Bóg wybiera, człowiek odpowiada
Biblia objawia dwie rzeczywistości, które trwają równolegle: Bóg jest suwerenny w zbawieniu, a człowiek odpowiada za swoją reakcję na Ewangelię. Jedna nie znosi drugiej. Łaska nie eliminuje odpowiedzialności, a wiara rodzi się ze słuchania Słowa.
Transkrypcja
Kontynuujemy list do Rzymian. Będzie wesoło, bo dzisiaj dopiero sobie namieszamy. Dopiero sobie namieszamy w tym, jak rozumiemy pewne rzeczy, ale musimy je rozumieć tak, jak Słowo Boże mówi. Dzisiaj przyjrzymy się fragmentowi Listu do Rzymian od 30, wersetu 9 rozdziału do 21, wersetu 10 rozdziału. Kiedy ostatnio kończyliśmy kazanie, kiedy kończyliśmy wykład dotyczący do 29 wersetu tego 9 rozdziału, to stanęliśmy przed Słowem Bożym, które pokazało nam wielkiego Boga. Boga, który jest absolutnie suwerenny, absolutnie wierny, potężny, pełen majestatu. Boga, którego słowo nie może w żaden sposób zawieść. Boga, który wybiera, który powołuje, który zachowuje, który zabezpiecza. Boga, którego miłosierdzie nie jest odpowiedzią na jakiekolwiek ludzkie zasługi, uczynki, starania, tylko wypływa to miłosierdzie z Jego własnej woli. To jest Boża wola, a nie jakiś obowiązek Boga względem nas. No i kiedy rozważamy ten temat, a nawet miałem telefon od jednego z internautów właśnie w tej sprawie, bo kiedy rozważamy ten temat i zatrzymujemy się w tym miejscu, zawsze powstaje takie pytanie w naszych głowach. Dobra, to jeśli Bóg wybiera, jeśli zbawienie jest z tak pojętej łaski, jeśli wszystko zaczyna się i kończy w Bogu, to gdzie w tej historii człowiek ponosi jeszcze jakąkolwiek odpowiedzialność? Czy to przypadkiem nie zmierza w kierunku fatalizmu, w kierunku takiej herezji, która się nazywa fatalizm? I kiedy czytamy list do Rzymian, widzimy, że Paweł zna to pytanie, ono musiało mu być zadawane, One musiało padać w rozmowach z nim i dlatego właśnie po dziewiątym rozdziale Paweł przechodzi do dziesiątego rozdziału, gdzie się odnosi do tego pytania. I Biblia nie przeciwstawia sobie suwerenności Boga i odpowiedzialności człowieka. To my mamy tak w głowach, że jeżeli Biblia mówi o suwerenności Boga, to to musi być przeciwnością odpowiedzialności człowieka. A jeżeli Biblia mówi o odpowiedzialności człowieka, to to musi stać w przeciwko suwerenności Bożej. Ale Biblia tak nie mówi. Biblia, cała Biblia trzyma te dwa tematy razem. Biblia nie mówi albo Bóg wybiera, albo człowiek ponosi odpowiedzialność. Biblia na nasze nieszczęście myślowe mówi, że Bóg wybiera i człowiek odpowiada. Biblia mówi te dwie rzeczy na raz. Bóg wybiera i Biblia mówi, człowiek odpowiada. To są tylko w naszych głowach przeciwstawne tezy. No i teraz jak to ze sobą pogodzić, bo przecież to się kłóci z taką ludzką logiką. Na pewno nie da się tego pogodzić przez żadną filozofię i nie ma co szukać tam rozwiązania tego tematu. Niestety nie da się tego tematu uprościć. Nie da się go rozrysować i uprościć, żeby aha, dobra, teraz jest wszystko jasne, wszystko komplementarne, wszystko wiemy, umiemy rozrysować diagram i jesteśmy zadowoleni, bo zrozumieliśmy Pana Boga. Nie. Musimy przyjąć, że to są dwie równoległe drogi, jednocześnie opisane w Słowie Bożym. I każda próba skrzyżowania, przecięcia tych dróg, jakiegoś utworzenia punktu wspólnego na tych drogach równoległych, ona jest skazana na katastrofę, zwłaszcza taką katastrofę myślową. My po prostu musimy przyjąć dokładnie tak, jak Słowo Boże o tym mówi. Czyli, że Bóg jest suwerenny w zbawieniu, że to On inicjuje, On powołuje, On okazuje miłosierdzie. Bez Jego działania nikt nie przyszedłby do Jezusa Chrystusa i jednocześnie człowiek jest całkowicie odpowiedzialny za swoją odpowiedź na Ewangelię. Całkowicie odpowiedzialny. Nikt nie ginie dlatego, że Bóg go zmusił do niewiary, Człowiek ginie dlatego, że odrzuca sprawiedliwość, którą Bóg mu oferuje w Jezusie Chrystusie. I połączyć się tego nie da. Biblia po prostu mówi o tych dwóch drogach równolegle. Paweł nawiązuje w ogóle do tego napięcia, ale on go nie rozwiązuje. Paweł w swoim liście nie rozwiązuje napięcia pomiędzy tymi tematami, on je ogłasza. On ogłasza, że takie napięcie jest, że takie dwie równoległe drogi są i on to pokazuje bardzo wyraźnie, bo w dziewiątym rozdziale widzimy Boga, który wybiera, ale w dziesiątym rozdziale teraz zobaczymy ludzi, którzy nie chcą się poddać Bożej sprawiedliwości. Zobaczymy, że Bóg jest suwerenny, ale Izrael nie został potępiony za to, że Bóg go nie wybrał, lecz za to, że szukał własnej sprawiedliwości. Nie przez wiarę, ale przez uczynki. I dlatego Paweł może jednocześnie powiedzieć, nie zależy to od woli człowieka, ani od jego zabiegów, i jednocześnie zawołać, każdy, kto wzywa imienia Pańskiego, zbawiony będzie. Dlatego Jezus potrafi powiedzieć, nikt nie przyjdzie do mnie, jeśli go pierwej ojciec nie pociągnie, a jednocześnie potrafi powiedzieć, przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście utrudzeni i zmęczeni, a ja wam dam odpocznienie. I nikt tego nie tłumaczy, tego napięcia pomiędzy tymi zdaniami. One po prostu jest ogłoszone. Dlatego, że jedno nie znosi drugiego. Jedno wyjaśnia drugie. Boża suwerenność nie usuwa ludzkiej odpowiedzialności i nie powinniśmy tak rozumieć Bożej suwerenności. Ona ją ustanawia. I dlatego znowu Paweł wie, że to jest trudny temat i on zacznie ten dziesiąty rozdział nie od doktryny, ale zacznie od modlitwy. Pragnieniem serca mojego i błaganiem zanoszonym do Boga za Izraela jest to, aby byli zbawieni. Zobaczcie, to nie jest język fatalizmu. To nie jest język determinacji, to jest język wiary. Wiary, która wie, że Bóg zbawia i dlatego się modli i głosi pewne doktryny. Problem Izraela w ogóle nie polegał na tym, że nie byli wybrani albo że niewłaściwą religijność mieli. Mało tego, nawet nie polegał na braku gorliwości. Nie można powiedzieć, że Izrael za czasów Jezusa nie był gorliwy. Był bardzo gorliwy. Tego największym przykładem jest dyszący nienawiścią do chrześcijan apostoł Paweł, zanim stał się apostołem Pawłem. To nie polegało na tym, że oni nie mieli objawienia. Oni mieli pełne objawienie. Problem tego narodu wybranego polegał na tym, że oni nie chcieli się poddać sprawiedliwości Bożej. Oni pozostali w tych swoich wyobrażeniach. Chcieli być sprawiedliwi, ale na własnych zasadach. Chcieli Boga, ale nie chcieli krzyża. Chcieli prawa, ale nie chcieli zakończenia tego, czy wypełnienia tego prawa w Jezusie Chrystusie. I tu niestety się rodzi bardzo taka radykalna prawda, że można być w swoim życiu bardzo gorliwym dla swojego własnego wyobrażenia Boga. a jednocześnie bardzo być daleko od prawdziwego Boga i to dotyka wielu ludzi. Ta religia może się minąć takich ludzi z Ewangelią. Gorliwość tych ludzi w tej religii może stać się przeszkodą w ogóle w ich życiu z Bogiem i jedyną drogą dla tych ludzi jest Chrystus. Przeczytajmy sobie ten fragment. Cóż wtedy powiemy? To, że poganie, którzy nie dążyli do sprawiedliwości, sprawiedliwości dostąpili, sprawiedliwości, która jest z wiary, a Izrael, który dążył do sprawiedliwości z zakonu, do sprawiedliwości z zakonu nie doszedł. Dlaczego? Dlatego, że było to nie z wiary, lecz jakby z uczynków. Potknęli się oni o kamień obrazy. Jak napisano? Oto kładą na Syjonie kamień obrazy i skałę zgorszenia, a kto w niego uwierzy, nie będzie zawstydzony. I dziesiąty rozdział. Bracia! Pragnienie serca mego i modlitwa zanoszona do Boga zmierzają ku zbawieniu Izraela. Daję im bowiem świadectwo, że mają gorliwość dla Boga, ale gorliwość nierozsądną, bo nie znając usprawiedliwienia, które pochodzi od Boga, a własne usiłując ustanowić, nie podporządkowali się usprawiedliwieniu Bożemu, albowiem końcem zakonu jest Chrystus, aby był usprawiedliwiony każdy, kto wierzy. Tak bowiem Mojżesz pisze o usprawiedliwieniu, które jest zakonu. Człowiek, który spełnił zakon, przezen żyć będzie. A o usprawiedliwieniu, które jest z wiary tak mówi, Nie mów w sercu swym, kto wstąpi do nieba. To znaczy, aby Chrystusa sprowadzić na dół. Albo kto wstąpi do otchłani. To znaczy, aby Chrystusa wywieźć z martwych w górę. Ale co powiada Pismo? Blisko Ciebie jest słowo w ustach Twoich i w sercu Twoim. To znaczy słowo wiary, które głosimy. Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził Go z martwych, zbawiony będziesz. Albowiem sercem wierzy się ku usprawiedliwieniu, a ustami wyznaje się ku zbawieniu. Powiada bowiem pismo. Każdy, kto w niego wierzy, nie będzie zawstydzony. Nie masz bowiem różnicy między Żydem a Grekiem, gdyż jeden jest Pan wszystkich, bogaty dla wszystkich, którzy Go wzywają. Każdy bowiem, kto wzywa imienia Pańskiego, zbawiony będzie. Ale jak mają wzywać tego, w którego nie uwierzyli? A jak mają uwierzyć w tego, o którym nie słyszeli? A jak usłyszeć, jeśli nie ma tego, który zwiastuje? A jak mają zwiastować, jeśli nie zostali posłani? Jak napisano, o jak piękne są nogi tych, którzy zwiastują dobre nowiny. Lecz nie wszyscy dali posług dobrej nowinie, mówi bowiem Izajasz. Panie, któż uwierzył w zwiastowaniu naszemu? Wiara tedy jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe. Ale mówię, czy nie słyszeli? Ależ tak, po całej ziemi rozległ się ich głos, a słowa ich dotarły aż do krańców ziemi. Ale mówię, czy Izrael nie zrozumiał? Jako pierwszy, Mojżesz powiada, przez naród, który nie jest narodem, wzbudzę w was zawiść, przez naród nierozumny przeprowadzę was do gniewu. A Izajasz waży się nawet powiedzieć, dałem się znaleźć tym, którzy mnie szukali, objawiłem się tym, którzy o mnie nie pytali. A do Izraela powiada, cały dzień wyciągałem ręce swoje do ludu niepowsłusznego i opornego. Pierwsze trzy wersety. Jeszcze z tego dziewiątego rozdziału, czyli od 30 do 33 wersetu. Zobaczcie, Paweł tu zaczyna fragmentem pytaniem, które właśnie się pojawia w takich chwilach. Co my wtedy powiemy? Cóż my na to wszystko powiemy? I to nie jest jakieś tam pytanie retoryczne, tylko to jest pytanie, które podsumowuje cały ten wcześniejszy fragment, ten dotyczący suwerenności Bożej. I Paweł zadaje to pytanie. Dobrze, skoro tak się sprawy mają, to co my na to powiemy? Jak to jest możliwe, że poganie, którzy nie mieli prawa, nie mieli świątyni, nie byli objęci na ten czas żadnym przymierzem i ci poganie dostępują sprawiedliwości, a Izrael, który miał to wszystko, Wszystko nie doszedł do tego, czego szukał. I Paweł odpowiada tu bez wahania. To, że poganie, którzy nie dążyli do sprawiedliwości, sprawiedliwości dostąpili, sprawiedliwości, która jest z wiary, a Izrael, który dążył do sprawiedliwości z zakonu, do sprawiedliwości z zakonu nie doszedł. Zobaczcie jaki paradoks. I to jest właśnie paradoks Ewangelii. To jest nieintuicyjne, to jest nielogiczne, to jest sprzeczne w ogóle z ludzką logiką, ale pojawia się w Bożym Słowie. A więc jest absolutnie prawdziwe. Absolutnie prawdziwe, bo tak mówi Boże Słowo. I to wystarczy. To jest ważniejsze niż nasza jakaś logika, czy jakaś intuicja, która próbuje znaleźć odpowiedź. Boganie faktycznie nie dążyli do sprawiedliwości. w ogóle, wcale nie dążyli do sprawiedliwości. W zasadzie nie mieli żadnego systemu religijnego. Każdy wierzył w co chciał, praktykował jak chciał. Kiedy ktoś się interesuje wierzeniami pogan w tamtych czasach, no to było wielobóstwo, ale też wiele sposobów można było pewne rzeczy rozumieć, wiele sposobów praktykować, tak jest też dzisiaj. Od jakiegoś czasu wznawia się jakiś ruch rodzimowiary, chyba się to nazywa, rodzimowiara i oparta na jakichś starych, pogańskich, w naszym przypadku polskich, bożkach, jakichś praktykach. I miałem okazję spotkać się z, nie pamiętam jak się nazywa ich ten najwyższy przywódca, ale z ich tam szefem tej religii, bo jakąś sobie książkę kupowałem i on akurat tam był. Mieliśmy okazję chwilę porozmawiać, potem przeczytałem tą książkę, nawet do niego zadzwoniłem, tam rozjaśnić pewne rzeczy i się okazało, że oni generalnie wiedzą o jakichś bożkach, wiedzą o jakichś praktykach, ale nie ma jakiegoś zbioru zasad, który obowiązuje wszystkim. Jeden wierzy tak i funkcjonuje w ten sposób, drugi wierzy tak i skacze przez ogień, trzeci leje wodę do dzbanka i uważa, że to jest oddanie czci Bogu, a czwarty idzie na spacer i to jest jego religia. Nie ma tam jakiegoś jednego porządku religijnego. Poganie nie mieli takiego systemu religijnego, tak rozbudowanego i tak jasnego, jaki spotykamy w opisach w Starym Testamencie dotyczących Izraelitów. Poganie nie znali zakonu. Nie tam podstawowych prawd moralnych, bo to jest oczywiste, ale zakonu jako takiego nie znali. Nie mieli kategorii usprawiedliwienia, nie mieli podziału tego grzechu. A zobaczcie, jednak gdy Poganie usłyszeli Ewangelię, natychmiast uwierzyli. natychmiast uwierzyli. I przez wiarę dostąpili sprawiedliwości. I Paweł precyzuje tu bardzo jasno. Nie jakiejkolwiek sprawiedliwości, ale sprawiedliwości, która jest z wiary. Sprawiedliwości, która jest z wiary. Czyli niesprawiedliwości wypracowanej, niesprawiedliwości zasłużonej, niestopniowemu zdobywaniu sprawiedliwości, niestopniowej poprawie swojego życia, tylko sprawiedliwości danej przez Boga tym, którzy wierzą. No i to przecież jest fundamentalna prawda Ewangelii, że człowiek nie znajduje Boga dlatego, że go szuka wystarczająco dobrze albo wystarczająco długo, Ale dlatego, że Bóg się da je znaleźć tym, którzy wierzą. To jest prawda Ewangelii. My nie poznajemy Boga przez szukanie Boga. My poznajemy Boga dzięki temu, że On się da je znaleźć tym, którzy w Niego wierzą. Paweł tu mówi coś bardzo mocnego na temat Izraela. Izrael, który dążył do sprawiedliwości z zakonu, do sprawiedliwości z zakonu nie doszedł. Zobaczcie, on nie mówi, że Izrael był obojętny duchowo. Tu wręcz sugeruje, że był gorliwy, że się starał, że przestrzegał prawa, chciał być sprawiedliwy przed Bogiem. Dążył, dążył, czyli robił to wszystko do sprawiedliwości z zakonu, ale do tego, do tej sprawiedliwości nie doszedł. Czemu? Bo mieli podłożony zły fundament. Źle to rozumieli. Izrael próbował osiągnąć sprawiedliwość przez zakon, podczas gdy Bóg objawił tą sprawiedliwość przez wiarę, tak jak to przyjęli poganie. No i to jest właśnie dramat współczesnej religii, w tym kościoła rzymskokatolickiego. Nikt tym ludziom nie odbiera tego, że oni gorliwie szukają Pana Boga. Nikt tym ludziom nie powinien odbierać tego, że oni starają się być sprawiedliwi. Oczywiście mówię nie o jakichś tam nominalnie zapisanych do kościoła rzęsko-katolickiego obywatelach polskich, tylko mówię o ludziach aktywnie biorących udział w życiu swojego kościoła, o takich nazwalibyśmy to praktykujących katolikach. No więc oni starają się, oni próbują dojść do tej sprawiedliwości. Dla nich to ma znaczenie, ale jest założony zły fundament, robią wiele rzeczy dla Boga, ale nie są w stanie bez wiary przyjąć tego, co Bóg dla nich zrobił. Nie co oni robią dla Boga, tylko co Bóg dla nich zrobił. Paweł w 32 wersecie zadaje pytanie, dlaczego? Dlaczego? I odpowiada. Dlatego, że było to nie z wiary, lecz jakby z uczynków. I to odsłania sedno tego problemu. Izrael nie zaufał Bogu w kwestii usprawiedliwienia. Izrael ufał sobie, sobie i swojemu systemowi, swojej gordliwości, swojemu posłuszeństwu, swojemu zrozumieniu prawa, swojemu dążeniu do doskonałości. No i ta sama pokusa jest w wielu kościołach, w tym kościele, o którym wspomniałem już dzisiaj. Czyli zastąpić tą wiarę, to prawdziwe usprawiedliwienie jakimś systemem. Zastąpić to jakimś wysiłkiem. Zastąpić to jakąś zasługą, sakramentami, rzeczami do wypełnienia, może dodatkowymi przekazaniami, dodatkowymi wytycznymi. I Paweł idzie jeszcze dalej. w czystym drugim wersecie. Potknęli się oni o kamień obrazy. Zobaczcie, kamień obrazy. Czyli okazuje się, że Chrystus jest w ogóle problemem. Problemem jest. On jest kamieniem obrazy dla tych ludzi, którzy tak funkcjonują. Dlaczego ten Izrael się potknął? Dlaczego to był kamień obrazy? No bo Chrystus nie pasował do tego systemu. On po prostu nie pasował. On gdzieś umknął. temu systemowi, on nie wpasował się w ten system. Nie wpasował się w wyobrażenia tych ludzi, jak powinien funkcjonować, jak powinien działać Mesjasz. Nie wpasował się do tego wszystkiego, a przede wszystkim nie wpasował się do sprawiedliwości z uczynków. I ten Chrystus, który zostaje ukrzyżowany jako Mesjasz, staje się zgorszeniem dla tych ludzi. Oni są zgorszeni takim Mesjaszem. Przecież to nie tak miało być. To miało być tak, że Chrystus weźmie miecz i wyswobodzi naród izraelski spod okupacji rzymskiej, przywróci świątynię w pełnej krasie, przywróci na piedestał klasę kapłanów, nikt nie będzie nimi zarządzał, nikt nie będzie im dyktował, jak mają żyć w swoim kraju. I kiedy krzyżują Chrystusa, on się staje zgorszeniem dla tych religijnych ludzi. Chrystus był za prosty dla religii. Za prosty, on był po prostu za prosty. Jakiś człowiek się nie nadaje do takich systemów, jest za prosty, bo on nic nie chce. On mówi tylko jedną rzecz, musicie się nawo narodzić. I on nie ma żadnego systemu tego, tego wszystko. On jest za prosty. Chrystus był zbyt radykalny dla prawa. Jemu nie wystarczyły interpretacje. On mówił dobrze, wy tak interpretujecie, tak jest napisane, ale ja wam powiem jak należy rozumieć. I on radykalnie przedstawiał pewne sytuacje związane z prawem żydowskim. Chrystus był zbyt twardy dla ludzkiej pychy, dla pychy ludzkich serc. Paweł cytuje w tym rozdziale w 33 wersecie Izajasza. Oto kładę na Syjonie kamieniobrazy i skałę zgorszenia, a kto w niego uwierzy, nie będzie zawstydzony. Więc zobaczcie, co dokładnie mówi, że Chrystus stał się zgorszeniem dla tych ludzi. Zgorszeniem. Ale kto w niego uwierzy, ten będzie zbawiony. No i tak to już jest. Dla jednych Chrystus będzie zgorszeniem, będzie kamieniem obrazy, będzie skałą zgorszenia, a dla innych będzie fundamentem zbawienia, fundamentem wiary. I różnica nie leży w Chrystusie, bo ten sam Chrystus będzie dla jednych kamieniem obrazy, skałą zgorszenia, a dla drugich fundamentem zbawienia. Więc różnica nie jest w nim, bo ten sam Chrystus wywołuje te wnioski i, i te wnioski. Różnica leży w odpowiedzi mojego i Twojego serca. Tu jest różnica, nie w Chrystusie. W nas jest ta różnica. Więc zobaczcie, można szukać Pana Boga gorliwie, z całej siły i minąć się z Ewangelią. Można być gorliwym, a jednak nie dojść do nowego narodzenia. Kiedy jest jakaś religia i ona w centrum swojej wiary nie ma krzyża, nie ma tego, co stało się na krzyżu, to ona się zawsze potknie o Chrystusa. Zawsze. Zawsze. Sprawiedliwość czy próba sprawiedliwości z własnych uczynków zawsze doprowadzi człowieka do frustracji, do ogromnych problemów. Wiara w Chrystusa, prawdziwa wiara w Chrystusa zawsze doprowadzi człowieka do usprawiedliwienia i do pokoju z Bogiem. Teraz przechodzimy do dziesiątego rozdziału. Pierwsze cztery wersety, które mówią o tym, że można bardzo chcieć Boga i jednocześnie bardzo nie znać drogi do Niego. Po tym ostrym rozróżnieniu w tych ostatnich wersetach dziewiątego rozdziału między wiarą a uczynkami, Paweł robi coś zaskakującego. To jest w ogóle zaskakujący moment. On nie potępia Izraela. Nie potępia Go tutaj. To nie są słowa potępienia. W żaden sposób nie stawia się ponad Izraelem jako ten, który uwierzył w Chrystusa. On nie mówi czegoś, co nam czasami przechodzi przez usta. Mieliście szansę, ale jej nie wykorzystaliście. Zobaczcie, on znowu zaczyna od modlitwy. Znowu. Bracia. Pragnienie serca mego i modlitwa zanoszona do Boga zmierzają ku zbawieniu Izraela." Tak jak rozpoczynał ten dziewiąty rozdział modlitwą, a nie teologią. I to znowu ustawi cały ton tej wypowiedzi i to duszpasterskie serce. Pokazuje, że chociaż w moim odczuciu, jak czytam listy Pawła, jak je studiuję, to to był taki twardy zawodnik, już dużo przeszedł, dużo zrozumiał, Pewne sytuacje już były za nim, one go ukształtowały, ukształtowały jego charakter, ukształtowały jego teologię. Miał bardzo dużo objawione od, od Boga. Z całą pewnością nie prowadził prostego życia, a jednocześnie nie stał się takim chłodnym teologiem, takim beznamiętnym doktryniarzem. Tylko ewidentnie w tych modlitwach widać, że to jest człowiek, który niesie ciężar zbawienia. On naprawdę go niesie i on by chciał, żeby inni byli zbawieni. I to jest taka pierwsza lekcja znowu dla wszystkich tych, którzy z tym listem się zapoznają, że nic nas nie zwalnia z miłości do błądzących. Z takiej oczywiście racjonalnej miłości, ale z miłości do błądzących. Paweł jednocześnie nie zaprzecza faktom. Zobaczcie w drugim wersecie. Daje im bowiem świadectwo, że mają gorliwość dla Boga. On przyznaje wprost. Ci ludzie mają gorliwość dla Boga. Nie są obojętni. On nie mówi, to są ateiści. Oni nic w ogóle wspólnego z tą historią nie mają. Wydaje dobre świadectwo. On nawet nie mówi, to są letni ludzie. Zwróćcie uwagę, on nie nazywa ich letnimi. On tu mówi wprost. Mają gorliwość dla Boga. Jest tak napisane? Czemu? No przecież on wiedział, że Izrael modli się, pości, studiuje prawo, całe życie tego narodu kręci się wokół systemu związanego z prawem. Pielęgnuje tą tradycję, zresztą do dzisiaj bez problemu rozpoznasz kogoś, kto jest Żydem. Spojrzysz na niego i wiesz, oni pielęgnują tą tradycję, bronią jedności Boga, tego swojego zrozumienia Boga. Więc problem nie polegał na braku gorliwości, ale na tym jaka to była gorliwość. Dlatego, że Paweł tu dodaje, ale gorliwość nierozsądną. Oni mieli gorliwość, ale gorliwość nierozsądną. I to jedno słowo zmienia wszystko. W ogóle w innych tłumaczeniach, w wielu tłumaczeniach, tam gdzie my mamy w Warszawce nierozsądną jest bezpoznania. Bezpoznania, że oni mieli gorliwość bezpoznania. Czyli byli gorliwi dla Boga, którego nie poznali. To jest też bardzo dobrze oddane tłumaczenie. Więc to była taka gorliwość bez zrozumienia Prawa, co za tym idzie bez zrozumienia Ewangelii, bez objawienia prawdziwej sprawiedliwości Bożej. To była gorliwość oparta na tradycji, a nie naprawdę. I tu znowu zobaczcie, jak to łatwo przenieść na współczesne nam społeczeństwo. Była taka gorliwość emocjonalna, ale bardzo niepoprawna teologicznie i to znowu możemy przynieść do współczesnego świata. Są bardzo emocjonalne chwile, kiedy ktoś opowiada, że był tam gdzieś, już nie pamiętam teraz, w tej miejscowości, tam mu się objawiła rzekomo Matka Boża i coś mu tam powiedziała, czy komuś tam powiedziała, a ten ktoś przekazał. I to wszystko jest takie pełne łez i pełne jakichś świadectw, wzruszeń, niektórzy opowiadają niesamowite historie z jakichś pielgrzymek, z jakichś takich historii. Wszystko w porządku, to jest gorliwość emocjonalna. ale w tej gorliwości wtedy brakuje właściwej teologii. Ona jest teologicznie błędna i to jest niebezpieczny stan. Okazuje się, że to jest bardzo niebezpieczny stan. Dlaczego? Dlatego, że ta gorliwość bez zrozumienia Ewangelii, gorliwość bez objawienia sprawiedliwości bożej, gorliwość oparta na jakiejś tradycji kultywowanej od pokoleń lub ta gorliwość emocjonalna, ona niestety bardzo często daje człowiekowi poczucie duchowości. Ona zaspokaja coś, co w ogóle nauka wie, że człowiek w sobie ma, nawet nie trzeba być człowiekiem bieżącym, zaspokaja biologiczną potrzebę duchowości człowieka. Dlatego, że człowiek ma biologiczną potrzebę duchowości. Nie ma ludzi od tego wolnych, chyba że są upośledzeni, że są chorzy. Wtedy tego mogą mieć jakiś deficyt. Natomiast naturalnie człowiek ma pewne potrzeby biologiczne i tak jak mamy potrzeby biologiczne dotyczące jedzenia, tak mamy potrzeby biologiczne dotyczące duchowości. Człowiek naturalną taką potrzebę ma. I teraz kiedy wchodzimy w tą gorliwość, to ta potrzeba biologiczna zostaje zaspokojona. I taki człowiek może uważać, że jest wszystko w porządku. Bo jest tylko jeden problem. On nie jest zbawiony. On zaspokoił duchową potrzebę. On nie jest zbawiony. W Stanach Zjednoczonych prosperował taki kościół, który odkrył w ogóle, no kościół w sensie, że zarejestrowany związek wyznaniowy, który odkrył taką, że to tak działa, że jest taka potrzeba, zaczęli robić spotkania, które miały szybko, skutecznie, mocno zaspokoić tą biologiczną potrzebę człowieka i oni osiągnęli oszłamiający sukces. oszałamiający. Rick Warren się nazywa, człowiek, który za tym stoi. Oszałamiający sukces jego kościół i oni na to byli nastawieni. On to wprost opisał w jednej z książek, że jest taka biologiczna potrzeba i trzeba ją zaspokoić. Wiele współczesnych kościołów, już nie powiązanych z tym człowiekiem, zwłaszcza w tej kulturze Stanów Zjednoczonych czy angielskich, one właśnie w to celują i to bardzo dobrze wychodzi. W ich języku się to w ogóle nazywa serwis. To jest takie wesołe w tej historii, że oni robią te nabożeństwa, które się w ich języku nazywają serwis. I to faktycznie jest jak serwis. Wchodzicie, serwis, wychodzicie, wchodzicie, serwis, wychodzicie. Są ścisłe wytyczne. Nabożeństwo ma trwać do godziny, kazanie do 30 minut, czy tam do 20. Tak, tak, tu światła, emocje, wszystko poukładane, oczywiście kolekta i do domu. I wszyscy wychodzą zaspokojeni. Ich biologiczna potrzeba została zaspokojona. A u nas jest inaczej? 45 minut z tego, co pamiętam. Kazanie najlepiej, żeby trwało 5 minut, mówię o Kościele Rzymskokatolickim, albo 10, tak tylko, żeby umieć odpowiedzieć mamie na pytanie, o czym dzisiaj ksiądz mówił. Szybko jakby zaspokojenie tej potrzeby biologicznej, trochę mistycyzmu w tej całej historii, trochę części niezrozumiałej, żeby Ci pokazać, że to jest tak duchowe, że Ty nie jesteś w stanie tego ogarnąć w ogóle, że Ty musisz to jakby przyjąć przez emocje. No i do domu. i do domu, i jakby do następnej tam niedzieli czy... No i oczywiście kolekta. Więc zobaczcie, wielu z tych ludzi jest przekonanych, że oni służą Bogu. Nie kłamią, że są przekonani, tylko oni są naprawdę przekonani. że służą Bogu. To nie jest tak, że kiedy młody człowiek wybiera się do seminarium i kształci się na księdza czy na zakonnika, to on to robi, bo mu się dziewczyny nie podobają. To jest jakiś tam promil tych historii, albo że on chce wieść klawę życie i nie mieć tam problemów, które ma normalny zjadacz chleba. Nie, to tak nie wygląda. Wielu tych ludzi jest przekonanych, że będzie służyło Bogu. Wielu tych ludzi pozostaje w tym przekonaniu, że oni służą w ten sposób Bogu, a jednocześnie sprzeciwiają się temu, co Bóg uczynił w Chrystusie. O tym będziemy szerzej mówić, kiedy będziemy omawiać list do hebrajczyków. Tam jest to wprost napisane o tej jednej ofierze, która się dokonała. I Paweł, on tutaj dotyka tego problemu bezlitośnie w trzecim wersecie. Bo nie znając usprawiedliwienia, które pochodzi od Boga, a własne usiłując ustanowić, nie podporządkowali się usprawiedliwiemniu Bożemu. Jedno z najważniejszych zdań w tym rozdziale. Izrael nie rozpoznał usprawiedliwienia, które pochodzi od Boga. Zamiast tego próbował ustanowić swoje własne, swoje własne. Chcieli być sprawiedliwi, ale na swoich warunkach, własnymi siłami, własnym wysiłkiem. Zobaczcie, problem nie polegał na tym, że Izrael nie znał Boga. Problem polegał na tym, że oni nie chcieli się podporządkować. nie chcieli uznać jego pomysłu na zbawienie. Oni mieli swój i się w nim okopali. Co to dla nas oznacza? To dla nas oznacza, że usprawiedliwienie Boże wymaga jednego. pokory przed wiarą. Pokory przed wiarą. Tak Bóg postanowił i ja mam być temu pokorny, nawet jeśli tego nie rozumiem. A w praktyce ktoś, kto przeszedł tą drogę uczciwie, ktoś, kto został złamany w tej swojej sprawiedliwości, to on wie, że ta pokora przed wiarą, przed tym zbawieniem prawdziwym jest znacznie trudniejsza niż uczynkowość. Znacznie łatwiej człowiekowi jest robić pewne rzeczy, niż w pokorze stanąć przed Bogiem, że nic nie jestem w stanie zrobić. To tu jest największy problem. Nam jest łatwiej. ustanowić jakiś system religijny, ustanowić jakieś obrzędy, ustanowić jakiś pomysł na to wszystko i potem punkt po punkcie jakąś checklistę wypełniać. My się z tym będziemy czuć dobrze. Natomiast problem jest, kiedy nam to wszystko ktoś zabiera i mówi, to jest nieważne. To może być efekt pewnych rzeczy, ale nie skutek, ale nie droga do pewnych rzeczy. I my musimy w pokorze stanąć, nic nie jesteśmy w stanie zrobić. I Paweł to jeszcze mocniej wyjaśnia, bo on wypowiada tu zdanie, które wszystko wyjaśni. Ale bowiem końcem zakonu jest Chrystus, aby był usprawiedliwiony każdy, kto wierzy. No i to jest właśnie to zdanie, które wywoływało zgorszenie w całym Izraelu. To właśnie to zdanie. Czemu? Bo to zdanie oznaczało, że prawo nie jest drogą do usprawiedliwienia. To zdanie, że końcem zakonu jest Chrystus, aby był usprawiedliwiony każdy, kto wierzy, mówiło, że prawo miało swój cel i swoje wypełnienie, ale zostało to osiągnięte. Tym celem i tym wypełnieniem był kto? Chrystus. To był kosmos dla tych ludzi. Żeby była jasność. Paweł nie powiedział i my tak nie nauczamy, że Chrystus przyszedł zniszczyć prawo. Nie, Biblia uczy i my za Biblią powtarzamy, że Chrystus je wypełnił, że ono miało swój cel, miało swoje wypełnienie i to w Chrystusie się stało. że to wypełnienie prawa oznacza jedno, że już nie możemy ufać czemuś, co zostało wypełnione i spełnione na drodze, jako drogi do naszego zbawienia. No i znowu, to jest bardzo trudne do przyjęcia. Łatwiej by nam było, łatwiej, po prostu łatwiej by było, gdyby wziąć, teraz jeszcze w współczesnym wieku byśmy zrobili tak, że wzięlibyśmy całą torę, i wszystkich proroków, cały tanach byśmy wzięli, wsadzilibyśmy w chat GPT i wydalibyśmy polecenie z kruczmi i tam by wyskoczyło coś podobnego do dekalogu. Albo nawet może by wyskoczyło tylko dwa zdania. Pierwsze, będziesz miłował swojego Boga całym swoim sercem, umysłem i z całych sił. I drugie, będziesz kochał Biźniego swego jak siebie samego. Prawdopodobnie tak by się to zachowało. Nie wiem, nie sprawdzałem. Teraz mi to przyszło do głowy. Chyba sprawdzę po nabożeństwie, czy tak by zrobił. Ale jako przykład. No i łatwiej by nam było, nie? Niech nam to wypisze w punktach, sobie tam check listę zrobimy i wieczorem zawsze sprawdzimy, o tutaj trochę niedomagałem, jutro się poprawię i jakoś to będzie. Tylko to jest religijne serce, które ma takie myślenie i które tak to próbuje osiągnąć i dla takiego serca Chrystus jest nie do przyjęcia. Bo człowiek bez Chrystusa to jest człowiek, który zawsze chce mieć coś, czym może się pochwalić, czym będzie mógł się pochwalić i to przed samym Bogiem. Zobacz Boże, co ja dla Ciebie robię. Od 5 do 13 wersetu Tutaj Paweł będzie tłumaczył, że jednocześnie to nie jest tak, że Ewangelia jest nieosiągalna. Ona jest bardzo blisko, bardzo blisko serca i ust. Bo kiedy Paweł już zdiagnozował tą religię, ten problem, który śmiało można przenieść na współczesne czasy, to wcale nie musi być opowieść o Izraelu, to może być opowieść o Polsce. Paweł przechodzi do centrum Ewangelii, do serca Ewangelii. I teraz on pokaże dwie drogi, które stoją naprzeciwko. sobie, siebie, naprzeciwko siebie. Pierwsza sprawiedliwość z zakonu. I to jest życie, którego człowiek nie jest w stanie udźwignąć. Chociaż wydaje mu się łatwiejsze. On tu zaczyna od cytatu. Tak bowiem Mojżesz pisze o usprawiedliwieniu, które jest z zakonu. Człowiek, który spełnił zakon, przeżeń żyć będzie. I on tu nie kłamie. To jest Słowo Boże. To jest prawda. Jeżeli ktoś spełni zakon, dostąpi zbawienia. Bez Chrystusa. Jeżeli wypełnisz zakon, będziesz przez zakon żyć. To jest jeden problem. Jeden. Cały zakon. Musisz je wypełnić w całości. Zawsze i bez wyjątku. Narodziłeś się, już rozpoczynasz ten proces, więc od samego narodzenia musisz wypełniać ten zakon po samą śmierć. Jeśli to ktoś zrobi, to będzie przez zakon zbawiony. Tylko jednemu się to udało. Ten, który wypełnił ten zakon. Te zdanie nie mówi o tym, że jak Ty teraz postanowisz żyć z Panem Bogiem i nawet gdyby, chociaż to jest niemożliwe, nawet gdybyś od tej pory, od tego momentu nie przekroczył nigdy zakonu, to i tak go nie wypełniłeś, bo jeszcze jest to, co przeżyłeś do tej pory. To zdanie mówi o całym Twoim życiu. Jeśli człowiek, czyli od urodzenia po śmierć, spełni zakon i wszystkie wymagania zakonu, będzie zbawiony. Powodzenia, jak ktoś się bardzo stara. I nie ma żadnej taryfy ulgowej. Nie może Ci się potknąć noga nawet w najmniejszym przecinku tego zakonu. Nie ma żadnego usprawiedliwienia, jeżeli cokolwiek przekroczysz. Przekroczyłeś jeden, to co? Jesteś winny przekroczenia wszystkiego. Tak jest napisane. Dlatego teoretycznie jest to możliwe i Paweł o tym mówi. Teoretycznie jest to możliwe. Możesz nic nie mieć wspólnego z Chrystusem. Wypełnij cały zakon. Ale praktycznie nikt nie jest w stanie tego zrobić. Dlatego ta sprawiedliwość zakonu, ona jest tylko teoretyczna. Ona jest niemożliwa w praktyce, nieosiągalna w praktyce dla człowieka, który rodzi się z naturą grzechu. I znowu, prawo jest jak lustro. Ono pokazuje jak powinniśmy żyć, ale to lustro nie ma żadnej mocy, żeby cię umyć z tego, że ty tak nie żyjesz, że ty jesteś brudny. I zaraz na to Paweł mówi coś następnego, tą drugą historię, sprawiedliwość z wiary. A o sprawiedliwienie, które jest z wiary tak mówi, nie mów sercu swym, kto wstąpi do nieba. To znaczy, aby Chrystusa sprowadzić na dół, albo kto wstąpi do otchłani, to znaczy, aby Chrystusa wywieźć z martwych w górę. Zobaczcie, on tu wiarę to jest taki zabieg, personifikuje tą wiarę. On tak jakby tłumaczy to komuś, kto odczytuje ten list, teraz w tej chwili my, i tak jakby przemawia do nas i mówi tak, nie musisz się wspinać do nieba. Nie musisz się wspinać do nieba. Nie musisz dokonywać żadnych duchowych heroizmów. Nie musisz w ogóle sprowadzać Chrystusa, ani Go wskrzesić. Dlaczego? Bo Bóg to zrobił. Bo Bóg to zrobił. Ty nic nie musisz. Nie musisz wchodzić do nieba, nie musisz dokonywać żadnych przełomów duchowych, a już na pewno nie musisz sprowadzać Chrystusa, ani Go wskrzesić. Sprowadzać Chrystusa przeniesiemy na współczesne czasy. Jaki jest cel sprowadzania Chrystusa na ołtarz? Skoro tu jest napisane, że my tego nie musimy robić, oczywiście w domyśle nie powinniśmy tego robić. W takim razie jaki jest cel sprowadzania Chrystusa na ołtarz? A przecież tak się podaje w pewnych wierzeniach. Chrystus już przyszedł. Chrystus już umarł i Chrystus już zmartwychwstał. I Ewangelia nie polega na tym, co my mamy robić dla Boga albo jeszcze gorzej w jego tak pojętym imieniu, a tutaj przemowa kardynała Wyszyńskiego nie pozostawia złudzeń. Niektórzy uważają, że kapłan w chwili, kiedy sprawuje Eucharystię ma tą samą moc, którą ma Bóg i sprowadza Chrystusa i dokonuje ofiary. Tylko Ewangelia polega na tym, co Bóg już zrobił, że Chrystus już przyszedł. On już umarł i On już został z martwych wzbudzonych. I Paweł cytuje dalej, ale co powiada Pismo? Blisko Ciebie jest słowo w ustach Twoich i w sercu Twoim. To znaczy słowo wiary, które głosimy. Słuchajcie, to jest jedno z najpiękniejszych zdań Nowego Testamentu. Bo to oznacza, że Ewangelia nie jest ukryta przed człowiekiem. To oznacza, że Ewangelia nie jest zarezerwowana wyłącznie dla jakiejś elity. To oznacza, że Ewangelia nie jest dostępna tylko dla uczonych. Tu jest napisane, że nie jest daleko, nie jest daleko, jest blisko, jest blisko serca. Czyli gdzie? czyli tam, gdzie rodzi się ta wiara, blisko serca, jest blisko ust, czyli tam, gdzie ta wiara zostaje w pewnym momencie wyznana. I Paweł precyzuje, zobaczcie, bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz. I to nie jest magiczna formuła, jak niektórzy to tak traktują, że ich każde kazanie musi się kończyć taką magiczną formułą. Uważajcie, bo jeśli teraz swoimi ustami wy znacie, że Jezus jest Panem i uwierzycie w sercu swoim, że Bóg zbudził go z martwych, zbawiony będziecie, więc wystąpcie na środek i powtarzajcie za mną. Nie jest magiczna formuła. Tak nie działa. To nie jest jakieś, to nie jest puste wyznanie, tak wierzy, tak wierzą muzułmanie, że wystarczy wypowiedzieć ich magiczną formułę i stajesz się muzułmaninem i jakby i tam... te wszystkie ich rzeczy. Paweł tu mówi o dwóch nierozdzielnych rzeczywistościach. Czyli w tych dwóch rzeczywistościach funkcjonuje zbawienie człowieka i tylko kiedy one nierozdzielnie występują. Wiara serca, czyli takie wewnętrzne zaufanie Chrystusowi, wewnętrzne powierzenie się Chrystusowi i wyznanie ust. Czyli pewne publiczne akty, które powodują, że my opowiadamy się po Jego stronie. Nawet nie chodzi o słowa. To może być jakieś, jakieś, jakieś wydarzenie, które powoduje, że Ty publicznie przyznajesz się do Chrystusa. To może być jakaś decyzja. I teraz te rzeczywistości muszą być nie, yyy, rozerwane ze sobą. Człowiek zbawiony to jest człowiek, który wewnętrznie ufa Chrystusowi i publicznie Go wyznaje. I Paweł tu dodaje, albowiem sercem bierze się ku usprawiedliwieniu, a ustami wyznaje się ku zbawieniu. Więc zobaczcie, wiara, która nie dotyka serca jest martwa, jest nic nie warta. Wyznanie ustami, które nie wypływa z tej wiary jest równie martwe, również nic nie daje. Ty się możesz nauczyć wszystkich historycznych wyznań wiary. Jeżeli w Twoim sercu tej wiary nie będzie, to to, że to wyznasz ustami, nic nie zmieni. Bo prawdziwa wiara porusza całego człowieka i te dwie rzeczywistości. I On tu rozszerza to w XI. Każdy, kto w Niego wierzy, nie będzie zawstydzony. I XII. Nie masz bowiem różnicy między Żydem a Grekiem, gdyż jeden jest Pan wszystkich, bogaty dla wszystkich, którzy Go wzywają. Zobaczcie. Ta Ewangelia, którą tu głosi Paweł, ona znosi podziały. Znosi. Między Żydem a Grekiem. Między każdym. Każdy, kto wierzy, będzie zbawiony. Nie ma już Żyda ani Greka. Ewangelia znosi podziały, których religia, nawet ta dobra religia, ta nadana przez Boga, nie potrafiła usunąć. Ona nie miała takiej mocy, żeby usunąć ten podział. Mogłeś się stać prozlitą, ale w ten sposób wchodziłeś w tą religię. Natomiast ten podział był wyraźny. Byli uprzewidliowani i ludzie drugiej kategorii. I do dzisiaj tak myślą Żydzi. Że ci, którzy nie są Żydami, to jest taka druga kategoria. Gorsi ludzie, że jakby taki pobożny Żyd współczesny, kiedy wstaje rano, to modli się m.in. w ten sposób, wypowiada m.in. takie słowa, że on dziękuję Panu Bogu, że stworzył go Żydem, a nie gojem. Oni ewidentnie tutaj dzielą na dwa. na uprzewilejowanych i drugiej kategorii, na tych bliższych Panu Bogu i na tych dalszych Panu Bogu. Natomiast Paweł mówi Ewangelia zakopała tą różnicę. Tej różnicy już nie ma. Jest jeden Pan, jest jedna droga i jest jedna obietnica. Dla Żyda i dla Greka. Greka, czyli dla Poganina. I trzynasty Potężne stwierdzenie kończące to zaproszenie Ewangelii. Każdy bowiem, kto wzywa imienia Pańskiego, zbawiony będzie. Zobaczcie, to już jest otwarte. zaproszenie Boga kierowane do człowieka. Tu nie jest napisane każdy doskonały, kto wzywa imienia Pańskiego będzie zbawiony. Tu nie jest napisane każdy, kto jest we właściwej religii wzywa imienia Pańskiego będzie zbawiony, albo każdy, kto spełni jakieś warunki. Nie. Każdy bowiem, kto wzywa imienia Pańskiego zbawiony będzie. Każdy, kto wzywa. Więc... Nie można mówić, że Biblia nie mówi o odpowiedzialności człowieka, chociaż ta sama Biblia mówi o suwerenności Bożej. Bóg zbawia suwerennie, ale jednocześnie Paweł w tym X rozdziale tłumaczy, że czyni to w określony sposób. W określony sposób. To jest jego pomysł na to, jak to ma działać. Przez zwiastowanie słowa od 14 do 17 wersetu. Zobaczcie, po tym wytłumaczeniu tym, czym jest Ewangelia i że każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, zbawiony będzie. Mówi tak, ale jak mają wzywać tego, w którego nie uwierzyli? Jak mają uwierzyć w tego, o którym nie słyszeli? Jak usłyszeć, jeśli nie ma tego, który zwiastuje? I znowu, to jest pewien łańcuch zbawienia. Wzywać tego, którego nie uwierzyli, uwierzyć w tego, o którym nie słyszeli, usłyszeć, jeśli nie ma tych, którzy zwiastują. I tu Paweł pokazuje jasno, że wiara drugiego człowieka nie rodzi się w próżni. I ja słyszę czasami takie świadectwa, mi nikt nie zwiastował. To ciekawe, bo Biblia mówi, że to jest niemożliwe. Biblia mówi, że jeżeli Ci nikt nie zwiastował, to Ty nie usłyszałeś. Jeżeli nie usłyszałeś, to nie uwierzyłeś. Jeżeli nie uwierzyłeś, to jak masz wezwać? No więc dlaczego Ty się stawiasz ponad Bożym Słowem? To często pada w Polsce. Tylko w Polsce wszyscy słyszeli Ewangelię. Wszyscy. Tu się nie da nie słyszeć Ewangelii. Tu Ewangelia rozrzmiewa zewsząd tak naprawdę. Nawet nie chodzi o tych ewangelistów, którzy wychodzą na ulicę i zwiastują Ewangelię tak jak w naszym kościele. Tu grupa z Michałem. Tylko tu się nie da nie znać Ewangelii. I tak naprawdę te świadectwa polegają na tym, że to nie jest tak, że ci nikt nie mówił. Tu się nie da nie słyszeć. Tu Ewangelia krzyczy w tym kraju. Oczywiście ona jest okupiona pewną religijnością, pewnym systemem, nie wszystko jest właściwe, ale nie można powiedzieć, że w Polsce mieszka ktoś, kto nie słyszał Ewangelii, czy w ogóle nie wiem, czy to jest możliwe w Europie, a być może nawet w świecie, czy jest jeszcze jakieś takie miejsce, gdzie nie słyszano Ewangelii. I Paweł to mówi bardzo jasno. Człowiek nie wezwie Boga, jeśli w Niego nie uwierzy. Nie uwierzy, jeśli nie usłyszy. A nie usłyszy, jeśli nie będzie nikogo, kto Mu zwiastował. Więc zobaczcie, Bóg nie zbawia ludzi w oderwaniu od tego. To jest niezwykle potrzebne. I na pytanie, dlaczego mamy głosić Ewangelię, tu jest odpowiedź. Bo jeżeli nie będziemy głosić Ewangelii, to ludzie nie będą wierzyć. Po prostu. A jeżeli nie będą wierzyć, to nie będą wzywać tego, który ma moc ich zbawić. Ludzie nie będą wierzyć z powodu domysłów, ludzie nie będą wierzyć poprzez same religijne jakieś intuicje, przez kulturę, przez to wszystko. Jeśli tak będzie, no to będą wierzyć jak ci rodzimowiercy. Każdy będzie wierzył w co chciał, tylko nikt nad tym nie będzie miał żadnej jakby kontroli, a zwłaszcza nikogo to nie zbawi. Nie, Bóg zbawia przez konkretne zwiastowanie Ewangelii. I Paweł idzie dalej. A jak mają zwiastować, jeżeli nie zostali posłani? No i to jest takie zdanie przytyk i taki rozkaz do Kościoła. To jest pewna rola Kościoła. No bo kto ma zostać posłany i kto posyła? No zwiastowanie nie jest prywatnym pomysłem. To nie jest jakaś ludzka inicjatywa. Zwiastowanie według Słowa Bożego wypływa z posłania. Tu nie jest napisane zwiastujcie, tylko jak mają zwiastować, jeśli nie zostali posłani. Czyli musi ktoś posłać tych zwiastujących. To jest rola Kościoła. Bóg poprzez Kościół posyła ludzi, z Ewangelią ustanawia kaznodziejów, ewangelistów, świadków Ewangelii. Bóg decyduje o tym, że Jego Ewangelia będzie niesiona przez ludzkie usta. I to jest ciekawe, bo, ale biblijne. Suwerenny Bóg, ten o którym rozmawialiśmy tydzień temu, Suwerenny Bóg wybrał i postanowił, że będzie działał przez ludzi. I to przez słabych ludzi, jakimi my jesteśmy, przez Kościół. Tak postanowił. Paweł cytuje proroka Izajasza, jak napisano, o jak piękne są nogi tych, którzy zwiastują dobre nowiny. I nie chodzi o to, że to jest jakaś estetyka, bo różnie z tą pięknością tych nóg w praktyce. Jak tam się przyglądałem niektórym ewangelistom. Ale jest pewna wartość. To piękno to jest wartość dla Boga. Przecież nie są piękne nogi same w sobie. Z mojego punktu widzenia wtedy tylko siostry mogły głosić. I to jeszcze bym zrobił selekcję. A ktoś inny by zrobił inną selekcję i dopiero byłby bałagan. Nie, przecież to jest oczywiste, że to nie jest o tym mowa. Dla Boga piękne jest posłuszeństwo tych, którzy tymi nogami idą z tą Ewangelią. To są te piękne nogi, że ktoś postanawia iść i nieść tą Ewangelię. I znowu, nie mam na myśli tylko i wyłącznie ewangelizacji ulicznej. To jest jedna z form ewangelizacji. Ja na przykład bardzo rzadko biorę w niej udział. To nie jest coś, do czego jestem naturalnie przeznaczony. Oczywiście, że potrafię to zrobić i gdy trzeba to zrobię, ale to nie jest moje posłannictwo. Ja niosę tę Ewangelię głosząc kazania. Drugi będzie niósł tą Ewangelię, będąc przykładem w pracy. I zarówno tego ulicznego ewangelisty, jak i tego zakazalnicy ewangelisty, jak i tego na przykład pracującego w sposób rzetelny, uczciwy i wspaniały ewangelisty, wszystkich tych ludzi nogi są w świetle Bożego Słowa. Piękne o te nogi chodzi. Piękne jest to, że ktoś zostawia swoją wygodę. Piękne jest to, że ktoś podejmuje ryzyko, że go ktoś odrzuci z powodu tego, co on niesie. Piękne jest to, że ktoś mówi prawdę, nawet kiedy ona jest niewygodna. Piękny jest Kościół, który głosi Ewangelię. Dlatego, że Kościół, który nie głosi Ewangelii przestaje być Kościołem misyjnym i zaczyna być jedynie Kościołem religijnym. Kościół misyjny, Kościół, który nie jest religijny, to jest Kościół, który głosi Ewangelię. Jednocześnie Paweł w szesnastym wersecie Tutaj pozbawi nas jakiejś, jakiejś idealizacji rzeczywistości, jakiegoś wyobrażenia, którego nie powinniśmy mieć. Lecz nie wszyscy dali posłuch dobrej nowinie. Mówi bowiem Izajasz, panie, któż uwierzył w zwiastowaniu naszemu? Ważne zdanie, bo one ściąga z nas frustrację. Zwiastowanie nie gwarantuje tego, że automatycznie ktoś uwierzy. Nie gwarantuje tłumów, które uwierzą. Ewangelia może zostać odrzucona, się okazuje. Słowo może być wysłuchane, ale nie być przyjęte. I czemu to jest ważne? Bo to zdejmuje z Kościoła ze mnie z Ciebie ciężar czy frustrację związaną z odpowiedzialnością za rezultat. Dlatego my się nie musimy przejmować, że gdyby było więcej herbaty, to może więcej ludzi by uwierzyło. A może gdy wyjdziemy z zupą na ulicę w zimę, no to wtedy więcej ludzi uwierzy. A jak zupa nie zadziała, no to może się postawmy i takie schabowe i to takie konkretne, jak postawimy takie schabowe na dwie dłonie, to już na bang ktoś uwierzy. A jak nie, no to może w karkówkę w sosie. Nie wiadomo co jeszcze, może musimy wynająć jakiś stadion, jakiś specjalny zespół, ściągnąć nie wiadomo z kogo, nie wiadomo skąd i nie wiadomo co on by zrobił, żeby w końcu ludzie uwierzyli. Nie. Te zdanie zdejmuje z nas taki ciężar odpowiedzialności za rezultat, ale nie zdejmuje to z nas odpowiedzialności za wierność. Czyli głoś tą Ewangelię całe życie. Całe życie. Tak jak potrafisz i tak jak jesteś do tego powołany. Musimy też pamiętać, że naszym zadaniem w świetle Bożego Słowa nie jest zmusić ludzi do wiary. Naszym zadaniem, i tylko to jest naszym zadaniem, jest wiernie głosić Jezusa Chrystusa. Bez względu na to, co ludzie zrobią z tą informacją. I na koniec tu Paweł podsumuje wszystko jednym zdaniem i to jedno zdanie jest może nie fundamentem Ewangelii, bo to będzie za dużo powiedziane, ale jest fundamentem teologii reformacyjnej. Wiara wtedy jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe. Zobaczcie, wiara nie rodzi się z emocji. Wiara nie rodzi się z presji, wiara nie rodzi się ze sposobu. Wiara rodzi się wtedy, kiedy Słowo Chrystusa dociera do wnętrza człowieka, do serca człowieka. Wtedy i tylko wtedy rodzi się wiara. Dlatego my wszystko w Kościele musimy mieć podporządkowane Słowu. kazania, nauczanie, duszpasterstwo, misja, ewangelizacja. Wszystko musi być temu podporządkowane, bo jeżeli zabraknie słowa, to w końcu zabraknie wiary. Bo wiara bierze się ze słuchania słowa. 18 do 21. Znowu wracamy do tych konkretnych pytań. Paweł pokazał tą Bożą Drogę Zbawienia przez głoszenie i stawia tu konkretne pytania. Nie po to, żeby szukać jakichś wymówek, ale po to, żeby zamknąć wszystkie możliwe jakieś usprawiedliwienia w tym temacie. Ale mówię, czy nie słyszeli? Ależ tak, po całej ich ziemi rozległ się ich głos, a słowa ich dotarły aż do krańców ziemi. Zobaczcie, Paweł odpowiada jednoznacznie. Izrael słyszał. Słyszeli. Nie można powiedzieć, że Izrael nie miał dostępu do objawienia. Nie można powiedzieć, że Ewangelia do nich nie dotarła. Oni słyszeli, ale mówię, czy nie słyszeli. Ależ tak, po całej ziemi rozległ się ich głos, a słowa ich dotarły aż do krańców ziemi. Więc nie zabrakło głosu. Paweł to oczywiście cytuje psalm XIX, mówiący właśnie o tym powszechnym świadectwie i pokazuje, że Boże orędzie rozbrzmiało i to rozbrzmiało głośno, bardzo wyraźnie i wszędzie dotarło. Więc problemem Izraela nie był brak informacji, to nie jest tak, że ktoś zawiódł, że Bóg zawiódł i ta informacja się do nich nie dotarła. Problem polegał na tym, że oni nie odpowiedzieli wiarom na to wyzwanie. nie odpowiedzieli wiarą. Paweł idzie dalej. Ale mówię, czy Izrael nie zrozumiał? To jest ważne pytanie, bo ktoś by mógł powiedzieć, dobra, oni usłyszeli, ale nie zrozumieli. I bardzo często tak mówimy na różnych grupach domowych i w ogóle, że no, Izrael usłyszał, ale nie zrozumiał, nie rozpoznali czasu. Paweł odpowiada sięgając do Mojżesza. Jako pierwszy Mojżesz powiada, przez naród, który nie jest narodem wzbudzę was zawiść, przez naród nierozumny przyprowadzę was do gniewu. Czyli zobaczcie, już Mojżesz zapowiedział, że poganie uwierzą, przecież to jest mowa o poganach, on już to zapowiedział, zapowiedział, że wiara tych ludzi, tych pogan stanie się wyrzutem sumienia dla Izraela. A Izrael miał proroctwa, miał zapowiedzi, miał ostrzeżenia, więc to nie była niewiedza. To nie jest tak, że oni nie zrozumieli. Zrozumieli. Tylko co? Nie przyjęli. Zrozumieli, ale nie przyjęli. Odrzucili. Dalej Paweł cytuje Izajasza. Dałem się znaleźć tym, którzy mnie nie szukali. Objawiłem się tym, którzy o mnie nie pytali. I znowu wstrząs. Bo Bóg mówi, tu przez Pawła, że Bóg dał się znaleźć poganom, czyli ludziom całkowicie spoza przymierza, którzy go nie szukali. Nie szukali go, nie mieli prawa, nie mieli tradycji tego wszystkiego, ale czemu? No bo ci ludzie przyszli z wiarą, a nie z roszczeniem. Oni wiedzieli, że oni mogą tylko, tylko oczekiwać łaski. Oni nie mieli roszczeń. Panie, my to wszystko robimy, w związku z czym należy nam się Twoja łaska. Nie, oni przyszli z wiarą po łaskę, nie z roszczeniem w przeciwieństwie do Izraela. Przyszli z ufnością. Ufamy, że pomimo tego, co my robimy, jak my żyjemy, Ty, Panie, nam wybaczysz i okażesz nam łaskę. Natomiast Izrael przychodził z listą zasług. Zobacz Panie co my robimy, jaką świątynię wybudowaliśmy, jakie my ofiary składamy, jak my funkcjonujemy, jak my tutaj działamy. Poganie przyszli z pustymi rękami, oni nie mieli nic, natomiast tamci mieli wszystko i dlatego właśnie Poganie byli gotowi przyjąć łaskę. Zobaczcie, to zbawienie wtedy się dzieje, kiedy człowiek przychodzi z wiarą, a nie z roszczeniem, z ufnością, a nie z listą zasług i z pustymi rękami. Nie mam nic, co mógłbym dołożyć do tej historii. Nic. Jedyne, co człowiek dokłada do historii swojego zbawienia, to jest jego konieczność. Nie jest to moje zdanie, chyba Sparżon to powiedział. Paweł kończy ten fragment takim poruszającym zdaniem, a do Izraela powiada, cały dzień wyciągałem ręce swoje do ludu nieposłusznego i opornego. To jest niesamowite, bo popatrzcie, Bóg jest suwerenny, jest potężny, wszystko może, wszystko co zaplanował się ziści, a jednocześnie nie jest surowy, nie jest obojętny. Czeka, zaprasza, wyciąga ręce. Tu jest to wprost napisane. Więc ten problem Izraela nie polega na tym, że Bóg jest suwerenny i tak zdecydował i że Bóg ich odrzucił, tylko problem polega na tym, że to oni odrzucali Boga, a Bóg czekał, zapraszał. wyciągał ręce, dzień po dniu. I ci ludzie dzień po dniu, mimo zaproszenia, mimo objawienia, mimo Bożej cierpliwości, koniec. Oni tego nie chcą i koniec, kropka. No i to jest dramat tej ludzkiej wolności w obliczu Bożej łaski. Tego, że my mamy tą odpowiedzialność i tą wolność. Więc zobaczcie, ten cały fragment sprowadza w takie jasne wnioski. Bóg objawia swoją sprawiedliwość w Chrystusie. Ewangelia z Jego woli zostaje ogłoszona. Ludzie ją słyszą i rozumieją, ale wielu nie chce się podporządkować, nie chce w to wejść. Poganie przyjmują przez wiarę, a dla tych pozostałych Bóg jest wierny i cierpliwy. Więc to nie brak łaski, potępia człowieka, tylko odrzucenie łaski, potępia człowieka. No i Jak to się ma do tego, co było tydzień temu? Jak dwie równoległe drogi. I nie próbuj tego okrzyżować. I nikt, kto studiuje Biblię, nie powinien opowiadać tylko o jednej drodze. Dlatego, że w Biblii są pokazane dwie równoległe drogi. Bóg jest suwerenny, ale ty masz tego nie odrzucać. Masz nie odrzucać łaski. Masz swoją odpowiedzialność w tej historii, nawet jeśli nie umiesz tych kropek ze sobą połączyć. Kiedy domykamy ten fragment Listu do Rzymian, to jesteśmy w takim mocnym punkcie prawdy o Ewangelii i zbawienia człowieka. Bo zobaczcie, z jednej strony widzimy Boga, który jest totalnie suwerenny. Wybiera jak chce, kogo chce, okazuje swoje zbawienie nad kim chce. Nie ma to nic wspólnego z nami, objawia sprawiedliwość jak chce, inicjuje zbawienie, inicjuje nowe narodzenie, prowadzi nas w tym nowym narodzeniu, w uświęceniu, daje nam w ogóle wiarę, która to wszystko zaczyna. Z drugiej strony widzimy człowieka, człowieka, który słyszy, człowieka, który rozumie, człowieka, który stoi wobec tego zaproszenia i musi na nie odpowiedzieć. Musi. Po prostu musi, a jeżeli nie, to sam się skazuje. Więc Paweł nie pozwala nam w tym liście uciec ani w jedną skrajność, ani w drugą skrajność. Biblia nie mówi o fatalizmie, ale nie mówi też o religijnej samodzielności. Obydwie te skrajności są błędem, są herezją. Nie mówi, skoro Bóg wybiera, to człowiek nie ma znaczenia. Ale nie mówi też, że skoro człowiek odpowiada, to wszystko zależy od jego odpowiedzi. Mówi o tych dwóch rzeczach na raz. Obojętnie, czy my to potrafimy w swoich głowach zrozumieć, czy nie. Inaczej mówiąc, Biblia mówi jasno dwa zdania. Pierwsze, Bóg wybiera. Drugie, człowiek odpowiada. Bóg wybiera, człowiek odpowiada. O tym uczy Biblia. Biblia nie uczy, że Izrael został potępiony dlatego, że Bóg był niewierny. Został potępiony dlatego, że nie chciał się poddać sprawiedliwości Bożej. Szukali Boga, ale na własnych warunkach. Chcieli sprawiedliwości, ale bez krzyża. Chcieli prawa, ale bez Jego zwieńczenia w Chrystusie. Poganie natomiast, którzy nie mieli tego wszystkiego, przyszli z pustymi rękami. Słuchajcie, to nie są pytania tylko o Izrael i tylko o pogan. To jest pytanie o nas. O nas. Czy przypadkiem ja się dzisiaj nie potykam o Chrystusa? Czy przypadkiem ja nie próbuję ustanowić własnej sprawiedliwości? Czy przypadkiem ja nie ufam bardziej swojej gorliwości niż temu, co On zrobił na krzyżu? Czy przypadkiem, to ze mną nie jest tak, że kiedy słyszę Ewangelię, to odkładam odpowiedź na kiedyś. I Bóg w tym fragmencie Bożego Słowa ewidentnie nie jest Bogiem obojętnym. Jest Bogiem, który mówi do mnie i do ciebie. Cały dzień, cały dzień wyciągam ręce swoje ku tobie. To jest właśnie ten obraz naszego Boga, który czeka, który ma wyciągnięte ręce, zaprasza, nie przestaje wołać, ale jednocześnie ten fragment pokazuje też bolesną prawdę. Człowiek może te wyciągnięte ręce odrzucić. Nazywamy to grzechem przeciwko Duchowi Świętemu. To jest ten moment, to jest ten punkt kulminacyjny. Kiedy to zrobisz, nie ma dla ciebie żadnego ratunku. Dlatego Ewangelia domaga się decyzji, ale nie emocjonalnej decyzji, nie religijnej decyzji, tylko decyzji wiary, serca i ust. wiary, która nie wywodzi się przez wysiłek, tylko przez zaufanie do Pana Boga. I na tym kończy Paweł ten fragment. Nie teorią, nie systemem, ale zaproszeniem. Słowo jest blisko. W ustach i w sercu. Więc nie chodzi o to, co słyszeliśmy, ale chodzi o to, jak odpowiadamy. Bóg wybiera, człowiek odpowiada. I od tej odpowiedzi naprawdę zależy wszystko. Panie Boże, stajemy dziś przed Tobą W takiej pokorze przed tą prawdą. Dziękujemy Ci za Twoje słowo, które nie tylko uczy, ale odsłania nasze serca. Dziękujemy, że pokazałeś nam, że sprawiedliwość nie przychodzi przez własny wysiłek, ale przez wiarę. Nie przez gorliwość, lecz przez poddanie się Twojej łasce. Panie, dziękujemy Ci za to, że to Ty pierwszy wyszedłeś naprzeciw nam, że ta sprawiedliwość, której nie jesteśmy w stanie osiągnąć, została nam już dana w Chrystusie Jezusie, że krzyż stał się miejscem naszego usprawiedliwienia, a nie naszym potknięciem. Boże, przebacz nam wszędzie tam, gdzie wybieramy własne drogi, gdzie bardziej wierzymy swojej religijności niż Twojemu Synu, gdzie bardziej słyszymy Ewangelię, ale odkładamy odpowiedź na jej wezwanie, gdzie chcemy Ciebie, ale na własnych warunkach. Panie, ucz nas takiej pokory przed wiarą. Ucz nasze serca, żeby nie dyskutowały z Tobą, tylko przyjmowały to, co Ty dla nas masz. Żebyśmy się poddali temu usprawiedliwieniu, które pochodzi od Ciebie. Duchu Święty działaj w nas. Tam, gdzie jest opór, skróż ten opór. Tam, gdzie jest lęk, przynieś pokój. Tam, gdzie jest pycha, naucz nas poddania. Tam, gdzie jest zwlekanie, wzbudź w nas taką determinację i taką odpowiedź. Chcemy odpowiadać, Panie, na Twoje wołanie. Chcemy wzywać imienia Jezusa z wiarą i z ufnością. Chcemy wyznawać, że Jezus jest Panem i wierzyć sercem, że Ty Go wzbudziłeś z martwych. Prowadź nas, Panie, tą drogą wiary. Zachowaj nas od martwej religii. Uczyń nas świadkami Ewangelii. Tobie, Panie Jezu, uchwała. Amen. Dziękuję za uwagę.


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora