Odwaga, by powiedzieć: myliłem się
Dojrzałość nie polega na tym, że wszystko wiemy, ale na pokorze, która pozwala zmienić zdanie i kochać prawdę bardziej niż własny wizerunek.
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że jedną z największych oznak dojrzałości człowieka nie jest wcale poczucie, że się wszystko wie, ale umiejętność zmiany zdania.
Nie mam na myśli zmienności poglądów wynikającej z braku charakteru.
Nie chodzi o człowieka, który każdego dnia mówi coś innego, bo akurat zmieniły się okoliczności albo otoczenie.
Mam na myśli coś znacznie trudniejszego.
Mam na myśli pokorę, która pozwala powiedzieć:
„Myliłem się."
To zdanie jest niezwykle krótkie i proste jednocześnie dla wielu ludzi niemal niemożliwe do wypowiedzenia. Kiedy pojawiają się fakty podważające nasze przekonania, bardzo często nie zmieniamy poglądów. Zamiast tego próbujemy zmienić interpretację rzeczywistości tak, aby nadal mieć rację. Nasze ego broni się przed przyznaniem do błędu, ponieważ utożsamiliśmy swoją wartość z własną nieomylnością.
Ewangelia zaczyna się od przyznania
Tymczasem chrześcijaństwo od samego początku uczy czegoś dokładnie odwrotnego.
Cała Ewangelia rozpoczyna się od przyznania, że potrzebuję ratunku.
Nie od stwierdzenia: „mam rację", ale od wyznania: „jestem grzesznikiem".
To niezwykłe, że fundamentem naszej wiary nie jest ludzka doskonałość, ale Boża łaska.
Może właśnie dlatego najbardziej dojrzali ludzie, których spotkałem w swoim życiu, potrafili przyznać się do błędu.
Nie bali się powiedzieć: „przepraszam", „źle to oceniłem", „dzisiaj zrobiłbym to inaczej".
Nie czyniło ich to słabszymi w moich oczach, wręcz przeciwnie. Budziło jeszcze większy szacunek.
Lekcja historii Kościoła
Patrzę również na historię Kościoła. Wielcy reformatorzy nie byli ludźmi, którzy bali się zmienić swoje przekonania.
Marcin Luter musiał odważyć się zakwestionować to, czego uczono go przez całe życie.
Augustyn w swoich późnych dziełach wracał do wcześniejszych dzieł i otwarcie wskazywał miejsca, w których zmienił zdanie. To wymagało ogromnej pokory.
Myślę, że dzisiaj bardzo potrzebujemy takiej postawy.
Nie świata, w którym każdy za wszelką cenę musi mieć rację, ale świata, w którym człowiek bardziej kocha prawdę niż własny wizerunek.
To dotyczy pastorów, polityków, teologów, naukowców ale również dla przykładu rodziców - to dotyczy każdego z nas.
Nie dojrzewamy wtedy, gdy przestajemy popełniać błędy. Dojrzewamy wtedy, gdy uczymy się je dostrzegać, wyciągać z nich wnioski i iść dalej.
Nie chcę się bać zmiany
Od lat powtarzam, że nie chcę być człowiekiem, który za dziesięć lat będzie myślał dokładnie tak samo jak dzisiaj we wszystkich sprawach.
Jeżeli naprawdę będę studiował Pismo Święte, historię Kościoła, psychologię i życie, to mam nadzieję, że w wielu kwestiach będę mądrzejszy. A jeżeli będę mądrzejszy, to zapewne odkryję również miejsca, w których kiedyś się myliłem.
I nie chcę się tego bać, bo moim celem nie jest udowodnienie, że zawsze miałem rację.
Moim celem jest coraz wierniejsze podążanie za Chrystusem, który jest Prawdą.

Autor:
Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas
„Niech dobry Bóg błogosławi Ci obficie, byś był błogosławieństwem dla drugiego człowieka."