Gdy wierzący myślą inaczej
    KazanieList do Rzymian · 14.1-23Część 1813 kwietnia 2026

    Gdy wierzący myślą inaczej

    W sprawach drugorzędnych wolność, we wszystkim miłość. Nie jesteś sędzią sumienia brata. Wolność w Chrystusie jest realna, lecz ograniczona miłością. Królestwo Boże to nie pokarmy, lecz sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym.

    Transkrypcja

    Chwała Bogu. Witajcie bracia i siostry, witam zebranych w kaplicy, witam zebranych w internecie. Tych, którzy później będą sobie przeglądać te kazanie, to nauczanie. Styczeń. Styczeń i wielka walka o to, czy wolno obchodzić Nowy rok, czy też nie wolno obchodzić nowy rok, grzeszymy kiedy obchodzimy ten nowy rok, a może grzeszymy kiedy nie obchodzimy nowego roku i później mamy luty. W lutym chrześcijanie toczą bój na śmierć i życie w sprawie walentynek. czy wolno obchodzić walentynki, czy też nie wolno obchodzić walentynki. Następnie przechodzimy do marca. W marcu toczymy boje ze sobą, zwłaszcza internetowe, w sprawie tego, czy wolno obchodzić Dzień Kobiet. Czy Dzień Kobiet w ogóle należy obchodzić, a już Dzień Mężczyzn, o którym siostry zawsze zapominają. 10 marca to w ogóle jest ciekawy temat. Kwiecień, hańba, tak? Kwiecień. W kwietniu o co mamy spór? W kwietniu mamy spór o Wielkanoc. O Wielkanoc mamy strach. O to są już bardzo poważne problemy, to już o doktrynę zahaczamy. Czy tam Wielkanoc wolno obchodzić, czy nie wolno obchodzić, a jeżeli wolno obchodzić, to czy to się stało w piątek, czy w środę, czy w sobotę, kiedy to w ogóle miało miejsce. Potem mamy maj. W maju o co my toczymy taką wojnę? Tak, święta majowe, czy wolno obchodzić święta majowe, czy nie, a jeżeli już wolno, to czy wypada ludziom wierzącym odpoczywać, czy też oni nigdy nie powinni korzystać z żadnego wolnego urlopu. W czerwcu mamy Dzień Dziecka i mamy o co się bić. W międzyczasie oczywiście mamy przeróżne inne święta, ale tak na szybko przywołuję. W lipcu... Tak, mamy problem z wakacjami, z urlopami, czy należy się, nie należy, w ogóle co wtedy ze sobą robić, w sierpniu podobnie. Potem mamy wrzesień, cóż mamy takiego we wrześniu? Niech będzie, że Dzień Nauczyciela. Co mamy? i tu pójdzie o druga wojna światowa. No niech będzie, że ktoś obchodzi. Niech będzie, że ktoś obchodzi. I w tej sprawie toczy spór. W październiku mamy moje urodziny. To już jest walka na śmierć i życie wśród chrześcijan. Obchodzimy te urodziny pastora czy nie obchodzimy? Zresztą była tu kiedyś afera w zborze o to, że pastor zbyt hucznie obchodził urodziny i zmanipulował całym kościołem, żeby się odbył koncert na jego cześć. W listopadzie, o co my się tam kłócimy w listopadzie? Niech będzie o to, czy wolno zapalić znicz, czy też nie wolno tego znicza zapalić, czy to już jest pogaństwo, czy to jeszcze nie jest pogaństwo. O tym mamy grudzień i oczywiście wielką batalię o święta Bożego Narodzenia, czy też święta narodzin Pana. I tak pewnie można by było do jutra jeszcze wymieniać, o co my tam toczymy. Spór w międzyczasie, w międzyczasie, niezależnie od tych dat. Wielki spór o kaszankę. To jest spór, który sięga początków reformacji. Czy ten chrześcijanin może zjeść tą kaszankę, czy nie może zjeść tej kaszanki. Opowiem wam coś ciekawego. Niedawno w Anglii słyszeliśmy świadectwo, nawrócił się pewien człowiek, pięćdziesięciokilkoletni Waldek, jeżeli dobrze pamiętam jego imię. Ochrzciliśmy go zresztą teraz podczas tej konferencji Wake'a. I on składał świadectwo i opowiadał, że ktoś mu powiedział Ewangelię, on w tą Ewangelię uwierzył, dostał Pismo Święte. Jak to? Zazwyczaj w takich przypadkach podzielił się ze znajomymi, że dostał Pismo Święte, że usłyszał Ewangelię. Kazali mu sprawdzić pierwszą stronę, był siewca. Siewca. W naszych bibliach jest w Warszawce taki siewca, taki znaczek siewcy. Ktoś mu kazał sprawdzić. Jak tam jest siewca, to to są Jehowi, jak nic. To są Jehowi. A on mówi, że no wiesz co, no może Jehowi, przytaczam jego świadectwo, może Jehowi, ale tacy wiesz, no... Ewangelii mi powiedzieli, na Chrystusa się powołują, zaprosili mnie w ogóle na ognisko, to zapytaj, powiedz, że lubisz kaszankę i zapytaj, czy będzie kaszanka. Jak nie będzie kaszanki, to na bang Jehowi, na 100% Jehowi. Zadzwonił do tego brata, który organizował to ognisko i pyta go, wiesz, bo ja lubię kaszankę, mogę przynieść kaszankę? No wiesz, ja nie jem kaszankę. Ja cię Jehowi. Jehowi. Ale moja żona je kaszankę. O, jakiś wewnętrzny spór Jehowych w sprawie kaszanki. Jak się jeszcze dowiedział, że ja jem kaszankę, a teraz się internet dowiedział i eksploduje? no to już w ogóle koniec jakby, jak to wszystko pogodzić. I właśnie tym się będziemy dzisiaj zajmować. Jak to wszystko pogodzić? Dlatego, że okazuje się, że Kościół ma problem z takimi tematami, może nie konkretnie z tymi, które przedstawiłem, ale z takimi sprawami, które nazywamy sprawami drugorzędnymi w takich potocznych rozmowach, a w teologii one się nazywają adiaforą, czyli rzeczą moralnie obojętną, nieistotną. A my potrafimy o te adiafory toczyć ze sobą spór i to taki na śmierć i życie, a nawet definiować, kto jest zbawiony, a kto nie jest zbawiony. Bo jeżeli ktoś w tej sprawie ma taki pogląd inny niż ja, no to z całą pewnością jest niezbawiony. Kościół ma z tym problem od samego początku. Apostał Paweł się do tego mocno odniósł. I kiedy będziemy sobie dzisiaj wchodzić w czternasty rozdział listu do Rzymian, no Paweł właśnie poruszy temat, który przez dwa tysiące lat już jest być może jednym z największych wyzwań dla Kościoła. I nie chodzi tu o usprawiedliwienie, to już Paweł wyjaśnił, nie chodzi o prawo i stosunek do prawa mojżeszowego, to Paweł już w swoim liście zdążył wyjaśnić. Nawet nie chodzi o trudny temat, jakim jest temat Żydów, pogan, mesjańskich Żydów i tak dalej, to też już przerobiliśmy. Paweł tutaj w tym czternastym rozdziale wejdzie w coś bardzo codziennego, bardzo praktycznego, bardzo delikatnego. On tutaj będzie mówił o różnicach, o różnicach pomiędzy chrześcijanami, o różnicach sumień tych chrześcijan, o różnicach wrażliwości tych chrześcijan na pewne zagadnienia i podejścia do różnych spraw przez różnych chrześcijan. Bo czy nam się to podoba, czy nie? Kiedy ludzie, a przecież chrześcijanie to ludzie, kiedy ludzie się spotykają ze sobą również w Kościele, kiedy spotykamy się ze sobą, to bardzo szybko okazuje się, że nie jesteśmy identyczni. Nie myślimy identycznie. Nie mamy identycznego poglądu na każdą sprawę. Są między nami różnice. w sprawie przeróżnych zagadnień, o których przed chwilą powiedziałem, w sprawie jedzenia, czasami w sprawie jakichś pomniejszych doktryn, czy może nawet nie doktryn, tylko bardziej poglądów na jakąś sprawę, jakiejś interpretacji trudnego fragmentu Bożego Słowa i nie jesteśmy tacy sami. Nie jesteśmy identyczni i uwaga, to jest w porządku. To jest w porządku. Mamy do tego prawo. Jedni mają większą wolność w jakichś tam kwestiach, drudzy są bardziej wrażliwi na swoim sumieniu, bo na przykład przeżyli coś związanego, takim przykładem może być alkohol. Ja nie piję alkoholu w ogóle, wcale. Oczywiście nie wypowiadam się teraz na temat Wieczerzy Pańskiej, to jest wyjątek, który wszyscy rozumiemy. Nie dlatego, że Biblia mnie przekonuje, że człowiek wierzący nie może się napić alkoholu, tylko dlatego, że pełnię tą, a nie inną służbę i nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś zrozpaczony do mnie dzwoni w środku nocy albo muszę się czymś zająć. I nie mogę tego zrobić, ponieważ jestem po spożyciu piwa, czy tam lampki wina, czy czegoś takiego. Natomiast nie przyszłoby mi do głowy potępić kogoś z tego powodu, że on od czasu do czasu na przykład z żoną do obiadu wypije lampkę, czy do kolacji wypije lampkę wina. Chyba żeby, chyba żeby wcześniej mieli ogromny problem z alkoholem. Chyba, żeby wcześniej ktoś był alkoholikiem i raczej powinien stronić od tego tematu lub przebywałby ten ktoś w otoczeniu kogoś, kogo to jest historia. Wtedy również powinien się powstrzymać. Więc mamy różnie pojętą wolność, mamy różną wrażliwość, mamy różne świadectwa, mamy różne historie. To tutaj lokalnie, natomiast patrząc szerzej, mamy różną kulturę. Różne podejścia do pewnych kwestii związanych z tego typu tematami i pewne rzeczy widzimy jako obojętne, a pewne rzeczy widzimy jako problem duchowy i czasami różnimy się w rozróżnieniu tych tematów i uwaga, to jest w porządku. Tak ma prawo być w Kościele. To jest okej. To jest okej. Natomiast to tutaj właśnie zaczynają się mocne napięcia między nami i okazuje się, że w historii Kościoła bardzo wiele sporów, bardzo wiele różnic, bardzo wiele schizm, podziałów, wywołanych było sprawami drugorzędnymi. Dlatego w pewnym momencie nikt nie wie, kto jest autorem tej Maksymy. Ja obstawiam, że jest to mój ziomek, ale to dlatego, że go bardzo lubię. Natomiast nie wiemy, kto dokładnie pierwszy użył tego słynnego określenia. Przypisuje się go różnym osobom, natomiast nie ma jednoznacznego dowodu, kto jest autorem. Ale Maksymę wszyscy znamy, w rzeczach pierwszorzędnych jedność, w rzeczach drugorzędnych wolność, we wszystkim miłość. Maksymę wszyscy znamy, gorzej ze stosowaniem. Natomiast ona bardzo dobrze, ta Maksyma, oddaje właśnie ten XIV rozdział listu do Rzymian. Bo my musimy zrozumieć, my jako Kościół, zarówno lokalny jak i globalny, Musimy zrozumieć, że są prawdy, w których nie ma miejsca na kompromis. Są takie prawdy. Tam nie ma żadnego miejsca na kompromis, tam nie możemy ustąpić ani o krok. One faktycznie definiują zbawienie, faktycznie definiują zrozumienie Pana Boga, a skoro definiują zrozumienie Pana Boga, to definiują naszą wiarę w Boga. A to definiuje, czy my w ogóle poruszamy się w prawdzie i są oczywiście takie sprawy, w których nie ma mowy o żadnym kompromisie i jednoznacznie, jeżeli ktoś myśli inaczej, jest człowiekiem niewierzącym. Natomiast są sprawy, w których musi istnieć wolność sumienia. są takie sprawy i musi w nich istnieć wolność sumienia wśród ludzi wierzących, a ponad tymi różnicami musi panować miłość. Paweł ten list pisze do kościoła w Rzymie, bo przecież list do Rzymian przerabiamy. To był bardzo różnorodny kościół, to był w ogóle ciekawy kościół pod tym kątem, dlatego, że to był kościół złożony przez Żydów, którzy byli wychowani w prawie mojżeszowym, Byli tam poganie, którzy byli wychowani w kulturze rzymskiej, zupełnie innej kulturze od tego prawa mojżeszowego. Byli ludzie w takim razie, którzy dosyć poważnie i dosyć rzetelnie i tradycyjnie podchodzili do może tak to nazwę, przepisów dotyczących pokarmów, zaleceń dotyczących pokarmów i nakazów i zakazów dotyczących pokarmów, bo oprócz tego, co w Torze jeszcze tam obrosła cała tradycja już na ten czas talmudyczna i oni bardzo poważnie do tego podchodzili, byli w tym kościele też tacy, którzy w ogóle nie wiedzieli, o czym ci drudzy mówią. nie mieli zielonego pojęcia, o ile jeszcze coś tam story mogli wyłapać, o tyle już te talmudyczne wytłumaczenie pokarmów dla nich było całkowitą abstrakcją. I ci ludzie przecież spotykali się ze sobą przy różnych okazjach przy jednym stole. na przykład stole nazwanym stołem Agape, stołem miłości. W jednym kościele, w jednej wieże, wśród jednego pana zasiadającego wespół z tymi ludźmi do stołu. No i oczywiście musi się pojawić pytanie, no to jak zachować jedność w takiej sytuacji? W jaki sposób to ogarnąć? Jak my mamy pracować nad tą jednością, zwłaszcza tą nie globalną, bo to już jest w ogóle abstrakcja, ale chociaż tą lokalną jednością w jakichś tematach. Czy silniejsi w wierze mogą na przykład lekceważyć słabszych w wierze albo czy słabsi w wierze mają potępiać silniejszych w wierze z jakiegoś tam powodu. Czy w ogóle ta wolność ma zdominować Kościół, a może miłość ma zdominować Kościół, a może właśnie jakieś zasady mają zdominować Kościół. No i Paweł to odpowie bardzo jasno, że Kościół nie może być, nie może być, jeszcze raz, Kościół nie może być miejscem walki. Kościół nie może być miejscem walki między braćmi. Nie może być miejscem walki między chrześcijanami. Kościół ma być miejscem i zawsze miał być miejscem cierpliwości, pokory w stosunku do drugiego człowieka i jego poglądów w sprawach drugorzędnych i miłości związanej z tym tematem. Bo ostatecznie ja, który No może nie zajadam się, ale zdarza mi się zjeść kaszankę. Mam tego samego Pana, w tego samego Boga wierzę, co mój brat, który uważa, że kaszanki zjeść nie może, albo nie lubi, albo zwyczajnie jej nie lubi. Ostatecznie ja stanę przed tym samym Trybunałem Chrystusowym, przed którym stanie ten mój brat i niewyobrażalne dla mnie jest, że stoimy przed swoim Panem, mamy być rozliczeni z każdego słowa, a On tak na nas patrzy i mówi tak, chłopcy, naprawdę? O kaszankę? Z tego powodu takie boje ze sobą toczyliście? I z tego powodu jeden siadał po tamtej stronie, a drugi siadał po tamtej stronie? Z tego powodu? Absurdalne, ale niestety historia wielu z nas. Dlatego zanim w ogóle sobie pozwolimy na jakąś ocenę kogokolwiek, musimy sobie przypomnieć jedną sprawę. Chrystus jest Panem. zarówno silnych, doświadczonych, obarczonych pewnymi historiami dzieci Bożych, jak i tych słabszych, tych jeszcze niedoświadczonych, tych jeszcze wiele rzeczy nierozumiejących. Chrystus jest Panem jednych i drugich. Czy możemy powiedzieć na to amen? A Kościół jest miejscem, gdzie uczymy się w pewien sposób żyć ze sobą razem nawet wtedy, a może zwłaszcza wtedy, gdy nie myślimy tak samo. Oczywiście to dotyczy wszystkiego. Ja tu będę się skupiał na rozdziale czternastym, ale w naszych głowach musi w tej chwili być polityka, musi być geopolityka, muszą być jakieś problemy społeczne, muszą być właśnie te nieszczęsne święta, czy inne święta zwyczaje, czy też inne zwyczaje, czy też jakieś drugo, a może nawet trzeciorzędne interpretacje związane z trudnymi fragmentami Bożego Słowa. A słabego w wierze przyjmujcie, nie wdając się w ocenę jego poglądów. Jeden wierzy, że może jeść wszystko, słaby zaś jarzynę jada. Niechże ten, kto je, nie pogardza tym, który nie je, a kto nie je, niech nie osądza tego, który je, ale bowiem Bóg go przyjął. Kimże ty jesteś, że osądzasz cudzego sługę? Czy stoi, czy pada? Do Pana swego należy. Ostoi się jednak, bo Pan ma moc podtrzymać go. Jeden robi różnicę między dniem a dniem. Drugi zaś każdy dzień ocenia jednakowo. Niechaj każdy pozostanie przy swoim zdaniu. Kto przestrzega dnia, dla Pana przestrzega. Kto je, dla Pana je. Dziękuję bowiem Bogu. A kto nie je, dla Pana nie je i dziękuję Bogu. Albowiem nikt z nas dla siebie nie żyje i nikt dla siebie nie umiera. Bo jeśli żyjemy, dla Pana żyjemy. Jeśli umieramy, dla Pana umieramy, czy to, czy żyjemy, czy umieramy, Pańscy jesteśmy. Na to bowiem Chrystus umarł i ożył, aby i nad umarłymi, i nad żywymi panować. Ty zaś, czemu osądzasz swego brata? Albo i Ty, czemu pogardzasz swoim bratem? Wszyscy staniemy przed sądem Bożym." Bo napisano, jaką żyw, mówi Pan, ugnie się przede mną wszelkie kolano i wszelki język wyznawać będzie Boga. Tak więc każdy z nas za samego siebie zda sprawę Bogu. Prze to nie osądzajmy już jedni drugich, ale raczej baczcie, aby nie dawać bratu powodu do upadku lub zgorszenia. Wiem i jestem przekonany w Panu Jezusie, że nie ma niczego, co by samo w sobie było nieczyste. Nieczyste jest jedynie dlatego, kto je za nieczyste uważa. Jeżeli zaś z powodu pokarmu trafi się twój brat, to już nie postępujesz zgodnie z miłością, nie zatracaj przez swój pokarm tego, za którego Chrystus umarł. Niechże to, co jest dobrem waszym, nie będzie powodem do bluźnierstwa, albowiem Królestwo Boże to nie pokarm i napój, lecz sprawiedliwość i pokój i radość w Duchu Świętym. Bo kto w tym służy Chrystusowi, miły jest Bogu i przyjemny ludziom. Dążmy więc do tego, co służy ku pokojowi i ku wzajemnemu zbudowaniu. Dla pokarmu nie niszcz dzieła Bożego. Wszystko wprawdzie jest czyste, ale staje się złem dla człowieka, który przez jedzenie daje zgorszenie. Dobrze jest nie jeść mięsa i nie pić wina, ani nic takiego, co by Twego brata przyprawiło upadek. Przekonanie jakie masz, zachowaj dla siebie przed Bogiem. Szczęśliwy ten, kto nie osądza samego siebie za to, co uważa za dobre. Lecz ten, kto ma wątpliwości, gdyje, jest potępiony, bo nie postępuje zgodnie z przekonaniem. Wszystko zaś, co nie wypływa z przekonania, jest grzechem. Tak brzmi ten czternasty rozdział w przekładzie Biblii Warszawskiej. Tak to apostoł Paweł rozumiał, tak apostoł Paweł nauczał, no i dzisiaj się temu przyjrzymy. Paweł rozpoczyna ten rozdział bardzo konkretnym poleceniem. Bardzo konkretnym. Tu jakby rozpoczyna z grubej półki. A słabego w wierze przyjmujcie, nie wdając się w ocenę jego poglądów. I to jest klucz do zrozumienia całego rozdziału. Do rozwikłania w ogóle jak do tego wszystkiego podejść. To jest cały klucz. On tu mówi jasno. Po pierwsze, że Kościół nie jest wspólnotą ludzi identycznych, identycznie myślących, na identycznym stopniu rozwoju, z identyczną historią, z identycznym doświadczeniem i w identycznym miejscu uczniostwa w Jezusie Chrystusie. Kościół jest wspólnotą ludzi zbawionych tą samą łaską. To jest to, co nas ujednolica. Bez względu na to wszystko, co przed chwilą powiedziałem, wszyscy jesteśmy zbawieni przez tą samą łaskę, okazaną nam przez Boga na krzyżu Golgoty. Ale znajdujemy się na różnych etapach naszej duchowej drogi z Jezusem Chrystusem. I Paweł mówi tak, przyjmujcie słabszego. Zobaczcie, on tu nie mówi, poprawcie go natychmiast. Nie tak się zaczyna ten rozdział. Poprawcie natychmiast słabego albo Nie poprawiajcie, ale przekonajcie go siłą argumentu, swoim doświadczeniem, tym co już przeżyliście z Jezusem Chrystusem. Na pewno Paweł nie mówi wyrzućcie takiego ze zboru, na pewno Paweł tutaj nie pisze wykluczcie go społecznie pomiędzy siebie. Nie, on tu pisze jasno i wyraźnie. Co? Przyjmujcie. Słabego w wierze przyjmujcie. I to jest bardzo ważne, bo niestety nie jesteśmy wolni od pewnego odruchu, który nam towarzyszy od dnia nawrócenia, prawdopodobnie po dzień spotkania z Panem. To jest taki odruch oceniania, że nasze serce bardzo lubi oceniać drugiego człowieka, jego postawę, jego wybory, jego zrozumienie. Kim w ogóle jest słaby w wierze? Bo to warto wytłumaczyć. Słaby w wierze nie oznacza człowieka niewierzącego. To na pewno. Ktoś słaby w wierze to nie niewierzący. Nie można być słabym w czymś i nie być w tym. Więc to nie jest człowiek niewierzący. Czyli żeby teraz nie odlecieć w niebezpieczny rejon, to nie chodzi o to, że mamy przyjmować heretyka. Tu nie chodzi o to, że mamy przyjmować kogoś, kto zaprzecza Ewangelii. Tu nie chodzi o to, że mamy przyjmować zwodziciela. Tu nie chodzi o to, że mamy się zgadzać z poglądami na sprawy wiary czy na sprawy światopoglądu z ludźmi niewierzącymi. Nie o tych ludziach jest tutaj mowa. To jest ten kompromis, którego nie wolno oferować w tej sprawie. Nie. Słaby w wierze, czyli jego sumienie Jest albo, w zależności jakie kto ma podejście, albo jest bardziej wrażliwy. Ja się skłaniam ku temu, że słaby wierzę to taki, którego sumienie jest jeszcze bardziej wrażliwe. To znaczy, ono jeszcze nie jest ukształtowane Słowem Bożym i on jeszcze, taki człowiek, nie do końca rozróżnia, co jest dobre, a co jest złe. On jeszcze nie ma nadanych definicji, W związku z czym jego sumienie jest dosyć mocno wrażliwe, bo on oczywiście chce się Panu Bogu podobać, natomiast nie rozumie, że pewne rzeczy nie są złe. Więc jest słaby w wierze, a spotkałem się z taką definicją trochę odwrotną od mojej, że to jest ktoś ograniczony w zrozumieniu chrześcijaństwa. Ja tam się skłaniam ku temu, że słaby w wierze to jest ktoś, kto jest bardziej wrażliwy, bo on jeszcze nie jest zdolny do oceny, jednoznacznej oceny. Dobre, złe, a diafora. On jeszcze nie odróżnia tych rzeczy i jego sumienie szaleje. Jeszcze jest niewyćwiczone przez Boże słowo. I Paweł podaje tutaj pewien przykład. Jeden wierzy, że może jeść wszystko i słaby w wierze, słaby zaś jarzynę jada. Muszę to dodać od siebie. Wiecie, że chodzi o rukolę. No więc jeden wierzy, czyli ten niesłaby w wierze, skoro tamten jest słaby, że może jeść wszystko, a ten słaby jarzynę jada. To pewnie jakby myśli, że w ten sposób gdzieś wzrośnie, jeszcze ma to wszystko nie poukładane, nie rozumie, że to nie o te sprawy chodzi. W ogóle dlaczego on użył tego przykładu i o co chodziło, że niektórzy chrześcijanie, bo to jest prawda, w pierwszym kościele niektórzy chrześcijanie jedli tylko jarzyny, warzywa i tego typu sprawy. Słabi w wierze byli, jak to Biblia podaje. To było związane z kilkoma rzeczami. Ciężko było dostać mięso, które wcześniej na etapie przygotowywania tego mięsa nie było ofiarowane Boszkom. No tak było, że mięso było ofiarowane Boszkom i dopiero później trafiało na sprzedaż, na handel, na wymianę. Ciężko było znaleźć mięso, które nie było w ten sposób ofiarowane Boszkom. Druga sprawa, można się było pogubić w gąszczu tych przepisów pokarmowych, które do kościoła przynieśli Żydzi nawróceni. Oni w tym pierwszym etapie dosyć restrykcyjnie podchodzili jeszcze do spraw związanych z pokarmem. Zresztą czytamy w dziejach apostolskich o wielkim sporze dotyczącym tego, czy wolno jeść te nieczyste pokarmy, czy nie wolno jeść, więc to też gdzieś było znakiem zapytania dla tego pierwszego kościoła. No i ci ludzie wychodzili, na przykład wychodzili z pogaństwa, no i oni teraz, no ale to mięso jest ofiarowane tym wszystkim fałszywym bogom, do których jeszcze niedawno się modliliśmy, więc jedząc to w pewien sposób przyznaje się do tego kultu, więc dla świętego spokoju nie będę jadł i nie pozbawię się jakby mięsa, a Żydzi na przykład nie wiedzieli, co jest czyste, co jest nieczyste, co jest koszerne, co jest niekoszerne, też nie umieli tego rozwiązać, ci słabi w wierze, no więc zrezygnowali z mięsa. Natomiast dla innych chrześcijan w tamtym czasie, dla już takich, niesłabych w wierze, jedzenie mięsa było czymś neutralnym. Oni jakby już pewne rzeczy rozumieli inaczej. Zresztą Paweł w innym fragmencie będzie tłumaczył o tym mięsie i o tych ubojach pogańskich. I dla nich to już było takie neutralne. Oni wiedzieli, że to nie o to chodzi, czy tam jakiś Masaż, tak? Chyba się to nazywa. Masaż tam, coś zrobił z tym mięsem, czy nie? Tylko pytanie, co ja z tym mięsem zrobię i czym dla mnie to mięso jest. Natomiast dla innych pozostało to powiązane z bałwokwalstwem. No i pojawił się konflikt. Głupie? Nie. My dzisiaj mamy dokładnie to samo, tylko nie o mięso. Dokładnie to samo, tylko nie o mięso. Ja podam prosty przykład. Rok w rok znajduje się ktoś, rok w rok, a 14 lat jestem pastorem, tak? Tak. Rok w rok pojawia się ktoś, kto mnie o to pyta w grudniu. Mogę się połamać opłatkiem czy nie? Znacie takie pytanie? Zadaliście sobie przynajmniej raz w życiu? Na bank. Rok w rok mnie ktoś o to pyta. Zawsze jest ktoś nowy w zborze i chwała Bogu, bo to znaczy, że zbór rośnie i zawsze mnie ktoś w grudniu pyta o ten opłatek. Teraz ten moment, co on odpowie? Jaka jest odpowiedź na ten opłatek? Ja już widzę, że każdy jest zainteresowany. Ja odpowiadam zawsze tak samo. To nie jest eucharystyczny opłatek, bo tutaj nie ma mowy o kompromisie. bo Ty musisz potwierdzić, przyjmując eucharystyczny opłatek w czasie mszy, że Ty wierzysz w to, co oni wierzą, czyli, że to jest fizyczne ciało Jezusa Chrystusa, Ty na to odpowiadasz, jeżeli przyjmujesz amen, czyli tak jest, no i tutaj nie ma mowy o żadnym kompromisie. Natomiast, wiem jak Wy, Mnie się wydaje, że taka babulinka, która gdzieś tutaj sprzedaje pod halą te opłatki przedstawiające najczęściej jakąś scenę biblijną niewiele się różniącą od podręczników naszych dzieci tutaj na szkółkach niedzielnych, a nawet zauważyłem, że jest zbieżność obrazków, że świat protestancki i świat tych babulinek, bo to nawet nie jest świat katolicki, Świat tych babulinek spotkali, on się gdzieś zbiegł ze sobą, bo te ilustracje są dokładnie te same. Chyba czujemy różnicę, przynajmniej winniśmy ją czuć. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś z ochoczego serca zaprasza mnie gdzieś. Będziemy to analizować przy innym fragmencie dosyć dogłębnie, bo tam będzie to wpisane wprost. Jadę tam w gościnę, jeśli jadę, jeśli jadę. Jeśli już jadę do kogoś w gościnę, obrażać go we własnym domu i powiedzieć mu, nie podzielę się z tobą tym opłatkiem od babulinki, nie wiem po co wtedy tam pojechałem, wiedząc, że tak będzie. Oczywiście, jeżeli ta osoba jest zaproszona do mnie do domu, no u mnie nie ma takiego opłatka, nie widzę powodu, dla którego bym miał być. Więc jest ta wolność i ta dowolność w tej sprawie. Natomiast szanuję ludzi, dla których to jest nieprzekraczalna granica. On nie kupi tego opłatka u tej babulinki albo kupi, ale wyrzuci. bo chyba to by była najuczciwsza postawa, nie podzieli się tym opłatkiem, nie ma w ogóle opcji, żeby on się przełamał, bo mu serce pęknie razem z tym łamiącym się opłatkiem. Jeśli to robi dla Boga, jeśli to jest jego przekonanie dla Boga, w porządku, w porządku, niech on będzie temu wierny. Niech on je tylko jeżynę, a drugi je mięso. To jest w porządku. Dla jednych jedzenie mięsa było niemożliwe, dla drugich było neutralną sprawą. Dla jednych ten opłatek kupiony od tej babulinki. Jeszcze raz wyraźnie podkreślam różnicę między Eucharystią a babulinką. Dla jednych to będzie coś, co dla niego będzie znakiem bogaństwa. On dopiero co z tego wyszedł. On na przykład miał problem z pewnymi kultami i w porządku, stroń od tego. A dla drugich nie. Natomiast problem się pojawia największy wtedy, kiedy między tymi ludźmi pojawia się konflikt. I Paweł tu wskazuje na dwa zagrożenia związane z tego typu sytuacjami. Kto je, niech nie pogardza tym, który nie je. To jest najsilniejsza pokusa. żeby pogardzić tą drugą postawą. Nawet to, co ja teraz powiedziałem wywoła pewne emocje u pewnych ludzi i znajdą się ludzie, którzy pogardzą mną z tego powodu, że ja powiedziałem już dwie rzeczy dla tych ludzi być może skrajne, że zdarza mi się zjeść kaszankę i że zdarza mi się kupić ten opłatek u tej babulinki i z moją mamą połamać i życzyć jej, żeby w nadchodzącym roku poznała Jezusa Chrystusa. Dla tych ludzi będzie to bardzo trudne i oni mną pogardzą. I Paweł mówi, nie możemy tak robić. Kto je, niech nie pogardza tym, który nie je. Człowiek, który ma większą wolność i człowiek, co śmieszne, który ma mniejszą wolność, bez względu, na to, w którym on miejscu jest, bardzo łatwo ma, żeby patrzeć na innych z góry. Czyli na tym przykładzie, który jest nam, myślę, bliski i każdy go gdzieś przeszedł. Bardzo łatwo jest powiedzieć, ja mam wolność w tej sprawie i jak ktoś w ogóle ma problem z tym opłatkiem od tej babulinki, jest niedojrzały, nie rozumie tego tematu, w ogóle jakiś legalista. Bardzo łatwo wejść w taką narrację i to nie wolno tak robić. I z drugiej strony, ten drugi człowiek, on bardzo łatwo ma wejść w coś takiego, no... Poganin udający chrześcijanina. Niewierzący. Jakby należał do internetowego kościoła, to by wiedział, że absolutnie tego jeść nie wolno. Więc bardzo łatwo wejść w taką... pogardę, na takie patrzenie z góry na drugiego człowieka. Jest pewien problem, pogarda niszczy, pogarda niszczy zawsze. Pogarda niszczy jedność Kościoła, a to już jest grzechem. I uwaga, bo ten jedzący i ten niejedzący Jeden będzie jadł, a drugi będzie nie jadł. Jeden i drugi może wejść w bardzo ciężki grzech, w pogardę. W pogardę do drugiego człowieka, do brata, do swojej siostry. Jednocześnie ten jedzący i ten niejedzący, pomimo tego, że jeden je, a drugi nie je, może być wolny od grzechu, będąc wolny od pogardy. względem tego drugiego brata. Drugie niebezpieczeństwo. A kto nie je, niech nie osądza tego, który je. Więc z tym restrykcyjnym sumieniem, właśnie on będzie tak mówił, No to oni są już światowi. To jest najczęściej padające stwierdzenie z ust tej drugiej strony. To są światowi ludzie. Jak oni obchodzą święta, to są światowi ludzie. I na bank słyszeliście to określenie, że jak ktoś obchodzi święta, to jest światowy człowiek, on tylko udaje świętego, nie jest święty, nie traktuje Pana Boga poważnie. Zobaczcie, jedni pogardzają, drudzy osądzają i co Kościół robi? Dzieli się. Dzieli się i to w sprawach nieistotnych, w ogóle nieistotnych. My możemy rozszerzyć to. Korzystanie z kina. Ile sporów jest na tym tle? Jedni będą twierdzić, że jeżeli ktoś korzysta z kina, z seriali, z platform jakichś streamingowych, no to to jest światowy człowiek i koniec, kropka. Jak jeszcze powiem, jakiś tytuł serialu. Całkiem niedawno był tutaj brat, który wymienił kilka seriali. On był przekonany, że my je wszyscy znamy. Ja z tych trzech znałem jeden i nie byłem zachwycony tym serialem tak jak on. Inni znali dwa te seriale, a jeszcze inni trzy, a jeszcze inni byli zachwyceni, a dla jednych to był dobry przykład, a drugi nie wiedział, o czym on mówi i okej, i okej. Byle nie wejść w pogardę. Telewizor, takim tematem i to wcale nieodległym, tutaj się toczył w tym zboże kiedyś spór o telewizory. Była siostra, która przekonywała, nie, to był brat, który przekonywał wszystkich, że telewizor, tylko siostra się dała w to uwikłać, że telewizor jest w ogóle złem ostatecznym, że trzeba wyrzucić telewizor, wyrzucić radio w ogóle, nie korzystać z takich rzeczy. Wspomniane przeze mnie podejście do świąt. Ilu ludzi denerwuje ta wolność panująca w naszym zborze? Chcesz, obchodź. Nie chcesz, nie obchodź. Oczywiście nie przegniemy, czyli nie ma tu takiej sytuacji, że w okolicach grudnia tu jakaś choinka się pojawia, jakieś bombki. Teraz to w ogóle bombki to jest ciężki polityczny temat, jak wiecie, ale nie pojawiają się tego typu akcesoria. Natomiast nie przyszło by mi do głowy pytać zborowników, masz choinkę w domu, czy nie masz. W sumie to obchodzi. Tak? Nie wiem, czy masz rodendron, czy inny tam hibiskus. Tak mi guzik obchodzi, że ty masz choinkę w domu. To jest twoja sprawa, twoje mieszkanie, twój dom. Dnia kobiet, urodzin, walentynek. Może z urodzinami mamy mniejszy kłopot, ale z walentynkami wiele osób ma kłopot. I zobaczcie, Paweł kończy ten fragment takim zdaniem, albowiem Bóg go przyjął. Tak jest to napisane czy nie w trzecim wersecie? Tak jest napisane, albowiem Bóg go przyjął. No to słuchajcie, i to zdanie rozstrzyga wszystko. Jeżeli Bóg przyjął mojego brata, obchodzącego urodziny lub nieobchodzącego urodziny. Jeżeli Bóg przyjął kogoś, kto obchodzi te święta i ma tą choinkę w domu lub nie obchodzi tych świąt i nie ma tej choinki w domu, jeżeli Bóg przyjął tego, który kupi te opłatki od tej babiulinki i tego, który nie kupi ze względu na swoje sumienie, to kim ja jestem, żeby tych ludzi odrzucać? Kim ty jesteś, żeby takich ludzi odrzucać, jeżeli masz taki zwyczaj? I Paweł tu mówi wprost. Kim ty jesteś, że osądzasz cudzego sługę? Czy stoi, czy pada? Do Pana swego należy. Czwarty werset. No już bardziej wprost nie można. My musimy nauczyć się tego, wbić sobie to w głowę wszyscy, a zwłaszcza liderzy, A zwłaszcza pastorzy, a zwłaszcza osoby odpowiedzialne. W Kościele nie jesteśmy właścicielami innych wierzących. Nie jesteśmy właścicielami innych wierzących. Jesteśmy współsługami tego samego Pana, chociaż na różnym odcinku duchowej podróży w uczniostwie w Jezusie Chrystusie. W takim razie kto jest panem sumienia? Chrystus, oczywiście. Panem sumienia jest Chrystus. Paweł tu przypomina coś bardzo fundamentalnego. Nie my jesteśmy sędziami Kościoła. Chrystus jest sędzią Kościoła. On powołuje, On prowadzi i On koryguje. Powiem historię ze swojego życia. Nawróciłem się. jak każdy, bieżący. I pamiętam jak dziś, miałem taką kolekcję płyt, tych DVD. Dumny byłem z tej kolekcji. Lata ją zbierałem. Były dwie kolekcje. Lata to zbierałem. Pierwsza to była... Dzisiaj to jest żaden problem, bo ludzie z internetu ściągają, ale kiedyś tak nie było. Zebrać taką kolekcję to trzeba było się napocić, namęczyć i wydać kasę. Całą kolekcję Archiwum X. Wszystkie odcinki, od pierwszego do ostatniego. Po prostu przedumny z tego byłem. Fanem byłem tego serialu, czekałem na każdy odcinek piątkowy o 22. Później zbierałem te płyty, no dumny z tego byłem, na pamięć do odcinków miałem. I drugą miałem taką kolekcję najsłynniejszych filmów science fiction, fantasy, nie pamiętam czy tam były horrory czy nie, chyba nie. Ale na pewno fantasy i science fiction, tam wszystkie jakieś takie poważne serie na przestrzeni lat kinematografii miałem uzbierane. No i odwiedzili mnie wierzący. No i oczywiście zaraz to zauważyli i zaraz mi wytłumaczyli, że no nie, tu Bóg do tego mieszkania nie wejdzie. Chłopie, masz takie płyty, to tu Bóg nie przyjdzie. Tu jesteś pogadem, to jakby ty nie możesz. Zaczęła się w ogóle wielka dyskusja i wtedy dowiedziałem się, że ja Hobbita nie mogę czytać, Tolkiena nie mogę czytać, Władcę Pierścieni nie mogę czytać, ale Narn nie mogę. Ja zawsze byłem taki, że dobra, ja muszę to pojąć i zrozumieć, wytłumacz mi czym się różni kobit od czarodziejskiej szafy i czarodziejskiej narni. Gdzie jest ta różnica, że to mi wolno czytać, a tego mi nie wolno czytać. No ale nie było dyskusji. Młody wie, że nic nie rozumiesz, trzeba to wyrzucić. Wyrzuciłem te płyty z bólem serca. Tak mnie ciągło. Tak mnie szarpało do tych filmów, do tych seriali, do tego wszystkiego. Po prostu tak się wszystko... A to już było w ogóle nieważne. To leżało na półce i po prostu sobie tam leżało. Kurzyło się. Ale w momencie, kiedy kazali mi to wyrzucić, kiedy musiałem to zrobić, kiedy mi mówiono, że Bóg nie przyjdzie do mojego domu, jeżeli tutaj będzie, no to po prostu kosmos. Jak ja się zacząłem tym karmić z powrotem, to się w głowie nie mieści. Stała się rzecz straszna. Dlatego, że ukrywałem przed innymi, że nadal to jest w moim sercu. Nie miałem już tego na półkach. Ale o ile wcześniej to miałem tylko na półce, a nie w swoim sercu, o tyle po tym wydarzeniu przestałem to mieć na półce, ale zacząłem to mieć w swoim sercu. Z tego mnie wyprowadził tylko Bóg, nie ludzie. Nawet nie wiem jak. Ale nie przez wyrzuć to, nie przez takie... Po prostu pewnego dnia stwierdziłem, że No już nie umiem normalnego filmu, już chyba wszystko widziałem, bo żaden film mnie nie ciekawi. Jeden obejrzałem, drugi, trzeci, czwarty i w końcu zrozumiałem. Nie, mnie to po prostu już nie ciekawi, bo Bóg to zabrał naturalnie z mojego życia, ale w zupełnie innym procesie, rozumiecie? Naturalnie. Bez bólu, bez krzyku, bez zmuszania. Po prostu wziął to. Nie było już to do niczego. nigdy mi potrzebne. Pamiętam, że potem próbowałem zainteresować się, nawet żonę namówiłem, nawet żeśmy jeździli do kina. Co jakiś horror wychodził, czy tam fantastyka, czy science fiction, to do kina. Po prostu jeden za drugim tak głupie, żeśmy się potem zastanawiali, co się stało z tym kinem. Nic się z kinem nie stało. To kino zawsze było takie. My jesteśmy inni w Jezusie Chrystusie, ale to jest naturalny proces. Rozumiemy różnicę. Naturalny proces, a nie zmuszenie. To zmuszenie tak naprawdę wprowadziło to w moje serce. Wyciągnęło z półki. Wcześniej to było tylko na półce. Tak to działa. Więc Pan Jezus prowadzi, Pan Jezus koryguje, Pan Jezus wychowuje w tym wszystkim. I Paweł mówi, a ostoi się, bo Pan ma moc podtrzymać go. I zróbmy uwagę, i to jest w ogóle piękne zdanie. On nie mówi, jeśli będzie miał rację, jeśli się okaże, że jego pogląd jest prawdziwy, to będzie okej. Nie. Pan ma moc go podtrzymać. Pan ma moc go podtrzymać, Pan go wyprowadzi z pewnych rzeczy, nie ty i nie ja. I Kościół istnieje nie dlatego, że my wszyscy mamy te same poglądy, ten sam pomysł, wszystko dokładnie tak samo rozumiemy, jesteśmy w tym samym miejscu, tylko dlatego, że Chrystus podtrzymuje swój lud. Tylko dlatego Kościół istnieje. Że Chrystus podtrzymuje swój lud. Po pierwsze, Kościół zawsze będzie miał różne sumienia. Ludzie w Kościele zawsze będą mieć różne sumienia, będą na różnym etapie, w różnym miejscu i będą mieć różny moment w tej historii. Problemem nie są te momenty, problemem nie są te płyty, problemem nie jest telewizor, problemem nie jest radio, problemem nie jest to wszystko, na czym my się często skupiamy, święta, nieświęta. Problemem jest pogarda. Problemem jest osądzanie, do którego nie jesteśmy uprawnieni. Ta jedność w tych sprawach musi polegać na tym, że skoro Bóg nas przyjął w Chrystusie, to On jest ostatecznym korygującym, ostatecznym sędzią, ostatecznym wyprowadzającym i ostatecznym uwalniającym, a nie my. Amen? No amen. Niechaj każdy pozostanie przy swoim zdaniu. Wprost, zobaczcie, przy sporze o pokarmy Paweł idzie dalej, pokazuje drugi przykład różnic w tym pierwszym kościele. Jeden robi różnicę między dniem a dniem, drugi zaś każdy dzień ocenia jednakowo. Niechaj każdy pozostanie przy swoim zdaniu. To jest kolejny problem, który tam był obecny i niestety jest obecny do dzisiaj. Znowu, część tych chrześcijan, zwłaszcza tego pochodzenia żydowskiego, była przyzwyczajona do swojego kalendarza. szabatu, świąt izraelskich, specjalnych dni postu, dni, w których w pewien specjalny, szczególny sposób skupiali się na Panu Bogu. Dla nich to miało znaczenie, miało to duchowe dla nich znaczenie, oni byli do tego mocno przywiązani. Z drugiej strony, z tej pogańskiej części, znaczy tej nawróconej pogańskiej części Kościoła Oni nie mieli takiego tour religijnego, oni nie ogarniali tych sprawach i dla nich każdy dzień był po prostu dniem dla Pana Boga. No i znowu pojawiło się napięcie, dosyć mocne napięcie, przecież dzieje apostolskie również o tym opowiadają. I zaczęli się kłócić. Jedni mówili, że no nie można traktować wszystkich dni tak samo, drudzy mówili, że w Chrystusie każdy dzień należy do Pana. Jeden tam bardziej zwracał uwagę na sobotę, drugi bardziej na niedzielę, a trzeci jeszcze mówił, że no w ogóle absolutnie każdy dzień należy do Pana. Pewnie ten sam człowiek w różnym okresie swojego życia różnie do tego podchodził i myślę, że to jest historia wielu z nas. Moja to jest na pewno historia, a myślę, że historia wielu z nas. Kiedy zetknąłem się pierwszy raz z poglądami na temat szabatu, one mnie w pewien sposób zachłysnęły. Stwierdziłem, że coś w tym jest, coś w tym musi być. Może nie wszedłem nigdy w jakiś szabatarianizm, czy jak to się tam nazywa, natomiast gdzieś tam akcentowałem w sobie pewne rzeczy. Później jakby wszedłem w coś, w co każdy gdzieś tam po kolei wchodzi, czyli każdy dzień jest taki sam, nie ma czegoś takiego jak dzień pański. Później odkryłem, że moment, ale ja się skłaniam ku temu, że niedziela jest dzień pański. że to jest Dzień Pański, oznaczony w Piśmie Świętym. Upewniłem się, niektórzy reformatorzy tak to rozumieli i rozumieją. Makartur był na przykład takim przedstawicielem, dla niego Niedziela była Dniem Pańskim. Takie różne sezony. Nigdy się jakoś specjalnie nie odchyliłem w tych sprawach, ale przechodziłem różne sezony i tam pewnie też tak było. A jeszcze żeby było ciekawiej, dziś jest mi dosyć blisko do tego, żeby w piątek po południu czy wieczorem wyciszyć się. wyciszyć telefon, wyciszyć te wszystkie rzeczy i poświęcić ten czas rodzinie i Panu Bogu. I ktoś może powiedzieć, o, o, trąci szabatem. Nie trąci szabatem, tylko w niedzielę jest to ciężko zrobić. Więc różne te okresy mamy, różne czasy mamy i pewnie tam było tak samo. Byli zwolennicy jednego, zwolennicy drugiego, zwolennicy trzeciego, ci, którzy przeskakiwali między tymi zwolennikami. No i jest napięcie. I zobaczcie, Paweł nie rozwiązuje tego sporu przez narzucenie jednej praktyki, a mógł. Mógł tutaj napisać, jak się sprawy mają, ale on tego nie robi. On mówi coś niezwykle ważnego. Niechaj każdy pozostanie przy swoim zdaniu. Paweł, który potrafił po imieniu nazwać i nazywa rzeczy po imieniu, który nie ma żadnych kompromisów w sprawach ważnych, w tych sprawach uznał, żeby niechaj każdy pozostanie przy swoim zdaniu. On nie przestał być bezkompromisowy, on po prostu wiedział, że nie we wszystkim tak musi być. że są tematy, gdzie ma prawo każdy zostać przy swoim zdaniu. Paweł tu pokazuje, że istnieją sprawy, w których chrześcijanin musi działać według przekonania swojego sumienia na ten czas. Na ten czas. To nie są sprawy doktrynalne, Paweł tu nie porusza doktryn, to na pewno nie są sprawy moralne czy etyczne, takiego moralnego czy etycznego zrozumienia dobra i zła. To są sprawy pewnych praktyk, pewnych rzeczy, które rozumiemy w ten czy w inny sposób i okazuje się, czy się to komuś podoba, czy nie, że w takich sprawach, które nazywamy adiaforą, Pan Bóg nie daje jednej formy dla wszystkich. Dopuszcza wolność. Dopuszcza wolność w tej sprawie. Nie ma jednej formy dla wszystkich. Jacie, jak to blisko w ogóle brzmi, on zaraz wjedzie w jakąś akumenię. On tu teraz poleci tak, że on nas teraz tu zwiedzie w ogóle. Już nie jest bezkompromisowy. Ale to nie ja. Apostoł Paweł o tym pisze. Apostoł Paweł to rozumie, że są takie sprawy, w których Bóg nie daje jednej formy dla wszystkich i jest to w porządku i jest to OK. To nie jest tak, że ponieważ Myron lubi filmy sensacyjne, to teraz Ola musi je polubić. Ola nadal będzie lubić komedie romantyczne, strzelam. Nadal będzie je lubić. To nie jest tak, że ponieważ Sylwia ogląda przynajmniej raz w kwartale Tytanica, to teraz wszyscy muszą, ja muszę, nie mam wyjścia, ale to nie jest tak, że wszyscy teraz muszą oglądać Tytanika. To nie jest tak, że ponieważ Rocky Balboa to jest największe dzieło ewangelizacyjne kinematografii, to teraz wszyscy muszą go oglądać. Nie, to tak nie jest. Bóg nie ma jednej formy dla wszystkich w tych sprawach. Najważniejsze pytanie, które Paweł tutaj ciągnie i które każdy z nas sobie musi zadać i Paweł tu mówi dalej tak, kto przestrzega dnia, Dla Pana przestrzega. Kto je? Dla Pana je. Dziękuję bowiem Bogu. A kto nie je? Dla Pana nie je i dziękuję Bogu. I teraz przenosimy to na zrozumiały grunt. Obchodzisz święta? Dla Pana? To je obchodź. Ale to jest w porządku. Nie obchodzisz. Dla Pana. To ich nie obchodź. i to jest w porządku. To jest okej. To jest ta kluczowa zasada. Nie chodzi tylko o to, co ty robisz. Chodzi o to, dla kogo i z jakiego powodu ty to robisz lub nie robisz. Chodzi o to przekonanie, że ty się chcesz podobać Panu Bogu i możesz być w innym miejscu w tej sprawie niż drugi brat i to jest okej. Obchodzisz dla Pana? Obchodź. Nie obchodzisz dla Pana? Nie obchodź i jest okej. Jedni jedzą mięso dla Pana, drudzy rezygnują z tego dla Pana. Jedni świętują dla Pana, drudzy rezygnują z tych świąt dla tego samego Pana. Jeśli motywacją jest Chrystus, jeśli moją motywacją w tych sprawach jest miłość do Chrystusa, to różnica praktyk nie musi niszczyć naszego braterstwa. naszego bycia w Panu. Różnica tych praktyk nie musi tego niszczyć i nie powinna tego niszczyć. Paweł prowadzi nas jeszcze głębiej. On mówi tak, albowiem nikt z nas dla siebie nie żyje i nikt dla siebie nie umiera. I to nie jest zdanie, które można wyrwać z kontekstu i zbudować teologię życia i śmierci. To Paweł omawia konkretną rzecz, właśnie tą rzecz, której się dzisiaj przyglądamy. I to zdanie jest w tym kontekście użyte. To jest niezwykle ważne zdanie. Bo tu jest napisane, że nie żyjemy dla własnych preferencji, nie żyjemy dla własnej wygody, nie żyjemy ani dla własnych, ani dla cudzych opinii. Żyjemy dla Chrystusa. Żyjemy dla Pana. Dlatego to jest tak istotne. Czy dany temat ja zbadałem względem mojej miłości do Chrystusa. I podam przykład. Święta są dobrym przykładem. Znam świadectwa ludzi, którzy słusznie w swoim przekonaniu, słusznie w swojej miłości do Chrystusa, słusznie w swoim postępowaniu i na pewno się Panu Bogu to podoba, mocno sprzeciwiają się obchodzeniu świąt. Mocno. Mocno. I to jest w porządku. Wychodzą się z takiego środowiska, są w takim miejscu i te święta są tak światowe w otoczeniu tych ludzi, że oni słusznie prezentują taką postawę. Ale znam ludzi, którzy słusznie obchodzą te święta, słusznie wtedy przypominają o Chrystusie, słusznie wykorzystują ten czas ku ewangelizacji i są w takim otoczeniu, w takim środowisku, gdzie to przynosi wiele dobra, wiele świętych rzeczy do ich domu. Znam też odwrotne sytuacje, kiedy ktoś to poplątał. Nie powiem imienia, a jeżeli będzie chciało, sam się przyznać. Sam się przyzna. Ale namówiono tu pewnego brata dawno temu, nie w naszym zborze, namówiono go do tego, że wbrew jego sumieniu, wbrew jego otoczeniu, wbrew jego zrozumieniu nie wolno mu zasiąść do stołu z ojcem do tej... Jak to się nazywa? do Wigilii. Nie wolno mu zasiąść. Jak zasiądzie z ojcem do Wigilii, to na bang się skończy świat. Na 100% i on na bang pójdzie do piekła. W tym czasie zorganizowano wspólny posiłek, którego nie wolno nazwać Wigilią w zborze dla wierzących. On tam pojechał, zostawił tego ojca. Nie przyniosło to chluby Chrystusowi. Nie przyczyniło się to do nawrócenia tego człowieka. Niestety ten człowiek zmarł, bo był bardzo chory i już drugiej szansy nie było. I długo Chrystus wyciągał tego Brata z tego, co się wydarzyło. Długo w nim to się działo, że źle zrobił, że to nie było świadectwo, to było antyświadectwo, to nie było jego przekonanie, to było zbędnym, religijnym, martwym uczynkiem, który nie przyniósł chwały Panu Bogu. Nie żyjemy dla cudzych ani dla własnych opinii. Mamy żyć dla Chrystusa. To ma być moje pierwsze pytanie. Czy to, co ja zrobię, jeżeli to jest adiafora, to czy mój wybór w tej sprawie, w tej konkretnej sytuacji, w tym konkretnym otoczeniu, w tej konkretnej indywidualnej historii przyniesie chlubę Chrystusowi. Jeśli tak, to to rób. Nawet jeśli brat obok ciebie zrobi inaczej, bo to on ma inną historię, inną sytuację i jest to dopuszczalne. Żyjemy dla Pana i umieramy dla Pana. Bo jeśli żyjemy dla Pana, dla Pana żyjemy. Jeśli umieramy dla Pana, umieramy. Prze to czy żyjemy, czy umieramy, Pańscy jesteśmy. I to jest ten fundament jedności. Niewspólnie umówione stanowisko w sprawach drugorzędnych. Niewspólne zwyczaje w sprawach drugorzędnych. Wspólny Pan. dla którego coś robimy lub od czegoś odstępujemy. I może być nawet sytuacja, że dziś zachowasz się tak, a jutro zupełnie inaczej. I okej. I okej. Pytanie, czy robisz to z miłości do Chrystusa. Paweł kończy to w ogóle na to, bowiem Chrystus umarł i ożył, abym i nad umarłymi, i nad żywymi panować. Więc tu jest jasno pokazane, Chrystus jest Panem całego mojego życia, całego Twojego życia. Nie tylko niedzielnego nabożeństwa, nie tylko doktryny. On jest Panem całego mojego życia, całego mojego jestestwa, mojego życia i mojej śmierci, mojego sumienia, Moich decyzji, praktyk codziennego życia. No ale moment, moment. To skąd ja będę wiedział, że Twoje sumienie prowadzi Chrystus? Skąd Ty będziesz wiedzieć, że moje sumienie prowadzi Chrystus? A dlaczego Ty masz to wiedzieć? A kto Cię do tego upoważnił? A dlaczego ja mam to wiedzieć? A kto mnie do tego upoważnił? Któż mnie uczynił sługą nad twoim życiem? Któż ciebie uczynił sługą nad moim życiem? Dlaczego ja się mam szarpać z tym, czy kiedy ty patrzysz na jakąś komedię, to grzeszysz czy nie grzeszysz? Dlaczego ja mam badać twoje sumienie względem jakiegoś filmu? Znowu mi się przypomniała pewna historia z mojego życia. I pewnie też wywoła jakieś tam kontrowersje. Otóż poszło o film Sex Misja. Kto oglądał? W dobrym gronie jestem. Ja też oglądałem. Co oglądam ten film, bo jeszcze mi się go zdarza oglądać, to się śmieję do rozpuku. Zwłaszcza w tej słynnej sceny, żeby chłop! W tej windzie. No i kiedyś się podzieliłem tym z braćmi i siostrami i jak ja się nasłuchałem, że ja mam problem z erotyzmem, problem z pornografią, że ja jestem w ogóle jakiś zboczony i mnie Bóg z tego nie wyprowadził. W ogóle jakiś kosmos. Ja w ogóle nie miałem problemów z tymi rzeczami. Już w tamtym czasie, w którym mi wmawiano, że mam te problemy, moje pożycie małżeńskie zawsze było udane. Nigdy nie oglądałem tego filmu w kategoriach filmu pornograficznego. Do dziś się zastanawiam, gdzie ta jest pornografia w ogóle w tej historii. I w końcu powiedziałem temu bratu, że wiesz co, Jeżeli seksmisja jest filmem pornograficznym dla ciebie, to to nie ja mam problem z pornografią, tylko ty. No i się temat skończył. Przecież nie ten człowiek. jest sędzią mojego sumienia. Nie ten człowiek będzie oceniał, czy ten film wzbudził we mnie jakieś tego typu historię, czy nie. Aczkolwiek może być człowiek, który absolutnie nie powinien obejrzeć nawet tej sceny z seksmisji, bo u niego może to wzbudzić cały mechanizm, całą lawinę wydarzeń. Ale przecież nie ja jestem Panem jego sumienia. Nie ja decyduję o tym. Niech Rzeszgo prowadzi Chrystus. Ostatecznie każdy wierzący odpowie przed kim? przed Chrystusem. Więc nie, nie wszystkie różnice w Kościele są herezją, nie wszystkie różnice w Kościele są zwiedzeniem. W sprawach drugorzędnych konkretne sumienie prowadzone przez Chrystusa indywidualnie, bardzo często indywidualnie prowadzone przez Chrystusa odgrywa niezwykle ważną rolę. Motywacja serca jest o wiele ważniejsza niż jakaś zewnętrzna forma I my musimy to uchwycić, że nie wszyscy wierzący robią wszystko tak samo, ale wszyscy wierzący należą do Jezusa Chrystusa mimo tych różnic. Tak? Amen. Wszyscy staniemy przed sądem Bożym. Po rozmowie o pokarmach, o dniach, no Paweł tam akurat w kinematografię nie wchodził, ale on uderza teraz w serce problemu. On uderzy w to, że w ogóle w tym całym temacie najważniejsze jest, żeby zrozumieć, że my mamy problem z czymś znacznie głębszym, jak filmy, jak książki, jak radio, jak telewizor, jak pokarmy, jak dni. My mamy problem z pewną skłonnością. Skłonnością do osądzania siebie nawzajem w sprawach, w których nie jesteśmy do tego upoważnieni. I Paweł to mówi bardzo bezpośrednio w dziesiątym wersecie. Ty zaś czemu osądzasz swego brata? Albo ty czemu pogardzasz swoim bratem? Zwróćcie uwagę, on mówi do obydwóch stron konfliktu. Do obydwu. Do tych, którzy osądzają, nie? Czyli... W ogóle jak możesz tak zrobić? I do tych, którzy pogardzają. Jak ty możesz tak nie robić? Więc on do jednego i do drugiego uderza. Do obu dwóch stron. Jeden patrzy z góry na tych słabszych, drugi na tych silniejszych, no i jest podział. I Paweł pokazuje, że problem nie leży w poglądach tych ludzi, on w ogóle nie definiuje. On jest mądrzejszy ode mnie, tutaj, no nic dziwnego, bo to apostoł. Bo ja się wygadałem, jakie mam stanowisko w pewnych sprawach. A Paweł kontynuuje cały ten rozdział w ten sposób, że w zasadzie na pytanie, jakie ma stanowisko, Paweł nie odpowie. Nie odpowiesz. On tu bardzo to sprytnie prowadzi. On pokazuje, że problem nie leży w poglądzie i on nie mówi nawet jaki jest jego pogląd na tę sprawę. Można się domyśleć z innych fragmentów i z dziejów, ale tu konkretnie on nie wypowiada się na temat poglądu, on się wypowiada na temat serca. On mówi, że kiedy zaczynamy w tych sprawach oceniać innych wierzących, nie wierzących, tylko wierzących, to bardzo szybko zajmujemy miejsce, które nie jest dla nas. Miejsce sędziego. A kto ma prawo być sędzią? Bóg. I uwaga, bo bardzo wielu ludzi wchodzi w bardzo różnych sprawach w nieswoje buty. Nie mamy prawa być sędzią drugiego człowieka wierzącego. Sędzią jest Bóg, tylko i wyłącznie. My nie mamy prawa w tym miejscu stanąć. Ostatecznym sędzią każdego wierzącego jest Chrystus. I Paweł tu mówi, wszyscy staniemy przed sądem Bożym. I to powinno zmienić perspektywę. Zamiast patrzeć na kogoś i oceniać jego sumienie, to raczej trzeba się pochylić nad sobą i przypomnieć sobie, że ja też stanę przed tym samym Bogiem. I z czyjej sprawy zdam? Z czego zdam sprawę? Z siebie. Z siebie, a nie z drugiego brata czy z drugiej siostry. I zobaczcie, on tutaj w XI wersecie Podkreśla to i powołuje się na coś, co było od zawsze w pismach, na Izajasza. Jaką żyw, mówi Pan, ugnie się przede mną wszelkie kolano i wszelki język wyznawać będzie Boga. On tu podkreśla, że naprawdę wszyscy staniemy przed tym sądem, Trybunałem Chrystusowym w przypadku wierzących. To jest ten ostateczny dzień. Dzień, kiedy każdy człowiek stanie przed Bogiem i zda sprawę z siebie, nie z innego człowieka, nie z opinii innego człowieka, nie z opinii Kościoła nawet, nie z opinii jakiejś kultury, bo każdy Kościół ma jakąś wytworzoną kulturę, jakąś wytworzoną, jakiś wytworzony pomysł na pewne rzeczy, ale stanie przed Bogiem. I w XII wersecie, tak więc każdy z nas za samego siebie zda sprawę Bogu. To jest w ogóle jedno z najważniejszych I najpotężniejszych zdań w tym rozdziale, że chrześcijaństwo nie jest religią odpowiedzialności zbiorowej. To jest bardzo ważne. Ja nie odpowiem. Ty nie odpowiesz zbiorowo, bo chrześcijaństwo nie polega na zbiorowym odpowiedzeniu przed Chrystusem. Nie odpowiadamy za sumienie brata, sumienie siostry. Nie odpowiadam za decyzję Dawida, za decyzję Piotra czy Zosi. Piotr nie odpowiada za moje decyzje Zosi i Dawida. Dawid nie odpowiada za moje decyzje. Chrześcijaństwo nie jest zbiorczą odpowiedzialnością przed Bogiem. Odpowiadam za swoje życie przed Bogiem. Ty odpowiadasz za swoje życie przed Bogiem. Ja wierzę tak. Wrócę do płyt DVD. Jeśli mam przekonanie, Ja mam przekonanie w sprawie moich płyt, że one się nie podobają Panu Bogu, to nie chciałbym stanąć przed Chrystusem i nie umieć odpowiedzieć na pytanie, że wiedziałeś, że mi się to nie podoba. Dlaczego tego nie wyrzuciłeś? Ale tak samo nie chciałbym stanąć przed Chrystusem i odpowiedzieć na takie pytanie, Ja nic do tych płyt nie miałem. Coś ty za cyrk robił? Po coś ty to w ogóle wszystko wyprawiał? Kto cię namówił? Ja z tym nie miałem nic wspólnego. Ja odpowiem za swoje przekonanie przed swoim Panem. Ty odpowiesz za swoje przekonanie przed swoim Panem. Pójdę dalej. Nie miałbym żadnego problemu powiedzieć Chrystusowi. Żadnego. I mówię to z pełną odpowiedzialnością. Panie, jakbym wiedział, że ci to przeszkadza, to bym natychmiast wyrzucił. Tylko nie wiedziałem, dlatego to leżało tam. Żadnego poczucia wstydu bym nie miał w ten sposób wytłumaczyć. Gorzej w drugą stronę. Gorzej w drugą stronę. Że wiedziałem, że ci to nie przeszkadza, no ale ludzie robili cyrk, więc dla opinii ludzi coś wykonałem. Nie. Tylko żeby była jasność, żebyśmy tu doprecyzowali, gdzie wolności nie ma. Paweł tu nie mówi o doktrynach, tych pierwszorzędnych. Paweł tu też nie mówi o sprawach moralnych. On tutaj nie mówi o grzechu, który jest jasno opisany w Bożym Słowie. On nie mówi o rzeczach naruszających przykazania Boże. Nie chodzi o to, że... Nikogo nie wybieram na przykład, bo to nie będzie dobry przykład. Że ktoś sobie pomyśli, że no, mnie są tam sumienie nie... Co mam zrobić? Przytulić? Odsunąć? Odsunąć? się nie da tak odsunąć. To nie chodzi o to, że teraz ktoś dojdzie do wniosku, że mnie sumienie nie oskarża jak cudzołorze. No nie, to rozumiecie, to my nie o tym rozmawiamy albo mnie sumienie nie oskarża jak będę niemoralny seksualnie. W ogóle nie w tej kategorii jak rozmawiamy. Tam nie ma żadnej chrześcijańskiej wolności. Albo jesteś chrześcijaninem, albo nie jesteś chrześcijaninem. Tu się nie da zasłaniać tymi sprawami. Nie można powiedzieć, że dla mnie to nie jest grzech, bo Bóg jasno określił, że to jest grzech. Mówimy o sprawach drugorzędnych, o sprawach nieoczywiście wyrażonych w Bożym Słowie lub wcale niewyrażonych w Bożym Słowie. I teraz podam przykład taki konkretny, który dotyka również naszego zboru. On się pojawia również w naszym zborze, w naszym Kościele. Ponowne małżeństwo po rozwodzie. To jest najlepszy przykład. To jest lepszy przykład niż kaszanka, lepszy przykład niż święta, lepszy przykład niż to wszystko. I nie da się wyprowadzić historią Kościoła jednoznacznego stanowiska, dlatego że chrześcijaństwo w historii Kościoła różnie interpretowało ten temat. I to nie tylko na tej zasadzie, że różnie w okresach historii, tylko w jednym okresie historii zawsze byli chrześcijanie, którzy podchodzili do tematu tak i tak. Zawsze. Jedni i drudzy byli obecni. Jedni są bardziej restrykcyjni, drudzy widzą pewne wyjątki biblijne, a jeszcze inni... Widzą więcej wyjątków biblijnych niż ci środkowi. I teraz się pojawia pytanie. Co z tym zrobić? Odpowiedź jest w XIV rozdziale listu do Rzymian. Czy ty odpowiesz przed Bogiem za małżeństwo swojego brata lub siostry? Nie. No nie. Ty odpowiesz za swoje małżeństwo. Odpowiesz za swoje sumienie i za swoje życie. Jeśli ktoś stanął przed Bogiem, Jeśli ktoś stanął przed Bogiem, nie niewierzący, tylko wierzący, jeśli ktoś stanął przed Bogiem, rozważył Słowo Boże, modlił się, Pytał Pana Boga i podjął decyzję w swoim sumieniu, to On stanie z tym sumieniem i z tą decyzją przed Bogiem, a nie ty. I to naprawdę uwalnia. To naprawdę uwalnia. Ty nie musisz ocenić każdej jednej sytuacji. Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie musisz się zgodzić z każdą jedną sytuacją, byleś nie wszedł w pogardę. Byleś nie wszedł w osąd tej sytuacji, byleś nie stał się sędzią czyjegoś sumienia, bo wtedy będziesz miał problem. Wtedy będziesz miał problem i to wtedy będzie faktycznie twój problem. Bo o ile czyjeś małżeństwo nie jest Twoim problemem, o tyle Twoja ewentualna oczywiście pogarda lub Twój ewentualny oczywiście osąd już jest czyim problemem? Twoim, Twoim. Jeszcze raz, jeśli ktoś stanął przed Bogiem, rozważył Boże słowo, modlił się, podjął pewne decyzje, W swoim sumieniu, przed Panem Bogiem, On z tym stanie przed Bogiem. Uwaga! Nawet pastor w tej sprawie nie stanie przed Bogiem. Nawet pastor nie ma prawa być sędzią w takich sprawach. Nie ma prawa do pogardy, nie ma prawa do osądu, bo to nie on stanie z tym przed Bogiem. To nie oznacza, że Kościół nie naucza prawdy. To nie oznacza, że w takiej sytuacji, w takim miejscu Kościół będzie się... podany przeze mnie do przykładu pastor, nie będzie teraz w zakazalnicy mówił, że jeden mąż, jedna żona. Będzie nauczał prawdę. Będzie dawał właściwy wzorzec. Będzie mówił o doktrynie. Będzie mówił, że nie wolno cudzołożyć. Będzie mówił, że rozwód jest grzechem. I można to ze sobą połączyć. I to jest w porządku. I to jest bardzo w porządku. I tak powinno być. Bo ostateczna odpowiedzialność przed Bogiem jest zawsze osobista. Zawsze osobista. Zawsze. Dlatego Paweł tu podkreśla, żeby pewne rzeczy, pewne miejsce, pewne sytuacje zostawić do Bożego osądu. Niech to Bóg osądzi, a nie ty, nie ja. Nie znam historii, czy całej historii drugiego człowieka. Ty też nie. Ty nie znasz mojej całej historii. Ja nie znam twojej całej historii. A co dopiero, jeżeli ktoś ma trudną, wielowątkową, intymną historię? Nie znam całej historii drugiego człowieka. Nie znam jego walk w tym temacie. Nie znam jego modlitw. Nie znam jego sumienia. Ale Bóg zna, Bóg zna, dlatego tylko On ma prawo być sędzią w takich sprawach. W Kościele nie powinniśmy być sędziami sumieni. Powinniśmy nieustannie sobie to przypominać. Każdy wierzący sam stanie przed Chrystusem. Pogarda, osądzenie czy osądzanie, nie rozsądzanie, to nie jest temat dzisiejszego nauczania, różnica między rozsądzeniem a osądzeniem, ale pogarda i osądzanie w tym kontekście, o którym dzisiaj mówię, niszczy jedność. w sprawach drugorzędnych, w sprawach niejasnych, w sprawach, w których Kościół od zawsze się dzielił, w których Kościół zawsze różnie rozumiał pewne rzeczy, które nie są wprost napisane. Jest coś takiego jak osobista odpowiedzialność przed Bogiem i trzeba ją uszanować. Nie jesteśmy w tych sprawach sędziami swoich braci, swoich sióstr. Oni sami staną przed Bogiem. W takim razie gdzie jest granica? Czy jest jakaś granica? Bo jeżeli nie ma granicy, to robi się niebezpiecznie. No bo wszyscy wszystko mogą. Zgoda? Jeżeli nie ma granic w tym, co powiedziałem teraz, jeżeli nie ma granic w tym, co Paweł wyłuszcza w tym 14 rozdziale. Są granice. By nie dawać bratu powodu do upadku. To są granice chrześcijańskiej wolności. Od 13 do 18 wersetu Paweł pokazuje, gdzie jest granica. Po przypomnieniu o tym, co przed chwilą powiedziałem, po niezwykle ważnej części, Paweł teraz powie o bardzo praktycznej granicy, o bardzo praktycznym wniosku. Prze to nie osądzajmy już jedni drugich, to jest to co mówiłem i teraz granica, ale raczej baczcie, aby nie dawać bratu powodu do upadku lub zgorszenia. I zobaczcie jak to mocno stawia granicę. Jest pewna granica, którą należy zachować. Paweł do tej pory skupiał się na tym, żeby nie osądzać czyichś sumień. On podał przykład żywy w tamtym kościele. Ja uważam, że podałem przykłady trochę wesołe, a trochę żywe w naszym tutaj lokalnie kościele. Przecież nie chodzi o to, że będziemy udawać, że my nie mamy, że my nie mamy nigdy różnic, że my tutaj, jak się niektórym próbuje wmówić, że tu w ogóle co pastor powie, to wszyscy tak, tak, tak. No nie, my tu też mamy pewne różnice, pewne toczymy spory ze sobą i tak dalej. To jest normalne i naturalne. Więc Paweł podał takie przykłady, ja podałem takie i on mówi nie osądzajcie, ja mówię nie osądzajcie, ale teraz mówi tak, uważajcie na swoje życie, żeby ono nie stało się, czyli to jest ta granica, masz tą wolność, niech cię nikt nie osądza, ale uważaj, żeby twoje życie nie stało się powodem upadku drugiego człowieka. Więc ta moja wolność w tym całym temacie nie jest tylko pytaniem czy wolno mi to zrobić, a do tej pory odpowiadałem na to, czy wolno mi to zrobić. Paweł odpowiadał, czy wolno mi to zrobić. Teraz jest drugie pytanie, które sobie muszę w każdej jednej sytuacji zadać. Czy to zbuduje mojego brata? Czy to zbuduje mojego brata? Czy mój wybór, moja postawa zbuduje, czy przyprowadzi do upadku? Paweł mówi jasno, w tej 14 wersecie. Nieczyste jest jedynie dla tego, kto je za nieczyste uważa. On tu oczywiście mówi o pokarmach, W myśl Nowego Testamentu, który tu Paweł przytacza Ewangelii, pokarm sam w sobie nie czynił człowieka nieczystym. Tu Pan Jezus dobitnie powiedział, nie to co wchodzi, tylko to co wychodzi, tak? Więc jakby to była ta myśl i Paweł ją tu w pewien sposób przypomina. To oznacza, to jest akurat ten moment, kiedy Paweł przyznaje się do swojego poglądu, kiedy się temu uczciwie przyjrzeć, bo to oznacza, że on uważał, że ci silni w wierze, ci, którzy jedzą wszystko, no są poprawni teologicznie. Że to oni tu jakby poprawnie teologicznie rozumieją rzeczy. Ale Paweł tu pokazuje, że racja teologiczna nie jest i nie powinna być jedyną kategorią, którą się kierujemy. Że jest coś, Równie istotnego, co racja teologiczna. Jeszcze raz, my dzisiaj rozmawiamy o sprawach drugorzędnych. Tylko i wyłącznie. Żeby ktoś tego nie rozciągnął na sprawy jednorzędne, gdzie mamy być bezkompromisowi. Ten rozdział nie jest o sprawach jednorzędnych i ja dzisiaj się nie wypowiadam na ten temat. W tych sprawach drugorzędnych, nawet jeżeli mam rację teologiczną, którą potrafię wywieść, jest coś równie ważnego. Miłość. Paweł tu pisze dalej. Jeżeli zaś z powodu pokarmu trapi się twój brat, to już nie postępujesz zgodnie z miłością. I to jest niezwykle mocne zdanie. Bo zobaczcie, można mieć rację teologiczną, czyli byśmy powiedzieli być w prawdzie, a jednocześnie tak w tej prawdzie postępować bez miłości, że żyjemy w grzechu. Nie chcę powiedzieć, że prawda jest grzechem, ale żyjemy w grzechu pomimo tego, że teologicznie jesteśmy poprawni, że mamy rację. Bo moje chrześcijańskie życie, twoje chrześcijańskie życie, one wcale nie polega na udowadnianiu racji. One polega na okazywaniu miłości. Okazywaniu miłości w każdą jedną stronę. Dlatego Paweł tu powie jeszcze dalej. Nie zatracaj Tak, nie zatracaj przez swój pokarm tego, za którego Chrystus umarł. Popatrzcie, za kogo Chrystus umarł? Za niewierzących? Nie. On cały czas mówi o wierzących, o moich braciach i o moich siostrach. Mój brat jest kimś, za kogo Chrystus oddał życie. Więc moja wolność w pewnych sprawach, moja racja w pewnych sprawach, yy... nie jest ważniejsza niż duchowe dobro tego człowieka, niż miłość względem tego człowieka. One są równoważne i trzeba to umieć ze sobą sparować. Wrócę do przykładu ponownych marzeń, bo to jest dobry, dobry temat. Więc z jednej strony Wszystko to co powiedziałem, z drugiej strony pewien umiar i pewien takt, pewne wyczekanie aż społeczność coś zaakceptuje, pewne wyczekanie aż wszyscy przestaną mieć znaki zapytania, pewne wyczekanie, pewne niegorszenie innych. nie wystawianie tego gdzieś na pierwszy wizerunek, na pierwszą sytuację, nie chwalenie się tym. Łapiemy kontekst. Gdzieś musimy tu znaleźć ten złoty środek. Tu była taka sytuacja, była taka para, jedni mieli problem z tym, czy oni mogą być razem, czy nie. Doktrynalnie dałoby się wyprowadzić pewne rzeczy. I oni zostali o to poproszeni. Poczekajcie. Poczekajcie. Dajcie czas zborowi. Dajcie czas. Rada starszych się zebrała i dokładnie takie zalecenia daliśmy. Dajcie czas Kościołowi. Przyjdźcie za pół roku. Pokażcie przez te pół roku, że wasz związek przybliża wasz do Chrystusa. Pokażcie przez te pół roku, że nie chodzi tutaj o szał-ciał, że nie chodzi tutaj o tego typu sprawy, tylko chodzi w tej historii o Chrystusa. Dajcie nam czas. No nie dali nam. Nie dali nam, obrazili się i odeszli. Ale tak jak wymagało się od nas, byśmy zrozumieli ich, tak mieliśmy prawo wymagać od nich, żeby oni zrozumieli nas. Mam na myśli dwie różne postawy. I to jest to połączenie. Z jednej strony nie jesteśmy panami ich sumienia, Ci, którzy mieli na przykład problem z tym małżeństwem, nie jesteśmy panami waszego sumienia. Rozumiemy, że jeżeli modliście się, jeżeli pościliście, jeżeli pytaliście Pana, jeżeli rozważaliście Boże Słowo, jeżeli rozmawialiście z ludźmi, którzy dla was są jakimś autorytetem w Chrystusie i podjęliście pewne decyzje, wy z tą decyzją staniecie przed Bogiem, nie my. Z drugiej strony wy zrozumcie nas. To jest dla nas trudne. Pamiętamy jeszcze wcześniejszą historię. Nie chcę zbyt dużych szczegółów opowiadać. Myślę, że zbór lokalny doskonale wie, którą historię przytaczam. Dajcie nam czas, bo jeszcze pamiętamy, jeszcze pamiętamy wasze ponowne, wasze pierwsze małżeństwo. Pozwólcie nam na, okażcie nam miłość. Więc to musi ze sobą się parować. Tutaj chcę też podkreślić bardzo ważną rzecz, bo to jest taki przykład, który akurat trafia, ale czasami jest tak, że ktoś przegina. I też musimy sobie to zaakcentować. Nie wszystko jest zgorszeniem, żeby była jasność. To też nie jest tak, że teraz wszystko będzie zgorszeniem i za każdym razem każdy musi zrezygnować ze swojego prawa do sumienia, ze swojego prawa do wolności, no bo kogoś zgorszysz. Generalnie zawsze kogoś zgorszysz, ale nie wszystko jest zgorszeniem w myśl Bożego Słowa. Mam wrażenie, że czasami w Kościele słowo zgorszenie jest nadużywane. Że kiedy chcę osiągnąć moją rację, no to sięgnę po ten argument. No, bracie. Siostro, gorszysz mnie. No, spokojnie. To, że ktoś mówi, to mnie gorszy, to jeszcze nie jest dowód zgorszenia. Zgorszenie w świetle Bożego Słowa, to nie jest naruszenie czyjejś osobistej opinii. To nie jest naruszenie czyjegoś przyzwyczajenia. To nie jest naruszenie czyjejś kultury czy czyjejś tradycji. Na pewno to nie może być próba kontrolowania innych. Biblia mówi o zgorszeniu w bardzo ścisłym i w bardzo konkretnym kierunku. To jest bardzo identyfikowalne w Słowie Bożym. Biblia mówi o zgorszeniu wyłącznie wtedy, kiedy ktoś naprawdę zostaje popchnięty w stronę grzechu albo duchowego upadku. Tylko wtedy rozmawiamy o zgorszeniu. Jeżeli to realnie wpływa na drugiego człowieka i realnie tego drugiego człowieka lub całą społeczność, jak w wspomnianym przeze mnie przykładzie, popycha w stronę grzechu albo duchowego upadku. Więc nie chodzi o to, że jeden z drugim się nie zgadza i teraz się z tobą nie zgadzam, ty mnie gorszysz i już przekroczyłeś przykazanie miłości i masz zrobić tak, jak ja powiedziałem. No nie. To nie na tym polega. Nie chodzi o to, że Piotr coś lubi, a ja czegoś nie lubię i teraz on od Piotr coś lubi, a ja czegoś nie lubię, czyli w tą stronę. Ja teraz mu powiem, że no Piotr, jak ty to jesz, to mnie to gorszy. No nie możesz tego jeść. No nie. Żebyśmy nie przeginali w tą stronę. Chodzi o realne zagrożenie grzechu duchowego upadku. Czyli to realnie coś powoduje. Tak jak wspomniany przeze mnie przykład. Realnie to spowodowało, że mógł się rozbić z ból. Realnie to spowodowało, że tamta osoba którą jeszcze pamiętaliśmy, mogła wrócić. No i co byśmy wszyscy zrobili? To były realne zagrożenia i wtedy możemy coś rozpatrywać w kategorii zróbcie ukłon w naszą stronę, żeby nie doszło do zgorszenia. Więc ja użyłem poważnego argumentu, a Paweł teraz też opowie o niepoważnych argumentach. Paweł przypomina tu bardzo ważną rzecz. A bowiem Królestwo Boże to nie pokar i napój, lecz sprawiedliwość i pokój i radość w Duchu Świętym. I to jest pewna ocena tego, co jest realnie ważne i należy tutaj oprócz stosowania tego, by nie osądzać drugiego, żeby ten drugi zastosował zasadę miłości, by nikogo nie zgorszyć, a kiedy w ogóle nie powinniśmy manipulować słowem zgorszenie. Królestwo Boże nie polega na diecie, nie polega na zwyczajach, nie polega na zewnętrznych praktykach. On tu jest napisany wprost, na czym polega? Na sprawiedliwości, na pokoju i na radości. I da się wszystko w to poukładać. Czy ta sprawa, dana sprawa, którą rozważamy, czy ona dotyczy sprawiedliwości, pokoju i radości? Bo jeśli tak, to wtedy trzeba uważać. Jedna strona powinna uważać, by nie wejść w sędziego czyjegoś sumienia, a druga strona powinna uważać, by nie doprowadzić do zgorszenia, tylko się ze sobą spotkać w tej historii. Ale jeżeli to nie dotyczy sprawiedliwości, pokoju i radości, to w ogóle nie powinniśmy się tym zajmować. Kiedy zaczynamy walczyć o rzeczy nieistotne, to bardzo łatwo tracimy to, co istotne. Teraz, co naprawdę podoba się Panu Bogu? Paweł tu mówi, bo kto w tym służy Chrystusowi, miły jest Bogu i przyjemny ludziom. Ja pragnę tak żyć, nie zawsze mi to wychodzi. Wierzę, że każdy z was pragnie tak żyć i jestem pewien, że nie zawsze wam to wychodzi. Ale to jest wzór. Mamy szukać sprawiedliwości, mamy szukać pokoju i mamy szukać radości w Duchu Świętym. To się podoba Bogu. Słuchajcie, katastrofa Kościoła się zaczyna wtedy, kiedy zanika jeden z tych elementów. Kiedy zanika sprawiedliwość w Kościele, to jest katastrofa. Kiedy zanika pokój w Kościele, to jest katastrofa. Niewyobrażalny jest dla mnie, a słyszałem takie świadectwa, iść gdzieś do zboru i czuć niepokój z samego pójścia tam. Wiem, że tam mnie zaraz zdenerwują, zaraz obrażą, zaraz mi coś narobią, że jakby... Muszę wyjść zaniepokojony z tej historii. Mówimy o ludziach wierzących. To, że niewierzący wchodzi do kościoła i wychodzi zaniepokojony, to chwała Bogu. Ale gorzej, jak to jest wierzący. I radość. Jak zaniknie radość w kościele, to jest po kościele. Po kościele. Tu bardzo często pastor Marek o tym wspomina. Bardzo na to zwraca uwagę. Jak zanika radość w kościele, to jest koniec. My nie możemy mówić o Duchu Świętym. Jeżeli nie ma sprawiedliwości, jeżeli nie ma pokoju, nie ma radości, nie ma któregoś z tych elementów, mamy problem. Wszyscy musimy szukać sprawiedliwości, pokoju i radości. Zobaczcie, nie wygranych wszystkich teologicznych sporów, sprawiedliwości, pokoju i radości. Są pewne doktryny, znaczy o jednej wiem różnicy, może jest więcej, ale o jednej wiem, że jest, znaczy chyba jeszcze jest różnica, bo w sumie nie zapytałem dzisiaj, miałem zapytać o to, czy coś się zmieniło. A zmieniło się? Nie, no, bo też było jaką mi chodzi sprawę. Różnimy się z pastorem Markiem w pewnej doktrynie. Bardzo się różnimy. Wcale to nie jest taka prosta doktryna. Otóż ja wierzę, że w momencie stwarzania człowieka Bóg stwarza duszę. Czyli jakby, jak to powiedzieć? kiedy rodzi się dziecko, to znaczy, przepraszam, kiedy powstaje poczęte dziecko, to powstaje dusza. A pastor Marek wierzy, że ta dusza istnieje, a w tym momencie jakby jest osadzona w to dziecko. I to jest z początku. Ja oczywiście na początku miałem z tym problem, ale potem sprawdziłem i się okazało, że bardzo wielu mężów bożych, nie tylko pastor Marek, tak wierzy. Mało tego, w historii Kościoła tak wierzono, jednocześnie inni wierzyli tak jak ja wierzę i umieli się ze sobą dogadać. I ja jestem przekonany o swojej racji. W tej chwili potrafię pokazać wersety, dlaczego tak uważam. Pastor Marek weźmie tą samą Biblię i pokaże wersety, dlaczego on tak uważa. I okej. I okej. Bo my nie musimy ze sobą wszystkich teologicznych sporów zero-jedynkowo wyjaśnić. Okej, on tak wierzy, ja tak wierzę. Problem by był, gdybym ja lub pastor Marek powiedział, że życie zaczyna się dopiero po urodzeniu. Problem by był, gdyby on albo ja byśmy powiedzieli, że dziecko w łonie matki nie ma duszy. To byłby problem. I to jest sprawa bezkompromisowa. Natomiast na tym nie ma żadnego problemu. Raczej wolimy, żeby między nami była sprawiedliwość, pokój i radość. I to jest ok. I to jest ok. Chrześcijańska wolność jest czymś bardzo realnym. Nie jest absolutna, ale jest czymś bardzo realnym. Miłość do drugiego człowieka w pewien sposób ogranicza moją wolność, a nadaje tą wolność drugiemu człowiekowi. Racja teologiczna Pozbawiona miłości może zabić. To jest bardzo ważne. Racja teologiczna pozbawiona miłości może zabić i będziesz miał rację. Będziesz chodził w prawdzie przez duże py i zabijesz drugiego człowieka. Zabijesz go, bo racja teologiczna bez miłości potrafi zabić. Nie wszystko, Co się komuś nie podoba, jest zgorszeniem. To też musimy zaakceptować. Nie wszystko, co się tobie nie podoba, jest zgorszeniem. Są pewne rzeczy, które się tobie nie podobają, bo ci się nie podobają. Natomiast nie możesz ich osadzić w kategorii zgorszenia, bo one Cię nie doprowadzają do upadku, nie doprowadzają Cię do historii, która Cię pozbawia sprawiedliwości, pozbawia Cię pokoju lub pozbawia Cię radości. Więc nie jest zgorszeniem. są pewne rzeczy, które są zgorszeniem i wtedy kończy się moja wolność chrześcijańska, a zaczyna się miłość względem drugiego człowieka. Królestwo Boże polega na sprawiedliwości, na pokoju i na radości. Więc takie ciekawe zdanie sobie zapisałem. Chrześcijańska wolność, najpotężniejsza wolność, jaka istnieje, Jest ograniczona miłością, ale miłość nie może stać się narzędziem kontroli drugiego człowieka. Miłość nie może stać się, a w cudzysłowie oczywiście, miłość nie może stać się narzędziem kontroli drugiego człowieka. Nie wolno mi ani tobie tego robić. Jeśli mnie kochasz, to nie będziesz się tak zachowywać. To już jest manipulacja. To już jest narzędzie kontroli. Tego nam robić nie wolno. Ale są pewne momenty, pewne granice, w których jeśli mnie kochasz, to tak mnie zrobisz. I niby to samo, a przepaść między tym. Po tym wyjaśnieniu tych granic, kiedy Paweł postawił te granice, on tutaj przejdzie do... praktycznej rady. Paweł zresztą tak ma, że jak już coś wytłumaczy, potem zakręci, potem wyjaśni, jak już człowiek to przetrawi i się zastanawia, dobra, to co z tym zrobić, to na szczęście Paweł ma tak skonstruowane listy, że on tu praktyczne rzeczy. zawsze podaje. Dążmy więc do tego, co służy ku pokojowi i ku wzajemnemu zbudowaniu. Zróbmy tu uwagę na bardzo ważne, bardzo ważny start tej praktycznej części, ten dziewiętnasty werset, jak ktoś śledzi tekst. Dążmy, dążmy. Czyli po pierwsze nie jest to czymś normalnym, naturalnym i samoistnym, a po drugie to jest świadome działanie. Jeżeli ja do czegoś dążę, to jest to moje świadome działanie. Nie mam tego naturalnie i muszę świadomie coś zrobić, by mieć prawo powiedzieć, że do czegoś dążę. Czyli to nie dzieje się samo. W takim razie, bo przecież to całość jest umowa o jedności w Kościele, jedność w Kościele nie jest przypadkiem. Ona się nie wytworzy sama. Ona nie będzie samorodkiem. Nie. My musimy do tego dążyć. To oznacza, że pokój i radość w Kościele nie są naturalnym stanem. My musimy o to zabiegać, zabiegać, do tego dążyć, bardzo o to dbać, być na tym, na to wyczulony, uważać w tej sprawie, dążyć do tego, by w naszym zborze była sprawiedliwość, dążyć do tego, by w naszym zborze był pokój i dążyć do tego, by w naszym zborze była radość. I za to jesteśmy odpowiedzialni. Paweł mówi tu w dwudziestym wersecie. Dla pokarmu nie niż dzieła Bożego. Inaczej mówiąc odpuść pewne rzeczy. Odpuść pewne tematy. Dla tych spraw nie warto niszczyć sprawiedliwości, pokoju czy radości. Odpuść. Dla pokarmu w jego przykładzie, bo w tym kościele tam był ten, te tło, napięć, w innym kościele będzie inne tło napięć, w jeszcze innym, naszym, będzie inne tło napięć. Odpuść! Odpuść! Dla tych spraw nie warto niszczyć dzieła Bożego. Zobaczcie, jaka to jest powaga sytuacji. Wyobraźmy sobie, że... znaczy wyobraźmy sobie, wierzmy, Chrystus zbawił jakiegoś człowieka, Duch Święty działa w życiu tego człowieka, Bóg buduje w Nim pewne rzeczy, ale my przez swoją jakąś niecierpliwość, albo przez swoją wolność, czyli odchył w drugą stronę. A jedno i drugie można nazwać przez swoją dumę zaczynamy niszczyć tego człowieka. Zaczynamy obdzierać go z jego pokoju, z jego radości, ostatecznie z jego sprawiedliwości w Chrystusie Panu. Tak? Bo mamy tak, jesteśmy niecierpliwi. On już powinien być w tym i w tym miejscu. On już powinien tak i tak działać. On już powinien tak i tak myśleć. On już dawno powinien zrezygnować z tego lub przyjąć to. To jest ta niecierpliwość. Albo w drugą stronę, czyli taką wolność. No, wszystko wolno, wszystko mogę, wszystko, co mnie tu będzie ktoś tutaj oceniał. Wszystko jedno, to drugie jest duma i my potrafimy takim zachowaniem, jednym czy drugim, zniszczyć drugiego człowieka. I Paweł tu mówi jasno, nie rób tego. Nie rób tego. Odpuść te rzeczy. Nie niszcz dzieła Bożego przez rzeczy drugorzędne. A co jest dziełem Bożym? Albo kto jest dziełem Bożym? Drugi wierzący. Drugi wierzący. I Kościół jako całość. Nie niszcz z powodów drugorzędnych. To podkreśli znowu tą prawdę teologiczną. Wszystko w prawdzie jest czyste. Dwudziesty werset. Wszystko wprawdzie jest czyste, ale dodaje natychmiast, staje się złem dla człowieka, który przez jedzenie daje zgorszenie. Zobaczcie, coś może być teologicznie dozwolone, ale duszpastersko niewłaściwe w danym momencie. I to są te napięcia czasami między radą starszych a zborem. Coś jest teologicznie poprawne, ale duszpastersko przyblokowane na ten moment lub w drugą stronę. Coś jest teologicznie niepoprawne, ale na ten moment duszpastersko jest dopuszczone, żeby nie zniszczyć drugiego człowieka, żeby go nie zabić. A w ten sposób nie rozsadzić całej społeczności, żeby nie urywać tutaj pokoju, radości, a co za tym idzie sprawiedliwości. I czasami się dopuszcza duszpastersko do pewnych rzeczy. Pomimo tego, że zerojedynkowo, teologicznie nie wszystko się spina. Bo w tym wszystkim nie tylko chodzi o teologię. A czasami w drugą stronę, tak jak powiedziałem, czasami teologicznie się spina, ale nie. Duszpastersko nie jest na to czas. Miałem taką jedną sytuację. Ktoś przyszedł do mnie z konspektem kazania i mu powiedziałem nie. To nie jest, to, to jest bardzo dobre kazanie, to wszystko jest poprawne, to jest teologia z górnej półki, ale ty rozsadzisz kościół, jak ty to w tej chwili powiesz, bo trzeba milion rzeczy wcześniej wytłumaczyć, żeby dojść do tego, do tego tematu. I ten ktoś tylko zahaczył o ten temat. Tylko zahaczył. I się kazanie jeszcze nie skończyło. A ja już miałem kolejkę. O co chodzi? Jak on tak mógł powiedzieć? On bardzo dobrze powiedział. Tylko nie w tym czasie. Nie na teraz. Więc czasami coś może być teologicznie poprawne, ale dusz pasterską powinno być zatrzymane. Dojrzałość chrześcijańska nie polega tylko na wiedzy. Dojrzałość chrześcijańska najbardziej polega na wrażliwości, na, na widzeniu tego, co niewidzialne, słyszeniu tego, co jeszcze nie jest wypowiedziane, na takiej duchowej wrażliwości w stosunku do drugiego człowieka, czy w stosunku do swojego zboru. I w dwudziestym pierwszym. Dobrze jest nie jeść mięsa i nie pić wina, ani nic takiego, co by Twego brata przyprawiło o upadek. Zwróćmy uwagę, Paweł nie mówi tutaj, że mięso jest złe. Nie mówi też, że wino jest złe, czy się to komuś podoba, czy nie. Ale mówi, że czasami, czasami dobrze jest zrezygnować z własnego prawa nawet do rzeczy nie nazwanych, że są złe, tylko i wyłącznie ze względu na sprawiedliwość, pokój i radość. I to jest prawdziwa dojrzałość. Niedojrzałość mówi tak, mam wolność, więc będę z niej korzystał. I to jest okej. Jeżeli to jest w wieku niedojrzałym, jeżeli to ktoś robi młody w Panu, niedoświadczony w Panu, ktoś krótko chodzący albo ktoś, kto nie piastuje odpowiedzialnych funkcji, to jest w porządku. I to często się zdarza. Mam wolność, będę z niej korzystał. Okej. Ale człowiek dojrzały, chrześcijanin dojrzały, chrześcijanin, który już coś przeszedł z Chrystusem, chrześcijanin, który już jest na tej drodze uświęcenia w pewnym miejscu, On dojdzie sam do wniosku, że tak, mam wolność, ale miłość jest ważniejsza. Wrócę do przykładu alkoholu. Nie da się wywieźć z Biblii, że... W którym my mamy rok teraz? 2026, nie? Nie da się wywieźć, że w 2026 roku jak ktoś napije się A już powiem tak bardzo ekstremalnie. Nie da się wywieźć z Biblii, że grzechem jest napicie się piwa bezalkoholowego w 2026 roku. Da się to wywieźć z Biblii? Nie. No da się czy nie? No jest ktoś w stanie udowodnić w Biblii, że grzechem jest wypicie piwa bezalkoholowego? Już specjalnie wybrałem bezalkoholowe. Bezalkoholowego piwa tam, nie wiem, jakieś tam, nie będziemy do kryptoreklamy robić, jakiegoś 0%. Ktoś ma problem z tym, że to nie jest grzech? Że nie da się tego wywieźć z Biblii? Ale wyobraźcie sobie, że wychodzicie z kaplicy, wracacie do domu, tu niedaleko jest knajpa, a ja tam siedzę przy kuflu i piję zerówkę. Tylko taką pieniącą się. I wy na to patrzycie. Jest w porządku? Nie jest w porządku. Nie jest w porządku. Nie byłoby to w porządku z mojej strony. Nie byłoby to okej. Ja mam wolność. Zwłaszcza w tym bezalkoholowym. Ale miłość jest ważniejsza. Ale miłość jest ważniejsza. Nie byłoby to w porządku. Nie wolno mi tego zrobić. Z powodu miłości. Nie z powodu doktryny. Nie z powodu teologii. To jest niewyobrażalne, żeby ktoś wracał do domu i zobaczył pastora pijącego pieniące się piwo. I skąd w ogóle wiedział, że to jest zerówka. Ale nawet gdyby to była zerówka. Albo nie, nie ma znaczenia. Niewyobrażalne. Natomiast to się nie może przerodzić w drugą stronę, ponieważ powiedziałem, że nie piję i nie znajdziecie mnie w takiej sytuacji. Jak się wam zdarzy trafić mnie gdzieś na wczasach, a zdarza się niektórym, w czasie urlopu, w wielkim upale, możecie natrafić na to, że będę trzymał w ręku jakiegoś drinka. I będziesz się zastanawiał, czy był alkoholowy, czy bezalkoholowy. Ja Ci powiem, z czym tam chodzi. Więc to musi działać w dwie strony, ta miłość. I to jest właśnie ta dojrzałość w tej całej historii. I Paweł tu ciekawie to oddaje, bo w pewnym miejscu wchodzi w taką narrację, że Jezus miał wszelką władzę. Miał? Miał. Z czego się śmiejecie? Przejęzyczyłem się gdzieś? Z waszej historii, okej. Pewnie z drinkiem w tle. Jezus miał wszelką władzę, miał wszelkie prawa i co zrobił? Zrezygnował z nich dla naszego zbawienia. Tak czy nie? No tak. Dlatego chrześcijaństwo nie jest, nie jest religią walki o prawa. jest relacją miłości, która czasem dopuszcza dobrowolne ograniczenie siebie dla dobra innych. A najdoskonalej działa, gdy wszyscy w to wchodzą i każdy dobrowolnie ogranicza siebie na rzecz drugiego. Wtedy wszystko działa perfekcyjnie. Więc zobaczcie, pokój w Kościele, jedność w Kościele wymaga wysiłku, wymaga dążenia. Sprawy drugorzędne wcale nie muszą niszczyć jedności Kościoła i Kościół jest piękny, kiedy się różni w pewnych sprawach. Wiedza teologiczna wcale nie musi iść w parze z miłością. Dojrzałość polega na tym, że potrafię pogodzić moją wolność Z moim ograniczeniem samego siebie przez miłość do brata i siostry. Najważniejsze pytanie to nie jest czy wolno, tylko czy to zbuduje cały Kościół. No i teraz końcówka, XXII, XXIII werset. Już kończymy ten rozdział. Wszystko co nie wypływa z przekonania jest grzechem. Więc mieliśmy definicję, mieliśmy poprowadzenie nas przez wolność, przez miłość, przez zgorszenie, przez to co nie jest zgorszeniem. I Paweł tu dochodzi do bardzo osobistego wymiaru, do przekonania. Przekonanie jakie masz, zachowaj dla siebie przed Bogiem. Wrócę teraz do tego przykładu z piątkiem i sobotą, czyli z szabatem, bo rozumiemy, że szabat zaczyna się w piątek po zmroku, a kończy się w sobotę po zmroku. Co ciekawe, my od zawsze mamy nabożeństwo w tym czasie. Ostatnio tak sobie pomyślałem, że mówią nam o tym, że tam ci wszyscy krytykują nas o tych szabatach, a ja sobie tak pomyślałem ostatnio, a my mamy tu od zawsze nabożeństwo. W piątek, przecież wieczorem mamy nabożeństwo. Zawsze, od zawsze tu mamy takie nabożeństwo, a jednak nie obchodzimy szabatu. Nawet chałkę mamy czasami, bo ją przynosił Agnieszka. Natomiast nie obchodzimy w tym zrozumieniu szabatu. No i teraz wracam do tego. No i teraz ja mam jakieś tam przekonanie, że to jest dobry czas. Zmarły w zeszłym roku. Kirk mnie tak zatrzymał nad tym tematem, Charles Kirk słyszeliście na pewno, dlatego że się okazało, że ten, on miał taką pewną zasadę, że właśnie w piątek po zmroku poświęcał się rodzinie, żonie, dzieciom, że to była taka doba dla domu, dla w ogóle. Nie ubierał tego w szabat, w myśl szabatowych wojen na Facebooku, ale jakby wyznaczył sobie ten czas. budował go tym słynnym fragmentem Bożego Słowa. Mnie to dosyć dotknęło, gdzieś tam próbuję to wprowadzić w życie, nie jest to takie proste. I teraz tak. Przekonanie jakie mam, powinienem zachować dla siebie przed Bogiem. Czyli problem się robi wtedy, kiedy moje przekonanie, to co mi teraz służy, pomaga mi rozwiązać znak zapytania, kiedy mieć czas dla żony, dla dzieci, kiedy odpocząć od telefonu, kiedy to, co mi służy, czyli to moje przekonanie, zrobiłbym zasadą w tym zborze. To byłby problem. I to byłby problem nie do zniesienia. Bo za rok może mi zupełnie inna zasada i przekonanie przyjść do głowy, które będzie mi służyć. W moim życiu Pan Bóg pewne rzeczy będzie robił i to ma być dla mnie, a nie zasada dla całego Kościoła. Ja tu o tym piszę. Przekonanie jakie masz, zachowaj dla siebie przed Bogiem. Nie wszystko co jest prawdą dla mojego sumienia musi być narzucone drugiemu człowiekowi. Nie wszystko co jest prawdą dla twojego sumienia, nie wszystko co jest prawdą dla twojej historii, nie wszystko co jest prawdą w danym momencie twojego życia jak cię niesie Bóg musi być narzucone drugiemu człowiekowi i to jeszcze jako prawda absolutna, jako doktryna. Nie. Mamy prawo mieć pewne przekonania przed Bogiem i nie robić z tego normy dla Kościoła. I to jest okej. To jest w porządku. Mam prawo mieć jakieś przekonania przed Bogiem i nie zrobić z tego normy dla wszystkich. Ty masz prawo mieć jakieś przekonanie przed Bogiem i nie zrobić z tego normy dla wszystkich. Mieliśmy taki moment. Była taka delikatna, delikatne smyranie się tutaj po korytarzach w sprawie krzyżyków na szyi. I jedni mieli takie przekonanie, pewnie dalej, jedni mają takie przekonanie, drudzy mają takie przekonanie. I w porządku. I w porządku. I twoje przekonanie jest dla ciebie wiążące. Ale nie powinieneś z tego przekonania robić nakazu, narzutu dla drugiego człowieka. Sumienie jest pewną przestrzenią, mojej prywatnej relacji z Bogiem. Bo Bóg oprócz tego, że jest Bogiem Kościoła jest moim Bogiem. Bóg oprócz tego, że jest Bogiem Kościoła jest Twoim Bogiem. Bóg oprócz tego, że ma tą globalną, globalną relację ze swoją oblubienicą ma bardzo intymną, indywidualną relacje ze mną. Ma bardzo intymną, indywidualną relację z tobą. Przeniosę to na taki grunt bardziej dla nas namacalny. Są pewne zasady w moim małżeństwie, o których nie powiem. I nigdy ich nie narzucę drugiemu małżeństwu. Bo oprócz tego, że jest pewna ogólna nauka o małżeństwie, oprócz tego, że są pewne ogólne zasady dotyczące małżeństwa, są pewne zasady wypracowane w naszym małżeństwie, które służą w naszym małżeństwie. Służą mojej żonie i służą mi. Ale wcale niekoniecznie będą służyć w Twoim domu, Twojej żonie lub Twojemu mężowi. i absurdem by było Ci narzucić te rzeczy do domu, bo mogłoby się okazać, że coś co działa w moim domu, u Ciebie w domu, będzie wielkim problemem. I to strasznym problemem. jest pewna przestrzeń, intymna przestrzeń między mną a Bogiem, między tobą a Bogiem i pewne przekonania, jakie ja mam, pewne przekonania, jakie ty masz, powinniśmy zachować w tej przestrzeni dla siebie przed Bogiem. Szczęśliwy ten, kto nie osądza samego siebie za to, co uważa za dobre. To jest w ogóle przepiękne zdanie o pokoju serca. A wszyscy chcemy mieć pokój serca. Człowiek, który żyje zgodnie ze swoim przekonaniem. Człowiek, który żyje zgodnie ze swoim sumieniem przed Bogiem. Człowiek, który ma tą intymną relację między Nim a Bogiem. Tą, o której teraz tak mówię, tą nienarzucającą innym, tą niezbiorczą, tą moją intymną relację z Bogiem, to jak On mnie prowadzi, niekoniecznie tak Krzysia prowadzi, niekoniecznie tak Klaudię prowadzi. Jeżeli człowiek to ma, żyje zgodnie z tym, to żyje w pokoju. Śpi spokojnie. Ma pokój, ma pokój. Nie musi się ciągle usprawiedliwiać. Nie musi udowadniać wszystkim swojej racji. Nie musi zawsze być jego na wierzchu. A nawet dochodzi do wniosku, że to w ogóle nie ma znaczenia. To czy moje jest na wierzchu, czy moje nie jest na wierzchu. To czy wszyscy zrozumią mój punkt widzenia, czy nie wszyscy zrozumią mój punkt widzenia. Czy wszyscy zrozumieją, przekona ich moja racja, czy ich nie przekona moja racja. Nieważne. Ważne jest, że mam pokój przed Bogiem. Wiem, że moje decyzje są podejmowane w szczerości przed Panem Bogiem, bo mam z Nim intymną relację. Lecz ten, kto ma wątpliwości, gdy je, jest potępiony, bo nie postępuje zgodnie z przekonaniem." To jest trudne zdanie, bo to zdanie oznacza, że człowiek jest w stanie działać przeciwko własnemu sumieniu. Jest w stanie działać przeciwko relacji z Bogiem. Jeśli ktoś robi coś, co uważa za złe, Nawet jeśli obiektywnie czy teologicznie nie jest to grzech, to dla tego człowieka jest to grzech. Jest to grzech. To jest trudne do złapania, ale to wynika z tego tekstu. Jeśli ktoś robi coś, co uważa za złe, to nawet jeżeli doktrynalnie, doktrynalnie to nie jest grzechem dla tego konkretnego człowieka, to będzie grzechem. Będzie. Więc ktoś, wracam do świąt, bo to jest prosty przykład. Ktoś ma tak poukładane taką historię, tak to na dziś rozumie i chociaż nie potrafi udowodnić i nie będzie potrafił tego nigdy zrobić, że Obchodzenie świąt jest grzechem. Jeśli On będzie obchodził te święta, On, to dla Niego będzie to grzechem. Będzie to grzechem, bo On ma wątpliwości. Więc to jest ten werset. Można zadziałać grzechem, jeżeli się coś uważa za złe, nawet jeśli to obiektywnie, teologicznie. nie jest złe. Dlaczego? Bo ten człowiek ma niepokój, bo jego serce jest przeciwko temu, co uważa za wolę Boga. Dlatego Paweł, Paweł, jest tak arcycie... Prawdopodobnie dlatego on to tak głęboko rozumie, bo on robił złe rzeczy. mordował chrześcijan, prześladował chrześcijan, ale zrobił, ale robił to z jakiego powodu? Z przekonania i z gorliwości dla kogo? Dla Boga. Nie dla siebie, nie dla Sanhedrynu, dla Boga. On to robił z gorliwości dla Boga, dlatego ten Bóg go dotknął, przemienił, miał ten materiał, z którym mógł robić. Miał ten, ten, ten moment, w którym mógł go złapać i dać mu pewne rzeczy, które są nie do zrobienia dla człowieka, któremu Bóg byłby obojętny, który był, robiłby coś nie z przekonania, nie z gorliwości dla swojego Boga, źle pojętego, złej gorliwości, ale gorliwości. Ale dla Boga. To jest ta różnica. Dlatego Paweł to potrafi tak mocno uchwycić. I on to kończy tym. Wszystko zaś, co nie wybywa z przekonania jest grzechem. Zobaczcie, w takim razie Bóg patrzy nie tylko na zewnętrzne czyny. Bóg patrzy zwłaszcza na serce. Jeśli ktoś działa bez przekonania, jeśli ktoś działa wbrew swojemu sumieniu, jeśli ktoś robi coś tylko dlatego, że się tak narzuciło, że inni tak robią, że wszyscy tak myślą, to serce takiego człowieka może być lub może przestać być szczere przed Bogiem, a to już jest grzech. Więc zobaczcie, wolność w Chrystusie, miłość wobec braci i czyste sumienie przed Bogiem. O tym jest ten rozdział. O wolności w Chrystusie, o miłości do braci i o czystym sumieniu przed Bogiem. My tego potrzebujemy, żeby nasze sumienie było ukształtowane przez Słowo Boże i prowadzone przez Ducha Świętego. Dlatego Pan Jezus powiedział, błądzicie. Kiedy Pism i Mocy Bożej nie znacie, błądzicie, bo my potrzebujemy mieć sumienia ukształtowane przez Słowo Boże i być prowadzonym przez Ducha Świętego. A to jest bardzo intymna, bardzo osobista, bardzo różna historia. Dobra, już nie będę przedłużał. Czy nam się to podoba, czy nie? Do końca istnienia tego zboru, do końca aż Pan przyjdzie i porwie swój Kościół, nie będziemy myśleć tak samo w sprawach trugorzędnych. Będą między nami różnice. Im nas będzie więcej, tych różnic może być więcej, a Polska jest w ogóle pod tym arcyciekawym, my tu w ogóle jesteśmy arcyciekawym przypadkiem, bo u nas to jest tak, że jak jest dwóch ludzi, to są trzy poglądy. Więc tutaj będzie to bardzo, bardzo, bardzo, bardzo tak działało. Będzie tak w naszym zborze, zapewniam Was, nigdy to nie minie, że jedni będą bardziej rygorystyczni, bardziej legalistyczni, drudzy będą bardziej szli w kierunku wolności i odpowiedzialności indywidualnej. Jedni będą bardziej ostrożni w sumieniu, a drudzy będą bardziej swobodni w pewnych działaniach. Jedni będą nosić krzyżyki, drudzy nie będą nosić krzyżyków. Jedni będą nosić białe skarpetki, a drudzy nigdy do garnituru nie założą białych skarpetek. Bo to jest tak samo poważny temat. Jedni będą obchodzić święta, a drudzy nie będą obchodzić świąt. Jedni będą mieć mniejszy problem z jakimś małżeństwem, a drudzy będą mieć większy problem z jakimś małżeństwem. Jedni będą uważać, że kaszanka nie może trafić na stół, a drudzy będą uważać, że może trafić na stół. Jedni będą podchodzić do jakichś zagadnień tak, a drudzy tak. I to nie jest problem. Nikt to nie był problem. I nigdy to nie będzie problem, bo to nie jest problem sam w sobie. Problem zaczyna się wtedy, gdy ta rzeczywistość, która nas nie ominie, stanie się ważniejsza niż miłość. Problem się zacznie wtedy, kiedy ja zacznę mniej kochać tych, którzy mają inny pogląd na jakąś sprawę. Problem się zacznie wtedy, kiedy ja z góry będę patrzył na innych lub będę oceniał, pozwalał sobie na ocenę innych. Problem się zacznie, gdy ja będę próbował wszystkich przekonać do białych skarpetek. Ty będziesz próbował wszystkich przekonać do krzyżyka bądź braku krzyżyka. Czwarty będzie próbował wszystkich przekonać do takiego zrozumienia jakiegoś tematu, a piąty do takiego zrozumienia jakiegoś tematu. Wtedy będzie problem. Problem zacznie się wtedy, gdy różnice w sprawach drugorzędnych staną się ważniejsze niż miłość w pierwszorzędnej sprawie, jaką jest Chrystus. Kiedy jedni zaczną pogardzać drugimi, kiedy drudzy zaczną osądzać tych pierwszych. To nie jest droga Chrystusa. To nie jest droga Kościoła. Nie chodzi o to w Kościele, żeby mieć identyczne poglądy w każdej sprawie. Chodzi o to, żebyśmy mieli jednego Pana. Żebyśmy pamiętali, że nie jesteśmy sędziami naszych braci, naszych sióstr. Pamiętali jednocześnie, że nasza wolność nie jest najważniejsza. Pamiętali, że Moje sumienie, Twoje sumienie, nasze sumienie ma być czyste i szczere przede wszystkim przed Panem Bogiem. Że nie musimy wygrać każdego sporu, nie musimy mieć zawsze racji. Natomiast musimy budować Kościół, musimy chronić swoje sumienie i sumienie brata czy siostry i pozostać w tym wszystkim szczerym przed Panem Bogiem. Pan Jezus nie umarł za nasze opinie. Pan Jezus nie umarł za idealne doprecyzowanie każdego drugo i trzeciorzędnego tematu z Pisma Świętego. Pan Jezus umarł za ludzi. Za ludzi. Pan Jezus nie umarł za doktryny. Niektórzy to naprawdę sobie powinni na lustrze napisać i codziennie tam spojrzeć. Jezus Chrystus nie umarł za doktryny. Jezus Chrystus umarł za ludzi, za konkretnych ludzi. Jezus Chrystus umarł za twojego brata i za twoją siostrę. Również za tego brata, który w jakiejś sprawie myśli inaczej. Za tą siostrę, która pewne rzeczy rozsądza inaczej. Mamy żyć wolności, ale mamy kochać bardziej niż korzystać z tej wolności. Mamy chodzić w prawdzie, ale kochać bardziej niż kłócić się o tą prawdę. Mamy prawo do swoich przekonań, ale nie możemy swoimi przekonaniami niszczyć jedności opartej na Chrystusie. Żyjmy więc w tym, w prawdzie, ale też w miłości i wolności. Boże, dziękujemy Ci za Twoje Słowo, które nas prowadzi i to nie tylko w prawdzie, ale także w miłości. Dziękujemy Ci, że w Chrystusie przyjąłeś nas takimi, jakimi byliśmy i często jesteśmy. Słabymi, niedoskonałymi, bardzo często zagubionymi, a jednak przez łaskę uczyniłeś nas częścią swojego Kościoła. Boże, ucz nas pokory wobec naszych braci i wobec naszych sióstr. Strzeż, Panie, nasze serca przed pogardą, która zawsze patrzy z góry, przed osądzaniem, które zajmuje miejsce, które należy się tylko i wyłącznie Tobie. Może ucz nas tak żyć, żebyśmy codziennie pamiętali, że każdy z nas osobiście za siebie stanie przed Tobą. Zda sprawę ze swojego życia. I że tylko Ty znasz głębie serca każdego człowieka i tylko Ty jesteś Sędzią Sprawiedliwym. Daj nam Panie taką mądrość, żebyśmy rozróżniali rzeczy, które mają być pierwszorzędne i bezkompromisowe od rzeczy drugorzędnych, od rzeczy, w których kompromis jest czymś pożądanym. Panie, pomóż nam trwać mocno w Ewangelii, a jednocześnie zachowywać cierpliwość i miłość w sprawach, w których różnimy się między sobą, chociaż w jednej Ewangelii. Naucz nas Panie właściwie korzystać z tej wolności. Tak, żeby ona się nie stała nigdy powodem zgorszenia, ale jednocześnie, by nigdy to zgorszenie nie stało się narzędziem manipulacji. Panie daj nam takie serca wrażliwe na drugiego człowieka. Daj nam taką miłość, która potrafi zrezygnować z własnych praw tylko po to, żeby ochronić drugiego człowieka. Prowadź nasze sumienia Twoim Słowem i prowadź nas Duchem Świętym tak, żebyśmy żyli szczerości przed Tobą. Spraw Panie, żeby w naszym Kościele zawsze panowały sprawiedliwość, pokój i radość, żebyśmy do tego dążyli, żebyśmy o to dbali, żebyśmy o to zabiegali, żebyśmy Panie zrobili wszystko, co w naszej mocy, by to zachować. Żeby nasze świadectwo życia i świadectwo życia tej wspólnoty lokalnej było takim świadectwem Twojej łaski. Żeby przez to wszystko była budowana prawdziwa jedność Kościoła. Jedność Kościoła w jego różnorodności. Coś nie do pojęcia dla ludzi nienarodzonych na nowo, ale naturalne środowisko dla tych, którzy narodzili się na nowo. Panie, oddajemy Ci nasze serca, nasze decyzje, nasze sumienia, całych siebie. Amen. Dziękuję za uwagę.
    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Autor kazania

    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.

    Poznaj autora