Autorytet pastora - gdzie kończy się pasterstwo, a zaczyna duchowa kontrola?

    Autorytet pastora - gdzie kończy się pasterstwo, a zaczyna duchowa kontrola?

    15.09.2026Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas14 min czytania

    Zastanawiasz się, gdzie kończy się pasterstwo, a zaczyna duchowa kontrola? Przeczytaj, jak rozpoznać zdrowe przywództwo w Kościele.

    Pytania, których nie można omijać - 365 artykułów o wierze, która spotyka się z prawdziwym życiem

    Seria pogłębionych tekstów o sprawach, które naprawdę dotykają chrześcijan, Kościoła i współczesnego człowieka.

    Nie są to artykuły pisane po to, żeby szybko skomentować kolejny głośny temat. Nie tworzą prostych odpowiedzi na skomplikowane pytania.

    Chcę mierzyć się z tematami, których czasem w Kościele unikamy, które bywają spłycane albo zamykane w kilku religijnych hasłach.

    Będziemy rozmawiać o autorytecie pastora, duchowej kontroli, rozwodzie, seksualności, roli kobiet, legalizmie, hiperłasce, psychologii, lekach, pieniądzach, polityce, cierpieniu, wychowaniu dzieci, małżeństwie, kryzysach wiary, darach Ducha Świętego, doktrynie i wielu innych sprawach.

    Czasem punktem wyjścia będzie tekst biblijny. Innym razem konkretny problem współczesnego człowieka. Będę sięgał do teologii, historii Kościoła, filozofii, psychologii i badań naukowych tam, gdzie rzeczywiście pomagają lepiej zrozumieć temat.

    Najważniejsze pytanie pozostanie jednak zawsze to samo:

    Co jest prawdą i jak ta prawda powinna wpływać na nasze życie?

    Zapraszam do pierwszego artykułu.

    Autorytet pastora - gdzie kończy się pasterstwo, a zaczyna duchowa kontrola?

    W niektórych Kościołach pastor jest traktowany niemal jak duchowy konsultant. Można wysłuchać jego kazania, przyjąć radę, a potem zrobić dokładnie to, co się chce. W innych wspólnotach sytuacja wygląda odwrotnie. Pastor zaczyna decydować, z kim wolno się spotykać, kogo można poślubić, gdzie można pracować, do jakiego miasta można się przeprowadzić, a czasem nawet czy wolno odejść do innego zboru. Sprzeciw wobec jego decyzji zostaje przedstawiony jako sprzeciw wobec Boga.

    Oba modele są niebiblijne.

    Nowy Testament rzeczywiście przyznaje przywódcom Kościoła autorytet. Nie jest to jednak autorytet właściciela nad własnością, lecz pasterza nad trzodą należącą do Chrystusa. Nie jest absolutny, autonomiczny ani nieograniczony. Pastor otrzymuje władzę po to, aby prowadzić ludzi do posłuszeństwa Chrystusowi, a nie po to, aby uzależniać ich od własnych decyzji.

    Dlatego pytanie nie brzmi: „Czy pastor ma władzę?”. Biblia odpowiada na nie twierdząco.

    Prawdziwe pytanie brzmi: jaką władzę ma pastor, skąd ona pochodzi i gdzie znajdują się jej granice?

    Pastor naprawdę posiada autorytet

    Warto zacząć właśnie tutaj, ponieważ rozmowa o duchowej kontroli może łatwo przerodzić się w reakcję przeciwko wszelkiemu duchowemu przywództwu.

    Autor Listu do Hebrajczyków mówi:

    „Bądźcie posłuszni przewodnikom waszym i bądźcie im ulegli”.

    To nie jest język czysto symboliczny. W Kościele istnieją osoby odpowiedzialne za prowadzenie innych. Mają nauczać, napominać, chronić przed błędem, troszczyć się o duchowe zdrowie wspólnoty, podejmować decyzje dotyczące życia zboru i sprawować dyscyplinę kościelną tam, gdzie wymaga jej Pismo.

    Paweł podobnie mówi Tesaloniczanom, aby darzyli uznaniem tych, którzy pracują wśród nich, są ich „przełożonymi

    „[...] w Panu” i napominają ich.

    Chrześcijaństwo nie zna więc ideału człowieka, który mówi: „Mam Biblię, mam Ducha Świętego, dlatego nikt nie będzie mi mówił, co mam robić”. Taka postawa może wyglądać na duchową niezależność, ale równie dobrze może być zwyczajną pychą.

    Zdrowy Kościół potrzebuje pasterzy. Potrzebuje ludzi, którzy czasem powiedzą rzeczy niewygodne. Potrzebuje napomnienia, korekty, dyscypliny, doktrynalnych granic oraz odpowiedzialnego przewodzenia.

    Problem zaczyna się nie wtedy, gdy pastor korzysta ze swojego autorytetu, lecz wtedy, gdy zaczyna korzystać z autorytetu, którego Chrystus mu nie dał.

    Pastor nie jest właścicielem Kościoła

    W Dziejach Apostolskich Paweł zwraca się do starszych z Efezu:

    „Miejcie pieczę o samych siebie i o całą trzodę”.

    Kilka słów później określa tę wspólnotę jako zbór nabyty krwią Chrystusa. To fundamentalne dla całej teologii przywództwa kościelnego.

    Pastor nie posiada ludzi, którym służy.

    Nie są jego uczniami w ostatecznym znaczeniu tego słowa. Nie zostali odkupieni jego ofiarą. Nie należą do niego. Kościół nie jest przedłużeniem jego osobowości, prywatnym przedsięwzięciem ani społecznością zbudowaną wokół jego charyzmy.

    Chrystus kupił Kościół swoją krwią.

    Pastor jest zarządcą cudzej własności.

    To natychmiast zmienia sposób rozumienia duchowej władzy. Właściciel może pytać: „Jak sprawić, żeby ci ludzie robili to, czego chcę?”. Pasterz musi pytać: „Jak poprowadzić tych ludzi tam, dokąd chce ich prowadzić Chrystus?”.

    Autorytet pastora jest więc pochodny. Ma znaczenie tylko dlatego, że działa pod autorytetem Chrystusa i zgodnie ze Słowem Chrystusa.

    Nie wystarczy powiedzieć: „Jestem pastorem”.

    Trzeba jeszcze móc powiedzieć: „To, czego od ciebie wymagam, wynika z tego, czego wymaga Chrystus”.

    Jezus zakazał modelu władzy opartego na dominacji

    Jednym z najważniejszych tekstów dotyczących chrześcijańskiego przywództwa jest Ewangelia Marka 10.

    Uczniowie spierają się o wielkość i pozycję. Jezus wskazuje wtedy na sposób sprawowania władzy znany ze świata politycznego: możni podporządkowują sobie innych i wykorzystują swoją pozycję do panowania.

    Następnie mówi coś niezwykle mocnego:

    „Lecz nie tak ma być między wami”.

    Chrystus nie mówi, że w Jego wspólnocie nie będzie przywódców. Mówi, że charakter ich przywództwa musi być inny.

    Wielkość zostaje zdefiniowana przez służbę.

    Kulminacją argumentu jest sam Chrystus: Syn Człowieczy nie przyszedł po to, aby Mu służono, lecz aby służyć i oddać życie za wielu.

    Nie oznacza to miękkiego, pozbawionego decyzji przywództwa. Jezus potrafił napominać, konfrontować, wydawać polecenia i stawiać wymagania. Służebność nie jest biernością.

    Oznacza natomiast, że władza w Królestwie Bożym jest sprawowana dla dobra tego, komu się przewodzi, a nie dla zaspokojenia potrzeb przewodzącego.

    Pastor nie otrzymuje ludzi po to, aby budowali jego znaczenie. On otrzymuje zadanie, aby oddawać swoje siły dla ich dobra.

    Piotr stawia granicę jeszcze wyraźniej

    Apostoł Piotr zwraca się bezpośrednio do starszych Kościoła:

    „Nie jako panujący nad tymi, którzy są wam poruczeni, lecz jako wzór dla trzody”.

    Trudno znaleźć bardziej bezpośrednią odpowiedź na pytanie o duchową kontrolę.

    Piotr nie przeciwstawia pasterstwa przywództwu. Przeciwstawia pasterstwo panowaniu nad ludźmi.

    Starszy ma przewodzić. Ma doglądać. Ma nauczać. Ma być przykładem. Ma ponosić odpowiedzialność.

    Ale nie wolno mu traktować powierzonych sobie ludzi jak poddanych należących do jego osobistej domeny.

    Jeszcze ważniejsze jest zakończenie tego fragmentu. Piotr przypomina starszym, że istnieje Arcypasterz.

    Pastor sam pozostaje owcą Chrystusa.

    To jedna z najważniejszych zabezpieczających prawd w teologii urzędu pastorskiego. Człowiek może być pasterzem wobec innych, ale nigdy nie przestaje być człowiekiem podlegającym Pasterzowi.

    Paweł: „Nie jesteśmy panami waszej wiary”

    Jeszcze bardziej uderzający jest przykład apostoła Pawła.

    Jeżeli ktokolwiek w historii Kościoła mógłby powołać się na niezwykły duchowy autorytet, byłby to apostoł Chrystusa. A jednak Paweł pisze do Koryntian:

    „Nie jakobyśmy byli panami nad wiarą waszą”.

    Zamiast tego określa siebie jako współpracownika ich radości.

    Jeżeli apostoł nie uważał się za właściciela wiary innych chrześcijan, tym bardziej nie może uważać się za takiego współczesny pastor.

    Zadaniem sługi Słowa jest doprowadzić człowieka do coraz większej zależności od Chrystusa, a nie do coraz większej zależności od siebie.

    Dobry pastor po latach służby nie powinien mieć wokół siebie ludzi coraz bardziej niezdolnych do samodzielnego podejmowania decyzji. Powinien mieć ludzi coraz dojrzalszych, lepiej znających Pismo, umiejących rozeznawać dobro i zło oraz coraz bardziej świadomie żyjących przed Bogiem.

    Jeżeli przywództwo produkuje duchową niedojrzałość, w której człowiek boi się podjąć jakąkolwiek decyzję bez zgody lidera, trudno nazwać to sukcesem duszpasterskim.

    Czym właściwie jest duchowa kontrola?

    Termin „duchowe nadużycie” lub „spiritual abuse” nie jest terminem biblijnym ani odrębną diagnozą kliniczną. W literaturze naukowej wciąż dyskutuje się jego dokładną definicję. Badanie Oakley, Kinmond i Humphreysa z 2018 roku wskazywało wprost na potrzebę większej precyzji definicyjnej i dalszego rozwoju badań nad tym zjawiskiem.

    Współczesna literatura opisuje jednak powtarzający się rdzeń problemu: wykorzystywanie religijnego autorytetu, przekonań lub języka duchowego do wywierania przymusu i kontroli nad drugim człowiekiem. Przegląd Australian Institute of Family Studies również opisuje duchowe nadużycie w kategoriach zachowań kontrolujących i przymuszających osadzonych w kontekście religijnym. Jednocześnie autorzy zaznaczają, że baza empiryczna jest nadal znacznie mniejsza niż w przypadku wielu innych form przemocy i składa się w dużej mierze z badań jakościowych.

    To ważne zastrzeżenie.

    Nie każda zła decyzja pastora jest duchowym nadużyciem. Nie każda zbyt ostra wypowiedź jest systemem kontroli. Nie każde nieporozumienie, konflikt czy nawet poważny błąd przywódcy pozwala automatycznie przypisać mu etykietę „duchowego oprawcy”.

    Granica przebiega tam, gdzie kończy się Słowo, a zaczyna wola pastora

    Wyobraźmy sobie młodego człowieka zastanawiającego się nad zmianą pracy.

    Pastor może powiedzieć: „Zastanów się, czy ta decyzja nie wynika wyłącznie z chciwości. Pomyśl o rodzinie. Módl się. Sprawdź, czy nie zaniedbasz wspólnoty. Mogę powiedzieć ci, jakie widzę zagrożenia”.

    To jest pasterstwo.

    Ale jeżeli pastor mówi: „Nie pozwalam ci zmienić pracy. Bóg postawił mnie nad tobą i masz być mi posłuszny”, sytuacja staje się zupełnie inna.

    Nie dlatego, że pastorowi nie wolno mieć mocnego zdania. Może nawet widzieć problem znacznie wyraźniej niż osoba, której doradza.

    Problem polega na tym, że rada została zamieniona w przykazanie bez biblijnego mandatu.

    To samo dotyczy wyboru zawodu, miejsca zamieszkania, sposobu spędzania czasu, wielu decyzji finansowych, relacji międzyludzkich czy innych spraw, w których Pismo wyznacza zasady, ale nie podejmuje konkretnej decyzji za człowieka.

    Dojrzały pastor potrafi powiedzieć:

    „Biblia tego zabrania”.

    Ale potrafi również powiedzieć:

    „Biblia tego nie rozstrzyga. Powiem ci, co uważam za mądre, ale decyzję musisz podjąć przed Bogiem”.

    To drugie zdanie wymaga czasem większej pokory niż pierwsze.

    Duchowa kontrola zaczyna się wtedy, gdy sprzeciw wobec człowieka zostaje utożsamiony ze sprzeciwem wobec Boga

    Jednym z najbardziej niebezpiecznych mechanizmów władzy religijnej jest połączenie osoby przywódcy z autorytetem Boga w taki sposób, że przestają być rozróżnialni.

    „Jeżeli mnie nie słuchasz, nie słuchasz Boga”.

    „Jeżeli kwestionujesz moją decyzję, jesteś zbuntowany”.

    „Jeżeli odchodzisz z tego Kościoła, odchodzisz od Bożego powołania”.

    „Jeżeli mówisz o problemach w przywództwie, atakujesz pomazańca Pańskiego”.

    Tak można stworzyć system praktycznie odporny na korektę.

    Każde pytanie staje się buntem. Każda krytyka staje się grzechem. Każdy człowiek próbujący zwrócić uwagę na niewłaściwe postępowanie potwierdza rzekomo własnym zachowaniem, że jest „niepoddany”.

    Nowy Testament takiego immunitetu przywódcom nie daje.

    Starszy może zostać oskarżony, choć Pismo słusznie chroni go przed lekkomyślnymi oskarżeniami, wymagając odpowiednich świadków. Jeżeli jednak trwa w grzechu, może podlegać publicznemu napomnieniu. Takie zasady znajdujemy w 1 Tm 5:19-20.

    Pastor nie stoi ponad odpowiedzialnością dlatego, że jest pastorem.

    Przeciwnie. Jak mówi Hbr 13:17, to właśnie przywódcy „zdadzą z tego sprawę”.

    „Bóg mi powiedział” nie daje prawa do kontrolowania drugiego człowieka

    Problem staje się szczególnie poważny w środowiskach charyzmatycznych i kontynuatystycznych, gdy autorytet urzędu pastorskiego zostaje połączony z niekwestionowanym autorytetem rzekomego objawienia.

    „Bóg powiedział mi, że masz się z nią ożenić”.

    „Pan pokazał mi, że nie powinieneś wyjeżdżać”.

    „Mam słowo od Boga, że powinieneś zostać w tym zborze”.

    Jeżeli takie zdanie ma oznaczać: „Mam przekonanie, które chcę poddać twojemu rozeznaniu”, może być ono elementem chrześcijańskiej rozmowy.

    Jeżeli oznacza natomiast: „Bóg przemówił przeze mnie, więc nie masz prawa tego kwestionować”, pojawia się poważny problem.

    Kontynuatystyczne rozumienie darów Ducha nie daje nikomu prawa do stworzenia sobie nowej formy nieomylnego urzędu prorockiego.

    Nowy Testament poleca proroctwa rozsądzać. Nakazuje wszystkiego doświadczać i trzymać się tego, co dobre. Dar duchowy nie znosi rozeznania Kościoła i nigdy nie uzyskuje pozycji konkurencyjnej wobec Pisma.

    Działanie Ducha nie jest przeciwieństwem odpowiedzialności. To Duch natchnął teksty nakazujące rozeznawać.

    Także dyscyplina kościelna może być zdrowa albo zostać wypaczona

    Nie należy również popełniać odwrotnego błędu i nazywać duchową kontrolą każdej sytuacji, w której Kościół stawia człowiekowi granice.

    Jeżeli ktoś trwa w jawnym grzechu, odrzuca napomnienie i nie chce się upamiętać, Kościół nie tylko może, ale czasem musi podjąć działania dyscyplinarne. Mateusz 18 i 1 Koryntian 5 nie pozostawiają w tej sprawie wielkiego pola do wygodnego indywidualizmu.

    Zdrowa dyscyplina dotyczy jednak grzechu określonego przez Słowo Boże, nie naruszenia osobistej preferencji pastora.

    Jej celem jest upamiętanie i odnowienie człowieka, nie demonstracja władzy.

    Posługuje się biblijnymi kryteriami, nie zmieniającymi się regułami ustalanymi przez przywódcę.

    Nie służy uciszeniu uzasadnionej krytyki.

    Nie polega na tym, że człowiek zostaje ukarany za odmowę podporządkowania się decyzji, której Bóg nigdy nie nakazał.

    Dyscyplina kościelna chroni świętość Kościoła. Duchowa kontrola chroni pozycję kontrolującego.

    To zasadnicza różnica.

    Najgroźniejsze systemy kontroli potrafią wyglądać bardzo duchowo

    Duchowa kontrola rzadko zaczyna się od komunikatu: „Chcę przejąć kontrolę nad twoim życiem”.

    Znacznie częściej używa języka troski.

    „Chcę cię ochronić”.

    „Biorę odpowiedzialność za twoją duszę”.

    „Musisz mi zaufać”.

    „Jesteśmy twoją duchową rodziną”.

    Same te zdania nie są złe. Mogą wyrażać coś bardzo pięknego.

    Problem pojawia się wtedy, gdy troska staje się pretekstem do odbierania odpowiedzialności. Ochrona przechodzi w izolowanie. Jedność oznacza zakaz krytyki. Lojalność wobec Chrystusa zostaje zastąpiona lojalnością wobec organizacji lub przywódcy. Opuszczenie wspólnoty zostaje przedstawione jako moralna zdrada niezależnie od przyczyn.

    Nowy Testament daje nam interesujący obraz takiej dynamiki w osobie Diotrefesa z 3 Listu Jana. Chciał zajmować pierwsze miejsce, odrzucał autorytet apostolski, oczerniał innych, nie przyjmował braci i próbował usuwać ze wspólnoty tych, którzy postępowali inaczej.

    Pragnienie pierwszeństwa łączy się tam z kontrolowaniem informacji, relacji oraz przynależności.

    To bardzo stary mechanizm.

    Zdrowy pastor nie boi się ludzi, którzy myślą

    Istnieje charakterystyczna różnica między zdrowym a niezdrowym przywództwem.

    Zdrowy pastor chce, aby człowiek otwierał Biblię i sprawdzał, czy to, czego jest nauczany, rzeczywiście z niej wynika.

    Nie boi się pytania: „Dlaczego?”.

    Nie oczekuje, że wierzący przestaną myśleć dlatego, że on zaczął mówić.

    Może powiedzieć: „Nie masz racji” i przedstawić argument. Może powiedzieć: „W tej sprawie muszę cię napomnieć”. Może nawet powiedzieć: „Jeżeli trwasz w tym grzechu, konieczna będzie dyscyplina”.

    Ale argumentem nie jest jego stanowisko samo w sobie.

    Autorytet kaznodziei rośnie tam, gdzie człowiek może zobaczyć, że kaznodzieja stoi pod autorytetem tekstu, który głosi.

    Berejczycy w Dz 17 nie zostali potępieni za to, że sprawdzali nauczanie Pawła w Piśmie. Zostali pochwaleni.

    Zdrowy przywódca nie pragnie ludzi bezkrytycznych.

    Pragnie ludzi przekonanych przez prawdę.

    Zdrowe pasterstwo kształtuje sumienie, ale nie próbuje go zastąpić

    Jednym z najsubtelniejszych zadań pastora jest pomoc człowiekowi w formowaniu sumienia zgodnie ze Słowem Bożym.

    To jednak coś zupełnie innego niż stanie się cudzym sumieniem.

    W Rzymian 14 Paweł pokazuje, że istnieją sprawy, w których chrześcijanie mogą dochodzić do różnych wniosków i każdy powinien być przekonany w swoim umyśle przed Panem.

    Nie wszystko jest sprawą obojętną. Istnieją rzeczy, które Biblia jednoznacznie nazywa grzechem.

    Ale tam, gdzie Chrystus pozostawił wolność, pastor powinien bardzo uważać, aby własnej preferencji nie podnieść do rangi prawa Bożego.

    Legalizm nie zawsze polega na stworzeniu setek oficjalnych przepisów.

    Czasem wystarczy jeden człowiek, którego osobiste przekonania zaczynają funkcjonować w społeczności jak dodatkowy rozdział Biblii.

    Jak rozpoznać, że pasterstwo zamienia się w kontrolę?

    Najważniejsze pytanie nie brzmi: „Czy pastor mówi mi rzeczy, których nie chcę słyszeć?”. Dobry pastor czasem właśnie to zrobi.

    Nie brzmi również: „Czy ma mocne przekonania?”. Powinien je mieć.

    Trzeba pytać o coś głębszego.

    Czy potrafi rozróżnić Słowo Boże od własnej opinii?

    Czy może zostać zakwestionowany bez automatycznego oskarżenia rozmówcy o bunt?

    Czy sam podlega realnej odpowiedzialności?

    Czy jego przywództwo sprawia, że ludzie coraz bardziej ufają Chrystusowi, czy coraz bardziej boją się jego?

    Czy kształtuje ich dojrzałość, czy uzależnia ich od swoich decyzji?

    Czy wykorzystuje Biblię, proroctwa, dyscyplinę, poczucie winy lub groźbę odrzucenia po to, aby osiągnąć podporządkowanie w sprawach, w których nie posiada biblijnego mandatu?

    Czy człowiek może powiedzieć: „Nie zgadzam się z tobą”, pozostając nadal bratem?

    To właśnie w takich pytaniach przebiega granica między pasterstwem a kontrolą.

    Jest również druga strona problemu

    Trzeba jednak powiedzieć coś również ludziom znajdującym się pod duchową opieką.

    Pojęcie „duchowej przemocy” może zostać nadużyte dokładnie tak samo jak pojęcie „autorytetu”.

    Pastor nie staje się kontrolujący tylko dlatego, że powiedział ci „nie”.

    Nie dopuszcza się przemocy dlatego, że nazwał twój grzech grzechem.

    Nie jest autorytarny dlatego, że oczekuje odpowiedzialności od członków wspólnoty albo dlatego, że nie zgadza się z twoją interpretacją Biblii.

    Człowiek może użyć języka autonomii i wolności sumienia po prostu po to, aby nikt nie miał prawa go napomnieć.

    A to także nie jest chrześcijańska dojrzałość.

    Hbr 13:17 nadal znajduje się w Biblii.

    Tak samo 1 Tes 5:12-13.

    Chrystus ustanawia pasterzy i oczekuje, że Kościół będzie szanował ich pracę.

    Dlatego granica między zdrowym przywództwem a duchową kontrolą nie przebiega między „pastorem, który czegoś wymaga” a „pastorem, który niczego nie wymaga”.

    Przebiega między autorytetem sprawowanym pod Słowem Bożym dla dobra człowieka a władzą wykorzystującą rzeczywistość duchową do podporządkowania człowieka sobie.

    Pastor ma prowadzić człowieka do Chrystusa, nie do siebie

    Można chyba sprowadzić cały problem do jednego pytania:

    Dokąd prowadzi to przywództwo?

    Czy po kilku latach człowiek bardziej zna Chrystusa, bardziej rozumie Słowo, dojrzalej podejmuje decyzje, potrafi przyjąć korektę, ale również samodzielnie rozeznaje wolę Bożą?

    Czy może odwrotnie - coraz bardziej boi się ludzi, potrzebuje zgody lidera, nie ufa własnemu osądowi, nie potrafi odróżnić głosu Boga od opinii pastora i zaczyna wierzyć, że jego relacja z Chrystusem zależy od relacji z konkretnym przywódcą?

    Pierwszy model tworzy uczniów Chrystusa.

    Drugi tworzy zależność od człowieka.

    Pastor ma autorytet. I właśnie dlatego musi wyjątkowo uważać, jak go używa.

    Im większe zaufanie otrzymuje człowiek, tym większa jest jego odpowiedzialność.

    Biblia nie przedstawia pasterza ani jako duchowego dyktatora, ani jako religijnego konsultanta, którego można słuchać wyłącznie wtedy, gdy zgadzamy się z jego opinią.

    Przedstawia go jako człowieka, któremu powierzono owce należące do Chrystusa.

    Ma je karmić.

    Chronić.

    Napominać.

    Prowadzić.

    Być dla nich przykładem.

    A potem zdać sprawę Arcypasterzowi z tego, jak traktował tych, których Chrystus nabył własną krwią.

    I właśnie świadomość tego ostatniego powinna powodować, że żaden odpowiedzialny pastor nie będzie lekko mówił:

    „Masz mnie słuchać”.

    Znacznie częściej powinien pytać:

    „Czy w tym, czego od ciebie oczekuję, rzeczywiście mogę powiedzieć: tak mówi Słowo Boże?”

    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Autor

    Pastor Bartłomiej Szymon Kurylas

    Nauczyciel Słowa Bożego · założyciel Wspaniałości z Nieba

    „Niech dobry Bóg błogosławi Ci obficie, byś był błogosławieństwem dla drugiego człowieka."