
Czuwaj i nie daj się zwieść: Przesłanie z Ewangelii
Czuwaj, aby nie dać się zwieść fałszywym obietnicom. Nie lękaj się kryzysów, lecz trwaj w wierze, bo to początek bólu, nie koniec. Wytrwaj do końca, a zbawienie będzie Twoim udziałem. Historia należy do Chrystusa.
Transkrypcja
Witam Cię serdecznie w kolejnym odcinku naszego podcastu Ewangeliarz w głąb Ewangelii. Nazywam się Bartłomiej Szymon Kurylas i tak się składa, że jestem pastorem kościoła chrześcijańskiego Nowe Narodzenie w Tanowskich Górach. Zapraszam Cię do wspólnej drogi przez Ewangelię. W tej chwili podróżujemy przez Ewangelię według św. Mateusza. W tym podcaście najpierw czytamy kolejny rozdział Ewangelii, a później wchodzimy głębiej w słowa, w ostrzeżenia, w obietnice. Wchodzimy w głębiej w Królestwo Chrystusa i w Jego spojrzenie na historię świata. Bo Ewangelia to nie jest jakaś tam dekoracja. To jest światło i to jest światło, które odsłania prawdę o Bogu, o człowieku, o grzechu, o zbawieniu, o Kościele, o świecie, a nawet o końcu dziejów. W tym podcaście korzystamy z Ewangelii Mateusza w przekładzie Biblii Tysiąclecia, wydania piątego. No bo jest to jeden z najpopularniejszych przekładów. Dzisiejszy rozdział, ten 24 rozdział należy do najczęściej komentowanych, ale też najczęściej nadużywanych i jednocześnie najtrudniejszych fragmentów Ewangelii. Pan Jezus tu będzie mówił o zburzeniu świątyni, o fałszywych Mesjaszach, o wojnach, o prześladowaniach, o ocisku, ogłoszeniu Ewangelii wszystkim narodu. O spustoszeniu, o znakach na niebie, o przyjściu Syna Człowieczego i o potrzebie czuwania. To jest rozdział, który jest czasami czytany z pewnym lękiem. Jeszcze inni czytają go z ciekawością, a jeszcze inni mają takie troszkę sensacyjne nastawienie. No bo na przykład próbują z nim znaleźć szczegółowy kalendarz końca świata, a jeszcze inni uciekają od tego rozdziału, bo nie chcą w ogóle dotykać tych tematów ucisku w przyjścia Chrystusa. Tymczasem Pan Jezus nie wypowiada tych słów po to, żeby karmić naszą ciekawość, ale po to, żeby formować nasze serca. Nie chodzi o to, żebyśmy umieli rozrysować wszystkie wydarzenia na tablicy dziejów, ale chodzi o to, żebyśmy byli wierni, trzeźwi, czujni, odporni i zakorzenieni. No więc posłuchajmy tego rozdziału 24. Po wyjściu Jezusa ze świątyni podeszli do Niego uczniowie, aby Mu pokazać budowlę świątyni, lecz On rzekł do nich. Widzicie to wszystko? Zaprawdę powiadam wam, nie zostanie tu kamień na kamieniu, który by nie był zwalony. A gdy siedział na górze oliwnej, podeszli do Niego uczniowie i pytali Go na osobności, powiedz nam, kiedy to nastąpi i jaki będzie znak Twego przyjścia i końca świata? A Jezus im odpowiedział. Strzeżcie się, żeby was kto nie zwiódł. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić, to ja jestem Mesjaszem. I wielu w błąd wprowadzą. Będziecie słyszeć o wojnach i odgłosy wojen. Baczcie, nie trwóżcie się tym. To wszystko musi się stać, ale to jeszcze nie koniec. Powstanie bowiem naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu. Wystąpi głód i zaraza, a miejscami trzęsienie ziemi. Lecz to wszystko jest dopiero początkiem boleści. Wtedy wydadzą Was na udrękę i będą Was zabijać. I będziecie w nienawiści u wszystkich narodów z powodu Mego imienia. A wówczas wielu zachwieje się w wierze. Będą wzajemnie się wydawać i jedni drugich nienawidzić. Powstaną liczni fałszywi prorocy i wielu w błąd wprowadzą. A ponieważ wzmoże się nieprawość, ostygnie miłość wielu. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. A ta Ewangelia o królestwie będzie głoszona po całej ziemi na śladestwo wszystkim narodom. I wtedy nadejdzie koniec. Gdy więc ujrzycie ochydę spustoszenia, o której mówi prorok Daniel, zalegającą miejsce święte, kto czyta niech rozumie. Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry. Kto będzie na dachu, niech nie schodzi, by zabrać rzeczy z domu. A kto będzie na polu, niech nie wraca, żeby wziąć swój płaszcz. Biada zaś brzemiennym i karmiącym nowe dni. A módlcie się, żeby wasza ucieczka nie wypadła w zimie albo w szabat. Będzie bowiem wielki ucisk, jakiego nie było od początku świata aż dotąd. I nigdy nie będzie. Gdyby ów czas nie został skrócony, nikt by nie ocalał. Lecz z powodu wybranych ów czas zostanie skrócony. Wtedy, jeśli by wam ktoś powiedział, oto tu jest Mesjasz, albo tam, nie wierzcie. Powstaną bowiem fałszywi Mesjasze i fałszywi prorocy. I działać będą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to możliwe, także wybranych. Oto wam przepowiedziałem. Jeśli więc wam powiedzą, oto jest na pustyni, nie chodźcie tam. Oto wewnątrz domu, nie wierzcie. Albowiem jak błyskawica zabłyśnie na wschodzie, a jaśnieje aż na zachodzie, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Gdzie jest padlina, tam się isępy zgromadzą. Zaraz też, po ucisku owych dni, słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy zaczną spadać z nieba i moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wówczas ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego. I wtedy będą narzekać wszystkie narody ziemi i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach niebieskich z wielką mocą i chwałą. Poślą swoich aniołów w strąbom o głosie potężnym i zgromadzą Jego wybranych z czterech stron świata, aż do krwi. Aż od krańca do krańca nieba. A od figowca uczcie się podobieństwa. Gdy Jego gałązka nabrzmiewa sokami i wypuszcza liście, poznajecie, że zbliża się lato. Tak samo i Wy. Gdy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, że to blisko jest u drzwi. Naprawdę powiadam Wam, nie przeminie to pokolenie, aż wszystko się dostanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym i godzinie nikt nie wie. Nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec. A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali, aż do dnia, kiedy Noe wszedł do Arki i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pokłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu. Jeden będzie wzięty, drugi zestawiony. Dwie będą mleć na żarnach, jedna będzie wzięta. Dwie będą mleć na żarnach, jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czubajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan Was przyjdzie. A to rozumiejcie, gdyby Go Wspodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i Wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego Pan ustanowił nad swoją służbą, żeby we właściwej porze rozdawał jej żywność? Szczęśliwy ów sługa, którego Pan, gdy wróci, zastanie przy tej czynności. Zaprawdę powiadam Wam, postawi Go nad całym swoim imieniem. Lecz jeśli taki zły sługa powie sobie w sercu, mój Pan się ociąga z powrotem i zacznie bić swoje współsługi i będzie jadł i pił z pijakami, to nadejdzie Pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa i o godzinie, której nie zna. Każe surowo Go ukarać i wyznaczy Mu miejsce z obłudnikami. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Ten rozdział zaczyna się bardzo konkretnie. Jezus wychodzi ze świątyni, a uczniowie podchodzą do Niego, aby pokazać Mu zabudowania świątyn. Dla nich świątynia to jest coś więcej niż budynek. To był znak tożsamości, miejsce kultu, symbol przymierza. To był w ogóle taki centrum życia, duchowego, ale też narodowego. Ta świątynia, świątynia Heroda, była imponująca. Rozmiar, architektura, to piękno, to na pewno budziło zachwyt. Uczniowie patrzą na nią jak ludzie, którzy stoją wobec czegoś wydawałoby się trwałego, potężnego, niemal niewzruszonego. A Pan Jezus mówi tak. Widzicie to wszystko? Nie zostanie tu kamień na kamieniu. Przecież to musiał być szok. Jezus zapowiedział upadek tego, co wydawało się być niezniszczalne, trwałe. I faktycznie, w roku 70. po Chrystusie, Jerozolima zostaje zdobyta przez Rzymian i ta świątynia zostaje zburzona. Dla pierwszych czytelników Ewangelii Mateusza to już nie była jakaś abstrakcyjna przepowiednia. To realnie dotykało historii, ruin, lamentu i końca pewnej epoki, bo wtedy nastąpił koniec pewnej epoki. I tu pojawia się ważna lekcja, bo my bardzo często, łatwo wiążemy swoje poczucie bezpieczeństwa z tym, co widzialne. Z jakimiś budynkami, instytucjami, państwami, strukturami, karierą, zdrowiem, jakąś taką kontrolą. A uczniowie pokazują Jezusowi tą świątynię, a Jezus pokazuje im, że to jest kruche. Nie dlatego, że gardzi tym miejscem, tylko pokazuje im, że nic, co jest stworzone, nie może zająć miejsca Boga. My również mamy takie swoje świątynie. Dla jednych to będzie technologia, dla innych ekonomia, dla jeszcze innych naród, państwo, własny wizerunek, własne ciało, kogoś, sukces, rodzina, na przykład nauka, albo nawet jakaś religijna instytucja. I sobie tak myślimy, to jest stabilne, to przetrwa, na tym można budować, a potem przychodzi kryzys. Choroba, zdrada, wojna, śmierć, upadek autorytetu, utrata pracy, załamanie psychiczne. I okazuje się, że to, co miało być niezniszczalne, nagle jest ruiną. Pan Jezus nie mówi tego, żeby nas przestraszyć. On mówi, żeby nas uwolnić od złudzeń, bo człowiek, który buduje życie na tym, co może być kiedyś zwalone, będzie żył w ciągłym lęku, nawet jeżeli będzie wyglądał na silnego. Prawdziwy pokój, on nie przychodzi z przekonania, że te nasze świątynie nigdy się nie zachwieją. Prawdziwy pokój pochodzi z zakorzenienia w Chrystusie, który jest większy niż wszystko. Większy niż świątynia, większy niż historia, większy niż katastrofy, a nawet jest większy niż śmierć. Uczniowie potem pytają Jezusa, no dobra, to kiedy to nastąpi, jaki będzie znak? W tym pytaniu splatają się dwie perspektywy. Oni pytają jednocześnie o te zburzenie Jerozolimy i ostateczne przyjście Syna Człowieczego. I ta odpowiedź Pana Jezusa też ma taką głębię. Część tych słów odnosi się wyraźnie do wydarzeń związanych z Jerozolimą i z tą świątynią, a jednocześnie ten rozdział otwiera pewną perspektywę eschatologiczną, perspektywę na koniec dziejów i na powrót Chrystusa. Ten tekst w ogóle trzeba czytać z wielką pokorą. W historii Kościoła ten rozdział, ten fragment dotyczący właśnie tych czasów końca i tych sytuacji związanych z Jerozolimą i świątynią, on był różnie interpretowany. Niektórzy widzieli tu tylko zburzenie Jerozolimy. Inni akcentowali tu tylko wydarzenia poprzedzające powtórne przyjście Chrystusa. Jeszcze inni w historii Kościoła twierdzili, że on mówi jednocześnie o bliskim sądzie i dalekim sądzie. Tak jak prorocy Starego Testamentu, którzy nieraz widzieli różne wydarzenia w takiej jednej prorockiej perspektywie, ale mówili o rzeczach bliskich i dalszych. Myślę, że najlepiej tu unikać pychy interpretacyjnej. Są rzeczy jasne w tym rozdziale i centralne, i tych trzeba się trzymać. Chrystus powróci. Chrystus powiedział, że historia zmierza ku końcowi, ku Bożemu sądowi. Będzie coś takiego jak ucisk. Ewangelia będzie głoszona. Wielu zostanie zwiedzionych, jeśli to możliwie, a uczniowie Jezusa mają w tym wszystkim czuwać i trwać. I to są rzeczy jasne i centralne, których możemy się uchwycić. Pierwsze ostrzeżenie Jezusa brzmi strzeżcie się, żeby was ktoś nie zbiódł. Zobaczcie, uczniowie pytają o znaki, a Jezus mówi o zwiedzeniu, bo największym takim właśnie niebezpieczeństwem w czasie jakiegoś napięcia, kryzysu nie jest to, co dzieje się na zewnątrz, ale to, co dzieje się wewnątrz. Największym niebezpieczeństwem jest to, że nasze serce może zostać oszukane. Później Pan Jezus mówi, że wielu przyjdzie pod Jego imieniem i będą mówić, że są Mesjaszami i wprowadzą do wielu w błąd. To jest ciekawe. Fałszywi Mesjasze często nie mówią wprost. Jestem Chrystusem. Czasem mówią tak. Ja mam tutaj ostateczne odpowiedzi. Ja Ci dam poczucie bezpieczeństwa. Ja wyjawię wszystkie tajemnice. Ja Ci powiem, kogo masz nienawidzić, a kogo kochać. Ja Cię uwolnię nie od lęku, tylko mi oddaj swoje sumienie. To są właśnie takie mesjańskie obietnice. Ale to nie jest tylko religia. Zobaczcie, że polityka też obiecuje zbawienie przez władzę. Technologia obiecuje zbawienie przez postęp. Konsumpcja obiecuje zbawienie przez posiadanie. Psychologia popularna i kulturalna czasem obiecuje zbawienie przez samorealizację. Ideologie obiecują zbawienie przez przebudowę społeczeństwa, przez zmianę społeczeństwa. No i nasza religijność obiecuje zbawienie przez przynależność do właściwego kościoła, właściwego lidera, pastora, do takiego właściwego obozu. I Jezus mówi strzeżcie się. Strzeżcie się. Bo bardzo łatwo jest uwierzyć w narracje, które porządkują rzeczywistość kosztem prawdy. Bardzo łatwo jest wejść w takie myślenie plemienne, w jakieś spiskowe interpretacje, w jakąś agresję wobec innych, w jakieś uwielbienie przywódców, w taki religijny fanatyzm. Jezus mówi nie bójcie się. Inaczej, On nie mówi nie bójcie się bo nic trudnego się nie wydarzy. Nie, On mówi nie dajcie się zwieść. Potem Pan Jezus mówi, że będą pogłoski wojenne, głód, trzęsienia ziemi. I dodaje, to wszystko jest początek. Nie mówi, że każdy konflikt natychmiast zaznacza koniec. Nie mówi, że każde trzęsienie ziemi jest precyzyjną datą w kalendarzu Apokalipsy. On raczej nas uczy trzezwości, że będziemy o tym słyszeć, ale to jest tylko początek. Bo historia po upadku człowieka jest historią bólu, wojny, przemocy, katastrof, cierpienia, chaosu. Ale to wszystko nie są dowody, że Bóg utracił kontrolę. To są znaki świata, który jęczy pod ciężarem grzechu i oczekuje odkupienia. I to jest istotne, bo każde pokolenie ma taką skłonność myśleć, że jego kryzys to jest największy kryzys i ostateczny kryzys. No nie, świat nie wymknął się Bogu z rąk. Baranek jest panem historii. W historii kościoła w ogóle widzimy to, że wierzący wielokrotnie żyli w takich czasach, w których wydawało się, że to jest koniec wszystkiego. Od samego początku. Pierwsi chrześcijanie doświadczali prześladowań ze strony Rzymu. W czasach najazdów barbarzyńskich wielu patrzyło na upadek, który tam się dział, jako już ten wieczny upadek. Augustyn w ogóle napisał takie dzieło i to miało konkretny wymiar. To było w kontekście pewnego wstrząsu, jakim było zdobycie Rzymu. Ludzie pytali, jak to możliwe, że Rzym upada? I Augustyn odpowiadał, ziemskie państwa przemijają, a miasto Boże trwa. Więc my nie możemy mylić tych rzeczy i takiego cywilizacyjnego upadku, upadku jakiegoś imperium, jakiejś ziemskiej potęgi z upadkiem Królestwa Bożego. Reformatorzy, oni też żyli w czasie ogromnego napięcia. W czasie religijnych sporów, zagrożenia, niepewności. Luther nie głosił Chrystusa w spokojnym świecie akademickich debat. Calvin budował swoją służbę w świecie napięć politycznych, sporów doktrynalnych, uchodźców. Później Porytanie, Hugenoci, Anabaptyści uczyli się tego, że wierność Chrystusa nie oznacza życia bez ucisku. Czasem oznacza życia pośród ucisku, ale z taką nadzieją, że świat nie może dać, ale też nie może zabrać. Jezus mówi dalej, że Jego uczniowie będą wydawani, na udrękę, będą zabijani, będą znienawidzeni. To jest twarde słowo. Jezus nie mówi, jeżeli będziecie wierni, to świat was zawsze zrozumie. On mówi, raczej będziecie znienawidzeni z powodu mojego imienia. I teraz, to nie oznacza, że my mamy za wszelką cenę szukać konfliktu, który nas nie lubią. Po prostu, czasem wierzący są odrzucani nie z powodu Chrystusa, ale z powodu własnej głupoty, pychy, agresji, braku miłości albo braku mądrości. Chciałbym, żebyśmy to dobrze rozumieli. Nie każde cierpienie jest prześladowaniem za Ewangelię. Ale Jezus jasno mówi, że prawdziwa wierność czasem będzie kosztować i czasem cierpienie jest prześladowaniem za Ewangelię. Kto za wszelką cenę chce być lubiany przez świat, prędzej czy później będzie kuszony, żeby przestać być wierny Chrystusowi. Potem Jezus wypowiada słowa, które są bolesne. Mówi, że wielu się zachwieje w wierze, że będą się wzajemnie wydawać, wzajemnie nienawidzić, powstanie wielu fałszywych proroków, oziemnie miłość wielu. To znaczy, że nie tylko doktryna może zostać zaatakowana, nie tylko instytucje mogą zostać zachwiane. Może oziemnąć miłość. Czyli człowiek może nadal mieć słowa, formy, opinie, doktryny, nawyki, ale będzie zimny. Zimny. Przestanie współczuć, przestanie ufać, przestanie słuchać, przestanie modlić się z jakąś taką czułością. Zamiast tego wszystkiego pojawi się obronna twardość. Wielu nie staje się jawnie bezbożnymi. Oni stają się zimni. Nagle stają się zmęczeni, podejrzliwi, przeciążeni, przepaleni, wypaleni po jakichś kolejnych konfliktach, rozczarowaniach, ranach mówią już nie będę się angażował, już nie będę ufał, już nie będę kochał, już nie będę wierzył, już nie będę narażał się. To są mechanizmy obronne, które chronią nas przed bólem, które nas zamkną przed życiem Bożym. Jezus mówi, że w czasach nieprawości jedną z największych tragedii będzie właśnie taka oziębła miłość. Dlatego my nie potrzebujemy tylko poprawnych przekonań. My potrzebujemy Bożego serca, potrzebujemy Ducha Świętego, który rozlewa miłość Bożą w naszych sercach nawet w trudnych czasach. Potrzebujemy Ewangelii, która przypomina nam, że Chrystus umiłował nas nie wtedy, gdy byliśmy łatwi do kochania, ale wtedy, gdy byliśmy grzesznikami. Potrzebujemy Kościoła, który nie jest zimnym trybunałem, ale jest wspólnotą prawdy i łaski jednocześnie. Potrzebujemy pokuty z braku miłości tak samo jak potrzebujemy tej pokuty w przypadku jakichś fałszywych doktryn. Jezus dodaje tu jednak do końca. Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. To nie jest wezwanie do samozbawiania się. To jest wezwanie do wytrwałej wiary. W Biblii wytrwałość świętych nie oznacza, że koniecznie trzeba od tego odpaść albo można odpaść. To oznacza, że prawdziwi wierzący są mocni w Bogu. Oznacza, że Bóg zachowuje swoich, a Jego łaska sprawia, że oni trwają. Wytrwałość jest owocem działania Boga, ale przeżywana jest realnie przez nasze decyzje, modlitwy, posłuszeństwo, walkę, a czasem powroty do Chrystusa. Wielu w ogóle bohaterów wiary uczy nas tej wytrwałości. Jest taka piękna historia Hudsona. On przechodził przez stratę, przez więzienie, chorobę i był rozczarowany. Przez krótki moment odpadł, ale wrócił, trwał, bo wiedział, że jest coś więcej niż ta chwila. Kościół żyje dzięki łasce Boga, ale historia kościoła jest pełna ludzi, którzy przez tę łaskę wytrwali, kiedy przyszła noc. Następnie Pan Jezus mówi, że Ewangelia o Królestwie będzie głoszona po całej ziemi i wtedy nadejdzie koniec. To pokazuje ogromną perspektywę. Pośród wszystkich prześladowań, fałszywych proroków, wojen, oziębłej miłości Jezus nie mówi no i teraz nic nie ma sensu, wszystko się rozpadnie. On mówi nie, Ewangelia będzie głoszona. Królestwo Boże będzie ogłoszone narodom. Bóg nie utraci misji. Historia nie zakończy się zwycięstwem chaosu i zła. Historia zakończy się wypełnieniem Bożego planu. I to powinno nieustannie korygować nasz pesymizm. Bo wielu patrzy na ten świat i mówi tak, wszystko idzie ku gorszemu, nie ma już żadnej nadziei. Wszystko idzie usłabnie, ludzie odchodzą, kultura się rozpada. To są poważne problemy, ale Jezus mówi, że Ewangelia będzie głoszona. W różnych epokach, w różnych językach, przez różnych ludzi. Czasem w katedrach, czasem w domach, czasem w więzieniach, czasem w parkach, czasem przez radio, czasem przez internet, czasem przez szeptane świadectwo, czasem przez męczeństwo, czasem przez zwykłe matki i ojców, ale Królestwo Boże przetrwa. Potem Jezus mówi o chydzie spuszczoszenia i wielkim ucisku. Okrutne słowa, trudne słowa, zakorzenione w księdze Daniela, w historii Izraela. W najbliższej perspektywie to oczywiście odnosi się do dramatycznych wydarzeń związanych z oblężeniem Jerozolimy i z bezczeszczeniem tego miejsca. Jednocześnie to wszystko niesie w sobie taką szerszą perspektywę w sprawie ostatecznego wstarcia, ucisku i sądu. I nie musimy podczas tego Ewangeliarza, i nie będziemy tego robić, rozstrzygać wszystkie szczegóły, ale możemy uchwycić główną prawdę. Przyjdą czasy tak trudne, że jedynym ratunkiem będzie posłuszeństwo słowom Chrystusa. Jezus mówi bardzo praktycznie. Uciekajcie, nie wracajcie po rzeczy. Módlcie się, żeby ucieczka nie przypadła w zimie albo w szabat. To pokazuje, że eschatologia nie jest jakąś abstrakcją. To są konkretne decyzje. Biblijna nauka o końcu świata nie ma nas odrywać od życia, ale czynić nas bardziej posłusznymi, bardziej trzeźwymi, bardziej modlitewnymi, bardziej gotowymi. W czasach, kiedy wielu ludzi interesuje się końcem świata, ale niestety w taki sposób, który często nie prowadzi do świętości. Oglądają wiadomości jak taką mapę apokalipsy, szukają jakichś teorii spiskowych, budują takie lękowe scenariusze, a inni się w ogóle tym nie przejmują i żyją tak, jakby się to miało nigdy nie wydarzyć. Jezus mówi to do nas inaczej. Mówi tak. Nie liczcie te daty, jakoś obsesyjnie nie szukajcie tych terminów, ale też nie ignorujcie znaków czasu. Bądźcie wierni, módlcie się, rozeznawajcie, nie dajcie się zwieść, ale nie uciekajcie w panikę. Nie przywiązujcie serca do tego, co przemija. Później Pan Jezus przestrzega przed fałszywymi mesjażami, fałszywymi prorokami, że oni będą wielkie rzeczy czynić, znaki, cuda, wprowadzić w błąd, jeśli to możliwe. To jest ważne, szczególnie dla Kościoła charyzmatycznego. Biblia nie mówi, że każdy znak jest automatycznie od Boga. Nie mówi też, że wszystko jest od Boga. Nie mówi, że prawdziwa duchowość zawsze jest tylko dobra. Ale jednocześnie nie mówi też, że mamy wszystko odrzucać co nadnaturalne. Nie. Biblia uczy nas rozeznawania. Prawdziwe działanie Ducha Świętego zawsze wywyższa Chrystusa, zawsze jest zgodne z Pismem, zawsze prowadzi do pokuty, świętości, miłości i do uwielbienia Boga. Natomiast te fałszywe znaki zawsze będą prowadzić do pychy, do zależności od człowieka, do zamętu. I to jest istotne. Następnie Jezus mówi o przyjściu Syna Człowieczego. Że ono nie będzie ukryte, lokalne, dostępne tylko dla wtajemniczonych. Będzie jak błyskawica, która rozbłyska na wschodzie i świeci aż na zachodzie. To znaczy, kiedy Chrystus przyjdzie chwalę, nie trzeba będzie tego specjalnie szukać w jakiejś sekretnej komnacie na pustyni, u jakiegoś tajnego nauczyciela w zamkniętej grupie, w prywatnym objawieniu. Jego przyjście będzie jawne, będzie królewskie, będzie powszechne. I będzie nie do pomylenia. I to jest centrum naszej nadziei. Chrześcijaństwo nie kończy się na poprawie świata małymi krokami. Chrześcijaństwo nie kończy się na osobistym rozwoju. Nie kończy się na etyce. Nie kończy się na tych wszystkich rzeczach. Ono się kończy na przyjściu Chrystusa w chwalę. Na zmartwychwstaniu umarłych. Na odnowieniu stworzenia i pełnym zwycięstwie Boga. To jest najgłębsza prawda o przyszłości. Historia i przyszłość należą do Chrystusa. Wspaniałości z nieba.


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora