytyczne w stosunku do tej władzy i oczywiście tej władzy. I tak jak ta władza może właściwie funkcjonować w tym i dobrze w tym funkcjonować i dobrze sprawować swoją władzę lub ją nadużywać, tak my możemy właściwie funkcjonować w tym systemie albo go obchodzić. Ostatecznym Panem jest Jezus Chrystus i On to wszystko sprawiedliwie osądzi. Przejrzyjmy się jeszcze raz temu trzy do pięć. Rządzący bowiem nie są postrachem dla tych, którzy pełnią dobre uczynki, lecz dla tych, którzy pełnią złe. Chcesz się nie bać władzy? Czyń dobrze, a będziesz miał od niej pochwałę. Jest ona bowiem na służbie u Boga, tobie ku dobremu. A jeśli czynisz źle, bój się, bo nie na próżną miecz nosi. Wszak jest sługą Boga, który odpłaca w gniewie temu, co czyni źle. Przez to trzeba jej się poddawać, nie tylko z obawy przed gniewem, lecz także ze względu na sumienie. na służbie u Boga. Bo to jeszcze trzeba rozjaśnić. To nie oznacza, że każdy urzędnik jest człowiekiem wierzącym. Albo jest człowiekiem, który w tym miejscu postawił Pan Bóg. To nawet nie oznacza i nie mielibyśmy żadnej gwarancji, żeby tak było, że wszyscy są u nas, w naszym systemie. Chrześcijanie ruszają na wybory, mają większość, wybierają swojego kandydata, kierując się chrześcijańskimi wartościami, no i taki człowiek na pewno będzie na służbie u Boga. Niekoniecznie. Niekoniecznie on będzie dobrze sprawował swoją władzę. On powinien to robić, ale pamiętajmy, że ten świat jest upadły. Tak jak już wspomniałem, Paweł tutaj mówi, że chcesz się nie bać władzy, no to czyń dobrze. I jeszcze raz, Paweł nie jest naiwny. On wie w czym funkcjonuje. On wie, że dobrze czyni, a jednak władza go nęka. Bo przecież taka jest historia tego człowieka. No i my z historii wiemy, że bywały momenty i będą bywać takie momenty, czy nam się to podoba, czy nie, że władza karała dobro, a nagradzała zło. Bywało tak? Bywało i będzie jeszcze tak bywać. Ale to nie może być furtką do tego, żeby chrześcijanin był wrogo nastawiony wobec każdej struktury społecznej, bo taki chrześcijanin przestaje być chrześcijaninem, a zaczyna być anarchistą. A do tego nas Pan Bóg nie powołał. To nie może być tak, że my jesteśmy wrogo nastawieni do jakiejkolwiek koncepcji, porządku. w jakimkolwiek systemie się znajdującym. I my oczywiście możemy mieć swoje poglądy. Ja mam pewien pogląd i uważam, że zachowam go dla siebie. Ktoś inny ma inny pogląd na strukturę władzy. Niech zachowa dla siebie. Ale nikt z nas nie może mieć takiego poglądu, że my z założenia permanentnie jesteśmy wrogo nastawieni do jakiejkolwiek formy struktur społecznych. Bo znowu te sumienie to nam musi przeświecać i to jest moment, w którym właśnie wytłumaczmy sobie czym jest sumienie. Czym innym jest sumienie człowieka wierzącego ukształtowane Bożym Słowem, a czym innym jest sumienie człowieka niewierzącego? Skoro człowieka wierzącego kształtuje sumienie Bóg poprzez Boże Słowo, to sumienie człowieka niewierzącego jest kształtowane przez kogo? Przez diabła. Dokładnie tak. I to jest ta różnica. Więc nie można powiedzieć, że sumienie zawsze jest duchem świętym. To jest nadużycie tych pojęć. To jest zbyt daleko idące spłycenie tematu. Bo co miał wspólnego Winnetou mordując jakiegoś Apacza? z sumieniem ukształtowanym przez Ducha Świętego. Więc nie możemy tak spłycić tego tematu. Natomiast w świetle Bożego Słowa, jeżeli to dotyczy ludzi wierzących, sumienie ma być ukształtowane i kształcone przez Słowo Boże i przez samego. Boga. I takie sumienie kształtowane przez Boga i przez Boże Słowo, sumienie człowieka wierzącego, a przecież to jest list zwłaszcza napisany do ludzi wierzących, to te sumienie daje nam taką świadomość, że ostatecznie odpowiadam przed Bogiem, a nie tylko przed Państwem. Dlatego mam prawo do granic, o których wspomniałem. Ale to są wyjątkowe okoliczności. Wyjątkowe okoliczności. Jeśli ktoś z wyjątkowych okoliczności ma... Częstą praktykę, to one przestają być wyjątkowymi okolicznościami. Więc jednocześnie nikogo nie zachęcam, a przede wszystkim Boże Słowo nie zachęca, do takiego ślepego, głupiego podporządkowania się władzy we wszystkim. Żeby to było jasne. To nie tak. Nie to miałem na myśli. Mam nadzieję, że w ten sposób nie zostałem odebrany. Nie. Ślepo, głupio nie musimy się podporządkować wszystkiemu. bo są pewne granice, jest pewna odpowiedzialność człowieka wierzącego przed Bogiem. Męczennicy w historii Kościoła, zwłaszcza pierwszych wieków, kiedy sobie postudiować świadectwa tych męczenników, czy też ludzi opisujących ich męczeństwo, zwłaszcza w pierwszych wiekach, w pierwszych trzech wiekach, może czterech, jeszcze zanim Kościół rzymskokatolicki zalegalizował pewne rzeczy i tam się sprawy pozmieniały. Ale jeszcze zanim był Kościół rzymskokatolicki, te pierwsze trzy wieki, kiedy ludzie ginęli za za chrześcijaństwo, za podążanie za Jezusem Chrystusem. Oni nie ginęli dlatego, że byli buntownikami politycznymi. Nie ma takich świadectw, żeby ktoś był męczennikiem, bo on był buntownikiem politycznym. bo on miał problem polityczny, bo on się politycznie udzielał, politycznie kłócił czy sprzeciwiał się politycznie. Nie. Oni ginęli zazwyczaj za jedną rzecz. Właśnie z powodu tej granicy ginęli większa część tych męczenników w różny sposób, ale ginęła z powodu nieposłuszeństwa w konkretnym wymiarze. Ten wymiar to najczęściej polegał na tym, że oni nie oddawali czci cesarzowi jak Bogu. Ale nie z pobudek politycznych, tylko właśnie to była ta granica. Nie możemy oddać czci cesarzowi jako Bogu, ponieważ cześć należy się tylko prawdziwemu Bogu. I to jest ta granica. Władza chciała, żeby ci ludzie zrobili coś, czego Bóg zabronił wprost. I w tym momencie oni się sprzeciwiali. Nie wcześniej, w tym momencie. Kiedy doszło do takiego jawnego bałwochwalstwa, do takiego jawnego złamania Bożego porządku, to tam oni się sprzeciwiali, no i za to płonęli, za to byli mordowani, za to byli prześladowani. Znowu przeniosę to na taką prozaiczną sytuację, ale bardzo często. I to jest świadectwo, które słyszałem od pewnej siostry. Ona tak miała, że jej mąż był, był, bo on potem pod wpływem tego świadectwa się nawrócił, był niewierzący. No i ciężko miała ta siostra. Potrafił jej tam kurtkę schować jak była zima, żeby ją zniechęcić do wyjścia na dwór, żeby nie doszła do zboru. Tego typu akcje robił. Wymagał od niej wszystkiego i ona była mu nieposłuszna tam, gdzie musiała być nieposłuszna. Ale wszędzie wcześniej była mu posłuszna. Dla przykładu. przygotowała obiad, wszystko zrobiła, posprzątała całe mieszkanie. Nie wymyślam, to jest świadectwo pewnej kobiety. Posprzątała całe mieszkanie, wszystko przygotowała, podstawiła pod stół i bez tej kurtki poszła na nabożeństwo. Wróciła i dalej zajmowała się sprawami domowymi. To jest właśnie ta granica. To jest ta różnica, to jest te przeniesienie do mniejszych. Ona nie miała rewolucyjnego ducha względem swojego męża, nie miała feministycznej postawy względem swojego męża. Nie. Ona nie miała takiej kultury konfrontacji wszystkiego ze wszystkim. Nie. To była jego żona. Ona się zachowywała jak jego żona. Robiła więcej niż powinna robić ze względu na świadectwo dla swojego pana. Stawiała granice tylko tam, gdzie musiała postawić, tam stawiała je twardo. Ta historia kończy się zwycięstwem Bożym, bo ten mężczyzna pod wpływem działania tej kobiety się nawrócił. Więc zobaczcie, chrześcijanin nie żyje w pogardzie do państwa, do pewnych systemów, do pewnego układu. Nie buduje swojej tożsamości na takiej politycznej agresji. To nie jest chrześcijaństwo, jak ktoś jest tak politycznie agresywny, że musi po prostu udowodnić jakiś system polityczny. Nie traktuje władzy, jakiejkolwiek władzy, jako ostatecznego wroga ludzkości, dlatego, że Biblia uczy, że ostatecznym wrogiem ludzkości jest diabeł. a nie jakakolwiek polityczna sprawa. Chrześcijanin wobec tych wszystkich tematów jest dosyć spokojny, bo wie, że Bóg jest ponad historią, nawet jeżeli czegoś nie rozumiemy. Jest odpowiedzialnym obywatelem. Jego posłuszeństwo wobec władzy i jego granice względem władzy wynikają z sumienia przed Bogiem ukształtowanym Bożym Słowem. Tą granicą jest oczywiście grzech, czyli ten zakaz. kiedy miałem coś zrobić lub nakaz, kiedy czegoś mi nie wolno było robić. Wiara nie usprawiedliwia anarchii, nie usprawiedliwia agresji, nie usprawiedliwia takiego parlamentnego stanu konfrontacji z wszystkimi i z wszystkim. A spokój w tej całej historii, cokolwiek by się działo, on się bierze tylko i wyłącznie z przekonania, że Bóg jest suwerenny i że jest Panem ponad historią. I teraz, kiedy to już rozumiemy, a mam nadzieję, że już to rozumiemy, że już będziemy wiedzieć, o co chodzi w tych słynnych siedmiu wersetach i już ich nie nadużyjemy w żaden sposób. To przejdźmy sobie do przyjemniejszego tematu, do ósmego wersetu, dziewiątego i dziesiątego. Nikomu nic winni nie bądźcie, prócz miłości wzajemnej, kto bowiem miłuje bliźniego, zakon wypełnił. Przekazania bowiem nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj i wszelkie inne w tym słowie się streszczają. Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Miłość bliźniemu złego nie wyrządza. Wypełnieniem więc zakonu jest miłość." Zobaczcie, po podatkach, po zobowiązaniu względem władzy, po szacunku w stosunku do władzy i w stosunku do Boga, Paweł dochodzi do serca tej całej historii. Do miłości. Nikomu nic nie bądźcie winni poza wzajemną miłością. I to łączy ze sobą ten 12 rozdział, czyli tą duchową ofiarę i ten 13 rozdział, czyli to praktyczne podejście, co to znaczy ofiarować swoje życie w tym świecie Panu Bogu. nieobudna miłość. Miłość jako najwyższy dług chrześcijanina. W sensie każdy z nas powinien mieć taką postawę, że cały czas jestem dłużny miłość. Do końca życia będę dłużny miłość żonie, dzieciom, bratu, siostrze i każdemu człowiekowi, którego napotkam. Jawny dług mam względem tych ludzi i Biblia to jawnie pokazuje, że cały czas mam ten dług, jeżeli jestem zgodny z Bożym Słowem. No bo nikomu nic nie bądźcie poza wzajemną miłością, czyli bądźcie dłużni wzajemnej miłości. Cały czas, cały czas bądźcie dłużni tej miłości. Żeby była jasność. Paweł tutaj nie pisze, znaczy nie mógł napisać, bo w tamtych czasach tak nie funkcjonowało to, ale Biblia w żadnym miejscu o tym nie mówi, że chrześcijanin nie może mieć takiego fizycznego długu, jakiegoś zobowiązania finansowego. Trochę nadinterpretacją Bożego Słowa jest, że chrześcijanin nie może mieć żadnej pożyczki, żadnego kredytu, jak komuś tak Pan Bóg powiedział, albo do jakiejś społeczności tak powiedział, to ja z to nie wchodzę. Wypowiadam się teraz na temat jasnego zapisu w Biblii. Że nie możesz nic mieć, żadnego zobowiązania, albo nie możesz pożyczyć od drugiego człowieka, czy pożyczyć drugiemu człowiekowi. To jest nadużycie. Paweł tutaj nie mówi, że nie może mieć żadnych zobowiązań finansowych. ale mówi, żeby przede wszystkim mieć zadłużenie w miłości. Że to jest dług, którego nigdy nie spłacimy, dlatego że to, co nam okazano na Krzyżu Golgoty w stosunku do tego, co my możemy okazać przez całe swoje życie i tak jest za mało. My w tym długu chodzimy cały czas. To jest taki prawdziwy kredyt hipoteczny. Prawdziwy. Taki nie kończący się nigdy. Ale to zobowiązanie nie wynika z presji. Czyli to nie może być nadużyte. To nie może być tak, że skoro Kamil wie, że ja w stosunku do niego mam dług miłości, no i ja wiem, że Kamil ma do mnie dług miłości, a przynajmniej powinien mieć, ale ma, no to teraz będziemy sobie, wiecie, presję wyciskać. Nie, Kamil, musisz to i tamto, bo masz wobec mnie dług miłości. To jest oczywiście... niewłaściwe podejście. Każdy ma się przejmować swoim długiem. To nie ma wynikać z presji, tylko ma wynikać z łaski, że skoro Bóg mi okazał tak niebywałą łaskę, no to ja jestem zobowiązany do okazania każdemu łaski. A łaskę się okazuje tam, gdzie boli. I to jest moja odpowiedź na pewne publiczne zarzuty. Tam się okazuje łaskę, gdzie boli. Gdzie boli. Gdzie boli? Bo jestem dłużnym miłość. Tyle mam do powiedzenia na temat interesujących za bardzo niektórych tematów. Zostaliśmy umiłowani, więc jesteśmy zobowiązani kochać, kochać. Przekazania bowiem nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj i wszystkie inne w tym słowie się streszczają. Miłuj bliźniego swego jak siebie samego." Zobaczcie, miłość nie znosi prawa. To nie jest tak, że żona miłuje mnie, do końca życia będzie miała dług w stosunku do mnie w związku z miłością, którą mi Pan Jezus okazał na krzyżu Golgoty. No i ta miłość znosi prawo, więc ja mogę cudzołożyć. A taki pomysł był w historii Kościoła. Tak tłumaczono pewne rzeczy oczywiście w historii Kościoła związanej z herezjami. Tłumaczono, że miłość zniosła prawo. Nie, miłość nie zniosła prawo. nie zniosła prawa, nie unieważnia przykazań, nie relatywizuje etyki czy moralności, nie robi tego wszystkiego. Miłość wypełnia prawo, wypełnia prawo. Czyli bardzo się to mojej żonie nie spodoba. I teraz bardzo żałuję, że akurat ją wziąłem na przykład i swoje małżeństwo, bo na pewno dzisiaj będziemy sobie przypominać o długu miłości. Czyli gdyby mi się zdarzyło z cudzołożyć, mówiłem, to oczywiście, że tego nie wolno robić. Nikt mnie do tego nie upoważnił. Nie ma żadnej furtki ku temu. To, że ona mnie kocha, i wypełnia w ten sposób prawo w tym stosunku, nie oznacza, że mi wolno cudzołożyć. Ale jednocześnie, jednocześnie to oznacza, że gdyby do takiej sytuacji doszło, powinna zrobić co może ze swoim Panem, by mi wybaczyć. Ja nie mówię o, wiecie, o jakichś skrajnych przypadkach. Ja mówię o życiu niejednego człowieka. Nie naszego, nie naszego. Nie naszym życiu. Więc miłość wypełnia prawo. I ciężko jest sklasyfikować chrześcijaństwo pod takim kątem, bo z jednej strony to nie jest anarchia, z drugiej strony chrześcijaństwo nie jest legalizmem. Błądzimy, kiedy wpadamy w taką frywolność, wszystko nam wolno, już nie ma nad nami żadnego prawa, nie ma żadnej moralności, nie ma żadnej etyki. Miłość wypełnia wszystko. Miłość, miłość, miłujmy się, bo to tak bliżej nam do dzieci kwiatów. niż do chrześcijan. Z drugiej strony, kiedy wpadniemy w taki legalizm i tylko prawo, tylko wypełnienie prawa, tylko konsekwencje związane z jakimś upadkiem, tylko, wiecie, trzymanie się, pilnowanie tego swojego zbawienia, bo przecież go mogę utracić, tak zazwyczaj się kończą te historie, czyli takie wpadnięcie w legalizm tak samo zabije jak ten pierwszy. I tu ciężko sklasyfikować chrześcijaństwo. Ono nawet nie jest w środku. Nawet nie możemy powiedzieć, że chrześcijaństwo jest gdzieś w środku, między legalizmem a takim odlotem, no nie wiem jak to nazwać, taką frywolnością. Nie, to nie jest w środku, bo to nie ma z tym nic wspólnego. Chrześcijaństwo jest chrześcijaństwem. Chrześcijaństwo jest oparte na Jezusie Chrystusie, na Słowie Bożym, na chodzenie w Duchu Świętym. I ono nie jest ani legalistyczne, Ani takie frywolne, one są po prostu pańskie. I tu nie chodzi o to, jak bardzo my się mamy na tej skali pochylić, czy bardziej iść w stronę legalizmu, czy bardziej iść w stronę frywolności, a może idealnie będzie gdzieś na środeczku. Nie, bo my w ogóle na tej skali się nie powinniśmy znaleźć. Dlatego, że ta skala, ta oś ma pewną nazwę religia. I my w ogóle na niej nie powinniśmy być i się na niej nie przesuwać. Ani w jedną, ani w drugą stronę. Dlatego, że skrajny legalizm to jest religia i to niebezpieczna religia, ale skrajny liberalizm jest taką samą religią. A środek też jest religią. Bo też trzeba zawsze wybierać, więc to nie ma nic wspólnego z tym. Miłość bliźniemu zła nie wyrządza, a wypełnieniem wtedy zakonu jest miłość. Czyli zanim zapytam, czy coś jest dozwolone, zanim zapytam, czy coś jest zabronione, zanim to wszystko zrobię, to przede wszystkim zadaję sobie pytanie, czy to uczyni akt miłości względem drugiego człowieka. Dlatego, że miłość według Słowa Bożego, a zwłaszcza ta, o której teraz rozmawiamy, ta agapii, ona nie jest uczuciem, ona nie jest emocją, ona nie jest chwilowym stanem osiągniętym przez okoliczności. Ona jest zawsze moją decyzją. Ona jest zawsze naszą decyzją. Świat mówi najważniejsze, żebyś był sobą. Ja bardzo dużo czytam książek, bardzo często jestem w popularnych księgarniach, może nie będę robił reklamy. Zazwyczaj w tej księgarni jest cała półka poradników jak żyć. Czytam je. przynajmniej te co bardziej znane, żeby wiedzieć, co się mówi, jak się naucza, w którą stronę zmierza. I tam jest zazwyczaj tak, że najważniejsze, żebyś był sobą, najważniejsze, żebyś realizował siebie. Odnajdziesz spokój w ten sposób, odnajdziesz spełnienie w ten sposób. No nie ograniczaj tej swojej wolności. No brzmi to dobrze, tylko nigdy to nie będzie Ewangelią. Nigdy. Dlatego, że Ewangelia brzmi tak. Najważniejsze. Żebyś kochał. Najważniejsze, żebyś kochał. Po pierwsze, żebyś kochał Boga całym swoim sercem, całym swoim umysłem i całą swoją duszą. A po drugie, nie mniej ważne, żebyś kochał bliźniego swego jak siebie samego. I Paweł tutaj przypomina, bo to jest zupełnie inna logika niż logika świata. Więc zobaczcie, w kontekście tego trzynastego rozdziału chrześcijanin to jest ktoś, kto powinien być rozpoznawalny poprzez poddanie władzy i poprzez akty miłości. Ten 13 rozdział dokładnie to mówi. Chcesz być chrześcijaninem? To żyj tak, żeby ludzie patrząc na ciebie mówili, to jest człowiek poddany władzy i znany z miłości. To jest kontekst całego 13 rozdziału. Taki powinien być chrześcijanin. nie z agresji, nie z gniewu, nie z nieposłuszeństwa, nie z pogardy, tylko z poddania władzy i z aktów miłości. Bo ta miłość jest moim stałym zobowiązaniem. Wierność Panu Bogu, ona objawia się poprzez właśnie to wyrażenie w tej miłości. Ta prawdziwa wolność moja w Bogu nigdy nie będzie krzywdzić drugiego. To musi być najwyższa forma mojego uwielbienia Pana Boga. 11-12, bo zdążymy ten 13 przerobić. A to czyńcie, wiedząc, że już czas, że już nadeszła pora, abyście się ze snu obudzili, albowiem teraz bliższe jest nasze zbawienie niż kiedy uwierzyliśmy. Noc przeminęła, a dzień się przybliżył. Odrzućmy tedy uczynki ciemności, a obleczmy się w zbroje światłości. Postępujmy przystojnie, jak za dnia, nie w biesiadach i pijaństwach, nie w rozpustach i rozwiązłości, nie w stwarach i zazdrości. I Paweł wzywa, popatrzcie po tym takim ustanowieniu, kto to jest chrześcijanin w świecie i w tej rzeczywistości duchowej, w stosunku do władzy i w stosunku do Boga. Tu posłuszeństwo, tu miłość. On wzywa nas do pewnej i oczywiście Rzymian, do pewnej duchowej czujności. Paweł mówi, wiedząc, że czas, że już czas, już czas. I zobaczcie. On to napisał niecałe dwa tysiące lat temu. Tak, tak, niecałe dwa tysiące lat temu. Że wiedząc, że już jest ten czas. Dzieje apostolskie informują nas, że już jest ten czas. Wszystkie pokolenia od dziejów apostolskich po dzisiaj i nie wiadomo ile ich jeszcze będzie, one wszystkie żyją w takiej, powinny żyć w takiej świadomości już jest czas. Już jest ten czas. Ten czas chwilę już trwa, bo dwa tysiące lat temu padły te słowa, że już jest ten czas. Pan Jezus powiedział słynne słowa, nie przeminie to pokolenie, aż wszystko to się wydarzy. Trochę tych pokoleń przeminęło, oczywiście Pan Jezus się nie pomylił. On mówił eschatologicznie o tym ostatnim pokoleniu, że to będzie krótki czas, ale już jest ten czas. To chrześcijanie słyszą od samego początku. Czemu? Czemu tak jest? Czemu to jest tak skonstruowane, że obojętnie w którym roku się urodzisz, czy w pierwszym, czy w setnym, czy w tysięcznym, czy w dwutysięcznym, po narodzinach Chrystusa, kiedy się nawracasz, jesteś bombardowany przez Ducha Świętego, przez braci i siostry też, ale przez Ducha Świętego taką informacją, to jest ten czas, to jest te pokolenie, maranata, na bank w tym pokoleniu będzie pochwycenie. Niektórzy nawet daty wyznaczają, oczywiście to już jest odlot. Ale generalnie mamy takie przeświadczenie. I co ciekawe, Bóg chce, żebyśmy mieli takie przeświadczenie. Bóg chce, żeby każdy z nas miał takie przeświadczenie. I dotyczy to każdego człowieka od narodzin Chrystusa. Czemu? Bo nikt z nas nie może żyć przypadkowo. Nikt z nas nie żyje przypadkowo. Nikt przypadkowo nie znalazł się w historii i w miejscu, w którym się narodził. Nikt nie jest przypadkiem. to Bóg zdecydował, że urodziłeś się w tym miejscu, w tym czasie, w takim systemie. Nikt z nas nie dryfuje sobie po świecie, tylko to jest z Boży plan. Ta historia ma jakiś świadomy cel, świadomy sens. Oczywiście w tym kontekście całej rozciągłości historycznej, a teraz z pojedynczego człowieka. My musimy sobie zdać sprawę, że te słowa są prawdziwe i one niekoniecznie dotyczą pochwycenia. Czasami mam wrażenie, że nadinterpretujemy pewne stwierdzenia i próbujemy wszędzie wcisnąć eschatologię, no bo ona jest niezwykle ciekawa i niezwykle zajmująca. Więc jak inaczej można do tego podejść? Jak mam inaczej podejść do przebudzenia, ale nie wpaść w taką pułapkę, że jutro będzie pochwycenie? I żeby, wiecie, nie przesadzić. Nie przechylić się w tą stronę, a już nie wyznaczyć jakiejś daty w ogóle w tym temacie. No więc jak to rozumieć? Ja to rozumiem tak, że to jest mowa do indywidualnego wierzącego. Bo moje życie, twoje też, moje życie ma skończoną liczbę dni. Nie wiem ile. Mam nadzieję, że jak najwięcej, bo ja lubię życie. Ja wiem, że śmierć jest zyskiem, ale lubię życie i to jest chyba uczciwa postawa, którą większa część z nas ma. Ale ona ma skończoną liczbę dni. Ona się kiedyś skończy, kiedy nie wiem. Jutro za 10 lat, za 100 nie wiem. Ale wiem, że już jest ten czas, ponieważ każdy jeden dzień, który przeżyłem, przybliża mnie do spotkania z Chrystusem. I nie wiem, ile mi dni zostało, więc już jest ten czas, bo ja już jestem bliżej spotkania z Chrystusem, niż byłem wchodząc do tej kaplicy. Nie wiem, czy wychodząc z tej kaplicy dalej będę żył. Więc już jest... Wy mi nic nie zrobicie za to kazanie. Mam nadzieję. Więc już jest ten czas i to podejście powoduje, że nie wpadam w rejony eschatologii, w te niebezpieczne rejony, żeby wyznaczać, że jutro będzie pochwycenie, a jednocześnie żyć w taki sposób, że już jest ten czas. Już jest ten czas, bo już jest bliżej. mojego spotkania z Chrystusem. I to faktycznie jest prawda o każdym jednym człowieku. Tym, który się narodził w pierwszym wieku, tym, który się narodził w tysiąc na kalendarzu i tym, który się dopiero co narodził w 2026. To jest prawda o każdym człowieku. Każdy człowiek tak ma. Już jest ten czas, bo już jest odliczanie do Twojego spotkania z Chrystusem. Nie oddalasz się od tego spotkania. Nikt z nas, nawet niewierzący, nie oddalają się od spotkania z Bogiem, tylko przybliżają się z każdą sekundą do spotkania z Bogiem. Faktycznie w ten sposób, tak to rozumiejąc, zawsze jest bliżej niż przed chwilą. Zawsze już jest ten czas. Sen w ogóle w tym fragmencie nie oznacza niewiary, bo często spotykam taką interpretację, najczęściej chyba spotykam się z taką interpretacją, że abyście się ze snu obudzili, to oznacza niewiarę. Nie, bo to są słowa do nas, do nas, do wierzących. do wierzących, do zdających sobie sprawę z pewnych rzeczy, funkcjonujących w pewien określony sposób. Więc w jaki sposób podejść do snu, żebyście się ze snu obudzili? To jest taka drzemka duchowa. To jest taki stan, że ktoś jest wierzący i nie można mu tego zabrać, on w ogóle jest zbawiony. On jest narodzony na nowo, ale z różnych powodów zaczyna żyć bez czujności. I to jest do takich ludzi apel. Czyli do mnie i do ciebie, bo każdemu z nas się to przytrafia. Każdemu z nas przytrafia się taki moment, że żyję bez czujności. Znam prawdę, wiem jaka jest prawda, doświadczyłem narodzenia na nowo. Ale każdy z nas przechodzi taki moment, kiedy mu się drzemnie, kiedy pozwala mu się, kiedy pozwala sobie, żeby jego serce stało się obojętne. I teraz jeżeli ktoś zostanie w tym stanie, to sobie narobi kłopotów. Dlatego Paweł mówi obudź się, obudź się z tej drzemki. Wyjdź z tej drzemki, bo sobie narobisz kłopotów. Noc przeminęła, a dzień się przybliżył. W symbolice biblijnej Bo ona jest w Piśmie Świętym i my od tego nie uciekniemy. I w pewnym sposobie wyrażania myśli, między innymi przez apostoła Pawła, noc to jest pewna rzeczywistość Królestwa Ciemności, grzechu. Dzień zazwyczaj ma na myśli ten kulminacyjny moment, ten dzień pański, czyli przyjście Chrystusa i pełnia Królestwa Bożego. I my tak żyjemy, my dokładnie tak żyjemy między jednym a drugim. Dlatego ja tak lubię list do Rzymian, bo on naprawdę pokazuje człowieka. Bo to jest mój stan, twój stan i wszystkich nas stan. My tak żyjemy. My żyjemy między nocą a dniem. Ja chciałbym teraz powiedzieć, że ja to żyję tylko w dniu. Nie mam nocy, nigdy tam nic mi się nie przytrafia z grzechem, nigdy nie mam duchowej drzemki i tak będę udawał tu za kazalnicę. Można tak robić, tylko to właśnie jest udawanie. Prawda o człowieku i Biblia taką prawdę mówi o człowieku wierzącym, narodzonym na nowo, jest taka, że my funkcjonujemy w tym. żyjemy między nocą a dniem, bo żyjemy jeszcze w świecie niedoskonałym, my jesteśmy niedoskonali, my nie jesteśmy w pełni uświęceni, chociaż należymy do światłości. I mnie osobiście to bardzo pomaga. Bardzo pomaga, bo diabeł czasami potrafi kogoś podejść takim bocznym torem, że ktoś się sam potępi, samo potępi, samo zniszczy, samo zaora. przebiegła intryga diabelska. Oczywiście Paweł tu mówi, odrzućmy uczynki ciemności. Nie mówi poczekaj, racjonalizuj ten stan, nic z tym nie rób. To, że mamy tego świadomość i nie damy się samopotępić, to jest jedno. Ale z drugiej strony musimy być czujni i przytomni. Odrzucać uczynki ciemności. Teraz, kiedy tylko mogę, kiedy tylko o tym pomyślę, kiedy tylko mam możliwość, Te uczynki ciemności one nie są neutralne, żeby mnie ktoś tak nie zrozumiał. To zawsze jest pewne potknięcie, ale ono nie buduje mojej tożsamości, natomiast ja się mam temu przeciwstawiać. W innym liście będziemy czytać i studiować. Drogie dzieci, po to to piszę, żebyście nie grzeszyli. A jeśli ktoś zgrzeszy, niech pamięta, że ma orędownika w niebie. Więc oni wszyscy to w ten sposób rozumieli. My tylko mamy czasami z tym problem. Obleczmy się w zbroję światłości. Piękny obraz, bo ja nie tylko odrzucam uczynki ciemności, Robię coś więcej. Oblekam zbroję światłości. Coś do mnie należy. Jest zbroja. No nie nosiłem zbroi, ale nosiłem mundur. W tym taki mundur, który moglibyśmy nazwać zbroją. Trzeba wiedzieć, jak go założyć, bo jak ktoś nie wiedział, to jak była interwencja, to mu gorzej było niż gdyby tam nagi wszedł. Jak mu zaczęło parować wszystko pod kaskiem, jak mu zaczęły się odpinać, a były takie ansemony. Odpinać wszystko z nóg i zamiast go to chronić, to on się potykał o to, co mu się odpięło i jak klaun po prostu tam w interwencji. No więc trzeba wiedzieć, jak to zrobić. To ma jakiś swój porządek. Trzeba się tego w ogóle nauczyć. To nie jest tak, że od razu, że to jest jakoś... natychmiast wiadomo jak to zrobić. Nie, to wymaga pewnego szkolenia, pewnego doświadczenia, niejednej pomyłki w tej sprawie. I teraz jak to przełożyć? Bo ze zbroją było pewnie dokładnie tak samo. Czyli mam pewną gotowość, mam pewną duchową dyscyplinę, mam pewną praktykę, nie poddaję się, gdy coś pójdzie nie tak i uczę się tego i jestem w tym coraz lepszy. Bo to jest pewien dar i pewna odpowiedzialność. To jest pewne realne zagrożenie, które mnie otacza i realna obrona przed tym zagrożeniem. O tym tu jest mowa, a nie, że jedni tak, a drudzy tak. My już skończyliśmy na trzynastym, nie? Nie, na dwunastym. Postępujmy przystojnie jak za dni, nie w biesiadach i pijaństwach, nie w rozpustach i rozwiązłości, nie w sfarach i zazdrości, ale obleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa. Zobaczcie jakie piękne zakończenie. Kiedy rozumiemy cały ten mechanizm, kiedy rozumiemy jak to funkcjonuje, to możemy wejść w ten trzynasty i czternasty werset. Zacząć postępować przystojnie, jak za dnia. Kiedy funkcjonujemy w tym stanie, to co wcześniej nas cieszyło, przestaje nas cieszyć. To co się wydawało atrakcyjne, przestaje być atrakcyjne. Grzech przestaje nam smakować. Nie w biesiadach i pijaństwach, nie w rozpustach i rozwiązłości, nie w swarach i zazdrości, a zobaczyć jakie to jest prawdziwe o każdym człowieku. Kiedyś, kiedy byliśmy niewierzącymi, a przynajmniej taka jest moja historia, no to biesiada to w zasadzie był naturalny stan, w sensie dzień bez biesiady to dzień stracony. Pijaństwo, no może bardzo mnie to tak nie dotykało, ale kilka historii mógłbym opowiedzieć, ale nie zrobię tego, bo kazalnica nie jest od tego miejscem. I każdy z nas pewnie mógłby takie historie opowiedzieć. Ta rozpusta, rozwiązłość. A przede wszystkim ta sfara, ta zazdrość, to moje musi być na wierzchu, to ja muszę mieć rację, to ja muszę być w centrum tej historii. To jest właśnie ta noc. Natomiast my mamy oblec się w Pana Jezusa Chrystusa. I patrzcie, jakie to jest ciekawe. Pan Jezus Chrystus był na biesiadzie? Był i to na takiej konkretnej. Miałem twierdzić, że był sponsorem tej biesiady. Bo pomógł tam dosyć dobrze z tą wodą i winem. Ale nie czytam, żeby upił się, żeby z tego skorzystał. Nie wiemy, Biblia nie definiuje, czy on napił się, czy się nie napił. Wiemy, że przemienił wodę w wino. Natomiast na pewno nie wziął udziału w pijaństwie. Czy Pan Jezus miał do czynienia z kobietami? Miał. I to nawet z takimi lekkich obyczajów. Miał? Miał, ale nigdy nie wziął udziału w rozpuście i rozwiązłości. Miałam się w niego oblecz. To znowu nie oznacza, że nie będziemy się stykać z pewnymi rzeczami. To nie oznacza, a są takie zapędy w chrześcijaństwie, że jeżeli ty jesteś chrześcijaninem, należysz do jakiegoś kościoła, tobie już nie wolno iść na żadną imprezę, na żadne urodziny, na nie wiem, studniówkę, taki temat akurat u mnie na topie, Czy mi się to podoba, czy nie? Szykuje się ta historia u mnie w domu? Nie. I szkoda, że tu jesteś, bo mogłaś tego nie słyszeć. To nie oznacza, to nie oznacza, że nie możesz iść na studniówkę. Idź, ale zachowaj się na tej studniówce jak Chrystus. Oblecz się w Jezusa Chrystusa. To nie oznacza, że nie mogę się radować z urodzin i z prezentów, ale zachowuj się w tej historii jak Chrystus. To nie oznacza, że nie mogę obchodzić tych czy innych świąt. Mogę, tylko się zachowuj jak Chrystus. Oblecz się w Jezusa Chrystusa. To nie oznacza, że już nie mogę zobaczyć żadnego filmu, nie mogę przeczytać żadnej książki, nie mogę mieć żadnego zainteresowania. Nie, to wszystko to nie oznacza. Ale w tym wszystkim zachowajmy się jak Chrystus. To jest to obleczenie się w Pana Jezusa Chrystusa. I nie czyńcie starania o ciało, by zaspokajać porządliwości. Czyli to nie może być moim priorytetem w życiu. To nie może być moją osią życia. To nie może być tym, na czym się skupia moje życie. Ale to nie oznacza, że nic nie mogę już żadnego najmniejszego udziału w tym mieć. A wiecie, że to jest taka sezonowa moda. Akurat nie żyjemy, akurat teraz nie jest czas tej sezonowej mody. Moje pokolenie nie jest tym czasem, ale pokolenie przed moim pokoleniem było tym czasem i znam masę świadectw ludzi, którzy wyrzucali telewizory na śmietnik, radia w ogóle nie wolno było słuchać. Potem trochę zmądrzeli, to chyba z wiekiem przeszło. I to jest takie sezonowe. I pewnie za jakiś czas znowu będzie taki zryw, że to wszystko trzeba wyrzucić, wszystkiego się pozbyć i to się tak kręci, a wystarczyło sięgnąć do Bożego Słowa. Oblecz się w Pana Jezusa Chrystusa, postępuj przytomnie, postępuj przyzwoicie, ale to nie oznacza rezygnacji z wszystkiego, co cię otacza. I zobaczcie, ten trzynasty rozdział Listów do Rzymian, on jest dobrym, on jest ciekawym fragmentem Bożego Słowa, on jest w ogóle niezwykle realistycznym fragmentem Bożego Słowa, dotykającym realiów. To nie jest rozdział, który zabiera nas w jakąś abstrakcję, który jest tylko taką doktryną bez przełożenia. Nie mówi o życiu oderwanym od świata, a wręcz mówi o życiu, Tu i teraz, w świecie, w którym się poruszamy, w którym poruszał się apostoł Paweł. Paweł mówi o podatkach, mówi o władzy, mówi o sumieniu, mówi o miłości, mówi o stylu życia, mówi o moich preferencjach w życiu, mówi tak naprawdę o tym, co mi wolno, a czego mi nie wolno i w jaki sposób to rozumieć. Czemu? Dlatego, że chrześcijaństwo nie jest prywatną duchowością. I ty nie jesteś chrześcijaninem tylko dla siebie. Nigdy w ten sposób nie było rozumiane chrześcijaństwo. To dzisiaj mamy taką tendencję niektórzy do takiego solo chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo zawsze było publicznym świadectwem. uczniów w liczbie mnogiej Chrystusa, publicznym świadectwem uczniów Chrystusa, żywą ofiarą złożoną z tego publicznego świadectwa uczniów w liczbie mnogiej Jezusa Chrystusa i tego jak ci uczniowie w liczbie mnogiej, jak ten zbiór uczniów funkcjonował w przestrzeni państwa, w przestrzeni społeczeństwa, w historii, która ich otoczała i jak oni w tym wszystkim mieli się poruszać. Nie mieli być anarchistami, nie mieli być też ślepimi, głuchymi na wszystko wyznawcami systemu. Nie mieli być ludźmi nocy, mieli być ludźmi dnia. i mieli funkcjonować w praktyczny sposób, który tutaj Paweł opisuje, między posłuszeństwem a granicami, między światem a przyobleczeniem się w Jezusa Chrystusa, między nocą a dniem, między realnym funkcjonowaniem w życiu, między teraźniejszością, a jednocześnie tą taką świadomością, że każda sekunda przybliża mnie do spotkania z moim Panem, że każdy dzień przybliża mnie do tego dnia, kiedy się z Nim spotkam twarzą w twarz i to, czego dzisiaj nie rozumiem, zostanie w całości wyjaśnione, że każdy mój krok, To jest krok w kierunku tego spotkania z Jezusem Chrystusem i nie da się w tej historii zrobić kroku do tyłu. Zawsze idziesz do przodu, nie da się oddalić od tego momentu. Dlatego ja tu powtórzę za apostołem Pawłem, obudźmy się, obudźmy się w tej historii, bo chrześcijaństwo nie kończy się na wyznaniu wiary. One zaczyna i kończy się tam, gdzie wiara jest widocznym elementem stylu życia. I to zdrowa wiara, która powoduje, że w sposób zdrowy żyjemy. Zdrowy. Panie Boże. Dziękujemy Ci za to, że jesteś Panem historii, że żadna władza, żaden system, żadne wydarzenie w historii świata nigdy nie wymknęły się i nie wymkną Twojej suwerenności. Dziękujemy Ci Panie za to, że jesteś Bogiem, który uczy nas nie tylko jak będzie w niebie, ale uczy nas też żyć tu i teraz w świecie. Proszę Cię Boże, zachowaj nasze serca od buntu, od anarchii, od takiej pychy w tym wszystkim. Jednocześnie zachowaj nasze serca od takiego ślepego i głuchego podporządkowania się wszystkiemu, temu co zapomina o Tobie. Może wyczul nasze sumienia i wykształtuj je swoim Słowem, swoją obecnością, mocą Ducha Świętego. Daj nam, Panie, takie sumienia. Daj nam, Panie, taką odwagę wtedy, kiedy trzeba bardziej słuchać Ciebie niż ludzi. Daj nam, Panie, pokój wtedy, kiedy możemy słuchać ludzi, chociaż nie jest nam to po drodze i taką mądrość, żeby odróżnić jedno od drugiego. Ucz nas Panie takiej uczciwości w sprawach codziennych, w zobowiązaniach, w pracy, w rodzinach, w swoich domach, w sferze finansów. Niech to wszystko będzie spójne, żeby Ewangelia była niesiona właśnie takimi wydarzeniami. Rozpal w nas Panie taki dług miłości, taką świadomość długu miłości, żebyśmy potrafili błogosławić wtedy, kiedy naprawdę łatwo byłoby się odgryźć, przeklnąć i udowodnić. Daj nam, Panie, taką mądrość i taką umiejętność, żeby zwyciężać złodobrem. Tak po prostu, tak jak Twój Syn zrobił przebity do krzyża. Panie, obudź nas, kiedy drzemiemy z tej duchowej ospałości. Nie pozwól, żebyśmy zasnęli w jakiejś wygodzie, w jakiejś obojętności, ale jednocześnie Panie, proszę Cię, byśmy umieli radować się z tego, co dzięki Tobie jest wygodne i jest sprawiający przyjemność. Proszę Cię Panie, byśmy w tym wszystkim mieli świadomość, że cokolwiek czynimy, cokolwiek robimy, każdy nasz krok, każda nasza sekunda, każdy dzień naszego życia przybliża nas, a nie oddala od spotkania z Tobą. I żebyśmy mieli takie poczucie odpowiedzialności z tym związane. Przyoblecz nas w Pana Jezusa Chrystusa, bo my sami tego nie potrafimy zrobić. Niech Jego charakter będzie widoczny w naszych charakterach. Niech Jego łagodność będzie widoczna w naszych sercach. Niech Jego świętość będzie widoczna w naszych wyborach. Tobie to, Panie, wszystko oddajemy. W imieniu Jezusa Chrystusa. Amen. Mówię, mówię.


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora