Czym jest pokój z Bogiem?
    KazanieList do Rzymian · 5.1-11Część 718 października 2025

    Czym jest pokój z Bogiem?

    Pokój z Bogiem to nie stan bez problemów, lecz pewność pojednania przez Jezusa. W Nim Bóg przekształca ucisk w wytrwałość, a wytrwałość w nadzieję. To pokój, którego świat dać nie może — zakorzeniony w łasce, a nie w naszych uczuciach.

    Transkrypcja

    Dzisiaj będzie dłużej niż krócej, więc od razu przejdźmy do Bożego Słowa. Otwórzmy sobie list do Rzymian na V rozdziale. Dzisiaj przyjrzymy się I, XI wersetom z tego V rozdziału. Ja standardowo odczytam fragment z Biblii Warszawskiej. Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. dzięki któremu też mamy dostęp przez wiarę do tej łaski, w której stoimy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. A nie tylko to. Chlubimy się też z ucisków, wiedząc, że ucisk wywołuje cierpliwość, a cierpliwość doświadczenie, doświadczenie zaś nadzieje. a nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany. Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych. Rzadko się zdarza, że ktoś umrze za sprawiedliwego, prędzej za dobrego gotów ktoś umrzeć. Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł. Tym bardziej więc teraz, usprawiedliwieni krwią Jego, będziemy przez Niego zachowani od gniewu. Jeśli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Syna Jego, tym bardziej, będąc pojednani, dostąpimy zbawienia przez życie Jego. a nie tylko to, lecz chlubimy się też w Bogu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego teraz dostąpiliśmy pojednania. Kontynuujemy oczywiście naszą podróż przez list do Rzymian. Cztery rozdziały za nami, wchodzimy w piąty rozdział, wchodzimy w kolejny temat, którym zajmuje się apostoł Paweł, pisząc ten list. Można by ten dzisiejszy temat zatytułować Pokój z Bogiem, a... pokój Boży albo różnica między pokojem z Bogiem, a pokojem Bożym, albo też zadać sobie takie pytanie, czym w ogóle ten pokój z Bogiem jest. Ten list do Rzymian, taki list, który... ewidentnie wznosi się gdzieś ponad wszystkie inne listy. Jest taką dogłębną analizą najważniejszych doktryn. Niektórzy bibliści wręcz używają takiego sformułowania, że jest to piąta Ewangelia, jest to Ewangelia napisana przez apostoła Pawła. Ten list ukazuje pewien majestat Bożego Planu, majestat Bożej Sprawiedliwości, tą głębokość łaski, której nie sposób do końca pojąć, no i przede wszystkim tą potęgę Ewangelii. No i tu przypominam, w poprzednich rozdziałach zatrzymaliśmy się przy najważniejszym temacie, od którego trzeba zacząć, czyli Najpierw o tym, że każdy człowiek zgrzeszył i wszyscy są winni, a później na temat usprawiedliwienia z wiary. Tam Paweł dowiódł w tych pierwszych czterech rozdziałach, że zarówno Żyd jak i Grek Poganin nie może być usprawiedliwiony w żaden inny sposób, jak tylko z wiary. Paweł tam dowodzi, że wszyscy zgrzeszyli, bez względu na to czy wywodzą się z Pogan, czy wywodzą się z narodu wybranego, wszystkim brak chwały bożej, ale i tam się pojawia to piękne ale, na którym zatrzymywaliśmy się w zeszłym tygodniu, ale Bóg w swojej łasce otwiera nową drogę, nowy rozdział w etapie zbawienia ludzkości, mianowicie objaśnia usprawiedliwienie przez wiarę w Jezusa Chrystusa. I teraz w tym piątym rozdziale Paweł zajmie się, a my razem z nim, kolejną niezwykle ważną doktryną, doktryną, która w teologii nazywa się doktryną usprawiedliwienia, która musi implikować to, czym on się tutaj teraz zajmie, czyli owocem tego usprawiedliwienia. Co to oznacza, że człowiek jest usprawiedliwiony? Jeśli jest usprawiedliwiony przez wiarę w Jezusa Chrystusa, to co to oznacza dla człowieka? Inaczej mówiąc, przejdziemy od tego, co Bóg dla nas uczynił, do tego, co w takim razie my teraz czynimy lub powinniśmy uczynić w Jezusie Chrystusie. I ten rozdział zaczyna się od bardzo pięknego zdania. Zwróćmy na nie jeszcze raz uwagę w tym pierwszym wersecie. Usprawiedliwieni wtedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. To jest takie zdanie wprowadzające w całą tą doktrynę owocu usprawiedliwienia, w to wszystko, czym będziemy zajmować się w dzisiejszym i w kilku kolejnych kazaniach. Taką bramą, przez którą przechodzimy do tego, bo będziemy mówić o pewnym pokoju, będziemy mówić o nadziei, będziemy mówić o chwale, która już jest naszym udziałem i też o co w tej chwale chodzi. Żeby to w ogóle zrozumieć, to my znowu musimy się przenieść do kontekstu kulturowo-historycznego tamtych czasów. To nie oznacza oczywiście, że przestajemy Biblię czytać dosłownie, że zaczynamy Biblię czytać w jakichś alegoriach. Kontekst kulturowo-historyczny nie na tym polega, ale on potrafi przybliżyć nam pewną myśl, która powinna być wyciągnięta z danego fragmentu. Musimy sobie pomyśleć nad tym, w jaki sposób wyglądało w ogóle to życie tych pierwszych wierzących, tych pierwszych, którzy szukali tego usprawiedliwienia z Bogiem. I dla Żydów w tamtych czasach, no i oczywiście wcześniej, i zapewne tak jest do dzisiaj, dzisiaj może nawet jest to jeszcze większe w swoim wymiarze, bo nie mają świątyni, nie mają gdzie złożyć ofiary, nie mają gdzie tego wszystkiego sprawować i dopiero muszą mieć trudno, ale w tamtym czasie dla Żydów ich religia w zasadzie oznaczała taką ciągłą próbę uspokojenia, udobruchania przebaczenia, przeproszenia swojego Boga. Oni wiecznie próbowali w jakiś sposób zminimalizować lub ograniczyć Jego gniew i próbowali w jakiś sposób okiełznać tą Jego sprawiedliwość i wszystko co robili miało na celu uzyskanie pokoju z Bogiem. Oni chcieli mieć pokój z Bogiem. Ten naród był w jakimś konflikcie wewnętrznym z Panem Bogiem, to zresztą jak czytamy Stary Testament, to widzimy, to się cały czas przejawia, że oni mają wieczny konflikt ze swoim Bogiem, co nie oznacza, że Bóg miał z nimi. O tym będziemy dzisiaj tej różnicy mówić. No i oni przez te wszystkie rytuały, przez tą całą ceremonię swojej religii, próbowali w jakiś sposób uzyskać ten pokój z Bogiem. Składali ofiary. przestrzegali przepisy, niektórzy bardzo drobiazgowo obchodzili cały rytuał oczyszczań, żeby stanąć w jakiś sposób w pokoju z Bogiem. Natomiast nawet taki najbardziej pobożny Izraelita, mogę podać przykład, Hiob, Chyba Hiob będzie takim najdoskonalszym przykładem. Zobaczcie, on nawet ten pokój z Bogiem w ramach przeprosin za swoich synów chciał składać. On chciał mieć ten pokój z Bogiem, ale nawet taki najbardziej pobożny Izraelita, który wszystko zrobił, złożył każdą ofiarę, obmył się, przygotowany był, spinał się. On w zasadzie nie był nigdy pewny, czy Bóg jest z niego zadowolony. Czy Bóg jest zadowolony? Czy Bóg w ogóle przestał się gniewać na tego człowieka? On nie miał pokoju z Bogiem. Zobaczcie, że w wielu współczesnych religiach jest dokładnie tak samo. Ludzie chcą mieć pokój z Bogiem, co to dokładnie oznacza, zaraz będziemy w to wchodzić. Natomiast i robią różne rytuały, różne ceremonie, różne święta, jakieś wydarzenia, przyjmują kolędę i inne tego typu historie, żeby jakoś tam z tym Panem Bogiem się dogadać. Natomiast gdyby ich zapytać, to i tak nie do końca są pewni, czy Bóg jest z nich zadowolony. Poganie w tamtych czasach to w ogóle mieli niepokój ze swoimi bożkami, oni tak sparaliżowani wręcz byli przed takim gniewem tych swoich bożków, przed losem, który ich czeka, przed śmiercią, która każdego z nich czekała. Powszechne było takie myślenie, że nic się nie da z tym zrobić, ten los jest zapisany w rękach bo oni w liczbie mnogiej, no i w zasadzie wszystkie taki determinis, ale taki determinis, który miał spowodować, że oni przestaną się lękać, no bo i tak żadnego wpływu na to wszystko nie mają. Ten świat rzymski, w którym Paweł się porusza w tym liście, już w ogóle totalnie zagarnięty takim lękiem, takim niepokojem, brakiem nadziei. Oni wręcz poszli w tą stronę, że pokój, czyli w obowiązujących im, ich języku łacińskim, pax, należy do cesarza. Było takie powiedzenie Pax Romana, że pokój należy do cesarza, że jeżeli masz pokój z cesarzem, z Rzymem, to jakiś tam pokój masz. Ale ci ludzie absolutnie nie byli w tym wszystkim spokojni. I Paweł wprowadza coś zupełnie rewolucyjnego, jakąś taką myśl, która wymyka się zrozumieniu ówczesnych ludzi, On tak jakby mówi, że wcale nie ten pach z Romana, nie ten pokój cesarza, wcale nie jakiś pokój wynikający z jakiegoś oczyszczenia, z jakiejś okoliczności, ale pokój z samym Bogiem można mieć, ten trwały, ten pewny, taki nieoparty na emocjach, tylko i wyłącznie, jeżeli ten pokój jest oparty na dziele Chrystusa. Tylko wtedy możemy mieć pokój z Bogiem. I tam w tym greckim tekście Paweł używa takiego czasownika MAMY. MAMY. ECHOMEN. Dokładnie tak to po grecku brzmi. I to jest ciekawy wyraz, dlatego że to jest czas teraźniejszy, czas dokonany, który trwa. Czyli on mówi w tym wyrazie MAMY, mówi, że to teraz go mamy, On trwa i będzie trwał. Mamy go, w sensie się dokonało i nigdy to dokonanie nie przestanie mieć miejsca. My w języku polskim nie mamy takiego czasu. On nie mówi będziemy mieć, ale też nie mówi może kiedyś będziemy mieli albo chwilowo mamy. On mówi, że my mamy, to jest trwałe, to jest mocne, to jest fundament i będziemy go zawsze mieć, ten pokój z Bogiem, jeśli oprzemy go na dziele Chrystusa. On mówi tym ludziom, tym słuchaczom, czytelnikom tego listu i nam dzisiaj, że wojna się skończyła. Tylko żebyśmy się dobrze zrozumieli. Bóg nigdy nie miał wojny z człowiekiem. To człowiek miał wojnę i ma wojnę z Bogiem. To człowiek, który przez grzech stał się wrogiem Boga, zostaje z tym Bogiem trwale pojednany, jeśli... wierzy w śmierć i w smartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Grzech był barierą, nie mogliśmy mieć pokoju z Bogiem, będąc w naturze grzechu, natomiast ta bariera została zburzona, jest nowa natura, jeśli się oczywiście ktoś nie narodził na nowo, jeśli się ktoś nie narodził na nowo, no to po prostu musi się narodzić na nowo, tu się nic zrobić innego nie da. I Paweł mówi, dzięki któremu też mamy dostęp przez wiarę do tej łaski, w której stoimy, w tym kolejnym, drugim I znowu, te stoimy, to jest też taki czasownik, to jest trwała pozycja, to jest coś jak posiadanie stałego obywatelstwa, którego nikt nie może odebrać w Królestwie Bożym czy w Królestwie Łaski. To nie jest jakiś przejściowy stan, to nie jest coś na chwilę, tylko to jest zupełnie nowa pozycja, nowe obywatelstwo, to w tym wyrazie jest. I tutaj chciałbym wyróżnić dwa pojęcia, bo mam wrażenie, że na przeróżnych grupach domowych, tych nitkowych też. Czasami ludzie traktują te pojęcia jako synonimy, a to absolutnie nie są synonimy i te dwa sformułowania trzeba odróżniać ze sobą. Mianowicie pokój z Bogiem to jest coś zupełnie innego niż pokój Boży. To są dwa różne sformułowania i dwie różne doktryny. Mieć pokój z Bogiem, a mieć pokój Boży. w języku polskim, jak czytamy Biblię. Pokój z Bogiem to jest to właśnie, czym my się dzisiaj zajmiemy, taki obiektywny, fundamentalny stan pojednania człowieka z Bogiem. Koniec wojny między człowiekiem a Bogiem. To jest fakt, duchowy fakt, że między mną, jeżeli mam pokój z Bogiem, a Bogiem nie ma żadnej wrogości. żadnej wrogości. My już nie jesteśmy wrogami. Jeszcze raz, Bóg nigdy nie był moim wrogiem. Chodzi o człowieka, który jest wrogiem Boga. Już nie ma tej wrogości, nie ma bariery. Jest to fakt duchowy, że między nami już nie ma tej bariery. Ja mam pokój z Bogiem. Natomiast pokój Boży, To jest bardzo subiektywny, w przeciwieństwie do tego obiektywnego faktu. Subiektywny to jest w ogóle takie subiektywne doświadczenie w sercu człowieka wierzącego w momencie, kiedy on tego potrzebuje i to otrzymuje, czyli Duch Święty mu daje pewne ukojenie w jakiejś emocji. jakieś uspokojenie w czasie jakiejś burzy, jakąś pewność chwilową dotyczącą wydarzeń, które on akurat przeżywa. Pokój z Bogiem to jest fundament, natomiast pokój Boży to jest Owoc tego fundamentu. To są dwie różne rzeczy. Nie można mieć pokoju Bożego, jeśli się nie ma pokoju z Bogiem. Ale jeśli masz pokój z Bogiem, to nie oznacza, że nigdy nie będziesz potrzebował zawołać o spokój Boży. o pokój Boży, że nie napadnie Ci jakaś silna emocja, że nie wzburzysz się z jakiegoś powodu i zawołasz o pokój Boży. Ty cały czas masz ten obiektywny fakt duchowy pokój z Bogiem, jeśli go oczywiście masz w Chrystusie, natomiast możesz potrzebować tu i teraz, na ten czas, na tą okoliczność, na to wydarzenie pokoju Bożego. Ty możesz być pojednany z Bogiem, mieć pokój z Bogiem, ale na przykład potrzebować pokoju Bożego, gdy cię po raz kolejny zaczepia żona. I jedno drugiemu nie przeczy. Natomiast... Ty nie będziesz miał tego pokoju bożego, nawet w tej rozmowie z żoną, jeśli Ty nie stoisz na tym fundamencie, że Ty masz pokój z Bogiem. To są dwa różne wyrażenia i zupełnie inne rzeczy. Rzemian 5, 1 rozdział mówi o pokoju z Bogiem. Usprawiedliwi wtedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Ale na przykład Filipian 4,7 powie tak, A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie. Kolosan 3,15. A w sercach waszych niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też powołani jesteście w jednym ciele, i bądźcie wdzięczni. No i Ewangelia Jana, sam Pan Jezus w XIV rozdziele mówi tak. Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam. Nie jak świat daję, ja wam daję. Niech się nie tworzy serce wasze i niechaj się nie lęka. Teraz zobaczcie jeszcze raz. Pokój z Bogiem, ten Rzymian 5,1. Obiektywny, prawny, fundamentalny stan i on jest ustanowiony aktem Bożym w chwili, kiedy człowiek dostępuje usprawiedliwienia przez Jezusa Chrystusa. Inaczej mówiąc, kiedy się naradzamy na nowo. Mamy pokój z Bogiem. To jest stan stały. Kończy się wojna, kończą się roszczenia zakonu wobec mnie czy wobec kogoś innego, wobec jakiegoś grzesznika. To wszystko zostaje zaspokojone i usprawiedliwione w Chrystusie. To jest status tego człowieka, a nie nastrój tego człowieka. Status. Taki jest jego status. Ja mam pokój z Bogiem. Pokój Boży natomiast to jest wewnętrzne przeżycie, doświadczenie wewnętrzne, to jest pewien dar Ducha Świętego. nie w sensie darów, które wykorzystujemy w Kościele, tylko w tym sensie, że Duch Święty mi coś w tej chwili daje. To jest pewien dar Ducha Świętego w wierzącym, że pokój Boży przewyższa, strzeże nasze serca, ale uwaga, w tym Filipian 4, rozdziale 6, wersecie, jeszcze raz, przepraszam, 7, Tam jest pewna warunkowość, gdy zanosimy wszystko w modlitwie, w błaganiu z dziękczynieniem. Więc to już jest pewna warunkowość. Dlatego czasem odczuwamy jakiś np. niepokój, chociaż mamy pokój z Bogiem. Czyli można mieć pokój z Bogiem, ale odczuwać jakiś niepokój wywołany jakąś sytuacją, chyba że zrobimy tak jak Biblia mówi, wszystko zaniesiemy w modlitwie, w błaganiu, z dziękczynieniem. Jednocześnie jeszcze raz chcę to podkreślić, nie można w żaden sposób doświadczać tego pokoju Bożego, jeśli wcześniej nie mamy pokoju z Bogiem. Najpierw krzyż, czyli ten nasz status, a potem dopiero uczucia, emocje, serce człowieka, doświadczenia tego człowieka. Masz na przykład pokój z Bogiem, ale ktoś ci coś bardzo przykrego powiedział i masz pewien niepokój. Możesz w modlitwie, w błaganiu, z dziękczynieniem, powinieneś w modlitwie, z błaganiem, w dziękczynieniem prosić Boga o pokój Boży. Ale to zadziała tylko wtedy, jeśli ty pierwej masz pokój z Bogiem. Jeśli ty rozumiesz, że nie jesteś petentem w tej sprawie, tylko jesteś dzieckiem Bożym. Jeśli się narodziłeś na nowo. Pokój z Bogiem jest efektem nowego narodzenia, natomiast pokój Boży jest czymś dostępnym wyłącznie ludziom narodzonym na nowo. Wyłącznie tym ludziom. Tutaj w niektórych przekładach, jeśli się nie mylę, zapomniałem sprawdzić, ale raczej jestem przekonany, że w Biblii Tysiąclecia mamy Miejmy pokój, w tym Rzymian 5.1. Jeśli ktoś ma Biblię Tysiąclecia przy sobie, niech sprawdzi. Wydaje mi się, że i w Tysiąclatce jest w tym Rzymian 5.1 Miejmy pokój, czyli jak gdyby inaczej niż ja teraz mówię, że nie mamy, tylko Miejmy pokój. że tam jest taki inny tryb. Albo zachowajcie pokój, jakby w różnych Bibliach będzie różnie, nie zawsze jest tak jak w Warszawce. Natomiast nawet jeśli odczytać by to miejmy, nawet gdyby to było poprawne i to nie jest... specjalny błąd tłumaczy Biblii, tylko Tysiąclatka jest oparta na innych rękopisach niż Warszawka, na innych kodeksach i tam faktycznie można by dojść do wniosku, że powinno być przetłumaczone miejmy, ale nawet jeśli byłoby tam miejmy, to Paweł nie wzywa do wypracowania sobie pokoju z Bogiem i on to tłumaczył przez cztery rozdziały poprzednie. Zachowajmy, no to czy zachowajmy. Więc jakby nawet gdyby to było tak przetłumaczone, to przecież Paweł nie wzywa do jakiegoś wypracowania pokoju, ale do życia w tym, co zostało nam już dane. To wynika z poprzednich rozdziałów. Przez to usprawiedliwienie i też dalszy kontekst tego piątego rozdziału to wyraźnie tłumaczy. Dlatego większość tłumaczeń na świecie, W języku polskim to nie jest takie proste, ale większość tłumaczeń na świecie, czy angielskich, czy właśnie części polskich, większość tych tłumaczeń oddaje to sens, używając tego sformułowania, my mamy pokój. Nie musimy go wypracować, nie miejmy, nie starajmy się go mieć, tylko mamy pokój. W tym 10-11 wersecie tam będzie podwójny argument, tam będzie pojednani i potem wystąpi uratowani przez Jego życie. Czyli zobaczcie, bardzo obiektywne spojrzenie, że my już jesteśmy pojednani, my jesteśmy uratowani, a nie będziemy kiedyś pojednani i być może nas kiedyś Chrystus uratuje, tylko... Jesteśmy pojednani w tej śmierci Chrystusa i jesteśmy uratowani przez to, że On żyje, przez tą opiekę zmartwychwstałego, która wypływa z tego pokoju z Bogiem. No i bardzo ważne to, co Pan Jezus powiedział w 14 rozdziale, bo Pan Jezus tu wyraźnie podkreśla, że źródłem tego prawdziwego, stabilnego, wewnętrznego pokoju jest osoba. Jest On sam, On nam to daje. On jest źródłem, a nie jakieś okoliczności. Więc jeszcze raz, pokój z Bogiem to jest usprawiedliwienie, to jest pojednanie, to jest stan stały. stabilny fundament. Natomiast pokój Boży to jest pewne doświadczenie, które od czasu do czasu potrzebujemy. To jest taki strażnik naszego umysłu, ten pokój Boży, strażnik naszego umysłu i naszych emocji. I my czasami potrzebujemy o to zawołać. Myślę, że doskonale wiecie, o co mi chodzi. Że nie raz, pomimo tego, że macie pokój z Bogiem, macie pewność zbawienia, odczuwacie jakiś niepokój. Wtedy trzeba zastosować Radę z Filipian 4-6. Tutaj znowu jakby historyczne spojrzenie Kościoła. Ziomek mój Augustyn, jak wiecie, w wyznaniach napisał tak. Niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w tobie. Patrzcie, on opisuje, ten permanentny stan jako takie stabilna rzecz, kiedy my jesteśmy z Bogiem. Ale on to akcentuje, że to przechodzi przez łaskę, a nie przez jakieś samodoskonalenie w całym tym rozdziale. Luther w tych wzmaganiach jego, nie ma dzisiaj Rafała, ale dzwonił do mnie, podobno dobrze, to wymawiam ten aftentungen, czyli te zmagania jego z tą ciemnością wewnętrzną, on odkrył, że inaczej... To wszystko się skończyło, ten rozdział opisujący jego zmagania jest zakończony tym, że Luther się przyznaje, że to wszystko ustało, ten właśnie wewnętrzny, taka niepewność, czy Bóg go przyjmie, czy Bóg go kocha, czy on wystarczająco mu służy, czy on wystarczająco dużą ilość ofiar podczas mszy zaniósł przed Boży Tron, czy odpowiednio się uświęcił, czy odpowiednią pokutę odbył, czy odpowiednio dużo ułożył. Cały czas szukał tego pokoju z Bogiem. Nie miał nawet chwilowego pokoju Bożego, bo nie mógł go mieć, nie mając pokoju z Bogiem. I on napisał, że to ustało, kiedy odkrył i uwierzył, że usprawiedliwienie jest z wiary. Z wiary. Że najpierw mam pokój z Bogiem, a później dzięki temu mogę mieć pokój Boży wewnątrz swojego sumienia. Luther, Calvin, Zwingli, oni wszyscy w swoich teologiach nauczali, że pokój w sumieniu, chwilowy, on może być potrząsany, on może być przerywany, ale nie gaśnie, nigdy nie gaśnie. Nigdy nie jest do końca wygaszony. Nawet w tym niepokoju to wszystko jest tam potrząsane, przerywane, przechodzimy jakąś trudną sytuację, jakaś emocja nami wzburza, ale to nie gaśnie, dlatego że fundamentem jest pojednanie z Chrystusem. Więc to nigdy nie jest tak, że mrok nas dopadnie. My tu często z zakazanicy mówimy, że kiedy ktoś przechodzi jakieś takie trudności związane z psychiką, ma jakiś cięższy czas, jakiś wątek depresyjny, tego typu wydarzenia, to jeśli ty masz pokój z Bogiem, jeśli ty jesteś narodzony na nowo, to nie jest tak, że nigdy cię to nie dopadnie, że cię to nie zahaczy. że nie możesz przebywać w takim stanie. Ale to cię nigdy nie zniszczy, nie zdepcze, nie zabije do końca. Ten mrok cię nie ogarnie. Dlatego, że tam zawsze będzie paliło się to Boże światło, do którego będziesz mógł się odwołać. Ty będziesz uderzony, ale nie będziesz zabity. Ty będziesz niespokojny, ale nie umrzesz w tym niespokoju. Więc to jest ta różnica. No i tu jasno Biblia naucza, że Chrystus jest tym naszym niegasnącym fundamentem, tym naszym pokoju. On nie tylko daje nam ten chwilowy spokój, on stanowi ten fundament, tą atmosferę mojego życia, że choćbym szedł przez dolinę ciemną, czyli znajdę się tam od czasu do czasu. Ty się tam znajdziesz od czasu do czasu. To co? Właśnie, więc jest jakiś fundament. Jak to próbowano zaburzyć? Jak to próbuje się zaburzyć do dzisiaj? No oczywiście ten wszechobecny legalizm czy moralizm, bo lepiej by było chyba mówić moralizm niż legalizm, czyli zasłużę sobie na jakiś pokój z Bogiem, jeśli się będę starał przez jakieś lepsze uczynki. Człowiek, który tak żyje, który próbuje sobie zasłużyć na ten pokój z Bogiem, próbuje sobie uczynkami wypracować jakiś taki stabilny stan, To on w ogóle cały czas jest w lęku, on cały czas ma taki niepokój właśnie w tej sprawie. Czemu? No bo on odrzuca łaskę. On odrzuca łaskę, on próbuje samemu to wszystko zrobić. Jest w takim stanie ciągłej kontroli i ciągłego lęku, że za mało zrobił. Ostatecznie dochodzi zazwyczaj taki człowiek do wniosku, że ja się do tej historii nie nadaję. Ja po prostu wszystkiego spróbowałem, wszystko zrobiłem, jedyne co mi zostało to się powiesić, tak żeby wnętrzności ze mnie wyleciały. Tu nawiązuję do Judasza. wcale nie rzadką rzeczą i wcale nie jakąś odległą, bo do dzisiaj ludzie to praktykują. Zapomniałem teraz nazwy, ale zaraz Wam dopiszę dokładnie. To jest taki, wiecie, mistycyzm skrajny. To jest jakaś taka próba znalezienia pokoju z Bogiem, który by nas potem mógł obdarzyć pokojem Bożym w jakichś technikach specjalnych, w jakichś takich ultra doświadczeniach dla człowieka. I słuchajcie, prawdą jest, że to może dać chwilową ulgę. ale tylko chwilowo. Za chwilę stan początkowy, stan wyjściowy będzie gorszy niż był ten początkowy. To bez tego pojednania z Bogiem pozostanie... Jest taka współczesna i kiedyś bardzo regularna, dzisiaj to jakieś tam wyjątkowe sytuacje, ludzie się samobiczują. Można sobie nawet kupić jakiś taki Bicz do samobiczowania. Jest tak skonstruowany, że możesz tam machać po plecach i tam smylać, jak ktoś bardzo lubi takie ekstremalne wypadki. No więc takie samobiczowanie. Albo zakładają sobie jakieś kolczatki na nogi, się tam ranią. Właśnie zapomniałem nazwę tej kolczatki. Nie podejrzewam was to, że to nosicie, więc nie pytam, czy ktoś wie, jak się to nazywa. Ale myślę, że wiecie, że takie rekwizyty są. Że w niektórych kościołach czy w niektórych kręgach religijnych, bo chyba nigdy nie słyszałem, żeby jakiś kościół z ambony zalecał, ale doprowadzają ludzi do takich rzeczy. Albo mniej takie krwawe rzeczy, na przykład ktoś musi nosić jakiś ozdobnik przez całe życie i jeżeli go tam nigdy nie ściągnie, no to wtedy na pewno będzie zbawiony. To jest właśnie taki mistycyzm w tej historii. I faktem jest, że ten człowiek się psychologicznie uspokoi. To może zadziałać, Jak on odczuwa jakiś niepokój i on sobie zada ból, to on faktycznie odczuje chwilowy lepiej. Przecież zachowania suicydalne się właśnie z tego biorą, że ktoś nie radzi sobie z emocjami, to się potnie albo coś, chwilowo poczuje się lepiej w tej historii, ale za chwilę go to dopadnie. Trzeba coraz więcej i głębiej i mocniej i nie ma tam tego prawdziwego pokoju. Potrzebne są coraz silniejsze bodźce zewnętrzne i w końcu nawet nie wystarczy jakiś ból. Oni się zaczynają coraz mocniej samo biczować. Niektórzy już wpadają na pomysł, że dają się ukrzyżować wręcz, żeby w jakiś sposób dojść do tego pokoju, kiedy Paweł mówi tylko w Chrystusie. Tylko w Chrystusie jest to możliwe. Taki pokój możecie osiągnąć wyłącznie w Chrystusie. Takim kolejnym wykrzywieniem jest oczywiście pójście w drugą stronę, czyli niezrozumienie tego, o czym Paweł mówi, czyli tego, co to oznacza, że ktoś jest w Chrystusie, jaki jest owoc tego, że ktoś się narodził na nowo poza jego językiem. Niektórzy ludzie uważają, że skoro mam pokój z Bogiem, to już teraz nieważne, jak żyję. To już ważne, jak żyjesz. Bo jeżeli ty masz pokój z Bogiem, to ty będziesz w pewien określony sposób żył. Jeżeli ty się narodziłeś na nowo, to w pewien sposób będziesz funkcjonował. Jeśli tego nie robisz, to nie oznacza, że ty coś straciłeś, tylko to oznacza, że ty się nie narodziłeś na nowo. No i oczywiście bardzo popularne w Polsce podejście, żeby w jakiś sposób uzyskać pokój z Bogiem. Pamiętam takie wydarzenie, chyba byłem w Inowrocławiu, w naszym zaprzyjaźnionym zborze. Oni tak mają, że ich kaplica sąsiaduje z kaplicą rzymskokatolicką. I jak patrzysz przez okno, to nigdy nie wiesz, czy ci ludzie, którzy nadchodzą, idą do Sławka, do zboru, czy oni za chwilę skręcą w prawo i pójdą tam w te inne bramy. Żeby za dużo nie powiedzieć. No i tak niestety jest tak, że 90% idzie w te inne bramy, a garstka idzie w tą właściwą bramę, do tego właściwego zboru. Słuchajcie, to jest smutny widok, bo to są czasami tłumy ludzi. Tłumy ludzi. To nie jest tak, że ci ludzie nie mają co robić w niedzielę nad ranem, tam o ósmej, dziewiątej, że oni jakby nudzi im się i se poszli do kościoła, tylko ci ludzie chcą mieć pokój z Bogiem. Oni to robią, bo oni chcą mieć pokój z Bogiem. Oni chcą poznać Boga. Tak ich nauczono. Tam trzeba wędrować, bo tam poznacie Pana Boga. Oni chcą mieć pokój z Bogiem. Chodzą do spowiedzi. Czemu? No bo oni chcą mieć pokój z Bogiem. Biorą udział w różnych obrzędach. Czemu? No bo chcą mieć pokój z Bogiem. Teraz jest bardzo popularna wśród młodych ludzi To towarzystwo tych zakochańców Maryi się skończyło, bo wielki skandal z założycielem, o którym każdy z Was pewnie słyszał, z Chmielewskim. Natomiast teraz w bardzo dużej sile narosła tendencja, nazywa się to Ekstremalna Droga Krzyżowa. Ciekawy pomysł, oni się tam zbierają, gdzieś idą jakieś setki kilometrów, chyba się tam niesamowiczują po drodze, ale ten ekstremalny wysiłek niby ma iść przybliżyć do Boga. Przecież oni tego nie robią, bo im się nudzi albo za dużo już wszystko obejrzeli na Netflixie, tylko ci ludzie naprawdę chcą mieć spokój z Bogiem, ale weszli w pułapkę. w coś, co można nazwać sakramentalizmem. Im się wydaje, że poprzez te sakramenty, poprzez te uczynki, poprzez takie znaki jakieś zewnętrzne, oni będą mieć pokój z Bogiem. Oni pomnili te znaki z rzeczywistością. Znaki łaski są bardzo potężne. My tu różnie wierzymy i ja mam tego świadomość i dopuszczam w zborze. do różnych poglądów na ten temat. Dla mnie na przykład znakiem łaski jest wieczerza pańska. Ja do tego bardzo poważnie podchodzę. To nie jest dla mnie zwykła maca i zwykłe wino. Ja się skłaniam ku temu, że nic nie będę dodawał, nic nie będę odejmował. Pan Jezus powiedział to jest moje ciało, to jest moja krew, picie i jedzcie. Nie powiedział adorujcie, nie powiedział przechowujcie w złotych pudełkach z czerwonym guzikiem. tego wszystkiego nie powiedział, powiedział jedzcie i picie. No więc tak, robimy, ale jestem bardzo ostrożny w wypowiadaniu się na temat tego, co dokładnie oznacza to jest moje ciało, to jest moja krew. Jestem bardzo daleki od tego, żeby powiedzieć, że to jest tylko i wyłącznie. taki powierzchowny symbol. No i też jestem bardzo daleki do tego, żeby powiedzieć, że chociaż widzicie tutaj nadal substancję taką, to w swojej duchowej substancji, bo to Platon takie rzeczy rozpoczął, a Kościół katolicki to tylko pociągnął. Natomiast... Jest to dla mnie pewien znak łaski. Jest to dla mnie coś absolutnie świętego. Z ogromnym szacunkiem podchodzę do Wieczerzy Pańskiej. Wiecie, że jak upadnie, to ja podniosę z ziemi i zjem, bo bardzo poważnie podchodzę. Ale to jest znak łaski, a nie łaska. Te znaki mogą być potężne i to jestem w stanie zrozumieć, ale one nie mogą zastąpić wiary człowieka. I tu jest cały kłopot z tym sakramentalizmem. Teraz w ogóle, jak to rozpoznać, w którym ja miejscu jestem? Czy ja mam problem z pokojem Bożym, czy mam problem fundamentalny, czyli nie mam pokoju z Bogiem? Jeżeli ktoś ma Chroniczny brak radości i nieustanne poczucie winy, takie potępienie wręcz wobec Boga. to nie ma pokoju z Bogiem. I tyle. Po prostu nie ma pokoju z Bogiem. Natomiast jeśli komuś zdarzy się jakiś incydent, że chwilowo mu tam brakło radości, ale ma tą trwałą ufność w Ewangelię, ma takie pragnienie posłuszeństwa Ewangelii, to najprawdopodobniej osłabł w nim tylko ten pokój Boży i tu wystarczy modlitwa. z dziękczynieniem tam, o którym mówili z do Filipian. Bo inaczej, jeżeli ktoś jest obojętny na grzech, nie ma żadnej skruchy w tym człowieku, on żyje w buncie, w takiej samosprawiedliwości, a jednocześnie próbuje jakimikolwiek technikami, to naprawdę mogą być różne techniki. Ja nikogo z chrześcijan ewangelicznie wierzących nie podejrzewam o to, że se kupi te sitka na uda, żeby mu tam krwawiło. Ale to może być np. jakaś taka skrajna uczynkowość albo skrajne rozdawnictwo, coś w tym stylu, to ten człowiek nie ma pokoju z Bogiem. Z Bogiem nie ma tego pokoju. On próbuje znaleźć pokój z Bogiem. w tej historii, tam nigdy nie doszło do pojednania człowieka z Bogiem. Kiedy zdarza nam się, a pewnie nam się zdarza taka nagła fala uderzeniowa, znowu być może mówię tylko o sobie, ale jak znam niektórych z Was, to jestem pewien, że nie. Taka, wiecie, nagła fala, że nagle cię uderzy taki lęk. Coś się wydarzyło i tak cię nagle to uderzyło. To trzeba sprawdzić trzy strefy. Ja mam taki zwyczaj. Sprawdzam trzy strefy. Po pierwsze sumienie swoje sprawdzam. Mam na myśli, czy przypadkiem nie jestem w stanie jakiegoś niewyznanego grzechu. Bo grzech nie ma nade mną władzy. Chyba, że jest niewyznany. Wtedy sam powodujesz, że ten grzech ma nad tobą władzę. Więc sprawdzam, czy nie jestem w stanie jakiegoś niewyznanego grzechu. No i to jest chyba dla nas oczywiste, nie? Jak dla kogoś to jest nieoczywiste, to Psalm 32 o tym mówi, że jeżeli jakiś grzech jest niewyznany, to on cię uwięzi. On cię uwięzi, on cię doprowadzi do tego, że będziesz się lękał. Dawid żył w takim stanie. Sprawdzam też, Od niedawna, po prostu Bóg mnie tego nauczył, a potem mi to pokazał w Biblii. Dzisiaj z wami tym podzielę. Czasami taki... taka nagła fala lęku, jakiegoś niepokoju, jakiejś niejasności, wydawałoby się jakiegoś przytłumienia takiego emocjonalnego, ona wcale nie oznacza, że ktoś nie ma pokoju z Bogiem, tylko zwyczajnie ktoś jest przemęczony albo jest chory. I słuchajcie, to nie jest rzadki przypadek, że ktoś jest przemęczony, po prostu jest przemęczony, po prostu potrzebuje odpocząć, albo jest chory w sensie takim fizycznym, po prostu mu coś dolega. Raz, że mnie do tego skłoniły własne doświadczenia, a dwa, przecież to jest pięknie opisane w Słowie Bożym, w I Królewskiej w XIX rozdziale, czytamy tak. [...] Achab opowiedział Izabel wszystko, co uczynił Eliasz i jak kazał wybić mieczem wszystkich proroków Bara. Wtedy Izabel wyprawiła gońca do Eliasza z takim poselstwem. To niechaj uczynią bogowie i niechaj to sprawią, że jutro o tym czasie uczynię z twoim życiem to samo, co stało się z życiem każdego z nich. I teraz posłuchajcie. Zlęk się więc, i ruszył w drogę, aby ocalić swoje życie. I przyszedł do Berszaby, która należy do Judy, i tam pozostawił swojego sługę". To jest lęk się. Wpadł w taki stan. A teraz wytłumaczenie czemu. Sam zaś poszedł na pustynię o jeden dzień drogi, a doszedłszy tam, usiadł pod krzakiem jałowca i życzył sobie śmierci, mówiąc, dosyć już, Panie, weź życie moje, gdyż nie jestem lepszy niż moi ojcowie. Czyli dopadł mu mrok. jakieś niewłaściwe myśli i dalej. Potem położył się i zasnął pod krzakiem jałowca, lecz oto dotknął go anioł i rzekł do niego wstań, posil się, posil się. A gdy spojrzał, oto przy jego głowie leżał placek upieczony i dzban z bodą. Posilił się więc i znowu się położył." Więc zobaczcie, on się potrzebował odpocząć, posilić i dalej. Lecz anioł przyszedł po raz drugi, dotknął go i rzekł, wstań, posil się, gdyż masz daleką drogę przed sobą. Wstał więc i teraz patrzcie, jaka zmiana. Posiliwszy się, szedł w mocy tego posiłku czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aż do góry Bożej choreb. Więc ewidentnie stan tego człowieka, to było zmęczenie, to było brak jedzenia, brak tego wszystkiego i Bóg posłał anioła i ten anioł nic nie przeduchowił, tylko powiedział mu tak, gościu, weź nie się chłopie porządnie wyśpij, weź nie się najec chłopie, potem się znowu wyśpij, znowu się pojedz, a dopiero potem bierz się za Boże rzeczy. Więc ewidentnie takim przemęczeniem, jakieś chroniczne przemęczenie, czyli nasze ciało może być przyczyną, no i myśli. Myśli. Czym ja karmię swój umysł? Jeżeli ktoś zaczyna dzień od przeskrolowania Facebooka i nakarmi się na dzień dobry, wiecie, aferami, hejtem, politycznymi waśniami i on jeszcze siku dobrze nie zrobił, ale on już wszystko wie, co się na świecie stało od wczoraj, gdzie jest kolejny konflikt, kto z kim się pożarł, kto z kim się rozwiódł, kto w tańcach z gwiazdami właściwie, a kto niewłaściwie zatańczył i ten po prostu kciuk mu działa szybciej niż umysł, Później jeszcze włączy wiadomości, obejrzy i usłyszy, co tu się w ogóle w tej Polsce znowu wyrobiło, co się tam na zachodzie wyrobiło, co Trump zrobił, a co na to odpowiedział Zoleński, a co w związku z tym Putin. Ty musisz mieć problemy, ty musisz mieć prędzej czy później nagły atak lęku. Bo Twoje myśli są zdewastowane. Ty się powinieneś nakarmić Bożym Słowem. Ty powinieneś rano wstać i rozpocząć od jakiegoś psalmu. Albo od fragmentu Ewangelii. Albo od listu. Słuchajcie, ja najpiękniej to obserwuję u mojej żony. Moja żona, nie wiem ile to już trwa, ale trwa to już kilka lat, ona naprawdę przez kilka lat wstaje rano, jedno jedyne co mam do zarzucenia, to powinienem powiedzieć najpierw mi daje buzin, ale właśnie tego nie robi. Wstaje rano, ona ma przy szafce nocnej po swojej stronie, bo to jest w ogóle cała historia, my musimy mieć swoje strony, swoje kołdry i w ogóle... To jest osobny temat, ale wstaje rano i na swojej szafecce, po swojej stronie, w tym swoim M1 na łóżku wydzielonym ma Biblię. I ona pierwszą rzecz, którą robi, wstaje rano, bierze Biblię do ręki. Od kilku lat tak robi i słuchajcie, naprawdę ta dziewczyna inaczej funkcjonuje, od kiedy ma taki zwyczaj. Kiedyś ją byle co zdenerwowało, byle co ją wyprowadziło z równowagi, nawet zmywarka nowa nie pomogła. A teraz nie ma tych problemów. Czemu? No bo ona czymś właściwym karmi te swoje myśli. I teraz jak wrócić, kiedy ktoś jest w tym miejscu? Filipian 4,6-9 podaje taką zasad, tu się bardzo Tomkowi spodoba, 4hp. Będzie można zapamiętać. Cztery razy P. Specjalnie dla Ciebie tak to zrobiłem. Cztery razy P. Po pierwsze, powiedz. Podoba Ci się, nie? Powiedz wszystko Bogu. Tak mówi list do Filipian. W modlitwie, w błaganiu, z dziękczynieniem. Powiedz wszystko Bogu. Po drugie, pamiętaj, że pokój Boży będzie cię strzegł. Tam jest obietnica złożona. Po trzecie, pomyśl o tym, co jest prawdziwe, co jest sprawiedliwe, co jest czyste. I po czwarte, praktykuj. Praktykuj te rady. Po prostu nie zapomnij o tym, co powiedziałem i praktykuj te rady, wprowadź je w życie. Dodatkowo, nie udało mi się już na P, musisz wybaczyć. Dodatkowo pamiętaj, że masz codziennie wracać do tego faktu obiektywnego pojednania, jeżeli jesteś narodzony na nowo. Przypomnij sobie, kto jest głową Kościoła i kto jest głową ciebie. Zacznij od Chrystusa. A po drugie, Pamiętaj o Jego Ciele, czyli o Kościele. Skoro szanujesz głowę, to szanuj Kościół, szanuj wspólnotę. Słowo niech mieszka w tobie obficie. Śpiewaj podczas uwielbienia, nie milcz, tylko śpiewaj. To ma znaczenie, żebyś ty śpiewał, a nie tylko mruczał tam coś pod nosem. Niech to obficie funkcjonuje w tym twoim byciu w Kościele i ten pokój chrystusowy przecież, bo ja bym mówił, że on rządzi, gdzie? We wspólnocie Kościoła. Jeżeli cię dłuższy czas nie ma w Kościele, to ty nie masz szans wyjść z takich stanów. Jeśli nie masz pewności, czy ty w ogóle masz pokój z Bogiem, czy ty się narodziłeś na nowo, to słuchaj, nie zaczynaj od odczuć i uczuć, bo jeszcze raz, odczucie i uczucie to jest pokój Boży i z tym bywa różnie. Ty musisz zacząć od faktu, czy ty jesteś pojednanym z Bogiem, musisz zacząć od Chrystusa, a on umarł za nas, kiedy jeszcze byliśmy grzesznikami. To jest niezwykle ważne. Musimy zaufać temu, że to się stało, podjąć decyzję, że ja temu ufam, że on za mnie umarł wtedy, kiedy jeszcze byłem grzesznikiem, a nie swoim wysiłkom. No i teraz nic nowego nie powiedziałem, jak powiedziałem to, co mówili wszyscy reformatorzy i to jest właśnie te sola fide, tylko wiarę. Słuchajcie, to jest ważne, dlatego ja tak sobie dołożyłem tutaj, korzystając, że to się pojawia w tym pierwszym wersycie, bo my naprawdę żyjemy w świecie i nie przestaniemy w nim żyć tak szybko. My naprawdę żyjemy w świecie, w którym jest pełno napięć. Pełno napięć. Ja nie wiem, czy coś teraz nagle szybciej się zrobiło. Takie mam wrażenie, że gdzieś się ten świat jeszcze bardziej rozpędził. Naprawdę jest pełno napięć. Naprawdę świat, w którym my żyjemy, to nie jest świat naszych ojców, naszych dziadków, naszych pradziadków. My naprawdę żyjemy w świecie pełnym napięć. To jest świat, w którym Jest tyle niepokoju, jest tyle niepewności, jest tyle strachów, tyle lęku, co chyba nigdy do tej pory nie było. Nie mam na myśli tego, że nigdy wcześniej nie było wojen. Wojny były zawsze z tą samą częstotliwością. Nie mam na myśli tego, że nigdy nie było wcześniej chorób. Choroby były zawsze z tą samą częstotliwością. Tego wszystkiego nie mam na myśli, ale nasz dostęp do tej wiedzy, do tej informacji znacznie przyspieszył. My tego o wiele więcej w siebie ładujemy niż te poprzednie pokolenia, w związku z czym mamy większy problem z tymi napięciami, niepokojami i lękami. Mnie obudził czas covidu. Kiedy ja wyszedłem do sklepu, była któraś już tamta, któreś kolejne dwa tygodnie były te, co miały tylko dwa tygodnie, to któreś kolejne tylko dwa tygodnie były ogłoszone, już nie pamiętam które, z tych trzech letnich dwóch tygodni, ale doszli do tego miejsca, że były te godziny seniorów. Pamiętacie, że tam jakieś były godziny seniorów? Słuchajcie, one się tam, już teraz mogłem zapomnieć godziny, ale powiedzmy, że o 13.00 się ta godzina seniorów kończyła, no więc o 13.00, bo ja jeszcze nie jestem seniorem, O 13.00 mogłem iść do sklepu kupić rzeczy potrzebne nie seniorom. No i stoję przed tym sklepem, kolejka jak atom po prostu do tego wejścia do Kertfura, bo jeszcze w tym czasie obowiązywały te limity, ileś tam ludzików, ile koszyków, tyle ludzików, jakieś tam pomysły. Pamiętacie na pewno te wszystkie hece. Więc trzeba było tam swoje odcześć. I stoję w tej kolejce. Przede mną i za mną, ja akurat z tym miałem ogromny kłopot, ale przede mną i za mną turbo, po prostu obładowani w maseczki, gdzie się tylko da. Jedni mieli na łokciach, drugi na brodach, trzeci na nosach, czwarty na oczach, a piąty to chyba ze śmietnika tą maseczkę miał albo nigdy jej nie ściągał. I stoimy w tej kolejce. Czekamy aż nas puszczą do tego sklepu, by kupić te rzeczy. Wiemy o tym wszystkim, bo w telewizji powiedzieli, że jak nie założysz tej maseczki na brodę, jak nie postoisz w tej kolejce, jakbyś tak wszedł przez przypadek za 5-13 do tego sklepu, to na pewno umrzesz. A jak nie umrzesz ty, to umrzy ten senior, który tam się porusza. A obok szli ludzie, którzy chyba telewizora dłuższy czas nie oglądali. My ich nazywamy kloszardami. Ale ja się zastanawiałem, kto w tej historii jest kloszardem. Bo oni w pewnym momencie spojrzeli na nas, na ten tłum ludzi i ja widziałem w ich oczach, że oni się zastanawiają, kto upadł na głowę. Bo chyba nie my. Bo oni nie wiedzieli, im nie powiedziano, że jak założą maseczkę na brodę i wejdą o 13.01, a nie za 5.13, to przeżyją. Oni tego nie wiedzieli. Więc oni normalnie bez lęku, bez strachu, bez niepokoju swoje tam winka popijali. Nie zachęcam nikogo do picia wina, ale rozumiecie przykład. Ci ludzie nie zdawali sobie sprawy z tego, jak niebezpieczna sytuacja się odbywa w kraju. Ile w ogóle trupów jest na ulicach, oni tego nie wiedzieli. I jaka jest straszna epidemia w Polsce. Nikt im tego nie powiedział, więc to mam na myśli. To oznacza, że niezależnie od tego, co się dzieje, jakaś utrata pracy, która nas często będzie dotykać, jakieś oszczerstwa, które nas dotykają, a coś poważniejszego jak wojna, prawdziwa wojna, nie na konsoli. Słuchajcie, nasza relacja z Bogiem jest nienaruszona. Nawet w czasie ekstremalnej choroby, nawet w czasie utraty pracy. Nawet kiedy ktoś Cię oczernia, nawet kiedy faktycznie byłaby wojna w naszym kraju. Nasza relacja z Bogiem jest nienaruszona. To, co jest najważniejsze, zostało trwale, na zawsze załatwione na krzyżu Golgoty. Ja nie muszę zabiegać o to, żeby Bóg mnie kochał. Nie muszę tego robić. Ty nie musisz tego robić, żeby Bóg Cię kochał. On Cię pokochał, gdy Ty byłeś jeszcze jego wrogiem, gdy ty jeszcze wrogo żyłeś w tej historii. Więc jeśli kogoś dręczy taki niepokój, to po prostu musi do tego wrócić. A my teraz wracamy do tych pierwszych dwóch rozdziałów, wersetów. Usprawiedliwieni tedy z wiary pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu też mamy dostęp przez wiarę do tej łaski, w której stoimy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. On tu zaczyna wtedy, tak jest akurat w Biblii Warszawcej, ale rozumiemy, że to jest wtedy, czy też wtedy inaczej mówiąc, będąc więc usprawiedliwieni wtedy z wiary. Tak to powinniśmy odczytać. Pokój mamy z Bogiem przez Pana Jezusa Chrystusa. dzięki której też mamy dostęp przez wiarę do tej łaski, w której stoimy i chlubimy się. Zobaczcie, tam jest takie małe więc, że usprawiedliwieni jesteśmy z wiary, więc mamy dostęp do tej łaski. I to małe więc jest niezwykle ważne, Całe to zdanie to jest taki pomost pomiędzy tym, co przerabialiśmy w poprzednią środę, a tym, co powinno być konsekwencją tego, jeśli mam pokój z Bogiem, jeśli jestem usprawiedliwiony, czy też mówiąc naszym językiem, jeżeli jestem narodzony na nowo. Paweł tak jakby mówi tu, gdybyśmy to chcieli na taki współczesny język, jakiś taki przekład zrobić, skoro to wszystko jest prawdą, Skoro zostaliście usprawiedliwieni z wiary, a nie z uczynków, to teraz musicie i możecie wiedzieć, co z tego wynika. I o tym on tu będzie teraz mówił. To jest takie przejście od tego wcześniejszego sądu, który Paweł dokonał, do życia, w którym ja i ty powinniśmy mieć udział. Nie możemy przejść do mamy pokój z Bogiem, jeśli wcześniej nie rozumiemy tego wszystkiego, co Paweł wytłumaczył, no bo znowu tu... żeby była jasność, bo może być tak, że ktoś od tego kazania zacznie sobie słuchać. Nie będziesz miał pokoju, jeśli pierwej się nie pojednasz z Chrystusem. Nie pojednasz się z Chrystusem, jeśli nie odkryjesz, co stało się na Krzyżu Golgoty. Nie odkryjesz, co stało się na Krzyżu Golgoty, jeśli nie zrozumiesz, czym jest łaska objawiona nad tobą, a nie zrozumiesz, czym jest łaska objawiona nad tobą, jeśli najpierw nie zrozumiesz, kim w tej historii jesteś. Żeby było jasno i że ja temu nie będę przeczył. I teraz Paweł dlatego mówi, tu skorzystam z Biblii Gdańskiej, bo na to najlepiej odda. Będąc więc usprawiedliwieni przez wiarę, mamy pokój z Bogiem przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. Ale teraz co z tego wynika? Paweł tam używa słowa spójnika. To słowo można by przetłumaczyć jako spojenie, jako złączenie tego, co wcześniej zostało rozdzielone. Więc zobaczcie, on tu nie mówi o tym, że jest jedynie brak konfliktu. że teraz nie mamy konfliktu z Bogiem, bo jesteśmy usprawiedliwieni. To jest za mało, jeżeli ktoś tak do tego podchodzi. Teraz nie mam konfliktu z Bogiem, bo jestem usprawiedliwiony w Chrystusie. Nie. On tu mówi o czymś o znacznie szerszym. To słowo, które on tam używa, ten mamy pokój z Bogiem, ono ma jeszcze szerszy dźwięk, dlatego że to słowo oznacza, jeszcze raz, trwałe, stabilne, pełne pojednanie, i pełne przywrócenie harmonii, której wcześniej nie było. My o tym jakby rozmawiamy. I teraz powiem coś, że natychmiast zrozumiemy, co miałem na myśli. W języku hebrajskim to słowo, które Paweł tu używa w greckim na ten pokój, w języku hebrajskim to słowo brzmiało shalom. To jest to samo słowo. Tutaj ten pokój to jest szalom. A szalom oznacza coś, i to jest dla nas w miarę oczywiste, znacznie więcej niż spokój, niż chwilowy spokój. Rozumiemy, że kiedy w słowie szalom jest pełen dobrobyt, Jest pełna, obfita łaska, jest błogosławieństwo, jest taka harmonia pomiędzy Bogiem a człowiekiem. No i właśnie gdyby Nowy Testament był napisany w języku hebrajskim, to mielibyśmy, mamy szalom z Bogiem. Natomiast jest w języku greckim. To jest te same... Słowo. Kolejną rzeczą, którą musimy tu zauważyć, to, że Paweł nie mówi, mamy pokój od Boga, a niektórzy, mam wrażenie, tak myślą. Mamy pokój od Boga. On tak nie mówi. On mówi, mamy pokój z Bogiem. I faktycznie to jest bardzo dobrze przetłumaczone. Jakby było dosłownie przetłumaczone, albo jak sięgniemy do jakiejś interlinii, to przeczytamy, że mamy pokój w kierunku Boga. że w ogóle oryginalnie byśmy odczytali, że mamy pokój w kierunku Pana Boga, że to jest pewien język relacji, że w kierunku tego naszego Boga. Jeszcze raz, to jasno, wyraźnie oznacza, że wojna się zakończyła, że nigdy już nie będzie wojny między mną a Bogiem. Ta wojna została definitywnie zakończona. Tak jak wcześniej była, ponieważ byłem w stanie grzechu, A w związku z tym byłem w stanie ustawicznego buntu względem swojego stwórcy. Byłem jego wrogiem. Tak, w tej chwili ta wojna jest skończona. Ja już nigdy nie będę wrogiem Boga. Ty, jeśli jesteś usprawiedliwiony przez wiarę z łaski, to już nigdy nie będziesz wrogiem Boga. Nigdy. I zobaczcie, że to jest prawdziwe. Nawet jak się ktoś bardzo potorbi w tej historii, on ma problem z jedną rzeczą. On nie może zapomnieć, że Bóg jest. On nie może się uwolnić od tej świadomości, że Bóg jest. On już nie umie odłożyć gdzieś na półkę tego, co przeżył, bo ta wojna jest skończona. Ona jest skończona. On ma pokój z Bogiem. On może przechodzić jakieś trudne rzeczy, ale on nie wyrwie się już z tej historii, nie wejdzie z powrotem w stan buntu przeciwko Bogu, chyba że nigdy nie był narodzony na nowo. A to oznacza, że nigdy nie był usprawiedliwiony przed Bogiem i nigdy nie miał pokoju. I zobaczcie, Paweł kilka wersetów dalej napisze. Jeśli bowiem będąc nieprzyjaciółmi zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Syna, jego, tym bardziej będąc pojednani dostąpimy zbawienia przez życie Jego. Więc on tutaj to bardzo mocno podkreśla. I pozwolę sobie na pewną radę, bo oprócz tego, że tu gdzieś egzegietycznie podchodzimy do tych tekstów, chciałbym, żeby tu duszpasterski ton został zachowany. Pozwolę sobie na pewną radę. Słuchajcie, to zdanie mamy, pokój z Bogiem, to jest werset, który powinieneś umieć na pamięć. Jeżeli ty nie umiesz tego wersetu na pamięć, to się go naucz na pamięć. To jest werset, który każdy z nas powinien umieć na pamięć w tym celu, że kiedy przyjdzie diabeł, to ja mam ten werset wyznać na głos. I to tak na głos, żeby diabeł się tego wystraszył. Ja mam umieć to powiedzieć, że jestem usprawiedliwiony z wiary. Pokój mam z Bogiem. przez Pana Jezusa Chrystusa. Muszę to umieć na pamięć. I w odpowiedniej chwili to wyznać. Bo diabeł tak ma, że on zazwyczaj przychodzi i przypomina nam jakieś stare grzechy. I wtedy trzeba powiedzieć, hola Gościu, ja mam pokój z Bogiem. Pokój z Bogiem mam. Wynocha. Muszę to wiedzieć. I teraz bardzo ważne, patrzcie, ja nie powiedziałem, Diable, kiedyś może będę miał pokój z Bogiem, bo mnie rozerwie na strzępy. I jak Ty tak zrobisz, to Ci diabeł rozerwie na strzępy. Ja nie powiedziałem, czuję, że mam pokój, moje czuję, jak ja to po prostu słyszę, Diable, ja czuję, że mam pokój, a On nie czuje i rozerwie Cię na strzępy. Rozerwie Cię na strzępy. Nie! Ja mam powiedzieć fakt, duchowy fakt, mam pokój z Bogiem i opieram to na Słowie Bożym. I teraz to nie jest jakaś głupia afirmacja, żebyśmy się dobrze zrozumieli, bo właśnie afirmacja jest kwestią uczuć. Jest kwestią nastawienia się, jest kwestią odczuć, a ja nie o tym mówię. Ja mówię o fakcie duchowym. To jest fakt duchowy. Mam pokój z Bogiem, ponieważ jestem w Chrystusie Jezusie Panu naszym. Koniec kropka. To jest tak jakbym, kiedy ja mówię, kiedy ktoś by przyszedł i by zarywał, jak to się ładnie mówi, nie zarywał, tylko nawiązywał zbyt bliską relację z moją żoną, spoufalał się za bardzo z moją żoną, to oczywiście dostałby wpysk. Ale oprócz tego mógłbym powiedzieć, odczep się, bo to jest moja żona. Ja w tej chwili nic nie afirmuję. To nie jest żadna afirmacja, rozumiecie? To jest fakt. To jest fakt, na który ja się powołuję. Odejdź człowieku, bo to jest moja żona. I ja nic nie afirmuję. Gdyby to nie była moja żona, a ja bym sobie marzył, że to będzie moja żona i bym sobie tam coś wyobrażał i bym innym mówił, ogłaszam, że Sylwia jest moją żoną, to już by była afirmacja. Teraz wracamy. Ja nie mówię o afirmacjach. To samo z modlitwami. Kiedy ktoś jest chory i on sobie ogłasza, że on jest zdrowy, to on afirmuje. I nie o tym rozmawiamy. My rozmawiamy o fakcie. Jestem usprawiedliwiony przez Jezusa Chrystusa. Mam pokój z Bogiem. To jest moja żona. To nie jest żadna afirmacja, żebyśmy się dobrze zrozumieli. No właśnie, przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Zauważmy, że Paweł nie mówi, a mógłby, ale nie mówi, mamy pokój dzięki wierze. On tego nie mówi. Ty nie masz pokoju dzięki wierze. My nie jesteśmy wierzącymi w wiarę. To są dwie różne rzeczy. Nie wystarczy mocno wierzyć. Buddyści też bardzo mocno wierzą, muzułmanie bardzo mocno wierzą i inni tam bardzo mocno wierzą, ale my nie jesteśmy religią wiary w wiarę, tylko my, tu Paweł mówi, mamy pokój przez Pana naszego, przez Jezusa Chrystusa, tylko przez to mamy pokój. Zobaczcie, on mówi, że Chrystus jest źródłem i gwarancją pokoju. Więc nie głębia mojej wiary, tylko Chrystus jest gwarancją. I dlatego, pomimo tego, że ja czasami być może mniej wierzę i być może bardziej potrzebuję, by Pan dopomógł niedowiarstwu memu, niż jakiś muzułmanin wierzący tam sobie w Allaha, czy jakiś buddysta wierzący sobie w reinkarnację Siddharty Gautamy, czy jakiś tam jeszcze inny, Całkiem często jest tak, że oni mocniej wierzą niż ja. Ale to ja mam pokój z Bogiem. Czemu? Bo ja Go mam przez Pana, przez Jezusa Chrystusa, nie przez siłę mojej wiary. I to też jest ważne, dlatego że w Twoim życiu będą takie momenty, kiedy będziesz potrzebował wołać do Boga, by pomógł niedowiarstwu Twemu. Będziesz przechodził takie momenty. Każdy człowiek będzie przechodził takie momenty. Natomiast nadal będziesz miał pokój z Bogiem, jeżeli jesteś prawdziwie narodzony na nowo. Czemu? Bo ten pokój z Bogiem jest przez Chrystusa Jezusa, a nie przez epizod Twojej wiary, czy przez sezon Twojej wiary, że On jest tylko wtedy, kiedy Ty jesteś na wyrzynach wiary. Nie będziemy zawsze na wyrzynach wiary. Bardzo ważne też w tym zdaniu, że to jest przez Jezusa Chrystusa, jest to, że tu Paweł też w pewien sposób podkreśla, że jednocześnie tu nikt nie powinien mieć na myśli, że jest jakiś nowy Bóg, nowe rozdanie i że ten Bóg stał się łagodniejszy dla człowieka niż stał się Bóg w Starego Testamentu. Nie, Bóg się nie stał łagodniejszy. Bóg nadal jest pełen gniewu i ma do tego prawo. nadal jest pełen sprawiedliwości i ma do tego prawo. Tylko po prostu Chrystus zaspokoił ten gniew, zaspokoił tą sprawiedliwość raz na zawsze, żebym ja mógł być w tej historii ocalony. Tu już czytaliśmy w trzecim rozdziale, sprawiedliwy jak i usprawiedliwiający tego, kto wierzy w Jezusa Chrystusa. Do Efezjan Paweł później napisze, albowiem on On jest pokojem naszym. On sprawił, że z dwojga jedność powstała i zburzył w ciele swoim stojącą pośrodku przegrodę z muru nieprzyjaźni. Będziemy to analizować przy okazji listu do Efezjan. Zobaczcie, Paweł do Efezjan nie pisze, że on dał pokój. On pisze, że on sam jest tym pokojem. To on jest źródłem tego szalom, tego bezpiecznego pokoju. Więc kolejna różnica. Pokój z Bogiem to nie jest stan. Pokój z Bogiem to jest osoba i ona ma imię Jezus. Pokój z Bogiem to jest osoba tylko i wyłącznie, nie twój stan. W drugim wersecie, na początku tego drugiego wersetu, przez którego też mamy dostęp do tej łaski, w której stoimy. I tu Paweł wprowadzi kolejne takie bardzo ważną informację, bardzo ważny Bo on tu teraz mówi o dostępie do łaski, coś co niebywałe było. My się trochę z tym obyliśmy, ale to jest niebywała rzecz, że my mamy dostęp do łaski. Co jest ciekawe, on tutaj używa specyficznego określenia, bardzo literackiego określenia, które się używało tylko i wyłącznie w stosunku do jednej sytuacji, więc on do niej nawiązuje. On tutaj mówiąc to, ten dostęp do łaski, to wprowadzenie do dostępu do łaski, oddaje to słowami, słowem... Nie pamiętam, jak się to słowo nazywa. a w notatkach mam z czystej greki. Mogę się pomylić, ale prozogage, chyba się to nazywało, ale wiem, co to na polski oznaczało i o co chodziło w tym tekście. Tego tekstu używało się wtedy, kiedy wprowadzano kogoś do obecności króla, tylko i wyłącznie wtedy. Kiedy wprowadzano cię... do najwyższego urzędu, pod obecność najwyższą. Kiedy się wpuszczano do sali tronowej, to używano tego słowa, które najprawdopodobniej brzmi proszę zgadzę, ale nie zapisałem sobie. I teraz czemu on to mówi? W tamtej kulturze nie można było sobie tak po prostu wejść do sali cesarza. Nie można było sobie tak wejść z ulicy do cesarza, by ci tam łeb odcięli. Nie było szans. Musiałeś mieć kogo? Pośrednika. Musiałeś mieć pośrednika. który wprowadził cię przed ten tron cesarza. No i słuchajcie, to jest bardzo ważne, bo właśnie tym pośrednikiem jest Chrystus. Właśnie do tego tu Paweł nawiązuje. Tym pośrednikiem jest Chrystus. Ty normalnie byś sobie tak nie mógł wejść do obecności łaski, do obecności Boga. Nie mógłbyś tak wejść. Ty potrzebujesz pośrednika. Tylko tym pośrednikiem jest Chrystus. On nie tylko nas pojednał z Bogiem, On nas wprowadził do Jego obecności. Złe słowo użyłem? Bo ty sprawdzałeś dobre, tak? O, no to dobrze pamiętałem. Jezus nie tylko pojednał nas z Bogiem, On nas wprowadził do Jego obecności. Czyli to nie jest historia, że Pan Jezus poszedł do tego cesarza w tym przykładzie i powiedział tak, wiesz co, daj spokój Bartkowi, tam jakby o, tam jakby nie zaszkodzi ci, zakończ tą wojnę, jakby on już nie będzie, nie. On mnie tam zaprowadził. Ja mam bezpośredni dostęp do Boga, w moim przykładzie do tego cesarza, ponieważ pośrednik mnie tam przyniósł i ja tam jestem legalnie. Ja już nie stoję na zewnątrz jak grzesznik z Izajasza. i nie krzyczę biada mi, bo zginąłem. Nie, ja stoję w łasce, jestem utwierdzony w tej łasce, ja mam dostęp do tej łaski. I teraz znowu, ja nie stoję na jakimś gruncie emocji, to nie jest jakieś pobożne życzenie, to jest fundament, fundament łaski. Nie jestem przed Panem Bogiem jako człowiek narodzony na nowo, którego doprowadził tam Chrystus, którego jedynym pośrednikiem, żeby była jasność, był Chrystus, to ja nie jestem w tej historii jakimś petentem stojącym na baczność przed Bogiem. Nie. Ja jestem dzieckiem, które ma swobodny dostęp do swojego Ojca. Raz na zawsze mi to Jezus załatwił. Raz na zawsze. Czemu to jest istotne? Bo to znowu do czego Paweł nawiązuje? Do współczesnych mu zrozumienia Pana Boga i do naszego też, nie rzadko współczesnego nam zrozumienia Pana Boga. W Starym Testamencie ten dostęp do Boga i do Jego łaski, do Jego chwały, do Shekili był bardzo ograniczony. Przecież tylko arcykapłan mógł raz do roku wejść do... Miejsca Najświętszego i w ogóle musiał to całe przygotować. Musiał być obmyty, musiał być krew ofiary. I teraz gdzie stał zwykły człowiek? Bardzo daleko, bardzo dobrze powiedziałaś. Zwykły człowiek stał bardzo daleko. On był odgrodzony od tej obecności. Raz, że fizycznie był odgrodzony, naprawdę był kawał drogi od tego Miejsca Najświętszego. nic nie miał do czynienia z tym miejscem najświętszym, poza tym, co arcykapłan zechciał opowiedzieć. A dwa, ogrodzony i odgrodzony był przepisami, rytuałami, trzeba było przejść przez te wszystkie obmycia, przez to wszystko, żeby się tam gdzieś zbliżyć. Teraz, kiedy Pan Jezus umiera, no to czytamy, że zasłona świątyni rozdziera się na dwoje. Czyli szeroko zostaje otwarte. Możesz wejść i przejść. I Paweł dokładnie do tego nawiązuje. On mówi, my teraz mamy przez Niego, czy dzięki Niemu, poprzez Niego, przez tego naszego pośrednika, dostęp do tej łaski, dostęp do tej chwały. Ja tam mogę wejść. Ja tam jestem u siebie. Ja naprawdę mogę w modlitwie z dziękczynieniem, z błaganiem przyjść do mojego Ojca. I wszystko jest w porządku, dlatego nie stoję w strachu, ale stoję w łasce. Stało się coś, a uwierz mi, prędzej czy później ci się noga podwinie. Ty też glebę zaliczysz. Ja glebę zaliczę i ty glebę zaliczysz. Ale ja nie muszę się tego bać. Ja w pełnej łasce pójdę do Boga, ja tam mam prawo iść i powiem Mu, Boże, przepraszam. I zaczniemy jeszcze raz. Ja nie stoję daleko. Ja jestem bardzo blisko Boga. Ja jestem bliżej Boga niż jakikolwiek papież kiedykolwiek był. I ty też. I ty też. Bo mnie tam wpuścił Chrystus. Jesteśmy bliżej Boga niż kiedykolwiek ktokolwiek był w tych turbo zdziczałych religiach. Bo nas tam wpuścił Jezus Chrystus. Nie stoję daleko. Jestem blisko. Jestem w miejscu najświętszym. Nie stoję w ciemności. Stoję w takiej światłości, która nawet nie jest wynikiem braku ciemności. Tylko przecież w miejscu najświętszym nie było źródła światła. To Bóg był źródłem świata. Nie było ciemno, jak niektórzy mówią, jak słyszę te opowieści, że w miejscu najświętszym było ciemno. To może przeczytaj Biblię jeszcze raz. Bo w miejscu najświętszym był Bóg, a On jest światłością. Tam nie było ciemno. Tam było skrajnie jasno. Wielu wierzących w ogóle niestety żyje tak, jakby oni wiedzą, że ta zasłona się rozdarła, oni wiedzą, rozumieją to rozumowo, że mają dostęp do Bożego Tronu, ale ja czasami mam wrażenie, że niektórzy żyją tak, jakby to było tylko tak lekko uchylone, jakby tak można było tylko podpatrzeć przed szparkę, co tam się w tej... w sali tronowej dzieje. Jakby niektórzy mają takie przekonanie, że mogą przyjść do Boga tylko wtedy, kiedy wszystko jest właściwie załatwione, kiedy wszystko jest uregulowane, kiedy wszystko jest wykonane, kiedy wszystko się udało, no to wtedy mogą przyjść do Boga, najlepiej jeszcze w takiej porządnej, przemyślanej modlitwie, ich sumienie musi być skrajnie czyste. Ale Paweł mówi tak, mamy dostęp do tej łaski. Mamy dostęp do tej łaski. A zwłaszcza masz dostęp do tej łaski, kiedy właśnie nie wszystko Ci się udało. Bo wtedy jej najbardziej potrzebujesz. Kiedy właśnie ta Twoja modlitwa, ona nie jest dobra. Ona jest pełna emocji. Ona jest pełna ekspresji. Kiedy Ty... Boże ratuj! Albo Boże ja już nie mogę, Boże zrób coś! To właśnie wtedy masz dostęp do tej łaski, bo Boże cierpię. Cierpię i nie radzę sobie. Nie radzę sobie. Wiem, że mam pokój z Tobą, ale cierpię. Nie radzę sobie. To właśnie wtedy mamy dostęp do tej łaski. Zawsze mogę do Boga przyjść, kiedy się cieszę, kiedy jestem radosny, ale mogę też do Boga przyjść, Kiedy upadnę, albo kiedy jestem smutny, kiedy jest mi po prostu źle, wtedy też mogę do mojego Boga przyjść. To naprawdę zmienia wszystko w duchowym życiu człowieka. Bo wtedy modlitwa, ona przestaje być obowiązkiem, ona przestaje być jakąś trudnością. Ona się zaczyna robić przywilejem. Przywilejem. To jest przywilej, że ja mogę do mojego Boga z każdą sprawą i nikt nie musi namawiać, żebym ja się modlił do Boga. To jest przywilej, że ja gdziekolwiek jestem, cokolwiek robię, cokolwiek się wydarzyło, mogę uklęknąć i wołać do mojego Boga. Wiecie jak to jest przywilej? I wiem, że On słyszy tą modlitwę, że to nie jest jakiś pusty rytuał, bo ja jestem tam wpuszczony, bo ja mam dostęp do tej łaski. Ja klękam i On mnie słyszy. Nie powiedziałem, że usłuchał, bo to ja mam Jego słuchać, żeby była jasność, ale słyszy mnie. To moje posłuszeństwo względem Boga, to, że ja się mobilizuję do pewnych rzeczy, ono nie wynika z lęku, że ja się boję, że jak ja czegoś nie zrobię, to Pan Bóg się na mnie pogniewa i odwróci ode mnie swój wzrok. Nie, Bóg nigdy nie odwrócił ode mnie swojego wzroku, nigdy przenigdy, bo odwrócił od swojego Syna. Moje posłuszeństwo wynika z miłości. Ja jestem posłuszny mojemu Zbawicielowi, bo go kocham. Znowu to porównam do żony, która akurat pojechała, no ale to... Pojechała już zająć miejsce tam przy tej nocnej szafce na swoim M1. Pojechała po syna, żeby była jasność, bo przecież internet tego słucha. Słuchajcie, ja jestem w pewnych sprawach posłuszny mojej żonie. Nie chodzi o to, że teraz nagle zamieniły się role w domu, tylko są pewne rzeczy, które są jej przestrzenią i ja tam nie fikam w jakichś tam ustawieniach kubków, czy my tych w ogóle kubków kolejnych potrzebujemy tyle. Ja już nie rozrabiam w tym temacie. Jak ona mówi, że potrzebne są trzy dodatkowe kubki, no to są potrzebne najwidoczniej trzy dodatkowe kubki. Ma tam swoje takie przestrzenie. Ja jestem jej posłuszny w tych kwestiach. Ale to nie wynika z tego, że ja się jej boję. Ja się jej wcale nie boję. W ogóle się jej nie boję. W ogóle nie mam żadnych obaw przed moją żoną. Ona jest mała, drobna i zero lęku. I połowę tego waży co ja. Ja ją kocham. To wystarczy. To wystarczy. Ja jestem jej posłuszny, bo ją kocham. I w drugą stronę. Ona jest mi posłuszna nie dlatego, że się mnie boi. Od kiedy jestem nowonarodzony, Nigdy nie było w naszym domu napadu agresji, furii, złości. Ja nie znam takich historii od kiedy jestem nowym człowiekiem, a już chwilę nim jestem. Żebym ją szturchnął, popchnął. To są, to co ja kiedyś tam opowiadałem na różnych środowiskach, to są dzieje starego życia. To się nie dzieje w naszym domu. Ona się mnie w ogóle nie boi. Ja nawet nie potrafię sobie za bardzo przypomnieć, kiedy ostatnio nad nią podniosłem głos. Pewnie mi się zdarzyło, ale naprawdę to było tak dawno, że nie potrafię sobie teraz przypomnieć, kiedy ja krzykłem, podniosłem głos na moją żonę. Ona nie ma żadnego powodu, żeby się mnie bać. W ogóle. Ale jest mi absolutnie posłuszna. Nie w sprawie kubków, ale w wszystkich pozostałych sprawach jest mi absolutnie posłuszna. Ale nie dlatego, że się mnie boi. Ona się mnie w ogóle nie boi. Dlatego, że mnie kocha. I tak samo musi być z Chrystusem. Ja się nie boję Chrystusa. To nie jest tak, że ja się obawiam, że ja wylecę z tej historii. Nie, ja Go po prostu kocham. Kiedy mam takie zrozumienie tego dostępu do łaski i tego, co z tego wynika, tego owocu usprawiedliwienia, to słuchajcie, służba nie jest ciężarem. I ja się absolutnie nie zgadzam z tym, co niektórzy mówią, że służba jest ciężarem. Służba nie jest ciężarem. Ona jest czasami ciężka. To tak. Czasami wymaga, to tak. Czasami się nie chce, to tak. Ale służba jest radością, radością. To wynika z mojej pewności akceptacji przez Chrystusa, że to, co ja robię, kazanie, które teraz zgłoszę, On akceptuje i ja się raduję, że ja mogę wygłosić do moich współbraci i współsióstr to kazanie. Paweł w tych prostych sformułowaniach, w tym stanie łaski, w tej postawie pokoju, on tu w zasadzie wyraża esencję Ewangelii. To są niezwykle ważne wersety. Ja wiem, że przy każdym wersecie listu do Rzymian tak mówię, ale to naprawdę jest taki list. Zobaczcie, on tu znowu powiedział o usprawiedliwieniu z wiary, czyli o tym moim statusie przed Bogiem, o pokoju z Bogiem, o czymś zupełnie nowym w tej relacji i o dostępie do łaski. Inaczej mówiąc, on mówi o czymś, co było, co jest i co będzie zawsze trwać. I to jest właśnie życie w Chrystusie. I jeszcze raz, wielu z was, wielu z was żyje jak ktoś, kto został zaproszony do Królewskiego Pałacu, ma prawo tam wejść, powinien tam wejść, ale stoi w przedsionku, bo nadal nie może uwierzyć w to, że on może tam wejść. On po prostu nie dowierza, że ja mogę tam wejść. Czujemy się potem jakoś niegodni, nie tacy jak trzeba. A Paweł to mówi, że prawda jest zupełnie inna. Ty już tam jesteś wprowadzony. Ty już tam jesteś. Tylko zaakceptuj ten fakt. Nie wahaj się. Trzeci do piąty werset. A nie tylko to, chlubimy się też z ucisków, wiedząc, że ucisk wywołuje cierpliwość. Fajnie się już skończyło, teraz przechodzimy do poważnych wersetów. A cierpliwość doświadczenie, doświadczenie zaś nadzieje. A nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany. Zaczyna się w drugim wersecie, w tej końcówce bardzo fajnie, bo w drugiej części tego drugiego wersetu jeszcze czytamy, że chlubimy się tą nadzieją chwały Bożej. To jest wspaniałe zdanie. Wcześniej rozumiemy, że to jest taka święta duma z tego, kim my jesteśmy i kim Bóg jest w tej historii dzięki Chrystusowi dla nas, a my dla Niego, że to wszystko zostało przywrócone, że my mamy dostęp do tej Bożej łaski. I teraz Paweł dodaje coś, co brzmi jak szaleństwo. i znowu bez żadnego przeskoku, on po prostu od razu przechodzi do rzeczy. Właśnie ten fragment był tym fragmentem, że ja to kiedyś czytałem i mówię, to jest w ogóle jakiś zwariowany list, to nie powinno być w ogóle kanoniczne, to jest jakieś szaleństwo. Jak można najpierw mówić o nadziei, o chlubie i nagle nie tylko o to, chlubimy się też z ucisków. wiedząc, że ucisk wywołuje cierpliwość, a cierpliwość doświadczenie, doświadczenie zaś nadzieje". Ktoś, kto był w tym kręgu, czyli wpadł w ucisk, Taki ucisk, który przedłużył się i mógł wywołać cierpliwość, a ta cierpliwość zostawiła w tym człowieku stałe doświadczenie pewnej rzeczy, a to doświadczenie wprowadziło go w pewną nadzieję, to on wie, że to jest szaleństwo, co tu jest napisane. Że to jest szaleństwo po prostu. I słuchajcie, to naprawdę jest jedno z najtrudniejszych zdań do przyjęcia przez nasze serca. Ja chyba najdłużej przerabiałem te zdanie, ucząc się tego listu, tej Ewangelii Pawłowej i tego, o co w tym wszystkim chodzi. No bo jak można chlupić się nadzieją, a jednocześnie chlupić się też uciskiem. Ja wiem, co wam się przypomniało z poprzedniego kazania. Jak można chlubić się nadzieją, a jednocześnie chlubić się uciskiem? Słuchajcie, jak można widzieć cierpienie, przecież tu jest to napisane, jako część Bożej drogi ku chwale. Cierpienie ku chwale. I teraz już zaczynają się lęki, no bo zaraz tu wyskoczę z teologią cierpienia. Nie, nie wyskoczę z teologią cierpienia. Ale tu się kryje pewna duchowa mądrość. Pokój z Bogiem nie oznacza braku trudności. Chcę to jeszcze raz podkreślić. O tym tu jest napisane. To, że ktoś ma pokój z Bogiem, to nie oznacza, że nie przejdzie przez trudności, to nie oznacza, że ktoś ci nie umrze, że nie stracisz pracy, że nie będziesz miał gorszego sezonu, nie. Pokój z Bogiem nie oznacza braku trudności. ale oznacza nowy sens trudności. My dzięki pokojowi z Bogiem mamy nowy sens tego, co przechodzimy. Często przechodzimy coś, co przechodziliśmy też, kiedy nie mieliśmy pokoju z Bogiem. No bo umarł mi ktoś znajomy, kiedy nie przechodziłem pokoju z Bogiem i umarł mi ktoś znajomy, kiedy przechodzę pokój z Bogiem. Ale to ma zupełnie inny sens. Czemu? Bo ucisk w moim życiu, w życiu człowieka nowonarodzonego, nie jest już znakiem Bożego gniewu, ale staje się narzędziem do kształtowania jego miłości we mnie. To ma zupełnie inny sens. Paweł to pisze w czasach, kiedy to ma w ogóle bardzo ważne znaczenie, ogromne znaczenie. On to pisze, kiedy chrześcijanie byli naprawdę prześladowani. naprawdę byli poddawani przeróżnym oszczerstwom, płonęli zamiast pochodni na ulicach. To były takie czasy. Tracili swoje majątki, często życie swoje tracili oni albo ich bliscy. I Paweł, popatrzcie, Paweł do tych ludzi pisze, chlubimy się z ucisków. To nie jest jakiś wierszyk. On tam konkretnie do tych ludzi, którzy widzą płonących współbraci na ulicach pisze, my się chlubimy z ucisków. To może tutaj jest jakiś błąd tłumaczenia? Niestety nie. Tam jest słowo, Tilpis, które oznacza dosłownie nacisk, ściskanie, presję, udrękę. Tego słowa się na przykład używało do opisania czegoś, co ja bardzo lubię powtarzać, czyli do ściskania oliwki, żeby wypłynęła z niej oliwa. To dokładnie tego słowa, ucisk, używano. I czy nam się to podoba, czy nie? Dokładnie tak działa Bóg. Dokładnie tak działa Bóg. Przez nacisk cierpienia, który musi mieć udział w Twoim życiu, wydobywa to, co z Ciebie jest prawdziwe. Kiedyś podawałem ten przykład, ale było na tyle dawno, że podam go jeszcze raz. Dwa wiadarka sobie wyobraźcie. Dwa metalowe wiadra. Widzimy już je? Tu stoją. Jedno obok drugiego. Wszyscy już je widzą? Super. W jednym jest gnój. Taki gnój z szamba. A w drugim jest piękna oliwa, czyściutka, pachnąca z pierwszego tłoczenia oliwa. A my jesteśmy gąbką. I kiedy nie mam pokoju z Bogiem, to jestem w tym wiatrze, w gnoju zanurzony całkowicie. I kiedy coś mnie naciska, kiedy coś mnie uciska, to co z Ciebie poleci? Gnój. A kiedy mam pokój z Bogiem, to moje życie całkowicie jest zanurzone w tej oliwie. Całkowicie. Ja jestem wypełniony tą oliwą. Ja jestem w zupełnie innym wiadrze. Nie mam nic wspólnego z tym pierwszym wiadrze. I kiedy mnie nacisnąć, to co ze mnie poleci? Oliwa. Oliwa. Właśnie tak działa Bóg. Przez ten ucisk. wydobywa z nas to, co jest prawdziwe. On nas nie niszczy. On wydobywa to, co jest we mnie prawdziwe. On mnie nie zabija, ale mój Bóg mnie przetapia jak złoto w ogniu. O tym Biblia wyraźnie mówi. I Paweł tu pokazuje pewną duchową kolejność. Ja sobie to nazywam takim łańcuchem nadziei, bo to mi się pozwoliło uporać z tym, co nieraz przechodzę w swoim życiu, chociaż za każdym razem jest mi to trudno przejść. To nie jest tak, że ja nie potrafię nie odczuwać tego, tego ucisku, ale rozumiem i ułożyłem sobie to już w głowie tak, że to jest pewien łańcuch nadziei. To nie jest jakaś przypadkowa sekwencja, to jest bardzo przemyślana prawda duchowa, którą tu Paweł pokazuje. Ucisk, później cierpliwość. Żebyśmy dobrze rozumieli słowo cierpliwość, użyję słowa wytrwałość. Dlatego, że cierpliwość to jest wytrwałość, to nie jest łagodność. Żebyśmy nie mylili ze sobą tych słów. Człowiek cierpliwy to nie jest synonim człowieka łagodnego. Człowiek cierpliwy to jest człowiek wytrwały, oczekujący, czekający. Więc ucisk powoduje pewną cierpliwość, pewną wytrwałość. To powoduje pewne doświadczenie, jeżeli to jest wytrwałe. To przynosi nadzieję. Ten ucisk, ta presja, trud, cierpienie. Zobaczcie, że w oczach przeciwników Ewangelii to jest coś, przed czym powinieneś uciekać, unikać tego powinieneś. Niestety nawet w niektórych kościołach się to głosi. Unikaj wszelkiego ucisku. Ty się masz dobrze czuć. Jak ci jest niezręcznie, jak ci jest ciasno w butach, jak coś powoduje, że musisz rozszerzyć swoją teologię, że musisz wyjść ze swojego strefy komfortu, zmień kościół. Często tak jest. W oczach świata i nie Kościoła to jest coś, czego trzeba unikać. No teraz w oczach Boga przez Pawła jest pokazane, że to jest narzędzie do nadziei. Narzędzie do nadziei. Więc nie unikaj ucisku. Ta wytrwałość, ta cierpliwość, Gdyby znowu spojrzeć na rodzinę wyrazów, od czego pochodzi ten wyraz w tej Grece, to dosłownie byśmy przeczytali, że to jest pozostanie pod ciężarem, długie pozostanie pod ciężarem. Czyli zobaczcie, mamy jakiś ucisk i ty długo zostajesz pod ciężarem tego ucisku. Długo pozostajesz pod ciężarem, żebyśmy sobie to bardzo dobrze wyobrazili, to coś cię przygniata. Coś cię uciska, uwiera, leży na tobie. I ty nie masz jak uciec. Nie masz. Ale masz pewną zdolność. Masz zdolność bycia pod tym naciskiem bez złamania kręgu słupa. Myślę, że teraz to fajnie wytłumaczyłem. Leży na tobie jakiś wielki ciężar, ty nie możesz się spod niego wydostać, nie możesz uciec, nie umiesz go z siebie zrzucić, ale możesz być pewny, że ten ciężar nie złamie ci kręgosłupa, że ty wytrzymasz. Dalej mamy to doświadczenie. Znowu tam się pojawia słowo, które używano, kiedy jakiś metal został nie tyle przetopiony, wytestowany w ogniu. Czy to jest ten metal, z którego można zrobić coś szlachetnego? Czy on wytrzyma próbę ognia? W tamtych czasach robiło się próbę ognia. Ja nie znam się na metalach, tu może bardziej Pastor Marek by coś opowiedział, ale były metale, które nie przechodziły próby ognia, a były metale, które przechodziły próbę ognia. Można je było wsadzić do ognia i one się hartowały pod wpływem tego doświadczenia, chyba potem trzeba było to w wodzie moczyć, czy coś takiego, ale wytrzymywały tą próbę ognia. A były takie, które pod wpływem próby ognia, gdyby je wsadzić do zimnego, no to koniec, po jakby części. I teraz Panu Bogu chodzi o nasz taki właśnie charakter, że ja przejdę przez próbę ognia i ja to wytrzymam. Ja się nie złamie, ja się okażę prawdziwie szlachetnym materiałem. I teraz w tym wszystkim dochodzimy do nadziei. Co to jest nadzieja? Kiedy ktoś ma nadzieję, to ja oczekuję pewnego dobra w zamian od Pana Boga. Nie marzenie, żebyśmy się dobrze rozumieli, tylko ja mam pewność, że jeżeli ja jestem uciskany, jeżeli leży na mnie ciężar, ja nie mogę się spod niego wydostać, ale On nie złamie mi kręgosłupa. Dzięki temu ja przechodzę próbę metalu i mój Bóg zobaczy, że ja jestem prawdziwy. Świadkowie zobaczą, że ja jestem prawdziwy, to dzięki temu w tym łańcuchu nadziei mogę mieć nie marzenie, tylko pewność wynikającą z tego, że tak tu jest zapisane, że ja wejdę w tą nadzieję, że ja za chwilę będę się czymś bardzo chlubił. Bardzo chlubił, zaraz odkryjemy czym. Więc zobaczcie, ucisk mnie sprawdza, co ze mnie wyleci. Czy wyleci ze mnie gnój, czy oliwa. Wytrwałość mnie buduje. Buduje i uszlachetnia mój charakter. Doświadczenie, które przechodzę, potwierdza to, kim ja jestem. A ta pewność nadziei, nie marzenie, tylko ta pewność nadziei, to wszystko mnie w tym umacnia. I to jest taka Boża szkoła dojrzałości. Takie commando foci dla chrześcijan. Prawdziwe commando foci. Nie ma tu skrótów. Nie da się tego przejść na skróty. Słuchajcie, nie ma duchowej siły bez tych prób i bez tych doświadczeń. Jeśli przez nie przechodzisz, to bardzo dobrze. Wielu ludzi w ogóle myli tą nadzieję, bo to chcę wyraźnie podkreślić, z jakimś życzeniem, z jakimś marzeniem. I tutaj bardzo ważny jest język biblijny. W Biblii nadzieja nie jest czymś niepewnym. To nie jest określenie czegoś niepewnego, jak my to dzisiaj mamy we współczesnym języku. Mam nadzieję, że kiedyś pojadę do Disneylandu. Przecież to jest oczywiste, że najprawdopodobniej nigdy nie pojadę do tego Disneylandu, bo musiałby mnie do góry nogami wywrócić, żebym ja wydał takie pieniądze na Disneyland, jak ja za te pieniądze pojadę... do Stanów Zjednoczonych. I zobaczę połowę Stanów. Więc do góry nogami bym musiał wywrócić. Ale czasami mówimy, że mam nadzieję, że pojadę do Disneylandu. To jest coś niepewnego. W języku biblijnym nadzieja, elpis, oznacza pewność. że ja jestem pewny przyszłego dobra, które zostało już nam obiecane, ale jeszcze się nie wypełniło, ale ono się na pewno wypełni. Czyli kiedy ja mówię, mam nadzieję na pochwycenie Kościoła, to nie jest takie, no mam nadzieję, że się uda Jezusowi to wszystko. Nie, ja jestem pewny, że On pochwyci ten Kościół. To jest ta moja nadzieja w języku biblijnym i mamy o takiej nadziei tutaj mowę. Człowiek, który ma pokój z Bogiem, może żyć w nadziei chwały. bo ta nadzieja tu ma nazwę, to jest nadzieja chwały, nawet pośród bólu. Czyli patrzcie, jest ucisk, jest doświadczenie, jest wypalanie mnie, a ja nawet pośród tego bólu mam nadzieję chwały, czyli pewność tej chwały. Ja jestem pewny, że to się skończy chwałą, bo całą tą moją nadzieję nie opieram na tym, co widzę, bo ja tylko widzę, jak mnie Bóg ściska, Widzę jak kładzie mi coś na plecy, nie łamie mi kręgosłupa, ale kładzie mi coś na plecy, jak jest jakaś próba metalu i ja już ledwo zzipię, ale ja mogę być pewny, że to się skończy nadzieją chwały. sobie zapisałem takie zdanie, że współczesny świat mówi tak, nadzieja umiera ostatnia. Brzmi ładnie, nie? Ale Biblia mówi jeszcze ładniej, nadzieja nigdy nie zawodzi. Nadzieja nigdy nie zawodzi. I teraz mamy Rzemian 5,5, a nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego. I popatrzcie, Paweł tu... jakby punkt kulminacyjny mówi. On nie mówi, że nadzieja nie zawodzi, bo coś tam, tylko on mówi, że on to opiera nie na człowieku, ale na miłości Bożej. Rozdlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego. To nie jest miłość, którą my mamy do Boga, tylko to jest miłość, którą Bóg ma do nas. To jest niezwykle ważne. Bo miłość, którą ja mam do Boga, no nie ma szans. Ona jest zawsze za mała, zawsze za mała, tylko to nie jest powód do potępienia, żeby była jasność. Ona jest zawsze za mała. Zwłaszcza Twoja miłość do Boga jest za mała, gdy Cię przeciśnie, gdy leżysz pod ciężarem i wiesz, że nie masz kręgu słupa złamanego, ale boli. Kiedy przechodzisz próbę metalu, to Twoja miłość do Boga na 100%, to Ci to gwarantuje, jest za mała, żeby Cię uratowała. Ale miłość, którą Bóg ma do nas, którą On z Ducha Świętego rozlewa w nas, a ta jest wystarczająca. Ta miłość Boża, ona tam w ogóle jest napisana wprost, z tych łączników greckich, że to jest od Niego, a nie dla Niego, że jest rozlana od Niego w naszych sercach. I ciekawe, bo tam się znowu pojawia czas, którego my nie mamy w języku polskim, słaby pod tym kątem mamy język polski, ta gramatyka nie jest doskonała w naszym języku, dlatego Pan Bóg z jakiegoś powodu wybrał, język grecki do oddania pewnych rzeczy, bo tam na przykład mamy czas, którego my nie mamy, czas perfectum. Czas perfectum, czyli coś, co jest i trwa nadal i uwaga, zawsze trwać będzie. To jest bardzo ważne, zaraz wytłumaczę dlaczego. I tam się to pojawia w tym rozlaniu, że to jest ten czas perfectum, że on nie tylko został rozlany i wylany, on trwa, Trwać będzie i nigdy nie przestanie trwać. Duch Święty nie tylko mówi o tej Bożej miłości, On na stale i na zawsze tej miłości od Boga do nas wlewa w nasze serca. To oznacza, że moja wiara i moja pewność zbawienia Nie jest tylko jakimś intelektualnym przekonaniem. To jest autentyczne doświadczenie miłości Boga, którą wlał we mnie i wlał w Ciebie. Kiedy więc przechodzimy przez jakiś ucisk, a przechodzimy, nie? od czasu do czasu, czy tylko ja? No nie. Wszyscy. Ja sobie mówię tak. Nie, mój Bóg mnie nie opuścił. On mnie w tej chwili uszlachetnia. On mnie w tej chwili formułuje. On mnie w tej chwili przeprowadza przez coś, bo chce coś we mnie zrobić, bo chce mnie w jakiś sposób ukształtować, żeby była jasność. Nie mówię tego takim spokojnym tonem jak teraz. Raczej to przypomina coś takiego, nie, to na pewno nie jest tak, że mnie chce Bóg zabić, on pewnie coś robi. To często tak brzmi, ale mnie to podnosi. Ucisk w moim i twoim życiu nie jest końcem nadziei. Zobaczcie, według tego łańcucha nadziei, czym jest ucisk, skoro nie jest końcem nadziei, jest początkiem. On od tego, co zaczynasz, to jest początek tej nadziei, chwały. I coś co bardzo nas zagrzeje, zwróćcie uwagę, że Paweł, i to jest dobrze przetłumaczone, że Paweł nie pisze tutaj chlubimy się mimo ucisków. A my często spłycamy to nauczanie do takiego czegoś. Ja jestem radosny w Bogu i pełny nadziei mimo ucisków. Ale Paweł tak nie napisał. Jak Paweł napisał? Chlubimy się z ucisków. On tu do tego nas nawołuje. Nie mimo ucisków. Kocham mojego Boga mimo ucisków. Kochaj dalej, tylko to jest nie biblijne. Bo Paweł napisał, że chlubie się z ucisków. Czemu? Bo wiem, że Bóg jest w tym obecny. Oczywiście, że cierpienie nie zbawia, żeby była jasność, zbawia Chrystus. Ale czy się to komuś podoba, czy nie? Będziesz podobny coraz bardziej do Chrystusa wyłącznie przez cierpienie. I wiem, że to zdanie teraz pójdzie w internety i będzie grzało w niektórych potyłkach i smyrało. Taka jest prawda. Nie będziesz inaczej podobny do Chrystusa, jak przez cierpienie. Musisz przejść przez cierpienia, bo przez cierpienie Bóg, właśnie przez cierpienie Bóg uczyni Cię podobnym do Chrystusa. Dlatego, że tak się składa, tak się składa, że Chrystus cierpiał. I Ty też będziesz. I dlatego apostoł Piotr, Więc to nie jest tylko Paweł w pierwszym liście Piotra, w czwartym rozdziale, w dwunastym wersecie on mówi coś takiego. Najmilsi nie dziwcie się, jakby was coś niezwykłego spotkało, gdy was pali ogień, który służy doświadczeniu waszemu. Więc oni to naprawdę dobrze rozumieli. Dla niego też ten ogień, tego wypalenia nie był znakiem potępienia, ale był dowodem przynależności i czymś, czym on się chlubił. W jednym z listów, niestety nie zanotowałem sobie jak czytałem akurat te listy, kto tam dokładnie co do kogo, tylko miałem w notatkach swoich, że był taki list. Jakiś chrześcijanin, ale to nie był ktoś z tyłu tertulian czy coś, to był jakiś taki chrześcijanin mniej znany. On napisał taki list, ktoś go tam odkopał i mamy go w różnych książkach dotyczących historii Kościoła. I on z Galii napisał do swojego brata w wierze takie zdanie. Nie bój się cierpienia, bo to tylko krótki ucisk przed wieczną chwałą. Oni mogą zniszczyć nasze ciała, ale nie zabiorą nam naszego pokoju, bo nasz pokój nie jest z tego świata. To jest piękne zdanie. Luther, to już taki znany chrześcijanin, opisał, kiedy stał przed cesarzem. Nie mogę inaczej, tu stoję, bo łaska, w której stoję, jest mocniejsza niż wszystko, co w tej chwili przeciwko mnie. Zobaczcie, oni się naprawdę chlubili tymi uciskami. Wiara, która stoi w łasce, Prawdziwa wiara, która stoi w prawdziwej łasce, ona się chlubi nadzieją, a w uścisku się nie załamuje. I tak to już jest. Każdy przechodzi ucisk, ale chrześcijanin pójdzie dalej. A jeżeli ktoś nie umie przejść przez ucisk, okazuje się, że nie jest dzieckiem Bożym. I tyle. Musi się narodzić na nowo. Szósty do jedenasty werset, już przyspieszamy. Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych. Rzadko się zdarza, że ktoś umrzy za sprawiedliwego, prędzej za dobrego gotów ktoś umrzeć. Bóg zaś daje dowód swojej miłości i ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł. Tym bardziej więc teraz, usprawiedliwieni krwią Jego, będziemy przez Niego zachowani od gniewu. Jeśli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Syna Jego, tym bardziej, będąc pojednani, dostąpimy zbawienia przez życie Jego, a nie tylko to, lecz chlubimy się też w Bogu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego teraz dostąpiliśmy pojednania. Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami. To są trzy określenia w tym szóstym i siódmym wersecie. Na człowieka bez Chrystusa. Zwróćcie uwagę. Jak Paweł opisuje człowieka, który jest bez Chrystusa? Słaby, bezbożny i grzesznik. I w X on doda jeszcze bardzo ważne określenie, że jest wrogiem w X wersecie. Więc takie cztery mamy. Słaby, bezbożny, grzesznik i wróg. I to są cały czas przewijające się przez list do Rzymian definicje Pawła dotyczące diagnozy człowieka, który nie jest narodzony na nowo. Po pierwsze ten człowiek jest słaby. On jest niezdolny do tego, żeby się w ogóle zbliżyć do Boga, bo on jest słaby w tej historii. Po drugie, jest bezbożny. Kiedyś się zastanawiałem, co to oznacza, że ktoś jest bezbożny. Na własne potrzeby taką mam definicję, że człowiek bezbożny to jest człowiek, który żyje tak, jakby Boga nie było. Bez Boga, jakby Boga nie było. To jest człowiek bezbożny. To jest człowiek, który żyje tak, jakby Boga nie było. Więc możesz być chrześcijaninem bezbożnym, nominalnym chrześcijaninem bezbożnym, możesz być ateistą bezbożnym, a możesz być pobożny w tej historii nawet. Jeśli ty nie do końca jeszcze jesteś ukierunkowany, bo człowiek bezbożny to jest człowiek, który żyje tak, jakby Boga nie było. Grzesznik, to jest oczywiste, że według Biblii to jest człowiek, który buntuje się przeciwko Stwórcy. No i wróg, to też jest słowo dla nas oczywiste. Kim jest wróg? Wróg to jest ktoś wrogo nastawiony, w tym przypadku do Boga, do Jego woli i do świętości. I wiecie, co jest fascynujące w tym wersecie? Że według tego Chrystusa za takich ludzi umarł Chrystus. Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy jeszcze słabi, bezbożni, grzesznikami i wrogami. Przecież to jest fascynujące w tym wersecie. Za takich ludzi umarł Chrystus. Okazało się, że Chrystus nie umarł za jakieś wybitne jednostki w tej historii, tylko umarł za słabych, bezbożnych grzeszników i wrogów swoich. Czyli za mnie. I za ciebie najprawdopodobniej, tak? Wtedy za nas umarł. Nie za pobożnych, nie za mocnych, nie za świętych w tym zrozumieniu, nie za tych, którzy starają się być lepsi, tylko tu jest napisane, że umarł za bezbożnych, grzesznych, bezsilnych i wrogich. To jest paradoks Bożej miłości. Z jednej strony ta Boża miłość, jeśli ktoś jest objęty Bożą miłością, to jest święty, jest predestynowany. Z drugiej strony Bóg umiłował mnie wtedy, kiedy nie byłem godny Jego miłości. Ale wtedy, kiedy byłem całkowicie niegodny Jego miłości. I znowu, Paweł to bardzo dobitnie tłumaczy, w tym świecie rzymsko-greckim, w którym on się poruszał, śmierć za drugiego człowieka to był heroizm. I tam to się nierzadko odbywało, że jeden za drugiego życie oddał. Ta kultura była pełna takich przykładów, zwłaszcza na jakichś igrzyskach czy na czymś. To norma była. Każdy tam w zasadzie mógł i w większej... Każdy znał kogoś, kto oddał życie za jakiegoś przyjaciela, za jakąś rodzinę, za jakieś dziecko. To tam nie było ludzi, którzy nie znali kogoś takiego. Każdy kogoś takiego znał. No nie każdy oddał te życie, bo by nikt nie żył, ale każdy kogoś znał, kto tak zrobił. ale nikt nie znał kogoś, kto oddał życie za wroga. Takich herosów tam nie było. W naszej kulturze jest dokładnie tak samo. Kolbe jest dla mnie takim przykładem. Przecież to jest heroiczny wyczyn, co ten człowiek zrobił, Maksymilian Kolbe. Poświęcił swoje życie, wspaniała historia. Nierzadko, nawet w jakichś filmach popularnych, takich zwykłych, widzimy jak jakiś żołnierz rzuca się na granat, zasłania swoim ciałem granat, wybucha ten granat, rozszarpuje go na strzępy, no ale wszyscy inni przeżyli. To jakby nie jest obce naszej kulturze. Powiem więcej, jestem w stu procentach pewny, że gdybym miał jakiś wybór, gdyby się coś złego działo, miałbym wybór, czy samochód trzepnie mnie, czy mojego syna, to zasłonię swojego syna swoim ciałem, żeby ten samochód mnie zabił, a jego uratować. I każdy z was by postąpił tak samo, przynajmniej zakładam, że tak zakładamy. Każdy z nas, nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Nie wiem jak wy, ale jakby mój taki Moriatti znalazł się na ulicy i miałby go trzepnąć samochód, przeciwnik, wróg Sherlocka Holmesa. I gdyby taki jakiś mój ultra wróg się tam pojawił na tej ulicy i miałbym do wyboru, czy go zasłonić własnym ciałem, czy niech jego trzepnie ten samochód, to jeszcze go, go, go. Pewnie krzyczał. I pewnie nie jestem osamotniony w tym. Wiem, że nie powinienem tak powiedzieć, ale przecież nie będę kłamał. I pewnie nie jestem w tym osamotniony. No więc za wroga ciężko by było oddać życie. Zgodzicie się ze mną. No kto z was chętnie by oddał życie za wroga? Rzadko się zdarza. że ktoś umrze za sprawiedliwego, prędzej za dobrego gotów ktoś umrzeć. Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami. Zobaczcie, On oddał życie za wrogów. To jest tutaj akcent położony. Tu nie jest napisane bądź lepszy, a Bóg cię pokocha. Tu jest napisane i Ewangelia tak mówi, że Bóg cię pokochał, gdy byłeś najgorszym wrogiem. Wtedy Cię Bóg pokochał. I to właśnie ta miłość ma moc przemiany. Zwróćmy uwagę na historię Jezusa i cudzołożnicy. Przecież On ją otoczył tą miłością, kiedy ona na tą miłość nie zasługiwała. Ona naprawdę była winna temu, co zrobiła, abstrahując od tego, że tam powinien być jeszcze facet doprowadzony i tak dalej, i tak dalej. Ale ona naprawdę cudzołożyła. Jej się naprawdę należał wyrok śmierci i Jezus ją w tym miejscu przytula. Nie ma głębszej definicji miłości jak właśnie taka. Dlaczego? Bo miłość Boga w przeciwieństwie do naszej często miłości nie jest emocją, to jest czyn. To jest miłość, która działa, która umiera, która ratuje i to wtedy, kiedy ja na to nie zasługuję. I Paweł prowadzi ten argument w bardzo logiczny sposób i mocny, bo on mówi tak. Tym bardziej więc, będąc teraz usprawiedliwioni krwią Jego, po pierwsze, jeszcze zanim przejdziemy dalej, skoro Bóg umiłował nas wtedy, kiedy byliśmy Jego wrogami, to tym bardziej możemy być pewni Jego miłości teraz, gdy jesteśmy Jego dziećmi. Zgoda? No popatrzcie, skoro Bóg umiłował mnie wtedy, kiedy byłem Jego wrogiem, to tym bardziej teraz, kiedy jestem Jego dzieckiem, mogę być pewny czego? Swojego zbawienia i Jego miłości. To oznacza, że naprawdę potężną herezją jest twierdzenie, że zbawienie można utracić, bo skoro Bóg ukochał mnie, kiedy byłem jego wrogiem i mnie uratował. To tym bardziej teraz, kiedy jestem jego dzieckiem, jestem uratowany. Zwróćcie uwagę na to, teraz i tym bardziej. To jest mocno podkreślone, to nie są jakieś ozdobniki poetyckie, to są kotwice w tym tekście. Teraz już nie jestem wrogiem, teraz już nie stoję pod gniewem, stoję w tej sali tronowej, tym bardziej. Zobaczcie, taka logiczna pewność, tym bardziej. Jeśli Bóg zrobił to, co najtrudniejsze, czyli dał życie swojego syna za wrogów, to tym bardziej zachowa nas teraz, gdy jesteśmy jego dziećmi. Przecież to jest jedyny logiczny wniosek. Zobaczcie jak nielogiczni są ludzie, którzy twierdzą, że zbawienie można utracić. I to jest właśnie pewność zbawienia. Nie jakaś emocjonalna euforia, kiedy wszystko jest dobrze. Tylko racjonalna pewność, kiedy nie wszystko jest dobrze. Zauważmy dalej. Paweł tu nie mówi usprawiedliwieni przez wiarę w jego naukę. Tak czytamy? Nie. Usprawiedliwi oni krwią Jego, to jest bardzo ważne. Krew Chrystusa, już to mówiłem, ale wytłumaczę to jeszcze raz. Kiedy Biblia mówi o krwi Chrystusa, ona nie ma na myśli tego obrazu wzbudzającego w nas emocje w filmie Gibsona i tak dalej. I jeszcze raz, to jest bardzo dobry film. Nie wypowiadam się przeciwko temu filmowi, to jest wszystko w porządku. Ja też beczę za każdym razem, jak ten film oglądam, żeby była jasność. Ale kiedy Biblia mówi o krwi Chrystusa, to ona nie mówi o tym, żeby w nas wzbudzić emocje, bo tam poleciała krew, bo kawałek ciała poleciał. W ogóle nie o to chodzi. Chodzi o realne zadośćuczynienie za mój grzech. wystarczające zadośćuczynienie. W całej Biblii krew oznacza realne zadośćuczynienie. Ta krew Chrystusa to jest echo całego systemu ofiarniczego Starego Testamentu i znowu jakoś nie widziałem nigdy filmu, w którym chodziło o to, że mam płakać, że baranka zarżnęli. Rozumiecie? No jest to trochę tam wzruszające, pewnie bym jakaś tam łezka poleciała, jakbym to zobaczył. Ale jakoś na tym akcentu nie ma. Czemu? Bo tam rozumieliśmy, to jest realne zadośćuczynienie za grzech. I w Krwi Chrystusa w języku biblijnym chodzi dokładnie o to samo. W Chrystusie Bóg wypełnił wszystkie wymagania względem swojej sprawiedliwości. I dziesiąty werset. Gdy byliśmy nieprzyjaciółmi czy też wrogami w niektórych przykładach, mamy tu dwa czasy i dwa dzieła Chrystusa. Zobaczcie, Jego śmierć. Gdy byliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć syna Jego. Ta śmierć przynosi pojednanie, ale Jego życie przynosi te zmartwychwstanie, zbawienie, trwanie, no i zachowanie mnie aż do końca w tej historii. Krzyż otworzył drogę do Boga, ale to zmartwychwstałe życie Chrystusa utrzymuje mnie w tej relacji. Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, to moje zbawienie by było nic nie warte. Twoje zbawienie by było nic nie warte. I czemu to jest ważne? Bo to oznacza, że Bóg nie tylko mi przebaczył na tym krzyżu. On mnie cały czas utrzymuje w swojej łasce, bo On cały czas żyje. Tym bardziej, że żyje. Dlatego moja pewność zbawienia i Twoja pewność zbawienia, ona nie może się opierać na mojej czy Twojej wierności. Ona się musi opierać na tym, że Chrystus zmartwychwstał. I teraz co mówi list do hebrajczyków? Dlatego też może zbawić na zawsze. tych, którzy przez niego przystępują do Boga, bo żyje zawsze, aby się wstawiać za nimi". Jeśli ktoś po lekturze listów nadal ma znaki zapytanie, czy zbawienie jest utracalne czy nieutracalne, to po prostu musi to przeczytać jeszcze raz i tak długo czytać, aż zrozumie. I to jest delikatna wersja, nie rozumie, bo jest głupi. Te wersety oznaczają jasno, że nasze zbawienie jest trwale bezpieczne. My jesteśmy trwale bezpieczni, jeśli jesteśmy narodzeni na nowo. Czemu? Bo jesteśmy w rękach nie zmarłego, tylko żyjącego Zbawiciela. To jest ogromna różnica pomiędzy naszą wiarą a rzymsko-katolicką. Ja nie jestem w rękach zmarłego Chrystusa. Nie jestem w Jego rękach. Ja jestem w rękach Chrystusa Zmartwychwstłowego. Chrystusa, który żyje. Paweł kończy to wszystko tym jedenastym wersetem. Zobaczcie. A nie tylko to, lecz klubimy się też w Bogu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dostąpiliśmy pojednania. I to jest najwyższy poziom chrześcijańskiej radości. I to jest taki test dla mnie i dla ciebie. Jak dla Ciebie to nie jest najwyższy poziom chrześcijańskiej wartości, to mam dla Ciebie dwie informacje. Jedna jest zła, druga dobra. Zła jest taka, że nie jesteś chrześcijaninem. Druga jest taka, że ponieważ Bóg dopuszcza, byś to usłyszał, to prawdopodobnie jest jeszcze dla Ciebie nadzieja. Najwyższą radością, najwyższą radością, jest to, co tu jest napisane. Popatrzcie, wcześniej było opisane, że chlubiliśmy się nadzieją, przyszłością. Potem chlubiliśmy się teraźniejszością, a teraz chlubimy się samym Bogiem. Samym Bogiem w tym jedenastym wersecie. Samym Bogiem się chlubimy, wiecznością tego Boga. To już nie jest chluba z tego, co Bóg zrobił. To jest chluba z tego, kim Bóg jest. My się chlubimy tym, kim Bóg jest. Nie chodzi o dary, które On nam dał, tylko ja się chlubię dawcom, który daje te dary. Nie chodzi o łaskę, którą On mnie obdarzył, to jest radość, ale najwyższą radością jest ten łaskawy, który tą łaskę udziela. Nie chodzi o życie moje, ale chodzi o życie tego, który jest prawdziwym życiem. To jest moja największa radość i to jest duchowe spełnienie Ewangelii w człowieku. Radość z Boga. Ja jestem radosny z Boga. Mnie Bóg cieszy. To jest moja radość. To jest moja skała. To jest mój fundament. To z tego wypływa wszystko inne. Kiedy naprawdę ktoś jest pojednany z Bogiem, kiedy ktoś się naprawdę naradza na nowo, to jego serce zaczyna kochać Boga dla niego samego. Ostatnio bardzo dużo kazań na ten temat głoszę, że nie wystarczy chcieć poprawić życie. To nie jest żadna droga dla ciebie. to kup sobie jakiś podręcznik coachingowy i to wystarczy. Nie wystarczy chcieć bardziej się udoskonalić we wczesnym wstawaniu i niespóźnianiu się. Kup sobie budzik, taki porządny z młotkiem w łeb i nauczysz się wstawać. Naprawdę. Nie wystarczy chcieć zrozumieć siebie. Ile razy ja to słyszałem? Ja potrzebuję Chrystusa, bo ja muszę zrozumieć siebie. Idź na studia psychologiczne. Tam Ci udowodnią, że nie da się siebie zrozumieć. Raz na zawsze Ci to udowodnią. Nie, nie o to w tym chodzi. Ty musisz chcieć iść do Boga tylko z powodu Boga. Tylko z powodu radości z Boga. Ty musisz chcieć Chrystusa z powodu umiłowania Chrystusa, a nie z powodu umiłowania swojego życia czy chęci polepszenia życia. Bardzo wiele razy podawałem ten przykład. Ile razy słyszałem? Potrzebuję Chrystusa, bo Chrystus uratuje moje małżeństwo. A co jak nie? A co jak nie? A co jak ty będziesz tym przypadkiem opisanym w liście do Koryntian i odejdzie od ciebie niewierzący. A ty będziesz musiał pozwolić mu odejść. Jest to możliwe? Jest. Więc co jak nie? Jeśli ty przychodzisz do Chrystusa z jakiegokolwiek innego powodu niż Chrystus, to jest przepis na katastrofę i na wielkie rozczarowanie. Chrystus naprawdę może zrobić coś, co będzie dla ciebie chlubą tylko wtedy, jeśli ty do Niego przyszedłeś z Jego powodu. My nie możemy opierać swojej pewności na żadnych emocjach, na żadnych żądaniach tylko na Chrystusie. Jednocześnie mam się oprzeć na jego krwi, więc jeśli czuję się niegodny, to ja sobie przypomnę, że on właśnie za niegodnych umarł. Jeśli czuję się słaby, to ja sobie przypomnę, że on za słabych oddał swoje życie. Jeśli ktoś mnie wprowadza w taką niepewność dotyczącą wersetów Kurczę, a może to zbawienie można utracić? To ja sobie przypomnę, że żywy Chrystus trzyma mnie w swoich rękach. Nie szukam potwierdzenia tego wszystkiego i ty też nie szukaj w okolicznościach, bo okoliczności się naprawdę zmieniają. Zmieniają. To tak jest. Jak jest burza, każda burza się kiedyś skończy. Wyjdzie słońce. A choćby nie wiem jakie słońce było nad tobą, prędzej czy później pojawi się chmurka i spadnie deszcz. No tak to jest skonstruowane i będzie skonstruowane. Okoliczności się zmieniają, ale krzyż stoi niewzruszony. Kiedy myślimy o tym zmartwychwstałym, to musi nam to przyjść do głowy, że umiłowałem go tak, jak on mnie umiłował, tylko dla niego. To wystarczy w tej historii. To nie jest jakaś sucha doktryna, to powoduje bliskość. I teraz znowu, zobaczcie kilka rzeczy z historii Kościoła, już na prawie zakończenie. Mój ziomek, czyli kto? Augustyn, powiedział tak, jak już wiecie, kto jest moim ziomkiem. Gdy Bóg Cię znalazł, nie byłeś wart, by być kochanym, ale przez to, że Cię umiłował, uczynił Cię wartym miłości." Jakie to jest piękne zdanie, już wiecie czemu to jest mój ziomek. Gdy Bóg Cię znalazł, nie byłeś wart, by być kochanym, ale przez to, że Cię umiłował, uczynił Cię wartym miłości. Jan Kalwin, też mój ziomek, W komentarzu do Rzymian w piątym rozdziale napisał tak. W krzyżu Chrystusa miłość Boża świeci jaśniej niż w całym stworzeniu. I to jest ciekawe, bo to mnie zaintrygowało i tu też przy okazji, bo ja mówiłem, że przy tych listach będę dużo też wyjaśniał, zainteresowałem się jakby tym sporem, co z tymi krzyżykami, co nosimy na szyi lub nie nosimy i tak dalej. Bo właśnie tutaj w krzyżu Chrystusa miłość Boża świeci jaśniej niż w całym stworzeniu. I to zacząłem tak kopać, dobra, czy to jest jakiś nowy wymysł, jakaś nowa ozdoba, czy to w ogóle ma jakiś kontekst. I słuchajcie, okazuje się, że chrześcijanie przez wieki nosili znak krzyża. przez wieki. Natomiast nigdy go nie nosili, poza współczesnym czasem, jako symbol cierpienia. Dla nich to był znak pokoju i radości. Czemu? Bo oni wierzyli, że na tym krzyżu Bóg pojednał świat ze sobą. Jakie mam na to dowody? A no mam kilka. Tertulian, dwusetny rok. Na czole czynimy znak krzyża przy każdym kroku. Więc zobaczcie, w drugim wieku już był obecny znak krzyża. Hieronim, IV wiek, wspomina o wierzących, którzy nosili lub wieszali krzyż w domach. Chryzostom, IV wiek, nie wstydźmy się znaku krzyża, uczyńmy go na czole, na piersiach, na stole, wszędzie. Ciekawe, nie? To nie moje słowa, ja tylko cytuję, musicie wybaczyć. A wykopaliska archeologiczne pokazują, że od VI wieku znajdujemy krzyże wszędzie. Krzyżyki i krzyże. Wszędzie, we wszystkich wykopaliskach archeologicznych od VI wieku. W Etiopii, w Bizancjum, w Egipcie. Wszędzie tam, gdzie były osady jakieś chrześcijańskie prześladowane, oni jak odkopują te pozostałości, znajdują takie rzeczy. Więc byłbym ostrożny. Ja jestem ostrożny w pewnym osądzaniu pewnych rzeczy. Nie przeczytałem, że Tertulian napisał, modlimy się do krzyża i nie ma takich świadectw. Nie przeczytałem, że Hieronim powiedział, że krzyż ma moc nad wampirami i nie ma takich świadectw. Nie przeczytałem, że Chryzostom powiedział, że jak będziesz miał w domu znak krzyża, to znaczy, że jesteś chrześcijaninem, a jak nie, to nie. Tego nie przeczytałem. Bądźmy ostrożni. Chcę wam też podać pewną sytuację związaną z tym, bo to tylko tak wtrąciłem, natomiast chcę wrócić do tego, że umarł za mnie, kiedy byłem niegodny i jego miłość uczyniła mnie godnym tej miłości. I to jest mój przykład. Nie Tertulian, nie Augustyn, nie Calvin, tylko ja to przeżyłem. Kiedyś odwiedziłem pewną panią w szpitalu. Mam zgodę Eli, żeby powiedzieć, że to była jej mama, więc to była jej mama. Nie ma Eli dzisiaj, została pewnie w domu, ale to możecie zapytać. Pytałem ją, czy mogę to powiedzieć. Pojechałem tam, bo mama Eli umierała po prostu. Chora była. I kiedy weszłem do niej do sali, najpierw weszłem tam z Sebastianem, ta mama, już teraz nie pamiętam czy ta mama czy ja poprosiliśmy, żeby Sebastian wyszedł, bo ona chciała odbyć rozmowę z pastorem. I kiedy Sebastian wyszedł, to ta pani spojrzała na mnie z lękiem, ale z takim prawdziwym lękiem. Ja widziałem, że ona się boi i to skrajnie się boi. To było widać, że ona się skrajnie boi śmierci, ale tak naprawdę się boi śmierci. I ona mi wtedy powiedziała takie zdanie, że ona ma tyle grzechów, po prostu, że ja mam tyle grzechów, że Bóg mi tego nie może wybaczyć. Ja tyle złego zrobiłam, że Bóg mi tego nie może wybaczyć. I ja się zastanawiam, wiecie, to są takie ułamki, to są takie momenty, ale ja wierzę, że wtedy mnie Duch Święty dotknął i obdarzył mądrością, bo ja jej powiedziałem tylko jedno zdanie. Ja jej powiedziałem dokładnie to zdanie, o którym dzisiaj wykładamy, że Posłuchaj, Chrystus umarł za nas, kiedy byliśmy grzesznikami, kiedy byliśmy Jego wrogami. On wtedy za nas umarł. Ona się tak rozpłakała. Tak popłynęły łzy z oczu tej siostry, w takim razie już naszej, jeżeli rozumiecie. Słuchajcie, to był płacz takiego człowieka, który w końcu odnalazł spokój z Bogiem i ona przestała się bać. Ja widziałem to na jej twarzy i na jej oczach, jak do niej dotarła ta informacja, jak ją przemieniła ta informacja, Dlatego rozumiem, że to jest to, co Luther opisuje i ci wszyscy opisują, że to jest prawdziwe, że jedno zdanie może cię zmienić z Biblii. Bo ja to widziałem na własne oczy, jak jej oblicze się zmienia. Gdyśmy wyszli z tego szpitala, ja powiedziałem wtedy do Sebastiana, że ona na pewno umrze. Na pewno. Nie będę ci mówił, że ona zostanie. Ja wiem na pewno, że ona umrze. Ale ona umiera i odchodzi do lepszego miejsca. I bądźcie spokojni i bądźcie radośni. Naprawdę to wiele zmienia, kiedy człowiek rozumie, o czym jest Ewangelia. Podsumowując, usprawiedliwienie daje tylko inaczej. Pokój z Bogiem daje wyłącznie usprawiedliwienie przed Bogiem w Jezusie Chrystusie. Pokój z Bogiem daje nadzieję chwały. Nadzieja chwały, ona rodzi się i wzrasta w uciskach, dlatego od nich nie uciekaj. Nie uciekaj od ucisków. Ucisk prowadzi do doświadczenia. Doświadczenie prowadzi do nadziei, która nigdy nie zawiedzie. A wszystko, co cała ta historia ma źródło w miłości Bożej, rozlanej przez Ducha Świętego i w krwi Chrystusa. I posłuchajcie, to nie jest teologia. To jest autentyczne życie narodzonego na nowo chrześcijanina. Od usprawiedliwienia przez pokój aż do radości z Bogiem. I musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, w którym miejscu jesteś w tej historii. Bo to świadczy o twojej dojrzałości. Niemowle jest na etapie usprawiedliwienia. Człowiek młodzieniec w tej historii to jest ktoś, kto rozumie już czym jest pokój z Bogiem. Ale dojrzały chrześcijanin to jest ktoś, kto się raduje z Boga i w Bogu bez względu na okoliczności, bez względu na sytuację. On będzie się radował z Boga, kiedy ma dużo i mało, kiedy jest zdrowy i kiedy chory, kiedy leży i kiedy stoi. Rozumiecie? On się raduje z Boga, bo to wystarczy, bo Chrystus wystarczy mu. Panie Boże, który jesteś w niebie, chcę Ci podziękować po raz kolejny za Twoje Słowo. który wie, że zawsze się rozlewa jak balsam po duszy człowieka, który Cię szuka. Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to, że przez Jezusa Chrystusa wojna między nami a Tobą dobiegła końca, że Twój gniew jest całkowicie zaspokojony, a my, grzesznicy, słabi, bezsilni, wrodzy, zostaliśmy właśnie wtedy ogłoszeni i sprawiedliwi my. Dziękuję Ci dziś, Panie Boże, że mogę powiedzieć, mam pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Nie przez moje uczynki, nie przez emocje, nie przez zasługi, ale przez Jego krew, która została wylana raz na zawsze. Przez Jego śmierć, która stała się moim życiem i przez Jego zmartwychwstanie, które jest pewnością mojego zbawienia. Panie, dziękuję Ci, że Twoje słowo nieustannie pokazuje coś więcej niż religię. Pokazuje nam relację, prawdziwą relację. Relację Ojca, który pojednał się ze swoimi dziećmi. Pokazuje łaskę, w której stoimy. Łaskę, która nas utrzymuje, gdy upadamy. Która nas podnosi, kiedy słabniemy i która nas przytula, kiedy świat nas naprawdę odrzuca. Panie, Ci chcę podziękować za ten prawdziwy pokój, za ten pokój nie pochodzący z tego świata. Nie pokój, który zależy od pogody, od odpoczynku, od ludzi czy od nastroju, ale pokój, który ma źródło w Twoim sercu. Ty, Chryste, jesteś naszym pokojem. Ty, Chryste, jesteś naszą twierdzą. Ty, Panie, jesteś naszym odpoczynkiem. Boże, chcę Ci podziękować za to, że wprowadziłeś nas jako pośrednik do tej łaski, w której stoimy. że drzwi do Bożej obecności są szeroko otwarte, że ta zesłona została rozdarta raz na zawsze, że my już nie jesteśmy na zewnątrz, ale jesteśmy w epicentrum Twojej miłości. Dziękuję Ci, Panie, za nadzieję, która nigdy nie zawodzi, za to, że nawet uciski doświadczenia cierpienia w Twoich rękach są narzędziem chwały. Dziękuję Ci, Panie Boże, za to, że nawet w próbie ognia ja się nie spalę, ale zostanę oczyszczony, że gdy presja mnie przygniata, Ty po prostu chcesz wyrobić we mnie wytrwałość, że przez tą wytrwałość chcesz zbudować mój niezłomny charakter, a przez ten charakter chcesz zbudować poczucie nadziei i że ta nadzieja nigdy nie zawiedzie, bo jest zakorzeniona w Tobie, a nie w człowieku. Boże, chcemy Ci podziękować, że rozlałeś tę Bożą miłość w naszych sercach. Nie w głowach, tylko w sercach. Dziękuję Ci Panie Jezu za to, że gdy nie czujemy, nic nie czujemy, to Ty przypominasz nam, że jesteśmy Twoimi dziećmi, że jesteśmy z Tobą pojednani, że jesteśmy przez Ciebie kochani. Niech ta prawda zakorzeni się głęboko w nas. Mocniej niż wstyd, mocniej niż wspomnienia, mocniej niż strach czy lęk. Boże, proszę Cię o jedną rzecz. Naucz nas chlubić się tylko Tobą. Nie sobą, nie sukcesem, nie naszymi uczynkami, nawet nie służbą, ale Tobą. Boże proszę Cię, żeby naszym największym skarbem był ten pokój, który Ty dajesz, a naszym największym pragnieniem niech nie będzie nawet niebo, ale Twoja obecność w tym niebie, Twoja osoba w tym niebie. Może przebacz nam wszystko to, kiedy próbujemy własnymi drogami coś zrobić, własnymi siłami. Przebacz nam te chwile Panie, kiedy uciekamy w jakąś religijność, w jakąś poprawność, w jakiś wstyd, w jakieś nieprzebaczenie, jakieś niezrozumienie drugiego człowieka. że kiedy zamiast przyjść do Ciebie, to próbujemy sami się w tej historii oczyścić. Panie, ja się tego wyrzekam i wierzę, że wielu z nas się tego wyrzeka. Ja po prostu chcę do Ciebie przychodzić taki, jaki jestem i stanąć w łasce, w której nas postawiłeś. Boże, ja Ci dziękuję za to, że nie moje zasługi, ale Twoja ofiara daje pewność zbawienia. Że to nie moja wierność, ale Twoja wierność nas podtrzymuje. że ja nie muszę się bać przyszłości, bo Ty, który byłeś wierny, jesteś wierny i będziesz wierny aż do końca. Panie, chcę Ci podziękować, że przyjdzie taki dzień, kiedy stanę z Tobą twarzą w twarz, a to, co dzisiaj jest nadzieją chwały, stanie się rzeczywistością. Że to, co Panie dzisiaj oglądam i dajesz mi zrozumieć przez wiarę, chociaż nie wszystko jeszcze rozumiem, I wiele jeszcze przede mną, ale to, co już mi dałeś poznać, dałeś zrozumieć z Twojej Ewangelii, kiedyś zobaczę w całości, że ten pokój, Panie, którego nieraz od Ciebie doświadczam, kiedyś będzie stałym elementem, ogarnie mnie w pełni, bez grzechu, bez bólu, bez łez, bez tego wszystkiego. Boże, tak Ci jestem wdzięczny, że naprawdę mój los spoczywa w Twoich rękach, że ja mogę być bezpieczny, że nic, ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani moce, ani teraźniejsze, ani przyszłe rzeczy. Nic, po prostu nic nie oddzieli nas od Twojej miłości, która jest w Chrystusie Jezusie Panu naszym. Boże, ja Ci chcę podziękować, że my naprawdę możemy odchodzić dzisiaj z tej kaplicy z taką pewnością. Jesteśmy pojednani, jesteśmy umiłowani i mamy pokój z Bogiem. Panie, proszę, żeby ta miłość wypełniła nasze serca. żeby Twój Święty Duch prowadził nas w każdej jednej chwili, a Twoja łaska była naszym domem. Proszę Cię, Panie, żeby nasza chluba była w Tobie i tylko w Tobie. Boże i ten zbór. umiłowany mój zbór. Każdy z nas. Niech się stanie takim żywym świadectwem pokoju, który przeważa wszelki rozum, żeby ludzie, którzy będą na to patrzeć, mogli powiedzieć, oni mają coś, czego świat nie może dać. Pokój z Bogiem. Niech się tak stanie w imię Jezusa Chrystusa. Amen. No dobra.
    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Autor kazania

    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.

    Poznaj autora