Autobiografia własnej duszy
    KazanieList do Rzymian · 7.1-25Część 1107 kwietnia 2026

    Autobiografia własnej duszy

    Człowiek upamiętany widzi grzech i pragnie świętości, lecz jest bezsilny - prawo demaskuje naturę grzechu, lecz nie zmienia serca. Dopiero w tym wołaniu „Nędzny ja człowiek!" rodzi się prawdziwa wiara i gotowość na nowe narodzenie przez Chrystusa.

    Transkrypcja

    Witajcie w imieniu Jezusa Chrystusa. Witam wszystkich zebranych w kaplicy. Jest nas na tym rozważaniu listu do Rzymian w kaplicy coraz mniej, a my jesteśmy dopiero na siódmym rozdziale. Ale trudno, ja to wygłoszę do końca. Witam też wszystkich zebranych na transmisji internetowej. Witam społeczność Chrześcijańskiej Wspólnoty Ewangelicznej Nowego Narodzenia. Przechodzimy od razu do Bożego Słowa, bo dzisiaj nie będzie krótko. Bo nie da się tego zrobić krótko, jeżeli chcemy coś z tego wyciągnąć. Dzisiaj będziemy analizować list do Rzymian, siódmy rozdział. W przyszłym tygodniu, jeśli Pan pozwoli, będziemy analizować list do Rzymian, ósmy rozdział. I z punktu widzenia naszego zboru to są dwie najważniejsze lekcje i dwa najważniejsze kazania, dlatego że one które wprost mówią o różnicy między upamiętaniem a nowym narodzeniem, tłumaczą czym jest upamiętanie, właściwe upamiętanie dzisiaj, za tydzień, czym jest nowe narodzenie, czym jest właściwe nowe narodzenie. To jest nauczanie, które wprost przeciwstawia się wiodącemu nauczaniu płynącemu z innych wielu zborów, wielu denominacji, zwłaszcza tych, które nie rozumieją różnicy między człowiekiem upamiętanym a nowym narodzeniem. To jest nauczanie, które będzie wprost nie podobało się zarówno cesjonistom, jak i kontynualistom. Nie będzie się podobało arminianistom i nie będzie się podobało kalwinistom, bo one będą się teraz wymykać totalnie spod kontroli teologicznej, takiej oklepanej, dotychczasowej i w ogóle. Osobiście mam wrażenie, że ponieważ wchodzimy w ten temat i wejdziemy w niego coraz głębiej i w pewien sposób na nowo się to stanie wizytówką naszego zboru, no to też ten, który jest przeciwny zdrowej nauce, będzie szalał z wściekłości. Tyle jakby autoreklamy. Przejdźmy do Bożego Słowa, list do Rzymian 7 rozdział. Ja czytam z Biblii Warszawskiej, przeczytam w całości i później będziemy omawiać każdy prawy werset. Czyż nie wiecie bracia, mówię przecież do tych, którzy zakon znają, że zakon panuje nad człowiekiem dopóki on żyje. Albowiem zamężna kobieta za życia męża jest z nim związana prawem, ale gdy mąż umrze, wolna jest od związku prawnego z mężem. A zatem, jeśli za życia męża przystanie do innego mężczyzny, będzie nazwana cudzołożnicą. Jeśli jednak mąż zmarł, wolna jest od przepisów prawa i nie jest cudzołożnicą, gdy zostanie żoną drugiego męża. Prze to, bracia moi, i wy umarliście dla zakonu przez ciało Chrystusowe, by należeć do innego, do tego, który został wzbudzony z martwych, abyśmy owoc wydawali dla Boga. Albowiem gdy byliśmy w ciele, grzeszne namiętności rozbudzone przez zakon były czynne w członkach naszych, aby rodzić owoce śmierci, lecz teraz, Zostaliśmy uwolnieni od zakonu, gdy umarliśmy temu, przez co byliśmy opanowani tak, iż służymy w nowości ducha, a nie według przestarzałej litery. Cóż więc powiemy? Że zakon to grzech? Przenigdy. Przecież nie poznałbym grzechu, gdyby nie zakon. Wszak i o porządliwości nie wiedziałbym, gdyby zakon nie mówił nie pożądaj. Lecz grzech przez przykazanie otrzymał bodziec i wzbudził we mnie wszelką porządliwość, bo bez zakonu grzech jest martwy. I ja żyłem niegdyś bez zakonu, lecz gdy przyszło przykazanie, grzech ożył. A ja umarłem i okazało się, że to przykazanie, które miało mi być ku żywotowi, było ku śmierci, albowiem grzech, otrzymawszy podnięte przez przykazanie, zwiódł mnie i przez nie mnie zabił. Tak więc zakon jest święty. I przykazanie jest święte, i sprawiedliwe, i dobre. Czy zatem to, co dobre, stało się dla mnie śmiercią? Przenigdy. To właśnie grzech, żeby okazać się grzechem, posłuszył się rzeczom dobrom, by spowodować moją śmierć, aby przez grzech, przez przykazanie okazał ogrom swojej grzeszności. Wiemy bowiem, że zakon jest duchowy, ja zaś jestem cielesny, zawsze dany grzechowi, albowiem nie rozeznaję się w tym, co czynię, gdyż nie to czynię, co chcę, ale czego nienawidzę to czynię. A jeśli to czynię, czego nie chcę, zgadzam się z tym, że zakon jest dobry, ale wtedy czynię to już nie ja, lecz grzech, który mieszka we mnie. Wiem wtedy, że nie mieszka we mnie to, co jest w ciele moim, dobro. Mam bowiem zawsze dobrą wolę, ale wykonania tego, co dobre, brak. Albowiem nie czynię dobrego, które chcę, tylko złe, którego nie chcę, to czynię. A jeśli czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który mieszka we mnie. Znajduję wtedy w sobie zakon, że gdy chcę czynić dobrze, trzyma się mnie złe, bo według człowieka wewnętrznego mam upodobanie w zakonie Bożym. A w członkach swoich dostrzegam inny zakon, który walczy przeciwko zakonowi uznanemu przez mój rozum i bierze mnie w niewolę zakonu grzechu, który jest w członkach moich. Nędzny ja człowiek. Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci? Bogu niech będą dzięki, przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego. Tak więc ja sam służę umysłem zakonowi Bożemu, ciałem zaś zakonowi grzechu. Jeśli dla kogoś ten fragment Bożego Słowa jest trudny, to dla mnie on był trudny przez kilkanaście lat, tak ku pocieszeniu. Ten i kolejny ósmy rozdział. Dwa rozdziały powinno się analizować razem, natomiast tego już by mi chyba nikt nie wybaczył, gdybym zrobił na jednym kazaniu dwa te rozdziały. W związku z czym rozbiłem to na dwa osobne kazania. Natomiast to jest kluczowy moment dla tego, co my tu wyznajemy, dlatego naprawdę polecam nie tylko w tej chwili odsłuchać czy słuchać to, co ja mówię, tylko sobie później to przeanalizować, sprawdzić, przesłuchać to kazanie, jeśli trzeba, kilka razy i to następne, bo to jest kluczowa nauka w naszym zborze. Kiedy skończyliśmy poprzednie kazanie, w poprzednią środę, to zostaliśmy w takim miejscu z apostołem Pawłem, takim szczerym miejscu, bardzo ludzkim miejscu i bardzo prawdziwym miejscu. Najpierw mieliśmy do czynienia z takim triumfem łaski. To, że umarliśmy dla grzechu, że żyjemy dla Pana Boga, to analizowaliśmy w dwie poprzednie środy. Ale zaraz potem, w tym rozdziale siódmym, Słowo. Wprowadzi nas, wydawałoby się, w jedno z najciemniejszych miejsc, chyba takim najbardziej trudnym miejscem jest to miejsce, o którym będziemy dzisiaj mówić, takim mrocznym miejscem ludzkiego serca. Jest to miejsce, o którym w ogóle nie lubimy rozmawiać, nie lubimy mówić, zwłaszcza w zborze. Nikt nie chce się przyznać, że jest w tym miejscu, chyba że już jest w takiej rozpaczy, o której też będę dzisiaj mówił. I szczerze trzeba powiedzieć, że każdy w tym miejscu był, jest albo będzie. Nikogo to nie ominie, o czym my dzisiaj będziemy rozmawiać. Dlatego, że ten siódmy rozdział Listu do Rzymian, to jest rozdział, który mówi, uwaga, o wewnętrznej walce w człowieku, to jest bardzo ważne, po upamiętaniu. Ten rozdział mówi, o wewnętrznej walce, która się dzieje w człowieku w momencie, czy też po momencie, w którym on się szczerze upamiętał. Ale szczerze upamiętał. W tym człowieku jest walka między tym, co ten człowiek już wie, z Bożego Słowa, z kazań, z obserwacji innych chrześcijan, a tym, co czyni w istocie, co czyni w praktyce. W tym rozdziale jest mowa o różnicy między tym, co ten człowiek kocha już swoim umysłem ale jeszcze nie potrafi kochać tego swoim sercem. On jest troszkę w miejscu, w którym kocha już swojego Boga i wszystko, co jest związane ze świętością Boga, swoim umysłem, ale to się jeszcze nie przedostało do jego serca. Jest w tym człowieku, o którym tu jest mowa w liście do Rzymian w VII rozdziale, w człowieku upamiętanym, Takie pragnienie świętości, ten człowiek pragnie żyć świętym życiem, on zdaje sobie sprawę z konieczności życia tym świętym życiem, pragnie tego świętego życia, a jednocześnie cały czas w tym człowieku porusza się grzech. Ten grzech mieszka nadal w jego członkach, w jego ciele, przede wszystkim nadal jest jego naturą. Tam nadal jest natura grzechu i Paweł w tym miejscu... Ja mam takie wrażenie, że on musiał mocno przeżyć ten moment, ja go nazywam najczęściej tą ścianą ze szkła, za którą się człowiek nie potrafi przedostać. Ci, którzy są na bieżąco z moimi nauczyniami, wiedzą, co mam na myśli, a jak nie, no to ja tu przede wszystkim głoszę do tych, którzy są w zborze, a nie, że ktoś od czasu do czasu posłuchał. Tak się nie da nauczać Kościoła. Więc on jakby... Musiał to mocno przeżyć, bo ja mam wrażenie, że on w tym siódmym rozdziale tak jakby zdejmuje maskę. To nagle przestaje być wielki apostoł. To nagle przestaje być wielki teolog. To przestaje być jakiś taki wielki człowiek. On tu obnaża swoje słabości. On tak mówi bardzo po ludzku. Jak taki człowiek, który przeżył i rozumie, ciężar stanu, w którym się znajdował lub znajduje, jeżeli ktoś jest w tym miejscu. To nie jest tylko rozdział o nim, to jest rozdział o mnie, to jest rozdział o tobie. Tak jak powiedziałem, albo ktoś już był w tym miejscu i będzie sobie odczytywał ten rozdział i teraz zrozumie pewien mechanizm, albo ktoś w ogóle jest w tym miejscu i wiem, że niektórzy z was są dokładnie w tym miejscu i oni bardzo powinni się temu kazaniu przyjrzeć, No albo ktoś dopiero będzie w tym miejscu, bo on tak szczerze powiedziawszy się nawet jeszcze nie upamiętał. Każdy z nas to albo przeszedł, albo przechodzi, albo to przejdzie. I bardzo ważna rzecz. Ten siódmy rozdział listu do Rzymian dotyczy wyłącznie ludzi wybranych przez Boga. wybranych przez Boga. Ludzi, którzy już z łaski Boga zostali wybrani i dostąpili upamiętania. Wyjaśnię to na przykładzie Izraela, bo jest to najprościej wyjaśnić. nie miał człowiek wpływu, do dziś nie ma, ale w Starym Testamencie, nie miał człowiek wpływu na to, czy urodził się w narodzie Izraela, czy narodził się w jakimś innym, nazwijmy to, pogańskim narodzie. Człowiek tego nie wybiera, tak jak my nie wybieramy. Nikt z nas nie wybrał sobie, że urodził się Polakiem. Ci, którzy urodzili się Polakiem, czy narodowości ukraińskiej, jeżeli ktoś się narodził w Ukrainie. My sobie tego nie wybieramy. My się po prostu tam rodzimy. I tak człowiek nie wybrał, że narodził się w Izraelu albo narodził się w pogańskim kraju. To wybierał Bóg. To Bóg decydował, gdzie ten człowiek się narodził i do jakiej nacji on, czy do jakiej narodowości on należy. Ale człowiek wybierał, co z tym robi. Czy żyje zgodnie z tym, jak powinien żyć Izrael, czy też nie. Więc Bóg wybrał, że on się narodził w Izraelu. To było Boże suwerenne działanie, że dany człowiek narodził się w Izraelu, ale ten człowiek podejmował realne wybory, co on zrobi, mogąc żyć tak, jak można żyć w narodzie wybranym, mając dostęp do prawa, do Mojżesza, do proroków, do tego wszystkiego, kiedy jakiś pigmejzulus z ponczy nie miał w ogóle takiej możliwości. Więc był w ogóle pozbawiony tej możliwości. I teraz, na naszym przykładzie, To Bóg decyduje, że człowieka dotknie i że ten człowiek się upamięta. To tutaj myślę, że już na tyle rozumiemy tą naukę, że to nie człowiek wybiera Pana Boga, tylko Bóg wybiera człowieka i go dotyka. Ja dzisiaj jeszcze będę teatrzyk odgrywał, żeby przypomnieć pewne rzeczy, tylko nie teraz przy tym wstępie, bo ja dopiero wstęp robię do pierwszego wersetu. To Bóg wybiera tego człowieka, ale ten człowiek później decyduje co z tym robi. źle zrobi, to może skończyć nawet grzechem przeciwko Duchowi Świętemu. Jeśli wszystko pójdzie tak, jak powinno pójść, czyli przeżyje to, o czym dzisiaj będziemy mówić i o czym apostoł Paweł naucza w VII rozdziale listu do Rzymian, to ten człowiek narodzi się na nowo. W VI rozdziale, czyli to, co analizowaliśmy tydzień temu, Paweł mówił nam, tłumaczył nam, kim my się staliśmy w Chrystusie. Ja użyłem takiego sformułowania, że on określił pewien status, w którym Chrystus nas ustanowił, a później dodatkowo nauczał, że skoro masz taki status, to w związku z tym statusem, że ty jesteś człowiekiem Chrystusa, uczniem Chrystusa, w jaki sposób ty powinieneś żyć, skoro należysz do Chrystusa. W VII rozdziale Paweł przyjrzy się i pokaże nam z czym my się jeszcze musimy zmagać, by z tego statusu wejść w realne życie, w realne działanie, żeby ten status stał się czymś rzeczywistym w naszym życiu. W VI rozdziale widzieliśmy te absolutne zwycięstwo Chrystusa nad grzechem, ale w tym siódmym rozdziale zobaczymy pole bitwy, które się rozgrywa w człowieku, którego wyswobodził Chrystus. I on teraz musi podjąć pewne decyzje. Dlatego w ogóle tytuł tego kazania, czyli autobiografia naszej duszy, Ja wiem, że one brzmi super, ja też z niego jestem dumny, wy pewnie też. Natomiast no niejako wymyślimy. Bardzo wielu chrześcijan przez wieki w swoich pamiętnikach, dzisiaj o kilku wspomnę, jeśli zdążę, właśnie tak to nazywało, że siódmy rozdział Listu do Rzymian to właściwie autobiografia ich duszy, stąd tytuł tego kazania. To jest miejsce, w którym Biblia bardzo szczerze mówi o ludzkim sercu, czyli o moim sercu, o Twoim sercu. Tak szczerze, że jeżeli ktoś uczciwie patrzy na ten fragment Bożego Słowa, to go to aż boli. Jednocześnie to jest miejsce, które doprowadza nas do VIII rozdziału, do największej nadziei i ten VII rozdział kończy się, ja bym w ogóle, gdyby ode mnie zależało, ale nie ja wersetowałem Biblię i nie ja nadawałem rozdziały. Bóg też, nie? Człowiek to zrobił. To ja bym ten ostatni werset siódmego rozdziału przeniósł do ósmego rozdziału, czyli to Bogu niech będą dzięki przez Chrystusa Jezusa Pana naszego. Ja bym siódmy rozdział skończył słowami, kto mnie może wybawić z tej historii i później bym przeszedł do Nowego Narodzenia, no ale nie ja odpowiadam za taki podział wersetów i rozdziałów, a ten, który odpowiada Nie da się już z nim sprawę załatwić, bo on nie żyje kilkanaście wieków. To jest opis człowieka, który... w tym siódmym rozdzielenie, w ósmym, który poznał już, on już wie, że prawo nie zbawia. W związku z czym to jest na pewno ktoś upamiętany. On już wie, że prawo nie ma mocy zbawić i że jedyną nadzieją jest ten, który ma tą moc i który daje ducha, czyli Chrystus. I w tym kazaniu też będą pokazane trzy bardzo wielkie, bardzo znaczące doktryny dla chrześcijan. Po pierwsze, że prawo jest dobre, Po drugie, że człowiek jest całkowicie bezradny, całkowicie bezradny wobec swojej natury. Nic nią nie może zrobić. I po trzecie, i to jest najważniejsza doktryna z tych trzech, że Chrystus jest jedyną nadzieję dla człowieka. To są rozdziały, które będą pokazywać chwałę i majestat Jezusa Chrystusa. Ten siódmy rozdział nie jest po to, żeby kogoś potępić. On jest po to, żeby nas przygotować w pewien sposób na ósmy rozdział. Też pokazuje w jaki sposób Bóg człowieka przygotowuje do rzeczy opisanych w ósmym rozdziale, który już będzie rozdziałem zwycięstwa, życia, mocy ducha. Rozdział siódmy, bo nim się musimy najpierw zająć, mówi o ludziach upamiętanych, a rozdział ósmy mówi o ludziach narodzonych na nowo. I to są dwie osobne historie. Zanim przyjdzie nowe narodzenie, trzeba stanąć w prawdzie o własnym sercu, a stanięcie w prawdzie na temat własnego serca jest możliwe wyłącznie po upamiętaniu. No i ponieważ tu nie mam żadnego znaku zapytania, w tym Kościele nie ma żadnej osoby, która nie jest upamiętana. Ciśnie mi się na usta już, ale nie będę złośliwy. Nie ma tu żadnej osoby, która nie jest upamiętana, to wszyscy zrobimy to sobie dzisiaj razem i będziemy mogli przejść później w nauczanie o Nowym Narodzeniu. Ale uczciwie mówię, apeluję, Uważam, że wielu z Was, niekoniecznie z tej kaplicy, wielu słuchających odkryje się w tym siódmym rozdziale i najgorsze, co możesz zrobić, to zignorować ten rozdział. Teraz przejdziemy do tego siódmego rozdziału. Pierwsze sześć wersetów, bo jest szybkie tempo. I ja jeszcze raz je przeczytam. Czyż nie wiecie bracia, mówię przecież do tych, którzy zakon znają, że zakon panuje nad człowiekiem, dopóki on żyje. Albowiem za mężna kobieta, za życia męża jest z nim związana prawem. Ale gdy mąż umrze, wolna jest od związku prawnego z mężem. A zatem. Jeśli za życia męża przystanie do innego mężczyzny, będzie nazwana cudzołóżnicą. Jeśli by jednak mąż zmarł, wolna jest od przepisów prawa i nie jest cudzołóżnicą, gdy zostanie żoną drugiego męża. Prze to, bracia moi, i wy umarliście dla zakonu przez ciało Chrystusowe, by należeć do innego, do Tego, który został wzbudzony z martwych, abyśmy owoc wydawali dla Boga. Albowiem gdy byliśmy w ciele, grzeszne namiętności rozbudzone przez zakon były czynne w członkach naszych, aby rodzić owoce śmierci. Lecz teraz zostaliśmy uwolnieni od zakonu, gdy umarliśmy temu, przez co byliśmy opanowani tak, iż służymy w nowości ducha, a nie według przestarzałej litery." To jest opis człowieka. Po upamiętaniu, ale jeszcze nie zrodzonego z ducha, jeszcze nie narodzonego na nowo. Niezwykle ważne. To nie jest opis człowieka obojętnego duchowo. To jest podstawa, żeby w ogóle zrozumieć ten rozdział. Tu nie ma mowy o człowieku, który jest obojętny duchowo. które rzeczy związane z Królestwem Niebieskim, z Panem Bogiem, z prawem, z łaską, z tym wszystkim ma totalnie gdzieś. Tu chodzi o człowieka, który, tak jak ten Izrael w przykładzie, który podałem, został wybrany. On został wezwany. Wezwany. Wezwany do przymierza. Taki człowiek już usłyszał Boże Słowo i zareagował upamiętaniem, ale jeszcze nie narodził się na nowo z góry. To jest stan człowieka, gdy się przyglądamy tych sześciu pierwszym wersetom, który widzi już swój grzech. On już widzi swój grzech. Jego sumienie już zostaje przebudzone. On już się przejmuje tym, że grzeszy. Taki człowiek chce być posłuszny swojemu Bogu, ale nie ma mocy, by być posłusznym Bogu. On widzi grzech, jego sumienie zostaje dotknięte, że to co się dzieje w nim, to jest grzech i grzechy. On by chciał być posłuszny Bogu, Ale nie umi tego zrobić. Nie ma w tym człowieku mocy, by to zrobić. Dlaczego? No bo duch jeszcze w nim nie mieszka. W takim razie to nie jest życie chrześcijanina narodzonego z Bożego Ducha, bo ten by miał tą moc, tylko człowieka, którego Bóg już przygotuje czy przygotowuje na nowe narodzenie. Człowieka, którego Bóg w swojej suwerennej woli przywiódł do upamiętania. Jeszcze raz tak jak Izrael. Został wybrany przez Boga, ale każdy musiał na to odpowiedzieć. Musiał coś z tym zrobić. Tak jak słuchacze Ewangelii, ale nie słuchacze uchem, tylko słuchacze duchem. Oni są poruszeni, ale oni są przekonani już o prawdziwości tej Ewangelii, ale teraz muszą coś z tym zrobić. Czytamy tutaj, że zakon panuje nad człowiekiem dopóki żyje, czyli do kiedy. Dopóki żyje stary człowiek. Paweł przypomina pewną zasadę, którą rozumieli ówcześni mu słuchacze, Żydzi, Grecy, Rzymianie, że prawo ma władzę nad tym, kto żyje. To ludzkie prawo, on tu o ludzkim prawie mówi. Prawo ma władzę nad kimś, kto żyje. Kończy się władza prawa w momencie, kiedy człowiek przestaje żyć lub zostaje skazany na śmierć. Gdy ktoś umiera, w jakikolwiek sposób kończy się jurysdykcja prawa względem tego człowieka. Już go nic nie dotyczy i to jest dla nas oczywiste. Jak ktoś umrze, to już się żadne zasady, nawet bzdurne, podatkowe w Polsce się nie dotyczą. Po prostu przestaje się to dotyczyć. To jest też duchowa zasada, do której tu Paweł nawiązuje, że prawo działa, dopóki żyje stary człowiek. Dopóki człowiek nie zostaje pochowany w Chrystusie i nie rodzi się na nowo, nie zmartwychwstaje w tym Chrystusie. Dopóki tak jest, to prawo, zakon w tym przypadku, bo to będzie lepsze słowo, żeby odróżnić z ludzkiego, dlatego wolę Warszawkę, zakon nadal tego człowieka oskarża, osądza, potępia. Czemu? No bo jurysdykcja nad tym człowiekiem nadal następuje. Upamiętanie tego człowieka obudziło jego sumienie, ale nie zabiło go i nie spowodowało nowego narodzenia. Wskazuje mu na grzech przez prawo, oskarża go, potępia go, osądza go, ale ten człowiek nie ma żadnej mocy, żeby sobie z tym poradzić, żeby pokonać tą historię. W drugim i trzecim wersecie Paweł tu używa obrazu małżeństwa. Tam czytamy te słowa, ale gdy mąż umrze, wolna jest od związku prawnego z mężem. Tutaj muszę to wtrącić, żeby nie było, że ominąłem. Ten obraz i ten siódmy rozdział listu do Rzymian, To nie jest nauczanie Pawła na temat moralności rozwodu lub jego braku. To nie jest nauczanie Pawła na temat trudności związanych z zawiłymi historiami ludzi, z rozwodem, z ponownym małżeństwem. I jeśli ktoś wykorzystuje te dwa wersety jako taki fragment rzekomo udowodniający doktryny Pawła, No to w teologii się to nazywa eizegeza, nie egzegeza, tylko eizegeza, czyli wyszukanie jakiegoś fragmentu wyciągniętego z kontekstu, by coś udowodnić. Paweł tu nie naucza na temat ponownych małżeń, dlatego ja też w tej chwili nie będę nauczał na ten temat, do tego sobie przejdziemy przy liście do Koryntian. Paweł tu tłumaczy pewien mechanizm duchowy i używa takiego zrozumiałego, czystego obrazu, który jest czysty dla większości małżeństw, gdy będziemy wchodzić w związki małżeńskie, ale tu po prostu jest opisany pewien mechanizm duchowy, że tak długo jak żyje pierwszy mąż, no to kobieta jest z nim związana, jest jego żoną. Natomiast kiedy on umiera, no to ona jest uwolniona od związku z tym mężem. I w pewien sposób jest to ilustracja tego, co dzieje się z człowiekiem po upamiętaniu. Prawo trzyma go, cały czas go trzyma. Do kiedy? Aż do śmierci starej natury, czyli do narodzenia się na nowo. I też w tym momencie, kiedy człowiek przez to upamiętanie jest związany prawem z tą żoną, jaką jest świętość Boga, w tym momencie ten człowiek przejmuje się tym prawem. On w ogóle rozumie, że już jest czyjś. Ale to nie jest jeszcze moment nowego narodzenia, to mu pokazuje grzech. Dlatego, że wcześniej, zanim ten człowiek ożenił się z prawem, zanim on się upamiętał, to ten człowiek całkowicie ignorował prawo. I tu również moglibyśmy powiedzieć, że dopóki ta żona nie wyszła za tego męża, to ona całkowicie ignorowała związek małżeński. Czemu? Bo nie była niczyją żoną. Potem się staje czyjąś żoną, w związku z czym jest związana prawem tak długo, jak to funkcjonuje i żyje ten jej mąż, a potem znowu jest wolna. Dlatego człowiek, który się upamiętał, i to jest pierwsza informacja do tych, którzy są w tym miejscu, dlatego człowiek, który się upamiętał, ale się jeszcze nie narodził na nowo, żyje cały czas w takim krótkim spięciu, w takim napięciu. On tak jak potrafi, kocha Boże zasady. On widzi piękno świętości. On widzi, że to jest piękne życie świętych. On chce tak żyć. On tak jak rozumie i tak jak potrafi, a niewiele rozumie i niewiele potrafi jeszcze, Chciałby wypełniać Bożą wolę, chciałby funkcjonować w tej innej rzeczywistości, ale nadal jest związany ze starym mężem. Nadal jest na prawach starego męża, nadal ma naturę grzechu mieszkającą w ciele tego człowieka. I to jest właśnie ta wewnętrzna walka, o której jest cały ten siódmy W czwartym wersecie. I wy umarliście dla zakonu przez ciało Chrystusowe, by należeć do innego. To już jest opis czy wstęp do opisu Nowego Narodzenia. Tu zaczyna migotać takie pierwsze światło nadziei. Ale Paweł opisuje to nie jak coś, co się już stało, ale jak cel, do którego Bóg doprowadzi człowieka. To on będzie wyjaśniał w ósmym rozdziale. Tutaj on to wskazuje jako pewien cel, że człowiek po upamiętaniu to jest człowiek, który dąży ku temu, trochę o własnych siłach, trochę z pomocą Pana Boga. Nie potrafimy odróżnić dokładnie, gdzie... Nie potrafimy rozrysować teologicznie, gdzie jest ten moment, w którym to są jeszcze wysiłki tego człowieka i ta rozpaczliwa warka, a w którym momencie to już jest ten człowiek, kiedy to jest wysiłek Boga i Jego zwycięstwo. Nie wiemy tego. Ale wiemy, że człowiek po upamiętaniu dąży ku temu, Co człowiek narodzony z Bożego Ducha, narodzony na nowo, po prostu ma. Po prostu ma. On już nie dąży. On już to ma. Kiedy? Wtedy, kiedy stary człowiek umrze. Wtedy, kiedy ten stary człowiek zostaje zanurzony w śmierć Chrystusa, ale tym chrztem nowego narodzenia i zostaje wskrzeszony, zmartwychwzbudzony do zupełnie nowego życia. Wtedy nad tym człowiekiem i dopiero nad tym człowiekiem, Prawo traci władzę. I teraz w piątym i szóstym wersecie mamy stary uczynek litery kontra nowość ducha. Ten kontrast jest w ogóle też takim kluczem do zrozumienia różnicy pomiędzy człowiekiem po upamiętaniu, a człowiekiem, który narodził się z ducha. Jeszcze raz. Człowiek po upamiętaniu, z tych wersetów tak wynika, kocha prawo. Tutaj uwaga, jeżeli ty nie kochasz prawa, czyli tej świętości Boga, to ty nawet nie jesteś upamiętany. Tak jak potrafisz. Nie potrafisz jeszcze kochać całym swoim sercem, ale zaczynasz kochać rozumem. Taki człowiek po upamiętaniu widzi piękno. On wie, że to jest piękne być świętym. On chce tak żyć. Próbuję jakoś je wypełniać, najczęściej przez post, przez modlitwę, przez jałmużnę, w naszym przypadku, w przypadku jakiejś religii rzymskokatolickiej, przez spowiedzi, przez poszukiwanie tej głębi jakiegoś ratunku. Natomiast obojętnie co ten człowiek robi, jest jeden owoc. Katastrofa, katastrofa, grzech. bo ten grzech nadal jest jego naturą. Natomiast człowiek narodzony na nowo, to jest człowiek, który posiada moc Ducha Świętego. On służy w nowości Ducha, tak jest napisane. Rodzi się naturalnie w nim owoc świętości. Prawo w tym człowieku się wypełnia, ale nie dzięki sile tego człowieka, tylko dzięki Duchowi Świętemu. Jeszcze raz, Rzymian 7 rozdział przede wszystkim opisuje tą pierwszą grupę ludzi, a 8 opisze tą drugą grupę ludzi. Więc tak, jeżeli ktoś z Was tutaj w kaplicy czy w internecie żyje w takim ciągłym napięciu między pragnieniem a czynem, Między tym, jak chciałby żyć, a tym, jak żyje. Uwaga, to nie jest znak potępienia. To znak, że ty jesteś naprawdę upamiętany. Tylko nowe narodzenie jeszcze nie przyszło. Jeśli ktoś widzi swój grzech tak wyraźnie, że go to aż boli, to jest dowód na to, że Bóg tego człowieka wybrał, że Boże światło świeci nad tym człowiekiem już. Jeżeli ktoś doświadczył tego, o czym będziemy dzisiaj dużo mówić, takiej bezsilności wobec własnej natury, to znak. że rozpoczął się w Tobie bardzo ważny proces, że Bóg niszczy Twoje zaufanie do samego siebie i do Twoich uczynków. No a jeśli w ogóle ktoś już jest w miejscu, tylko nie, że on sobie to przeczytał, tylko jego serce jest w tym miejscu, że jego serce woła nędzny ja człowieku, To znak, że jesteś gotów na ósmy rozdział Listu do Rzymian i to w swoim życiu. Kolejne kilka wersetów od siódmego do trzynastego. Cóż więc powiemy, że zakon to grzech? Przenigdy. Przecież nie poznałbym grzechu, gdyby nie zakon. Wszak i o porządliwości nie wiedziałbym, gdyby zakon nie mówił nie pożądaj. Lecz grzech przez przykazanie otrzymał bodziec i wzbudził we mnie wszelką porządliwość, bo bez zakonu grzech jest martwy. Ja żyłem niegdyś bez zakonu, lecz gdy przyszło przykazanie, grzech ożył. a ja umarłem i okazało się, że to przykazanie, które miało być ku żywotowi, było ku śmierci. Albowiem grzech, otrzymawszy podnięte przez przykazanie, zwiódł mnie i przez nie mnie zabił." Tak więc zakon jest święty i przykazanie jest święte i sprawiedliwe i dobre. Czy zatem to, co dobre, stało się dla mnie śmiercią? Przenigdy. To właśnie grzech. Żeby się okazać grzechem, posłuszył się rzeczom dobrą, by spowodować moją śmierć, aby grzech przez przykazanie okazał ogrom swojej grzeszności. Upamiętanie otwiera człowiekowi oczy. Prawo takiemu człowiekowi odsłania chorobę, pokazuje mu jego chorobę. A ratunkiem, zbawieniem i stąd te słowa zbawienie, ratunek jest kto? Tylko Chrystus. Więc zobaczcie, pierwsza reakcja człowieka po upamiętaniu. Taki człowiek widzi jak święte jest prawo. To jest bardzo ważne. Człowiek nieupamiętany w ogóle nie czuje ciężaru prawa. On się tym w ogóle nie przejmuje. W ogóle. To nie są jego zmartwienia. I poznaliście takich ludzi w swoim życiu, bardzo wielu. Ty mu mówisz o świętych rzeczach, a on ignoruje to. On nie czuje ciężaru, że to jest jakaś ważna sprawa, że tak powinniśmy żyć, nie cudzołożyć, nie kłamać, szanować matkę ojca i tak dalej, i tak dalej. nie ma takiego ciężaru. Natomiast człowiek upamiętany zaczyna odczuwać ciężar, że no ja tak powinienem żyć, ale tak nie żyję. Plecy takiego duchowo martwego człowieka w ogóle go nie bolą, bo on nie nosi na sobie ciężarów przykazań, o których Paweł tu wspomina. Natomiast człowiek po upamiętaniu, czyli człowiek dotknięty przez Boga, człowiek, który którego sumienie zostaje przebudzone, dotknięte, właściwie zaczyna reagować, oskarżać go wręcz zaczyna, taki człowiek sobie myśli uczciwie przed sobą samym, nie przed innymi, przed sobą samym i przed Bogiem. Po pierwsze, że on rozumie, że prawo jest dobre i przypomnijcie sobie ten moment, kiedy zaczęliście czytać Biblię i to jest dobre. Tak powinienem żyć, tylko nie umiem. Ale tak powinienem żyć. To jest święte. To jest naprawdę święte, co tu jest napisane. To naprawdę pokazuje mi, czego Bóg ode mnie chce. I to naprawdę pokazuje mi, że Bóg ma rację. Tylko ja nie potrafię tak żyć. Inaczej mówiąc upamiętanie otwiera człowiekowi w ogóle zdolność widzenia, oczy. Otwiera mu to, że on w ogóle widzi te rzeczy, które jeszcze niedawno dla niego nie miały żadnego znaczenia. Może nie będziemy robić teatrzyku, bo szkoda czasu, ale przypomnijcie sobie teatrzyk. Ja tu zawsze kogoś sadzałem, on miał związane oczy, uszy i ktoś mu głosi święte rzeczy. Ewangelię dajmy na to. Święte rzeczy mu mówi. No i co ten człowiek, jak on jest martwy? No nic, on się tym nie przejmuje, on nie czuje ciężaru tej Ewangelii. Dlaczego? No bo on jest ślepy i głuchy, więc on ani nie widzi, ani nie słyszy tych świętych rzeczy. Musi przyjść ktoś z zewnątrz, w naszym teatrzyku najczęściej była to Sylwia, która reprezentowała Ducha Świętego i musi Ściągnąć mu opaskę z oczu i z uszu, żeby ten człowiek zobaczył i usłyszał i się przejął w ogóle, że ktoś coś do niego mówi i to święte rzeczy. Tym kimś jest Bóg, kto ściąga człowiekowi tą zasłonę, a ten moment nazywamy w naszym zborze upamiętaniem. Ale on dopiero odczuwa ciężar. On jest w miejscu, w którym zaczyna się tym przejmować, ale nic nie potrafi z tym zrobić. Co ciekawe, już Pan Jezus o tym powiedział i wyraźnie odróżnił dwa takie momenty. Ewangelia Marka, ósmy rozdział, dwudziesty drugi do dwudziesty piąty werset. I przybyli do Betsajdy, i przyprowadzili do niego ślepego, i prosili go, aby się go dotknął. A on wziął ślepego za rękę, wyprowadził go poza wieś, plunął w jego oczy, włożył na nie ręce i zapytał, czy widzisz coś? Czyli co zrobił Bóg? Nie chodzi mi o detale, bo one są dziwne. Ale zareagował, coś zrobił Bóg, Jezus. A ten przyjrzawszy rzekł, spostrzegam ludzi, a gdy chodzą, wyglądają mi jak drzewa. I drugi moment. Potem znowu położył ręce na jego oczy, a on przejrzał i został uzdrowiony i widział wszystko wyraźnie. I trochę tak jest. Człowiek upamiętany, on widzi pewne rzeczy, ale to trochę mu tak wygląda jak drzewa. On potrzebuje tego drugiego dotyku. On potrzebuje narodzić się na nowo. Wtedy widzi wszystko wyraźnie. Paweł tu... ujawnia czy wręcz antycypuje, on wręcz uderza w to, czy zakon jest grzechem. On znowu używa tego dla niego już słynnego sformułowania przenigdy. Znowu tak ostro się wypowiada. Dlaczego? Bo to jest bardzo ważne. Niektórzy wyciągając z kontekstu zaczynają głupoty pleść. Paweł tu nie naucza, że prawo jest winne, że człowiek grzeszy. Prawo jest winne temu, że człowiek widzi, że widzi, ale grzeszy z zupełnie innego powodu i to jest ogromna różnica. Ja sobie tu wypisałem kilka takich przykładów. Prawo, bo od niedawna jestem kierowcą, znaczy już nie tak niedawna, i prawo jest jak lampka kontrolna w samochodzie. Jedziesz z samochodem i zapala się lampka kontrolna. Lampka kontrolna nie powoduje awarii. Ona tylko ujawnia, że w tym samochodzie jest jakaś awaria. Tak wierzę, że tak jest. Że jak mi się jakaś lampka zapali, to ona nie psuje mi samochodu, tylko ona ujawnia, że coś tam nie działa w tym samochodzie. Prawo jest jak rentgen. Ten przykład już podawałem. No, rentgen nie powoduje złamania czyjejś nogi. On tylko ujawnia, że ta noga jest złamana, ale nie jest winne temu złamaniu. Mój ulubiony przykład, prawo jest jak lustro. Ty się zobaczysz, że jesteś brudny, że jesteś cały brudny. No, ale to lustro Cię nie brudzi. One tylko ujawnia, chyba że ktoś jakieś niechlujne lustro ma. One tylko ujawnia, że Ty jesteś brudny. I dlatego właśnie człowiek po upamiętaniu, on nagle odkrywa dzięki prawu. Prawo to ujawnia. Grzech był we mnie i jest we mnie cały czas. Tylko wcześniej ja tego w ogóle nie widziałem. W ogóle nie wiedziałem, że jestem pod wpływem grzechu. Natomiast teraz, kiedy mnie Bóg dotknął i widzę jakby drzewa, kiedy jestem upamiętany, no to widzę, że ten grzech we mnie jest. I że jest tam we mnie cały czas. Prawo ujawnia prawdziwy charakter grzechu. Prawo pokazuje człowiekowi, dlatego my je musimy znać. Dlatego ja tak naciskam, zwłaszcza na kadrę katechizacyjną, na dzieci i na młodzież, żeby chociaż te podstawowe elementy prawa, jakim jest Decalogue, się nauczyć. Dlatego, że prawo ujawnia ten prawdziwy mój charakter. Czyli, że ja prawdziwie się buntuję przeciwko Bogu. prawdziwie prowokuje Boga. Jestem wrogi Bogu. Taki jestem w środku, jeżeli nie jestem nowonarodzony. Zobaczcie, lecz grzech przez przykazanie otrzymał bodziec i wzbudził we mnie wszelką porządliwość, bo bez zakonu grzech jest martwy. To jest w ogóle duchowa bomba. Duchowa bomba, bo tu musimy przypomnieć bardzo ważną rzecz, czyli różnicę między grzechem a grzechami. Dla wielu z nas to jest powtórka, mam nadzieję. Czyli tam, gdzie jest mowa o grzechu w liczbie pojedynczej, jest mowa o naturze człowieka. Naturze tego człowieka, to jest jego natura, grzech. Natomiast grzechy w liczbie mnogiej to są uczynki, które powoduje ta jego natura. To jest różnica między wolą tego człowieka, A tą naturą, czyli on ma wolę, wielu grzeszników ma wolę dobrze czynnić, tylko nie potrafią tego robić, bo ich natura jest grzeszna, a zwłaszcza prawo im to odsłania. Oni mają wolę niecudzołożyć, ale nagle czytają, ja cię w ogóle w tym o to chodzi, że ja nawet porządliwie kobiet na kobietę spojrzeć nie mogę. Jak ja mam to zrobić? No nie zrobisz tego o własnych siłach. Ale Prawo Ci to ujawni, że jesteś niezdolny do tego, już te Prawo Chrystusowe w tym przypadku. Dlatego Biblia nigdzie nie mówi, nigdzie nie mówi, to jest ogromny błąd doktrynalny i teologiczny, dlatego ja się tak czepiam pieśni, my tak zmieniamy czasami słowa pieśni, bo Biblia nigdzie nie mówi, że Pan Bóg Cię uwolni od grzechów. Nie ma takiego zdania. I nigdzie Biblia nie mówi, że Bóg Ci przebaczy grzech. Bo Bóg Ci nie przebaczy Twojej natury, tylko Cię od niej uwolni. Natomiast nie uwolni cię od uczynków, tylko ci je przebaczy. Dlatego to jest tak ważne, że uwolnienie jest od grzechu, czyli od natury, a przebaczenie jest grzechów, czyli uczynków. Dlatego Izrael otrzymywał przebaczenie za grzechy, składając ofiarę, ale oni potrzebowali czegoś znacznie większego. Potrzebowali krwi Mesjasza, która miała moc uwolnić ich od grzechu. Dlatego było pewne uzdatnienie do dobra, kiedy Bóg wyprowadził Izrael z Egiptu, ale ci ludzie jeszcze nie byli w odpocznieniu. To będziemy przerabiać w liście do hebrajczyków. Oni jeszcze nie weszli do ziemi obiecanej, oni byli uzdatnieni do pewnych rzeczy, ponieważ Bóg ich wyrwał z Egiptu, ale jeszcze nie byli w miejscu przeznaczenia i wielu z nas jest dokładnie tak samo. Paweł tu pokazuje naturę grzechu, czyli tej natury, w człowieku po upamiętaniu, ale przed Nowym Narodzeniem. Prawo mówi do tego człowieka, nie rób tego, a ten grzech, ta natura tego człowieka mówi do niego, a właśnie, że to chcę zrobić. Prawo do niego mówi, nie cudzołóż, a w środku ten wewnętrzny człowiek, ta natura grzechu mówi, a właśnie, że macnąłbym sobie. Mniej więcej tak to działa, że on wie co powinien, ale ten wewnętrzny człowiek, ta natura grzechu robi coś zupełnie innego. No i znowu, prawo nie tworzy grzeszności tego człowieka. Prawo demaskuje tą grzeszność, bo ona tam była od zawsze i dalej tam jest. I dlatego wielu ludzi po upamiętaniu, po upamiętaniu, i tu nowonarodzeni niech sobie to przypomną, Wielu ludzi po upamiętaniu w pewnym momencie przeżywa chyba większy wstrząs niż sam akt upamiętania. Po upamiętaniu przeżyłem wstrząs, kiedy zrozumiałem, kiedy dotarło do mnie i zdałem sobie sprawę, że nie wiedziałem wcześniej, że moje serce jest aż takie złe. Aż tak podły. Ja to odkryłem dopiero po upamiętaniu, że ja jestem aż tak podły. Wcześniej ja sobie nawet nie zdawałem sprawy z tego, jak bardzo podły jestem. I teraz dowód, który wszyscy przyjmą. Ilu ludzi, mówi, tych nieupamiętanych, ja jestem dobrym człowiekiem. Ale nagle się upamiętują i zaczynają mówić... Ja sobie nie zdawałem sprawy z tego, jakim ja jestem podłym człowiekiem, jakim ja jestem złym człowiekiem. To jest dowód ich upamiętania. Że oni bardzo szybko, z miejsca, w których mi się wydawało, że są dobrzy, no bo ostatecznie nikogo nie zabili, nikogo nie skrzywdzili i tam te wszystkie wymówki, nagle oni się... Bo Bóg zdecydował. On się upamiętuje i dochodzi do wniosku, jaki ja jestem mroczny człowiek. Ile ja mam grzechów. Jak ja jestem zły w stosunku do Boga? To jest możliwe tylko dla człowieka upamiętanego. Oni w pewien sposób mają zapaloną lampę w piwnicy. Albo w piwnicy, albo w pokoju. Powiem dwa przykłady. Do jednego przemówi ten, do drugiego tamten. Jak ktoś nie ma lęków, bo za dużo Netflixa, i idzie do piwnicy, to piwnica, dopóki nie zapalisz światło, się wydaje czystym i schludnym miejscem. Jak zapalisz światło, nagle się okazuje, że są czynne pająki i syf. albo tutaj skorzystam z jakichś takich remontowych rzeczy. Zrobisz ścianę na gładko, to jest gładziutka, to jest idealna. Ale jak podejdziesz tam z lampką, to się zastanawiasz, czy ty w ogóle coś robiłeś w tej historii, bo tam jest krzywizna na krzywiznie i dziura na dziurze, jest tak? A jak weźmiesz większą lampę, no to jest koniec. To ty się zastanawiasz, czy nie powinni zwolnić. I teraz to nie światło stworzyło te rysy. One tam cały czas są i były. Światło je ujawniło i tym jest właśnie prawo dla człowieka upamiętanego. Prawo przynosi wiedzę na temat stanu człowieka, ale nie przynosi żadnej mocy. Werset 9. Ja żyłem niegdyś bez zakonu, lecz gdy przyszło przykazanie, grzech ożył. A, no bo zaczął widzieć. To jest kluczowe zdanie. Upamiętanie przynosi człowiekowi świadomość grzeszności, przynosi diagnozę, ale nie daje mocy. Prawo I człowiek pod prawem, człowiek upamiętany, ale w tym zrozumieniu pod prawem. I to jest też bardzo częsta historia wielu ludzi religii, że oni odkryli prawo, oni widzą, że to prawo jest święto, próbują to prawo wypełniać, Nie mają mocy i ciągle coś wymyślają, coś dokładają, bo to prawo ich obnaża. To jest na przykład historia Dnia Siódmego i tak dalej. No oni mają rację, tylko to nie ma żadnej mocy. To tylko pokazało, że człowiek nie umie bez Boga żyć. Czemu? Bo prawo potrafi nazwać grzech. potrafi wskazać grzech, potrafi w sensie uczynku, potrafi ujawnić jakieś uczynki czy nawet całą naturę, oskarżyć potrafi i robi to bardzo skutecznie i skazać potrafi. W prawie jest też wskazanie wykazane. Ale nie potrafi usunąć natury grzechu, nie potrafi uleczyć człowieka, który szuka ratunku, nie potrafi w żaden sposób zmienić tego człowieka, no i na pewno nie potrafi dać zwycięstwa. Prawo działa na zewnątrz. A grzech mieszka wewnątrz. I tu jest cały kłopot. Dlatego nie ma mocy. Dlatego prawo z zewnątrz nie może przemienić mojego i Twojego wnętrza. Bo problem jest wewnątrz Ciebie, a nie na zewnątrz Ciebie. I prawo nie ma mocy, żeby wejść tam, gdzie mieszka grzech. Paweł mówi dalej. Zakon jest święty i przykazania są święte i sprawiedliwe i dobre. Prawo jest dobre. Problemem w tej historii jest człowiek. To człowiek w tej historii jest problemem, a nie prawo. I w tym siódmym rozdziale widzimy takiego człowieka przebudzonego, przekonanego, na pewno nieobojętnego, ale bezsilnego. To jest bardzo ważne. Człowiek w siódmym rozdziale jest bezsilny. Czyli to jest człowiek szczerze upamiętany. Szczerze upamiętany. Prawo go nie zmienia. Prawo go jedynie zwiększa tą jego świadomość względem bezsilności. Ty dzięki temu dochodzisz do tej szklanej ściany. Widzisz grzech, natomiast nowe narodzenie będzie miało moc nad grzechem. W dziesiątym wersecie, a ja umarłem i okazało się, że to przykazanie, które miało mi być ku żywotowi było ku śmierci. I to jest miejsce, w którym człowiek odkrywa, że nie potrafi nic z tym zrobić. Nie potrafi. miało mi być ku żywotowi. Miałem się dowiedzieć Ewangelii, miałem się dowiedzieć dziesięciorga przykazań, miałem się dowiedzieć prawa Chrystusowego, miało mi to pomóc, a okazuje się, że jest to ku mojej śmierci. Że jedyne co ja mogę powiedzieć, to że należy mi się słuszny wyrok, bo ja to wszystko robię, czego nie powinienem robić i nie chcę robić. Paweł tu w tym 10 wersecie o tym stanie opisuje. Człowiek odgrywa, nie potrafię. I słuchajcie, to jest bardzo dobre miejsce. To nie jest porażka. To jest bardzo dobre miejsce. Ja w ogóle uważam, że to jest święte miejsce w życiu człowieka, bo to właśnie w tym miejscu i dopiero w tym miejscu rodzi się prawdziwe, autentyczne wołanie człowieka z całych sił do Boga. Nędzny ja człowiek. Kto mnie z tego wybawić może? To jest bardzo dobre miejsce, gdy ktoś jest już w tym miejscu. To nie jest tylko krzyk rozpaczy. To jest krzyk, który powoduje, że ty narodzisz się na nowo. Tam się w ogóle zacznie potem ten ósmy rozdział. Kiedy prawo, kiedy upamiętanie, tak zrozumiane zabija w Tobie wszelkie złudzenia, że Ty coś tu zrobisz sam, że Ty sobie poradzisz w tej historii, kiedy to Cię doprowadza do takiego wołania, nędzny ja człowiek, ratuj mnie Boże, to dopiero wtedy Chrystus może Ci dać nowe życie i to jest opowieść wielu nowonarodzonych ludzi, że oni byli upamiętani, oni już coś przeżywali z Bogiem i nagle doszli do ściany. że no nic z tym nie zrobię. W moim życiu to była furia. W życiu pastora Marka opowiadam o rzeczach, które publicznie padły z zakazalnicy. W życiu pastora Marka to była historia z jego synem. My doszliśmy do takiego... A pozostałych zostawię, bo nie wiem, czy sobie życzą. My doszliśmy do takiego momentu, że ja już nie mam siły. Ja wiem, że to jest złe. Ja tego nie chcę robić. Ja nie chcę tak żyć. Kto mi pomoże? I to jest dobry moment. Prawo pokazuje brud. Upamiętanie uzdatnia mnie do zobaczenia tego brudu. Więc ja się nie powinienem obrażać na tą historię czy na Pana Boga, jeżeli tkwię w takim miejscu. Raczej się powinienem jeszcze mocniej obrazić na swój grzech, na swoją naturę, obrzydzić się samym sobą. O to w tym chodzi. Widzę w tym miejscu, jak wiele jest we mnie zła. I to jest bardzo dobre miejsce. To oznacza, że Ty się szczerze upamiętałeś. Nie potępiaj się, bo to jest dobre miejsce. To napięcie. Chcę, ale nie mogę. Chcę, ale nie potrafię. To właśnie w tym miejscu zaczyna się realna działalność Ducha Świętego, który jeszcze w Tobie nie mieszka, ale już realna praca się Wtedy człowiek czuje taką bezsilność i bardzo dobrze, bo Ty o własnych siłach nie narodzisz się na nowo. I dopóki liczysz w tej historii na własne siły, że Ty od jutra będziesz lepiej żył, mój ulubiony hit, od jutra nie kurzę nad łóżkiem i przez całe życie od jutra. No to dopóki ty jesteś w tym miejscu, nie masz szans się narodzić na nowo. Człowiek, którego Duch Święty ma narodzić na nowo, najpierw przede wszystkim ma umrzeć dla własnych sił. I teraz Paweł jeszcze głębiej wchodzi od 14 do 20 wersetu. Wiemy bowiem, że zakon jest duchowy, Jezus jest cielesny, zawsze dany grzechowi, albowiem nie rozeznaje się w tym, co czynie, gdyż nie to czynie, co chce, ale czego nienawidzę to czynie. A jeśli to czynie, czego nie chce, zgadzam się z tym, że zakon jest dobry. Ale wtedy czynię to już nie ja, lecz grzech, który mieszka we mnie. Wiem wtedy, że nie mieszka we mnie to, co jest w ciele moim dobro. Mam bowiem zawsze dobrą wolę, ale wykonania tego, co dobre, brak. Ale bowiem nie czynię dobrego, którego chcę, tylko złe, którego nie chcę, to czynię. A jeśli czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który mieszka we mnie. Przyznajcie sami, że to nie jest opis chrześcijanina pełnego Ducha Świętego. No nie, chrześcijanin pełen Ducha Świętego tak się nie referuje, tak o sobie nie opowiada. To jest opis człowieka bez wątpienia przebudzonego, upamiętanego, my używamy tego sformułowania, ale całkowicie bezsilnego względem stanu, w którym się znajduje. To tu jest opisany człowiek, który przeszedł przez upamiętanie, jego sumienie zostaje przebudzone, widzi świętość, nienawidzi grzechu. On już nienawidzi grzechu. Pragnie dobra. Z tego wynika, że ten człowiek pragnie dobra. Ale... Ale co? Ale jest bezsilny. Ale nie ma jeszcze nowej natury. I to jest ten 14.20 To jest miejsce pomiędzy upamiętaniem a nowym narodzeniem. Czasem miejsce, w którym człowiek długo przebywa. W takim stanie człowiek jest świadomy, jest poruszony, jest przekonany, ale cały czas jest cielesny. Czemu? Bo mieszka w nim cielesność, a nie Duch Święty. Ten człowiek jest cielesny, czyli jest wciąż w Adamie. Zakon dla tego człowieka jest duchowy, to znaczy on już rozumie, że prawo jest od Boga, że prawo jest doskonałe, prawo jest dobre, prawo chce kogoś doprowadzić do życia, ale on jest cielesny, czyli jest skalany cały czas tą naturą grzechu, jest pozbawiony jakiejkolwiek mocy do zmiany, nie jest w ogóle zdolny do zwycięstwa ze swoim grzechem. Do kiedy? Dopóki Duch Święty w tym człowieku nie zamieszka. Dlatego człowiek po upamiętaniu bardzo często mówi coś takiego. Ja doskonale rozumiem, co Bóg ode mnie chce. Ja nawet tego pragnę, co Bóg ode mnie chce. Tylko nie potrafię tego robić. Nie potrafię tak żyć. I każdy albo był, albo jest, albo będzie w tym miejscu, jeśli jest uczniem Jezusa Chrystusa. Albowiem nie czynię dobrego, którego chcę, tylko złe, którego nie chcę, to czynię." Popatrzcie, czyli jest pragnienie. Nie czynię dobra, które chcę. Czyli jest pragnienie dobra. Tylko mocy brak. Tylko złe, którego nie chcę, to czynię. To jest cała istota tego fragmentu. Człowiek po upamiętaniu, to jest bardzo ważne, ma już nowy umysł. On już rozumowo zakodował. On już ma nowy umysł, on już chce, on ma pragnienie, on ma wolę, on chce, ale nadal ma stare serce, starą naturę. Umysł do niego mówi chcę dobra, a jego serce mówi nie potrafię tego zrobić. Umysł mówi, wola tego człowieka w umyśle. Niektórzy mówią dusza, ale łatwiej mi jest to wytłumaczyć na terminie umysłu. Jego umysł wręcz krzyczy, nienawidzę grzechu, nie chcę tak więcej żyć. A ciało ciągle ciągnie do tego grzechu, cały czas ciągnie do tego grzechu. Umysł tego człowieka mówi, tak mówi Bóg, tak mam żyć. A natura tego człowieka mówi, ale tak mówię ja. I tak będę żył. I to jest taka schizofrenia, byśmy powiedzieli, między umysłem a sercem. No i tak to już jest. Człowiek upamiętany to jest człowiek cierpiący na chroniczną schizofrenię. Tak, dokładnie tak jest. Między umysłem a sercem. W jego umyśle już wszystko działa, tylko nie da się z tym nic zrobić. Nic, bo on nie jest narodzony na nowo. On nie ma życia w zwycięstwie. On jest na razie w takim konflikcie. Między umysłem a sercem. A jeśli to czy nie czego nie chcę, zgadzam się z tym, że zakon jest dobry, ale wtedy czy nie to już nie ja, lecz grzech, który mieszka we mnie. To jest bardzo ważne. Znowu Paweł nie usprawiedliwia tego stanu, on nie usprawiedliwia grzechu, on diagnozuje taki stan. Odkrywa ten człowiek według Pawła w sobie jakieś inne prawo, inny impuls, siły, które działają wbrew jego pragnieniom. Czemu? No bo jego umysł zostaje już dotknięty, przemieniony. Jest ten właśnie pierwszy etap widzenia, że on widzi jakby drzewa. No ale to jeszcze nie jest wyraźne, to jeszcze nie działa. Ta natura Adama jeszcze nie została w tym człowieku ukrzyżowana. To jest moment, w którym człowiek, i dlatego Bóg do tego dopuszcza, do tej schizofrenii, oczywiście umownie używam terminu schizofrenia, do tego konfliktu, tych dwóch rzeczy. Bo taki człowiek zrozumie w pewnym momencie, że problem nie jest z zewnątrz. Że problem jest w tym człowieku. Że problemem nie są okoliczności, nie są wydarzenia, nie są uczynki, nie jest społeczeństwo, nie jest dzieciństwo, nie jest psychologia kliniczna, nie jest to wszystko, tylko prawdziwy mój problem jest tu. W środku, we mnie. To tu jest mój prawdziwy problem, w moim sercu. Nie w rodzinie, nie w wychowaniu, nie w okolicznościach. Nie oni wszyscy są problemem. Ja jestem problemem. Moje serce jest problemem. To we mnie mieszka grzech. I Bóg do tego dopuszcza, żeby każdy człowiek to mógł odkryć. Odkryć. Dlatego, że z okolicznościami da się walczyć. Rodzinę, Przykro to powiedzieć, ale rodzinę można zmienić. Środowisko można zmienić. Wykształcenie można nabyć. Wszystko da się zrobić z tym, co jest na zewnątrz. My nie potrafimy zrobić tylko jednej rzeczy. Zmienić swojego serca. Tego nie potrafimy zrobić. Dlatego my musimy odkryć, że problemy nie są na zewnątrz, tylko problem jest we mnie. Bóg musi to obnażyć w naszym życiu. I to nie jest jakaś hipokryzja, Tylko to jest pewien poród tego człowieka do tego duchowego narodzenia. I mam takie wrażenie po grupach domowych, po tych naszych raportach i w ogóle jak coś tam przerabiał list do Rzymian, I często się pojawiało takie sformułowanie, że ten rozdział taki niezręczny. Ja miałem wrażenie, że niektórzy się wręcz boją albo bali tego rozdziału VII Listu do Rzymian, bo to jest faktycznie taki schizofreniczny, pełen napięcia rozdział, że jak oderwać go od całej teologii Nowego Testamentu i od doktryn apostoła Pawła, to faktycznie to jest rozdział taki... No pełen napięcia, jakiegoś odjazdu. Co tu w ogóle się dzieje w tej historii? Jakieś hipokryty. Nawet ktoś kiedyś na grupie domowej stwierdził, że to Paweł taki hipokryta. Nie. Hipokryta, z tego co ja już dowiedziałem, to jest ktoś kto nie walczy. Hipokryta to jest ktoś, kto gra pozory. On nie walczy ze swoim stanem, on gra pozorami. Paweł tu nie pisze o takim człowieku. Paweł tu pisze człowieka, który naprawdę nienawidzi swojego grzechu. Naprawdę go nienawidzi. Naprawdę brzydzi się swoim grzechem, w tym uczynkami. Ten człowiek naprawdę kocha świętość umysłem, jeszcze nie umi sercem, ale on naprawdę już kocha, on tak chce żyć, jak jest opisane w dziejach apostolskich, jak doświadcza, jeśli doświadcza, w Kościele ludzi nowonarodzonych i w ogóle. Taki człowiek naprawdę pragnie tak żyć, ale on nie ma mocy, bo Duch Święty w nim nie zamieszkał. To są takie skurcze tego człowieka przed porodem, o którym będzie mowa w kolejnym rozdziale. I znowu, bardzo ważna informacja. Jeśli ktoś jest w takim miejscu, w którym widzi swój grzech jak nigdy dotąd, to bardzo dobrze. To znaczy, że Bóg naprawdę działa w twoim życiu. Jeśli ktoś jest w tym miejscu, że sobie mówi, ja tak chcę żyć, ale nie potrafię tak żyć, to to jest właśnie język człowieka szczerze upamiętanego, który się jeszcze nie narodził na nowo. Jeśli walka w Tobie trwa, to też jest dobre. Bo to znaczy, że Ty jeszcze nie przegrałeś, że Ty jeszcze nie poddałeś, że to nie jest tak, że jest koniec tej historii, że Ty już jesteś za grzechem przeciwko Duchowi Świętemu i nie ma dla Ciebie ratunku. Nie. Jeżeli walka w Tobie trwa, to znaczy, że Twoje sumienie cały czas jest żywe. Twój umysł cały czas jest odnowiony. Tylko Ty potrzebujesz, żeby te serce stało się nowym sercem. Ale to, co się dzieje w Twoim życiu, jest realnym i prawdziwym upamiętaniem. To bardzo dobrze. Człowiek, który nie walczy. który już wychodzi do wniosku, dobra, nic się u mnie nie zmieni. To są jakieś bzdury, że może się coś zmienić. Ja już tak zawsze będę miał. No wtedy zdechłeś. Wtedy już Cię nie ma. Wtedy jesteś martwy. Tylko tacy ludzie już nie słuchają takich kazań. Oni już nie przejmują się tą historią. Natomiast człowiek, który walczy, to jest człowiek, który prędzej czy później odniesie zwycięstwo, a w zasadzie Chrystus w nim odniesie zwycięstwo. 21-23. Znajduję wtedy w sobie zakon, że gdy chcę czynić dobrze, trzyma się mnie złe, bo według człowieka wewnętrznego mam upodobanie w zakonie Bożym, a w członkach swoich dostrzegam inny zakon, który walczy przeciwko zakonowi uznanemu przez mój rozum i bierze mnie w niewolę zakonu grzechu, który jest w członkach moich. Zobaczcie, znowu Paweł odkrywa w sobie, czy w tym człowieku, czy w sobie wcześniej, w tym opisie, odkrywa w sobie stałą zasadę działania grzechu. To nie jest incydentalny upadek. Paweł tu nie opisuje, że tych nowonarodzonych, którym zdarza się incydentalnie, dobrze mówię? Dobrze mówię. Incydentalnie upaść. Nie. On tu mówi o pewnym stalej zasadzie, nie o chwilowej słabości. Mówi o pewnym prawie. I znowu nie o zakonie, tylko o pewnym prawie w stosunku do grzechu, o pewnej zasadzie, pewnym mechanizmie. Jak to powiedzieć? Takiej grawitacji, o to będzie dobry przykład, takiej grawitacji. Grawitacja działa zawsze, zawsze. To nie jest incydent, że dzisiaj grawitacja działa i my nie fruwamy, tylko no tak już jest. Że jak podskoczysz to spadniesz i tak dalej. Grawitacja działa, to jest pewna zasada, mechanizm, rzeczywistość. Czy prawo rozpędu w fizyce jest czymś takim? To nie są incydenty. Prawo rozpędu jest prawem rozpędu i tak to działa. Duchowa zasada, prawa siania i zbierania, tak nienawidzona przez niektórych. No ona działa, czy się to komuś podoba, czy nie. To nie są incydenty, to jest pewna zasada działania. No i niestety tak też działa prawo grzechu w człowieku, po upamiętaniu. Gdy chcę czynić dobrze, trzyma się mnie złe. To nie jest incydent. To jest stała zasada. Chcę czynić dobrze, ale cały czas trzyma się mnie złe. I to zdanie, to gdy chcę czynić dobrze, trzyma się mnie złe, ja mam wrażenie, że to jest duchowy opis zdecydowanie większej części Kościoła dzisiaj współczesnego. że to jest duchowa rzeczywistość zdecydowanej części Kościoła. Chcą dobrze, ale trzyma się ich zło. Zdecydowanej części. To są setki milionów ludzi dzisiaj. Setki milionów ludzi. Oni chcą dobrze. ale wychodzi im źle. Są szczerzy, są skruszeni przed Bogiem, są poruszeni Słowem, ale nie są narodzeni z Ducha. I ktoś mnie kiedyś pytał, jaki mam stosunek do rzymskich katolików, którzy przeżywają coś z Panem Bogiem i mówią, że są uczniami Jezusa, że są dziećmi Bożymi. Uważam, że oni są w tym miejscu. że są dokładnie w tym miejscu. Oczywiście nie wszyscy, ci którzy nie udają, że oni są szczerzy w tej swojej historii. To są ludzie skruszeni przed Panem Bogiem. Przed Panem Bogiem, nie przed ich kościołem. Poruszeni są słowem, ale nie są narodzeni z ducha. Nie są narodzeni z ducha. Oni chcą czynić dobrze, ale trzyma się ich jeszcze zło. I niestety bardzo wielu protestantów jest w tym miejscu. Szczerze skruszeni. Szczerze poruszeni. Dogłębnie czasami znający Boże Słowo. Chcieliby czynić dobrze. Rozumieją pewne rzeczy. Ich umysł naprawdę ogarnia Ewangelię. Ale ich serce jest nieprzemienione. Według człowieka wewnętrznego mam upodobanie w zakonie. Tak Paweł pisze. Czyli zobaczcie, czyli sumienia, bo to jest człowiek wewnętrzny. To tak brzmi filozoficznie. Sumienie to jest. To jest moje sumienie. Ten człowiek mój wewnętrzny człowiek, najprościej mówiąc, to jest moje sumienie. Więc sumienie takiego człowieka zostaje przebudzone. kocha to, co mówi prawo, widzi świętość, rozumie dobro, zaczyna rozumieć dobro, nie decydować o tym, co jest dobre, a co jest złe, tylko zaczyna rozumieć dobro, że dobre to jest być posłusznym Bogu, że to jest dobro człowieka, bycie posłusznym Bogu, świadomy wybór niewoli, o którym mówiłem w zeszłą środę. Pragnę być sprawiedliwym, ale na cuda tego człowieka nie jest przemieniona, dlatego Umysł zgadza się z Bogiem, sumienie pragnie świętości, ale ciało jak grawitacja ciągnie mnie cały czas w dół i w dół i w dół i nic z tym nie mogę zrobić. Jednocześnie to jest pierwszy dowód działania łaski Boga w życiu człowieka. Pierwszy dowód. To tylko Bóg może doprowadzić człowieka do takiego miejsca, w którym jego umysł zgadza się już z Bogiem. Jego sumienie pragnie świętości. Jeszcze jego ciało ciągnie tego człowieka w dół. Ale to łaska Boża doprowadziła człowieka do tego miejsca. I tu znowu odpowiadając publicznie o mój stosunek do tego typu historii, uważam, że wielu rzymskich katolików łaska Boga dotknęła. Oni są w tym miejscu. Ich umysł zgadza się z Bogiem. Ich sumienie pragnie innego życia. Szukają w przeróżnych odnowach w Duchu Świętym, oazach i innych tam historiach. Nie orientuję się dokładnie w tych strukturach. I to jest prawdziwe. Mało tego, ja osobiście uważam, że to jest akt łaski Bożej względem tych ludzi. Ale oni potrzebują się narodzić na nowo, bo ich ciało ciągnie w dół, co powiedzą znajomi. Jak my przez to przejdziemy? Jak można zmienić wyznanie? Jak to się ochrzcić? I te wszystkie dylematy, które ci ludzie mają. Jak to zrobić, żeby dłużej po tej spowiedzi funkcjonować w tym świętym życiu? To jest w ogóle historyjka przecież wielu z nas. To jest dowód działania łaski nad tymi ludźmi, bo oni sami z siebie nie byliby w tym miejscu. Żeby była jasność, to dotyczy również wielu protestantów. Wielu. Bardzo wielu ludzi w kościołach, co prawda nie jest nowonarodzonych, ale to nie jest tak, że oni są obcy Panu Bogu i że oni wszyscy są oszustami. Nie. To są ludzie dotknięci Bożą łaską. Oni chcą, tylko nie potrafią. Później zaczyna się katastrofa. Religia może tych ludzi porwać. Przejdzie siedem gorszych duchów do ich życia i tak dalej, i tak dalej. Ale to nie jest tak, że wszyscy ci ludzie udają, że coś mają wspólnego z Panem Bogiem. W członkach moich widzę inne prawo. Czyli zobaczcie, w członkach, czyli w ciele tego człowieka, nadal tam mieszka grzech. To jest szczera, brutalna diagnoza. Widzę inne prawo. Toczy to bój i bierze w niewolę. Zobaczcie, to pokazuje trzy bardzo ważne rzeczy. Grzech nie mieszka w duchu. Gdzie mieszka? W członkach, w naturze człowieka, w starym człowieku. To prawo, które rządzi tym człowiekiem, jest silniejsze niż jego wola. Bo okazuje się, że jego umysł wie, co powinien robić, ale on nie jest w stanie tego robić. Czyli to prawo wewnętrzne, według tego opisu Pawła, jest silniejsze niż ludzka wola. I tu się zgadzamy z kalwinistami, w tym miejscu, że to jest większe niż ludzka wola. Że my nie mamy takiej woli, by przeciwstawić się swojej naturze. Nikt takiej woli nie ma. Nikt. Paweł mówi, zmagam się. Później w ósmym rozdziale Istożymian powie, że zwyciężył. A tu mówi, zmagam się i co? I przegrywam. I przegrywam. To jest język człowieka przed Nowym Narodzeniem. I trzecia zasada. Prawo tego grzechu, ono jest zniewala dokładnie tak samo, jak prawo Mojżesza oskarża. Znowu mam pragnienie dobra, ale go nie czynię. Nienawidzę grzechu, ale ulegam pomimo swojej woli grzechowi. Wiem co Bóg chce, ale brakuje mi mocy, żeby to wykonać. Czyli jestem pobudzony, obudzony, oświecony, różnie to teologia nazywa. My tu używamy terminu upamiętany, ale jeszcze jestem wewnętrznie niezmieniony. My tu używamy terminu nowonarodzony. Paweł opisuje, że w tym czasie widzi w sobie człowieka wewnętrznego, bez mocy ducha. Według człowieka wewnętrznego mam upodobanie. Co to jest ten człowiek wewnętrzny? Jeszcze raz, to jest sumienie. W przypadku upamiętanego to jest w ogóle specyficzne sumienie, bo to jest sumienie już dotknięte przez Boga. Tak było w Izraelu. Naród był wybrany. Ale każdy osobiście musiał odpowiedzieć, będziemy to przerabiać przy okazji listu dehebrajczyków, wiarą i posłuszeństwem. A w zasadzie wiarą i posłuszeństwem. Będziemy używać takiego terminu. Wiarą i posłuszeństwem to jest to samo. Sam wybór nie uczynił tych ludzi duchowo ożywionymi. I tu podobnie. Upamiętanie nie jest jeszcze nowym narodzeniem. Jesteś poruszony, jesteś przejęty, jesteś świadomy, ale nie masz mocy. Nie jesteś człowiekiem duchowym, tylko jesteś człowiekiem wewnętrznym. To są dwa różne terminy w Biblii i w doktrynie apostoła Pawła. Człowiek duchowy to człowiek narodzony na nowo. Człowiek wewnętrzny, kiedy język polski używa sformułowania człowiek wewnętrzny, on opisuje człowieka z naturą grzechu. wewnętrzny i duchowy, świadomy dobra, ten wewnętrzny, czyli dozgnięty łaską Bożą, ale niezdolny do życia w łasce Bożej. Dla człowieka nieupamiętanego, To w ogóle nie są jego dylematy. Ludzie się tym nie przejmują. Tam nie ma żadnej walki. Jest jakiś letarg, jest jakaś obojętność. Po prostu to są martwi ludzie. Zwróćcie uwagę, że czasami komuś głosimy Ewangelię i to jest jakiś letarg. On jest obojętny. On się śmieje z tego, co dla nas było lub jest wewnętrzną walką. Oni to ignorują. Dla człowieka narodzonego na nowo, czyli już kto jest krok dalej, To taki człowiek już ma zwycięstwo, ma moc, jest owoc tego nowego narodzenia, ale dla człowieka po upamiętaniu jest właśnie ta wewnętrzna walka, taki stan przejściowy, ale konieczny. Stan, który dopuszcza, Bóg poprzez stan dopuszcza w nas pewną bezsilność. Po co? Żeby ostatecznie w człowieku zniszczyć jakąkolwiek wiarę i jakiekolwiek posłuszeństwo własnym siłom. Własnym siłom. O to w tym chodzi. Dlatego Bóg to tak podzielił, bo w Tobie ma ostatecznie umrzeć wiara i posłuszeństwo temu, że Ty cokolwiek zrobisz o własnych siłach. Ty musisz pojąć, ale w ten Boży sposób, że Ty nie możesz żyć na tym świecie o własnych siłach. Jak tego nie odkryjesz, ale nie umysłem, tylko właśnie tą wewnętrzną walką, Ty nigdy się nie narodzisz na nowo. Więc jeśli ktoś pragnie dobra, ale ciągle upada, nie jesteś sam. Setki milionów ludzi tak ma. To jest Rzymian 7. Bóg nie pokazuje Ci tej Twojej słabości i tego Twojego stanu. Ciebie w ogóle Jego łaska dotknęła, że Ty to widzisz i On Cię nie pokazuje po to, żeby Cię potępić, ale po to, żebyś Ty całkowicie przestał wierzyć w siebie i w swoją możliwość zbawienia się. Żebyś Ty bezgranicznie zaczął wierzyć, że to jest wyłącznie Bóg w tej historii. Jeśli ktoś odkrywa w tych swoich członkach Właśnie takie wewnętrzne prawo grzechu to jest dobry znak, bo to znaczy, że sumienie tego człowieka zostało ożywione. Ktoś dochodzi do wniosku, że za słaba jest jego wola. To bardzo dobrze, bo to znak, że potrzebujesz wołać o nowe narodzenie. Ty nie potrzebujesz kolejnych postanowień, ty potrzebujesz wołać o nowe narodzenie. To nie jest koniec, to jest początek duchowego przełomu. Dwudziesty czwarty werset. Nędzny ja człowiek, którzy mnie wybawi z tego ciała śmierci. Kiedy dawno, dawno temu czytałem to, miałem wrażenie, że to jest taki krzyk potępienia. Już dzisiaj troszkę bardziej rozumiejąc list do Rzymian uważam, że to jest krzyk narodzin, że to jest piękny krzyk człowieka, który się zaraz narodzi na nowo. To na pewno nie jest język człowieka religijnego. To na 100% jest język człowieka dotkniętego przez łaskę Boga. Człowiek religijny, zwróćcie uwagę, człowiek religijny nigdy nie woła nędzny ja człowiek. Tu znowu Pan Jezus przychodzi z odpowiedzią. Jak człowiek religijny wołał? Ja nie jestem tacy jak tamci. To jest religia. Człowiek religijny on nigdy nie zawoła nędzny ja człowiek. On raczej zawoła. Poprawię się. Bardziej się postaram. Następnym razem mi się uda. Jakoś dam radę. No a taki totalnie religijny powie Ja? Ja tu jestem najlepszy. Człowiek religii, czyli człowiek nieupamiętany, tylko takiemu, któremu się wydaje, że jest upamiętany, nie zna tego krzyku, bo on w ogóle nie zna własnego serca. On w ogóle nie doświadczył konfliktu między umysłem a sercem. Natomiast człowiek po upamiętaniu to jest człowiek, którego sumienie jeszcze raz zostało pobudzone. Próbuje żyć dobrze, ale ciągle upada. I taki człowiek w końcu dochodzi do tego momentu. Nędzny ja człowiek. Nędzny ja człowiek. To już nie jest problem mojego zachowania. To jest problem mojej natury. I to jest koniec wiary w siebie i początek wiary w Chrystusa. To jest prawdziwy początek wiary w Chrystusa. Kiedy człowiek dochodzi do tego miejsca nędzny jestem, nic nie potrafię zrobić, nie potrafię żyć świętym życiem, nie dam rady o własnych siłach. Już nie da się więcej modlić, więcej pościć, więcej próbować, więcej podnosić. Nędzny ja, człowiek. To jest początek, prawdziwy początek autentycznej wiary w Chrystusa i autentycznego wołania do Chrystusa. I znowu podam swój przykład i pastora Marka. U mnie to była furia. Ja doszedłem do takiego... swój podam. U mnie to była furia. Ja doszedłem do takiego momentu, że ja wiedziałem, ja z tym nic nie potrafię zrobić. Tu żadna samodyscyplina nie pomaga. Tu żadne podręczniki nie pomagają. Tu żadne pilnowanie się nie pomaga. No po prostu mam taki ląd, że jest krótki i koniec. I nie da się tego zmienić. I nie jest problemem moja żona, nie są problemem moje dzieci, nie są problemem moi znajomi z pracy. Ja jestem tym problemem. I za chwilę oszaleję. I albo Ty mnie, Boże, zabij, albo zrób coś z tym. Bo albo ja kończę z tą historią, albo Ty, Panie, coś zrobisz. I modliłem się. Nie potrafię sobie z tym poradzić, tylko Ty, Boże, możesz mnie zmienić. Ja wszystko potrafię. Ja do wielu rzeczy sam dojdę o własnych siłach, ale tego nie potrafię zrobić. Ratuj mnie. No i modlę się, idę spać i wstaję rano i co? I guzik. I nic się nie zmieniło. I szybciej wpadłem w furię niż kołdrę z siebie ściągnąłem. Bo trzeba było iść do pracy. I znowu się modlę. I co? I guzik. I tak bardzo długo. Guzik, guzik, guzik. Bo w tych wszystkich guzikach ja jeszcze próbowałem coś zrobić po swojemu. Będę chodził wcześniej spać, to będę miał mniej stresu. Kupię sobie jakieś suplementy. Będę więcej rozmawiał z żoną, to ją będę bardziej rozumiał. Nie będę się tak przejmował tym bałaganem, co dzieci robią, to ze mnie zejdzie i w ogóle. Nic nie dawało rady, nic. Aż pewnego dnia zrozumiałem, nie, to nie to wszystko jest winne i nie da się tego naprawić. Ja jestem winny i moje serce jest winne. Szczerze poruszone przez Pana Boga. Ja już wtedy byłem chrześcijaninem. Chodziłem do kościoła, kochałem Boga, kochałem Jego słowo. Poznawałem Jego Słowo, można wręcz powiedzieć, że dużo wiedziałem o Jego Słowie, ale tego nie potrafiłem zmienić. I kiedy już całkowicie zrezygnowałem z siebie, wtedy Chrystus mnie zmienił. I nawet nie wiem jak to się stało. Po prostu wstałem, wiedziałem, że coś się zmieniło. Coś się zmieniło. Już nie padam w furię. Ciało śmierci tu jest takie piękne. Kto mnie wybawi z tego ciała śmierci? To jest bardzo ciekawe, co tu Paweł napisał. I on tu napisał o czymś wprost. Ja niedawno to odkryłem, chyba u profesora... Nie chcę pomylić nazwy, więc nie powiem u kogo, ale czytałem pewną książkę. I tam to było opisane. Nie wiedziałem tego nigdy wcześniej. Wielu z was może nie wiedzieć. Nigdy na to nie zwróciłem uwagi. Ciało śmierci to jest w ogóle opis pewnej tortury, która funkcjonowała w tamtych czasach. Wiedzieliście o tym? Ja też wcześniej nie wiedziałem. Teraz wiem i teraz wy się dowiecie. Otóż Rzymianie znali taką bardzo brutalną torturę. Skazańca Tak, przywiązywali trupa do ciała skazańca i skazaniec tak długo nosił na sobie tego trupa, aż gnicie tego trupa zaczęło powodować gnicie ciała skazańca. To nie trwało jeden dzień. Rozumiecie? To jakby on tak długo nosił zwłoki, aż te zwłoki rozkładając się zaczęły rozkładać organizm żywego człowieka. Taka tortura. Tak wymyślili. I te rozkładające się ciało tego ciała śmierci powodowało, że ten człowiek krok po kroku, ten żywy, ten skazany był zabijany. I Paweł tu właśnie tego obrazu używa. On mówi, że tak wygląda moje życie po upamiętaniu, ale jeszcze nie narodzonym na nowo. Jakiś trup na mnie i czy ja chcę, czy nie chcę, on cały czas mnie zabija, cały czas mnie torturuje. Kto mnie wybawi z tego ciała śmierci? Ratunku! Kto w końcu ze mnie ściągnie to, czego ja sobie sam tam nie nałożyłem? Tą naturę grzechu, która cały czas się rozkłada i powoduje mój rozkład. To jest takie zdanie. Nędzny ja człowiek. Kto mnie wybawi z tego ciała śmierci? Rozumiecie, to jest te ciało śmierci. Ja chcę żyć, ale w moich członkach, czy na moich członkach jest cały czas trup starej natury. Trup starej natury, który cały czas mnie ciągnie w dół, zabija. rozkłada i kto mnie z tego uratuje. To jest opis osoby, której oczy zostały otwarte przez upamiętanie. On już wie, że na nim jest taki trup. I nic z tym nie może zrobić. I dochodzi do miejsca ratunku. Kto mnie może wybawić z tej historii? Jest gorzej niż było, bo wcześniej miałem tego trupa na sobie przed upamiętaniem, ale przynajmniej o tym nie wiedziałem. A teraz dalej mam tego trupa na sobie, ale już o tym wiem i się przejmuję tą historią. To jest opis właśnie człowieka upamiętanego. Jego ciało nosi cały czas te ciało śmierci. To jest stan człowieka, który próbuje żyć święcie o własnych siłach. On żyje. Ale cały czas jest rozkładany i jednocześnie jest to pewien duchowy przełom. Moment, którego nie da się i nie powinieneś ominąć. Każdy człowiek. którego Bóg prowadzi do Nowego Narodzenia, musi przejść przez to miejsce. Dlatego Paweł tak bardzo to miejsce opisuje. Nie możesz wejść do Nowego Narodzenia czy też w doktrynie Pawła do Rzymian VIII rozdziału, jeśli nie przejdziesz przez VII rozdział. a zwłaszcza nie przejdziesz przez ten dwudziesty czwarty rozdział, werset tego rozdziału. Dlatego wielu teologów uważa, a ja zaczynam się z nimi zgadzać, chociaż jeszcze tak nie rozumiem, jak oni potrafią rozumieć list do Rzymian, a tak jak Paweł rozumiał, to zanapisał, to chyba dopiero Paweł się będzie tłumaczył, jak się spotkamy. Ale zaczynam dostrzegać, że faktycznie gdybym miał wziąć tylko jedną księgę ze sobą na jakąś bezludną wyspę, albo pamiętać tylko jedną rzecz z Biblii, która najobszerniej wszystko wytłumaczy, Ewangelię, Stary Testament, Nowy Testament, łaskę. W zależności, dziś uważam, że z całą pewnością byłby to list do Rzymen. To jest niesamowity list. Niesamowity. I teraz nie możesz przejść do ósmego rozdziału, nie przechodząc przez ten dwudziesty czwarty werset siódmego rozdziału. Dlaczego? No bo jeszcze raz, dopóki ktokolwiek wierzy w siebie, dopóki ktoś wierzy w swoją wolę, dopóki ktoś wierzy w swoje dobre chęci, dopóki ktoś wierzy, że jeszcze trochę wysiłku i dam radę, to taki człowiek nie będzie krzyczał, nie będzie krzyczał, prawdziwie krzyczał do Chrystusa o ratunek. Dopóki człowiek nie dojdzie, ale nie jesteś w stanie tam, nawet tam nie jesteś w stanie dojść o własnych siłach, to Bóg musi cię doprowadzić do tego miejsca. Dopóki ty nie dojdziesz do tego miejsca, ale w Bogu, z Bogiem, że nie mogę, nie potrafię, nie mam sił, nie zrobię tego, upadam, moja natura mnie niszczy, to ciało śmierci mnie niszczy, to dopóki ktoś nie jest w tym miejscu, to on nie zrobi czegoś, o czym mówi Biblia, że to jest warunek konieczny dla zbawienia, czyli dla nowego narodzenia. Czyli ten człowiek nigdy nie wezwie imienia Pańskiego. Bo on w ogóle nie rozumie, co to znaczy wezwać imienia Pańskiego. Bo dopiero jak jesteś w tym miejscu, to zaczynasz rozumieć, co to naprawdę znaczy wezwać imienia Pańskiego. I wtedy werset, że ktokolwiek wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony. Wtedy, ale tylko wtedy ten werset jest wersetem prawdziwym. Wielu wierzących myśli w ogóle błędnie, błędnie, bardzo błędnie, więc Lukas Nodziejów błędnie naucza, że ten 24 werset opisuje życie po Nowym Narodzeniu. To jest niemożliwe, niemożliwe. Dlaczego? Dlatego, że zaraz po tym okrzyku Paweł powie, teraz wtedy nie ma żadnego potępienia w liście do Rzymian w ósmym rozdziale. I to już będzie opis człowieka narodzonego na nowo z ducha, człowieka, który nie walczy o własnych siłach. Dlatego nędzny ja człowiek, kto mnie wybawi z tego ciała śmierci, to jest człowiek wołający o nowe życie. Człowiek upamiętany. To jest krzyk serca, który zrozumiał pewne rzeczy i on w pewien sposób w tym zdaniu krzyczy, że ja już nie potrzebuję kolejnych zasad. Nie potrzebuję kolejnych obietnic poprawy. Nie potrzebuję więcej wysiłku. Nie potrzebuję tego wszystkiego. Ja potrzebuję jednej rzeczy. nowej natury, nowego serca. Bez tego nie ruszę. To jest w ogóle początek, prawdziwy początek wiary. Kto nie dojdzie do końca siebie, nigdy nie pozna pełni Chrystusowej. To jest mój cytat i dumny z niego jestem festu. Kto nie dojdzie do końca siebie, nigdy nie pozna pełni Chrystusowej. A teraz nie moje cytaty. Augustyn. Zbyt późno cię ukochałem. Człowiek musi dojść do końca, żeby odkryć początek. Luther napisał, że prawo przyprowadziło go do Chrystusa, ale najpierw go zmiażdżyło. Wesley modlił się nędzny jak człowiek, kiedy zrozumiał, że potrzebuje odrodzenia, że on jest upamiętany, ale on potrzebuje czegoś więcej. Więc okazuje się, że to, co my tutaj nauczamy, mam wrażenie, że w ostatnim czasie jeszcze bardziej odkrywamy głębię tej różnicy między upamiętaniem a nowym narodzeniem teologii, która w jakiś sposób definiuje naszą tożsamość tutaj w zborze, to okazuje się, że to nie jest nic nowego. Nic nowego, że to od zawsze jest w historii Kościoła. To jest jakaś uniwersalna ścieżka. Bez upamiętania, upamiętanie, bezsilność i albo grzech przeciwko Duchowi Świętemu, albo rozpaczliwy krzyk, no i wtedy nowe narodzenie. Więc znowu, jeśli ktoś czuje, że już nie uciągnie dalej o własnym wysiłku, to jest bliżej nowego narodzenia niż kiedykolwiek. Jeśli ktoś doszedł do końca siebie, to niech wie, że Bóg go doprowadził do tego miejsca. Jeśli ktoś czuje takie rozdarcie w środku, to jest ewidentny znak działania łaski Bożej. A jeśli w kimś się już urodził ten krzyk, kto mnie wybawi, ratunku, to przygotuj się, bo zaczyna się prawdziwa praca Ducha Świętego w Tobie, a tam dopiero będzie ciekawie. w tym siódmym rozdziale, dlatego ja bym to przeniósł, ale tak będzie uczciwie, jest odpowiedź. Zobaczcie, tu jest wprost napisana odpowiedź, to jest ważna odpowiedź. Kto? Chrystus. Jedyna nadzieja. Bogu niech będą dzięki przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego. Tak więc ja sam służę umysłem zakonowi Bożemu, ciałem zaś zakonowi grzechu." Ale jest odpowiedź, kto może uratować? Jezus Chrystus. Odpowiedź przychodzi natychmiast po tym krzyku. Kto mnie wybawi z tego ciała śmierci? I werset 25 odpowiada. Bogu niech będą dzięki przez Jezusa Chrystusa. To nie jest przypadek. Celowo apostoł Paweł tak skonstruował te zdanie, bo przecież wersety to jest nasza umowa, to zdanie teologiczne. Tam, gdzie kończy się człowiek, zaczyna się Bóg. Tam, gdzie kończy się siła człowieka, zaczyna się łaska Boża. Tam, gdzie kończy się kolejna próba poprawy, zaczyna się autentyczne, nowe życie. To upamiętanie przygotowuje człowieka na to piękne zdanie. Bezsilność przygotowuje nas na to piękne zdanie. Chrystus nie jest dodatkiem. Paweł nie mówi, spróbuj jeszcze trochę. On nie mówi w tym 25 wersecie, zacznij jeszcze raz. On nie mówi, udoskonalaj swoją wolę albo ćwicz więcej dyscypliny. Nie, Paweł mówi bardzo prosto, Jezus. Jezus. Koniec wszelkich ludzkich prób. Koniec własnych sił. Koniec religii. Koniec systemów, jak do tego dojść. Koniec prawa jako narzędzia zbawienia. To czego prawo wymagało, Chrystus dokonał. To, czego człowiek nie potrafi, Chrystus wykonał. Prawo ujawniło grzech, oskarżyło, skazało, a Chrystus niesie grzech. Mój grzech. On bierze to ciało śmierci. Usprawiedliwia mnie. Uwalnia mnie i Ciebie. Przez Chrystusa Jezusa. To ważne. Paweł tu nie odnajduje odpowiedzi w sobie, a mógłby. To jest taki teolog. To jest taki apostoł. Gdybym ja miał wierzyć w papieża, to z całą pewnością wierzyłbym w sukcesję po Pawle, a nie po Piotrze, uczciwie spojrzawszy na Nowy Testament. Nie wiem, czy macie też takie wrażenie, że jakbym miał wybrać, który z tych dwóch będzie pierwszym papieżem, to bez wahania wskazałbym na Pawła, bo Paweł stoi za dwie trzecie Nowego Testamentu i za dziewięćdziesiątych doktryn. Ale Paweł, pomimo tego kim jest, Nie znajduje odpowiedzi w sobie. On znajduje tą odpowiedź poza sobą. On rozumie, że człowiek musi zrozumieć, że odpowiedzią na ten krzyk nie jest większa wola, nie jest większa dyscyplina, nawet nie jest większa determinacja ta ludzka determinacją. Odpowiedzią jest osoba. Jezus Chrystus, ja jestem drogą, prawdą i życiem. Odpowiedzią jest osoba. Jezus Chrystus, nasz Pan nie poprawa, nie przemiana, nie wysiłek, tylko nowe stworzenie. Nie korekta, tylko nowe narodziny w Jezusie Chrystusie. I już ostatnie zdanie z tego rozdziału, które jest właśnie takim mostem do tego ósmego, Ale już nie dzisiaj. Jak mi szybko poszło, to może zdążymy o ósmy rozdział. Tak więc ja sam służę umysłem zakonowi Bożemu, ciałem zaś zakonowi grzechu. To zdanie nie opisuje jeszcze zwycięskiego życia. Ono jest tym mostem. Ono opisuje ten stan przejściowy. Umysł zgadza się z Bogiem, ciało wciąż walczy. Serce woła o uwolnienie. Natura moja, tego człowieka, jeszcze nie umarła. Duch nam jeszcze nie zamieszkał. I to jest ostatnie zdanie, tak jakby powrót, chociażby odpowiedź w Jezusie, bo to jest pomost do tego, co On będzie dalej wykładał. W tym rozdziale siódmym człowiek krzyczy, nędzny ja, a w ósmym Bóg odpowie, nie ma żadnego potępienia. W rozdziale siódmym człowiek walczy, a w ósmym będziemy za tydzień przerabiać, chociaż nędzny już by przerobił, Duch zwycięży. W siódmym ten człowiek widzi swoją naturę. W ósmym otrzyma nową naturę. W siódmym moje sumienie zostaje obudzone. W ósmym Duch Święty zamieszkuje we mnie i już nie moje sumienie, tylko Duch Święty we mnie działa. Rozpocznie się zupełnie inny proces uświęcenia, do którego sumienie ludzkie wewnętrznego człowieka nie jest zdolne. To jest tylko Duch Święty. Paweł celowo kończy ten most w pół zdania, żeby pokazać, że to jeszcze nie jest ostatnie słowo. Natomiast wracając do tego przez Jezusa, jak poradzić sobie z własną bezsilnością? Odpowiedzią jest tylko Chrystus. Tylko Chrystus. Jak wyjść spod władzy grzechu? Odpowiedzią jest tylko Chrystus. Jak uwolnić się od ciała śmierci? Odpowiedzią jest tylko Chrystus. Jak w ogóle żyć w tym świecie bez własnych sił? Odpowiedzią jest Chrystus. Jak wypełnić prawo? Jak to zrobić? Odpowiedzią jest Chrystus. Jak się narodzić na nowo? Odpowiedzią jest Chrystus. Siódmy rozdział pokazuje jasno, człowiek sam w sobie nie jest w stanie niczego zmienić. W ósmym zobaczymy, że Duch Święty zmieni wszystko. Nie szukajmy już odpowiedzi w sobie. My ją musimy szukać w Chrystusie. Panie Jezu Chryste, stajemy przed Tobą w prawdzie, która została odsłoniona przez Twoje Słowo w prawdzie o ludzkiej słabości, o naszej naturze, o naszym sercu, które często pragnie dobra, ale łatwo ulega złu. Panie, Ci chcę podziękować, że Ty Poprzez Słowo Boże nie pozostawiasz nas w iluzji, ale prowadzisz nas do takiego szczerego wyznania. Nędzny ja człowiek. I ja Ci chcę Panie podziękować, że to nie jest wyznanie rozpaczy, ale tak naprawdę jest to pierwszy oddech nowego życia. Panie, ja Ci chcę dziś podziękować za Twoje Prawo, które naprawdę jest święte, naprawdę jest sprawiedliwe i dobre. Ja Ci chcę, Panie, podziękować, że Ty przez swoje Prawo otworzyłeś oczy wielu z nam, że pokazałeś nam rzeczywistość naszego serca, że pozwoliłeś, żebyśmy sami zobaczyli tą naturę grzechu, która mieszka w naszych członkach. Panie, Ci chcę podziękować za ten proces upamiętania, za to, że Ty budzisz w nim sumienie człowieka, że sprawiasz, że człowiek zaczyna kochać Twoją wolę, zaczyna pragnąć Twojej świętości, że przestaje dobrze się czuć w swoim grzesznym ciele. I Panie, rozumiemy, Rozumiemy, że upamiętanie nie daje tej mocy, że my możemy pragnąć dobra, ale go nie czynić, że możemy nienawidzić grzechu, ale mu ulegać, że nasze chęci mogą być słuszne, ale możemy nie mieć sił. Dlatego wielu z nas Panie woła jak apostoł. Kto nas wybawi z tego ciała śmierci? Ty znasz nasze wnętrza, Ty znasz nasze walki, znasz nasze słabości, znasz każde miejsce, w którym chcemy, a nie potrafimy. I Panie chcę Ci podziękować, że odpowiedź nie jest w naszych wysiłkach. że nie czekasz, aż będziemy wystarczająco silni. Nie czekasz, aż się wystarczająco poprawimy. Nie czekasz, aż o własnych siłach pokonamy naturę, która nas nieustannie ciągnie w dół. Dziękujemy Ci, Panie, że odpowiedzią jesteś Ty. Ty, Jezus Chrystus, nasz Pan. Prowadź nas, Panie, od takiego bólu do narodzenia się na nowo, od bezsilności do mocy, od wołania do nowego narodzenia, od litery ducha, od walki o własnych siłach do życia w Twojej mocy. Spraw, Panie, żeby nikt nie uciekał od miejsca, gdzie kończą się nasze siły, bo to właśnie tam prawdziwie zaczyna się Twoja łaska. żebyśmy nie polegali na sobie, ale polegali na Tobie. Dziękujemy Ci, Panie, że w Tobie czeka na nas Duch Święty, wolność, zwycięstwo. Bogu niech będą dzięki, przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego. Amen.
    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Autor kazania

    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Pastor, nauczyciel Słowa Bożego i duszpasterz, który od wielu lat służy Kościołowi, prowadząc ludzi do głębszej relacji z Jezusem Chrystusem.

    Poznaj autora