Bóg, który stał się jednym z nas
Człowiek nie jest tylko biologicznym organizmem, lecz nosi w sobie Boży obraz. Bóg pamięta o każdym z nas i dba o naszą godność. W Chrystusie odnajdujemy nadzieję na przyszłość, w której wszystko zostanie przywrócone do pierwotnego porządku.
Transkrypcja
Witajcie w imieniu Jezusa Chrystusa. Witam każdą siostrę, każdego brata zebranego i zebraną tu na miejscu. Tych, którzy zgromadzili się podczas transmisji internetowej. Tych, którzy później będą sobie przeglądać, przesłuchiwać to nagranie. Szóste kazanie dzisiaj z serii Listu do hebrajczyków. Jesteśmy po liście do Rzymian, on jest dostępny w internecie. W tej chwili analizujemy List do hebrajczyków. Dzisiaj drugi rozdział, kilka wersetów z drugiego rozdziału. Zobaczymy jak nam wyjdzie. Przeczytam drugi rozdział od 5 do 18 wersetu korzystając z Biblii Warszawskiej. Teraz zakładam, że czytam to niepotrzebnie, bo pewnie przychodzicie przygotowani i ten rozdział drugi znacie już na pamięć, bo tydzień upłynął od poprzedniego rozdziału. Jeżeli ktoś nie ma takiego zwyczaju, jeżeli ktoś przychodzi co środę do kościoła studiować List do hebrajczyków, natomiast samodzielnie tego listu nie czyta w domu, samodzielnie nie studiuje Bożego Słowa w domu, to tak bardziej religijnie jak sensownie tutaj się znalazł. Ale wierzę, że nie dotyczy to nikogo zebranego tutaj na sali. List do hebrajczyków, drugi rozdział od 5 do 18 wersetu. Bo nie aniołom podał świat, który ma przyjść, o którym mówimy. Stwierdził to zaś ktoś, kiedy gdzieś powiedział. Czymże jest człowiek, że pamiętasz o nim, albo syn człowieczy, że dbasz o niego? Uczyniłeś go na krótko nieco mniejszym od aniołów. Chwałą i dostojeństwem ukoronowałeś go. Wszystko poddałeś pod stopy jego. A poddawszy mu wszystko, nie pozostawił niczego, co by mu poddane nie było. Teraz jednak nie widzimy jeszcze, że mu wszystko jest poddane. Widzimy raczej tego, który na krótko uczyniony został mniejszym od aniołów, Jezusa, ukoronowanego chwałą i dostojeństwem zacierpienia śmierci, aby z łaski Bożej zakosztował śmierci za każdego. Przystało bowiem, aby ten, dla którego i przez którego istnieje wszystko, który przywiódł do chwały wielu synów w sprawce ich zbawienia, uczynił doskonałym przez cierpienia. Bo zarówno ten, który uświęca, jak i ci, którzy bywają uświęceni, z jednego są wszyscy. Z tego powodu nie wstydzi się nazwać ich braćmi. Mówiąc, będę opowiadał imię twoje braciom moim, będę cię chwalił pośród zgromadzenia. I znowu, ufność w nim pokładać będę. I znowu, oto mi ja i dzieci, które dał mi Bóg. Skoro zaś dzieci mają udział we krwi i w ciele, więc i On również miał w nich udział, aby przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę nad śmiercią, to jest diabła. I aby wyzwolić wszystkich tych, którzy z powodu lęku przed śmiercią przez całe życie byli w niewoli. Bo przecież ujmuje się On nie za aniołami, lecz ujmuje się za potomstwem Abrahama. Dlatego musiał we wszystkim upodobnić się do braci, aby mógł zostać miłosiernym i wiernym arcykapłanem przed Bogiem, dla przebłagania Go za grzechy ludu. A że sam przeszedł przez cierpienia i próby, to może dopomóc tym, którzy przez próby przechodzą. W pierwszym rozdziale i w pierwszych wersetach drugiego rozdziału autor tudzież autorka Listu do Hebrajczyków, przypominam, nie jest pewne autorstwo Listu do Hebrajczyków, dosyć poważne badania nad tematem pokazują, że mogła to być, mogła, nie musiała to być autorka. Kto? Kto pamięta? Tak, mogła to być pryska, natomiast nie wiemy tego na pewno. Osobiście zakładam, że to nie był apostoł Paweł. Przez wiele lat mówiłem, że najprawdopodobniej autorem Listu do Hebrajczyków jest apostoł Paweł, natomiast wycofuję się z tego stwierdzenia. Czemu? Tłumaczyłem kilka wykładów temu. W każdym razie, autor bądź autorka Listu do Hebrajczyków w tym pierwszym rozdziale i w tych pierwszych wersetach drugiego rozdziału tak konsekwentnie prowadzono nas do góry, w sensie do Chrystusa, do Boga, do nieba, do majestatu. Widzieliśmy Chrystusa w Jego chwale, w Jego majestacie, w takiej boskiej godności Jezusa Chrystusa. Mocno było zaakcentowane, że przez Niego został stworzony Wszechświat, że Syn jest odblaskiem chwały, jest odbiciem Jego istoty, czyli tą idealną pieczęcią, że podtrzymuje wszystko swoim słowem, czyli wszystko, a więc cały Wszechświat, czyli też moje i Twoje życie, że dokonał oczyszczenia z grzechów, że zasiadł po prawicy majestatu. Tłumaczyliśmy sobie, dlaczego zasiadł, dlaczego to jest tak ważne i że w ogóle zasiadł na wysokościach. Później, i to ostatnio przerabialiśmy, mieliśmy Jego zestawionego Jego, czyli Jezusa Chrystusa z aniołami i było wykazane, że nie da się go polównać do aniołów, jakby w ogóle nie ta liga, nie ta kategoria. Aniołowie są sługami, On jest Synem. Oni zostają posłani, a On zasiada na tronie. Oni oddają Mu pokłon, a On, Jezus Chrystus, ten pokłon przyjmuje. Na ostatnim kazaniu poruszyliśmy pierwsze z pięciu takich mocnych ostrzeżeń zawartych w tym liście. Ten wywód na temat Chrystusa został na krótką chwilę przerwany i mieliśmy takie pierwsze ostrzeżenie, mocne ostrzeżenie, bezpośrednie ostrzeżenie do czytelników, czy też w naszym przypadku słuchaczy tego listu, że skoro Bóg przemówił przez Syna, to nie wolno zlekceważyć tak wielkiego zbawienia. I wokół tego ostatnio poruszaliśmy się. No i teraz autor, autorka, już dla uproszczenia będę mówił autor, ale miejmy to w pamięci, że nie wiemy. Autor listu do Hebrajczyków wraca jak gdyby do Chrystusa, ale robi coś niespodziewanego. Nie prowadzi nas wyżej, nie idziemy z powrotem tam w te rejony majestatu, chwały, zasiadania na wysokościach, tylko idziemy w dół. W sensie cała narracja teraz będzie na dół sprowadzona. Autor teraz nas sprowadzi na dół. No i tu jest właśnie największy paradoks chrześcijaństwa i najważniejsza rzecz chrześcijaństwa. Ten, który jest większy od aniołów, Jezus Chrystus, zostaje na krótko uczynionym mniejszym od aniołów. To będziemy sobie tutaj analizować. Ten, przez którego wszystko zostaje stworzone, fizycznie naprawdę wchodzi w ten świat, który stworzył. Mamy tutaj coś, co często powtarzamy, zwłaszcza kiedy komuś zwiastujemy Ewangelię, kiedy komuś tłumaczymy albo ktoś nas pyta o różnice między chrześcijaństwem a wszystkim innym. Mówimy takie zdanie, że Bóg staje się, czy też stał się człowiekiem. Każdy z nas pewnie chociaż raz w życiu tak powiedział. No i to jest dobrze nam znane zdanie, ale ja mam wrażenie, że ponieważ ono jest nam dobrze znane, ponieważ ono jest oklepane, ponieważ my je często wypowiadamy, to jest dla nas taka oczywista oczywistość, że Bóg stał się człowiekiem, no to też te zdanie zaczęło przestać wnieść swój ciężar. My już nie czujemy ciężaru tego zdania. Nie pochylamy się nad tym, co to w ogóle znaczy. Śpiewamy o tym, że Bóg stał się człowiekiem w czasie świąt Narodzin Chrystusa, czy też Bożego Narodzenia. Wiem, że niektórzy nie obchodzą ich sprawa, ale ci, którzy obchodzą święta Bożego Narodzenia, no to w tym czasie szczególnie powtarzają, że obchodzimy te święta, bo Bóg stał się człowiekiem. Przyszedł na ziemię, narodził się z Marii Dziewicy, został poczęty z Ducha Świętego. Mamy to w podstawowych doktrynach chrześcijańskich, że Bóg stał się człowiekiem, że Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek. No i fajnie, ale na krótką chwilę zapomnijmy o tym wszystkim i tak jakbyśmy to pierwszy raz w życiu słyszeli, tak jakbyś nigdy tego nie słyszał, żeby to tak utkwiło na dziś w naszej głowie. Bóg stał się człowiekiem. To nie jest byle co to stwierdzenie. To nie jest proste stwierdzenie. To nie jest stwierdzenie bez znaczenia. Bóg, Stwórca Wszechświata, Ten, który podtrzymuje wszystko słowem swojej mocy, staje się człowiekiem. My w takiego Boga wierzymy. I, co ważne, On nie przestaje być Bogiem. To nie jest tak, że Pan Jezus odkłada swoją boskość na Bóg na trzydzieści kilka lat. Trzydzieści trzy się najczęściej podaje. Trzydzieści kilka lat odkłada swoją boskość na Bóg, zamienia się w człowieka, pojawia się w tej ludzkiej postaci i już nie jest w tym czasie Bogiem, albo jest jakimś półbogiem, a może ten Nolan musi o nim zrobić film i nam to rozjaśnić. No nie, no nie. Odwieczny Syn naprawdę przyjmuje ludzką naturę, nie przestając być Bogiem, wchodzi w nasze człowieczeństwo. Tak wierzymy. I tutaj powinno się pojawić pytanie, w tym fragmencie jest odpowiedź na to pytanie. Dlaczego? Dlaczego On to zrobił? Dlaczego to jest ważne, że Bóg staje się człowiekiem? Dlaczego to w ogóle jest konieczne? Dlaczego my mówimy, że to jest konieczny warunek? Ci, którzy zajmują się Chrystusem, mówią, że to jest konieczny warunek, że Bóg stał się człowiekiem. Dlaczego to jest ważne i dlaczego to jest konieczny warunek, że Boży Syn, Bóg, musiał wejść tak głęboko w człowieczeństwo, w ludzką kondycję, w bycie człowiekiem? No i oczywiście można na to pytanie szybko odpowiedzieć, bardzo szybko odpowiedzieć, no bo inaczej nie dokonałoby się zbawienia. No i wszystko jest jasne, nie? Oczywiście już jest teraz na nas. Wystarczy tak powiedzieć, no nie. Dlatego nie można odpowiadać sobie tak szybko. Tak można odpowiedzieć, jak już ma się przemyślany temat. My oczywiście znamy taką teologiczną, powiedzielibyśmy katechizmową definicję. Myślę, że część ją pamięta jeszcze z kościoła rzymsko-katolickiego, ale przecież i my mamy swoje katechizmy, których nie nazywamy katechizmami. No i wiemy wszyscy, że Jezus stał się człowiekiem, żeby nas zbawić. No i to, co powiedziałem, że to musiało się stać, żeby było zbawieniem. To jest prawda. Tylko ta prawda bardzo szybko może stać się religijnym zdaniem, które nic nie niesie. Nie niesie żadnej informacji. Nie zmienia naszego życia. Nie zmienia naszego stosunku do Jezusa Chrystusa. No i autor listu do Hebleczyków na to nie pozwala. On tutaj to bardzo głęboko, bardzo szeroko omówi i zatrzymamy się nad tą odpowiedzią, dlaczego to jest konieczne. I to jest w ogóle pytanie, które nie dotyczy tylko teologów. To nie jest pytanie, które sobie zadają tylko teolodzy. To znaczy może tak jest, ale nie powinno tak być, że tylko teolodzy sobie zadają to pytanie. Dobra, dlaczego to jest ważne w chrześcijaństwie? Dlaczego to jest tak unikatowe? Dlaczego ten Bóg musiał stać się człowiekiem? Tylko to jest pytanie, które sobie powinien zadać każdy z nas, każdy człowiek. No bo zobaczcie, to są pewne ważne pytania. Z tego będzie wynikać inne pytanie. Skoro On jest człowiekiem, to kim właściwie jest człowiek? Kim właściwie jestem ja i ty? Co to w ogóle oznacza, że jestem człowiekiem? Co to oznacza, że jesteś człowiekiem? Co to w ogóle oznacza, że On stał się człowiekiem? Kim my właściwie jesteśmy? Jak to określić? Mało tego, skoro człowiek osiągnął tak wiele, a osiągnął tak wiele? No tak czy nie? Osiągnęliśmy wiele czy nie? No tak, bez dwóch zdań osiągnęliśmy wiele. To skoro osiągnęliśmy tak wiele, to dlaczego tak wielu często nie potrafi sobie poradzić sam ze sobą? I to dotyczy bardzo wielu ludzi, w tym chrześcijan. Dlaczego skoro Biblia mówi, że my mamy w sobie pewne niezwykłe poczucie godności, a nawet mamy prawa ludzkie mówiące o tym poczuciu godności, wyjątkowości, to jednocześnie doświadczamy takiej kruchości? Dlaczego skoro potrafimy stworzyć, dlaczego skoro człowiek potrafi stworzyć tak wiele pięknych rzeczy w sztuce, w literaturze, w muzyce, tam nie mówię o tych zizpolkach, tylko o jakichś poważnych rzeczach, potrafimy stworzyć piękne rzeczy, a jednocześnie człowiek jest zdolny do tak przerażających rzeczy, jakie przyniosła niejedna historia. Dlaczego skoro pragniemy życia, wszyscy pragną życia, jednym z największych mitów, legend, archetypów jest oczywiście poszukiwanie eliksirów życia w przeróżnej formie, dlaczego skoro tak bardzo pragniemy życia, zwłaszcza tego życia wiecznego, no to czemu tak jest, że od narodzin w zasadzie nieuchronnie zmierzamy ku śmierci? W sensie każda sekunda przybliża nas do śmierci, a skoro tak, no to kolejne pytanie, dlaczego tak trudno nam się jest pogodzić z cierpieniem? Skoro mamy świadomość tego, że zmierzamy ku śmierci, to jest taka porażka, jeżeli chodzi o cierpienie. Skoro rozumiemy te rzeczy, no to jak to jest, że my wszyscy, ja też, my wszyscy, kiedy spotykamy się ze śmiercią drugiego człowieka, a zwłaszcza bliskiego człowieka, rodzica, dziecka, dziadka, babci, przyjaciela, przyjaciółki, no to mamy takie wrażenie, że to bardzo nie pasuje do tego, jak powinien wyglądać świat. Że nam to nie odpowiada w stosunku do tego, no jak ten świat powinien wyglądać. I rzeczywiście to nie są żadne nowe pytania. To są pytania, które od początku sobie człowiek zadaje, od początku z tymi pytaniami człowiek się mierzy. Na tych pytaniach jest zbudowana cała filozofia, cała psychologia od starożytności po współczesny czas i pewnie ile jeszcze tego czasu upłynie, te same pytania będą się przejawiać. Te dziedziny potrafią opisać mechanizmy, dzięki któremu w ogóle radzimy sobie z potrzebą zadawania tych pytań. Szeroko pojęta kultura próbuje odsunąć od nas w jakiś sposób te pytania, a list do hebrajczyków pójdzie bardzo głęboko w tych pytaniach. Bardzo głęboko w tych pytaniach. Już pierwsze słowa powinny nas tak mocno zastanowić, bo one brzmią tak. Bo nie aniołom poddał świat, który ma przyjść, o którym mówimy. To jest bardzo ważne. Zobaczcie, co tu robi autor listu do hebrajczyków. On mówi o świecie, który ma przyjść. Nie o świecie, który jest, tylko który ma przyjść. To jest ważne. I co ciekawe, żaden filozof na to nie zwrócił uwagi. Nie spotkałem się do tej pory, by jakikolwiek psycholog zwrócił na to uwagę. Oni się wszyscy zajmują światem, który jest. Ale list do hebrajczyków na dzień dobry idzie z tymi wszystkimi pytaniami w zupełnie inne rejony, bo on mówi o świecie, który ma przyjść, a nie o obecnym świecie. Według Biblii, żeby właściwie zrozumieć człowieka, i to jest ta wielka przepaść między filozofią, psychologią, etyką, religią i innymi rzeczami, a Słowem Bożym. Według Słowa Bożego, żeby właściwie zrozumieć człowieka i umieć sobie odpowiedzieć na pewne pytania, nazwalibyśmy je egzystencjonalnymi pytaniami, nie wystarczy spojrzeć na to, kim człowiek jest dzisiaj i jaki świat jest dzisiaj. Żeby umieć sobie odpowiedzieć na te pytania według Bożego Słowa i Boże Słowo właśnie w ten sposób odpowiada na te pytania, to trzeba zobaczyć, kim człowiek miał być z założenia, kim ma być w przyszłości z założenia i do czego Bóg go przeznaczył. Ale nie tu i teraz, nie obserwując to, co mamy tu i teraz, tylko kim on był z założenia i do czego Bóg przeznaczył ciebie i mnie. I dlatego autor tego listu sięgnie tutaj do bardzo ważnego psalmu, do psalmu ósmego i tam są, bo to jest cytat, tam są te słowa Czymże jest człowiek, że pamiętasz o nim? Albo syn człowieczy, że dbasz o niego? Tutaj taka moja niespodzianka, to nie jest tylko refren znanej piosenki TGD, to jest fragment psalmu ósmego. Autor listu do hebrajczyków nie cytuje w tym miejscu piosenki TGD, tylko TGD cytuje psalm ósmy, jeżeli ktoś do tej pory tego nie odkrył. Ale to jest w ogóle jedno z największych pytań Biblii. To, które pada w tym psalmie ósmym i autor listu do hebrajczyków je to powtarza. Czym jest człowiek? Czymże jest człowiek, że o nim pamiętasz? Przecież kiedy uczciwie spojrzeć na ogrom stworzenia, dzisiaj część z nas będzie się zachwycać, znaczy wy się będziecie zachwycać schodem słońca, ale część, bo trochę mam przygotowanego materiału do omówienia, ale część ludzi będzie się dzisiaj zachwycać zaczmieniem słońca i jeśli dobrze kojarzę, ma być w okolicach godziny 20. Tak mi się coś tam kojarzy, że to największe zaczmienie słońca ma być około godziny 20. Więc kiedy patrzymy na ogrom stworzenia, między innymi na takie ciekawe zjawiska, to człowiek w tym wszystkim wydaje się niewiarygodnie mały. W sensie nie ludzkość, bo to jeszcze może nie, ale ty pojedynczy człowiek, ja pojedynczy człowiek w majestacie tego całego stworzenia, tego wszystkiego, co nas otocza, to co my tam w ogóle jakieś takie pićki jesteśmy w tej historii. Pamiętam, jak przygotowywałem się do skoku spadochronowego i jak zobaczyłem z góry, jakie to wszystko jest specyficzne i jak mózg zaczyna działać, że to nie jest prawda, tylko gogle maps rozciągnięte, to człowiek jest naprawdę taki malutki. Ja pojedynczy człowiek to w ogóle jest niewiarygodnie malutki. Ale nie trzeba skakać spadochronem, wystarczy w nocy wyjść, wziąć latarkę, nie latarkę, tylko lornetkę w taką pogodną noc. Wystarczy wyjść z tą lornetką i tą lornetką poobserwować sobie niebo. Z perspektywy tego, co widzimy, z perspektywy wszechświata, to mamy wrażenie, że człowiek to jest niemal niczym. My jesteśmy niczym. A jednak psalmista zadaje to pytanie. Czym jest człowiek? Że pamiętasz o nim. I to zmienia wszystko, bo okazuje się, że wielkość człowieka nie wynika z rozmiarów tego człowieka, nie wynika z tego wszystkiego, co opowiedziałem, nie wynika z długości życia człowieka, nie wynika z inteligencji człowieka, bo różnie tym człowiekom wychodzi z tą inteligencją, a zwłaszcza współcześnie. Nie wynika nawet z osiągnięć cywilizacyjnych, bo historia pokazuje, że w pewnym momencie szczytu osiągnięć cywilizacyjnych zazwyczaj jest jakiś krach i wszystko się zaczyna od nowa. Wiemy to na pewno z historii o potopie. Prawdziwej historii, żeby była jasność, nie powiedziałem, że potop jest legendą albo mitem. Wierzę, że jest tak, jak jest opisane w Bożym Słowie. No więc z czego wynika wielkość człowieka? Z tego, że Bóg o nim pamięta. Czymże jest człowiek? Że pamiętasz o nim. To jest ta wielkość człowieka. I więcej, albo syn człowieczy, że dbasz o niego. Więc zobaczcie, Bóg nie tylko pamięta o mnie, o tobie, jeszcze dba o mnie i o ciebie. Dba o mnie Bóg. W świecie, w którym naprawdę łatwo poczuć się niewidzialnym. Czuł się ktoś z was kiedyś niewidzialny? Każdy, na pewno. No więc w świecie, w którym macie komfort, że jesteście w społeczności osób wierzących, że tutaj jednak ta niewidzialność ma trochę inny charakter. Gdybyśmy jeszcze nie mieli Kościoła, to poczuć się niewidzialnym to w zasadzie non stop. No więc w świecie, w którym człowiek bardzo szybko czuje się niewidzialny, nawet pośród setek czy tysięcy ludzi, Biblia mówi do mnie i do ciebie coś niezwykłego. Jesteś człowiekiem, jesteś stworzeniem, o którym pamięta Bóg i dba o ciebie Bóg. I to jest fundament godności człowieka według Biblii. Stąd się bierze moja i twoja godność. Dlatego chrześcijanie mówią, że każdy człowiek ma niezbywalną, niezbywalną godność. My tego nie powtarzamy za światem. To na szczęście świat powtarza za nami, a my to powtarzamy za Słowem Bożym. Powtarza i różnie mu wychodzi. Jeszcze by było fajnie, żeby to co mówi wprowadzali w czyn. Ale Biblia naucza, że każdy człowiek, każdy człowiek ma godność, dlatego że Bóg o nim pamięta i Bóg o niego dba. Każdy człowiek, każdy, nie tylko zebrany w kaplicy, nie tylko słuchający nabożeństw, nie tylko modlący się, każdy człowiek ma godność. Chrześcijaństwo nigdy nie mierzyło i nie powinno mierzyć wartości człowieka na jakiejś skali tego, jak ten człowiek jest produktywny. Czyli na przykład jeżeli ktoś więcej zarabia, to jest bardziej wartościowy. Albo jak ktoś jest młodszy, to bardziej jest wartościowy, a kiedy się starzeje, no to przestaje być wartościowy. Albo może, nie wiem, że... O, to będzie dobry przykład, bo to się w historii świata nieraz wydarzyło, że człowiek jest bardziej godny, kiedy jest zdrowy, lub ma mniej tej godności, kiedy jest chory, a zwłaszcza, kiedy jest chory umysłowo. Tutaj II wojna światowa, słynna rzecz, o której mało kto mówi. Wszyscy oczywiście skupiają się na obozach koncentracyjnych, natomiast jest przemilczany fragment tego, co się tam działo, chociaż literatury na ten temat jest coraz więcej, czyli eksterminacja ludzi chorych umysłowo. Zabijanie ich, po prostu odczowieczanie, pozbywanie wszelkiej godności, bo oni są chory umysłowo i należy ich zabić. Dlatego chrześcijanie twierdzą, i słusznie, że człowiek niepełnosprawny w jakikolwiek sposób nie jest mniej człowiekiem niż na przykład olimpijczyk. Nie jest tak samo człowiekiem, tak samo ma swoją godność. To jest takie oczywiste, ale idziemy dalej. Dziecko w łonie matki, zanim się urodzi, ono nie musi najpierw czegoś osiągnąć, żeby się nazwać człowiekiem i żeby mieć godność. Dlatego my stoimy na stanowisku, że od chwili poczęcia, bo Bóg o tym dziecku pamięta i o nie dba natychmiast, dlatego że jest człowiekiem. Starszy człowiek, no bo niestety oprócz aborcji współczesny świat boryka się z eutanazją, próbuje zalegalizować eutanazję. W okolicach 11 września, mogłem pomylić datę, trzeba by zapytać pastora Jarzębskiego. W Anglii znowu chcą nad tym głosować. No więc starszy człowiek, czy możemy tutaj użyć nawet słowa stary człowiek, który nie potrafi już na przykład samodzielnie wstać z łóżka, samodzielnie zjeść, nie przestaje być kimś, o kim Bóg pamięta albo o kogo Bóg dba. Dlatego ma godność. To wystarczy, żeby ten człowiek miał godność. No i tu pojawia się pewne napięcie, bo w dalszej części tego fragmentu jest coś ciekawego. Uczyniłeś Go na krótko, nieco mniejszym od aniołów. Chwałą i dostojeństwem ukoronowałeś Go. Wszystko poddałeś pod stopy Jego. O kim tu jest mowa? O Tobie, o Tobie, o człowieku. Tu nie jest jeszcze mowa o Synu Bożym. Tu jest mowa o człowieku i Synu Człowieczem. Wielu z nas od razu przeskakuje w rejony Jezusa Chrystusa. My się nadal poruszamy w Twoim i moim temacie. Przyznajcie, że to brzmi w ogóle królewsko. To, co tutaj czytamy. Chwała, dostojeństwo, kornacja, wszystko poddane pod stopy Jego. Później to będzie oczywiście o Chrystusie i to jest również o Chrystusie. Ale w tej chwili jesteśmy kim jest Syn Człowieczy, że o Nim pamiętasz. Biblia naucza, że człowiek, ja i ty, mieliśmy reprezentować Boga. Mieliśmy Go reprezentować wobec całego stworzenia. To są pierwsze zdania w Księdze Rodzaju. To było główne zadanie. My mieliśmy reprezentować Boga wobec stworzenia. Mieliśmy panować nad stworzeniem. Mieliśmy reprezentować Boga i panować nad całym stworzeniem. Mieliśmy być ukoronowaniem Jego chwały, Jego dostojeństwa. Niestety wystarczy obudzić się, otworzyć oczy i spojrzeć uczciwie na rzeczywistość, żeby zobaczyć, że pojawia się pewien problem. Ale autor do hebrajczyków sam go zauważa i mówi, teraz jednak nie widzimy jeszcze, że mu wszystko jest poddane. On to sam zauważa. Sam ma szeroko otwarte oczy, że tak miało być, ale teraz jednak nie widzimy jeszcze, że mu wszystko jest poddane. I w tym zdaniu mieści się cały tragizm ludzkiej historii. Cały tragizm człowieka i to, co Biblia mówi o tym, dlaczego jest tak tutaj trudno. Człowiek miał panować, a tymczasem... Dał się zniewolić. I do dzisiaj to tak trwa. Zobaczcie, my zapanowaliśmy nad ogromną częścią przyrody. Do dzisiaj tak jest. My panujemy nad ogromną częścią przyrody. Może nie nad całą, ale nad ogromną częścią przyrody panujemy. Nie wiem, ile w tym jest prawdy. Ja jestem bardzo ostrożny, jeżeli chodzi o tak zwane teorie spiskowe, ale im dłużej żyję, tym bardziej zauważam, że to, co wczoraj było teorią spiskową, dzisiaj jest faktem i praktyką. Nie wiem, ile w tym jest prawdy, ale podobno już nawet zaczynamy panować nad pogodą. Już jesteśmy w stanie kształtować pogodę. I to nie tą ducha, tylko w stworzeniu. No więc na pewno panujemy nad ogromną częścią przyrody. A jednocześnie nikt na tej sali, ze mną na czele, nikt z internautów nie potrafi zapanować nad własnym gniewem, jak osiągnie to odpowiedni poziom. Nawet ci, którzy się nazywają tutaj cierpliwymi, jak dojść do odpowiedniego poziomu, to zero panowania nad własnym gniewem. Tak bardzo panujemy nad wszystkim, że potrafimy w ułamku sekundy skontaktować się z kimś na drugiej części ziemi, na drugiej półkuli dla niektórych, a dla niektórych bardzo daleko. Potrafimy się skontaktować z takim człowiekiem na drugim końcu świata w ciągu ułamka sekundy. A my kiedy z żoną chodzimy po restauracjach czy na jakiejś kawiarni, nie za często to robimy, ale wtedy kiedy możemy, to zauważamy, że no może ludzie potrafią skontaktować się w ułamek sekundy z człowiekiem na drugim końcu świata, ale bardzo często nie potrafią rozmawiać z człowiekiem siedzącym naprzeciwko w restauracji, przy jednym stoliku. Bardzo często już mąż i żona nie potrafią ze sobą rozmawiać, chyba że skorzystają z telefonu. Potrafimy badać najodległejsze galaktyki. Mnie akurat osobiście ten temat bardzo ciekawi. A jednocześnie coś, co też mnie bardzo ciekawi, jest taka bliska mi i tobie galaktyka, czyli własne wnętrze i bardzo wielu ludzi w tym własnym wnętrzu jest bardzo pogubionych. W sensie rozumieją tam wszystkie odległe galaktyki, ale jeżeli chodzi o tą bliską galaktykę własnego wnętrza, to tam ciężko. Potrafimy wydłużać życie, niektórzy to robią po prostu rewelacyjnie. Jest taki Krzysztof I na przykład, znany wszystkim i potrafimy wydłużać życie, ale jeszcze żaden nie zatrzymał śmierci. Jeszcze się taki nie zdarzył z ludzi, który by zatrzymał śmierć. No więc z jednej strony jesteśmy wielcy, a z drugiej strony naprawdę jesteśmy mali. Z jednej strony jesteśmy ukoronowani, a z drugiej strony jesteśmy złamani. Z jednej strony nosimy obraz Boga i godność dzięki temu mamy. Z drugiej strony każdy z nas nosi skutek grzechu i skutek upadku. Z jednej strony potrafimy kochać w sposób zdumiewający. Nikt tak nie potrafi kochać jak człowiek. Żadne zwierzę nie potrafi tak kochać jak człowiek. Roślina to tym bardziej nie potrafi kochać tak jak człowiek. Ja wiem, że niektórzy mają z tym problem, ale takie są fakty, że tylko człowiek potrafi tak kochać, ale jednocześnie nikt tak nie potrafi ranić drugiego jak człowiek. Zwierzęta się nie potrafią tak ranić, a przynajmniej nie robią tego. Rośliny chyba też nie. W sensie nigdy nie widziałem, żeby roślina pyskowała drugiej roślinie. Ale może są takie przypadki. No i coś tu się w tej historii nie zgadza, bo jeżeli człowiek został stworzony do takiej godności, to dlaczego historia człowieka, historia ludzkości wygląda tak jak wygląda? Jeżeli człowiek miał panować, to dlaczego tak bardzo żyje w niewoli, zwłaszcza grzechu? Jeżeli został ukoronowany chwałą, a przecież tak Biblia naucza i dostojeństwem, Księga Rodzaju, no to skąd cierpienia, lęk, grzech, śmierć i to wszystko? No i właśnie w tym miejscu, kiedy jesteśmy w tym miejscu, kiedy już sobie zadajemy takie pytania, to autor listu do Hebreczyków popycha nas jeszcze dalej. I on kończy ten werset ósmy takimi fajnymi słowami Teraz jednak nie widzimy jeszcze, że mu wszystko jest poddane. A werset dziewiąty widzimy raczej. I teraz zatrzymajmy się. Nie widzimy jeszcze tego, co mamy zobaczyć, ale widzimy raczej ten przyszły świat. Wróćmy do tego. No i właśnie między tym nie widzimy jeszcze, a widzimy raczej jest cała moja nadzieja. I powinna tam się umiejscowić cała Twoja nadzieja. I tam jest nadzieja całego chrześcijaństwa. Cała nadzieja chrześcijaństwa. I dlatego nikt innego mnie nie przekonuje, jak chrześcijaństwo i Słowo Boże. Dlatego żadna święta księga mnie nie przekona, tak zwana święta księga, jakiejkolwiek religii mnie nie przekona, żaden ludzki wymysł mnie nie przekona, bo tylko Słowo Boże między nie widzimy jeszcze, a widzimy raczej ma odpowiedź. Biblia jest uczciwa i uczciwie mówi. Ona nie każe mi i Tobie udawać, że świat jest taki, jaki powinien być. Nie jest. Nie jest. I Biblia nie mówi załóżcie różowe okulary. I udawajcie, że świat jest taki, jaki powinien być. Nie jest. Są wojny, jest cierpienie, jest głód, są różne straszne rzeczy. Biblia nie wymaga ode mnie i od Ciebie jakiegoś takiego religijnego optymizmu ubranego w różowe okulary. I że chrześcijanin na każde cierpienie odpowiada spoko, wszystko będzie dobrze. Nie. Nie musisz tak robić i nie powinieneś tak robić. Nie, to nie jest mądra odpowiedź, że widzisz jakieś cierpienie i wszystko będzie dobrze, wszystko jest okej. Załóż różowe okulary, aleluja i do przodu. Nie. Chrześcijaństwo, prawdziwe chrześcijaństwo, ono nie polega na zamykaniu oczu na rzeczywistość. Widzimy, że ten świat nie jest taki, jak powinien być. Możemy i powinniśmy mówić prawdę. Nie wszystko jest poddane Chrystusowi. Nie wszystko jest naprawione. Nie jest tak, że wszystkie łzy są już otarte. Nie jest tak, że każda rana jest uleczona, każda trauma jest uleczona. Nie każde pytanie, które sobie zadajemy, ma już odpowiedź. Teraz jednak jeszcze nie widzimy. To jest uczciwe podejście. Teraz jednak nie widzimy jeszcze. Ale jest coś, co możemy w tym wszystkim, czego nie widzimy, już zobaczyć. I od tego momentu się w ogóle zaczyna podróż przez ten list. Ponieważ odpowiedź, którą nam daje, jest odpowiedzią precyzyjną. Już możemy zobaczyć Jezusa. Już możemy zobaczyć. Już możemy zobaczyć. I teraz zobaczcie. Od piątego do ósmego wersetu. Tu sobie teraz to dokładnie przeanalizujemy. Jeszcze raz, bo nie aniołom poddał świat, który ma przyjść, o którym mówimy. Przypominam kontekst. Cały ten pierwszy rozdział opowiadał o tym, że demonstrował nam wyższość Jezusa Chrystusa nad aniołami. Tam też autor tego listu cytował fragmenty Starego Testamentu, pokazując, że On nic nowego nie wymyśla, tylko od początku to w Bożym Słowie jest. Tłumaczyłem to tydzień temu i dwa tygodnie temu. Teraz jednak mówi coś więcej. On nie tylko mówi tutaj, że Chrystus, jako ten człowiek, jest większy od aniołów. On mówi, że świat, który ma przyjść, nie został poddany aniołom. To jest bardzo ważne. Ten świat, który ma przyjść, on nie został poddany aniołom. No i znowu, dobra, zatrzymajmy się teraz nad tym światem, który ma przyjść. Czyli nie ten, który jest, tylko świat, który ma przyjść. Co to w ogóle oznacza? To jest bardzo ciekawe. Tam jest ciekawy grecki rzeczownik. Niektórym teraz wyjdzie bokiem ten rzeczownik i do jutra będą myśleć o tym rzeczowniku. Gotowi? Ekumenia. Tam się pojawia te przerażające, niesamowite, tak bolące wszystkich i trapiące wszystkich słowo ekumenia. Oikumene się tam pojawia. Oikumene, które oznacza właśnie zamieszkały świat. Cały zamieszkały świat. I potem się pojawia drugie słowo mający przyjść, melosa. Czyli coś, co będzie w przyszłości. Cały zamieszkany świat w przyszłości. Od zagadka ekumenii w Biblii. Więc ten autor nie patrzy na rzeczywistość, która tu dzisiaj jest, ale na to, że Bóg ma jakiś zamysł. Jest jakiś cel historii. Inaczej mówiąc, znowu tu chrześcijaństwo jest zupełnie inne niż wszystko inne i nie da się tego ze sobą połączyć. I nie to jest ekumenią. Nie da się tego ze sobą połączyć. Otóż Biblia nie przedstawia dziejów człowieka jako takie koło i wszystko płynie i takie cykle. Nie, Biblia tak nie pokazuje osi czasu. Biblia pokazuje, że historia ma kierunek, ma cel. Zmierza ku czemuś. Ku konkretnej rzeczywistości. Konkretnej rzeczywistości, w której panowanie Boga zostanie w pełni objawione na całej zamieszkanej ziemi. To jest konkretny cel, którym zmierza historia. Ona tam pójdzie, czy się to komuś podoba, czy nie. Tam zmierza, czy się to komuś podoba, czy nie. Pewnego dnia Bóg będzie panował nad całą ekumeniczną. Całą ekumeniczną. Całą zamieszkaną ziemią. Ale nie w pojęciu tych bzdurnych ludzkich prób ekumenii, tylko w pojęciu, o którym Biblia mówi. Cała zamieszkana ziemia będzie pod panowaniem Boga. To nie oznacza, że wszyscy się tam znajdą i ekumenia teraz polega na tym, że łączmy się ponad panowaniem Boga. No nie. Pod panowaniem Boga. Cała zamieszkana ziemia. Ale jeszcze raz, dla podkreślenia, bo wszyscy na ten fragment patrzą od razu na górne elementy. Autor tu robi coś niezwykle interesującego. On mógłby powiedzieć od razu, ten przyszły świat zostaje poddany Chrystusowi. I to byłoby prawdą. I to jest prawda. Cały ten zamieszkały świat w przyszłości zostanie poddany Chrystusowi. To jest prawda. Ale on zamiast mówić o Chrystusie w tych pierwszych wersetach, które widzimy, on, i jeszcze raz to podkreślam, mówi o człowieku. Mówi o człowieku. Oczywiście tu się pojawia takie dziwne zdanie. Wielu o nie pyta. Ono się w ogóle w tym liście kilka razy powtórzy. Ktoś kiedyś gdzieś coś powiedział. Tak jakby był trochę upośledzony ten autor Lissandra Rybleczuków. Gdzieś tam dzwoni, ale nie wiem w którym kościele. Ktoś kiedyś gdzieś coś powiedział. Stwierdził to zaś ktoś kiedyś gdzieś. No kapitan, nie gość. Ktoś kiedyś gdzieś coś powiedział. I to jest takie głębokie. To nie jest tak, że on nie wiedział gdzie to jest, tylko kiedy on to pisał, to Biblia jeszcze nie była skonstruowana tak jak my ją mamy. Ale heca, bo ja mam w ogóle dzisiaj Biblię kumeniczną ze sobą. To nie było tak, że ona była skonstruowana tak jak my ją mamy skonstruowano i tam na stronie takiej i takiej psalm ósmy i już było opracowane kto, kiedy, gdzie tam dokładnie to napisał i który to jest werset. Stąd ten ktoś kiedyś gdzieś tam. Natomiast on cytuje znany mu fragment Bożego Słowa, psalmu ósmego mówiącego o człowieku. Nie chodzi o to, że on zapomniał gdzie znajduje się psalm ósmy. I ten autor Lissandra Rybleczuków on będzie często tak robił, że tam gdzieś kiedyś coś. Natomiast ten psalm ósmy konkretnie prowadzi nas z powrotem do samego początku historii o człowieku. Czym jest człowiek, że pamiętasz o nim? Psalmista patrzy na człowieka w tym psalmie i jest zdumiony. Ale jeszcze ważniejsze jest to, że ten psalm ósmy jest w ogóle komentarzem do pierwszych rozdziałów z Księgi Rodzaju. Tak to w ogóle rozumieją do dnia dzisiejszego Żydzi. Oni tym psalmem komentują Księgę Rodzaju. Uczyniłeś go na krótko nieco mniejszym od aniołów. Chwałą i dostojęstwem ukoronowałeś go. Wszystko poddałeś pod stopy jego. No i to oni na podstawie tego komentarza dokładając Księgę Rodzaju tłumaczą tak jak ja przed chwilą tłumaczyłem, że człowiek został stworzony jako król stworzenia, ale pod panowaniem Boga. To jest bardzo ważne. On miał panować nad stworzeniem, ale jednocześnie miał być poddany Bogu. Więc był panem stworzenia, samemu będąc poddanym Bogu. To jest bardzo ważne. W Księdze Rodzaju Pan Bóg mówi uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas i niech panuje. I teraz żebyśmy to właściwie zrozumieli, co to w ogóle oznacza, że człowiek otrzymuje ten mandat panowania. Najczęściej tłumaczymy to słowo panować, ale w hebrajskim języku oprócz tego, że ono znaczy panować, ono oznacza również pielęgnować i opiekować się. I to jest najprecyzyjniejsze zrozumienie. I w ogóle można to rozłożyć na całą Biblię. Kiedy mówimy w Kościele, że mąż panuje nad żoną, to przyzwoici ludzie wtedy mają w głowie, że aha, czyli on się nią opiekuje, on dba o jej bezpieczeństwo, on zabezpiecza tą kobietę i w ten sposób nad nią panuje, a nie, że robi jej jakąś krzywdę. I podobnie, kiedy człowiek miał panować nad stworzeniem, to nie znaczy, że miał niszczyć naturę, niszczyć stworzenie, tylko miał się opiekować, miał uprawiać ziemię, miał strzec ogrodu Eden, tam się pojawia mowa o tym, że miał strzec tego ogrodu Eden, miał rozwijać to, co Bóg mu powierzył, rozszerzać, rozradzajcie się i rozmnażajcie, akurat moje ulubione zdanie z Biblii, rozradzajcie się i rozmnażajcie i czyńcie ją sobie poddaną. To miał rozszerzać. Człowiek nie został stworzony tylko po to, żeby istnieć, tylko został stworzony do odpowiedzialnego, o to będzie dobre określenie, do odpowiedzialnego panowania nad stworzeniem, samemu będąc pod panowaniem Boga. I to jest ważne. Zobaczcie, że współczesna kultura ma ogromny problem, ogromny problem, delikatnie mówiąc, z odpowiedzią na pytanie, kim właściwie jest człowiek. Teraz może jest trochę ciszej na ten temat, bo się ludzie zajmują innymi rzeczami, ale rok, dwa, trzy lata temu bardzo, bardzo był promowany, zaraz się przypomni nazwisko, który m.in. napisał książkę Sapiens. Bardzo był promowany, bardzo, bardzo, bardzo i on właśnie nam się zastanawiał, no to kim jest ten człowiek i takie wielkie tam spekulacje, w końcu doszedł do wniosku, że człowiek to jest taki wysoko rozwinięty organizm biologiczny i w zasadzie to się przyjęło, że według współczesnej nauki człowiek to jest taki wysoko rozwinięty organizm biologiczny. Skoro tak jest, skoro tak jest, skoro tak uważają, to ja mam kilka pytań. Jeżeli to jest tylko wysoko rozwinięty organizm biologiczny, człowiek, ja i ty i tak twierdzą ci naukowcy, sądzę, że 90% naukowców dzisiaj tak twierdzi, no to skoro tak jest, to dlaczego jednocześnie twierdzą, że życie człowieka ma jakąkolwiek inną wartość niż życie każdego innego organizmu, skoro to jest tylko organizm, skoro to jest tylko biologiczny mechanizm. To dlaczego ci sami naukowcy nagle mówią o właśnie tych niezbywalnych prawach człowieka. Jeżeli naprawdę człowiek byłby tylko wysoko rozwiniętym organizmem biologicznym, no to wtedy faktycznie, to jest uczciwe wtedy podejście. Osoba słaba, chora, niepełnosprawna albo znajdująca się u jakiegoś kresu życia, no to nie może mieć tej samej godności i tych samych praw, co człowiek młody, zdrowy i produktywny. Tylko już był taki, kto tak mówił. Hitler mu było. Potem drugi był, co tak mówił. Stalin. No i niestety, widzę, że we współczesnej nauce ci ludzie cały czas żyją, cały czas funkcjonują. Jeszcze raz. Człowiek ma wartość dlatego, że Bóg mu nadał tą wartość. Człowiek, każdy człowiek, każdy człowiek, nie tylko chrześcijanin, nie tylko nowonarodzony chrześcijanin, każdy człowiek, każdy jeden człowiek jest obrazem Boga. Każdy. Każdy. Nie tylko narodzony na nowo. To są zupełnie różne pojęcia. I w ogóle to było coś, za co zabijano chrześcijan, że oni tak twierdzili. To właśnie ta chrześcijańska wizja człowieka tak przeszkadzała w świecie starożytnym. Dlatego się tak ten Rzym wkurzał. Dlatego się ta Grecja tak wkurzała. Dlatego cały ten antyczny świat się tak denerwował. Dlaczego Neron i inni tak lubowali się w paleniu chrześcijan i oświetlaniu chrześcijanami niczym pochodniami miasta. Bo to ich denerwowało. Pierwsi chrześcijanie, oni głosili, że wartość człowieka, wartość człowieka nie jest związana z pozycją społeczną. Nie jest związana ze zdrowiem, z inteligencją, z wiedzą, z klasą, z obywatelstwem, a nawet z przynależnością do kościoła. Oni twierdzili, że wszyscy mają tę godność. Wszyscy mają tę godność. Żyli w czasach, w których głośno mówiono to, co dzisiaj po cichu się dalej praktykuje. Oni żyli w czasach, i dlatego tak denerwowali, w których człowiek wolny miał inną pozycję niż niewolnik. Tylko wtedy mówiło się o tym głośno, a dzisiaj się o tym po cichu mówi. Mężczyzna w ich czasach miał inną wartość niż kobieta. Obywatel miał, to będzie bardzo dobry przykład, bo on jest w Biblii napisany wprost. Obywatel Rzymu miał zupełnie inną wartość niż cudzoziemiec, byśmy to powiedzieli. I co, nie jest dzisiaj inaczej? Nie robimy dokładnie tego samego, tylko po cichu i jeszcze próbujemy w to ubrać chrześcijan, patriotów. Chrześcijan, patriotów? W tamtych czasach dzieci, szczególnie takie dzieci niechciane, bękarty, mogły być porzucane. Chorzy i słabi bardzo szybko stawali się ciężarem i byli eliminowani ze społeczeństwa. I na to wszystko przychodzą chrześcijanie z przekonaniem, z mocnym przekonaniem, które wynika z Ewangelii, każdy człowiek, każdy człowiek nosi szczególną godność, ponieważ każdy człowiek został stworzony przez Boga. I to wystarczy. I to wystarczy. Nie powiedziałem, że każdy jest dzieckiem Boga, żeby była jasność. To jest osobny temat, którego dzisiaj nie poruszam. Mówi o tym, że każdy człowiek został stworzony przez Boga. Otóż diabeł nie wziął prochu ziemi, nie tchnął w ten proch dechu i nie stworzył swoich dzieci, żeby była jasność. Chrześcijanie twierdzili, że mało tego, nawet nie trzeba być użytecznym, żeby być wartościowym. I to jest coś, co w ogóle wielu współczesnych powinno usłyszeć. Nawet ktoś nie musi być użyteczny, żeby być wartościowy. Może nie jest tak okrutnie, jak w czasach antycznych, ale mamy kulturę, która tak samo nieustannie mierzy człowieka i jego użyteczność. Ile zarabiasz? Co osiągnąłeś? Jakie masz wykształcenie? Jak wyglądasz? Jakie masz ubrania? A my poszliśmy jeszcze dalej. Ilu Cię obserwuje? Ilu masz tam tych followersów? A jaką zajmujesz pozycję społeczną? A jak bardzo jesteś produktywny? I potem ludzie całe swoje życie traktują jak taki jeden wielki egzamin i się w tej całej historii męczą. I to nie jest chrześcijaństwo. Jeżeli moja wartość, jeżeli Twoja wartość... Zobaczcie, to jest tylko kilka wersetów. Zobaczcie, jak Biblia jest głęboka i odpowiada na wszystko nam dzisiaj. Jeżeli moja wartość zależy... Twoja wartość, moja wartość to każda moja porażka, każda Twoja porażka jest werdyktem. Jest werdyktem. Jeżeli by tak było, że moja wartość zależy od tego ile zarobiłem, co osiągnąłem, ile mam followersów, to każda moja porażka, każdy mój upadek jest werdyktem. To już by nie było, nie udało mi się i spróbuję jeszcze raz, spróbuję dalej, tylko byłoby jestem bezwartościowy. No bo się nie udało. Do niczego się nie nadaje. Jestem kimś, kogo nie można kochać. Biblia zaczyna zupełnie gdzie indziej. Zanim człowiek osiągnął cokolwiek, zanim cokolwiek zrobił, zanim się w ogóle urodził, już Bóg nadał mu godność. Zanim ktoś cokolwiek zrobił, ukończył studia, zdobył jakieś kwalifikacje, zdobył pierwszego obserwującego na YouTubie, to już Pan Bóg uczynił go godnym i go ukonorował chwałą i dostojeństwem. Tak mówi Boże Słowo. No i jeszcze raz. Byłoby pięknie, ale wystarczy otworzyć oczy, że tak nie jest, że większość ludzi cienko z tą chwałą i dostojeństwem, z tą prostą godnością, którą mają od Boga, ale jakoś sami tego nie wiedzą. No i dlatego autor do Hebrajczyków tu wprost, wprost, wprost, wprost, żebyśmy to zapamiętali. Bóg powiedział jedno, a nasze doświadczenie wydaje się pokazywać coś zupełnie innego. Bóg nas przeznaczył do panowania, a my nad sobą samym nie umiemy zapanować. I teraz gdybyśmy nie mieli trzeciego rozdziału Księgi Rodzaju, no to byśmy w ogóle nie umieli powiedzieć dlaczego tak jest i takie podstawy. Bo pomiędzy wszystko poddałeś pod jego stopy, a to, że nie widzimy, że wszystko jest poddane, jest co? Jest grzech, jest upadek. Biblia o tym wyraźnie mówi. Jest upadek, jest grzech człowieka. Każdego jednego w tym, mój i twój. Człowiek, który miał panować nad stworzeniem, pod panowaniem Boga, zapragnął panować, ale jak? Niezależnie od Boga. Niezależnie od Boga. I to jest problem współczesnego świata. Oni chcą panować nad stworzeniem. Oni chcą mieć godność, ale niezależnie, niezależnie od Boga. I to jest bardzo ważne, bo to jest istota grzechu i to jest definicja grzechu. Według Biblii grzech to nie jest złe zachowanie. To my tak dzisiaj sobie, jak na szkółkach dziecięcych i to dla przedszkola pewne rzeczy tłumaczymy, że grzech to jest wtedy, kiedy się źle zachowujesz. Nie, nie. To już jest skutek. Grzech zaczyna się od buntu przeciwko temu właściwemu porządkowi. Bóg mówi przez całą Biblię. Ja tu jestem Bogiem, a ty jesteś stworzeniem. A my przez całą Biblię i do dnia dzisiejszego nie. Sam zdecyduję, sam będę decydował. Bóg dał jedno przekazanie człowiekowi, jedno. I powiedział tak. Ja będę określał, w sensie Bóg, ja będę określał co jest dobre, a co jest złe. Tymczasem człowiek co? Nie, nie. Sam se będę określał co jest złe. No i do dzisiaj tak jest. Bóg mówi panuj nad stworzeniem, ale pod moim panowaniem. A człowiek nie. A właśnie, że nie. A właśnie, że ja będę panował, ale bez ciebie. No i zaczyna się tragedia. I to jest ironia grzechu. Adam, on nie miał na imię Adam, ale wiecie o co mi chodzi. Pierwszy człowiek, on chciał być wolny od Boga. Wiem, że on chciał być wolny od Boga. Tymczasem stał się niewolnikiem grzechu. Miał panować nad ziemią, a ironia grzechu doprowadziła do tego, że ziemia zaczęła mu rodzić ciernie i ostry. Miał panować nad stworzeniem, a stworzenie zaczęło mu zagrażać. Miał żyć, a pojawia się śmierć. Miał budować piękną ziemię. Tymczasem pojawiło się zepsucie tej relacji, która trwa do dzisiaj. Nie, to kobieta, którą mi dałeś, ona jest wszystkiemu winna. I do dzisiaj tak mamy, że jak są jakiekolwiek kłopoty w małżeństwie, to winna jest żona i teściowa. I nie ma wyjątku. Nie ma wyjątku. To, co wydarzyło się w Ogrodzie 1, powtarza się w każdym jednym pokoleniu. Człowiek chce być absolutnie wolny, a kończy jako niewolnik rzeczy, nad którymi miał panować. Eden. Ponad sześć tysięcy lat temu. Dla tych, którzy jak ja wierzą w Młody Wiek Ziemi. Ponad sześć tysięcy lat temu. No ale dzisiaj mamy technologię. Ona miała nam służyć, ale coraz częściej odkrywamy, że nie potrafimy odłożyć telefonu na godzinę. Już są badania mówiące o tym, że zdecydowana część z was, w sensie nie tylko nas, tylko w ogóle. Zdecydowana część ludzi już jest tak turbo uzależniona, że przynajmniej raz na godzinę spojrzy. On w ogóle nie dzwoni, nie brzęczy, nie daje żadnego komunikatu, nie ma żadnego powiadomienia. Ty i tak w ciągu godziny spojrzysz na telefon. Tak turbo jesteśmy uzależnieni już od tych zdobyczy techniki, które miały nam służyć. Stworzyliśmy media społecznościowe, w sensie ja nie. Może Tomek jest tutaj zdolny do tego, albo Sebastian. Sebastian ma takie umiejętności. W każdym razie, my jako ludzie stworzyliśmy media społecznościowe z założenia. Wczoraj się przekopałem przez temat i znalazłem pierwsze zapowiedzi mediów społecznościowych. Założenia były takie, że media społecznościowe, Facebook to było później jeszcze, wcześniej były te wszystkie, wiecie, w Polsce były te nasze klasy i w ogóle. Założenia były takie, że to miało łączyć ludzi. Łączyć ludzi. A tymczasem skończyło się tak, że duża część ludzi mierzy swoją wartość reakcjami zupełnie im obcych ludzi. To jest jakiś kosmos. Ja się sam na tym złapałem, że w pewnym momencie zacząłem mierzyć swoją wartość i tego co przekazuję, reakcjami ludzi, którzy są mi zupełnie obcy. Zupełnie. W ogóle ich nie znam. Oni w ogóle nie znają mnie. Do tego doprowadziliśmy. Produkujemy coraz więcej rzeczy, które miały dawać komfort, a jednocześnie coraz więcej ludzi ma depresję, stany lękowe, mroki i zmagają się z jakimś poczuciem sensu. Wszyscy dzisiaj mówią, że mamy kontrolę, a tymczasem w kościołach coraz mocniej odkrywa się, że my już nawet kontroli nad własnym pożądaniem nie mamy. A co dopiero nad poważniejszymi rzeczami? My nie mamy kontroli nad własnym językiem. W kościele przestaliśmy mieć. Podobno mamy kontrolę nad wszystkim. My nawet języka własnego nie kontrolujemy. Mamy problem z przebaczeniem. Toczy się to jak nowotwór przez współczesny kościół. Mamy problem z przebaczeniem. Mamy problem z tym, żeby przestać się porównywać. No bo w tamtym kościele to, a w tamtym to, a tamten kaznodzieja taki, a ten taki, a siaki, a owaki. Mamy problem, żeby przestać wracać do rzeczy, które sami o tym wiemy nas niszczą. Później Paweł już napisze, a my już to przerabialiśmy, ja tylko przypomnę, że Paweł w liście do Rzymian też o tym napisał, więc to musiał być już wtedy powszechny problem, bo on napisał, nie czynię bowiem dobra, które chcę, lecz zło, którego nie chcę, to czynię. No i to jest właśnie człowiek po upadku. To jest właśnie król, który w pewnym momencie traci koronę. To jest władca, który sam z powodu własnych wyborów staje się niewolnikiem. No i jeszcze jedna rzecz do tego dochodzi według Księgi Rodzaju, stąd ta różnica, że mówimy o przyszłym świecie, a nie o obecnym świecie, bo jeszcze dochodzi jedna rzecz i to jest rzecz, która mnie przekonuje najmocniej, że kreacjonizm jest prawdą, a ewolucja jest kłamstwem, bo dochodzi śmierć. No bo jeżeli ewolucja byłaby prawdą, to śmierć byłaby zanim był grzech człowieka. No bo ewolucja polega na tym, że odpowiednio dużo małp musiało umrzeć, żeby urodził się człowiek. No to w takim razie była śmierć zanim był grzech człowieka. Więc pojawia się śmierć i my faktycznie potrafimy dzisiaj przesunąć granicę. To jest uczciwie powiedziane. Potrafimy przesunąć granicę śmierci. Ja osobiście tego doświadczyłem w swojej rodzinie, że potrafimy dzisiaj przesunąć granicę śmierci. Potrafimy leczyć choroby, które 100 lat, 10 lat temu byłyby wyrokiem śmierci. Umiemy wymieniać na przykład zastawki serca, przeszczepiamy organy. Tutaj każdy z nas jest dumny z doktora religii. Potrafimy przeszczepiać organy. Dzisiaj potrafimy przeprowadzać niezwykle skomplikowane operacje. Ostatnio czytałem już o bardzo posuniętych terapiach genowych. Ja osobiście jestem Bogu wdzięczny za medycynę, ale nawet najlepszy lekarz na świecie, nawet turbo najlepszy lekarz na świecie, nawet najbardziej wybitny lekarz na świecie, na którego jeszcze czekamy, bo jeszcze takiego nie ma, nie potrafi powiedzieć do śmierci nie masz wstępu, nie wejdziesz. Żaden lekarz tego nie potrafi zrobić. Nikt tego nie potrafi zrobić. On może powiedzieć nie dzisiaj, tu zgoda, że wielu lekarzy może powiedzieć dzisiaj, dzisiaj śmierci nie będzie, ale nie może powiedzieć nigdy tej śmierci nie będzie. Dlatego ten ósmy werset jest taki uczciwy. Teraz jednak nie widzimy jeszcze, że wszystko mu jest poddane. Jeszcze, jeszcze, jeszcze. To słowo jest bardzo ważne jeszcze. Autor nie mówi Boży plan się nie udał. On nie mówi człowiek z powodu grzechu utracił wszystko na zawsze. Ten Psalm ósmy to takie piękne marzenie, ale nie przetrwał konfrontacji z rzeczywistością. Mówi jeszcze, jeszcze, jeszcze. Jeszcze tak nie jest. Jeszcze żyjemy w skutku tego grzechu. Czyli historia zbawienia i oczyszczenia nie jest skończona. Ale jednocześnie to oznacza, że grzech nie ma ostatniego słowa, upadek człowieka nie ma ostatniego słowa, śmierć nie ma ostatniego słowa i teraz dochodzimy do najważniejszej części. Człowiek został stworzony do chwały, ale jej nie osiąga, bo pojawia się grzech. Został stworzony do panowania, ale zawodzi i sam znalazł się w niewoli. Został stworzony do tego, żeby żyć, tymczasem umiera. I wtedy pojawia się werset dziewiąty. I on się nie zaczyna tak. Ósmy i dziewiąty. Teraz jednak nie widzimy jeszcze, że wszystko mu jest poddane. W związku z czym, Kamil, ogarnij się. Postaraj się bardziej. Kasia, ponieważ nie widzisz jeszcze tego, no to się w końcu ogarnij. Postaraj się bardziej. Nie. Nawet nie mówi, tak jak wiele współczesnych podręczników coachingowych. Jeszcze tego nie mamy. W związku z czym, napraw siebie, Sylwia. Sylwia, napraw siebie. Dwanaście małych kroków ku własnej naprawie siebie. A jeszcze inni wpadają na pomysł i chcieliby dziewiąty werset, żeby brzmił tak. Dziewiąty werset, żeby brzmiał tak. Teraz jednak nie widzimy jeszcze, że wszystko mu jest poddane. W związku z tym, uwierz w swój potencjał. Wyzwól swój potencjał i magiczne moczy czomą. No nie. No nie. Nie. On się zaczyna od słów, widzimy raczej tego, który na krótko uczyniony został mniejszym od aniołów Jezusa. I tu zmienia się wszystko. Bo odpowiedzią Boga na to wszystko nie jest ulepszona wersja Adama. Nie jest ulepszona wersja moja i twoja. Odpowiedzią Boga, jedyną odpowiedzią Boga na to wszystko jest Chrystus. Chrystus. I znowu hebrajczyków zacznie wywyższać Chrystusa. To jest jedyna odpowiedź Boga. Pierwszy człowiek traci wszystko przez nieposłuszeństwo. I teraz pojawia się ktoś, kto odzyska to, co człowiek utracił. I ten Psalm ósmy jednocześnie i ten cytat nabiera drugiego, znacznie głębszego znaczenia, na którym my zazwyczaj się opieramy. Ale ono by nie miało sensu, gdyby nie ten wstęp, że to była mowa o człowieku. O mnie i o tobie. To my byliśmy do tego przeznaczeni. I teraz mamy ten drugi sens. Bo jest pewien człowiek, w którym Boży zamiar wobec człowieka zostaje faktycznie, rzeczywiście wypełniony. I właśnie dlatego autor mówi, że widzimy raczej Jezusa. I teraz sobie na Niego spojrzymy. Od 9, 10 werset. Widzimy raczej Tego, który na krótko uczyniony został mniejszym od aniołów Jezusa, ukoronowanego chwałą i dostojeństwem za cierpienia śmierci, aby z łaski Bożej zakostował śmierci za każdego. Przystało bowiem, aby ten, dla którego i przez którego istnieje wszystko, który przywiódł do chwały wiele snów, w sprawce ich zbawienia, uczynił doskonałym przez cierpienia. Więc nie widzimy jeszcze tego przyszłego świata. Nie widzimy tego, że człowiek jest ukoronowany tak, jak to było zaplanowane. Że panuje nad stworzeniem pod panowaniem Boga. Jeszcze nie widzimy Rekumenii. Całego zamieszkanego świata pod panowaniem Boga. Tego nie widzimy, ale widzimy już Jezusa. I znowu, to jest bardzo ważne, bo tylko dzięki temu możemy być uczciwi. Kiedy cierpię, to Biblia nie mówi mi... To nie jest tak, że ja cierpię, biorę Biblię i Biblia do mnie krzyczy Bartek, ty nie cierpisz. No nie. Cierpię. Jak cierpię, to cierpię. Jak ty cierpisz, to cierpisz. I Biblia nie mówi, nie, to ty się tylko imaginujesz. Tak naprawdę nie cierpisz. Nie, Biblia nie mówi, kiedy ja cierpię, nie cierpisz. Kiedy tracę kogoś bliskiego, kiedy umiera nam ktoś bliski, Biblia nie mówi, nic się nie stało. Luz. Żałoba nie jest dla chrześcijan. O ile razy ja to słyszałem? Żałoba nie jest dla chrześcijan. Turbo ufoludkiem trzeba być. Żeby komuś, kto traci kogoś bliskiego, podejść do niego i powiedzieć nie, ty w ogóle nie cierpisz, nic się nie stało. Komuś mąż umarł, nic się nie stało. Żona mu umarła, nic się nie stało. Dziecko mu umarło, nic się nie stało. Kiedy patrzę na jakąś niesprawiedliwość, kiedy patrzymy na jakąś niesprawiedliwość, Biblia nie mówi do nas, że mamy to nazywać dobrem. Że mamy zaklinać rzeczywistość. I to jest w porządku, tak, to jest OK. To jest Boży Plan. Tak ma być, że się ludzie mordują na przykład na wschodzie. To jest OK. To jest Boży Plan. Nic się nie stało, że Izrael morduje dzieci w Palestynie, a ci mordują Izraelczyków. To ma tak być. To jest Boży Plan. Naprawdę? Naprawdę? Nie, Biblia tak nie mówi. Gdyby tak mówiła, to jest w ogóle najgorsza możliwość. Więc nie muszę wymyślać, że Biblia tak mówi. Nie muszę udawać, że nie ma tego wszystkiego. Mogę być w tej historii dojrzały i uczciwy i powiedzieć, tak, cierpię, tak, jest niesprawiedliwość, tak, stało się coś, gdy tracę kogoś bliskiego, tak, stało się, gdy jest wojna, gdy są gwałty, gdy jest cierpienie, stało się. Biblia mówi, że tak stało się. Ale, ale, ale jest coś większego. Jest coś, czego jeszcze nie widzę. Są odpowiedzi, których nie znam. Są modlitwy, których nie oglądam jeszcze spełnienia. Masz taką modlitwę, że modlisz się o coś i nie widzisz jeszcze spełnienia tej modlitwy? Masz na pewno, choćby o bliskich. Są obietnice, które należą do przyszłości. Wiem, że jest taka obietnica w Bożym Słowie, ale jestem dojrzały w studium Bożego Słowa i wiem, że ta obietnica dotyczy przyszłości, a nie tu i teraz. Czy mi się to podoba, czy nie? Mam świadomość, że Jezus uzdrawia, ale są choroby, na które ludzie umierają, nie są uleczeni i po prostu ich tracimy. Czy nie? Czy tylko ja tracę? No nie. Są relacje, które się zepsuły i nie da się tych relacji naprawić. Są historie, które z mojej perspektywy czy z twojej perspektywy nie wyglądają za dobrze. I nie muszę wymyślać, że tego nie ma. Nie muszę być sztukmistrzem wymyślania rzeczywistości przez różowe okulary. Muszę. Jednocześnie jestem wierzący, bo moja wiara stoi nie na tym, tylko na tym, że widzę raczej Jezusa. To wszystko jest prawdą, ale ja widzę raczej Jezusa. Tam patrzę. Tam powinniśmy patrzeć. I to jest różnica pomiędzy chrześcijaństwem a takim pop psychologicznym optymizmem. Optymizm mówi spoko. Taki pop, bo to jest pop. Spoko. Jakoś się tam ułoży. Tymczasem chrześcijaństwo mówi nie wiem, jak się wszystko ułoży. Nie wiem, czy to się ułoży w ten sposób, który ja bym chciał, ale wiem, kto siedzi na tronie i wiem, gdzie mam patrzeć. I to jest chrześcijaństwo. Ten pop optymizm, on potrzebuje sprzyjających okoliczności i się rozsypuje, kiedy okoliczności nie są sprzyjające. Natomiast wiara chrześcijańska istnieje nawet wtedy, kiedy okoliczności są przeciwko nam. Przeciwko nam. Bo czasami okoliczności są przeciwko nam i nie tracę wtedy wiary. Przepraszam. Nawet jeśli jutro nie będzie lepiej niż dzisiaj, mój Chrystus pozostaje Chrystusem. Siedzi na tronie i ja widzę raczej Chrystusa. To jest wiara, którą później widzimy w bohaterach wiary. To oni nie mają super okoliczności. Księga Daniela, 3 albo 4 rozdział, szadrach, meszach i abdet. Tak, właśnie. To chyba trzeci rozdział, nie? Stoją przed tym piecem ognistym. Oni wiedzą, że może być tak, że Bóg ich uratuje. Ale może być tak, że jednak nie. Że jednak te okoliczności nie będą takie. Mówią królowi potem, że nawet jeśli Bóg tego nie uczyni, no to nie oddadzą pokłonu posągowi. Tak ta historia jest opisana, prawda? I to jest właśnie dojrzała wiara tych ludzi. Oni nie mówią, na pewno Bóg to zrobi. Na pewno jutro będzie lepiej niż jest dzisiaj. Nie, nawet jeśli nie będzie, to nie oddamy pokłonu fałszywemu Bogu. Nawet jeśli tak nie będzie, nawet jeśli Bóg nie zrobi dokładnie tego, co ja bym chciał, tego, czego ja od Niego oczekuję, niezależnie od tego, co się wydarzy, wiem, kim jest mój Bóg. I to jest wiara. To powinna być wiara chrześcijan. Nawet jeśli Bóg nie zrobi tego, czego oczekujesz, nawet jeśli nie poukłada się tak, jakbyś chciał, wiesz, kim jest twój Bóg. Widzisz raczej Jezusa. I teraz widzimy raczej Jezusa. I z całego tego dziewiątego, dziesiątego wersetu wychodzi, że On się stał tym człowiekiem. Pojawia się coś niezwykłego. Na krótko uczyniony został mniejszym od aniołów. Czyli to samo, co w opisie względem człowieka. I teraz co się stało? Czy On traci swoją boskość? Czy przestaje być tym, kim jest i kim list do hebreczyków opisywał Go przez cały pierwszy i pół drugiego rozdziału? Nie. Ale Syn Boży stał się człowiekiem. Nazywa się to tajemnicą wcielenia. Tak się to określa w teologii, że to jest tajemnica wcielenia. I oczywiście niektórych strasznie przeraża słowo tajemnica. Ja już je tłumaczyłem, że słowo tajemnica to nie jest to samo, co w polskim języku tajemnica, tylko tajemnica w polskim języku przekładając na polski język z Biblii oznacza, że to jest coś, co było zakrytego i teraz jest odkryte. A nie, że to jest jakieś misterne. Tylko coś, co było wcześniej zakryte zostaje odkryte i to coś, co było wcześniej zakryte teraz jest odkryte. Biblia nazywa, że to jest tajemnica. Czyli dla nas to już jest odkryte. I to jest tajemnica wcielenia. To nie jest tylko związane z Bożym Narodzeniem. To jest w ogóle centrum Ewangelii. Bo bez tajemnicy wcielenia, bez tego, że Jezus staje się człowiekiem, nie byłoby Krzyża. Nie byłoby prawdziwej ludzkiej śmierci Chrystusa. Bez tej śmierci, bo to jest chyba oczywiste, że On naprawdę umarł na tym krzyżu. Nie udawał, że umarł. Nie wszystkim się wydawało, że Pan Jezus umarł. Tylko właśnie poprzez to, że prawdziwie było wcielenie, prawdziwie umarł. Bez tej śmierci nie byłoby odkupienia. Dlatego, że karą za grzech jest to śmierć, a nie udawanie śmierci. I dlatego Kościół tak mocno walczył o to zrozumienie, że Chrystus jest człowiekiem. Już po tej walce o zrozumienie, o którym wiele razy już mówiłem, że Chrystus jest Bogiem. I teraz pytanie, czy jest o co walczyć. No jest o co walczyć i do dzisiaj jest o co walczyć. 451 rok, Sobór chalcedoński, Kościół zaczyna to wyrażać. Mówi, Jezus Chrystus jest prawdziwie Bogiem i prawdziwie człowiekiem. Jeden i ten sam Syn, istniejący w dwóch naturach. Bez zmieszania i bez zamiany. To jest bardzo ważne. Dwie natury, ale bez zmieszania, że to jest pół Bóg, pół człowiek. Wymieszane są te natury ze sobą. Bez zamiany. Czyli nie, że raz jest Bogiem, raz człowiekiem, raz Bogiem, raz człowiekiem, tylko bez podzielenia, bez rozłączenia. Nie mieszanka boskości i człowieczeństwa. Nie Bóg udający człowieka. Nie człowiek udający Boga. Tylko prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek. Jedna osoba, dwie natury. I list do hebleczyków cały będzie przeplatał tą prawdę. On będzie cały czas sięgał do tego. Raz będzie sięgał do tego, że prawdziwie to jest Bóg, ponieważ tylko Bóg może zbawić. Raz będzie sięgał do tego, że to jest prawdziwie człowiek, ponieważ człowiek musi zostać reprezentowany człowiekiem przed Bogiem. I on to będzie cały czas przeplatał. I znowu, dlatego ten, który w pierwszym rozdziale jest nazwany jako większy od aniołów. Zwróćcie uwagę. Kiedy jest mowa o boskiej naturze, on jest nazwany większym od aniołów. Przerabialiśmy to niedawno. Teraz w drugim rozdziale ta sama osoba, Jezus Chrystus, przez to samo Słowo Boże, w tym samym liście, przez tego samego Autora jest nazwany uczynionym mniejszym od aniołów. I tylko tak się da wytłumaczyć, że On mówi o dwóch naturach. Dlatego raz mówi, że jest większy od aniołów, a teraz mówi, że jest mniejszy od aniołów. Przecież w każdym innym wypadku to się wymyka logice. Teraz co to oznacza? To dla nas oznacza, że Ten, który stworzył ludzkie ciało i stwarza ludzkie ciało, przyjmuje ludzkie ciało. I dlatego ja co roku powtarzam. Tak obchodzę święta Bożego Narodzenia. Wiem, że wielu chrześcijan nie obchodzi. Nadal to są moi bracia, nadal to są moje siostry. Mogą się o to wadzić. Ja obchodzę wszystko, wszystkie święta, urodziny, imieniny. Prezenty przyjmuję cały rok. Wszystko, wszystko obchodzę. Oczywiście mówimy o normalnych świętach, nie o jakichś zboczeniach w stylu Halloween. Wszystko obchodzę. Czemu obchodzę święta Bożego Narodzenia? Bo On naprawdę przyjął ludzkie ciało. Naprawdę miał rączki, nóżki, wątróbkę, nosek, uszka. Naprawdę, naprawdę, naprawdę się narodził z Marii Dziewicy. Naprawdę miał układ nerwowy, tak jak każdy człowiek. Naprawdę miał żołądek i naprawdę doświadczał głodu. Naprawdę stworzył sen, w związku z czym Pan Jezus był zmęczony i zasypiał. Nie udawał, że jest zmęczony, tylko był zmęczony i poszedł spać, a nie udawał przed uczniami, że śpi. Naprawdę spał. Mój Bóg stworzył łzy, dlatego chrześcijanin nie musi się wstydzić łez. Mało tego, sam płakał tymi ludzkimi łzami. Stworzył człowieka do relacji, a sam doświadczył w ciele zdrady. I to przez przyjaciela swojego, że on nazywa go przyjacielem. I to jest tajemnica wcielenia, a ja, gdybym żył w V wieku i gdybym tam obradował, to bym powiedział, bracia, nie będziemy tego nazywać tajemnicą wcielenia, będziemy mówić o skandalu wcielenia, bo to jest skandal wcielenia, skandal w ogóle, że Bóg w ten sposób wcielił się w człowieka, że mój Bóg, twój Bóg, Jezus Chrystus nie jest absolutem zamkniętym gdzieś poza historią albo w jakimś pudełku, tabernakulum czy w innym jakimś tam tego typu wydarzeniach, tylko On naprawdę wchodzi w historię człowieka i dlatego jest rozwiązaniem. I tego nie wolno bagatelizować, nie wolno tego banalizować, nie wolno tego omijać, nie wolno tego uznawać za nieważny element chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo odpowiada na wszystko nie teoriom, tylko osobom, osobom Jezusa Chrystusa. Bóg w Chrystusie wchodzi w tą historię. On nie tylko wyjaśnia nam teologicznie, dlaczego coś się dzieje, tylko sam to przeżywa, sam to obserwuje i sam jako osoba jest odpowiedzią na wszystkie moje i Twoje pytania. I teraz kiedy ja krzyczę Boże, czy Ty w ogóle mnie rozumiesz? Czy Ty w ogóle wiesz? W sensie nie krzyczę tak, podaję przykład. Chociaż nie, raz w życiu tak krzyknąłem, jak Nadia bardzo chorowała. Czy Ty w ogóle wiesz, Boże, co to znaczy cierpieć? Co to znaczy tata cierpiący? No i szybko mi Bóg przypomniał, że wie doskonale. Bardzo dobrze wie, co to znaczy cierpieć. Bardzo dobrze wie, co to znaczy tata cierpiący. Zaraz mi wskazał na krzyż. Wie dokładnie. I teraz nie dlatego, że mój i Twój Bóg potrzebował zdobyć informacje, których wcześniej nie posiadał. W sensie to nie o to chodzi. Bóg jest wszechwiedzący i posiadał informacje, co to znaczy cierpieć, ale Syn Boży rzeczywiście przeszedł przez cierpienie. A to jest spora różnica. I teraz zobaczcie, dokąd to prowadzi. Dziesiąty. Jezusa ukoronowanego chwałą i dostojeństwem zacierpienia śmierci. Zacierpienia śmierci. To jest niesamowite. W Falmie ósmym człowiek jest chwałą i dostojeństwem ukoronowany. My tego nie widzimy. Zgubiło się to z powodu grzechu i pojawia się Jezus. I co widzimy? Człowieka ukoronowanego chwałą i dostojeństwem poprzez cierpienie. To znaczy, że Jezus jest nie tylko Bogiem, który przyszedł uratować człowieka. To oznacza i musi oznaczać, że jest jednocześnie człowiekiem, w którym wypełniło się przeznaczenie Boga dotyczące człowieka. W nim się wypełniło to, do czego Bóg stworzył człowieka. W nim się wypełniło to ukoronowanie i dostojeństwo. I my to wszystko wiemy, tylko mówimy najzwyczajniej tak. Tam, gdzie Adam zawiódł, tam Chrystus zwyciężył. Tak mówimy na szkółkach dziecięcych. No ale tak możemy mówić na szkółkach dziecięcych, natomiast my musimy rozumieć, co to oznacza. Tam, gdzie pierwszy Adam przyniósł nieposłuszeństwo i przyniósł śmierć, tam Chrystus właśnie, przechodząc przez śmierć, przynosi posłuszeństwo i zwycięstwo. I dlatego Paweł nazywa go ostatnim Adamem. Ostatnim Adamem. W Chrystusie widzimy człowieka i jakim człowiek miał być. Czyli posłuszny ojcu, święty, panujący, ukoronowany chwałą Bożą i do tego wszystkiego on dochodzi przez cierpienie, zacierpienia śmierci. I teraz zobaczcie. Znowu, jakie odwrócenie ludzkiej logiki. My sobie myślimy tak. Albo chwała, albo cierpienie. I nie da się tego połączyć. Albo chwała, albo cierpienie. A Bóg pokazuje nie. Będzie odwrotnie. Będzie chwała przez cierpienie. My sobie myślimy albo zwycięstwo, albo krzyż. A Bóg mówi nie. A ja wam pokażę zwycięstwo przez krzyż. My sobie myślimy życie, albo śmierć. A Bóg pokazuje Chrystusa, który przez śmierć otwiera życie. I teraz, aby z łaski Bożej zakosztował śmierci za każdego. Takie piękne słowa w Biblii. Zakosztował śmierci. I teraz to nie znaczy, że On tylko jej dotknął. Że On polizał śmierć. Tylko skosztował. W ten taki mały sposób. Nie. On naprawdę umarł. To nie była teatralna śmierć. To nie była śmierć na niby. I nie można mówić, a zdarzyło się to kilka razy na kazaniach, że Jezus Tak naprawdę nie umarł, bo Bóg nie mógł umrzeć. No Bóg nie mógł umrzeć, ale Jezus naprawdę umarł. Naprawdę umarł. Nie możesz być chrześcijaninem i twierdzić, że to była teatralna śmierć. A jeżeli naprawdę nie umarł, no to znaczy, że udawał, że umarł. Naprawdę umarł. On naprawdę wcielił się, naprawdę cierpiał, naprawdę umarł i jeszcze ważniejsze jest to, co Biblia mówi. Za kogo? Aby z łaski Bożej zakorzystowało śmierć za kogo? Za każdego. Za każdego. I obojętnie, czy nam się to podoba w reformowanej teologii, czy nie, tu jest napisane, że zmarł za każdego, czyli zmarł za wszystkich innych. Wszystkich innych. No to jak my to teraz połączymy? A co mnie to obchodzi? Jak my to połączymy? A od kiedy my jesteśmy niewolnikami łatek? Że musimy umieć wszystko połączyć, każdą jedną teologię i sobie ozdobniki robić. A reformowany taki, a siaki, a uwaki, a baptystyczny, a zielonośrodkowy? Nie umiem tego połączyć. Tak jak nie umiem połączyć trójjedności Bożej. Tak jak nie umiem połączyć dwóch natur jednocześnie. Nie umiem tego połączyć. Tak nie umiem tego połączyć, że nadal jestem wyznawcą teologii reformowanej, ale rozumiem, że tu jest napisane, że za każdego. I tyle. Za każdego. To jest bardzo ważne, bo my czasami w naszej wyobraźni, a zwłaszcza z powodu etykiet, możemy sobie stworzyć fałszywy obraz Ewangelii. Fałszywy obraz Ewangelii. I nie możemy tego robić. To nam musi nieustannie w głowie brzęczeć. Krzyż wydarzył się dlatego, że Bóg jest łaskawy dla każdego. Taki wierszyk. Krzyż wydarzył się dlatego, że Bóg jest łaskawy dla każdego. Wymyśliłem taki. Taki jestem poeta. Czasami. Dobrowolnie przyszedł, Duch Święty działał w tym procesie odkupienia, w tym dziele odkupienia. Mamy tam trójjedność Bożą i nie umiemy tego do końca wytłumaczyć. I teraz czy... bo jeszcze w tym dziesiątym wersecie jest też ważne. Przystało bowiem, aby ten, dla którego i przez którego istnieje wszystko, który przywiódł do chwały wielu synów, w sprawce ich zbawienia uczynił doskonałym przez cierpienia. I teraz trzeba uważać. Uczynił doskonałym. Czyli co? Pan Jezus wcześniej był niedoskonały. Czegoś Mu brakowało. Czy to cierpienie naprawiło jakąś moralność Pana Jezusa? Jakby nie cierpiał, to z moralnością byłby. Na bakier albo z etyką. No nie. Tam jest ważne i tego język polski nie oddaje. Tam się pojawia grecki czasownik, który nie mówi, że ten uczynił. Tam nie jest mowa o tym, że on przeszedł z jednego stanu w drugi stan. I poprzez cierpienie ze stanu grzesznego wszedł w stan święty. A to jest ważne, bo tak tym wersetem Kościół rzymskokatolicki tłumaczy tak zwaną teologię cierpienia. Czyli, że cierpienie wprowadza z jednego stanu w drugi stan. I oni właśnie tym wersetem mówią, że cierpienie Jezusa wprowadza ze stanu grzesznego w stan świętości. I teraz przekładają to na każdego człowieka i tak tłumaczą. Oni też nie zakładają różowych okularów. Też widzą, że rzeczywistość nie jest taka, jaka powinna być. I mówią, dobrze, my nie zakładamy różowych okularów, ale rozumiemy, że to cierpienie powoduje, że grzesznik staje się święty. Nie? Biblia tak nie uczy? Możesz cierpieć ile chcesz i to nie spowoduje, że będziesz święty. Możesz nawet zrobić taki bić i walić się po plecach z całej siły. I są tacy, co tak robią. I to nadal nie spowoduje, nawet takie cierpienie nie spowoduje, że będziesz święty. Możesz sobie ubrać takie specjalne są na nogi zazwyczaj, zapinane wrzeciona, że tam dociskasz to i to cię rani i krwawisz. I to nie spowoduje, że z grzesznego staniesz się święty. Bo ten werset o tym nie mówi. Biblia tak nie mówi. A już na pewno nie mówi, że Pan Jezus był grzeszny i poprzez cierpienie wszedł w inny stan i stał się święty. Nie. To słowo tu użyte oznacza, że coś jest doprowadzone do zamierzonego celu od samego początku. Czyli On nigdy nie był grzeszny. Natomiast cierpienie doprowadziło pewną rzecz do ostatecznego celu u Niego. Jezus zawsze był doskonałym, w pełni moralnym. Niczego Mu nie brakowało Synem Bożym i nie musiał cierpieć, by tym Synem Bożym się stać. To jest bardzo ważne i naprawdę bzdurę opowiadają w tej teologii cierpienia. A oni poszli jeszcze dalej. Bo oni już poszli w taki stan, że jeżeli mamy Ojca i cierpiącego Syna, cierpiącą córkę, upośledzonego Syna, upośledzoną córkę, to oni mówią, już potrafią powiedzieć, że cierpienie tego dziecka uświęca rodzica. No na pewno. Na pewno. Nie. Nic takiego Biblia nie naucza i na pewno nie wolno tym wersetem budować w ten sposób nauczania. Jezus był zawsze doskonały. Co więcej, tu jest jeszcze sprawce ich zbawienia. To jest w ogóle bogate słowo. Tam się pojawia słowo archegos i sprawca, ten archegos, mógłby być przetłumaczony. Wódz, pionier, założyciel. Ten, który idzie pierwszy, otwiera drogę dla innych. I teraz wyobraźmy sobie człowieka, który przedziera się przez jakiś teren, przez którego nikt wcześniej nie przeszedł, tworzy szlak po to, żeby mogli po tym szlaku później bezpiecznie iść inni. O tym tu jest mowa, że Chrystus wszedł tam, gdzie my nie możemy sami wejść i otwiera drogę, robi szlak, którego my nie potrafimy zrobić. Więc On wchodzi za mnie w cierpienie. O tym tu jest mowa. Nie, że ja mam cierpieć, bo On cierpiał i teraz, ponieważ On cierpiał, to ja mam cierpieć, by z czegoś grzesznego stać się kimś świętym, tylko ten cały werset mówi o tym, że On wszedł w to cierpienie i przetarł szlak, żebym ja tego nie musiał robić. Żebym ja właśnie nie musiał w ten sposób cierpieć. On wchodzi w cierpienie, On wchodzi w śmierć, On przechodzi przez to wszystko. Dlatego chrześcijaństwo nie mówi, że Jezus pokaże ci drogę. On mówi, ja jestem drogą. Nie pokażę ci drogę i zrób to, co ja, tylko ja jestem drogą. I to jest przepaść między tym, co robi Pan Jezus, a tym, co robi religia. Więc jeszcze raz. Teraz zaczynamy, mam nadzieję, rozumieć Psalm VIII, bo jesteśmy tak w połowie tego kazania. Na początku widzieliśmy człowieka stworzonego do chwały. Potem widzimy człowieka, który upada. Potem widzimy Jezusa, który jest ukoronowany chwałą i dostojeństwem i okazuje się, że On tego nie zamierza zatrzymać dla siebie, tylko przeszedł tą drogę, przetarł szlak. Po co? By przywieźć do chwały wielu synów. I to jest kierunek zbawienia. To jest kierunek zbawienia. Zobaczcie. W takim razie, i to też jest ważne, w tym, w co wierzymy, a jeżeli ktoś nigdy się nad tym nie zastanawiał, to to jest dobry moment, żeby się nad tym zastanowił, bo zbawienie nie oznacza tylko, jak się w wielu kościołach mówi, Bóg skasował mój dług. To jest prawda w pewien sposób, ale to nie jest wystarczające określenie tego, w co wierzymy i co zrobił Pan Jezus. Albo nie pójdę do piekła. To też jest prawda, ale też niewystarczająca. Ten Boży plan jest znacznie większy. I teraz pomyślmy o tym. Grzech mówi tak, czy z powodu grzechu. Straciliśmy chwałę. Historia kończy się w grobie. Diabeł na to wszystko mówi, no, jesteś mój, jesteś mój, należysz do mnie. I teraz Chrystus przychodzi i bierze to wszystko, bierze tych, którzy byli zgubieni, przeciera szlak, specjalnie podałem ten przykład i tego wodza, tego pioniera, przeciera ten szlak, ja to powiem tak, żeby nam to utwiło w głowie, no, bierze taką maczetę i przeciska się przez dżunglę, przez to wszystko, robi taką drogę dla nas i prowadzi nas tam, gdzie sami byśmy nie byli w stanie dojść. Gdzie? Do chwały. Biblia znowu to mówi. Do chwały. On nas prowadzi do chwały. Więc moje zbawienie, ono ma kierunek. To nie jest tylko wskasowanie długu. To nie jest tylko, że nie pójdę do piekła. Zbawienie nie jest punktem tak zrozumianym. Jestem zbawiony w związku z czym mój dług został wykasowany. Jestem zbawiony w związku z czym nie pójdę do piekła. Narodziłem się na nowo i już jest ok. Nie. My mamy pewien kierunek. Ja gdzieś zmierzam. Ty gdzieś zmierzasz. Jeżeli jesteś zbawiony gdzie? Do chwały. Do chwały. Biblia o tym mówi wprost. To jest mój kierunek. Nie jestem jeszcze tym, kim będę. Nadal cierpię, nadal... Znaczy, ja akurat nie narzekam, bo jest broda, jest wszystko, ale nadal chodzimy w takich ułomnych ciałach. Nadal się starzejemy. Nadal walczymy z grzechem. Nadal stoimy przy grobach bliskich. Nadal są takie momenty, kiedy jesteśmy przerażeni tym, co się dzieje. Ale jeżeli jestem w Chrystusie, to idę gdzieś przez utarty szlak. Zmierzam ku czemuś. Ku chwale. I teraz kim dla tego ukoronowanego Chrystusa są ludzie, których prowadzi on do chwały? Czyli ludzie zbawieni. Kim oni są? Co Biblia na tym mówi? Otóż Biblia nie mówi, że oni są podwładnymi. I to jest kolejna bzdura padająca z wielu kazalnic, którą list do hebrejczyków rozbraja. Otóż Biblia nie mówi, że jestem podwładnym w tej historii. Bardzo dobrze. Biblia nie mówi, że jestem sługą. W sensie tym, co teraz analizujemy. W innym fragmencie mówi. Zupełnie inny kontekst. A na pewno Biblia nie mówi, że jestem obcy. Albo, że jestem tolerowany przez Boga, no bo jakoś tam Bóg zapłacił za mój dług. Jedenasty werset. Odpowiedź tu wprost i dosadnie. Jeszcze tylko to przerobimy. Jedenasty, dwunasty, trzynasty. Bo zarówno ten, który uświęca, jak i ci, którzy bywają uświęceni, z tego powodu nie wstydzi się nazywać ich jak? Braćmi. Braćmi. Zatrzymajmy się przy tym. Bo to jest bardzo ważne. Nie wstydzi nazywać się ich braćmi. Ja przypomnę, o kim my mówimy. Żebyśmy nie zgubili kontekstu. My mówimy o tym, o którym pierwszy rozdział powiedział, że jest odblaskiem chwały Boga i odbiciem, pamiętacie, podawałem przykład idealnej pieczęci. Odbiciem jego istoty. Mówimy o tym, przez którego, dla którego i dzięki któremu wszystko istnieje. Mówimy o tym, któremu aniołowie, a tłumaczyłem, że ja też lubię romantyczne historie, zwłaszcza z moją żoną w roli głównej, ale Biblia nie mówi o aniołach w romantycznych historiach, bo to są bardzo potężne istoty. I my mówimy o tym, któremu te bardzo potężne istoty oddają pokłon. Mówimy o tym, którego tron trwa na wieki wieków. Mówimy o tym, który podtrzymuje wszystko słowem swojej mocy. I w tym liście jest napisane, że ten ktoś nie wstydzi, nie wstydzi nazwać nas swoimi braćmi. On się tego nie wstydzi. Mnie osobiście to zdumiewa, bo ja się czasami wstydzę Jezusa. Ty się czasami wstydzisz Jezusa. Nie, ja nie. No nie, co on tak mówi? Każdy z was, ja też, w pewnych okolicznościach, w pewnym towarzystwie wstydzi się przyznać do Niego. Nie? Mówię tylko o sobie? No nie. Każdy z nas ma takie momenty, że wstydzimy się powiedzieć, że wierzymy Ewangelii. I koniec, kropka. I nie dyskutujemy, bo wierzymy Ewangelii. No bo mamy wrażenie, że wtedy zostaniemy uznani za jakichś takich zacufanych. Ja nie, ja nie. Jakbym nie znał swojego zboru, swoich braci i sióstr i siebie samego, to bym mógł w to uwierzyć. Natomiast wiem doskonale, że wstydzimy się czasami pomodlić w miejscu publicznym. Czy nie? No tak, taka jest prawda. Wstydzimy się czasami powiedzieć, tak robię, tak będę robił, tak będę mówił, tak będę myślał, bo jestem chrześcijaninem. A tymczasem Biblia mówi, że On, On nigdy, nigdy nie wstydzi się nas. I zawsze nazywa nas braćmi. To jest mega inspirujące. To mega pokazuje, jak On nas kocha. Chociaż my naprawdę na to nie zasługujemy. To my mamy problem, a On nie ma problemu i nigdy nie wstydzi się nas. Nigdy, obojętnie co zrobiłeś, On się ciebie nie wstydzi. I śmiem twierdzić, że to nie dlatego, że ja i ty jesteśmy tak imponującym materiałem rodzinnym. Śmiem twierdzić, że to nie z tego powodu. Mało tego, myślę sobie, że On naprawdę wszystko o mnie wie. Jestem pewny, że On wszystko wie o tobie. I teraz co mam na myśli? Mam na myśli, że On, Jezus Chrystus, żeby było uczciwie, mówię też oczywiście o sobie, to był pół żart, a pół serio. On nie zna mnie w sensie tylko tej wersji przeznaczonej dla ciebie. Bo jest taka wersja przeznaczona dla ciebie. Ty też masz taką wersję przeznaczoną dla mnie. I wiecie dobrze, że tak jest. Każdy ma taką wersję przeznaczoną dla innych. I On nie zna tylko tej wersji. On mnie zna wtedy, kiedy nikt na mnie nie patrzy. On cię zna wtedy, kiedy nikt na ciebie nie patrzy. Nikt, nikt, nikt na ciebie nie patrzy. On cię zna. Jezus zna myśli, których nigdy nikomu nie powiedzieliśmy. Nie wiem, czy już do tego dotarłeś, ja już w swojej modlitwie do tego dotarłem, że są nawet takie myśli, ja mam czasami takie myśli, których nawet Jemu nie mówię. To są takie myśli, że nawet Jezusowi o nich nie mówię. On je i tak zna, pomimo tego, że ja ich nie mówię. Bo to są tak głupie myśli, że mi jest głupio powiedzieć, nie wam, tylko Jezusowi mi jest głupio powiedzieć o tych myślach. A On i tak je zna i też mnie wasz takie myśli. On mnie zna i zna wszystkie moje motywacje, wszystkie moje motywacje, wszystkie twoje motywacje, nawet te motywacje, które najchętniej byśmy chcieli, żeby nie były naszymi motywacjami. Czy nam się to podoba, czy nie? Jezus zna, bo takie rzeczy w nas są, bo jesteśmy jednocześnie święci, jednocześnie usprawiedliwieni i jednocześnie grzeszymy. To już Luther odkrył. On zna tą pychę, tą dawkę pychy w każdym z nas, tą ukrytą pod płaszczem pokory. Zna egoizm, który jest w każdej służbie. W mojej służbie jest pewna dawka egoizmu, w twojej służbie jest pewna dawka egoizmu i Pan Jezus zna to, widzi to, wie o tym, zdaje sobie z tego sprawę. I naprawdę jesteś w niemowlęcym okresie, jeżeli uważasz, że te rzeczy, które mówię, nie mają udziału w twoim życiu. U mnie nie ma w ogóle pychy egoizmu. Zna te miejsca, w których w naszym życiu występuje niewiara. Zna te miejsca, gdzie w naszym życiu jest pewna religijność, ta martwa, ta ochydna religijność. Zna wszystkie momenty, w których zawiedliśmy. Wszystkie momenty. Nawet te, o których nikt nie wie, on je zna. A mimo tego Słowo Boże mówi, że On się nas nie wstydzi. Nigdy się nas nie wstydzi. Nigdy się ciebie nie wstydzi. Nigdy się mnie nie wstydzi. Dla mnie to jest jedna z najważniejszych informacji w Bożym Słowie. On się nie wstydzi nazwać mnie swoim bratem. To jest właśnie Ewangelia. I teraz, żeby to dobrze zrozumieć, dlaczego On tak może nas nazwać, to autor tu mówi, bo zarówno ten, który uświęca, jak i ci, którzy bywają uświęceni, z jednego są wszyscy. Kto to jest ten, co uświęca? Chrystus. Kto to jest ci, co bywają uświęceni? My, Jego lud. A więc, nie jesteśmy braćmi Jezusa, i to też jest bardzo ważne, nie jesteśmy braćmi Chrystusa, dlatego, że z natury to my jesteśmy tacy boscy. I tutaj, dla równowagi, mam nadzieję, że w pełni zostanę zrozumiany z tym, co mówiłem, że każdy nosi obraz Boga. Biblia nie naucza, że w każdym człowieku znajduje się pierwiastek Boga. W każdym człowieku znajduje się... Ostatnio słyszałem, chyba ten najnowszy Leon to powiedział, że w każdym człowieku... Bardzo fajną encyklikę napisał, to trzeba uczciwie powiedzieć, ale tam chyba właśnie jest ten fragment, że w każdym człowieku jest kawałek Boga, który trzeba w nim odkryć. No nie. Nie tak to działa i nie stajemy się równi Synowi w Jego boskości i to też jest odlot. Głównie tak wierzą mormoni, czyli Kościół Jezusa Chrystusa Świętego w dniach ostatnich, czy jakoś tak, popularnie mormoni, ale widzę, że to przemknęło do wielu kazalnic, że stajemy się równi Synowi w Jego boskości. Nie. Biblia naucza, że to On zbliżył się do nas, On przyjął naszą naturę, On się wcielił, On wszedł w rodzinę człowieczą, żeby nas wprowadzić do rodziny Bożej, a nie my to robimy. I to jest niezwykle ważne. Nie ma żadnego kawałka Boga w każdym jednym człowieku, który trzeba odkryć. Ten, który uświęca i ci, którzy bywają uświęceni. I teraz to jest bardzo ważne. Czemu? Bo w ten sposób zrozumiemy bardzo trudny temat, który jest niezwykle istotny i ta różnica jest niezwykle ważna i może mi się to uda w końcu wytłumaczyć. Jest pewna różnica między winą a wstydem. A my bardzo często, bardzo często traktujemy to jako synonimy i potem są kłopoty. Wina mówi, zrobiłem coś złego. Ale wstyd mówi, w związku z tym ze mną jest coś nie tak. I teraz wina dotyczy pewnego czynu. Wstyd atakuje twoją czy moją tożsamość. I to są dwa różne pojęcia. Wina mówi, i to jest w porządku, i to robi w nas Chrystus, wina mówi, zgrzeszyłem. Zgrzeszyłem. I Jezus wie, że ty zgrzeszyłeś. Wie o tej pysze ukrytej pod pokorą, o tym egoizmie w służbie, o tych myślach, które nawet jemu nie powiesz. On to wie. I to jest wina. Zgrzeszyłeś. Ale diabeł przychodzi i próbuje powiedzieć tak. Gdyby ludzie naprawdę wiedzieli, gdyby to wyszło na jaw, kim ty naprawdę jesteś, gdyby tak wyszło na jaw, ten egoizm w twojej służbie, ta pycha ukryta pod pokorem, ta myśl ukryta przed wszystkimi, to nikt z tobą nie chciałby mieć nic wspólnego. Jesteś nic niewarty. I teraz diabeł i wstyd, bo to jest wstyd, nie wina, tylko wstyd, on prowadzi człowieka do ukrywania się przed Bogiem, zwłaszcza przed Chrystusem. I teraz znowu musimy wrócić do Księgi Rodzaju. Zanim w Biblii, zanim w Biblii pojawia się pierwsza definicja i wytłumaczenie grzechu i tego wszystkiego, to pojawia się człowiek, który chowa się przed Bogiem. I co on mówi? Zląkłem się i ukryłem się. On miał poczucie wstydu. Zląkłem się, wstydziłem się, wystraszyłem się i ukryłem się. I ta jego wina, nieprzerobiona we właściwy sposób, ona spowodowała, że on zaczął się ukrywać. Dzisiaj też tak mamy, że człowiek zaczyna tworzyć wersję siebie, którą można pokazać w światu, można pokazać w Kościele i mamy potem jakiegoś siebie publicznego, siebie społecznego, siebie kościelnego, a już hitem są siebie internetowego i mamy takiego właśnie ukrytego. I jednocześnie ci ludzie bardzo często przeżywają, jak to wyjdzie na jaw, jak oni się dowiedzą, jak oni się dowiedzą o czym ja myślę, jak oni się dowiedzą z czym ja walczę, jak oni się dowiedzą co ja zrobiłem, jak oni się dowiedzą co się wydarzyło w mojej przeszłości, jak oni się dowiedzą jak wygląda moje małżeństwo, jak oni się dowiedzą jakie ja mam wątpliwości, jak oni się dowiedzą ile razy obiecywałem Bogu, że już nigdy tego nie zrobię, no to kosmos, dlatego lepiej się ukryje. I teraz na to przychodzi Ewangelia i ona robi coś odwrotnego. Nie masz się czego wstydzić. Nie masz. Nie masz. Bóg nie oczekuje, że będziesz uciekał i że będziesz się wszystkiego wstydził. Nie. Z jednej strony Ewangelia nie mówi to co zrobiłeś nie ma znaczenia, w związku z czym trzeba nazywać grzech po imieniu i chrześcijanie powinni nazywać grzech po imieniu, zwłaszcza swój. Mówi jasno i wyraźnie to co zrobiłeś było tak poważne, to kim jesteś jest tak poważne bez Chrystusa. To kim jesteś jest tak poważne, że Boży Syn musiał za ciebie umrzeć, ale jednocześnie, i to jest bardzo ważne i nie możemy tego zgubić w Kościele, jednocześnie Ewangelia mówi jego śmierć była wystarczająca i nie musisz się już wstydzić. Nie musisz przed Bogiem uciekać. A to jest ogromna różnica. Więc moją odpowiedzią na mój wstyd, twoją odpowiedzią na twój wstyd, odpowiedzią na wstyd kiedy przychodzi diabeł nie jest jestem wspaniały. Ja jestem wspaniały. Ja nie mam żadnej pychy ukrytej pod pokorem. Ja jestem wspaniały. Ja nie mam żadnego egoizmu w służbie. Ja jestem wspaniały. Ja nie mam wersji siebie publicznej i wersji siebie prawdziwej przed Bogiem. Nie. Tak nie powinna brzmieć ani moja, ani twoja odpowiedź, bo to jest nieprawda. Ale moja odpowiedź jest taka. Ja jestem niedoskonały. Ja mam pychę ukrytą pod płaszczem pokory. Mam momenty egoizmu w swojej służbie. Mam momenty i mam myśli, nie chcę nikomu powiedzieć. Czasem mi jest trudno nawet przed Bogiem o tej myśli powiedzieć. Ale jestem Jego. Należę do Niego. Jestem Jezusa Chrystusa. Jestem Jego. I On nie wstydzi się nazwać mnie swoim bratem. Moja pewność tego kim jestem, mojej tożsamości, nie znajduje się w tym, że odkryłem gdzieś własną doskonałość i jestem już taki turbo-święty i ultra-święty jak nie wiadomo kto. Wiecie co mam na myśli? Nawet jest takie przysłowie, że niektórzy są święci od samego papieża. A papież w ogóle nie jest święty. Ale niektórzy... Wiecie, takie przysłowie funkcjonuje. Nie. Moja tożsamość znajduje się w tym, że Chrystus zna całą prawdę o mnie. Całą prawdę o mnie zna. Caluteńką. Jestem przed Nim całkowicie nagi. W ogóle nieubrany. Znowu z Księgi Rodzaju. A jednak nie wstydzi się nazwać mnie swoim bratem. I to jest bardzo ważne. I wierzę, że wielu z was powinno sobie to uzmysłowić. Bo wielu przez lata nosi coś, czego nie potrafi sobie wybaczyć. I wszyscy wiemy w teorii, że Bóg wybacza. Teologicznie to wszyscy to wiemy. Że Bóg wybacza. Że nie muszę nosić ciężaru wstydu. Wybacza Bóg. Jakby zrobić egzamin... Tu mnie dzisiaj Dorota prosiła, żeby takich rzeczy nie robić. Ale gdyby zrobić egzamin i zapytać, czy krew Chrystusa... Ale zrobimy egzamin. Czy krew Chrystusa wystarczy do oczyszczenia z każdego grzechu? Wystarczy czy nie? Tak. I każdy odpowie tak. Bez wahania każdy odpowie tak. Ale gdyby tam postawić twojego grzechu. Czy ona wystarczy twojego grzechu? Tego, wiecie, takiego wstydliwego. U niektórych pojawia się gwiazdka. Tak, Chrystus przebacza. Ale... Ale... Tak, łaska wystarczy. Ale... Tak, Bóg przyjmuje grzeszników. Ale... I jeszcze nie jest najgorzej, gdy to jest tak, Jezus przebacza, ale ja mam poczucie wstydu. Tak, Jezus przebacza, łaska wystarczy, ale ja za dużo nabroiłem. Tak, Jezus przyjmuje grzeszników, ale gdyby chodziło o mnie, to nie jest to takie proste. To jeszcze jest mniejszy problem. Ale my idziemy dalej. Tak, Jezus przebacza, ale nie rozwodnikom. Tak, łaska wystarczy, ale nie tym, którzy dokonali aborcji. Tak, Bóg przyjmuje... Ale wyłącznie z Polski. I czasami potrafimy wierzyć w ustrawiedliwienie z łaski teologicznie, ale kiedy dochodzi do szczegółów, to pojawia się tam taka niezręczna gwiazdka. Nie wstydzi się nazywać ich braćmi. Wszystko o mnie wie. Wszystko o tobie wie. Nic nie jest przed nim ukryte i nie wstydzi się mnie nazywać braćmi tylko dlatego, tylko dlatego, że jestem jego, tylko dlatego, że jego ofiara jest wystarczająca, tylko dlatego, że wcielił się i przeszedł przez cierpienie, tylko dlatego, dlatego nawet największa moja porażka, nawet największa twoja porażka nie ma ostatniego słowa. Posłuchaj mnie teraz uważnie. Nawet najgorszy dzień twojego życia, najgorszy dzień, najgorsza historia w twoim życiu nie ma ostatniego słowa. Nawet grzech i to ten grzech, którego się najbardziej wstydzisz nie ma ostatniego słowa. Chrystus ma ostatnie słowo. Do Niego należy ostatnie słowo. I znowu nic nowego. On tu cytuje Psalm 22. Będę opowiadał imię twoje braciom moim, będę cię chwalił pośród zgromadzenia. I znowu to jest jeszcze ciekawsze. Psalm 22 głównie jest znany jako psalm mówiący o Golgocie. To tam są te słynne słowa, które potem Pan Jezus opowiada na krzyżu Golgoty. Boże mój Boże czemuś mnie opuścił. Ten psalm zaczyna się cierpieniem, takim poczuciem opuszczenia, ale nie kończy się nim. W tym psalmie z cierpienia psalmista przechodzi do zwycięstwa. Od tego wołania rozpaczy przechodzi do uwielbienia. I właśnie z tej uwielbieniowej części tego psalmu pochodzi będę opowiadał imię twoje braciom moim, będę cię chwalił pośród zgromadzenia. Czyli mamy Chrystusa, który przeszedł przez cierpienie, przeszedł przez śmierć, zostaje ukoronowany chwałą, a teraz stoi pośród zgromadzenia swoich braci i oddaje chwałę Ojcu. O tym jest ten psalm. I do tego nawiązuje autorka listu do Hebrejczyków. I teraz co to oznacza? To jest bardzo ważne. To oznacza, że Jezus nie tylko zbawia Kościół. On nie tylko zbawił Kościół. To jest za mało, za mało jeżeli ty tylko o tym wiesz. Jezus nie tylko zbawia Kościół. Jezus identyfikuje się ze swoim Kościołem. Identyfikuje się ze swoim Kościołem. To jest niezwykle ważne. Czemu? Bo dzisiaj bardzo modne stało się określenie Jezus tak, Kościół nie. Ile razy się to słyszy? Jezus tak, ale Kościół nie. Na Facebooku jest od groma, od groma informacji. Tak, Jezus tak, ja należę do Jezusa. Tylko z Kościołem nie chcę mieć nic wspólnego. Czemu? No bo Kościół potrafi zranić. Oj potrafi. Potrafi tak Kościół zranić, że to jest kosmos. Mnie nikt tak w życiu nie zranił jak Kościół. Nikt. Nawet żona. Oczywiście, że w tej szerokiej perspektywie historia Kościoła zna takie skandale, że to się w głowie nie mieści. Oczywiście, oczywiście, że pastorzy zawodzą i będą dalej zawodzić. Oczywiście, że ja jako pastor też zawodzę i coś wam powiem. Jeszcze nie raz, nie raz was zawiodę. Fajnie, nie? Oczywiście, oczywiście, że ludzie wierzący, a więc nie tylko ja, ale i wy bywają hipokrytami i zdarza im się to. Oczywiście, że Kościół jako instytucja popełnia grzechy. Tak, to prawda i to nie dotyczy tylko Kościoła Rzeczpospolitej Katolickiej. To dotyczy każdego Kościoła. Nie trzeba i nie należy idealizować Kościoła, ale trzeba uważać, żeby nie pogardzać tym, z czym identyfikuje się Chrystus. Do czego należy Chrystus? Czego nie wstydzi się Chrystus? I to jest moja odpowiedź na tą całą dyskusję przetaczającą się. Jezus nazywa odkupionymi braćmi i mówi, będę cię chwalił pośród zgromadzenia. On jest obecny w Kościele. On się identyfikuje z Kościołem. Z tym Kościołem, który potrafi zranić. Z tym Kościołem, w którym zdarza się hipokryzja. Z tym Kościołem, w którym ludzie popełniają błędy. Z tym Kościołem, w którym pastorzy popełniają błędy, starsi zboru popełniają błędy, diakoni popełniają błędy, a nawet zgrzeszą. Z tym Kościołem identyfikuje się Chrystus i nie wstydzi się Go. I chwali swojego Ojca pośród tego zgromadzenia. Kościół jest zgromadzeniem ludzi, których Chrystus uświęca pomimo tego wszystkiego. Dla mnie to jest mega uwalniające, bo to oznacza, że Kościół, żaden Kościół, ani ten Kościół, ani żaden Kościół nie jest wystawą gotowych świętych. Jak ktoś chce takie rzeczy oglądać, to byliśmy ostatnio w Krakowie, tam jest Muzeum Figur Woskowych. Tam się naoglądasz, tam są wystawieni tacy święci, tak stoją. Nie. Kościół jest warsztatem, jest warsztatem, w którym Chrystus pracuje nad ludźmi. I jak to w warsztacie? Czasami jest kurz i to siły dym. Czasami jest hałas. Czasami ktoś coś zrobi głupiego albo bardzo głupiego. Czasami ktoś rozczaruje. Czasami ty kogoś rozczarujesz. Czasami ja kogoś rozczaruję. To nie oznacza, że wolno usprawiedliwiać każdy grzech. To nie oznacza, że mamy być z tego dumni. Ale to oznacza, że w Kościele są ludzie w procesie uświęcenia. W procesie uświęcenia, a nie są gotowymi uświęconymi świętymi z wosku. I to powinno też zmienić sposób patrzenia na siebie nawzajem. Czasami jest tak, że oceniamy jakiegoś człowieka po upadku. Widzimy dzisiaj jakiś jego upadek i nie bierzemy pod uwagę, że to jest człowiek, z którym Bóg jeszcze będzie pracował 30 lat. On z nim jeszcze będzie pracował 30 lat. Dobrze, dzisiaj jest w takim miejscu, w takim stanie, ale Bóg z nim będzie pracował 30 lat. Czasami przekreślamy kogoś, kto jest na przykład w trzecim rozdziale swojej książki życia, a Bóg chce z nim przejść do ostatniego, do pięćdziesiątego rozdziału. Ale my już musimy ocenić. I teraz skoro Chrystus nie wstydzi się nazywać swoim bratem człowieka, którego uświęca, to ja powinienem tym bardziej uważać, zanim uznam, że jestem zbyt święty, by z tym człowiekiem mieć coś wspólnego. Bardzo muszę na to uważać. Następnie tu cytuję. Ufność w nim pokładać będę, oto mi ja i dzieci, które dał mi Bóg. I to jest jeszcze ciekawsze. To jest jeszcze głębsza identyfikacja. Czyli mój Chrystus nie stoi z boku. On nie obserwuje ludzi z bezpiecznej odległości. On jest tu, gdzie my jesteśmy, gdzie ja jestem, gdzie ty jesteś. Jeszcze raz. Nie wstydzi się nazywać mnie i ciebie braćmi. Nie, bo jak teraz zacznę, to nie skończę. Więc spróbujemy podsumować tylko. Rozpoczęliśmy od pytania. Czymże jest człowiek, że pamiętasz o nim, albo syn człowieczy, że dbasz o niego? Mam nadzieję, że zrozumieliśmy, że żaden człowiek nie jest przypadkiem. Nikt nie jest bezwartościowym pyłem zagubionym w mglistym wszechświecie. Gdzieś o tym przeczytałem, że jesteśmy zagubionym pyłem w mglistym wszechświecie. Nie. Biblia mówi, że Bóg pamięta o każdym człowieku, że Bóg dba o każdego człowieka, że Bóg każdego stworzył do czegoś większego niż jedzenie, praca, siku, kupa, zdobywanie pieniędzy, wychowanie dzieci, posadzenie drzewa, wybudowanie domu itd. Nie. Biblia mówi, że każdy człowiek został stworzony do chwały i dostojeństwa. Każdy został stworzony, by go ukoronować. Każdy został stworzony do tego, żeby panować nad stworzeniem, ale pod panowaniem Boga. Jednocześnie wszyscy rozumiemy, bo wystarczy oczy otworzyć, że nie działa, że nie działa, że ten świat tak nie wygląda. Dlatego Biblia mówi, list do hebrecików mówi, że nie widzimy tego jeszcze, co mamy zobaczyć. I to jest prawda o naszym świecie. Nie wszystko jest takie, jakie powinno być. Nie wszystko w naszym życiu jest takie, jak powinno być. Nie wszystko w Kościele jest takie, jak powinno być. Nie dlatego, że coś się wymknęło spod kontroli, tylko dlatego, że jest czas po upadku i w grzechu. Nie wszystko jest takie, jak powinno być. Widzimy grzech. Widzimy grzech swój, widzimy grzech świata. Mam wrażenie, że grzech świata jesteśmy nawet w stanie łatwiej zobaczyć niż swój własny. Wszyscy umiemy powiedzieć, co jest nie tak z Kościołem, z polityką, społeczeństwem, rodziną i innymi ludźmi. Jak głęboko zajrzymy, to i z nami i samymi. I teraz list do hebrecików idzie dalej i mówi, że my jesteśmy też w centrum tego upadku, nie panujemy nad tym wszystkim, nie kochamy tak, jak powinniśmy kochać, nie przebaczamy tak, jak powinniśmy przebaczać, nie myślimy tak, jak powinniśmy myśleć, nie czynimy tak, jak powinniśmy czynić. Inaczej mówiąc, nie czynimy tego, co dobre i co chcemy, lecz to, co złe i czego nie chcemy. I to jest diagnoza słuszna o nas. I gdyby Biblia zakończyła się w tym miejscu, no to katastrofa, to pozostałaby nam tylko taka mroczna diagnoza. Ale mamy dalszy ciąg. Widzimy raczej Jezusa. Nasz wzrok jest skierowany na Jezusa. Wszystko nie jest jeszcze naprawione, ale jest Jezus. Nie widzę wszystkich Bożych obietnic, ale jest Jezus. Nie rozumiem wszystkiego, co wydarzyło się w moim życiu, ale jest Jezus. Nie wiem, dlaczego pewne modlitwy nie działają, twoje i moje, ale jest Jezus. Nie wiem, dlaczego nie wszystkie choroby są uleczone, ale widzę Jezusa. Nie wiem, jak będzie wyglądać moje jutro, ale widzę Jezusa. I to nie są różowe okulary, tylko to jest uczciwa perspektywa biblijna. On jest ukoronowany chwałą, On jest ukoronowany dostojeństwem poprzez cierpienia i śmierć. I On przywodzi wielu synów do chwały. Pamiętamy Maczeta i on wyrobił szlak. Przecieramy się. Zostaliśmy do tego stworzeni. On wszedł w naszą historię, prowadzi nas do chwały. Nie skończył z nami, nie skończył z Kościołem, nie skończył z dziećmi Bożymi. On cały czas pracuje i nie wstydzi się nazwać nas braćmi. Zdajemy sobie sprawę ze swojej winy, ale nie musimy się wstydzić. Jest ogromna różnica między winą a wstydem. Jezus widzimy naprawdę nie tylko mój wizerunek, nie tylko to co na wierzchu, ale jeśli należę do Niego, nie wstydzi się mnie i nazywa mnie swoim bratem. W Kościele chwali synów przed całym zgromadzeniem. Więc Boże dziękujemy Ci za Twoje słowo. Dziękujemy Ci za to, że Ty w swoim słowie objawiasz kim jest, a w zasadzie kim powinien być człowiek. Panie, ja Ci chcę podziękować za to, że moja wartość, nasza wartość nie zaczyna się od tego co osiągnęliśmy, nie zaczyna się od tego ile zarabiamy, jak wyglądamy, co zbudowaliśmy i jak widzą nas inni, jak oceniają nas inni. Ty pamiętasz o każdym człowieku, dbasz o każdego człowieka. Stworzyłeś człowieka na swój obraz, przeznaczyłeś go do chwały. I Panie wstajemy też przed Tobą nazy. Widzimy skutki upadku, widzimy skutki grzechu w świecie, w naszych rodzinach, w Kościele. Ja widzę skutek grzechu w sobie. Wiem, że wielu z nas widzi skutek grzechu w sobie. Przebacz nam Panie to wszystko, a przede wszystkim przebacz nam taką kontrolę i taką próbę kontrolowania wszystkiego. Przebacz nam Panie kiedy szukamy swoją wartość nie w Tobie i nie w tym jak Ty to stworzyłeś, ale w tym wizerunku, w jakichś sukcesach, w pozycji, w wyglądzie, w opinii innych ludzi, zwłaszcza obcych ludzi. Przebacz nam to Panie Jezu. Panie uwolnij nas od takiej nieustannej próby udowadniania, że jesteśmy wystarczający, bo nie jesteśmy. I właśnie dlatego potrzebujemy Ciebie, właśnie dlatego rozpaczliwie potrzebujemy Ciebie każdego dnia, codziennie. Więc Duchu Święty naucz nas tego, naucz nas tego, że każdego dnia potrzebujemy Twojej łaski, każdego dnia potrzebujemy patrzeć na Ciebie, patrzeć na Chrystusa. Naucz nas też Panie tego, że kiedy patrzymy na świat i widzimy jeden wielki chaos, to potrzebujemy spojrzeć na Chrystusa. Kiedy patrzymy na swoje życie i nie rozumiemy wielu rzeczy, to potrzebujemy spojrzeć na Chrystusa. Kiedy patrzymy na własne porażki, to potrzebujemy spojrzeć na Chrystusa. Kiedy jesteśmy zmęczeni, a zwłaszcza kiedy jesteśmy zmęczeni samymi sobą, to potrzebujemy spojrzeć na Chrystusa. Kiedy ogarnia nas lęk, lęk dotyczący przyszłości, jutra, to potrzebujemy spojrzeć na Chrystusa. Kiedy nie widzimy tego, o co się modlimy, kiedy nie ma odpowiedzi, to naucz nas Duchu Święty widzieć raczej Jezusa. Tego, który jest ukoronowany chwałą i dostojeństwem. Ja Ci chcę Panie podziękować, że Ty jesteś nie tylko sprawcą, ale i dokończycielem naszej wiary, że Ty prowadzisz wielu synów do chwały. I dzisiaj Panie proszę Cię szczególnie za każdym, kto nie potrafi uwierzyć, że może być przez Ciebie przyjęty. Za każdym, kto uważa, że jego wstyd jest zbyt wielki i on musi uciekać sprzed oblicza Bożego. Za każdym, kogo ogarnęło poczucie wstydu, kto żyje pod ciężarem wstydu. Za każdym, kto nadal kara siebie za grzech, który Ty już dawno przebaczyłeś. Za każdym, kto myśli, że jego przyszłość jest większa, skutki są większe niż Twoja łaska. Za każdym, kto się boi, że ten jego wstyd zostanie ujawniony i odwrócisz się od niego. Za każdym z tych ludzi, Panie Jezu. Proszę Cię Panie, by ci ludzie przyjęli, że Ty nie wstydzisz się nazywać ich braćmi. Naucz nas Panie żyć tą prawdą. Nie żeby lekceważyć grzech, ale żeby tym bardziej być wdzięcznym za Twoją łaskę. Spraw Panie też, żebyśmy jako Kościół nie wstydzili się tych, których Ty jeszcze uświęcasz. Daj nam Panie cierpliwość do ludzi będących w procesie, do tych wszystkich ancymonów. Daj nam Panie łaskę, taką Twoją łaskę dla tych, którzy są słabi. Daj nam odwagę Panie, by podnosić tych, którzy upadli, nawet jeśli upadli któryś raz. Daj nam Panie mądrość, żeby z jednej strony nazwać grzech grzechem, ale z drugiej strony nigdy nie przekreślić człowieka, nad którym Ty nadal chcesz pracować. I Panie, kiedy wyjdziemy stąd, kiedy zobaczymy, że nie wszystko jest takie jak powinno być, to przypomnij nam. Historia nie jest skończona, grzech nie ma ostatniego słowa, porażka nie ma ostatniego słowa, słabość nie ma ostatniego słowa. Dlatego powierzamy Ci nasze życie, powierzamy Ci nasze domy, powierzamy Ci nasze rodziny, powierzamy Ci naszych bliskich, naszego męża, żonę, dzieci, rodziców, przyszłość. Powierzamy Ci Panie nasze pytania, wszystkie nasze niedokończone historie i wszystko to, czego jeszcze nie rozumiemy. Powierzamy Ci to wszystko, bo widzimy Jezusa i Tobie Jezu powierzamy siebie.


Autor kazania
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.
Poznaj autora