Bóg przemówił przez Syna
Bóg przemawia przez Syna, nie przez tradycje. Objawienie nie jest chaotyczne, lecz progresywne, prowadzi do Chrystusa. Nie wracaj do cieni, gdy masz pełnię w Nim. Zaufaj, że On jest większy od wszystkiego, co znasz.
Transkrypcja
Witajcie w imieniu Jezusa Chrystusa. Witam wszystkich zebranych w kaplicy, zebranych na transmisji internetowej. Rozpoczynamy naszą drugą podróż, bo jesteśmy już po pierwszej. Pierwsza dotyczyła listu do Rzemian. W tej chwili będziemy omawiać list do Hebrajczyków. Niezwykły list. Wiem, że mówiłem tak też przy liście do Rzemian. List do Rzemian był niezwykłym listem. List do Hebrajczyków jest niezwykłym listem. Przy każdym liście prawdopodobnie będę mówił, że to niezwykły list. List zupełnie inny niż list do Rzemian. Dowiedzieliśmy się dużo o zbawieniu, o Izraelu, o grzechu, o totalnej deprawacji. Poruszyliśmy wiele doktryn, które, jak wierzę, zostaną z nami. Kiedy w przyszłości wrócimy znowu do listu do Rzemian, to pewnie sobie poszerzymy, bo też moja wiedza, mam nadzieję, będzie większa. W tej chwili zajmiemy się listem do Hebrajczyków, który będzie rozmawiał o czymś zupełnie innym, a w zasadzie o kimś zupełnie innym, dlatego że bez listu do Hebrajczyków nie rozumiemy Chrystusa. Nie rozumiemy, co Biblia mówi na temat Chrystusa i moglibyśmy sobie utworzyć nieprawdziwy wizerunek Jezusa Chrystusa. Zanim wejdziemy w ten list, dzisiaj przeanalizujemy ogromną część tego listu, albo dwa, albo cztery wersety, w zależności od tego, jak mi pójdzie, więc ogrom materiału przerobimy. Zanim wejdziemy do tych dwóch lub czterech wersetów, to musimy się tu chwilę zatrzymać, ponieważ musimy wiedzieć, w jakim rejonie się poruszamy, dlaczego się tam poruszamy. Oczywiście też zastanowimy się nad autorstwem tego listu. Na pewno jest to jeden z najbardziej majestatycznych listów. Na pewno to jest najbardziej chrystocentryczny list Nowego Testamentu, w ogóle całego Pisma Świętego. To jest ważna informacja. List do Hebrajczyków jest najbardziej chrystocentryczną księgą Słowa Bożego. Są takie fragmenty Pisma Świętego, są takie fragmenty Słowa Bożego, które prowadzą nas do Chrystusa i pokazują nam Chrystusa przez taką prostą narrację. Ewangelie są takimi księgami. Ewangelie pokazują nam taką prostą narrację. Mówią o Chrystusie, który chodzi po drogach Galilei i innych miejscowości, oczywiście też Jerozolimy, dotyka chorych, uzdrawia, naucza tłumy, przebywa z uczniami, rozmawia z uczniami, uczy uczniów, gani uczniów, płacze nad grobem Łazarza, oddaje swoje życie na krzyżu Golgoty i z martwych wstaje. List do Rzymian. On skupiony był na Chrystusie, ale na głównej części związanej z nauczaniem o Jezusie Chrystusie, to znaczy na usprawiedliwieniu z wiary. Listy pasterskie, które prędzej czy później będziemy przerabiać, one będą pokazywać nam, jak ma wyglądać Kościół skupiony na Jezusie Chrystusie, jaki ma być porządek w Kościele, jaka struktura Kościoła, jakie są odpowiedzialności przywódców względem zboru, jakie są odpowiedzialności zboru względem przywódców. O tym będą mówić listy pasterskie. A list do Hebrajczyków, on weźmie nas za rękę i przeprowadzi nas, co ciekawe, przez całą teologię Starego Testamentu. Nie przejęzyczyłem się. Przez całą teologię Starego Testamentu. Będziemy sobie podróżować przez proroków, będziemy sobie podróżować przez aniołów. Może nawet dzisiaj zahaczymy po ten temat. Będziemy podróżować oczywiście przez Mojżesza, przez Arona, przez kapłaństwo, przez świątynię, przez ofiarę czy ofiary, przez przymierze, a nawet przymierza, przez krew, przez zasłonę, przez miejsce najświętsze. Te wszystkie tematy podotykamy. Przez pustynię, przez odpocznienie. Cały rozdział będziemy mieć jeden na temat odpocznienia. Przez wiarę ludu bożego, tego w Starym Przymierzu. Ale to wszystko będzie nas prowadziło do jednego wniosku. Do wniosku, że zobaczmy, że to wszystko prowadzi nas do konkretnej osoby. Do kogo? Do Jezusa Chrystusa. Wszystkie te rzeczy. Więc ten list nie jest listem, który można płytko przeczytać, płytko omówić. Więc nie wiem ile tych kazań wyjdzie. Myślę, że gdzieś między 30 a 50. W zależności jak nam wyjdzie, no bo będziemy sobie dotykać tych wszystkich rzeczy i tłumaczyć te rzeczy. Gdzieś tam zahaczać też o Stary Testament, o jakieś fakty historyczne. To na pewno nie jest list, który można tak gładko przeskoczyć i zrobić z tych wykładów jakieś takie motywacyjne mowy. On jest w ogóle chyba najmniej motywacyjnym listem w Piśmie Świętym. Jest bardzo wymagający list, bardzo głęboki list. Myślę, że zaczynam go rozumieć i to, co rozumiem, to przekażę. Ale na pewno nie jestem w stanie powiedzieć, że ten list już jest dla mnie super czytelny w każdym miejscu. On jest w ogóle surowy, ten list. Badacze Pisma Świętego, którzy zajmują się badaniem i takim dogłębną analizą każdego słowa, oni właśnie mówią, że ten list jest bardzo surowy, że on jest surowo napisany, że on jest nieoszlifowany, on nie jest wygładzony. Trzeba dużo wiedzieć, żeby w ogóle wiedzieć, co się czyta i jak to rozumieć. Jednocześnie jest niezwykle pocieszający. On w pewien sposób otwiera nasze oczy na wielkość Chrystusa, na majestat Chrystusa. On mówi o tym m.in., że człowiek nie wytrwa w wierze, jeżeli Chrystus, w którego wierzy, Chrystus, którego czci, nie jest odpowiednio wielki. Jest za mały. Będziemy używać takiego terminu. Za mały Chrystus. Jeśli Chrystus będzie za mały w tym, jak wierzymy i tym, kogo wyznajemy, to nie mamy żadnych szans przejść przez cierpienie, przez jakąś presję. Nie mamy szans przejść przez pokusy, przez grzech, przez zmęczenie, przez lęk, przez to wszystko, jeżeli ten Chrystus będzie za mały. Ale list do hebrajczyków go pokaże odpowiednio wielki. Główna myśl tego listu, gdyby spróbować w jednym zdaniu o czym jest ten list napisać albo jakieś takie podtytuł zrobić, to myślę, że ten podtytuł mógłby brzmieć nie wracaj do cieni, skoro przyszedł Chrystus. Nie wracaj do cieni, skoro przyszedł Chrystus. Żebyśmy się nie cofali do tych cieni, do zapowiedzi, skoro mamy wypełnienie tych wszystkich zapowiedzi. Żebyśmy się nie zatrzymywali przy znaku, przy symbolu, przy czymś, przy czymś, co miało wskazywać na Chrystusa, skoro przyszedł ten, na którego to wszystko wskazywało. Na pewno będzie tu mocna informacja, że Jezus jest większy. I teraz cokolwiek wymienimy, to On jest większy. Jest większy od proroków, większy od aniołów, większy od Mojżesza, większy od Arona, większy od kapłaństwa, większy od świątyni, większy od ofiar, od wszystkiego jest Chrystus większy. Zawsze możemy powiedzieć, że Chrystus jest większy niż te rzeczy. Nie dlatego, że Stary Testament jest zły, albo że jest niepotrzebny. I to też sobie będziemy omawiać, bo niektórzy mają taki pomysł, że w zasadzie się zastanawiają, po co ten Stary Testament jest. A nawet mi się zdarzyło kilka razy, tak pół żartem, pół serio, wymyśleć sobie jakiegoś proroka i powiedzieć, że tam w tej księdze takiego i takiego proroka, na przykład Euzebiusza, aż tak nie, ale Euzebiusza jest napisane. No tak, coś mi się tam przypomina. Ciekawe. Więc ta nasza znajomość Starego Testamentu czasami jest słaba. Więc on nie jest zły, ale jest dany dlatego, że to była pewna obietnica, pewna zapowiedź, pewien cień wskazujący na Chrystusa, a Chrystus jest naszą rzeczywistością. Chrystus jest naszą rzeczywistością. Żebyśmy to dobrze zrozumieli, List do Hebrajczyków, a będziemy mogli odnieść takie wrażenie, dopóki nie dojdziemy do pewnych momentów, List do Hebrajczyków nie gardzi Starym Przymierzem, nie gardzi Starym Testamentem. Wręcz przeciwnie, on traktuje Stary Testament bardzo poważnie. Autor tego listu często go cytuje, interpretuje, pokazuje głębszy sens wydarzeń ze Starego Testamentu, ze Starego Przymierza. Bardzo poważnie traktuje Stary Testament. Natomiast autor tego listu w Chrystusie odkryje przed nami sens tego Starego Testamentu. Kapłaństwo wskaże na kogo? Na kapłana najwyższego, na Jezusa Chrystusa. Ofiary wskażą na ofiarę z Jezusa Chrystusa, czyli Jezusa Chrystusa. Świątynia wskaże na obecność Boga pośród ludzi. Zasłona wskaże na drogę do Boga. Krew wskaże na przebłaganie i tych symboli będzie bardzo dużo. Odpocznienie wskaże na zbawienie. Zobaczymy, że autor tego listu za pomocą Starego Testamentu buduje taką symfonię, ale głównym dyrygentem w tej historii jest Jezus Chrystus. Kto był adresatem tego listu? To jest pytanie dosyć istotne. Skoro się nazywa do hebrajczyków, to najprawdopodobniej byli to chrześcijanie pochodzenia żydowskiego. Co ciekawe, z jakiegoś powodu to nie jest list do judajczyków, tylko do hebrajczyków. A to ma pewne znaczenie, które też sobie zgłębimy. Ale najprawdopodobniej byli to chrześcijanie pochodzenia żydowskiego. Więc byli to ludzie, którzy znali bardzo dobrze Stary Testament. Ludzie, którzy bardzo dobrze znali historię Izraela. Ludzie, którzy rozumieli bardzo głęboko sens świątyni, sens ofiar, kapłaństwa, przymierza. Oni się w tym poruszali. Oni się w tym wychowali. Oni to, byśmy dzisiaj powiedzieli, wyssali z mlekiem matki. Więc nie byli to ludzie, którym trzeba od początku wyjaśniać, kim był Mojżesz, kim był Aaron, czym był Dzień Przejednania, dlaczego krew ma znaczenie, dlaczego się kropiło ją tak, a nie tak, dlaczego kapłan wchodzi do miejsca najświętszego. Oni to znali. To było ich dziedzictwo. To było ich nauczanie. Oni się w tym poruszali. To był ich świat, ich taki religijny świat. To była ich pamięć, ich język, ich sposób funkcjonowania, ich wyobraźnia, ich historia, ich kultura, ich tradycja. To wszystko tych ludzi otaczało. I ci ludzie w pewnym momencie znajdują się pod ogromną presją. Znacznie większą presją niż my sobie dzisiaj możemy wyobrazić, niż my czasami przyrównujemy do presji tego, że żyjemy w nominalnie katolickim, rzymskokatolickim kraju. Ogromnie większa presja. Przyjęcie Chrystusa na pewno nie uczyniło ich życia łatwiejszym. Przeciwnie. Kiedy oni przyjmowali Chrystusa, kiedy oni zaczęli wierzyć, ci chrześcijanie żydowskiego pochodzenia, adresaci tego listu, w Jezusa Chrystusa jako Mesjasza, no to z całą pewnością doświadczali presji, doświadczali jakichś przytyków, napięcia ze strony społeczeństwa ich otaczającego, z którego wyszli. Pewnie byli odrzucani, pewnie przez rodziny, niezrozumiani przez dawnych przyjaciół. Na pewno, bo to pewnie, a na pewno byli wykluczani ze wspólnot, w których dotychczas przebywali swoich wspólnot religijnych. Najczęściej mówimy synagoga, ale to jest niepoprawne pojęcie. Natomiast tych swoich wspólnot wokół synagogi na pewno byli narażeni i być może tracili pozycje społeczne, pozycje ekonomiczne, społeczną akceptację. To wszystko tych ludzi dotykało. Dla nich słowo prześladowanie miało konkretny sens. Może nie byli zabijani, ale w tym kontekście miało konkretny sens. Oni wiedzieli, że pójście za Chrystusem nie będzie prowadziło do natychmiastowego komfortu, uznania i spokojnego życia. No i kiedy ludzie są w takiej historii, a ci adresaci na pewno byli w takiej historii i my czasem jesteśmy w mniejszym stopniu w takiej historii, no to wtedy pojawia się taka naturalna pokusa, przed którą właśnie ten list przestrzega. Naturalna pokusa. I to nie jest pokusa polegająca na tym, przestań wierzyć w Jezusa Chrystusa, stań się ateistą, zgłupiej do reszty i stań się ateistą. To nie jest tego typu pokusa. Na pewno nie była pokusa, powiedz, że Boga nie ma i od tej pory żyj, jakby Boga nie było. To nie jest pokusa dla takich ludzi. Tacy ludzie takich pokus nie mają. Może gdzieś tam jakiś margines się znajdzie, ale generalnie tacy ludzie takich pokus nie mają. Dla nich duchowość nie jest nonsensem i nigdy już się nie stanie nonsensem. To nie są ludzie, którzy są kuszeni nonsensem duchowości, ale są kuszeni do powrotu do religii. I uwaga, nie bez Chrystusa, tylko bez Chrystusa w centrum. Do powrotu do religii, która może i uzna Chrystusa, ale nie postawi go w centrum. Ktoś lub coś innego będzie w centrum. Pokusa, żeby cofnąć się do tego, co już jest znane, co jest bezpieczne, co jest społecznie akceptowane, co jest tradycyjne i nie jest kosztowne. I to już wprost nam przypomina nasze pokusy. Myślę, że nikt z nas nie ma takiej pokusy, żeby stwierdzić, że cała duchowość jest bez sensu. Ale każdego od czasu do czasu łapie taka pokusa, że to może się cofnąć. Może po co ja już w ogóle stamtąd wyszedłem. Wtedy wszystko było łatwiejsze. Więc zobaczysz, że jest aktualne. My nadal chcemy i jesteśmy tym kuszeni, chcemy jakiejś formy religii, chcemy jakiejś tradycji, chcemy jakiegoś symbolu, chcemy jakieś święta mieć, jakieś rytuały mieć, jakieś zasady, jakąś wspólnotę, jakąś przestrzeń sakrum, jakieś piękno w tej przestrzeni, chcemy mieć jakiś duchowy język. I to nie jest niedobrze. To dobrze. Niedobrze się robi wtedy, kiedy jest pokusa, by cokolwiek z tych rzeczy stanęło w centrum. By w tym centrum nie był Jezus Chrystus. Problem polega właśnie na tym, że my często chcemy albo tak, albo, idzie to w ekstremum, chcemy tego wszystkiego, tego piękna sakrum, kultury, tradycji, wspólnoty, świąt, rytuałów, ubrania. Można by do jutra wymieniać tych rzeczy, których człowiek w tej pokusie pragnie, ale chcemy tego bez Chrystusa jako Pana. Niech to wszystko będzie, ale niech Jezus Chrystus nie będzie moim Panem. Niech On tutaj nie decyduje o każdym aspekcie mojego życia. Nie poddajemy się wtedy Bożemu Słowu. Chcemy tego wszystkiego, ale nie chcemy uznać własnego grzechu, kiedy żyjemy bez Chrystusa. Wielu ludzi chce tradycji, dobrze się czuje w tradycji, jakiejś tam, u nich, tej hebrajskiej tradycji. Gdybyśmy to przenieśli na dzisiejsze czasy, nazwijmy to kultury chrześcijańskiej. I wielu ludzi tego chce, nie chcemy tu innej tradycji, zresztą co rusz wybucha afera o to, że my tu nie chcemy innej tradycji. To jest nasza tradycja, to jest nasza kultura, my jesteśmy chrześcijanami. Chcemy tego, chcemy takiego poczucia tożsamości, ale nie chcemy posłuszeństwa Bożemu Słowu. To już nam nie wychodzi. Chcemy duchowości, która wzrusza, ale nie chcemy krzyża. Nie chcemy, żeby nas coś ukrzyżował, nie chcemy słyszeć o tym, żeby coś zabiło Cię i stworzyło na nowo. Dlatego ten list jest bardzo potrzebny kościołowi, współczesnemu kościołowi. To nie jest tylko historyczny zapis, to jest list bardzo potrzebny kościołowi dzisiaj. Jest potrzebny ludziom, którzy od czasu do czasu zaczynają się zastanawiać, czy warto dalej trwać w Chrystusie jako centrum. Czyli jest potrzebny nam, bo ta pokusa dotyka każdego z nas. Autor tego listu. Nie znamy autora tego listu. To jest najuczciwsza odpowiedź, jaką można powiedzieć. Nie znamy autora tego listu. Nikt nie potrafi ze stuprocentową pewnością powiedzieć, kto jest autorem tego listu. Są różne pomysły na to, kto jest autorem tego listu. Niektórzy wskazują na apostoła Pawła. Ja jeszcze do niedawna byłem przekonany, że to jest ta właściwa droga. Ale ja jestem człowiekiem, który potrafi zrewidować swoje poglądy. Niektórzy wskazują na apostoła Pawła. Inni wskazują na Barnabę. Jeszcze inni wskazują na Łukasza. Apolosa wskazują. A ostatnio jest dosyć sporo głosów i to nie są głupie głosy, żeby była jasność. Każdy ma bardzo poważne argumenty i to jest bardzo, może nawet arcyciekawa debata na ten temat. Więc w ostatnich czasach dużo się mówi o tym, że autorem tego listu może być Preska. Tak, że ona może być autorem tego listu. Więc nikt nie potrafi jednoznacznie wskazać na to, kto jest autorem tego listu. Ale jest w historii Kościoła ciekawy głos. Wypowiedział go Orygenes. To jest jeden z takich wielkich postaci w historii Kościoła. Nie tak wielki jak Augustyn, żeby była jasność, ale też ma jakieś tam znaczenie. W starożytnym oczywiście Kościele się to jego głos wydobył. I on powiedział, sobie tu napisałem, że tak naprawdę kto napisał ten list, wie sam Bóg. I to jest najuczciwsza odpowiedź. Tak naprawdę kto napisał ten list, wie sam Bóg. To jest uczciwe, to jest pokorne stwierdzenie. Natomiast Kościół od zawsze rozpoznaje w tym liście natchnienie Ducha Świętego. To jest bardzo ważne. To jest ważniejsze od tego, kto jest autorem tego listu. Kościół od zawsze rozpoznaje natchnienie tego listu. Od zawsze rozpoznaje autorytet tego listu w sprawie Chrystusa, chociaż nie miał i nie ma pewności co do tego, kto konkretnie z ludzi stoi za tym listem. I to jest cenna informacja. Dobrze, że tak mamy. To jest najprawdopodobniej, kiedy mówię najprawdopodobniej, to znaczy, że to jest moja myśl, najprawdopodobniej zamysł Pana Boga, żebyśmy nie odkryli, kto jest autorem tego listu. Dlaczego? Dlatego, że bardzo ważną rzeczą jest to, że autorytet Słowa Bożego i każdej księgi w Słowie Bożym z 66, które tam mamy, autorytet tej księgi nie bierze się z nazwiska autora. On się nie bierze z tego, kto go napisał. To nie ma znaczenia, czy napisał Paweł, czy Barnaba, czy Łukasz, czy Pryska. To nie ma żadnego znaczenia. Mało tego, my możemy zbudować zaufanie nie na autorze, tylko na natchnieniu tego autora. Oczywiście natchnął Duch Święty. Autorytet każdej księgi w Słowie Bożym, on się bierze z tego, że po pierwsze Kościół rozpoznał w tej księdze głos samego Boga. To jest bardzo ważne stwierdzenie. Kościół rozpoznał w tej księdze, we wszystkich księgach, które masz w Biblii, Kościół rozpoznał, że tam jest głos Boga. To jest pierwsza rzecz. Druga rzecz, że ten głos Boga jest zgodny z apostolską nauką. To jest bardzo ważny element. Jest zgodny z apostolską nauką i jest spójny, jest w pewien sposób całością z wszystkimi pozostałymi księgami. To są trzy podstawowe kryteria, w jaki sposób Kościół buduje pewność kanonu. No właśnie, czy to jest głos Boga, czy on jest zgodny, czy Kościół rozpoznaje, że to jest głos Boga, czy on jest zgodny z doktryną apostolską i czy jest spójny z stałym Pismem Świętym. Dlatego, że my musimy pamiętać i nieustannie sobie to przypominać, że Kościół nie stworzył kanonu Pisma. Wszelkie zaczepki kościoła rzymskokatolickiego w stronę kościoła protestanckiego, że wzięliście kanon z naszego kościoła, a teraz się wymądrzacie. To są zaczepki facebookowe. Dlatego, że Kościół nigdy nie twierdził, bo nie miałby takiego prawa, że stworzył kanon. Kościół nie ma uprawnień i nigdy nie będzie miał i nigdy mu nie dał takich uprawnień, by Kościół nadawał autorytet jakimkolwiek listom, księgom czy czymukolwiek. Nie miał takiego autorytetu. Kościół ma to jedynie i to zrobił rozpoznać. Kościół miał rozpoznać, a nie nadać. A to są bardzo ważne różnice. Więc Kościół rozpoznał to, co Bóg dał. Taki przykład. Wstajemy rano i otwieramy oczy. Robimy tak? Ciężko, bo ciężko. Czasami jest potrzebna kawa, ale staramy się to robić. I poprzez to otwarcie oczu nikt z nas nie tworzy światła słonecznego. Zgodzicie się? Wydaje mi się, jestem w miarę przekonany, nawet nie najprawdopodobniej tylko, jestem przekonany, że nawet gdybyśmy wszyscy zamknęli oczy i ich nie otworzyli, a potem je nagle otworzyli, to nie stworzyliśmy światła słonecznego przez fakt otwarcia oczu. My tylko rozpoznajemy poprzez otwarcie oczu, że światło świeci. Że jest coś takiego jak światło słoneczne i ono świeci. I bardzo podobnie jest z tym kanonem. Kościół tego nie tworzy. Koniecdynie przez Boga ma otwarte oczy i rozpoznaje, że coś jest kanonem. I to prowadzi nas do bardzo ważnej zasady, która wymaga przypomnienia. Wielka zasada, podstawowa zasada, pierwsza zasada reformacji, czyli co? Sola Scriptura. I teraz kiedy reformatorzy mówili, że Pismo Święte jest najwyższym autorytetem wiary i życia Kościoła, to nigdy nie mieli na myśli, i tu protestanci robią, to nie są protestanci, to są ludzie, którym się wydaje, że są protestantami. Oni tu robią wielki błąd. Kościół nigdy, nigdy, przenigdy kościół protestancki i oby tak zostało, nigdy nie miał pogardy dla historii Kościoła. Nigdy nie miał pogardy dla tradycji Kościoła. Nigdy nie miał pogardy dla soborów, dla doktryn, dla wyznań wiary, dla tzw. ojców Kościoła czy innych nauczycieli na przestrzeni historii Kościoła. Taką pogardę mieli głupcy, a nie protestanci. A protestanci głupcami nie są. Protestanci stoją za oświatą, za szkołami, za uniwersytetami, to nigdy nie byli głupcy i oni nie mieli pogardy. Im chodziło o właściwy porządek, o przywrócenie właściwego porządku. To znaczy to wszystko, do czego nie mają pogardy i nigdy nie mieli i mieć nie powinni, nie jest najwyższym sędzią w sprawach wiary i życia Kościoła. Najwyższym sędzią w sprawach wiary i życia Kościoła, ale bez pogardy dla tych mniejszych rzeczy jest Pismo Święte. Sobory mogą być wielkim darem, ale nigdy nie stoją ponad słowem. A więc jeżeli sobór mówi tak jak Boże Słowo, to jest dobrze. Ale kiedy sobór stanowi przeciwko Bożemu Słowu, to my to odrzucamy. To nie oznacza pogardy dla historycznych soborów. Kaznodzieje, do których ośmielę się to powiedzieć, się zaliczam, to jest wyjątkowe narzędzie, tak uważam, bez fałszywej pokory, z prawdziwą pokorą. To jest wyjątkowe narzędzie, ale to nie jest Pan sumienia. Żaden kaznodzieja nie jest Panem sumienia i żaden kaznodzieja nie może stać ponad Bożym Słowem. I znowu, oni to właściwie rozumieli. Doświadczenia duchowe. Coś, co dotyka nas jako charyzmatyków. No bo jesteśmy charyzmatykami. Jak ktoś nie jest, to pogubił adres. Względ zboża się dzisiaj znalazł. A więc doświadczenia duchowe, nasze charyzmaty, one są prawdziwe. Nie wszystkie, ale dużo jest prawdziwych. Są cenne. Nie wszystkie, ale dużo jest cennych. Ale muszą być rozeznawane w świetle Bożego Słowa. Boże Słowo stoi ponad naszymi doświadczeniami duchowymi. Ponad naszymi świadectwami, historiami i wszystkim, co nas otacza. Inaczej mówiąc, Kościół jest najlepszym sługą, ale sługą Słowa Bożego, a nie Jego właścicielem. Żaden Kościół nie jest właścicielem Słowa Bożego. Kościół ma obowiązek być sługą Słowa Bożego. Każdy jeden. I kiedy gubi to, zaczyna być kłopot. To jest szczególnie ważne dla nas, dla ludzi wierzących, no bo chcemy być otwarci na działanie Ducha Świętego. Zgodzicie się ze mną? Chcemy być otwarci? Chcemy. Jeżeli wierzymy, a tak wierzymy, że Duch Święty nadal działa, prowadzi, kształtuje, pociesza, obdarza, w tym darami, inaczej mówiąc, buduje swój Kościół, to nie oznacza, że my mamy prawo do mniejszego przywiązania do Pisma Świętego. Powinno być dokładnie odwrotnie. Jeżeli Duch Święty nas prowadzi, to Duch Święty nie jest duchem chaosu, nie jest duchem nieporządku, nie jest duchem emocji, źle powiedziałem, nie jest duchem takiej swawoli w emocjach, nie jest duchem bałaganu, nie jest duchem prywatnych objawień, taki popularny termin w tej największej denominacji, a już na pewno nie jest duchem prywatnych objawień stojących ponad Słowem Bożym. Duch Święty jest duchem Słowa Bożego. On natchnął to Pismo. On jest stuprocentowym autorem tego pisma i on prowadzi swój Kościół do głębszego poznania Bożego Słowa, a poprzez to głębszego poznania Jezusa Chrystusa. Duch Święty nigdy nie odciąga od Bożego Słowa i Duch Święty nigdy nie odciąga od Chrystusa. Nigdy nie pomniejsza Duch Święty Bożego Słowa i nigdy nie pomniejsza Duch Święty Chrystusa. Zawsze Go wywyższa, zawsze Go wywyższa. To jest bardzo ważne w pneumatologii, czyli w nauce o Duchu Świętym, którą będziemy mieć gdzie? Na rekolekcjach, na które zapraszam nieustannie. List do Hebrajczyków powstał najprawdopodobniej, bo oto też jest kłótnia, chociaż tu jestem mega zwolennikiem tego najprawdopodobniej. Najprawdopodobniej przed rokiem 70., niektórzy mówią przed 67., ale tam jest kłótnia o te trzy lata, w którą dzisiaj nie musimy wchodzić. Przed rokiem 70. po Chrystusie. Dlaczego? Dlatego, że w 67., 68., 79. lub 70., bo o to się toczą spory, ale powiedzmy dla uogólnienia, mniej więcej w 70. roku po Chrystusie zostaje zburzona świątynia jerozolimska przez Rzymian. I teraz dlaczego ja uważam, że właśnie przed, a nie po, jak część biblistów uważa? Nie da się tego powiedzieć z absolutną pewnością i ja sobie takiego czegoś nie roszczę, ale uważam, że przed 70. rokiem, czyli przed zburzeniem świątyni jerozolimskiej przez Rzymian, dlatego, że autor mówi o kapłaństwie, o ofiarach w taki sposób, ja to tak czytam, jakby ten kult świątynny jeszcze trwał, a nie przeminął. Jakby on był obecny w otoczeniu tych ludzi. No więc skoro to wszystko było obecne w otoczeniu tych ludzi, to musiało to być przed tym, zanim to przestało być obecne w życiu tych ludzi. Więc gdyby świątynia była zburzona, to trudno sobie wyobrazić pewne opisy, które tutaj wręcz sugerują, że ona stoi. Mało tego, zburzenie świątyni byłoby ogromnym argumentem dla autora tego listu, jako potwierdzeniem końca dawnego porządku i potrzeby trwania w nowym porządku, ale on tego argumentu nie używa. W ogóle ani w jednym momencie tego listu nie ma takiego argumentu, że zobaczcie, świątyni już nie ma. To jest największym dowodem na to, że macie być przy Chrystusie. Nie używa tego argumentu, a musiałby go użyć, w mojej opinii, bo to jest argument argumentów. Skoro autor tego nie robi, to ja uważam, że ten list powstał przed tym wydarzeniem. To znaczy, że ci pierwsi odbiorcy tego listu żyją w czasie, kiedy świątynia stoi. Kiedy ofiary nadal są składane. Kiedy kapłani nadal pełnią swoją służbę. Żebyśmy się w ogóle tam przenieśli. Dym tych ofiar. Jedni mówią zapach, drudzy smród. Ja wolę słowo zapach. Zapach tych ofiar cały czas jest obecny przy tych ludziach. Oni cały czas czują zapach tych ofiar. Ten cały wielki system nadal robi przeogromne wrażenie. Świątynia jest wybudowana tak, że kiedy wstałeś rano w Jerozolimie i w jej dosyć szerokim otoczeniu, kiedy wstałeś rano, otworzyłeś oczy, wyszedłeś na ulicę, musiałeś zobaczyć świątynię. To był centralny punkt. To była wielka budowla. Twój wzrok musiał paść na świątynię i to oczywiście robiło ogromne wrażenie. Na nas robi wrażenie fragment muru, który w ogóle nie należał do świątyni. Wiecie, że to jest tylko mur, który otaczał świątynię i lament przy tym murze jest jedną z najbardziej irracjonalnych rzeczy. Kiedy ta świątynia stała i ktoś ją widział, to robiło ogromne wrażenie. Ten przepych, ten majestat tej świątyni, ten dym unoszący się, świadomość, że tam mieszka Bóg w miejscu najświętszym. To musiało robić wrażenie i oczywiście pewnie nie tylko robiło wrażenie, ale podsycało tą pokusę powrotu, że poszedłbym tam zobaczyć, poszedłbym tam na chwilę. Przeżywałem głęboko to wszystko. Tymczasem wspólnoty tych chrześcijan to gdzieś tam po domach, jakieś słabe, prześladowane, niepewne, a tu monumentalna świątynia, wspaniała świątynia, widzialna, stara, znana wszystkim. Cała rodzina tam idzie, społecznie w ogóle bardzo potężna, a autor tutaj mówi, nie dajcie się temu zwieść, co widzialne. Dlatego ja uważam, że ona stała jeszcze w trakcie tego listu. Ten list ma ciekawą konstrukcję, bo on jest budowany w ten sposób, że będziemy naprzemiennie mieć bardzo głęboką doktrynę i bardzo poważne ostrzeżenie. Najpierw zobaczymy jakąś wielkość Chrystusa, a potem, że no to uważaj, bo skoro to wiesz, to uważaj, żebyś nie odpłynął od tego, co już wiesz. Zobaczymy Chrystusa większego od Mojżesza, a potem będziemy mieć zaraz ostrzeżenie, no to nie zatwardź swojego serca. Skoro tak się sprawy mają, to nie zatwardzaj serca. Zobaczymy odpocznienie Boże, ale zaraz zostaniemy ostrzeżenie, że mamy być w wierze tacy gorliwi. Zobaczymy doskonałe kapłaństwo Chrystusa, będzie mocno to podkreślone, a potem zaraz jest ostrzeżenie przed odstępstwem od wiary. Więc to będzie się tak nawzajem przeplatać. I to jest też ciekawe, dlatego że my dzisiaj współcześnie próbujemy to rozdzielić. Chcemy np. doktryn, ale bez ostrzeżeń. Wyłóż nam tu doktrynę, ale nic nie ostrzegaj. Najlepiej nie wspominać o żadnych herezjach albo w drugą stronę. My nie, ale są takie zbory, gdzie tylko chcą ostrzeżeń. Tylko byle ich ostrzegać. Uważaj, bo odpadniesz. Uważaj, żebyś nie odpłynął. Uważaj, bo w każdej chwili możesz stracić zbawienie. Uważaj, uważaj, uważaj, ale zero doktryn. Tylko uważaj. Ale nie wiadomo dlaczego masz na to uważać i jaka jest solidna podstawa do tego uważania, a ten list ładnie to ze sobą przeplata. I to jest pewna mądrość autora tego listu. Bo ten autor poważnie podchodzi do ludzi, do nas. On nie traktuje ludzi jako tych, którzy potrzebują jedynie informacji, wie, że potrzebują ostrzeżeń, ale też nie traktuje tego jak prywatnego folwarku, żeby tylko ich ostrzegać, ale nie tłumaczyć dlaczego on ich ostrzega. Robi to w doskonały sposób. Dlatego ten list jest również listem do nas. Bo zobaczcie, my żyjemy w takim świecie, w takim właśnie świecie pełnym presji. My czasami mamy taką pokusę wrócić do tego majestatu, do tego wszystkiego, do tego piękna, do tej tradycji, do pewnych rytuałów. To jest naturalne nasze zachowanie. Jednocześnie jesteśmy też bardzo zmęczeni. Wszyscy jesteśmy bardzo zmęczeni. Nie wiem, czy od tego się da uciec. Wydaje mi się, że nie. W sensie, jeżeli nie zastosujemy rzeczy, o których ten list mówi. Jesteśmy zmęczeni takim hałasem, takim powszechnym hałasem. Już ostatnio mówiłem, nie będę się powtarzał, co mam na myśli. Na pewno jesteśmy zmęczeni takim chaosem wokół moralności, że coraz ciężej powiedzieć, co jest moralne, co jest niemoralne. To się gdzieś na granica zaczyna się zacierać albo próbują ją zatrzeć. Jest pewna duchowa powierzchowność, jest jakieś takie nieustanne napięcie i o tym też ten list dużo mówi. Na pewno od czasu do czasu mamy te pytania, które ten list też przed nami stawia. Czy warto być wiernym wtedy, kiedy jest pod górkę? Nie wiernym w jakiejś parafii, tylko wiernym Chrystusowi, kiedy mamy pod górkę. Na pewno widzimy, że świat wynagradza kompromis, coraz bardziej wynagradza kompromis i nasze dzieci są bardzo uczone takiej kompromisowej postawy i jesteśmy tym gdzieś obarczeni. Więc na pewno potrzebujemy sobie przypomnieć, dlaczego my się zachwycamy Synem Bożym i ten list nam przypomni. To jest też list do Kościoła takiego jak nasz, czyli Kościoła, który jest bardzo aktywny. Kościoła, w którym są wspaniałe pieśni. Ja uważam, że tu są wspaniałe pieśni. Spotkania są ciekawe, tak mi się przynajmniej wydaje, tak uważam, że mamy spotkania ciekawe. Zarówno te spotkania, które nazywamy nabożeństwami, jak i te spotkania siostrzane, kopalniane ostatnio w modzie. Te wszystkie spotkania. Mamy swoje struktury, mamy swoje służby, mamy swoje zasady, ale nieustannie musimy sobie przypominać i powinniśmy to robić, że Chrystus naprawdę jest centrum wszystkiego, że On ma być centrum wszystkiego, że On jest najważniejszy, nie te wszystkie dodatki. To są wszystko dobre dodatki, ale Chrystus musi być w centrum. I ciekawe, bo ten autor nie zaczyna w sposób normalny tego listu. On nie zaczyna go od siebie, dlatego nie wiemy kto nim jest. Nie zaczyna od zasług. Jest tak bezczelny, że nawet nie zaczyna od pozdrowienia. Nie ma tam tego. Mało tego, ten autor, ten gościu, on nawet nie zaczyna od opisu problemów, dlaczego pisze ten list. Nawet tego w tym liście nie ma. To jest tak dziwny list. On nic tam nie analizuje, nie przedstawia nam takiego psychologicznego portretu zmęczonego kościoła, jak na przykład mamy w Koryntianach. Tam w ogóle studia chyba psychologiczne można obronić tym rysem psychologicznym zmęczonego kościoła w Koryncie. Tu nie ma czegoś takiego. Tu się zaczyna od Boga, który przemówił. I to jest w ogóle petarda i taka bomba, że szok. Ten liście zaczyna od tego, że Bóg przemówił. Jak jest podłoże tego? Wszyscy bogowie, wszystkie bożki nie mówią, są nieme. Każda filozofia, ta siła wyższa, to co oni tam wierzą, chociaż mówią, że nie wierzą, tylko filozofują, ona nie mówi. Pogańskie bóstwa nie mówią. Mało tego, 400 lat Bóg nie mówi. I nagle przemówił. I to jak? Przez syna. To jest w ogóle strzesienie ziemi dla tych ludzi. Tak jakby autor tego listu mówił do mnie i do ciebie, że zanim zaczniemy mówić o naszym zmęczeniu, o naszych lękach, o naszych pokusach, słabościach, zanim zaczniemy wykładać doktryny, zanim zaczniemy ostrzegać, najpierw musisz zobaczyć, kim jest Chrystus. To jest start. Musisz zobaczyć, kim jest Chrystus. Musisz zobaczyć, że Bóg przemówił przez swojego syna. Jak tego nie uchwycisz, wszystko jest daremne. Ale jeśli to uchwycisz, jeśli zrozumiesz, kim jest Chrystus, jak wielki jest Chrystus, jaki majestat ma Chrystus, jak to wspaniała informacja, że Bóg przemówił do człowieka przez swojego syna, to wtedy wszystko inne znajdzie swoje właściwe, mniejsze miejsce. Tak więc wchodząc w ten list, my naprawdę wchodzimy w taką drugą głębię poznawania, kim jest Jezus Chrystus. To będzie fundament bardzo wielu późniejszych wykładów. Dzisiaj przerobimy, jak Bóg pozwoli, cztery wersety, a jak pozwoli to dwa wersety i przemówi w jakiś sposób przez Was tym razem. Ale spróbujemy cztery, więc przeczytam teraz cztery wersety, które będziemy analizować chwilę, bo to tylko było podłoże tego listu. List do Hebleczyków, pierwszy rozdział, pierwsze cztery wersety. Jak to mam w zwyczaju podczas kazań, tutaj wygłaszanych z zakazalnicy, korzystam z przykładu warszawskiego. Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy do ojców przez proroków. Ostatnio u kresu tych dni przemówił do nas przez syna, którego ustanowił dziedzicem wszechrzeczy, przez którego także wszechświat stworzył. On, który jest odblaskiem chwały i odbiciem Jego istoty i podtrzymuje wszystko Słowem swojej mocy, dokonawszy oczyszczenia z grzechów, zasiadł po prawicy majestatu na wysokościach i stał się o tyle możniejszym od aniołów, o ile znamienitsze od nich odziedziczył imię. Cztery wersety i zobaczymy, ile kazań z nich wyjdzie. Tyle tu jest ważnych informacji. I teraz czemu my tak głęboko będziemy analizować te cztery wersety, a później trochę mniej głęboko kolejne? Bo nie zrozumiemy żadnych kolejnych, jeżeli teraz nie postawimy fundamentów tych pierwszych. Wszystko inne wtedy będzie kwestią interpretacji. Jeden interpretuje tak, drugi interpretuje tak. Ale jeżeli nadamy pewien rytm tej teologii poprzez początek tego listu, poprzez zrozumienie tych podstawowych założeń, to wszystko inne zobaczymy, że nie jest interpretacją, że jest konkretnym wykładem. Dlatego to jest tak ważne. Zobaczcie, autor zaczyna w bardzo prosty sposób, a jednocześnie w taki bardzo majestatyczny, podniesiony, patetyczny sposób, bo to jest dobre określenie. Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy do ojców przez proroków. Zobaczcie, zanim autor powie o tym, jak wielki jest Syn, zanim przejdzie do Jego chwały, Jego majestatu, Jego boskości, bardzo dużo boskości Chrystusa, zanim przejdzie do odpuszczenia grzechów, wywyższenia po prawicy majestatu tego całego, najpierw mówi coś bardzo tego podstawowego. Bóg przemawiał. Ten Bóg nasz mówił, mówił, mówił. To nie jest Bóg pogański. On przemawiał, On mówił. Dla nas to się wydaje oczywiste, bo my wiemy, że Bóg mówi. My to wiemy, ale to jest bardzo poważna prawda, bardzo ważna prawda, być może najważniejsza prawda, jaką człowiek może usłyszeć, że Bóg nie jest milczącą zasadą wszechświata. Ostatnio jest ogrom nauczań na ten temat, natomiast Biblia stoi wbrew temu, nauczeń poza kręgami chrześcijańskimi. Bóg nie jest milczącą zasadą wszechświata. Bóg nie jest bezosobową energią, jakimś wyładowaniem. Bóg nie jest również przedmiotem ludzkich dociekań, ludzkich domysłów. To zdanie, że Bóg jest przedmiotem ludzkich dociekań i ludzkich domysłów, to jest cytat. Może jakieś słowo pomyliłem, bo nie przypominałem sobie w ostatnim czasie, ale tak na przykład twierdził Karol Wojtyła i Jan Paweł II w swojej pierwszej książce. To jest nieprawda. Bóg nie jest przedmiotem ludzkich domysłów. Absolutnie. Bóg nie jest filozoficzną spekulacją, jakimś absolutem. Najczęściej taki termin się pojawia. Na pewno Bóg nie jest, to często słyszę na studiach, psychologiczną projekcją. Rzutnik kupcie, a nie tam. Nie. Bóg jest Bogiem żywym. Bóg jest Bogiem osobowym. Bóg jest Bogiem suwerennym. Bóg jest Bogiem świętym. Bóg jest Bogiem, który z własnej woli chciał się i zechciał się człowiekowi objawić i przemówił. I przemówił. To jest bardzo ważne. To znaczy, że chrześcijaństwo nie zaczyna się od człowieka, który szuka Boga, od człowieka, który wspina się na coś, by poznać Boga, robi coś, by poznać Boga, ale od Boga, który pochyla się do człowieka i do niego mówi, daje mu jego słowo. I tak ma tylko Bóg chrześcijan. Dlatego, że jest tak ważne. Tylko my tak wierzymy. Muzułmanie tak nie wierzą. Hinduistak nie naucza. Buddystak nie mówi. Tylko chrześcijanie tak mówią, że moja wiara zaczyna się nie ode mnie, ale od Boga, który się nade mną pochylił i do mnie powiedział. I do Ciebie powiedział, dał mi i Tobie swoje słowo. I to jest bardzo ważne, bo to jest różnica między objawieniem Boga w Biblii, a wieloma takimi ludzkimi pomysłami, filozofiami, jakimiś systemami religijnymi. My tak mamy, my w sensie cała ludzkość od zarania dziejów, my tak mamy, że zadajemy sobie tak zwane egzystencjonalne pytania. Każdy sobie je zadaje. Kim jestem? Skąd przyszedłem? Jaki jest cel mojego życia? Jak nigdy tak nie pomyślałeś, to ci brakuje jakiejś klepki. Coś tam jest nie tak w głowie. Normalnie tak jest, że człowiek ma takie pytania egzystencjonalne. Kim jestem? Po co przyszedłem? Po co ja tu żyję? Jaki jest w ogóle sens tego wszystkiego? Zadajemy poważniejsze pytania egzystencjonalne, ale też trzeba mieć trochę te klepki rozwinięte. Czyli np. jaki jest cel cierpienia? Jaki jest sens cierpienia? Dlaczego ludzkość cierpi? Dlaczego ja cierpię? Dlaczego istnieje zło? Jak to jest możliwe, że istnieje zło? Śmierć. Czym jest śmierć? Po co jest śmierć? Czy śmierć ma ostatnie słowo? Czy to co widzę ma jakiś sens? Czy w ogóle za tym się coś więcej kryje? Może coś czego nie widzę, a odczuwam? To są egzystencjonalne pytania dla tych, którzy mają bardziej rozwinięte te klepki. Zobaczcie ilu z nas ma rozwinięte klepki. I od zawsze człowiek próbował znaleźć odpowiedź na te pytania. Platon szukał świata idei. To jest taka najbardziej rozpowszechniona myśl platońska. Szukał świata idei, ten słynny cień w jaskini. Ciekawe, że Johny, jak się nad tym pochyli, tak go bierze. Arystoteles mówił o pierwszym poruszycielu. On używał terminu, że pierwszy poruszyciel. Ktoś pierwszy poruszył. Już tam wiedział, że to jakoś musi funkcjonować, jest coś więcej. Pierwszy poruszyciel. Stoicy. Mi bardzo bliski ruch. Stoicy, oni rozważali porządek, rozważali emocje, logos, bawili się tym wszystkim. Współczesna filozofia to szkoda słów. Jak ktoś to jest w stanie zrozumieć, to chyba ma 20 dodatkowych klepek. Ja próbowałem, kupiłem sobie kilka książek współczesnych filozofów, nie rozumiałem z tego nic. To jest tak absurdalne, tak dziwne, że to na bank coś gdzieś odpłynęło nie w tym kierunku. Ale generalnie człowiek szuka, myśli, bada, w związku z czym tworzy jakieś systemy i tego nie wolno zlekceważyć. To jest ważne i potrzebne. Dobrze, że to wiemy. Dobrze, że to możemy analizować, czytać, studiować. Jedni z nas się z tym bardziej ciekawią, tym bardziej szukają, drudzy mniej, ale wszyscy z tego korzystają i to jest dobrze. Dlatego, że człowiek został stworzony jako istota rozumna. Tak został stworzony człowiek. My nie pochodzimy z małpy. Ja wiem, że niektórzy pochodzą, ale to jest problem tych ludzi. Generalnie nie pochodzimy z małpy. Teraz podobno najnowsze odkrycia twierdzą, że z delfina. Za chwilę dojdą do wniosku, że z sardynek z puszki, ale to jest sprawa tych ludzi. Generalnie my jesteśmy istotą rozumną. Zostaliśmy tak pięknie stworzeni. Mało tego, jesteśmy istotą moralną. My się rodzimy z pewną moralnością, się rodzimy ze skazą grzechu, ale mamy pewne pokłady moralności. Na pewno jesteśmy stworzeniem duchowym. Mamy potrzeby duchowe, czujemy te potrzeby duchowe, to jest w porządku. Ale Biblia mówi nam coś niezwykle ważnego. Coś, czego człowiek nie byłby w stanie sam odkryć w żaden sposób, gdyby się to nie stało. Bóg przemówił. Gdyby Bóg nie przemówił, żaden człowiek nigdy by do Niego nie doszedł, nigdy by Go nie poznał, nigdy by nie wymyślił właściwego obrazu, nawet by się nie zbliżył do prawdziwego Boga. Dlatego jeżeli by Bóg nie przemówił, jeżeli to nie po Jego stronie byłby ten pierwszy ruch, nikt z nas nigdy nie mógłby poznać Boga. Ale Bóg przemówił. A to oznacza, że nie jesteśmy skazani wyłącznie na filozofię, systemy, domysły, intelekt, moralność i te wszystkie rzeczy, które są dobre, ale niewystarczające. Inaczej mówiąc nie jesteśmy zostawieni w jakimś takim ciemnym pokoju, gdzie trzeba wszystko wyklepać i sprawdzić w ogóle jak przez to wszystko przejść. Nie jesteśmy zdani jedynie na przekonania, na świadectwa, na sny, na emocje, na tradycje, na kulturę, na sposób wychowania, na to w jakim społeczeństwie się poruszamy, na zewnętrzne bodźce. Nie jesteśmy na to wszystko skazani, bo Bóg odsłonił nam to, do czego nigdy byśmy nie doszli. W jaki sposób? Bo Bóg przemówił. Bóg przemówił. To jest bardzo ważne. Dlatego moja wiara, Twoja wiara, wiara ludzi wierzących biblijnie, chrześcijan wierzących biblijnie jest odpowiedzią na Boży głos. Jest odpowiedzią na to, że On przemówił. Jest odpowiedzią na Boże objawienie, a nie wynikiem mojej, Twojej czy czyjejkolwiek kreatywności, czy zdolności, czy umiejętności, czy pojemności rozumu, czy ilości tych klepek, które tam mamy. Nie ma takiej liczby klepek, żeby poznać Boga. I autor listu do hebleczeków idzie jeszcze dalej. On mówi wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg. Zobaczcie, już w tym zdaniu widać to wielkie bogactwo Starego Testamentu, to wielkie bogactwo tzw. historii zbawienia człowieka. Czyli nie mojego zbawienia, nie Twojego zbawienia, tylko szeroko rozciągniętej historii zbawienia człowieka. Wielokrotnie, wieloma sposobami Bóg mówił. Więc Bóg nie przemówił tylko raz. No bo ile razy? Wielokrotnie. Więc nie przemówił tylko raz, nie dał jednego prostego komunikatu i to jeszcze jakiegoś odklejonego od historii. Nie. Bóg przemawiał przez wieki. Jak to robił? Etapami. W różnych czasach, do różnych ludzi, w różnych okolicznościach, używając różnych form. Progresywnie. Bardzo ważne słowo. Progresywnie. Bóg przemawiał do człowieka i odkrywał pewne rzeczy progresywnie. Dlatego mówimy, że objawienie jest progresywne. Przemawiał przez obietnice dane patriarchom. Przemawiał do Abrahama. Tak wprost wezwał go, żeby opuścił swoją ziemię i poszedł gdzie? Za głosem Boga, za tym co Bóg będzie mówił, jak Bóg będzie przemawiał. Przemawiał do Mojżesza z goryjącego grzewu, z płonącego grzewu, który palił się, ale nie płonął. Tam objawił swoje imię. O tym też będziemy rozmawiać. I później posłał go do Egiptu. Przemawiał na Synaju. W jaki sposób? Dając prawo. I to konkretne prawo. Zawarł przymierze z Izraelem. Przemawiał przez znaki, przez cuda. Przemawiał przez słup obłoku i słup dymu, ognia. Przemawiał przez mannę na pustyni. Przemawiał przez wodę ze skały. Przemawiał przez roztępujące się morze. Przemawiał przez wybawienia, przez sędziów na przykład. Przemawiał też przez kapłaństwo. Przemawiał przez ofiary. Przemawiał przez święta. Przemawiał przez świątynię. Przez szabat bardzo wyraźnie Bóg przemawiał. Będziemy mieć w ogóle osobne kazanie na temat szabatu. Przemawiał przez rytm życia całej wspólnoty swojego ludu. Przemawiał przez psalmy. Przemawiał przez proroctwa, przez mądrości Salomona. Przemawiał przez najbardziej lamentującego człowieka jaki istniał, czyli kogo? Jeremiasza. Przemawiał przez wizję Ezechiela. Przemawiał przez Eliasza, przez jego ogień. Przemawiał przez proroctwo Izajasza. Przemawiał przez Daniela. Wielokrotnie, wielokrotnie Bóg przemawiał. Wielokrotnie i różnymi sposobami. Wielokrotnie, wieloma sposobami przemawiał Bóg. Kiedy autor to mówi, on ma na myśli właśnie tą progresywność, tą stopniowość objawienia. Bóg naprawdę mówił, ale mówił krok po kroku. Objawiał się krok po kroku. Więc objawienia Starego Testamentu są prawdziwe, są święte, są natchnione, ale nie są pełnią. I problem się bierze, kiedy ktoś to co Bóg powiedział bierze jako pełnię. One są progresywne. One trochę było jak świt, ale przed wschodem słońca. Swego czasu jeździliśmy co roku nad morze. Jak się udało wstać raz chyba na 10 lat, to widzieliśmy to jak świt przed wschodem słońca. Nie chodzi mi o zachód, tylko właśnie o drugą stronę. Już jest dzień, już widzisz, ale jeszcze wschodzi słońce. Dopiero wejdzie te słońce. Bardzo ciekawy obraz. To były takie obietnice, to jak Bóg mówił, ale przed spełnieniem. To był taki szkic, ale jeszcze nie mamy pełnego obrazu. Jak cień, tak mówi Biblia. Cień, który wskazywał na nadchodzącą rzeczywistość. Rzeczywiście jest Jezus Chrystus. Kiedy autor tu mówi wieloma sposobami, no to on ma na myśli, że przez różne sposoby, wieloma sposobami. A więc przez to wszystko, co wymieniałem, ale przez słowo prorocze i dzisiaj to jest nadal cenne. Przez znaki, przez symbole, przez cuda, przez sny czasami Bóg przemawia. Ale Bóg potrafi przemówić i przemówił przez wydarzenia historyczne. Przez coś, co nazywamy w swojej ignorancji zbiegami okoliczności, a powinniśmy mówić Bóg przemówił. Przez tak zwane zbiegi okoliczności. Przemawiał przez to wszystko. Przemówił na przykład przez Baranka Paschalnego, czyli symbol. I to przemówił zanim Jan Chrzciciel powiedział o Jezusie. I tylko dlatego Jan Chrzciciel mógł to powiedzieć o Jezusie, że wcześniej Bóg w ten sposób przemówił. Powiedział te piękne słowa, oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. Przemówił przez mannę na pustyni i dlatego Chrystus mógł potem powiedzieć, ja jestem chlebem żywota. Ja jestem tym chlebem żywota. Przemówił przez zasłonę w świątyni i dzięki temu potem przemówił przez rozdarcie tej zasłony w świątyni. Przemówił przez arcykapłana tego raz do roku w miejsce najświętsze. I potem Chrystus przemówił, Bóg przemówił przez Chrystusa, kiedy wszedł w obecność Boga jako nasz doskonały arcykapłan w miejsce najświętsze. Zobaczcie, to pokazuje nam, że Bóg chociaż mówi progresywnie, chociaż mówi stopniowo w tej historii zbawienia człowieka, ale też w mojej i twojej historii. Bóg przemawia nieustannie do ciebie, ale to jest progresywne, to ma pewne etapy. Musi coś zrobić, żeby mógł iść w tej historii z tobą dalej. Więc chociaż tak mówi, to nigdy nie mówił ani w tej historii zbawienia człowieka, ani w moim i twoim życiu, nie mówił chaotycznie. To miało zaplanowany sens. Ten progres jest wymyślony przez Pana Boga. Wieloma sposobami nie oznacza sprzeczności, więc to jest też ważne, że ta cała progresja, ten całe postępujące objawienie musi być ze sobą spójne i tylko wtedy jest Bożym głosem, jeżeli to jest spójne. Gdyby było tak, że Bóg powiedział tak, a za chwilę zmienił zdanie, to mielibyśmy nie różnymi sposobami, tylko mielibyśmy obłęd i nie wiedzielibyśmy się czego uchwycić. Skoro jednego dnia Bóg mówi tak, a następnego dnia mówi inaczej. Ale to nie jest chaos. Bóg mówi wieloma sposobami, ale bez sprzeczności. Objawienie jest różnorodne, ale jest spójne, całościowo jest spójne. Ma jeden kierunek, jeden zamysł, jedną drogę, która ma imię. Chrystus, Chrystus. Więc zobaczmy, teraz spojrzymy na to, jak Bóg przemówił przez Słowo Boże. Całe Pismo jest właśnie tak, jak Bóg przemówił. To wszystko musi do siebie pasować i do siebie pasuje. Jeżeli nie pasuje, to znaczy, że ty czegoś nie wiesz, a nie, że tu jest błąd. To jest spójne, chociaż różne, chociaż różnie napisane, różne formy literackie itd. To całe Pismo jest jak taka wielka rzeka. To się zaczyna na Księdze Rodzaju, potem płynie przez patriarchów, płynie przez Mojżesza, płynie przez Izrael, przez proroków, przez psalmy, przez mądrości. Aż w końcu wpada w Ewangelię, dzieje apostolskie, listy i dopływa aż do Księgi Objawienia. Najbardziej lubię, jak mnie ktoś pyta, dlaczego tak uważasz i jaki masz werset? Zawsze mówię, taki trochę długi, rodzaju 1-1 do Objawienia końca. To jest ważne, dlatego że my musimy traktować Pismo właśnie w ten sposób, nie jako zbiór luźnych inspiracji i problem się dzieje, kiedy ktoś bada jakiś temat, przeczytał jeden werset i on już jest znawcą tematu, bo on już wszystko wie na ten temat, bo on ma taki werset. Ale tu jest dosyć sporo, w tej chwili nie pamiętam, gdzieś miałem zapisane ile jest wersetów, ale dosyć sporo jest wersetów w Piśmie Świętym, więc nie możemy tego traktować jako luźne inspiracje. To nie jest jeszcze nawet takie określenie, chyba na Facebooku to było, albo na jakimś równie mądrym portalu, że Biblia to jest taka... Jak tam było? Że to jest magazyn cytatów na każdy dzień. Jak ktoś tak traktuje Biblię, to daleko nie dojdzie. Nie, to jest jedna wielka, spójna historia odkupienia, w której Bóg przemówił wieloma sposobami, wiele razy. I wszystko wskazało na Chrystusa. Jeśli tego nie widzimy, nic nie rozumiemy. Jeśli w ogóle nie czytamy w ten sposób Biblii jako właśnie tej płynącej rzeki wskazującej na Chrystusa i skupionej wokół Chrystusa, to zaczynamy mieć ogromny problem. Dlatego, że Dawid wtedy na przykład stanie się tylko przykładem odwagi. A to jest za mało. Daniel będzie tylko wzorem wierności. Józef będzie taką inspiracją do przechodzenia przez trudności, zwłaszcza z kobietami. Mojżesz będzie takim, no jedynie takim doskonałym liderem. Abraham to będzie ktoś taki wielkiej wiary albo schizofrenii. To jest za mało, za mało, jeśli my się na tym zatrzymamy. Dawid wskazuje na kogoś znacznie większego. Na kogo? Na Chrystusa. Daniel wskazuje na Jego Królestwo. Józef wskazuje na cierpiącego i wywyższonego Wybawcę. Mojżesz wskazuje na kogoś większego, na większego pośrednika. Abraham wskazuje na obietnicę, która wypełnia się w Chrystusie. Ale to działa tylko, jeżeli tak traktujemy objawienie, jako progresywne objawienie. Tutaj jest też napisane, że Bóg przemawiał dawnymi czasów do ojców przez proroków. To jest też bardzo ciekawe. Bo to znaczy, że to wszystko było zakorzenione w konkretnej historii. Że to nie było w próżni. Do ojców przez proroków. Czyli to nie była jakaś idea, tylko konkretna rzecz. Przemawiał do realnych ludzi. Realnych ludzi. Prawdziwych ludzi. W realnych dziejach. W czasie realnych kryzysów. I to też jest niezwykle istotne. Bo my rozumiemy, że Bóg jest transcendentny. Że jest wszechobecny. Że jest majestatyczny. My to wszystko rozumiemy. Że jest nieskończony. Z tego co wiem, to dzieci się uczą na szkółkach atrybutów bożych. I pewnie tych pojęć się tam uczą. Swoją drogą, ciekawe ilu dorosłych te pojęcia dokładnie rozumie. Ale jego objawienie wchodzi w konkretną historię. W konkretnych ludzi, do konkretnych rzeczy. Wchodzi do konkretnych patriarchów. W niewolę Egiptu. W pustynię. W królestwo Dawida. W te wszystkie rzeczy. I to wszystko oczekuje na Mesjasza. Przez proroków. Więc zobaczmy. Oznacza, że Bóg używał kogo jako tych swoich posłańców do swojego głosu? Ludzi. Ludzi. Więc nie szumiał z drzew. Bo to nie pagański bożek. Nie dawał takich historii. Tylko konkretnie przez ludzi do ludzi. Co jest bardzo ważne. Prorocy w Piśmie Świętym to nie byli komentatorzy aktualnych wydarzeń. Takich proroków mamy dzisiaj. Ale kiedyś tak nie było. Że oni musieli komentować geopolitykę w danym momencie. To nie byli tacy. To nie byli też mówcy motywacyjni. Dzisiaj też mam pełno takich proroków. Jak się będziesz pilnować, to Cię Pan będzie używał. Jak się ładniej ubierzesz, to mąż na Ciebie zwróci uwagę. I tam tego typu historie. Nie. To nie byli ludzie, którzy przekazywali jakieś własne refleksje duchowe. Nie wyspał się albo wyspał się za dużo i przekazał jakąś swoją refleksję. Nie. To byli ludzie, którzy byli pochwyceni przez Słowo Boga i te Słowo Boga musieli powiedzieć. I autorytet tych ludzi, zwróćcie uwagę, nie wynikał z ich temperamentu, charyzmy, z tego wszystkiego. Wręcz było odwrotnie. Gdyby wskazać kto się najmniej nadawał, to to byli właśnie ci ludzie. Ich autorytet brał się z tego, że tak mówi Pan. Bóg powiedział, tak mówi Pan. Stąd się brał autorytet tych ludzi. I znowu, jak to przenieść tu i teraz. Człowiek, który głosi Słowo, ja, który w tej chwili głoszę Słowo, a zgodzicie się, że staram się to robić. I każdy kaznodzieja, każdy pastor, każdy lider starszy zboru, jak tam słowo użyjemy, on nie ma autorytetu dlatego, że jest inteligentny, że jest... Też mówię o sobie, że jest ciekawy, że jest elokwentny, że jest medialny, lubiany albo nielubiany. Z tego się nie bierze autorytet tego człowieka. Kaznodzieja ma autorytet wyłącznie wtedy, kiedy mówi tak, jak mówi Pan. Tak jak mówi Biblia, tak jak mówi Boże Słowo. On ma autorytet tyle, ile wiernie służy Słowu Bożemu. I tak jak prorok był wielki nie dlatego, że miał jakiś własny przekaz, tak tego dokładnie dzisiaj potrzebuje Kościół. Tego dokładnie. Ludzi, którzy drzą przed Bożym Słowem. Ludzi, którzy nie zależy im na jakimś byciu duchowym celebrytom, tylko na przekazaniu tego, co Bóg chce, żeby Kościół wiedział. I ma to wiedzieć. I trzeba to przekazać. Musi to wychodzić z tego człowieka. On musi musieć to powiedzieć. Bo jak tego nie powie, to nie da rady, nie wytrzyma napięcia. Tak to ma działać. Dlaczego? Bo Bóg mówi. I to mówi przez ludzi czasami. W tym miejscu też warto się jeszcze raz nad tym pochylić. Dlaczego to tak jest? Dlaczego to jest tak ważne? I dlaczego jak was tak męczy tym Bóg przemówił? Bóg przemówił wielokrotnie i wieloma sposobami. No bo to jest napisane. To po pierwsze. A po drugie, żeby nam to naprawdę zostało w głowie. Dlaczego Bóg musiał przemówić? Dlatego, że człowiek po upadku nie jest w stanie znaleźć prawdy. My tego nie jesteśmy w stanie zrobić. Gdyby Bóg nie przemówił, nikt z nas nigdy by nie doszedł do Boga. Nikt by go nigdy nie odkrył. Nikt by nie miał żadnych szans. Najmniejszych. I teraz, jeżeli tak jest. A mam nadzieję, że was przekonałem, że tak jest. Jest tak, że Bóg mówi? Jesteście ze mną jeszcze? To pójdziemy jeszcze głębiej. Skoro tak jest, to to ma bardzo osobiste zastosowanie w moim i twoim życiu. Bo jeżeli Bóg jest Bogiem, który mówi, to największym dramatem, jaki nas może spotkać, największym dramatem człowieka jest żyć tak, jakby Bóg milczał. Jakby Bóg nigdy nic nie powiedział. To nie ma większego dramatu. Jeżeli ktoś żyje tak, jakby Bóg nigdy nie przemówił. Największym dramatem jest życie na przykład w ten sposób, że mam Biblię w domu, albo w ręku, ładnie oprawioną, ale nigdy jej nie czytam. Nigdy jej nie otwieram. Nigdy jej nie studiuję. Nigdy nie mielę tego, co Bóg powiedział. Tragedią jest, kiedy ktoś słucha kazań, ale traktuje to jak takie religijne tło. Nic z tym nie robi. Nie pochyla się nad tym. Nic mu tam nie wpada. W żaden sposób Bóg do niego nie mówi. To jest tragedia. Albo jest tragedią kaznodzieja, bo on mówi od siebie, nie od Boga, albo z tobą jest tragedia, że ty nic nie chłoniesz. Tragedią jest wtedy znać doktrynę, ale nie pozwolić, żeby ta doktryna przeszyła moje serce. Żeby ona musiała coś ze mną zrobić. Żeby ona musiała mnie w jakiś sposób naoszczyć. Tragedią wtedy jest, kiedy człowiek wzrusza się pieśniami, płacze w czasie pieśni, ale jednocześnie ignoruje to, co Bóg przez te pieśni mówi. I zobaczcie, jaka to jest prawdziwa recepta o współczesnym człowieku i ludzi żyje w tym dramacie. Bóg przemówił, a oni żyją, jakby Bóg milczał. Jakby Bóg nigdy nic nie powiedział. Paradoksalnie. Świat pełen informacji, debat, postów, rolek i co tam jeszcze wymyślamy. Ja kończę karierę na Facebooku, więc nic więcej niż rolka nie wiem. Ale wiem, że na innych mediach społecznościowych jest tego więcej. Więc żyjemy w takim świecie, gdzie jest tego naprawdę pełno. Nadmiar. Ja mam wrażenie, że jest nadmiar tego. Że jest za dużo. Że już nie wiadomo, po co sięgnąć. Nie wiadomo, co warto. Pewnie nic nie warto, ale człowiek się zastanawia, co warto. Tego jest tak dużo. Słyszymy bardzo wiele, a rozumiemy coraz mniej. Rozumiemy coraz mniej. Słyszymy coraz mniej. A zwłaszcza Pana Boga. Wiecie, czemu diabeł nauczył ludzi przewijać? To jest bardzo proste. Bardzo proste. Żeby nigdy nie zatrzymać się nad prawdą. Żeby nigdy nie medytować nad Bożym Słowem. Bo łatwiej jest rolkować. Łatwiej jest z tego nadmiaru. Łatwiej jest żyć, jakby Bóg nigdy nie przemówił. Nie chcę powtarzać tego mojego super argumentu, ale i tak to zrobię. Ile czasu dzisiaj spędziłeś na telefonie, na scrollowaniu, na tym wszystkim, a ile przy Bożym Słowie? Bo to naprawdę pokazuje, kim jesteś w tej historii. I to naprawdę pokazuje, czy żyjesz tak, jakby Bóg przemówił, czy żyjesz tak, jakby Bóg milczał. I każdy z nas od czasu do czasu powinien sobie zrobić porządny rachunek w tej kwestii. Ja również, żeby była jasność. To są słowa, które również dotykają mnie. Ile czasu spędziłeś nad rzeczami, które w jakiś sposób mówią, że Bóg nigdy nie powiedział, że Bóg milczy, a ile czasu spędziłeś nad tym, że Bóg powiedział, przemówił wieloma sposobami? I zobaczcie, ten pierwszy werset, bo my na razie jesteśmy w pierwszym wersecie, a chcę chociaż dwa zrobić. Ten pierwszy werset, on już tu wyraźnie mówi, popatrzcie jaki to jest mocny list. Pierwszy werset i tak mocne wezwanie, zatrzymaj się, bo Bóg przemówił. Zatrzym się w swoim życiu, bo Bóg przemówił. I to nie jest wezwanie do świata. To jest wezwanie do mnie i do ciebie. Zatrzymaj się, bo Bóg przemówił. Odłóż te rzeczy. Zapomnij na chwilę o tych rzeczach, bo Bóg przemówił. Żyj tak, jakby Bóg przemówił. Funkcjonuj tak, jakby Bóg przemówił. Bo nigdy nie przemówi do ciebie. No nigdy, bo nie dasz mu szans na to, żeby przemówił do ciebie. To oznacza jeszcze więcej. To oznacza, że najważniejsze rzeczy, słowa, które padają, które docierają do mnie i do ciebie, najważniejsze głosy, jakie człowiek może usłyszeć, najważniejsze. One nie pochodzą z opinii, nie pochodzą z mediów społecznościowych, nie pochodzą z jednej strony politycznej czy z drugiej strony politycznej, nie pochodzą z kultury tej popularnej i tej mniej popularnej, nie pochodzą z emocji, nie pochodzą nawet z najlepszych i najmądrzejszych i najbardziej przenikliwych analiz drugiego człowieka. Najważniejsze słowo, jakie możesz usłyszeć, pochodzi od Boga i pochodzi ze Słowa Bożego. To jest najważniejsze słowo, jakie możesz usłyszeć. Całkiem niedawno byłem w ogromnym kryzysie. Całkiem niedawno, ale nie kilka dni temu. I wiedziałem, że albo się zmuszę do tego, zmuszę, bo już mi się nie chciało, albo się zmuszę do tego, żeby wstać rano i każdego dnia usłyszeć najważniejsze to, co mogę usłyszeć, czyli Boże Słowo. I albo się zmuszę do tego rytmu, albo się zepnę i to zrobię. I pierwszą rzeczą, jaką będzie, kiedy otworzę oczy, będzie Boże Słowo albo zginę. Może nie umrę, ale zginę. Pierwsze dni to była katastrofa, bo to naprawdę wyglądało jak zmuszanie się. Było to bez sensu dla mnie. Było to odległe dla mnie. Było to w ogóle bolesne dla mnie. Tam było więcej pytań, po co ja to robię, niż odpowiedzi, po co ja to robię. Ale wiedziałem, że jeśli tego nie zrobię, że jeżeli nie wrócę do Głosu Bożego, to po prostu zginę. Nie umrę, ale zginę. Ale minął jakiś czas i to Słowo przemówiło. I wiedziałem, że będę żył. Wiedziałem, że będę żył. Najważniejsze to jest słuchać Boga, bo jeśli nie będziesz słuchał Boga w ten najprostszy sposób, jeżeli nie będziesz słuchał Boga, to staniesz się niewolnikiem tysiąca innych głosów, które bardzo szybko cię otoczą. Bardzo szybko. Głos lęku będzie mówił – nie dasz rady. Głos pychy będzie mówił – nie potrzebujesz tego. Głos grzechu będzie mówił – dobra, jeszcze jeden raz, nic się nie stanie. Głos kultury będzie mówił – zdefiniuj się sam, żyj jak chcesz. Głos oskarżyciela będzie mówił – dla ciebie już nie ma łaski, nie ma ratunku. Głos religijnej takiej obłudy, ochydnej obłudy będzie mówił – zbuduj wizerunek, ukryj swoje serce. Nie, ma do ciebie mówić Bóg, który przemówił. I znowu musimy sobie zadać pytanie. Jaki głos ma największy autorytet w moim życiu? Czy naprawdę jest to głos Boga? I żeby była jasność, doktrynę każdy potrafi powiedzieć. Tak, najważniejszym głosem Boga jest Biblia. Słowo Boga jest najważniejszym głosem Boga. Dobra, pytanie brzmi – czy żyjesz tak, jak wyznajesz doktrynę? Czy pozwalasz, żeby to Boże Słowo osądziło twoje decyzje, twoje ambicje, twoje relacje, twój gniew, twoją seksualność? Sposób wyrażania tej seksualności, twoje pieniądze, twoją służbę, twoją rodzinę. Sposób, w jakim mówisz, w jaki odpowiadasz. Sposób, w jakim myślisz o wielu rzeczach. Sposób, w jaki reagujesz na wydarzenia, które mają miejsce w twoim życiu. Sposób, w jaki przeżywasz, kiedy powinieneś coś poprzeżywać. Czy to Słowo Boże jest nad tobą, czy tylko obok ciebie? Czy naprawdę głos Boga ma dla ciebie znaczenie? I popatrzcie, wracamy do sola skryptura. To nie jest tylko jakiś tam akademicki spór o te słowa. Dlatego to jest tak ważne, dlatego to jest takie DNA nasze, ta sola skryptura. I ona jest tutaj, wyjście do hebrajczyków, właśnie w tym, że Bóg przemówił. To jest takie wyznanie, że skoro Bóg przemówił, to człowiek musi zamilknąć tam, gdzie chciałby stanąć ponad Boże Słowo. Gdzie chciałby zmienić Boże Słowo. Gdzie chciałby poprowadzić to w innym kierunku niż Boże Słowo. To znaczy, że Kościół musi zamilknąć tam, gdzie tradycja, historia, kultura sprzeciwiłaby się Bożemu Słowu. To znaczy, że kaznodzieja musi milczeć tam, gdzie jego pomysł będzie atrakcyjniejszy w jego odczuciu niż Słowo Boże. To znaczy, że w tej sola skryptura to wszystko jest, że duchowe doświadczenie musi siedzieć cicho. Tam, gdzie ono poszłoby obok Bożego Słowa, obok objawionego głosu Bożego. To oznacza, że filozofia, historia, psychologia, geopolityka, nauka szeroko pojęta to są bardzo dobre rzeczy. One są pomocne, żeby była jasność, ale nie mogą stanąć ponad Bożym Słowem. Nie mogą stać się panami w moim i twoim życiu. One mają służyć, a nie rządzić. A to są dwie różne rzeczy. Jednocześnie chcę bardzo wyraźnie zaznaczyć, tak dobitnie zaznaczyć, że chrześcijanie biblijnie wierzący, w moim odczuciu, protestanci, ci prawdziwi protestanci, to nie są ludzie antyintelektualni. Biblia nie wzywa nas do pogardy dla tych rzeczy, które wymieniłem. A zwłaszcza nie wzywa nas do pogardy dla rozumu, dla nauki, dla tego wszystkiego. Przeciwnie. Ponieważ Bóg przemówił, to mamy używać rozumu, żeby jeszcze lepiej rozumieć Jego Słowo. Mamy używać historii, by jeszcze lepiej rozumieć Jego Słowo. Mamy używać filozofii, by jeszcze lepiej rozumieć Jego Słowo. Mamy używać psychologii, by jeszcze lepiej rozumieć Jego Słowo. I tak dalej, i tak dalej. Więc my nie jesteśmy antyintelektualni. Musimy badać tekst, kontekst, gramatykę, słowa kluczowe, historię, teologię. To wszystko jest w porządku. Reformatorzy tak działali, oni nie gardzili tym wszystkim. Więc zobaczcie, to pierwsze zdanie, ono jest aktualne dzisiaj. Ono jest pewnym korektą dla współczesnego Kościoła. Jedno zdanie, jedno zdanie, a tyle tam jest korekty. Kościół istnieje tylko po to, żeby słuchać głosu Boga i wiernie Go głosić dalej. Po to istniejemy, po to Bóg przemówił, żebyśmy słuchali tego głosu i żebyśmy wiernie przekazywali ten głos dalej. Zresztą wiara rodzi się z czego? Ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe. A więc Kościół żyje tylko wtedy, nie wtedy, gdy ma programy, gdy ma super uwielbienie, gdy ma to, siam to, wam to, nie. Kościół żyje wtedy, kiedy Słowo jest głoszone, jest przyjmowane, jest rozważane i jest ogłaszane dalej. I to świadczy o tym, czy jakiś Kościół żyje czy nie. To są kryteria życia Kościoła. Czy Bóg, który przemówił, czy Słowo jest przyjmowane, rozważane i głoszone dalej. To sobie zostawię na następny raz. Więc miejmy takie nastawienie, prośmy Pana Boga w takiej indywidualnej modlitwie, ale też takiej zbiorczej modlitwie, żeby uczynił nas ludem, który słucha, słyszy ten Boży głos, rozważa go i przekazuje go dalej. Żebyśmy byli takim Kościołem, który naprawdę wie i wierzy, że Bóg przemówił. Kościołem, który przyjmuje całe Pismo Święte jako natchnione Boże Słowo. Kościołem, który widzi, że to wszystko zmierza do i od Chrystusa. Kościołem, który jest otwarty na wszystko, ale wszystko, co Chrystusa stawia w centrum, co powoduje, że Chrystus jest w centrum. Teraz możemy przejść do kolejnego fragmentu. My jeden werset zróbmy, jak dalej pójdzie. Autor tego listu, kiedy już dla nich to było super czytelne, a my potrzebujemy całego wykładu. Kiedy wyłożył to wszystko, powiedział, że Bóg wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał dawnymi czasy do ojców przez proroków. Natychmiast idzie do rozwiązania, do kontrastu i dalej mówi. Ostatnio u kresu tych dni przemówił do nas jak przez syna. I to jest jedno z najważniejszych zdań w tym liście, ponieważ pokazuje, że faktycznie wszystko to prowadzi, całe to, że Bóg przemówił i to w ten konkretny sposób przemówił, prowadzi i ma swoje centrum i ostateczne miejsce, czyli nie będzie żadnego innego miejsca. To jest ostateczne miejsce i ostateczne wypełnienie, czyli nie będzie dalszej części. Nie jest tak, jak niektórzy twierdzą, że dzieje apostolskie jeszcze są pisane. Nie. To już ma koniec. To już jest ostatecznie wypełnione. Gdzie? W Jezusie Chrystusie. Ostatnio u kresu tych dni. To jest też ciekawe stwierdzenie. To jest kolejny fragment Bożego Słowa uderzający we współczesną narrację. Teraz właśnie jak się przygotowywałem, to sobie to odkryłem, więc się tym podzielę. Bo już kiedyś się dzieliłem tym, że czasy ostateczne się zaczęły, dzieje apostolskie mówią kiedy się zaczęły, a teraz odkryłem, że nie. Że jednak się myliłem. Ale objawienie jest jakie? Progresywne. Coraz więcej wiemy, bo Bóg mówi. Więc teraz się dowiemy, że jeszcze wcześniej się zaczęły czasy ostateczne. Ostatnio u kresu tych dni. Czyli tak jakby autor chciał powiedzieć, że od chwili przyjścia Chrystusa to już zostało tylko trochę. Już jest kres. Od chwili przyjścia Chrystusa już jest kres. Zobaczcie. U kresu tych dni. To oznacza, że wraz z przyjściem Syna Bożego rozpoczęło się czas wypełnienia, czas spełnienia, czas już definitywnie określony. To co było obiecane zaczęło się realizować. To na co czekali patriarchowie, prorocy, królowie, sędziowie, wierzący Izraela przyszło w Jezusie Chrystusie. Bóg wprowadził historię w decydujący etap historii. Decydujący. To jest kres dni. To jest decydujący etap historii. Nie będzie więcej historii. To jest końcówka. Decydujący etap. Nie żyjemy w czasie oczekiwania na Mesjasza, tylko w czasie, w którym Mesjasz przyszedł, w niebo wstąpił, dokonał odkupienia, zasiadł po prawicy, no i oczekujemy teraz tylko tej pełni objawienia, kiedy On pochwyci Kościół i wydarzą się te rzeczy eschatologiczne. No i właśnie to znaczy, że chrześcijaństwo od samego początku jest wiarą eschatologiczną, ale nie w takim płytkim sensie, w takim sensie zachwytem znakami końca, katastrofami, datami. Niektórzy wymyślają te daty coraz to nowe, najlepsi są Świadkowie Jehowy. To jest w ogóle hit, bo oni mają teraz problem taki, że ja już nie mogę doczekać, co oni wymyślą. To jest tak ciekawa historia, bo cała doktryna Świadków Jehowy polega na tym, że w 1914 roku rozpoczęło się to ostatnie pokolenie. No i co teraz? To pokolenie nie przeminie. Nie przeminie to pokolenie, a ono się zaczęło w 1914. A to pokolenie jak na złość przemija. Niektórzy tam pojedynczych zostali z tego 1914 roku. Za chwilę przeminą. No i ciekawe, co Ci wtedy powiedzą, bo to się wszystko opiera na tej jednej dacie. To nie chodzi o taką płytką, głupią eschatologię. Ale chrześcijaństwo od początku jest eschatologiczne, dlatego że w Chrystusie, według autora Listu do Hebrajczyków, przyszła pełnia czasu. A więc ostateczne dni, ten kres czasu, nie zaczynają się wtedy, kiedy my widzimy ten chaos na świecie, to wszystko. Nawet się nie zaczynają wtedy, kiedy teraz widzicie to, co prorekt Joel wspomniał. Tylko kiedy się zaczęły? Kiedy się zaczęły? Kiedy wszedł Chrystus. Więc musimy trochę cofnąć tę historię. Według Nowego Testamentu w takim razie ostateczne dni zaczęły się wraz z przyjściem, śmiercią i zmartwychwstaniem i wywyższeniem Jezusa Chrystusa. My żyjemy pomiędzy Jego pierwszym, a tym drugim przyjściem. Żyjemy w czasie, w którym nasz król zasiadł już na tronie, ale jeszcze nie wszyscy jego nieprzyjaciele widzialnie są położeni pod jego podnóżek stóp. Więc żyjemy w takim napięciu już i jeszcze nie, ale już jest ten czas. Tylko że jeszcze nie jest ten czas. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie. I w tym czasie, u kresu dni, Bóg przemówił do nas przez Syna. To nie jest tylko informacja o narzędziu komunikacji, że teraz się zmieniło narzędzie komunikacji. Tam jest ważny ten kres dni. To nie znaczy jedynie, że Bóg posłużył się teraz Jezusem tak jak wcześniej posługiwał się np. prorokami. Dawniej Bóg mówił przez proroków, teraz przemówił przez Syna. Prorosy należeli do tego domu Bożego jako słudzy. Taka była cecha, że to są słudzy. Natomiast Syn należy do domu jako dziedzic. I to jest bardzo duża różnica między sługą a dziedzicem. Prorocy otrzymywali objawienie, a Syn jest objawieniem. To jest też bardzo ważna różnica. Oni otrzymywali objawienie, a On jest tym objawieniem. Prorocy byli ludźmi, do których przyszło słowo Pana, a On jest słowem, które stało się ciałem. To są bardzo ważne różnice, które pomijamy przy takim pobieżnym czytaniu Słowa Bożego. I znowu to jest pewna unikatowa cecha tego, w co wierzymy, a tak wierzymy, bo jest list do hebrajczyków. Do tego to jest tak ważny list. Bo Jezus Chrystus nie jest dla nas tylko jednym z głosów religijnych w historii świata. Nie jest tylko nauczycielem duchowości, moralności, etyki. Nie jest kolejnym reformatorem. Że tam był Hus, potem był Luther, Calvin, potem długo, długo nich, potem Góry Las. Nie. To nie taki ciąg wydarzeń. Nie taki ciąg wydarzeń. Pan Jezus nie jest tylko kolejnym reformatorem. Nie jest też jakimś chwilowym prorokiem sprawiedliwości społecznej albo sędzią zesłanym tutaj, żeby w końcu zrobić porządek. On jest Synem. A jeśli jest Synem, to Jego osoba ma absolutny autorytet. Absolutny, niepodważalny. To nie jest kolejna lekcja. To Bóg dał samego siebie człowiekowi. Bóg przemówił objawiając się ostatecznie człowiekowi. Gdyby Jezus był tylko prorokiem, to moglibyśmy postawić go w pewnym szeregu posłańców i część rzeczy przyjąć, część nie. Ale skoro przemówił przez Syna, to Chrystus jest Jego absolutną definicją. To nie jest propozycja do rozważania. Albo wszystko, albo nic. I w Ewangeliana przecież czytamy, że Boga nikt nigdy nie widział, ale co? Lecz jednorodzony Syn, który jest na łonie Ojca, objawił Go. To znaczy, że Syn nie tylko przekazuje informacji o Bogu, ale On objawia Boga. On nie mówi o Bogu, nie przekazuje wiedzy o Bogu. On Go objawia. Absolutnie. I tylko dlatego Pan Jezus mógł powiedzieć słowa, które dla odbiorców były bluźniercze, nie do przyjęcia. Dlatego oni się tak zdenerwowali w tej historii. Dlatego, że On objawił Ojca, mógł powiedzieć słowa, które są mega drastyczne. Kto mnie widział, widział Ojca. Jakby jakiś prorok Starego Testamentu tak o sobie powiedział, użył takich słów, jakby którykolwiek powiedział, że kto mnie widział, widział Boga, to byłby szybciej ukamieniowany niż nam się wydaje. On by się sam ukamieniował po tych słowach, na wszelki wypadek, żeby mniej bolało. To są tak poważne słowa, to co Jezus mówi. Kto mnie widział, widział Ojca. Jak podchodzili ci przed Jezusem? Mojżesz, kiedy się zetknął z chwałą Boga, to się zasłonił. Zasłania twarz. Izajasz, kiedy się spotyka z objawieniem Boga, to mówi takie słowa, biadami, zginąłem. Ezechiel pada na twarz, kiedy ma wejrzenie w chwałę Bożą. Jan na wyspie Patmos, księga objawienia, co robi? Pada jak martwy, jak martwy pada u stóp Jezusa, u stóp uwielbionego Chrystusa, czyli widzi tą chwałę Bożą, widzi osobę Boga. A Jezus mówi wprost, radykalnie, bez pardonu. Kto mnie widział, widział Ojca, bo On jest odblaskiem chwały i odbiciem istoty Boga. To będziemy omawiać, tylko nie wiem, czy dzisiaj. Dlaczego objawienie w synu jest objawieniem ostatecznym? Nic więcej nie będzie. Nic więcej nie będzie. Nie masz na co czekać. Nic więcej nie będzie. Jeśli nie zrobisz z tym, co jest wszystkiego, to nic więcej nie będzie. Nic nowego się nie wydarzy. Bóg nie przemówi jeszcze mocniej. Albo zrobisz coś z tym, co już jest, albo po tobie. Nie w tym sensie, że my teraz przestajemy wierzyć w dary Ducha Świętego, że my teraz się stajemy cesarcjonistami i uważamy, że już Bóg przestał działać, przestał prowadzić, przestał pocieszać. Nie, to mam na myśli. Nie, Bóg żyje i nadal działa. Nadal Duch Święty przekonuje o grzechu, sprawiedliwości i sądzie, napełnia, obdarza, namaszcza, wysyła, pociesza, uświęca, uzdrawia. To wszystko jest prawda. Ale nie ma objawienia wyższego i nie będzie objawienia wyższego, nie będzie bardziej autorytatywnego, nie będzie bardziej absolutnego, nie będzie bardziej ostatecznego niż Chrystus objawiony w apostolskim świadectwie o Nim w Piśmie Świętym. Nie będzie większego objawienia. Nie czekaj, bo nie będzie. Więc wszystko co tradycyjne, co kulturowe, co cywilizacyjne, co psychologiczne, co filozoficzne, co osobiste musi być osądzone przez historię Chrystusa. To jest miernik, przez który trzeba wszystko przepuścić. Skoro wszystko, to znowu zobaczcie, to musimy sobie to bardzo jasno powiedzieć, szczególnie w Kościele, w którym jesteśmy i w etapie, w który ten Kościół wchodzi, bo ja wierzę, że wchodzimy jako Kościół w pewien etap. Więc to sobie musimy szczególnie wyraźnie powiedzieć i ja to będę szczególnie dobitnie często powtarzał. Duch Święty nie przyszedł po to, żeby dać Kościołowi drugie centrum w swojej osobie albo równorzędne centrum w swojej osobie. Duch Święty nie przyszedł po to, żeby produkować jakąś sensację duchową. Duch Święty nie przyszedł po to, żebyśmy się fascynowali czymkolwiek lub kimkolwiek innym niż Chrystus. Duch Święty przyszedł po to, żeby w centrum postawić Chrystusa. Zawsze musi być w centrum. My jesteśmy wyznaniem chrystocentrycznym. Duch Święty nie zrobi z siebie drugiego centrum. Jest jedno centrum. Jezus Chrystus. Tam gdzie Duch prawdziwie działa, tam gdzie Ojciec prawdziwie objawia, tam Chrystus staje się większy. Większy niż był. Jeszcze większy niż był. Jeszcze większy i jeszcze większy. Wtedy możemy być bezpieczni, że to jest Duch Święty i to jest objawienie dane przez Ojca. I teraz znowu niektórzy się boją działania Ducha Świętego, bo widzieli pewne nadużycia, pewien chaos, pseudo, głupoty, tarzania się, szczekania, co tam jeszcze wymyślono. Albo widzieli coś może zdrowszego, ale coś, co było emocjonalną przesadą. Inni znowu uciekają panicznie od doktryny, od takiej twardej doktryny, bo mylą to wszystko z jakąś taką duchową martwotą, chłodem. Już nie ma nic głupszego jak mówienie, że no to faryzeusze, tacy współczesni faryzeusze. Jeszcze w Biblii są berejczycy oprócz faryzeuszy i ci sprawdzali codziennie jak się rzeczy mają. I to właśnie w pismach. Biblijna droga jest prosta. Duch Święty jest Duchem Słowa, jest Duchem wskazującym na Chrystusa. Słowo jest natchnione przez Ducha. Kościół potrzebuje Ducha, a Duch wskazuje na Słowo i na Chrystusa. I to musi się wzajemnie napędzać i nakręcać. Więc potrzebujemy żywej obecności Boga i potrzebujemy trzeźwego rozeznania, opartego na Słowie i w Jezusie Chrystusie jako centrum. Idziemy dalej, bo się trochę obok tematu znalazłem. Autor mówi tutaj, Bóg przemówił do kogo? W Jezusie Chrystusie do kogo przemówił? Będzie łatwiej jak zajrzycie w tekst biblijny. Do nas. Patrzcie jaki to jest niezwykły przywilej. Wcześniej Bóg mówił do kogo? Do ojców. Teraz mówi do kogo? Do nas. To jest niezwykły przywilej. Przywilej Kościoła. Nikt takiego przywileju wcześniej nie miał i nikt takiego przywileju mieć nie będzie. On mówi do nas, do Kościoła. To nie oznacza, że my jesteśmy lepsi od ojców wiary, ale oznacza, że żyjemy po przyjściu Jezusa Chrystusa w pełnym objawieniu i mówi do nas. Więc nie czujemy się lepsi, ale to coś oznacza, bo Abraham oczekiwał dni Chrystusa i radował się, ale wziął go bardzo z daleka. Mojżesz zapowiedział, więc wiedział, że przyjdzie większy prorok. Dawid śpiewał przecież psalmy o Jezusie Chrystusie, który na przykład zasiądzie po prawicy Boga. Izajasz miał wejrzenie w obraz cierpiącego sługi. Jeremiasz zapowiada nowe przymierze. Ezechiel mówi o duchu i o nowym sercu. Wspomniany już dzisiaj przeze mnie prorok Joel, który zapowiedział i miał wejrzenie w wylanie ducha na wszelkie ciało. A my w tym czasie żyjemy. A my mamy to. I przemówił do nas. My żyjemy w czasie, w którym Syn przyszedł, krew Nowego Przymierza została przelana, a Duch Święty został dany Kościołowi. I to powinno nas prowadzić do dwóch rzeczy. Po pierwsze do wielkiej pokory, a po drugie do wielkiej odpowiedzialności. Bo skoro mamy tak wielki przywilej, skoro tyle otrzymaliśmy, to znaczy, że przed nami wielka odpowiedzialność. Bo zobaczcie, jeśli ci, którzy słyszeli proroków ponosili odpowiedzialność za to, co z tym robią, o ileż większa jest odpowiedzialność tych, którzy słyszą Syna, którzy mają objawienie Syna. My tu wszyscy wierzymy, że nasza wiara się bierze stąd, że Ojciec objawił nam, kim jest Jezus Chrystus. Zgoda? Więc mamy pełne objawienie Syna. No to skoro tak wielka odpowiedzialność była przed ludźmi, którzy słyszeli tylko proroka, a my mamy objawienie Syna, to jak rzecz wielka jest nasza odpowiedzialność. Im pełniejsze objawienie, tym poważniejsza wina odrzucenia. I to też jest zasada w Biblii, która jest od pierwszej do ostatniej strony. Im więcej wiesz, tym większa odpowiedzialność. Im pełniejsze objawienie, tym większy ciężar, tym poważniejsza sprawa odrzucenia. Kiedy odrzucono proroka, to była to rzecz poważna. Ale kiedy ktoś odrzuca Syna, to Biblia mówi, że co robi? Grzeszy przeciwko Duchowi Świętemu. O ileż poważniejsza sprawa. I niestety to jest informacja nie tylko do nas, ale do wszystkich na tym świecie. Informacja, którą powinniśmy im przekazać. Informacja, do której jesteśmy zobowiązani im przekazać, bo Bóg do nas przemówił. Więc jesteśmy zobowiązani wszystkim to powiedzieć, przetrawić i przekazać dalej. Wtedy Kościół jest żywy. Ludzie często uważają, że mogą sobie neutralnie odłożyć Jezusa na bok, że mogą sobie neutralnie w tej historii krążyć. Dobra, nie przeszkadza mi tam Twoja wiara, ale ja będę neutralny. Nawet wśród chrześcijan padają sformułowania, nawet wśród nas te sformułowania padają, że wiara to jest taka prywatna sprawa. To jest prywatna rzecz, z tego nie można coś tam robić. Problem polega na tym, że Bóg nie pozwolił w ten sposób zredukować Chrystusa, a zwłaszcza Kościołowi. Problem polega na tym, że Bóg nie zezwolił na to, byśmy redukowali naszą wiarę do naszej prywatnej opinii. Problem polega na tym, że Bóg nie zezwolił, żebyś nie mówił, że ta sprawa nie jest neutralna. Jeśli Bóg przemówił przez Syna do nas, to nie da się nic z tym nie zrobić. My nie możemy być obojętni wobec duchowych konsekwencji, bo skoro dosyć poważną sprawą było odrzucenie tego, co mówi prorok, to jakże poważną sprawą jest, kiedy odrzucają to, co Bóg powiedział przez swojego Syna. To ma drugi wymiar też. To oznacza, że można formalnie wyznać Chrystusa, a praktycznie nie słuchać Go jako tego Bożego objawienia, jako Bożego głosu. Można mieć poprawną chrystologię, w tym sensie wiedzieć to wszystko, umieć powiedzieć, że Jezus jest Synem Bożym, umieć wytłumaczyć, co to znaczy, że On jest Synem Bożym, jeszcze do tego nie doszliśmy. Można śpiewać o Jezusie, wszystko można robić. Można nawet modlić się do Jezusa każdego dnia, a potem w małżeństwie, w wychowaniu dzieci, w pracy, w korzystaniu z internetu. Wiecie jaka jest statystyka od 10 do 14 lat? Dostaliście już informację, gdzieś Wam wpadła, korzystania z internetu? Najnowsze badania przeprowadzone pokazują w grupie wiekowej 10 do 14 lat, czyli ludzie, którzy powinni się SpongeBobem interesować. 10 do 14 lat, no może przesadziłem, może coś więcej niż SpongeBobem, ale niewiele więcej. Na pierwszym miejscu jakieś tam bzdety, a na drugim miejscu największy serwis porno w Polsce i na świecie. Nasze dzieci. 10 do 14 lat. Drugie miejsce. Najbardziej klikalna rzecz na telefonach i w komputerach naszych dzieci. Wiecie czyja to jest wina? Nasza. A wiecie skąd ona się wzięła? Bo uważamy, że nasze dzieci mogą być neutralne wobec sprawy Jezusa. To się stąd bierze. Kościół zapomniał, że nie możemy być neutralni. Można formalnie wzywać, można to wszystko wiedzieć, a potem w małżeństwie, w wychowaniu dzieci, w pracy, w korzystaniu z internetu. Bo przypuszczam, że u ludzi dorosłych to co było na drugim miejscu skakuje na pierwsze pewnie. W gospodarowaniu czasu, traktowaniu swojego ciała, reagowaniu na różne historie, w podejmowaniu decyzji, zachowywać się tak jakby Bóg nigdy nie przemówił. I list do hebrejczyków nie pozwala na taką rozdwojoną jaść. Bóg przemówił przez Syna, więc Syn ma absolutny autorytet nad całym Twoim życiem. A jeżeli nad całym Twoim życiem, to również nad tym co z Nim robisz, co głosisz, jak reagujesz, jak wychowujesz, jak przeżywasz różne aspekty w swoim życiu. Zobaczcie jak to mocno uderza w nasze współczesne rozumienie autonomii. Jak to co powiedziałem, a co ja takiego strasznego powiedziałem, a w ilu to uderzy w ich poczucie autonomii, jest to będzie mi do telefonu komórkowego zaglądał. I do tego co ja pozwalam dzieciom, a na co nie. My chcemy tak żyć. Ja określam, ja ustalam co jest dobre, ja decyduję, a to tamto, a to siamto. Nie. Człowiek nie tworzy sensu z niczego i nigdy nie utworzy z niczego. Albo Twój sens płynie z Chrystusa i albo to jest Bóg, który przemówił w Chrystusie do nas albo po nas. To jest powód dla którego Kościół od początku strzegł prawdy o Chrystusie. Od samego początku. Dlatego to jest tak ważne i dlatego ja tak głęboko w to wchodzę. I dlatego nie można powiedzieć, że ci którzy inaczej myślą o Chrystusie albo nie rozumieją jak wielki jest Chrystus albo obdzierają Chrystusa z Jego Boskości są naszymi braćmi. To nie jest sprawa drugorzędna. To nie jest sprawa drugorzędna. Jeżeli Bóg przemówił przez Syna, to odpowiedź na pytanie kim ten Syn jest, nie jest sprawą drugorzędną. To nie jest sprawa dla teologów, którzy lubią jakieś spory diaktylonalne. To jest sprawa zbawienia. I teraz, jeżeli do ciebie nie dociera, jeżeli to jest nadal tobie obojętne, czy tam rozumiemy tę boskość, tę podwójną naturę, czy my tego nie rozumiemy, a po co my tyle o tym mówimy, to nie jest sprawa drugorzędna. To nie jest sprawa drugorzędna. Jeżeli ty nie masz tu poukładane, ty w ogóle nie wiesz kim jest Jezus Chrystus. A jeżeli ty nie wiesz kim jest Jezus Chrystus, to jak ty możesz mieć z Nim kontakt? Jak ty możesz mieć z Nim relacje? O jakim objawieniu z nieba my mówimy, jak ty nie wiesz kto to jest? To trochę tak, jakbym powiedział, jest mi obojętne, czy moja żona jest chłopakiem, czy dziewczyną. Ważne, że ją kocham. Czy ona ma taką naturę, czy taką. Będziemy się kłócić o takie rzeczy. Ważne, że obiad zrobi. No nie. No nie. I tu jest bardzo podobne przełożenie. Nie masz nic wspólnego z Chrystusem. Ty nie wiesz o kim ty mówisz. Ty nie wiesz w kogo ty wierzysz. Więc na temat objawienia w ogóle nie ma co mówić. To jest tak ważna rzecz. Dlatego znowu wrócimy do tej historii. W IV wiek Ariusz, największy heretyk, jaki Kościół miał, zaczyna głosić, że Syn jest stworzeniem. Robi to bardzo sprytnie. Głosi, że to jest najwyższe stworzenie, najdoskonalsze stworzenie, największe stworzenie. Nigdy nie było większego. Wszystko przez Nie się stało. Wszystko dla Niego się stało. Patrz jak ładnie brzmi. Wydaje się być biblijne, a większej herezji nie ma. I Kościół odpowiada, bo stawką była Ewangelia, stawką było zbawienie człowieka. Jeśli Syn jest stworzeniem, to Bóg nie przemówił do nas ostatecznie przez siebie, tylko przez coś stworzonego. Już widzimy różnicę? To wszystko się rozsypało jak domek z kart. Bóg nie przemówił przez siebie, przemówił przez kolejne narzędzie i nic nie działa w tej historii. Nic już nie ma sensu. Jeśli Syn nie jest prawdziwym Bogiem, to nie objawia Boga w pełni i słowa, kto mnie widział, widział Ojca, nie mają żadnego sensu. Jeśli Syn nie jest prawdziwym Bogiem, to nie może dokonać wiecznego i pełnego odkupienia. To będziemy przy liście do hybleczyków mocno analizować. Jeśli Syn nie jest prawdziwym Bogiem, to oddawanie czci byłoby czym? Bałwochwalstwem. W takim razie Kościół, który stawiłby Jezusa Chrystusa w centrum, co by uprawiał? Bałwochwalstwo. To są tak poważne implikacje. To są tak poważne rzeczy. Dlatego walka z tą herezją była walką o to, czy chrześcijaństwo pozostanie chrześcijaństwem i nadal jest. Nie zgadzaj się na rozmiękczanie tego tematu. Nie nazywaj kogoś bratem, kto nie mówi, że Jezus Chrystus jest Bogiem, bo on wierzy w inną Ewangelię. Bóg nie przemówił w tej Ewangelii. Syn nic nie zrobił w tej Ewangelii. Nic nie działa w tej jego Ewangelii, a on jest bałwochwalcą w swoim własnym wydaniu. Dlatego znowu Sobór Nicejski, 325 rok. Ostatnio, kiedy głosiłem o Soborze Nicejskim, ci, którzy pałają największą miłością świata do mnie, zaczęli elaboraty pisać, jaki to jestem rzymski katolik. Ja mogę być nawet grecki prawosławny. Tam, gdzie oni głoszą tak jak jest, a Sobór Nicejski głosił tak jak jest, oni nie wymyślili Boskości Chrystusa. Oni rozpoznali to w Piśmie Świętym. Oni rozpoznali to w księgach, to co od początku było tam objawione. Wyznali na podstawie Pisma Świętego, na podstawie tego, że Bóg przemówił do człowieka, wszystko wyjaśnił. Wyznali zrodzony, a nie jaki, a nie stworzony, współistotny Ojcu. I to nie jest jakaś zabawa metafizycznymi słowami. To jest bardzo ważna prawda. I Kościół bronił tej prawdy, że ten przez którego Bóg przemówił jest prawdziwym Bogiem z prawdziwego Boga. Później Atanazy, bardzo prześladowany człowiek. Powstaje te słynne pojęcie Atanazy przeciwko światu. Wszyscy byli przeciwko niemu, a on to broni, bo to jest tak ważne. I to jest bardzo potrzebne dzisiaj, dlatego że ten nieszczęsny Ariusz pod nową postacią wraca co jakiś czas. I zazwyczaj wraca w takiej pięknej teologii. Oni pięknie mówią o Jezusie, ale nie klękają przed Nim. Nie klękają przed Nim jak przed Bogiem. Ich teologia nie klęka przed Chrystusem. Czasami to wraca jako taka duchowość, która ceni słowa Jezusa, ale odrzuca Jego panowanie. Całkiem niedawno była taka historia. Ilu się chrześcijan zachwycało? Odmłodzenie na surowo chyba się tak to nazywało. Ilu się tym zachwycało? Na ilu ja to u braci Jezus widziałem, jak oni tam podziwiają tego człowieka? No mądre rzeczy gadał faktycznie na temat jedzenia. Ale jak zaczął mówić na temat Chrystusa, no to szok. No po prostu szok. Słodko, bardzo słodko. Powtarzał wielokrotnie, że ceni słowa Jezusa, ale odrzucił Jego panowanie jako Boga. Lepiej gorzej zjedz, ale pozwól by Chrystus panował w twoim życiu. Czasami to wraca jako takie liberalne nasze podejście, że oni w Chrystusie widzą kogoś wyjątkowego, być może, ale nie widzą Zbawiciela, bo nie mogą Go w Nim zobaczyć. Bo jeżeli Chrystus nie jest Bogiem, nie jest Zbawicielem. Czasami to wraca jako taka praktyka do kościołów. Niby wszystko działa, ale nikt nie potrafi wyznania wiary powiedzieć. No to się nagle jakiś wstyd stał, żeby kościół potrafił powtórzyć historyczne wyznanie wiary. Każde pomniejszenie powagi tej nauki jest duchowo niebezpieczne, nawet jeśli to przychodzi w jakimś pobożnym i łagodnym języku. I autor listu do hebrajczyków od początku nie pozwala na to. On od początku nie pozwala na umniejszenie Jezusa, na zrobienie jakiegoś małego Jezusa. Bóg przemówił ostatecznie przez Syna. Nie przez anioła, nie przez najlepsze stworzenie, nie przez symbol, nie przez ideę, nie przez psychologię, nie przez filozofię. Przez Syna. że jeśli chcesz słyszeć Boga, a wielu to mówi, chciałbym usłyszeć Boga. Musisz przyjść do Chrystusa jak nigdy wcześniej. Musisz przyjść do Chrystusa jak nigdy wcześniej. Jak ty naprawdę nie słyszysz Boga. Jak do ciebie Bóg nic nie mówi. Jak już nic nie słyszysz. Chciałbyś, ale tego nie masz. Musisz przyjść do Chrystusa jak nigdy wcześniej. Jak to zrobić? Czytaj Ewangelię. Skończysz czytać, czytaj ją na nowo. Skończysz czytać, czytaj ją na nowo. Skończysz czytać, czytaj ją na nowo. No musisz przyjść do Chrystusa jak nigdy wcześniej. Musisz dojść do takiego miejsca, jeżeli masz z tym problem, że o trzeciej w nocy cię ktoś zapyta i ty będziesz wiedział. Jeżeli to ma związek z Chrystusem, ty będziesz wiedział. Ty odpowiesz na to pytanie. Musisz przyjść do Chrystusa. Nie możesz ominąć Chrystusa i pójść do Ojca jakąkolwiek inną drogą. Jezus to sam powiedział. Nikt nie przychodzi do Ojca jak tylko przeze mnie. Ty się możesz z Starego Testamentu nauczyć na pamięć. Jak ty nie przejdziesz przez Chrystusa, nic nie usłyszysz. To jest trudne, ja wiem. Bo my żyjemy w takich czasach. Ale to jest prawda. Nie da się przyjść do Ojca inaczej jak przez Chrystusa. Jednocześnie jest to wielkie pocieszenie. Bo skoro Bóg przemówił przez Syna, to znaczy, że Bóg przemówił do nas ostatecznie, uwaga, nie przez potępienie, ale przez odkupienie. I znowu, to jest unikat. Tak wierzą tylko chrześcijanie. Bóg przemówił do mnie, ale nie przemówił do mnie jako srogi sędzia. Nie przemówił do mnie jako ktoś, kto mnie ostatecznie potępi. Nie przemówił do mnie jak ktoś, kto mi cały czas mówi uważaj, tylko przemówił do mnie przez odkupiciela. Popatrzcie, Bóg nie przemówił do człowieka ostatecznie przez grzmot Synaju. Chociaż to jest wspaniała historia, prawdziwa historia, święta historia, ale nie w ten sposób Bóg przemówił ostatecznie. Bóg nawet nie przemówi ostatecznie przez ostateczny sąd. Bo Biblia mówi, że ostatecznie Bóg przemówił przez kogo? Przez swojego Syna, przez odkupiciela. Czyli przyszedł nie tylko objawić Boga, ale przyszedł także oczyścić z grzechów. Ostateczne słowo Boga, najpełniejsze słowo Boga nie brzmi ukryj się, ukryj swój styd, ukryj się z tymi twoimi grzechami. Nie brzmi zapracuj sobie na moją miłość. Nie brzmi musisz zrobić wszystko, żeby mnie zaspokoić. Nie. Ostateczne słowo Boga brzmi tak. Łaska, łaska, łaska. To jest Jego ostateczne słowo. Skoro Bóg przemówił przez Syna, skoro świadectwo o Synu zostało dane nam przez natchnione Pismo Święte, skoro Duch Święty wskazuje na Syna, skoro Ojciec objawia Syna, to Kościół nieustannie musi wracać pod ten fundament, pod ten autorytet. My sobie to nieustannie musimy przypominać, chociaż mam świadomość tego, że no, co to nowego, nic nowego, tyle mówił, prawie godzinę mówił, a wszystko wiemy. Być może. Ale my musimy do tego nieustannie wracać. Nie do prywatnego wymyślania kolejnej prawdy, ale do pokornego powrotu do autorytetu i do tego fundamentu w Jezusie Chrystusie. Bóg ostatecznie przemówił przez Syna. To jeszcze ma jedno zastosowanie. To jeszcze muszę dzisiaj zdążyć powiedzieć. Zastanawiam się, jak przerwać, żeby było dobrze. To musi w nas rozpalić uwielbienie. Bo zobaczmy. Chrześcijaństwo nie polega na tym, że my mamy dużo do opowiedzenia o Bogu. Polega na tym, że Bóg przemówił do nas. Widzimy tę różnicę? Ona jest bardzo ważna. Chrześcijaństwo nie polega na tym, że my mamy bardzo wiele do powiedzenia o Bogu. Nie. Ono polega na tym, że Bóg przemówił do nas. My to rozeznajemy i przekazujemy dalej. A więc nasza modlitwa jest odpowiedzią na Jego Słowo. Nasze uwielbienie jest odpowiedzią na Jego chwałę. I znowu, i znowu. Wszystko pomieszaliśmy we współczesnym Kościele. Ile jest nauczań, że musimy teraz pouwielbiać Boga, żeby ściągnąć tu Jego chwałę. Jak to odpowiednio zrobimy, no to zejdzie tu Jego chwała. Nie. Nie. Jest dokładnie odwrotnie. Jest dokładnie odwrotnie. Najpierw On w centrum, Jego chwała, a odpowiedzią na to jest naturalnie płynące uwielbienie. Dlatego, że człowiek, który się styka z chwałą Jezusa Chrystusa w sposób naturalnego uwielbia, bo jest Jego Panem. Bo jest Jego Panem. Nie odwrotnie. Nasza wiara jest odpowiedzią na Jego objawienie. A więc nie rzepnę się tak mocno i tak mocno będę wierzył w wiarę, aż się objawi. Nie. Nic się nie objawi. Najpierw się objawi, a potem Ty będziesz miał wiarę. Nasza pokuta jest odpowiedzią na Jego świętość i łaskę. Dlatego nikt nie jest zdolny, nikt nie jest zdolny do prawdziwej pokuty, dopóki na swojej drodze nie spotka Chrystusa. Nie jesteśmy do tego zdolni. Dlatego, że najpierw On przemawia, a potem my reagujemy. Najpierw On przychodzi ze swoją świętością i to wtedy, kiedy jeszcze byliśmy grzesznikami. I na to naszą naturalną odpowiedzią jest pokuta. Idziemy dalej. Nasze posłuszeństwo jest odpowiedzią na Jego panowanie. Naszą misją jest odpowiedź na Jego Ewangelię. Wszystko, wszystko, wszystko, wszystko zaczyna się od Boga, który przemówił w Jezusie Chrystusie. No tak skomplikowanym tworem jesteśmy jako chrześcijanie. Wszystko zaczyna się od Boga, który przemówił w Jezusie Chrystusie. Dlatego, kiedy teraz już będziemy słyszeć te słowa przemówił do nas przez Syna, to my nie możemy przechodzić już obok tego obojętnie. To jest zaproszenie, ale jednocześnie jest to pewnego rodzaju ostrzeżenie. To jest zaproszenie, bo Bóg daje się poznać w Chrystusie, ale jest to też ostrzeżenie, bo nie ma większej odpowiedzialności niż usłyszeć Syna. Rozumiemy, że to się ze sobą paruje. To jest coś wspaniałego, że On do ciebie pierwszy przemówił, ale jednocześnie uważaj, bo jeżeli On do ciebie przemówił, ty nie masz prawa tego zlekceważyć. Ty nie możesz tego zachować dla siebie. Ty nie możesz odpuścić. To nie jest neutralna sprawa, bo On przemówił i tego nie możesz zlekceważyć. Ten werset mówi też bardzo prosto. Jeżeli chcesz wiedzieć, jaki jest Bóg, odpowiedź jest bardzo prosta. Poznawaj Chrystusa. Jeżeli chcesz wiedzieć, co to znaczy, że Bóg jest święty. My sobie czasami takie zadajemy pytania. Co to w ogóle oznacza, że Bóg jest święty? Patrz na Chrystusa. Jeżeli chcesz wiedzieć, w jaki sposób Bóg kocha grzeszników, jak to rozumieć, że On kocha grzeszników, patrz na Chrystusa. Jeżeli chcesz wiedzieć, co to oznacza, że grzech jest poważny, patrz na Chrystusa. Jeżeli chcesz wiedzieć, jaka jest nadzieja dla mnie, dla ciebie, dla innych, patrz na Chrystusa. Chcesz wiedzieć, kto rządzi historią? Patrz na Chrystusa. Wszędzie jest Chrystus. Nieustannie musimy na Niego patrzeć. I cały problem polega na tym, że my na wszystko, jeżeli ktoś zna Chrystusa, jeżeli Bóg do Niego przemówił, jeżeli On ma to objawienie, to na każde jedne pytanie każdy jeden z nas potrafi odpowiedzieć precyzyjnie. W sensie, stoimy przed jakąś decyzją, wyborem, cokolwiek byśmy teraz wymyślili. Ktoś by zadał pytanie, co mam zrobić w tej historii? Jeżeli masz objawione, kim jest Chrystus. I padłoby pytanie, które jest odpowiedzią. Patrz na Chrystusa. Co zrobiłby Chrystus? My doskonale znamy odpowiedź. My doskonale wiemy, co zrobiłby Chrystus. Co zrobiłby Chrystus z naszymi dziećmi? Co zrobiłby Chrystus z naszymi rodzicami? Co zrobiłby Chrystus w pracy? Co zrobiłby Chrystus, kiedy cierpimy? Co zrobiłby Chrystus w sprawie męża, żony, wujka, w sprawie wyjścia gdzieś, pójścia gdzieś, pojechania gdzieś, kupienia czegoś? My doskonale wiemy, co zrobiłby Chrystus. I czasem doskonale to lekceważymy. I czasem po prostu doskonale i perfekcyjnie to lekceważymy. W Synu Bóg powiedział wszystko. Wszystko, co jest konieczne do zbawienia i do wiary. To nie oznacza, że mamy już wszystkie tajemnice Boga poznane. Ale oznacza, że potrafimy odpowiedzieć na każde pytanie. Każde pytanie dotyczące zbawienia i wiary. Że wystarczy to, że Bóg powiedział wszystko w Jezusie Chrystusie. No, przeszliśmy przez pierwszy werset. Chwała Panu Bogu. Amen.


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora